Włosy na cyckach potargał wiatr, czyli o żelazku i skutkach nadużywania wyrazów (schab też jest, nie bójcie)

Po pierwsze, Paryja kupiła sobie kozy, o tu są: piękne kozy Paryi

Wątek ma już kilka stron, a zdjęcia są na drugiej, a oprócz kóz jest pies Budyń i kot Paskud. Po drugie, RozWieLidka przysłała mi fotkę schabu w towarzystwie domowego chleba i kawałka sera, więc sobie obślińcie biurko w pracy:

Klucha vel Gamoń od RozWieLidki

Ha ha. Ja też się dałam nabrać, ale to tylko Klucha, świnka morska RozWieLidki, a prawdziwy schab jest tu:

schabik z osobami towarzyszacymi

A u mnie po staremu. O, tyle jabłek w Gwiazdolota napchałam, a to tylko jedna tura:

japkow wiecej japki

I wodę też, i worek wapna do bielenia koziarni i piwnicy:

wapno i woda

Jabłka muszę teraz przebrać, jak Kopciuszek, bo cała rodzina Sławków wyległa przed dom, żeby mi w zbiorach pomagać, poczciwe ludziska, ale że syn ich nastoletni jest w fazie buntu, a do tego kolega skuterem koreańskim do niego przyjechał i z tymi jabłkami to obciach jak stąd do Wiatskoje, to mi nawrzucał zgniłków, gdy ojciec nie patrzył (“tata, a takie też wrzucać?” “Nie, no co ty!? Zgniłe chcesz wrzucać?” No to jebs, zgniłe do wiaderka. Ale ja go rozumiem i za złe mu nie mam wcale, bo raz, że w ogóle wdzięczna jestem za jabłka i pomoc w zbieraniu, a dwa – też kiedyś byłam nastoletnim chłopcem i wiem co to obciach, żenua i masakra).

A że woda od Żozefin, to naturalną rzeczy koleją mam dla Was kolejny odcinek “Opowieści Dziwnej Treści”. Po pierwsze dowiedziałam się, że Cebulaccy w tym roku zarobili pięćdziesiąt tysięcy złotych na sprzedaży grzybów (dwa tygodnie temu wieść niosła, że pięć tysięcy, więc sporo grzybów natrzaskali w te ostatnie 14 dni po końskiej zarazie i silnych przymrozkach), a po drugie wiem już, jak sobie poradzić z lisem, którego małżonek widział kilka dni temu W MOIM OGRÓDKU (“już był w ogródku, już witał się z gąską”). Lejąc wodę do butelek zagaiłam towarzysko w sprawie czy u pani też się lisy kręcą, bo u mnie to jeden wlazł już nawet do ogródka, na co Żozefin odparła, że nie, do niej nie przychodzą, ale ja to powinnam na tego lisa NASTAWIĆ ŻELAZKO.

Usłużna wyobraźnia natychmiast podsunęła mi wizję, jak to pracowity lisek, widząc nastawione w ogródku żelazko, wprost nie może sobie odmówić i poczyna zawzięcie prasować grządki, resztki liści na krzakach, stare łęty po dyni, ogrodzenie… Byłam już przy tym, jak lisek z pomocą żelazka zrobił z mojej ławki wierzbowej lekko dymiącą płytę paździerzową, gdy kątem oka dostrzegłam, że Żozefin przemawia do mnie językiem obrazkowym, pokazując na migi, jak się to żelazko otwiera i zamyka, łapiąc lisa za nogę. Wizja prysła, pojęłam że chodzi o jakieś ŻELASTWO, wnyki takie, do których pani Żozefin właśnie sugeruje mi nawkładać surowego mięsa. “Ale do tego mięsa to mi koty przylezą, i jak ja je potem z tego żelazka, tfu, żelastwa wyciągnę?” – pytam Żozefin, nie wysilając się już nawet na tłumaczenie, że po pierwsze nie mam żelastwa, a po drugie nie mogłabym, mimo wszystko, patrzeć na czyjąś powolną agonię w tym barbarzyńskim urządzeniu. “Koty? Koty chyba do mięsa nie przyjdą?” – patrzy na mnie, jak na jakąś głupią. Nie, no pewnie, że nie przyjdą. Wystarczy, że zostawię im karteczkę z informacją, że to mięsko jest dla liska, żeby mógł je sobie żelazkiem na takie suszone paski wyprasować, i będzie przekąska jak znalazł, gdy zechce zabrać dzieciaki do kina.

W niedzielę o 7:30 na furtce północnej usiadł jastrząb, o czym dały mi znać rozhisteryzowane kurczaki, ale nic Żozefin o tym nie wspomnę, bo jeszcze każe mi nastawić dla niego lokówkę do włosów, a tej również nie posiadam, i w ogóle zaczęłyby się dociekania, czy koty przyjdą do ryby nadzianej na lokówkę, a to już nie na moje nerwy, podobnie jak czytanie wieści z kraju i ze świata. I nawet nie mam tu na myśli tego samolotu, choć takie informacje przyprawiają mnie o dreszcze, tylko Świętą Lipę. Jak donosi “Życie Częstochowy”, zabytek przyrody w miejscowości Cielętniki, czyli siedmiusetletnia lipa, ma problem. Ma problem, bo jest święta i posiada cudowne zdolności leczenia zębów, więc niezmordowani pielgrzymi przybywają ze wszech stron, by ją z kory zębami właśnie obedrzeć. Ledwie o tym przeczytałam, a już dwa dni później zaczęła mnie ćmić górna, prawa siódemka, całkiem jak na złość (a może ku nawróceniu?), i już nawet spoglądałam łakomym okiem na te dwie lipy, co rosną na naszym podwórku, ale nie, mówię sobie, NIE, Kanionek, bo się zaczyna od obgryzania świętej kory, a potem kończy z żelazkiem w ogródku i lokówką nadziewaną dorszem.

TYM BARDZIEJ, że ostatnio i tak źle ze mną. Kilka dni temu dzwoni kurier, któremu dopiero co tłumaczyłam jak do mnie dojechać, i mówi, że on już jest. “Gdzie?” pytam, bo choć jestem w domu, to jakoś nie słyszałam, żeby samochód podjeżdżał. No to on mówi, że na drodze leśnej jest, a przed nim taki żółty domek. “Oooo, to nie wiem, gdzie pan zajechał”, mówię zmartwiona, bo skoro zabłądził, to teraz ciężko będzie ustalić, gdzie wylądował. “No ale jechałem tak, jak pani mówiła! Tunelem pod drogą główną, potem kilometr przed siebie, po lewej łąka, po prawej pole, i przez las, i tu jest już tylko jeden dom!”. No i co Państwo powiecie… Oto mój dom, widok z lotu kuriera:

widok na dom z lotu kuriera

Jasne, można się spierać, czy to bardziej słomkowy, kanarkowy, bursztyn czy bahama yellow, ale każdy przyzna, że niebieski to ten dom nie jest. No więc cóż. Mieszkam tu pięć lat, w żółtym, kurde, domku, i najwyraźniej w absolutnym tego faktu zaprzeczeniu. Ale to jeszcze nie wszystko. Od pięciu lat mieszkam praktycznie otoczona gęstymi krzewami tarniny! Są z każdej strony, niemalże na wyciągnięcie ręki. O, teraz już bez liści, ale wciąż z zatrzęsieniem owoców:

tarniny pelno

A tak wygląda owoc z bliska i pestka:

owoc tarniny na krzaku owoc tarniny z pestka

Jutro się okaże, że po dnie pobliskiej rzeki walają się potwornie znudzone bryłki złota wielkości główki niemowlęcia, a ze studni wierconej tryśnie ropa. Ale o studni to może innym razem :)

Czytam sobie poleconą przez Was książkę “Blessed Are the Cheesemakers” (“Błogosławieni, którzy robią ser”) i nie powiem, sympatyczna lektura, z gatunku tych lekkich, chwilami zabawnych historii z przewidywalnym romansem w tle, i choć o miłości nic prawdziwego się z takich książek nie dowiecie, to wątek sera jest w “Błogosławionych…” akurat ciekawie poprowadzony. Krowy na przykład, z których każda ma na imię Maria (dla ułatwienia sprawy tak ludziom, jak krowom), a z mleka których powstaje jedyny w swoim rodzaju ser, dojone mogą być tylko przez panny ciężarne, nie jadające mięsa, i do tego obowiązkowo śpiewające podczas dojenia. I tak mnie to jakoś urzekło, bo choć ja już ciężarną panną raczej nie zostanę, a od mięsa nie stronię, to też śpiewam przy dojeniu i chciałam Wam nawet nagrać filmik, jak doję kozy i im smętnie zawodzę szlagiery w stylu: “włosy na cyckach potargał wiatr, wyrzuć z pamięci po owsie ślad”, przechodząc do bardziej skocznych kawałków (“if I were a rich goat”), a nawet takich baśniowych (“somewhere over the rainbow Bożena flies”), ale znów przypomniałam sobie tych od korowania zabytkowej lipy i uznałam, że jednak nie. Nie mam nic przeciwko wzbogaceniu swoją osobą narodowej puli szaleńców, ale do klubu oszołomów karty członkowskiej nie opłacę. Za to chętnie zostanę lokalnym, sławnym góralem, i oto przepowiadam Wam, że zima będzie słaba, bo kozy zapuściły co prawda włosy na cyckach już w połowie października, ale zarost nadal jest lichy:

Ziokolek na dojalnicy włosy na cyckach

A skoro już przy kozach, to wszyscy przeszli jesienne manipulacje przy kopytkach, a przy okazji zaczynam oswajać młode kozice z dojalnicą. Dostają trochę owsa i sobie jedzą, a ja w tym czasie zaznajamiam je z dotykiem szczotki do czesania, z głaskaniem tu i ówdzie, żeby potem dzikie nie były podczas prób wymacania koziołków w brzuchu lub pierwszego dojenia. No i szybko się okazało, że Pippi i Roman to panikary (Pippi odziedziczyła po mamusi umiejętność nieskrępowanego wypowiadania się z pyskiem pełnym owsa, a Roman nawet owsa nie chce, tylko do mamusi i do mamusi), Krówko jest czujna, ale misce owsa nie przepuści, za to Kachna jest kozą wzorową. Stoi spokojnie, kopytka podaje, szczotka jej nie straszna, no i tylko skłonność do eksperymentów, odziedziczona po matce, trochę komplikuje sprawy:

ktoredy na Grunwald

Tak, warto sprawdzić, czy stojąc w poprzek platformy też można się najeść owsa. Okazuje się, że tak, a jedynie pozycja “tyłem do miski” nie sprawdza się wcale:

gdzie ta miska

Gęsi nie miały o tym gęsiego pojęcia i aż przyszły popatrzeć, co się tam wyprawia na tej dojalnicy:

a czo to sie tam wyprawia

Kaczka pozostała niewzruszona na Kachnine ewolucje i – udając, że jest ponad takie głupoty, i w ogóle ma umysł ścisły – rozpracowywała konstrukcję kosy:

kaczka techniczna

A ponieważ tak się jakoś złożyło, że dziś jest wpis o rzeczach dziwnych, to mam dla Państwa jeszcze niesamowity mazak, albo flamaster, którego zakrętka posiada OTWORY POWIETRZA:

otwory powietrza zakretka

I jeszcze coś, o czym być może już słyszeliście, ale ja jestem opóźniona, bo nie mam czasu być na bieżąco. Chodzi o wielką mistyfikację, świetną zabawę i o to, jak łatwo nas zrobić w konia, nawet jeśli mieszkamy w mieście. Przeglądając sobie internety jeszcze przed wyborami, trafiłam na taki oto skrin ze spotu wyborczego kandydatki na posłankę, pani Pauliny Macutkiewicz:

kandydatka

I podczas gdy komentujący skupili się na kołnierzu od bluzki wielkości paralotni, moją uwagę przykuły te “miliardy ludzi w Polsce”. “Bynajmniej dwukrotny wzrost płac” nie zdziwił mnie wcale, ponieważ słowo “bynajmniej” jest bardzo często używane wizawi apropos, a że “najważniejsze” okazało się aż kilka spraw, to też nic dla mnie dziwnego – w końcu sama mówię każdej mojej kozie, że jest najpiękniejsza na świecie. Kołnierz jak z koszyka ze święconką i miliardy Polaków? No i co z tego. Pani Paulina nie odbiega standardem jakości od pierwszej lepszej posłanki na sejm, a gdyby reprezentowała jakieś odłamy ludowe, to tym bardziej. Coś mi jednak nie dawało spokoju. Pani Paulina była aż nazbyt wiarygodna, z tą zdrową jak wiejski bochen twarzą, z tym kołnierzem niczym sztandar ku chwale uczciwej prostoty, z tą hurtownią farb wraz z mężem prowadzoną, i z tym… błyskiem szaleństwa w oku! Nie będę kłamać, że phi! od razu ją przejrzałam, ale ten błysk… Szaleństwa, czy szachrajstwa?

Bez trudu znalazłam jej konto na Fejsbuku, a czytając tak posty (żadnych błędów ortograficznych? Teraz byłam już prawie pewna), jak komentarze “potencjalnych wyborców” miałam nadal mieszane uczucia. Jest tak głupia, czy tak bezczelna, by pisać o ustawianych przetargach, lub proponować wiadro farby za głos? Wątpliwości rozwiał ostatecznie ten artykuł: http://zielonagora.wyborcza.pl/zielonagora/1,35182,17747634,Kandydatka_na_prezydenta_RP_z_Zielonej_Gory__Kto_uwierzy.html, z kwietnia bieżącego roku, gdy pani “Paulina” startowała w wyborach prezydenckich.

Sama już nie wiem, czy wskutek długotrwałego przebywania w lesie i zadawania się z kozami doznałam trwałego stępienia intelektu, czy może tak bardzo przyzwyczaiłam się do poziomu, jaki reprezentują politycy (nie tylko krajowi), że nie jestem już w stanie odróżnić prawdziwego oszołoma od zwykłej kpiny?

Edmund Czarna Żmija: “Baldrick, czy ty wiesz, co to jest kpina?”

Baldrick: “Oczywiście. Jak mleko kipi, to robi się na nim taka biała kpina.”

Dawno temu, gdy jeszcze oglądałam telewizję, zauważyłam, że coraz większym wzięciem wśród reporterów, dyskutantów i redaktorów, cieszyło się słowo “natomiast”, używane często i namiętnie, z lubością i oddaniem, bez sensu i bez kredensu. Nabawiłam się przez to takiej neurozy (szczękościsk i bombki u nosa przy każdym użyciu), że przełączałam program, gdy “natomiast” padło po raz trzeci w ciągu minuty, aż w końcu sama przestałam tego słowa używać, żeby wspomóc zachowanie równowagi w naturze. Natomiast teraz żegnam się już czule z miliardami moich czytelników, ponieważ muszę nastawić żelazko w ogródku, żeby mi lisek bynajmniej kołnierz jutro wyprasował.

PS. Aha, a jeśli znów niechcący wezmę udział w konkursie, to czy mogę to już nazwać prześladowaniem? No może nie ja osobiście, ale mój ser. Zadzwoniła do mnie ta moja pani sobowtór, co to mąż młodszy i leśniczówka na odludziu, no i koza, i jeszcze kilka szczegółów, co nas połączyły, choć się jeszcze na oczy nie widziałyśmy. Ona jest specjalistką od konkursów z branży spożywczej, zdobywa jakieś nagrody i certyfikaty, do czego i mnie serdecznie namawia, i mam dla niej zrobić ser na piątek, który ona wystawi na jakimś konkursie w sobotę. W towarzystwie swoich gołąbków w trzech odsłonach – z grzybami, z czymś tam i z czymś tam. Zapomniałam, bo się zafiksowałam na tych grzybach, a dokładniej na tym, czy ona musi mieć jakiś certyfikat grzybiarza, żeby te gołąbki wystawić. No w każdym razie mój ser ma wystąpić z gołąbkami, albo być nadzieniem jednej wersji tych gołąbków. I taka byłam znienacka wstrząśnięta tą propozycją, że się zgodziłam, i teraz muszę ETYKIETKĘ wyprodukować, i napisać na niej imię, nazwisko, skąd się wzięłam i ile tłuszczu zawiera mój ser. Ile tłuszczu zawiera mój ser, do diabła?

PPS. I byłabym zapomniała, na śmierć i bynajmniej, a nagrałam dla Was materiał spontaniczny, na którym Atos miał chodzić, ale dzisiaj mu się nie chciało. I tradycyjnie już ostrzegam oglądających w pracy: Mając szczeka, a gęsi odśpiewują jakąś ichnią wersję “Ody do radości”. Innymi słowy – dużo hałasu, szefuniu może nie docenić walorów artystycznych dzieła, słuchawki zalecane. Aha, i elementy różne się walają po podwórku, bo Wąski lubi się zabawić. Dajemy mu do mordowania kartony i plastikowe butelki, a starą wywłokę, to znaczy poszewkę z dawnego siennika Atosa, to już sobie sam dorwał, gdy się suszyła na lince.

klony dwa

601 thoughts on “Włosy na cyckach potargał wiatr, czyli o żelazku i skutkach nadużywania wyrazów (schab też jest, nie bójcie)

  1. mitenki 04/11/2015 at 01:46

    Wzruszył mnie Atosik, dzielny pieson!
    Dwa białe kredensiki prawie nie do odróżnienia :)

    • kanionek 04/11/2015 at 01:57

      Drogie dzieci, dlaczego Wy jeszcze nie śpicie? :D
      A wiesz, że ja już się czasami mylę, patrząc na te dwa białe klony? Ziokołek ma brodę i cycki, i kolczyk w lewym uchu, a Kachna w prawym, ale jak się wszyscy kłębią w tłumie, to można się pomylić. Krówko też z daleka jak wykapana Irena, tyle, że z rogami.

  2. mitenki 04/11/2015 at 02:00

    Jeszcze nie śpimy drogi Kanionku, gdyż wstajemy wcześnie o świcie :D
    Rozumiem, że czerwone obróżki dałaś im obu, żeby łatwiej było je odróżnić?

    • kanionek 04/11/2015 at 02:44

      Ha! Nie jesteś pierwsza, bo już mnie małżonek o to samo pytał ;-P

      • mitenki 05/11/2015 at 04:57

        Piąteczka, Mały Żonku :D

  3. mitenki 04/11/2015 at 02:35

    A z lisem i żelazkiem, to miałam taką wizję – przyłapany, gdy prawie witał się z gąską w ogródku, lisek dostaje w łapę żelazko, rozstawiasz mu deskę i znosisz stertę bielizny do prasowania. I lisek macha tym żelazkiem w prawo i w lewo, ocierając kitą łzy płynące po rudym pysku. I już mi się go żal zrobiło, gdyż nie cierpię prasowania i chciałam prosić o ułaskawienie dla niego… i chyba powinnam jednak przespać się trochę :D

    • kanionek 04/11/2015 at 02:45

      Idź, idź, jako i my idziemy :) Ale pomysł z karnym prasowaniem niezły. A Wąski będzie zmywał gary!

  4. wersja 04/11/2015 at 08:24

    Atos mi zaimponował! Dzielny facet :) no i też myślałam, że mi się białe kozy w oczach dwoją, a przecież już jest rano i wczorajsze wino dawno wywietrzało. Ale panią Paulinę z kabaretu poznałam i się nabrać nie dałam, bo „merytorycznie” to można polec i dowcipu nie złapać przy dzisiejszym poziomie tzw. debaty publicznej (debata publiczna na mnie działa tak jak na Ciebie natomiast. Natomiast natomiast lubię).

    • kanionek 04/11/2015 at 13:26

      Już prawie rok minął odkąd Atos się zepsuł, i pewnie gdyby miał dostęp do nowoczesnych terapii rehabilitacyjnych, jego postępy byłyby większe, ale i tak jest dobrze :) Lekarze dawali jakieś 50% szans na to, że będzie chodził, i ostrzegali, że proces może potrwać nawet i dłużej, niż rok. Niech mu zajmie nawet i dwa lata, mamy czas, a najgorsze nerwy już za nami, i nawet ręczne wysikiwanie go stało się codzienną rutyną, tak jak zakładanie i zdejmowanie „butów”. A kiedyś znów pójdziemy wszyscy na spacer do lasu, każdy o własnych siłach, choćby i dopiero za rok :)

      • Ola 04/11/2015 at 18:09

        Powiedziałaś Kanionku. Howgh.

  5. zerojedynkowa 04/11/2015 at 08:31

    A ja miałam inną wizję z liskiem i żelazkiem: bynajmniej (urocze słowo) taką, że wystawiasz żelazko gdzieś daleko od domu (masz taki długi przedłużacz?) i ono jest włączone i grzeje i to ciepło co od niego bije to… to… No i tu mi się wizja skończyła. Zawiesiłam się jak komputer w mojej pracy. :/
    Genialny wpis, popłakałam się ze śmiechu. I pewnie teraz ilekroć będę prasować, moje myśli będą krążyć wokół liska. (Po namyśle wstawiłam przecinek po „prasować”, bo wyszło, że będę prasować moje myśli) :D
    A jeżeli chodzi o Żozefin to chyba trzeba, rozmawiając z nią, bardziej skupić się na przekazie niewerbalnym… Li i jedynie.

    • paryja 04/11/2015 at 08:50

      No to ja z żelazkiem poszłam dalej. Lis miał z ciekawości polizać rozgrzane żelazko, jęzor mu się miał przykleić … a potem już mi brakło koncepcji, może pogadanka ? (sąsiadka wygłaszała liskowi pogadanki a on rozumiał :))

      A tak w ogóle to z całego wpisu najbardziej utkwił mi lew ! Cichutko sobie o lwie marzę, byłby wielki i koniecznie złoty i stałby sobie w pokrzywach i zadziwiał ;) I przez tego lwa musiałam filmik dwa razy obejrzeć bo się za pierwszym razem skupić nie mogłam .

      • kanionek 04/11/2015 at 12:55

        Te lwy wielkości wyrośniętego kota, pomalowane brązową farbą, są przedmiotem naszej nieustającej fascynacji. Wiesz, że ciężko w tej okolicy znaleźć dom, który by ich nie miał? Obstawiamy, że wszystkie narodziły się z jednej formy, po sąsiedzku pożyczanej, zapewne w czasach emisji „Dynastii”. Tylko dlaczego takie małe? I w sumie faktycznie – dlaczego nie złote? Ten lew, którego widać na filmie, jeszcze się jakoś trzyma, ale jego brat bliźniak zachorzał ciężko, szczęka mu opadła, i do tego miejscami linieje. Kotek lubi siadać mu na głowie, a Laser obsikać przednie łapy :)

    • kanionek 04/11/2015 at 13:13

      Mam dwa długie przedłużacze, łącznie dają jakieś 45 metrów, więc jak dopracujesz swoją wizję, daj znać :D
      Taa, ja już trochę inaczej podchodzę do Żozefin, niż na samym początku, gdy naprawdę usiłowałam ją zrozumieć, a sklejanie poszarpanych wątków robiło mi spustoszenie w mózgu. Teraz łykam wszystko bez czkawki, przytakuję, pomagam w czym mogę, a zjawiska nadprzyrodzone i wypowiedzi kuriozalne odkładam do szuflady z etykietą „i nie śniło się nawet filozofom”. I wszyscyśmy zadowoleni, a wcześniej bez sensu się szarpałam, jak katecheta na wykładach w sekcie Kultu Mrocznego Pana ;)

  6. pluskat 04/11/2015 at 08:40

    Atos zmiekczyl moje nieczule serce, robi postepy, nie musicie go targac, sam sie przemieszcza. Boje sie namawiac Cie na nastepny konkurs, ale kto wie, moze konkurencja tym razem bedzie slabsza :) Na wszelki wypadek ubierz swoj ser w jakies falbanki. Procent tluszczu: niezbadany. Numer pani poslanki bardzo zabawny.

    • kanionek 04/11/2015 at 13:05

      Iiii, jakoś nie wierzę w to Twoje nieczułe serce :) Już wiem, co napiszę. „Ser pełnotłusty” i nie minę się z prawdą. Falbanki to nie wiem, skąd wziąć, ale mogę zatknąć w krążek kogucie piórko ;)

  7. pluskat 04/11/2015 at 08:43

    Zolty domek w tarninie, marzenie. A Waski nie moglby zima w ogrodku biegac, czy za duzy szkodnik?

    • kanionek 04/11/2015 at 13:00

      Szkód by raczej wiele nie narobił, sęk w tym, że on z ogródka wyjdzie w trzy sekundy. Niestety, umie się wspiąć po siatce, a i podkop pod siatką nie zająłby mu więcej, niż godzinę.

  8. ciociasamozło 04/11/2015 at 09:46

    Eee… znaczy kurier powiedział, że widzi niebieski dom? bo napisałaś, że widział żółty i coś dowcipu nie załapałam ;)
    Z żelazkiem to miałam wizję a’la kowadło – dobrze rozbujane, rozgrzane do czerwoności żelazko odstrasza Rudego Ryja, a jak nie to wali w bańkę i/lub rozprasowuje na grządce.
    Za Atosa nieustajaco trzymam kciuki. Widać, że już może lepiej chodzić, tylko do filmu mu sie nie chciało.
    Zawartość tłuszczu – naturalna! I trzymam kciuki za kooperację spożywczą!
    Tak mi się serial Ranczo przypomniał, gdzie kobitki się zmówiły i zaczęły pierogi na sprzedaż robić, a jedna to kozy hodowała :)

    • wersja 04/11/2015 at 12:09

      jeszcze może być, że zawartość tłuszczu „zmienna zależnie od czynników pozostających pod wyłączną kontrolą kóz” :)

      • kanionek 04/11/2015 at 12:25

        :D Coś mi się widzi, że zamiast etykiety przyjdzie mi zrobić małą książeczkę do tego sera. Taką ulotkę, jak do dzisiejszych leków – otwierasz pudełko, w środku trzy malusie tabletki, a do tego pół encyklopedii małym druczkiem, w pięciu ciasnych zwojach ;)

    • kanionek 04/11/2015 at 12:44

      Ciociu, tym dowcipem jestem ja :D
      Zobacz, facet dzwoni, że stoi przed żółtym domkiem, a ja mu wmawiam, że skoro przed żółtym, to nie przed moim. Po czym pół godziny później idę nazbierać tarniny, oglądam się za siebie i co widzę? Mój, cholera, żółty domek. I dlatego napisałam, że choć można się spierać o odcień tej żółci, to jednak nie można zaprzeczyć, iż żółć to jak w mordę, a nie ultramaryna, i do tej pory nie wiem, jak to możliwe, że przez pięć lat nie pomyślałam o swoim domu jako żółtym. Właściwie to w ogóle nie myślałam o nim barwnie, bo przecież stoi tu sobie sam jeden, i nie trzeba go od innych domów po kolorze odróżniać. Gdyby facet stanął bliżej bramy, to nie byłoby obciachu, bo jakieś dwa lata temu, sfrustrowana faktem, że wejście do domu mamy z tyłu i nie widać kto jest przy bramie, zainstalowałam we wnęce okiennej na zewnątrz małe lusterko, ale on stał na rozwidleniu, gdzie moje lusterko inwigilacji nie sięga.

      No patrz, wizja kowadła Cię nie opuszcza :D A Atos, jak na złość, dzisiaj znów chodzi o niebo lepiej, niż wczoraj! On musi mieć tremę aktorską jednak.

      • ciociasamozło 04/11/2015 at 14:58

        Jak widać życie towarzyskie moich szarych komórek zamiera. Przestały się już zderzać :(
        I teraz trzeba mówić do mnie dużymi literami, krótkimi, prostymi zdaniami :(
        Może to przez kowadło?
        Lusterko inwigilacji bardzo mi się podoba :)

        • kanionek 04/11/2015 at 16:50

          A może taki dziś dzień? Ja się z bólem głowy takim obudziłam, że nic tylko haftować, i to niekoniecznie serwetki, a jak do Sławków po jabłka zajechałam, to oni to już w ogóle… Na plan „Walking Dead” przyjęliby ich bez charakteryzacji. Żozefin dzisiaj nie kuma nic, całkiem, zero, można do niej mówić i umrzeć, czekając na odpowiedź. Musi taki dzisiaj dzień.

  9. diabel-w-buraczkach 04/11/2015 at 12:25

    Sliczna Klucha! Uwielbiam wyraz twarzy morskich swin. Przypominaja mi stare fotografie portretowe mezczyzn z wasikiem i utrefionym lokiem.
    NATOMIAST ;) pani Paulina, eh…. moze ma nadzieje, ze ta rodzina, która jest najwazniejsza, tak sie wkrótce rozrosnie?

    • RozWieLidka 04/11/2015 at 12:43

      Klucha kłania się nisko pokwikując z zadowolenia, że ktoś w końcu docenił jej walory😉

    • kanionek 04/11/2015 at 13:32

      Ja też lubię świnki, i moskie, i lądowe :) O, Diabeł, Ty jako artystka pędzla i kredki, powinnaś wiedzieć, jakiego koloru dokładnie jest mój dom. Czy „kanarkowy” to w ogóle oficjalna barwa?

      • RozWieLidka 04/11/2015 at 16:29

        Nie wiem, czy szanowane Kozy zdają sobie sprawę, ale to nie jest świnka morska. To jest, proszę Kóz szanownych, Cavia domowa😎

        • kanionek 04/11/2015 at 17:01

          Sprawdziłam, o czym Ty do nas rozmawiasz, i faktycznie, już nie świnka morska, tylko Cavia porcellus! Kawusia w porcelanie. Też smacznie. Omatko! Mój schabik czeka na solenie!

        • Ola 04/11/2015 at 18:16

          Oważ cavia ma twarz jak flaga narodowa, tylko nie wiem jakiego państwa :)
          Mam nadzieję, że będzie to potraktowane jako komplement.

          • diabel-w-buraczkach 05/11/2015 at 12:56

            RozWieLidka – alez prosze, ja zawsze do uslug w takim temacie. Mor-swinie sa piekne i megaslodkie. Nawet kalendarz rozwazalam w tym roku, ale nie znalazlam takiego, który by w calosci podbil moje serce, te zdjecia robili jacys ludzie nienawidzacy swinek chyba.

            Kanionek – oficjalnie to zdaje sie wystepuje zólc cytrynowa i kadmowa, reszta to wytwory mniej lub bardziej nowoczesne. A uwierz mi, teraz to co producent, to inne kolory. Wasz dom jest jednoczesnie kanarkowy, neapolitanski, piaskowy, kadmowy, a nawet bananowy. Choc kanarkowy jest na ogól (ale nie zawsze) bardziej intensywny. A moja sasiadka miala na taki kolor okreslenie – wybaczysz mi? – zólty majtkowy ;)))) Bo jej przypominal takie stare bawelniane majtki z wciagana gumka z dziecinstwa.

          • kanionek 05/11/2015 at 21:55

            Okej, koniec konkursu, od teraz mój dom jest oficjalnie koloru bananowo-majcianego :) Niech no tylko znów zadzwoni kurier :D

          • paryja 07/11/2015 at 17:06

            Kanionku twój dom jest w kolorze ochry złotej albo francuskiej (jals)
            ewentualnie ugru jasnego :) albo aureoliny (ładne imię dla kozy) są jeszcze żółcienie niklowo-potasowe i bizmutowo-wanadowe. Jeżeli żadna nazwa Ci się nie spodobała to mogę jeszcze kilka podać np. żółcień praseodymowa czyli spinel czyli krzemian cyrkonu :D
            Niestety indywidualne ustawienia monitora nie pozwalają na konkretne określenie koloru twojego domu ;)

          • kanionek 07/11/2015 at 22:42

            :D :D :D
            Wy mnie wykończycie. Kilka imion dla kóz by się wśród tych nazw znalazło, a nawet i epitecik („ty ugru jasny jeden ty!”). Bizmutowo-wanadowe najfajniejsze, ale jak powiem błądzącemu kurierowi, żeby szukał bizmutowo-wanadowego domu, to on wcale nie przyjedzie, a w system komputerowy wpisze „adresata nie było w domu, tylko jakaś wariatka. Zwrot do nadawcy”. Żółcień praseodymowa brzmi trochę jak nazwa dla wrzodu na d… Ach, języka taka piękna :)

          • Ynk 07/11/2015 at 19:17

            Oj jak ja lubię, Paryja, takie nazwy kolorowe. Smacznie brzmią. Działają na kubki wzrokowe i słuchowe ;-) Nie ma czegoś takiego? Ale mogłoby być. Napełniałabym z rana taki kubek wytrawną żółcienią praseodymową, brała dokładkę z półsłodkiej aureoliny i mogła iść w świat mierzyć się z jego mroczną gębą ;-)

          • kanionek 07/11/2015 at 22:48

            Ynk, z mroczną gębą bizmutowo-wanadową, chciałaś powiedzieć? ;) Ja też lubię takie „dziwaczne” (czytaj: wcześniej mi nieznane) nazwy.

        • RozWieLidka 05/11/2015 at 19:46

          Daibełku a może by tak jakaś mała graficzka z cavią vel mor-świnem w tle ? 😋

          • RozWieLidka 05/11/2015 at 19:47

            Ok, Diabełku miało być. W buraczkach oczywiście☺

  10. RozWieLidka 04/11/2015 at 12:47

    Mnie zauroczyła kaczka z filmu, dostojnym krokiem podążająca za histerią gęsi. Atos twardziel wymiata.
    I o rany, dwoi mi się w oczach!😎😉

    • kanionek 04/11/2015 at 13:28

      Bo Kaczka to jest ktoś! I faktycznie będę musiała zmienić kachnie obrożę na jakiś inny kolor, zwłaszcza gdy już zapuści brodę i cycki, bo nie odróżnię :)

  11. pluskat 04/11/2015 at 13:55

    Ser od szczesliwych koz, tak jak jajka od kur z kogutem. Ale z tymi jajkami to podobno prawda; Ziemba twierdzi, ze jak kury zyja bez koguta, to pozbywaja sie toksyn wpuszczajac je do jajek.

    • kanionek 04/11/2015 at 16:59

      A jak mają za dużo kogutów to same hormony szczęścia w tych jajkach? Może mi się od jedzenia jajców poziom endorfin poprawi ;)

      • paryja 04/11/2015 at 18:44

        Od razu mi się Chmielewska z „Dzikim białkiem” przypomniała i gospodarstwo w którym kury żyły w związkach monogamicznych :)

        • paryja 04/11/2015 at 18:51

          Czy ten niebieski stwór którego mam przy nicku to on ma cztery nóżki poplątane czy się biedactwo porzygało ?

          I jeszcze chciałam powiedzieć że mię zatchło z wrażenia że moje kozy u Kanionka za support robią .

          • kanionek 04/11/2015 at 20:54

            „Czy ten niebieski stwór którego mam przy nicku to on ma cztery nóżki poplątane czy się biedactwo porzygało?” :D
            Przyjmij wersję, która Ci najbardziej odpowiada.
            I nie ma sprawy, mam tylko nadzieję, że Twoje panny nie obrażą się za to, iż występowały w towarzystwie Kawusi Porcelanusi oraz SCHABU :D

          • RozWieLidka 04/11/2015 at 21:14

            Przez tego otrzymanego potwora oplułam monitor. No weźcie dajcie spokój noo… 😂😂😂

          • RozWieLidka 04/11/2015 at 21:15

            …obrzyganego miało być.

          • paryja 04/11/2015 at 21:36

            Przyjmuję że ma cztery obrzygane nóżki :D a co se będę żałowała .

        • kanionek 04/11/2015 at 20:58

          Ta, żeby to tak słodko wyglądało, że każdy kogucik pod rękę ze swoją kurką, to jeszcze pół biedy, ale raz, że oni się tłuką niemiłosiernie (jeden z najmłodszych kogucików jeszcze nawet nie do końca barwy samcze przywdział, a już z podbitym okiem biega), a dwa – i tak nie pamiętają, która żona czyja jest i na wszelki wypadek każdy kogut musi zaliczyć każdą kurę. I odnoszę takie wrażenie, że kury to trochę wkur… Denerwuje :)

          • paryja 04/11/2015 at 21:16

            Kozom się podoba, trochę tylko na fragmenty zwłok wieprzka kręcą nosami (trudno im się dziwić)
            Z kogutami mam to samo :) u nas dodatkowo jeszcze one są różnych ras i wielkości i śmiesznie wygląda kiedy maleńki kogucik sebrytki podskakuje do wielkiego koguta brahmy :) albo któryś z wielkich kogutów chce wychędożyć maleńką kurkę, co mu się nie udaje bo one sprytne są . Niedługo pewnie dostaną osobne zagródki i wolierki ale na razie biegają razem .

  12. pluskat 04/11/2015 at 17:57

    A tak, nie zaluj sobie jajek, byle zoltko bylo ledwie sciete.

    • mitenki 04/11/2015 at 18:39

      Dlaczego ledwo ścięte?

      • kanionek 04/11/2015 at 21:01

        O, Mitenki! Czy mogę wykorzystać jeden z Twoich projektów naklejkowych na tę nieszczęsną etykietkę? Bo zanim opanuję jakiś bardziej zaawansowany program graficzny i sama coś wymyślę, to ten ser wyjdzie z domu o własnych nogach ;)

        • mitenki 05/11/2015 at 04:48

          Pewnie! Albo powiedz co i jak, to Ci zrobię taki jaki potrzebujesz :)

          • kanionek 05/11/2015 at 20:59

            No i co, no i powiedziałam, a Ty zniknęłaś! Małżonek teraz siedzi przed kompem i tworzy. On ma do tego głowę i narzędzia, ja się prędzej z serem dogadam ;)
            A tak w ogóle, to dziękuję za przysmaki dla zwierzyny, a ta paczuszka, spięta gumką, z napisem „Dla Kanionka” i trzema serduszkami, co to mam jej na razie nie otwierać, to jest OKRUCIEŃSTWO wobec ludzi. Nie otworzyłam, tylko pomacałam, i nic mądra nie jestem. Będę twarda, jak obiecałam, ale następnym razem może owiń takie coś w brzydką gazetę i choć serduszek nie rysuj, bo ta paczuszka TAK na mnie patrzy! Jakby chciała, żeby już ktoś do niej zajrzał :D

  13. mp 04/11/2015 at 18:11

    Zawartość tłuszczu zgodna z normą PNCK743/2751/095671.
    I niech ktoś udowodni, że nie !
    Kredensiki cudne, a filmik zostawiam sobie na wieczór.
    A z tej tarniny to trzeba wydłubywać pestki ? Bo mam namierzone krzaki niedaleko, ale na dłubaninę z pestkami nie mam ochoty. Za to na nalewkę- owszem, owszem :)

    • kanionek 04/11/2015 at 19:02

      Ano widzisz, jedni dłubią, inni nie. Wyczytałam u jednego faceta, że jeśli wydłubuje pestki, to nalewkę odcedza i butelkuje już po dwóch, trzech tygodniach, a jeśli zalewa z pestkami, to nakłuwa owoce (igłą? też dużo roboty, każdą kulkę nakłuć) i trzyma dłużej. W pestkach jest kwas pruski, który – o ile dobrze pamiętam – w komórkach ciała rozkładany jest do glukozy i cyjanowodoru. Nie pamiętam dokładnie co i jak, z chemii jestem słaba, jeśli Cię to interesuje, poszukaj pod hasłem „kwas pruski” lub po prostu cyjanowodór. Na pewno jest trucizną, ten cyjanowodór, i to silną, ale diabeł zawsze tkwi w szczegółach, czyli np. stężeniu. Kwas pruski jest chyba we wszystkich pestkach: moreli, brzoskwiń, wiśni, jabłek, śliwek, w tym i tarniny. Będąc dzieckiem z lubością rozgryzałam pestki jabłek i zjadałam, jądra pestek śliwek też mi smakowały, i nie umarłam, ale nie żarłam tego na kilogramy. Wiem, że stare przepisy na nalewki, np. wiśniową, przewidują zalewanie wydrylowanych owoców, ale i dodatek kilku rozbitych młotkiem pestek, dla dodania specyficznego aromatu i smaku. Kilku pestek, nie kilograma, więc widać i dawniej coś tam wiedziano o kwasie pruskiem ;) Druga rzecz, to jak szybko i w jakiej ilości ów cyjanowodór przenika z pestek do alkoholu, którym zalewamy owoce. To są pytania, na które ciężko znaleźć odpowiedzi. Czy istnieją badania i dowody naukowe w tym zakresie? Wątpię. Pestka pestce nierówna, zawartość cyjanowodoru może się różnić nawet w zależności od odmiany wiśni, czy śliwki. ALe któraś z nas tutaj piszących robi nalewkę na tarninie i zalewa z pestkami, nie pamiętam kto (przepraszam), ale gdzieś w komentach było, chyba pod poprzednim wpisem.

  14. paryja 04/11/2015 at 19:28

    Ja nie dryluję i nie nakłuwam :) Lubię migdałowy smaczek (wychodzi dość intensywny) , a choleryny trującej wszelakiej jest pełno w „serku wiejskim”, „szyneczce babuni” czy „soku 100%” więc postanowiłam nie przesadzać . Dryluję wiśnie do nalewki bo potem są wygodniejsze w spożyciu :)
    Zresztą są nawet przepisy na pestkówki rozmaite. I przecież nie wypija się tego pół litra na łebka ino kieliszeczek (no dwa ;)) dla „ogólnej poprawy samopoczucia” (to cytat z książki „Nalewki lecznicze”)

    • kanionek 04/11/2015 at 20:52

      No i też prawda, a skoro cyjanowodór się w organizmie nie odkłada, to zachowując zdrowy rozsądek przy spożyciu można się cieszyć długim, zdrowym życiem :D

  15. sunsette 04/11/2015 at 22:32

    Rozczuliły mnie te gęsi z kaczką. Przypomniałam sobie, jak moja babcia miała gęś – rezydentkę na dożywociu, chodziła za nią jak pies i gadały do siebie… znaczy, gęś gęgała, babcia gadała;) A gęś była tak spasiona, że brzuchem szorowała po ziemi.
    Czytałam u pepsi eliot o sposobach na ból głowy i tam rzeczywiście było wspominane kiedyś wdychanie pieprzu cayenne, próbowałam, wydawało mi się, że trochę pomaga. Dziś jeszcze też przeczytałam, że wkraplanie do ucha wody utlenionej może pomóc – ale nie wiem, czy bym potrafiła;) A nalewkę z tarniny mój tato robił parę razy – zawsze z pestkami, zbierana po mrozie, albo przemrożona w zamrażalniku przez 2 dni – nikomu nie zaszkodziła:)
    PS Wysłałam maila bo serki mi się skończyły… za szybko;) Może jeszcze się załapię w tym sezonie?

    • kanionek 05/11/2015 at 21:07

      Załapiesz się, już Ci odpisałam nawet :)
      Gęsi codziennie rano witają mnie donośnym wrzaskiem, co – nie ukrywam – cieszy mnie wciąż tak samo każdego dnia, może za wyjątkiem tych, kiedy łeb mi pęka. Jeśli chodzi o przywiązanie i komunikatywność, to gęsi jak na razie wygrywają w całym tym naszym świecie drobiu. Kury żyją same dla siebie, a gęsi cieszą się na nasz widok, sprawdzają co robimy, popisują się (darcie japy i bicie skrzydłami, wyścigi przez podwórko itp.), a jak czasem łypną okiem spod przekrzywionego łba, to ostatni smutas by się uśmiał. A Menel zapuścił sobie takie zimowe galoty, że też już nimi prawie po ziemi szoruje :)

      O nie, niczego sobie wlewać do ucha nie będę. A swoją drogą – musi być teraz jakaś moda na wodę utlenioną, bo niektórzy ją nawet piją w celach leczniczych.

      • kanionek 05/11/2015 at 22:30

        O, Sunsette, a jakiego koloru tacie tarninówka wychodziła? Bo mi się coś majaczy, że w necie widziałam taką złocistą, a moja jest atramentowa. Może dlatego, że owoce miałam wypestkowane, czytaj: rozciapane, i oddały barwnik ze skórki?

        • sunsette 06/11/2015 at 21:35

          No to dziwne, bo o ile pamiętam, to ta nasza nalewka byla taka raczej czerwonawa. Ale jeszcze sprawdzę.
          Woda utleniona podobno jest niezłym panaceum, na razie czytam i się dziwię, bo do stosowania wewnętrznego troche mi brak odwagi – choć nie wykluczam zaryzykowania, jak tylko dostanę odpowiednio czystą, bo ponoć nie każda się nadaje, dosypują jakieś „polepszacze” konserwujące. Gardło płukałam nieraz i działa świetnie na sprawy anginowe ( wali w niektóre bakterie jak złoto;))
          Gęsi naprawdę są fajne. Ja miałabym w ogóle problem z hodowlą czegokolwiek na mięso, bo nawet rosoła by mi żal było, choć niby kurom tak głupawo z oczu patrzy;) A co dopiero taka Gąska Balbinka… Yyy …Melinka;) No ja wiem, że u Ciebie też one na dożywociu, tak sobie tylko pomyślałam.
          A z serów cieszę się przeogromnie!

          • kanionek 07/11/2015 at 11:56

            Może ta „złotawa” nalewka, którą widziałam na zdjęciu, nie była wcale z tarniny, czyli ktoś użył przypadkowego zdjęcia do artykułu. Tarnina silnie barwi (i skórę i tkaniny), na taki czerwonawo-fioletowy kolor, więc faktycznie dziwne, żeby nalewka była koloru bursztynu. Wasza mogła mieć jaśniejszy kolor, skoro owoce były zalewane w całości, a moja, z rozbabranych, wyssała więcej barwnika.

            Woda utleniona, czyli nadtlenek wodoru (H2O2). Podobno współczesna medycyna podaje w wątpliwość nawet jej zdolności odkażające, o uzdrawiających w sposób cudowny nie wspominając. Mnie najbardziej interesuje mechanizm tego leczniczego działania, najlepiej drobiazgowo rozpisany. Gdyby ktoś trafił na rzetelne źródło informacji, to chętnie przeczytam, ale relacje typu: „Zbynio na swoim blogu napisał, że woda utleniona wyleczyła ciocię Helenkę z raka, a znajomemu to nawet noga odrosła, po smarowaniu kikuta sześć razy dziennie” wkładam tam, gdzie doniesienia o lądowaniu UFO. Czyli – nie to, żebym całkiem nie wierzyła, ale żądam jasnych dowodów ;) Czytałam już bowiem o cudownych uzdrowieniach przy udziale: moczu, wody utlenionej, kapusty, pestek moreli, diety wysokotłuszczowej, diety wegańskiej, soku z tego, czy tamtego… No jest od groma tych cudownych terapii, niektóre nawet opisane w książkach (urynoterapia).

            Sery się robią :) Wędzenia w ten weekend nie będzie, gdyż aura parszywa, a jutro w dodatku ma być huragan ;)

      • paryja 07/11/2015 at 08:04

        Proszę :) wszystkie modne terapie ;) artykuł co prawda stareńki ale wszystko dalej aktualne i wchodzi pod strzechy ;)
        http://blogdebart.pl/2009/09/25/jak-pije-sie-nafte/
        Tylko dla osób o mocnych nerwach .

        • kanionek 07/11/2015 at 11:42

          Odpaliłam linka, przeczytałam kawałek i nieźle się zapowiada! Muszę znaleźć czas na całość, bo widzę, że warto :)

          • beti 10/11/2015 at 19:32

            Do kupienia książka Jerzego Zięby pt.”Ukryte terapie.Czego lekarz ci nie powie” albo do obejrzenia na JouTube po wpisaniu: ukryte terapie… Bardzo ciekawe informacje. Polecam :-)

        • pluskat 07/11/2015 at 13:56

          Nie wiem, czy zadowoli Twoj krytyczny umysl. O wodzie utlenionej od 40 min . w sam raz podczas pestkowania tarniny:

          https://www.youtube.com/watch?v=aXKBCCAEN5E

          • kanionek 07/11/2015 at 22:36

            O, dziękuję, Pluskat. Net mam dzisiaj znów upośledzony, ale chętnie obejrzę w chwili Plusowej łaski.

  16. zeroerhaplus 05/11/2015 at 07:25

    Nie ma to jak zdrowa dawka koziego porno z rana :)

    Z filmu cieszą mnie dwie rzeczy niepomiernie, a nawet trzy: Atos, rozdrabniacz oraz gęsi. Kolejność nieprzypadkowa ;) Z tymi gęsiami to będzie niedługo problem (nie z Twoimi ma się rozumieć), bo mój małżonek STANOWCZO dopomina się gęsi, no ale tak bez ogrodzenia, to ja nie wiem, co na to sąsiadka…

    Co do schabu – miał rację ktoś, kto powiedział, że tera cała Polska schab będzie pod powałami suszyć – mój jest aktualnie w fazie ziół :) Dzięki, RozWieLidka :))

    Klucha wygląda z twarzy jak flaga jakiegoś państwa, tylko nie wiem, jakiego.

    A na panią Paulinę sama bym się bez problemu nacięła – WCALE mnie tam nic nie zaskoczyło, no może poza tym pseudosarmackim surdutem w pepitkę.

    Co do pani Żozefin… ona jest postacią tak doskonałą, jakby ja sam Kanionek wymyślił :)
    Żozefin nadaje się na jakiegoś nowego modnego guru, za którym powinny się włóczyć stada hipstersów zapisujące głoszone przez nią prawdy mniej lub bardziej objawione…

    Zakrętka – bomba. Kaczka – wariatka. Klony – przepiękne :)

    • Ola 05/11/2015 at 07:47

      Zero! Już mówiłam, że flaga. Ukradłaś mi! :)

      • zeroerhaplus 05/11/2015 at 08:30

        Ola! Wybacz!!! No jak ciocie kocham, nie doczytałam… Zwalmy to na nieludzką porę, ok?
        Swoją drogą, sprawdziłam – nie ma takiej flagi jeszcze :)

        U pana psychologa na testach siedziałybyśmy w jednej ławce ;)

        • Ola 05/11/2015 at 11:48

          Wybaczam… I zgadzam się co do pory. Jak rzekła Chmielewska: pora dobra do udoju krów a nie architektów [jak i pozostałych ludziów]. :P
          Ja to myślałam o fladze francuskiej, ale w lustrzanym odbiciu.

        • kanionek 05/11/2015 at 20:34

          No więc ja wiem, czyja to jest flaga. To jest flaga państwa Tiramisu, którego prezydentem jest pan Twix. Po prostu słodycze Wam w głowie, nie geografia ;) Honorarium za jedyną słuszną diagnozę psychiatryczną wiecie gdzie przesłać :D

          • Ola 06/11/2015 at 00:15

            Kurczę, nie umiem robić tiramisu. Ale poćwiczę i wyślę. :)

          • zeroerhaplus 12/11/2015 at 13:07

            Łoj tam, od razu słodycze.Wcale że nie i nieprawda! Panie doktorze, naprawdę mi się z flagą skojarzyło. No, ale mnie się wszystko z flagą kojarzy…. czy jakoś tak ;)

    • Kachna 05/11/2015 at 09:20

      Może Twój mąż się dopomina gęsi w innej ekhm postaci. Takiej na ten przykład z piekarnika……;)

      • zeroerhaplus 05/11/2015 at 10:19

        :D
        Fakt, gęsi z piekarnika rzadko atakują sąsiadów :)
        Kachno, nawet jeśli by się dopominał to i tak nie dostanie – z wielu powodów, z których najpospolitszym jest fakt, że raczej nie zabrałabym się za takie cudo kulinarne.
        Szmalec na cebuli – owszem. Gęś zapiekana z jabłkami – neee, no może za dziesięć lat ;)

    • kanionek 05/11/2015 at 20:45

      Zeroerha – z tymi gęśmi to zależy, co sąsiadka ma w ogródku. Jeśli jakieś bezcenne rośliny, to może mieć Wam gęsi za złe. Ale polecam mimo wszystko, gęsi są w bombkę!
      O, dobrze że mi przypomniałaś, że mam rozdrabniacz… Tak się cieszyłam, że dorwałam używany (to znaczy małżonek wyszukał, bo jęczałam), niemiecki, starej daty, za psi grosz (w porównaniu z nowymi), a jeszcze nie miałam okazji porządnie poużywać! Tylko testowe trzy gałązki zmielił i do kąta. Ale w grudniu sobie pomielę. A schab mój też dzisiaj w przyprawach się tarzał, zaś jutro będę się głowić nad bezpiecznym miejscem jego zawieszenia.

      Wizja snujących się za Żozefin hipsterów stanęła mi tak żywa przed oczami, że pękłam :D No i znów przeceniasz moje mozliwości – wymyślić Żozefin? Musiałabym mieć talent i wyobraźnię niczym C.S. Lewis albo Lewis Carroll. Na szczęście nie muszę :D

      PS. A propos gęsi jeszcze. Pamiętacie byłych właścicieli Wąskiego? Oni coś mają z głową jednak, jakąś sadystyczną manię trzymania zwierząt w pudełkach. Już gdy zabieraliśmy Wąskiego, na podwórku u Pana Audi pojawiły się kaczki. Jakieś 10 sztuk. Całe białe BYŁY, bo juz od dawna nie są. Mają drewnianą budkę i ogrodzony siatką wybieg, na oko 3 na 2 metry. Wyobraźcie sobie, że podwórko Pana Audi to kartka z zeszytu w kratkę formatu A4, a „wybieg” dla kaczek to jedna krateczka. I tak tam sobie siedzą, upierdolone w błotku, od dwóch miesięcy, czy więcej. Pewnie też strasznie agresywne ;)

      • Ola 06/11/2015 at 00:20

        Kaczki z wolnego wybiegu :(

      • zeroerhaplus 12/11/2015 at 13:10

        A tak z ciekawości, po kiego uja im gęsi? Jacyś ekologiczni może, własne mięsko hodują? Czy tez lubią zwierzęta i po tym, jak zabraliście im psa, smutno było na wybiegu..?
        Niech se świnkę morską kupią (sorry, Diabeł), wybieg w sam raz jak dla niej.

        • kanionek 12/11/2015 at 17:17

          To kaczki są, ale gatunek nieważny. Może i na mięso, kto wie? Jeśli tak, to stłoczenie tych kaczek jedna na drugiej miałoby przynajmniej jakieś logiczne uzasadnienie, choć to wciąż nieetyczne. Tylko wydaje mi się, że po tych paru miesiącach byłyby już ubite. Nie wiem, nie ogarniam tych Państwa. Cały teren wokół domu oblali jakimś round upem, aż żółto było, potem przyjechała maszynka i im to przeorała ładnie, no i nadal nic tam nie rośnie, więc te kaczki pewnie granulatem karmią.

          Jakaś rozbita dziś jestem. I wczoraj byłam, i przedwczoraj. Wieje, pada (wody mam teraz po czapkę z uszami, nie tylko w studni), człowiek ciągle mokry i zziębnięty, już przed szesnastą ciemno, i jakoś do dupy. Parę rzeczy się wydarzyło, inne się prawie wydarzyły, ale tak bardzo nie chce mi się pisać, że omatko. Ładowałam sobie dzisiaj ziemię z krecich kopczyków łopatką do wiaderka, z wiaderka do taczki, i rozwoziłam wedle potrzeby, w różne zagłębienia w terenie (Mając ujawniła swoje kolejne hobby: maniakalne kopanie dołków), i przy dwudziestym wiaderku coś mi poszło w nadgarstku. Jak nie urok, to sraczka z biegunką. Jakaś taka jestem nieudana od kilku dni.

          • zeroerhaplus 12/11/2015 at 17:30

            Nie zapomnij, że jeszcze w tym roku nie było jesiennej deprechy… może się upomina o swoje prawa? Eeeeee, żartowałam ;)

            Kaczki, kaczki, stoi jak wół, że kaczki. Nie wiem, o co chodzi. Wszędzie widzę gęsi, czy jak? Połączenia neuronowe się mi najwyraźniej przepaliły, te, co ich tam jeszcze kilka było… Cóż. Taka pora.
            A z tym ściemnianiem o szesnastej, to faktycznie przegięli. Ledwo wstać człowiek zdąży, a tu już szarówka… Jak pomyślę, że gdzieś tam mają noc polarną, to aż mi się słabo robi.

            Też mam stawy do bani, współczuję więc serdecznie. Jedz galaretkę i salceson, mówią, że robi dobrze. Ja tam nie wiem…

            Przesyłam trochę słońca, które miałam okazję dziś widzieć osobiście :))

          • kanionek 12/11/2015 at 17:51

            Dzięki, dobra czarownico :) Sam zapach salcesonu robi mi TAK dobrze na stawy, że np. te kolanowe natychmiast zaczynają się zginać i prostować, zginać i prostować… i ani się obejrzę, jak jestem ze dwa kilometry od źródła salcesonu ;) A galaretki były dobre na stawy, a przynajmniej na chrząstkę stawową, bo na reumatyzm to słabo, dopóki nie rozszalała się panika związana ze świńską grypą, gdy producenci galaretek zastąpili żelatynę wieprzową jakimś wynalazkiem pochodzenia roślinnego. A może znów dają świńską? Musiałabym sprawdzić.
            Ale nie, to nie jest deprecha. Tę flądrę wyniucham szybciej, niż salceson. To tylko chwilowe zmęczenie wilgotnością 100% i tymi stawami, przez które byle gówniana robota staje się udręką, a człowiek łazi jakiś taki ciężki i osowiały, jakby mu się betonu do kaloszy nalało. Jutro będzie lepi ;)

          • paryja 12/11/2015 at 17:50

            Nie martw się Kanionku to tylko bura suka jesień. Wszystko siada: i pogoda i energia i chęci . Trza wyjąć z apteczki nalewkę i jakoś ją (tą jesień)przeczekać.
            Już któryś dzień spędzam przed laptokiem odświeżając Kanionka (bo może ktoś coś napisał), w całym internecie nie ma NIC ;) wszelkie książki są albo za ciężkie albo za głupie.
            Albo stoję i gapię się na kozy (dziś się mnie przestraszyły bo założyłam czerwone wdzianko i dopiero jabłuszka je przekonały że to ja :))
            Zwalam to na przesilenie jesienne (albo letnie albo wiosenne albo dowolne inne ;) zawsze jakieś jest ).

          • Ynk 13/11/2015 at 10:08

            Bo chyba deszcz i wilgoć tak średnio ładują akumulatory i dają napęd (nie mylić z motywacją). To może skorzystaj jednak choć trochę z tego tymczasowego nieudania i zwolnij nieco? (Wiem, żywina woła jeść, zabezpieczać się trzeba przed zimą, ale.. może.. ciutkę?) Zaczynam dostrzegać pozytywy tego, że Natura przełącza mnie na drugi stopień zasilania ;-)) Podtykasz – sobie! nie tylko kozom – pęk tymianku pod nos? Daje uczucie ciepła i ‚suchości’. Ten w serze pachnie zniewalająco! I ja promyków wiązkę ślę, wczoraj złapałam, specjalnie dla Ciebie.

          • kanionek 13/11/2015 at 10:50

            Dziękuję, Ynk :) Podtykam sobie za każdym razem, gdy robię dla Was ser z tymiankiem. Zrywam go w ogrodzie, na miejscu obrywając listki z gałązek, i mam wrażenie, że spowija mnie chmura tego aromatu, a potem idzie ze mną do domu i tam rozsiada się po kątach. Tymianek ma moc. A majeranek! Miałam go tyle, co kot napłakał, ale okazuje się, że jeden pęczek majeranku z ogrodu jest w stanie zastąpić pół wiadra suszu ze sklepu. Jak już pisałam Mitenkom – w przyszłym sezonie będę musiała przeznaczyć pół ogrodu na zioła, żeby nie powtórzyła się historia z „bitwą o cząber” ;)

  17. Kachna 05/11/2015 at 09:24

    Kanionek – DOSZŁO!
    Całe i zdrowe wszystko.
    I Ci powiem, że: ten z trawą, koniczyną i innym zielskiem – cudo. I tak pięknie lekutko chrzęści. Ten ze zmielonymi jesiennymi liśćmi, patykami i podbarwiony keczupem (cytuje starsze dziecko „na pewno keczup – to spróbuję” – nie wyprowadzałam z błędu na razie….) – najlepszy.
    Ty się o konkurs nie martw. Ty powiedz gdzie on i kiedy.
    Marketing i reklamę zrobię!!
    …………………………
    Etykietka na butelce…………
    Dziękuję.
    Dziękuję.

    • kanionek 05/11/2015 at 22:03

      Kachna – z trawą i patykami :D Rozgryźliście moją recepturę. Ale nie, keczupu tam nie ma, przysięgam. Po prostu suszone pomidory mi się kończą, i zostały mi takie małe drobinki na dnie, to i dużo czerwonego. Ale ten konkurs to na razie spokojnie, ja tylko towarzysko, znaczy ser mój do towarzystwa cudzym gołąbkom, niejako przy okazji tak tylko. Więc niby będzie na konkursie, ale jednak poza konkursem ;)

      I co tam etykietka na butelce, pytanie, czy zawartość w Twe gusta…?

      • kanionek 05/11/2015 at 22:06

        Aha, już wiem, dlaczego musieliście zgadywać z czym jest ser. Mitenki mnie uświadomiła, że te napisy, które robię mazakiem na papierze, w który owijam ser, mówiące z czym i ile tego sera, po dotarciu do adresata przedstawiają się już tylko jako kolorowa plama :)
        No to ten z koniczyną to był z cząbrem i tymiankiem, a ten z keczupem, liśćmi i patykami – „włoski”, czyli pomidor-czosnek-bazylia-oregano.

        • Kachna 07/11/2015 at 17:42

          Dałam spróbować mamie – mlasnęła i od razu wiedziała – albowiem zielarzem farmacutą jest i wyczuwa każde zielsko:) Mówiła, że ządnych zmielonych liści nie wyczuwa;)
          A ten różowy to znów mały syn wyczuł natychmiast, że to jego ulubiona trójprzyprawa – suszone pomidory, bazylia, czosnek. On ma tak całkiem odwrotnie niż brat – nie znosi keczupu, za to wszystko posypuje „magicznymi trzema składnikami” :) A duży by polewała wszystko keczupem…..
          Także się mijają jakby.
          Dla mnie jednak zdecydowanie ten z koniczyną.
          A jeśli chodzi o nalewkę, to owszem, spróbowałam. O Chtryste! Oko mi wyszło. Ale po trzecim naparstku zaczęłam wyczuwać składniki. Jest bardzo rozgrzewająca i dobrze se po niej śpi. Ale i tak etykieta wygrywa.
          :)

          • kanionek 07/11/2015 at 22:46

            Ale że co z tym okiem!? Za mocna ta nalewka? Bo zapomniałam napisać, że ona ma jeszcze imbir w sobie, za późno go wyciągnęłam, i on daje po migdałkach :) Pozdrów Mamę i dwóch mądrali :-*

    • mitenki 06/11/2015 at 22:37

      Też jestem wielbicielką serka z trawą i koniczyną :) The best!

      • kanionek 07/11/2015 at 11:43

        Szkoda, że trawa mi się kończy! Będę musiała korzystać ze sklepowej. Koniczyna jeszcze jest, w dodatku świeża ;)

  18. zeroerhaplus 05/11/2015 at 10:13

    Aaaaha, jeszcze jedno: nie ważcie się nawet myśleć o zamalowaniu tej ściany za Ziokołkami!!! Ona jest piękna!!
    Luwry i Monety się chowają.

    • kanionek 05/11/2015 at 21:58

      Hm. No jakoś tak fajnie wychodzi na zdjęciach, to fakt. Ja tam chciałam zrobić napis, taki duży, „Ziokołkownia” albo „Kanionkowo”, albo po prostu „OK”. I to miał być napis z mchu (jest taka technika „malowania mchem”, fajnie to wygląda, gdy już mech rośnie), ale chyba mi się mech na tej powierzchni nie przyjmie.

      • ciociasamozło 06/11/2015 at 10:15

        Kanionku, zostaw ścianę w spokoju! Zeroerha ma rację, że ona piękna jest, ta ściana. Możecie ją wynajmować fotografom za duże pieniądze. Chociaż zadne modelki nie bedą tak urodziwe jak Tradycja z Kachną :)

        • kanionek 06/11/2015 at 16:45

          A wiesz, że nawet mi leży ta koncepcja. Pal diabli modelki, po prostu jak pomyslę o malowaniu tak dużej powierzchni (obora ma samej podłogi 80 m2, a pow. ścian nie liczyłam, bo nie pamiętam wysokości), to mi się odechciewa, zwłaszcza, że jeszcze z drabiną by się trzeba bujać. I druga zwłaszcza, że np. dziś od rana ledwie mogę ruszać lewą ręką – łokieć się wściekł i promieniuje bólem aż do obojczyka. Piszę praktycznie jedną ręką, bo z każdą godziną jest coraz fajniej :-/ Jak nie urok, to idź się utop Kanionek ;) I nawet nie wiem, co ja takiego wczoraj robiłam, żeby sobie na to zasłużyć?

  19. kanionek 05/11/2015 at 13:38

    Kozy kochane, za jakąś godzinkę Wam poodpowiadam (ja wiem, co to za flaga, ta świnka!), tylko ser konkursowy wyszykuję i Paciarę skończę cedzić.
    MITENKI, listonosz właśnie przyniósł paczkę, jeszcze nie otwierałam, obiecuję nie zajrzeć gdzie nie powinnam, a jeśli masz czas i chęci na tę etykietkę, to JASNE, że ja chętnie (bo jestem bawół graficzny). Gdybyś mogła umieścić na niej takie informacje: ser kozi podpuszczkowy „Ziokołek” (to niby marka jego jest, może jakąś tłustą literą?), pełnotłusty, krótkodojrzewający, z cząbrem i tymiankiem, 500 g. Najmniejszym druczkiem moje imię i nazwisko, najlepiej przekręcone, a ja sobie jeszcze później zaleję to miejsce zupą pomidorową ;). W sumie może być „Gospodarstwo rolne Anna Mysioczyńska”, albo Myszulacka, jakoś tak ;) Albo wiem! Anna Myszpani!

    • Ynk 05/11/2015 at 17:00

      Anna ‚Myszkin’ Myszpani ? ;-)

      • Ania W. 05/11/2015 at 20:59

        Mieszka zjedli myszki :) Coś mi się ze wczesną Musierowicz skojarzyło :)

      • kanionek 05/11/2015 at 21:53

        Myszkin Myszpani i Puszkin w Puszapie :D

    • kanionek 05/11/2015 at 20:09

      Jak to było, z tym opowiadaniem Bogu o swoich planach? Mam nadzieję, że się nie zakrztusi z tego śmiechu. Miałam być za godzinkę, jestem po prawie sześciu (mała awaryjka i cały misterny plan w pizdu. I mieliśmy dziś od rana drewno zwozić, już nawet ugadane było z leśniczym, a tu – Hiszpańska Inkwizycja! Nikt, nawet leśniczy i jego szef, superleśniczy, nie spodziewali się Komisji Inwentaryzacyjnej z Olsztyna. I zakazali cokolwiek wywozić, nieważne, że zapłacone, glejt w łapie, a facet z ciągnikiem przebiera nogami w gumowcach. Święta Komisja przyjechała macać drewno, więc plebs musi czekać do jutra).

    • mitenki 05/11/2015 at 21:28

      Wysłałam, mam nadzieję że jeszcze aktualne :) Trzymam kciuki za końkurs!

      • kanionek 05/11/2015 at 21:49

        Napisałaś Myszpani! :D I love you.
        Aktualne, choć małżonek Cię ubiegł! Zapomniałam dodać, że mam tylko czarno-białą drukarkę, więc Twoje piękne, kolorowe detale się marnują. Ale zachowam sobie, i jeśli będzie zapotrzebowanie, to wydrukuję Twoje na mieście.

        • mitenki 06/11/2015 at 03:39

          Było zamówienie na Myszpani, to tak napisałam :) Nie masz za co dziękować :* Sorry, że takie bez polotu, ale po ostatnich dwóch dniach jestem jak przeżuta i wypluta. Jeśli końkursowy serek jest taki jak mój, a szanowne żiri ma jakieś kubki smakowe to wygraną masz jak w banku.

          Sesemeska Ci wysłałam, nie doszedł?

          • kanionek 06/11/2015 at 16:30

            Z tymi esemesami jest od dłuższego czasu taki problem, że niektóre przychodzą po miesiącu, inne po dwóch dniach, a jeszcze inne po kilka razy tego samego dnia. Numer mam w sieci Virgine Mobile, a oni chyba korzystają z infrastruktury kilku innych sieci. Twoje wiadomości doszły do mnie dzisiaj rano, jakoś koło ósmej, czyli z prawie dwunastogodzinnym opóźnieniem, do tego jeden oznaczony jako „niekompletny” nie dał się nawet otworzyć. A wczoraj wieczorem z kolei dostałam esy sprzed kilku tygodni :)
            Serek jest dokładnie taki, jak Twój, ale wygrać niczego nie będzie mógł, bo on tylko tak, przy okazji gołąbków będzie się lansował, jako osoba towarzysząca :) Nieee, etykietki były w pyzę, tylko w wersji czarno-białej wyglądały, jak wycięte z gazety ;) Przydadzą się na inną okazję.

          • mitenki 06/11/2015 at 19:33

            Ooo, szkoda że nie napisałaś że cz-b, a ja nie pomyślałam, na czym to wydrukujesz :( A co do ubiegnięcia mnie przez Małżonka, to akurat trafiłaś w 2 dni, kiedy w domu tylko nocowałam. W środę się szwendałam po Polsce, w czwartek kształciłam. Następną razą poproszę o telefon :) Smsków, skoro je otrzymujesz z opóźnieniem – nie piszę. Kiedyś tak miałam w Playu…

          • kanionek 07/11/2015 at 12:00

            Ależ Mitenki! Dziękuję, że w ogóle poświęciłaś swój czas na taką pierdółkę, a przecież wiem, że Wy macie swoje życie, sprawy do załatwienia, problemy itd.

  20. Ynk 05/11/2015 at 17:07

    I ten… ‚ Maly bialy (żuultyyy) domek…….’ ;-)

  21. mp 05/11/2015 at 18:03

    Wielkie dzięki za podpowiedzi w kwestii tarninówki (odpowiedź, że można drylować, albo i nie, w pełni mnie satysfakcjonuje :))) Znaczy się, wypestkuję- albo nie.
    Z pieprzem cayenne na migrenę trochę bym się czaiła, ale ostatnio wyczytałam w jakiejś książce perski przepis na leczenie tej przypadłości i nawet go gdzieś zapisałam, więc jak tylko odkopię w stercie karteluszek, to Ci wyślę. Nie wiem, czy zadziała, ale z tej samej książki wypróbowałam przepis na gołąbki w liściach winogron i zabłysnęłam kulinarnie wśród moich winobraniowych gości :)

  22. Ynk 07/11/2015 at 19:29

    Z doskoku ostatnio zaglądam. Nieskładne pojedyncze zdanko upuszczam. Ale nie mogę nie ucieszyć się Atosem. Sekunduję mu w każdej sekundzie. I te jego skrzyżowane nóżki wielce mnie poruszyły. Daje Chłopak radę! Potrwa to tyle, ile ma trwać, i Kolega Pies ruszy zdecydowanie tam gdzie chce i tak jak chce.
    Menel i Melina dają głos niczym podwórkowe żurawie ;-)

    • kanionek 07/11/2015 at 22:59

      Tak! Jak żurawie, zaiste, a donośnie niby pociąg pośpieszny, w dodatku lubią nas przekrzykiwać i czasem się normalnie porozmawiać nie da. Ale raz im miny zrzedły, gdy wysoko nad podwórkiem leciały dzikie gęsi, spędzić zimę w cieplejszych stronach. I oczywiście gęgały i było je słychać, a te moje tłuste nieloty tak spoglądały, nasłuchiwały, i jakoś tak na chwilę straciły rezon. No ale potem kaczka wlazła na plastikowy pojemnik, odwrócony do góry dnem, palnęła jakąś imperatorską perorę, obiecując gęsiom jakieś ekspansje i eskalacje, tudzież supremację nad całym światem za 5 lat, no i humory im wróciły ;)

      A Atosowi powtarzam, że jak tak będzie chodził z nogami na krzyż, to go przemianuję na „Turecki”. Za to małżonek go pociesza i mówi na niego NBN – Nieustraszony (no chyba, że nożyczki przyjdą), Bezszelestny (no chyba, że się wykładzina gdzieś kończy), Niedościgniony (kiedyś…). Ja nie wiem, jak te zwierzaki z nami wytrzymują.

  23. mitenki 07/11/2015 at 20:59

    Kanionku, ja chyba powinnam płacić Ci jakiś procent od serków – za czerpanie dodatkowych korzyści. Zaniosłam sąsiadce zamówione serki – dostałam obiad, dziś poszłam zapytać jak smakują – dostałam kolację. Albo częściej zamawiać u Cię, i wikt mam zapewniony :D W środę byłam w mieście na O., gdy się dowiedziałam gdzie jadę ucieszyłam się, że zrobię Ci inspekcję, czy kozy mają – zgodnie z najnowszą unijną dyrektywą – brody zaplecione w warkoczyki z kokardką a tu zonk… Miasto na O. okazało się być położone w zupełnie innym miejscu (tzn. Twoje jest tam gdzie było, a moje jest drugim miastem na O. w Polsce).

    Zakupiłam schab i robię wg przepisu RozWieLidki, zobaczymy co mi wyjdzie, bo jestem antytalent kulinarny…

    • kanionek 07/11/2015 at 23:10

      Dobrze, że się nie ucieszyłaś na wyjazd do Włoch… :D
      Bożena ma brodę najdłuższą ze wszystkich kóz, i najbardziej aksamitną w dotyku. Andrzej swoją gdzieś obszarpał, a Tradycja ma taką cienką, jak zawsze. Może Bożenie zaplotę. A wiesz, że ostatnio koszmary mi się śniły, że miałam kontrolę w koziarni, i się przyczepili, że Irena taka mała, a KAchna i Ziokołek mają za duże racice (no bo w porównaniu z tą kolorową czeredą to one mają kopyta jak żelazka na węgiel), i na nic się zdały moje tłumaczenia, że one tak mają, bo tak mają mieć, i chcieli mi te kozy zabrać. I się obudziłam zapłakana, z tętnem 150, gdzieś o trzeciej w nocy. Doprawdy, ludzki mózg to jest dowcipny skurwiel.

      Procent od serków? No toż przeciez mi wysłałaś (kuchnia serwowała dziś kurczakom kolorowy ryż i makaron razowy, a kozy dziękują za żurawinę! – mało mi Bożena kieszeni nie urwała). Mój schab wisi od wczoraj, jutro wieczorem wielkie otwarcie! Myslę, że nie masz się czego obawiać, on się właściwie sam robi :)

      • RozWieLidka 08/11/2015 at 18:30

        I jak, i jak i jak ten schab? Bo mnie ciekawość zżera jak Wam wyszło? 😁

        • kanionek 08/11/2015 at 19:42

          Wygląda fajnie i tyle na razie mogę powiedzieć, bo pytam dziś małżonka, czy otwieramy zaczarowany schab, a małżonek poszedł, popatrzył (na te dwa kawałki, co wiszą u mnie w pokoju), nie wiem co on tam zobaczył, i orzekł, że musimy mu dać jeszcze trochę czasu :D Ale jakoś za dwie godziny minie 48h od momentu uroczystego spętania sznurkiem i wywieszenia, i może po prostu jeden kawałek już „narozpocznę”, a drugi niech sobie dalej wisi. A właśnie, RozWieLidka! Czy po odkrojeniu pierwszego plasterka trzymać ten schab w lodówce, czy nadal ma wisieć?

  24. RozWieLidka 09/11/2015 at 07:02

    Kanionku, po odkrojeniu to już wedle gustu i lokalnych warunków politycznych. Może wisieć, może też hibernować😉.
    A, że tak zapytam, futra domowe nie zaślinły się, gdy schabik zawisł?
    Miłego poniedziałku 😊

    • kanionek 09/11/2015 at 20:26

      A wiesz, że żaden z futrzanych się nawet nie kapnął, że coś mięsnego u mnie wisi? Albo ten mój ultramajeranek ogrodowy zamordował aromat mięsa, albo owo konserwowanie w cukrze i soli „zapiekło” tkanki z zewnątrz na tyle dobrze, że schab nie emanował boskością na cały pokój :)

      • RozWieLidka 09/11/2015 at 20:51

        Wasze szczęście 😊

        • kanionek 09/11/2015 at 21:39

          Widzę, że się przejmujesz, całkiem jak ja :) Jeśli nie zapomnę zrobić fotkę zanim zjemy wszystko, to wrzucę swój schabik do następnego wpisu lub na Forum, zrobię mu ujęcie z bliska, z daleka, z boku i z podskoku, żeby ludzie wątpiące się przekonały i też sobie taki powiesiły. O – małe schabiki i polędwiczki zamiast cukierków na choince! :D

  25. pluskat 09/11/2015 at 07:11

    Wtrącę swoje trzy grosze. W krajach, gdzie wędzenie jest niepopularne, wędliny się suszy. Myślę więc, że i Twój schab może sobie wisieć (mój długo nie powisiał), jest zakonserwowany solą i nic mu nie będzie, wyschnie, stwardnieje, będzie go można kroić na cieńsze plasterki.
    O schab się nie martwię, ale jak Twój łokieć?

    • kanionek 09/11/2015 at 20:24

      A dziękuję, muszę jeszcze uważać przy ruchach skrętnych i nie obciążać stawu nadmiernie, ale zdecydowanie idzie ku lepszemu :) Akurat pechowo się z tym łokciem złożyło, bo zwieźliśmy drewno i trzeba mi zaraz za podajnik robić, a na razie małżonek tnie te kawałki, które może sam. Tak, teraz sobie przypomniałam naszą wizytę u Pana Kiełbasy, tego, co ma ekologiczne gospodarstwo z certyfikatem, i nie leczy kóz. I on nas częstował kiełbasami z dzika, i pokazywał takie, które miały już ponad rok – faktycznie wysuszone, że w łeb można dać jak policyjną pałką, ale po rozkrojeniu żadnych oznak zepsucia. Musi być pewnie dobrej jakości mięso i odpowiednia obróbka, czyli właśnie sól przede wszystkim, no i warunki przechowywania, bo założę się, że w omszałej piwnicy takie wędliny szybko porosłyby pleśnią. Ale w suchym i przewiewnym miejscu okej.

      • pluskat 10/11/2015 at 06:26

        A ja na targu kupuje suszone kielbasy porosle sliczna biala plesnia , facet mowi, ze to czysta penicylina. Ale one niby gdzies w gorach suszone. Jemy i zyjemy.

        • kanionek 10/11/2015 at 10:19

          Pluskat, oczywiście, są różne rodzaje pleśni. Tej zielonej „domowej”, ani tym bardziej czarnej pleśni (https://pl.wikipedia.org/wiki/Kropidlak_czarny) jeść bym nie radziła, ale przecież tak, jak w przypadku serów, są i pleśnie nazwijmy to „szlachetne”, nieszkodliwe dla zdrowia (choć i tu znajdzie się opozycja dla tego twierdzenia), których zarodniki można kupić i ser sobie nimi „zakazić”.

      • mitenki 10/11/2015 at 13:15

        Cóżeś sobie w łokieć zrobiła?

        • kanionek 10/11/2015 at 16:27

          Ano właśnie nic, ale problemy ze stawami łokciowymi zaczęły się u mnie jakieś 3 lata temu, najpierw wysiadł prawy, podobno nabawiłam się „łokcia golfisty”, a później lewy, który bolał tak samo i w tym samym miejscu, co prawy. Ból nasilał się podczas np. koszenia kosą, grzebania łopatką w ogródku itp. Teraz bolało inaczej, samo z siebie, i ze środka stawu promieniowało w górę, ale już się uspokoiło, ledwie cień dolegliwości pozostał. Ja chyba w ogóle mam stawy kiepsko zaprojektowane, bo a to skręcony staw skokowy, a to kolanowy już z pięć razy, teraz łokcie się buntują, a w stawach barkowych mam zwyrodnienia i widoczne na RTG zwapnienia w ścięgnie stożka rotatorów. Jedno duże, jak gówno kurze, inne rozliczne, ale małe, jak kurze gówno co walnęło w wentylator ;)

  26. sieka 09/11/2015 at 08:46

    Do Roz Wie Litki:
    Moja Droga czy ten nie poddany obróbce termicznej schab można podawać dzieciom lat 3,5 i 7,5? I jeszcze wniosek: umieść proszę ten przepis na forum, bo ja ciągle po nim myślę, ale się bojam. Po prostu mięso rzadko jadam, a do tego mam w głowie jakieś straszne wspomnienia z biologii o jakiejś gliście ludzkiej i innej włośnicy (włosiennicy) wątrobowej więc teges wicie rozumicie…

  27. sieka 09/11/2015 at 08:47

    oczywiście „Roz Wie Lidki” miało być, sory

  28. RozWieLidka 09/11/2015 at 14:29

    Sieka
    Czy można toto progeniturze podawać, pojęcia nie mam, gdyż nie dysponuję. Mięso w sklepach sprzedawane z zasady przechodzi inspekcję sanitarną, więc raczej wolne jest od lokatorów na gapę. Tak, że jeśli dzieciętom smakuje, to może nie szkodzi 😉
    Przepis już wrzuciłam na forum w wątek o przepisach Kanionka i nie tylko.
    Zdrawim 😀

    • kanionek 09/11/2015 at 19:23

      O, to tu się wepnę z relacją ze schabu. Relacja będzie krótka – schab wyszedł całkiem w świnkę :) Natarłam go papryką mieloną wędzoną, bo mam cały słoiczek i brak zastosowań, pieprzem oraz majerankiem suszonym z mojego ogrodu. Ten majeranek to jest taki killer, że wystarczy jedna dziesiąta tego, co ze sklepu, i muszę się nauczyć go używać. Schab krojony w cienkie plasterki przypomina dojrzewającą szynkę, z tych włoskich. Jeden kawałek przeznaczyliśmy do pożarcia natychmiast, a drugi jutro uwędzę, jeśli pogoda będzie sprzyjać. Myślę, że przygodę z wędlinami własnego wyrobu warto rozpocząć właśnie takim schabikiem z futryny, żeby się przekonac, że można :)

      • kanionek 09/11/2015 at 20:17

        Aha, i jeszcze szczypta goryczy, żeby nie było zbyt słodko – te inspekcje weterynaryjne to różne bywają ;) Jakiś rok z okładem temu czytałam (w gazecie, nie u kogoś na blogu), że często jest tak, iż wyniki z badania danej partii mięsa przychodzą po takim czasie, że całe mięso z tej partii już dawno jest sprzedane i zjedzone, bo wiadomo – mięso świeże ma krótki termin przydatności do spożycia. Jaki w tym sens i gdzie jest logika, to już mnie nie pytajcie, można się jedynie pocieszać faktem, iż dzisiaj świnie trzymane są masowo, w zamkniętych pomieszczeniach, i ryzyko załapania przez nie np. tasiemczycy jest znikome. Odrębną kwestią jest faszerowanie trzody antybiotykami i innymi, w tym niedozwolonymi w Polsce środkami, o czym z kolei Telewizja Polska zrobiła kiedyś dokument, wysyłając reporterkę „w przebraniu” reprezentantki firmy handlującej lekami dla zwierząt. Rolnicy bez mrugnięcia okiem byli chętni zamawiać worki tych niedozwolonych środków, zapewne nie po to, by je sobie trzymać w garażu ;) Możliwe, że dokument jest dostępny na youtube, ale niestety nie pamiętam tytułu, ani roku produkcji.

        • RozWieLidka 09/11/2015 at 20:49

          No. To smacznego w każdym razie. Co nas nie zabije, to nas wzmocni. Ponoć 😉😁
          Nawet nie wiecie jak się cieszę, że Wam te schabiki wychodzą i znakują.👍🎅🙆😁😄

          • benia 10/11/2015 at 22:57

            donoszę, że schab się udał wyśmienicie. w majeranku i czosnku. mimo, że nie jestem zawojowanym lubieżnikiem takich surowych mięs, to tym razem pochłonęłam nie odczekawszy dłuższego zwisu z framugi. następny w planach.
            dzięki.
            b.

          • zeroerhaplus 12/11/2015 at 13:23

            A mnie ten schabik jakoś po 48 godzinach wiszenia nie podszedł (w zasadzie to nie schab jeno polędwica, małe kawałki. Natarłam rozmarynem i pieprzem, bo to akurat było na stanie). Wisi więc nadal i czeka, smutny, aż się nad nim zlitujemy. Ale wczoraj małżonek fachową ręką dotknął i zawyrokował „jutro jemy” :) Jak z roboty wróci, szykuje się degustacja i wtedy zobaczymy, jak wyszło :)

            Podejrzewam, że dużą rolę w tym osądzie pełni u nas przyzwyczajenie do dłużej niż 48 godzin suszonych mięch, którymi się zajadamy od czasu do czasu.

          • zeroerhaplus 15/11/2015 at 05:27

            … ale za to po następnych trzech dniach było całkiem smaczne :)
            I śliczne w przekroju… takie… błyszczące?

            Ale jeśli ktoś nie jest fanem rozmarynu (takim przez duże F), to niech uważa z ilością, jeśli się już na rozmaryn zdecyduje. Do dziś bekamy na ziołowo ;)

          • kanionek 15/11/2015 at 13:37

            Oooo tak, rozmaryn mocny jest. Ja dodaję go do sosu grzybowego, takiego do makaronu, i gdy raz przedobrzyłam, to płakałam rozmarynowymi łzami.

  29. beti 10/11/2015 at 19:41

    A propos wody utlenionej i innych specyfików uzdrawiających. Do kupienia książka Jerzego Zięby pt.”Ukryte terapie. Czego lekarz ci nie powie” albo do obejrzenia i wysłuchania na JouTube p. Zięby po wpisaniu: ukryte terapie cz 1,2… Bardzo ciekawe informacje jeśli kogoś to oczywiście interesuje. Polecam :-)

  30. dag 11/11/2015 at 18:23

    Świnka ma kolor lodów familijnych: śmietankowo-orzechowo-kawowych.

  31. RozWieLidka 12/11/2015 at 18:26

    Dag
    Muszę uważać żeby nie pomylić, bo to moje smaki więc przez przypadek mogłabym prosia nadgryźć:)
    Kanionku
    A co się dzieje ze studnią ? I jak tam konkurs? , że się tak wyrwę z kontekstu. ;)

    • kanionek 12/11/2015 at 18:50

      A ze studnią jest tak, że prace trwają, powoli posuwając się do przodu (rurka już ułożona i rów świeżo zasypany! a wszystko ręczną koparką marki „małżonek”, ja tylko trochę przy zasypywaniu pomogłam), ale na temat studni będzie cały wpis, gdy już z kranu popłynie NOWA WODA, z dożywotnią gwarancją ;) A konkurs, jak mi dziś doniosła telefonicznie niepocieszona sobowtórka, podobno z góry wiadomo kto ma wygrać (wyniki 5 grudnia), a mnie to jakoś w ogóle nie rusza. Nie tylko dlatego, że mój ser wystąpił niejako poza konkursem. Po prostu jakoś nic mnie od kilku dni nie rusza, zawiesiłam się emocjonalnie, jak ten schab w futrynie. O właśnie, nic mnie nie rusza, ale muszę ruszyć tyłek i zdjąć schab z haka wędzarniczego. Dziś było okienko w deszczowych chmurach, więc na szybko podwędziłam ten drugi kawałek schabu, bo pierwszy już zjedliśmy. No to zakładam betonowe kalosze i idę.

  32. mały żonek 13/11/2015 at 00:04

    Jak się niektórym nudzi, polecam artykuł o charakterze edukacyjnym:

    http://niebezpiecznik.pl/post/iwonko-trzeba-bylo-nie-oplacac-tej-faktury/

    • kanionek 13/11/2015 at 10:57

      Przeczytajcie, Kozy kochane, i przekażcie znajomym, bo to się może zdarzyć każdemu. Złodzieje internetowi są bardzo pomysłowi i pozbawieni skrupułów, a żaden system czy program antywirusowy nie zastąpi zdroworozsądkowej czujności. Okazuje się, że trzeba dziś mieć oczy dookoła głowy, czytać wszystkie drobne druczki, myśleć trzy razy przed zrobieniem, i stosować zasadę ograniczonego zaufania wobec wszystkich, zwłaszcza że oszuści umiejętnie podszywają się pod rozpoznawalne i darzone dotychczas społecznym zaufaniem instytucje, jak ZUS czy Poczta Polska.
      Zastanawiam się, kiedy będę już „za stara” na to, żeby nadążać za zmianami, i czy w ogóle się zorientuję, zanim będzie za późno.

    • Ola 13/11/2015 at 11:28

      O podklejaniu numerów kont bankowych słyszałam i uważam, maile z poczty polskiej i podobne z in posta widziałam osobiście w pracowej skrzynce… Wszystko dobrze póki przestępcy nie znają dobrze polska języka. Ale kiedy taki mail będzie poprawnie po polsku napisany, no to już może być gorzej…
      Bardzo fajny tekst edukacyjny, zamierzam wykorzystać :)

      • kanionek 13/11/2015 at 13:59

        Ha! Ja około rok temu dostałam maila z PZU o likwidacji szkody, z prośbą o dodatkowe dane i załącznikiem. Nie miałam żadnej „szkody”, więc wiedziałam, że coś śmierdzi, ale cała ta historia ma taki morał, że zanim jedna sztuczka zostanie „spalona” poprzez jej nagłośnienie w mediach, kolejna sztuczka już jest w użyciu. Trzeba po prostu być ostrożnym i dwa razy się zastanawiać. Albo… wyrzucić kompa i telefon do śmieci, a pieniądze, wzorem naszych przodków, trzymać w skarpecie ;)

  33. Kachna 13/11/2015 at 14:24

    Ty Kanionek tak tu zaciemniasz i czarujesz….ze tak kochasz te kozy itp. A tu o – znalazłam całą prawdę…..
    http://www.almoc.pl/upload/20151101004928uid2.jpg

    Czyli jednak Paryja miała skądś przecieki…….
    No tak. Ale żeby koleżankom innym coś podszepnąć – to już nie….

    • kanionek 13/11/2015 at 17:11

      Eee… Ale ja mam stronę pełną takiego czegoś: ÄüAwu{mâO_5źÚŠ4Ď jˇšTzżŠÓNˇÖő;1ýŠâKđoq~%Đáܲ‡†8N”Ťœâą9§>3‡ëepúz.6ŚQ ʎa“ćóÄ`ńYŤĂG’”ňŹ”ŤJ1Í3J89ʆ#ůăéńOĂ9VŒVÎńxŹŮOĂu˛˜}KC”ÇÔÉĄšP̲LćxŒ+8xX¨RžQƒUiB9śmCRT1>{đŤŕšoř&ĹOŮß_Ö
      ˙�xđçÁ}o_ŇĄRĘNŸđ‡Ŕú–ąŚŰÝnRTůלpܖ\ˆŇlŐ%Çü?öJżř—űJ~ĎúíqńŰăěíá/Š,ֵυş|ż
      ź1đý4ÝUÖíő9týYuoř›MŇőUŐ.΋sŁXŘśŁg˘¤î•Ź\Ó?ŕĄß�ô?…_žŘř{âýĺNj?ŕ§V?śŽ‡wáżÚè5ßęňřVX~!]< R/ ę6ńéÖqÝřryĘVń5˛ÜOžśŸ˙�(řiűXÁAţ;IáO‹ áÚĂŕ‰ž|:ӓBđyń‹âgžĐ­oĽR5œĄIŃŤřOö’Ň ‹ă|gϋxmfY†{Ĺřjyn[ĂÓ§œq&/6đ§†XŞĆY™^ƒÉżÖęŻIaaSęc]ʝ’Bˇ˜üh˙�‚yü/Ôţ~É˙�żc‰ţ:řáĎÚwâôżl4oŠ~ąđŻˆ4ďˆ+ŞŢhÖڞ4o>Ö×ĂsÝiZŹ÷ąÎ/GÓŁł˝“UžóŻaÓ˝Śř&ěĽâ߉_?dƒżľ|Műk|7𜯨ÉaâOéZ7ÁřĎÂÚeŽ§â�řsUˇşšń—ŠŮ,ˇV˛^ę7öÖX_Îɨ‹ˆÎ^ýžź5ŕŮö6řMŕ]Ĺ’ăOěšűP_üşÔ5˝;GáÎľbš×‰ő3EľÔlźI7ˆîŚťţ׳˛Ö-î< =ĽÂśŻ¨ ]FGH_Ź˙�áá°gĂό˙�˙�nżƒ_ h_řk߈ţńz_ĂoÜx"O‚?ţ"xËLLńW"×ôŰŁâzĆ@ˇwvÖ3ÚŠIŠęvíĽxr=BĘ_ {ŮĹOđ4kŕpXž5ĆËŠăü'ăđ˜ŻW7ÎđÜaNŸKŞÖŔQ§O…14ĺ*¸ě ž\?×*c+Ă ąOčsşŸHÜů~ǘéeřĎđ|˜ŕđ'ˆ­gŘ^6ĽOĂůxZž_F•>ÄpŤ”ëcđx|śl3ĆÔĆâ!˜Sʔü3á×ě ű-ř+ŕ˙�ěďăŸŰ[ö‡ńďÁżţŐÓk“|0đ˙�„ü¤Ýh^đ擨YipxťâÖšâ @Óô›šuM*öhíŁÓ^ĆĎPS%ÄŠ§ëw:Oćˆü¤ču?†úWŒô_h6^;
      iž>đŤ4şŠ4f֗N°ńFŒ“Ÿ6;]VÁáÔ łťĹÍĄ›ěwn!•Gę߃m/ؓăoÁŮ“Â_ˇ?ţ9ęŢ:ý‘gŐí|0˙�
      ađ~Ąá?>
      žżÓu8|!ăř|AŞé––d“DŇ4Ë÷Ňç´űFŠqłksŹy:wÉCâěăUř‰Źé?|uđßăWŠh/

      Jeśli nie łapię dowcipu, to wyjaśnij :)

      • zeroerhaplus 13/11/2015 at 18:18

        Ja Was chyba obydwu nie łapię ;)

      • ciociasamozło 13/11/2015 at 18:57

        Ja też takie znaczki widziałam. Może Kachna sprawdzała naszą czujność rewolucyjną, czy włazimy na wszystkie linki jakie nam podrzucą ;P

        • mitenki 13/11/2015 at 19:48

          Kachna chyba otworzyła tego maila z poczty ;)

          http://www.almoc.pl/img.php?id=3466

          Kanionku, masz już tę panterę śnieżną?

          • kanionek 13/11/2015 at 21:07

            Mitenki – :D
            Tak, ja też już sobie poradziłam – wywaliłam wszystko, co było po „pl”, czyli po prostu weszłam na „almoc”, przeleciałam parę stron, i trafiwszy na słowo „kozy” wiedziałam już, że to o to musi chodzić.
            Po panterę jadymy w poniedziałek, zaraz po cotygodniowych zakupach. Mają tam jeszcze pokiereszowanego Rudego Kota oraz małą, czarną, zapłakaną kocią księżniczkę wielkości pół gołębia. Pani opiekunka z OTOZ Animals spogląda ku mnie tym spojrzeniem spaniela, co mówi „bądź człowiekiem, daj kartofla, albo chociaż kota weź!” ;)

          • mitenki 13/11/2015 at 21:43

            Sprytny Kanionek!
            A czy ta pantera ma niebieskie oczka?

          • mitenki 13/11/2015 at 21:47

            Kiedyś gdzieś czytałam, że połączenie białej sierści i niebieskich oczu u kota = głuchota.

          • kanionek 13/11/2015 at 22:32

            Ślepy pies i głuchy kot? No to wszystko by się zgadzało ;)
            Ale tak serio to nawet nie wiem, jakiego koloru ma oczy, chyba zielone jednak, bo niebieskie rzuciłyby mi się w… oczy :D
            Wpadliśmy do lecznicy na szybkiego, głównie po tabletki na odrobaczenie dla wszystkich, a że będą tam i OTOZowe koty do wzięcia to się dowiedziałam przez telefon, przy innej okazji. Długo by gadać, wyjaśnię po kolei co i jak, gdy już się zbiorę do zrobienia nowego wpisu. Dziś mam tak niskie ciśnienie, że pełzam, nic mi się nie chce, i jestem ogólnie na siebie zła, tak bez powodu i z powodu wszystkiego jednocześnie. Nie cierpię tych stanów ogólnego niedorobienia. Gdybym miała choć trochę energii w sobie, tobym się wychłostała brzozową miotłą i polała zimną wodą z wiadra, no ale nawet tego mi się nie chce :-/

            Mitenki – aleś sobie kfiatki zafundowała :)

          • zeroerhaplus 13/11/2015 at 22:18

            Niekoniecznie, z tą głuchotą. To znaczy – nie stuprocentowo.
            Poważni hodowcy starają się wyeliminować gen odpowiadający za głuchotę u białych kotów (który odpowiada też podobno za zaburzenia w widzeniu) nie dopuszczając do krzyżowania kotów „chorych”.
            Ale jeśli kociak pochodzi z „bógwikąd” to jest takie prawdopodobieństwo… ale nie pewność :)

          • mitenki 13/11/2015 at 22:36

            Wiem Zeroerha, że nie stuprocentowo :) Ale istnieje taka możliwość.
            Tylko sygnalizuję Kanionkowi, żeby była czujna i obserwowała panterę, bo… Wąski.
            A białe koty są piękne :) I często mają różnokolorowe oczy.

            http://www.tapetus.pl/obrazki/n/73100_bialy-roznokolorowe-kot-oczy.jpg

          • mitenki 13/11/2015 at 22:41

            Jak zielone, to wszystko w porządku :)

            Thanks, lubię takie kfiatuszki. Też sobie zafunduj awatarek – masz taki ładny na forum OK, zrób sobie i tutaj taki. Choć powiem Ci, że ten zielony stworek wieloręki też do Cię pasuje. Jak byś inaczej mogła tak tyrać, gdybyś kilku par rąk nie miała?

          • Kachna 14/11/2015 at 17:25

            Nieświadomie zadała enigmę…..
            Problem w tym, że ja NIE CIERPIĘ tego typu dowcipów….
            Dobra – przyjmę, że i mózg (mój) ma prawo zrobic sobie przerwę.

            …………………
            Ale wiecie jak ja się czułam jak mi prąd zabrali a ja koniecznie chciałam napisać to co napisałam…..
            Koszmar.
            …………
            Idę skontrolować odrabianie lekcji. Koszmar. Kolejny.
            Ratunku.
            I dupa blada.
            Czego Wam nie życzę, a tylko miłego odpoczynku sobotnio – niedzielnego.

        • kanionek 13/11/2015 at 21:24

          „Może Kachna sprawdzała naszą czujność rewolucyjną, czy włazimy na wszystkie linki jakie nam podrzucą ;P” – dokładnie to samo pomyślałam :D

          • Kachna 14/11/2015 at 11:10

            Boże! Boże!
            Właśnie odzyskałam łączność z prądem….
            Kanionku drogi i Wy Kozy !
            Jak weszłam jeszcze raz w ten link i ZROZUMIAŁAM co poeta chciał powiedzieć……to spłonęłam wstydem jak wielki BURAK!

            Kanionek wywal litościwie ten komentarz z tym linkiem, błagam.
            I no coment błagam!
            Kachna Głupia Co Ostatnio Szuka Rozumu I Nie Znajduje

          • kanionek 14/11/2015 at 12:21

            A chcesz w łeb? O ile pamiętasz, to jest wróbelkowa metoda na wbicie komuś czegoś do głowy :D Nie jesteś głupia, takie cuda zdarzają się każdemu, i w ogóle daj spokój. Jeśli wywalę tamten komentarz, to odpowiedzi do niego stracą sens, i też musiałabym wywalić, a potem musiałabym wywalić wszystkie moje komentarze, które zawierają głupoty różnego kalibru, że nie wspomnę o literówkach, a wtedy Wy byście chcieli, żebym powyrzucała niektóre Wasze komentarze, które z biegiem czasu mogliście zacząć uważać za „bessęsu”, i do czego to doprowadzi? Do upadku sekcji komentarzy! Ja Ci mówię, Kachna, skracając długą historię, że usuwanie komentarzy doprowadzi wprost do końca świata, i ja do tego ręki nie przyłożę.

            I w ogóle apeluję o zachowanie dystansu do samych siebie. Tak sobie kminię teraz, że w zależności od tego, z której strony spojrzeć (oraz kto patrzy i kiedy patrzy), wszyscy jesteśmy głupi, albo też nikt z nas nie jest głupi. Wszystko jest względne i bądź tu, człowieku, mądry. Ja wolę ostrożnie założyć, że jestem kretynką, żeby się nie rozczarować, jakby co, choć mój małżonek zapewne powiedziałby, że to wygodnickie podejście ;)

          • Ynk 14/11/2015 at 14:30

            Podobnie… you never know.. ;-), co nie znaczy, że nie warto próbować dowiadywać się i poznawać różne rzeczy, by utrzymywać ten biedny mózg w jako takiej sprawności. A autoironia całkiem użytecznym narzędziem okazuje się być. Buraczkowa Kachno :-) Zobacz, jaką Enigmę nam tu zapodałaś ;

  34. ciociasamozło 13/11/2015 at 19:10

    Kanionku a jak łokieć? Bo ja dołączam do klubu obolałych. Dwa dni urlopu spędziłam na byciu żoną domatorką i teraz lewa ręka boli mnie od zdrapywania naklejek ze słoików (taka cholera, która olejem nie schodziła tylko trzeba było szorować/skrobać) tudzież ich zakręcania (dynia rządzi, dynia radzi, dynia nigdy cię nie zdradzi). A w prawej mam zakwasy od szycia w skłutych palcach (jak skończę to się pochwalę na forum).

    • Modra 13/11/2015 at 19:39

      A po kiego sobie tak życie utrudniać i skrobać poprzednie naklejki, hę? I teraz boli i ciężko żyć… A można było nakleić nowa naklejkę na te poprzednie. Konfiturki od tego nie ubędzie ani nie stanie się mniej smaczna ;-)

      • ciociasamozło 13/11/2015 at 20:36

        Po pierwsze mam obsesję czystych słoików (no sorry, Kanionek wszystko liczy a ja szoruję słoiki, taki klimat), po drugie wyprażam słoiki w piekarniku i wołałabym nie sprawdzać co się uwalnia z takiego podgrzanego kleju, a po trzecie gdyby przetwory wymagały pasteryzacji to bardzo by mi się nie widziało doszorowywanie gara po gotowanych naklejkach :)

        • kanionek 13/11/2015 at 21:11

          Ja sobie wypraszam. Że niby mam TYLKO JEDNĄ obsesję. Oprócz tego, że liczę, to naklejki też zdrapuję, do krwi (mojej, albo ich). I weź mi powiedz, Ciociu, co ja robię nie tak – słoik po majonezie Winiary, naklejka zdjęta na mokro, ślad klejowy natarty olejem jak schab majerankiem, nawet odczekałam trochę, żeby klej się dobrze z olejem zaznajomił, i co? I nie chciał dac się zmyć płynem do mycia naczyń! Znów nożem skrobałam jak potępieniec.

          • ciociasamozło 15/11/2015 at 10:54

            Kanionku, nie mam pojęcia! Może Winiary znowu zmieniły recepturę kleju na słoikach :(
            Wyjątkowo w tym roku rozmiar tych po majonezie mi nie podpasował, więc Winiar nie skrobałam, ale chyba zaraz pójdę sprawdzić czy mi też nie bangla.

        • Modra 14/11/2015 at 23:21

          A ja nie skrobie, i w zaprzeszlosci w domu moim sie nie skrobało. Jak sie naklejka tak mocno trzymala, to naklejalismy na stara kolejne – w identycznym formacie. I czasem zrobil sie taki gruby stosik tych naklejek na sloiku :-) A czasem jak juz klej sie dostatecznie wyprazyl i naklejka odpadla, to mialismy ubaw czytajac, ze 5 lat temu to tu byla mirabelka, a teraz patrz pani morelka :-) A przeciez sloiki pasteryzujemy, …. I eeee Ciocia naklejka jest na zewnatrz :-) wiec cokolwiek sie uwalnia to do tej wody w garze, ktorej nie pijesz :-) ani do konfiturki nie dolewasz, ne spa?

          • ciociasamozło 15/11/2015 at 10:50

            No pewnie, że do konfiturki nie włazi, ale garnek obłazi, a ja nie mam specjalnego gara do pasteryzacji, tylko tego samego używam co do rosołu. I raz już odpuściłam skrobanie słoików i okazało się, że skrobanie gara z resztek naklejek i kleju było jeszcze gorsze.
            Tak w ogóle to najczęściej do tej niewdzięcznej roboty zostaje oddelegowany małżonek, ale tym razem wyjątkowo musiałam sama.

          • kanionek 15/11/2015 at 13:47

            Modra, ale jak – cały słoik oklejaliście papierem? Bo niektóre są pomazane klejem po całości i taka etykieta to pół kartki z zeszytu. A jak sobie oryginalną naklejkę zeskrobię, to mogę użyć paseczka papieru i paseczka taśmy klejącej i to wszystko, i widać co w środku, i ile zostało ;)
            A co do argumentu Cioci, z tym klejem, to potwierdzam – obecnie stosuje się inne kleje, niż kiedyś. Pamiętam, że za tzw. komuny wystarczyło naklejkę namoczyć i sama odchodziła, a teraz klej jest z gatunku uporczywych – maże się, zwija w kulki, które czepiają się wszystkiego, np. gąbki do zmywania, albo ręcznika do wycierania, więc faktycznie pozbycie się tego czegoś ze ścianek garnka do pasteryzacji może być trudne i powodować frustrację. A poza tym – na czymś trzeba tępić ten ząb nerwicy, więc można i na słoikach :D

          • ciociasamozło 15/11/2015 at 14:16

            O! teraz nie bedę mówić, że mam fioła albo pierdolca tylko stwierdzę z zamyśloną miną, że tępie ząb nerwicy :D

          • kanionek 15/11/2015 at 21:18

            …bo nawet najgorszemu pierdolcowi można dorobić ludzką twarz. Poza tym, zamieniając prozę życia w tajemniczą poezję, uchodzić będziesz wśród prostego ludu za artystkę, filozofkę, czy inne takie uduchowione. No więc Ty nie skrobiesz zawzięcie słoika nożem, ze wzrokiem dzikim i w sukni plugawej (no bo nie oszukujmy się, nikt nie skrobie słoików w wieczorowych kreacjach), tylko kanalizujesz negatywną energię poprzez puryfikację formy doskonałej, jaką jest słoik. Oto dokonujesz aktu oczyszczenia starożytnej materii (no bo szkło jest z piasku, a piasek ma miliardy lat) zbrukanej nowożytną substancją niewiadomej proweniencji, niewątpliwie skoligaconą z samym Złem, by przywrócić równowagę naturze, a słoikowi jego Czi i Jang, a nawet Phi i Pff.

          • Modra 16/11/2015 at 19:46

            Aaaa, no nie, nie ma co odpuszczać w temacie naklejek ! :-) Jak do tej roboty jest małżonek, którego można oddelegować, to niech sobie i będą te słoiki całe oklejane :-) Jestem za a nawet przeciw, jak mawiał klasyk :-)

  35. agiag 15/11/2015 at 19:12

    A ja tak nieśmiało z pytaniem – nastawiłam nalewkę na miodzie i orzechach włoskich (nie zielonych, tylko takich dojrzałych już), teraz przyszedł czas by zlać nalewkę, a same orzechy chcę przełożyć do słoików i do ciast później używać. I po tym wstępie pytanie właściwe: czy ja te orzechy w lodówce muszę przechowywać czy też, skoro alkoholem są nasiąknięte, spokojnie w szafce mogą sobie stać?
    A ośmielam się pytać, bo odnoszę wrażenie, że biegłe w eksperymentach nalewkowych jesteście :)

    • Ola 15/11/2015 at 22:15

      hm… a jak się robi taką nalewkę, bo właśnie otrzymałam wór orzechów?

      • agiag 15/11/2015 at 23:06

        Przyrumieniam miód (wielokwiatowy akurat miałam) z laską wanilii, cynamonu i szczyptą kardamonu, zalewam nim wyłuskane orzechy, a potem zalewam spirytusem (i wodą w proporcjach zależnych od oczekiwanych procentów). Odstawiam na cztery tygodnie, potrząsając co jakiś czas, a następnie przelewam do butelek. Podobno po czterech miesiącach możną już pić, ale najlepsza jest po roku.

        • Ola 15/11/2015 at 23:29

          Mniam, dzięki!
          A tak mniej więcej ile tych orzechów?

          • agiag 16/11/2015 at 23:34

            Zalewałam spirytusem w litrowym słoiku, orzechów było tak ok 3/4 słoika, miodu ok 1/4, cukru nie dodawałam (ale te ilości akurat zależą od tego, jak słodkie nalewki się lubi)

          • Ola 17/11/2015 at 00:43

            dzięki bardzo raz jeszcze! :)

  36. paryja 15/11/2015 at 20:09

    Wytrzymują w szafce . Do ciast ich szkoda bo gdzieś gubią swój alkoholowy smaczek, za to do podgryzania przy książce są rewelacyjne .
    I dziękuję za przypomnienie bo całkiem o nich zapomniałam :) Muszę nastawić :)

    • kanionek 15/11/2015 at 21:02

      O masz. Czyli nie tylko morelki i wisienki się nadają do pogryzania podczas wieczornej lektury?
      Ja jednak wisienki w lodówce trzymałam i nawet fajne były, z tą swoją dwoistą naturą – niby zimne, a gorące ;)

    • agiag 15/11/2015 at 23:09

      Pięknie dziękuję :)
      Zamierzałam zrobić ciasto orzechowe przekładane orzechowym kremem i w tym kremie byłyby orzechy z nalewki:)
      Niemniej jednak wizja ich chrupania przy książce jest bardzo kusząca…

    • agiag 15/11/2015 at 23:11

      Ponalewkowe wiśnie, maliny, śliwki, porzeczki też w lodówce trzymam i właśnie dlatego już nie mam w niej miejsca na orzechy.

  37. mitenki 15/11/2015 at 20:17

    Kanionku, ZDRADZIŁAM Cię!
    Idę do kąta przemyśleć swoje zachowanie…

    • kanionek 15/11/2015 at 21:00

      Ale jak to?! Z KIM!? I gdyby nie to, że wysłałaś mi cały swój zapas fasoli i kaszy, to kazałabym Ci klęczeć na jaśku. Fasoli „Jaś”, nie poduszce.

      • mitenki 15/11/2015 at 21:05

        Ze serkiem wędzonym kozim, nie Twoim…

        Ale z trawą i koniczyną nie mieli!

        • kanionek 15/11/2015 at 21:39

          Łii. Jak z serkiem, to wybaczam, zwłaszcza z wędzonym, bo wiem, jak to smakuje :) Mam w lodówce jeszcze pół kilograma swojego, bo jedna pani przesunęła swoje zamówienie o tydzień i zaszalałam.
          (no tak, z trawą i koniczyną to tylko u mnie, bo jestem taka niekonwencjonalna :D)

      • mitenki 15/11/2015 at 21:07

        Klęczałam kiedyś na grochu – autentyk. Babcia kazała młodocianej przestępczyni.

        • kanionek 15/11/2015 at 21:40

          O mamuniu z groszkiem i marchewkiem, serio? Mnie tylko straszono tym klęczeniem na grochu…

      • mitenki 16/11/2015 at 02:01

        Mąkę mam. Na mące mogę?

        • wersja 16/11/2015 at 10:26

          jak razowa, to chyba może być ;)

        • ciociasamozło 16/11/2015 at 10:51

          Ale tylko na krupczatce ;)

        • mitenki 16/11/2015 at 11:28

          To w końcu na jakiej? ;P

        • Modra 16/11/2015 at 19:51

          Jak ma boleć to tylko z pełnego przemiału ;-)

  38. wersja 16/11/2015 at 10:26

    chciałam nawiązać do kleju z nieoskrobanych naklejek na słoikach: ja nie skrobię, jak nie schodzą po dobroci, bo mam słabość w nadgarstkach, ale pasteryzuję w garnku wyłożonym ściereczką i one – te kleje i naklejki – zostają na ściereczce, nie osiadają mi na dno. no bo jak?

    • ciociasamozło 16/11/2015 at 10:56

      Ja też ściereczkę kładę, żeby słoiki nie stukały, ale resztki naklejkowe osadziły się głównie na ścianach garnka (na wysokości powierzchni wody). Wersja, może masz jakieś specjalne magiczne ściereczki przyciągajace śmieci? :)

      • Modra 16/11/2015 at 19:53

        Nie wiem czy to warte podpowiedzi, ale ja swoje słoiki myje w zmywarce – ze dwa lub więcej razy i naklejki odchodzą w całości suche, jakby bez kleju były :-)

      • wersja 16/11/2015 at 20:05

        chyba nie. zwykle lniane mocno sprane ;)

  39. kanionek 16/11/2015 at 17:13

    Drogie Kozy, właśnie przywiozłam Białego Pantera i Małą Czarną. Panter Biały jest nieśmiały, jednak ma niebieskie oczy (ale załoga gabinetu weterynaryjnego zgodnie twierdzi, że on wszystko słyszy), wyczochrane włosy na grzbiecie i z lekka pokiereszowane uszy (podobno alergia nie wiadomo na co), a Mała Czarna ma trzy miesiące, jest niewiele większa od szczura i zdrowo trzepnięta. Spiduje po całej chacie jak szalony pocisk artyleryjski, nie daje się złapać, a za nią wlecze się niepocieszony Gamoń, próbując przepędzić demona za pomocą dźwięku, który można przyrównać do zawodzenia zawodowej płaczki. Panter najpierw uznał, że nie ma w ogóle po co wychodzić z transportera, więc się w nim wygodnie ułożył i tak tkwił przez około godzinę. W końcu małżonek odpiął górę klatki, Panter wyskoczył jak oparzony, a teraz obczaja swój nowy świat zza szafy w przedpokoju. Cyrk jak zawsze, a jeszcze czeka nas socjalizacja nowych kotów z pieskami. No i Kotek wciąż śpi na sianie w garażu i też jeszcze nie ma pojęcia, co tu się wyprawia. A właśnie. Idę zadać siana koziołkom na noc :)

    • Modra 16/11/2015 at 20:00

      Kanionku, nie poganiaj Białego ani Czarnej. Jeśli siedział w kontenerku, lepiej zostawić. Jeśli gdzieś się wciśnie, też zostaw. Daj czas, nie zaglądaj, nie wyciągaj na siłę. jak poczuje się bezpieczniej wyjdzie ‚do ludzi’. Czasem może to potrwać dni lub tygodnie. Wyjdzie nocą tylko zjeść i schowa się znowu ? – nie zwracaj uwagi. Kot musi poczuć się bezpiecznie, a w twoim zwierzyńcu dużo zapachów i każdy wydaje się być obecnie w ‚większych prawach’ do zajmowanego lokalu, niż nowo przybyli. Koty są zwierzakami terytorialnymi, więc nowe sztuki muszą się poczuć bezpiecznie na małej przestrzeni, żeby wyjść zawalczyć o większą :-) Każda próba przyspieszenia, wywoła skutek odwrotny.

      • kanionek 16/11/2015 at 22:02

        Nie, spoko, Panter już się o mnie ociera i mruczy jak szafa grająca. Właśnie nasrał mi na łóżko, więc nie wiem, czy nie łapie idei kuwety (kuwetę pokazałam im na samym początku), czy taki miał akurat kaprys. Na pewno nie chodzi o to, że nie zdążył. Leżał sobie z pół godziny na moim łóżku, gdy nagle postanowił wstać i sobie ulżyć ;)

        A Mała Czarna podkłada głos pod kuchenkę gazową. Najpierw miałam gadającą szafę, teraz mam warczącą kuchenkę. Siedzi tam sobie i warczy, ot tak. Aha, Ty jesteś kociara, tak? Czy katar i wyciek z oczu to coś, na co mam natychmiast reagować, czy w ciepłym domu i przy dobrym żarciu samo przejdzie? Bo niby dopiero co od weta wyszła, ale…

        • Iwona 16/11/2015 at 23:24

          Dla kociąt niestety może być śmiertelny, jeśli wydzielina jest przejrzysta to nie ma zakażenia wtórnego, bakteryjnego, trzeba przemywać nos i oczy, ja robiłam to rumiankiem, podawałam lizynę, nawadnia i hamuje rozwój wirusów. A ten pękaty brzuszek, to jak pisała Mitenki, zarobaczona pewnie jest, a i jadła byle co. Nie powiedzieli Ci, czy i kiedy była odrobaczana?

          • kanionek 16/11/2015 at 23:29

            „Kiedy” to nie, ale niby była odrobaczana. Mam w zapasie tabletki p-ko obleńcom i tasiemcom, ale dla dorosłych psów i kotów. Czy można takie podać małemu szczurowi? Nie wiem – połowę dawki?
            A ta lizyna jest do kupienia w aptece?
            Wydzielina z oczu przejrzysta, z nosa nie udało mi się nic zaobserwować, bo kotka jest półdzika i zwiedza głównie najciemniejsze zakamarki. Wydaje się być żywotna, bawiła się nawet naprędce zrobioną zabawką, czyli kulką z folii aluminiowej. Czy to dobry znak?

          • kanionek 16/11/2015 at 23:30

            Aha, czy jeśli Kotek miał już koci katar (a miał, w schronisku), to może go złapać ponownie? Historii wczesnego dzieciństwa Gamonia nie znam… A psy mogą to załapać?

            Albo nie, dajmy sobie spokój na dziś. Idźcie spać, Kozy kochane, jutro też jest dzień i chyba wszyscy dożyjemy :)

          • Iwona 16/11/2015 at 23:31

            Puki nie jest osowiała, je i rozrabia, nie panikuj i obserwuj :-)

          • Iwona 16/11/2015 at 23:34

            Kotek też może załapać, nawet szczepienia nie uodparniają w pełni. Ten wirus to coś, jak nasza opryszczka, raz zachorujesz i do końca życia jesteś nosicielem. Sam katar nie jest groźny, groźne są powikłania, jak u ludzi.

          • mitenki 16/11/2015 at 23:47

            Mój kot był szczepiony, a zachorował. Może jakiś spadek odporności? Iwona, gdzie kupić lizynę?

            Kanionku, maleńtasa nie karm gotowymi karmami. Ugotuj kurczaka z marchewką, możesz też podawać jej troszkę rozwodnionego koziego mleka. Jeśli dobrze na nie reaguje – nie ma rozwolnienia (po kozim nie powinna mieć, jest chudsze niż krowie).

          • kanionek 17/11/2015 at 00:12

            Kozie nie jest chudsze, niż krowie (jest wręcz odwrotnie), a teraz kozy dają mleko „zimowe” – jeszcze tłustsze i bardziej bogate w białko, niż latem (widzę po wydajności serowarskiej, kolorze i doznaniach podniebiennych), a jest lepiej przyswajane ze względu na inną strukturę cząsteczek tłuszczu, czy coś. Ale to tak na marginesie. Nie pomyślałam, żeby kupić kurczaka, więc na razie musi jeść suchą. Namoczę jej w tym rozwodnionym kozim mleku. Próbowałam delikatnie osuszyć okolice jej oczu – spanikowała i uciekła za kuchenkę :)

          • Iwona 16/11/2015 at 23:50

            @ Mitenki
            W aptece kupisz bez problemu.

          • mitenki 16/11/2015 at 23:55

            Dzięki Iwona :) Właśnie przeczytałam Twój komentarz niżej.

          • mitenki 17/11/2015 at 00:19

            A ja zawsze myślałam, że kozie dlatego jest lepiej przyswajalne, bo chudsze niż krowie.
            Wielkość dawki leku jest zależna od wagi zwierzaka. Dla połowy gołębia ja bym celowała raczej w 1/4 dawki.
            Jeśli je, pije i robi kupkę i siku to nie jest źle. To, że się bawi to też dobry znak :)

  40. mitenki 16/11/2015 at 18:21

    Właśnie miałam zapytać, czy już macie śnieżną panterę u siebie :) Uszy to może być świerzbowiec (do wyleczenia), ale chyba wet by rozpoznał? ADHD u młodych kotów to normalka :D Jeśli masz na wierzchu cenną porcelanę i kryształy po przodkach, szybciutko schowaj. Panter wyjdzie zza szafy, ciekawość zwycięży strach.
    Kanionku, prawdziwe multi-kulti u Cię.

    • kanionek 16/11/2015 at 21:58

      :D :D :D Bo Panter już dawno wyszedł zza szafy, już zna Atosa i Lasera , a właśnie wtedy, gdy czytałam Twój komentarz, stanął sobie na środku mojego łóżka i elegancko wypuścił z siebie jakieś pół litra biegunki :) No cóż. Tydzień temu na łóżko wyrzygał się Mając, teraz nasrał koteczek, całe szczęście, że tydzień należał do deszczowych i mam w czym prać.

      • mitenki 17/11/2015 at 00:24

        Kanionku, deszcz deszczem, a ortalionowa narzuta na łóżko by nie zaszkodziła :D

    • mitenki 16/11/2015 at 22:03

      A mój panter ma koci katar :(

      • kanionek 16/11/2015 at 22:11

        O, a Mała Czarna smarczy i z oczu jej cieknie. To już koci katar, czy inny diabeł? Mam wrażenie, że te koty garujące w gabinecie wet. są tam traktowane trochę na odwal, choć przecież miasto płaci za opeikę nad nimi. Może będę musiała odszczekać te słowa, ale ta mała naprawdę oddycha jak nosorożec. Aha, i ma jakiś problem trawienny – wet powiada, że ma spowolnioną przemianę materii i rzadko się wypróżnia. Ona jest nie większa od kawki, a brzuch ma jak piłkę – twardy i okrągły. Ke pasa i łot de fak? Wszystkie kociary proszone o burzę mózgów!

        • kanionek 16/11/2015 at 22:13

          Mitenki, a Twój panter w jakim wieku? I skąd nagle koci katar? Ja mało wiem o kotach, a Kotek i Gamoń są praktycznie bezproblemowi, choć Gamoń był kotem ulicy, i przez kilka pierwszych miesięcy srał jak odrzutowiec, mimo stosowania różnych medykamentów z przepisu lekarza oraz kombinowania z dietami. Po pół roku samo przeszło, ale Gamoń to jest twardziel z kociej dzielni, a ta mała to taki szczur jeszcze.

        • mitenki 16/11/2015 at 22:31

          Kanionku, mała ma takie objawy jak mój panter – nie chcę Cię martwić, ale najprawdopodobniej ma koci katar. Koci brzuszek powinien być miękki, twardy może być spowodowany robaczycą, albo nieodpowiednią dietą.
          Wzięłaś koty od weta i one powinny być wyleczone, albo powinien wet Ci powiedzieć o ewentualnych problemach zdrowotnych, nosz fuck!
          Sorry…

          Mój panter ma ok. 5 lat, przez jakiś przebywał u mojej znajomej i tam złapał choróbsko :(

          • kanionek 16/11/2015 at 23:23

            No widzisz, ja też wyszłam z tego założenia, że nie po to u weta siedzą, żeby ich nie leczono, i dlatego zdecydowałam się je wziąć. Podobno były odrobaczone i odpchlone. Wet ma drugą wetkę do pomocy i babeczkę, która chyba jest pielęgniarką. Możnaby sądzić, że z trzech osób przynajmniej jedna powinna zauważyć coś niepokojącego, prawda? No chyba, że „przystanek u weta” jest tylko takim tymczasem, dopóki nie uda się wcisnąć zwierzaków nowym opiekunom. Obym się myliła.

          • Modra 17/11/2015 at 09:50

            Tak własnie by było, gdyby to byl wirusowy koci katar. Nie żebym nadmiernie ufała wetom, ale naprawdę koci katar to poważna choroba i wygląda charakterystycznie. Jeśli to zwykły glut, to wet podchodzi z dużym luzem. Ciepły dom, pełen brzuch i spokój – to zalecenia przeciętnego weta na mokry nos i oko.

  41. RozWieLidka 16/11/2015 at 21:55

    Czy jak się siedzi przed monitorem i kiwa w te i wewte, czekając aż wejdzie strona Kanonika, to już objaw głodu kanionkowego?

    • kanionek 16/11/2015 at 22:07

      Ja tam nie jestem ekspertem, ale to brzmi trochę jak choroba sieroca :) Mam tak, gdy mi net nie chodzi. Czuję się wtedy taka… opuszczona przez Boga i ludzi :D

  42. Iwona 16/11/2015 at 22:44

    Koci katar to choroba wirusowa, nawet my, ludzie, możemy ją przynieść na ubraniu i zarazić koty niewychodzące. U weta Mała była już zasmarkana?

    • kanionek 16/11/2015 at 23:19

      Jeśli była, to chyba zapomniał mi o tym powiedzieć. Widzisz, ja tam spędziłam niespełna 10 minut i większość tego czasu poświęciliśmy omawianiu problemów Pantera (który też już kichnął kilka razy), a w tym czasie obydwa koty siedziały już zapakowane do mojego trasportera i były cichutkie, jak trusie. Te koty były u weta co najmniej 10 dni. Myślisz, że przez tak długi czas ten koci katar nie rozwinąłby się jakoś bardziej spektakularnie? I jak się właściwie leczy koci katar, skoro to wirusówka?

      • Iwona 16/11/2015 at 23:29

        Panter już się zaraził, a i Gamoń i Kotek pewnie też się zarażą. U dorosłych kotów nie jest niebezpieczny, ale męczący. Wyżej napisałam co robić, jeśli wydzielna zrobi się ropna, trzeba podać antybiotyk, bo to już wtórne zakażenie bakterią.

        • Iwona 16/11/2015 at 23:43

          A lizynę kupisz w aptece, jedną kapsułkę dziennie wet kazał mi podawać, do paszczy, lub rozbroić i wymieszać proszek z jedzeniem. Psy się nie zarażą.
          A swoją drogą wet urzędujący u nas twierdzi, że kociego kataru się nie leczy, nie ma lekarstwa, i tylko szczepienie zapobiega zachorowaniu, jedno. A wet z kliniki popukał się w czoło, bo szczepi się kocięta dwa, a nawet trzy razy i powtarza raz w roku, a i tak nie ma stuprocentowej odporności. I tak to.

          • mitenki 16/11/2015 at 23:49

            Szczepienie nie zapobiega, mój kot był szczepiony. Ponoć szczepione koty łagodniej to przechodzą i nie mają powikłań (coś jak ludzka szczepionka przeciw grypie).

          • Modra 17/11/2015 at 10:02

            Lizyna nie leczy objawów, łagodzi i później zapobiega. Jak zwykle Kanionku musisz poszperać w necie. Jesteś w tym Miszcz, więc znajdziesz swój własny model opieki. Przy okazji przeczytaj:
            http://www.scanvet.pl/pl/oferta/polecane-dla-psow-i-kotow/8.html

      • mitenki 16/11/2015 at 23:38

        Mój panter dostał antybiotyk i krople do oczu. Trzeba ocierać zasmarkane nosy i cieknące oczy, żeby zwierz nie zarażał się sam od siebie. Izolować zdrowe od chorych, coby się nie zaraziły.
        Nazwa choroby sugeruje, że to nic groźnego, ale skutki nie leczenia kociego kataru są bardzo poważne.

        http://www.agiliscattus.pl/koci-katar.html

        • Modra 17/11/2015 at 09:55

          Wet reaguje tak, jak często chce właściciel. Jak wet widzi, że właściciel przerażony lub dopomina się o leczenie mimo, że wet jest bardziej umiarkowany to poda antybiotyk. Nie zaszkodzi bardziej, a może pomóc uleczyć także niepokoje właściciela. No i rachunek do zapłacenia rośnie wtedy, więc wet nie protestuje zbyt ostro. Takie życie niestety.

  43. hanka 17/11/2015 at 04:27

    Możesz też beta-glukan im podać (to wspomaga odporność). Są preparaty dla kotów np. ImmunoDolCat albo można wersję „ludzką”, tylko zwróć uwagę, żeby nie było w niej dodatków typu np. cynk. Jak dasz radę to odizoluj nowych przybyszów bo Ci będą wszystkie cztery smarkać. Jak wzięłam drugiego kota to pół roku za narzutę na łóżko robiła u mnie cerata, gdyż najwyraźniej uznał łóżko za wielka kuwetę – na szczęście w końcu mu przeszło:-)

  44. zeroerhaplus 17/11/2015 at 08:33

    No żesz kurde, spóźniłam się na koci wątek.
    Jak widzę otrzymałaś mnóstwo fachowych porad. Czy Małej Czarnej się poprawiło?

    Może zbyt pochopnie, ale trochę jestem zła na tego weterynarza.

  45. Modra 17/11/2015 at 09:43

    Wyciek z nosa i oka nie musi być zaraz kocim katarem! Nie straszcie Kanionka! Dla mnie koci katar to nazwa poważnej jednostki chorobowej, kiedy wydzielina jest biała luz zielona A koty mogą mieć katar ‚zwykły’ jeśli tak to można nazwać. . Może być tez efektem zatkanego kanalika, z powodu nadmiernej ‚niewirusowej’ wydzieliny. Koty kichają, żeby sobie w naturalny sposób oczyścić zapchany nos. Ja mam od lat w apteczce Dicortineff i Betadrin w kropelkach. Zakraplam jak widzę cos niepokojącego w oku psa lub kota. Wystarczy aby zapobiegać rozwojowi paskudztwa. Ale mam też kotkę z rodowodem ‚ulicznym’ która żyje u mnie 3 lata i ma permanentnie zatkaną jedną dziurkę od nosa. Nie da sie wyleczyć bo to półdzikus, nie podasz jej nic. Wydzielina jest przezroczysta, bywa jej więcej lub zanika. Oddycha wtedy jak motor od traktora, wykichuje sama nadmiar i ten katar trzeba przyjąć ‚na klate’ Tak będzie i już. Moim zdaniem Kanionku nie pytając weta kupiłabym ten Dicortineff i o ile Czarna da się złapać i zakroplić to bym to robiła. Jesli wydzielina nie jest biała, ropna to nie ma strachu. A z załatwieniem sie na łózko to standard :-) jak kot przychodzi do nowego miejsca, stara sie swoim zapachem oznaczyć miejsce najwyższe w hierarchii – czyli to gdzie zapachu dostawcy żarcia i bossa w hierarchii (czyli waszego) jest najwięcej. Może to robić dopóki nie poczuje sie bezpiecznie w relacjach z pozostałymi czworonogami. Bo teraz na waszych oczach odbywać się będzie walka o pozycję i terytorium :-)

  46. ciociasamozło 17/11/2015 at 10:38

    Kanionku, dzięki za żyrafy :)
    Więcej w mailu.

  47. kanionek 17/11/2015 at 10:56

    Dziękuję, Kozy najlepsze, za wszystkie porady. Stan na dziś jest taki, że w sumie bez zmian, choć mała już się mnie nie boi. Panter nadal sra wszędzie, ze szczególnym brakiem uwzględnienia kuwety. Zamknęłam nowe koty na noc w kuchni, żeby nie było żadnych niespodzianek, i nie mam na myśli tylko gówna, no i Panter zrobił jeszcze dwa placki sraczkowatego – jeden pół metra od kuwety i drugi metr od niej.

    Nie wiem, czy to wciąż Wam wygląda na ustalanie hierarchii? Gamonia wzięłam z ulicy, sam obwąchał kuwetę i od razu wiedział, do czego toto, no ale rozumiem, że każdy zwierz jest inny.

    Laserek zaskoczył mnie tak pięknie, że aż nie wiem. Przyjął te koty tak, jak coś najnormalniejszego na świecie! Nie poznaję mojego rekina, no naprawdę. Atos się podnieca na ich widok, no ale on ma nerwicę ciamkania kotów, a te nowe jeszcze nie wiedzą, o co chodzi, więc syczą i parskają. A Majka… Majka ma ostatnio drajwa na polowanie, kotów jej jeszcze nie pokazywałam, a przed chwilą zamordowała sobie koguta. Nawet nie wiem jak i kiedy – wyszłam z łazienki, wyjrzałam przez okno, a tam Mając, kogutowi pióra wyrywając. Kogut martwy, na amen i beton. Mając zadowolony i tak zapamiętały w swym darciu pierza, że nawet nie usłyszała jak podchodzę. I święty spokój wuj strzelił. Na szybko zamknęłam ją w kojcu, gdzie drze japę na melodię „zajumali mi koguta”. Ja się ciebie pytam, przenajświętszy patronie od psów pierdolniętych – DLACZEGO?

    • Modra 17/11/2015 at 11:21

      Kanionku sranie obok to nadal kwestia hierarchii i terytorium. Pewnie wlazł tam inny zwierz i nie musiał nawet wcześniej siknąć, wystarczy ze otarł się i zostawił zapach. Czy możesz na początek rozstawić więcej kuwet? – nawet trzy w niedalekiej odległości… Niestety załatwianie się to kwestia niezwykle delikatna u kotów. czasem nie wlezie do kuwety, bo inny zwierz go obserwuje, albo stoi w nieodpowiednim wg kota miejscu, albo piasek nie taki…

      • kanionek 17/11/2015 at 12:12

        Ha! Będzie problem z miejscem, no i mam na stanie tylko dwie kuwety, ale da się coś wymyśleć. Sęk w tym, że Atos jest amatorem kociego gówna, więc kuweta stoi poza jego zasięgiem, a tak to sprawy się skomplikują. No cóż, czeka mnie zapewne parę uroczych tygodni :)
        Słuchaj, a ten Dicortinef nie jest aby na receptę? Ja ten lek kojarzę, Kotek go dostawał na samym początku, bo gdy go wzięliśmy ze schroniska, miał makabryczne oczy. W wyniku przebycia kociego kataru z powikłaniami w dzieciństwie, doznał uszczerbku na „trzeciej powiece”. Oczy miał przesłonięte w 3/4 powierzchni, zaczerwienione, sączące, i w ogóle blee.

        • Modra 17/11/2015 at 12:17

          No niestety na receptę :-(
          Może ktoś ma nadmiar w domu i by podesłał Kanionkowi, hę? Bo ja na obczyźnie to nie mam jak.

          • kanionek 17/11/2015 at 12:29

            Nie no, dajta spokój z wysyłaniem, koszt wysyłki wyższy, niż samego leku. W piątek jadę po Mamę na dworzec, to zahaczę o weta.

      • ciociasamozło 17/11/2015 at 12:49

        Modra, a mnie się wydaje że sranie to jednak sprawa sraczki ;)

        • Modra 17/11/2015 at 14:34

          Jasne, tylko miejsce gdzie sie upuści owe skarby nie jest bez znaczenia :-)

          • kanionek 17/11/2015 at 14:55

            A ja do tej pory nie wiem, który z moich „starych” kotów jest ważniejszy. Oba leją do jednej kuwety, śpią na tym samym balocie siana, przytulone do siebie, ale też lubią się potarmosić, czasem jeden na drugiego zapoluje albo zrzuci z parapetu. Nie widać przewagi żadnego z nich nad drugim. Czasem Kotkowi odbije i rzuci się znienacka na Gamonia, a czasem odwrotnie, ale tak poza tym całkiem zgodna z nich para gejowska.

            Aha, i żrą z jednej, podwójnej miseczki, i maczają razem wąsy w jednym półmisku mleka.

          • Modra 17/11/2015 at 15:17

            Znaczy, że podzieliły się swoim terytorium, dobytkiem i Tobą :-) Akceptują swoją obecność i nie czują, że w jakikolwiek sposób jeden drugiemu zagraża. To stan idealny, ktory mogą nieco naruszyć nowi przybysze. I może nawet tubylcom coś się tymczasowo zmienić w głowach. Zasadniczo koty nie nienawidzą zmian :-)
            Nowe koty najpierw na zapas będą się chować za swoimi zapachami, siku/kupami ( mówiąc: ja tez tu jestem, zajmuje twoją podłogę kuchnię, parapet…) potem pewnie gonitwy albo w druga mańkę: okopią się na upatrzonych pozycjach i będą wydawać znaczące odgłosy. Jeśli konkurencja podejdzie zbyt blisko mogą być bęcki. Ale co istotne koty akceptują też, że określone przestrzenie są do użytku wspólnego. Z czasem każdy kot wybiera sobie ‚swoje’ miejsca, gdzie przesiaduje częściej, gdzie czuje się ‚u siebie’ i gdzie będzie można go znaleźć w chwilach relaksu :-). Nie ma jednej reguły na wszystkie koty. Ale na pewno będzie się działo :-)

        • hanka 17/11/2015 at 15:36

          Też tak myślę:-)

    • Modra 17/11/2015 at 11:32

      I przepraszam, ze sie tak mnie dużo teraz w temacie kocio/psim :-) Dla Mając kogut to zabawka – rusza sie, ucieka to złapie i poszarpie :-) jakby to była mechaniczna włochata kura efekt byłby ten sam :-) Dopóki nie nauczysz zasad, nie wyznaczysz jasno granic jako boss, psy będą poszerzały swoje pole działań :-) Widocznie Mając jeszcze nie pojęła, że Kanionek rządzi i uważa się za swawolnego dyzia, nad którym nie ma wyższego szarżą :-)

      • kanionek 17/11/2015 at 12:04

        You don’t say…
        Modra, Ty nie przepraszaj, że Ciebie dużo, bo sama prosiłam o burzę mózgów ws. kotów. Majka i owszem, trafiła do nas jako pies niemożliwie wręcz rozpieszczony. Będąc ulubienicą wolontariuszy i obsługi zooschroniska, nie zaznała, jak to mawia Cesar, „rules, boundaries, limitations”, była tuczona jak gęś i każdy do niej ćwierkał, bo „taka bidulka”.
        „Dopóki nie nauczysz zasad, nie wyznaczysz jasno granic jako boss, psy będą poszerzały swoje pole działań :-)” – YOU DON’T SAY! :D
        Modra, przecież musiałaś już, w drodze lektury tego bloga, załapać, że my np. Lasera musieliśmy uczyć obcowania ze wszystkim – kotem, innym psem, kurczakiem, kozą. Atos też nie znał wcześniej świata drobiu, a Ziokołka, jako małego kredensika, też miał ochotę zeżreć na śniadanie, a do spółki z Laserem to już w ogóle – świetnie się nawzajem nakręcali. Co ja Ci jeszcze mogę powiedzieć… Nasze psy znają granice; jeśli chcę, żeby wyszły np. z kuchni, mówię im tylko „do widzenia”, i nie muszę powtarzać. Jeśli Kotek wpakuje mi się do zlewu, wystarczy, że powiem groźnie „Kotek!”, a Kotek już wraca na podłogę. Gamoń też zna swoje imię i wie, gdzie kotom wolno, a gdzie nie. Nie sądzisz chyba, że mieliśmy po prostu fuksa, trzymając tyle gatunków zwierząt w domu i na podwórku, że się wszyscy do tej pory nie pozabijali? To była praca, wieloetapowa.
        Moje zaskoczenie wynika stąd, że Majka odwaliła taki numer po raz pierwszy. Ot, w szoku jestem, i teraz znów trzeba będzie się narobić, żeby psa wyprostować. Laser i Atos nie tkną reszty inwentarza nawet wtedy, gdy nas nie ma na widoku, ale wiem z doświadczenia, że psy lubią działać stadnie, i teraz Mając może być prowodyrem i zapalnikiem dla reszty. Mam więc kolejne utrudnienie codziennego funkcjonowania, na psa urok :-/

        • Modra 17/11/2015 at 12:12

          Kanionku ja jestem pewna, ze Wy wiecie jak sobie te hierarchie ustawić. Czytałam o pracy z Wąskim, wiec nie mam wątpliwości :-) Chciałam tylko wytłumaczyć skąd taka zmiana u Majki. Albo raczej brak zmian w stosunku do jej postrzegania siebie jako ‚mi więcej wolno’. Jak piszesz była rozpieszczana, swawolna w schronie. W jej łepetynie jak widać nadal tkwi to przekonanie :-) A jak sama wiesz to przede wszystkim pies, i potem też pies. Nam ludziom żal bardziej biednej, bo ślepej. Ona jednak tak siebie nie postrzega :-) Ma na pewno doskonały węch a z powodu braku oczu wyostrzają się pozostałe zmysły :-)

          • kanionek 17/11/2015 at 12:19

            Mając (ha ha) to właśnie na uwadze, nie traktujemy jej inaczej, niż pozostałych. Ona ma trochę zryty beret, zapewne właśnie przez tę ślepotę, bo pomimo iż jest u nas już ile – trzy miesiące? – nadal ma takie parcie na żarcie, że łyka, nie gryzie. Kilka razy nałykała się w takim tempie, że mało się nie udławiła, więc od dawna karmię ją z ręki. Po odrobince. Wszystkie psy dostają michę w tym samym czasie i sobie jedzą, każdy w swoim tempie, Atosik szybko ale rozsądnie, Laserek po jednej kulce, jak arystokrata, a z Mającem muszę siedzieć i karmić z rączki, jak ptaszka.
            Dobra, ja wiem, kto ją nakręcił. A Wy jeszcze nie wiecie, i to jest moja wina. Gupi Kanionek i jego prokrastynacja. Muszę się zebrać i wszystko napisać. Nie bijcie…

          • ciociasamozło 17/11/2015 at 13:07

            Kanionku! Szkoda Rosoła, ale z drugiej strony patrząc szacun dla Majaca, że na ślepo upolowała. I jeszcze oskubała ;)

          • kanionek 17/11/2015 at 14:47

            :D
            To prawda, ale tylko trochę prawda ;) Te kurczaki po prostu nie są zbyt mądre, a spanikowane walą na oślep przed siebie i zatrzymują się np. w narożniku pomiędzy siatką wybiegu a ścianą obory. Jeden kogut uciekł przed Wąskim do garażu, gdzie wpadł między baloty słomy i był łatwym łupem (no ale ja deptałam Wąskiemu po piętach, więc kogut przeżył), no i tak właśnie wyglądają ich ucieczki, więc jeśli Mając, lecąc na słuch i węch, zagoniła koguta w narożnik, to już miała łatwo. Szkoda, że nie poprzestała na zabawie w berka.
            No i dzięki Mającowi Kanionek się zmusił i odrąbał łeb biednej kreaturze (kogutowi odrąbałam, żeby było jasne), która teraz wisi, że niby ma się wykrwawić (co ja robię? co ja robię?), a później Kanionek podobno, rzekomo i najprawdopodobniej, ma tego kuraka oskubać. Nie, żebym chciała zjeść własnego Rosoła, do tego jeszcze muszę dojrzeć, ale pisałyście, żeby Małej Czarnej kurczaka ugotować…

          • mitenki 17/11/2015 at 14:44

            Zaraz tam bijcie Kanionku… na grochu będziesz klęczała :D
            :*

          • ciociasamozło 17/11/2015 at 15:23

            No to Rosłowi (*)
            I na zdrowie Małej.
            Takie są prawa dżungli ;(((

          • zeroerhaplus 17/11/2015 at 15:30

            Nie mogłaś poczekać, aż Mając oskubie do końca?
            Sorry, jakoś tak mi się wypsnęło…

            Swoją drogą Majeczka wprowadziła Cię delikatnie w świat rosołu z Rosoła… może i drastycznie, ale.
            (Wiem, wiem, że rosół dla Małej. Mimo wszystko.)

          • kanionek 17/11/2015 at 15:51

            Poczekałabym, ale Mając nie taka głupia – oskubała sobie kawałek udka i już chciała zatopić w nim zęby, gdy Wredny, Podły, Złodziejski Wróg znienacka zabrał jej upolowaną zdobycz.
            Ta, wprowadziła, fakt, ale pomnika to ja jej nie postawię. JA TERAZ MUSZĘ OSKUBAĆ TEGO PTAKA. How, how? Ktoś może biegły w tym procederze…? Słoniocy…

          • ciociasamozło 17/11/2015 at 16:10

            Wiem ino, że przed oskubaniem trzeba sparzyć(znaczy zanurzyć we wrzątku), żeby pióra łatwiej wychodziły

          • Iwona 17/11/2015 at 16:42

            Ptaka zanurzyć we wrzątku, tak raz dwa, minuta dwie, oskubać, wypatroszyć, ja jeszcze opalam nad płomieniem( płonący denaturat) lub gaz, aby mini włoski opalić. Dziękuję za uwagę. Ugotuj rosół z tego kuraka, weź głęboki oddech, policz do dziesięciu, zamknij oczy itd. itp. i skosztuj, kiedyś musi być ten pierwszy raz ;)

          • kanionek 17/11/2015 at 17:04

            Minuta, dwie? Czyli wsadzić we wrzątek i chwilę w nim potrzymać, tak? Matko z kostką rosołową… moja Babcia takie rzeczy jedną ręką pewnie robiła, moja Mama też urodziła się na wsi i kury za młodu skubała, a ja taki niegramot, że nad jednym Rosołem się modlę jak o zbawienie. Wiem, że można przywyknąć. Wiem. I jest tylko jeden sposób na to. Zaraz idę pozamykać koziołki, a potem akcja rosół.

          • Iwona 17/11/2015 at 17:16

            Tak, wsadzić i chwilę potrzymać, dasz radę :)

  48. Kachna 17/11/2015 at 11:28

    I ja wtrącę swoje trzy grosze z doświadczeń kocich – a trochę ich miałam.
    W temacie niekuwetowania – otóż dotyczyło to kotki, która miała problemy z pęcherzem i bolało ja przy sikaniu. I dlatego, jak mi wytłumaczył w końcu wet, grzeczna i nauczona czystości koteczka, nagle omijała kuwetę szerokim łukiem i z sikaniem i z …niesikaniem.
    Jak się wyleczyła wszystko wróciło do normy.
    Może jemu się po prostu źle kojarzy kuwetowanie z jakimś bólem….
    Trzymam kciuki.

    • Modra 17/11/2015 at 11:35

      Mogłoby tak być, gdyby taka kota była już dłuższym stażem rezydentem. Ale to są nowe zwierzaki w domu pełnym zwierząt i zapachów. Tu jeszcze nie doszło do ustalenia reguł :-)

      • ciociasamozło 17/11/2015 at 13:03

        Wiesz Modra, mam wrażenie, że „hierarchia” (piszę w cudzysłowiu ponieważ u kotów jako zwierząt, które nie są z natury społeczne nie ma hierarchi w naszym rozumieniu), ustalanie reguł itp. to problemy małoprawdopodobne u takiego zestrachanego obesrańca, który, być może poza klatką u weta (gdzie był zmuszony robić niemal pod siebie) świata jeszcze nie widział :)

        • Modra 17/11/2015 at 14:32

          Tak by sie wydawało, biorąc pod uwagę nasze obiegowe opinie o kotach :-)
          Jednak terytorium i ‚ważność’ to podstawa kociego savoir vivre. Koty znaczą swój teren odpowiednimi zapachami non stop, więc jak jakikolwiek zwierzak się pojawia, od razu poznaje, że wszedł na czyjeś terytorium i trzeba sie mieć na baczności oraz wywalczyć ‚swoje’. One tylko tak niewinnie wyglądają :-) Ale to drapieżne paskudy :-D

          • ciociasamozło 17/11/2015 at 15:16

            Modra, co do terytorializmu – zgadzam się w stu procentach. Co do „ważności” bedę sie upierać przy swojej opinii (popartej wiedzą i doświadczeniem ;) ). Cały problem z kocią „hierarchią” jest taki, że do kocich relacji próbujemy przykładać miarę ludzka i psią (a i tu wcale nie jest tak jak kiedyś pisał niejaki Fisher). U kotów nie jest ważne kto jest ważny tylko to czyj jest kawałek podłogi (kuwety/kanapy/kolan pańci). I to czy sierściuch wpuszcza innego zwierza (kota, człowieka, psa) na swoje terytorium nie ma żadnego podłoża w hierarchii a jedynie w stopniu zażyłości i „zaprzyjaźnienia” i wynikajacym z tego poczuciu bezpieczeństwa (lub jego braku, wtedy zaczyna się znaczenie terenu również kałem i moczem).

          • Modra 17/11/2015 at 15:26

            To prawda, potocznie ludzie przypisują zwierzętom ludzkie cechy i emocje. Znaczenie słowa ‚hierarchia w kocim świecie widać, kiedy wchodzisz do domu gdzie żyją dwa lub więcej kotów razem przez lata, a mimo ustalonego rytmu, zapewnionego bezpieczeństwa tylko co jakiś czas zdarzają się kocie walki. Ta hierarchia nie jest tak samo postrzegana przez koty jak przez psy oczywiście. Jednak koty rozumieją znaczenie słów ‚bliżej władzy i koryta’ jak niektórzy politycy :-) Dla kota jeśli sytuacja jest zbyt spokojna przez dłuższy czas, trzeba przeprowadzić sporadycznie test, czy nie dałoby się zając lepszej pozycji w nogach łóżka :-)

          • ciociasamozło 17/11/2015 at 16:18

            Ale to jest walka o zasoby a nie hierarchia :)
            Trzeba by rozważać osobny układ hierarchiczny dla każdego kociego zasobu bo jeden kot, który „rządzi” na fotelu może być ostatni do półeczki na drapaku. No a walka jednostki o lepsze warunki nie jest równoznaczna z walką o wyższą pozycję w hierarchii :)
            Hierarchia jest wtedy gdy jest społeczność. Koty są indywidualnymi łowcami, dbajacymi o to żeby się najeść, wyspać w ciepłym miejscu i nie dać zabić silniejszemu.

          • Modra 17/11/2015 at 16:24

            No jest hierarchia :-), która ustala się w wyniku walki o zasoby :-) Ten który jest dziś ważniejszy zajmuje dziś lepszą pozycję. Mniej pewny swojej pozycji kocur wycofa się dziś na parapet. Do jutra może obmyśli plan przejęcia utraconej pozycji i odbicia pozycji lidera :-) Albo w nocy zacznie podchody pod śpiącego rywala.

          • kanionek 17/11/2015 at 16:57

            No to cosik nietrwała ta hierarchia, a z uwagi na jej kruchość i ulotny stan bytu, ja też przychylam się do obalenia tej teorii. U kóz, czy choćby psów, zmiany „ważności” w stadzie zachodzą, ale z rzadka, i raz wygrany w wyniku walki stołek jest długo okupowany. Przy okazji – właśnie obserwuję wspinanie się Ziokołka po hierarchicznej drabinie i nie poznaję tej kozy. Zaczęła od gromienia córek Ireny, a teraz już i sama Irena Ziokołkowi nie podskoczy. Nadal jednak pierwsze i ostatnie słowo w stadzie należy do Andrzeja, choć Bożena jeszcze nie może odżałować utraconej pozycji największej i najsilniejszej baryły w stadzie i zdarza jej się walczyć z Andrzejem na rogi. Tylko co ona, bidulka, ma za rogi, w porównaniu z tym żyrandolem Andrzeja? :)

  49. wersja 17/11/2015 at 12:06

    Kotkom z rozwolnieniem pomagają ludzkie probiotyki. I też optuję za ustawieniem nowej kuwety (czystej, bez zapachu innych zwierząt) ze świeżym żwirkiem. Żwirek masz zapachowy? A może u weta miały zapachowy? Albo silikonowy? A może u weta kuweta była zadaszona? Koty czasami mają przedziwne preferencje. Na zatrybkę można im podrzucić do tej nowej kuwety kawałek ich własnych odchodów.

    A z katarem to ja bym jednak poszła do jakiegoś bardziej przewrażliwionego weta. Przykład: jedna z moich kocic ostatnio dużo kasłała. Tak jakby ciągle miała w gardle kłaczka. No ale tydzień tak kasłać po kilkanaście razy dziennie? Jeden wet zlekceważył. Drugi zbadał odruch tchawicowy (chyba jakoś tak) i zdiagnozował infekcję wirusową – po tygodniowej kuracji antybiotykiem kocurka jest okazem zdrowia.

    • kanionek 17/11/2015 at 12:25

      Omatko, zapachowy… :D
      Mam najtańszy żwir z supermarketu. A rozważam wypełnianie kuwety piaskiem z krecich kopców. Cost cutting, panie, co zrobić. U weta siedziały w klatkach wyłożonych pampersami i nie dane mi było zobaczyć żadnej kuwety ;) Na zatrybkę wysmarowałam wczoraj wieczorem żwirek w kuwecie odrobiną kupki Pantera. Wzgardził!
      No nic. Poczekam jeszcze, to dopiero kilkanaście godzin. Mała diablica tymczasem coraz odważniejsza! Nafukała na Pantera i przegoniła go od michy!

  50. Fredzia 17/11/2015 at 13:13

    Przysnęłam na schabie – wybaczcie, ale mało kulinarna jestem, jem, bo muszę, gotuję, bo jak przestanę, to zostanę singlem z przymusowego wyboru – a gdy się ocknęłam, wszędzie roiło się od kotów, cieknących nosów i kogucich piór. Ciebie Kanionek na dwa dni z oczu spuścić nie można. Naprawdę, NAPRAWDĘ tak bardzo już nie miałaś nic do roboty?
    A o Wąskim coś cicho. Poszłaś po rozum do głowy i oddałaś go jednostce antyterrorystycznej? ;)

    • kanionek 17/11/2015 at 14:51

      Fredzia :D
      Poszłam po rozum do głowy, a tam powiedziano mi, że już nie mam czego szukać ;)
      Wąski jest pod Toruniem, ale pogłowie psów się nie zmieniło. Zaszło parę zmian po prostu, ale żeby nie stękać po kawałku zeznań jak terrorysta grillowany pod policyjną lampą, może już nic więcej nie powiem, tylko jakoś na dniach zrobię wpis?

  51. dag 17/11/2015 at 14:33

    Kanionku a jest coś takiego jak pellet – to sprzedają w workach w sklepach zoologicznych jako podłoże drewniane oprócz tradycyjnego żwirku. I wychodzi drogo. Jednak to samo można kupić jako opał i wtedy są to stosunkowo o wiele mniejsze koszty. Mój kot tego używa, bardzo dobrze wchłania zapachy (pellet a nie kot), nie zbryla się a raczej rozkłada na trociny, jest miękkie i… koniec reklamy.

    • kanionek 17/11/2015 at 14:53

      A faktycznie, jest coś takiego, dzięki :) Sprawdzę jak to u nas cenowo się prezentuje.

    • mitenki 17/11/2015 at 18:14

      Zainteresował mnie ten pellet, kiedyś używałam czegoś takiego. Tylko gdzie to kupić? Na stacji benzynowej? W necie znalazłam, ale trzeba kupić aż tonę.

      • RozWieLidka 17/11/2015 at 19:41

        Ostatnio widziałam takie 50 kg w Praktikerze.

      • dag 18/11/2015 at 08:32

        Na niektórych stacjach benzynowych jest taki w workach po 20 kg. W Praktikerze też widziałam – na wagę, ale jakościowo taki sobie był. Najlepiej wygląda, pachnie i kosztuje Pinio do kupienia w zoologicznych (pachnie świeżym drewnem), prawie tego samego gatunku jest ten ze stacji benzynowej (może już tak nie pachnie, bo ma gorsze opakowanie i cały zapach wyparował), niezły jest też ten z Selgrosa, a na samym końcu to ten z Praktikera. Ja kupuję na stacjach, bo ten worek za 16 zł wystarcza mi na miesiąc, a kota (i kuwetę) mam dużego (ragdoll). Dodam, że hmm… kupę razem z tym drewnem można wrzucać bezpośrednio do sedesu, ale całej kuwety opróżnić w ten sposób nie próbowałam. Mój najdłuższy komentarz na gówniany temat:P

  52. zeroerhaplus 17/11/2015 at 15:24

    A mnie bardziej martwi nie tyle miejsce srania Pantera, co tego produktu konsystencja. Normalna kocia kupa jest zwarta jak rosyjskie wojsko na paradzie. Kot, gdy się odwodni za bardzo, to jest niedobrze. Czy pije? Czy je mokre?

    • kanionek 17/11/2015 at 15:45

      Pije :) I w ogóle wygląda nieźle, jeśli nie liczyć kawałka prawie łysego grzbietu i uszu. Specjalnie dla tych dwóch obesrańco-obsmarkańców narąbałam drewna, dygnęłam wiadro węgla i palę w centralnym. Parapet w kuchni wyścieliłam takim długim a wąskim ręcznikiem (mam go ze sto lat, był kiedyś dodawany do jakiegoś cudownego szamponu typu „jesteś tego warta”, jest pięknie czarny ze złotym napisem „artiste” i zupełnie nie umiem go używać), no i teraz dwa karaluchy sobie leżą na tym cieplutkim parapecie wdychając pranę, czy co to tam się unosi nad gorącym grzejnikiem ;)

      • kanionek 17/11/2015 at 15:47

        Na razie też nie martwię się rzadką kupą – może być ze stresu, od zmiany żarcia, whatever, a Gamoń tak srał przez pół roku i puszczał zabójcze dla otoczenia gazy, i – jak już pisałam – przeszło mu. Nie wiem, czy dzięki, czy pomimo podawanych leków i kombinowania z dietami. Na razie obserwuję oba gady i w razie konieczności będę interweniować.

      • Modra 17/11/2015 at 15:58

        Gites Kanionek! Jesteś wielki :-) obesrańce tego właśnie potrzebują. Choć poprawi im się zapewne przez ten ręcznik :-) Takie szykany doceni każdy kot, od samego leżenia będzie zdrowiało to towarzystwo :-)

        • kanionek 17/11/2015 at 16:50

          Tak, jestem wielki. Wielki Niewypał, oględnie rzecz ujmując. No ale od leżenia na królewskim ręczniku MUSI im się poprawić. Aha – mała sika do kuwety! I nie tylko sika :) I chyba nazwę ją Vader, po tym gościu z Gwiezdnych Wojen. Bezbłędnie namierzam jej miejsce pobytu po oddechu. W ogóle ona jest jak mały horrorek – czarna, warczy lepiej niż niejeden pies, a z racji kitrania się po najciemniejszych zakamarkach – lekko przykurzona. Wygląda jak przeobrażony Gremlin, zwłaszcza gdy syczy i fuka na któregoś z piesków.

          • shal 17/11/2015 at 17:02

            Jaki Niewypał?…..Jesteś Bomba,kto Cię nie kocha,ten Trąba.

          • kanionek 17/11/2015 at 17:06

            Shal! A Ty gdzieżeś siedziała tyle czasu, hę?
            Najwybuchliwsza bomba. Nie pamiętam, kto to napisał – Gombrowicz, czy Witkacy? Obaj byli ciut szurnięci.

  53. shal 17/11/2015 at 17:17

    Ciężko się pisze jak na ramieniu siedzi 4.5 kg kota,ale czytam codziennie.

    • kanionek 17/11/2015 at 18:12

      :D
      A ja Wam właśnie wrzuciłam kilka fotek na FOK: http://kanionek.pl/forum/showthread.php?tid=53
      Bo po akcji „Rosół” będę miała traumę i inne takie rzyganie emocjonalne, więc nie wiem, czy nowy wpis zrobię, a na fotkach sobie choć oko zawiesicie :)

  54. pluskat 17/11/2015 at 17:32

    Kanionku po oskubaniu biednego Rosola przed gotowaniem trzeba go jeszcze WYPATROSZYC . Swoja droga dobrze, ze Majac nie dorwala kury nioski. Piaty pies? Czy bardzo wybrakowany? Masochisci… Czy Wy istniejecie naprawde, czy tylko w naszych glowach? Ale, prawda, ciocia swiadkiem, ze jednak jestescie.

    • kanionek 17/11/2015 at 18:14

      Chyba sobie jakiś schemat z sieci ściągnę :-/ Gdzie ja mam rozciąć zacny kadłubek? Czy patroszyć per rectum?

      • zeroerhaplus 17/11/2015 at 18:16

        Ty sobie faktycznie pooglądaj patroszenie w sieci, bo per rectum to nawet David Copperfield by nie wypatroszył ;)

        • Iwona 17/11/2015 at 19:10

          Kocham Panią, Pani Zeroerha :D

          • zeroerhaplus 18/11/2015 at 09:36

            Iwona :))))

            Przypomniałaś mi, że dawno Trójki nie słyszałam…

        • ciociasamozło 17/11/2015 at 20:15

          To mi przypomniało taki jeden dowcip jak zawody w składaniu samochodów na czas wygrał pewien ginekolog. Co prawda nie był najszybszy ale wszystko zrobił przez rurę wydechową.

      • paryja 17/11/2015 at 20:59

        Od poniżej mostka w dupy stronę :)
        Teraz bym chyba nie dała rady ale kiedyś mnie dziadek przymusił :) i wypatroszyłam kogutka (i o ile dobrze pamiętam to psu dałam ;))

  55. paryja 18/11/2015 at 07:49

    Wypatroszyłaś ?

  56. wersja 18/11/2015 at 08:38

    patroszenie per rectum! rech! rech! rech! :D

    Kanionek – zapodaj na sraczkę priobiotyk, mówię Ci. ten grzbiet Leoncia (on mi pasuje na Leoncia, bo bardzo zniewala urodą) to może być „wylizany” do ran na tle nerwowym. miałam kicię, która tak reagowała na stres, chociaż koncentrowała się na brzuchu i tylnych łapach. jak się w porę nie wychwyciło to mogła się wdać infekcja i wiadomo.

    • kanionek 18/11/2015 at 23:13

      Wersja, NO WIEM :D Z tym per rectum to skrót myślowy był, no. Że od dupy strony bym zaczęła. A Wy od razu tak dosłownie ;-P
      A tak swoją drogą, to ja byłam tak spięta, że po wszystkim ledwie sama byłam w stanie na dupie usiąść. Wszystkie mięśnie mnie bolały! Ja to zbyt wrażliwy człowiek jestem i bojący byle czego. I choć kogut już dawno martwy, bez głowy i kurtki, to i tak jakoś głupio mi było mu w środku grzebać.

      • wersja 19/11/2015 at 08:06

        Domyślam się :( u nas zawsze wszystkie pomysły hodowania zwierzyny upadają właśnie dlatego, że przecież nie wyrobilibyśmy trzymając mnożące się króliki i kury tylko do kochania, a nikt by nie się nie podjął, żeby je jakoś „zagospodarować”. łatwiej iść do sklepu i kupić anonimową półtuszkę. wzdech.

  57. mitenki 18/11/2015 at 08:57

    Dostałam do antybiotyku dla mojego pantera probiotyk, żeby nie miał biegunki, więc popieram – zapodaj. Wetka mówiła, żeby do wody wsypać, albo do jedzenia.

  58. zeroerhaplus 18/11/2015 at 10:20

    Trzysta komentarzy! Czy to już było, czy też to nowy rekord?

    • mitenki 18/11/2015 at 10:32

      Było. Pod poprzednim postem. Kanionek rozpaczał, że 200 system nie wytrzyma i będzie koniec świata.
      Świat istnieje, proponuję dobić do 400 :)

  59. zeroerhaplus 18/11/2015 at 10:37

    Do czterystu? No problem :)

  60. Kachna 18/11/2015 at 11:06

    Heja – do 400 -ok – to ja może wspomnę, że zjadam figi w czekoladzie choć mi nie wolno….
    O.
    I że widziałam Listy do M2 – i jak zwykle ryczałam łzami w momentach gdzie większość widzów ryczała śmiechem….ale to normalka ze mną (starszy syn mówi prosto: siara – bo zanoszę się śmiechem jako jedyna w kinie. I tak o.).
    I poważnie zastanawiam się nad owcą….;)

  61. mitenki 18/11/2015 at 11:13

    A ja płakałam na „Pięknej i bestii”, o!
    Ktoś mnie przebije?

    • Iwona 18/11/2015 at 11:25

      Ja płakałam na „Mustangu z doliny”, łzami krokodyla ;-)

      • Kachna 18/11/2015 at 11:30

        Pingwiny z Madagaskaru np.
        Mój „problem”polega na tym, że mam najczęściej przeciwne reakcje emocjonalne do większości. I weź coś zrób!
        Jestem bliska płaczu przy czytaniu Kanionka….Jak tak PACZE na te biedne kociątka. Jakie one mają szczęście.

      • zerojedynkowa 19/11/2015 at 08:54

        A ja płaczę na KAŻDEJ bajce obejrzanej po raz pierwszy, a często zdarza się, że i drugi i trzeci i fafnasty. Tak a propos adopcji to polecam bajkę „Piorun” – jest tam wąteczek kota, pod którego głos podkłada Sonia Bohosiewicz (dla mnie mistrzostwo). Płakałam też na „Wall-e” (mimo że o robotach) – swoją drogą bajka edukacyjna i mam nadzieję, że nie prorocza. Taaak… o bajkach mogłabym jeszcze długo. ;)

    • mitenki 18/11/2015 at 11:52

      Nie znam „Mustanga”. Muszę popaczeć.
      Na „Pingwinach” nie płakałam, natomiast zakochałam się. W królu Julianie…
      Przypomina mi mojego byłego szefa, zwariowana i barwna postać. Nie żebym w szefie się kochała, ale od kiedy dał taki występ
      https://www.youtube.com/watch?v=TvDdGmzM0DA
      to gdy patrzę na Juliana, widzę szefa i odwrotnie…

      • mitenki 18/11/2015 at 11:56

        Kachna, a czemu masz coś z nimi robić? Mnie tam Twoje wyglądają na właściwe, a że „oczy Ci się pocą…” to nic złego :)

        • Kachna 18/11/2015 at 12:02

          No ale nie tam gdzie reżyser zaplanował:)
          Fakt jest taki, że się taka lubię. Acz śmieszne to jest jak sie kino chichra a tu słychać takie siąkanie nosem moje….

    • ciociasamozło 18/11/2015 at 13:24

      Jak byłam w ciąży to płakałam na reklamach Merci…
      Moja siostra płacze na takich reklamach bez ciąży.

      • kanionek 18/11/2015 at 14:13

        Moja siostra płakała, gdy kończył się Reksio, ale to zrozumiałe :) Ja podobno czułam miętę do Misia Uszatka.

        • paryja 18/11/2015 at 14:59

          „Mój brat niedźwiedź ” doprowadził mnie i bardzo wtedy nieletniego syna że jeszcze po wyjściu z kina mieliśmy mokre oczy :)

          Natomiast po „Niczego nie żałuję „musieli mnie wódą reanimować bo nie mogłam przestać szlochać .

          • Ania W. 18/11/2015 at 16:58

            Ha, siostry Wy moje! Wyłam na „Barbie, akademia księżniczek” bo tam jest wątek adopcyjny: w momencie kiedy Barbie, już wyksiężniczkowana, pamięta o swojej matce adopcyjnej, ryczę jak bóbr! Płakałam też na „Królu Lwie”, ale to podobno częste… Moim rekordem jednak było półgodzinne zanoszenie się szlochem PÓŁ GODZINY po wyjściu z kina z seansu „Co się wydarzyło w Madison County”. Tak płakałam, że mój ówczesny chłopak przez zaciśnięte zęby mnie uspokajał, bo bał się posądzenia o rękoczyny :)

          • kanionek 18/11/2015 at 22:10

            Ania W. – z „Co się wydarzyło…” miałam taką historię: dawno, dawno temu, na dzikiej północy, pracowałam dla Chińczyków. No i oni mieli takiego kolegę Chińczyka, co pracował w Chipolbroku w Gdyni, ale czasem wpadał do naszego biura w Gdańsku i – jak to się ładnie mówi – smalił do mnie cholewki. Piąte przez dziesiąte gadał po angielsku, i któregoś razu wybrał się do kina, albo może wypożyczył ten właśnie film, i też się, biedaczek, popłakał. I pod wpływem wzruszenia kupił mi książkę „Co się wydarzyło w Madison County”, bo do kina iść nie chciałam :D
            Czytałam ją dwa razy i oczywiście, że dwa razy płakałam. Po latach obejrzałam w końcu film, i co? Oczywiście, że znów płakałam! Historia z pozoru tania jak barszcz typu instant, ale jakoś tak dobrze zmontowana, że mnie rusza, i jeśli przeczytam tę książkę raz jeszcze, to znów uruchomi moje wodotryski, i nic na to nie poradzę.

          • zeroerhaplus 21/11/2015 at 10:47

            Moment, momencik. I co dalej z tym Chińczykiem?
            Wątek miłosny tak szybko zakończyć, no wiesz!

          • kanionek 21/11/2015 at 12:08

            No bo jak się okazało, że w Szanghaju (jego mieście rodzinnym) się czeka pół roku na pozwolenie na psa i można wziąć tak naprawdę tylko jakąś miniaturkę, to było po romansie :D

      • ciociasamozło 18/11/2015 at 19:09

        Ostatnio przy „Marley i ja” całą rodziną :)
        Z filmów bardziej serio to kiedyś po „Przełamując fale” ryczałam całą drogę z kina do domu (na filmie ani trochę), ale bardzo wtedy potrzebowałam takiego katharsis.

        • wersja 19/11/2015 at 08:10

          a ja zawsze płaczę na Shape of My Heart w końcówce Leona Zawodowcy. I jak dziecku czytam różne książki (nawet opowieści z narnii, przykro mi)

          (ile nam jeszcze zostało do 400? bo rozumiem, że wcześniej Kanionek nowej notki nie da?)

          • Iwona 19/11/2015 at 08:48

            Tja, nabijemy 400, to następnym razem Kanionek powie: Chcecie nową notkę? Nabijcie 500, co to dla was! :D

          • kanionek 19/11/2015 at 13:34

            Jakim „następnym razem”? Ja JUŻ chcę 500 ;-P

        • Ania W. 19/11/2015 at 18:11

          @Kanionek – no właśnie to chyba jest piękne, że dużo osób odnajduje się w jakimś kawałku tej historii… No i Meryl kładąca rękę na szyi Clinta ;). Albo ten motyw kupowania nowej kiecki, żeby się podobać … A już deszczowa scena, w której zmoczony deszczem Clint wiesza krzyżyk Meryl na wstecznym lusterku… Ech :)

          • mp 19/11/2015 at 21:40

            A jak Meryl w samochodzie z mężem stoi na światłach i we wstecznym lusterku widzi Clinta ? Dżizas, ostatnio oglądałam ten film ładnych parę lat temu, a wciąż pamiętam jej rękę na klamce drzwi.
            A i tak wyciskaczem łez wszechczasów jest dla mnie „Tańcząc w ciemnościach”, po seansie wyglądałyśmy z siostrą jak ofiary przemocy domowej- zaryczane, zapuchnięte…

          • kanionek 19/11/2015 at 21:43

            A ja na tych ciemnościach to w kinie byłam, takim malutkim, kameralnym, na Długiej w Gdańsku, i tam były takie malusie, drewniane siedzonka, i po dwóch godzinach też ryczałam, bo TAK MNIE DUPA BOLAŁA. A potem sobie obejrzałam w domu na DVD, czy innej kasecie. Nie pamiętam, epoki mie sie mylo, taka stara jestem.

  62. mitenki 18/11/2015 at 11:18

    I czemu Ci nie wolno fig w czekoladzie?

    • Kachna 18/11/2015 at 11:25

      Bo czekolada hm nie działa bardzo odchudzająco. A ja NAPRAWDĘ muszę. No naprawdę. Ale kocham figi (w zasadzie też nie wolno) a już w czekoladzie….Eh.

      • mitenki 18/11/2015 at 14:08

        Ja też muszę, a uwielbiam słodycze. Ba, nie tylko uwielbiam, jestem CUKROHOLIKIEM.
        Ale walczę… z nałogiem i kg.

        • ciociasamozło 18/11/2015 at 14:58

          Mam żurawinę w czekoladzie. Pod biurkiem. Dużą torebkę. Na długo nie wystarczy.

          • mitenki 18/11/2015 at 23:20

            A gdzie to biurko?

          • thais 19/11/2015 at 22:10

            ciociu, ja przez Ciebie pojechałam do biedronki po żurawinę,w promocji i wróciłam bez żurawiny ,ale z winem :))

          • ciociasamozło 22/11/2015 at 10:52

            Mitenki, sorry, za późno ;)
            Thais, wino, też dobre, a najlepsze i wino i żurawina ;)

  63. Ola 18/11/2015 at 12:01

    Nie wiem, gdzie dopisać, bo zamieszanie tu większe niż w kurniku, wszyscy gdaczą wszędzie!!! :O
    Ja chciałam w obronie Mająca. Może to nie Mając Rosoła ten tego? Może dopadł go, bo se leżał i by się miał zmarnować? Może to rudy ryj albo choróbsko jakie? No? Może nie Mając :(

    • Kachna 18/11/2015 at 12:03

      Albo to rosół zaatakował Mająca – a ona się tylko broniła ????

    • kanionek 18/11/2015 at 12:19

      Ola – Obawiam się, że jednak Mając. Gdy wypuszczałam pieski na podwórko tego koguta tam nie było, a Mając została przyłapana na jeszcze ciepłym uczynku. Więc rozumiesz… Ale nie martw się. Mając to pies, takie rzeczy się zdarzają, mamy nadzieję wytłumaczyć jej, że tak nie wolno.

      Kachna – :D :D :D

      • Kachna 18/11/2015 at 12:54

        No co???
        Mnie atakował rosół w młodości (mojej nie rosoła) i to nie raz!

  64. kanionek 18/11/2015 at 12:16

    400 komentarzy? CO TAK SŁABO? Zupełnie nie macie ambicji ;-P
    No to już Wam odpowiem zbiorowo, że tak, wypatroszyłam… Samo skubanie zajęło mi zaskakująco niewiele czasu, około kwadransa, aż się zdziwiłam, no i było mi lekko niedobrze, gęgające z małego wybiegu gęsi nie pomagały (mówiłam Wam, że one nigdy nie śpią?), i mało nie narobiłam w portki, gdy ni z tego, ni z owego, spomiędzy nóg taboretu wylazł mi Gamoń ze swoim „i-i”, za to później… Małżonek przyniósł mojego klaptopa do kuchni, obejrzeliśmy film instruktażowy na temat patroszenia (taki gówniarz ten filmik zrobił, ledwie od ziemi odrosły, a wygadany jak katarynka), a po wykonaniu pierwszego nacięcia stwierdziliśmy jednogłośnie, że my mamy jakiegoś nietypowego kurczaka, który jest ZUPEŁNIE inaczej zbudowany niż tamten przedstawiciel rodu z filmiku, no i się zaczęło. Gdybanie, dłubanie, a weź tu jeszcze przetnij, o – mam nerkę… Zajęcia z anatomii trwały chyba ze dwie godziny, a my, chirurdzy z bożej łaski, ubabrani po pachy, rozgrzebaliśmy tego kurczaka na części pierwsze. Udało mi się nie rozlać woreczka żółciowego, ani jelit nie uszkodzić, a po zważeniu wszystkich jadalnych części wyszło, że mamy 1,2 kg mięsa. No i małżonek, jak zobaczył to ciemnoczerwone mięso to stwierdził, że koniecznie musimy je zjeść, żeby się ofiara nie zmarnowała i kilka godzin naszej pracy. No to podroby i różne skrawki wrzuciłam do jednego gara, na rosół z ryżem dla kotów, korpus i skrzydełka do drugiego, na rosół dla nas, a udka i piersi na patelnię.

    Czy się zdziwiliśmy? Ano zdziwiliśmy się :D Udek nie dało się zjeść. Nie wzięliśmy pod uwagę, że to był po pierwsze kogut, po drugie prawie dwuletni, a po trzecie – wybiegany jak maratończyk. Do pokrojenia tego mięsa niegłupia wydawała się piła łańcuchowa, a żeby je pogryźć musilibyśmy mieć psie szczęki. No to zjedliśmy piersi, które i tak niewielkie przed obróbką cieplną, skurczyły się na końcu do rozmiaru pięści pięciolatka. Fajnie było, na samo wspomnienie już mi niedobrze, a rosołu jeszcze nie próbowałam.

    Koty. Wyciek z oczu Vadera jakby się zmniejszył (no „jakby”, bo to ciężko zmierzyć, ale wygląda, że mniej tego jest), za to smark w nosie utrudnia jej oddychanie i ja się męczę od samego słuchania. Poza tym jest zadowolona z życia, załatwia się ładnie do kuwety, tylko żreć nie chce.
    Panter to jest inna historia. Otóż, proszę Państwa, Panterowi cieknie z ryja. Nie z nosa, nie z oczu, tylko z pyska. Siedzi, z ust zwisa mu bezbarwny, przezroczysty glut, który spada (na podłogę, na krzesło, na moje ubrania), a za nim następny, i następny… Potrafi nakapać sporą kałużę. Ki czort znów teraz? Mało się rusza, dużo śpi, żre normalnie, i niestety sra i leje gdzie popadnie. Postawiłam drugą kuwetę, z dziewiczo czystym żwirkiem drewnianym. Skrupulatnie omija obydwie. Wczoraj nasrał małżonkowi w pokoju, za stojakiem z bezcennymi gitarami, i małżonek miał już lekko wystające oczy. Konsystencja się poprawiła, choć nie jest to jeszcze owo zwarte wojsko, ale już nie zupa. Próbowałam się dodzwonić do tego weta, który je „leczył”, ale nie odbiera telefonu.

    Mając biega po podwórku w kagańcu i o dziwo jest tym faktem tak zaskoczona, że nawet nie próbuje za niczym ganiać. Ale to rozwiązanie tymczasowe. Te kociaki kosztują mnie więcej zachodu, niż się spodziewałam. Idę dorzucić do pieca, a w piątek chyba będę musiała zabrać je do mojego weta w E. Swoją drogą – pani z OTOZ Animals narzekała, że małą Vader oddawano do schroniska już trzy razy. Trzy razy! A to podobno trzymiesięczny kociak (waży 1,3 kg i ma jeszcze mleczne zęby). I czy ona się, do kurwy nędzy, dziwi? Bo ja się już wcale nie dziwię – jeśli pan wet oddaje ludziom zwierzęta w takim stanie, to co delikatniejsi klienci wymiękną. Sama wymiękam, gdy patrzę na Pantera i węszę po chacie w poszukiwaniu „skarbów”. Dziś rano, idąc jak zwykle na gaciach do kuchni, przysiadłam sobie na krześle i zaraz podskoczyłam, bo całe krzesło mokre. Panter miał czas, to sobie nakapał w nocy. Dobra, idę robić swoje.

    • Ola 18/11/2015 at 12:37

      Ech, to powiedziałabyś jeszcze o co chodzi z Wąskim i liczebnością psiego pogłowia…
      Przyzwyczailiśmy się, że żyjemy – trochę na waleta – Waszym życiem, a tu tyle zmian.

      • kanionek 18/11/2015 at 12:42

        Tak, wiem, że jestem winna jak ocet w karafce, ale wolę jednak zrobić wpis, ze zdjęciami itd., bo niektórzy nie czytaja komentarzy, a poza tym juz czas na kolejny odcinek. Do końca tygodnia na pewno będzie.

        • Ola 18/11/2015 at 13:28

          no doooobra, praszam za sępa :)

          • kanionek 18/11/2015 at 14:11

            Nie nie, ja wiem, że dałam dupy, bo prawda jest taka, że im mniej się ma czasu, tym bardziej trzeba być systematycznym, a ja tak sobie odkładałam, odkładałam, aż wypadki potoczyły się lawinowo i teraz jest bałagan i dezinformacja. Fajne okreslenie z tym kurnikiem :D
            I nadal leży rzucona rękawica pt. 400 komentarzy. Ale ja w Was wierzę :D

    • Kachna 18/11/2015 at 12:46

      Trochę to co opowiadasz takie „nie do wiary”.
      Trochę odstręcza od adopcji….
      Cholera jasna psiakrew!

    • Ania W. 18/11/2015 at 17:02

      Trzymiesięczne kocię tyle ma za sobą? Kurde! W normalnym stanie rzeczy powinna jeszcze być z matką…

      • kanionek 18/11/2015 at 22:46

        Ania W. – tak sobie właśnie wczoraj myślałam, czy jej problemy z zastojami w jelitach nie są spowodowane właśnie brakiem matki? Bo mamuśki wylizują brzuchy maluchom, pobudzając perystaltykę jelit, tak? Tak, czy śmak, pomyślałam że nie zaszkodzi, jak jej trochę pomasuję tę piłkę.

        • Ania W. 19/11/2015 at 18:12

          To dobry pomysł, zrób tak koniecznie!

          • ciociasamozło 19/11/2015 at 22:24

            Tak, tak! A dupcię też jej możesz mokrym wacikiem pomasować od czasu do czasu, tak jakby kocia mama ją wylizywała. U trzymiesięcznych odruch oddawania kału i moczu już jest bez lizania tyłka, ale przy zaparciu nie zaszkodzi.
            Swoją drogą jak Magrat przyszła do nas (jakieś 9-10 tyg miała) to jej zaraz po przyjściu „wylizałam” tyłek mokrym wacikiem i chyba przez to uznała mnie za kontynuację mamusi. Tylko ja dostępuję zaszczytu udeptywania kolan i brzucha :)

  65. Iwona 18/11/2015 at 13:04

    Stan zwierzaków i to, że wet telefonu nie odbiera wg mojej subiektywnej oceny świadczy o tym ,jak on je „leczy”, pewnie nie jesteś pierwszą osobą, która wydzwania do niego po wzięciu zwierząt.

  66. kanionek 18/11/2015 at 13:14

    A i owszem. Napisałam już zresztą krótkiego, czysto informacyjnego maila w tej sprawie do pani z OTOZ-u. Byc może się obrazi, ale w dupie to mam.
    Z adopcją zwierząt ze schroniska jest tak, że to zależy, jak się trafi, ale nie oszukujmy się – większość tych kritersów jest po przejściach, a różne cechy charakteru wychodzą najczęściej dopiero na drugi dzień, lub miesiąc. I teraz zależy, kto psa/kota bierze – napalony romantyk, czy trzeźwy realista ;) Historie z gatunku „Lassie” rzadko się zdarzają, częściej taki zwierz wymaga włożenia w niego pracy i pieniędzy. Nie mówię, że to źle. Wszystkie zwierzaki mam z jakiejś formy odzysku i wszystkie z czasem stają się ukochane i najlepsze na świecie, ale trzeba mieć świadomość, że to czasem trwa, i tyle. A do OTOZ-ów mam takie zastrzeżenia, że wydają zwierzaki na szybko, byle oddać i zaliczyć, że zaopiekowane i z głowy. Też ich trochę rozumiem, bo tych zwierzaków w potrzebie są jakieś nieprzebrane miliony, a ludzie przy nich pracują pewnie za pół darmo, i ciągle czegoś brakuje. Myślę (nie no, co tu mysleć, to widać), że to jest szalony, zaklęty krąg, te adopcje i ciągłe powroty, i fala nowych zwierząt, który przerwać może tylko radykalne rozwiązanie systemowe. Pozwolenie na trzymanie zwierzęcia. Kary za zwierzęta bez pozwolenia. Nakaz kastracji/sterylizacji zwierząt nieprzeznaczonych do kontrolowanego, sensownego rozrodu. Brzmi strasznie, ale przepraszam – straszniejsze są widoki w schroniskach. O całe piekło straszniejsze. Miliony zasranych nieszczęść, których losu wcale nie poprawia darowizna, czy 1% na schronisko (przez wiele lat przekazywaliśmy ten 1%, teraz już nie bardzo mamy z czego), nie w sensie długofalowym.

  67. mitenki 18/11/2015 at 13:21

    Pojąć nie mogę (może głupia jestem), no nie rozumiem, jak można oddać zwierzaka w takim stanie?!?? Pewnie wcale nie były leczone! Ludzie dokarmiają i leczą bezdomne zwierzaki za swoje pieniądze, bo żal im tych bied, a to pożal się Boże, towarzystwo, ma kasę od państwa na opiekę i leczenie zwierzaków. I się nie wywiązuje.

    apropos ślinienia… z tej strony http://www.koty.pogodzinach.net/choroby.html

    WIRUSOWE ZAKAŻENIE GÓRNYCH DRÓG ODDECHOWYCH (katar koci)
    Choroba to przypomina przeziębienia u ludzi. Najczęstsze objawy to kichanie i wyciek z nosa. Może też dochodzić do zmienionego wypływu z worków spojówkowych, powodującego ropienie i sklejanie powiek. U większości kotów występuje gorączka. Zakażenie to powodowane jest zazwyczaj przez herpeswirusy. Podstawowymi symptomami są: kichanie, łzawienie i wyciek z nosa a także nadmierne ślinienie się zwierzęcia. Szybka pomoc medyczna jest skuteczna dla zakażonego osobnika, lecz staje się on nosicielem. Dlatego trzeba szczepić własnego kota, aby chronić jego zdrowie.

    • kanionek 18/11/2015 at 14:16

      Możliwe, że u Pantera poszło w ślinienie, bo z oczu ani nosa ani kropelki, oddycha też normalnie, nawet mruczy czasem zadowolony, apetyt ma, a kicha sporadycznie (w prównaniu z Vader). Oby to było tylko to.

  68. RozWieLidka 18/11/2015 at 15:02

    To tak gwoli ilości i ku potomności przypomniał mnie się taki obrazek z czasów pracy u weta.
    Czas przed świąteczny, zimowy. Do lecznicy przychodzą dwie dziewuszki nastoletnie ze szczeniaczkiem prosto wziętym ze schroniska. Piesek jak najbardziej wyposażony w ksiąźeczkę zdrowia potwierdzającą odrobaczenie czy tam które szczepienie, nie pamiętam. Grunt, że miała świadczyć o opiece przypisanego do schronu weta.
    Dziewczynki przyszły, bo chyba biegunkę ma piesek czy coś? I może by Panie sprawdziły, czy jakieś witaminki?
    No to bierzemy piesunia, miziu miziu, pokaż co ty jesteś. I jednoczesna konsternacja – charakterystyczny zapaszek.
    Pointa : dziewczynki dostały psa z parwowirozą.
    To teraz wyobraźcie sobie rozpacz. Piesek miał być niespodzianką dla rodziców ( pomijam to milczeniem), dziewczyny bez kasy, a koszt leczenia z tego co pamiętam coś koło dwóch stów wówczas.

  69. RozWieLidka 18/11/2015 at 15:05

    Dla niewtajemniczonych, choć tu pewnie takich nie ma, parwowiroza to krwotoczne zapalenie jelit.
    Jak można się domyślać, nieleczone kończy się śmiercią. Leczone, zdarza się, że też.

  70. mitenki 18/11/2015 at 15:28

    Wet skończył weterynarię korespondencyjnie?
    Czy schroniska świadomie wydają chore zwierzaki, nie informując o tym fakcie nowego właściciela?

    • kanionek 18/11/2015 at 22:17

      Pani z OTOZ-u odpowiedziała na mojego maila. Też jest w szoku, o czym świadczy ilość wykrzykników i znaków zapytania, jakich użyła. Sugeruje, żebym odwiozła koty do lecznicy, ale czy to ma sens? Znów będą szczać pod siebie w tych klatkach, wystawione na widok publiczny jak ladacznice, a za gorąco też tam nie jest.

      • mitenki 18/11/2015 at 22:31

        Odwiezienie kotów sensu nie ma, i dobrze wiemy że tego nie zrobisz.
        Natomiast sens ma, żeby lecznica wyleczyła Ci te koty za darmo.

        • kanionek 18/11/2015 at 23:02

          No to jeśli zajdzie taka nagła potrzeba, to zażądam kategorycznie.
          Ja też chcę wiedzieć, co to wyżymałka, zwłaszcza piękna!

          • shal 19/11/2015 at 00:38

            Nie wiem,co to wyżymałka,ale wiem,czym się zwłaszcza różni od gołębia.

          • shal 19/11/2015 at 00:41

            bo „gołąb siada na oknie,a zwłaszcza na parapecie” Oczywiście ten komentarz ma być pod moim poprzenim

  71. agiag 18/11/2015 at 15:52

    A propos ślinienia u kotów – ślinią się też przy stanie zapalnym w pyszczku (ale nie bardzo chciałby jeść w takim wypadku), ale też z powodu stresu. Te zmiany na grzbiecie i załatwianie się gdzie popadnie tez może o ty stresie właśnie świadczyć, a to że kot mruczy nie znaczy, że nie jest zestresowany – może się w taki sposób próbować się uspakajać. No i jeszcze w grę wchodziłaby jakaś alergia pokarmowa (tu też te trzy objawy pasują lub podtrucie się czymś (nie pamiętam co konkretnie ślinienie się powoduje)
    Tylko uprzejmie proszę wziąć poprawkę, że ja nie vet, a współlokator kota od -nastu lat;)

    • kanionek 18/11/2015 at 22:13

      O własnie, właśnie, Ciocia już mi to podpowiedziała. Może uda mi się zajrzeć Panterowi do pyszczka, ale jeszcze nie dziś i pewnie nie jutro. Niech odpoczywa, biedaczek. Aha, ryż na kogucie BARDZO BARDZO kotkom smakuje. Mała Vader próbowała zeżreć tyle, ile sama waży.

      • ciociasamozło 19/11/2015 at 11:52

        Lepszy ryż na kogucie niż kogut w Ryżym Ryju ;)

        • kanionek 19/11/2015 at 13:44

          Wot i słuszna uwaga!

  72. Ania W. 18/11/2015 at 17:05

    Potwierdzam, że koty też mruczą po to, żeby się uspokoić. Kiedy nasz książę był badany przed kastracją, tak mruczał, że weterynarz zatkał mu dziurki w nosie! Chyba jasne jest, że chciałam przyłożyć temu weterynarzu!

  73. paryja 18/11/2015 at 19:55

    A ślinić się mogą ze szczęścia ,mój kot kiedy dorwie ofiarę która pozwala się boleśnie udeptywać, zaczyna mruczeć a raczej charczeć i się ślinić, no chyba że to ze złości że człowiek źle usiadł albo nie dość miękki ;)

    Weterynarzy i inną służbę zdrowia przemilczę .

    • kanionek 18/11/2015 at 22:49

      Myślisz, że Panter wyczuł, iż oto szczęście go kopnęło w wyłysiały zadek, i tak sobie to szczęście kontempluje, kątem plując? :D

      • paryja 19/11/2015 at 13:56

        Gdyby mnie wypuścili z jakiejś klatki w szpitalu to pewnie bym się z radości opluła :) a co dopiero kot: zwierzę wolne, dumne……i obesrane ;)

  74. ng 18/11/2015 at 20:13

    Kanion – mocarna jesteś! Że tak krótko to podsumuję.

    • kanionek 18/11/2015 at 22:55

      Ech, mocarna…
      Żebyście mnie teraz widziały, jak klęczę przed łóżkiem, na którego skrawku mam klaptopa i klawę, a reszta łóżka zajęta przez dyszące ryje. Właśnie ściągnęłam ich z wieczornego obchodu podwórka, znów musiałam wszystkich powycierać z błota (Mając wykopała kolejny rowek – tym razem w kształcie litery „L”, głęboki po kostki, w sam raz na środeczku drogi do bramy, taka z niej pracowita gosposia. A może to pułapka na koguty?), a teraz cała ferajna zadowolona porozkładała się na mojej pościeli, świeżo przecież zmienionej. No ale nie wygonię, bo tak słodko wyglądają.

  75. ng 18/11/2015 at 20:17

    Oraz jeszcze wniosek formalny – bo ja jednak czytam te komentarze w odcinkach – żeby dodawać je jako nowe, na końcu, a nie odpowiedź do poprzedniego. Teraz jak sobie odpuszczę dzień lub dwa to się nie mogę połapać i muszę wracać do tego co już czytałam, bo ktoś odpowiedział, a ktoś w odpowiedzi dodał nowy „nowy, na końcu” komentarz i nie wiadomo o co cho. Co o tym myślicie?

    • Modra 18/11/2015 at 21:10

      No co ty, wdrożysz się :-) Dobrze jest jak jest. Przynajmniej wątki można ogarnąć :-)

      • kanionek 18/11/2015 at 22:57

        :D
        Biedna NG! Ja tu nie rządzę, to Wasza sekcja. Możemy zrobić oficjalne głosowanie, a ja się podporządkuję.

    • wersja 19/11/2015 at 08:21

      mam to samo. nawet postulowałam, żeby nowe komentarze były na różowo czy coś, ale koncepcja upadła. niby mnie Mały Żonek uświadomił, że najnowsze komentarze masz na pasku po prawej, tylko że dla mnie to niewygodne jakieś. więc lecę za każdym razem całość od góry. trochę to trwa, ale niektóre żarty bawią mnie za każdym razem równie mocno (zwłaszcza o patroszeniu per rectum;))

      • ng 19/11/2015 at 09:40

        no! wczoraj wieczorem zaglądałam i byłam na bieżąco. a dzisiaj? ile jest nowych komentarzy do komentarzy? :) znowu trzeba się cofnąć sporo, żeby być na czasie. nie upieram się, że mój pomysł jest najelpszy, ale coś by tu można ulepszyć z tymi komentami.

        • Kachna 19/11/2015 at 09:55

          ng – no weź na tym polega cała zabawa:)
          Tu nic nie jest oczywiste poza tym, że Kanionek jest bombowa!
          Notuj sobie ilość komentarzy. Wylicz różnicę i…szukaj.
          ;)

          • zeroerhaplus 19/11/2015 at 17:06

            Hihi albo zaznaczaj flamastrem na ekranie ptaszki, który przeczytany ;)

          • paryja 19/11/2015 at 18:53

            „Ptaszki” są najskuteczniejsze !

  76. mitenki 18/11/2015 at 21:16

    UWAGA! KOŃKURS!
    Dla zwycięzcy nagroda – nowa, piękna WYŻYMAŁKA!

    Znajdź różnice…

    http://zapodaj.net/58047616ab55d.jpg.html

  77. paryja 18/11/2015 at 21:53

    Ja! ja wiem ! ale czy różnice ?
    Za wiele, wiele lat… Mała Czarna przerośnie Białasa a Kanionek z MałymŻonkiem będą staruszkami ze sklerozą i wymyślą im inne imiona :D

    co to jest wyżymałka ? zwłaszcza nowa ?

  78. Iwona 19/11/2015 at 10:40

    A dziś w nocy mi się śniło, że coś mnie za włosy trzyma, potworny potwór chyba, bo nie mogłam zobaczyć, stało za mną. Tak się szarpałam, aż się obudziłam, serce wali, zimny pot na czole, i ulga, że to tylko sen. Chcę wstać i głowy podnieść nie mogę, coś mnie za włosy trzyma, mało na zawał nie zeszłam. I nie wiem, drzeć się, czy udawać trupa? Pomacać tam z tyłu, a jak mi rękę odgryzie? Trudno, macam, puchate coś, miękkie, ciepłe i nagle zaczyna mruczeć, koteczek k…a uwił sobie legowisko w moich włosach, dla odmiany, bo z reguły śpi na mojej szyi i próbuje mnie udusić. Chyba muszę obciąć włosy?

    • kanionek 19/11/2015 at 13:37

      Albo obciąć kotka :D
      Jeszcze czepek wchodzi w grę :) Lub wałki do włosów, takie z gąbki. Nie dość, że potwory nie będą trzymać Cię za włosy, to jeszcze rano będziesz miała anielską fryzurę :)

    • mitenki 19/11/2015 at 13:39

      Iwona – obciąć i włosy i szyję :D
      Mój panter kiedyś pasjami mnie w nocy czesał i lizał włosy. Uznał, że za mało dbam o higienę? Skutek był taki, że rano w miejscu „zaopiekowanym” przez koteszka miałam kołtun :D

      • kanionek 19/11/2015 at 13:52

        Przeczytałam „mój partner” i oczy mie wyszli z głowy.

        • Kachna 19/11/2015 at 13:56

          Ja też ale się nie przyznałam bo ja tolerancyjna jestem!

          • kanionek 19/11/2015 at 15:54

            Taa, tolerancyjna to i ja jestem, tyle że jakby mnie jakiś partner zaczął w nocy czesać i po włosach lizać, to zaraz miałabym wizje z horrorów. Wciera ten krem, kurde.

          • mitenki 19/11/2015 at 18:27

            Zbereźnice!

            lalala

        • mitenki 19/11/2015 at 13:57

          Starzejesz się Kanionek, wzrok już nie ten ;P :D

          • kanionek 19/11/2015 at 15:59

            No nie wiem, kto tu ma problemy ze wzrokiem – NIE WIDZIAŁAŚ, ile osób już pytało o tajemniczą wyżymałkę? Obiecuje, a nie da, i nawet nie wyjaśni, czego nie da, żeby nam jeszcze bardziej było żal.

          • mitenki 19/11/2015 at 18:25

            Widziałaś, widziałaś, ale końkurs trwa. Od kiedy to nagrody wręcza się przed zakończeniem?

          • kanionek 19/11/2015 at 21:08

            No jak to – od kiedy? Podobno większość konkursów jest ustawiona i z góry wiadomo, kto wygra. W tym wypadku to chyba oczywiste, że wygram ja, i chciałabym wiedzieć, co wygram!

          • ciociasamozło 19/11/2015 at 19:34

            bosszszsz… ja też przeczytalam „partner”. I to mężowi na głos!
            A wyżymałka to może wyciskarka do cytrusów?

          • mitenki 19/11/2015 at 21:30

            Wyżymałka pochodzi z któregoś z filmów Barei, nie pamiętam którego.
            U mnie w pracy mówiono „wygrałeś/aś wyżymałkę” i było to traktowane jako wielka pochwała.
            Jeśli chcecie wiedzieć co to, trzeba sobie zrobić przegląd filmów Barei ;)

          • kanionek 19/11/2015 at 21:45

            No i prysła bańka z wyżymałką :D To może drugi końkurs – kto pierwszy napisze, czym owa wyżymałka? A w nagrodę dostanie taki mały fotoplastikon…

        • Renya 19/11/2015 at 21:11

          I w tym miejscu zaliczyłam zgon ze śmiechu, no naprawdę już dawno, ale to bardzo dawno tak się nie śmiałam…

  79. Ynk 19/11/2015 at 11:02

    Starszy mówi o takim zjawisku „pożar w kurniku”. Wielogłosowa ekscytacja. Ale co on tam wie o żywiole kobietą zwanym. O tym akumulatorze emocji :-) Jeśli o emocjach – to na kreskówkach nie płakałam, bo ich nie oglądam (wyjątkiem był Shrek, i Epoka Lodowcowa), ale po „Co się zdarzyło w Madison County” wziełam i sie zamkłam w tualecie i szlochała. Żem. Och, JAK szlochała zagłuszając się przed domownikami silnym strumieniem wody puszczonej z kranu. Ale podobnie jak Ciocia, potrzebowałam naonczas katharsisa.
    Rozumiem, że przewidując dłuugą nuuudną zimę sprowadziłaś Małe Kocie Obsraluchy ;-) Zmiękłam. Zmiękłam ze wzruszenia, podziwu, szacunku (jest jeszcze w użyciu to słowo?). Pięknie Ci się rozwija zwierzęca rodzina. Tylko nikt z rodziny Nory już się raczej nie pokaże. Ale takie jest selawi w głębokim lesie ;-)

    • Kachna 19/11/2015 at 11:23

      Bo ja tego filmu, o którym wsje piszą nie widziałam. czy ja, w stanie, bardzo potrzebującym katarsisa powinnam go oglądnąć? Czy mnie nie zabije?
      A z kreskówek obejrzyj Ynk koniecznie Odlot. To mój absolutny namber łan. A po nim zaraz jest „W głowie się nie mieści”. Ale na tych to ja wyję od początku do końca prawie…;) Końcówka tego ostatniego wybitnie dla wielbicieli zwierząt..:))
      Obowiązkowe do obejrzenia – bo to nieoczywiste kreskówki – moim zdaniem głównie dla dorosłych.

      • kanionek 19/11/2015 at 13:43

        Masz na myśli „Co się wydarzyło…”? To nie oglądaj. Jeśli piosenka Steelheart sprawiła, że zamknęłaś się w altance, to historia z Madison County każe Ci wziąć łopatę i wykopać sobie prostokątny dół. Serio :) Masz czas, obejrzysz sobie po dziewięćdziesiątce, gdy już ciężko Ci będzie odróżnić rówieśnika od rówieśniczki, a priorytetem życiowym nie będzie jakaś tam głupia miłość, tylko suchy pampers i kleik, który nie lepi się do podniebienia ;)

        • Kachna 19/11/2015 at 13:52

          Oooooo..kej…..
          Nawet na zdjęcia patrzeć nie będę.
          A swoją drogą bardzo, bardzo obrazowy obraz życia dziewięćdziesiątki;)

          • Ania W. 19/11/2015 at 18:18

            Obejrzyj, obejrzyj! Poryczysz sobie zdrowo, moja pierwsza teściowa twierdziła, że płaczem się człowiek odtoksynowuje :)

      • Ania W. 19/11/2015 at 18:17

        O, na „Odlocie” też wyłam!

        I proszę, miałam nosa, że do oglądania „W głowie się nie mieści” z Młodą wydelegowałam mensza :)

      • Ynk 19/11/2015 at 21:22

        Nie mam nic przeciwko kreskówkom, czy filmom animowanym jako takim. Filmy dla dzieci bywają wspaniałe. Czego mój organizm nie przyjmuje, to ckliwy sentymentalizm i czułostkowość. Jeśli Odlot do takich nie należy – wciągam na listę.
        Co do Madison County, hmm.. Jeśli śmieci, o wyrzucaniu których pisałaś należą do tych typu odpady nuklearne, co to je trzeba zeszklić i zakopać głęboko, to Kanionek dobrze radzi. Lepiej nie oglądać. Ale jeśli można je poddać recyklingowi, czy 3R, to kwestia czasu. Nadejdzie taki, że będziesz mogła obejrzeć film z względnym spokojem, a wzruszenie przy oglądaniu będzie po porostu dowodem, że żyjesz, że nie obróciłaś się w kamień. I może okazać się całkiem oczyszczające :-) Kiedy wróciłam do tego filmu po kilku latach, już tylko z lekkim dławieniem w gardle oglądałam, fontanny łez się nie pojawiły. Zmieniło się :-)

      • thais 19/11/2015 at 21:42

        odnośnie „Odlotu”to kiedy przechodząc do WC obok pokoju mojego zbuntowanego nastolatka o czarnym sercu, usłyszałam szloch, wpadam,pytam co się stało a on ” bo ona umarła i nie mogli spełnić swojego marzenia” to był chyba początek, więc nie polecam wrażliwym.

    • Modra 19/11/2015 at 13:22

      Filmy ‚Przełamując fale’, ‚Tańcząc w ciemnościach’ należą moim zdaniem do kategorii ‚Człekołamaczy’, taka stara szkoła opowieści z której pochodzi tez np. ‚Lecą żurawie’. Emocje po ich obejżeniu trudno mi nazwać katharsis :-(
      Lepiej juz szukac katharsis w Madison County, Godziny, Brockbeck Mountain. Wszystko zalezy od tego jakiego rodzaju ma to byc katharsis :-) Jesli chcesz diametralnie zmienić swoje życie i szukasz impulsu? – włala.
      Jeśli zaś chcesz po prostu wyjśc z doła, poczuć, że nie jest tak żle „ludzie są braćmi a ziemia jest naszą planetą”, to raczej niekoniecznie…

      • paryja 19/11/2015 at 13:39

        „Jeśli zaś chcesz po prostu wyjśc z doła, poczuć, że nie jest tak żle „ludzie są braćmi a ziemia jest naszą planetą…..”, ” to najlepiej poczytać Makuszyńskiego :)
        Mówię to bez ironii, ja go po prostu lubię :)

        • Kachna 19/11/2015 at 13:49

          Uwielbiam. I Musierowicz na pamięć znam. I….Sienkiewicza Trylogię – tez na pamięć – a kuku!

        • kanionek 19/11/2015 at 13:51

          …a jeśli chcesz przypomnieć sobie, że ludzie to zwierzaki, i tak naprawdę przyziemne dość kreatury, to sięgnij po „Raz w roku w Skiroławkach” Nienackiego. To jest ta strona twarzy Nienackiego, której nie pokazuje się dzieciom. Kawał dobrej literatury, swoją drogą.

          • paryja 19/11/2015 at 14:01

            Uwielbiam ! i czasem miewam imperatyw kategoryczny ;)

        • Modra 19/11/2015 at 14:20

          Taaak Makuszyński w wersji dla dzieci dobry jak leciwe wino :-) Bo ten w wydaniu dla dorosłych już stanowczo odradzam.
          Ja za to mam jeszcze ‚Błękitny zamek’ Montgomery i ‚Dewajtis’ Rodziewiczówny, które od 30 lat zajmują miejsce 1 ex aequo. Ewentualnie sięgam po Anie z Zielonego Wzgórza, szczególnie te końcowe tomy :-)

          • mitenki 19/11/2015 at 14:24

            Ooo, „Błękitny zamek”, to jest to! A Anię ze Wzgórza, to ja chyba bardziej te pierwsze tomy :)

          • paryja 19/11/2015 at 14:25

            Rodziewiczówną calutką chyba! przeczytałam zeszłej zimy :) aż mnie w końcu zemdliło od tych uczuć szlachetnych i odpuściłam :)
            A „Błękitnego zamku ” nie czytałam, jakieś braki mam w wykształceniu :) nadrobię.

          • Modra 19/11/2015 at 14:26

            Musze uzupełnić, że odradzam, nie że zły, bo świetny, tylko że dołujący. Jakby druga twarz Makuszyńskiego z weneckiej maski…

          • ciociasamozło 19/11/2015 at 15:33

            „Błękitny Zamek” rządzi!!! :)

          • zeroerhaplus 19/11/2015 at 17:10

            A ja wyłam ze śmiechu czytając „Bezgrzeszne lata” pana Makuszyńskiego. I nawet się potem wzruszyłam…

      • kanionek 19/11/2015 at 13:47

        O, o, o! „Brokeback Mountain” fajny jest, oglądałam już trzy razy. Smutny, ale fajny. O miłości aż po grób. Szarpie za wątpia chwilami, serce się marszczy jak pięta w misce z wodą, ale warto.

        • Kachna 19/11/2015 at 13:54

          Chyba dla mnie to o miłości niekoniecznie teraz – choć ten widziałam – ale dawno – więc tak nie szarpnął.
          Na dziś sobie do prasowania po raz kolejny odpalę Anioła w Krakowie.
          I może jeszcze Jasminum – bo prasowania mam 16 m3….

          • paryja 19/11/2015 at 14:03

            To jeszcze „Grającego z talerza ” choć i to o miłości .

          • ciociasamozło 19/11/2015 at 15:36

            Do prasowania to ja lubie seriale różne. Jacyś Chirurdzy, coś kryminalnego, nawet Na dobre i na złe ;). Tak żeby nie trzeba było specjalnie sie skupiać i palców na poparzenie nie narażać :)

      • mitenki 19/11/2015 at 13:52

        A co obejrzeć na to ostatnie? Potrzebny plasterek na duszę…

        • Modra 19/11/2015 at 14:13

          Czy ja wiem? zależy od charakteru plasterka i charakteru duszy :-)
          Może być coś Tarantino jeśli chcesz poczuć MOC, albo może być ‚Lepiej być nie może’ z Nicolsonem i Hunt – jeśli ważne są dialogi i treściwe dojrzale życiem postacie. Może być nawet ‚Slumdog’, o drodze przez ciernie, ale że warto. A może stare filmy z lat 60tych? – jakaś błahostka z Audrey lub Marlin. Świat był wtedy o wiele prostszy :-)
          A mnie pomagają zawsze filmy Barei :-)

          • mitenki 19/11/2015 at 15:42

            „Lepiej być nie może” wiele razy już, „Slumdog” też znam.
            Lata 60te, hmm, przypomniałaś mi… obejrzę sobie film z jedną z wymienionych pań i najprzystojniejszym facetem forever :)

        • Ania W. 19/11/2015 at 18:20

          @ Ciocia – ha, ja też serialowa! Zacięta fanka „Synów Anarchii” i „The Shield”, ale fazę na „Chirurgów” też miałam :)

    • kanionek 19/11/2015 at 13:39

      Tak, Nory mi brakuje. Pogawędek przy kieliszku wina, ocalonego od bigosu. Tych śladów małych siekaczy na ziemniakach… No fajna była ta Nora, dobrze jej z pyszczka wyglądało, i była moim jedynym towarzystwem, gdy wszyscy już spali, a bigos jeszcze bulgotał.

      • Kachna 19/11/2015 at 14:03

        Nora jest teraz u mnie. Za boazerią i na strychu. Słyszę ja wieczorem. Mówiła, że sie ma dobrze – tylko jej zapachu bigosu brakuje. Moje koty nie są zainteresowane. One tylko na terenach otwartych polują. Także ten – jest i sie dobrze ma.

        • kanionek 19/11/2015 at 16:00

          A, to dobrze. Winka jej polej czasem, i czosnku dla dzieci zostaw :)

  80. paryja 19/11/2015 at 15:32

    396 ;) kto da więcej ?

  81. mitenki 19/11/2015 at 15:43

    A teraz trzaskam 400 komć !

    Kanionek, stawiasz nam wino!

    • kanionek 19/11/2015 at 16:07

      No stawiam, stawiam, na razie na szafie. Już trzy razy zlewałam znad osadu i ono jest coraz lepsze. Nie wiem, czy to zasługa szlachetnych drożdży, czy tego, że matka była hodowana na ciemnych winogronach, czy może tego, że było robione praktycznie z samego soku jeżyn, z niewielkim tylko dodatkiem wody, ale jeśli do samego końca niczego nie spieprzę, to będzie naprawdę wino erste klasse.

      • paryja 19/11/2015 at 16:31

        Owoce dobre miałaś szczęściaro , moje jeżynowe w tym roku to taki kwasior letko, na szczęście tylko 5 litrów i już się kończy .

        A oglądałyście „Wino truskawkowe „?

        • mitenki 19/11/2015 at 18:22

          Nie, ale będę dziś piła nalewkę truskawkową!

        • Ania W. 19/11/2015 at 18:22

          @paryja – no jasne, z młodym Stuhrem w ogrodniczkach :)

        • ciociasamozło 19/11/2015 at 19:37

          Nosz znowu mi smaku na alkohol narobiły! a obiecywałam sobie, że dzisiaj nie piję ;P

          • paryja 19/11/2015 at 19:43

            „A może byśmy tak coś tego ten ? „

          • Ania W. 19/11/2015 at 20:08

            Naprawdę tu jakiś kącik Bimbrowniczek powinnyśmy założyć. Najpierw wytworzyłybyśmy kozią wersję kumysu, no a potem, powolutku, powolutku….

          • paryja 19/11/2015 at 20:15

            Mogę udzielić instrukcji wykonania ;)

          • thais 19/11/2015 at 20:20

            ooo ja pije teraz tak jak zwykle zwykle włoskie wytrawne, ale zaciekawiło mnie czy da się zrobić z koziego mleka ten odpowiednik kumysu. Kanionku, może mały eksperyment :)

          • ciociasamozło 19/11/2015 at 20:44

            Taaak! ja chcę spróbować alkoholu z koziego cycka!
            Na razie zamiast tego zjem sobie ostatni kawałek obłędnego sera cząbrowo-tymiankowego :)

          • kanionek 19/11/2015 at 21:06

            Dobra. Paryja poda nam przepis, ja zacznę pędzić kozi bimber, Wy na rzecz tegoż przestaniecie zamawiać sery, za to porozpijacie rodziny i znajomych, a ja pójdę siedzieć za obrót alkoholem bez licencji. A Wy wtedy na odwyk, bo zanim mnie złapią, to dla Was już będzie za późno :D

          • kanionek 19/11/2015 at 21:14

            Ooo, kochane, trzeba robić ten bimber. Zdrowie najważniejsze!
            „Wśród rdzennych ludów mongolskich kumys uważany był za produkt leczniczy. Późniejsze badania naukowe w pewnym stopniu potwierdzają te wierzenia. Ten cenny napój cechuje się nie tylko znakomitymi wartościami odżywczymi. W znacznym stopniu wspomaga on również układ odpornościowy organizmu. Jego właściwości mogą okazać się pomocne w schorzeniach przewodu pokarmowego, układu oddechowego oraz krążenia. Zalecany jest on także kobietom w ciąży, oraz osobom wyniszczonym przez chorobę nowotworową oraz AIDS. Kumys jest doskonałym produktem dietetycznym ze względu na jego skład oraz łatwostrawność. Wpływa ono również odżywczo i regenerująco na skórę, dzięki czemu znajduje zastosowanie w przemyśle kosmetycznym np. jako składnik kremów.”

          • ciociasamozło 19/11/2015 at 21:21

            I to się chyba z serwatki robi więc sery nie będą zagrożone.

          • paryja 19/11/2015 at 21:35

            Miałam na myśli „normalny” bimber :)
            o kumysie wiem tylko że jest z mleka (niekoniecznie kobylego) i jest efektem fermentacji mlekowej i alkoholowej jednocześnie . Być może kobyle mleko ma w sobie jakiś enzym rozkładający laktozę (która nie podlega fermentacji) bo mleko nie kobyle trzeba dosłodzić jakimś zwykłym cukrem, ufff

            Ze zwykłym bimbrem jest łatwiej ;)

        • thais 19/11/2015 at 21:22

          skandujmy razem: chcemy zamiast serów z mleka alkoholu :))

          • kanionek 19/11/2015 at 21:40

            Skandujcie, ja Wam uwierzę na słowo, że skandujecie. Paryja pewnie poszła szukać przepisu w zakurzonych księgach po mongolskich przodkach (i tam będzie stało zapisane: tylko z mleka końskiego, broń mongolski boże z koziego kumys robić), a ja idę przebić kapustę kiszoną, żeby se nie myslała, że życie jest lekkie.
            (już mnie dziąsła nie swędzą, nici z wąsów, nici z mądrości)

    • thais 19/11/2015 at 22:01

      o i dobrze ze zmiana tematu na kapustę kiszoną, może jutro da się kupić i ukisić. Przepis na każdy kilogram poszatkowanej kapusty od 1 do 1.5 łyżki soli. wymieszać i wkładać do słoików. szybko puszczają wodę.

      • kanionek 19/11/2015 at 23:02

        Tak, tyle właśnie soli, no chyba że się jak kanionek kupiło jakąś sól morską, która okazała się słońsza niż słoń ;)
        Ja jeszcze dodaję: utartą marchew, drobno utarty czosnek, pieprz w kulkach i ziele angielskie (odrobinkę, może kulkę-dwie na kilogram), i tyum razem szczyptę kminku, z ciekawości. W słoikach czy w czymś większym, trzeba mocno ubić, przykryć odpowiedniej średnicy talerzykiem i obciążyć, np. słoikiem z wodą (sok musi byc powyżej poziomu kapusty), a gdy kapusta zacznie pracować – przebijać (niekoniecznie osinowym kołkiem, może być trzonek drewnianej łyzki), żeby uwolnić gazy, które podnoszą kapustę do góry i powodują ucieczkę soku z naczynia, a czasem i gorzkawy posmak kapusty.

  82. kanionek 19/11/2015 at 16:11

    A znacie „Twelve and Holding”? Po polskiemu szedł jako „12 lat i koniec”. Dobry. Wartościowy. Daje do myślenia. O ludziach i życiowych przypadkach. Po obejrzeniu przez miesiąc nie mogłam przestać o nim myśleć, tak wielowątkowo.

    • Ynk 19/11/2015 at 20:49

      O. Nie znam, a zachęciłaś. Będę szukać, bo takie lubię.

      • Ynk 22/11/2015 at 00:18

        Obejrzałam. Jest polska wersja na jutubie. Podoba mi się. Te poważne rozmowy z dziećmi. Dzieci biorące na siebie popapranie dorosłych. I dorośli uczący się od własnych dzieci. Jest nad czym rozmyślać.
        A z książek przypomniała mi się, tak bez związku, „Marianna i Barbarzyńcy” Angeli Carter („Heroes & Villains” w oryginale). Bardzo w moim guście. Jej „The Magic Toyshop” też.
        Policzyłaś już owiecki przed zaśnięciem ;-))

        • kanionek 22/11/2015 at 00:33

          O, jeśli tłumaczenie było dobre, to fajnie :)
          Tak, policzyłam owieczki, żebyś wiedziała. I nóżki, i uszka, i oczka i ogonki. Ale cóż z tego, skoro i tak nie mogę spać, bo muszę Wam napisać o Wąskim, a im dłużej piszę, tym więcej mam do napisania, i nie dotarłam nawet do kotów i nowego burka. Zrobiłyśmy sobie z Mamą przerwę na lody (a co!), na co ze zgrozą patrzy małżonek (jak można jeść o tej godzinie?), ale on nigdy nie był kobietą. Pytanie – współczuć, czy zazdrościć ;)

  83. kanionek 19/11/2015 at 16:33

    Aha, i wiem, że człowiek nie może się zarazić kocim katarem, ale kto wie, może mam jakieś kocie geny. Bo się dzisiaj obudziłam z niedrożnym nosem, a potem doszło drapanie w gardle i… dziąsła mnie swędzą, jak głupio by to nie brzmiało. Od trzech lat nie byłam przeziębiona. A może to tylko wybryk empatii? Tak pożałowałam tego małego obsmarkańca, że zaczęłam odczuwać objawy? Bo ja nie chcę kataru, zgiń przepadnij. Trzy lata świętego spokoju od tego dziadostwa, które u mnie przez całe życie występowało minimum trzy razy do roku i w jednym przypadku na trzy musiało się skończyć infekcją oskrzeli.
    MIAAAU!

    • zeroerhaplus 19/11/2015 at 17:15

      Musisz się koniecznie wyleżeć na ręczniku nad kaloryferem. A potem daj się oblizać partnerowi ;)

      • Kachna 19/11/2015 at 17:27

        Zrobiłaś mi wieczór zeroerhaplus – wizualizuję…

      • mitenki 19/11/2015 at 18:20

        Kocham panią 0Rh+ :D:D:D

        • kanionek 19/11/2015 at 21:10

          Stań w kolejce do tego kochania, moja droga, bo Zeroerha ma już kilka adoratorek. Ja jej się oświadczyłam nawet, ale odrzuciła mój pierścień z wodorostów z kozim bobkiem.

          • zeroerhaplus 21/11/2015 at 10:55

            Jesteście kupą wariatek :)))))
            A małżonek mówi mi: „Żeń się, może któraś się do kopania fundamentów przyda” ;) Taka to, proszę pań, współczesna romantyczność :)

          • kanionek 21/11/2015 at 12:12

            Ha ha! Niech się nie nastawia na to, że to MY, Twoje żony, przyjedziemy do Was. Szczwany plan był taki, że jeśli przyjmiesz moje oświadczyny, to ja Cię zgarniam do siebie i budujemy prom kosmiczny, a potem kolonizujemy Marsa, zabieramy kozy i całą ferajnę z sekcji komentarzy i robimy Marsjańską Republikę Babską. A fundamenty niech ONI sami tu sobie kopią :D

    • Ania W. 19/11/2015 at 18:23

      Skoro Cię dziąsła swędzą, to ani chybi nowe zęby Ci rosną! Od koziego mleka! :)

    • ciociasamozło 19/11/2015 at 19:42

      Twarz mi blednie, włos mi rzednie, psują mi się zęby przednie…
      A nie, to nie o tym.
      Może masz alergię na kocią sraczkę?

      • kanionek 19/11/2015 at 21:04

        A to bez wątpienia, ale od tego nie swędzą mnie dziąsła, tylko ręka. I się garnie do siekierki ;)
        Serio, Panter przegina. Cały dzień śpi, a złazi z pudełka (znalazł sobie wnękę między wiekiem plastikowego pudła na graty a półką, pod którą owo pudło stoi) tylko po to, żeby zeżreć, popić, i się zesrać na środku kuchni. Sika w miejscach trudniejszych do namierzenia, więc boso już nie chadzam…
        Mała Vader ma się coraz lepiej! Dziś już tylko z lekka poświstuje nosem (Ciociu – przemywanie oczu takiego wierzgającego szczura solą fizjo to nie lada wyczyn, ale chyba pomaga), żre za trzech (posypuję im żarcie wapnem z wit. D – dobrze?), bryka jak młody koń i naprasza się o mizianie. Fajna z niej będzie drakula.

        • ciociasamozło 19/11/2015 at 21:19

          Dzielna Vader, dzielny Kanionek :)
          Lej jej tą solą po oczach bez wycierania. I tak Cię znienawidzi ;P
          Z tym wapnem z wit D to niekoniecznie, bo koty rosną szybko, ale nie za duże. W sensie tych kości nie mają aż tak dużo, żeby trzeba było suplementować Ca i witD. Zwłaszcza, że pewnie zaraz zaczną wychodzić i wit D same produkować na futerku :)
          Ale Panter to jeszcze na rzadko sra czy już bardziej zwarte?

          • kanionek 19/11/2015 at 21:32

            Mniej rozlane, rzekłabym, bo do „bardziej zwartego” jeszcze kawałek drogi ;)
            A samo wapno mogę? Bo niby też wspomaga przy alergiach i innych słabościach, ale czy u kotów też, to faktycznie nie wiem. Mam wapna furę, bo pani klientka od serów przywiozła mi niegdyś torbę tabletek i wit. D w postaci oleistej substancji z pompką (takie dla niemowląt), bo to dla Menela miało być. Tym wapnem mogłabym koziarnię wymalować i jeszcze by mi zostało dla wspomożenia całego szpitalnego oddziału chirurgii kości, a Menel wstał na własne nogi po samym kozim mleku (albo i pomimo koziego mleka, kto to zgadnie), więc tak sobie trzymam to wapno i tylko patrzę, komu wcisnąć.

          • ciociasamozło 19/11/2015 at 22:00

            Samo wapienko bardziej, ale bez przesady. Jak piją mleko to nie powinny mieć niedoborów.
            Porównałam przepis na preparat mlekozastępczy dla szczeniąt i kociąt (w poważnej publikacji) i o ile psom każą dosypywać wapno, o tyle kotom zalecają dodawać do mleka żółtko (tłuszcz i białko, ale skoro Twoje dostają kozie mleko to wystarczy) a o wapnie ani słowa.

          • kanionek 19/11/2015 at 22:56

            Nie, nie, po incydencie z biegunką Pantera postanowiłam się wstrzymać z mlekiem dla pacjentów, tak na wszelki wypadek, żeby białemu nie pogorszyć rozstroju, bo pisałyście, żeby nie kombinować z nowymi dietami. Mała dostała dziś gotowane żółtko, Panter nie raczył zejść z pudła. Mała z kolei nie chciała pić mleka, które próbowałam jej podać w pierwszy dzień – może przez ten katar nie czuła zapachu.

          • ciociasamozło 19/11/2015 at 22:04

            A! już mi się przypomniało, co możesz Panterowi dać – Smectę. Rozpuścić jak dla człowieka, ale wystarczy ze 2-3 razy dziennie łyżeczka od herbaty (5 ml)

          • kanionek 19/11/2015 at 23:03

            Faktycznie, mam jeszcze jedną torebunię z ub. roku, gdy świeżo nabyty Pecik dorabiał za odrzutowiec.

          • mitenki 19/11/2015 at 22:44

            A na co ta sól Ciocia?
            Mnie panter (nie partner ;) pewnie też nienawidzi, za to co mu robię – wpychanie tabletki do gardła, zakraplanie oczu i uszu.

            Podawanie suplementów dobrze odżywianym zwierzom raczej nie jest potrzebne.

          • ciociasamozło 19/11/2015 at 23:11

            Mitenki, chodzi o fizjologiczną. Żeby lać w oczy, to spływając nosem będzie gluta charczącego wypłukiwać :)

            Kanionek, no zobacz, torebunia jak znalazł. To musi być znak ;)

          • ng 20/11/2015 at 14:20

            a może dla odmiany nie dawaj Panterowi mleka? Vet zawsze mówi, że mleko kotom nie jest potrzebne, a może powodować biegunkę.

          • kanionek 20/11/2015 at 23:45

            ng – no NIE DAJĘ PRZECIEŻ :) Raz tylko odrobinę dostał, z myślą o tych problemach skórnych, gdy jeszcze nie wiedziałam, że robi na rzadko. Mała też nie dostaje, bo przez ten katar nie była nawet w stanie wywąchać co to jest, to mleko, i nie chciała.

  84. Buskowianka 19/11/2015 at 16:55

    Na poprawę nastrów melancholijno – dołujących polecam czeskie ciepełko ;) Uwielbiam ich za to, że potrafią mnie jednocze$nie wzruszyć i rozbawić do łez.
    Dla przykładu: Pod jednym dachem, Musimy sobie pomagać, Postrzyżyny, słynne Pociągi pod specjalnym nadzorem, Niedźwiadek, Jedna ręka nie klaszcze, Samotni, Bracia Karamazow, Opowieści o zwyczajnym szaleństwie (w ogóle wszystko Zelenki), Butelki zwrotne. Ufff itd, itp ;) mogłabym tak długo

    • Buskowianka 19/11/2015 at 16:57

      O filmach piszę, tak doprecyzuję, bo wątki były i filmowe i ksiązkowe, przecież.

      Chciaż książki Hrabala też uwielbiam (tylko Auteczko niekoniecznie dla wrażliwych kociar, przeczytałam w nastolęctwie i pewne sceny mam ciągle w głowie, jak żywe).

      • Kachna 19/11/2015 at 17:32

        A „Akumulator 1″ i Akumulator 4” Sveraka znasz?
        Cudo.
        O – widzisz – przez skojarzenia daleko posunięte jednak do dzisiejszego prasowania będzie tadam: Arabella. Kocham się tam w Rumburaku:)
        Taki mi jest potrzebny poziom intelektu….

        • zeroerhaplus 19/11/2015 at 17:36

          Uojesu Arabella :)
          Niedawno machnęliśmy sobie Arabellowy maraton :)
          Bezcenne :))

        • Buskowianka 19/11/2015 at 17:38

          Akumulator jeszcze nie, ale siedzi na liście do obejrzenia :)

          Za to przypomniało mi się jeszcze Ecce homo Homolka, polski tytuł chyba Fatalne skutki awarii telewizora ;)

    • Ynk 19/11/2015 at 17:19

      Tak, Czesi leczą swoim balsamicznym humorem. Sverak jest zdrowotny – „Kola”, „Butelki zwrotne” do rany przyłóż :-)

      • Kachna 19/11/2015 at 17:33

        Oj tak, tak!
        I do tego tematycznie piwko z sokiem z kwiatów bzu czarnego.
        Wypróbowane.

      • Buskowianka 19/11/2015 at 17:38

        Kola! Jak mogłam zapomnieć.

  85. RozWieLidka 19/11/2015 at 17:13

    Ją wiem co to za objawy! Wąsy Ci rosną 😂

    • Kachna 19/11/2015 at 17:35

      To mój ostatni komentarz dziś – bo nie wytrzymam – prasować mam a nie przed kompem siedzieć kurna.
      Ale te wąsy….

    • Modra 19/11/2015 at 17:53

      No jak wąsy jak dziąsła swędzą! :-) Nowy garnitur zębów nadrasta jak nic :-) Wampirze albo mądrości…
      Może z każdym kotem przybywa Kanionkowi mądrości? Tej uzbieranej przez 9 kocich żywotów, które przynoszą ze sobą do nowego domu?

  86. RozWieLidk 19/11/2015 at 18:35

    434 post. Dobijamy 500? 😎

    • paryja 19/11/2015 at 19:10

      Dziś ? to szybciutko, szybciutko ;)

  87. RozWieLidk 19/11/2015 at 18:36

    Łoj miało być komć.

    • thais 19/11/2015 at 20:09

      no tak, i zostawić was na chwile a znowu jest do odszukania ze 20 komci w tych czterystu ;)

      • kanionek 19/11/2015 at 20:56

        „Hi, hi, hi”, zaśmiał się Kanionek pod WĄSEM, który wyrastał mu z dziąseł (bo wąsy muszą mieć gdzieś swoje korzenie, co nie?). A pamiętacie, jak pisałyście, że forum by się przydało, bo tłok w komciach? Hi, hi, hi… Ja się mogę śmiać, bo większość komentarzy czytam z poziomu panelu admina, i widzę je po kolei, wedle godziny się pojawienia, choć w przypadku co bardziej lakonicznych zasięgam jednak widoku ze źródła, żeby załapać, do czego się dana odpowiedź odnosi. Ale i w tym przypadku mogę użyć sztuczki z ctrl+f, wpisując jedno kluczowe słowo, hi, hi, hi :)
        Ale tak szczerze SZCZERZE, to uwielbiam tę sekcję komentarzy. Was uwielbiam, bez wyjątków. To, co tu się wyprawia, nie śniło się nawet filozofom :D

        • paryja 19/11/2015 at 21:10

          To chyba jedyne takie miejsce na całym świecie :) a może nawet w całym internecie ;)

  88. Kania 19/11/2015 at 20:28

    Kanionku – gdzieś chyba napisałaś, że koty piją mleko . Czytałam, że nie należy dawać mleka, bo większość ma nietolerancję. Podobno jeżeli dostają cały czas to z reguły organizm się przyzwyczaja, ale mleko podane po przerwie może powodować kłopoty żołądkowe.

    • kanionek 19/11/2015 at 20:35

      A to prawda, i przed kozią erą nigdy nie dawałam mleka żadnym zwierzętom, ale z kolei gdzieś znów czytałam, że kozie piją bez szwanku. I na moich „starych” kotach oraz wszystkich psach to się sprawdziło. Koty trąbią to mleko bez umiaru i nie dość, że nie srają odrzutowo, to jeszcze takie jakieś tłustsze i bardziej błyszczące się zrobiły. Z Gamonia to już by ładny kożuszek dla niemowlaka uszył… Atosik raz się tylko posrał na rzadko, gdy wytrąbił pół wiadra serwatki, nieopatrznie zostawionej po złej stronie ogrodzenia dla kurczaków :) Ale z nim to już tak jest, że jak się do czegoś dorwie, to prędzej pęknie, niż przestanie wciągać.

      • Kania 20/11/2015 at 18:42

        Może zdrowym kotom kozie służy, ale chyba warto by było spróbować dawać samą wodę przez 2 tygodnie i zobaczyć czy jest poprawa. I jeszcze mnie zastanawia czy twoje stare koty korzystają z kuwety? Bo moje załatwiają się na dworze i kuweta stoi pusta, bo nieużywana.

        • kanionek 20/11/2015 at 23:33

          To może powtórzę, bo w powodzi komentów taki drobiazg mógł zginąć: NIE DAJĘ MLEKA TYM NOWYM KOTOM. Raz tylko dałam odrobinę na próbę, na samym początku, gdy nie wiedziałam jeszcze, że Panter ma w jelitach trzecią wojnę światową ;) Piją wodę, jak zwierzęta. A stare koty korzystają z kuwety sporadycznie – gdy się Gamoń w domu zasiedzi na przykład, bo Kotek to jednak sam się dopomina, żeby go wypuścić, gdy już się naje i zaliczy seans fryzjerski u Atosa. Ale kuweta zawsze stoi, w jednym i tym samym miejscu, na wszelki wypadek. Jak się Gamoń gdzieś umiejętnie zaszyje, to można przez pół dnia nie zauważyć, że w domu gnije ;)

          • Kania 20/11/2015 at 23:48

            Musiało mi umknąć w tych setkach komentarzy, ale teraz jestem już spokojna i mogę iść spać

  89. benia 19/11/2015 at 21:24

    a to ja, nie posiadająca telewizora. podrzucam potencjalnym czytelniczkom/kom wszystkie książki czeskiego Michala Viewegha. ciut smiesznie, ciut nie nakoniecznie . matkomojakocha idziemu ku pińcetce znaczy !
    b.

    • kanionek 19/11/2015 at 21:49

      No idziemy! Ja dzierżę przewodnika pochodnię, którą Was w tyłki podże… Znaczy rozpalam w Was ogień entuzjazmu. Najpierw 500 komciów, później Rzym, i Krym, i Biały Dom, a po nas choćby potop!

      • mitenki 19/11/2015 at 22:19

        Benia – ja posiadam, ale jak raz na miesiąc włączę to dużo. Filmy oglądam w necie.

    • ciociasamozło 19/11/2015 at 22:10

      „Cudowne lata pod psem” czytałam! Świetne, ale faktycznie śmieszno-gorzkie, jak to u Czechów :)

    • Ola 21/11/2015 at 00:18

      O! Widziałam film Wycieczkowicze wg jego scenariusza. Wypisz wymaluj jedna z moich wycieczek objazdowych :D

  90. mp 19/11/2015 at 22:11

    Kurka wodna, przez Wasz słowotok nie wygrzebię się do północy z tym ciastem dojrzewającym na piernik !

  91. benia 19/11/2015 at 22:15

    Kanionek, ty weź się powstrzymaj z tymi zapędami imperialistycznymi zanim się tu pojawi siesaj, enbisi, efbijaj, ejbiwu i inne nasy nase i nie nase.
    b.
    ps. jakby co, nie znam, nie widziałam, nie rozhumiem oraz ta pani przyszła w tym kożuchu i w nim wychodzi.

    • kanionek 19/11/2015 at 23:06

      :D :D :D
      Tak, potwierdzam, że przyszła, i miała na rękach niemowlę w kożuchu z futra Gamonia.

  92. Ola 19/11/2015 at 22:18

    Baby, przegięłyście. Tego się nie da nadrobić!

    • ciociasamozło 19/11/2015 at 22:30

      Bo tu się wszystkim wydaje, że jak dobijemy do pińcsetki to Kanionek wrzuci nowy wpis ;)

      • mp 19/11/2015 at 22:34

        Ciocia, marne szanse- kiedy ma go napisać, jak odpowiada na pińcet komci ???

        • kanionek 19/11/2015 at 23:11

          ;-P
          Obiecałam, że będzie do końca tygodnia, a poza tym – miej litość dla kobiety z kocim katarem. A na Wasze komcie lubię odpowiadać, a jak Wy się dobrze rozkręcicie, to można umrzeć ze śmiechu trzy razy i znów się narodzić :)

          • ng 20/11/2015 at 14:24

            a u Ciebie koniec tygodnia jest w piątek czy w niedzielę?

          • kanionek 20/11/2015 at 23:42

            W niedzielę :D
            Matko z blogiem i spraw odłogiem – ale mi robicie ciśnienie, no :D

      • Iwona 19/11/2015 at 22:37

        Tja, i już ZAWSZE będzie, jak pińcet będzie, to nowa notka będzie, i jeszcze pochodnią po tyłkach żga!

        • kanionek 19/11/2015 at 23:12

          Ludzie ludziom zgotowali ten los, moja droga :D

      • mitenki 19/11/2015 at 22:49

        Kozy, strzeliłyśmy sobie w stopę tą pińćsetką.
        Kiedyś Kanionek bała się, że blog wystrzeli w kosmos przy 200 komciach, to szybciutko nową notkę pisała. A teraz? Tysiąc wysmażymy, zanim nowa notka powstanie…

  93. mp 19/11/2015 at 22:32

    A na poprawę humoru- oprócz Kanionka.pl , ofkors, nieustająco polecam „Trzech panów w łódce, nie licząc psa” . Własnego egzemplarza książki już nie posiadam, bo po wielokrotnym topieniu w wannie, pożarciu przez psa itp. kolejnych reanimacji nie przeżył.

    • Kania 20/11/2015 at 18:46

      Moja ulubiona książka. Musiałam pojechać do Hampton Court, żeby sprawdzić czy zgubię się w labiryncie:) I oczywiście „Trzech panów na rowerach” też polecam

  94. Ania W. 19/11/2015 at 23:21

    Kanion, jeszcze się nie odniosłaś do properystaltycznej propozycji Cioci co do mokrego wacika na rectum Vader :-)

    • kanionek 20/11/2015 at 00:16

      No nieee, moczyć kota z obu końców to już zakrawa na okrucieństwo wobec zwierząt. Poza tym Ciocia pisała, że lizała jak matka, no i ja też, podczas przemywania oczu Vader, trzymam ją za skórę na grzbiecie JAK MATKA, a ona mi rzuca spojrzenia sugerujące, że nad czym jak nad czym, ale nad moimi instynktami macierzyńskimi to ja muszę jeszcze długo pracować. Jakieś circa i per rectum 500 lat.

  95. ciociasamozło 19/11/2015 at 23:42

    No nie doczekam dzisiaj 500. Idę spać. Miłego imprezowania!

    • mitenki 19/11/2015 at 23:48

      Ciocia, nie bądź miętką bułą – do rekordu brakuje tylko DWÓCH :)

      • hanka 19/11/2015 at 23:51

        Właśnie, wymiękacie czy jak? Tuż przed metą???

      • ciociasamozło 20/11/2015 at 09:59

        No sorki, nie doczekałam.
        Wczoraj i tak miałam dzień pełen wrażeń, a dzisiaj trzeba było rano wstać do mas, do roboty, do partii… eee, no dobra zamiast partii jest wysikanie psa (a może to podchodzi pod masy? Niee, masy to raczej kupy psie i kocie do sprzątniecia).
        No ale dzisiaj trzeba uczcić pięćsetkę! Obawiam się, że nie dam rady minutą ciszy ;)

  96. hanka 19/11/2015 at 23:45

    Co się tu dzisiaj wyprawia? Kozy szaleją:-)

    • kanionek 20/11/2015 at 00:10

      Normalna jesień w koziarni – kozy długo zamknięte, to się nudzą ;)

  97. mitenki 20/11/2015 at 00:01

    Nie pozostaje mi nic innego, jak dobić lekuchno (jak w golfie, gdy piłeczka zatrzyma się na krawędzi dołka)…. puff i JEST!

    PIŃĆSET!!!

    • kanionek 20/11/2015 at 00:08

      Teraz widziałam już wszystko i mogę umrzeć. Na koci katar…

      • ciociasamozło 20/11/2015 at 10:06

        Na koci katar będzie trudno, a jak już, to długo i w męczarniach, śliniąc się, smarcząc, z zanikiem węchu i smaku oraz z ropą w oczach. Dodaj do tego rękawy ufaflunione od wycierania glutów. Neee, odpuść sobie ;)

  98. hanka 20/11/2015 at 00:04

    Chyba zostałyśmy we dwie na placu boju a reszta padła z wyczerpania:-)

  99. Kachna 20/11/2015 at 07:27

    O ja cie!
    Hi hi.
    Nową – ewentualną – notkę zacznij Kanionek choć zdjęciem Twojego wina.
    Tak akonto i z okazji…..

    A ja sobie druknęłam część z komentarzami o filmach. I teraz mam. I będę sobie wykreślać obejrzane.

    • Ania W. 20/11/2015 at 09:12

      Przeczytałam: i będę wykreślać „podejrzane”… Świat się kończy…

      • Buskowianka 20/11/2015 at 11:13

        Ekhm, w obecnej sytuacji politycznej to tu nie ma się co śmiać.

  100. paryja 20/11/2015 at 07:35

    Chyba nie mogę znaleźć jakiś trzydziestu komentarzy , muszę zacząć czytać od początku :)

  101. zerojedynkowa 20/11/2015 at 08:55

    Cudownie się Was czyta Kozuchy! Co prawda męczę się, żeby przeczytać wszystkie komentarze w jakiejkolwiek kolejności, ale są one jakimś substytutem w czasie braku wpisu Kanionka.
    I tak z innej beczki: Kanionku, a masz Ty plan awaryjny na wiosnę, jak mała Vader zacznie dojrzewać, a jeśli dobrze pamiętam Gamoń (?) jest pełnojajeczny? Żebyś nie miała hodowli kotów podwórkowych…

    • kanionek 20/11/2015 at 11:29

      Zerojedynkowa – tak, jest już zaklepane, że gdy Vader będzie w odpowiednim wieku i kondycji do sterylki, będzie poddana zabiegowi na koszt OTOZ-u. Choć właśnie dostalam maila od pani opiekunki, że OTOZ w B. dostał połowę tej kasy, co zwykle, i już cienko przędą. Ale zasadniczo – tak, Vader będzie wysterylizowana, bo choć małe kotki są śliczne i kochane, to nie opanowałabym później sytuacji.

      • zeroerhaplus 21/11/2015 at 11:00

        Kanionku, jeśli ten sam weterynarz będzie sterylizował małą, to możesz się w przyszłym roku spod kociaków nie wygrzebać… mówi małżonek (mój).

        • kanionek 21/11/2015 at 12:17

          Co tam kociaki. Ja mam dla Was kolejną bombę – właśnie pół godziny temu, ni z tego, ni z futrzanego, OWCE PRZYJECHAŁY.
          Dwie ogromne szafy (to znaczy kupa runa, a pod spodem pewnie takie Irenki). Śmierdzą gnojem na pół kilometra, uwalane po pachy w zgniłobrązowym. Ani to umyć, ani oskubać. Chodzą na razie po podwórku, łeb w łeb, jak kiedyś Irena z Bożeną. Kozy w szoku (widziały owce przez furtkę). I jak ja mam nadrobić zaległości i pisać notki, jak CIĄGLE COŚ!? Aha, owce dzikie jak Dziki Zachód, nie wiem, jak my je połapiemy. Będę z Wami dopiero wieczorem pewnie.

          • mp 21/11/2015 at 12:38

            Nie nadążam już z tymi alternatywami :-)))
            Ani chybi koniec świata idzie, Kanionek buduje arkę ( i pewnie dlatego od tygodnia leje, żeby było po czym pływać).
            Ale owce też kocham, prawie jak Rosoły, więc z niecierpliwością czekam na story z ich żywota.
            A jeszcze coś mi się majaczy, że chyba na tabliczce nad koziarnią był dla nich zakaz wstępu ? Chyba że to w innej bajce było, przez ten tłok w komentarzach wszystko mi się mięsza i nie ogarniam.

          • kanionek 21/11/2015 at 17:13

            Nie, dobrze pamiętasz. „Owcom wstęp wzbroniony, obcym też”, a ja zrobiłam Irenie dowcip roku :D
            Owce miały być ubite, więc tera są u mnie, choc miało nie być, ale facet dzwoni, że już nie ma im co żreć dać, więc jednak czy je wezmę? No to są.
            Spieszmy się kochac Rosoły, tak szybko znikają… Ja się już boję liczyć te kurczaki wieczorem. Teraz mam chyba 22 sztuki wszystkich razem.

          • mitenki 21/11/2015 at 12:58

            Teraz mnie oczy wyszli z głowy.
            Bo zamilkłaś o tych owcach i myślałam, że zrezygnowałaś.
            Skoro szafy, to oznacza że obie kotne?

            I Kanionku, łowiec się nie skubie, jeno STRZYŻE ;)

          • kanionek 21/11/2015 at 17:09

            Ha ha, mądrala! Ja nie zrezygnowałam, to mnie zrezygnowano z, czy jakoś tak, i owiec miało nie być, a nagle są. PODOBNO kotne, ale weź zgadnij – one są jak szafki na buty – prostokątne.
            No strzyże się z wełny, ale z gówna to już chyba oskubać by trzeba :D

          • Tymofiejski 21/11/2015 at 12:59

            Eeeee….. Ale jak to owce? Kiedy? No odwrócić się nie można! Chwilę mnie nie było a tu nowe zwierzaki 😀. A czy owcza wełna pojawi się w ofercie? Nie znam się na produkcji swetrów ale chętnie się powymądrzam.

          • kanionek 21/11/2015 at 17:06

            Ty weź… Ja sama mam wrażenie, że co na chwilę odwrócę wzrok, to zaraz coś nowego się przypałętowywuje. Runo? Tak, ale na pewno nie obecne, co je noszą na sobie, bo gównianego swetra nikt by pewnie nie chciał ;) Śmierdzą okropnie. Gówno w kulkach jak pączki wisi im u galotów, brzuchy całe brunatne, nawet gdy złapałam jedną za sweter na grzbiecie, całą dłoń miałam w gównie. Ja nie wiem, ludzie niby po tysiącach lat ewolucji, a wciąż jaskiniowcy.

          • mitenki 21/11/2015 at 14:35

            Co do łowienia – ja kota łowię na wędkę, no ale on oswojony jest, a dzikie jak Dziki Zachód offce to chyba na lasso trzeba?

          • kanionek 21/11/2015 at 17:03

            Okazuje się, że wystarczyło na pieski. Niestety. Owce jak poszły w owczy pęd, to wpadły do małego wybiegu pomimo zamkniętej furtki. One ciężkie są, te owce… Mamę wrzuciłam do domu na szybko, żeby jej nie zmiotły z powierzchni ziemi, gdy tak galopowały na ślepo po podwórku.
            Potem z małżonkiem ostrożnie nakłanialiśmy je do wejścia do koziarni. Jedna włazła w miarę normalnie, druga spanikowała, że gdzie koleżanka, pchnęła otwarte drzwi, które zaczęły się zamykać, a wtedy ona łeb do środka i znów spanikowała, że drzwi ją gonią. POTEM trzeba je było nakłonić do wejścia na porodówkę, gdzie już mają świeżo pościelone i sianka wrzucone i wodę w misce. Znów – jedną zatargaliśmy ciągnąc za sweter, a gdy jej zad zniknął za ścianką, druga ruszyła jak taran za tamtą i mało nie połamała małżonkowi nóg. Ciężka sprawa. Teraz z Mamą bierzemy się za sery, a w koziarni zapewne ożywione dysputy i zaznajamianie się przez przepierzenie.
            Te owce duże są, cholerka, łby mają większe, niż Andrzej, dobrze że bez rogów.

          • zeroerhaplus 21/11/2015 at 15:50

            Heh, owce :) Faktycznie bomba :))
            Wymieniłaś jednego Wąskiego na dwie owce?

          • kanionek 21/11/2015 at 16:57

            Wąskiego to ja wymieniłam na dwa obesrańce (koty) i jednego burka (o tym dopiero będzie), i sama już nie wiem, czy nie zamienił stryjek siekierki na kijek… Owce bombowe! Małżonek mówi, że mają bardzo kanionkowe pyszczki :)

          • Iwona 21/11/2015 at 16:30

            Łowce som!? Łoscypki bedom hej!
            No arkę robi jak nic.

          • mitenki 21/11/2015 at 20:21

            Ale ja wcale nie ha ha. Tylko bym zrobiła podobnie jak kiedyś z psem, który mi się wytarzał w zgniłej rybie ze śmietnika. Co się dało sczyściłam z wierzchu, później podcięłam kudły, a na końcu wsadziłam do wanny i uprałam. Owiec nie wykąpiesz w wannie, ale może da się podstrzyc najbrudniejsze kłaki? Reszta się wysuszy i wykruszy, a do wiosny wywietrzeje.

          • kanionek 21/11/2015 at 22:56

            Spróbuję, ale one najpierw muszą przestać się tak panicznie bać. Nie podchodzą nawet do ręki z chlebkiem, czy marchewką. Trzeba im rzucić i trzymać się na parę metrów z dala od nich, to wtedy zdecydują się pobrać do pyszczka. Jakie one śliczne! Gówniane, ale przepiękne :) Wracam robić wpis i sortowac zdjęcia.

          • mitenki 21/11/2015 at 20:21

            Któraś z dziewczyn tu hodowała chyba offce – może coś podpowie :)

      • ng 22/11/2015 at 01:00

        mówiłam, że mocarna, ale widzę, że jednak miękka faja – co kto wyrzuci (albo tylko napomknie, że wyrzuci), już Kanionek leci z sercem. Skąd Ty zbierasz takie historie? Radar jaki masz? Podsłuch w każdej zagrodzie?

  102. Ania W. 20/11/2015 at 09:13

    He he he. Do serów będzie Kanion po kociaku dodawać :-)

    • mitenki 21/11/2015 at 12:58

      I po parze skarpetek z owczej wełny :)

      • Ania W. 21/11/2015 at 20:47

        Koniec świata… Dwa pantery, dwie owce… Ciekawe co jutro przyniesie :)

        • kanionek 21/11/2015 at 22:53

          Wczoraj się zorientowałam, że mam cztery koty i cztery psy, i w każdej grupie po jednej dziewczynie :) A jutro przyniesie śnieg z deszczem podobno :-/

  103. kanionek 20/11/2015 at 11:36

    Jacieżkurważ i janiemogę! Panter poszedł nasrać DO KUWETY. I choć rano jeszcze zastałam kałużę między stołem a kuchenką, to widzę, że idzie ku lepszemu :) Kupa też robi postępy – połowa na miękko, połowa na twardo, a sam Panter wylazł z nory i zwiedza świat, tzn. mieszkanie. O, teraz chce coś Wam napisać na klawiaturze. Niech żyje rosół z koguta i centralne ogrzewanie! A Vader jest kulką skondensowanej energii. Jeszcze ma smarka w nosie, ale to już nie to, co w poniedziałek.
    (a ja się muszę dzisiaj jeszcze ogarnąć z paroma sprawami, bo niedługo odbieram Mamę z dworca w E.) Ściskam Was i głaszczę wąsem :-*

    • paryja 20/11/2015 at 14:01

      Gratulacje :) nie ma to jak gówno na swoim miejscu :)

    • ng 20/11/2015 at 14:28

      :):):) no i było tak gadać na kota? przeproś go teraz!

    • mitenki 20/11/2015 at 14:59

      Odstresował się chłopina, nabrał odwagi, to się zachowuje jak trza :)

      Lizanie przez partnera, głaskanie wąsem – jak tak dalej pójdzie, blog będzie musiał kategorię wiekową zmienić :D

    • ciociasamozło 20/11/2015 at 15:09

      Brawo dla Pantera! A nie mówiłam, że jak kupa sie poprawi to i kuweta bedzie mu bliższa ;)

      • ciociasamozło 20/11/2015 at 15:09

        Pozdrowienia dla Mamy!!!!

        • kanionek 20/11/2015 at 23:37

          Mama dziękuje i również pozdrawia (pamięta Bułę! ale kto by zapomniał?), właśnie leży sobie obok i czyta „Masz nową wiadomość” jakiejś Kelly Harte.

      • Kachna 20/11/2015 at 15:55

        Hej – to ja mówiłam!

        • ciociasamozło 20/11/2015 at 16:01

          No dobrze, możemy sie podzielić „a nie mówiłam” ;)

          • Kachna 20/11/2015 at 18:01

            No. Bo sprawiedliwość musi być. C nie.

      • kanionek 20/11/2015 at 23:40

        Ech, trochę przedwczesne to „alleluja”, bo jednak pod naszą nieobecność znów strzelił bombę na środku kuchni, ale ja w niego wierzę. A Mamę sobie upatrzył od razu! Cyk – na kolanka, pozycja w kłębek i nawet sobie pomruczał.

  104. Kachna 20/11/2015 at 11:43

    No dobra – Kanionek zajęta – idzie ku lepszemu.
    No to co dziewczęta i chłopcy (na bank jacyś są…muszą być gdzieś) – do sześćsetki idziemy?
    …..
    Taki żarcik.

    • mitenki 20/11/2015 at 14:46

      Z chłopcami czy z sześćsetką?

  105. RozWieLidka 20/11/2015 at 11:54

    OOo nie. Pińćsetka trzasła a mnie przy tym nie było? Toż to woła o pomstę do nieba! Nic to. Siedemsetka bedzie moja 😁

  106. RozWieLidka 20/11/2015 at 11:57

    I pozdrowienia dla wszystkich kóz od Kluchy, która tańcuje między nogami mojego małža sępiąc ogryzka od jabłka. 😁

    • kanionek 20/11/2015 at 23:15

      Kozy serdecznie dziękują za pozdro od Kluchy, choć trochę się podśmiewują z tego ogryzka. Bo one dzisiaj zeżarły 8 kg jabłek (i jeszcze marchew do tego), więc rozumiesz ;)

  107. RozWieLidka 20/11/2015 at 11:59

    A widziałyście kiedyś świnke morską zasuwającą z ogryzkiem w zębach, przez pół pokoju do klatki?
    Hehe taka mądra bestia.

    • Iwona 20/11/2015 at 14:43

      Ona pewnie spyla, żebyście jej tego ogryzka nie pożarli :-D. Też mam rozetkę tricolor, ale ruda jest tylko na zadku. Jaśniepanoszy się bezczelnie ;)

      • RozWieLidka 20/11/2015 at 15:34

        Prosiaczki rulez 😁

  108. Kania 20/11/2015 at 18:54

    Kanionku, a może Ty otworzysz oddział OTOZ czy Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami u siebie? I tak się tym zajmujesz, a dostałabyś kasę na karmę i leczenie:)

    • kanionek 20/11/2015 at 23:28

      Nie wiem, czy dałabym radę emocjonalnie tak na większą skalę i czy wyrobiłabym czasowo – każdego przytulić, powiedzieć, że jest najpiękniejszy/a/e na świecie, każdego nakarmić odpowiednio według potrzeb itd. Pójście w ilość często oznacza gorszą jakość, i czym wtedy różniłabym się od pozostałych schronisk? Nie mówię, że nigdy i że na pewno nie, bo różnie w życiu bywa, ale na razie jeszcze nie czuję się na siłach :)

  109. wersja 20/11/2015 at 21:16

    a co tu tak cicho? to nie robimy szóstej setki? w intencji dalszej poprawy fekalno-toaletnej postawy Pantera?

    • kanionek 20/11/2015 at 23:24

      O, i to się nazywa bohaterska postawa i nieupadłe morale :D

  110. RozWieLidka 20/11/2015 at 21:28

    Rozlazły się kozy po kątach i paczą spode łba, bo tesknią za nowym wpisem. Wczorajsze chóralne meczenie nic nie dało to dzisiaj wersja milcząca. 😉 A tu Kanionek teraz ma mamę na kwadracie więc musimy ustąpić pola i uzbroić się w cierpliwość. Meee

    • kanionek 20/11/2015 at 23:22

      Kurdesz, piszę dla Was ten nowy wpis na raty, pomiędzy kotem smarkającym, kotem srającym, psem polującym i kozą meczącą, że nie wspomnę o swędzącym wąsie! Wiem, że pińcetka pękła, ale weźcie nie mówcie, że tylko o wpis nowy chodziło – PRZECIEŻ BYŁO FAJNIE :) I nowe książki i filmy do spisu „koniecznie obejrzeć/przeczytać” doszły, i w ogóle. A skoro jestem przy „i w ogóle” to muszę powiedzieć, że nowy wpis będzie nudny i w ogóle pozbawiony polotu, bo mi się kocim katarem kanały różne zatkały i wena mie z mózgu nie spływa, o.

      • Ola 21/11/2015 at 00:13

        To ja dodam jeszcze jedną do spisu: Cialdini, Wywieranie wpływu na ludzi ale nie wiem, czy Kanionek nie lepszy w podpuszczaniu do pińćsetki :P
        Iść spać czy czekać? Meee?

        • kanionek 21/11/2015 at 00:38

          Spać :) Mee i dobrej nocy, dzisiaj kasa na pewno już nic nie wyda :)

          • Ola 21/11/2015 at 00:52

            no to idę, chlip chlip i dobranoc

  111. mały żonek 20/11/2015 at 23:03

    @Kachna. Czy nie ma przypadkiem błędu (czytaj: jest)? Puszka hermetyczna P0h – w opisie IP20…
    Mamy już kupione graty na modernizację oświetlenia w koziarni i na śmierć zapomniałem o Tobie. Mogę się wstrzymać z montażem puszek i zamontować Twoje – P9 (puste) 2 sztuki, choć przesyłka więcej warta niż towar. Jak chcesz, daj znać, mogę poczekać parę dni i walniemy recenzję. Swoją drogą dla P1 i P3 daliście tylko IP41? Generalnie lubię przesadę w stronę większego bezpieczeństwa, ale wiem, że fotki nie oddają szczegółów (zagięć, rowków, uszczelek…).

    Przepraszam, że nie o kozach. Meee, czy coś tam.

    • Ola 20/11/2015 at 23:21

      fajny szyfr… :P

      • agiag 21/11/2015 at 08:58

        Niczym w Klinie Chmielewskiej… ;)

        • mały żonek 21/11/2015 at 15:53

          …albo „Hurtowni” Elektrycznej.

    • Kachna 21/11/2015 at 12:58

      Ależ z ogromną ochotą podeślę co potrzeba – tyko co? (choć boję się surowej recenzji….;)

      Napisz może na maila do czego itp.

      Co do IP – myślę, że jest trochę zaniżone. Od wielu lat widzę swoje puszki z formalnym IP41 na ścianach zewnętrznych, na deszczu i mrozie i wichrze….
      Na razie podniosłam oficjalnie IP do 42 (czytaj zrobiłam kosztowne badania dla puszki P2, P9). P3 jest w ogóle fajna:) Taka ulubiona.
      Poh – hm – no ona nie ma uszczelek w standardzie – ale wiem, że też stosowano ją na zewnątrz. Chyba kiedyś nawet wypuściłam jakąś partię uszczelek do niej, pod dekiel, ale w ogóle nikt nie docenił….Poszukam – powinny gdzieś być – to dostaniesz wersję delux;)
      Przesada w stronę jakości i bezpieczeństwa do domena mojego ojca – rocznik 1936…stara szkoła PW i profesorowe lwowscy itp. Inny materiał ludzki w sensie fizycznym i nie tylko. I ja tak też mam. I dotyczy to nie tylko wyrobów – ale i pracowników. Choć może to po prostu uczciwe BHP:)
      Także czekam.
      I naprawdę doceniamy Twoje „Meee”!
      Meee również.

      • kanionek 21/11/2015 at 17:15

        Recenzja będzie prosta. Puszki są albo „mee”, albo „bee”, proste :)

        • Kachna 21/11/2015 at 18:59

          Albo kozie albo owcze:)

  112. Ola 21/11/2015 at 19:19

    Kanionek zlituj. Z tych nerw okna umyłam. Glujże no!

    • kanionek 21/11/2015 at 20:00

      :D
      To masz przynajmniej jakiś pożytek, a ja tylko kolejnych obesrańców do zaopiekowania ;) Gluję, na raty, właśnie dopisuję część o owcach, za kwadrans idę kroić skrzep (Mama zmywa w tym czasie gary), potem szybko dorzucić do pieca, potem powrót do skrzepu, a jak skończę z serami, to jeszcze kontrolnie do koziarni, i później może wreszcie skończę pisać, ale jeszcze zdjęcia mi zostaną do wybrania, zmniejszenia i wrzucenia na serwer. Około północy sery wyjdą z foremek, i jeśli jeszcze nie padnę, to wpis pójdzie, a jeśli jednak padnę, to dokończę jutro. Ja wiem, że to wszystko moja wina i weź – ja z tym muszę żyć!

  113. mitenki 21/11/2015 at 20:24

    I jeszcze jedno, jutro mnie cały dzień tu nie będzie… Kanionek OBIECAJ, że gdy wrócę wieczorem, nie dowiem się, że przygarnęłaś… krokodyla, bo ktoś go chciał na torebki i paski przerobić.

    • kanionek 21/11/2015 at 22:52

      Obiecać niczego nie mogę, bo przecież wiesz, jacy ludzie są szaleni. Podobno ktoś trzymał kajmany w Gdyni. A może aligatory, nie pamiętam. Ale chyba któreś z tych mniejszych, o ile krokodyl może w ogóle być „mniejszy”. A potem jest, że dziecku się znudziło, nie chce na spacery wyprowadzać, mięsny za rogiem splajtował i tak dalej, i kto niby ma te krokodyle wziąć, ja się pytam?
      PS. A gdzie się wybierasz? Może tym razem Wenecja…?

      • mitenki 28/11/2015 at 15:24

        O, nie zauważyłam komencika – nie, to nie była Wenecja, ino centrum :D
        Jak to kto ma krokodyle wziąć? Przeca jest Kanionek!
        Na krokodyle, kajmany etc. mam uczulenie – od czasów serialu z krokodylem w basenie.

        A czemu akurat Wenecja?

  114. benia 22/11/2015 at 00:35

    boshe, kajmany, krokodyle itepe oraz etcetera. kiedy spać droga redakcjo, gdy takie nowości w zanadrzu nocy się klują. litości!
    b.

  115. RozWieLidka 22/11/2015 at 12:08

    A ja wam mówie , że Kanionem przygarnięty kolonię tarantul, z którymi wejdzie w układ zbiorowy i będą mu tkały nowoczesne materiały dla potrzeb nasa. W zamian NASA znajdzie Kanionkowi milą planetę wolną od problemów gdzie się przeniesie z całą oborą :)

  116. RozWieLidka 22/11/2015 at 12:10

    Oczywiście miało być że Kanionek i przygarnie.

    • kanionek 24/11/2015 at 15:26

      O nie. PAJONKÓW, do tego dużych i włochatych, Kanionek nie. Nienienienienie.

  117. Ynk 22/11/2015 at 12:58

    A pszczoły? Pszczoły, Kanionku, przygarnęłabyś? Ser z miodem. Palce lizać :-)

    • Bisia 23/11/2015 at 13:12

      Konienek, Ty musisz to skomentowac! Pszczoly to jest TO – a pozniej niech Mama liczy (zart przed primaaprilisowy).

      • Bisia 23/11/2015 at 13:15

        ale teraz bede wredna i sama do 600 dobije.
        Ale ja naprawde chcialam napisac „Kanionek” – tylko w pracy mi sie literki przestawily. Po prostu musialam to poprawic.

        • kanionek 24/11/2015 at 15:24

          Obiecywała, obiecywała, a teraz sama muszę do tych sześciuset dobijać, tak?

      • paryja 23/11/2015 at 13:36

        Pszczoły się liczy bardzo łatwo….. wystarczy policzyć nóżki i podzielić przez 6

        • kanionek 24/11/2015 at 15:19

          :D
          To coś w sam raz dla mnie.

      • Ynk 24/11/2015 at 14:57

        A kombinezon pszczelarza wraz z kapelutkiem i woalką – miodzio! :-)

  118. kanionek 24/11/2015 at 15:23

    Taki profesjonalny kombi z woalką to chyba musi kosztować. Ja chciałam pszczoły, choć się ich boję, a Laser nie znosi i łapie brzęczące w locie, ale ten pomysł musi jeszcze poczekać. Dziadek Miód coś wspominał, gdy brałam u niego ostatnio miodek, że być może w przyszłym roku będzie likwidował swoją maleńką pasiekę, gdyż nie daje już rady. Ale te dziadki tak często marudzą i gadają, a potem śmierć zastaje ich z ramką pszczelarską w dłoni ;)

Dodaj komentarz

Podpis *
Email *
Witryna internetowa