lipiec 2014

Ene, due, rabe, kogut dorwał żabę, czyli o Rosołach

Robię obchód gospodarstwa, sprawdzając czy wszystkim jest dobrze i zgodnie z ISO, USA, ZUS i PEPSI, bo wczoraj była burza, huragan i zawierucha, a tu podbiega do mnie delegacja Rosołów i mówią, że oni właśnie założyli Związki Zawodowe i mają do mnie petycję, a nawet ZAŻALENIE. O co im może chodzić, myślę, bo przecież mają […]

Bądź człowiekiem – daj kartofla, czyli o przenikliwości umysłu mojego męża

Przyniosłam wczoraj z ogrodu pierwsze, młode ziemniaczki (oczywiście uprawiane w słomie) i małą główkę czosnku, który był jakiś taki zabiedzony, rósł sobie w kąciku i miało mu się na uschnięcie. Część ziemniaczków poszła od razu na obiad, a resztę, w plastikowym pojemniku, wstawiłam do pomieszczenia zwanego spiżarką. Tuż obok skrzynki z ziemniakami ze sklepu. Dziś

100% cukru w cukrze, czyli o jednym z moich nałogów

(Zaraz na wstępie uczciwie uprzedzam, że klawiatura mi się odblokowała, poniższy wpis jest długi i może powodować torsje albo tycie. A już na pewno Was deczko zemdli) Koza ma dziwny gust, zupełnie nie z mojej bajki. Według literatury fachowej preferencje smakowe kozy przedstawiają się w następującej kolejności: cierpki gorzki od biedy słodki, ale w sumie

Smażone zielone pomidory, czyli co jest panie z tym upałem?!

To ja tu sobie żarty stroję, że w Polsce fala upałów 40 stopni to dwa dni po 20, a tymczasem upał się wziął i siedzi jak kwoka na jajach (sadzonych, zważywszy temperaturę), już drugi tydzień, i ani drgnie! W szklarni atmosfera tropików, już bardziej drzwi i okien się nie da otworzyć, zaraz mi się pomidory

Koza nostra, czyli Padre Capi potrzebny od zaraz

Raport z koziego podwórka: koza liczy sobie obecnie 4,5 miesiąca, waży 21 kg, jest już wyższa od obydwu psów i rosną jej cycki. Znaczy się, powoli dojrzewa fizycznie, ale w koziej głowie wciąż jak w mrowisku. Myśli jej się rozbiegają we wszystkich kierunkach i koza tymi myślami okropnie jest rozdarta. Sama już nie wie, czy

Możesz się pan cmoknąć w worek, czyli jak nas robią w… konsumenta

Pamiętacie te czasy, kiedy klawiaturę wystarczyło raz na jakiś czas odkurzyć, ewentualnie powyjmować klawisze, przeczyścić i zainstalować ponownie? Albo w zepsutym żelazku pogrzebać (ojcem, mężem lub sąsiadem), kabelek przylutować, dokleić to, co się odkleiło, a w najgorszym razie WYMIENIĆ WADLIWĄ CZĘŚĆ urządzenia? Those days are gone. Nie ma. Przeminęło z wiadrem (wiadrem pomyj wylanych konsumentowi

Przepraszamy za usterki, czyli konserwacja sprzętu młotkiem

Dziś nie będzie przynudzania. Nie dlatego, że się opamiętałam (nie ma leku na grafomanię), lecz albowiem klawiatura mojego klaptopa nie wydaje od kilku dni literek “a” oraz “z”. Nieczynne do odwołania, resztki literek “a” i “z” wyprzedano z magazynu, nie ma, proszę nie pytać i nie wydzwaniać do kierownictwa. Szef na Hawajach (albo, jak chce

Przewijanie do góry