Piątek z Pimpacym, czyli jak Wąski pojechał na płatki i jak zrobiłam Irenę w trąbę

[z Wami to jednak można góry kraść i konie przenosić, co będę miała na uwadze, gdy przyjdzie mi jakiegoś konia gdzieś przenosić. Nie pamiętam już, kto rzucił hasło “400 komciów”, a kto później bohatersko podbił do “pińcet”, ale spisałyście się na medal, a nawet mięsny medalion, i nikt nie oszukiwał, wpisując “jieu3@6g#hbzmuoa” żeby podbić wyniki. Gdybym miała talent jak Prezes na literę K., napisałabym Wam mowę z gatunku “chwała bohaterom”, ale jestem tylko Kanionkiem, więc napiszę krótko i bez patosu: dzięki za ubaw po same wąsy :)]

Obiecałam wrzucić fotkę schabu wg przepisu RozWieLidki, więc oto:

schabik

A teraz już to, co zwykle.

Małżonek instaluje oświetlenie w piwnicy, drze stare tapety, kuje rowki w tynku, wierci dziury, tnie kable, marudząc pod nosem i klnąc, na czym świat stoi. Po kilku godzinach pracy natknął się na przewód aluminiowy i zaczął szukać puszki, która okazała się być nad drzwiami w korytarzu. Wytargał puszkę z tynku, rozłożył na części, coś tam znów pomarudził, że lepiej wszystko sprawdzić, bo nigdy nie wiadomo, ile to już lat w tej ścianie tkwi, po czym wrócił do przedpokoju z garścią śrubek i słyszę, jak znów stęka coś pod nosem. “Tak to jest, jak się człowiek w starocie wpierniczy… Stary dom… (stękanie), stary samochód… (ała, kurwa!), stara ba…”. No i ponieważ nie mamy w domu ani balustrady, ani tym bardziej balwierni, to musiałam mu przerwać i obiecać, że jeszcze pół słowa, a zamknę go w tej wciąż nieoświetlonej piwnicy z łyżką stołową, i będzie sobie musiał tunel wydrążyć, żeby z niej wyjść.

Żarty z małżonka się jednak skończyły, gdy rzeczony powiesił w kuchni to:

krzywa Carriera

Jeśli też patrzycie w TO jak sroka w gnat, to zaraz Wam wyjaśnię, o co chodzi (tak, Zeroerha, wiem, że phi, Ty już dawno takie masz, i to w dodatku kolorowe i z podświetleniem). Chodzi o to, że zanim się otworzy okno w kuchni, albo gdziekolwiek zresztą, to najpierw trzeba to SKONSULTOWAĆ Z KRZYWĄ CARRIERA. I ona nam powie, czy – biorąc pod uwagę wilgotność powietrza i temperaturę na zewnątrz, oraz temperaturę wewnątrz domu – otworzywszy okno i nawpuszczawszy sobie jak idioci powietrza spowodujemy, że rano, gdy temperatura w domu osiągnie np. 16 stopni, zaczną nam po ścianach spływać strużki wody, czy nie. Innymi słowy chodzi o to, że powietrze, w zależności od temperatury, jest w stanie pomieścić określoną ilość wody. No i pytam małżonka, skąd weźmiemy informację o tym, jaka wilgotność panuje na zewnątrz, a on mi na to, że jak to skąd, przecież wystarczy spojrzeć na Gamonia, który zawsze jest na parapecie. Jeśli Gamoń jest mokry i rzuca nam przez szybkę wkurwione spojrzenia, to wilgotność jest bliska stu procent i wtedy lepiej okna nie otwierać. Proste.

(Do obrońców praw zwierząt: to nie do końca prawda z tym Gamoniem. Nie zawsze siedzi na parapecie, a zwłaszcza nie siedzi, gdy pada deszcz. Gdy pada deszcz, a Gamoń i Kotek nie są akurat w domu, to siedzą sobie zgodnie w swoim gejowskim gniazdku, jakie wspólnymi siłami uwili w balocie siana w garażu, gdzie jest sucho i przytulnie, i tak naprawdę z Gamonia jest taki miernik wilgotności, jak ze mnie baba z wąsem i zębem mądrości. I tak przy okazji – dziąsła mnie swędziały na koci katar! To mogło być wręcz jakieś straszne powikłanie, a Wy się ze mnie natrząsacie. Nie wolno tak kopać w dziąsło leżącego).

No więc mam krzywą, której wskazania muszę konsultować z krzywymi spojrzeniami Gamonia, a okapu jak nie było, tak nie ma, bo teraz małżonek jest zajęty studniami, zagadnieniem uzdatniania wody i jeszcze dwoma projektami elektro, a w dodatku koziołki już całkiem zepsuły uchwyt na miskę z wodą w sali głównej i też trzeba to ulepszyć, a i jeszcze drewno zwiezione porąbać, a pogoda ostatnio nie sprzyjała, więc okap się okopał w kartonie i czeka na przybycie Świętego Mikołaja, który go zainstaluje, a przy okazji i komin przeczyści.

A ponieważ teraz już pewnie zgrzytacie zębami ze złości, że ja Wam tu o krzywych i okapach, a tymczasem gdzie do diabła jest Wąski i na co właściwie go wymieniłam, to już się grzecznie spowiadam. Kilka tygodni temu wystawiliśmy Wąskiego do adopcji, w porozumieniu z lokalnym OTOZ-em (lokalny OTOZ zna Wąskiego z kilku interwencji u Pana Audi, zna też jego historię pt. “jak wy go nie weźmiecie, to go uśpię”, oraz zna nasze położenie, że tak powiem, inwentarzowe). Wąski więc przebywał u nas, ale kandydował na stanowisko Psa Kogoś Innego. Kogoś, kto będzie miał lepsze warunki, więcej czasu i mniej do stracenia. I nie wystawiliśmy go dlatego, że zamordował dwie kury (ni stąd, ni stamtąd, pękła linka, na której go prowadziłam wracając ze spaceru po lesie, a pękła, bo była już w kilku miejscach związana, bo Wąski ją przeżuwał dla hecy, a zęby i szczękę miał wyjątkowo sprawne), czy dlatego, że było nam z nim niewygodnie. No owszem, było, ale dopóki tliła się w nas nadzieja, że coś jeszcze z tego naszego umęczenia wyniknie, dopóty nie skreślaliśmy Wąskiego z listy naszych najlepszych przyjaciół.

I choć on sam robił postępy, powolne i szlifujące naszą cierpliwość i wyrozumiałość, to nasze pozostałe psy nie znosiły już nie tylko jego widoku, ale nawet samej świadomości, że on GDZIEŚ TAM JEST. Majka szczekała na drzwi, za którymi zamknięty był Wąski, gdy pozostała trójka biegała luzem, a gdy próbowaliśmy kolejnych kontrolowanych konfrontacji (smycze, kagańce, wzmożona czujność), Atos odmawiał zabawy w “poznajmy się”, mówiąc nam wyraźnie, że on już tego gościa poznał bardzo dobrze, i szczerzył zęby na sam jego widok. I było coraz bardziej jasne, że nawet gdyby kiedyś udało nam się doprowadzić do tego, żeby wszystkie psy chodziły razem po podwórku, to w razie najdrobniejszego między nimi nieporozumienia nasza upośledzona na różne sposoby trójka nie miałaby z Wąskim żadnych szans. A przed Wąskim jest przecież jeszcze całe życie, i prawdę mówiąc było nam go często żal – izolowany od reszty, wyprowadzany na smyczy, z rzadka puszczany luzem (tylko po zmroku, gdy kury w kurniku, gęsi i kaczka na małym wybiegu, a reszta psów w domu), czuł się zapewne tylko trochę mniej “uwięziony”, niż kiedy gnił na łańcuchu u Pana Audi.

Daliśmy mu tyle, ile mogliśmy, polubiliśmy, mimo tego pierdolca na zabijanie, ale to nie było życie – ani dla nas, ani dla niego. No i czasem dzwonił telefon, a po drugiej stronie sami ludzie niepiśmienni, bo choć zaznaczyliśmy w ogłoszeniu, że Wąski nie nadaje się do trzymania z innymi zwierzętami, potrzebuje dużo ruchu i ogólnie trudny z niego facet, to na niedoszłych opiekunów zgłaszali się: właściciele gospodarstw z mnogością żywego inwentarza, ojcowie małoletnich synów, którzy chcieli mieć “prawdziwego psa, nie jakiegoś małego”, albo miłe panie, mieszkające w kawalerce w środku miasta i spędzające 10 godzin poza domem. Gdy już dzwonili, cierpliwie tłumaczyłam im, kim jest Wąski, i wyciągałam z nich informacje, bo czasem np. obecna już w domu starzejąca się suka Labradora lub drugi owczarek niemiecki wypływały dopiero w trakcie wnikliwego śledztwa, a innym, jak panu od synka, co to chce mieć prawdziwego psa i trzymać go w zagrodzie z królikiem i gołębiarnią, mówiłam, że “może innym razem”. Bo choć byliśmy zmęczeni i wiedzieliśmy, że z każdym dniem ryzykujemy utratą któregoś z naszych podopiecznych, to przecież nie wpuścilibyśmy Wąskiego w kanał, ani z deszczu pod rynnę, bo cała nasza nad nim praca i poświęcenie poszłyby na marne.

Aż tu wreszcie któregoś dnia zadzwonił telefon, a po drugiej stronie był człowiek. Normalny. 35 lat, spokojny, bez problemów z logiką i składnią, z posiadłością ziemską, ale nie rolnik. W dodatku zrozumiał treść ogłoszenia i zaznaczył, że choć sam cudotwórcą nie jest, to ma dobrego kolegę, który układa psy (albo, jeśli wolicie, szkoli lub trenuje), i z którym ów pan już rozmawiał i są gotowi popracować z Wąskim, jak również zapewnić mu nieskrępowany wybieg i w ogóle. Bardzo poważnie podszedł do kwestii transportu (posiadłość leży sobie gdzieś pod Toruniem), obiecując zadzwonić i umówić się na odbiór psa dopiero wtedy, gdy znajdzie odpowiednio dużą klatkę, bo to jednak spora odległość, a pies szalejący z nudów po samochodzie to nie jest jakość i wygoda transportu. I telefon zamilkł na kilka dni, aż zadzwonił znowu – klatka jest, umawiamy się na piątek. Przyjechali (bo pan był z kolegą, ale nie tym od szkoleń), przywieźli siatkę marchewki dla koziołków, pogadaliśmy chwilę w obecności Wąskiego, wszyscy się wszystkim spodobali, a Wąski na pożegnanie wyciął numer w swoim stylu – podczas próby załadunku do klatki wymsknął się z objęć obroży i poooszeeedł! Prosto do koziołków, oczywiście. Troje dorosłych facetów i Kanionek ganiało za śmiejącym się do rozpuku Wąskim, a Bożenka mało płuc nie wypluła.

I w końcu odjechali. Wąski nie oglądał się za nami, ale to po prostu taki typ psa: zbyt krótko związany z jakimkolwiek człowiekiem nie przywiązuje się od pierwszego wejrzenia. Oby ten spokojny człowiek spod Torunia został tym jedynym, na zawsze. Trzymaj się, Wąski, i niech ci się w życiu wreszcie poszczęści!

Waski w mieszkaniu Waski daje lape

No ale jednak było nam trochę smutno. Lżej, łatwiej, spokojniej, ale jednak nam kogoś ubyło i znacie mnie już trochę, więc wiecie, że nie napiszę: “Wąski zabrał ze sobą kawałek naszego serca, a niezabliźniona rana krwawiła” ani nic w tym stylu, ale brak tego pustego łba i dwóch ciężkich łap na plecach, jak również myśl, czy aby na pewno dobrze postąpiliśmy, kładły się cieniem na cholernym nieboskłonie naszej świadomości, że tak powiem. Bla, bla. No po prostu musieliśmy zrobić dobrze innemu psu, żeby było sprawiedliwie, albo to ja tak sobie tłumaczę, a jak wiecie, w zooschronisku w B. zostało jeszcze kilka nieszczęść na stanie. Zooschronisko po sezonie jest zamknięte dla zwiedzających, obsługa idzie do domu o szesnastej, jest ciemno, zimno, pustawo i smutno, nawet fikuśne kurczaki zostały gdzieś przeniesione, no i te kilka ciapków, wyjących zapewne do księżyca, musi sobie myśleć, że pewnie właśnie po prostu skończył się świat. Bla, bla, bla, i w ten oto sposób przed Państwem Pimpacy:

Pimpacy Pimpacy i Majac Pimpacy 5 Pimpacy 3 Pimpacy 4 Pimpacy i gaski Pimpacy i ja

Pimpacy to jest kolega Mająca z pudła. Mieszkali razem w tej samej celi, i to przez podobny okres czasu – Pimpacy trafił do schroniska jako półroczne szczenię i siedział w pudle całe dwa lata, bo – jak Państwo sami widzą na zdjęciach – należy do rasy psów niewidzialnych. Ot, małe, bylejakie, bez znaków szczególnych zwierzątko, które mija się jak klomb, czy inny nudny żywopłot. W dodatku nazywał się “Gabryś” (ale ja jestem na 99% pewna, że każdy pies trafiający do tamtego kojca nazywa się “Gabryś”, bo tam wiszą takie ładne, duże, zalaminowane etykiety z imionami mieszkańców, i kto by robił co chwilę nowe, a gdy zabieraliśmy Majkę ze schroniska to dam sobie łeb obciąć, że Gabrysiem był taki bardzo młody, zwariowany, dziesięć razy większy od Pimpacego mieszaniec). A TAK NAPRAWDĘ to wcale nieprawda. Pimpacy nie jest nudnym klombem, ani żadnym nijakim “Gabrysiem”, tylko całuśnym, przymilnym, skaczącym jak piłka i pełnym radosnej energii psem Pimpacym. On i Laser zakumplowali się praktycznie od razu (on i LASER, powtarzam Państwu), kozy się go nie boją (dostał już z bańki od Bożeny, bo ją denerwowało, że biega w kółko wokół stada robiąc setne okrążenie, i żesz kurwa zjeść sobie spokojnie nie można), i w ogóle przez pierwszy tydzień nie było z nim żadnych problemów – sama słodycz, Laserek pozwolił mu nawet spać obok siebie na łóżku, a ja miałam co wieczór sumiennie wylizaną szyję.

Majka Atos Laser i Gabrys

Niestety jednak ze znajomościami z pudła już tak jest, że niosą ze sobą ryzyko różnych procederów, i jak sobie Mając z Pimpacym dłużej powspominali stare dzieje, to się dogadali w sprawie kurczaków. Pimpacy w tej zorganizowanej grupie przestępczej robi za naganiacza, a Mając za ostatecznego oprawcę. I dlatego mogę już Wam pokazać, jak wygląda rosół z koguta:

rosolek z Rosola

I powiem tylko, że nie było fajowo, a więcej szczegółów można odnaleźć w komentarzach pod poprzednim wpisem. No więc znów mamy taką małą życiową uciążliwość, że Pimpacy nie może swobodnie biegać z resztą swojego stada, bo nakłania innych do złego. Gdy go nie ma, Atos, Mając i Laser są wcieleniem dobra i kwintesencją podwórkowej nudy. Gdy Pimpacy wkracza do akcji, nagle wszyscy stają się zawodowymi łowcami kurczaków, a że Mając ma ich wszystkich pod pantoflem, to właśnie jej przypada w udziale szarpanie tuszki i darcie pierza. Pimpacy chadza więc na spacery na smyczy, a tak zwane międzyczasy spędza skacząc jak piłka po mieszkaniu i wkurwiając koty.

O tym, że nabawiłam się nowych kotów, z tego samego schroniska, też można poczytać w komentarzach, fotki obejrzeć na Forum, a teraz dodam już tylko tyle, że obesraniec nauczył się korzystać z kuwety, a obsmarkaniec ma się po prostu bombowo. Obesraniec (Panter) trwale przylgnął do mojej Mamy, która wpadła na weekend:

Panter u Mamy Panter Panter 2

A obsmarkaniec (Vader) wyciera z kurzu zakamarki za szafą i zmienia miejsca noclegu jak rękawiczki:

statek kosmiczny Vadera

Myślę, że jeszcze będą z nich ludzie.

tulam no baw sie ze mna

I jeszcze z podwórkowych wieści: tyle deszczu napadało, że nareszcie mogłam napełnić osiemdziesięciolitrową wannę dla Prezesa i gąsek. Kto się mianował Prezesem, to chyba widać wyraźnie na zdjęciach:

Prezes w kapieli ochrona pilnuje czy woda odpowiednio ciepla panie Prezesie

PS. W sobotę wieczorem wpuszczam kozy na noc do koziarni, jak zwykle. Ale dziś nic nie jest “jak zwykle”! Irena wskakuje na ławkę, zagląda do porodówki, a tam… Szok i niedowierzanie! Grom z jasnego nieba i balot bulwersacji! Granda i skandal, podłość ludzka nie zna granic i tym podobne Judasze.

–  A nie mówiłam? – Irena patrzy z góry na Bożenę. – NIE. MÓ. WIŁAM!? – stuka w ławkę wkurzonym kopytkiem. Baryła Bożena również wskakuje na ławkę, a oczy, i tak zawsze dość wyłupiaste, teraz już całkiem wyłażą jej z głowy.
–  Mówiłam przecież, że kiedyś zapałętają się tu jakieś obce, szwendobylskie owce! – Irena wrzeszczy Bożenie prosto w twarz.
–  I to jest niby moja wina? – chrypi wciąż zszokowana widokiem owiec Bożena.
–  A niby czyja? – wydziera się Irena, która lubi dużo gadać, ale podczas zajęć z logicznego myślenia najwyraźniej jarała fajki w toalecie.
–  No chyba TWOJA, – charczy Bożena – skoro WYKRAKAŁAŚ nam te owce.
Irenę zamurowało na tak wprost wyrażoną bezczelność, co szybko wykorzystuje Tradycja, dorzucając swoje trzy grosze do dyskusji. – Uspokójcie się, musimy teraz pomyśleć!
–  O masz, MYŚLĄCA się odezwała. – Irenie wróciło głos i funkcje motoryczne, więc schodzi z ławki napić się wody. Popita wodą zniewaga Bożeny spływa wartko w czeluście żwacza, choć Irena dobrze wie, że i tak wróci w postaci czkawki. Albo, co gorsza, zgagi. OWCE, psia jucha! JEJ wina, żesz jasny snopek słomiany, no!
–  A ja osobiście i moim zdaniem uważam, że mamusia ma rację, tu się nie ma co gorączkować bez sensu, tylko trzeba pomyśleć na spokojnie – rzeczowym tonem, choć wciąż piskliwym głosem, wymądrza się Kachna, żując niespiesznie świeże sianko.
–  Eeej, faaajne te ooowce… – Lucek zagląda do porodówki i już widzę, jak w rogatej głowie z zawadiacką grzywką rodzą się plany jeśli nie matrymonialne, to na pewno rozrywkowe.
–  CO!-O!-O? – a jednak czkawka, nie zgaga. – Państwo Zio-o-kołkowie, to widzę, że liberalni są, tolerancyjni, wszy-yst!-kich by przyjęli pod swój dach! A myśleć to będziemy później, ta-ak? Post owcum? Jak ten tam – o – narobi małych kozowców jak jaki głupi, tfu na spleśniałe siano urok!
–  Ty zważ Irena, że ty się o moim synu teraz plugawie wysławiasz, tak? – Tradycja stroszy grzbiet, choć i bez tego od dawna góruje nad maleńką Ireną.

Wycofuję się ostrożnie, powolutku, zanim niemądre kozy wpadną wreszcie na to, że te owce to jednak MOJA wina, odpinam haczyk przy wyjściowych drzwiach, i już mnie tam nie ma. Wracając do domu słyszę jeszcze stłumione “łup!” i “łubudu!” – najwyraźniej ktoś komuś coś w koziarni tłumaczy, ale już nie wnikam. Zmęczona jestem. A wstrętne, szwendobylskie, obce owce wyglądają tak:

lowca lowce dwie 3 lowce dwie 2 lowca 2 znajdz dwie lowce obesrane lowce dwie

PPS. I nie wiem, czy po tych wszystkich szokujących informacjach zdoła Was jeszcze zaskoczyć fakt, iż zmartwiona doniesieniami o poczynaniach Rudego Ryja, Mama przywiozła mi z gdańskiego zoo dwa wiaderka wilczego gówna? AUTOBUSEM. Wiaderka szczelnie zamknięte, owinięte folią, gazetą, i zapakowane w reklamówki, upchnięte w dużą torbę, przez całą drogę trzymała dzielnie na kolanach, tuląc pakunek do siebie i zaciągając co chwilę powietrze znad torby by sprawdzić, czy na pewno nic nie czuć.

–  A co tam pani kochanieńka tak wiezie na tych kolankach, tak tuląc do się czule?
–  A gówno! Ale nie czuć w ogóle…

Mam nadzieję, że w sposób trwały zatrułam Wam umysły tą wizją, i od teraz zawsze, gdy zobaczycie w autobusie przemiłą starszą panią z siatką na kolanach, pomyślicie: “nie dam się nabrać, to na pewno NIE JEST dżemik dla wnusia, ani pożywne kotleciki dla zięcia”.

gowno w torebce

(No i ktoś będzie musiał wziąć te wiaderka i wierną łopatkę, iść w las, i zataczając krąg wokół naszego obejścia gówno rzeczone strategicznie rozprowadzić, Rudemu Ryjowi na pohybel. CIEKAWE KTO)

slyszalam ze masz duzo gowna

260 thoughts on “Piątek z Pimpacym, czyli jak Wąski pojechał na płatki i jak zrobiłam Irenę w trąbę

  1. Bisia 22/11/2015 at 14:06

    To ja napisze Pierwsza :P

    • kanionek 22/11/2015 at 18:48

      To się nazywa oszczędność w słowach :D

      • Bisia 23/11/2015 at 13:04

        no bo wiesz, otworzylam Kanionka a tu
        nowy wpis – „no comments”, przeczytalam wpis,
        odswiezylam dalej „no comments”,
        przeczytalam reszte komentarzy pod poprzednim wpisem, odswiezylam „no comments”
        to juz musisz wybaczyc, nie wytrzymalam i rzucilam kamyczek (taki tici tici) coby lawine ruszyc
        ale jestem „zywo” zainteresowana ile to tych Rosolow juz zrobilas, bo doliczylam sie trzech zejsc (jednego Majka a dwa Waski) a tymczasem piszesz, ze Kurczkowatych zostalo tylko 22. To chyba mi sie cos niezgadza i powinnam tropic w tych setkach komentarzy co to sie z reszta stalo.
        I ja chcialam powiedziec, ze Pimpacy jest super i w deche, bo taki Swojski ;-)

        • kanionek 23/11/2015 at 18:18

          Bo chyba wstrzeliłam się w porę niedzielnego obiadu z tym wpisem. Ale lawina ruszyła i zaraz lawinie będę odpowiadać, tylko najpierw takie pytanie:
          Czy u Was też jest takie dżingl bels za oknami, jak u mnie? Śnieg pada od bladego świtu, płatki wielkie jak te waciki do zmywania makijażu, było kilka godzin przerwy, a od kilku godzin znów pada! Słowo daję, rano zabuksowaliśmy się na własnym podwórku, a poniedziałek to dzień zakupów i wysyłania paczek z serem. Sezon na „weź wiaderko z popiołem do samochodu” uroczyście ogłaszam otwartym.

          A jeśli chodzi o kurczaki, to nie zapominajmy o Rudym Ryju. Ja już od jakiegoś czasu boję się je liczyć, bo za każdym razem jest ich mniej :-(
          Dzisiaj jednak policzyłam.
          19.
          Jedenaście kurek i osiem kogucików, oczywiście łącznie młodych i „starych”. A teraz nawet tego gówna szkoda rozkładać, bo sypie śnieg i wszystko zasypie.

          • zeroerhaplus 23/11/2015 at 22:16

            Teoretycznie wiem, o co chodzi i znam, że tak powiem tło, ale jak czytam „szkada tego gówna rozkładać”, to normalnie nie mogę :))

          • kanionek 23/11/2015 at 22:33

            Jak to życie na wsi zmienia człowieka, jego priorytety, garderobę, zwyczaje… Też nigdy bym nie pomyślała, że gówna mi będzie szkoda „zmarnować” :)

  2. hanka 22/11/2015 at 14:12

    Owieczki rzeczywiście trochę kwadratowe, albo raczej graniastosłupowe:-)

    • kanionek 22/11/2015 at 18:48

      One zajmują na porodówce tyle miejsca, co trzy kozy z dziećmi…

  3. Buskowianka 22/11/2015 at 14:40

    Haha historia z Mamą mnie poskładała :D

    A na parapecie obok kotów leży, jak mniemam, kolejne CV, które do Was wplynę£o? ;D

    • kanionek 22/11/2015 at 18:47

      O, faktycznie, moja lista „do zrobienia”, jedna z kilku zresztą, załapała się na fotkę :)
      Mama jest w dechę i nie ma dla niej rzeczy niemożliwych!

      • Buskowianka 22/11/2015 at 18:51

        Oj nie, sorry za enigmatyczny komentarz. Miałam na myśli w pełni fachowe CV ze zdjęciem ;) w zasadzie będące głównie zdjęciem, ale po co słowa, kiedy koń, jaki jest,każdy widzi ;)

        • kanionek 22/11/2015 at 22:58

          Aaa! Kuń! No tak, piękny. Gdyby taki kuń wysłał mi CV, to… To owsa by mi już dla kóz nie wystarczyło. Ech, marzą mi się czasem wiedźmińskie wyprawy, na kuniu, po lesie, w wilgotną, mglistą pogodę. No ale może odłóżmy kunia na bok do czasu, gdy już będę piękna i bogata ;)

  4. Ynk 22/11/2015 at 14:59

    Panter na kolanach Mamy jak z waty cukrowej zrobiony. Ślicznościowy :-)
    Owce solidne kożuchy przywdziały, zima im nie straszna. Sama będziesz strzyc je na wiosnę?
    I ach, czyli w zooschronisku w mieście na B. nawet gówno po wilku nie zostało, skoro trzeba było je z Gdańska transportować.

    • kanionek 22/11/2015 at 18:46

      No paczaj, zupełnie nie pomyslałam o tych wilkach z B.! Może dlatego, że nigdy ich na oczy nie widziałam, to mi się w pamięć nie wgryzły.
      No, owce z zimna nie padną, ale ja im nie zazdroszczę dźwigania ekwiwalentu zawartości zimowej szatni w Multikinie na plecach :)

      • kanionek 22/11/2015 at 18:49

        A i tak, strzyc będę pewnie ja, chyba że małżonek też chwyci za nożyce. Pożyjemy, zobaczymy. Już się tak nie boję nowych wyzwań jak kiedyś :)

  5. mitenki 22/11/2015 at 16:33

    Twoja Mama jest bezbłędna :D Dzięki niej powiedzenie „g… dostałeś” nabrało innego, pozytywnego znaczenia :D Mam nadzieję, że maminy trud nie pójdzie na marne i RR właściwie zrozumie wiadomość wilczym g… napisaną.
    Panter jest bardzo przystojnym panem kotem i ma przepiękne oczyska :) Oczka małej Vader też dużo ładniejsze niż na początku.
    Historia Wąskiego to byłby dobry materiał na film typu „wyciskacz łez”. Wzrusz… Zrobiliście dla niego, co można było najlepszego i dzięki Wam ma szansę na normalne życie :) Dobre z Was człowieki, państwo Kanionkowie :)
    Łowieczki przybyły z bieguna, czy sądziły, że na biegun jadą? Bo w takie grube szuby się poubierały, że nie nie wiadomo, ile owcy jest w owcy…

    Do 400 i 500 komciów jam to, nie chwaląc się, dobiła.

  6. mitenki 22/11/2015 at 16:34

    Aaa, i czym Ty wymaziałaś swój schabik?

    • kanionek 22/11/2015 at 18:43

      Na etapie „wymazać przyprawami” dałam: majeranek z własnego chowu, paprykę wędzoną w proszku ze sklepu i pieprz. Czosnek miałam zakazany przez małżonka, bo „do wszystkiego ten czosnek ładujesz” ;)

      • mitenki 23/11/2015 at 17:53

        Zaglądam dziś do skrzynki, spodziewając się tego medalu ze schabiku, a tu ni ma…
        Eeee, nie bawię się tak.

        • kanionek 23/11/2015 at 18:21

          No bo ten. Schabik zeżarty, gdyż drugi kawałek dodatkowo uwędziłam, i małżonek powiedział, że żadne medaliony, on wszystko sam zje. Więc jakby co, to nie moja wina :D

  7. wersja 22/11/2015 at 18:15

    Kanionek, ale weź zepsułaś! już brakowało tylko 8 komencików do szóstej setki, a Ty dajesz nowego posta?!? zero wyobraźni. i tego… zmysłu marketingowego… westch ;)

    (a monitorujecie jakoś nowego pana Wąskiego? i czy on został sprawdzony? czy to nie jakiś psychopata, co potrzebował czempiona na nielegalne walki psów albo coś w tym stylu? bo ja się o Wąskiego martwię trochę).

    • kanionek 22/11/2015 at 18:42

      Ooo, kochana, teraz za karę musicie zrobić 666 ślicznych komencików! Inaczej napuszczę na Was owce, a wierzaj mi, mają masę i potrafią wziąć dobry rozpęd :D
      (no właśnie boję się zadzwonić i zapytać. Ale zdecydowanie nie wyglądał na psychopatę, wręcz wydał mi się ciut zbyt miętki dla Wąskiego. Z góry odrzucaliśmy wszystkich kandydatów zaczynających zdanie od „no ten, no bo ja dzwonie w sprawie psa, co nie? Duży on jest?”. Zadzwonię w końcu i zapytam, jak im się w życiu razem układa)

  8. Ania W. 22/11/2015 at 19:15

    Nie, no przesyłka z zoo mnie powaliła! Mama rules!

  9. Kaja 22/11/2015 at 19:56

    BATERIĘ miał Ci on na myśli! BATERIĘ. Litową lub łazienkową, artyleryjską w ostateczności.

    • kanionek 22/11/2015 at 23:09

      Kaja – ja się przyznaję bez ściemniania, że całkiem nie kumaryna ;) Kto miał na myśli? Tę baterię?

      • Buskowianka 22/11/2015 at 23:27

        Ja po dłuższej chwili skapłam, że chodzi o starą ba…. Małego Żonka ;)
        Ale co mi wcześniej przyszło do głowy, to moje….

        • kanionek 22/11/2015 at 23:35

          Omatko faktycznie! Starość nie radość. Kończąc ten dzisiejszy wpis zdążyłam zapomnieć, co było na jego początku :D
          Matko z demencją i butelką Geriavitu, to już?! A właśnie wczoraj zrobił mi się guzek na stawie małego palca u prawej dłoni i boli, i przypomniałam sobie, że w żeńskiej linii rodzinnej wszyscy mają problemy ze stawami. Ale żeby już…?!

      • Kaja 23/11/2015 at 19:08

        Przywykłam. Świat mnie nie rozumie nie od dziś. A i ja jestem starą baterią. Artyleryjską.

        • kanionek 23/11/2015 at 19:51

          :D :D :D
          Nie no, to ja miałam chwilę pomroczności, bo Twoja wypowiedź jak najbardziej kleiła się sensu i kredensu :)

  10. ciociasamozło 22/11/2015 at 20:03

    Zdarzyło mi się wozić autobusem czaszki w reklamówce (krowią i świńską), ale wilcze g. przebija wszystko! Ale, że co, że Twoja Mama poszła do zoo i powiedziała: „Poproszę 2 kg wilczego gó-na bo mojej córce RyżyRyj wyżera Rosoły”?
    Znalazłaś już na Youtubie filmik z instrukcja jak strzyc owce, czy pójdziesz na żywioł? ;)
    A jak już ostrzyżesz to będziesz mieć wełnę do ubrania drobiu http://o2.pl/galeria/brytyjka-robi-swetry-dla-kur-chca-je-nawet-w-kanadzie-5931472742220929g
    Wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia Wąskiego! Pewnie, że wszędzie gorzej niż u Kanionka, ale reszta zwierzyńca z pewnością cichaczem jakiegoś szampana otworzyła z okazji jego wyjazdu.
    Pimpacy jest świetnym dopełnieniem psiej gromadki. No skoro Laser się z nim zakumplował…
    Obsraniec i zasmarkaniec całkiem nieźle wyglądają :)
    Krzywa Carriera, powiadacie? No cóż, niezależnie od wilgotności trzymam kciuki za wszelkie prace remontowo-udoskonalające. Małyżonku, pozostaję pod nieustającym wrażeniem! (i znowu mogę mówić mojemu „popatrz, popatrz, a Mąż Kanionka to to zrobił i to, i jeszcze takie coś” ;))

    • kanionek 22/11/2015 at 22:51

      :D I co, pomaga to mówienie? To może ja swojemu powiem, że Twój zrobił to a tamto, i jak oni zaczną konkurować, to za chwilę obydwie obudzimy się w pałacach :D
      Ej no, ze świńską czaszką podróżować to nie byle co. Trochę jak Behemot ze swoim Junkersem (weźcie mnie zastrzelcie – czytałam tę książkę ze sto razy, a zawsze zawieszam się na Junkersie Behemota. Jak się ten jego cholerny piecyk naprawdę nazywał?!), a Mama po prostu pogadała z naczelnym wetem ogrodu zoologicznego, choć może wypada dodać, że ułatwieniem był fakt, iż Mama jest księgową w gdańskim Zoo, a głupoty, które wypisuję na blogu czyta już pewnie cała księgowość (i w tym miejscu bardzo serdecznie Panie pozdrawiam i życzę smacznych serów) ;)

      Niee, jeszcze filmów nie oglądam, bo do wiosny dłuższa chwila, a chyba na zimę się ich nie goli. Ale zaraz zabieram się za ogarnięcie „informacji ogólnych”, choć spodziewam się dowiedzieć tyle, że owce niewiele różnią się od kóz w kwestii „general maintenance”, poza tym, że rodzą młode o nieludzkiej porze roku i śnieg po kolana im w tym nie przeszkadza.

      No właśnie! Pimpacy jest w pimpkę, a nikt nawet nie napisał, że jaki on kurde śliczny i kochany! (ale jeszcze nie przeczytałam wszystkich komentarzy) A Vader wymiata. Nie tylko kurze zza szafy. Ta mała jest odważna i ciekawska, a odkąd udrożnił jej się nos ciągle by siedziała w misce z żarciem :D I jakoś nie ma już tej twardej piłki w brzuchu – może to urok potrawki z koguta, może to masowanie…?
      Panterowi przestało cieknąć z ryja, zagoiły mu się ranki w okolicy nosa, i pięknie korzysta z kuwety. Co za ulga!

      • Ola 22/11/2015 at 23:34

        No tak! To ja właśnie niżej napisałam o Pimpacym, że śliczny. I jeszcze, znając już nieco udział szaleństwa i przewrotności w życiu Kanionka, obawiałam się klikając enter w tamtym komentarzu, że Kanionek napisze, co jego Mama w Zoo pracuje, ale w buchalterii na przykład. Et voila.
        PS. Bardzo mię się podoba psie łoże, o!

        • kanionek 23/11/2015 at 00:06

          :D
          Dziękuję za komplement, co ja gadam – czystą prawdę o Pimpacym, a że Mama w buchalterii, to oj tam, oj tam. Mama bardzo mocno żyje życiem całego Zoo, zawsze przywozi mi te ichnie gazetki i inne wydruki okolicznościowe, chwali lekarzy i osoby opiekujące się poszczególnymi zwierzątkami etc. i mocno przeżywa każdy problem, z jakim boryka się Ogród. I wysyła mi fotki na komórkę, jak pół księgowości niańczy małą małpkę w pieluszce, co jej małpia mama nie chciała, czy jakoś tak, choć na mojej komórce to można co najwyżej znaczek pocztowy obejrzeć, a i to niewyraźnie ;)

          Psie łoże, ech! To łóżko, które widać na zdjęciu, kupiłam dokładnie pięć lat temu. W wieku lat trzydziestu sześciu dorobiłam się łóżka, o jakim marzyłam, czyli takiego, na którym zmieszczę się nie tylko ja, ale i choć pół książki, bo zawsze jakoś tak lądowałam na łóżkach wąskich jak śledź. A teraz okazuje się, że moje łóżko znów jest za małe, bo WSZYSCY muszą spać koniecznie tu i nigdzie indziej. Koty też czasem się wcisną.

      • ciociasamozło 23/11/2015 at 10:46

        D..a a nie pomaga, ale co se pogadam to moje ;)
        Ale może kiedyś moje brzęczenie i dobry przykład przebiją się przez lenistwo i niemożność podjecia decyzji o wbiciu gwoździa ;)
        (Możesz powidzieć Małemużonkowi, że mój obiady gotuje. O!)

        Poza wełną, porodami w lutym, bee zamiast mee i ogólnym podejściem do świata to faktycznie owce od kóz chyba niewiele sie różnią.

        Vader bardzo mi moja Magrat przypomina. I wygladem i charakterkiem :)
        Osiągnięcia Pantera na polu kuwetowym cieszą mnie nieustająco (chociaż pewnie i tak mniej niż Ciebie).

        Faktycznie jak Mama jest księgową to łatwiej było to wilcze g. wozić z Gdańska :) . Jako wielbicielka Kanionka i jej inwentarza bardzo dziękuję Pani Mamie za poświęcenie, a Załodze Zoo za udostępnienie :)
        I też pozdrawiam Panie z księgowości.
        Żeby tylko RudyRyj zrozumiał przekaz.

        • kanionek 23/11/2015 at 18:38

          To może by, w sprawie naszych małżonków, taką wymianę studencką…? Mój pojedzie i nawbija Ci gwoździ gdzie zapragniesz, a nawet kilka na zapas gdzie bądź, bo to nigdy nie wiadomo, kiedy i na co się taki gwóźdź w ścianie przyda. A Twój u mnie będzie gotował, a ja, jak ta księżna gryzoni, będę siedzieć i instrukcje wydawać: „dobrze wysmażony ma być”, albo „i dwa różne sosy i sałatka!”. Ale po namyśle stwierdzam, że jednak do dupy taka wymiana, bo ani Ty się gwoździem nie najesz, ani ja sobie na talerzu zupy oprawnego w złotą ramkę zdjęcia teściowej nie zawieszę.

          Tak, też o Twojej Magrat pomyślałam, gdy ta młoda zaczęła pokazywać charakterek :D

          A Mama ma jutro urodziny :) Jeśli ktoś chciałby zrobić jej niespodziankę (tylko proszę Was – to jest opcja nieobowiązkowa :D), może wysłać życzenia mailem na eulila/małpa/wp.pl (w tytule może lepiej wpisać „ja od Kanionka”, żeby Mama nie myślała, że atak spamerów ją dopadł)

          • Ola 24/11/2015 at 16:42

            Ciekawy sposób zapisu maila, to przeciw łowcom adresow do spamu?
            Życzeń składać nie potrafię, bom dyplomatyczna ciapa, ale pozdrowienia pozwoliłam sobie wysłać :) I tu też urodzinowo pozdrawiam Kanionkową Mamę :)

          • kanionek 24/11/2015 at 23:49

            Dzięki, Ola :)
            Mama komentarzy nie czyta, ale ja jej przez telefon wszystko kabluję ;)
            A z tym adresem to słyszałam, że tak lepiej, ale zabij – nie wiem, jak to działa.

          • ciociasamozło 24/11/2015 at 20:05

            O rany! przeczytałam dopiero dzisiaj, ale jeszcze zdążę wysłać życzenia :)

          • Ola 25/11/2015 at 00:40

            Skorzystam Skorzystam ze sposoba, co mi szkodzi. A poza tym chyba coś jest po nowemu, bo wskoczyłaś przed ciocię z odpowiedzią? :O

      • ciociasamozło 23/11/2015 at 11:10

        Prymus? znaczy ten junkers :)

        • Ola 23/11/2015 at 11:55

          No właśnie, prymus… ale że też takie szczegóły pamiętacie? Dawno nie czytałam, chyba znów z półki wyciągnę :)

          • paryja 23/11/2015 at 12:33

            „Nikomu nie przeszkadzam, nikogo nie ruszam, reperuję prymus. Poza tym uważam za swój obowiązek uprzedzić, że kot to zwierzę starożytne i nietykalne.”

        • kanionek 23/11/2015 at 18:42

          PRYMUS! Dzięki, dziewczyny, chyba sobie gwoździem na desce ten „prymus” wyryję :)

    • paryja 23/11/2015 at 18:43

      Sweterki z linka cudne :D nie wiem co na to kury, ale ja jestem zachwycona :)

  11. hanka 22/11/2015 at 20:09

    Właśnie, jak Twoja Mama zdobyła i to aż dwa wiaderka tego towaru? I jak długo działa ten wilczy repelent? Bo jak co miesiąc trzeba powtarzać zabieg to może zabraknąć surowca w zoo:-)

    • kanionek 22/11/2015 at 22:29

      Wiejskie legendy głoszą, że wystarczy raz na pół roku, a ja będę miała okazję to zweryfikować. Nie wiem tylko, jak duży promień okręgu wybrać. Moje kury zapuszczają się dość daleko, a linia gówna powinna być granicą, jakiej RR nie przekroczy. Obawiam się, że będę musiała bardzo ostrożnie, po aptekarsku dozować surowiec, żeby wystarczyło na tak długą linię demarkacyjną ;)
      A Mama po prostu pracuje w Zoo…

      • Ola 22/11/2015 at 22:52

        Skromniutko, cichutko, na końcu wrzuciłaś bombę. „Mama pracuje w Zoo”. Czyli miłość do zwierzaków i zrozumienie tak znikąd Ci się nie wzięły… Chyba… Pozdrowienia dla Mamy Kanionkowej.
        Pimpacy piękny i ma ładny uśmiech :)
        Ojeny… Tak czekałam na nowy wpis, że teraz nie wiem co powiedzieć. Tyle zmian. Poczekam na rozwój sekcji komentarzowej. I powodzenia życzę w „gównianej” akcji!

        • kanionek 22/11/2015 at 23:18

          Dziękuję za pozdro, już Mamie przekazałam, że wszyscy są pod wrażeniem transportu odpadów niebezpiecznych w jej wykonaniu :D
          A Mama owszem, lubi i szanuje wszystkie zwierzaki, i miała zawsze anielską cierpliwość do mnie, znoszącej do mieszkania w bloku jak leci: biedronki, pasikoniki, żaby, ślimaki (moje ślimaki miały terrarium jeszcze zanim poznałam takie słowo!), jaszczurki, chore gołębie, a nawet mewę, jeże, chomiki, rybki i co tam jeszcze. Moja Mama jest po prostu dobrym człowiekiem, nie tylko dla zwierząt. W Zoo pracuje jako księgowa, zresztą księgową jest całe życie, ale na szczęście nie żyje jedynie bilansami i tabelkami. Od niej zawsze dowiaduję się, co się nowego w Zoo urodziło – ostatnio na przykład kolejne trzy lwiątka :)

          • Ola 22/11/2015 at 23:36

            Kanionek, tylko NIE LWIĄTKA! Ja Cię proszę. Może jednak ten kuń?

          • kanionek 23/11/2015 at 00:21

            Ale jaki rispekt na wiosce, z takim lwem. Wszyscy tu mają tylko te betonowe pokurcze, a my wyskoczylibyśmy z takim prawdziwym. Problem RR rozwiązałby się sam, bo lew rozprowadzałby swoje gie po okolicy. Żozefin przestałaby się nam wieszać na bramie. Konkurencja w postaci grzybiarzy – pozamiatana. A kuniem to kogo ja wystraszę? Nawet Pimpacy by się uśmiał.

      • wersja 23/11/2015 at 08:02

        ale czy wilcze g. nie powinno też zadziałać na kury jak nie przymierzając elektryczny pastuch? przecież powinny chyba wyczuć i się cofnąć przed zagrożeniem, niecnoty. doktor Kruszewicz – ornitolog i dyr zoo – mówi, że kura podwórkowa, taka grzebiąca, wolnowybiegowa, to jest intelektualna elita wśród ptaków. azaliż myli się?

        • kanionek 23/11/2015 at 18:49

          Omatko… Jeśli kura jest elitą intelektualną, to moje chyba do szkoły specjalnej chodziły, i jeszcze przewagarowały połowę lekcji.
          Nie wiem, jak tam u kur z węchem, ale ja to gie będę w odstępach pewnie kilkunastometrowych rozkładać. Lis się zorientuje, że mu wilkiem śmierdzi, ale kura to raczej ten… Pewnie akurat będzie miała katar i nie zauważy ;)

          • paryja 23/11/2015 at 18:55

            One są super inteligentne, tylko się maskują, bo ludzie by je zaraz wykorzystywać zaczęli zamiast komputerów albo innych wynalazków .
            A kury mądre są i się nie przyznają :D

            Co innego owce :) Owce są jak pratchetowski tłum: iloraz inteligencji najgłupszego trzeba podzielić przez ilość osobników ;)

          • kanionek 23/11/2015 at 20:10

            Czekaj, to się Baśki wkurzą, jak im to powiem. A czytałaś Leonie Swann „Sprawiedliwość owiec”, albo „Triumf owiec”? Tam owce uprawiają filozofię i rozwiązują zagadki kryminalne. No i nie cierpią kóz :)
            Zaraz idę z wiadrem jabłek, marchewki i buraczków do koziarni. Może Baśki dadzą się przekupić i pozwolą mi na bliższe oględziny ich kurtek. Zwłaszcza te pączki z gówna mnie denerwują i już bym je chętnie obcięła.

          • paryja 23/11/2015 at 21:17

            No nie czytałam. Dawno temu słuchałam kawałkami w Trójce i miałam zamiar przeczytać ale zapomniałam, wciągam na listę lektur.

          • kanionek 23/11/2015 at 22:38

            O widzisz, wysłałabym Ci do poczytania, ale gdzieś mi wcięło! A sama bym sobie jeszcze raz czytnęła. Może Mamie pożyczyłam.

          • paryja 23/11/2015 at 23:04

            Proszę: dowód na inteligencję drobiu grzebiącego :) https://www.youtube.com/watch?v=LmM7gw5fY2k
            tresura maluchnego ciptaka klikerem :) czyj pies tak umie ?

          • zeroerhaplus 23/11/2015 at 23:12

            Strasznie mi się podoba, jak ten piptołek się zastanawia, czego oni tak napradę chcą z tymi karteczkami :)

          • paryja 23/11/2015 at 23:16
          • kanionek 23/11/2015 at 23:59

            JAAA CIEEE! Ale bomba :) A jagnię wygląda jak pudelek :D Nie to, co te moje szafy :)

          • ciociasamozło 24/11/2015 at 20:26

            No i zostanie Kanionek mistrzynia klikania owiec :)

          • paryja 24/11/2015 at 21:16

            Kanionku, kiedy wiosną ostrzyżesz owce to Ci niewiele z nich zostanie :) Zresztą pewnie je już macałaś i wyczułaś jak mało jest w owcy owcy właściwej :)
            A z klikaniem stworom różnym, to też bym klikała ale mi rąk brakuje.

          • kanionek 24/11/2015 at 23:46

            No właśnie… Na klikanie trzeba czasu, a i pewnie powtórzyć od czasu do czasu trzeba, żeby z pamięci nie uleciało.
            Baśki macać na razie mi nie dane :D Po ryjku jedna się dała kilka razy głasnąć, ale wciąż jeszcze przerażone są bliskością człowieka. Nie robię im ciśnienia, wszystko w swoim czasie. Sądząc po wielkości łbów, to trochę tej owcy w owcy musi jednak być, no chyba, że nieproporcjonalne są ;)
            A, i przed macaniem naprawdę chciałabym najpierw usunąć z nich to oblepione gównem runo, bo biedaczki zaraz sobie pieczarki na zadach wyhodują. I pewnie to dodatkowy ciężar do dźwigania. Ale wszystko powolutku. Na razie zaglądam do nich często, żeby się oswajały z głosem, widokiem i w ogóle obecnością człowieka w ich życiu. Już są postępy, już wiedzą co to butelka z wodą, i patrzą, czy aby chlebek nie przyszedł ;)

      • paryja 23/11/2015 at 10:52

        Sypiąc to gówno, uważaj Kanionku, żebyś nie zamknęła lisa w zaklętym kręgu :)
        Bo się biedaczyna nie będzie mógł wydostać :)

        • kanionek 23/11/2015 at 18:53

          „żebyś nie zamknęła lisa w zaklętym kręgu” :D
          I dałabym mu wtedy żelazko, żeby odpracował (i odprasował) za swoje grzechy, a potem on by się oswoił i miałabym lisa za stróża przed innymi lisami. Genialne! (no chyba, że on też wolałby spać na łóżku i dupa, znów wycieczki z gównem po lesie)

        • zeroerhaplus 23/11/2015 at 22:24

          I powstanie nowy serial brazylijski: „W gównianym kręgu” :)
          Lis się będzie miotał jak Leoncio a kury kpiły niczym ta cnotka-niewydymka Isaura.
          Czy aby nie pomieszałam seriali? Hmmm…

          • kanionek 23/11/2015 at 22:32

            Mnie nie pytaj, bo mi Mama nawet Isaury nie pozwalała oglądać :D
            Ale jest taki zwyczaj, a może nowa moda, na nazywanie swoich siedlisk. Np. „Leśniczówka pod bukiem”, albo jakieś „Lipowisko”, wiesz, żeby było romantycznie i odróżniało się od domu sąsiada, czy coś. No to my się możemy nazwać „Gówniany Leśny Zakątek”, „Leśniczówka pod Wilczą Kupą”, albo „Cienka, gówniana linia”, coś w ten deseń. Teraz to chyba ja pomieszałam bajki ;)

          • zeroerhaplus 23/11/2015 at 22:59

            Wonne Ustronie, Parujący Wilczy Parów, Stok Pod Kupą, nooooo, możliwości są niezliczone :)

          • kanionek 23/11/2015 at 23:50

            Zalatująca Dolinka, Wilczy O-parów, Krąg Pięciu Przemian Materii…

          • zeroerhaplus 23/11/2015 at 23:07

            A, no i jak już o dupie, to mam motto dla Leśniczówki Pod Wilczą Kupą: per rectum ad astra ;)

            PS. Mnie też Isaury nie pozwalali. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że robią mi przysługę ;)

          • kanionek 23/11/2015 at 23:52

            „per rectum ad astra” :D Pozamiatałaś!

          • ciociasamozło 24/11/2015 at 09:38

            Zeroerha, ja to przeczytałam teraz! rano! w pracy! No nie rób ludziom takich rzeczy po potem się musza tłumaczyć z dziwnych odgłosów! ;)

            Kanionku, jakbyś jeszcze mocz tych wilków zdobyła, to mógłby być „Wilczy Szczaniec”.

            No właśnie niedawno oglądałam japońskie „Wilcze dzieci” http://www.cda.pl/video/2201167c (a pewnie, że płakałam! ekologiczne, o tolerancji, uprzedzeniach i w ogóle)
            I jak te dzieci siusiały dookoła pola to im dziki ziemniaków nie wyżerały

          • paryja 24/11/2015 at 10:33

            Gdzieś wyczytałam (ale nie mam pojęcia gdzie) ze kiedy facet „znaczy teren”:) wokół domu to lis nie podejdzie, coś że testosteron czy feromony … otóż gówno prawda :)

          • zeroerhaplus 24/11/2015 at 10:44

            Hihihi Paryja, znaczył przypadkowo, z lenistwa, czy też planowo i według grafika? ;))

          • paryja 24/11/2015 at 16:02

            Trochę z lenistwa a trochę z upodobań (no że łono natury, czy jakoś tak )

          • kanionek 24/11/2015 at 23:51

            Paryja – mój też twierdzi, że takie praktyki sprzyjają filozoficznym rozmyślaniom i coś tam coś tam o więzi z naturą i głosach przodków ;)

          • zeroerhaplus 24/11/2015 at 16:43

            Może niech się szparagów naje… Gdzieś i kiedyś czytałam, że niemożebnie wonna taka kombinacja bywa, ale nie sprawdzałam ;)

          • paryja 24/11/2015 at 17:43

            Teraz to chyba już po znaczeniu na łonie, bo za zimno.
            Może kiedy Budyń pies będzie już dojrzały (ciągle sika po damsku) to skutecznie zaznaczy teren,

  12. Iwona 23/11/2015 at 07:23

    Dobrze zrobiliście z Wąskim, oby spokojny pan okazał się właściwą osobą. A Pimpacy śliczny, mordka mu się cieszy. Może te kury to tak dla zabawy gania, czy on kurę widział? Posta jednak skradła szanowna Mama. Musi być fantastyczną osobą.

    • kanionek 23/11/2015 at 18:56

      Dzięki, Iwona :)
      Ech, Piękny Pimpacy może i gania dla zabawy, ale zabawa polega na tym, żeby gonić ORAZ ZŁAPAĆ, a wtedy Mając przejmuje pałeczkę… oraz udko, i skrzydełko.

  13. paryja 23/11/2015 at 07:47

    Pimpacy ma cudne brewki :)
    Kiedy zobaczyłam rosół, to cholera słowo daję, zrobiłam w myślach przegląd naszych kogutów. Niestety nie mam uczynnego Mająca i muszę się zadowolić zdjęciem.

    • kanionek 23/11/2015 at 19:00

      Tak, Pimpacy jest takim typem, co raz wygląda jak słodki szczeniaczek, a innym razem jak poważny pan psor od matmy. Zależy, jak brewki ustawi ;)
      A propos rosołu i koguta – jak powiedziałam Żozefin, że próbowaliśmy ugryźć prawie dwuletniego koguta, to nareszcie ONA mogła się pośmiać ZE MNIE. Pouczyła mnie, że koguty to maks. półroczne się jada. Ja jej już nie mówiłam, że półrocznym kogutem zielononóżki to nawet kot by się nie najadł, bo to nie te jej brojlery przecież.

  14. diabel-w-buraczkach 23/11/2015 at 08:30

    łooooowce!!! :) toz to jedne z najcudniejszych zwierzat na ziemi :) Cyrk „U Kanionka” zyskal dodatkowa, wielka, atrakcje! A beda tez lamy? ;)
    No i ten bialy kotek jest strasznie przystojny, nie wiem czemu obesraniec, nie wnikam, ale super przystojny.

    • kanionek 23/11/2015 at 19:13

      Ależ ja Ci natentychmiast powiem: obesraniec, bo nie dość, że przez kilka pierwszych dni miał biegunkę jak stąd do bieguna północnego, to w dodatku obsrywał kąty i moje łóżko, zamiast żwirek w kuwetkach.
      No ale fakt, ładny jest. Nie jest jeszcze cały biały, bo ogon i łapy ma obsikane (zapewne w tej klatce u weta tak się na żółto zabarwił), ale o – ta goła skóra na grzbiecie już wygląda dużo lepiej i futerko też się poprawia; nie jest już taki matowy i szorstki, jak tydzień temu, choć do stuprocentowej cudowności jeszcze mu trochę brakuje.

      Owce są piękne, to prawda :) Nie spodziewałam się tylko, że takie wielkie. Nie mam tu na myśli jedynie grubych kożuchów – one mają ogromne głowy! To chyba jakaś typowo mięsna rasa, ale która to już zabij, zamorduj, nie wiem. (Może tu się ktoś dobrze zna na owcach?)

      Lamy może nie, ale w ub. roku mieliśmy plan pt. alpaki. Że niby na wełnę. Po zbadaniu rynku podaży alpak i rynku zbytu alpaczej wełny wyszło nam, że musielibyśmy wystartować ze stadem 50 sztuk, w cenie minimum 2 tysiące zł. każda, czy jakoś tak. Alpaki bardzo mi się i w ogóle, mogłabym mieć i dla towarzystwa, ale jakoś nikt nie chce pozbywać się alpak za półdarmo ;) No i transport takiego bydlątka ciut bardziej skomplikowany, niż przewóz kozy, czy owcy. Przy okazji – znów się zdenerwowałam, bo facet mi te owce w busie przywiózł. Luzem. Podłoga busa to goła blacha. Pogoda deszczowa, podłoga mokra, racicie śliskie. A do mnie się jedzie przez chwilę pod bardzo stromą górkę. Co się te owce poobijały w tym busie, to aż mnie ciarki przechodzą. Dziw, że nóg nie połamały :-/
      Aha, jakoś tak mi się przypomniało – Pan Audi już zjadł swoje kaczki. Budka pusta, drzwiczki otwarte, na „wybiegu” tylko śnieg.

      • zeroerhaplus 23/11/2015 at 22:26

        Strach się bać, co w tej klatce umieści niebawem…

  15. Barbarella 23/11/2015 at 10:51

    Ta owca z lewej – wypisz wymaluj jeden taki doktor ekspert z takiego jednego Instytutu. IDENTYCZNI są. Może coś kiedyś zmalował na praktykach w terenie?… HMMM.
    Chlipnęło mi się za Wąskim, ale może on własnie potrzebuje być jedynakiem. A nowa psia morda oczywiście kochana (ale nie kochańsza od Majeczki).
    Lamy? Ja stawiam na STRUSIA :) Albo pawia!

    • kanionek 23/11/2015 at 19:27

      Hm. To może tę z lewej nazwę „Doktorek”, po domniemanym tatusiu, bo na razie obydwie nazywają się „Baśka”. Poprzedni właściciel wołał do nich „baziabaziabaziabazia”. I może dodam, że biegły na te jego „bazie” w radosnych podskokach, tyle, że w przeciwnym kierunku.
      No i ta, co wygląda jak doktor ekspert, jest niedotykalska, za to druga, z różowym nosem, pozwoliła mi się dzisiaj głasnąć po wielkim łbie. Ale tylko podczas wciągania owsa, potem to już „idź stąd”.

      Tak też sobie sprawę z Wąskim przedstawiamy, choć i nam się jeszcze zdarzy chlipnąć. Zdarza mi się jeszcze znaleźć w trawie kawałek uszarpanej zębem Wąskiego linki, i myślę sobie wtedy: „Wąski, ty łachudro”, i lekkie szarpnięcie w sercu się pojawia, no ale…

      Nie no, oczywiście, że Mając bierze wszystkie nagrody w konkursach na piękność, mądrość, przytulność i słodkość. A nawet gdyby ktoś inny wziął, to Mając zaraz każe mu oddać ;)
      Ja też stawiam na strusia! Strusia Pimpacy by nie dogonił, a paw… Paw z gołą dupą to jednak nie bardzo.

  16. ng 23/11/2015 at 11:56

    Mama faktycznie nieźle to sobie wykombinowała. Gratuluję!!

    Coś tak czułam, że inwentarz powiększasz – dlatego tak długo posta nie było :)

    A ja ciekawa jestem gdzie masz wyznaczoną granicę :)? Ile więcej zwierząt dasz radę przyjąć? Oczywiście nie pytam z empatii do Ciebie, tylko egoistycznie myślę o tym, że w listopadzie były tylko dwa wpisy, a jak przyrost pogłowia utrzyma się na obecnym poziomie to się może okazać, że Twój blog to miesięcznik, albo nie daj Boże kwartalnik!

    • wersja 23/11/2015 at 12:09

      ng, sory, ale za brak empatii, to teraz połowę z karnych 666 komciów musisz wykonać osobiście.

      • ng 23/11/2015 at 12:42

        kurde, a ja zasadniczo to małomówna jestem

        • Kachna 23/11/2015 at 14:01

          ng – a Kanionek miała jedną małą kózkę…… – i co?
          Także wiesz. Rozgadasz się, że Cię nie poznają.
          Tu wszystko jest możliwe. Nawet niemożliwe.
          …………..
          Zdjęcie – łapa w łapie z Wąskim – ściska w dołku. Mnie.
          Ale ja wiem, że Kanionek robi to co najlepsze dla zwierzaka.
          …………..
          Wilczy wątek mnie pokonał.

          Znaczy tak myślałam. Do Owczego wątku.
          O BOŻE OWCE!!!!!!
          AAAAAAAA!!!!
          AAAAAAAA!!!!!
          Zapytam ojca czy jeszcze ma maszynę do koszenia owiec:)
          Kanionku – czyś Ty zwariowała?? :)

          • kanionek 24/11/2015 at 22:45

            O, Kachna – właśnie dzwoniła klientka z E., ta co po sery przyjeżdżała w każdy weekend, no i ona strzyże psy i na wieść o owcach obiecała, że wiosną przyjedzie i mi je ostrzyże :) Pod warunkiem, że Baśki się do tego czasu cokolwiek oswoją, bo na razie ufają mojej jednej dłoni, i to tylko pod warunkiem, że dłoń podaje chlebek. Bez dłoni z chlebkiem mogę się wypchać ze swoim „no nie bój się, no podejdź trochę”.

          • Kachna 25/11/2015 at 00:59

            O to git.
            Mój tato zapytany o te maszynkę powiedział: Hm Hm Hm Hm…..wydaje mi się, że nie pamiętam ale chyba już musiałem ją gdzieś posiać.
            Koniec cytatu.
            To było jakieś …Jezu – 25 lat temu jak ostatnie barany poszły do innych właścicieli.
            A rozmach miał tata niezły – w najliczniejszym momencie stadko liczyło…65 szt!
            I ja to to PASAŁAM przy pomocy zwykłego owczarka niemieckiego oraz książki;)

    • kanionek 23/11/2015 at 19:35

      Niech mi jednak i jednakowoż wolno będzie zauważyć, że kiedyś wpisów było więcej, ale za to krótsze były! A granice… Powiem tak: za każdym razem, gdy wydaje nam się, że oto właśnie ugryźliśmy więcej, niż jesteśmy w stanie przełknąć, to okazuje się, że w trakcie żucia jakoś to się wszystko układa ;)
      Na razie czuję się syta, a nawet przejedzona, więc planów żadnych nie mam, choć wiadomo, że stado kóz będzie się powiększać. One jako jedyne są w stanie na siebie zarobić i nawet odpalić trochę darmozjadom ;)
      Małżonek coś wspominał o dobudówce do koziarni, albo że może się wynieść z gratami z warsztatu… Jakoś damy radę :)

  17. zerojedynkowa 23/11/2015 at 15:15

    Jak tylko jeszcze sprawisz sobie Kanionku KONIA, to na bank do Ciebie zajadę i za pobyt Ci zapłacę, żebym mogła nacieszyć się Twoją menażerią. Gdyż albowiem moim marzeniem zawsze było mieć dużo zwierzątek, a z powodów logistycznych i materialnych mam tylko dwa koty…
    A ze zwierząt gospodarskich czego Ci jeszcze brakuje? Krowy? Świni? Nutrii? Królików? KONIA?
    Podziwiam i trochę zazdraszczam.
    Powinnaś kiedyś zrobić wpis o tym jak zwierzątka u Ciebie wypiękniały. I zdjęcia poglądowe PRZED i PO (dostaniem się w ręce Kanionka). Takie przeobrażenie „brzydkich kaczątek”. To będzie hicior!

    • kanionek 23/11/2015 at 19:42

      Ech. Taki koń to zje tyle owsa na dzień, co całe stado kóz zapewne. I siana. I osobny boks by musiał mieć, i ogrodzony wybieg. Koń to dzisiaj luksus, prawie jak Lexus ;)
      A króliki i nutrie to chyba nie, bo ja jednak lubię pogadać z żywym inwentarzem, świnka byłaby w bombkę, ale i chlewik by musiała mieć i zjeść też lubi dużo (choć świnkę też bym bardzo), a na widok krowy to Irena by mi całkiem na śmierć umarła :D

      No i ECH! Na razie to ja za pobyt u mnie musiałabym chyba ludziom dopłacać. Za niewygody i niewyględność wnętrz. Tylko zwierzątka mam ładne, to mogłabym ewentualnie odpłatne głaskanie na godziny wprowadzić ;)

      • paryja 24/11/2015 at 15:59

        To może choć osiołka :)

        • kanionek 24/11/2015 at 22:48

          Już mnie nie podpuszczajcie :D Przecież pisałam kiedyś, że osiołka to ja bardzo, ale problem z wyżywieniem taki sam, jak z kuniem. Paryja, jak tam Twoje dwie mądrale? Widać już jakieś kijanki w brzuchu?

          • paryja 25/11/2015 at 07:43

            Okrągleją ! Znaczy dupne kości im dalej sterczą, a niżej i do przodu robią się grubaśne, ale nic im się tam nie rusza (z wyjątkiem saneczek ;) ).
            Romuald na 99% ma coś w środku ale wymacać nie pozwoli, ona tak jak twoje owce, za wartą uwagi uznaje tylko zawartość wyciągniętej prawej ręki ;)

          • kanionek 26/11/2015 at 00:11

            E no, kości dupne to już im raczej tak zostaną. Ziokołek wygląda pod tym względem jak wieszak na bieliznę, ale tak poza tym niczego jej nie brakuje :)
            Kurczę, ta Romuald naprawdę całkiem dzika? Choć w sumie co ja się dziwię. Irenie zajęło kilka miesięcy, żeby się do szczotki przekonać. A moje owce chlebek już z ręki wezmą, obydwie, ale jeden fałszywy ruch i są w stanie przeniknąć przez ceglany mur :D
            Trzymam kciuki za Twoje i moje, oby się ładnie wykociły :)

        • diabel-w-buraczkach 25/11/2015 at 13:08

          Na koniu / osiolku latwiej by Ci bylo robic inspekcje wlosci i okolicy. Takze wiesz, biorac pod uwage fakt, ze wam sie to wszystko dosyc rozrasta – nie taki zly pomysl ;)
          Pozat ym tylko wyobraz sobie: Ty, w tej bialej sukience z Twojego blogowego bannerka, z kosa i wlosem rozwianem, i w kaloszach, na koniu. A za Toba stado rogatych kóz, falujace futrem owce, na koncu kaczki-kury-gesi, a dookola psy pilnujace co by grupa sie nie rozproszyla zanadto. Koty oczywiscie dostojnie, 10 metrów z tylu.
          Czyli taki rodzinny niedzielny spacer do lasu ;)

          • kanionek 26/11/2015 at 00:14

            Ech, piękna wizja, wyobraźnią artysty malowana. A w rzeczywistości to za nami wszystkimi leciałby leśniczy z bloczkiem mandatowym, a za nim dwóch sanitariuszy z kaftanem :)
            Ale miło było się rozmarzyć…

  18. Kachna 23/11/2015 at 15:19

    Czy Łowce mają już imiona?
    Z szoku wyjść nie mogę….
    To ja teraz już nie wiem jak….meeee? Beeee?

    • mitenki 23/11/2015 at 17:39

      Kachna – a miau, a hau, a koko, gęgę i kwakwa to pies?
      Dyskryminacją mi to pachnie!

    • mitenki 23/11/2015 at 17:41

      A mój panter jest obcokrajowiec, bo mówi „eeeł” , o ! :)

    • kanionek 23/11/2015 at 19:49

      Kachno droga, w sprawie imion to już rozsypałam fasolki w odpowiedzi na komentarz Barbarelli, a jeśli chodzi o „mee” czy „bee”, to cóż to za pytanie? Oficjalnym pozdrowieniem w Oborze Kanionka zawsze było, jest, i będzie „mee”! W końcu jesteśmy kozami, c’nie?

      Mitenki – a mnie dzisiaj obudziły potępieńcze jęki Pantera, który – jak się okazało – zaparkował między szafką a zlewem w kuchni, a drogę wyjścia blokował mu Gamoń, wpatrując się weń jak taksówkarz w babcię na pasach. Jak weszłam do kuchni, to Gamoń już udawał niewiniątko i robił „i-i” :)

      • mitenki 23/11/2015 at 21:01

        Oj, one potrafią udawać niewiniątka…

  19. mitenki 23/11/2015 at 20:53

    Pimpacy nie tylko brewki, ale i uszka ma piękne :)

    • kanionek 23/11/2015 at 23:04

      No, uszka ma takie pimpnięte :)

  20. Fredzia 23/11/2015 at 21:04

    Z Wąskim wzrucha, ale słusznie zrobiliście. Psim psychologiem nie jestem, jednak tak sobie kminię, że jak on z budy w pustym obejściu trafił na cyrkowy wybieg (z całym szacunkiem dla artystów), to z nadmiaru nowych bodźców zamiast się wyciszyć, dostał większego pierdolca. Dla zwierzęcia każda zmiana jest traumatycznym przeżyciem, ze stresu mu się sprężynka skręca, no a u Was prędzej by Wąskiemu gwint urwało niż wróciło na prostą. Nie jego wina, że żył u psychopaty i przejął jego charakter. Jest szansa, że w spokojniejszym miejscu szybciej się nawróci ;)
    A Pimpacy jest najcudowniejszym psem na świecie, bo bardzo podobnym do mojej Mani, która za młodszą siostrę mogłaby mu robić :) I też jest przybłędka, ze wsi wzięta, gdzie jak wiadomo koty mają większe poważanie, bo łapią myszy, a pies jak nie ma postury troglodyty i nie wygryza portek każdemu, kto wejdzie za bramę, może zdechnąć wyrzucony w lesie. Mech jadła, korę jadła, a jak się kura napatoczyła też usiłowała zagryźć. Z głodu. I chociaż mam ją od 8 lat, jada więcej mięsa ode mnie i dawno już nie była głodna, nadal potrafi na działce zakopać jedzenie „na gorsze czasy”.
    Rudy – drugi pies błąkający się po tej samej wsi – został wrzucony do worka i wywieziony do lasu przez pobożnych mieszkańców przyjmujących co niedziela komunię. Bo zagryzł kurę. Z głodu. Mój Tata tak długo jeździł po okolicy, aż go znalazł i uratował. Oba psy są z nami tak długo, że powinny już się nauczyć, że zawsze mają pełną miskę, a mimo to nadal przy każdej możliwej okazji starają się najeść na zapas.
    Pimpacy większość życia spędził w zamknięciu, więc wiejski instynkt zagryzania kur powinien być mu obcy, ale może to kwestia pamięci gatunkowej? Jeśli ma wsiowy rodowód jak nasze przybłędy, ten sposób ratowania się przed śmiercią głodową może być mu wpisany w DNA. Pamiętaj jednak, że kundelki są bardzo mądre i na pewno szybciej nauczysz go, że nie musi nic zabijać, by przeżyć, niż dałabyś radę Wąskiego przekonać do pokojowej koegzystencji w stadzie ;)

    • kanionek 23/11/2015 at 22:59

      Ooo, to też masz przytułek dla ocaleńców :) A propos psów o posturze troglo – u Sławków, tych od pralki i jabłek, jest taki Pimpacy, identyczny z naturalnym, NA ŁAŃCUCHU. Budkę ma jak karmnik dla ptaszków, boć mały, a łańcuch to łańcuszek, ale jednak. Przy okazji zbierania jabłek zapytałam Sławków, czy ten łańcuch to dlatego, że piesek kury gania? Odpowiedź brzmiała: „niee…”. No to, mówię, pewnie powsinoga, i wam ucieka? Też nie. Wolałam już nie drążyć, żeby znów nie wyjść na czepialską.

      Z tym żarciem to u nas to wygląda tak: Majka jest tak napalona na miskę, że muszę, MUSZĘ, karmić ją z ręki po trochu, inaczej wciąga bez gryzienia w 15 sekund, a potem albo się dusi, albo rzyga. Dzień w dzień to samo i chyba już jej nie przejdzie, a nadal ma lekką nadwagę i nie jestem nawet pewna, czy ma żebra, bo ich nie czuć pod warstwą tłuszczu. Pimpacy, w tym samym wieku, tyle samo lat w schronisku, do tego w tym samym kojcu z Majką, pies-ADHD, kręcikociołek i struś pędziwiatr, do żarcia podchodzi w stylu arystokratycznym: stoi sobie, albo leży przed miską, pobiera po jednej kuleczce, każdą rozgryza i długo przeżuwa, zanim połknie. Kończy na długo po Laserze, który do tej pory wydawał nam się Psem Jedzącym Najwolniej Na Świecie. Pimpacemu do w pełni arystokratycznego stylu brakuje jedynie elegancko udrapowanej pod gardłem serwety i kilku sztućców, bo srebrną miskę już ma ;) I weź tu zgadnij, dlaczego jeden tak, a drugi inaczej?
      A te kurczaki to on gania dla draki, bo one uciekają, i jest świetna zabawa. Gdy małżonek huknie grubym głosem, to Pimpacy leci do nas z roześmianą gębą, jakby mówił: „no co? ja tylko w berka!”, a kątem oka już łypie w kierunku krzaków, czy się tam jakiś kogut nie odważy grzebienia wyściubić. Ale też wierzę, że uda nam się go przekonać, że takie zabawy są nam niemiłe, tylko to nam zajmie trochę czasu. Każda ubita kura oddala nas od celu, bo jest nagrodą za złe zachowanie.
      Pozdro dla Mani i Tego Drugiego :)

  21. Iwona 23/11/2015 at 21:22

    Vader w statku kosmcznym wygląda…hm, lordowsko?

    • kanionek 23/11/2015 at 22:37

      Jak Jej Lordowska Mość. Ona w tej swojej kabinie na pięterku jest ponad wszystkimi, w nosie ma psy i może sobie obserwować np. zmagania Pantera z Atosem – Atos chce Pantera wyciamkać za kołnierzem, a Panter nie rozumie, po co kotu psi fryzjer.

  22. zeroerhaplus 23/11/2015 at 22:56

    Aaaa no nie mogę, jaki długi wpis :)) Długi wpis niesie ze sobą ryzyko długich komentarzy. Pozwolę sobie wypunktować:
    – wszystkiego najlepszego Wąskiemu u pana Spokojnego. Bardzo słuszne rozwiązanie, moim zdaniem. Dla wszystkich słuszne.
    – Pimpacy!!! Brewki i uśmiech – swoją drogą, ale jak dla mnie rządzi jego imię :))
    – czy ta brązowa beczka na podwórzu, to wędzarnia?
    – ale masz długie włosy, Kanionek!!
    – co do kotów – ściągam (po raz już który?) czapkę z kudłatego łba w wyrazie szacunku do państwa Kanionków. Koty są nie do poznania. Cieszę się, że wyzdrowiały :)
    – czy Lucjan może skonsumować ewentualną miłość do nowych panien do tego stopnia, że pojawi się nowe pokolenie kozłowców? Da się?
    – pani Mamie wielki szacun za rozwiązanie gównianej sprawy z klasą :))
    – foto Mająca na końcu plus podpis —> :))
    – a co małżonek tak kleci w pocie czoła w piwnicy? Szykuje się coś ciekawego?
    – krzywej Carriera nie znałam :) przynajmniej nie pod tą nazwą,
    – post owcum !!!

    • kanionek 23/11/2015 at 23:37

      Imię Pimpacemu wymyślił małżonek – specjalista od trafnych ksywek. Beczka brązowa, czyli należycie zardzewiała, to tak, komin wędzarni. Na niej leży sobie drążek z leszczyny, a na drążku zawieszone haki, a na hakach to już co tam wujenka sobie zażyczy. Na razie głównie ser, a ostatnio schabik.
      Ano, urosły mi te kudły nie wiem kiedy. Trochę uciążliwe, ale boję się, że gdy już zdecyduję się je obciąć, to pojadę po bandzie i znów się ogolę na sierżanta. Ja mam takie skłonności do popadania w skrajności.
      Enotamzaraz, z tym czapki ściąganiem. Tak, jak mi tu radziłyście, zapewniłam im ciepło, dobre żarcie, trochę czułości, trochę delikatnych środków perswazji (przemywanie oczu i wycieranie smarków), a one widać miały dobrą wolę. Zrezygnowałam z wizyty u weta, bo to kolejny stres i podróż w paskudną pogodę. Nie ładowałam w kociaki żadnych cudów farmaceutycznych, jeśli nie liczyć dwukrotnego podania wit. D i wapna, zostawiając sobie te rozwiązania na ewentualność absolutnej konieczności. Udało się, a mogło nie. Los, szczęście, układy gwiazd, kto to wie.

      Podobno da się zrobić kowcę, kozłowcę, czy jak tam, i to jest taki muł, czyli mieszaniec bezpłodny. A czy Lucjan faktycznie zechce, i czy Baśki mu nie porachują kości, to nie wiem :) Na razie żyją w separacji. Dwa dni na diecie woda + siano + trochę owsa unormowały owczą kwestię gównianą (no od gówna nie ucieknę), i zamiast kaszanką w pętach owce znów srają koralikami, jak się należy. Dziś dodatkowo dostały po kilka plasterków marchewki i buraczka, bez szaleństw. Na wypas na razie nie ma po co wychodzić – śniegu po kostki!

      Wielki Szacun Mamie przekażę niezwłocznie :)

      A w piwnicy małżonek najpierw łatał dziury między cegłami (tam była jakaś naturalna zaprawa gliniana i deczko ją wypłukało w paru miejscach), a teraz zrobił oświetlenie na pstryczek, czyli że już nie trzeba będzie z latarką w zębach sterczeć, gdy obie ręce zajęte. A na końcu jeszcze zrobimy wapnowanie i… Dojrzewalnia serów jak malowana ;)

      • zeroerhaplus 24/11/2015 at 10:47

        Ja nie wiem, co Ty masz do tego, że sobie od czasu do czasu czapkę ściągnąć lubię. Ale doceniam Waćpanny o me zdrowie troskę ;)

        Dojrzewalnia? W pytkę :))

  23. zeroerhaplus 24/11/2015 at 10:55

    Jeszcze tak a propos (bynajmniej!) śniegu, co go tyle u Kanionkostwa napadało. Chyba ktoś u was za mocno dmuchnął, bo i do mnie zawiało. I jakkolwiek przyznać muszę, że białe krystmas mnie w ogóle nie ruszają a na widok wigilijnych choinek pod śniegiem nie dostaję rozmiękczenia jajników, to jakoś mi się ten moment podoba, w którym zaczyna padać śnieg. Ten moment, gdy niewiadomo skąd pojawia się pierwszy płatek, jeszcze niewinny i nieśmiały i gdy jeszcze nic nie kojarzy się z zimnem, mrozem i błotem przez następne miesiące.
    Coś w tym jest.

    • baba aga 24/11/2015 at 12:48

      Kanionku szacun za wszystko, dla mamy również za wszystko, nie tylko za gówno ;-) ale przede wszystkim za Ciebie, fajną Cię zrobiła. Takie wpisy w zestawieniu z komentarzami są bardzo wskazane w listopadzie, uśmiałam się do łez, chociaż w listopadzie raczej tego nie robię.
      Zeroerhaplus- strasznie Ci dziękuję za ” rozmiękczenie jajników” brakowało mi tego określenia w słowniku :-D

      • zeroerhaplus 24/11/2015 at 19:34

        Baba Aga :) co słychać? Wszystko w porządku aby?

        • baba aga 24/11/2015 at 20:53

          Dzięki Zeroerhaplus tak aby aby , z powodu drobnych zawirowań na rynku pracy narzeczonego, zaczęłam oprócz etatu zarabiać, a właściwie próbować zarabiać tzw rękodziełem, szyję troszku i nanizuję koraliki i czasu ciut mniej w związku z tym, a pińcet komentarzy nie ułatwia ;-) jestem, ino na pisanie czasu nie styka.

          • zeroerhaplus 27/11/2015 at 12:11

            No to powodzenia na dalszej drodze życia :)

      • kanionek 24/11/2015 at 22:58

        Dziękuję, Babo Ago :) Już Mamie dzisiaj wszystko przez telefon przekazałam :)

    • kanionek 24/11/2015 at 23:38

      A wiesz, Zeroerha, mi się też to padanie śniegu podoba. Hipnotyzuje. Uspokaja. I choć owszem, nie wróży niczego dobrego (bo albo błoto, albo breję, albo przymusowe zajęcia z szuflą), to takie tłuste, mięsiste płatki śniegu wyglądają bajecznie. Kiedy pada wieczorem, gdy już idę spać, to zawsze mam taką wizję, że wstaję rano, a tam do połowy okien zasypane, albo i wyżej. I że trzeba będzie robić tunele: z domu do koziarni, do kurników, do garażu i do kotłowni. I nie wiem dlaczego ta wizja mnie kręci :D

  24. Ynk 24/11/2015 at 14:07

    No jasne, że Pimpacy piękny jest. Ma psa urok. I zawadiacki ogon i brew. A spojrzenie jego każe mniemać, że nie szczeka ci on pod niewłaściwym drzewem.
    I na łoże zwróciłam uwagę, że z jednej strony delikatne, wyrafinowane, kapryśne linie za głową, a drugiej rozmach powierzchni, a ze wszystkich (stron) – że Bardzo Ważny Mebel to jest. Dla Wszystkich :-)

    • kanionek 24/11/2015 at 23:32

      No ba! Na tym łóżku napisały się wszystkie odcinki przygód Kanionka, to na tym łóżku koncentruje się całe wieczorne życie futrzanych domowników, to o to właśnie łóżko trwają zawzięte, a bywa, że i zażarte boje, ono jest po prostu Centrum Wszechświata ;)

      • ciociasamozło 25/11/2015 at 09:28
        • kanionek 26/11/2015 at 01:28

          Już chciałam lecieć z awanturą do Pimpacego, że mnie zdradza z jakąś obcą kobietą, ale nie, to tylko pies identyczny z naturalnym tam śpi.
          A swoją drogą widzę, że konkurencja jest ostra. Jak nic muszę wziąć do wyra którąś z Basiek, żeby Wam zaimponować i wygrać internety :D

  25. mp 24/11/2015 at 17:19

    W pierwszych słowach mojego komentarza uprzejmie przepraszam wszystkich za tę zimę- nie sądziłam, że zawieszenie w oknie kuchennym szydełkowych śnieżynek – w piątek wieczorem- spowoduje, że już w nocy zacznie padać śnieg…
    A teraz do adremu- Mama mistrzynią jest :-))) I dzięki za podpowiedź, bo mam problem z kuną, która uparcie chce ze mną zamieszkać i dzikami, które przychodzą co zimę na najsmaczniejsze w całym J. cebulki tulipanów – a przecież mam kuzyna w zoo !
    Znaczy się , pracuje tam, nie rezyduje. Co prawda, „na pingwinach”, ale może ma jakieś wejścia w wilcze gie ? :))) Muszę zapytać.
    Co do schabu- Małżonek miał rację, żeby z czosnkiem niekoniecznie- robiłam go wcześniej, niż RozWieLidka podała swój przepis i przesadziłam z utytłaniem mojego schabiku w czosnku – efekt był taki, jak ktoś pisał o rozmarynie. A ostatni kawałek leżał w lodówce , aż wysechł na wiór- widzieliście takie cuda ??? Wędlina , która się nie psuje, czary jakieś, panie dzieju.
    Bardzo się cieszę, że kocie bidy trafiły do Ciebie i tak szybko dochodzą do zdrowia- wiwat Kanionek !
    A nad Pimpacym już tyle osób ochało i achało, że tylko dołączę do nich i już .

    • kanionek 24/11/2015 at 23:15

      Aaa! To dzięki Tobie szukałam dzisiaj przez pół godziny szufli do odśnieżania, i przez kolejną godzinę sapałam jak dzik, ryjąc nią w mokrym śniegu? NO TO WIELKIE DZIĘKI, MP! Konfiskuję Twoje szydełko.

      O tak, tak, na kunę też powinno pomóc; podobno Mamy sąsiad z parteru miał problem z kunami w swoim domku letniskowym, i odkąd aplikuje wilcze gówno w bliskiej domku okolicy, ma spokój z nieproszonymi gośćmi. Także gadaj z pingwinami, niech podkradną wilkom trochę surowca ;)

  26. mitenki 24/11/2015 at 22:14

    https://www.youtube.com/watch?v=nC8z00JuFEM

    Może taka lekcja dla Pimpacego i Majaca, żeby nie ganiały kurczaków?

    • kanionek 24/11/2015 at 23:27

      Pamiętam ten odcinek, oglądałam go jeszcze mieszczanką będąc, i nawet nie marzyło mi się wtedy, że będę miała kiedyś taki problem :D
      Tak, z Pimpacym trzeba popracować i to jest do zrobienia, tylko wymaga przynajmniej kilku dni konsekwentnych powtórzeń (pracy z nim przez np. godzinę lub dwie), czyli znośnej pogody, współpracy kurczaków (one się już go trochę boją) no i naszego czasu. Na razie nie mamy dużego ciśnienia, bo Pimpacy to nie taki znów wielki problem, a do Wąskiego to mu o ho! ho!, dużo brakuje :)
      Dwa spacery na smyczy lub pod kontrolą ucha i oka, a po szesnastej, gdy kury w kurnikach, całe psie towarzystwo może szaleć do woli (Pimpacy ostatnio zawzięty na „stróżowanie” – szczeka godzinami jak nakręcony, wszystkie dziki z okolicy już pewnie przepłoszył, więc chyba ujada na księżyc i gwiazdy).

      • ciociasamozło 25/11/2015 at 09:30

        Cały czas schroniska musi odszczekać :)

        • kanionek 26/11/2015 at 00:12

          Albo poczuł się jak ktoś ważny, wreszcie NA SWOIM, a swojego to się pilnuje :)

  27. kanionek 24/11/2015 at 23:05

    KOZY KOCHANE! Właśnie zadzwoniła moja Mama, która dopiero teraz sprawdziła skrzynkę mailową. Nie wiem już, co mam powiedzieć, oprócz tego, że JESTEŚCIE WSPANIAŁE! Mama tak się wzruszyła, że się popłakała, i już natychmiast chciała Wam odpisywać z podziękowaniami za życzenia, ale przekonałam ją, żeby jednak poszła smacznie spać, a jutro też jest dzień ;) Dziękuję Wam; chyba nie wiecie, ile nam sprawiłyście radości :-*

  28. pluskat 26/11/2015 at 08:55

    Tez podziwiam Mame, ze tak dowiozla ten skarb. Zlodziej mialby sie z pyszna, gdyby sie pokusil na torbe z zawartoscia. Owce sa jak wystrojone w wyjsciowe futra eleganckie starsze panie na chudych nozkach, albo jak zwierzatka z kasztanow na zapalczanych nogach. Wygladaja rasowo i maja piekne glowy. Malzonek ma rzeczywiscie talent do celnych ksywek. Pimpacy, chlopak z charakterem, wygral los na loterii, z klatki w objecia Kamionka. Wspanialej Mamie tez wszystkiego najlepszego, nie doczytalam tylko z jakiej okazji.

    • pluskat 26/11/2015 at 09:57

      Kanionku, uwazaj z tym wilczym gownem, bo Twoje wlasne zwierzeta beda sie Ciebie baly.

      • kanionek 26/11/2015 at 10:05

        Ech, niektórym to chyba by się przydało – na przykład takim Pimpacym, co skaczą po mnie i wylizują mi uszy na godzinę przed alarmem budzika, albo kozom, gdy Bożena im wyśpiewa, że mam chlebek w kieszeni, i dziesięć par przednich kopytek skrobie mnie w kurtkę, a ja z tym chlebkiem chciałam się dostać do Basiek :D

  29. wersja 26/11/2015 at 09:29

    Paryja – umarłam ze śmiechu przy tresurze kurczaków. Dzięki za promyk radości w listopadowej studni smutku :)

    • paryja 26/11/2015 at 14:29

      Proszę bardzo :) na zdrowie !

  30. kanionek 26/11/2015 at 10:09

    OGŁOSZENIE SEROWARSKIE: jeśli ktoś ma ochotę na ser, to w najbliższy weekend mam jeszcze wolne zasoby (Bogutek, Ty jesteś zaklepana, nie martw) na około 1,5 kg.
    (ale sprawdzam sobie przepisy na ser typu „feta”, bo jeszcze nie robiłam, i najwyżej mleko pójdzie na eksperymenty)

  31. mitenki 26/11/2015 at 10:26

    Ja mam ochotę na ser! A masz jeszcze trawę i koniczynę?

  32. mitenki 26/11/2015 at 11:37

    OGŁOSZENIE SEROWARSKIE już nieaktualne!

  33. zeroerhaplus 26/11/2015 at 15:31

    Ej no panny, co się dzieje, straciłyście wszystkie siły pod poprzednim wpisem, czy też was zasypało?!?
    Co tak spokojnie na Kanionku?!

    • mitenki 26/11/2015 at 15:44

      Chyba się wypsztykałyśmy pod poprzednim postem i teraz Kanionek, nie dość że notki będzie pisała, to jeszcze i komentarze.

      • kanionek 26/11/2015 at 18:14

        Buhahaha! Wczoraj z małżonkiem wielkie sprzątanie w koziarnio-owczarni, dzisiaj jeszcze dokończyłam pokój dziecięcy, załadowałam więcej siana, bo pod śniegiem kozy jakoś nie chcą ryć, przytachałam gałęzi świerkowych (Baśki też trochę skosztowały), rynce mie opadajo, teraz smażę naleśniki, do tego sery robię i oswajam dzikie owce, i kiedy ja mam te komentarze pisać?
        Ale spoko, nie piszcie, niech Kanionek uschnie ze zgryzoty.

        • Tymofiejski 26/11/2015 at 18:37

          To jest szantaż emocjonalny! Ale proszę bardzo. Owce są fajne.

          • kanionek 27/11/2015 at 17:11

            Oczywiście, że to szantaż, ale nie liczą się środki, które prowadzą do celu (mówiłam, że dwadzieścia lat temu wybadali u mnie skłonności makiawelistyczne?). „Owce są fajne” to i tak o całe trzy słowa więcej, niż powiedziały do mnie owce :D

        • ciociasamozło 27/11/2015 at 11:26

          To my tu cicho siedzimy, żeby nie musiała komentować komentarzy a Tej jeszcze źle ;)
          No nie dogodzisz!

          • kanionek 27/11/2015 at 17:12

            Ale ja lubię Wasze komentarze :)
            („a bo on tak pięknie opowiadał…” – scena w durszlaku, „King Sajz”)

  34. mitenki 26/11/2015 at 19:51

    Eee, zaraz tam szantaż :) Ale coś jest, nie wiem, w powietrzu? Że chciałoby się zalec na kanapie, pod ciepłym kocykiem, z gorącą herbatką (z rumem np. – ktoś wie gdzie można taki pachnący rum do herbaty kupić? bo teraz tylko te bacardi jakieś, a mnie się taki marzy, jaki kupowałam kiedyś w Czechach). I pooglądać, albo poczytać coś fajnego.
    A tu Kanionek pisać nie chce! :D

    Kanionku, mój panter chciałby wysłać Ci buziaka, ale nie wie czy zobaczysz to w swoim telefonie?

    • paryja 26/11/2015 at 21:05

      Rum „seniorita” kiedyś był taki właśnie do herbatki i x lat wstecz leczyłam herbatką z tym rumem złamane serce (hłe hłe :D) i od tego czasu rum pijam tylko z colą ;)
      A herbatkę z sokami lubię, najbardziej chyba z czarną porzeczką domową i pigwą a może pigwowcem (duże gruszki to były, może ktoś mnie oświeci bo ciągle mylę)
      i z sokiem z jarzębiny . Kto wie jaka jest śmiertelna dawka herbaty ?

      Ukradli mi dziś prąd na godzinę i czytałam sobie przy latarce i mi się szczenięce lata przypomniały :)

      • mitenki 26/11/2015 at 21:36

        O, dzięki Paryja. Zapomniałam jak się ten rum nazywał. Chyba jeszcze był czeski – „Tuzemski” ?
        Jak duże gruchy, to pigwa. Czy ona pachnie? Bo pigwowiec i jego przetwory pachną nieziemsko.

        • paryja 26/11/2015 at 21:59

          A teraz te rumy to się nawet nie nazywają rum tylko um :) bo rum jest zarezerwowany dla rumu :)
          No to pigwa bo pachniało marnie ale trafił mi się jeden mały (już wiem pigwowiec) i zapachnił cały wielki słój pigw, pigiew, pigwów ? ;)
          Dziękuję bardzo! postaram się zapamiętać: jak małe to nadrabia dłuższą nazwą :)

          • mitenki 26/11/2015 at 23:28

            Pigiew mi się podoba – 1 pigiew, 2 pigiewy :))
            Rumu Seniorita chyba już nie ma w sprzedaży?

          • ciociasamozło 27/11/2015 at 09:30

            Pigwów najładniej :)

    • kanionek 27/11/2015 at 17:15

      Mitenki – nie, w telefonie raczej nie zobaczę, ale wierzę twojemu kotu na słowo (i trochę się go boję – naprawdę kazał mi pół ogródka cząbrem obsadzić? To jednak prawda, że koty dążą do panowania nad człowiekiem; zaczyna się od mojego ogródka, a później – supremacja nad całym światem!), i przy okazji zapytuję – jak tam katarek? Wysłać chusteczki? Lawendowe, rumiankowe, jaśminowe? Jakie Pan Kot sobie życzy…

      A wczoraj faktycznie był taki dzień, że mi się nawet herbaty pić nie chciało, tylko od razu w niej topić.

      • kanionek 27/11/2015 at 17:17

        Słój pełen pągwiów! Ta pągiew, tę pągiew, tej pągwi… Bądźmy kreatywni, c’nie?

      • zeroerhaplus 27/11/2015 at 17:24

        Eno, przecież wcale nie byłoby źle pod kocimi rządami… Jak tak się rozglądam, to nie widzę lepszych ;)

        • kanionek 27/11/2015 at 17:32

          Nie, no pewnie, już widzę np. to budownictwo kartonowe… I jak wszyscy przymusowo ganiamy za kulką zmiętego papieru, a koty patrzą na nas i mówią: no zobacz, jak fajnie się bawi ten mój człowiek!

        • zeroerhaplus 27/11/2015 at 17:46

          Łojtam. Budownictwo kartonowe i tak uprawiamy, a co do zabaw, to ja tam bym wolała za papierkiem latać, niż w cały dzień w biurowcu papierki przekładać…
          Tylko myszy w pysku nie zniosę. Są granice ;)

      • mitenki 27/11/2015 at 21:12

        O ile pamiętam, powiedział – WSZYSTKO. Obsiać cząbrem.
        Jeśli chodzi o katarek, to oczyska ładne już, tylko poświstuje jak Twoja panna Vader. Chrzanię antybiotyk (już drugi tydzień bierze), zamierzam zastosować Twoją kurację – rosół z koguta i kaloryfer na maksa, tylko nie wiem, czy żeby zadziałało nie jest jeszcze niezbędny czarny ręcznik.

        A panna Vader tak mu się spodobała, że zamierza do niej napisać list :)

        • kanionek 27/11/2015 at 21:37

          No to niech próbuje szczęścia, ale ostrzegam, że ta mała ma wysokie o sobie mniemanie i w absztyfikantach będzie przebierać, jak w ulęgałkach.
          (i być może zainteresuje Was fakt, że Pimpacy smali cholewki do… Kotka. Kotek przerażony. Pimpacy napalony. Mała Vader z pozycji pokrywki od szybkowara rozdaje wszystkim packi łapką, a Mając po omacku próbuje odnaleźć i zjeść Pantera. To nie jest cyrk, to jest Armagedon).
          Aha, czarny ręcznik JEST niezbędny, ponieważ pochłania zarazki. Wiesz, jak czarna dziura.

          • mitenki 27/11/2015 at 21:52

            Jak to śpiewali kiedyś Wet Wet Wet – love is all around :D
            i nie patrzy na takie drobiazgi, jak płeć czy rasa rasa.

            https://www.youtube.com/watch?v=h3gEkwhdXUE

          • kanionek 27/11/2015 at 23:13

            Ale może chodzi o to, że Kotek już jest w stałym związku z Gamoniem (to wspólne gniazdko w sianie…), i po prostu jest mu wierny?

          • mitenki 27/11/2015 at 21:55

            I czemu Armagedon, na lotniskowcu przeca wszyscy wyglądali jak jedna, kochająca się rodzina :)

      • mitenki 27/11/2015 at 21:15

        A Ty Kanionku wystrugaj ładny patyk ;)

  35. RozWieLidka 26/11/2015 at 20:05

    Uch wygrzebałam się z wszystkich must zrobić, załatwić i przeczytać a potem przez 145 komentarzy i się melduje. Powtórze już po wszystkich, że Pimpacy jest the best i Mama jest the best a owce są fest. I nadal ofiarowuje swe skromne nożyczki i łapki na postrzyżyny. A co zrobisz z wełną?
    Pozdrawiam wszystkie kozy i cały żywy inwentarz meee :)

    • ciociasamozło 27/11/2015 at 09:29

      Sądząc po obrzydzeniu z jakim Kanionek opisuje stan tego runa, to pewnie pierwszą partią nawiezie ogródek ;)

      • paryja 27/11/2015 at 09:39

        Sciółkować można runem owczym, a tu jeszcze nawozem wzbogacony :) a może nawóz wzbogacony wełną ?
        Ciekawe jakie dynie wyrosną na owczej wełnie :)

        • zeroerhaplus 27/11/2015 at 12:14

          Po owczej wełnie to chyba nawet ślimak nie przejdzie, nie?
          Poza tym można ocieplać mieszkania, zamiast szeroko niegdyś (i gdyś) stosowanej wełny mineralnej… szpary w koziarni owcą poutykać ;)

          • RozWieLidka 28/11/2015 at 18:48

            Zeroerha no ja cie proszę…. Se to utykanie zwizualizowałam dosłownie. Tak nie można ludziom robić nooo :):):)

        • paryja 27/11/2015 at 13:20

          Kozy były dziś na śnieżnym spacerku, może dwieście metrów przeszły i zrobiły w tył zwrot i pędem do domku :) Chyba im się nie podobało ;)

          • paryja 27/11/2015 at 13:24

            Powyższa moja odpowiedź miała być nieco niżej pod pytaniem Mitenek o kozy, no ale jest tu (ciekawe gdzie będzie to wyjaśnienie ;))

          • mitenki 27/11/2015 at 13:25

            A mają śniegowce? I czapki i cieplutkie szaliki? :)

          • paryja 27/11/2015 at 13:32

            No nie mają! Całkiem gołe je wypuściłam! myślisz że powinnam im uszyć kubraczki ?

          • ciociasamozło 27/11/2015 at 13:32

            Może nie lubią mrożonek skubać.

          • paryja 27/11/2015 at 13:36

            Skubały suszone jabłka z moich kieszeni :) ale śnieg obwąchały z zainteresowaniem :)

          • ciociasamozło 27/11/2015 at 13:36

            Paryja, widzisz to? Las, na całej połaci śnieg, kozy w kolorowych kubraczkach , Ty z fajką…. (to Ty z fajką, czy mi sie pozajączkowało?)

          • mitenki 27/11/2015 at 13:40

            Paryja – domyśliłam się :D Grunt, że na właściwym blogu!
            Kubraczki koniecznie! Kiedyś widziałam na jakimś kozim blogu (Kanionek powinna wiedzieć) koźlęta poubierane w takie śliczne kamizelki :)

            Ciocia – może nie lubią, w końcu kozy to nie renifery :)

          • zeroerhaplus 27/11/2015 at 13:50

            O, tu były te kozy w kubraczkach.
            http://zawadka-jaworzyny-jolinkowo.blogspot.co.at/2012/02/stacja.html
            Ale Kanionek już raz się do kubraczków ustosunkowała (to ostatnio często słyszane słowo) i stąd wnoszę, że kubraczków nie będzie ;)

          • mitenki 27/11/2015 at 13:52

            0Rh+ to jest to!
            A kubraczki nie dla Kanionkowych kóz, tylko kózek Paryi :)

          • zeroerhaplus 27/11/2015 at 13:55

            Uojesu przepraszam za przemieszanie w szeregach ;)

          • paryja 27/11/2015 at 14:23

            Do wizji ze śnieżnym lasem, fajką (tak to ja ;)) i kozami ,muszę sobie sprawić fajkę na długim cybuchu, kozom kubraczki , psu kapelusz a kotom chyba buty :) toż to wielka inwestycja :)

          • zeroerhaplus 27/11/2015 at 14:34

            Tylko rzuć ten Tabex koniecznie, bo inaczej jakże piękną wizję szlag trafi ;)

      • mitenki 27/11/2015 at 10:06

        Dynie będą miały sweterki i czapeczki :)

        • ciociasamozło 27/11/2015 at 11:24

          hi,hi, pomidorki wydziergają je na fasolce szparagowej ;)))

          • mitenki 27/11/2015 at 13:42

            Zwizualizowałam sobie to Ciocia, haha :D
            Pyzate pomidory z uśmiechem na gąbkach szydełkują fasolkami sweterki :D
            Aż się prosi, żeby ktoś to narysował :)

      • mitenki 27/11/2015 at 10:07

        Paryja – jak Twoje kózki?

        • kanionek 27/11/2015 at 17:29

          Paryja, nie daj im się wkręcić w kubraczki :D Bo tak jak mówisz, najpierw kozy, potem kurczaki, koty w butach i tak dalej, rąk Ci zabraknie, a potem każą Ci pisać bloga i wszystko na zdjęciach pokazywać, zostaniesz celebrytką w okowach własnej sławy, potem niechcący weźmiesz dwie dzikie owce, no i w ogóle – nie daj się wciągnąć w wir szaleństwa ;)

          Ale na kurs palenia fajki jak rasowy bosman to bym się do Ciebie zapisała. A skoro mąż Twój takie maski struga z drewna, i pewnie inne upiorinki (upiorne upominki), to fajkę masz też ręcznie robioną? Jakbym tak do listonosza z fajką w zębach wyszła, toby omdlał chyba :) MUSZĘ jakoś zaimponować listonoszowi, który ma fibromialgię i w związku z tym nic nie robi na nim wrażenia, nic! Ani pies w kapciach, ani komunikatywne gęsi, które razem ze mną lecą odbierać polecone, ani… a nie, owiec jeszcze nie widział. Ale owca nie kangur, listonosz pewnie nawet nie mrugnie.

          • kanionek 27/11/2015 at 17:35

            Też nie wiem, gdzie wyląduję z komciem ws. ściółkowania wełną, ale nadążycie :) Nie wiedziałam, że można wełną, choc faktycznie tę pierwszą, gównianą, najlepiej będzie ekologicznie zutylizować, a potem to już tak, jak mówi Zeroerha – będziemy się owcami docieplać! Podłogi mamy zimne jak grobowiec faraona, strych nieocieplony, jeśli nie liczyć warstwy kurzu, więc jeszcze przez długi czas nie muszę się martwić, co ja zrobię z owczą wełną :)

          • zeroerhaplus 27/11/2015 at 17:42

            W okowach własnej sławy…

            Bieeeeeeeedny Kanioooooooooonek :))

          • kanionek 27/11/2015 at 18:01

            Ooooj, jaaakiiii bieeeednyyyy :D
            Na pocieszenie Kanionka Zeroerha robi kolejne sto pompek… Nie, czekaj – komciów robi sto :)

          • zeroerhaplus 27/11/2015 at 18:19

            Ty się Celebrytko W Okowach lepiej nad tym dobrze zastanów, wiesz przecie, że mi się i tak morda pyskata nie zamyka ;)

            Ale i tak wolę komentarze od pompek. Z pompek, to ja znam: rowerową, do materaca….

          • kanionek 27/11/2015 at 19:15

            Ja wiem, że Ty byś podołała :) Ja w Ciebie wierzę jak w Oriona zimą – gdy tylko chłód zacznie kąsać po kostkach i robić dziury w rajstopach, wystarczy spojrzeć w nocne niebo i WIADOMO, że on tam będzie. Ze swoim kordiałem mroźnej zemsty, czy coś.
            A z pompek to ja podobnie, choć ostatnio do zestawu tych znanych doszła jeszcze jedna – pompka od instalacji hydraulicznej C.O. zaczęła nam podejrzanie gwizdać i metalicznie świszczeć, i małżonek musiał ją wyinstalować, rozbebeszyć, przeczyścić i złożyc ponownie, więc już wiem, jak toto w środku wygląda. A wszystko dlatego, że panowie spece zamontowali nam filtr tak jakby na odwrót i w złym miejscu. Filtr nie filtruje, bo jest do góry nogami, pompa zawalona jakimś czarnym chujwiczem, małżonek znów śpiewał piosenki o biednych murzynkach… Ale zrobił, i pompa już siedzi cicho i robi swoje :)

          • paryja 27/11/2015 at 18:25

            „Bo taaaka głuuupia to ja już nie je-estem może głupia ale taka to już nie !” :D
            Fajkę mam najtańszą gruszczankę i jeszcze nie palę jak bosman, nawet nie jak majtek ;) Ale fajkę polecam !
            Nie jestem pewna czy dowolnemu listonoszowi można czymkolwiek zaimponować , oni chyba przechodzą specjalne szkolenia, i praktykę w szpitalach psychiatrycznych ;)

          • kanionek 27/11/2015 at 19:18

            :D
            To faktycznie wyjaśnia, skąd ten stoicki spokój mojego listonosza. A czy to prawda, że fajkę można w każdej chwili wetknąć w kieszeń i się nie spalić?

          • paryja 27/11/2015 at 19:25

            Nie wiem jak inne fajki ale moja w kieszeni gaśnie :)
            I po ponownym odpaleniu nie smakuje petem (no chyba że mi substancje smoliste wyżarły kubki smakowe ;) )

          • kanionek 27/11/2015 at 21:28

            A to dobrze, że gaśnie, i że nie smakuje petem. W zamian za te cenne informacje dam Ci taki cynk: nigdy, NIGDY, nie bierz dwóch zdziczałych owiec pod swój dach. Co ja się naganiałam, żeby je do koziarni zapędzić… Jak wchodzą owce, wyłażą kozy, jak włażą kozy, owce uciekają. W dodatku owce, cokolwiek robią, to obowiązkowo w panice i na oślep. Niby są tylko dwie, ale przysięgam – łatwiej zapanować nad dwudziestoma kozami, niż tymi dwoma dzikami w owczej skórze. Aż mi ich znowu żal, bo widać, że to czysty lęk. Normalnie zamknięcie kóz na noc zajmuje mi pół minuty, bo same włażą gdy mnie widzą, a nawet jeśli ktoś zamarudzi i chce się dłużej pogapić w gwiazdy, to zaprowadzam delikwenta/tkę ręcznie, a dziś zajęło mi dobre 10 minut, żeby wszystkich zgromadzić pod jednym dachem i uspokoić (bo niektóre kozy wpadały i wypadały po kilka razy i zrobiło się zamieszanie, więc Bożena zaczęła rozdawać wszystkim jebutki z bańki, tak dla kurażu), a owce omal nie wywróciły wysokiego na dwa i pół metra rusztowania, które sobie zbudował latem małżonek. Stało, stało, kozy obgryzły je z kory, już prawie korzenie zapuściło, a tu o – dwie owce i wielka demolka. No więc ten, owce NIE, chyba że młode lub już oswojone ;)

          • paryja 27/11/2015 at 21:57

            Jeszcze nieźle pamiętam co potrafią spanikowane owce (wystarczy jedna spanikowana, reszta pójdzie za nią ).
            Nie martw się Kanionku, one się uspokoją nieco. Nie będę Ci obiecywać bukwiczego ale będzie lepiej :) Mają też na tyle małe rozumki że mogą uznać że są kozami, a wtedy już z górki :)

          • kanionek 27/11/2015 at 23:08

            Ale się trochę z nich dzisiaj pośmiałam. Jakąś godzinkę temu poszłam do koziarni z gotowanymi ziemniakami, tak po jednym na łeb, zamiast czekoladki na dobranoc ;) No i gdy weszłam do owiec i rozdałam, co miałam, to tę ufniejszą udało mi się trochę podrapać po karku (dokopałam się przez runo do owcy!). No i TAK jej było dobrze, że wykrzywiła głowę, wywracała oczami i mełtała na boki jęzorem, aż w końcu wzięła i zaczęła skubać wełnę tej drugiej, z wąskim pyskiem, co się nadal mnie boi jak diabeł święconej wody. Chciałam ją całą podrapać, ale dajcie spokój – ta wełna jest tak zbita, że naraz można w nią wcisnąć tylko jeden palec i gmerając długo przebić się wreszcie do skóry. Z kozą łatwiej – szczotka w ruch i Bożena jak zahipnotyzowana ;)

            Ale tak się zastanawiam… Jak bacowie doją/doili te swoje owce, jeśli one takie nietykalskie? I czy mam rozumieć, że wszystkie te święte obrazki z Jezusem trzymającym baranka na barana lub owieczkę w objęciach to fejki? Nie wierzę :D Owce na pewno da się oswoić, tylko nie wiem, czy z takimi starymi wyjadaczkami to się uda :-/ A ja chcę się przytulić do miękkiej, owczej twarzy, tak jak do koziej. Dzisiaj ta z szerszym pyszczkiem dotknęła nosem mojego nosa i już to sobie zaptaszkowałam jako sukces :)

          • mitenki 27/11/2015 at 23:14

            Kozy na początku – Irenka i Bożenka – też były dzikie, a oswoiły się :)

          • mitenki 27/11/2015 at 23:15

            To i łowiecki się oswoją :)

          • kanionek 28/11/2015 at 22:43

            Mam taką nadzieję, już nawet nie dla mnie, ale dla ich dobra. Nadal chodzą obwieszone gównem jak choinki. To muszą jakieś zestarzałe zasoby być. No i do tych raciczek też bym się dobrała… A Bożena z Ireną owszem, były dzikie, ale nie miały takiej siły rażenia co owce i zdecydowanie bardziej inteligentnie uciekały, NIE NA OŚLEP. No i ile mi czasu zajęło, żeby przekonać Bożenę do zważenia jej na wadze łazienkowej, w moich czułych objęciach – dwa tygodnie? Z tymi owcami będzie dobrze, jak za dwa miesiące pozwolą mi obejrzeć swoje ogony. Baj de łej – długie mają te ogony. Dopiero doczytałam, że owcom się ogonki obcina! A moje mają takie naturalne, długie i bimbające :)

          • paryja 27/11/2015 at 23:41

            Kiedyś musiałam doić owce, bo jedna odrzuciła młodego, więc kradłam mleko pozostałym i wcale się nie zastanawiałam czy one pozwolą, tylko przykucałam i doiłam, a one nie protestowały, nie skakały po suficie, spokojnie stały . A wcale nie były szczególnie oswojone, mam wrażenie że one mnie zwyczajnie ignorowały.

          • kanionek 28/11/2015 at 22:38

            Ha! Skoro ignorowały, to były obyte z obecnością człowieka w ich życiu. Moje patrzą na mnie jak na inwazję z Marsa. Nie ma mowy o przykucnięciu przy którejś z nich, no chyba, że zechcę mieć dziurę wybitą w ścianie koziarni, taką w kształcie owcy :D
            Owszem, pyskiem się zbliżą, zwłaszcza jedna, ta odważniejsza podejdzie, gdy wyciągnę dłoń ze smakołykiem, ale muszę po pierwsze kucać, po drugie nie ruszać się, a po trzecie po pobraniu fanta owca wycofuje się i znów patrzy na mnie, jak na wspomnianą na wstępie inwazję obcej cywilizacji. Ale ja mam czas… :)

          • Ynk 29/11/2015 at 11:06

            Ale powiedz, że nie będziesz w objęciach ważyć owiec na wadze łazienkowej, Kanionek, powiedz, obiecaj, że nie będziesz

          • kanionek 29/11/2015 at 11:44

            Powiadam, obiecajam :D
            No w każdym razie nie teraz, gdy one są objętości tej beczki do wędzenia ;) Jak je ogolimy, kiedyś tam na wiosnę, to się zobaczy, ile owcy jest w owcy i oceni, czy Kanionek da radę je podnieść. Jeśli nie, to może małżonek. Wolałabym wiedzieć, ile ważą – mogłabym się wtedy pokusić o rozszyfrowanie rasy (są takie tabelki mówiące, ile powinna ważyć maciorka danej rasy. MACIORKA! Wiedziałyście, że samica owcy to maciorka? Straszne rzeczy…), no i wiedziałabym w razie czego jak podawać leki, np. na odrobaczenie.

          • mitenki 29/11/2015 at 13:58

            Tak mię przyszło do głowy – Kanionku, czy ten serdeczny, powitalny transparent wciąż wisi przy wejściu do koziarni? Jeśli wisi, to ja się łowieckom nie dziwię, że spanikowane…

          • kanionek 29/11/2015 at 14:07

            No właśnie wisi i nie wiem, co teraz z nim zrobić. Zamalować sprejem tę część o owcach? Taką ładną tabliczkę kozy zrobiły, a wszystko na nic.

    • kanionek 27/11/2015 at 21:40

      RozWieLidka – tylko jak, JAK my to zrobimy, z tymi postrzyżynami? Ja Tobie wyślę owce, czy Ty do mnie ręce i nożyczki?

      • RozWieLidka 28/11/2015 at 19:02

        To ja mogę wysłać ręce z nożyczkami oraz resztę siebie jako obstawę coby na poczcie tych cennych artefaktów nie ukradli ;)

        • kanionek 28/11/2015 at 22:28

          No to już prawie tak jakby jesteśmy umówione :D
          Kiedy się właściwie strzyże owce? W sensie miesiąca, bo że „na wiosnę” to wiem :)

  36. ciociasamozło 27/11/2015 at 11:33

    http://turystyka24.tv/w-polnocnej-walii-jako-hotspoty-wi-fi-posluza-owce/
    Kozy chyba jeszcze lepsze bo z upodobaniem lażą „po zwyskach” i zasięg większy ;)

    • Kachna 27/11/2015 at 12:07

      To jest najlepszy dowód, że ten świat się kończy!
      Wełniste wifi…..
      Jeszcze niech dżdżownicom wszczepią takie nanowifi.

      W rama protestu będę dziś szyć ręcznie.
      I odpalę przeźrocza. Takie na szpulkach. Moje ulubione np. Książę i żebrak.

      Jako matka – potwór, wieczorem odcinam wifi. Bo mi się z telefonami pod kołdrami chowali….
      Chyba to moja porażka wychowawcza.
      Ale….odcinam wifi i wcinam SIĘ. Oraz muzykę z innego niż telefon nośnika. Ze słuchawkami.
      Cholera jasna psiakrew.

      Meee

      • ciociasamozło 27/11/2015 at 12:23

        Popieram, że odcinasz (a sama wcinasz się) :)
        Jako podła mać pozwalam Młodemu siedzieć przed kompem tylko tyle ile był na dworze. No a że do szkoły blisko, lekcji dużo, wcześnie robi się ciemno… jakoś tak w tygodniu biedaczek to za wiele nie posiedzi. I przyczyniam się do jego zacofania technologicznego i wyalienowania towarzyskiego bo nie ma smartfona. Biedne dziecko pod kołdrą musi chować się z latarką i książką.

      • ciociasamozło 27/11/2015 at 12:24

        Kachna, a co szyjesz ręcznie? pochwalisz się?

        • Kachna 27/11/2015 at 13:02

          Nie ma się czym chwalić….zwykle …naprawiam. Zwykle maszynowo jednak. A i potrafię uszyć sobie spodnie – mając (Majac??!) sprute stare na wzór:)
          Teraz będę naszywać koraliki na czarną bluzeczkę. Koralowe koraliki.
          Ale maszyna często jest w użyciu. Skracam, zaszywam, ostatnio zwężam – hura!
          I nie lubię jak mnie dusi pod szyją – więc powiększam dekolty często;)

          • ciociasamozło 27/11/2015 at 13:30

            Eeee! jak spodnie potrafisz, to Ty miszczu jesteś!
            A kolorowe koraliki też niełatwe i cierpliwości wymagają (pochwal się efektem na forum!).
            Duszące ubrania to zuo! (a swoja drogą tarczycę sobie sprawdzałaś? bo ciśnięcie pod szyją to podobno może być jednym z pierwszych objawów powiększenia tarczycy :( ).
            Ja ostatnio ręcznie bo: 1′ nie miałam siły walczyć z maszyną, która sobie właśnie umyśliła, że bedzie szyć tylko do tyłu, a do przodu to mogę się wypchać splątaną nitką, 2′ praca weszła na etap, że tylko ręcznie. I już straszyłam, że jak skończę to pokażę :)

          • zeroerhaplus 27/11/2015 at 13:53

            Pokazujcie, pokazujcie!!!!
            Ja właśnie wchodzę w stopnień wtajemniczenia „pokrowiec na sofę” i mnie jakoś brakło po drodze (po jednej podusze…) Może łyknę trochę mobilizacji i motywacji patrząc na Wasze dzieła :)
            Nowy wątek jakiś może? Hę?

          • zeroerhaplus 27/11/2015 at 14:20

            Miałam na myśli (powyżej), żebyście nowy wątek na forum założyły!
            Bo jak to przeczytałam, to wyszło na to, że mam dość gadania o szyciu, a to nie tak ;)
            Te skróty myślowe mnie kiedyś dobiją…

          • kanionek 27/11/2015 at 17:41

            Maszyna szyjąca tylko do tyłu :D :D :D Ciocia, a jakby ją przechytrzyć, i usiąść z tyłu maszyny…? Ale ja się tak znam na maszynach do szycia, i w ogóle szyciu, że może zamilknę. TAK! Zakładajcie wątek i pokazujcie! Koraliki, kolorowe jarmarki, poduszeczki na patyku i blaszane pokrowce, JA BĘDĘ SOBIE OGLĄDAĆ :)

  37. mitenki 27/11/2015 at 13:43

    Kanionkowi to się chyba wiaderko z netem wyczerpało?

    • zeroerhaplus 27/11/2015 at 13:54

      Poniżej czterystu nie będzie krawiatury fatygować ;))

      • mitenki 27/11/2015 at 14:14

        Tak sądzisz? Kanionek, nu pagadi! :D

      • zeroerhaplus 27/11/2015 at 14:18

        Małej prowokacji nigdy za wiele ;)

        • kanionek 27/11/2015 at 17:45

          :D
          Się mie nic nie wyczerpało. Ja się wczoraj wyczerpałam, a dzisiaj zajęta byłam (bo wiesz, Mitenki, czyjś kot zamówił u mnie dużo sera), niedawno wróciliśmy piechotą od Żozefin, a zaraz trzeba będzie coś zjeść, do kóz i owiec znów zajrzeć, kurczaki policzyć (wczoraj nie liczyłam) i takie tam.

          • mitenki 27/11/2015 at 20:58

            Ja nie wiem Kanionek, z kim Ty interesy robisz… z kotem? :D
            A chociaż wypłacalny jest?

          • kanionek 27/11/2015 at 21:31

            ON tak, ale na Twoim miejscu sprawdziłabym, czy Twoja karta płatnicza jest na swoim miejscu :D Jeśli nie, szukaj w kuwecie, albo w jakimś kartoniku…

          • mitenki 29/11/2015 at 14:03

            Nie chcę Cię martwić, ale nie mam karty płatniczej. Popadłszy w bezrobotność zrezygnowałam z takiego luksusu.

            (to czym on Ci zapłaci?)

          • kanionek 29/11/2015 at 14:09

            Funtem kłaków?
            A ja mam konto w mBanku i tylko zwykłą kartę, bez kredytowych i innych płatnych. Jedyny minus jest taki, że od jakiegoś czasu mBank wprowadził zapis, iż jeśli w ciągu miesiąca kalendarzowego nie zapłacę kartą za zakupy na łączną kwotę minimum 300 zł, to potrącają mi karniaka w postaci bodajże 5 zł.

  38. zeroerhaplus 27/11/2015 at 17:51

    Wiedziałam, że gdzieś to już widziałam.
    O:
    http://www.lagerhaus.at/schnecken-bekaempfen-und-unkrautschutz-mit-schafwolle+2500+1860497
    !!
    Jak wół: ściółka na metry owczowełniana, i bariera dla ślimaków też. I to w „wioskowym” sklepie!
    Aż się boję sprawdzić cenę… ;)

    • kanionek 27/11/2015 at 18:03

      Jeżu tkany bawełniany! Ale ta wełna to już wersja pro, taka sprasowana i w ogóle. Swoją to mam tak rzucać w kłębach, czy jak? No chyba, że mi Rudy wyprasuje.

      • zeroerhaplus 27/11/2015 at 18:21

        Rudy nie dość, że wyprasuje, to jeszcze lokówką wokół sałaty zawinie.
        Sama widziałaś, że klikerem cuda idzie ze zwierzyny wyciągnąć ;)

  39. kanionek 27/11/2015 at 17:58

    Kachna :D
    Wyobraź sobie, przychodzi dziś paczka od Ciebie. Małżonek twierdzi, że zamawiał tylko dwie puszki, więc ze zdziwieniem odbieram od kuriera paczkę, która ledwo mi się mieści w objęciach, a do tego ciężka, jakby zawierała składaną lufę armatnią. No nic, myślę sobie, małżonek marudził, że puszki mają być duże i solidne, to pewnie sumienna Kachna poleciała do warsztatu dziadka i własnoręcznie odlała te puszki z żeliwa. Oddałam paczkę zamawiającemu i poszłam do koziołków, wracam po kwadransie, małżonek woła, żebym przyszła. Paczka otwarta, dokoła małżonka PEŁNO PUSZEK, a on sam pyta: „Kanionek, po czym poznać, że paczkę pakowała kobieta?”. No to bez namysłu odpowiadam, że po tym, że wszystko jest ładnie, tematycznie spakowane i nic w środku nie lata, no i przy pakowaniu zużyto dużo taśmy klejącej. „Tak”, mówi małżonek, „ale to jeszcze nie wszystko. Masz, odkręć sobie” – mówi, i wręcza mi dużą, dziwnie ciężką puszkę. Biorę śrubokręt, odkręcam śrubki trzymające wieczko, a tam! A tam! A tam śliwki nałęczowskie w czekoladzie! I w drugiej puszce też! :D Matko z czekoladką… Myśmy o tych śliwkach, pamiętam, jakiś rok temu pisały w komentarzach, i ja wzdychałam, że w moich okolicznych sklepach tych śliwek nie sprzedają :) Dzięki :)
    Aha, a słuchaj, Kachna… Bo ja nie na czasie jestem. Te talerze i miseczki, co pachną jak otręby pszenne, to JAK ICH SIĘ UŻYWA?

    • kanionek 27/11/2015 at 18:11

      …a małżonek zadowolony, już grzebie w tych puszkach i coś przykręca. Weszłam na chwilę nieopatrznie, grzecznościowo pytam, czy fajne te puszki, no i musiałam oglądać :) Że o, ta fajna, i ta, bo ma to i to, a ta jest podtynkowa, a gdybym miał tę, gdy robiłem tamto, tobym się tak nie nawkurwiał, itd.

    • zeroerhaplus 27/11/2015 at 18:22

      Kachna, niezła jesteś :))

    • Kachna 27/11/2015 at 18:46

      Oj tam, oj tam!
      Dobrze że doszły.
      Śliwki pamiętam. Bo ja pamiętliwa jestem;)
      Talerze i miseczki – tak sobie pomyślałam, żebyś sobie święto kilka razy zrobiła i zmywania nie miała.
      Nie wiem – ale chyba nawet inwentarz może pożreć je.
      A puszki? Nie miałam mniejszego kartonika:)
      Niechaj się przydają.

      • kanionek 27/11/2015 at 19:08

        Aaa… Czyli dobrze myślałam, że one jadalne są! W życiu takich cudów nie widziałam :) A jakie ciężkie – dobrze sprasowane. Gdybym dała taki Bożenie, cały dzień by go rozpracowywała. Ha! Już widzę moje kozy, które jak psy leżą i męczą gryzaki :D Ale nie, zostawię sobie ten komplecik na jakąś ciekawą okazję i zadam szyku na wiosce, czy coś :) A śliwki tymczasem znikają…

        • mitenki 27/11/2015 at 20:56

          Poka jadalną zastawę!

          • kanionek 27/11/2015 at 21:30

            Jak nie zapomnę, to wrzucę fotkę do wpisu, który być może niebawem, o ile nie zostanę stratowana przez własne owce :)

  40. Kachna 28/11/2015 at 10:20

    Złota porada Kachny z rana –
    Stado owiec jest bardziej sterowalne niż dwie owce.
    My kiedyś zaczynaliśmy od czterech i nam się rozłaziły w cztery strony świata.
    Jak było koło czterdziestu – git. Pędziły za przywódczynią. Wystarczyło ja zlokalizować. I ja oswajać;)
    A tak serio to powyżej prawda.
    Choć pamiętam, że jak tylko usłyszały taty mojego gwizdnięcie (ja sobie mogłam gwizdać ile chciałam) – to pędziły wszystkie do owczarni na złamanie karku i…ogrodzenia – bywało.
    Ale to naprawdę fajne stwory.
    Także.
    Do przemyślenia:)
    Miłego dnia.
    Meeee

    • kanionek 28/11/2015 at 22:34

      Całkiem spoko ta złota porada z rana, com ją z wieczora przeczytała, ale ja jeszcze na całe stado owiec nie jestem gotowa :D
      Te moje dwie ynteligętki na razie trzymają się tak bardzo razem, jakby zrośnięte były, no i zawsze jakieś 10 metrów za kozami, więc nie jest źle, tylko ta ich panika z byle powodu… Ja wierzę, że mogą rozwalić ogrodzenie, bo widziałam ten ich owczy pęd, aż ziemia dudniła. A że fajne stwory to NO PEWNIE, ŻE TAK!

  41. kanionek 28/11/2015 at 20:05

    Robię sery (Mitenki – znalazłam jeszcze trochę suszonego cząbru własnej uprawy – powiedz kotu), i nowy wpis na raty, ale ponieważ małżonek od kilku godzin tkwi w koziarni montując dodatkowe oświetlenie na porodówce i w pokoju dziecięcym, to muszę naciągnąć kalosze i iść napalić w piecu. Nie cierpię drania. Piece kaflowe są spoko, ale ten czarny potwór od C.O. to inna para wiaderek z węglem. Jak wrócę, to Wam odpowiem ws. owiec.

  42. mitenki 28/11/2015 at 21:52

    Uważaj na piec! Z lektury bloga Barbarelli wiem, że piece to podstępne i złośliwe bestie.
    Przekazałam kotu, odtańczył czardasza z radości :)

    • kanionek 28/11/2015 at 22:26

      Taa, ale Barbarella miała piec na olej opałowy i u niej chyba głównie siadała elektronika, robiąc domowników w jajco, a u mnie tradycyjny piec na wungiel. Co oznacza, że nie wciskasz przycisku „start” i nie idziesz sobie do wanny z gorącą wodą (no fakt, Barbarella też nie zawsze mogła iść), bo zamiast przycisku „start” jest porąbane uprzednio drewienko i zapałki, a potem dygane wiaderka z węglem ;) I wg nowej teorii małżonka lepiej jest łazić i dorzucać wungla po trochu, czyli kilka razy iść w ten ziąb dokoła domu, niż raz zasypać i mieć w dupie. Bo piec mamy dość duży i zasypywanie na maksa najlepiej sprawdza się przy temperaturach typu minus dwadzieścia, a tak to tylko się kisi ten węgiel i czadzi.
      No i nie wiem, jak to wygląda w piecach olejowych, ale nasz trzeba czyścić codziennie z sadzy (tzn. komorę spalania), ruszt z popiołu i kamieni, które zawsze są w węglu, wyczystki też sprawdzić pod tym kątem, no i popiół wynosić, i tak ogólnie rzecz biorąc – brudna robota to jest i zawsze na mrozie, bo gdy temperatury dodatnie to raczej z kaflowego korzystamy (choć wtedy w kuchni i łazience zimno jak diabli).
      A uważać to owszem, też trzeba. Ten piec już kilka razy mnie na śmierć wystraszył, gdy np. po całkowitym zasypaniu węglem nagle dostał zgagi i zionął ogniem z tej komory, w której normalnie zbiera się popiół i którą piec zaciąga powietrze potrzebne do procesu spalania. Nienawidzę, gdy on mi robi „smoka”, umieram wtedy prawie całkiem na amen. Taki piec ma moc…
      A Twój kot to ma szczęście :)

  43. pluskat 29/11/2015 at 12:27

    Palenie w centralnym jest mi dobrze znane z mlodosci w PRL-u, zabawa z popiolem i inne atrakcje. Ale smoka nasz nie robil. Poza tym rozpalalo sie drewnem i weglem a potem do pelna koks i przymkniete drzwiczki. Piec byl w piwnicy i rano przy rozpalce kaloryfery tak milo stukaly, zapowiadajac rozkoszne ciepelko. Nie pamietam, co sie robilo z popiolem.

  44. zeroerhaplus 29/11/2015 at 12:57

    A teraz z innej beczki: właśnie się spostrzegłam, że koszyczek w pyszczku Pippi to fotomontaż :)

    • kanionek 29/11/2015 at 14:06

      Jaki fotomontaż? Ona do tej pory z tym koszyczkiem chodzi, jajka kurom podbiera i mi do kuchni przynosi :)

    • Kachna 29/11/2015 at 14:09

      Zeroerhaplus a co pijesz żeś się tak wnikliwie obrazkom przyglądać zaczęła?
      ;)

      • kanionek 29/11/2015 at 14:12

        Napar z zimowej nudy :D Zeroerha, musisz sobie kozy jakieś przygarnąć. I strusia :)

        • zeroerhaplus 29/11/2015 at 15:16

          Struś czeka do marca ;)

          A co do przyglądania… Wchodzę na kanionek.pl – nic nowego. Wchodzę chwilę potem – null, zero. I tak dalej. No to co mam robić? Se obrazki oglądam ;) Żeby na darmo nie wchodzić ;)

          @Kachna – to nie tak :) Jak piję, to mi się świat rozmywa i wtedy nawet pancernika od mrówkojada nie rozróżniam… Poza tym do siódmego grudnia stosuję abstynencję kontrolowaną :)

          • Kachna 29/11/2015 at 16:30

            Ty, ale one są naprawdę podobne…te pancerniki mrówkojady….
            A ja dziś tylko na zielonej herbacie – fakt duuużo zielonej herbaty bom ze śledziem po szwedzku przesadziła i zalewam wątrobę herbatą.

          • paryja 29/11/2015 at 16:35

            Abstynencję kontrolowaną też stosuję :) właśnie kontroluję potencjał winka akacjowego, całkiem na trzeźwo, żeby nie było że piję :) a winko potencjał ma, oj ma , żeby tylko zdążył się rozwinąć ;)

          • zeroerhaplus 29/11/2015 at 16:57

            Paryja, że tak po żulersku zapytam: a ile volt ma ono, to wino, mieć? ;)

          • paryja 29/11/2015 at 17:08

            Nie ma mieć ino ma :) około 9-11 bo dokładnie to nigdy nie wiem, nigdy nie chce mi się dokładnie planować,projektować ani pamiętać że o zapisywaniu nie wspomnę ;) Pisząc o potencjale myślałam o walorach smakowo, węchowo, wzrokowych :)

          • zeroerhaplus 29/11/2015 at 17:26

            Aaaa to wybacz winną ignorancję :)
            Gratuluję zatem jakości wyrobu :)

            A na winie się, jak widać znam, jak ten wyżej wymieniony mrówkojad… albo pancernik ;)

          • paryja 29/11/2015 at 18:15

            Ach, wybaczam ;) i dziękuję ;)
            Właściwą jakość czy też pełnię możliwości winko osiągnie za jakiś rok , ale pewnie jak zwykle nie dotrwa :) Klarowne znaczy można pić ;) chociaż co roku sobie obiecuję że tym razem …..

          • kanionek 29/11/2015 at 18:55

            Twarda bądź! Moje jeżynowe już też całkiem dobre, ale nie upiję ani łyka więcej, dopóki nie wybuchnie słoik ze zsiadłym mlekiem. A na razie mu się nie zanosi.

        • mały żonek 29/11/2015 at 15:42

          @0RH+ zajrzałem i nie bardzo wiedziałem o co chodzi z 7 Grudnia, ale już wiem. W 1954r. rozwiązano Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego.

          • zeroerhaplus 29/11/2015 at 16:55

            O, to, to! Dokładnie!!!

            Oraz małżonkowi zaczyna się urlop ;)

Dodaj komentarz

Podpis *
Email *
Witryna internetowa