Jaki wpis, taki tytuł, czyli o tymczasem

Miało być tak pięknie, a wyszło jak szydło z worka. Od dwóch tygodni działam w systemie operacyjnym Linux i nadal nic tu nie umiem, a zwłaszcza robić zdjęć z dialogami, które dotychczas produkowałam w pocie czoła, a dokładniej – w programie Microsoft Paint, który podobno jest prymitywnym narzędziem dla idiotów, i może właśnie dlatego w ogóle nauczyłam się tam używać

Czytaj dalej

Opowieści żółtej treści, czyli ludziom niech będą dzięki

Nieee, nie zjadło wszystkich, po prostu nie umie liczyć. Ano. Jutro, pojutrze, za miesiąc… Jeśli moje optymistyczne obliczenia się sprawdzą, to Żółte będzie jadło Wasze pieniążki jeszcze przez blisko dwa lata! Taka była Wasza wola, i tak wielkie jest Wasze kolektywne serce. Teraz ten owoc, na Waszej krzywdzie wykarmiony, waży 21 kilogramów i z suchej bagietki zmienia się w mięciutki

Czytaj dalej

Idzie luty, zaparz śruty, czyli o żebrach i żeberkach

A było to tak: Rankiem pierwszego dnia lutego małżonek wpuścił do domu Majączka, który miał nocną zmianę na podwórku. Wypuścił na zewnątrz Puszczaka i Paszteta i zajął się przygotowywaniem swojego śniadania. Pusiołak i Pasztefon to takie cieniasy, że już dwadzieścia minut później trzęśli się z zimna, więc małżonek wpuścił ich z powrotem do domu, po czym zasiadł z talerzem przed

Czytaj dalej