Opowieści żółtej treści, czyli ludziom niech będą dzięki

Nieee, nie zjadło wszystkich, po prostu nie umie liczyć.

Ano. Jutro, pojutrze, za miesiąc… Jeśli moje optymistyczne obliczenia się sprawdzą, to Żółte będzie jadło Wasze pieniążki jeszcze przez blisko dwa lata! Taka była Wasza wola, i tak wielkie jest Wasze kolektywne serce. Teraz ten owoc, na Waszej krzywdzie wykarmiony, waży 21 kilogramów i z suchej bagietki zmienia się w mięciutki naleśnik wypełniony tłuściutkim nadzieniem.

Nie wiem jak Wam dziękować, ludzie najlepsi na świecie, i mogę mieć tylko nadzieję, że zdjęcia tej szczęśliwej żółtej mordy dadzą Wam takie chwile wzruszenia i radości, jakich my doświadczamy, widząc Żółte na co dzień. Życie tego psa odmieniło się jak w bajce: z krainy zimna, smrodu, śruty i łańcucha, Żółte trafiło do świata smacznej miski, ciepłej dupki, pięciorga psich przyjaciół, dwóch człowieków, miliona kurczaków (czasem trochę pogoni kota jakiemuś Rosołowi…), dużego podwórka, spacerów PO CAŁYM ŚWIECIE, i mnóstwa nieznanych mu wcześniej rozrywek.

W dolince nad rzeczką (która czasem zamienia się w rwącą rzekę), spotkaliśmy dwa żurawie:

A później badaliśmy stan wody Baudy:

I podziwialiśmy widoczki.

Oraz stadko jeleni. Widujemy tu sarny, dziki, bobry, a nawet łosie, ale jelenie to rzadkość. Zdjęcie nienajlepszej jakości, ale nie wiem, czy jeszcze będę miała w życiu okazję sfotografować choć pół jelenia na dziko, więc proszę, daję co mam:

Kilka dni później odkryliśmy, że ktoś, może jeleń, może łoś, zerwał jeden z drutów pastucha elektrycznego i poooszeeedł, razem z tym drutem, kilkoma plastikowymi słupkami, i jednym drewnianym. Kochanemu zwierzątku nic się nie stało, poza oczywistą chwilą grozy, bo zardzewiały drut szybko się poddał i zarządził zerwanie ciągłości materiału, za to my dzięki temu znowu się nie nudziliśmy. To już trzecia grubsza naprawa pastucha w tym roku, choć nie wszystkie były z winy kochanych zwierzątek, bo w styczniu to akurat wichura sprawiła, że drzewa nisko latały, i kilkanaście z nich padło akurat na południową linię pastucha. Ale czy to Państwa w ogóle interesuje? Bo jeśli nie, to mam dla Was jeszcze sarenkę:

sarenka

No tak, ze stycznia, BO CO? Mam też styczniowy filmik z kozami i kotami, i nie zawaham się go użyć (a tak bajdełejem – gdzie można kupić koszulkę z napisem “PRO-KRA-STY-NAC-JA“?):

Oraz jak najbardziej aktualne zdjęcia pierwszych tegorocznych maluchów. Najpierw Małeczesio z białym synkiem i pstrokatą córeczką:

A tutaj Miki z synkiem i córeczką w jedynym słusznym kolorze, czyli białym (ja nie jestem rasistką, to wszystko wina Pacanka!):

Miki rzadko wyprowadza dzieciaki poza koziarnię, najczęściej każe im gnić w kąciku i siedzieć cicho, więc lepszych zdjęć na razie nie zrobię, ale jeszcze trochę, przyjdą słoneczne i ciepłe dni, i wtedy wszyscy pójdą się smażyć na łąkę, Kanionek napstryka im zdjęć trzy miliony i opublikuje w listopadzie… (Czy to jest normalne, żeby zimowa depresja dopadła człowieka w połowie marca? Człowieka to może nie, ale Kanionka jak najbardziej).

A tymczasem kolejna żółta histo-ryjka (każde zdjęcie można sobie otworzyć w nowej karcie i powiększyć):

A jeśli są wśród Państwa amatorzy mocnych wrażeń, to zapraszam na film w dwóch odcinkach, o tym jak się bawią żółte psy:

To są ujęcia sprzed prawie miesiąca, gdy Żółte było nie tylko chude jak mleko 0%, ale i wciąż nadmiernie podekscytowane swoją nową sytuacją życiową. Teraz, gdy już nabrało ciała i ogłady, zachowuje się ciut lepiej, a przynajmniej w domu, bo na podwórku to wiadomo, że pokus sto, a uciech trzy tysiące. Najlepiej ze wszystkich psów radzi sobie Atos – nie wiem jak on to robi, ale wystarczą trzy słowa, lub nawet odpowiedni wyraz pyska, by Żółte odpuściło sobie głupie pomysły względem jego osoby. Na drugim końcu tego bieguna znajduje się biedny, mały Pasztedzik (zwany również Ziemniórką), który znienawidził Żółte od pierwszego wejrzenia – nie chciał go ani wąchać, ani dotykać, ani w ogóle mieć cokolwiek do czynienia. Żółte jednak nie przyjmuje tego do wiadomości i chce kochać (czytaj: wkurzać) wszystkich po równo, więc na zdjęciach ze spacerów najczęściej zobaczycie Żółte nie gdzie indziej, jak właśnie u boku zniesmaczonej Ziemniórki.

I tym optymistycznym akcentem chciałabym zakończyć nasze spotkanie, albowiem idzie mi ten wpis jak krew z nosa. Ja tam nie chcę nic mówić, ale mojemu świeżo upieczonemu związkowi z “cudownym światem bloków WordPressa” nie wróżę długiej i udanej przyszłości. Ja wiem, że złej baletnicy przeszkadza rąbek u spódnicy, ale te bloki są bardziej jak żelazko u szyi. Gorące. I za każdym razem, gdy panel administratora rzuca mi się do twarzy ze słowami: “Witaj w cudownym świecie bloków!” (jakbym miała 12 lat, do jasnej nędzy!), to ja mam ochotę odpowiedzieć “spie*dalaj!” i wrzucić laptop do klozetu, gdzie zresztą jest jego miejsce, tak czy inaczej. Ciekawe, czy tym razem tekst się wyjustuje – Mały Żonek grzebał coś za kulisami, a nawet w kuluarach (Państwo wybaczą tę nieprogramistyczną nomenklaturę, ale ja ledwo odróżniam interfejs od interkomu), coś tam w kodzie napisał, że important i wykrzyknikiem doprawił, więc jeśli to nie pomoże, to idę spalić Rzym, bo ta cywilizacja już i tak stoi na skraju przepaści, i ktoś w końcu musi podłożyć pierwszą zapałkę (albo rozgrzane żelazko). No, to sobie ulżyłam.

PS. KALENDARZ! Zasady są takie same, jak w latach poprzednich, czyli koszt kalendarza to nadal 50 zł (już z wysyłką!), konto z koziego koszyczka, czyli: 79 1140 2004 0000 3102 3918 4984, bo wiadomo, że dochód i tak zeżrą zwierzaki, w tytule przelewu koniecznie należy wpisać: kalendarz (ilość) (nick z bloga), czyli przykładowo, jeśli ktoś w sekcji komentarzy ma nick “terefere” i chce zamówić dwa kalendarze, bo drugi dla cioci z Wałbrzycha, to w tytule przelewu pisze: “kalendarz 2 terefere”. Brzmi w kopytko, i niech się tam w banku zastanawiają. Jeśli ktoś pomyli kolejność, to jakoś to wszyscy wytrzymiemy, byle nie zapomniał wysłać również maila do Kanionka (info@kanionek.pl) O TYM SAMYM TYTULE, a w treści podać ADRES DO WYSYŁKI. Uprasza się o to nawet te osoby, które adres podawały już milion razy, gdyż znacznie to Kanionkowi ułatwi życie, a przecież chyba nikt nie chciałby Kanionkowi życia utrudniać, bo to już i tak prawie niemożliwe, żeby było gorzej, i naprawdę nie ma potrzeby udowadniać, że a może jednak.

PPS. Wy/raz wspaniałomyślnie zaoferowała, że w tym roku to ona weźmie na siebie ciężar całego tego zamieszania z pakowaniem i wysyłką, i mnie to jest bardzo na rękę, a nawet obydwie, gdyż tak się w tym roku składa, że już za kilka dni będę miała ręce pełne wykotów, nieprzerwanie do połowy kwietnia. A teraz żegnam się z Państwem, machając do Was z cudownego świata bloków, niech Wam bogowie błogosławią, niech Wam się zdjęcia i filmy pokazują, a jeśli coś będzie nie tak, to proszę zgłaszać w komentarzach, a ja się natychmiast pójdę zastrzelić, z największą przyjemnością.

1 2