wrzesień 2014

Ciastko z wiórkiem, czyli o zimorodku

Uwaga. Proszę odsunąć dzieci od odbiorników, będą WYRAZY. “If I can’t smoke and swear, I’m fucked!” (Jeśli nie pozwoli mi pani jarać i kląć, to mam przejebane) Ricky do sędzi, odcinek z rozprawą sądową, Trailer Park Boys (“Chłopaki z baraków”), Kanada, 2001. “Ile kalorii ma słonecznik NIEłuskany, ale bez tych łupinek?” Internet, 2014. Nad naszym […]

Ciastko z wiórkiem, czyli o zimorodku Dowiedz się więcej »

Wiesiek załącz motór, czyli o pięknie występującym w naturze

Ja może nie jestem panem Max Kolonko, raczej taką Min. Kanionko, ale też mówię Wam, jak jest. A jest, proszę Was, PIĘKNIE. I nawet wieczorna, niespodziewana wizyta Smolenia na chińskim mopedzie okazała się być tegoż potwierdzeniem. Sobowtór Bohdana Smolenia zajechał do nas wczoraj wieczorem, na wspomnianym mopedzie made in China. “Made” to nie wiem, kiedy

Wiesiek załącz motór, czyli o pięknie występującym w naturze Dowiedz się więcej »

Życie to nie je bajka, czyli o oślej ławce

“In the land where horses born with eagle wings and honey bees have lost their stings there’s singing forever!” (W krainie, gdzie konie przychodzą na świat z orlimi skrzydłami a miodne pszczoły zatraciły żądła rozbrzmiewa wieczny śpiew.) Queen, “My Fairy King” z albumu “Queen”, 1973   Szkoda, że później przychodzi człowiek, by czynić spustoszenie pod

Życie to nie je bajka, czyli o oślej ławce Dowiedz się więcej »

O, tempora! O, koper!, czyli o nowych obyczajach

Z cyklu “Opowieści dziwnej treści” (które kiedyś, zimą, znajdą swe miejsce w osobnej części tego bloga) Cyrk Leśny Pod Straszną Lipą i Krzywym Kołem od Roweru przedstawia sztukę wiejską lotów niewysokich, pod tytułem “A pod lasem wy*ebałem”. Pojechaliśmy wczoraj z pustymi butelkami po wodę do wsi, do takiej egzotycznej pary-nie-pary. On pijak, ona z łepetyną

O, tempora! O, koper!, czyli o nowych obyczajach Dowiedz się więcej »

Azaliż, czyli o zielonym odcieniu dobrobytu

Najpierw podejrzewałam, że ktoś z Was ma wtyki wysokowetknięte, może nawet w samym rządzie, no bo te cuda wszystkie, co mnie świecącym palcem dotknęły, to chyba nie z przypadku. Ale żeby i na Olimpie? Tylko cóżem Wam uczyniła, że po trzech miesiącach suszy zsyłacie na mnie zlewne deszcze akurat wtedy, gdy na podwórko zajechały trzy

Azaliż, czyli o zielonym odcieniu dobrobytu Dowiedz się więcej »

Gospodyni garbata, a jej córka rogata, czyli o szarańczy

Nie wiem, naprawdę nie wiem, co się dzieje. Jestem wstrząśnięta i zemulgowana. Od kilku dni po MOIM NIEBIE lata samolot dwupłatowy. Oraz facet na motolotni. Co oni tutaj robią? Tu nic nie ma – ropy, gazu łupkowego, złota, wody, grzybów, atrakcji turystycznych. No nie ma kompletnie NIC. Znaczy się musi im chodzić o mnie. Jeśli

Gospodyni garbata, a jej córka rogata, czyli o szarańczy Dowiedz się więcej »

Śpię w koziarni bo muszę trzymać kredens, czyli o Peciku

Moi Drodzy Czytelnicy (tak, chcę wierzyć, że czyta mnie choć jeden mężczyzna, tylko się ukrywa), łeb mi pęka od nadmiaru wrażeń w ciągu ostatnich czterdziestu ośmiu godzin, a mięśnie przykręgosłupowe mam napięte jak struny od bałałajki, ale muszę Wam napisać o Peciku i drodze nabycia, gdyż jutro na pewno znów coś się wydarzy, a ja

Śpię w koziarni bo muszę trzymać kredens, czyli o Peciku Dowiedz się więcej »

Przewijanie do góry