Krótki, spięty debiut, czyli w oczekiwaniu…

Nota prawna.

Zdjęć małych kózek wrzucał nie będę, bo Kanionek mi zabronił. Powiedział, że ma dużo lepsze, coś tam, coś tam, Ty lepiej coś tam, potem biały szum, reszty nie pamiętam. W ogóle relacje damsko-męskie są ciekawe, wraz z całą masą stereotypów, które im towarzyszą. Pamiętam taki żart, że kłótnia z kobietą jest jak koncert: najpierw nowości, później najlepsze przeboje. No ale śmierci w oczy zaglądać przecież nie będziemy.

Treść właściwa.

Za polami, za lasami, gdzie Kanionek się kryje z kozami (nie nawzajem), rzecz się dzieje niebywała. Ziarnko nadziei okryte śniegiem, błotem, starego siana kłosami, uniosło się lekko i wątłe światło chwytając, pęd swój pierwszy puściło, miejsca szukać dla siebie zaczęło, wygrało z mrozem i zawieruchami.

Tak, udało się Kanionka zawlec do lekarza, dostał skierowanie na zestaw badań, a co z tego wyjdzie, to się okaże.

Moim okiem to ja może lepiej nie będę opisywał rzeczywistości, gdyż jak wiadomo, ustalona równowaga ma małą bezwładność i jedno nieopatrzne zdanie może ją zaburzyć.

Więc…podobnie jak Wam, zima niestety doskwiera, z sianem kombinujemy jak się da, węgla już teraz widać (nie widać), że więcej zużyliśmy niż rok temu i bez dokupienia chociaż jednej tony nie da rady. Swoją drogą ciekawe jest, jak w różnych regionach kształtują się koszty. Pamiętam nasze poprzednie mieszkanie – małe, ale własne (około 36sqm) i tam czynsz, tj. woda ciepła i zimna, ogrzewanie, kanalizacja, wywóz odpadów i fundusz remontowy pochłaniały mocno ponad 400zł miesięcznie. Obecnie pewnie około 500zł. Subiektywnie wydaje mi się, że to dużo jak na zwykłe PRL-owskie blokowisko. Mama Kanionka (Gdańsk) za nieco większe płaci mniej, ale widać Elbląg to taki północny Sosnowiec, niebawem pewnie i tam wprowadzą wizy.

Tyle marudzenia.

Udało się nam zmajstrować paśnik z pozostałości po poprzednich, letnich pracach. W zasadzie tylko żelastwo montażowe trzeba było kupić (około 15zł). I stanął! Wszyscy są zadowoleni, nam w sumie też wygodniej, mniej siana się marnuje, żyć nie umierać.

Idziemy?

Idziemy!

Radości nie było końca.

No a później jak zwykle.

Poza tym, u nas wygląda tak:

A u odizolowanych z powodu innych poglądów tak:

 

Wracając do świata dwunożnych, oprócz wizyty u lekarza zrobiliśmy standardową rundkę po sklepach. Trochę już zmęczeni, kupiliśmy sobie po małej coli, której to konsumpcję rozpoczęliśmy przy samochodzie. Pewna starsza pani zwróciła nam uwagę, że to chemia i lepiej było się napić choćby wody. Brzmi dobrze, prawda? Pomijając, że odparłem jej „jak zwierzęta?”, ironia ma swoje własne ścieżki i okazało się, że handluje ruskimi fajkami.

Sprawy organizacyjne – kalendarz. Mogę zrobić zakładkę, pop-up, cokolwiek, ale widzę to tak, że najsampierw musi być ukończony projekt i jasno wyznaczona osoba, do której należy uderzać w tymże temacie (podany kontakt). Inne pomysły mile widziane.

Z ostatniej chwili! Jerry (Wiedzący, Mistrz w dziedzinie postępowania z kobietami, Ten Który Zna Wszystkich), dnia 05/02/2017, tuż po ukończonym wykładzie, będzie podpisywał książki – wszystkie.

małyżonek