Ale to już było, czyli przyszła koza do woza

No cóż, jak to mówią: raz na wozie, raz na kozie. My obecnie niestety na kozie, bo samochód nam się zepsuł kilometr przed domem i tam sobie teraz stoi. Małżonek już zamówił pompę paliwa, po którą, rzecz jasna, trzeba będzie lecieć piechotą przez błoto, bo kurier musiałby mieć wóz w bawoły zaprzęgnięty, żeby tu dojechać, a pompa kosztowała tyle, co usługa sprzątania koziarni przez pana Zbynia, więc tym bardziej się cieszę, że tym razem posprzątaliśmy sami i udało nam się zaoszczędzić pieniądze, które natychmiast było na co wydać. Jest tym wspanialej, że kilka dni temu zamówiłam kontyngent psiej i kociej karmy, raptem sto kilogramów, i te kilogramy to chyba faktycznie na kozie będziemy transportować, a że – oprócz młodocianych – tylko Zakałek nie jest w ciąży, i do tego jest wielka i masywna jak Śnieżka (nie królewna, tylko ta wielka góra w Karkonoszach), to cóż, na Ziokołka wypadło i bęc.

Czeka nas więc tydzień pełen wrażeń, a małżonek wprost nie posiada się z uciechy, że będzie mógł w tym deszczu i błocie wczołgać się pod samochód, nasypać sobie rdzy do oka i zalać ucho tym lub innym płynem, podczas gdy Kanionek będzie kucał obok i podawał mu niewłaściwe klucze, a nad nami będzie stał leśniczy z ekipą wkurwionych pilarzy, bośmy im tym naszym gratem zatarasowali drogę gruntową prowadzącą nad rzekę, a oni tam mają jakiś interes. Nie, nikt nas nie weźmie na hol, przez to błoto, dziury i rozpadliny, i jeszcze kawałek pod górkę. No chyba żeby jakiś ciągnik, ale skąd tu ciągnik z trzeźwym operatorem, zaraz po świętach i sylwestrowych ekscesach (“w żydowski Nowy Rok gdy pada deszcz, dwa tygodnie po końskiej zarazie, a na dodatek mamy piętnasty tydzień strajku kowali, a jutro w Dorset jest jarmark końskich fetyszystów“)? Załóż sobie chomąto, Kanionek, chyba przyda ci się trochę ruchu.

Czyli u nas po staremu, a Państwu serdecznie życzę, żeby rok 2019 był jednak na wozie, bo z kozami to bywa różnie, i ja coś tak w kolanie czuję, że te wory z karmą to będziemy jednak na rowerach przez błoto popychać, i jeśli to prawda, że woda na naszej planecie krąży w obiegu zamkniętym i do tego ma świetną pamięć, i wszyscy pijemy siuśki dinozaurów oraz leczymy się homeopatycznie śladową ilością tej tabletki aspiryny, co ją ktoś kiedyś w Radomiu do kibla wyrzucił, to wiedzcie drodzy Państwo, że u Was w kranówce już niedługo popłyną łzy Kanionka, i żadne dosładzanie herbaty nie pomoże, bo tak są te łzy gorzkie. I ja nie mówię, że to jest czyjaś wina (to znaczy wiem, że jeśli już, to moja, bo to ja powiedziałam osiem lat temu do małżonka: “zamieszkajmy w lesie, wszystko będzie dobrze”); ja tylko mówię, że psucie się samochodów w okresie od listopada do kwietnia powinno być ustawowo zakazane, a najlepiej by było, gdyby ktoś w końcu zlikwidował zimę.

A dla tych z Państwa, co w sylwestra będą siedzieć w domu, i akurat gardzą ofertą rozrywkową Telewizji Polskiej (bo ja tam nie mówię, że nie lubię odgrzewanych kotletów, i ja np. szanuję Marylę Rodowicz za upór i konsekwencję w działaniu, no ale słyszałam, że na koncerty noworoczne to już ją z chłodni wyciągają), to ja mam dwa filmy, z których jeden ukazuje sekretne życie kurczaka w szklarni, a drugi – kacze narady w namiocie.

PS. Kozy prosiły żebym Państwu przekazała, że one Wam życzą, żeby Wam nigdy nie zabrakło ziarek i siana, i żeby Wasza sierść na zimę była gęsta i puszysta, a ściółka na podłodze gruba i cieplutka. No takie one są, te kozy, że zawsze każdemu życzą jak najlepiej. (To znaczy zawsze, gdy wieje ciepły wiatr od południa i kozy mają dobry humor, bo gdy sypie śniegiem od północy to kozy są na fochu i życzą wszystkim, żeby im rogi zgrzybiały i zgniły kopytka. Zupełnie nie wiem po kim one to mają).

1 2 3 173