Obsikany Bożydar i klątwa krzywego kandelabra, czyli teraz sery, a potem koniec i bomba

Tu się nie ma co silić na poezję i wyszukane sztuczki językowej ekwilibrystyki – Bożydar znowu chodzi obeszczany, capiąc na kilometr z hakiem, a kozy wydreptały już tyle kilometrów, kursując w tę i we w tę wzdłuż dzielącej je od Bożydara linii pastucha, że urobiły grunt na błotne ciasto, w które zapadają się po kolana, […]

Obsikany Bożydar i klątwa krzywego kandelabra, czyli teraz sery, a potem koniec i bomba Dowiedz się więcej »

O szlachetnych skamielinach i worku cebuli, czyli rok arbuza i przepis na sos

Uspokójcie się, w przyszłym roku też będzie lato. Tymczasem we wrześniu dostałam pocztą laurkę z życzeniami urodzinowymi od Urzędu Miasta, a pośrodku tej laurki jak byk stoi, wielkimi literami i ozdobną czcionką: Pomijając już dlaczego ktoś wybrał mianownik, a nie celownik – DOSTOJNA?! Kisnę jak stary barszcz i zastanawiam się, jak tytułuje się tych szczęśliwców,

O szlachetnych skamielinach i worku cebuli, czyli rok arbuza i przepis na sos Dowiedz się więcej »

Słońce świeci, zegar tyka, co tu wrzucić do paśnika, czyli chyba kuropatwa i o łóżku wodnym

No dobra, nie oszukujmy się – jeśli będę dłużej zwlekać z tym nowym wpisem, to jest do czasu, gdy już „wszystko będę miała zrobione i sobie usiądę na spokojnie…”, to to się zwyczajnie nigdy nie wydarzy. Zaczęłam pisać w lipcu, mamy wrzesień, fotek się w tym czasie nazbierało sto siedemset pół i pięćset, i teraz

Słońce świeci, zegar tyka, co tu wrzucić do paśnika, czyli chyba kuropatwa i o łóżku wodnym Dowiedz się więcej »

Dom pod palmami, czyli gdzie, u diaska, jest Koninek?!

No jak to „gdzie?” – w domu pod palmami, oczywiście. Nie są to może palmy, o jakich marzyłam, ani nawet takie, jakich bym potrzebowała, tylko takie, na jakie zasłużyłam, ale są. Dzięki uprzejmości i niezapowiedzianej wizycie zespołu do spraw utrzymania ciągłości linii energetycznych i nieprzerwanych dostaw prądu podczas gwałtownych zjawisk atmosferycznych my mamy palmy, a

Dom pod palmami, czyli gdzie, u diaska, jest Koninek?! Dowiedz się więcej »

Biedne Żółtko i sikorka uboga, czyli czas na kalendarz

Dzień dobry Państwu. Po długiej i nudnej przerwie będzie krótki, za to równie nudny wpis, bo na dobrą sprawę nic się nie działo, oprócz tego co zwykle, czyli że coś się zesrało, coś tam urwało, coś gdzieś zepsuło, zachorowało, albo że piwnicę nam zalało, nie mówiąc już o drodze gruntowej, bo to też nic nowego.

Biedne Żółtko i sikorka uboga, czyli czas na kalendarz Dowiedz się więcej »

Tyle śniegu naebao, czyli zimowe ogłoszenie serowarskie

Ale szum, ale tłum czarna noc, biały rum złote stosy pomarańczy dudni dom, dana da jak zabawa, to zabawa i wariatka dzisiaj tańczy (…) Maryla Rodowicz, „Wariatka tańczy”, z albumu „Cyrk nocą” 1979 (https://www.youtube.com/watch?v=TcbesZ9m4Uk, choć mnie się bardziej podoba tutaj, na klipie z odcinka Kabaretu Olgi Lipińskiej pt. Misiek: https://www.youtube.com/watch?v=3VqOIhqUklI) To tak trochę w nawiązaniu

Tyle śniegu naebao, czyli zimowe ogłoszenie serowarskie Dowiedz się więcej »

Pitu pitu, love krowe, czyli smęty listopadowe

Pieski, tęcza, złote liście tak nam było zajebiście: A teraz? U nas wszystko po staremu – od połowy października tkwimy w epoce romantyzmu, to jest niemal codziennie wysłuchujemy lirycznych popisów wokalnych w wykonaniu kóz znajdujących się akurat w tej newralgicznej fazie cyklu owulacyjnego, gdy ani błoto po kolana, ni zawieje i zamiecie, ani nawet impulsywne

Pitu pitu, love krowe, czyli smęty listopadowe Dowiedz się więcej »

Przewijanie do góry