No, rzekłabym nawet, że białko z zieleniną w jednym!
Ja też mam dla Was trochę białka z zieleniną, o czym za chwilę.
UFO ma już mnóstwo nowych imion (aliasów, przydomków, pseudonimów artystycznych…) wymyślonych przez Małegożonka – m.in. Sumik (choć wg mnie z twarzy jest bardziej podobna do mintaja), Paletka i Tarantula, w skrócie TULA. Tarantula to dlatego:
(Tula – niby ładnie, a mnie się tylko z tularemią kojarzy, no ale ja to ja, wiadomo, wszystko mi się źle kojarzy).
No i wiem, że miało być po kolei, a nie jest. Za chwilę koniec roku, a ja naprawdę nie wiem, jak to się stało – mam wrażenie, że kilka miesięcy temu wpadłam w czarną dziurę i kręcę się w kółko, nie mogąc się wydostać poza horyzont zdarzeń. Że dzieje się dużo i wszystko naraz, a czas jakby stanął w miejscu, choć przeczy temu kalendarz i krajobraz za oknem. Że wstaję, karmię, poję, sprzątam, doję, zanoszę, przynoszę, wynoszę, naprawiam, pocieszam, łzy i tyłki wycieram, wciąż i wciąż od nowa, a wciąż nie wszystko jest zrobione. Poganiana przez poczucie obowiązku i ludzkiej przyzwoitości, podgryzana w pięty przez wyrzuty sumienia i stado wiecznie głodnych lęków, oślepiona widmem niejasnej przyszłości, coraz częściej zderzam się z murem własnej bezmocy… A tak bardziej po swojsku, to kręcę się w kółko jak gówno w przerębli, w kołworotku myśli i zdarzeń gubiąc wątki i życia sens. I mam nadzieję, że gdy ten rok się skończy, kozy rozpoczną swoją przerwę w produkcji, a ja będę miała więcej czasu… To wtedy napiszę kolejną część „po kolei”. I choć ze zdjęciami z sezonu letniego i wieściami z ogródka jestem mocno do tyłu, to z zimowymi będę na czasie, a nawet trochę hop-do-przodu, bo pod koniec listopada mieliśmy tu dobry tydzień stycznia:
Moje stanowisko (w ogrodzie) do rąbania drewna na rozpałkę, z gustownym siedziskiem wykonanym z wiadra i dużego ręcznika:
Gdzie towarzystwa dotrzymują mi kaczuszki:
A teraz już najwyższy czas na białko, a kto zechce, ten będzie miał i z zieleniną. Tegoroczne sery dojrzewające to stare przeboje, które już dobrze znacie:
Derby (z szałwią i miętą)
Edam
Cheddar
Gouda
Cotswold (z suszoną cebulką i liśćmi czosnku)
Toscano (z pieprzem)
Świąteczny ze skórką pomarańczową, orzechami i migdałami
Świąteczny z orzechami, migdałami i żurawinami (wygląda trochę jak sernik z bakaliami):
Oraz dwie nowości:
Formaggio (ser dojrzewający w naturalnej skórce, przed pakowaniem obmyty z rozmaitych form życia – głównie pleśni Penicillium candidum – w solance, pikantny i kozi):
I ser szwedzki, oryginalnie zwany Dunlop:
Łagodny i niewyróżniający się niczym szczególnym, przynajmniej moim zdaniem.
MOŻE zostało jeszcze trochę winnego, ale nie jestem pewna.
Zamówienia, jak zawsze, można wysyłać na info@kanionek.pl, najlepiej od razu z adresem / symbolem paczkomatu, i oczywiście można po prostu zamówić miks gatunków podając kwotę lub wagę graniczną zamówienia (kilogram kosztuje 120 zł, bez względu na gatunek). Wysyłać będę pewnie głównie InPostem, ewentualnie FedExem, koszt wysyłki nie powinien przekroczyć 18 zł. Aha, wiem że zaraz dostanę iksdziesiąt maili, więc się nie denerwujcie, jeśli od razu nie odpiszę – muszę rezerwować te sery sprawiedliwie, wg kolejności zamówień, a jak się do obsługi magazynu i księgowości ma tylko zeszyt i obgryziony przez Ufo mazak, to trochę trwa. (I z góry przepraszam, że dla wszystkich nie wystarczy, no bo wiem, że nie wystarczy – jeszcze się tak nie zdarzyło, żeby wystarczyło. Reklamacje i pretensje można wysyłać pod adresem kóz producentek, albo może właśnie nie, może winne są te, co się zestarzały i mleka nie robią).
Trzymajcie się tam wszyscy, jako i my się jeszcze trzymamy :-*







































































Jak miło!
Druga! Cudne te kozy w śniegu po kolana, i w ogóle wszystko wygląda malowniczo, wiem, wiem, jak się siedzi w domu przy ciepłym kaloryferze, to można sobie popodziwiać. A ten siwy pyszczek to Laser? Silny zawodnik, przecież nie jest już z niego młodzieniaszek.
Tak, to Laser – w styczniu skończy 18 lat!
Laserek jaki cudny senior, pyszczula siwiutka, szczęśliwe te wasze zwierzaki czy śnieg czy słońce, zieleń przeurocza, sery malownicze i wyglądają przepysznie zwłaszcza ten z żurawiną, sił wam życzę nieskończonych zasobów i zdrowia w gratisów, trzymajcie się tam czego można i niech zima będzie dla was łaskawa
Oby, bo już mnie ten znienackowy atak listopadowy zdążył zmęczyć, zanim zima się zaczęła. A Sziwa (najświeższy przydomek Lasera) wiedzie sobie spokojny żywot, jego srebrzyste oblicze troską nieskalane, słuch już nie ten, więc nie słyszy jak wyklinam na czym świat stoi, gdy zostawi mi aromatyczny „prezencik” na podłodze, w drodze na siku, w środku nocy… Starość nie ma litości, ale chyba głównie dla mnie ;)
Kanionku, przyznaj się, owies może kupujecie dla kóz, ale baloty, to ewidentnie dla piesków ;-).
Na to wygląda :D
Co prawda dopiero piąta się tu melduje, ale za to z informacja, ze do śniadania cala rodzina oglądaliśmy zdjęcia i się zachwycaliśmy mocno a mocno! Piękne te zdjęcia, no i piękne państwo Kanionkowe tak dbające o całość!
O, dziękuję – fuksem mi się udało trafić na ten moment, gdy śnieg do pół łydki, w dzień słońce, a tuż przed zmierzchaniem mgła się wysnuła z pola kukurydzy i zaczarowała cały krajobraz. Akurat niosłam chleb dla Żozefin i aż mnie zatkało na wyjściu z lasu, bo tak kosmicznych widoków tu jeszcze nie doświadczyłam. Gdy wracałam, może 20minut później, to już tego uroku ubyło.
Piękne zdjęcia zimy, u mnie też była w listopadzie (nawet wnukom udało się ukulać trzy bałwanki w ogródku, ale już sobie poszła i wcale za nią nie tęsknię. Pieski z balotów mają fantastyczny widok na włości, które są pod ich nadzorem, ale królowa różowego pokoju jest tylko jedna :-) Czy to może król, bo nie pamiętam.
Lecę zamawiać sery.
Królowa, jak najbardziej :)
A propos serów, moi drodzy Państwo! Ja wiem, że w tydzień potraficie wymieść ostatnie okruszki z magazynu, ale żeby w jedną dobę…?!
Fakt, że stany zostały uszczuplone przez lokalnych klientów, których przybyło w tym roku, no i niektórzy zamawiali już w październiku, ale mimo wszystko. Zostało coś jeszcze ze Świątecznego ze skórką, został szwedzki, i to chyba by było na tyle.
czyli co? już nie ma …serów. ja sie nigdy nie ogarnę, mam adhd.
ale dobrze, że się wreszcie odezwałaś.
A wiesz, że ja i moja siostra doszłyśmy w tym roku do wniosku, że obie mamy ADHD, ja to może nawet AuDHD, i nasza Mama pewnie też?
A co do serów to jeszcze dam znać, bo utonęłam w powodzi zamówień, ale coś mi się zdaje, że zostanie tylko szwedzki i darmowy emmental ;)
no daj znac. koniecznie co ci tam zostało .
popatrzyłam jeszcze raz na zdjęcia i Ty na prawdę miałaś zimę. ojacie.
Przyjmijmy w takim razie, że zima już była, dziękujemy i nie tęsknimy.
U mnie było podobnie. Jak nawaliło przez jedną noc, z soboty na niedzielę, to całą niedzielę odśnieżałam strategiczne miejsca. Ale w końcu stopniało – i niech już tak zostanie!!! Soczysta zieleń z kozami to moje najulubieńsze zdjęcie z tego wpisu;) No nie lubię zimy i co poradzić…
Się nie dziwię, że serów już nie ma. Jeśli ktoś raz spróbuje serów z Kanionkowa, to to już przepadło (mam tylko cichą nadzieję, że nie przepadło moje mailowe zamówienie z listopada;)).
Tarantula – pasuje jak ulał!
Dobrze, że jesteś,
ściskam:)))
Nie przepadło, jutro (a właściwie to dziś) wyjeżdża :)
Zima jest zwyczajnie za długa. Wolałabym odśnieżać codziennie przez miesiąc, i niechby nawet było -15, jakoś by się przecierpiało wiedząc, że za chwilę wiosna, a nie że przez pół roku w ciemnościach, zimnie, błocie i śniegu na przemian, jak z jakąś chorobą przewlekłą :-/
Ech. Poszłam spać o 23, wstałam o 2:20 i tak sobie tkwię w środku nocy i zimy (a nie, zimy to dopiero początek), walcząc z demonami. Wy też tak czasem macie?
Tak… Nocne walki z demonami bywają wyjątkowo trudne. Niech będzie ich jak najmniej w przyszłym roku – i tych nocnych, i tych dziennych!!!
Ufo Tarantula! Bardzo pasuje. Ale jejciu, mój ulubieniec Laserek siwiutki taki. 18 w styczniu, to już nestor pełnym pyszczkiem. Ściskam ciepło. Dobrze, że się odezwałaś.
Wiedziałam, że fotki Lasera Cię ucieszą :) Przedziwne i zabawne jest to, że Laser zawsze był psem „kanapowym”, lubował się głównie w spaniu, zakopany pod kołdrą potrafił przesypiać całe dnie (trzeba go było budzić w porze karmienia, bo sam by przegapił), a teraz, im jest starszy, tym bardzie aktywny. Pałęta się po całym domu, jak sobie utnie drzemkę, to krótką, ciągle węszy i wypatruje żarcia, i generalnie mamy wrażenie, że z jednego psa zrobiło się dziesięć, bo wszędzie go pełno!
Za to Majka, która też się postarzała (ze względu na błąd w zapiskach schroniska nie wiemy, czy ma lat 15 czy 17), zachowuje się właśnie jak normalna seniorka – coraz więcej śpi, coraz chętniej w domu (kiedyś nie szło jej w domu utrzymać dłużej, niż godzinę), trzyma się bardziej na uboczu, z dala od młodszych i rozbrykanych… A Laser to pewnie teraz chce nadrobić cały ten za młodu przespany czas :D
:) dużo siły dla Laserka i Majki.
Super wiedzieć, że żyjecie i wszystkie zwierzaki mają się świetnie.
Fajna była ta zima, głównie dlatego, że mnie ominęła. Czekam na kolejną odsłonę, co to ma być na przełomie stycznia-lutego (wg. prognoz tylko tydzień) uzbrojona w łopatę do odśnieżania.
Ciekawa jestem serów, dostałam wiadomość, że są w drodze.
Pozdrawiam Was wszystkich ciepło.
No i nie ma jak zachorować w odpowiednim momencie , a obiecałam sobie świąteczny ze skórką w ty roku, wzdech i smuteczek.
Cóż – byle do wiosny twarożków.
Ech doloż moja doloż.
Mam w planie zrobić krążek świeżego z orzechami i skórką pomarańczy – zobaczymy, czy wyjdzie tak dobry, jak ten dojrzewający. Jeśli tak, to jeszcze będziesz miała szansę w tym roku, choć już nie przed Świętami raczej, bo jeszcze dwie-trzy kozy się ociągają z zasuszeniem ;)
A zdrowaś już chociaż?
😘💕
No jak nie kochać Kanionka.
Zdrowieję szalenie intensywnie – w tempie kulawego żółwia, niestety. Ale myślenie o serku złagodzi ból istnienia stanowczo.
Oczywiście zaklepuje też okruszki z serowych podziemi o ile już nie zostały starannie zebrane
Kanionku, Ty jednak zdecydowanie za rzadko piszesz, w międzyczasie zapomniało mi się skąd Wam się wzięła Tarantula… Więc sama widzisz.
O serze nawet nie myślę, Ciebie trzeba złapać w tej sekundzie, kiedy publikujesz wpis, by mieć jakiekolwiek szanse, albo nawet dużo wcześniej. Ale zdjęcia też są fajne.
Podobnie jak Ty, albo może zupełnie inaczej, czasem uda mi się wychylić głowę z tej przerębli, spośród gówna i popatrzeć, co tam na świecie się dzieje… I różnicy wielkiej nie widzę.
Napiszę Ci, że testuję na sobie zapobiegawczą mieszankę ziołową przeciw migrenie. Jakby jednak miała skutki pozytywne, to nie omieszkam powiadomić. Czytałam sobie jakiś artykuł w necie na temat migreny, i tam opisano badanie na populacji ( ale zapomniałam ile było tego luda, tyle tylko że w Walii to się odbywało ) i że jakby zadziałało. Więc wykonałam sobie tę mieszankę i pijam omalże codziennie.
Pozdrawiam przedświątecznie a serdecznie Kanionka i jej bliskich wszelkich gatunków.
I jak, i jak? Z tą herbatką?
A moja siostra ma już oficjalnie zdiagnozowane ADHD i dostała jakieś piguły – mówi, że po dwóch tygodniach już czuje, że ma lepiej uporządkowane w głowie. Czekam na dalszy rozwój wypadków (nie ma to jak własny królik doświadczalny, więzami krwi spętany, genetycznie zbliżony do obserwatora :D).
Na wieść, że sery już były trochę się zmartwiłam. I tak bez sortowania myśli powstały
PRZEMYŚLENIA NIEKALIBROWANE
Bezsenne noce,
bezserne święta.
Gówno w przeręblu
wciąż się pałęta…
Spóźnieni nie jedzą sera. Żal… Ale świat mimo to jest piękny i pełen cudownych istot. Co widać na załączonych obrazkach. Uczta dla oka i ducha. Język tym razem pomijamy.
Wesołych Świąt i cudnego Nowego Roku.
Bo, cudne.
Bezsenne noce
we dnie śnieg wciąż sypie
o, jakże bym chciała
mieć to wszystko w dypie…
Gówno z przerębli
chcę łyżką wyławiać
ale nic z tego
bo łyżka dziurawa
Dziurawa ma łyżka
dziurawa i głowa
gówno z nieba leci
praca syzyfowa
Znowu szukam weny
która mnie zachęci
żeby z tego gówna
jakiś bicz ukręcić
(Yo, bitch!)
Świat pełen cudownych istot, zaiste. Wczoraj kochane kozy skasowały mi prawe kolano (to pływające, które już ledwie trzyma się kupy; chyba niedługo będę je na trytytki wiązać), jakoś chodzę, ale klęczenie przy kotle grzewczym to już udręka, no i teraz PTSD będzie mnie trzymać przez kilka tygodni i na sam widok stada gęsia skórka będzie mi podnosić kurtkę na plecach. Niesnaski i niepokoje społeczne w kozim narodzie, bo ktoś ma ruję, a ktoś inny nie, ktoś ma rogi, a ktoś inny wygląda tak, jakby potrzebował dostać w lampę natychmiast, no i jak się człowiek niechcący znajdzie wewnątrz wiru lokalnych zamieszek, to oberwie, na glebę padnie i jeszcze latarkę zgubi (szukam od wczoraj; musiała mi wypaść z kieszeni, gdy siedząc na obsranej ściółce oglądałam projekcję Gwiazdozbioru Bólu i Wkurwienia, ale dopiero dziś na to wpadłam i grom wie, co koziołki z tą latarką zrobiły – może zjadły, może rozłożyły na części, a może tylko w zębach gdzieś w krzaki wyniosły, żeby się gupi Kanionek naszukał).
Ale spoko, tylko fizycznie upadłam, morale jeszcze stoi (na jednej nodze, ale z bohatersko wypiętą klatą).
Cieszę się, że napisałaś. Smucę, że nie załapie się na sery
Czemu mam arbuza zamiast czerwonego czegoś. Już kolejny raz wpisuję, wydaje mi się ok i zamiast czerwonego trójkąta arbuz…
Wesołych, Wesołych!!!
Radosnych, Radosnych!!!
Wszak każdy dzień bliżej
Dzień bliżej do wiosny.
Jak tam po śnieżycy, trzymacie się?
Trzymamy :) Wiało okropnie, parę drzew padło, ale strat w duszach nie było. Dzień wcześniej zaprowiantowaliśmy kozy na dwa dni naprzód, na wszelki wypadek, dziś rano okazało się, że wnocy wicher poderwał tę zieloną szmatę przykrywającą pryzmę z balotami i nawiało śniegu na jedną stronę, ale zdążyłam ten śnieg zmieść i szmatę naciągnąć zanim przyszła następna komórka z opadami. Teraz mamy -8, pewnie spadnie do -10, ale nad ranem ma znowu iść w górę, więc nie jest źle :)
Oby nadchodzący rok był spokojny, czego sobie i Wam, Kozy kochane, życzę :-*
Kanionku – dla Was obfitości w zdrowiu, mleku, serach udanych, jajkach, plonach ogrodowych, radości ze zwierzyńca i okoliczności przyrody, wody tyle ile trzeba, temperatury zawsze w punkt, słońca jak najwięcej a posty żeby pisały się łatwo i dawały co najmniej tyle szczęścia co nam, Małegożonka niech nie opuszcza wena we wprowadzaniu w czyn nowoczesności w domu i w zagrodzie, a siły i moc niech zawsze będą w dostępności.
Dla całej Obory – zdrowia i radości, celnych a dowcipnych komentarzy ku uciesze naszej i Państwa Kanionkostwa, uśmiechu i cierpliwości w oczekiwaniu na nowy kalendarz.
Dziękujemy, Dytku <3
O rzesz Ty! Wchodzę i doznaję szoku. Co tu się stało? A było tak spokojnie. Tyle, że dla niedowidzących lepiej (czyli dla mnie), ale dawałam radę wcześniej.
Cze-cze-czesiek, zaczekaj. To może wcale jeszcze nie być ostateczna forma tego nowego ładu – Małyżonek przy tym dłubie od kilku godzin. Mówi, że trzeba było, bo poprzedni motyw był już przestarzały i w każdej chwili mogło się wszystko na pysk wywalić. Teraz ślęczy nad zagadką „dlaczego linki do komciów powstają, ale nie odsyłają do komciów”, czy coś. I SZCZAŁKA w dół znowu zaniemogła. Siedem światów z tymi wtyczkami…
W każdym razie faktycznie wszystko jest teraz kobylaste (i Kanionek widzi co pisze), ale może jutro będzie mikroskopijne, albo do góry nogami. Trzeba czekać i mieć nadzieję na przyszłość ;)
Uui nowości dizajnowe, mordka Ufo na otwarciu robi robotę, micha sama się cieszy 😁 wszystkiego co potrzebujecie w 2026 życzę, zdrowia dla was i stada rogacizny i nierogacizny, dwunożnych i czworonożnych i kto tam jeszcze się przyplącze
Ha! Czyli Wam się otwiera na ostatnim wpisie?! Bo ja weszłam przed chwilą (chwilą, która trwała pół godziny) i na dzień dobry dostałam wpis z 2016 r.: https://kanionek.pl/2016/10/10/o-piniacie-w-warsztacie-i-wywijaniu-polskich-orlow-czyli-jak-malzonek-zabil-internet/
Gdy jeszcze wszyscy tu byli piękni i młodzi, a ja miałam poczucie humoru i coś na kształt polotu literackiego. Zaczęłam czytać i tak mnie wciągnęło, że aż placka ziemniaczanego przypaliłam, ale tylko z jednej strony.
No cóż, fajnie było, potem się trochę gorzej zrobiło, teraz mam na głowie i nie tylko pewien… kłopot? Zmartwienie? Trodne okoliczności życiowe…? Ale mam też, wciąż, nadzieję, że jeszcze kiedyś ten blog wróci do normy, do formy, i że może jeszcze ktoś tu wtedy będzie zaglądał i może też się czasem uśmiechnie. Kurła, zaraz kolejnego placka spalę.
Miały być „trudne”, a nie trodne. Litery ogromne, a Koninek i tak ślepy.
Olika, dziękuję za życzenia <3
Nie otwiera sie na ostatnim ani na klikniętym komentarzu, tylko na początku wpisu. Powodzenia w dalszym dłubaniu. Moja starczowzroczność się cieszy na te wielkie litery.
Piękne mam to czerwone z obłędem w oczach 😉
Ale niespodzianka na nowy rok, myślałam, że weszłam na złą stronę.
No kurcze, ja tez sprawdzilam, czy aby na pewno trafilam, gdzie chcialam! Pieknosciowe to nowe http://www...
Serdecznosci!
Co racja, to racja: sery Kanionka trzeba mieć… w zapasie. Mnie uratowały od śmierci głodowej, kiedy to w imieniny Sylwestra zabrali prąd, a na dobre oddali dopiero 3 stycznia. Na szczęście miałam zamrożony chleb, masło z promocji i zacne sery kozie.
Ale się pomyliłam (uwierzyłam prognozom amerykańskim) z pogodą. Zimy po uszy. Wyobrażam sobie, jak ciężko z tym śniegiem i mrozem w Kanionkowie. Mam nadzieję, że przynajmniej śnieg już nie sypie. A nowa szata bardzo mi się podoba. A mój znaczek z gadzim ogonem – pasuje jak ulał.
Trzymajcie się ciepło i zdrowo w 2026 ROKU!
dzień dobry, czy zastosowała się Pani Kanionek do tej rady z poprzedniego posta? To bardzo ważne, by nie narażać strony na ataki.
Dziś latam z łopatą do odśnieżania. I jeszcze polatam. Cieszę się, że nie ma lodu na ziemi tylko śnieg. Wiem, upierdliwy i ciężki. I dla zwierzaków bezdomnych, że nie jest -14 tylko -4. I mam nadzieję, że jak zima jest zimą, to kwiecień, maj będzie wiosną. Nie czymś zimnym i ciągnącym się czymś z temperaturą 10 w maju.
Kanionku, jak u was napadało tyle ile ile u nas i pada dalej, nie zazdroszczę w obejściu. Wieje i mam zaspy. A co dopiero na bardziej odkrytym terenie.
Ale mimo wszystko cieszę się, że zima jest zimą.
Po pierwsze primo wróciły strzałeczki i chwała i gloria MałemuŻonkowi, po drugie primo no kurde ze śniegiem tak optymistyczniej choć się namachałam wczoraj , ale roślinom lepiej pod kołderką, sikorki dokarmiane, kule i kokosy z tłuszczem i ziarnem powywieszane, słonecznika nawalone do tuby, trzymam kciuki za wiosnę w w wersji wy/raz
U mnie słonina, niesolone masło orzechowe i słonecznik. Pół kilo słonecznika dziennie wymiatają z parapetu!
Malemużonkowi chwała i chałwa, w rzeczy samej – ja bym już pewnie to wszystko ciepnęła w pierony 😆
A do słoniny przylatuje też dzięcioł. I sójka. Sójka jest wrogo nastawiona do dzięcioła, więc powiesiłam drugi kawał słoniny, żeby było dla wszystkich, ale sójka lata od jednego kawałka do drugiego i nikomu skubnąć nie da, dopóki sama się nie nażre do wypęku.