Tyle śniegu naebao, czyli zimowe ogłoszenie serowarskie

Ale szum, ale tłum

czarna noc, biały rum

złote stosy pomarańczy

dudni dom, dana da

jak zabawa, to zabawa

i wariatka dzisiaj tańczy (…)

Maryla Rodowicz, “Wariatka tańczy”, z albumu “Cyrk nocą” 1979

(https://www.youtube.com/watch?v=TcbesZ9m4Uk, choć mnie się bardziej podoba tutaj, na klipie z odcinka Kabaretu Olgi Lipińskiej pt. Misiek: https://www.youtube.com/watch?v=3VqOIhqUklI)

To tak trochę w nawiązaniu do ekscesów wokalnych Larwy, a trochę do tych stosów pomarańczy, bo zrobiłam dla Was Ser Świąteczny, z orzechami i właśnie skórką pomarańczy, którą w tym roku, zamiast zetrzeć na tarce jak każda szanująca się leniwa pani domu, uparłam się pracowicie pokroić w cieniutkie paseczki:

No i trochę za mocno zgrillowałam orzechy, a skrzep serowy wyszedł ciut za suchy, ale oj tam – ser Świąteczny od rasowej wariatki to jest ten typ produktu spożywczego, jakiego nigdzie indziej nie kupicie.

Jest też wysoce prawdopodobne, iż nie kupicie nigdzie hybrydy sera niemieckiego z amerykańskim, wykonanego w Polsce, w dodatku z koziego mleka, czyli tegorocznej nowości z mojej zawilgłej piwnicy. Oto przed Państwem Butterkäse:

Tak wyglądał w futerku z pleśni Penicillium candidum, którą trzeba było średnio raz na tydzień zmywać przy użyciu solanki, no i ostatni raz na końcu, przed porcjowaniem i pakowaniem próżniowym. Po kąpieli wyglądał tak:

Trochę się boję napisać, że bardzo polecam ten ser, albowiem jest go mało, chyba 11 kawałków, a nie chcielibyśmy rozlewu krwi w serowej kolejce, no ale polecam, bo ser jest przedni: mięciutki jak kaczuszka, lekko sprężysty, uroczo dziurkowany, a P. candidum dodała mu lekko camembertowego smaczku i kruchości naskórka (nie wiem, czy efekt utrzyma się po pakowaniu próżniowym, ale przed spakowaniem ser miał taką jakby skórkę, której nagryzienie dawało złudzenie przełamywania zębami cieniutkiej warstwy polewy czekoladowej na lodach na patyku, NA PEWNO rozumiecie o co chodzi).

Trochę podobny w smaku, tylko nieco bardziej zwartej konsystencji, jest Bel Paese, łagodny jak baranek:

Jest go 13 kawałków (wszystkie sery kroiłam na kawałki o wadze około 200 gramów; jedne będą miały 180 g, inne 250 g, a jeszcze inne 235 g).

Z nowości jest jeszcze słodki, śmietankowo-owocowy ser Żurawinowy – dla tych, co trzymają reżim bezcukrowy i słodyczy unikają jak ognia, ale na Święta chcieliby sobie udzielić dyspensy:

Jest go – nie zgadniecie – bardzo mało, bo tylko 6 kawałków, ale planuję dorobić jeden krążek w bieżącym tygodniu, a że ten ser dojrzewa tylko tydzień, to na wysyłkę 18 grudnia zdąży. Nie spodziewałam się, że wyjdzie tak smaczny, no ale mleko jest teraz tłuściutkie, a suszona żurawina słodzona, więc w sumie nie mogło wyjść inaczej.

Reszta to stare, dobrze Wam znane przeboje. Z łagodnych i bez dodatków – Asiago:

Edam:

No i Cheddar (tylko 9 kawałków!)

Derby – z szałwią i miętą, odrobinę za słony (albo tak mi się wydaje – są dni, kiedy wszystko wydaje mi się za słone):

Cotswold – wytrawny ser z cebulką i szczypiorkiem, pycha:

Oraz – zawsze niezawodny i konsekwentnie smaczny – Toscano pepato, z kolorowym pieprzem:

Wszystkiego razem jest 36 kilogramów, można zamawiać wedle upodobań smakowych, albo na zasadzie “poproszę miks serowy za kwotę X razem z wysyłką” (kilogram sera kosztuje 120 zł, wysyłka fedexem 18 zł przy paczkach do 5 kg, zamówienia mailem na adres: info@kanionek.pl, będą dwa terminy wysyłki, tj. 11 i 18 grudnia, chyba że nie damy rady na dwie rundy rowerami przez śniegi, to jeszcze 13 grudnia wchodzi w grę).

Aha, zostało mi jeszcze 6 serów wędzonych z listopada (wędzenia nie będzie pewnie aż do czerwca 2024), więc macie okazję dorzucić sobie do świątecznej paczki coś z aromatem prawdziwego dymu z mojej – przystrzyżonej w tym roku – jabłonki.

 

A dla wielbicieli antyków mamy Laserka i Majączka:

Nie na sprzedaż (“Niestety” – westchnął Małyżonek).

A teraz dobranoc, film i trzy kurczaki na noc.

PS. I paczka knedli. Z corocznych obserwacji wnioskuję, iż nasze gospodarstwo przyczyniło się do co najmniej trzykrotnego wzrostu lokalnej populacji trznadla. Te sprytne, żółtawe wróble nie przegapią ani jednego ziarenka, a gdy już wydziobią to, co się przy kozim śniadaniu rozsypało, to lecą na drugą stronę podwórka i wyjadają gęsiom prosto z miski.

 

71 komentarzy

  • Dytek

    O rany – pierwsza!
    Wracam czytać

    • Dytek

      Kanionku – dziś ogłosili, że w Poznaniu, w zoo po raz pierwszy w historii poszły spać wszystkie misie. Nawet te najbardziej łakome i te uratowane z Kijowa. Cały przekrój populacji. Także, ten, no………….. chrust kazali zbierać

      • kanionek

        Za późno na zbieranie chrustu – tyle śniegu naebao :D
        U mnie właśnie -10 stopni na termometrze :( I też zaraz idę spać, tylko że w przeciwieństwie do poznańskich miśków wstanę jutro o piątej, zamiast w marcu, w któryś piątek. Kozy są załamane, bo większość nie zdążyła nawet nowych futer na zimę sobie sprawić, no bo kto myśli o futrach w październiku, gdy na zewnątrz ponad 20 stopni? A tu nagle taki niefart :-/

  • Dytek

    Kanionku – dziś ogłosili, że w Poznaniu, w zoo po raz pierwszy w historii poszły spać wszystkie misie. Nawet te najbardziej łakome i te uratowane z Kijowa. Cały przekrój populacji. Także, ten, no………….. chrust kazali zbierać

  • Dytek

    Filmik cudownie długi, zdjęcia piękneeeeeeee
    I pewnie wszyscy zamiast pisać polecieli zamawiać:))))))))))))

  • kapelusznik68

    Fajne te kurczaki jak winogrono.
    A trznadel już zawsze będzie mi się kojarzył z Panem Trznadlem z Divertimento op. 3 Jesienne, Przybory.
    https://www.youtube.com/watch?v=hRucP9Gwx3A, od 3:15 do 5:38.
    – Panie Trznadel, czy Pan jest Cznadel czy Trznadel?
    – Trznadel, Panie Prezesie.

  • Becia

    co tam trznadle… Kanionku jakie ty masz puszyste piękne kurozaury!. I Kogutek złotopiórek jak z rosyjskiej bajki. Pamiętacie rosyjskie bajki, z kreskówek albo książek? Te wszystkie głupie Iwany, krasne carówny, konik garbusek i żarptak to chyba najbardziej kolorowe wspomnienia z dzieciństwa w PRLu.

  • -EW

    Mmmm, pozdrawiamy. Wasiuk i Pies Pawłowa.

  • mp

    Jeju, jakie piękności i smakowitości ! Mail wysłałam, więc kolejka zaklepana, teraz można w spokoju pooglądać zdjęcia i filmik.
    Piękne kuraki, to jakieś świeżaki czy najbardziej sprytne osobniki z wcześniejszego stadka ?

    • kanionek

      Zdecydowanie bardziej nieświeżaki – te dwie kury mają po około 300 lat, już nawet jajek nie robią, a kogucik na pewno trochę młodszy, co widać po okazałym i krwistoczerwonym grzebieniu, no ale on jajek też nie robi :D
      Ale sprytne są, to fakt. Urządziły się w koziarni jak u siebie, wiedzą dokąd iść po ziarko, a i robaków w ziemi nie brakuje na dobrze nawiezionym przez kozy terenie ;)

  • teatralna

    o matko a ja się zastanawiałam, co to z tymi żółtymi brzuszkami.
    zima wizualnie piękna, gorzej z dojazdami do pracy, odśnieżaniem i …paleniem pieniędzy.
    Idę rozrzucać pestki dyni i inne ziarna, kroić jabłka dla ptaków i w ogóle. u nas tez dużo śniegu na zachodzie ale nie tyle co u was z wschodzie :-P

    Na ścianie miałam gęsi do niedawna w kalendarzu a teraz mam kozy z wozem :-))

    • kanionek

      Kurczę, tym wozem to mi przypomniałaś, że ja Wam wciąż nie pokazałam Giewupa! GWP – Gówniany Wóz Piechoty, skonstruowany przez Małegożonka do wywożenia ściółki z koziarni (ściółka jest tu, rzecz jasna, eufemizmem, wiadomo że chodzi o kupę gnoju).

      • teatralna

        no to dawaj tego GWP :-)))

        • kanionek

          Obecnie garażuje w dawnym kurniku, a pode drzwiami tegoż nie odśnieżaliśmy, więc nie wytargam, ale na dniach ma się zrobić cieplej i może wyjedzie po błocie :D
          Bajdełejem – wczoraj zasnęłam jak kamień jeszcze przed dziesiątą, bo od dłuższego czasu mam przymusowe pobudki około 5:30 rano – Laser zmienił sobie grafik sikania, i jak kiedyś ciężko go było spod kołdry wygonić przed południem, tak teraz został rannym ptaszkiem, a ja razem z nim :-/ Latem to nawet spoko, czlek sobie pójdzie do ogrodu posluchać świergotu ptaszków, czy coś, ale teraz to trochę do dupy. Na chacie 15 stopni, na zewnątrz ciemno i mróz, wszyscy śpią, a ja siedzę w kuchni i myślę o tym, co się może spiehdolić ;) Czasem próbuję po cichu coś robić, jakieś podłogi zmywanie, albo ciasto na chleb, ale to niebezpieczne jest, bo jak człowiek chce cicho i potajemnie, to budzi się licho, garnki spadają z sufitu albo znienacka, psy naraz robią raban i już po partyzantce.

          • teatralna

            Dobrego nowego roku Kanionku zażyczam z całego serca :-))
            Maniek kot mnie zwala a nie o takiej hitlerowskiej godzinie do diaska!!!

          • kanionek

            Ja dziś wstałam o szóstej, paczę przez okno na termometr, a tam minus siedemnaście. Termometr praktycznie tuż przy oknie, a pobliska stacja meteo zanotowała -19.
            Irenę tak wychłodziło, że chodzi dzisiaj w mojej kurtce (to znaczy jednej z tych kurtek, które w ciągu ostatnich lat od Was dostałam – nie pamiętam już, od kogo była akurat ta, biała, długa, na zamek i zatrzaski, ze ściągaczami przy rękawach i kapturem; tak czy siak Irenie się podoba, już się nie trzęsie).
            Jeszcze może doba, może ciut dłużej, i powinno się zrobić cieplej, w sensie: bliżej zera, niż bieguna polarnego.
            Pozdro dla Mańka od naszych kotów – wszystkie siedzą w Różowym, aż dziwne, że jeszcze się nie pokłóciły, ale może wiedzą, że za nieuzasadniony rozlew krwi grozi eksmisja na zimno ;)

  • kanionek

    UWAGA, KANIONEK MÓWI. Ja tylko chciałam powiedzieć, że nie wiem, ile jakiego sera mi jeszcze zostało po fali zamówień, jutro wieczorem powinnam już to w miarę uporządkować, więc oczywiście zamawiać można, ale trzeba się liczyć z tym, że zostały okruszki :)

    • kanionek

      W zależności od tego, czy ostatnia zamawiająca potwierdzi swoje zamówienie, zostało:
      0-1 kawałków Asiago
      3-4 Edama
      3 Toscano
      sporo Derby, pewnie z 10 kawałków

      • kanionek

        No to teraz już tylko Derby :D

        • kaczka

          Kurier, co prawda, gdzies tam jeszcze krąży, ale ja już czuję się zwyciężczynią tego wyścigu po sery :P No, chyba, że kurier zeżre, to wtedy nie.

          • kanionek

            Z tego co widzę, to Twoje sery robią sobie właśnie wycieczkę po Raszynie, i to chyba pieszą, bo już cztery razy się meldowały od godziny 00:05 do 3:00 i coś nie mogą z tego Raszyna wyjechać – pewnie jakieś dobre nocne kluby tam mają. O trzeciej chlapnęły sobie gorzałki, spadły pod stół, i teraz grom wie kiedy wstaną i czy w ogóle zdążą na lotnisko (oby ich jakaś wygłodniała tancerka egzotyczna nie znalazła, bo zeżre, jak nic).

  • bila

    Hohohoho! Piękny ten śnieg, chociaż roboty z odgarnianiem, co niemiara! Dzieki, Kanionku, teraz wiem, że też mam trznadle w ogródku. Zwierzaczki Kanionkowe maja szczęśliwe pysie, to widać.
    Pozdrawiam ciepło, mail wysłany, obym się załapała.

  • wy/raz

    Czy dobrze usłyszałam, ze Łazik został Zakładzikiem? A Sonda?

    Mam nadzieję na okruszki :-).

    Ślicznie u was. Życzę jednak, zeby mróz odpuścił choć trochę.

    • kanionek

      Och, Łazik ma wiele aliasów (jak my wszyscy): Zakładzik, Zagładzik, Torpedzik, Bakłażan… Ja na Niaczki mówię: hotdogi, skąposzczety, frytki, okropniaczki :D
      Pasztedzik od wczoraj jest Pęcherzykiem, a bywał już setką innych rzeczy, w tym Klawesynem i Trombocytem. Nie nadążysz :)

      Jutro powinnam coś wiedzieć ws. okruszków :)

  • mitenki

    Obrazek z kalendarza wygląda jak kadr z filmu :)
    Na sery tym razem mogę tylko popatrzeć, jak patrzę na ten z pomarańczą, czuję jego zapach…

    • kanionek

      Może Ci to poprawi humor – JA TEŻ :D
      Zapachu pomarańczy miałam pod dostatkiem, gdy przygotowywałam tę pomarańczową skórkę do sera, a skosztowałam z niego dosłownie kilka gramów, tylko po to, by ocenić, czy wyszedł dobry, bo reszta dla Was! To już drugi rok z serem Świątecznym, gdy oglądam go sobie na zdjęciach i wspominam zapachy :D
      To samo zresztą dotyczy wszystkich serów, jedynie Derby mi zostało, za karę…

  • agniecha

    Sery na obrazkach wyglądają pięknie i profesjonalnie.
    Za rok może zamówię, tym razem mi się nie chciało myśleć i dokonywać wyborów.
    Z zimy zrobiła się pora deszczowa, wieje i leje, i śnieg zniknął, zdmuchnięty i spłukany.
    Dzień dzisiejszy spędziłam obchodząc teren z łopatką i patyczkiem, i zbierając psie kupy. Ach jak romantycznie.

    • kanionek

      A u nas niemrawa mżawka i śnieg topi się w ślimaczym tempie – wszędzie zalega warstwa około 25 cm, wilgotność powietrza 98%, po łąkach snują się mgły i zawilgłe koziołki. W nocy było blisko zera stopni, a ze środy na czwartek ma być znów sporo poniżej, więc pewnie już z tym śniegiem lukrowanym warstwą lodu zostaniemy, kto wie, może do kwietnia :-/

      • Jagoda Wątorska

        Miło popatrzeć i poczytać. Zwierzaki przygotowane na zimę, sery wyglądają obłędnie, a ja się nie załapałam, jakoś muszę z tym żyć.
        Na południowym krańcu Warmii śniegu już prawie nie ma, jak dla mnie to zima mogłaby się już skończyć.
        Pozdrawiam.

        • kanionek

          A u nas w nocy wszystko znowu zamarzło i śnieg się nigdzie nie wybiera :D
          Pieski z rana entuzjastycznie wybiegły z domu i Żółte wywaliło się na zakręcie, tak ślisko!

  • mitenki

    “Szewc, znaczy się Kanionek, bez butów chodzi” :D
    Czemu derby za karę?
    Kurokezy skojarzyły mi się z popiersiami amerykańskich prezydentów – zgłaszam do kalendarza.

    Kiedyś wywiesiłam zimą dla ptaszorów kulę tłuszczową z ziarnami. Niestety nic nie przyleciało na ten poczęstunek, kula na wiosnę rozpadła się ze starości. A z dzieciństwa pamiętam, że jak babcia wywieszała skórkę od słoniny na druciku, to było pełno sikorek.

    • kanionek

      O, to faktycznie dziwne, bo na darmowe żarcie zawsze coś się przypałęta (może sąsiad wywiesił coś lepszego? Półtuszę wołową?). Kilka dni temu sypnęłam słonecznika na parapety, sikorki kursują zabierając po jednym ziarenku na lot, nawet rudzik się skusił (dziwne – zawsze odlatywały na zimę), o knedlach nie wspominając, za to zniknęły chwilowo mazurki – może ta hałastra trznadli je onieśmiela.

      Derby za karę, bo trochę go przesoliłam, choć do tej pory nie wiem jakim cudem – sól dodaje się w tym przypadku do skrzepu przed prasowaniem, w ilości 2% masy sera, i naprawdę ciężko się pomylić, chyba że waga coś odwaliła (no bo przecież nie ja!).

      • mitenki

        Półtuszę wołową powiadasz… Garnek z bigosem na święta stał na niejednym balkonie, ale półtuszy sobie nie przypominam :D
        U mnie dziś odwilż i deszcz, ponoć święta mają być po wodzie.
        Marzy mi się białe Boże Narodzenie (pewnie będzie biała Wielkanoc).

        Brunet z posiwiałym pyskiem bardzo jest przystojny.

    • kapelusznik68

      mitenki, zapisałam :)

      • mitenki

        Dzięki Kapelusznik68 :)
        Ciekawa jestem tej dorobionej kociej doopki, gratuluję umiejętności Męskiemu Pierwiastkowi (za całokształt, nie tylko za doopkę ofkors).

  • mitenki

    Z sera zrezygnowałam świadomie, nie za bardzo mogę teraz jeść.
    Odbiję sobie w przyszłym roku :)

  • kanionek

    Ach, te emocje – większość paczek doręczona, jeszcze tylko 4 + jedna zagraniczna nie dotarły do serożerców. U nas cały dzień mgły i mżawki, kilka kóz zakochanych, reszta obrażona na cały świat, choć przecież wiadomo, że cała ta pogoda to wina Kanionka.
    (Kaczuszki za to są zadowolone, bo w końcu udało im się dogrzebać do gołej ziemi i z upodobaniem fedrują w błotku).

  • Becia

    Dotarła!!!! i spytam się nieśmiało .. co to są Kanionku felicybracje?

    Przelew pójdzie jutro bo u nas od wczoraj awaria komputera a ja z komórki nie umiem… :(

    • kanionek

      Felicybracje to zmyślone słowo, pojawia się w sezonie trzecim odc. 2 Czarnej Żmii (“Pisma i pismaki”) w towarzystwie przymiotnika “żołądlikowe”, który też jest zmyślony, bo cały myk polegał na tym, iż Czarna Żmija chciał udowodnić twórcy słownika, który to słownik miał zawierać wszystkie możliwe słowa, iż właśnie nie zawiera, więc zaczął na poczekaniu wymyślać nowe słówka, by autorowi słownika namieszać w głowie.

      Johnson: Ta książka zawiera wszystkie słowa naszego ukochanego języka.
      Edmund: Wszystkie?
      Johnson: Oczywiście!
      Edmund: W takim razie, proszę pozwolić, doktorze, że złożę moje najszczersze kontrafibulatoria.
      Johnson: Słucham?
      Edmund: Kontrafibulatoria, panie. To u nas dość częste słowo.
      Johnson: Cholera! [dopisuje do słownika]
      Edmund: Ach! Jestem introsperowany, frasbolały, a nawet żałościwy, że spowodowałem panu taką dyschaotynikę.
      Johnson: CO TAKIEGO?
      George: Ależ o czym ty gadasz, dla mnie to brzmi jak tureckie kazanie!
      Edmund: Spokojnie, Wasza Wysokość. Chciałem jedynie pogratulować panu doktorowi, że nie pominął ani jednego słowa.
      George: Weź, byś już lepiej napalił.
      Edmund: Oczywiście. Wracam postinterwalistycznie.
      (…)
      Edmund: Już pan wychodzi? Nie zostaje pan na żołądlikowe felicybracje?
      Johnson: Nie, nie, moja noga więcej tu nie postanie! Odprowadź mnie pan do drzwi!
      Edmund: Ależ oczywiście. Z chęcią ułatwię panu rączą ekstramuralizację.

      (A potem Baldrick napalił słownikiem w kominku :D)

      • lobo

        Kanionku, jak cudownie, zachwycająco, że wysyłasz w świat swoje sery jako „żołądlikowe felicybracje”! :-D Przepadamy z Żoną za tym odcinkiem „Czarnej Żmii”, na stałe do naszego słownika weszły zwłaszcza „żołądlikowe felicybracje” („pendigestatery interludicule”), „rącza ekstramuralizacja” („velocitous extramuralisation”) i warianty „dyschaotyńka/deschaotyńka” („pericombobulation”). A osobiście i zawodowo jestem pod ogromnym wrażeniem pracy tłumacza, przy moim „ścisłolingwistycznym” umyśle tłumacza specjalistycznego bez końca analizowałbym aspekty słowotwórcze i nie miałbym szans błysnąć taką kreatywnością.

      • mitenki

        Gdzieś można ten serial zobaczyć? Oglądałam kiedyś, ale niewiele pamiętam.

  • Becia

    Kanion wiesz co…. Niesamowity Ty jesteś !

    Ps. Wtrąbiłam własnie prawie całe opakowanie koziego twarożku polewając na zamianę syropem klonowym i z granata. Poezja:) zaraz pęknę ale nie mogłam się oprzeć💚

  • wy/raz

    Muszę napisać, połączenie dyni i kozła/kozy zawsze mi się podoba. Śliczne jest.

  • wy/raz

    Wyszło, że zaczynam. Oddechu, odpoczynku, zdrowia. Twardych dróg, zdrowych zwierzaków, nieustającego oparcia w najbliższych. Wszystkiego czego trzeba. Dobrobytu i obfitości.

  • mitenki

    To ja następna… błogiego nicnierobienia, ciepła w sercach i w domostwie, słońca, zdrowia ludziom i zwierzętom :*

  • kanionek

    A ja sobie właśnie powoli wychodzę z dwudniowej migreny (ciśnienie skacze, wichry wieją), jestem sproszkowana na maksa i ledwie sklejam akcję, ale też wszystkim życzę spokojnych i zdrowych :-*

  • bila

    Hej, hej! Mam nadzieję, że Kanionek odzyskał zdrowie, czego także i Wam życzę. Bo mój zięć ma Covid i po wigilii u córki reszta rodziny do mnie nie przychodzi, bo może zarażamy. Może. Tak, że sami wvcinamy pyszności przeznaczone na świąteczny stół. Ale syn i córka zachwyceni serami kanionkowymi, o! I my takoż.
    Ser świąteczny ma szczególne wzięcie, pyszności!!!
    Szykujcie się, Nowy Rok 2024 będzie wspaniały! Bo tak!

    • kanionek

      Będziemy Cię trzymać za słowo :D
      Dopiero dziś mogę powiedzieć, że łeb mi nie pęka, więc mówię. Zazdroszczę wcinania pyszności bez konieczności odganiania konkurencji kijem od miotły – jednak izolacja ma swoje zalety, choć covidowego widma nie zazdroszczę. Nam się udało jakoś przeżyć cały ten okres od początku pandemii bez zarażenia (chyba że przeszliśmy bezobjawowo, ale wątpię), i to z kolei zaleta naszej izolacji.
      U nas ciepło, że tylko okna otwierać, nawet pięć stopni dziś stuknęło, wszędzie stoi woda, w ogrodzie mam taki zakątek, gdzie już spokojnie mogłabym karpie poświąteczne trzymać, kozy w miarę zadowolone, bo można pobrykać po łące, a nawet skubnąć jakiejś zieleniny (ciekawa sprawa, że pietruszka naciowa, której ostatecznie nie wycięłam w pień jesienią, wygląda jakby przezimowała te mrozy pod kołdrą ze śniegu i wciąż jest zielona). Odwilż sprzyja również kretom – na łąkach wyrastają nowe kopce, a Pasztedzik z Puszczakiem kopią w związku z tym nowe dołki, doły i jaskinie – serio, trzeba uważać, żeby sobie nóg nie powykręcać, bo co pół metra wykopki.
      Moja zimowa cebula pospieszyła się nieco i jakieś smętne szczypiorki wystają nad grubą warstwą ściółki, oby styczeń i luty okazały się dla nich łaskawe.
      Buziaki od nas dla Was :)

  • mitenki

    Po całym dniu w pracy nie stać mnie na wiele…
    Najlepszości Kanionku, niech wróci do Was dobro, które czynicie 😘

    • kanionek

      Ja myślę, że cały czas wraca, a nawet, że wróciło więcej, niżeśmy wydali, i teraz jesteśmy na debecie :D
      W tym roku planuję przygarnięcie (a może raczej przygarnianie) kurczaków od Pani Łosiowej – ona kupuje jednodniówki w workach, w sensie, że niby martwe, dla swoich drapieżników, i w tych workach czasem się zdarza, że kilka kurczaków piszczy, no i ona ich nie rzuca na pożarcie lwom, tylko odchowuje, no więc powiedziałam jej, że część tych ocaleńców mogę brać pod swoje skrzydło. Wiadomo, że nie wszystkie przeżyją po takich perypetiach, jak stłamszenie w kupie martwych ziomków i podróż w worku w niekoniecznie wysokiej temperaturze, no ale Łosiowa mówi, że niektóre przeżywają. Oczywiście będą tam pewnie głównie koguty, bo to chyba “odpady” z seksowania, ale człowiek nie maszyna i też się czasem pomyli, więc może i kurka się trafi, i niech sobie łażą, grzebią, i wydziobują larwy much z okolicy koziarni, to i kozom przysługę wyświadczą.
      Buziaki, Mitenki, Tobie też wszystkiego dobrego :-*

      • wy/raz

        Aniu, wiem czego nie życzę na 2024. 15 kogutów. Choć wszystko zależy. Jak chcesz mieć kolorowo i dziarsko, to czemu nie. Czyli masz teraz dogrzewanie kurczaków z zagadką i z dużą szansą, że to będą koguty? Obawiam się, że na karmę producenci są w stanie wyizolować w dużej mierze te koguty. Wiem, czasy są tak dziwne, że utrzymanie przy życiu za wszelką cenę ma wartość, a pozwolenie na zgon zgodnie z naturą (wiem, cały proces tych kurcząt jest do du.. ale i NFZ też) już nie, przynajmniej teoretycznie. Pani Łosiowa zamawiając półżywą, wyselekcjonowaną karmę nie ma wyboru bo karmi również drapieżniki. Jednocześnie ma wybór, bo może ich nie karmić. Wiem, w grę wchodzą jeszcze myszy, i inne rzeczy. Przy mięsożercach ktoś musi zostać zjedzony. Dobrze by było, gdybyś nie była to ty.

        • kanionek

          No, ona niby ma wybór, ale to raczej taki, że musiałaby zaprzestać swojej działalności, albo odmawiać przyjmowania chorych sów, myszołowów, kun, bocianów (bociany łykają te kurczaki jak klopsiki w sosie), czapli i czego tam jeszcze. Psowatym raczej podaje po prostu mięso, a do tego pewnie jakieś witaminizowane karmy, ale w przypadku ptaków drapieżnych to byłoby co najmniej trudne. Tak czy siak – 15 kogutów też bym nie chciała; zobaczymy, co przyniesie los ;) Ostatecznie to nie jest tak, że ona ma co chwilę pół worka p[iskląt do “uratowania”.
          Jeśli zaś idzie o zagadkę, co z tych piskląt wyrośnie, to pamiętam jeszcze, że z każdej partii wysiadywanych jajek (jak również z tych inkubowanych przeze mnie w kartonie) na ogół wychodziło co najmniej 50% kogutów, a czasem więcej. Ale spokojnie, nie wezmę sobie na głowę setki kurczaków, naprawdę.

  • Jagoda Arden

    Niechże Anioł rozpostrze swoje skrzydła nad Kanionkowem niczym parasol chroniący przed zimnem, bólem i niedobrym okiem.
    Zdrowia i pogody ducha Kanionku i cała Koziarnio.

    • kanionek

      Zwłaszcza przed tym okiem! Np. cyklonu. Choć w oku podobno najciszej. Tymczasem do nas idzie mrrróz! Skrada się chyba od wschodu, reszta Polski może się uchowa, ale my znów oberwiemy z minus dziesięciu :-/
      Uściski, Jagodo :-*

  • Becia

    Wszystkiego najlepszego dla Kóz z Obory. 🍾
    A dla Państwa Kanionkowstwa zawsze grzecznych zwierzaków, mało szkodników i błota oraz dużo dobrego i taniego siana i ziarek.
    A dla Kanionka jeszcze mało kretów, żadnych zgnilizna w ogródku i absolutnie żadnych ale to żadnych migren i nerwralgii przez cały 2024rok.
    I dużo powodów do uśmiechu.
    Całusy

    • kanionek

      Dziękuję, Beciu :-*
      Jeśli wszystkie Twoje życzenia się spełnią, to następny będzie już chyba tylko koniec świata, ale co tam – raz kozie koniec świata :D
      Buziaki od nas, oczywiście :)

  • Dytek

    No i nastał ten trudny dzień, nowy dzień – dzień bez Derby. Buuuuuuuuuuuu:((((((((((
    Idę się pocieszyć półeczką z innymi radościami:))))))))))))))))))

  • mitenki

    I dwunasty dzień bez Kanionka… buuuu
    Kanionku, mam nadzieję, że Was tam nie zasypało całkiem? I nie zamarzliście?
    Napisz słówko :*

    Dytek, kiedyś zamówiłam derby dla koleżanki z pracy i poprosiłam, żeby mi przyniosła kawałeczek do spróbowania. Następnego dnia przyniosła słupek sera 5×20 mm i powiedziała, że tylko tyle zostało, i że z bólem serca odjęła sobie od ust :))))))

    • kanionek

      :D
      Lubię czytać te Wasze opowieści z Krainy Serowych Przygód, a jeśli chodzi o to, co u nas, to NARESZCIE temperatura wzrosła ciut powyżej zera (choć dziś jeszcze przerębel w stawie musiałam siekierą wykuwać – codziennie skuwam, żeby na śmierć nie zamarzło, bo warstwy 10 cm to już niczym nie ruszę, a dynamitu wciąż nie kupiłam, bo zapominam). Przedwczoraj musieliśmy pojechać na zakupy, wzięliśmy do samochodu dwie łopaty, a na miejscu, tj. tym najgorszym odcinku drogi między polami, szybko się okazało, że kilof też nie byłby od czapy. Pan Łąka (który teraz powinien się nazywać Pan Rzepak, bo przekwalifikował swoje uprawy), jeszcze podczas poprzednich roztopów, przejechał sobie beztrosko ciągnikiem przez całą drogę, samiutkim środkiem traktu, zostawiając po sobie głębokie po kolana koleiny, które – jakżeby inaczej – następnego dnia skuł mróz, a potem przyszedł jeszcze większy mróz i opady śniegu, w związku z czym droga, choć zamarznięta na kość, co normalnie robi jej na plus w kwestii przejezdności, stała się nie do pokonania małym pojazdem osobowym. No nie powiem, jak się człowiek dobrze namacha łopatą przed zakupami, to potem już nie ma siły ściągać produktów z półek i koncentruje się na wybieraniu jedynie tych absolutnie niezbędnych, czyniąc tym samym oszczędności i skracając czas pobytu w mieście. A te emocje! Czy uda nam się w drodze powrotnej pokonać oblodzoną górkę? Czy trafimy do domu po własnych śladach, czy może zawiśniemy na ukrytym pod śniegiem garbem koleiny i zakupy będziemy wozić taczką, a zardzewiały pierdzipędzik będzie wisiał na drodze aż do kolejnych roztopów? Czy łosie, które znów kręcą się w pobliżu, okorują nam samochód z resztek lakieru, albo może zajumają lusterka? Jakoś jednak dojechaliśmy, tylko raz musiałam wypychać grata z miejsca, gdzie pod warstwą śniegu ukrywała się zamarznięta kałuża, no i tylko trochę łeb mnie rozbolał, ale dziś już wszystko gra (a do taktu skrzypi kolano).

      Wszyscy żyjemy, jak zwykle zabieram się do nowego wpisu jak pies do jeża, więc chwilowo musi Wam wystarczyć tu i ówdzie rzucony komentarz ;)
      Buziaki, podobno przez co najmniej 3 dni ma być kilka stopni na plusie i padać deszcz.

      • Dytek

        I jakże co najmniej równie cudowne są opowieści z pieszej linii frontu na polu walki z zimą i kłodą rzeczywistości pod nogami.
        Uściski

        • kanionek

          Kłoda rzeczywistości właśnie zamienia się w zwyczajowe bagno codziennej udręki – błoto, błoto, błoto, i pasek nieustępliwego lodu wzdłuż domu, akurat tam, którędy chodzić trzeba :)
          Kozy wniebowzięte, prawie osiem stopni i niewiele z tego zapowiadanego deszczu, skaczą, obrabiają przewróconą na łące jabłonkę (z kory, no bo liści teraz brak), a gdy jeszcze dało się jeździć po lodzie, to wlazły na pomost i zeżarły brzózkę, która tam wyrosła trzy lata temu i na przekór suszom i mrozom dzielnie parła ku świetlanej przyszłości. No cóż – teraz już nie musi walczyć o przetrwanie.
          Kaczki i gęsi są zadowolone najbardziej ze wszystkich – na ich wybiegu znów pojawiły się jeziora, można taplać się w błotku i lodowatej wodzie, nawet ziarek nie ruszają, najwyraźniej dżdżownic pod ziemią dostatek. Z ziarek korzystają głównie knedle (pewnie koło setki sztuk), na parapetach stołują się sikorki (bogatka i uboga), ale pojawiły się też kosy (sztuk pięć), którym wykładam na parapet połówki jabłek.
          Koty nudzą się okropnie w Różowym – myszy brak, nic się nie dzieje, ale na podwórko nie chcą wychodzić, bo jednak za zimno. Kupa utuczyła się tak, że obecnie wygląda jak prawdziwy kot, a nie pręgowana szmatka z mikrofibry, za to Kotek trochę schudł, choć jedzenia dostają bez ograniczeń.
          Ciągłe skoki ciśnienia nie robią mi dobrze na samopoczucie, dziś zaczęłam dzień od grama paracetamolu i szumu we łbie (niskie ciśnienie), jutro ma być skok w górę.
          Od rana szaleje u nas pilarz, zaczął w dąbrowie od zachodu, teraz rżnie od południa, tuż przy linii pastucha, więc przynajmniej coś się dzieje.

    • Dytek

      Jakże rozumiem 😅😂😅

    • Dytek

      W sensie historię z derby w pełni rozumiem.

  • wy/raz

    Oblizując się przy serku mam pytanie techniczne. Kiedyś można było przejść z wpisu na wpis w przód i w tył (opcja przy tytule wpisu). Teraz nie można. Wróci jak kiedyś strzałki?

    • kapelusznik68

      No patrz, wcale nie zauważyłam a często korzystałam z tego udogodnienia. Może ostatnio z tych strzałek POD wpisem i nie zanotowałam zniknięcia tych na górze.

  • Krystyna

    Kanion,nie daj tak długo czekać na nawy wpis.Chcemy porcji radości,optymizmu,bo wredne przedwiośnie nas dobija.

  • Krystyna

    Kanion,nie daj się prosić. Weź napisz i rozpieść zdjęciami.

    • kanionek

      Ja TEŻ chcę radości i optymizmu! I nie mam skąd wziąć…
      Nie wiem, czy zdjęcia błota, stojącej po krzakach wody, gołych gałęzi i koziołków z nosami na kwintę Was dopieszczą. Też macie wrażenie, że tej zimy jest wyjątkowo mało słonecznych dni?

  • mitenki

    Bardzo mało. I zawsze taki dzień wypada gdy siedzę w biurze i świata nie widzę, gdy mam wolne pogoda nie zachęca do wyjścia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *