Pyjki, ryszczki i aliasy, czyli ręce, które leczo

Kluszynek, Kluszynek

znalazłam go w kurniku

Kluszynek, Kluszynek

co zalet ma bez liku.

(Śpiewać na melodię piosenki “Bursztynek”, która pochodzi jakoś z tych czasów, gdy wszyscy nasi koledzy byli porucznikami Borewiczami i zwalczali przestępczość niebywałym sprytem i patykiem w kształcie pistoletu, a koleżanki polerowały fragmenty szkieł z rozbitych butelek, by zakopać pod nimi “sekrety” z kwiatków i innych dupereli. Jestem prawie pewna, że na gdańskiej Zaspie wciąż gniją gdzieś pod ziemią sekrety Kanionka. Tu można posłuchać oryginału: https://www.youtube.com/watch?v=vj0Rc_Px5Io, a kim jest Kluszynek w tej parafrazie, to pewnie się Państwo domyślą).

Dziś na początek rozgrzewka z grochówką – gorącą i gęstą jak lawa:

Jedyne pytanie, jakie miał Małżonek odnośnie obiadu serwowanego w psiej misce, to: “Dlaczego nie na podłodze?”. Ano dlatego, że dopóki jeszcze pamiętamy jak się posługiwać sztućcami, to będziemy jedli jak ludzie, przy stole, a później to się zobaczy. (A tak serio, to ja mam, co prawda, dwa głębokie talerze, ale nie dość, że każdy innego wyznania, w tym jeden z parafii “Społem”, to jeszcze obydwa dorobiły się pęknięcia związanego z wiekiem i użytkowaniem, no i te pęknięcia niosą ryzyko utraty przez taki talerz urody całokształtu na rzecz artystycznej kompozycji z wieloczęści. Surówkę mogę w nich podać, ale wulkaniczną lawą można się dotkliwie poparzyć, więc już wolę z psiej miski jeść).

I zadał mi Małżonek niedawno takie pytanie, nad którym trzeba się było niezwłocznie pochylić, a mianowicie: czy pieski mają pyszczki, czy ryjki?

Po krótkiej, a owocnej debacie, doszliśmy do wielce satysfakcjonujących wniosków, a mianowicie, że małe pieski mają pyjki, a duże pieski mają ryszczki. I tak, na przykład, gdy widzę Paszteta żującego coś, co rodzi moje podejrzenia, iż mogłoby mu zaszkodzić, to mówię do niego: “Proszę natychmiast okazać zawartość pyjka!”. On wtedy, oczywiście, że w pyjku nic nie ma, że tak naprawdę to własny język żuje, bo ma taki odruch GŁODOWY. Tajasne. Głodowy zwłaszcza. A przecież widzę, że tam krecia stopa wystaje spomiędzy wilczych kłów.

(A propos wilczych: jakiś miesiąc lub więcej temu, korzystając z cenowej promocji, kupiłam Laserowi karmę dla seniorów, i ona się nazywa “Wolf of Wilderness”, ha ha, i Małżonek cały czas kpi z tego wilka, a ja mu mówię, że wszystko się zgadza, oprócz drobnej literówki, albo czterech, bo Laser to jest Wolf of Kołderness, i to wcale nie przypadek, że w tej karmie nie ma zbóż, tylko są ziemniaki. For couch potatoes!).

A gdy Żółte porzuci prace ogrodowe, polegające na odgryzaniu wiadrom rączek, tudzież przemianie starego węża ogrodowego w setki małych, uroczych wężyków, i teraz bawi się w instalatora sanitarnego i rozkłada na części pierwsze syfon ze starego zlewu, który – z braku lepszego pomysłu – postawiliśmy pod ścianą domu, to kiwamy z Małżonkiem głową, że Ryszczek Zniszczenia znów usieje nam podwórko elementami niekompostującymi się, i kto to wszystko będzie zbierał, kto będzie, jak ten Kopciuszek dwudziestego pierwszego wieku, wydłubywał okruchy plastiku spomiędzy źdźbeł gnijącej, jesiennej trawy? No jasne, że Koninek.

Krajobraz za oknem dopiero zaczyna się jesienić, ale wszyscy już wiedzą, w kościach to czuć, że idzie Złe.

Niektórym jednak jesień całkiem dobrze się kojarzy. Pod spodem randka Syreny z Bożydarem:

Wystarczy 15 minut.

No i nie chcę nikogo denerwować, ale oto ostatnia taczka selera naciowego pojechała do koziego paśnika:

A dzień później taczka naci zwykłego selera:

Ze zbiorem selera to było tak, że ja przez lato całkiem zapomniałam, ile tego nasiałam, więc poszłam do ogrodu z myślą, że to będzie 15 minut wyrwać te 15 selerów, odciąć nać dla koziołków, oczyścić selery z ziemi i korzeni i zanieść do spiżarki, no a na miejscu się okazało, że głupia nasadziła tego 42 sztuki. Tu w wannie, wstępnie oczyszczone:

I ta sama głupia, sapała przez godzinę w ogrodzie, obmywając czterdzieści dwa selery w wiadrze lodowatej wody, i samą siebie pytała, kto to wszystko zje.

Muszę zrobić do słoików i poszukać książki “Trzysta pysznych dań z selera”.

A natkę z młodych liści to sobie posiekałam i zamroziłam, bo mam patisony, z zamiarem zrobienia z nich ratatuja, a ratatuj bez naci selera to niech do mnie nawet nie podchodzi, więc mam wszystkiego pełno i teraz szukam czasu, żeby to spożytkować.

I w ogóle nie wiem, czy wiecie, że seler może być soczysty. Ja kiedyś myślałam, że to warzywo jest suche i trociniaste z natury, a się okazuje, że to raczej wskutek przechowywania traci swą naturalną soczystość, bo jak się weźmie sztukę prosto z ogrodu, to seler ma miąższ zwarty i wcale nie suchy:

A tu papryka w łazience, odstrasza demony*.

I w korytarzu, razem z czosnkiem i pomidorami, które pewnie prędzej zgniją, niż dojrzeją:

Ostatnie słoiki z leczo. Wyszło żółtawe, bo akurat ostatnie zbiory papryki i cukinii były właśnie w tym kolorze, ale w smaku tego nie czuć.

A w świetle jarzeniówki i tak wszystko jest szare:

Pozbierałam trochę nasion:

Ostatnia taczka buraczanej naci:

A tu utarg z tego poletka, gdzie mi się już nie chciało przerywki robić:

I bałagan z resztek, który wraca do ziemi:

Powiadam Wam, nie słuchajcie różnych takich naturystów i innych odmieńców, którzy mówią, że buraczków nie trzeba przerywać, bo doskonale rosną w pęczkach. NIE ROSNĄ.

To znaczy rosną – liści kupa, kozy zadowolone, no ale buraków z tego tyle, co tłusty kot napłakał, a wiadomo, że tłuste koty mało płaczą, bo są nażarte, a na płakanie to kalorii szkoda. Kilka buraków wielkości jabłka i cała masa orzeszków! A dwie poprzednie partie, które przykładnie poprzerywałam, urosły normalnych rozmiarów, więc to na pewno nie jest kwestia złej ziemi.

A tutaj stare wyjadaczki wykańczają buraczki:

Mam taką procedurę, że najpierw zamykam w jedynce te kozy, które zwykle nie mogą się dopchać do paśnika, bo stare krowy im nie pozwolą, i wtedy ładuję liście lub inne pyszne rzeczy do paśnika i podwieszonego pod sufitem kosza, i te słabizny sobie jedzą w spokoju. Na końcu wpuszczam do jedynki te wszystkie odpasione Double, Larwy, Czesie i Pippi, żeby wykończyły resztki. I wszyscy zadowoleni.

A propos Pippi – jak co roku, Pippi wytrwale karmi dziecko, które zaraz ją przerośnie. To samo Larwa. Ich dzieciaki są najtłustsze w stadzie.

A tu jedna z Małpek, czyli córek Miki. Po raz pierwszy mamy taki kolor futerka w stadzie:

Jej siostra jest tylko ciut mniejsza i niełaciata, ale w tym samym kolorze mlecznej czekolady.

Ostatnie wiadro sałaty wciskaliśmy w siebie od poniedziałku do środy, jeszcze tylko ukisić kapustę, i co? I zimno. Przez następne pół roku :-/

Tak, dobrze widzicie – te kwiatki spod firanki to kapusta pak choi. Jednak chyba było jej za ciepło i zakwitła, więc odpięłam częściowo firankę, żeby owady wzięły się za zapylanie. Pszczół pod koniec października co prawda nie uświadczysz, ale muchowate jakieś tałatajstwo bardzo jest z kwiatków zadowolone, a wczoraj to widziałam nawet wielobarwnego motyla!

*Nie no, z tą papryką to jaja sobie robię. Do odpędzania demonów używa się papryczek ostrych, czerwonych.

PS. Małżonek robił ostatnio takie coś:

Obliczał, przeliczał, mierzył bardzo dokładnie, zużył kawałek deski, kawałek blachy ocynkowanej, drut miedziany, dwie zepsute zapalniczki (a raczej same obudowy) i jakieś tajemne gniazdka, i bardzo jest z tego zadowolony. Ja w sumie też. TO DZIAŁA! A ten kto zgadnie, co to jest dokładnie, dostanie kawałek wybranego przez siebie sera, gdy już dojrzewające dojrzeją.

A druga zagadka, ale już bez nagród, bo zbyt łatwa: kto w ciągu ledwie dwóch lat dorobił się tylu aliasów do swojego właściwego imienia, ile wymieniłam pod spodem?

Bakterier

Patroszyn

Jałmużyn (ew. Jałmurzyn)

Ziemniak

Pozorro

Patiomkin

Peryskop

Paragon

Bullerbyn

Atrapek

Karabin

Pasztefon

Kurczatov

Ziemniórka

Bojkot (od “bojowy kot”)

Paszczurka

Sztapedzik

Kaszczan

Poteflon

Na pewno było coś jeszcze, ale i tak najlepiej reaguje na “Ziemniak”.

PPS. No i ten. Jeśli chodzi o tytułowe ręce, które leczo, to ja ten tytuł już wczoraj wymyśliłam, a raczej sobie wykrakałam, bo właśnie dziś Żółte i Mając mieli ostre, decydujące starcie, o drugiej w nocy wyrwali Małżonka z łóżka (a Kanionek spał jak kamień!), i Majączek już co prawda dochodzi do siebie i nawet kolację wciągnął ochoczo, ale cały dzień trzeba ją było niańczyć, dezynfekować rany, mierzyć temperaturę (a bo to wiadomo? Rany niby niegroźne, ale ogólnie poturbowany był ten Majączek i nie chciał nawet na siku wstawać), podsuwać wodę pod ryszczek i mówić, że jest najlepszym Majączkiem na świecie. A na Kluszyna Małżonek jest tak zły, że się do niej cały dzień nie odzywa. Ech.

122 komentarze

  • Ania W.

    Pierwsza! A teraz lecę czytać!

  • Agniecha

    Mnie to wygląda na jakieś urządzenie grzewcze.
    Ale głowy za to nie dam, mam tylko jedną.

    • ajka

      tam trytytki są, stopiłyby się.

    • kanionek

      Powtarzając za klasykiem: I byś teraz, Agniecha, nie miała głowy!

      • agniecha

        Stopiłaby się moja głowa razem z trytkami, czy co?
        Tego klasyka nie znam, albo zapomniałam. Proszę o cytowanie źródeł. Albo stosowanie przypisów. Zamiast lajków.
        W końcu wszyscy tu jesteśmy intelektualistami, co nie? Włącznie z psami, kozami, kotami, koniami, kretami itp.

        • kanionek

          No bo napisałaś, że głowy nie dasz, to ja sobie od razu pomyślałam, że i dobrze, bo byś teraz głowy nie miała (ponieważ odpowiedź była nieprawidłowa), a klasyk to ten taki: https://www.youtube.com/watch?v=NklSgmYbpSE

          Kozy przytakują w sprawie tych intelektualistów, tylko pragnęłyby zaznaczyć, że one są najbardziej. Najinteligentniej. No po prostu “naj”.

  • mitenki

    1. Pasztedzik

    2. Jakasik suszarka do czegoś tam?

  • Ajka

    O matko, tego mi było trzeba, ręce które leczo… Leżę w szpitalu w pobliżu sekretów Kanionka. Ale spokojnie, to tylko zatkana nerka ;)

    Ja obstawiam ze to jakaś antena poprawiająca jakość internetu…
    Po ser przyjadę osobiście, jak podpiszemy umowę na działkę w pobliżu Kanionka :* Może wtedy i betoniarkę ściągniemy ;)

    • ajka

      nie czekajcie na kanionka, znalazłam dowód: https://www.elektroda.pl/rtvforum/topic2035381.html

      • Olika

        Elektroda.pl moje guru elektroniczne 😊

        • kanionek

          A ja nic z tych rzeczy nie rozumiem, i słyszałam tylko plotki, że na elektrodzie to wszystkim wątki zamykają, bo “było wałkowane sto razy, zamykam temat” ;)

          • Olika

            Ja tam czerpie wiedze co pralce czemu buczy i czy telewizor dziala itp itd

          • kanionek

            No tak, ja też tak to sobie wyobrażałam, ale jak oni tam wszyscy zaczną sypać nazwami, które nic mi nie mówią (spirokołki, korbowrzutki, lewoskrętne nanotrzpienie z akrylotyternitu, i tym podobne zaklęcia), potem się między sobą pokłócą (a skoro ja i tak nic nie rozumiem, to nie wiem z kim trzymać), to ja z takiego wątku wychodzę zakręcona jak to pranie z automatu i wyżęta jak pielucha przeciągnięta przez magiel starej Frani.
            Forum fanów taśmy klejącej i sznurka – to jest dla mnie przyjazne środowisko.

      • Kaczka

        To jest krzeslo elektryczne dla wystepnych slimakow! Albo nadajnik do komunikacji z kosmosem!

        • kanionek

          :D
          Choć, tak po prawdzie, wygląda bardziej na HAMAK elektryczny. Lub materac.
          Skoro się wydało, to przyznam, że mamy również wariograf (w odpowiedniej skali), i w listopadzie, gdy ślimakom już i tak psycha siada, to ja je przesłuchuję na okoliczność posiadania rodziny (“Ilu was jest? ILU się pytam!?”) i bliższych współrzędnych osiedleńczych (“Dokładnie pod którym kawałkiem starej szyszki siedzi wujek Konstanty?”), a zatwardziałych łgarzy rzucam na krzesło, znaczy hamak elektryczny. Jak ktoś współpracuje, to dostaje ułaskawienie i wyjeżdża na łąkę pod lasem.
          (A w styczniu to już wiadomo, komunikuję się z kosmosem).

    • kanionek

      Kurde, Ajka, leżeć w pobliżu sekretów Kanionka to nie brzmi zbyt dobrze. Całe szczęście, że dodałaś “w szpitalu”!
      To znaczy nie zazdroszczę, ale mimo wszystko i z dwojga złego – lepiej nad ziemią, niż pod.

      No i oczywiście podałaś prawidłową odpowiedź, a ja myślałam, że teraz to Was zagnę, i domyślać się będziecie dłużej, niż w przypadku legendarnej zagadki “co jest obłe i milusie, oraz robi ło-ło-ło” ;)

      Będziemy sumsiadkami?! Gdzie? Jak? Kiedy? I czy jesteś pewna, że chcesz się rzucić na ten koniec świata? :D

      • Ajka

        jestem pewna! Końca świata szukamy już od jakiegoś czasu, ale patrzyliśmy w złym kierunku. Powiem szyfrem: zmień jedną literkę w swoim nicku i dodaj Wielki. Tak bardziej na zachód od Ciebie, jakieś 25-30km, ale nie wiem gdzie DOKŁADNIE jest Twoje zadupie (nie pamiętam numeru Waszej posesji). Nasze zadupie jest blisko cywilizacji, a jednocześnie na uboczu otoczone lasem, no perełka <3
        A kiedy? nie wiadomo… covid utrudnia wszelkie operacje na dokumentach, potem jeszcze, studnia, prąd itp, dłuuuuga droga przed nami. Więc na początek będziemy tylko weekendowymi sąsiadami :)

        • kanionek

          O Jeżu, to już chyba wiem. Tylko pamiętaj: upewnij się, że droga dojazdowa do Waszego domu jest PRZEJEZDNA dla pojazdów mniejszych od czołgu, ORAZ, uwaga, że listonosz na pewno wie, gdzie jest Wasz dom, a Poczta Polska nie kwestionuje istnienia takiej posesji :D Bo ten… Wiem z doświadczenia, że to nie jest takie oczywiste. Ach, i nic nie szkodzi, że nie pamiętasz numeru naszej posiadłości, albowiem gmina nam właśnie ten numer swą urzędową mocą zmieniła (o 64 oczka w górę…), a nawet nie tylko numer! My już w ogóle mieszkamy w innej miejscowości! Takie cuda, psze pani. Ale to jest opowieść na długi, zimowy wieczór.

          Ale fakt, pięknie tam będziecie mieli :)

          • Ajka

            droga od szosy, która zaraz na początku miejscowości pnie się na górę przepięknym wąwozem jest utwardzona płytami, potem tłuczniem. Dalej od drogi gminnej jest wyznaczona droga należąca do gminy, ale leci przez pole. Gmina powiedziała, że nie będzie nam przeszkadzać, jeśli będziemy coś z nią robić, łaskawcy :D a będziemy musieli coś z nią zrobić, bo ekipa budowlana wymaga drogi.
            Poczty unikam jak ognia, bo nawet na cywilizowanym zdawałoby się osiedlu listonosz nie umie czytać i nagminnie myli budynki i ulice. Na reklamację odpowiadają, że pracownik obsługuje ulicę XXX oraz ulicę YYY, a obie ulice mają numer 7. Zaś w placówce pocztowej, która nas obsługuje naczelniczka pluje na petentów i szarpie za ubranie, co nawet pokazano w TVN Uwaga.

            Rozumiem, że zapraszacie? a bombonierek nie pijacie? ;) jakby co nasze auto wjedzie wszędzie <3

          • kanionek

            “naczelniczka pluje na petentów i szarpie za ubranie” – o matko ze znaczkiem i stertą awizo, to u nas jeszcze nie plują…
            Zapraszamy, zapraszamy, ale nie teraz! Teraz jest brzydko! Najpiękniej w maju, czerwcu… Wszystko zielone i ptaszki ciurlają, a teraz co – sójki mordę drą po krzakach, czasem czapla poskrzeczy jak przydeptana butem kaczka, i kruki nad głową krążą, zwłaszcza moją, bo najwyraźniej wyglądam już ciut nieświeżo.

      • Ajka

        a co do odpowiedzi, to mam zmysł techniczny i bardzo się cieszę z nagrody <3

  • Mami

    Obstawiam, że to prototyp pastucha na te obrzydliwe ślimaki bez skorupek ;)

    • Ajka

      po raz kolejny żałuję, że tu nie można dać lajka ;)

      • kanionek

        No właśnie!
        (Bo ja bym sobie wtedy na leniucha, siedziała i Was lajkowała, zamiast głupoty wypisywać. A dzisiaj znowu “łapka w dół” dla poniedziałków, bo tak mnie łeb boli, że już po czterech solpach jestem i jednym ibuprofenie, chociaż niby nie powinnam).

  • mitenki

    Biedny Pasztedzik, człowieki zupełnie się nie znają na dobrej zabawie!

    Zdjęcie dwóch piesełów na balocie CUDNE – moja propozycja do kalendarza :) pod tytułem
    “Dwaj przyjaciele z podwórka”

    Leczo bym zjadła…

    (nie marudź, tylko zrób se, mitenki)

    • kanionek

      No zrób se! Mnie się kiedyś wydawało, że to kupa roboty, a jeszcze za czasów pracy w korpo kupowałam torebki z tym prawie gotowym sosem w proszku, i myślałam, że nie da się odtworzyć tego smaku samotrzeć, a to wszystko nieprawda. Gdybym sobie robiła tylko porcję na dwa dni, to co – jedną cebulę posiekać w półksiężyce, średnią cukinię w słupki, ze dwie papryki w paski, dobrej ciut, nietłustej kiełbaski, wszystko obsmażyć na oleju (cebula i papryka najpierw, cukinia na końcu, żeby się nie rozpadła), podsmażone przełożyć do gara, dodać sól, cukier, dwie szczypty oregano, bazylię, i – najważniejsze – słodką, wędzoną paprykę w proszku i trochę ostrej (słodkiej DUŻO, bo to ona daje główny aromat i smak), no i przecier pomidorowy do smaku (latem robiłam na przesmażonych pomidorach), i w 20 minut po robocie! Najczęściej nie mam potrzeby dodawać wody (część cukinii kroję drobniej, to ona się razem z pomidorami/przecierem rozgotuje i zrobi sos), a potem jem to z… makaronem świderki. (Bo to nie jest leczo po węgiersku, tylko po polacku!)

      No. A “dobra zabawa” z kretem najlepsza jest w czasie upałów. Dobrze skitrany w krzakach krecik nabiera wtedy walorów w zaledwie dwa dni, i wszyscy korzystają, a ja potem kilo kłaków z sitka w wannie wyciągam i suszę psie ręczniki.

  • mp

    Że Pasztetdzik to już wszyscy zgadli, a co do ustrojstwa to 5G odganiacie ? ;-))) A tak serio, to nie wiem , co to (antena może ?) , ale bardzo stylowo wygląda.
    Na tego selera soczystego i niewiórowatego to nabrałam apetytu, można byłoby nabyć jako załącznik do sera ?

    • kanionek

      Ech, żeby do mnie jakieś 5G dolatywało…
      Ale owszem, jak już Ajka u góry napisała, antena to jest, do łapania internetu w wiadro.
      Nie dam gwarancji, że ten seler będzie wiecznie soczysty! To było moje spostrzeżenie nt. korzenia wyciągniętego z ziemi, oczyszczonego i natychmiast napoczętego :) Ale jeśli chcesz i sera, i selera, to pewnie. Najwyżej seler odeślesz z reklamacją ;)

  • ajka

    a z selera to pyszne pasztety (sic!) wychodzą, można je mrozić jakby co. I oszukanego karpia po żydowsku.
    https://www.jadlonomia.com/?s=seler tu masz parę dań, ale polecam mocniej doprawić, wg mnie Marta daje za mało przypraw i nie chodzi o sól.
    Paszteda nie robiłam, ale czego nie spróbuję z nomen omen, Ania Gotuje to wychodzi pyszne: https://aniagotuje.pl/przepis/pasztet-z-selera

    I jeszcze, na psa tez rożnie mówimy, ale od czasu jak wyżarła nam z popiołu ziemniorki, które miały być dla nas na śniadanie – to króluje Kartofel. Żebyście widzieli na jaką kartoflankę je przerobiła…
    Czasem proszę męża, żeby odcedził kartofla :D

    • kanionek

      Dzięki za linki, przejrzę. Bo do tej pory z selera robiłam tylko surówki/sałatki (surówka: por drobno szatkowany, ugnieciony z solą, żeby zmiękł, do tego seler na tarce w te drobne robaczki utarty, do tego tak samo utarta marchew, i to wszystko przyprawione majonezem, odrobiną śmietany, cukrem i pieprzem – do obiadku z kotlecikiem pycha).
      Te pasztety mnie zaintrygowały. Ogólnie selera na ciepło jakoś nie bałdzo lubię, z zupy zawsze wydłubywałam, do sałatki jarzynowej albo nie daję, albo tylko odrobinę, żeby tradycji stało się zadość, a może taki w formie pasztetu będzie dobry, bo przyprawy zmienią wszystko?

      • Ajka

        ja generalnie nie znoszę smaku selera, ale ryba i pasztet z selera wymiatają i nie mają z nim nic wspólnego <3

        • kanionek

          Ta rekomendacja przekonuje mnie!

          • RYBA Z SELERA! Moja wyobraznia wyskoczyla z blokow startowych!

          • kanionek

            TAK! Mnie też seleryba porwała w kulinarnych absurdów odmęty, i do dziś mi się w głowie kręci (i przede wszystkim nie wiem, dlaczego w selerybie po grecku jest tylko 50 GRAMÓW selera).

          • Dytek

            https://www.jadlonomia.com/przepisy/krem-z-selera/
            To jak już jesteśmy przy Jadłonomii i selerach . Zupa wypróbowana i petarda. Zamiast grzanek czosnkowych – podprażone nasiona słonecznika i siemię oraz posypka z jabłka (jabłko ze skórką – dla efektu najlepiej czerwone – pokroić w kostkę, poddusić do lekkiego zmiękniecia na sporej dawce masła, wyłączyć palnik, posypać majerankiem, przemieszać. Dać minutę na przeniknięcie smaków i posypać hojnie zupę. Żadnego mleka nie dawalim i wyszło OBŁĘDNE. A i naprawdę szybko się robi. Jak nie chcesz ryzykować pasztetu, to pasty do smarowania są super, a jeszcze z orzechami włoskimi…….

          • kanionek

            No tak. Gdy mi się wydawało, że już i tak mam co robić i wszystkiiego za dużo (a zwłaszcza planów), to wtedy wkracza Dytek, cała na biało, i mówi, że jeszcze zupy nie zrobiłam!
            :-*
            PS. Ja jeszcze nawet tej zupy dyniowej nie miałam kiedy! Teraz ogradzam chrzan i tymianek w ogrodzie, ale co chwilę przerywam, bo np. 5 minut temu był kurier z żarciem dla psów, kotów i Cykanów na pół roku (a bo to wiadomo, co to będzie?), no i Małżonek przetargał te 300 kilo pod dom, a ja rozładowałam z kartonów i do Różowego, i teraz masuję sobie plecy odpisując Wam drugą ręką na komcie ;)

          • Modra

            Kremem z selera (seler uduszony w niewielkiej ilosci wody, zmiksowany, sol, maslo, troche mleka, potem w foremce pieczony ok 30 min) raczyl mnie w Szwajcarii jakiś ‘ę ą przez bibułę’ kucharz z Paryża. Lokalsi cmokali z uznaniem. Może i tobie podpasuje. Ja lubie zupe krem z selera z grzankami/groszkiem ptysiowym. I przepadam za frytkami z selera, posypanymi wędzoną papryką przed upieczeniem. Pychota.

          • kanionek

            No masz ci los, następna :D
            Może spróbuję – mam wszystkie składniki. A któraś z Was robi samodzielnie grzanki, czy kupujecie gotowe? Bo ten dostawca od siana, co mi o zupie dyniowej opowiadał z wielkim animuszem, też o tych ptysiach i grzankach wspominał, że musowo mają być.

          • Dytek

            No to pewnie teraz pojadę po bandzie i zostanę wyproszona z Zagrody. Kanionku – te resztki, co to wróciły do ziemi z buraczków, to starczyłyby mi na kilka śniadaniowych jajecznic. To moje ostatnie odkrycie – coś w rodzaju szakszuki, tylko tylko odgarniam poduszone warzywa na bok, wbijam jaja i żeby pysznościowy sosik nie wyparował jak tylko zaczynają się ścinać lekko mieszam, tak żeby dalej się ścinały,a nie rozbełtały z sosem. Na to świeża porcja masła, pieprz cayenne, natka, szczypior i mniam. No i właśnie odkryłam, że nie tylko pomidory, szpinak i papryka dla chrupkości ale właśnie posiekane łodyżki liści buraka. Jakiż one dają smak. Mniam
            A Kanionku – kózki tych łodyżek nie lubią czy tylko tak je zostawiasz dla
            wzbogacenia gleby?
            A kuchni biały jest mało praktyczny.

          • kanionek

            Niee, kozy kochają łodyżki, pewnie za tę chrupkość i soczystość, ale ponieważ w październiku kilka razy padało, to łodyżki bliżej ziemi zbryzgane były błotkiem (pomiędzy rzędami buraczków jakaś świnia z siekaczami zrobiła sobie wykopki, więc ziemi trochę było na wierzchu), a nie chcę, żeby kozy żarły piach, bo to niezdrowo dla zębów i żwacza. One normalnie zjadają zielsko tylko do jakiejś wysokości, nie gryzą przy samej ziemi jak konie, krowy i owce, ale gdy dostają zielsko do paśnika to nie mają jak sobie odsiać “ziarna od plew”, a do tego ciśnienie konkurencji robi swoje – nie ma czasu wybrzydzać. I dlatego odcinałam nać na pewnej wysokości nad ziemią. Latem, z poprzednich partii buraków, czy selera naciowego, to dostały wszystko od korzenia w górę. I gdy koszę im zielsko, to też nie przy samej ziemi, a bylicę i inne grubsze badyle odcinam sekatorem, też na wysokości około 20-30 cm nad ziemią, żeby były bez zanieczyszczeń.

            Szakszukę to ja planuję zrobić już od roku i jakoś wciąż zapominam! A łodyżki buraczane to sama lubię, najchętniej w letniej zupie warzywnej :)

          • Dytek

            Mniam! Obsługa 6-gwiazdkowa:)))

          • Ajka

            Grzanki robię z czerstwego pieczywa. Najczęściej mam razowca. Czerstwe łatwiej się kroi na drobne kostki. Chwila moment popodrzucac na patelni z olejem i gotowe. Czasem lekko solę, ale wtedy nie maja szans się uchować do następnej porcji zupy XD

          • Baba aga

            Grzanki to ja robię,a właściwie robiłam jak jeszcze mogłam czosnek, tak: do nagrzanego piekarnika wkładam na moment pokrojoną w plastry bułkę, ja wolę bułkę, ale chleb też ok, po to na moment żeby zrobiła się ciut chropowata i wtedy ją smaruję ząbkiem czosnku, on się tak ściera, kroję w kosteczki i wrzucam do piekarnika aż się zarumienią. Pierwszy moment nie może być za długi bo jak zupełnie wyschną to będą się kruszyć zamiast kroić.

        • Modra

          Mi sie nie chce za duzo robic, za leniwa jestem, wiec zostaje przy groszku ptysiowym. A grzanki to moja babcia robila, z bulki, kroila w krateczke i do pasztetnika na chwile, na blache pomazaną olejem, az sie zrumienily. Jako bachory tak żarte bylismy, ze na niuanse typu, czy z masełkiem, czy z czosnkiem, czy ze skórką nikt nie zwracał uwagi. “A kiedy obiad?” to bylo pierwsze zdanie od wejścia do domu, po szkole ;-)
          Ech i grochówka u nas obowiązkowo z grzankami była w poniedziałki. A w piątki albo ryba, albo sadzone ze szpinakiem. Musowo.
          Menu mieliśmy bardzo regularne, bardziej niż na szkolnej stołówce :-D

          • kanionek

            Z pasztetnika na dzieciaczki
            złota grzanka mruga
            chodź, odgrzeję ci miseczkę
            ziemniaczków nastrugam

            U nas w piątek też zawsze była ryba, a dokładnie dorsz, który wtedy był tani jak barszcz (pomyśleć, że teraz kilo dorsza to trzy kilo szynki…), ziemniaczki puree z masłem i koperkiem, i obowiązkowo, ale to OBOWIĄZKOWO, surówka z kiszonej kapusty. Kocham wspominać te czasy, gdy chleb z serem i keczupem “Włocławek” był pyszny, bo teraz to się człekowi w dupie poprzewracało i nic nie smakuje jak dawniej.

          • Modra

            To prawda, ja też lubię wspominać kulinarną strone życia zaprzeszłego. Choćby taki chlebek dietetetyczny, nazywany u nas ‘dachówki’ (obecnie Wasa), z serem żółtym Morskim (the best ever, dziś Morski jak mydło mi smakuje). I ulubione moje mrożone pierogi z kapustą Hortexu albo niechby nawet Jacusie, chociaż owoce na słodko cieżko mi wchodzą, to lubiłam. Kapusta była tak pysznie kwaśna, a pierożki małe, nie takie grube i twarde jak teraz…
            Pasztetnik, trylinka i omnibus – słowa-zaklęcia mojego dzieciństwa ;-)

          • kanionek

            Ooo, a ja właśnie tych kwaśnych nie lubiłam. Babcia zawsze robiła na święta pierogi z kapustą i grzybami, i one jakimś cudem były niemal słodkie, choć bez cukru (może smażenie farszu na maśle dawało ten łagodny smak), i żadne sklepowe do nich nie miały szans podskoczyć. I faktycznie, był taki ser! Ale Jacusie…? Mgła mą pamięć zaciemia.

  • zerojedynkowa

    Oczywiście, że chodzi o Paszteta.
    A to coś, co zrobił Małyżonek to “takie coś, z takim czymś, bez takiego czegoś”, a serio to nie wiem.
    Pierwsze skojarzenie to wieszak (ale bez haczyków?),
    może jakaś zgrzewarka,
    odstraszacz czegoś,
    rzeźba nowoczesna – instalacja pod tytułem: możesz mnie kopnąć…

    • kanionek

      Naprawdę jestem pełna podziwu dla Waszej wyobraźni, bo ja, widząc takie coś, nie wpadłabym na żaden pomysł. Serio. Mogłabym jedynie dziób rozdziawić jak sroka.
      (Dobra, DOBRA! Właśnie wpadłam na jeden pomysł zastosowania alternatywnego, bo jakie jest właściwe, to już wiecie. Otóż możnaby, po rozgrzaniu tego miedzianego drucika do czerwoności, wypalić sobie na plecach takie łazienkowe kafelki… Dobra, lepiej już nic nie wymyślam).

  • Tomasz i Aga

    moj Malzonek,mowi,ze to rodzaj pulapki na szkodniki

    • Tomasz i Aga

      dodal tez,ze moze antena albo wzmacniacz sygnalu:)

    • kanionek

      A i owszem, antena do łapania internetu, jak już Ajka na górze pisała :)
      Ale jako pułapka na szkodniki też by się sprawdziło. Podchodzi taka mysz do tego czegoś, stoi, patrzy, i myśli – “No co to kurde jest? Nigdy wcześniej tu czegoś takiego nie było. Do czego to jest? Dlaczego ma tu takie coś? A czemu to jest kwadra…”, i w tym momencie wpada Jałowiec i ją – cap! Za kark. I mysz złapana!

  • Aliwar

    Mi tez się z wieszakiem skojarzyło ale Kanionek sugeruje ze pod prądem … to pomyślałam ze to coś do podgrzewania mleka czy tam czegoś w produkcji pysznych serów … bo to tam te temperatury pewnie Kanionek pilnuje co do kreseczki to trzeba np ciut podgrzać…..
    A co do buraczków to moja mama nie przerywa żeby nie urosły za duże a ja tez nie lubię olbrzymów które nie wiadomo jak układać w garnku to mam sposób z przerywaniem znaczy jak największe mam takie średnie to je wyrywam potem następne rosną i znowu wyrywam takie średnie…. i tak puki się nie skończą tak kilka razy .

    • kanionek

      Nieee, pod prądem? Ja sugerowałam?
      A z tym wieszakiem to rozumiem Wasze skojarzenia, a moja wina, że nie podałam rozmiarów tego ustrojstwa, a to małe jest, ot, jak książka, albo mała deska do krojenia warzyw. No ale teraz i tak już wiecie, że antena.

      (Tak przy okazji to dobrze mówisz, że “co do kreseczki”, więc do serów to mam termometr z dokładnością co do jednej dziesiątej stopnia (F i C), a tak naprawdę to dwa, bo kto by jednemu wierzył, i miałabym trzy, ale Małżonek kazał mi się w łeb stuknąć. I tak NAPRAWDĘ to te trzy kreseczki w jedną, czy drugą stronę, nie robią serowi różnicy, ale jak się ma nierówno pod sufitem, liczy się plasterki ogórka podczas krojenia, to i kreseczek się pilnuje).

  • wy/raz

    Klamka do łączności z zaświatami!

    No i się uśliniłam na selerach naciowych. Widząc TACZKĘ selera czuję się zdenerwowana.

    • kanionek

      To dobrze, że nie wspomniałam, iż była to co prawda taczka ostatnia, ale zdecydowanie nie pierwsza ;)

      Do kontaktu z zaświatami to ja miałam odkurzacz. Jak się go włączyło, to wył jak dusza potępiona, i zwabiał tym wyciem inne dusze, ale potem Małzonek coś w nim wymienił i urwał mi się kontakt z pradziadkiem :-/

      • Ania W.

        Ooo, to widać coś jest na rzeczy, bo ja mam suszarkę, która po włączeniu na drugi bieg, sprawia że słyszę głosy. Może to ta sama firma, co Twój odkurzacz ;)

        • kanionek

          Pewnikiem! To jak będziesz suszyć głowę na drugim biegu, to pozdrów ode mnie mojego pradziadka :)

          • Ania W,

            Dzisiaj wieczorem to się stanie. Zdam relację ;)

          • Ania W.

            Transmisja przesuniéta na dzisiaj :)

          • kanionek

            No tak. Trzy dni minęły i ani słowa od mojego pradziadka. Ani chybi – dostałaś przekaz ze współrzędnymi skarbu, który pradziadek zakopał przed I Wojną Światową, i właśnie pakujesz walizkę! Mogę liczyć chociaż na srebrny widelczyk do ciasta, albo pudełko na robaki wędkarskie? Ostatecznie to jest moja spuścizna rodowa!

          • Ania W.

            No chyba po temacie :), bo żadnych konkretów nie przywiało. A może oni tam balują, w tym niebie i nie mają głowy ( ani żadnej innej części ciała) do zajmowania się transświatowymi przekazami :)

            Czcionkę w komentarzach zmieniło…? Na większą? Sajz metters?

          • kanionek

            Z czcionką to nie wiem, Małżonek pewnie na to spojrzy (bo mówisz o przeglądaniu na telefonie, tak?). A skoro od pradziadka ani słowa, to dobrze. Niech sobie baluje, ambrozji nie żałuje ;)

  • kapelusznik68

    Biedne ślimaki!

    • kanionek

      :D
      No biedne, ale nie z powodu ANTENY, tylko dlatego, że lada dzień czeka je randka z biegusami. Jeszcze tylko tymianek muszę ogrodzić, żeby mi w nim kaczki nie siedziały, i hulaj biegusie, po tym moim Edenie.

  • kamila

    Toż to antena! Czyżby internet lepiej odbierał? :D

    • kanionek

      Jako już potwierdziłam wielokrotnie – antena! Działa lepiej od fabrycznej, tylko teraz Małżonek coś jeszcze będzie ulepszał, no i kombinował jak dokładnie ją ustawic i zamontować, żeby przetrwała, i żeby wykorzystać ją na maksa.

  • TenTaki

    Antena kierunkowa do czegoś ;P

  • oko

    ja myślę, że to wieszak z tego miedzianego drutu.
    ale co ja tam wiedzieć mogę o zagrodzie dla wszystkiego, co żywe?

    • kanionek

      Jak już wspomniałam – moja wina, że nie podałam Wam rozmiarów tej deseczki. Toto malutkie jest, powiesić na tym można uschniętą mysz, albo kluczyki od samochodu (tej myszy uschniętej; w końcu skoro uschła, to samochód już jej nie będzie potrzebny).

  • Bo

    Ta antena może też służyć jako ramka do tkania mini kilimow z owczej wełny, a w przerwach jako stempel do dekorowania serów.
    A Pasztedzik Ziemniak może być też Selerem – jak sugerują przepisy. Seler Vega – brzmi filmowo.

  • Szarlota

    Państwo wybaczo
    Ale jak sera można zamówion?

  • Ynk

    Seeleeerrr … (wzdech). No pewnie, że chrup-chrup. U mnie bez szans na wieczność, czy mumifikację. I buraaczeeek … mon amour… (wzdech, wzdechch). A dałoby się uczynić ser z selerem? A z buraczkiem bardziej? Botwiną?
    O! To dzisiaj dusić będę! Paprykę. Bez cukru, z czosnkiem za to. Porcję jednoosobową, bo w gospodarstwie domowem mem tylko moje podniebienie upodobuje ją sobie walcząc z językiem o co lepsze kawałki.
    Pierwszej zagadki nie zgadłam.
    Ale ser, nawet bez selera, zamówić chętnam. Co też uczynię. Jaknajwkrótcej.

    • kanionek

      “Jaknajwkrótcej”… Idę powiedzieć Andrzejowi. On się kocha w takich pięknych słowach :-*

      • Ania B.

        To już wiem, jak Małemu Żonkowi…. :-))) To imieniny ma niedługo !

        • kanionek

          Och, nie… Och, nie…
          Imię Małżonka nigdy nie padło na tym blogu, ale teraz widzę, jak bardzo ten blog jest stary! Tak stary, że nikt już nie pamięta, jak parzyłam moim kozom herbatki ziołowe, i jak – podczas jednego z naszych herbatkowych wieczorków w koziarni – Andrzej, wtedy jeszcze małe koźlątko kitrające się pod kozią ławką, upodobał sobie słowo “nasząście”, które chyba wtedy wymyśliłam, bo nie sądzę, by takie istniało w słowniku. Och, nie…
          Jesteśmy starzy! Wszyscy zginiemy!

          • Baba aga

            Wiek do ginięcia nie ma nic do rzeczy, do umarnięcia to już tak, ale ja sobie myślę że życzenia się spełniają więc setka jest realna, w związku z tym dopiero zbliża się półmetek 🤪 ach i pamiętam herbatki ziołowe

          • Becia

            Jak to nie padło imię szanownego małżonka?… A Pandorek ? Cykanowi przeca był przedstawiany.
            A Andrzejka pamiętamy pamiętamy. Mały kurdupel wiecznie głodny. Kanionek pojechał po kozy a przywiózł małego zasrańca….

          • kanionek

            Becia – podejrzewam, że Ty masz swój tajny notesik, a w nim cały spis bohaterów (alfabetyczny?), wykresy, grafy, tabele, zestawienia… :D
            Pandorek wspomniany był chyba tylko raz, no i kto by to pamiętał?
            Aha, ale może jednak dodam, że to nie jest metrykalne imię Małżonka ;)

          • Bisia

            A z Andrzejem to nieprawda. Bo Kanionek pojechał nie po kozy, tylko po Kozła Małżonka dla Tradycji, a przywiózł małego zasranca, który w końcu raczył wyewoluować ( jak to się pisze?)i został potężnym Kozim Kochankiem z dorodnym… porożem.
            Umknęło mi, czy jest dalej Sułtanem czy został zdetronizowany do roli Eunucha w kozim haremie.

          • kanionek

            Bisia! Aleś Ty mię teraz zaimponowała. Bo ja wiedziałam, że Becia będzie kojarzyć o co kaman, ale że Ty tak dokładnie…! Masz, oczywiście, rację – miał być Kozioł Co się Zowie, a przyjechał placek krowi. No, tak przynajmniej wtedy wyglądał, jak coś, co krowie spod ogona wypadło.
            I owszem, został milusim eunuchem (z wciąż dorodnym porożem!), bo musieliśmy wybierać – albo roztrzaska Pacankowi łeb (już pokazywałam zdjęcie Pacanka z łbem na kształt i kolor arbuza), albo któryś z nich będzie musiał zmienić miejsce zamieszkania, albo… No właśnie. Padło na Andrzeja, bo Pacanek był wtedy spokrewniony tylko z malutką naonczas Double, a resztę kóz mógł zabierać na randki. Za to Andrzej od zabiegu ma święty spokój, zawsze ładnie pachnie, i może sobie filozofować pod uschniętą gruszą w długie, listopadowe wieczory, podczas gdy Bożydar z Pacankiem dyszą jak parowozy i każdy już sobie pół mózgu wysmarkał z tej jesiennej namiętności (kozły parskają w kierunku wybranek swego serca).

          • Leśna Zmora

            Tak z pamięci to nie wiem czy anonimowość Małego Żonka nie została też naruszona w notce, gdzie była opisana wizyta podróżującego na rozklekotanym rowerze pana specjalisty od wszystkiego (który więcej opowiadał niż robił).

          • kanionek

            Cholerne tabletki na pamięć! Nic nie pomagają, gdy się ich nie bierze!
            Masz rację, tak było, ja już nawet nie chylę kapelusza, ja ten kapelusz rzucam na ziemię i po nim skaczę :D

          • Leśna Zmora

            Zostaw ten kapelusz w spokoju, zima idzie, przyda się. A nie że potem do migren i błędów w błędniku dojdą jeszcze odmrożone uszy :( .

            A bo widzisz Kanionku, Ty napiszesz i zapomnisz, a my tu siedzimy, czytamy 10 razy, analizujemy co, gdzie, kiedy… Zapewne historycy sztuki też lepiej się orientują kto jest 13 od prawej na Panoramie Racławickiej, niż autor ;) .

          • Bisia

            Dokladnie dokladnie, my juz pewnie wiecej wiemy o Was niz wy sami. W razie czego uzywaj nas jak prywatnego Googlekanionka.

          • kanionek

            Czyli nie muszę już łykać tych tabletek? Skoro mam taki bank pamięci zbiorowej :D
            Przypomnijcie mi, proszę, jakoś pod koniec września 2024 roku, że 2 października będziemy mieli z małżonkiem dwudziestą rocznicę ślubu. W tym roku oczywiście nie pamiętaliśmy.

          • wy/raz

            Ale fromażyk z czosnkiem pyszny! Kanionek mistrzem fromażu (rzodkiewkowy też był ;-( pyszny)!

            Nie wiem ile tabletek musiałabym wchłonąć, żeby przypomnieć Ci w 2024 ;-), ale na pewno mogę napisać teraz, że serowar z Ciebie pierwszorzędny.

            Chapeau bas!

    • Jagoda

      Oczywiście, że można ser z selerem. Otóż zamówiłam u Kanionka sery oraz selery. Upiekłam seler, jabłko i czosnek, zblendowałam to razem, przyprawiłam i spożywam: na chleb pasta z selera, na to ser. Pyszne!
      Pozdrawiam.

      • kanionek

        Posiłki seLErowe – pyszne, lekkie i zdrowe!
        Pardon moi, że mnie nie było, ale wczoraj gwóźdź w oku i siekierka w czerepie (to nowa, niedawno odblokowana opcja mojej migreny. Stricte prawicowa, zawsze trzyma się tej samej strony), a dzisiaj polecieliśmy co koń mechaniczny wyskoczy do miasta, bo więzy lockdownu zaciskają się coraz mocniej, a wcisnąć te trzy godziny w grafik to prawie tak samo trudne wyzwanie, jak ukraść garnek ze złotem spod tęczy. W trzy godziny (w tym godzina jazdy) zakupy na trzy tygodnie, i nawet Żozefin dostała co chciała, ale jeszcze mi się we łbie kręci po tym marketowym maratonie. Nie cierpię zakupów na czas.

  • mp

    Zupy selerowej nie jadłam, ale dyniowa obowiązkowo z grzankami czosnkowymi, info dla Kanionka- nic prostszego w przygotowaniu : kromki chleba kroję na kostki mniej więcej centymetrowe i wrzucam na rozgrzaną patelnię , podsmażam trochę, wlewam łyżkę oleju, łyżkę masła , posypuję solą i dorzucam ząbek- dwa czosnku, przepuszczonego przez praskę , podsmażam wsio na złoto (można też na odwyrtkę- czosnek najpierw podsmażyć na tłuszczu, wyciągnąć, żeby się nie spalił, a potem wrzucić chlebowe kosteczki). Taka pychota, że można nawet chrupać bez zupy :-) Dłużej się pisze, niż smaży, bo trzeba się uwijać, żeby się nie spaliło.Groszek ptysiowy kupuję w cukierni, mają takie półkilogramowe paczki , a do posypania zupy zużywa się garstkę.

  • wy/raz

    Zainspirowana machnęłam dziś gołąbki, naruszając zeszłomiesięczną tradycję na leniwe!

    jak tam u Ciebie grzybki? Bo wczoraj nawet trochę nazbierałam. I o ile nie mam omamów widziałam młodą sałatę w gruncie. Testował ktoś o tej porze roku?

    • kanionek

      Jeśli przez “młodą sałatę” rozumiesz np. taką wysianą we wrześniu, to ja właśnie taką skończyłam zbierać przedwczoraj (to wiadro sałaty na zdjęciu jednak nie było ostatnie). Ale to wyjątkowy rok, bo gdyby we wrześniu, tradycyjnie, przyszedł przymrozek, to tej sałaty już by nie było.
      Na grzybach nie byliśmy ani razu! Coraz mniej czasu na dodatkowe atrakcje. Będziemy mieli czas od stycznia do marca :D Ale z ubiegłorocznych zbiorów mam jeszcze masę suszonych i trochę marynowanych, więc nie mam żalu :)

  • Willow

    Ale mi żeśta apetytu narobiły :) fromażyku nie jadłam ale pasztet z selera i owszem :) jak również placki selerowe robiłam kiedyś i też były super.
    Po powrocie do domu zapodałam se rozmrożony serek podpuszczkowy z pomidorkiem i humor mi się poprawił.
    I tak dla pamięci zbiorowej- szewrolada mrożona nie traci na wartości. Zamroziłam w postaci gotowej do smażenia czyli pokrojonej, obtoczonej w mące, jajku i bułce tartej. Po chwilowym odmrożeniu myk na patelnię i gotowe :)
    U nas pogoda dziś do dupy, nie znoszę jesieni takiej zgniłej, więc u mnie na obiad pomidorowo-paprykowo-dyniowa z ryżem

  • kanionek

    Kozy Kochane, ogłoszenie kózpasterskie:

    Przepraszam, że mnie nie ma, ale sytuacja w mojej gdańskiej rodzinie zmieniła się na dramatyczną w ciągu zaledwie paru dni. Część osób ma potwierdzonego covida, i w związku z tym WSZYSCY są na kwarantannie, bo tak to się porozkładało po gospodarstwach domowych.
    Najgorzej, że Ciocia B. jest w szpitalu, niestety nie tylko z covidem. Mama uziemiona z Babcią i opiekunką, bo też mają podejrzenie covida, pani opiekunka czeka na wynik, ale nawet gdyby był negatywny, to i tak musi mieszkać z Mamą i Babcią, bo do opieki nad Babcią potrzebne są minimum 2 osoby (wcześniej była tam jeszcze Ciocia B.), bo Babcia już nawet nie wstaje. Wczoraj miał być u nich sanepid w strojach astronautów, żeby pobrać wymaz od Babci, ale coś nie dotarł, za to Policja dzwoni żeby sprawdzić, czy Babcia siedzi w domu (ponure “ha ha”).
    Moja Mama jest wyczerpana, fizycznie i psychicznie, ale stara się robić dobrą minę do złej gry. Babcia “czeka” w kolejce do domu opieki (demencja w krańcowym stadium, wymaga profesjonalnej opieki i przede wszystkim silnych, młodych osób do obsługi choćby higienicznej), ale w obcnej sytuacji kolejka ta coś stoi w miejscu.
    Chciałabym tam pojechać, spakować Mamę do samochodu i uprowadzić, ale się nie da. Jesteśmy w szachu.
    (Usunęłam wyrzyg emocjonalny, który się tu znajdował).

    • Willow

      Trzymaj się Aniu, myślami jestem z Tobą <3
      Nami się nie przejmuj, Kozy poczekają

      • kanionek

        Dzięki, Willow, JA się trzymam, martwię się o moją Mamę. W poniedziałek wysyłam jej starego lapka, na którym małżonek jakimś cudem zainstalował system i skonfigurował wifi (wysyłamy też router), żeby Mama mogła chociaż pocztę sprawdzić i zajrzeć do netu, jeśli będzie chciała. Zaopatrzenie w żywność działa na zasadzie pomocy rodzinno-znajomo-sąsiedzkiej, ale jak mam jej wysłać trzy tony mocy i worek optymizmu, to nie wiem :-/

    • wy/raz

      Przytulam. Pozdrów gorąco Mamę, wiem, że to niewiele, ale zawsze… Niech moc będzie z Waszą Rodziną! I żeby choróbsko się nie pojawiło, albo jak już jest przeszło najlżej jak można.

      Z tym laptopem świetny pomysł, przynajmniej będziecie się mogły zobaczyć.

      • kanionek

        Dzięki, Kozy kochane :)
        Wczoraj pękłam, a dzisiaj trochę bardziej optymistyczne wieści – jak tylko Babcia przejdzie kwarantannę, to już podobno będzie dla niej miejsce. Trzymajmy się wszyscy!

        • Jagoda

          I co tu mądrego napisać???
          nie wiem, ale tonę dobrych myśli wysyłam…
          a choroba jest powszechna po prostu, jak do tej pory na pytanie: a znasz kogoś chorego na covid odpowiedż była negatywna i przewracanie oczami, tak nagle wszyscy mają kogoś w rodzinie, wśród znajomych i znajomych znajomych też, albo sami chorzy.
          Jakoś z tym trzeba żyć.
          Pozdrawiam serdecznie.

          • kanionek

            I dlatego nie covid mnie martwi, tylko komplikacje nim spowodowane (nie mówię o powikłaniach, tylko komplikacjach typu kwarantanny i wszelkie obostrzenia). A Ciocia B. jest w szpitalu, jak napisałam, nie tylko z covidem, i nie wygląda to różowo.
            Dzięki za dobre myśli :) Pewnie, że jakoś trzeba żyć, a na końcu umrzeć, a kiedy jest koniec nie wiadomo z góry, tylko tyle, że na pewno.

            Mama dziś dostała wielką paczkę, a na laptopa wrzuciłam jej trzy filmiki z podwórka – oblazłam z aparatem wszystkie kąty i wszystkie stwory, włącznie z Małżonkiem i Kanionkiem, żeby Mama miała nas zaktualizowanych w pamięci ;)

  • Dytek

    Świetnie, ze udało się z lapkiem. To naprawdę dużo daje w tej sytuacji. Wiadomo – lepiej osobiście ale w ten sposób też można przepchnąć tony pozytywów.
    Uściski

  • mp

    Dobre myśli posyłam , jako załącznik do Trzech Misek ( i nie są to miski dla Jałowca, Żółtego i Pimpacego, bynajmniej – choć wiem, że oni z resztą ferajny zawsze najwyżej w Kanionkowej Piramidzie Potrzeb ;-) Mamie dużo siły i zdrowia !

    • kanionek

      No nie, dla Jałowca?! Kochana, ja właśnie dzisiaj z tej miski obiad jem! Pół miseczki kaszy pęczak z gulaszem, drugie pół surówki z selera. Miseczka wydaje się mała, a jakimś cudem czuję, że zaraz pęknę z przejedzenia. I wysłałam Ci maila.
      I dziękuję w imieniu Mamy :)

  • jagoda

    Hej, hej…
    Czasy ciężkie, mróz idzie, ale odzywajcie się, co? Nie wiem już, gdzie wytchnienia szukać, wszędzie straszą jak nie covidem to polexitem. Nie podoba mi się, że znowu będzie PRL, chociaż młoda wtedy byłam i służba zdrowia w tej strasznej komunie działała jednak o wiele lepiej niż dzisiaj.
    Zdrowia życzę.

    • Aliwar

      Mróz w nocy prawie -5 ale za to słoneczko swieci na oszroniony świat. Obawiam się ze czasy mogą wrócić tylko niestety służba zdrowia to raczej cudem nie zmartwychwstanie …. chyba lepiej za dużo o tym nie myśleć bo nie zanosi się na lepiej a wprost przeciwnie.

      • Jagoda

        Pociecha jednak, że gdzieś słonko widać, bo na południowym krańcu Warmii ni chusteczki, albo ni chuchu (tak się mówiło za komuny, żeby nie było wulgarnie!).
        Jak już komunę dobrze wspominam, szczęściem że nie całkiem dobrze, jeszcze – hahaha, to znaczy, że stara bardzo jestem. Jak moja Mama wspominała, że tak dobrze było kiedyś – głęboka komuna – to kompletnie nie rozumiałam tego. A z wiekiem zrozumiałam, że niezależnie od okoliczności, młodość i zdrowie dobrze się wspomina.
        Czego i Wam życzę, tj. zdrowia i młodości nieustającej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *