Ale to już było, czyli przyszła koza do woza

No cóż, jak to mówią: raz na wozie, raz na kozie. My obecnie niestety na kozie, bo samochód nam się zepsuł kilometr przed domem i tam sobie teraz stoi. Małżonek już zamówił pompę paliwa, po którą, rzecz jasna, trzeba będzie lecieć piechotą przez błoto, bo kurier musiałby mieć wóz w bawoły zaprzęgnięty, żeby tu dojechać, a pompa kosztowała tyle, co usługa sprzątania koziarni przez pana Zbynia, więc tym bardziej się cieszę, że tym razem posprzątaliśmy sami i udało nam się zaoszczędzić pieniądze, które natychmiast było na co wydać. Jest tym wspanialej, że kilka dni temu zamówiłam kontyngent psiej i kociej karmy, raptem sto kilogramów, i te kilogramy to chyba faktycznie na kozie będziemy transportować, a że – oprócz młodocianych – tylko Zakałek nie jest w ciąży, i do tego jest wielka i masywna jak Śnieżka (nie królewna, tylko ta wielka góra w Karkonoszach), to cóż, na Ziokołka wypadło i bęc.

Czeka nas więc tydzień pełen wrażeń, a małżonek wprost nie posiada się z uciechy, że będzie mógł w tym deszczu i błocie wczołgać się pod samochód, nasypać sobie rdzy do oka i zalać ucho tym lub innym płynem, podczas gdy Kanionek będzie kucał obok i podawał mu niewłaściwe klucze, a nad nami będzie stał leśniczy z ekipą wkurwionych pilarzy, bośmy im tym naszym gratem zatarasowali drogę gruntową prowadzącą nad rzekę, a oni tam mają jakiś interes. Nie, nikt nas nie weźmie na hol, przez to błoto, dziury i rozpadliny, i jeszcze kawałek pod górkę. No chyba żeby jakiś ciągnik, ale skąd tu ciągnik z trzeźwym operatorem, zaraz po świętach i sylwestrowych ekscesach (“w żydowski Nowy Rok gdy pada deszcz, dwa tygodnie po końskiej zarazie, a na dodatek mamy piętnasty tydzień strajku kowali, a jutro w Dorset jest jarmark końskich fetyszystów“)? Załóż sobie chomąto, Kanionek, chyba przyda ci się trochę ruchu.

Czyli u nas po staremu, a Państwu serdecznie życzę, żeby rok 2019 był jednak na wozie, bo z kozami to bywa różnie, i ja coś tak w kolanie czuję, że te wory z karmą to będziemy jednak na rowerach przez błoto popychać, i jeśli to prawda, że woda na naszej planecie krąży w obiegu zamkniętym i do tego ma świetną pamięć, i wszyscy pijemy siuśki dinozaurów oraz leczymy się homeopatycznie śladową ilością tej tabletki aspiryny, co ją ktoś kiedyś w Radomiu do kibla wyrzucił, to wiedzcie drodzy Państwo, że u Was w kranówce już niedługo popłyną łzy Kanionka, i żadne dosładzanie herbaty nie pomoże, bo tak są te łzy gorzkie. I ja nie mówię, że to jest czyjaś wina (to znaczy wiem, że jeśli już, to moja, bo to ja powiedziałam osiem lat temu do małżonka: “zamieszkajmy w lesie, wszystko będzie dobrze”); ja tylko mówię, że psucie się samochodów w okresie od listopada do kwietnia powinno być ustawowo zakazane, a najlepiej by było, gdyby ktoś w końcu zlikwidował zimę.

A dla tych z Państwa, co w sylwestra będą siedzieć w domu, i akurat gardzą ofertą rozrywkową Telewizji Polskiej (bo ja tam nie mówię, że nie lubię odgrzewanych kotletów, i ja np. szanuję Marylę Rodowicz za upór i konsekwencję w działaniu, no ale słyszałam, że na koncerty noworoczne to już ją z chłodni wyciągają), to ja mam dwa filmy, z których jeden ukazuje sekretne życie kurczaka w szklarni, a drugi – kacze narady w namiocie.

PS. Kozy prosiły żebym Państwu przekazała, że one Wam życzą, żeby Wam nigdy nie zabrakło ziarek i siana, i żeby Wasza sierść na zimę była gęsta i puszysta, a ściółka na podłodze gruba i cieplutka. No takie one są, te kozy, że zawsze każdemu życzą jak najlepiej. (To znaczy zawsze, gdy wieje ciepły wiatr od południa i kozy mają dobry humor, bo gdy sypie śniegiem od północy to kozy są na fochu i życzą wszystkim, żeby im rogi zgrzybiały i zgniły kopytka. Zupełnie nie wiem po kim one to mają).

68 komentarzy

  • Szczęśliwego, kochany Kanionku z Małym Żonkiem! I Zdrowego i pełnego nadziei i słońca, i w ogóle!

    • kanionek

      Dziękujemy!
      (Dla uściślenia: pełnego nadziei na to, że NASTĘPNY będzie lepszy? :D)
      (Małżonek mi chyba czegoś dosypuje do zupy, bo chociaż boli mnie głowa i rwą krzyże, to mam dobry humor. No nic, pewnie jutro mi przejdzie).

  • Ania W.

    Najlepszego 2019!

  • dolmik

    Wszystkiego najpozytywniejszego!!! Samych radości i dobrych wieści, zdrowia ze stali i jeszcze raz pieniędzy… :)

    • kanionek

      Serdeczne dzięki i równie serdeczne nawzajem :D
      A propos dobrych wieści: trochę się martwię, bo pani Żozefin miała dzisiaj wrócić z dalekiej podróży (pojechała na miesiąc do córki), a dziś akurat na północy nakurwia takim złem, że gdyby do naszego wózka z sianem przykręcić maszt z żaglem, to dolecielibyśmy tym wózkiem chyba do samiuśkich Tatr. Wicher z porywami do 100 km/h, a do tego śnieżna zadymka (co tam zadymka – to konkretna nakurwiałka jest), tymczasem telefon pana Dżerego milczy, i telefon Żozefin tudzież.
      Małżonek mówi, że ona chyba raczej trzeciego stycznia miała wracać i oby miał rację.

      • ciociasamozło

        Żozefin wróciła?

        • kanionek

          Nie wróciła!
          Co ja się nadenerwowałam… Bo w Gdańsku sztorm i podtopienia, zawierucha jak się patrzy, i myślałam, że może jej samolot musiał lądować gdzie indziej, i jak ona sobie poradzi itd.
          A ona, cała zadowolona, dzwoni do mnie na drugi dzień, że przedłużyła sobie zagraniczne wakacje o całe trzy tygodnie.
          To jeszcze nic. Pan Dżery, zostawiony sam sobie, bywa często, jak by to dyplomatycznie ująć… Obecny w studio, lecz nieobecny na wizji. Gdyśmy więc po raz kolejny próbowali nawiązać z nim jakąkolwiek łączność, ale nawet klamki nie dało się pocałować, bowiem wisiały już na niej, gumką przytroczone, listy pozostawione tam przez panią listonosz, a koty obdrapały nam nogi, skwiercząc z głodu i pragnienia, to uznaliśmy, że pan Dżery najwyraźniej umarł i nic mu już nie pomoże, no ale kotów tak zostawić nie możemy (aaa, kotki dwa, bo Kajtek przygruchał sobie koleżankę). No i chcemy, czy nie chcemy, łazimy tam z żarciem i ciepłą wodą, żeby koty dożyły powrotu gospodyni :-/
          Był taki pomysł, żeby je po prostu zabrać, ale dokąd? Tutaj nasze psy, które nie znają zapachu tych kotów, oraz koty, które potrafią się tłuc między sobą, mogłyby niezbyt gościnnie potraktować gości, a do tego ta dzika kotka, co się Kajtusiowi do życiorysu przykleiła, to jednak najpierw powinna zostać przynajmniej odrobaczona, a my bez samochodu.

          No to łazimy te dwa kilometry dziennie, dostarczając przekąski i napoje na Żozefinowy ganek, i taka to jest moja lokata długoterminowa, że włożyłam w nią jednego kota, a teraz mam dwa, ale na cudzym koncie i muszę do tego dopłacać. A jeśli z kotki zaraz wyjdą odsetki…
          Ja to się naprawdę powinnam zająć doradztwem biznesowym :-/

          • ciociasamozło

            Dobrze, że się przynajmniej odezwała. Dżery pewnie zaniemógł u jakiegoś kumpla od chlania.
            Kajtusiowi wartałoby jak najszybciej uciąć to i owo, bo jeszcze Żozefin alimentów zażąda, a jak on niepełnoletni to na Was spadnie :/

          • kanionek

            “Dżery pewnie zaniemógł u jakiegoś kumpla od chlania” – no cóż, daleko nie ma, bo tuż za ścianą mieszka ten Sławek, co mu pękł w pralce spawek, i to jest zawodnik pierwszoligowy w te klocki.

            Kastrowanie Kajtka nie ma sensu :( Tam się kręci tyle kotów, pańskich i bezpańskich, że nie zliczysz, i jesli nie Kajtek, to inny przystojniak mu dziewczynę zapyli, a Kajtek jeszcze w łeb może dostać. Myśleliśmy raczej o sterylizacji tej kotki, ale czy ona będzie ostatnia? Nie będzie. Nawet do nas, choć jesteśmy w lesie i 1,5 km od najbliższej wsi, przypałętują się kocury i kotki (Szybkotki nie wykluły się z kapusty, a pewien rudy kot był w ubiegłym roku tak śmiały, że przychodził sobie posiedzieć na świerku rosnącym pięć metrów od naszego zachodniego okna). To jest walka z wiatrakami, bo koty wędrują i co roku widzimy tu nowe twarze.

          • ciociasamozło

            A pewnie, że lepiej dziewczynę wysterylizować, ale Kajtuś “Wasz” a nie ona ;)
            Całkowita kontrola urodzeń jest niemożliwa, ale sterylka jednej kotki to może być już kilkanaście kotków rocznie mniej a to robi różnicę.

  • Ajka

    najlepszości wszystkim! słoneczka i zdrówka!

    ale jaki wrzask kaczki podniosły! przyłapała nas! :D

    • kanionek

      No właśnie! A tak się zarzekały, że w psiej budzie Kanionka to za Chiny Ludowe i kacze udka z ryżem nawet spać nie będą. A dzisiaj, gdy wiatr u nas świerki z korzeniami wyrywa, to proszę bardzo, namiocik kochany.
      Uściski :)

      • lobo

        Kanionku, to podwójna duma! 😀 Nie dość, że strwożone kaczki doceniły, to jeszcze konstrukcja “ze sznurka i patyków” trzyma się na tym wietrze, a świerki padają. Czy nie wspomniałem, że istny z Ciebie MacGyver? 😉

        • kanionek

          Och, to jest żaden mój talent, tylko stare jak świat prawo prowizorki!
          Małżonek się ze mnie śmieje, że ja wszystko naprawiam taśmą klejącą, ale tu się nie ma z czego śmiać. Jak naprawiłam widły taśmą, to wytrzymały sprzątanie obydwu koziarni i kilka innych robótek, a gdy w końcu padły i małżonek spędził 10 minut na profesjonalnym naprawianiu wideł gwoździem, to widły popracowały pół godziny i znowu się rozleciały. Taśma, sznurek, dwa patyki – to jest, moim zdaniem, sekret przetrwania egipskich piramid.
          A jak w ogrodzie pięć lat temu zrobiłam podpórkę pod wysoką fasolę, i ta podpórka miała być na jeden sezon, to ona stoi do tej pory. W tym roku chciałam ją zlikwidować, ale ZBYT DOBRZE SIĘ TRZYMA i szkoda mi rąk i kręgosłupa, żeby się z nią siłować. Pomyślałabym, że korzenie zapuściła, gdyby nie fakt, że zrobiłam ją z rurek pvc i siatki leśnej. Ona się trzyma prawem prowizorki i w przyszłym roku zamierza wystąpić do gminy o kartę stałego pobytu ;)

  • Teatralna

    rany Kanionek Twoje zielonenogi jadają lepiej ode mnie, ja płatki owszem i różne ziarna ale wodą zalewam !! oraz tez przyszłam pożyczyć wsiewo choroszewo i zdrowia nade wszystko i to końskiego(???) i żeby się nie psuły auta newer, nie tylko w określonym czasie, żeby ciśnienie nie wariowało i żeby szczęście rosło na wierzbach i gruszkach …
    ściskam was serdecznie

    • kanionek

      No ale wiesz, te wstrętne i podłe kurczaki ze szklarni to jeszcze młode są i ciągle rosną, więc trochę im dogadzam, ale jak skończą pół roku życia, to już tylko woda, owies, i chleb suchy (jak będą grzeczne) :D

      Uściski i najlepszego!

  • mitenki

    Pokój temu blogowi i wszystkim tu bywajacym, piszącym, czytającym lub tylko oglądającym (jako ja ostatnio).
    Najlepszości w Nowym Roku! Całego nieba słońca, cysterny optymizmu, niebolenia ciała i duszy i duuużo dukatów…

    A mojemu kotowatemu omal oczy nie wypadli na tych seansach! :D

    • kanionek

      “Pokój temu blogowi (…)” – bój się bloga, Mitenki, do sekty jakiejś wstąpiłaś?! W tych wielkich miastach to jednak życie pełne pokus, zasadzek i ciemnych zaułków duszy!

      Ha! Ilekroć odtwarzam moje filmiki na kompie, to wszystkie psy siedzą wiankiem dokoła, łby przekrzywiają i głośno dumają nad tym, jakim cudem Kanionek upchnął te wszystkie zwierzęta w takiej małej skrzynce. No i czasem któryś nerwowo “nie wytrzymie” i w skrzynkę podrapać musi, albo chociaż na nią naszczekać.

      Najlepszości, złota, srebra i brylantów, i żeby kotowaty był grzeczny i zdrowy jak rybka oceaniczna :)

  • Ola

    Wszystkiego dobrego i na wozie koniecznie! Kanionkom i wszystkim miłośnikom i mnie też. No bo co kurczę blade!

    • kanionek

      U mnie to nawet kurczę nie jest blade, więc oczywiście i jak najbardziej, Tobie też się należy – rumianego, bogatego i szczęśliwego nowego roku :)

      (Zazwyczaj najbledsza to ja tu jestem, od spędzania więkoszości czasu w lochu, ale nie dziś. Najpierw bowiem wicher mnie po pysku wytrzaskał i śniegiem wymasował, gdyśmy z małżonkiem sianko kozom wozili, a teraz grzeje mnie od środka bigosik dzisiaj uwarzony. Jak tylko poczuję, że temperatura rdzenia mi spada, to hyc – do kuchni, i dokładka).

  • diabel-w-buraczkach

    Ha! Mówilam ze jak kupry im przewiwjw czy przymrozi, to docenia namiocik!
    I jak one fajnie chodza, takie wyprostowane jak pingwiny :D

    I tez jestem za zniesieniem zimy, bardzo jestem. Bardziej sie nie da.

    • kanionek

      No i miałaś rację. Najpierw “moja noga w tym namiocie nie postanie”, a później nowe kacze przysłowie: “Jak trwoga, to do namiotu noga”.

      Tylko gęsi nadal nie chcą się przekonać do mieszkania w szklarni zimą. Drzwi zostawiłam otwarte, słomą w środku pościeliłam, wiadro owsa też tam jest i zawsze świeża woda, no to wejdą sobie pojeść i popić, ale choćby całymi bałwanami z nieba padało – spać pod dachem nie będą i już. Te głupie kurczaki, co śpią na drzewie, to też się uparły i dzisiaj oczywiście wlazły na drzewo, a gdy się ściemniło to jednego koguta zwiało z gałęzi i Puszczak już się ucieszył, że kurczakami z nieba pada, a skoro tak… No i małżonek musiał kogutowi ruszyć z odsieczą i latarką (ja nie mogłam, bo akurat w garnku z bigosem siedziałam).

      • ciociasamozło

        Nieładnie się śmiać z kurzego nieszczęścia ale wizja upartego Rosoła, którego wiatr zwiewa z gałęzi…

        Bigos mówisz?

        • diabel-w-buraczkach

          yesss….. kurokez uczepiony galezi pazurami i dziobem :))))

          Bigos sobie tez ugotowalam w zeszlym tygodniu, bo rok nie jadlam. No to teraz przez dwa lata nie zjem chyba, tyle go pochlonelam… A dwa pojemniki jeszcze w zamrazarce.

          • kanionek

            Taa, ani się obejrzysz, a rozmrozisz co zamroziłaś, zjesz, i zaraz będziesz tęsknić! Bigos już tak ma.

  • Barbara

    I ja dołączam się do najlepszych życzeń dla Kanionka i całej jego ekipy.
    A w kwestii zniesienia zimy to, jak widzę, zgodość absolutna tu panuje, więc może zbierzmy podpisy i nadajmy tok sprawie i… może to coś da, kto wie :)

    • kanionek

      No właśnie! Lody do lodówki, narciarze na Antarktydę, a bananowce do Polski! My chcemy ciepła i pomidorów! Oddam węgiel za żyrafę!

      Zbierzemy wszystkie postulaty i… Eee… Nie wiem gdzie się takie petycje wysyła, ale może wystarczy ogłosić w internecie…?

      Uściski, Basiu :)

  • lobo

    Raz na wozie, raz pod nawozem. Peryskopem spod nawozu życzę całej Oborze spokojnego roku bez końskiej zarazy i strajków kowali, za to z końskim zdrowiem. W kwestii likwidacji zimy jestem ogromnie za!

  • wy/raz

    Najlepszego w pierwszym Nowym Roku w tym roku, Kozi nowy rok lepszy, bo bliżej wiosny ;-)). Żeby zawsze wiało od południa, żeby pompy znały swoje obowiązki i żeby zdrowie nie odpuszczało. Wielu kozich córek, sił, energii i zadowolenia z powziętych parę lat temu planów. Sery i serca w górę!!

    • kanionek

      Ooo, Wy/raz, nasza – chcący, czy niechcący – Kalendarzowa Sekretarzowo! Żeby i Tobie zawsze ciepły zefirek, i przy drodze kwiatek, i przy sercu motylek :) I przypomniałaś mi tym “w górę serca i sery”, że pewna Ela, zakupiwszy ode mnie sery w tej ostatniej, grudniowej transzy, zrobiła im ładne zdjęcie w towarzystwie oliwek i (chyba) żurawiny. Muszę tę fotkę dorzucić do propozycji kalendarzowych na nowy kozi rok, bo kiedyś mówiłyście, że zdjęcie “deski serów” by się przydało, a Ela wyraziła zgodę na użycie tej smakowitej prezentacji.

      A teraz sobie zajrzałam do rejestru schadzek i – matko z kozą i zimową zgrozą – pierwsze kozie córki będą się rodzić już za dwa miesiące! Przysięgam, że czas ciągle przyspiesza ostatnimi czasy.

  • -ElaW

    Towarzystwo zadbało w życzeniach o wszelkie balsamy dla ducha, to ja Ci życzę dużo pieniądzów, dobra?

    • kanionek

      Nie tylko dobra, ale nawet najlepsza! Podobno za pieniądze to tylko miłości nie można kupić, a sztuczne biodro i plastikowe kolano to już jak najbardziej, więc ja takie życzenia przyjmuję i robię sobie z nich okłady na wszystkie bolące podzespoły!
      Uściski, Elu, i… kolorowego nowego roku? :)

  • Uwielbiam Cię czytać!
    Siedzę na tym zydlu w przeciagu, czekam na pocztę os Ciebie i zgrabiałą z zimna, siną ręką macham do, życząc Ci życia bez bólu fizycznego i egzystencjalnego. Miej letką duszę i ciężki portfel!
    Brrrrr, brrrrr!!!! Moje kości stukają jedna o drugą, z trudem nawiązując z sobą kontakt, skąpane w lipidach. Dobrze, że mam oponę jak od ciągnika, to nie utonę we łzach!

  • ciociasamozło

    Kozy Kochane, życzę Wam w 2019 r nie gorzej niż w 2018.

    Żeby Was zawsze było stać na deskę serów od Kanionka, a Kanionek mógł podnieść ceny adekwatnie do jakości :)

    A’propos serów, znalazłam się w gronie szczęśliwców, którzy mogli spróbować Belper Knolla. No nie jest serek śniadankowy! Słusznie twierdzą fachowcy, że to ser-trufla, którego odrobina nadaje smak całej potrawie. Genialnie sprawdził się wkruszony do sałaty z gruszką i orzechami włoskimi (plus sos z octu winnego, oliwy i musztardy z odrobinką miodu). Mniam :)

    • kanionek

      Jak ja lubię słuchać i czytać o tym, jak mój ser trafia na salony – sałata z gruszką, w grudniu! A gdzie pamiątkowa fotografia w kolorze sepii? Byłoby jak w pysk do kalendarza! Co mi przypomina, że wciąż Wam nie pokazałam tej fotki od Eli z Mielca, która wystartuje w tegorocznych wyborach kalendarzowych.

      Ale ja w tym roku kalendarza nie zamawiam, bo już znalazłam dla siebie IDEALNY: https://demotywatory.pl/4900186/Kalendarz-na-rok-2019-dla-frustratow-pesymistow-i
      (rysunek pochodzi podobno stąd: https://pl-pl.facebook.com/AHGSFDS/, ale mnie fejsbuk nie wpuszcza, bo mnie nie zna).

      • mitenki

        Mnie serwis pokazał środkowy palec, gdyż albowiem mam adblocka :]

        Projekt znam i miałam zaproponować Szanownej Oborze, gdyż odpadłby nam odwieczny problem z wyborem zdjęć ;), ale w nowym roku padło tu tyle życzeń radości, szczęścia i optymizmu, że nie chciałam psuć nastroju :)

        • Ja wiem, co zrobimy. Jeśli w tym roku znowu większość Kóz zadeklaruje, że kalendarz to owszem i nawet bardzo, ale zdjęcia i cytaty to niech sobie Wy/raz i Mitenki same wybierają, to ja sobie trzasnę trzynaście fotek, w tym jedna z dzióbkiem na okładkę, i wszyscy będą za karę przez cały kozi rok oglądać Kanionka. W zimowej kufajce i kaloszach, bez makijażu i z sierścią wiatrem uczesaną. Jedną taką fotkę już mam, bo dziś byliśmy z małżonkiem, Puszczakiem i Ziemniórką na spacerze, i małżonek mi fotkę strzelił zanim bateria padła.

          • wy/raz

            I dobrze ;-)). Będzie stać kolejka i zapisy jak za starych czasów. Zostaniesz CELEBRYTKĄ. Pierwszą w Polsce kozią.

          • Leśna Zmora

            Kim jest Ziemniórka? Kolejny nowy nabytek czy tylko nowa ksywa?

          • kanionek

            Ziemniórka to skrzyżowanie ziemniaka z wiewiórką, i owszem, jest to jedna z wielu ksywek Pasztedzika. Kreatywność Małego Żonka jest w tym zakresie chyba nieskończona. Ludzie czasem mówią, że są tak zapracowani lub zmęczeni, że już nawet nie wiedzą jak się nazywają. Pff. My tu możemy być wyspani i wypoczęci, a i tak nigdy nie wiemy, jak się każde z nas w danym dniu nazywa!

          • Leśna Zmora

            Kanionku, a czy w chwili wyspania i wypoczęcia dałoby się do bloga dodać spis bohaterów? W przypadku kóz jeszcze z drzewem genealogicznym ;) .

          • kanionek

            Czy spis bohaterów ma uwzględniać wszystkie aliasy, czy tylko imiona metrykalne?
            Oraz jeśli chodzi o kozie drzewo genealogiczne, to ja wiem, że już dawno obiecywałam. To było wtedy, gdy można jeszcze było mówić o drzewie, bo teraz to są gęste krzaki :D
            Ale może mi się uda. Przynajmniej z żeńską częścią brygady.

          • Leśna Zmora

            Jak dla mnie, to mogą być nawet same aliasy bez imion metrykalnych, bo te to i tak gdzieś zaginęły w odmętach historii ;) .

            Chłopaków-kozaków to chyba nie ma tak dużo, żeby robili dużo zamieszania w genealogii? Wg moich obliczeń to 4 sztuki, zgadza się? Jak coś to mogę na wiosnę zaoferować pana nr 5, nawet go dowiozę do Elbląga ;) .

      • ciociasamozło

        Zdjęcia nie ma bo nie zdążyłam.
        No wiesz, raz do roku, przy Sylwestrze to chyba mogę sobie pozwolić na gruszkę. Zwłaszcza, że TAKI ser wymaga wyjątkowej oprawy. Bałam się wręcz, że mnie opieprzy, że to marna gruszka z karfura a nie jakiś eko-luksus.

        Zsiłopad do mnie przemawia :)

        • No niee, ja nikomu gruszki nie żałuję, zwłaszcza że sama w tym roku jadłam, a że tylko pół i niedobrej, to już niczyja wina – w końcu nikt mi nie bronił zjeść całej i dobrej, prawda? Po prostu ujęła mnie całość kompozycji i zasmucił fakt, że ja bym nawet na takie połączenie nie wpadła. Groch z kapustą, ziemniaki z kartoflami, to ja ogarniam, ale takie fikurtasy (fikuśne frykasy), to już wyższy, elitarny poziom kulinarnego wtajemniczenia.
          Kiedyś, dawno temu, dostałam od znajomej przepis na smakowitą sałatkę z kurczakiem, ryżem i ananasem (tam było więcej składników, ale demencja mi je zjadła), i co roku sobie obiecuję, że ją zrobię, więc kupuję puszkę ananasa. I ta puszka tak stoi i stoi, aż któregoś zimowego dnia nachodzi mnie ochota na tę sałatkę, no ale nie mam kurczaka, więc zjadam same ananasy z puszki. Zawsze coś.

          Ja czule pozdrawiam Cierpień. W Cierpniu bowiem to i sezon serowy w pełni, i zbiory wszelkiego ogrodowego i leśnego dobra, i ręce zawsze pełne roboty, a kręgosłup skwierczy. I człowiek już czuje, że zaraz koniec lata, a pysk wciąż blady, i cierpi na samą myśl, że jeszcze tylko miesiąc został do końca sezonu grzybowego, a w domu nawet pół suszonego podgrzybka nie uświadczysz.

          Z ostatniej chwili: godzinę temu, gdy zmierzch już witał się z mrokiem, nad skuty lodem staw przyleciała nasza siwa czapla. Myślałam, że ona dawno już tyłek grzeje jak nie w ciepłych krajach, to chociaż w Niemczech, a tu taki klops. I co ona, biedulka, jeść będzie? Ja bym jej coś podrzuciła z garmażerki (wspominałam już, że mamy o 15 kogutów za dużo?), ale jak to zrobić, gdy ona taka lękliwa?

          • ciociasamozło

            Ja też nie taka mundra, żeby z głowy sałatki wymyślać. Jadłam kiedyś u kogoś z gorgonzolą to uznałam, że da radę.
            W tamtej był chyba jeszcze winegret malinowy (w sensie malinowy ocet! czego to ludzie nie wymyślą) więc przy jakiejś okazji dałam zamiast gorgonzoli lazur a zamiast octu malinowego, jabłkowy z dodatkiem soku malinowego ;)
            No a teraz z Belperkiem to w ogóle cudo :)

            Taką z ananasem też lubię tylko znam w wersji szynka, ananas, kukurydza.
            A hitem ze względu na bezproblemowość jest ryż + kukurydza + tuńczyk z puszki + majonez + natka pietruszki. W wersji wykwintnej z orzechami włoskimi (uwielbiam jak mi coś chrupie w jedzeniu :))

            A jakbyś czapli coś rzuciła na lód na stawie to się nie poczęstuje?
            Kurza twarz wiatrem osmagana, jakbyś miała mało zwierzaków do wykarmienia. Normalnie Św. Frankanionka, do której lgną niebożątka.

  • Jagoda

    Mało pracy i dużo pieniędzy!

  • Bo

    Zdrowego, serowego, grzybowego, bigosowego, kluskowego, et cetera, et cetera

  • Modra

    Czy 9 stycznia to jeszcze sie liczy? Zyczenia skladam co by rok do nozek Kanionka sie scielil i nieskomplikowane zadania przed nim stawial, doceniajac ze juz wysluge lat trudnych Panstwo Kanionkostwo uzyskali. Zdrowia i kasiory w Nowym Roku :-)

    • kanionek

      No niby się jeszcze liczy, ale gdybyś życzyła nam tego wszystkiego DWA DNI WCZEŚNIEJ, to może nie zepsułby nam się ZNOWU samochód!
      Ledwie małżonek pompkę wymienił, pojechaliśmy do miasta na zakupy, bo w lodówce to już wiatr hulał i na jednej półce znaleźliśmy nawet CV z listem motywacyjnym jakiegoś pingwina, który pytał, czy może zająć ten przytulny pustostan w pięknej okolicy, no i gdy już wracaliśmy, to kilka kilometrów przed domem grat zaczął się krztusić i pluć ogniem z rury wydechowej. Z duszą na ramieniu posuwaliśmy się powoli stylem “na żabkę”, a ja to już prawie pompon od czapki odgryzłam z tych nerwów na myśl o utknięciu w połowie oblodzonej górki, którą mamy niecały kilometr od domu. My to byśmy sobie doszli na piechotę, ale co z tymi kilogramami zakupów? No ale jakoś dojechaliśmy, maszyna zdechła ostatecznie dopiero po przekroczeniu linii bramy wjazdowej, i te parę metrów tośmy już ten kiosk z towarem przepchali.

      Uściski od nas wszystkich, Modra :)

      • Modra

        Po przeczytaniu powyzszej historii przyszlo mi do glowy jedno, ze – choc nie wierze w stfurce ani demiurga zadnego – nie mozliwe jest tam u Was nudne i spokojne zycie. Ktos chyba tez lubi twojego bloga tak jak my i po prostu podstawia wam co i rusz noge, albo grzebie swym wielkim paluchem w waszym samochodzie, albo dogina jakies drzewko, podrzuca Wam koty, zsyla nieprzewidziane, myslac sobie “a co oni zrobia jak im o to tutaj spsoce, albo tamto o tam”. I czeka na efekty w postaci miesistych opisow waszych zmagan na Kanionkowym blogu. Ma przy tym ubaw i chichocze niezdrowo :-) pogryzajac przy lekturze paluszki obryzione z soli. Tak to widze.

  • wy/raz

    Kochane Kozy. Żyjecież wy jeszcze?

    Kanionku, żałuję, że taśmociąg obornikowy jeszcze nie pociągnięty. Przydało by się. Mam już tunel i mówię TAK pomidorom. Tylko muszę ściągnąć darń jak trochę mróz odpuści. Chyba właśnie jestem na etapie lekkiej ekscytacji hipotecznymi zbiorami i umyka mi, to przed czym się nie da uciec. To co: “pomiędzy”. Jak sadzisz? Mam “areał” 3×6.

    1819
    Mam nadzieję, że zastaję Was w zdrowiu. Dzień troszkę dłuższy, choć u nas ciągle pochmurno. Zwierzyniec z nazwami zmiennymi mam nadzieję nie dokucza. Pamiętaj, żeby nie przeziębiać nóg, wszak stąd są wszystkie choroby. Unikaj przeciągów, bo migrena. Stosuj rozgrzewające okłady z wywaru tymianku, na suchoty też się przydadzą.
    Z wyrazami uszanowania,

  • wy/raz

    Kanionku kochany, czy wszystko w porządku?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *