Pełno ich, a jakoby nikogo nie było

“Miła ma

czy nie ty?

Zdrowa wczoraj

chora dziś

Ból i lęk

to ci zostało

Anioł Stróż

tobie dał

piekło”

Fragment utworu “Dziewczyna w cierniowej koronie”, z albumu “Oddech wymarłych światów” grupy KAT, 1987

 

 

Złoty promień słońca wpadł przez zachodnie okno koziarni wprost w rozwartą szeroko źrenicę. Wpadł, i przepadł jak topielec, w czarnej otchłani przerażającej pustki. Przez szklistą zasłonę łez widzę mokre oczy małżonka.

***

W chłodnym i ciemnym korytarzu drugiej połowy domu, na starym, biało-różowym kocu, leży moja królowa. Najpiękniejsza, najmądrzejsza, jedyna.

“Nie udawaj, kobieto, że umiesz czas zatrzymać”.

***

“Tuk, tuk” – rogata głowa pokonuje dwa schodki pod drzwiami drugiej części domu. Z czeluści części załadowczej białego vana bucha nieprzyjemny, gęsty zapach śmierci. “Tu pani podpisze, i tu, i to z naszej strony byłoby już wszystko”. “Nic panu nie płacę?” – pytam nieswoim głosem. “Nie, my już dalej wszystko załatwimy, pani się już o nic nie musi martwić”, uśmiecha się.

O nic. Może poza tym, że nie wiem co mam ze sobą zrobić. I nie chcę, żeby ten biały samochód odjeżdżał, zabierając ją na zawsze.

***

Nie wiem jak się z Tobą pożegnać, Bożena. Nie umiem i nie chcę. Nie zdążyłam się na to przygotować, wyrazić zgody. Nie zdążyłaś mi powiedzieć, że nie mamy już wiele czasu, ale nie martw się, Kanionek, wszystko będzie dobrze. Jasne, widziałam, że starzejesz się ostatnio jakby szybciej. Że już Ci się często nie chce. Że zostajesz z tyłu. Że siano już trochę dla Ciebie za twarde, a rogi wytarłaś sobie do połowy. Ale jeszcze wczoraj wciągałaś swoje ukochane, zmielone ziarka, połowę zawartości miski rozsypując hojnie po podłodze, bo przecież “co ci to szkodzi, Kanionek, po prostu dosypiesz mi więcej”. Ja się spodziewałam, Bożena, że kiedyś. Że pewnie zimą, gdy wszystko i tak jest beznadziejne i złe, człowiek nie wygląda jutra, bo i po co, a śmierć wydaje się całkiem na miejscu. Ale nie w taki piękny dzień czerwcowy, Bożena, bo to jak w dziecko rzucić kamieniem.

Pamiętasz, że ja Ciebie z początku nawet wziąć nie chciałam? Bo myślałam, że koza z rogami to będzie problem i zagrożenie dla innych kóz. I teraz sobie myślę, że gdybym wtedy postawiła na swoim, to nie siedziałabym teraz w łazience z oczami jak dwa dojrzałe pomidory. Jasne, że na tej biedafarmie Boskiego Farmera nie przeżyłabyś pewnie kolejnej zimy, ale powiedz – czym mam zasypać tę dziurę w sercu, która mi po Tobie została? Chcę iść do koziarni i Ci się wyżalić. Chcę, żebyś chuchała mi w ucho gorącym oddechem o zapachu fermentu i starych trampek, i żebyś mi powiedziała, że tak, Ty też w ubiegłym roku straciłaś kogoś bliskiego i nie martw się, Kanionek, z czasem ten ból minie. Kupiliśmy przepiękne, zielone, miękkie siano. Mogę Ci je kroić nożyczkami, ucierać marchew i jabłka, mogę Ci szykować owsiankę, ale nie chcę się z Tobą żegnać, Bożena.

***

Pracuję, bo muszę, ale jestem jak automat do kawy. Bez duszy. Mięśnie jak ze słomy, żołądek z kamienia. Siadam skulona w ponurej krypcie swojego ciała, a zdziczałe, wychudzone myśli wypełzają z piwnicznych nor i podchodzą mi pod gardło. “Tyle jabłek, Bożena, zaraz zaczną spadać twoje papierówki”, “lipy kwitną, naćpałabyś się jak smok”, “takie piękne siano kupiliśmy, pachnie jak milion dolarów, a Żozefin powiedziała, że możemy naciąć u niej wierzby, ile tylko zechcemy”. Przełykam te myśli razem ze łzami, chcę je strawić, przemielić w kamiennym żołądku na proch, ale one wciąż wracają, bo dobrze im u mnie – starej, roztrzęsionej padliny; mają co żreć.

Już ponad tydzień minął, Bożena, i nic nie jest takie, jak dawniej.

 

5 lipca 2018

Muszę Wam opowiedzieć, kim była Bożena, nawet jeśli tego nie chcecie. Nikt nie znał jej tak dobrze, jak ja. Owszem, Mały Żonek też zawsze wiedział, że nasze stado składa się z kóz i Bożeny, ale czy wiedział dlaczego?

Bożena jako jedyna doskonale rozumiała, że kozi los wisi na cienkim włosku ludzkiej łaski. Nawet Irena, choć pochodzi z tej samej biedafarmy, nie zdaje sobie z tego sprawy, ani Kozy Włoskie (młodość patrzy w przyszłość, krzywd nie chce pamiętać), a o reszcie naszych kóz to nawet nie ma co mówić – dzieci pampersowe, wychowane w dobrobycie, noszone na rękach i całowane w dupkę, uważają po prostu, że to wszystko im się należy, i że tak właśnie jest z kozami na całym świecie.

Bożena nie strzępiła sobie języka na darmo, jak niektóre kozy, co chodzą i beczą bez względu na ustrój i okoliczności. W zasadzie Bożena odzywała się tylko do nas, ludzi, a do utrzymania porządku w koziarni miała inne, twarde argumenty (“Dlaczego ty tak wszystkich tłuczesz, Bożena? – A bo inaczej nic do nich nie dotrze”. Miałaś rację, Bożena. Przez pierwszy tydzień od Twojego odejścia, nikt nie odważył się spać w Twoim pokoju. One chyba się bały, że wyszłaś tylko na chwilę, a jak wrócisz, to wszystkim się oberwie. Dopiero ósmego dnia Krówko wzięła ze sobą Arankę i położyła się pod Twoim paśnikiem. Nie chcę, żeby Krówko rządziła w koziarni, bo jest na to zbyt wredna i niemądra, ale co ja mogę zrobić bez Ciebie, Bożena?).

Mówiła więc tylko do nas, ludzi, ale pamiętam też jej komunikaty niewerbalne. Stała sobie na przykład na dojalnicy i wciągała owies z miski ze stali nierdzewnej, podczas gdy ja ją doiłam. Gdy owies się kończył, zaczynała nerwowo przebierać nogami, ale ten oczywisty przekaz nie zawsze do mnie docierał, więc ostatecznie brała miskę w zęby i wyrzucała ją z korytka na betonową podłogę. Dźwięk był donośny i nieprzyjemny, a Bożena odwracała głowę w moim kierunku i patrzyła wymownie to na mnie, to na miskę, i znowu na mnie, i znów na miskę, a jej kpiące spojrzenie mówiło: “Widzisz, Kanionek? Pełna miska – w korytku. Pusta miska – na podłodze. Widzisz? ROZUMIESZ?”. Doskonale wiedziała, jak mnie to denerwuje, i mało jej oczy z głowy nie wypadły od powstrzymywanego śmiechu. W końcu zmieniłam miskę na plastikową, i tyle było mojego, że nowa miska robiła mniej hałasu, ale to z kolei psuło całą zabawę Bożenie, więc w ramach kary, po wyrzuceniu miski na podłogę, Bożena robiła hałas szarpiąc metalowym koszem korytka.

Bożena zawsze patrzyła mi prosto w oczy. Nie w sufit, nie w podłogę, nie w bliżej nieokreśloną przestrzeń, tylko prosto w oczy. Gdy chciała powiedzieć mi coś szczególnie ważnego, wysilała głos tak, że oczy wychodziły jej na wierzch, a ja słuchałam pilnie, jakbym się właśnie miała dowiedzieć, gdzie leży złoto zakopane przez pradziadka Bożeny. Naukowcy dowiedli, że psy, przebywając z ludźmi te długie tysiące lat, nauczyły się mimiki ludzkiej twarzy i potrafią z niej wyczytać emocje. Kóz pewnie nikt pod tym kątem nie badał, i nie wiem jak inne kozy, ale Bożena umiała odróżnić uśmiech od łez. Niejedną łzę zlizała z mojej twarzy, i nie myślcie, że to z braku soli, bo w każdej koziarni wiszą po dwie kostki solne i można je sobie lizać aż język zdrętwieje.

Wiedziała też, po co człowiek ma ręce. Gdy, zamyślona, przestawałam ją drapać po grzbiecie, brała w zęby mankiet mojego rękawa i próbowała zarzucić sobie moją rękę na plecy. Inne kozy też podchodzą do nas, żeby je podrapać, ale chyba żadna z nich nie wie, jak my to właściwie robimy. Bożena wiedziała.

Nie wiem, ile dokładnie miała lat, ale była starsza ode mnie. Wiekiem i doświadczeniem. Była doskonałą, troskliwą matką. Była moją, wśród kóz, najlepszą przyjaciółką. Nigdy, NIGDY nie przyszła do dojenia z brudnymi cyckami. Gdyby miała do wyboru: położyć się w gównie, albo położyć się w błocie, nie położyłaby się wcale. Niecałe cztery lata temu uszyłam jej obrożę, której ani razu nie zgubiła, i nosiła ją do samego końca, niezniszczoną, lekko tylko spłowiałą od słońca. I tyle mi teraz zostało – gadać do obroży.

Wciąż słyszę Twój głos, Bożena, i widzę Cię, wracającą z łąki; kolebiesz się na boki i stękasz tym swoim zachrypniętym głosem: “zaczekajcie na mnie, łachudry”. I zderzam się z pustką, gdy miraż okazuje się tylko mirażem.

Hodowla z sercem jest nieopłacalna. Bije po dupie i po kieszeni, i w pysk dać też lubi dać. A serce boli i nie chce niczego rozumieć.

46 komentarzy

  • Jola z To.

    Ja z Kanady
    wujek i Bozena kazali mi napisac, ze Was bardzo przytulaja
    and life must go on….

  • mitenki

    Weszłam tu, nie spodziewając się że będzie nowa notka, a na pewno nie taka…

    Gdybyś wtedy postawiła na swoim Kanionku i jej nie wzięła, to może nie miałabyś teraz mokrych oczu… ale Bożena nie przeżyłaby kilku szczęśliwych lat, bezpieczna i syta, szanowana i kochana.
    Przytulam mocno :*

  • AnnaBzikowa

    Czytam cię po cichutku od niedawna…Pożegnałam wiele moich przygarniętych z biedy zwierzaków. Rozumiem. Współczuję. Ale wiem, że nasi przyjaciele po Tamtej stronie od razu wskakują Bogu na kolana, a on je głaszcze, przytula i kocha. I wiem, że wszystkie moje psy i koty wybiegną mi na spotkanie po Tamtej stronie. To mi daje pociechę, może da i tobie. W sumie nie zdziwiłabym się, gdyby Bożena nie raz jeszcze zrobiła porządki w koziarni…sporo rzeczy jeszcze nie wiemy, ale czujemy…Przytulam.

  • zerojedynkowa

    I co Ja Ci mogę, Kanionek, powiedzieć? Jakich słów użyć, żeby Ci choć trochę ulżyło? Przepraszam, ale nic nie przychodzi mi do głowy. Mogę Cię tylko przytulić. Wirtualnie.

  • Anomin

    Masz racje, Kanionek, we wszystkim i jak zawsze.
    Chociaz masz Irene, Aranke i Krowko to pewnie juz nie bedzie tak jak bylo z Bozena.
    Ale bedzie, inaczej ale bedzie
    I gadaj Kanionek, do obrozy ale i do nas gadaj
    Sciskam
    x x x

  • Wersja

    Nie mam słów. Strasznie mi przykro. Ściskam.

  • Ynk

    Jak wyraźnie czuję to i rozumiem, Kanionku. I też dotykam przedmiotów, które należały do tego, który przeszedł w inny wymiar, rozmawiam z nimi. W tym miesiącu (tygodniu?) przybędą nowe przedmioty…
    A pocieszenia nie ma. Albo są nim kolejne dni, noce, ludzie, świat, który rozsypuje się i porządkuje na nowo, niestrudzenie.
    Myślę o Tobie, o Was. Przytulam serdecznie.

  • teatralna

    Nie mogę czytać tego wpisu pomimo tęsknoty za Tobą i Twoim światem, choć w ostatnich miesiącach nie komentowałam , nie miałam czasu i siły nawet odpisać na maila.. normalnie tu zaglądać…nic…współodczuwam i nic nie mogę poradzić NIC, tak już widać jest, że życie w rozsypce i ciągłe żegnanie. …

  • Barbarella

    Każde zostawia dziurę w naszym sercu.
    A serce bez dziur jest bez sensu.
    Trzymaj się. I myśl, że obie miałyście szczęście, że się spotkałyście.

  • _wiewiorka

    Rozumiem bardzo dobrze co czujesz. Przykro mi. Przytulam.

  • Jagoda

    Tak bardzo Wam współczuję, i przytulam mocno…

  • ciociasamozło

    Ściskam Was.

  • becia

    biedna Bożenka.. biedny Kanionek ..

    Niby koło życia, prawa natury, niby tak właśnie ma być a serce boli..

    Ściskam Was mocno

  • mp

    Bożena była wielką szczęściarą, że trafiła na swojego Kanionka. Moja Bożena ma na imię Milucha i jest 14-letnią kotką , już od dłuższego czasu ze strachem patrzę na kolejne kartki w kalendarzu. Wiem, że odejście jednego pieszczocha robi miejsce następnej bidzie, ale na uładzenie się z tym trzeba czasu, banalna prawda. Z perspektywy tych paru wiosenek więcej w życiorysie powiem ci, Kanionku, że z biegiem czasu i ilością przeżytych pożegnań skóra troszkę twardnieje, jak na ćwiczonych bosym chodzeniem stopach, i łatwiej zrozumieć, że koniec jednego może być początkiem drugiego. A na razie- bardzo Wam współczuję .

  • Bożenka za życia trafiła do raju. A teraz pilnuje Twojego stadka z góry, sama widziałaś, żadna koza nie odważyła się zająć jej miejsca przez długi czas. Wszystko płynie, cholera. Mija. Ale to dobrze, ze mija, bo smutek też minie.
    Będzie lepiej, ale na razie jeszcze chwilę jest smutno. Jest mi smutno też, ale będzie lepiej. Przytulam, Aniu :*

  • Lucy in The Sky

    Kanionku! Kochany Kanionku! Jestem i współodczuwam. Nikt nie zastąpi Bożeny. To miejsce będzie już na zawsze zajęte. Z czasem łatwiej będzie myśleć i wspominać wspaniałą, mądrą KOZĘ. Z czasem… Dobrze, że miałyście siebie. Ona Ciebie, A Ty ją. I tego nic nigdy nie zmieni. Bożena odeszła kochana. To wielki przywilej. Uściskuję! ❤❤❤

  • Ania W.

    O rany, Kanion, bardzo, bardzo Ci współczuje. Ile miłości, tyle bólu z tęsknoty. Trzymaj się.

  • Gosia

    Płaczę z Tobą, Kanionku. Przytulam.

  • Anka B.

    Kanionku , Bożenka patrzy z Drugiej Strony Tęczy na Ciebie… Trzym się ….

  • Baba Aga

    Opowiem Ci historię która zmieniła moje spojrzenie na nasze zwierzęta i dała trochu pociechy i sensu w bezsensie śmierci. 8 lat temu weszliśmy z Łysym(mąż mój) do sklepu zoologicznego który otworzyli u nas na wsi, po jedzenie dla królika, a tam na podłodze, a była zima, stał pojemnik w nim 5cm wody, kamień i dwa spore żółwie czerwonilice, szybki rzut oka w internety, że powinny mieć ciepło i mokro i ratowalismy żółwie, ktoś je oddal bo wyjechal zagranicę, miały 8 lat i były parą, a na imię miały Zuza i Stachu, los chciał że tak właśnie mamy my na drugie, więc wiadomo że były już nasze, żyły sobie zgodnie w 400litrowym akwarium, aż do zeszłego roku, gdy Stachu zachorował na zapalenie płuc, było to niedługo po wypadku Łysego (już jest zdrowy). Walczył Stachu dzielnie kilka miesięcy, antybiotyki, witaminy, no wiadomo, ale pewnego dnia odszedł, i wtedy bliska mi osoba, też Wiedźma, powiedziała nam, że nasze zwierzęta domowe to są nasi opiekunowie, takie dobre duchy i one starają się nas chronić przejmując nasze choroby, zmartwienia itp, no i że Stachu przejął chorobę swojego opiekuna, wykonał misję i odszedł jak wojownik. Pogrzeb też miał jak wojownik, spoczął na wzgórzu z widokiem na morze w dymie kadzidła. Nam ta interpretacja bardzo pomogła, mam nadzieję, że i Ty znajdziesz w niej chociaż trochu pociechy. Trzymaj się Kanion, pozegnaj Bożenę, zrób jej symboliczny pogrzeb i poproś o opiekę stamtąd. Myślami jestem z Tobą.

  • Ola

    Kanionek. Przeczytałam Twój wpis i uciekłam stąd wczoraj z mokrymi oczami. Wszystko wróciło. Kuba też patrzył mi w oczy. Też rozumiał. Kanionek trzymaj się. Przytulam mocno mocno!

  • Jolanta

    Płaczę razem z Tobą, przytulam mocno. Ale Baba Aga mądrą radę dała. Bożena na pewno będzie czuwać nad Oborą.

  • kaczka

    Bozena, tego sie nie robi czlowiekowi.
    Trzymaj sie Kanionku, trzymaj!

  • Bisia

    Przykro mi :-(

  • ipiranga

    Nie sądziłam, że przyjdzie mi się ujawnić w tak smutnych okolicznościach. Cały worek komplementów zachowam więc na inne czasy. Kanionku, przytulam Cię mocno.

  • dolmik

    Kanionku i MałyŻonku… nic mądrego nie napiszę. Tulę. Mocno. Bardzo mocno.

  • Kachna

    Bardzo mi przykro.

    Ściskam mocno.

  • wy/raz

    Kanionku, też ściskam mocno, przytulam i głaszczę. I Małego Żonka też. Bardzo mi przykro.

  • Aga

    Bardzo mi przykro.
    Przytulam was bardzo mocno.

  • Anka

    Bardzo mi przykro, wspolodczuwam z Wami calym sercem i tak bardzo rozumiem co przechodzicie. Moj Kacper odszedl w listopadzie a ja nadal jak strzep czlowieka.

  • Iwona Bożena

    Dołączyłam swoje łzy i będzie to jedna z najbardziej opłakanych kóz jakie znam. Cóż mogę napisać na pocieszenie? Pięć lat temu opłakiwałam swoje kochane zwierzę i myślałam, że serce mi pęknie. Ale kiedy przestałam myśleć o swoim żalu i przez chwilę pomyślałam “Jak teraz czuje się Norcia?”, natychmiast było mi lepiej. Miłość ponoć nie szuka swego, więc pozwoliłam Norci odejść i biegać po zielonych niwach bez bólu schorowanego ciała. W domu są jeszcze dwa zaawansowane wiekiem pieski i oczy robią się mokre na samą myśl o rozstaniu. Pocieszeniem może być to, że dobrze, Kanionku, że to nie Ty pierwsza odeszłaś z tego świata i Bożena nie musi tego przeżywać. A swoją miłość do niej z pewnością jakoś zagospodarujesz. W pewnej bardzo mądrej książce przeczytałam, że zwierzęta mają duszę zbiorową, ale w tych przypadkach, w których zwierzę poczuje miłość do człowieka, jego dusza tak się rozżarza, że po śmierci nie trafia do zbiorowej centrali, ale nabywa i zachowuje indywidualną formę. Może Bożena jeszcze do Ciebie trafi w innym futerku?
    Pozdrawiam serdecznie i życzę, aby natychmiast cały smutek zamienił się w radość choćby z tego powodu, że dzięki Tobie zabrała ze sobą z tej Ziemi piękne przeżycia. Niektóre zwierzęta jeszcze wierzą w ludzi…

  • Bogutek

    Kanionek, trudno znalezc slowa, ktore mogą pomóc. Tylko.czas trochę ukoi ta pustkę… przesylam Ci duzo sil, ktorych na pewno potrzebujesz. Ściskam mocno, Bozena i tak nad Tobą czuwa.

  • Bo

    “…tak wiele ubyło…”
    Przytulam i gubię łzy.

  • bila

    Kanionku, popłakałam nad tym postem…Moja Karmelcia odeszła w maju i takie pustki zostawiła… Opłakałam, a od soboty jest u mnie nowa psinka- Pajda. Fajnie jest, coś w domu się wypełniło, ale to nie dziura w sercu po Karmelci. Ta została na zawsze, może tylko mniej bolesna. Dobrze, że są zwierzaki, co my byśmy bez nich…
    Bożena była szczególna kozą, tyle do Ciebie mówiła…Ściskam mocno, mocno!!!

  • Gosiek z UK

    Ściskam mocno Kanionku.

  • Buba

    Daliście jej kawałek dobrego życia i wiarę w ludzi. Trzymajcie się jakoś. Współczuję.

  • Jagoda

    Pamiętam wszystkie moje zwierzęta, które odeszły, przeważnie tragicznie. Myślę o nich z czułością i pocieszam się, że miały u mnie dobre życie. Teraz mam 2 koty dziesięcioletnie i mam nadzieję cieszyć się nimi jeszcze kilka lat.

  • Jagoda

    A wracając do życia: otwieram lodówkę rano a tam nuuuudaaa. Przygotowałam sobie sałatę z ogrodu, parę rzodkiewek, marudzę przy tym i nagle! wtem! Bez zapowiedzi żadnej podjeżdża dostawczak brązowy a w nim paczka z serami! Twarożek kozi z sałatą to pychotka, naljepsze śniadanie od kilku tygodni. Dzięki Kanionku.
    A jak otworzyłam paczkę to w całej kuchni zapachniało prawdziwą wędzonką, zapach lepszy od Mon Paris.
    Pozdrawiam.

    • wy/raz

      Jagoda, bo to Kanionek = wizja, praca, odpowiedzialność, zaufanie, pamiętanie, miłość, zdrowie, choroby, cierpienie, niesamowita empatia, która nakazuje dbać, dawać i kochać. Nawet kiedy sama nie ma siły. Otrzymałaś ser życia i miłości z wykonywanej pracy, cokolwiek by się nie działo, jak każda z nas . Ja poległam próbując ubrać w w/w słowa.

      Napisz jakie masz koty.

  • kanionek

    Kozy Kochane, bardzo Wam dziękuję.
    Każdego dnia obiecuję sobie, że Wam odpiszę, ale tutaj każdy dzień to dzień świstaka. Teraz mam te kilka minut, zanim pójdziemy kozom nosić siano (siano w połowie lipca, tak), więc piszę, żebyście wiedziały, że ja jeszcze nie umarłam (choć czasem nie jestem tego pewna).

    Tak, wszystkie zwierzaki “bolą”, gdy znikają, ale nie wszystkie tak samo. Czasem w sercu zostanie dziurka, a czasem prawdziwy lej po bombie. Dzisiaj Bożena śniła mi się po raz pierwszy. Mój ukochany pies, Szeryf, śnił mi się przez dwa lata. Tak samo jest z ludźmi – jednych lubimy bardziej, innych mniej, a bez niektórych ciężko sobie wyobrazić dalsze życie. Dobra, nie marudzę już.

    Podobno mamy już połowę lipca za sobą? Nie wiem, nie znam się, od kwietnia nie miałam czasu przewrócić kartek w kalendarzu. Aha, miałam nie marudzić. No to chyba pozostaje mi wracać do pracy :)

    Myślę o Was, Kozy moje, i sumienie mam jak skarpetki Pasztedzika – takie poszarpane! Tylko KIEDY, kiedy mam dla Was pisać?

    • Anomin

      Spokojnie, Kanionku: dzisiaj dopiero 13, a ze lipiec ma 31 dni tak wiec do polowy jeszcze kawalek ;-)
      Fajnie, ze napisalas :-*

    • wy/raz

      Kanionku, bo zaraz wszystkie Kozy ruszą, żeby przewrócić ci kartę w kalendarzu :-)). Co nie byłoby w sumie takim głupim pomysłem. Dobrze, że piszesz, a jeszcze lepiej, że jesteś.

  • diabel-w-buraczkach

    Dalas jej tyle dobrego, Kanion!!!! Lepiej ze to u was doczekala konca, niz tam gdzie byla. O cale kozie niebo lepiej.
    Trzymaj sie, jakos to bedzie dalej, jakos bedzie.
    :*

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *