Cztery kąty i pies piąty, czyli z byle czego

Cygan urodził się w krainie wiecznego zimna, ciemności i nieprzyjemnie mokrej wody, a przynajmniej tak mu się wydawało, gdyż odkąd sięgał pamięcią, to jest aż do trzech miesięcy wstecz, w jego świecie tak właśnie było – zimno, ciemno, i mokro. Krótkie dnie mijały mu na obserwacjach wrogo nastawionego nieba, zbrojnego w ołowiane armaty chmur, z których aż nazbyt często leciał grad lodowych kul, a gdy choć na chwilę zrobiło się niewymownie ciepło, to jest około dwóch stopni Celsjusza, ponure niebo fundowało Cyganowi orzeźwiający prysznic. No i był jeszcze wiatr, który też Cygana nie lubił, ale w sumie, odkąd Cygan sięgał pamięcią, nie lubił go jakoś szczególnie nikt, za wyjątkiem matki, do której maleńki tulił się w te długie, nieskończenie nudne noce, podczas których jedyną rozrywką tych, co nie spali, było wpatrywanie się w księżyc, bo oczywiście niebo jak na złość zwijało na noc swoje armaty, i przez diamentowo czystą powłokę poligonu wypuszczało resztki ziemskiego ciepła w kosmos, a księżyc patrzył na wszystkich Cyganów tego świata z obojętnością kosmicznego kamienia.

Taki właśnie był świat, i Cygan nie do końca rozumiał, po co to wszystko. Po co te szare dnie i czarne noce, po co ten księżyc, który tylko patrzył, po co deszcz i śnieg? Komu się chciało to wszystko robić i dlaczego? I – przede wszystkim – czy to już wszystko? Czy tak będzie zawsze? „Niedługo” – mówiła mu matka, „niedługo będzie cieplej, zobaczysz. Dni będą długie, przylecą bociany, ziemia wyschnie i będzie pachniała słońcem, i nawet kamienie będą czasem prawie gorące, zobaczysz, mały”. Ale Cyganowi ciężko było w to uwierzyć, bo w jego życiu istniało tylko wczoraj i dziś, a jeszcze nigdy nie było jutra, zwłaszcza takiego, jakim opisywała go matka. Umiał sobie wyobrazić „ciepło”, bo już je miał okazję poznać – siedziało w balocie z sianokiszonką, którą gospodarz czasem zadawał krowom, i balot nie był samolubny, i chętnie się tym ciepłem dzielił, to znaczy dopóki go krowy całkiem nie zjadły, a czasem gospodarz otwierał balot z sianem, i ono to już nie, nie było ani trochę ciepłe, tylko zimne jak powietrze i ziemia i deszcz, choć jednak trochę inne, bo suche i mięciutkie, i do tego lekkie, więc można było sobie w nim wykopać dołek, małą jamkę, wpełznąć doń i wtedy nawet księżyc nie wiedział, gdzie się podział Cygan i jego ziemskie troski. I właśnie w takiej suchej, wonnej jamce, mały Cygan śnił o Jutrze.

. . .

Siedemnastego lutego niebo znów zapadło na ciężki przypadek wodnej biegunki i w niemal regularnych odstępach raczyło Cygana zimnym okładem, czyli niby wszystko jak zwykle, aż do godziny czternastej…

O czternastej, gdy Cygan właśnie ukończył formowanie czegoś na kształt półki skalnej w napoczętym balocie siana i się w niej zwinął w kulkę, na szare, oślizgłe podwórko zajechał jakiś grat. Z grata wygramoliła się, stękając i wzdychając ciężko, Smutna Pani w średnim wieku, a drzwiami od strony kierowcy trzasnął szary, Zmęczony Pan, i oboje poczęli rozglądać się po zastanym krajobrazie, niewątpliwie czegoś szukając.

Gospodarz niespiesznie wyszedł zza niewielkiej szopy, pełniącej też rolę obórki, wytarł ręce w spodnie i nie zbliżając się zanadto do obcych zapytał, jak to zwykle na wsi pytają w takich przypadkach: „eee… a państwo…. tentego, do mnie? A że w jakiej sprawie, eee…?”. „My w sprawie tego siana, z ogłoszenia” – zawołała cokolwiek zwiędłym głosem Smutna Pani. „Aaaa” – rozpromienił się Gospodarz, „a to tak, to proszę, proszę” – zamaszystym gestem zamiótł metr sześcienny powietrza za siebie, na co Zmęczony Pan i Smutna Pani oderwali się od samochodu i ruszyli przez błoto podwórka ku obórce i jakby prosto na świeżo zdobyty przez Cygana balot.

Spojrzenia Smutnej Pani i Cygana spotkały się. „Oooo…” – zakwiliła dziwnym głosem Pani, wskazując palcem na Cygana. „Można pogłaskać?”. „A proszę, proszę” – uśmiechał się uprzejmie Gospodarz, „a sianko to tutaj mamy, o, na górze, też można wejść, tu po tej drabince, i sobie obejrzeć, no”. No. No to na pewno ktoś gdzieś wchodził i coś oglądał, być może nawet ta Pani, ale gdyby ją dziś o to zapytać, mogłaby nie pamiętać, bo sianko siankiem, ale czarne oczy Cygana, w tym jedno trochę zapłakane, wbiły jej się w pamięć jak źdźbło siana w skarpetkę, i pochłonęły resztę świata na amen. „Ależ ty się trzęsiesz, dzieciaku”, Smutna Pani przylgnęła twarzą do całego Cygana, i tu nawet nie chodzi o to, że miała taką wielką twarz, choć trochę miała, tylko o to, że Cygan był taki mały, że gdyby się uprzeć, można by go zjeść na kanapce z piętki chleba.

Tymczasem Zmęczony Pan negocjował cenę siana z dowozem, co Cygana ani trochę nie interesowało, bo chodziło o siano w kostkach, które i tak leżało na strychu obórki i było dla niego niedostępne, a poza tym był właśnie zajęty wylizywaniem twarzy Smutnej Pani, co wymagało jego całkowitego zaangażowania, i nie chodzi wcale o to, że miała strasznie dużą twarz, choć może trochę miała, tylko o to, że Cygan jeszcze nigdy nie miał okazji wylizać nikomu twarzy, więc się do tego bardzo przykładał, żeby nikt później nie powiedział, że on coś zrobił źle.

„…a jak weźmiecie wszystkie, to Cygana dorzucę, gratis” – Gospodarz spojrzał z uśmiechem na Smutną Panią, bo nie był w ciemię bity. Smutna Pani spojrzała na Zmęczonego Pana. Zmęczony Pan spojrzał na niebo z biegunką i zapytał: „Za jakie grzechy…?”. I gdyby zapytać Smutną Panią, to ona by nie pamiętała, jak szli wszyscy niespiesznym krokiem do samochodu, i jak z domu wyszła żona Gospodarza i zapytała: „a to Cygana też bierzecie?”, i jak wtedy Zmęczony Pan zapytał Smutną Panią, czy ona na pewno wie co robi, i że wtedy Żona Gospodarza powiedziała: „no to musicie być pewni, bo jak go zaraz potem będziecie chcieli oddać…”, ale gdyby zapytać Cygana, to on pamięta:

– Oddać? – zapytała z niedowierzaniem Smutna Pani, wtulając nos w pachnące sianokiszonką i błotem futerko. – Ja go nigdy nie oddam.

I Cygan pamięta, że poczuł wtedy coś dziwnego. Było trochę jak ciepło, ale inne, bo szło od wewnątrz, uderzało do głowy i nie uciekało przez uszy. Było miłe i słodkie w smaku, i trochę łaskotało w brzuszek, a trochę mrowiło w łapkach. Roboczo nazwał to „nadzieją”.

. . .

W kolebiącym się niespiesznie po wyboistej drodze samochodzie panowała relatywna cisza. Relatywna, bo co prawda nikt nic nie mówił, ale sprężyny amortyzatorów ciężko skrzypiały, narzekając na swój podły los, skrzypiały sunące po szybie wycieraczki, narzekając na swoje stare, zdeformowane pióra, a w bagażniku podskakiwały dwa kilogramy śrubek i wkrętów do drewna, narzekając na to, że polna mysz poszatkowała ich opakowanie na plastikowe wiórki, bo były jej potrzebne do budowy gniazda, które – kto wie – być może uwiła sobie w obudowie lewego kierunkowskazu. Tak poza tym jednak nikt nic nie mówił, bo każdy zajęty był swoimi myślami. Smutna Pani na przykład myślała sobie: „co ja znowu narobiłam…”, Zmęczony Pan usiłował sobie przypomnieć, czy ma na koncie bankowym wystarczającą ilość środków, by kupić sobie bilet lotniczy do „Jak Najdalej Stąd”, a jeśli nie, to czy jakiś bank udzieli mu szybkiej pożyczki, jeśli za żyrantów będzie miał podchmielonego Dżerego i stukniętą Żozefin. Cygan zaś… Cygan nie tyle myślał, co się poddawał. Poddawał się błogiemu uczuciu ciepła i tak mu dobrze szło, że postanowił odłożyć na później, a nawet bardzo później, kwestię analizy faktu, że jak to się dzieje, że ciepło jest wszędzie i naraz, a nie tylko od spodu lub w jeden bok, no i tak się umiejętnie poddawał, że aż całkiem zasnął.

. . .

–  To jak nazwiesz swojego nowego pomiota?
–  No nie wiem jeszcze… Wygląda trochę jak tłusty serdel, no ale jest czarny jak kaszanka. Może Pasztet? Pasztecik?

–  No niby pasuje, ale nie do jego charakteru. Taki trochę dziki ten twój Pasztet. Pasztedzik raczej.

. . .

– Chodź tu, mały. Od dzisiaj nie będziesz już jednym z tysiąca wiejskich „Cyganów”. Teraz masz prawdziwe, porządne imię i nazywasz się Pasztedzik. PASZTE-DZIK. Kapujesz? Zamiennie będziesz nazywany Kuferkiem Pełnym Radości, Tobołkiem Szczęścia, Zawiniątkiem Entuzjazmu, Walizeczką Wazelinki, oraz Szkatułeczką Euforii. Ale zasadniczo jesteś Pasztedzik. Co ty na to?

. . .

Pasztedzik dostał swój własny kartonik do mieszkania:

Do którego znosił wszystkie „upolowane” zdobycze, czyli skarpetki, rękawiczki, tekturową rolkę, kawałek wykładziny, szyszkę, i takie tam różne, które sobie w kartoniku namiętnie „mordował”, więc kartonik zyskał miano Mordowni. Gdy Pasztedzik wyrósł z kartonika (i zjadł jego przednią ściankę), dostał bardziej zaawansowane architektonicznie lokum, czyli skrzynkę po cebuli:

Pokochał skrzynkę i szybko zrobił z niej drugą Mordownię, ale gdy tylko nadarzała się okazja, czyli np. listonosz przyniósł jakąś paczkę, Pasztedzik szybko z niej korzystał, bo stara miłość nie rdzewieje:

Co się również tyczy sianka:

I w ogóle Pasztedzik pokochał wszystko i wszystkich, bo chciał i mógł:

I poznawał wielki świat, a wielki świat poznawał jego.

. . .

– Ja nie wiedziałem! Ja nie wiedziałem! Ja nie wiedziałem! – Pasztedzik skacze jak sprężynka, tak wysoko, jak pozwalają mu krótkie, kiełbaskowate łapki, a pomiędzy seriami radosnych podskoków robi szalone rundy po kuchni.
– Czego nie wiedziałeś, Paszteciątko? – uśmiecham się od ucha do ucha, bo gdy na niego patrzę, to nie umiem inaczej.
– Ja nie wiedziałem, że ludzie mają takie fajne domki! – Pasztedzik na chwilę zaprzestaje dzikich harców. Siada, cały ryjek mu się cieszy, a świński ogonek wybija szalone prestissimo, jak krzywa wskazówka metronomu.
– Fajne domki? – otwieram oczy ze zdumienia, wodząc wzrokiem po tych obdartych z tapet ścianach, wiecznie obryzganych błotem drzwiach, po tych meblach, co to każdy z innej parafii i od lat się gryzą o to, czyj proboszcz głosił lepsze kazania („A z Listów do Paździerzan to wasz czytał?”, „Ty to chyba nie słyszałaś przypowieści o Upadłych Drzwiczkach”, „A ty o gorejącej półce, a szkoda”, „Dziesięć Przykazań Meblarskich zostało przekazane na górze Okleinaj, lamusie”). Po tych wytartych wykładzinach wodzę wzrokiem, po linoleum, które jest pewnie w moim wieku i też się trochę tego wstydzi, i chyba myślę na głos, bo nagle Pasztedzik mi przerywa swoim pełnym zniecierpliwienia: „ło ło ło ło ło!”.

– Ło ło ło ło ło! Czo ty mi tu o dywanach i szafkach bez drzwiczek, CZŁOWIEKU? Czo ty w ogóle to ja nie rozumiem! Tu jest CIEPŁO i NIGDY NIE PADA DESZCZ! Tu jest… Tu jest… Tu jest KOCHAM CIĘ, tak fantastycznie! – Pasztedzik łapie w zęby swoją „piłkę”, zrobioną ze zmiętej w kulę folii typu strecz, owiniętej taśmą klejącą, i rozrywa ją na strzępy, tak jak jego rozrywa ta niewysłowiona radość i wola życia.

Patrzę na niego, i śmieję się i płaczę na przemian. Pasztedzik ma rację. Mam fajny domek, w którym jest ciepło i nie pada deszcz. Mam w domku Pasztedzika, Majączka, Atosa i Pusiołaka, a pod kołdrą termofor imieniem Laser. Mam na parapecie wystawę najpiękniejszych kotów rasowych („Te, Kotek, a ty jakiej jesteś rasy?”, „Ja jestem rasy Jak ci Zaraz Pukiel Kłaków Wyrwę to Spadniesz z Parapetu”). Wszystko jest kwestią perspektywy. Z perspektywy Pasztedzika stara, dziurawa skarpetka jest niesamowitą zabawką wielofunkcyjną, którą można: podrzucać, ciągnąć, szarpać, zagryzać, lub się na niej położyć. A kawałek kartonu…?

– DAJMI to, DAJMI to, DAJMI to! To, to, to mi teraz daj natychmiast! Ooo, człowieku, jak to się rrrrwie! Jak to się cudownie rwie! Jak ja to będę rwał teraz! Popatrzej tylko teraz, człowieku, jak ja to rrrrwę! Och, kocham cię, to najlepsza zabawka EVER.

Do czasu, aż pojawi się folia bąbelkowa, oczywiście. Z perspektywy Pasztedzika wszystko jest cudowne, piękne, nowe, ciekawe, szalenie interesujące i W OGÓLE NAJFAJNE. Od trzech miesięcy mam możliwość patrzeć na świat jego oczami, i cieszę się. Z byle czego.

.

PS. Normalnie to ta historia miała być dużo dłuższa, tak ze trzysta stron, i tak niesamowicie wciągająca, że zapomnielibyście iść z pracy do domu, i rano Wasz szef byłby TAKI ZACHWYCONY, że Wy tak pilnie w robocie dzień i noc i w ogóle, no ale były naciski ze strony Grupy Trzymającej Władzę (to o Was), żeby „szybciej, szybciej z tym Pasztetem”, więc teraz nie miejcie do mnie pretensji, że premii półrocznej nie będzie.

.

74 thoughts on “Cztery kąty i pies piąty, czyli z byle czego

  1. sunsette 19/05/2017 at 05:58

    Kanionku………………!
    To ja teraz smieje sie i placze, choc jak zwykle siedze o tej porze w autobusie, ludzi na razie niewielu, wiec tylko kilka ponurych osob dziwnie na mnie patrzy. Coz, jedyne co im moge rzec, to: zmiencie perspektywe, rodacy, wszak jedziecie do pracy (a przeciez moglibyscie jej nie miec;))
    Zmiana perspektywy to chyba najlepszy sposob na wszystko.
    Pasztedzik jest cudowny, Kanionek jest wspanialy, swiat jest piekny!
    Dziekuje, Kanionku:)))))

    • kanionek 22/05/2017 at 00:08

      Ależ proszę! Wiem, że przez trzy miesiące byłam samolubna i trzymałam Kuferek Szczęścia tylko dla siebie, ale też wiedziałam, że w końcu się z Wami podzielę, i że dla nikogo nie zabraknie, bo to niby mały kuferek, ale niezwykle pojemny :)

  2. Jagoda 19/05/2017 at 06:21

    Taki mały Pasztedzik a tyle radości!
    Nie chciałam uwierzyć, że to „tylko” pies, jest cudny. Przypomina mi Nutkę, jedynego psa, jakiego miałam w dorosłym życiu. Była kochana…
    A swoją drogą jak to się dzieje, że koty i psy kanionkowe nie drą kotów z psami?

    • Paryja 19/05/2017 at 06:32

      Pewnie nikt im nie powiedział że tak trzeba.

    • kanionek 22/05/2017 at 00:11

      Niby tylko piesek, a jednak trochę świnka, trochę mały miś (Mały Żonek podejrzewał nawet, że matka Pasztedzika mogła mieć romans z jakimś lokalnym niedźwiedziem; że nikt w okolicy niedźwiedzia nie widział to jeszcze o niczym nie świadczy, bo ten co widział, mógł zwyczajnie tego nie przeżyć, więc nikomu nie opowiedział!).

  3. Paryja 19/05/2017 at 06:40

    Cudne pasztecie oczyska :)

    • Bo 19/05/2017 at 19:35

      I ogonek „pętko kiełbaski”😊

  4. Barbarella 19/05/2017 at 06:58

    Przecież on wygląda jak James Bond we frakowej koszuli! A nie żaden Cygan. Na Pasztet też za elegancki, nawet jakby to miał być fua gra.

    • kanionek 22/05/2017 at 00:20

      O, Ty to potrafisz nazwać wszystko po imieniu! Co prawda trochę ostatnio szczerbaty ten Bond, bo właśnie gubi mleczaki, ale koszula zawsze czysta, a spojrzenie uwodzicielskie. No i naprawdę, przysięgam, trzy miesiące temu Pasztet wyglądał jak pasztet, i ja byłam przekonana, że on będzie takim typowym, niskopodwoziowym burkiem, takim skrzyżowaniem owczarka z jamnikiem, tylko jeszcze mniejszym, i że się będzie całe życie kulał jak puszeczka „drobiowego o smaku wieprzowego”, a tu takiego przystojniaka sobie wyhodowałam! I waży już siedem i pół kilograma, czyli pół Lasera…

  5. Prosiaczek 19/05/2017 at 07:29

    Piękna ta baśń o Pasztedziku…. a Pasztedzik to najstarsza i najmądrzejsza rasa, która wie wszystko o życiu- że jest tylko tu i teraz, a cała reszta to tylko nasze imaginacje lękowe.
    Ma takie mądre oczy, zakochałam się:)))

    • kanionek 22/05/2017 at 00:28

      „a cała reszta to tylko nasze imaginacje lękowe” – no i z tym nie mogę się zgodzić, drogi Prosiaczku, gdyż wyobraź sobie, że moje imaginacje lękowe osiągneły już pułap przepowiedni! Wpis o Pasztedziku pojawił się cztery dni temu, tak? Pisałam o jęczących amortyzatorach, tak? No to w piątek po południu lewy amorek wpadł nam do bagażnika.
      Pisałam o mysim gnieździe w obudowie kierunkowskazu? Och, nie ma sprawy. Dzisiaj przestały działać WSZYSTKIE kierunkowskazy (ale po włączeniu świateł awaryjnych wszystkie działają!). Wycieraczki? Nie no, dlaczego miałyby działać…

      Pasztedzik to bystrzak. Wszystko zapamiętuje, szybko się uczy, i jeszcze niejedno nam pokaże. Tak przynajmniej obiecuje ;)

      • sunsette 22/05/2017 at 08:44

        Bo to wszystko dlatego, ze o tym pisalas;) Teraz pisz, ze wszystko swietnie dziala i w ogole jest coraz lepiej, i zobaczymy, co bedzie;)

      • Prosiaczek 22/05/2017 at 18:25

        Kanionku strach się bać! Jaką Ty masz siłę w lękach:))
        Z tymi imaginacjami to właśnie taki problem, że się realizują w rzeczywistości niestety.
        Ale Pasztedzik jak na rycerza Jedi przystało rozproszy mroki ciemnej strony mocy i sprawczość lękom przyhamuje:))
        Jak na moje oko to on już wygląda na psa,co ma całą mądrość świata w oczach i na pewno sobie to zorganizował, że go przypadkiem, całkiem niespodziewanie i spontanicznie odnalazłaś:)))

  6. wy/raz 19/05/2017 at 07:49

    Jakie Pasztedzik miał szczęście, że was spotkał. I wy, że spotkaliście jego. Muszę popracować nad zmianą perspektywy, bo choć nie jestem jakąś szczególną materialistką perspektywa Pasztedzika daje do myślenia. To jak z tymi złotymi myślami, które odkładamy na zaś ;-)). Napisałaś piękny tekst. Uściskaj ode mnie Tobołek szczęścia. Ja ściskam Was.

    • kanionek 22/05/2017 at 00:32

      Dziękuję, Wy/raz, ja ściskam i buziaczkuję wszystkich, co na drzewo nie uciekają ;)
      A radość, jaką emanuje, tryska i co chwilę wybucha Pasztedzik, jest zaraźliwa, i mam nadzieję, że od samego patrzenia na jego fotki robi Wam się w życiu lepiej.

      • Iza 22/05/2017 at 19:53

        Robi się, słowo honoru, że się robi. :) Chociaż też i mokrzej w okolicach oczu, ale to przejściowe pewnie… Jeszcze się będziemy turlać ze śmiechu z wyczynów brzdąca. :)
        Absolutnie cudowny wpis, Kanionku. Taki… świetlisty. Jak promień słońca po burzy. Jak pierwsze bazie. :*

  7. dolmik 19/05/2017 at 08:15

    Piękny maleńtas. Wcale nie obły!!! Kiełbaskowate łapki…. phi…. dzie im do kiełbasek???? Jest piękny, foremny, zgrabny… ta sylwetka, ten ogonek… i oczęta i te uszka, nosek i ta minka….. no faktycznie do zjedzenia 😊 Gejzer miłości i entuzjazmu, to musi się udzielać 😃 Chociaż Pusia, na zdjęciu, przyłapany z miną wqrwionego starszego brata 😆😆 „Mamo! Weź go! Gówniarz przeszkadza mi się bawić! ”
    Dziękuję Kanionku za ten wpis.
    Ale, że TRZY miesiące wytrzymałaś….!!!! Tu już pomijam foch Sz. Obory… Ale, że się nie podzieliłaś… Nie no. Jednak nie pomijam. Foch. 😚

    • kanionek 22/05/2017 at 00:41

      A bo nie chciałam być jak baba z mięsnego, czyli rzucić Wam byle ochłap na ladę i warknąć: macie tu kawałek Paszteta. I on i Wy zasługujecie na coś specjalnego, spod lady. I długo mi zeszło, ale w końcu znalazłam czas i nastrój, żeby napisać tę historię.
      A Pusia z początku była bardzo niechętna Pasztedzikowi, ale teraz są kumplami – Pasztedzik biega i skacze (wcześniej to się zasadniczo kulał, i to niezbyt szybko, a na pewno zbyt wolno dla Pusi), i jest już go za co poszarpać, no i przede wszystkim ma zbliżony do Pusiowego poziom energii :)

  8. becia 19/05/2017 at 08:27

    No weź Kanionek, jaki to Obleniec jest. Nic a nic wcale a wcale. Śliczny jest :)

    • kanionek 22/05/2017 at 00:42

      No teraz już tak :) Ale w lutym i marcu był pędrakiem, serio.

  9. diabel-w-buraczkach 19/05/2017 at 08:38

    Oh jaki cudny Pasztedzik :)))) Nowy pasazer Arki Kanionka ;)
    A zdjecia z tata-Atosem wytarmosily mnie za serce. Szybko sie zaprzyjaznili chlopaki, co?

    I super to spojrzenie z perspektywy Pasztedzika, co tam ze szafka stara, skrzypiaca i obdrapana, jak w srodku na pólkach tyle milosci poupychane, ze sie nie domyka!

    • kanionek 22/05/2017 at 00:47

      Atos jest wspaniałym psem :) Ma cierpliwość, intelekt, równowagę umysłową i cały ten zen.
      Pusia traktuje Paszteda jak zabawkę lub kumpla do rozróby, Majączek pozwala się poszarpać za fifraki przy uszach, ale przez większość dnia jednak „pilnuje” kóz, Laser nie pozwala się Pasztetowi nawet dotknąć, a Atos… Atos pozwala mu prawie na wszystko, nawet kosztem utraty sierści z połowy ogona ;)

      • mitenki 23/05/2017 at 00:13

        Bonifacy i Filemon w psiej wersji :))

  10. zerojedynkowa 19/05/2017 at 08:39

    Czytałam ze łzami w oczach. Piękne! A Pasztedzik najpiękniejszy! Śliczności! Wcale a wcale Ci się nie dziwię, że nie mogłaś oprzeć się jego oczom. Jest przenajurokliwszy. Z samego wyglądu. A jak dodać do niego jego miłość to roztapia się człowiek jak masło w słoneczny dzień… :D
    Tu wstawiam: serduszka, uśmieszki, kciuki w górę i klaszczące dłonie. :) (piszę tak, bo nie umiem wstawiać :/)

    • kanionek 22/05/2017 at 00:58

      W pierwszej kolejności nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że los Cygana będzie marny (łańcuch, chleb na wodzie, takie typowe, lokalne klimaty, co przy temperamencie tego psiaka złamałoby mu psychę), i że jeśli go nie wezmę, to mnie będzie szarpać za wątpia po nocach ;)
      Potem, gdy kilka razy nasikał w przedpokoju, i w pokoju, i gdzie się dało, przypomniałam sobie, że minęło jakies sto lat odkąd ostatni raz zajmowałam się szczeniakiem (reszta psów była przygarnięta jako osobniki dorosłe) i nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że chyba upadłam na głowę, bo sama ledwo zipię, wszystko mnie boli i nic mi się nie chce, a tu taki pędrak z ADHD, wymagający uwagi 24/7. Ale Pasztedzik szybko rzucił na mnie czar i wtedy nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że jesteśmy sobie przeznaczeni. Kismet. Tak miało być.

  11. KS 19/05/2017 at 08:42

    Psów ci u nas dostatek, ale i tego przyjmiemy na znak nadziei.

    • kanionek 22/05/2017 at 01:00

      Dokładnie tak :)

  12. wersja 19/05/2017 at 09:50

    o jaki ładny lisek! dlaczego mu robisz czarno-biale zdjęcia?
    uprzejmie donoszę, że widzę ale jeszcze slabo, więc tylko podlgądam. ale liska wypatrzyłam :) cudny :-)

    • wy/raz 19/05/2017 at 10:07

      Super, laser się sprawdził nie tylko jako termofor! Coraz lepszego widzenia :-)).

    • dolmik 19/05/2017 at 12:14

      Wersja! Jaj było????

      • dolmik 19/05/2017 at 12:15

        *jak :)

        • wersja 22/05/2017 at 17:06

          oj, to długo by opowiadać, a jeszcze słabo widzę z bliska, więc opowieść musi poczekać. ale mam nadzieję, że nie tak dlugo jak Pasztedzik :) ogólnie – myślałam, że będzie gorzej :)

          • Kachna 22/05/2017 at 17:18

            Ściskam:)

    • kanionek 22/05/2017 at 01:02

      Właśnie, Wersja – jak było, a przede wszystkim JAK JEST, bo mam nadzieję, że z każdym dniem coraz lepiej!

      • wersja 22/05/2017 at 17:10

        Kanionku kochany, jest nieźle. byłam operowana metodą, po której się chyba najdlużej oczy goją, a póki się nie zagoją, to mi obraz blizna przemgławia, ale z premedytacją zaplanowalam sobie na ten czas odpoczynek, więc odpoczywam i cierpliwie czekam, aż będzie super esktra rewelacja, a wtedy wszystkie Kozy zadręczę szczegółami :) przepraszam za literówki, ale jak bym nie powiększała obrazu = nie widzę, co poprawić. o Pasztedziku mi się czytalo bez problemów, bo jak mam w oczach mokro, to widzę najwyraźniej – taka sytuacja :) całuski i pozdrowienia!!!!!!

  13. Ania M. 19/05/2017 at 10:09

    Ojej!
    Skarbek!

    • kanionek 22/05/2017 at 01:06

      Skarbuleniek, skarbunio :D
      Ja już mu tak nie „niuniuję”, bo on się robi coraz bardziej dorosły – podnosi nogę do sikania i zgubił kilka mleczaków, i nawet daje już radę wdrapać się na balot słomy :)

  14. Ola 19/05/2017 at 10:25

    Oczy mi się spociły.
    Jaki fajny Pasztedzik! I jakie ma kształtne uszka :) I w ogóle Kanionek, ech…

    • kanionek 22/05/2017 at 01:07

      „Ech…”
      To właśnie najczęściej mówi do mnie małżonek ;)

  15. kaczka 19/05/2017 at 10:50

    Kanionku!
    A niech mnie… rozkleilam sie na atomy!

    • kanionek 22/05/2017 at 01:14

      Dobrze, że Dynia i Biskwit to takie manualnie uzdolnione bestie, to Cię zaraz pięknie posklejają :)

  16. zośka 19/05/2017 at 11:41

    Piękna mądra opowieść o tym, co jest w życiu najważniejsze:)) Bardzo Ci dziękuję droga A. Jestem wzruszona i wstrząśnięta, ale bardzo pozytywnie.
    A Pasztedzika to niebiosa zesłały żeby Ci priorytety poustawiał i nam wszystkim chyba też.

    • kanionek 22/05/2017 at 01:16

      Podobno niebiosa mi go zesłały, bo księżyc się skarżył, że „ten mały wciąż się na mnie gapi, a ja nie mogę odwrócić wzroku. To męczące. Zabierzcie go gdzie indziej”. Ale Twoja wersja brzmi lepiej :)

  17. Ania W. 19/05/2017 at 11:58

    Cudo! Cudo! Cudo!

    • kanionek 22/05/2017 at 01:17

      No ba! No ba! No ba!

  18. Kachna 19/05/2017 at 13:03

    Wiesz co Kanionku, wiesz Ty co – rozwalasz system.
    I dobrze.
    I twórz własny system.
    Oparty na tym, jak powiedziała przede mną Zośka, co najważniejsze.
    A to jest baaardzo trudne.
    ………………..
    Zdjęciem z Atosem-tatą wzruszyłaś.
    Wszystkie są piękne.
    ……………..
    Czarny Cygan – Kaszanka – Pasztecik – Pasztedzik – ale obły to on BYŁ :)

    Ściskam wszystkie łapy i kopyta.

    • kanionek 22/05/2017 at 01:19

      No był, ale się powyciągał w odpowiednich kierunkach i już nie jest :)
      Jednak w moich oczach chyba na zawsze pozostanie pętkiem pasztetowej.
      Wszystkie odnóża ściskają Ciebie i Twoich :-*

      • mitenki 22/05/2017 at 23:56

        Kurczaki, a ja cały czas myślałam, że Pasztedzik jest od pasztetu i wizualizowałam sobie brytfankę z tymże i za cholerkę nie mogłam zrozumieć, czemu Kanionku piszesz, że on jest OBŁY :D

        Pasztedzik jest do schrupania!

  19. Bo 19/05/2017 at 13:06

    Śliczne.

  20. ciociasamozło 19/05/2017 at 13:29

    Cudny Paszted!
    Nawilżacz oczu, Rozmiękczacz Serc, Antydepresant z Sianokiszonki :)

    Kanion! Tym pierwszym zdjęciem powinnaś wytapetować chałupę zanim przyjdą jesienne doły ;)

    • kanionek 22/05/2017 at 01:20

      Ha! Wy sobie tapetujcie, ja mam ORYGINAŁ :D

      • ciociasamozło 22/05/2017 at 14:41

        No fakt. Zwłaszcza jak go wszędzie pełno ;)

  21. Anomin 19/05/2017 at 14:46

    Wzruszylam sie. Czytam ksiazki z lokalnej biblioteki i powiem szczerze, ze jeszcze nie trafilam na nic coby moglo stanac w szranki z tym co dzisiaj napisalas! Troche szkoda, ze nie te trzysta stron no ale ile mozna bylo czekac aby podzielic sie Kuferkiem Pełnym Radości, Tobołkiem Szczęścia, Zawiniątkiem Entuzjazmu, Walizeczką Wazelinki, oraz Szkatułeczką Euforii.
    Dzieki Kanionku :-*

    • kanionek 22/05/2017 at 01:22

      Cieszę się, bo taki był mój plan, żeby i Wam się udzieliło trochę tej przyjemności, jaką ja mam z obcowania z Pasztetem :)

  22. dacapoalfine 19/05/2017 at 15:04

    Kanionku ! Poza świetnym tekstem dałeś nam piękne przesłanie – ludzie ! rozejrzyjcie się dokoła, widzicie smutne oczy Cyganów wciśniętych miedzy resztki butwiejących desek i stare dziurawe garnki , ot , żywy inwentarz – może i dla nich zaświeci słonko?! Będziecie ich Kanionkiem ?!

    • kanionek 22/05/2017 at 01:28

      Ja tam nie chcę nikogo namawiać, ale czasem chyba jest tak, że wydaje nam się, że nie damy rady, że zwierzak to „ciężar”, że odpowiedzialność (tak, ale nie taka, z którą przeciętny człowiek nie może się zmierzyć), a gdy się zdecydujemy to się okazuje, że nie jest tak źle, a bywa wręcz cudownie. Ale ja mam trochę inne warunki, niż np. lokator kawalerki w mieście, na ósmym piętrze, pracujący na półtora etatu, więc się nie będę „wymądrzać”. Taki Pasztedzik na przykład, gdyby nie miał kompanów do zabawy i szarpania za różne części ciała, rozniósłby nam chatę w trzy dni ;)

      • mitenki 23/05/2017 at 00:05

        Hmm, prawie wszystko się zgadza oprócz piętra Kanionku :)
        Dlatego mam kota, choć całe życie marzyłam o psie – dużym i kudłatym.
        Chciałabym, żeby mój futrzak miał towarzysza do figli i brojenia, ale wtedy musiałabym chyba wynieść się na balkon…

  23. Plum 19/05/2017 at 15:44

    Dołączam do grona wzruszonych i głęboko poruszonych. Oraz zachwyconych – tekstem i Pasztedzikiem😘

    • kanionek 22/05/2017 at 01:29

      Dziękuję, Plum, i cieszę się, że Cię widzę :)

  24. cornick 19/05/2017 at 16:22

    Wzruszyłam się czytając, Kanionku jak ty pięknie opisałaś historię Cygana-Pasztedzika i jak to się dzieje, że ktoś tak piszący nie jest po prostu „zawodowym pisarzem”? wydają jakieś shity K.Michalak czy inn. jej podbnych a tu Kanionek ot tak na boczku skrobnie między dojeniem a nawożeniem to co mu się przytrafiło, a jak już skrobnie to tak jakby przez całe życie nic innego nie robił tylko układał najpiękniejsze i najbardziej chwytające za serce historyjki obrazkowe. A Pasztedzik to najprawdziwsze słoneczko :)

    • kanionek 22/05/2017 at 01:46

      Ale ja umiem opisywać tylko prawdziwe historie, i to tylko wtedy, kiedy mi się chce, a zawodowiec to musi być ciągle w formie, tak mi się przynajmniej wydaje. Ale nie ciągnijmy tego tematu ;)

  25. benia 19/05/2017 at 19:14

    i pomyśleć, że gdzieś w jakimś snopku może czekać na kogoś tyle szczęścia. Kanionku, gdyby tę opowieść przeczytała Krystyna Czubówna byłby hit audiobookowy. To narracja. Bo kto miałby zagrać Pasztedzika to się jeszcze zastanawiam. Dominika Kluźniak? może ktoś podrzuci pomysł :)
    dziękuję Ci za te cysterny radości wysłane w świat
    b.

    • kanionek 22/05/2017 at 01:42

      Cała przyjemność po mojej stronie, Benia (dokładnie po mojej prawej stronie, gdzie właśnie zwinął się w kulkę bohater tego odcinka) :)

  26. Kanionek 20/05/2017 at 00:36

    Kozy moje kochane :)
    Dziękuję i przepraszam, że Wam nie odpisałam, ale dzisiaj cały dzień zabiegany, a teraz padłam i ledwie rozumiem klawiaturę.
    Zapomniałam napisać, że owszem, obły to Pasztedzik BYŁ, gdy ważył 3,5 kg, ale jakiś czas temu wyrosły mu nogi i zaczął wyglądać jak pies. I gdy go wzięliśmy, zdecydowanie nie wyglądał jak Bond, był matowy i oczywiście miał robale, jak każdy szczeniak, i sapał dziwnie, więc zaraz następnego dnia zaliczyliśmy weterynarza. A pierwsze zdjęcie zrobiłam mu chyba dopiero po dwóch tygodniach, bo zanim zaczęła działać ta cudowna tabletka pasztetowego szczęścia, wciąż byłam na dnie błotnistego bajora ;)
    Jutro mam nadzieję napisać Wam coś więcej :-*

    • agniecha 20/05/2017 at 07:26

      No właśnie, bo chociaż dało radę zgadnąć, że Cygan to Paszte-dzik, jednakowoż Smutna Pani w średnim wieku – za cholerę nie szło domyślić się, że to Kanionek.
      Dlaczego nie nazwaliście go Kokardka Mała nr 27?

      • kanionek 21/05/2017 at 23:00

        Ha! Wiedziałam, że ktoś to zauważy :) Sama miałam ubaw tak długo, jak długo istniał kartonik.

  27. Teatralna 20/05/2017 at 09:15

    Ty, to umiesz mnie załatwić Kanionku !
    dobrze, że dziś to przeczytałam, w dzień ładny i słoneczny, w innym przypadku bym cie obciążyła kosztami leczenia depresji. Twój Pasztedzik miał farta życiowego ))
    bo ja mam tak, ze myślę o pozostałych… wiem wiem …
    ściskam Was czule.

    • kanionek 22/05/2017 at 01:38

      To nie ja, to Pasztedzik Cię załatwił! Ja tylko parę zdjęć i krótki reportaż.
      My Ciebie również :)

  28. Buba 20/05/2017 at 09:17

    Pasztedna słodycz. A ten ryjek…… Nie mogę się naoglądać. I jeszcze z deprechy potrafi wyciągnąć. Cudo na czterech łapkach.

    • kanionek 22/05/2017 at 01:34

      No cudo, bo nawet Małego Żonka rozśmiesza, cieszy i bawi, a to nie taka prosta sztuka ;)

  29. Gosia 20/05/2017 at 21:46

    Pasztedziku kochany, kwintesencjo radości, nadziei i miłości – bardzo Ci dziękuję za wszystko, czym obdarzasz Kanionka, za to kim dla Kanionka jesteś. Jak dobrze, że byłeś w odpowiednim miejscu o odpowiedniej porze. Jak dobrze dla Ciebie, Kanionka i dla Koziej Obory! Jak dobrze, że jesteś tu i teraz. Dobrze dla całego świata. Czytam co Kanionek o Was napisał, wgapiam się w zdjęcia, gęba mi się uśmiecha, serce wzrusza a oczy wilgotnieją. Jesteście lekiem na całe zło.
    https://www.youtube.com/watch?v=HeyX1H3HTVQ

    • kanionek 22/05/2017 at 01:33

      Pasztedzik mówi, że nie no, nie ma sprawy, „ja tylko pociągnął” ;)
      Bardzo, bardzo lubię ten utwór.

  30. zeroerhaplus 22/05/2017 at 12:28

    Piękne.

    Brawo, Pasztedzik.
    Brawo, Kanionek, że potrafisz patrzeć na Pasztedzika.

    Niech żyje długo i szczęśliwie!!!
    Howgh.

  31. Li 22/05/2017 at 13:15

    Trzy noce zarywane do czwartej rano, potem podbite oczy którym korektor nie dawał rady, ale było warto- Kanionku, piszesz tak, że… ech… no … fantastycznie, cudownie, gorąco, przepysznie, soczyście, gryząco-palczaście z ciekawości co dalej, wzruszająco-mokroocznie, zakochałam się na zabój, wpadłam jak Pasztedzik do kuchni, i nie opuszczę Cię aż po grób.

Dodaj komentarz

Podpis *
Email *
Witryna internetowa