Upadła Madonna z Wielkim Cycem, czyli wszyscy jesteście ukarani

wcale-nie-jestem-zla

Nie no, oczywiście, że nie będę lać po mordzie za to, co piszecie w komentarzach, bo zawsze powtarzałam, że u mnie sekcja komentarzy jest jak Hyde Park – można nawet przyjść na golasa i głosić herezje, a ja ani drgnę. Ja po prostu robię ser i pójdę za to do nieba, a Wy jak tam sobie chcecie. Jednak trochę zaczęłam się martwić, że dojdzie do rozlewu krwi i wielokropków, że ktoś komuś wrazi w bok zdradziecki myślnik pogardy, a ktoś inny wetknie drugiemu w oko przecinek nienawiści, albo między szprychy wsadzi nawias nietolerancji, żeby się odmieniec już całkiem na ryj wykoleił, i zamiast sekcji komentarzy będę miała sekcję zwłok, no ale nie mogę Wam zabronić, bo słowo się rzekło, Koninek u płota, więc poszłam po poradę do koziarni, i Bożena mówi, że ona to by niektórym zwyczajnie mandaty powlepiała, zwłaszcza za używanie wyrażeń typu „pisiory”, bo ona co prawda nie wie, co to jest, ale brzydko jej się kojarzy i ogólnie brzmi wulgarnie, ale najlepszą radę miała Irena.

Otóż Irena uważa, że mandaty należy wlepić WSZYSTKIM. Pytam ją dlaczego, a ona na to, że mi to całkiem brakuje salomonowej mądrości i na oczy nie widziałam nawet cienia smykałki do biznesu (jakbym nie wiedziała), bo tak: po pierwsze, jak się wlepi wszystkim, to nikt się nie będzie czuł lepszy lub gorszy, pominięty ani wyróżniony, wniebowzięty ani poniżony, czyli będzie sprawiedliwie. Po drugie: jak wszyscy dostaną mandat, to będzie im smutno, przykro i źle, a wiadomo, że nic tak nie łączy ludzi, jak wspólne poczucie krzywdy i nieszczęścia („i jeden wróg” – pomyślałam sobie, ale nie chciałam Irenie przerywać, ani zwracać uwagi na to, kto w tym przypadku dorabiałby za wroga). PO TRZECIE zaś, mówi Irena, mandaty byłyby płatne w workach owsa, więc chyba rozumiem, że to czysty zysk i złoty interes?!

Mówię Wam, taka koza to skarb, i choć nie wiem, jak to zrobicie, to to już oficjalne: wszyscy dostają mandat na jeden worek owsa, i teraz płaczcie i płaćcie, na adres: Irena. PO PROSTU „Irena”, tak kazała powiedzieć, daję słowo, ego tej kozy jest większe od naszego długu narodowego. I możecie dorzucić jeszcze coś z czekolady, dla mnie, bo zmusiłyście mnie do ciężkiej pracy (TYLE dla Was napisałam!), podczas gdy miałam ochotę dalej robić to:

4fed68cb7f4958eae2be6b1871a769a7

Przy okazji – ktoś wie może, jak się prawidłowo nazywa ten kolor, na który pomalowane są deski? Bo jak byłam dzieckiem, to mówiłam „morski”, ale podejrzewam, że byłam w błędzie, jak zresztą i przez resztę życia we wszystkich innych kwestiach. A nie chce mi się nic robić, bo mi zimno i czuję jesień w kościach. Na chacie 18 stopni, i za dnia to nikomu nie wadzi, bo i tak ciągle coś robimy na zewnątrz, ale wieczorem to już taka trochę kosta bez ryki, i leżę jak ten piesek ze zdjęcia, z tą różnicą, że ja w panierce z kołdry. I jeszcze mam Lasera u stóp, a on jest, jak wiecie, ciałem idealnie czarnym i emituje niepoliczalne ilości energii cieplnej, a pod pachą mam Szczurokota, który co prawda jest mały i dużo nie emituje, za to mruczy jakieś senne kołysanki, więc tak mi dobrze i miło, w towarzystwie Szczurokota, Lasera i mieszanki czekoladowej „Fantazja” z Biedronki, że spowalniają mi wszystkie procesy życiowe, a fale mózgowe rozpływają się, jak te czekoladki, w nicość. To znaczy jestem w stanie czytać i oglądać obrazki, i to by było na tyle. NO ALE MNIE ZMUSILIŚCIE (w tych workach z owsem to nie musi być koniecznie mieszanka „Fantazja”; może być nawet coś z margaryną, byle zawierao kakao).

A tak w temacie mózgopauzy i innych zjawisk zachodzących w człowieku po czterdziestce, albo tuż przed, to małżonek mówi, że jego już nie wolno puszczać samego do miasta, bo on się nie odnajduje. Jak ostatnio pojechał sam, to zaparkował pod sklepem, i idzie do drzwi wejściowych, a tam sobie siedzi piesek uwiązany do słupka i czeka na właściciela, co poszedł na zakupy, i małżonek mówi do tego pieska: „MIAU?”… Ludzie się patrzą, PIES SIĘ PATRZY, i od razu widzi, że to jakiś nieokrzesaniec z lasu do miasta przyjechał, i obciach jak stąd do pierwszej kamienicy Gronkiewicz.

Padła też taka sugestia, a nawet supozycja, że to przeze mnie małżonek traci rozum, bo on doskonale pamięta, że kiedyś był wcale niegłupim człowiekiem, a od pytań w stylu: „Nie wiesz przypadkiem, gdzie się podziała dżinsowa spódnica Atosa?” to on się zaczyna zastanawiać, czy już zgłupiał do reszty, czy zwyczajnie jest złym rodzicem i przegapił ten moment, w którym Atos zaczął chodzić w sukienkach. A ja pamiętam dokładnie, i jemu o tym mówiłam, że ta spódnica to ma długą historię tułaczych wędrówek po naszej rodzinie, podczas których każdy nią obdarowany udawał, że o jaka fajna spódnica, na pewno mi się przyda, a potem ona leżała gdzieś na dnie kolejnej szafy, aż w końcu trafiła do nas, i Atosowi akurat naprawdę się przyda, bo jest zrobiona z grubego dżinsu, idealnego na psie onuce. No ale teraz nikt nie wie, gdzie ona jest, więc wychodzi na to, że ta spódnica jest przeklęta i jej przeznaczeniem jest tułać się bez celu do końca życia, a nowe skarpety dla Atosa musiałam zrobić z szortów męskich w kolorze kamizelki drogowca, które też dostaliśmy w darze, i uwierzcie mi – są tak paskudne, że Atos na bank wolałby już chodzić w spódnicy, no ale trudno.

I ja uważam, że zakaz opuszczania lasu powinien dotyczyć nas obojga, zwłaszcza we wrześniu, bo tak: we wrześniu dwa lata temu przywieźliśmy do domu Andrzeja, i tak miało być, ale zaraz potem polecieliśmy jeszcze przytargać Irenę z Bożeną, tak? We wrześniu ubiegłego roku szukaliśmy psa na Jaszczompia, i skończyliśmy z Mającem, a jakby tego było mało, tośmy sobie jeszcze Pusię na kwadrat zgarnęli (tak, Pimpacy to Pusia. Już od dłuższego czasu. On już wie, i przyjął to ze stoickim spokojem). No a we wrześniu 2016, to:

czo-ty-jestes jestem-czesio do-twarzy-mi-w-tym gdzie-sa-nasze-lancuchy

Poznajcie Krystynę (tę największą), Elę (tę szarą, średniej wielkości) i Czesia (to ta brązowa z białymi dzwoneczkami. Tak, Czesio jest kobietą). A było to tak…

Jedziemy sobie po coś tam do Pasłęka. Jedziemy, jedziemy, mijamy jakieś kozy. „O patrz, kozy!” – krzyczę wykręcając szyję, żeby lepiej te kozy zobaczyć, ale nie na długo, bo zaraz zakręt. „No faktycznie” – mówi małżonek – „wpadniemy popytać?”. „Ale o co popytać?” – pytam, choć przecież się domyślam. „No tak W OGÓLE” – odpowiada małżonek – „co to za kozy, może jakaś fajna rasa, może byśmy się na koziołki zamienili? I zawsze to fajnie poznać kogoś nowego, kto też ma kozy”. No fakt, nie bez powodu wymyślono coś takiego, jak zakłady psychiatryczne – swój do swego ciągnie i lubi się trzymać w kupie, prawda. No to zapamiętaliśmy sobie mniej więcej koordynaty i w drodze powrotnej się okazało, ku naszej uciesze, że kozy nadal są tam, gdzie były. No nie miały innego wyjścia, bo przy bliższych oględzinach okazało się, że każda miała na własność wbity w ziemię palik i trzy metry łańcucha, więc rozumiecie, że one to by na pewno do Pasłęka nie zaszły.

Zjechaliśmy z głównej drogi na krótki, piaszczysty odcinek drogi dojazdowej do gospodarstwa i zatrzymaliśmy się, tak nieśmiało, z boczku przy łączce. Przed bramą wjazdową obejścia kręciła się pani w średnim wieku, ubrana w stylu wiejskim, czyli w różową bluzę od dresu, białe kalosze, dorodnego smartfona i białe słuchawki z białymi kablami. W coś była niebywale zasłuchana, w taflę magicznego elektrocybersznytu pilnie zapatrzona, ale zezowała w naszą stronę, a że nie machała widłami i nie spuściła trzech psów wielkości świnki morskiej z łańcucha, to się odważyliśmy podejść i zagaić grzecznie o te kozy. W międzyczasie, zaalarmowani ujadaniem trzech świnek, wyszli z domu kolejni jego mieszkańcy, i gdyśmy wyłożyli w jakiej to my sprawie, zaczęli biegać i szukać DZIADKA. Bo to dziadka kozy i nikt nic o nich nie wie, więc zaraz oni znajdą dziadka i sobie z dziadkiem pogadamy. Bo to dziadka kozy.

No i wyszedł Dziadek, metr pięćdziesiąt w kapeluszu, w czarnych walonkach z filcem, spodniach zdrowo upierdolonych i bluzie dresowej z wielką dziurą o fantazyjnie poszarpanych brzegach, i aż mi się ciepło na sercu zrobiło na jego widok, bo pomyślałam sobie – wot i mąż mój, tylko trzydzieści lat później. Dziadek z początku nieufny, bo to wiadomo, że nigdy nie wiadomo, po co jacyś obcy człowieka nachodzą, ale jakeśmy trochę dłużej o kozach pogadali, to w końcu uwierzył, że nie jesteśmy z żadnego parszywego urzędu, nie oferujemy pożyczek na cudownych warunkach, ani nie chcemy rozmawiać o Zbawicielu i wciskać mu kolorowych ulotek, i nas do tych swoich kóz zaprowadził, a było ich sześć dziewczyn i, na osobnej łące, trzech chłopaków.

No i co ja Wam powiem. Strasznie dzikie te kozy! („Ano dzikie”, powiada Dziadek, „bo nikt tu nie przychodzi się z nimi bawić”). Czesio, ta brązowa w białe łaty i z białymi dzwoneczkami, miała siostrę bliźniaczkę (choć Dziadek twierdzi, że one z różnych matek, no ale identyczne były), i jak tylko je zobaczyłam, i te ich bystre, czortowate spojrzenia, to zaraz chciałam je pakować na tylne siedzenie, ale Dziadek powiedział, że z tych dwóch to mogę sobie wybrać tylko jedną, bo on chce jedną dla siebie. No to żeby jednej nie było smutno i dziwnie w dużym, nowym stadzie, to nasz kolejny wybór padł na Elę (bardzo ładne imię, Ela. Rymuje się z „gazela”, a Ela ma takie długie, proste rogi, no i w ogóle piękna jest).

Widzieliśmy też kozią obórkę, i powiem Wam, że byłam w szoku, i to wcale nie dlatego, że tam gnój zamiast ściółki, bo to, jak już się nie raz przekonaliśmy, jest na wsi normalne, tylko wystawcie sobie, że te kozy stoją w nocy w boksie, którego ścianki sięgają mi do cycków, a drewniane drzwiczki są jeszcze niższe, i ja się Dziadka pytam, czy te kozy mu nie wyskakują z tego boksu, a Dziadek na to, że „niii, siedzo grzecznie”. Siedzo grzecznie! Mój Porze, żeby moje kozy chciały siedzieć grzecznie GDZIEKOLWIEK, a co dopiero w takim śmiesznym boksie o śmiesznie niskich ścianach… Jak sobie wspomnę ten boksik, i przeciwstawię mu te zasieki, pancerne drzwi, barykady i zamki z szyfrem, co to je małżonek musiał instalować w naszej koziarni, to zadaję sobie pytanie, gdzie popełniłam ten straszliwy błąd wychowawczy, przez który moje kozy to banda rozwydrzonych wandali. O, na przykład Krówko. Zamykana na noc z dzieciakami w pokoiku dziecięcym (dla ich własnej wygody i bezpieczeństwa), z górą siana i wody, z nudów albo czystej złośliwości zaczęła sobie wygryzać deskę w drzwiach. Przez trzy tygodnie była zamykana na noc w dziecięcym, i prawie całą deskę zjadła, małpa, a założę się, że gdybym Dziadka zapytała, ile drzwiczek drewnianych zjadły jego kozy, to Dziadek zwątpiłby w zdrowie moich zmysłów.

No ale nie tylko kozy ma Dziadek. Ma też kuca („a nie wim, po co mi un. Znajomy przywiózł dwa, to wziąłem jednego”), któremu nie wiadomo jak patrzy z oczu, bo je obfita grzywa zasłania, i KONIE! „To kunie do pracy są” – zaoferował z dumą Dziadek, gdyśmy go zapytali o rasę, „mogę pokazać z bliska”. No i pokazał. Konie wyglądały dokładnie jak ten na obrazku z Wikipedii:

800px-weidegang_kaltbluter

IDENTYKO były, tylko dużo, dużo większe. Klacz matka, lat pięć, i klacz córka, miesięcy dziewięć. Jak ta starsza klacz zrobiła krok do przodu, to poczułam, że się ziemia zatrzęsła, a jak zrobiła drugi, to z rosnącej sto metrów dalej brzozy zaczęły się osypywać liście. Jak zrobiła trzeci, to ja już musiałam dać jeden do tyłu, bo jak pragnę zdrowia, byłam boso, a ten kuń ważył dziewińcet kilo, jak nas poinformował dumny z siebie dziadek, ciągnąc kunia za ogon („pani spojrzy, za ugon można ciungnąć, a łona NIC!”). No faktycznie, do Dziadka i jego młynków na końcu końskiego ogona to NIC, ale do mnie ta klacz coś miała. Być może tylko zdrowe, końskie zainteresowanie, ale już Wam mówiłam, że ja się na koniach nie znam i wiem tylko, że ONE O TYM WIEDZĄ. A jak ten koń pokazał piękne, równe zęby, wielkie jak sztachety, to przysięgam – jeden taki ząb na górze i jeden na dole wystarczyłyby mi do końca życia! Weźcie mi szczerze powiedzcie – ta klacz się ze mnie śmiała, co?

Piękne, przepiękne ma Dziadek te klacze. Mięciutkie chrapy (dotknęłam! Muszę sobie zapamiętać, że jak znów przyjdzie nam jechać do Pasłęka, to obowiązkowo muszę sobie założyć pieluszkę), tłuściutkie zady, okrągłe brzuchy, i te piękne, czarne oczy z długimi rzęsami. Dziewięćset kilo łagodności, choć miałam wrażenie, że jak któraś z klaczy kichnie, to odlecimy do domu bez Gwiazdolota. A wspominałam już, że nogi miały jak stuletnie dęby? Piękne, proste, mocne nogi. Dziadek ma do nich nawet wóz i wszystkie te ceregiele do zaprzęgu, ale za klacze chce razem czternaście tysięcy, a za graty to nawet baliśmy się zapytać ile, więc tylko sobie powzdychaliśmy, pocmokaliśmy, żeby dziadek wiedział, że my też jesteśmy z jego klaczy bardzo dumni, i trzeba było jechać. Z Czesiem i Elą.

Krycha była nieplanowana, oczywiście. Chcieliśmy wziąć jeszcze jedną młodszą kozę, która nie miała jeszcze dzieci, ale Upadła Krycha z Wielkim Cycem nie dawała mi spokoju przez całą drogę. Widziałam ją, jak ciągnie za sobą ten swój wór goryczy przez całą zimę, a przecież mogłaby nie ciągnąć, co nie? Poza tym, jak ustaliliśmy z małżonkiem, Krycha wygląda prawie całkiem jak Bożena, więc musi być spoko kozą, i poczuliśmy, że coś jej się od nas należy, więc jak tylko wypakowaliśmy Czesia i Elę do porodówki, to zaraz jechaliśmy z powrotem do Dziadka po Krystynę. Owszem, jest ryzyko, że ten cycek już będzie taki wyciągnięty i brzydki, ale coś się wymyśli. A gdyby miał całkiem przestać działać, to oj tam, w końcu koza ma jeszcze drugi cycek, a drugi wygląda całkiem przyzwoicie. O czym ja mówię?

wor-goryczy

Dziadek powiedział, że ona z tym cyckiem tak od wiosny chodzi, czyli odkąd zdechły jej koźlaki (jakaś historia z zapleśniałym sianem, nie czepiajmy się), a że on kóz nie doi, to cycka nie ruszał, i tyle. I serio, Dziadek nie jest złym człowiekiem. Tak po prostu jest na wsi – zwierzęta się karmi tym, co się ma, w oborach śmierdzi od gnoju, a jak zwierzakowi coś uschnie i odpadnie, to Bóg tak chciał. Tak było, często jest, i być może jeszcze będzie. Dziadek lubi te swoje kozy, choć „się z nimi nie bawi”, konie ma przepiękne, psy wielkości karalucha na łańcuchu, ale na zabiedzone nie wyglądały, za kozy dużo nie chciał, a przy Kryśce to nawet opuścił o 10 zł, a rozumiecie, że 10 zł to pół kilograma mieszanki „Fantazja”, czyli co najmniej trzy wieczory błogiego gnicia w łóżku i leczenia niedoborów magnezu, a ja obmacałam cycek upadłej madonny i podjęłam decyzję, żeby go opróżnić i zobaczyć, co się będzie działo. Wydoiłam z niego ponad dwa litry (!) płynu w kolorze żółtawym, zdecydowanie nie siary i na szczęście nie ropy, który był konsystencji wody, całkowicie pozbawiony zapachu (smaku nie sprawdzałam, nawet ja mam swoje granice szaleństwa) i w ogóle wyglądał niegroźnie. Może kiedyś sam by się wchłonął, ale to jednak dwa kilogramy do dźwigania w tym biednym, rozciągniętym już worku ze skóry, więc myślę, że Krycha doceniła, choć nadal nie ma do mnie za grosz zaufania. Cycek po zabiegu ma się nieźle, i cieszę się, że wewnątrz nie znalazłam żadnych zwłóknień, cyst ani innych zgrubień, choć wygląda trochę jak smutna sakiewka na tabakę:

smutny-flaczek

On się tak dziwnie błyszczy, bo został nasmarowany olejem kokosowym. Za to dużo lepiej wyglądają kozie kopytka po liftingu. Oto fotki „przed”:

kopytko-w-zlym-stanie kopytko-w-zlym-stanie-2

I „po”:

kopytko-po-korekcie

Tragedii nie było, choć ściany kopytek zaczynały się już rozwarstwiać, nawłaziło tam gnoju i błota i zapaszek był nieciekawy, ale podcięłam je chyba całkiem zgrabnie, zdezynfekowałam na wszelki wypadek, i trzy gracje śmigają na nowym ogumieniu jak górskie kozice. Może nawet kiedyś pozwolą mi do siebie podejść, bo na zabiegi trzeba je było ciągnąć na smyczy (ja) i popychać od tyłu (małżonek), a na dojalnicy nawet owsa nie tknęły, tylko stały skulone patrząc w ścianę i odmawiając jakieś kozie różańce. To pewnie dlatego, że zdążyły już poznać tę zgraję bandytów, która odtąd będzie ich stadem, a Państwo rozumieją, że w tej sytuacji każdy by się zrobił religijny.

kozie-zdrowaski

I czy ja mam jeszcze coś ciekawego do powiedzenia? Oczywiście, że mam: o Szczurokocie i kiełbasie, ławce wierzbowej i pakowarce próżniowej, a zwłaszcza o Bożenie, ale najpierw może ustalmy, czy Wy w ogóle jesteście wypłacalni, więc Państwo się tera udadzą na przegląd pawlacza i innych kanciapek pod kątem worków z owsem i herbatników „Maltanki”, a ja jutro skonsultuję z Ireną, czy dobrze Wam wszystko przekazałam i zapytam – na wszelki wypadek – jak postępować z jednostkami krnąbrnymi.

ide-wam-wpie-dolic ide-sobie

PS. Jutro wrzucę Wam filmik z koziarni, bo dzisiaj się nie chciał załadować, a tymczasem krótki komentarz od Krysi:

dd564672461ecd70b0ccdae0bdff9ac8

Edycja 30.09.2016.

Proszę, oto obiecany film w dwóch częściach (obydwie kończą się normalnie, czyli bez sensu), który wyjaśnia komentarz Krysi. Tyłek brudny od leżenia na brudnej ściółce, ale to się jeszcze da naprawić.


214 thoughts on “Upadła Madonna z Wielkim Cycem, czyli wszyscy jesteście ukarani

  1. magda 30/09/2016 at 05:35

    Aniu ,przeczytałam Twóją opowieść 0 4 rano ,i wiem ,że b ędzie to dobry początek dnia,jesteś wspaniała,pozdrów swoich domowników.Magda

    • kanionek 30/09/2016 at 13:10

      Dziękuję, Magda :)
      Ale zdajecie sobie sprawę z tego, że teraz za każdym razem, gdy każecie mi pozdrawiać WSZYSTKICH domowników, to ja mam roboty na kilka godzin? Weź lataj za tymi kurczakami po łące!

  2. sunsette 30/09/2016 at 06:45

    Łoooooo!!!! Upadła Krycha z Wielkim Cycem zostaje moją faworytką! Zapomnialam napisac albowiem przy poprzednio wymienianych moich sposobach na mozgopauze o Allo Allo! Tez ogladalam w ubieglym roku i nadal daje rade. Koninku drogi …eee …Kanionku drogi, ale ze WSZYSCY??? No dobra, skoro tak, poczuwam sie i ja, choc w polemiki polityczne boje sie wdawac, bo ja to niespotykanie spokojny czlowiek jestem;) Skoro Irena tak uwaza, znaczy sie tak musi byc i trzeba leciec po owies z biedronkami i fantazja.
    Konie… no ja myslalam, ze o tym kucu cos wiecej bedzie, a tu KONIE i KONIE. Musialy naprawde zrobic wrazenie, choc kuca to sobie bardziej wyobrazam w Kanionkowie – ale to tylko moja slaba wyobraznia;) A musze przy okazji wspomniec o osle, z ktorym mialam ostatnio bliskie spotkania, i jego to juz na pewno widzialabym u Was, zwlaszcza, ze jego najlepsza przyjaciolka byla kucyk (kucka? kucycka? kucyczka? poleglam…;)))
    Wrzesien juz na finiszu, wiec jesli chodzi o tegoroczne nabytki, to wydaja sie wielce obiecujace, zwlaszcza po liftingu;)
    Szczurokot rosnie! I pieknieje!
    Mam wrazenie, ze jestem wyplacalna, wiec oczekuje relacji dalszego ciagu:)))
    A ten kolor to dla mnie taki turkus, ale to tez chyba zalezy, jak sie wyswietla u mnie… raczej turkus, moze z domieszka miety;)
    Usciski:)))

    • ciociasamozło 30/09/2016 at 09:28

      Kucanka?

      • kanionek 30/09/2016 at 13:18

        No, taka mała KONINKA :D
        Sunsette – no wyobraź sobie, że wszyscy, a jak dzisiaj dopytałam Irenę, to ona mówi, że nawet ci, co nie brali udziału w dyskusji! Ba, nawet tacy, co czytają, a nigdy słowem w komentarzu nie pisnęli. Mówię Wam, ta koza się dopiero rozkręca. Karne mandaty za chwilę obejmą caly kraj! „Znasz Kanionka? Nie znasz?! No to masz tu mandacik!”.

        O kucyku było mało, bośmy go zbyt dobrze nie poznali. Też ładny był, składał się głównie z grzywy i tułowia, i wcale nie był taki malusi, jak kucyki wyglądają na zdjęciach. Pan Dziadek powiedział, że on stoi osobno, bo to ogierek i ma chęć zawrzeć bliższą, romantyczną znajomość z tamtymi klaczami (nie wiem, jak on by miał to zrobić, ale u psów na przykład nie takie cuda widziano, a i Andrzej się przecież dwa lata temu popisał akrobatyczną zwinnością, więc może i dziadek wie, co robi), no i tyleśmy się o nim dowiedzieli.
        Mówisz, że kucyk by nam bardziej pasował? Ale ludzie we wsi powiadają, że kucyki potrafią być złośliwe, a Agiag tak nam zareklamowała konika polskiego, że to już raczej przepadło, przyklepane, tylko nie wiadomo kiedy :)

        Ciąg dalszy będzie, na razie ładuję filmik z koziarni w dwóch częściach.

        • sunsette 30/09/2016 at 13:39

          Nienienie, ja napisalam, ze ten OSIOLEK by pasowal, zwlaszcza, ze potrafi sie przyjaznic z kucykiem, czyli jakby ten konik juz byl, to osiolek mu pokumpluje;)))

          • sunsette 30/09/2016 at 13:41

            Znaczy sie kuc poczatkowo ale bardziej osiolek, no! Bo sie zapetlilam troche, uff!

          • kanionek 30/09/2016 at 14:49

            A to tak, osiołek to i memu sercu bliski :)

      • becia 30/09/2016 at 19:07

        Kucyczka zdecydowanie :):):)

        • agiag 30/09/2016 at 23:01

          To proponuję konika polskiego, kucyka i osiołka. Takiemu trio to w całej wsi nikt nie podskoczy…
          A co złośliwości kucyków, to z nią jest tak samo jak ze złośliwością koników polskich – to jest czysta projekcja jak nic.
          Kucyków szukających dobrych domów jest pewnie więcej niż koników, bo częściej jako prezenty dla dziecka występują, a nudzą się tak szybko jak kot czy chomik, tyle że jednak więcej nakładów wymagają.
          Tylko na kucyku to raczej Kanionek nie mógłby jeździć. A konik polski na przejażdżki po lesie idealny jest. Wolnym stępem. Bardzo wolnym.

          • kanionek 01/10/2016 at 19:22

            Ja też to proponuję! I od siebie dodam jeszcze ze dwie alpaki, bo są piękne i ciekawe, jak kozy :)
            No, to teraz tylko zbudować im wszystkim jakiś domek, zapewnić byt, i możemy jechać z tym cyrkiem :D
            A tak w temacie domku, to dzisiaj z małżonkiem kiwaliśmy smutno głowami pod tytułem: „trzeba powoli opróżniać warsztat”. Bo wiecie, już za chwileczkę, już za momencik, milion koziołków będzie się kręcić, a jak widzę oczyma wyobraźni te wszystkie posrane z obawy o swoje dzieci mamuśki, to wiem, że w obecnej koziarni ten numer nie przejdzie. Ciekawe kiedy wyprowadzimy się z domu, by zamieszkać w skromnym namiociku, najpewniej gdzieś w kąciku ogródka…

  3. cornick 30/09/2016 at 07:40

    „jak postępować z jednostkami krnąbrnymi” to ty Kanionku pokazałaś za pomocą tego czarnego kotecka, który całem swem jestestwem i postawą oraz miną wyraża jedno: idę ci wp….ć :D:D:D

    • zośka 30/09/2016 at 13:19

      cornik, wyglądasz jak koślawy burak na chudych nóżkach:ppp

      • kanionek 30/09/2016 at 14:58

        :D
        Róbcie tak dalej, jak mawiał mój naczelnik w urzędzie. A wiecie, że pod tamtym wpisem nadal trwa dyskusja? Irena zaciera kopytka – im więcej mandatów, tym lepiej :D

        • zośka 30/09/2016 at 15:00

          spoko, cornik to moja rodzona sis, czasy naparzania się między sobą o byle co już dawno za nami:D

    • kanionek 30/09/2016 at 13:21

      Dokładnie taki tytuł ma to zdjęcie, a najdokładniej to: „idę Wam wpie_dolić”. Nie wiem, czy Wam się wyświetlają tytuły zdjęć, np. po otwarciu w nowym oknie? Bo kiedyś były, ale WordPress ciągle coś grzebie przy tych szablonach.

      • zeroerhaplus 30/09/2016 at 15:00

        Wyświetlają się, owszem. I to nawet wystarczy na zdjęcie mychą najechać.
        Praktyczne :)

      • sunsette 30/09/2016 at 19:11

        O mamusiu, teraz oglądam zdjęcia w normalnej wielkości, nie na telefonie, no i wadam w zachwyt. Nowe kozy są piękne! I nigdy nie otwierałam zdjęć w nowym oknie i nie patrzyłam na ich opisy, a widzę, że trzeba! „idę wam wpier… „, no wypisz, wymaluj!!!

        • kanionek 30/09/2016 at 22:50

          Żebyście wy dzieci wiedziały, ile mamusię te zdjęcia kosztują…
          W sensie, że one się w tych nowych pomysłach WordPressa nie otwierają w nowym oknie ot tak, jak kiedyś, tylko KTOŚ, nie mam pojęcia kto, jak już napisze nowy wpis, to musi każde, każdeniutkie kurdeblade zdjęcie edytować i zmieniać mu ustawienia, żeby było tak, jak potem Wy to widzicie :)
          A bywa, że zdjęć jest trzystadziesiąt, i te robótki ręczne trwają dłużej, niż samo pisanie. Tak więc otwierajcie i podziwiajcie, żebym wiedziała, że długie noce z WordPressem nie idą na marne ;)

  4. teatralna 30/09/2016 at 08:29

    ja oczywiście wezmę na dwa ten pościk i wnoszę po tytule, ąe byłaś fanką pewnej okupacji we Francji..he he oraz się zabiję, bo już październik, sery mi się śnią po nocach a ja nie dopięłam targu serowego…cholera Kanionek za chwilę do ciebie prześlę smesa ile tych serów i jakie…może mnie jednak wzięłaś pod uwagę … jestem bowiem DOKŁADNIE w takim położeniu jak ten piesek na morskim kolorze !! i wykończona psychicznie … zwariowałam ze zmęczenia… poczytać muszę te godne mandatów komentarze, koniecznie ))

    • kanionek 30/09/2016 at 13:25

      A kto wtedy nie był fanem „Dzińdybry”, jak prawie nic innego w tv nie było ;)
      Ja Ciebie mam w pamięci, jesli chodzi o sery, ale wieści są złe – coraz mniej mleka i mniej. Krówko nadal nie doję, niech krasnale mają, Bożeny JUŻ nie doję, a w pewnym sensie jeszcze… No i jesień robi swoje. Jak ostatnio dostałam 5 litrów (a w lipcu było minimum 12 dziennie), to się cieszyłam, że nie cztery ;)
      Kolejka się więc wydłuża, nawet gdy chętnych nie przybywa. Ale jesteś na liście, oczywiście, tylko tego maila/esemesa wyślij, bo nawet nie wiem, o ilu krążkach rozmawiamy ;)

      • Ania W. 01/10/2016 at 19:15

        Moja kumpela na studiach publicznie przyznała, że nie lubi „Allo allo” i grupa ochrzciła ją odgórnie mianem „młodego zgreda”…

  5. Iza 30/09/2016 at 09:34

    „Zamiast sekcji komentarzy będę miała sekcję zwłok”… Mistrzostwo świata, Kanionku! :)
    Jak zwykle zresztą, ale cały ten kawałek bije wszelkie rekordy. Jak to dobrze, że nie ma komu patrzeć się na mnie podejrzliwie, gdy „w pracy” pokwikuję sobie, bynajmniej nie „z cicha”…
    Czesiek jest absolutnie piękna, i może powinna by przechadzać się dumnym krokiem po jakimś wybiegu w etoli z norek, gdyby nie to, że odzież własną ma i tak ładniejszą, a aktualny wybieg też większy i lepszej jakości. No i żadna wizażystka by jej nie strzeliła ładniejszego makijażu…
    Aha, w razie czego, to ja też jestem w miarę wypłacalna, więc spoko, możemy dobijać targu z Ireną. Tylko jej spytaj, czy jakiś ekwiwalent owsa może być, bo owsa to ja od daaawna na oczy nie widziałam, za to widziałam ostatnio tyyyle hektarów oliwek, że mój rozum nijak tego nie ogarniał. A tym bardziej nie ogarniał ewentualnego włażenia na te zbocza w celu zbioru, a potem schodzenia z nim w dół na mordę – Irena MOŻE by dała radę, a najprędzej to teleportujący się Pacanek. :)

    • kanionek 30/09/2016 at 13:30

      Podobno kozy lubią oliwki, więc przykro mi, ale chyba musisz wrócić na te zbocza. Może skontaktuj się z facetem, co przez trzy dni udawał kozę – teraz pewnie te specjalistyczne protezy są mu niepotrzebne, a dla Ciebie do skakania po stromiznach jak znalazł!

      Czesiek nie tylko piękna, ale najbardziej z nowej trójki ciekawska. Widzę, że mało z siebie nie wyjdzie, i chciałaby mnie bliżej poznać, ale Krycha nie pozwala! Najpierw muszę wejść w łaski Krystyny, a reszta pójdzie za nią :)

  6. Iza 30/09/2016 at 09:37

    P.S. A ten kolorek, to on nie wabi się taupe?

  7. Buba 30/09/2016 at 09:38

    Pantone 315 PC. Ten kolor. Jeśli mój monitor nie przekłamuje.

    • kanionek 30/09/2016 at 13:31

      Omatko, Buba :D
      Ale myślisz, że jak pójdę do sklepu po puszeczkę „pantone 315 PC”, to sprzedawca od razu będzie wiedział…?

      • Buba 30/09/2016 at 22:52

        W dużym markecie budowlanym, gdzie mieszają farby, powinien wiedzieć. To uniwersalny wzornik.

  8. ciociasamozło 30/09/2016 at 10:11

    „Tańcowała Małgorzatka z Wickiem, wybiła mu ctery zęby cyckiem.
    Cemuś ty się nie uchylił Wicek, kedyś widzioł rozpendzony cycek?”
    Sorki tak mi się przyśpiewka przypomniała.
    Więcej cycków ->wiecej mleka -> wiecej SERÓW!!!
    No i więcej roboty dla Kanionka -> Kanionek zmęczony -> mniej wpisów :(((
    Mandat owsiano-czekoladowy to dobry pomysł, ale koszyczek na dojarkę chyba trzeba już uruchomić (nie żeby mi zabrakło wiary w Małegożonka, ale komponenty do skonstruowania maszynerii też kosztują!)
    Zamarłam w oczekiwaniu na opis wciskania „kuca”, czy raczej „KUCA”, do Gwiazdolotu…. Dobrze, że cena była zaporowa ;)
    Jestem pod wrażeniem koziego manicuru! Szacun!
    Zdjęcie Jałowca może zrobić większą karierę niż Grumpy Cat ;) Zanotuj, proszę, że ciocia jest pierwsza do fanklubu Jałowca!
    W zestawieniu ze Szczurokotem istny Bonifacy i Filemon.

    • ciociasamozło 30/09/2016 at 10:17

      Teraz zobaczyłam napis na kartonie pod kozim kopytkiem. Czy to miało być taka zachęta dla kóz do włażenia na rusztowanie? ;)

      • kanionek 30/09/2016 at 13:39

        Klawa przyśpiewka :D
        Zauważyłyście, że większość tych ludowych przytupywanek krąży wokół cycka, kiecki, części siedzącej? Człowiek na wsi zawsze wiedział, co w życiu ważne – najeść się kiełbasy, popić wódeczką, przytulić do cycka i zasnąć. Żyć, nie umierać.
        A skoro o tańcach, to owszem, Jałowiec się w tańcu nie pie*doli :D Bardzo mądra, rozważna, stanowcza z niej kotka, a do tego urodziwa, grzeczna, do bójki niewyrywna, no chyba że ktoś się upiera (i sporo z tych cech przekazała drogim dzieciom, co widać po Szczurokocie – on też sobie w kaszę napluć nie da). Jeśli chcesz możesz zostać prezesem Fanklubu Jałowca :)

      • kanionek 30/09/2016 at 14:54

        Ciocia – ja też się z tego friłeja śmieję, zwłaszcza, że na dojalnicy to łeb w dyby, morda w kubeł (z owsem) i daleko nie zajedziesz…
        W Lidlu takie mają, i nimi przekładają pięterka z napojami, a Kanionek tylko chodzi i im wyciąga (ale pytałam i powiedzieli, że mogę), bo zmieniać trzeba często, zwłaszcza gdy deszcz pada, bo wtedy kozy na kopytkach kilogramy błota przynoszą. Ten friłej ze zdjęcia to został wymieniony zaraz po sesji, tak się tylko tłumaczę…

    • sunsette 30/09/2016 at 13:59

      O dzieki ci kobieto za te przyspiewke, zrobilas mi dzien, a moze i caly likend, cos pieknego!

      • ciociasamozło 30/09/2016 at 14:44

        A proszę bardzo :)
        Mnie mamusia nauczyła takich różnych ;)

        • sunsette 30/09/2016 at 19:13

          fajna mamusia;)))
          Ja mam koleżankę, co improwizuje takie podobne, czasami można się spłakac ze śmiechu;)

  9. agiag 30/09/2016 at 10:49

    Ale że miziałaś po chrapach klacz? Toż ona albo iście anielski charakter posiada, albo ogromną sympatią do Ciebie zapałała, bo głaskania po nosach konie raczej nie lubią. Jeśli klacz unosiła górną wargę i pokazywała zęby, to pewnie natrafiła na nowy zapach (prawdopodobnie Twój) i chciała go lepiej poczuć – taki wstęp do potencjalnego bliższego kontaktu:). No i jeśli potem były te miękkie chrapy, to ani chybi dobre pierwsze wrażenie na niej zrobiłaś:)
    A kozi pedicure – chapeau bas!

    • kanionek 30/09/2016 at 13:50

      Omatko… To ja do tego kunia z łapami, zaraz po nosku głaskać, a ONE NIE LUBIĄ? Tak to jest, jak się wiedzę o koniach czerpie z filmów o Indianach :-/
      Ale najpierw Dziadka zapytałam, czy mogę, a Dziadek powiedział, że wszystko mogę (i zaraz przystąpił do prezentacji z ogonem), więc poszłam jak ten baran na rzeź. Mówisz, że zapach chciała zidentyfikować, a może tak naprawdę miała ochotę rękę mi upitolić tuż przy łokciu :D No ale Dziadek był z tyłu, uczepiony ogona jak rzep, i pewnie to ją powstrzymało :)
      Ta klacz z bliska zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Ogromne wrażenie ogromnego konia, oczywiście, ale też powalającej urody tego zwierza. Pamiętam to spotkanie, jakby było wczoraj.

      • agiag 30/09/2016 at 22:46

        Nie wiem czy Cię to uspokoi, ale gdyby chciała Ci rękę upitolić tuż przy łokciu, to niechybnie by to zrobiła i żaden Dziadek trzymający ją za ogon by jej nie powstrzymał;)
        Filmy o Indianach są piękne, tylko raczej do gatunku fantasy należy je zaliczyć:)

        • nw 01/10/2016 at 00:18

          Kiedy kon ma zle zamiary (albo jest wystraszony i w zwiazku z tym moze miec zle zamiary), zwykle kladzie uszy – jest czas na reakcje:)
          A glaskanie (delikatne) po chrapach jest bardzo przyjemne dla glaszczacego. I zaden kon przeze mnie glaskany nie dal mi do zrozumienia, ze to dla niego dyskomfort.
          Za to kiedys stosowano (pewnie nadal niektorzy stosuja) taka metode unieruchomienia konia na czas jakichs zabiegow: na chrapy zaklada sie petle ze sznurka o skreca sie ja (niektorzy robili to gola reka) – kon koncentruje sie na bolu chrap i nie zwraca uwagi na zabiegi np. przy kopytach. Widzialam cos takiego. Strasznie przemocowe.

          • kanionek 01/10/2016 at 19:09

            Ugh…
            Dlaczego ludzie tak nie szanują zwierząt, to zawsze będzie dla mnie zagadką. Nie wiem jak dziś, ale kiedyś byki miały kółko w nozdrzach, żeby je można było za to kółko ciągnąć, i wtedy szły pokornie i bez ociągania.

  10. Bisia 30/09/2016 at 10:54

    Kanionek, ja wiem, ze ciekawosc to pierwszy stopien to piekla, ale napisz prosze ile tych koz, kozek i koziolkow i capow (mowie o tych z czterema nogami) masz na stanie.
    Kozy dwunozne zapewne sa zupelnie niepoliczalne.

    • kanionek 30/09/2016 at 13:59

      A prawda, dawno w statystyki nie zaglądałam i nie wiem, ile mamy Kóz w Oborze :)
      A w koziarni to tak: dziewczyn 17, capiących capów dwóch, jeden kulturalny Andrzej, dziecków sztuk cztery. To by razem dawało 24.

      • zeroerhaplus 30/09/2016 at 14:06

        Chwilunia, momencik. Jak to, dziecków CZTERY?!?
        Ustawiłaś Arance i Mariuszkowi lustro w pokoju?
        Hmmmm…

      • zeroerhaplus 30/09/2016 at 14:08

        „… Bożeny JUŻ nie doję, a w pewnym sensie jeszcze…”
        … (odgłos skrzypiących trybików)…

        Gratulajce :DD

        • kanionek 30/09/2016 at 14:48

          Dziękowajce :)
          Bożena zaszalała, no naprawdę. Dwa razy w roku, to się owszem, zdarza, ale ona ma już swoje lata! Najlepsze jest to, że wygląda świetnie, zrobiła sobie parkę, jak zawsze, a jej koźlątka wyglądają prawie kropka w kropkę jak krasnale Krówko.
          (No i po niespodziance. Ja to bym się nadawała na partyzanta, co?)

          • becia 30/09/2016 at 15:43

            Czy łone małe podobne to już szanowna komisyja sama oceni. DAWAĆ ZDIĘCIA OBOROWY!!!
            :):)

          • sunsette 30/09/2016 at 19:15

            O kurcze, o kurcze…. że też ja na takie niuanse ślepa!
            No to gratulajce oczywiście!!!!

          • kanionek 30/09/2016 at 22:45

            Dziękujajce! :D

          • nw 01/10/2016 at 00:21

            Ja sie domyslilam, ale myslalam, ze Bozena jeszcze spakowana:)

          • kanionek 01/10/2016 at 19:07

            Urodziła w środę, 28 września, na filmie jest jeszcze „spakowana”, a zasuszyłam ją ponad miesiąc temu, i tak trochę za późno. Po prostu wzięła mnie z zaskoczenia, bo się po babuni takich ekscesów dwa razy w jednym roku nie spodziewałam, a że ona zawsze wygląda, jakby była w ciąży, to do myślenia dały mi dopiero dziwne wypukłości pojawiające się pod skórą baryły :)
            W ogóle dziwny to był rok – wrzesień bez przymrozków? Bez sensu. Teraz za to mamy codziennie koncerty na jedną lub więcej kóz, bo co chwilę inna jest śmiertelnie zakochana w Lucku albo Pacanku. Dzisiaj był koncert na jeden Kredens, ale Kredens wystarczy za całą orkiestrę ;)

        • zeroerhaplus 30/09/2016 at 14:56

          Jak chcesz niespodzianek to nadaj się bardziej na sapera ;)

  11. zośka 30/09/2016 at 11:31

    Przyznam szczerze, że jak pisałam swój komentarz „polityczny” pod poprzednim postem, to sobie pomyślałam, że jak się weźmiemy już tak galanto za łby , brody i cycki i zaczniemy wzajemnie okładać kopytami, to nie będziesz miała wyjścia i oprócz opierdolu będzie nowa notka na „wyciszenie”. No i tadam! jest! jest notka! Oczywiście spuszczam łeb i mandat przyjmuje bez dyskusji, ale bo mnie nieco poniesło, no. Koza Krystyna wygląda bardzo poważnie, to będzie na pewno bardzo zasadnicza koza i według mnie, swoim wymądrzaniem będzie wkurwiać Irenę. Koza Elka wygląda na kreatorkę mody, taki se wianuszek wyrychtowała, że inne już ją pewnie nienawidzą i obgadują za plecami, a Czesiek jest skromna, cicha i pragnąca świętego spokoju. Wiesz, one w ogóle nie zdają sobie sprawy, że miały cholerne szczęście:)

    • kanionek 30/09/2016 at 14:23

      No tak, na razie zachowują się trochę tak, jakby wciąż szukały swojego łańcucha – przez kilka pierwszych dni nie oddalały się od koziarni, nie szły za stadem, coś tam tylko skubały w pobliżu stawu. Za każdym razem, gdy wieczorem wpadają do „swojej” porodówki, to są tak samo zdziwione – góra siana, świeża woda, słoma pod nogami… I patrzą na mnie, jakby się spodziewały, że zaraz je spakuję do samochodu i wrócą tam, skąd przyszły. A Czesio, powiem Ci, to taki typ cichej wody, co brzegi rwie :) Ona ma czorta za skórą, ale takiego sympatycznego.

  12. ng 30/09/2016 at 12:44

    Jak już pisałam mnie żadne mandaty nie omijają i skoro nawet w mainstreamie mi wygarnięto – to mandat przyjmuję bez gadania. Czekam na dalsze wskazówki.

    Nowe kozy – ładniusie, koty – miodzio! Ale teraz to już na bank jest potwierdzone, że jak zwlekasz z nową notką, to musowo sobie jakieś nowe zwierzątka przygarniasz.

    • kanionek 30/09/2016 at 14:26

      Albo tulę do piersi zimowy dołek i odświeżam znajomość z depresją ;)
      (dalsze wskazówki odnośnie mandatów są takie, że ja radzę spokojnie przeczekać. Irena to koza bojowa, ale ma krótką pamięć i roztrzepana jest jak jajko w szklance)

  13. zeroerhaplus 30/09/2016 at 13:29

    Petrol, moja droga, petrol jak w pysk strzelił!!!
    (właśnie teraz nastąpił moment, w którym możesz zastanowić się, o czym ja do cholery gadam :)

    • kanionek 30/09/2016 at 14:28

      Petrol… Petrol… Petrol…
      Zaprawdę powiadam Ci, nie mam pojęcia o czym mówisz.
      Pet rol. Pet roll. Pet rollercoaster? :D

      • zeroerhaplus 30/09/2016 at 14:54

        Prosię bardzo: http://interiorsmoothie.blogspot.co.at/2015/08/kolor-benzyny-petrol.html
        Ostrzegam, wybrałam „na pałę” pierwszy lepszy artykuł z brzegu, więc nawet nie wiem, co piszą ;)

        Ale jednak poproś w sklepie lepiej to „315 PC” bo za „petrol” to jeszcze niedejboże oberwać może można, wpetrol tak zwany ;)

        • kanionek 30/09/2016 at 14:56

          :D
          No ale właśnie o taki petrol, tfu, kolor mi chodziło :)

        • Iza 30/09/2016 at 17:35

          Jakie oberwać? Jak będzie facet, to przynajmniej od razu zajarzy, o jaki odcień chodzi (czego nie nie należy się spodziewać przy pudrowym różu albo ciemnym lazurze, na ten przykład). A takie 315 to będzie musiał naukowo znaleźć, w katalogu…

          • Buba 01/10/2016 at 17:16

            Oj, żebyś się nie zdziwiła, że zajarzy. Udowodniono naukowo, że przeciętny facet rozróżnia trzy kolory: fajny, chujowy i, pardą za wyrażenie, pedalski. Jak Kanionek w sklepie zażyczy sobie puszkę farby w kolorze cośpomiędzyjajodrozadaapacificblue czy inny petrol to prawdopodobnie zostanie wysłany na drzewo. A jak poda kod to mu facet bezrefleksyjnie namiesza farbę według życzenia.

          • kanionek 01/10/2016 at 18:51

            Rozpirzyłaś mnie na tysiąc kawałków :D
            Nieznany film Kieślowskiego: „Trzy kolory – chujowy”.

          • zeroerhaplus 01/10/2016 at 18:29

            Jajo drozda?? Czy to jakiś kolejny wymysł automatycznej korekty, czy też nowy modny kolor?

          • kanionek 01/10/2016 at 18:49
          • zeroerhaplus 01/10/2016 at 18:53

            No jakbym wcześniej już nie widziała, to bym teraz fiknęła koziołka ze śmiechu :D

          • zeroerhaplus 01/10/2016 at 18:56

            Ale „jajo drozda” i tak mi nic nie mówi. Może to jakaś nowa seria :)
            Już słyszę dialogi w budowlanym:
            -Poproszę „koci ogon” do fasady. A na sufit w dziecinnym „dziób tukana” ;)

          • zeroerhaplus 01/10/2016 at 18:57

            Ten nieznany film Kieślowskiego jest bomba :DD

          • Iza 01/10/2016 at 20:01

            Mój ślubny mówi, że za wiele kolorów to on nie zna (choć mimo wszystko więcej niż 3), ale kolor benzyny to jednak każdy facet zna. Tylko spytał: 95 czy 98? Znaczy, te dwa też odróżnia, lista mu się wydłużyła. :)

          • Buba 01/10/2016 at 20:23

            Jajo drozda po polsku nazywa się Tiffany Blue i jest bardzo modny, szczególnie na wiejskich weselach.
            https://www.google.pl/search?q=tiffany+blue+rgb&espv=2&biw=1144&bih=579&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ved=0ahUKEwiOs6DhnLrPAhXG0RQKHT4zBlMQsAQIHg

          • kanionek 01/10/2016 at 21:56

            No petrol jak wmordeszczelił, tylko może… Może jednak jaśniejszy?
            Tych kolorów jest zwyczajnie za dużo. Może i faceci mają rację, że powinny być tylko trzy.

  14. zeroerhaplus 30/09/2016 at 13:37

    Fajne te kozy, mimo że nie białe ;)
    Ale do klaczki bym nie podeszła – budzi szacunek gabarytami.

    Za kozi manikiur (czy też pedikiur?hmm..) przyznaję Ci osobiście medal uklejony z owsianki. A propos: skąd ja Ci kobieto owsa wezNe?!? W tym pięknym kraju owies widziałam tylko w postaci woreczków po 250 gram, bio-eko-energodynamiczny z hodowli na Marsie, sądząc po cenie… Podejrzewam, że Irena nie miałaby nic przeciwko.
    Ale „sztuka jes sztuka”, czyli…
    Niniejszym zostałaś skazana na kiełbasę w przyszłym roku ;)

    • kanionek 30/09/2016 at 14:33

      :D
      A ja odkryłam, że dwie, a nie jedna, wielkie kiełbasy mi urosly. Niestety kaczusie kochane też to odkryły, i jedna długa żywiecka już jest obdziobana od stóp do pasa, czyli tak wysoko, jak dzióbeczki kochane sięgnęły :)

      A propos uklejek z owsianki i owsa z hodowli na Marsie – małzonek widział w internecie słomę owsianą do kąpieli… W małych paczuszkach po milion złotych za sztukę. A u nas jeszcze rok temu Bożena w taką słomę siku robiła, no!
      W tym roku też bym chętnie owsianą slomę kupiła (i w te paczuszki, i wizja milionera z fosą miałaby wreszcie jakąś szansę), bo ładna jest, przyjemna w użytkowaniu, i do jedzenia też się nadaje, ale coraz trudniej o słomę owsianą, za to coraz więcej wokół kukurydzy :-/

  15. mp 30/09/2016 at 14:27

    Kurdesz, nie odzywałam się, a i tak mandat załapałam… Pewnie za te myśli niecenzuralne, co to się kłębią pod grzywką :-)
    A po czemu worek owsa latoś, bo nie wiem, ile trzeba do koziego koszyczka dosypać ? Wujek Gugiel plącze się w zeznaniach.
    Póki nie zapomnę, a propos osła w komentarzach- ktoś wie, gdzie Paryja zaginęła wraz ze swym osłem i fajką ?
    I też mię ta czwórka kozich dziecków zaciekawiła, sklonowałaś ?

    • kanionek 30/09/2016 at 14:43

      Uprzejmie donoszę, że ostatni kontakt telefoniczny z Paryją miałam wtedy, gdy już prawie mieliśmy pastucha (Paryja mi donosiła, że oni już mają i że się sprawdza), i zapytałam o te puste kratki na liście obecności, i Paryja powiedziała, że taki mają ostatnio słaby internet, że muszą mu syropek na wzmocnienie podawać, i że już jej szkoda czasu na próby załadowania posta, nie mówiąc o zdjęciach.
      Osioł miał się wtedy dobrze, reszta inwentarza też, o fajkę zapomniałam zapytać!

      Niee no, z tymi mandatami to mówię Wam, że Irena zaraz o sprawie zapomni. O, dzisiaj na deser będą gotowane ziemniaki, więc zapomni tym prędzej ;)
      U nas owies średnio 600 za tonę chodzi, choć zdarza się kupić za 500. A tona to średnio 20 worków. Właśnie się zastanawiamy, gdzie my w tym roku upchniemy 80 worków z ziarkami… Na siano i słomę mam umowę na dostawy „na żądanie”, więc teoretycznie nie muszę magazynować (tak sobie wróżę z kurzu po wacie mineralnej, że 15 balotów siana pójdzie jak nic, i z 5 słomy by było nie od rzeczy), ale tu z umowami różnie bywa, więc zamierzam jakiś zapas na czarną godzinę w garażu mieć. Myslimy już o zbudowaniu jakiejś wiatki na przyszły rok… Od wiosny kupa roboty nas czeka :)

      • mp 30/09/2016 at 16:42

        To bardziej się opłaca załapać na mandat od Ireny, niż od straży miejskiej :-)
        Dzięki za wieści o Paryji .
        80 worków to faktycznie spora górka, różowy pokój może nie wystarczyć.
        Widzę, że w przyszłym roku TEŻ też nie zamierzacie się nudzić…

        • kanionek 30/09/2016 at 17:24

          Z taką ilością kóz to chyba do końca życia nie będziemy się nudzić…
          Ale zauważyłam, że jest ogromna różnica między jedną a czterema kozami, za to między np. 17 a 24 to już człowiek prawie nie zauważa ;|)

  16. kanionek 30/09/2016 at 14:59

    No i dobra. Skończyła się promocja, punkty w niebie się same nie zarobią, idę do sera.
    Druga połowa filmu się załadowała, a pierwsza jeszcze nie, więc pewnie dopiero wieczorem. To do zobaczenia :)

  17. becia 30/09/2016 at 16:02

    Na mandat mam z szuflady płatki: 4 paczki owsianych, 3 orkiszowych, 1 jaglane i 1 żytnie (Irka tych ostatnich nie polecam- blee gorzkie jakieś). I przeprosiny mam dla Miry i pozostałych. Za brzydkie słowa na k… , Poniosło mnie .. Zrozum Bożena- cierń w sercu i te sprawy babskie co miesięczne..

  18. becia 30/09/2016 at 16:15

    Swoją drogą Kanionek ty to jesteś jak moja pierworodna. Mamo weźmy tego pieska bo on taki brzydki że na pewno nikt go nie zechce..
    Krycha to ewidentny tego dowód. Kolejny z rzędu. Swoją drogą biedactwo musiało się nacierpieć, to wygląda na pozostałość po ostrym zapaleniu wymienia. Gronkowcowym chyba (mój chłop- zootechnik z wykształcenia z zerowym doświadczeniem zawodowym, tak przypuszcza, na wykładach im pokazywali,) Zwykle, u krów przynajmiej to taka sczarniała ćwiartka zasycha i ciało ją po pewnym czasie odrzuca. O ile oczywiście krowa przeżyje. U kóz podobno to jeszcze bardziej śmiertelne jest. Musi być z Krychy strasznie twarda sztuka. A ten płyn to chłop mówi że chłonka z limfocytami i że to dobrze bo przewody mleczne się nie posklejały. Ale że z tej połówki mleka to raczej małe szanse że będziesz miała.

    • kanionek 30/09/2016 at 17:32

      No tak też sobie pomyślałam, że skoro Krycha żyje, a cycek nie jest jedną zwartą masą, to jeszcze będą z niej ludzie. Z jednym cyckiem Krycha sobie poradzi, ale zapytaj Chłopa, jeśli mogę prosić, czy teraz jeszcze jakiekolwiek formy leczenia są wskazane, czy organizm Krychy sam już załatwił sprawę i nie trzeba się wtrącać?
      Temperaturę ma książkową, ciepłota wymienia też w normie i ogólnie wygląda na zadowoloną.

      Aha, ta połówka raczej nie jest sczerniała, Krycha ma ciemny kolor strzyków, jak Bożena, Pippi, Irena i Kawka. No a że ten był mocno rozciągnięty, a teraz mocno się skurczył, to jest ciemniejszy od tego drugiego.

      • becia 30/09/2016 at 18:21

        Chop mówi iż wstyd powiedzieć ile lat temu te wykłady miał i to o krowach a nie kozach. Z tego co pamięta zwierzak który przeżył uzyskuje odporność. On był szkolony na fermy więc zalecenia były takie- krowa ma być ostatnia do mechanicznej dojarki coby bakterii nie roznosiła na inne, jak najszybciej zasuszyć i .. jak najszybciej brakować ze stada :(. Kryśka nie była dojona od wiosny więc zasuszona jest. Co się z sutkiem miało stać to się stało i nic by nie ruszał. Trzeba by było obserwować czy ten płyn się nie zbiera ponownie ale jak może być kotna to nie przesadzać z ciąganiem za cycki bo wiadomo że to na hormony wpływa. Jak nie kotna to może z rok jej odpuścić jak koza młoda. Bardzo uważać po wykoźleniu bo cycek może mleka nie produkować ale płyn może się pojawić i trzeba będzie go lekko zdajać by ulżyć temu wymieniu. Chłop nie ma pojęcia czy sutek jest się w stanie obkurczyć czy już taki zostanie bo to wróżenie jest..

        • kanionek 30/09/2016 at 19:14

          Dziękuję, Becia :)
          Wedle słów Dziadka Kryśka ma dwa lata i jest po co najmniej dwóch porodach, więc niby młoda, ale nie taka całkiem już gówniara.
          Mówisz, żeby nie dopuszczać? A ona biedula już po uszy zakochana w Pacanku! Przez ogrodzenie do siebie beczą, aż serce krwawi.

          No nic, pożyjemy, zobaczymy. A nuż to jakiś całkiem inny przypadek? Kozy są naprawdę niesamowite i obstawiam, że jeśli ktoś przeżyje zagładę nuklearną, to wcale nie karaluchy, tylko właśnie Krychy i Bożeny :)

          • kanionek 30/09/2016 at 19:16

            A krowy to wiem, że się na fermach mlecznych brakuje w takich przypadkach (jaki ładny, kolejny eufemizm – nie „strzela w łeb”, tylko „brakuje”), bo chodzi o produktywność, czyli o kasę, a krowa z nieczynną ćwiartką, lub nie daj Porze dwiema, to niższa wydajność.

          • becia 30/09/2016 at 19:23

            Chłop mówi że nie że nie dopuszczać tylko może nie dopuszczać ale on wi że na miłość nie ma rady :) Romantyk taki ;) Jak mówisz że w dobrej kondycji i wolę bożą czuje to co stawiać przeciw miłości. A poza tym chłop twierdzi że on nie ekspert i kto to wie, może właśnie hormony ciążowe pomogą w obkurczeniu tego cycka… No i według niego to TY Kanionek masz instynkt hodowcy i nikt lepiej od ciebie wiedzieć nie będze. O.

          • kanionek 30/09/2016 at 22:45

            „Chłop mówi że nie że nie dopuszczać tylko może nie dopuszczać” – przyznam, że zgłupłam :)
            Taa, instynkt hodowcy… Z kozami to trzeba silos owsa i kostkę solną zjeść, zanim się je dobrze pozna ;)

  19. Jagoda 30/09/2016 at 17:24

    Najpiękniejsze dla kociary są koty, ofkors. Szczurokot uroczy, myślałam, że będzie bardziej bury, a on taki jak ze starej reklamy whiskasa.
    Cieszę się z nowych kóz, jest nadzieja na sery. Czesiek z dzwoneczkami b. ładna, do schrupania. Nie wiedziałam, że manikiur robi się kozom… raczej nie wygląda na łatwe zadanie.
    Przegapiłam tę polityczną ostrą dyskusję, ale postraszona mandatem wróciłam i przeczytałam. Cieszę się, że jednak nie wzięłam udziału, bo poglądy mam bardzo wyraziste… wyrażę w poniedziałek biorąc udział w strajku kobiet. Tylko tak myślę, ile to trzeba mieć tupetu, żeby wpaść do tej rozświergotanej koziarni i szerzyć pislamowską propagandę.
    Szukam sprawdzonego przepisu na ciasto dyniowe, może któraś Koza poratuje? Skorzystałam już z Becinego przepisu na dżem jabłkowo-jarzębinowy…pycha.

    • kanionek 30/09/2016 at 17:43

      Ty się tak Jagoda nie ciesz, bo WSZYSCY dostali, nawet ci, co nic nie pisali! :D
      Kozie kopytka niby nie są bardzo trudne do ogarnięcia, ale każda koza ma aż cztery, więc jak się przemnoży przez dwadzieścia, to wychodzi bardzo męczące zadanie. Niektóre kozy współpracują, inne nie, i trzeba bardzo uważać, żeby nie stracić zębów lub oka (dotyczy tylko tylnych odnóży), no i ja sobie tę pracę rozkładam na kilka dni, czyli maks. pięć kóz dziennie, bo mięśnie dłoni trochę mdleją – lewa musi utrzymać wierzgające kopytko w odpowiedniej pozycji, a prawa robić tę obróbkę skrawaniem, a niektóre kozy mają twarde tkanki kopytkowe ;)

      Ale nieee, ja nie sądzę, żeby tu ktoś szerzył jakąkolwiek propagandę. I nadal wymiana poglądów na wszelkie tematy jest dozwolona, a mandaty będą rozdawane tylko wtedy, gdy temperatura dyskusji osiągnie zbyt wysoką wartość. Irena mówi, że chodzi tylko i wyłącznie o Wasze bezpieczeństwo!

      • Jagoda 01/10/2016 at 10:39

        Ja z pokorą przyjmuję…
        A swoją drogą to wrócę do początków (czekam na jesienne szarugi, haha) i przeczytam wszystko jak leci z komentarzami. Bo np. nie wiem jak wygląda obróbka skrawaniem koziego kopyta, a ciekawam.

        • kanionek 01/10/2016 at 19:00

          Ooo, to muszę Cię od razu rozczarować – nie zrobiłam jeszcze pokazu skrawania kopytek, choć tak się składa, że akurat kilka dni temu o tym myślałam, i pewnie kiedyś zrobimy taki filmik (zrobimy, bo ja przy skrawaniu obie ręce mam zajęte, więc małżonek będzie musiał trzymać fotograta).

  20. becia 30/09/2016 at 18:09

    Cieszę się Jagoda że smakował.:) Ciasta dyniowego nie robię ale dziecię mę robi mufinki dyniowe. Zapytam wieczorem jak z Nocy naukowców wróci.

    • Jagoda 03/10/2016 at 11:59

      Nieśmiało pytam, czy dziecię wróciło?

      • becia 03/10/2016 at 19:34

        Sorry Jagoda. Dziecię me wróciło, tylko skleroza mnie dopładwszy bo u mnie w głowie ino teraz szerokość podjazdu dla niepełnosprawnych bo projekt mam oczywiście moocno opóźniony. Ale już zapodaję: 1,5 szkl. mąki, 1 łyżeczka proszku do pieczenia, 0,5 łyżeczki sody, łyżeczka przyprawy do pierników, 0,5 łyżeczki cynamonu, 1/3 szklanki oleju, 1 szklanka piure dyniowego (u mnie zwykle zmiksowana pieczona Hokaido bo mała ale może być każda rozparowana na gazie i przetarta), 2 większe jajka. Wykonanie klasyczne jak to u mufinek. Suche składniki mieszamy razem w jednej misce, mokre rozbełtujemy widelcem w drugiej misce- córa krzyczy że ona rozbełtuje najpierw same jajka a potem dodaje resztę i miesza. Do mokrych wsypujemy suche i mieszamy widelcem. NIE przykładamy się, nie miksujemy bo nie może być natto napowietrzone bo urosną i opadną. Wkładamy masę łyżką do papilotek umieszczonych w formie lub innych wynalazków babeczkowoforemkowych do ok. 2/3 foremki. Pieczemy ok 25min w tem. ok 180st. ( u mnie 170 z termoobiegiem). Dla słodkożerców można wspypać po 1/2 łyżeczki cukru kryształu zmieszanego z cynamonem na wierzch ciasta. Po upieczeniu tworzy się wtedy taka cukrowa skorupka. Czasem córa do środka daje rodzynki albo pestki z dyni. Prosty przepis- moja 12-stka robi je już ze 2 lata. Są dobre do szkoły bo są nadal wilgotne na drugi dzień.

        • Jagoda 04/10/2016 at 09:03

          Dzięki, wypróbuję. Bardzo mało dyni się tu zużywa, a ja mam w ogrodzie jeszcze kilka dużych dyń. Zupa dyniowa co drugi dzień zimą…

          • kanionek 04/10/2016 at 20:22

            Bożena z Ireną już się do Ciebie pakują :)
            Ja w tym roku mam tylko dwie dynie i trzecią malutką, a kóz osiemstodziesiąt, więc rozumiesz.

  21. kanionek 30/09/2016 at 19:22

    Już można iść do kina na film o koziej karuzeli :)
    (czyli wrzuciłam Wam moje pożal się porze produkcje filmowe, i tym razem nawet coś widać, bo wszędzie światła pozapalałam)

    A dżem z jarzębiny jest świetny! Tylko to przebieranie kulek, niczym Kopciuszek :-/ Mnie akurat pomagała Mama i czas nam jakoś zleciał, ale do pierwszej partii sama skubałam te gałązki i miałam wrażenie, że na Mazurach kormorany zdążyły już odchować trzy nowe pokolenia kormoraniątek, zanim ja wrzuciłam jarzębinę do zamrażary. Ale warto.

  22. becia 30/09/2016 at 20:31

    A ciekawość- wiele tera kozy stojo na Warmii?

    • kanionek 30/09/2016 at 22:42

      Łoo, Becia, to zależy, a rozpiętość tu większa niż w rajstopach z elastanem. Przykładowo: Ziokołek kosztowała 100 zł dwa lata temu, za obesranego Andrzejka daliśmy złotych 30, podobno rasową Saanenkę (ale w wieku 1,5 miesiąca) można kupić za 200, a z panem Dziadkiem tośmy się trochę targowali i wyszło po 60. Minus dziesięć złotych :)
      Rasowych kóz to jeszcze tu nie widzieliśmy, poza hodowlą z której pochodzi Ziokołek – tam facet miał na początku same Saanenki (kozioł wielki jak kuń!), i za samego kozła dał chyba 1500 zł i wiózł go z bardzo daleka.

      • becia 03/10/2016 at 20:09

        A to podobnie na Mazurach- mixy ok.90-120zł, rasowce dwa razy tyle. Byle dolew krwi anglonubijskiej i cena powyżej 500zł. U nas przeważa na fermach biała polska uszlachetniona ale ostatnio po wsiach i mieszańce fajne widać. A ostatnio na służbowej wyjeździe to stadko alpejskich (tak na oko ) widziałam. Też mi się głowa wykręca jak kozy widzę :) to choroba jakaś czy cóś?

        • kanionek 03/10/2016 at 20:29

          Obawiam się, że tak. Nieuleczalna :)

          A my szukamy gąsiora, już długo szukamy, i dzisiaj pojechaliśmy w jedno miejsce, gdzie niby miał on dla nas być, ale jak to na wsi z umowami bywa – nie było. A małżonek sobie przypomniał, że kiedyś w okolicy widział caaałe stado gęsi przy jednym domu, a że mieliśmy ze sobą skrzynkę na tego gąsiora przygotowaną, tośmy pojechali szukać tego domu. No i gęsi było kilkanaście, pani nie miała pojęcia kto jest kim, bo ona je hoduje na mięso i płeć jej nie interesuje, ale „chyba te dwa największe to będą gąsiory”, no więc z jednym wróciliśmy, Meliny go całkiem olały (a pisałam, że znów uprawiają seksy, i to na wodzie, i jajek narobiły ze dwanaście? We wrześniu!), i nadal nie mamy pojęcia, czy mamy gąsiora. Coś czuję, że jak go w końcu znajdziemy, to on tu zastanie całkiem pokaźne stado gęsich bab…

          • becia 03/10/2016 at 20:35

            Uwielbiam gęsi:) głównie pieczone:) soory Meliny ale ja drapieżnik jestem. Od razu po charakterze widać.

          • kanionek 03/10/2016 at 20:43

            Och, ja też lubię. Z jabłuszkiem i majerankiem. Mama nam kilka razy przywiozła :)
            No ale Meliny to już nie gęsi, rozumiesz.

  23. niezdecydowana 30/09/2016 at 20:50

    Cześć i czołem ;)
    Blog odkryłam już jakiś czas temu ale stwierdziłam, że muszę przeczytać wszystkie wpisy i komentarze żeby być na bieżąco :D
    Zajęło mi to trochę czasu i Kanionku, naprawdę, jestem wielką fanką i cała moja rodzinka też :D
    UWIELBIAMY KOZY i całą Koziarnię :D
    Mój mąż dopytuje o ser i ja również, chociaż wiem, że może być problem z powodów wiadomych :) Czy mogę mailowo zamówić choćby na grudzień? Najwyżej będzie na Wigilię :)

    • kanionek 30/09/2016 at 22:31

      Cześć i czołem, kozą, kotem, wołem! Bardzo mi miło :)
      Ależ zamawiaj, kochana, może się uda. Na grudzień to bym nie liczyła, bo będę zasuszać madonny, ale może jeszcze w listopadzie damy radę :)

      • niezdecydowana 01/10/2016 at 09:10

        Wysłałam maila na kanionek@info.pl, mam nadzieję, że dotrze :)

        • kanionek 01/10/2016 at 19:02

          Dotarł, dotarł :) Czytałam wczoraj późno w nocy i już mi się nie chciało pisać, ale spoko, mamy czas, bo kolejka i tak idzie w kilometry :D
          (tylko może gwoli ścisłości: info@kanionek.pl)

  24. zeroerhaplus 30/09/2016 at 21:55

    Oglądnęłam filmy, i dobrze, bo pierwszy raz miałam okazję zobaczyć kozę, która stoi w żłobie i skubie sianko z podłogi :D
    Dlaczego Doktor Ekspert ma zielone futro? Czy to petrol?

    • kanionek 30/09/2016 at 22:26

      No, a jak Wam mówię, że te kozy są nienormalne, to pewnie myślicie, że koloryzuję. Na filmie przynajmniej widać wszystko jak na dłoni.

      Tak. To zdecydowanie petrol, ale nie pytaj mnie, skąd one go wzięły (one, bo to nie tylko DE ma – Tereska, Kaśka, Baśka i generalnie wszyscy, co nie mają ciemnego futra, od jakiegoś czasu chodzą umalowani, raz mocniej, raz słabiej, głównie na grzbiecie), bo sami zachodzimy w głowę skąd to, tym bardziej, że wybieg ograniczony i wydaje nam się, że znamy tam każdy kąt. Dodam tylko, że na tzw. bagnach, gdzie rosną czarne koźlaki (ale w tym roku nie rosły) i same brzozy, też petrol widziałam – głównie kawałki spróchniałego drewna w tym kolorze. Ki diabeł?

      • zeroerhaplus 03/10/2016 at 22:17

        Kanionku, a nie zaimpregnowaliście przypadkiem słupków czymś takim w kolorze petrolu? To by tłumaczyło petrol na sierści.
        A co do tych kawałków petrolowego drewna, to małżonek mówi, że to może być sinizna, taka choroba grzybowa… Ale ona bardziej w stronę szarego.. Hmmm.

        • kanionek 03/10/2016 at 22:37

          Nii, słupki to w ogóle niezaimpregnowane są, bo jakoś czasu nie było, a poza tym – une się, te kozy, do słupków nawet nie zbliżają :)
          Znalazłam specjalnie dla Was kawałek spróchniałego drewna brzozy (bo tylko brzozowe tak mają) i zrobiłam fotki, które zamieszczę nie wiem kiedy, czyli normalnie :) Petrol aż miło, mówię Ci. Kolor bardzo wyrazisty i tak nietypowy dla leśnego krajobrazu, aż się sam w oczy rzuca.
          Mnie zastanawia, dlaczego one (kozy i owce) mają ten petrol głównie na grzbiecie, a nie po bokach. Tak jakby pod czymś przechodziły, albo specjalnie pod coś właziły żeby się poczochrać.

          • mitenki 03/10/2016 at 23:43

            A czy przypadkiem któraś z kostek do lizania nie ma takiego koloru?

          • kanionek 04/10/2016 at 20:17

            Masz na myśli tę z miedzią, ale ona jest blada jak śmierć po maratonie, nie ma szans tak ufarbować. Zresztą, petrol na kozach pojawił się dopiero kilka tygodni temu, a kostki z miedzią są w użytku od początku koziarni :)

  25. ng 30/09/2016 at 23:45

    Ależ się Baśka rozhuśtała!! Ostatni filmik z owcami widziałam dawno i wtedy one wyglądały IDENTYKO jak ten nowe kozy, a teraz proszę jakie to odważne zwierzę. Pysk Basieńki zdecydowanie do całowania :)

    • kanionek 01/10/2016 at 19:12

      Tak, Basiopysio jest mięciutkie jak kaczuszka i Baśka mi kiedyś z bańki przyłoży, bo nie mogę się powstrzymać i ciągle ją miziam po tym ryjku.
      Szkoda, że Doktor Ekspert się nie zmieniła, bo to powoduje, że jak ona spanikuje, to Baśka zapomina, że jest owcą oswojoną, i też panikuje, i lecą łeb w łeb na oślep, jak za starych, dobrych czasów.

  26. Lidka 02/10/2016 at 01:55

    No przeciez bylam tu, kurde, w sekunde po tym jak sie ten wpis pojawil i juz jest sto komentarzy!!! Szczurokota kocham strasznie. Przypomina mi mojego ukochanego Fredka, ktorego juz nie mam od dawna. Nowe kozunie cudne. Kanionek, nie boj zaby, zaraz wejda w Twoje stado i zaczna sie zachowywac jak reszta.

    • kanionek 03/10/2016 at 20:18

      Ja też Szczurokota strasznie :) Śpi na moim łóżku noc w noc, zwinięty w kłębuszek za moimi plecami, albo pod pachą, aż się martwię, czy go kiedyś nie zgniotę, bo to takie chuchro. O, właśnie przyszedł popisać na klawiaturze :)

  27. mitenki 02/10/2016 at 20:48

    Sorry, że nie na temat, ale musiałam.
    W przyszłym roku u Koninka… znaczy Kanionka :D
    https://www.facebook.com/veganoutreach/videos/10154051668846508/?hc_ref=NEWSFEED

    • becia 02/10/2016 at 21:18

      Mitenki proponujesz zrzutę na Kanionkowego kangura i kapibarę ? ;) :):)

      • Iza 02/10/2016 at 22:04

        Struś już jest passe… :)))

        • mitenki 02/10/2016 at 23:59

          Ale koninek jest, i świnka…

      • mitenki 02/10/2016 at 23:59

        Becia, tak! :))

      • sunsette 03/10/2016 at 09:15

        Mitenki, ale i swinki kiedys byly na tapecie, no wiec ten…;) A mnie najbardziej ten zolw sie podoba sie!
        A w ogole to dzis filmiki obejrzalam w koncu spokojnie w busie, i potwierdzam to co wczesniej Zoska napisala – nowe kozy nie wiedza jeszcze, jakie maja szczescie.
        Biegusy sa cudne! Dopiero niedawno (przy okazji kontaktow z osiolkiem i kucanka;)) widzialam bieguski na zywo i naprawde japa sie sama smieje na ich widok, nie da sie powagi utzymac. Jak sie ma na codzien takie cos, to pewno powszednieje, ale ja sie na nich zawiesilam i odciagnac nie dalam. Tak sobie wiec obliczam, ile ja mam tego ogrodu i jakby dokonczyc wreszcie ogrodzenie…;) Tylko wody u mnie by nie mialy…

        • kanionek 03/10/2016 at 20:10

          Nie powszednieje! Mnie się gęba śmieje do nich niezmiennie, nawet jak jem obiad to patrzę przez okno i przesolone kotlety nie wydają się takie złe, gdy są to kotlety z widokiem na biegusy :)
          Faktem jest, że stado szesnastu jest ciut głośniejsze od stadka czterech, ale też mi to nie przeszkadza, tylko małżonek czasem mówi, że nas wszystkich uwędzi w beczce… (a kaczki na to KWA KWA KWA, co brzmi jak szydercze HA HA HA. Przysięgam, one wybuchają gromkim śmiechem, i to jest śmiech zaraźliwy).
          Aha, u mnie też przez bardzo długi czas nie miały dostępu do dużej wody, tylko takiej w misce, i działały. Teraz puszczamy je na staw, bo pastuch zdaje się stanowić skuteczną zaporę przeciw Rudemu, no a dzielne kaczuszki ładnie wykańczają to zielsko, co już nam prawie cały staw zarosło. Z tego co ja widzę po wsiach, to mało które kaczki czy gęsi mają fuksa i duży zbiornik wodny do pływania, i jakoś sobie radzą.

        • becia 03/10/2016 at 20:16

          MI też się morda do nich śmiała dopuki nie zobaczyłam ich w akcji.. morderce bowiem one te biegusy som.. kuzynce wszystkie żaby w 5arowym stawie wymordowały.. polują grupowo.. każdy łapie za kończynę i biednie w swoją stronę.. po pół roku posiadania biegusów skończyły się wieczorne koncerty rechotania :(

          • kanionek 03/10/2016 at 20:21

            Ooo, serio? Jeszcze ani razu nie widziałam takiej akcji, choć żab u nas pełno. Widziałam biegusy polujące na motylki, ale na żaby jeszcze nie. Może akurat nie trafiłam, a może mają innego żarcia pod dostatkiem?

          • zeroerhaplus 03/10/2016 at 22:19

            No właśnie, a jak ze ślimakami? Wyżarły?

          • kanionek 03/10/2016 at 22:43

            Wyżarłyby, gdyby dały się zapędzić do ogrodu! Szału można dostać. Co próbuję zagonić kaczki do ogrodu, to gęsi lezą za nimi, bo a nuż będę coś do żarcia rozdawać? I kury oczywiście też, w te pędy! Kur w ogrodzie nie chcę, bo równie dobrze mogłabym nawrzucać tam granatów bez zawleczek, a gęsi rozdepczą wszystko na miazgę i zeżrą tymianek, szczypior, por, rzodkiewkę późną, i co tam jeszcze zostało. KIlka dni temu podjęłam kolejną próbę, udało mi się przez wąskie gardło furtki przepuścić z dziesięć kaczek, ale już leciały Meliny i kurczaki, więc furtkę szybko zamknęłam. No i te kaczki co wlazły, to zaraz chciały wyleźć, bo przecież reszta ferajny została na zewnątrz, więc biegały wzdłuż ogrodzenia i ani im w głowie były ślimaki. Ech… Kanionek nawet jak dostanie wędkę, to sobie nią oko wykłuje.

    • Jagoda 03/10/2016 at 11:56

      Mitenki, nie szalej. Po pierwsze primo, jak się Kanionek zajmie kapibarą i świnkami, to serów nie będzie; po drugie primo, ściepa to chyba za mało, trzeba by adoptować.

      • kanionek 03/10/2016 at 20:02

        Ściepa to będzie dla mnie, na ten bilet do Bieszczad…

    • kanionek 03/10/2016 at 20:13

      Mitenki – a czo te zwierzątka tak grzecznie jedzą? U mnie to by zupełnie inaczej wyglądało! Kucyk wdepnąłby w michę, kapibara próbując dostać się do żarcia poślizgnęłaby się na żółwiu, żółw by się obraził, albo ugryzł kota, kot wylądowałby wtedy na świńskim grzbiecie i zaczęłaby się istna corrida… Mówię Ci, już i tak jest dziko i niebezpiecznie, nawet bez tych udziwnień!

  28. Kachna 03/10/2016 at 13:34

    O maj Got! O maj Got!
    Rozpiszę się jak obrobię się z różnymi gipsami i innymi pooperacyjnymi tak, tak – pocięli mi dziecko, zeszyli na okrętkę)…
    Ale o maj Got!
    Na razie się czymajcie jako i się czymam brzytwy…

    • becia 03/10/2016 at 19:38

      Zdrówka starszakowi życzymy.

    • kanionek 03/10/2016 at 20:01

      Ale jak to – pocięli? Tę nogę?
      No staramy się czymać, ale ciężko się uczymać, gdy się wisi. W tym napięciu.

      • Kachna 03/10/2016 at 21:38

        Nie nabijaj się Kanionku ze mnie biednej.
        Ręce po prostu nie wiem czy włożyć w lekcje „10” (trochę dyslektyk – więc mamy co robić) czy chodzić wokół zagipsowanego, zeszytego „15” (jak niemowlak – bo leżący na razie). Okazałosię na usg iż ma oprócz złamania, to odpryśnięcie kości strzałkowej oraz zerwanie więzadeł szt 2. Wszystko w stawie skokowym – no kaczki to tam nie popływają…
        Ześrubowali go, wsadzili płytkę stabilizującą, zeszyli i ….za 7 tygodni abarot rozkroją, wydobędą żelastwo i zeszyją i powtórka z rozrywki.
        A potem, jak się wygoi zacznie się zabawa (aż się boję) z rehabilitacją. Biedne to moje „15” – bo go po prostu boli – jak to po operacji…..I jako filar drużyn różnych sportowych w szkole nie daje rady sam ze sobą, że do sportu wróci …może za 5-6 miesięcy. Tego nie wie nikt.
        I tak o.
        Także ja bym chciała kozę.
        A nawet trzy.
        Ale wypożyczyć aby poczuć ulgę jak oddam. Bo inaczej się nie da poczuć ulgi.
        ……………………….
        A Twoje Piękne Nowe Kozy – to one w sposób dla mnie oczywisty po prostu nie mogą dać wiary w to co je spotyka! One się boją, że pryśnie sen, że zniknie sianko, że woda, że sól, że sucha słoma oraz przestrzeń.
        I panikują.
        Ja je rozumiem – ba jak się trochę lepiej robi to potem jest tylko gorzej.
        A jak całkiem dobrze – to tylko czekać aż pieprznie. I przywali z innej strony.
        Tyle, że one jednak nie mają powodu. I dlatego jako bardzo mądre stwory się obłaskawią na 99% (ten jeden zostawiam bo ja juz niczego pewna nie jestem).
        ………………
        Prawda, że słowotok mnie dopadł?
        Sorrry!

        …………..
        Twoje filmiki Kanionek zapodałam „15” jako odtrutkę po grze LOL :)
        Siadaj i oglądaj! Rozkaz!
        A on:
        „- Bożena? Mama ta ciotka Kanionek to Bożena? Co ? Koza??? I Irena?? To nie jest normalne….Mama ale kiedy zacznie coś się dziać? …..Może coś spadnie?….Mama ale czemu Ty się śmiejesz cały czas – tam nie ma nic śmiesznego….Dużo kaczek. Prezes – ta kaczka – no to jest nawet śmieszne. Mama długo jeszcze? Jeszcze jeden film? …..No dobra, dobra – w zasadzie nawet można t oglądać. ….jak to bez butów i na bosaka? ale wszędzie – do sklepu też?? Dziwne to jest. Ty jesteś dziwna tez w sumie……………………No ale kocham Cię no…..”
        …………………………
        Odtrutka:)

        • kanionek 03/10/2016 at 22:28

          Kachna, ojaciekręce… Biedny ten Twój „15”. Mało tam noga rozbebeszona, ale że jakieś nudy o kozach musiał oglądać! Miej litość nad własnym dzieckiem.
          Ale serio – bardzo Ci współczuję, bo wiem, że przeżywasz to wszystko bardziej, niż sam „15”. On się wyliże, zobaczysz, młody, zdrowy organizm, a będzie się miał czym chwalić przed kumplami :) Powiedz mu, że dzisiaj na bosaka ucieszyłam jednego dziadka w sklepie bardzo wiejskim – uśmiał się jak koń i powiedział, że „takie cuś” to on ostatnio 50 lat temu widział! I nawet zasugerował, że w tym sklepie, w którym bylismy, można kapcie kupić. Pewnie pomyślał, poczciwina, że miałam buty, gdy wychodziłam z domu, tylko zgubiłam po drodze :)

          Mamo Kachno, trzymaj się dzielnie na placu boju! A jeśli będzie Ci już zbyt ciężko, to wpadaj tutaj i się wyżywaj. Na czym, lub na kim chcesz. Z góry masz wybaczone (taki immunitet poselski od Ireny) :)

  29. Kachna 03/10/2016 at 13:52

    Oraz wypowiem się w sprawie mandatu.
    Poproszę dwa a nawet trzy.
    Bo ja bardzo niesubordynowana jestem oraz niegrzeczna.

    • becia 03/10/2016 at 19:38

      Taaa Kachna niegrzeczna:):) Ten numer już był :):)

      • Kachna 03/10/2016 at 20:59

        Moja droga – ja bywam bardzo niegrzeczna. Czasami. Ostatnio nawet ZŁA. AAAAAA!!! GERRWRRRR!
        Kiedyś to byłam grzeczna – o ho ho!
        Ale się ludzie zmieniają pod wpływem ludzi;)

        • kanionek 03/10/2016 at 21:10

          Tak, to prawda.
          Ale mimo wszystko, Kachna ZŁA? Kachna, która robi „gerrwrrrr”? To brzmi trochę jak zgłoszenie nowej dyscypliny olimpijskiej – bieg ślimaków przez płotki. Czyli, rozumiesz, ta komisja co zatwierdza nowe dyscypliny sportu mówi: taaa, jasne :)

          • Kachna 03/10/2016 at 21:41

            Tylko jest problem bo im bardziej robię grrrrwrrr to tym bardziej ci w których celuję majaą ubaw…..no….i tak.

    • kanionek 03/10/2016 at 19:58

      Ależ proszę, szalej i sobie nie żałuj, za wolność waszą i naszą, a przede wszystkim za dobrobyt Ireny :D

  30. Ynk 03/10/2016 at 15:02

    Ach, jakie te Nowe, gazelo-kozice, są czujne i patrzą w oczy tak uważnie i wyczekująco, jak pies. I urodziwe są. Już je lubię :-)
    Worek owsa i worek „Fantazji”, lub też na, masz u mnie jak w banku (nie ukraińskim), bom przeczytała wymianę przeciwstawnych opinii, z uznaniem dla kultury słowa Sióstr Kóz.
    Z dreszczem emocji czekam na filmik, lub choćby opis (opowieść?) o skrawaniu kopytek. Taki kozi pedicure to jak snycerka w żywym materiale, czad! ;-)
    A jakby jeszcze jakieś miejsce w serokolejce się znalazło, tak kole andrzejków, to uwzględnić mię się upraszam. Więc – hej, serujże, Kanionku!

    • Ynk 03/10/2016 at 16:19

      A, i też smażę jarzębinę z jabłkiem. (A co się naprzebierałam! Nie ja w stroje czy kostiumy, a kopciuszkopodobnie wyławiałam te z najmniejszymi nawet plamkami. Bessęsu?)

      • becia 03/10/2016 at 19:17

        Moją ulubioną lekturą były kiedyś stare książki kucharskie.. takie na przykład grona porzeczek w galaretce do dekoracji tortu.. porzeczki są oczywiście drylowane gęsim piórem a jakże.. albo konfitura z berberysu, też drylowanego oczywiście.. igłą.. ta .. weź tuzin dziewiek wiejskich i zasadź do drylowania… ta.. uwielbiam te przepisy.. czytać oczywiście :)

        • kanionek 03/10/2016 at 19:40

          Becia – DRYLOWAĆ PORZECZKI?! Jesteś pewna, że czytałaś książki kucharskie, a nie spis średniowiecznych tortur?
          A swoją drogą, która kole porzeczek biegnie – przypadkiem trafiłam ostatnio na przepis na domowe żelki, tam akurat z soku z czarnego bzu i wiśni, i chciałam sobie zrobić z soku z czarnej porzeczki, ale się zatrzymałam na „przelać do foremek” i tak stoję. Bo nie mam żadnych fajnych, małych foremek w kształcie zwierzątek, ani zresztą w ogóle w żadnym kształcie. Najmniejsza u mnie foremka jest do sera i ma dziurki.
          Macie jakiś pomysł, jak zrobić żelki bez foremek, albo z czego zrobić foremki? Rzeźbienie w dębie odpada!

          • becia 03/10/2016 at 20:25

            Kanionek weź ty kobieto nie przeginaj, żelek- zwierzaczków się zachciewa:) Wylej do jakiegokolwiek płaskiego naczynia a potem pokrój w kostkę. Życia nie należy utrudniać sobie :)

          • kanionek 03/10/2016 at 20:33

            Człowiek chce przed szerszą publicznością zabłysnąć paletą barwnych gumisiów, a tu mu jakąś prozaiczną kostkę, z noża krojoną, proponują. I jak ja się mam w tych warunkach rozwijać?
            (a jak już pokroję w tę kostkę, to co – w mące tarzać, żeby się nie posklejało?)

          • Ynk 03/10/2016 at 21:26

            A jak już pokroisz w kostkę, to z każdej kostki odrzucisz to, co zbędne rzeźbiąc te jaja drozda, kocie ogony, dzioby tukana, czy wymię ojca albo owcy (zbyt jubilerska robota?), i obtoczysz w cukrze pudrze i włala ;-)

          • kanionek 03/10/2016 at 22:19

            „Wymię ojca” :D
            Skund Ty bierzesz takie rzeczy? Ze skundowni pewnikiem :)
            Jak sobie pomyślę o Twojej propozycji rzeźbienia w kostkach, to jakoś tak widzę siebie, oczyma wyobraźni, jak po pierwszej nieudanej (a jakże) próbie dźgam taflę zastygłej gumisiowej lawy, dużym nożem do mięsa. Ten rozbijak do schabowych też by dał radę.

      • kanionek 03/10/2016 at 19:43

        Ynk, ja też przebierałam i też się zastanawiałam, czy z sensem, czy bez. Z jednej strony – i tak się wszystko usmaży (czytaj: zginie w wysokiej temperaturze), z drugiej zaś… A bo to może jakieś chore na straszną chorobę i ta choroba jest termoodporna, i wszyscy zginiemy? Pewnie żeśmy obydwie przesadziły, ale takie są losy początkujących. Za dziesięć lat pewnie wrzucę do gara owoce razem z gałęzią i błogosławieństwem w imię bożka „Ojtam” ;)

        • kanionek 03/10/2016 at 19:45

          A żeby było śmieszniej, to na końcu jeszcze tego marmolada z pięknej, przebranej jarzębiny przypaliłam :D
          W smaku nic nie czuć, bo za długo się nie przypalało, ale niektóre jarzębinki mają czarną dupę, bo nie chciało mi się ich wydłubywać, albowiem jak zwykle skończyłam gdzieś koło północy.

        • becia 03/10/2016 at 20:27

          Ja przebieram przy zrywaniu- odrzucam te całkiem bee. A byle mikro plamką się nie przejmuje, ekologiczne te dżemy mają być nie? A zo marzy mi się jarzębinogruszka… musi być zaj.. :):)

          • becia 03/10/2016 at 20:42

            Kanionek- w cukrze chyba nie w mące tarzać:):) A pamiętacie te galaretki kostki obtoczone w grubym krysztale sprzedawane na wagę? Na wsi u Babci w sklepiku w Klubie kupywałam. I cukierki jarzębinki. I ciastka leśne w czekoladzie. Ciastka uwielbiałam. Pokolenie starych Kóz chyba powinno pamiętać:)

          • kanionek 03/10/2016 at 21:06

            No galaretki tak, ale żelki, wiesz, takie twarde misie z gumy, to one chyba w mące, albo innej skrobi? Tak, to pewnie skrobia była.
            Jarzębinki! Czy ktoś to jeszcze robi?

        • Ynk 03/10/2016 at 21:29

          Toksyny, toksyny w tych plamkach widziałam niebezpieczne! :-) I chyba już w przyszłym roku odpuszczę i niektóre plamiaste, szypułczaste przepuszczę. Przez palce.

    • kanionek 03/10/2016 at 19:55

      A dziękuję, dziękuję :)
      Znowu musiałam sprawdzić, kiedy są Andrzejki, bo wierzcie lub nie, ale przez całe życie miałam z tym problem – po prostu nie mogę zapamiętać, i to nawet w przybliżeniu, i tak samo mam z Tłustym Czortkiem. Co roku Atak Pączka bierze mnie z zaskoczenia.
      No to tak, jeśli na Andrzejki, to BYĆ MOŻE jest szansa, ale ja się już boję obiecywać. Na razie sprawy mają się tak, że kóz mam więcej niż rozumu, ale doję tylko sześć, bo Bożena świeżo po rozpakowaniu, a Krówko na razie ostawiam dzieckom, bo to dzieci jesieni, zaraz będzie zima, więc niech się porządnie odpasą.
      Ynk, wyślij mi tylko maila co do ilości, rodzaj może być później, żebym wiedziała komu jeszcze niczego nie obiecywać i na kiedy :D

  31. bila 03/10/2016 at 15:06

    Orajusiu! Nowe kozy!!! Kanionek, Wy to jesteście… Powinniście sprawic sobie klimatyczną (znaczy, cieplutką) pelerynę czy tam opończę i laskę wysoką. To, że jesteście laską, Was nie usprawiedliwia.
    Zdjęcie łąki z kozami na pulpicie pozwala mi nie zwariować w pracy. Karnie przesłałam worek owsa, chociaż nie wdawałam się (tutaj, bo na imprezie rodzinnej aż wrzało). Ale co ja się będę sprzeczać z Bożeną…

    • kanionek 03/10/2016 at 19:48

      Laskę i opończę, jasne, i może jeszcze długą, siwą brodę? :D
      W imieniu menedżer Ireny i księgowej Bożeny dziękuję za owies :)

      • sieka 03/10/2016 at 21:39

        Kanionek, Ty weź czekuladki jakie kup, zjedz, a Męża poczęstuj, a to plastikowe co Ci zostanie użyj jako formy do żelek i już.

        • kanionek 03/10/2016 at 22:21

          O, i to jest pomysł godny Dobromira!
          Zwłaszcza, że dużo tych czekoladek trzeba będzie kupić, bo w takiej bombonierce to zazwyczaj pół kilo opakowania, a w środku cztery fantazyjnie po bokach rozłożone trufle, i to się doskonale składa! Przyjemne z pożytecznym. I z żelkiem na końcu.

          • Ania W. 04/10/2016 at 00:11

            W klocki lego Kanionek nalewaj :), będą pikne i równiutkie. Potem je (żelki) będziesz mogła składować piętrowo. Racjonalizatorsko jeszcze mi się kojarzy puste opakowanie po kalendarrzu adwentowym, niedługo w Lidlu będą :), kupisz, zjesz (24 niedobre czekoladki, nie ma lipy) i już możesz żelomasą zalewać :)

            Becia – STARYCH kóz :)??? Doświadczonych to i owszem, ale żeby zaraz starych :)????

          • kanionek 04/10/2016 at 20:20

            Ha, ha. Dobrze, że nie mam klocków lego :)
            No weź, niedobrych czekoladek jeść nie będę, moje poświęcenie dla żelków ma jednak jakies granice. Mogę jeszcze wlać masę do słoika, schować w lodówce, i łyżeczką wykrawać żelki w kształcie meduzy. Też zwierzątko.

          • ciociasamozło 04/10/2016 at 10:15

            Abo w nakrętki od butelek, tyż trudno będzie wydłubać ;)

            Tofifi, czy jak one tam się nazywają. Nie lubię, ale dobrą foremkę mają.

          • kanionek 04/10/2016 at 20:40

            Tofifi lubię, ale uni drodzy jednak są. A ja od dziś chudsza o 160 zł, ale za to… ALE ZA TO! Pacanek, Andrzej i Krysiunia zakolczykowani pod narkozą! Pięknie było :) Andrzej spał najdłużej i chrapał jak na strasznym kacu, Krysia próbowała jeść sianko nawet przez sen (musiałam jej z gęby wyciągać), a Pacanek to jeszcze trochę ogłupiały, ale sianko już wciąga. Aha, i jednak fifa Ziokołka okazała się ropniem, który akurat dzisiaj postanowił się otworzyć, więc za jednym zamachem pani wetka (nie, nie ta „moja”, tylko taka fajna, przefajna babka z Elbląga) go opróżniła, napompowała roztworem jodyny, coś tam jeszcze pogmerala, i kazała przemywać i obserwować, czy się nie odnawia.
            Jezuludzie, jak ja się cieszę, to nie macie pojęcia. Tak się cieszę, że miałam to wszystko napisać w nowym wpisie, ale nie wytrzymałam! Mamy to paskudne kolczykowanie z głowy, a wiecie, że Andrzej i Pacanek byli najtrudniejszym zadaniem. Z Elą i Czesiem już sobie poradzimy, z maluchami tym bardziej, choć to oczywiście nic miłego, no ale nieważne. Grunt, że pani doktor dała się namówić na przyjazd, choć to daleko, a ona już od lat nie zajmuje się dużymi zwierzętami. Ale przyjechała, bo kiedyś sama miała dwie kozy :) Łeb mnie i tak rozbolał, bo to zawsze stres (Andrzej to panikarz i maminsynek!), ale grunt, że już po wszystkim. Pani była zachwycona mniej więcej wszystkim – lokalizacją, krajobrazem, zwierzątkami, bogatym arsenałem środków dezynfekcyjnych Kanionka (wszystko było przygotowane, nawet ręcznik, woda, mydło i lateksowe rękawiczki! TAKIE ŚWIĘTO! Ale największe wrażenie zrobił Octenisept), i jeszcze powiedziała, że nas podziwia. No wiecie co? Tyle dobrego w jeden dzień, że nic dziwnego, że omdlewam z wrażenia :)

          • Iza 04/10/2016 at 22:53

            Oh, Kanionku, ale super…!!! :) :) :) :) :) :) Cudowne newsy!!!
            Cieszę się prawie tak samo, jak Ty. I przy okazji mi się przypomniało, że mam zaległości. :)
            A co wetka myśli o tym cycku Krystyny?

          • kanionek 05/10/2016 at 20:14

            Wetka myśli, że na dwoje babka wróżyła – będzie działał, albo i nie :D
            Kozy są twarde i nieprzewidywalne :)

          • Melodia 09/10/2016 at 21:36

            A może silikonowe foremki do kostek lodu? One w zwierzątka bywają – sama miałam kiedyś psa i kota.

          • kanionek 09/10/2016 at 23:06

            Hm. No takie to by nawet wielorazowego użytku były. Muszę sprawdzić, czy drogi ten gips, zanim mi się w ogóle odechce robić żelki.

  32. Lidka 04/10/2016 at 04:39

    A pamieta ktoras Koza taka twarda marmolade w takim duzym bloku?? Nie mam pojecia, czy jeszcze jest ona do kupienia? Ostatnio przypomnialo mi sie cos, co sie nazywalo Piernik Kasztelanski. Szukalam, bez sukcesu. A propos czekoladek adwentowych Ania W., masz racje. Kupilam kiedys corce kolezanki w ramach (chyba) prezentu mikolajkowego. Mala popatrzyla na mnie zalosnie i zapytala: „Ciocia, musze…?” Stad wiem, ze niedobre.

    • zeroerhaplus 04/10/2016 at 09:24

      Twardą marmoladę o smaku trocin z cukrem – tak, pamiętam :) Panny sprzedawczynie odkrawały plaster i pakowały w papier. Ojesssu, jak se to przypomne…
      Pewnie nie o take wpomnienie Ci Lidka chodziło ;)

    • ciociasamozło 04/10/2016 at 10:06

      Ej dobre kalendarze, znaczy smaczne czekoladki w kalendarach też bywają, tylko kosztują odpowiednio dużo :(
      A w sklepie koło mnie mają galaretkę na wagę (taki kolorowy przekładaniec w bloku obsypanym cukrem). Mniam, strasznie sztuczna, ale mniam. Tak, wiem, to nie marmolada ;)

  33. Becia 04/10/2016 at 13:11

    Lidka taką podobna twardą marmoladę można kupić w Biedronie w wiaderku. Nie taka sama ale podobna. Do pączków dobra bo nie wypływa podczas smażenia.
    Ania W. Tak tak :) STARE kozy najlepsze są :) Stare ale jare:):) Prawda Bożena? ;) :):):)

    • kanionek 04/10/2016 at 20:40

      Tak, tak, Lidka, spróbuj – podobno „Biedronka jest tak blisko” :D

  34. becia 04/10/2016 at 21:37

    Kanionek rewelka! A Panią wet z Elbląga proponuje uroczyście uczynić Honorową Kozą Oborową, bo jak podziwia Kanionka i kozy miała to ona ci nasza jak nic. A to dobrze że fifa Ziokołka się zdiagnozowała, może rzeczywiście coś jej się wbiło jak ciocia mówiła. A HKO (skrót) obejrzala cycek Kryśki? Pewnie że obejrzała, przeca trudno nie zauważyć, cycek sam się na oczy rzuca.. Cóż więc rzekła nasza HKO?

    • kanionek 04/10/2016 at 22:33

      No sam się nie rzucił, bo to nieśmiały cycek jest, ale wspomniałam o historii cycka Krystyny i pani chętnie obejrzała, obmacała, stwierdziła, że pewnie już zawsze będzie wisiał, ale co do jego zdatności mlecznej to można tylko wróżyć z fusów lub zaczekać do następnej laktacji. No i że szkoda, że tyle czasu upłynęło (od wiosny), bo gdyby antybiotyk podać szybko (po zauważeniu stanu zapalnego), to dziś wszystko wyglądałoby inaczej. Ale to już sama wiedziałam.
      A Ziokołka przydybałam kilka dni temu i tym razem udało mi się zajrzeć pod wargę, i tam był ślad ukłucia/wbicia się czegoś, choć żądła czy innego ciała obcego nie stwierdziłam. No ale ślad był, więc ropień nie zrobił się z czarów i niekorzystnego układu planet. Dobrze, że to tylko takie coś, a nie twardy guz lub inna złośliwość losu :)

  35. becia 04/10/2016 at 21:44

    Jesus marysia.. przeca Lidka za wielką wodą siedzi… a ja jej tu z Biedroną.. oj głupia ja głupia.. się KOZY porozłaziły na tym ziemskim pastwisku- Stany mamy, Germanię tyż, Anglia czy Irlandia też chyba gdzieś się przewijała… Halo halo jest jakaś Koza z Australii? ;):)

    • Iza 04/10/2016 at 23:00

      Nie wiem, czy mamy Mamę Kangurzycę, ale nieśmiało nadmieniam, że powoli zadomawiam się w Madrycie. :) Powoli, bo ja akurat nie hablam, i jakoś nie mam zapału do nauki, ale cała reszta jest mrrruuu…

      • kanionek 05/10/2016 at 20:13

        Ooo, jak fajnie. Gdybym ja mieszkała w Hiszpanii, to pewnie mogłabym bez stresu i spowiadania się dziesięciu instytucjom sprzedawać nie tylko sery i jajka, ale i nalewki, i szynki wędzone, i herbatki, i dżemory, i co tam jeszcze bym wyprodukowała. Właśnie sobie tak marudziliśmy z małżonkiem, jadąc przez wyjątkowo dziś ponure miasteczko na literę B., że tutaj to tylko bank, apteka, drugi bank, lombard, apteka, stomatolog, trzeci bank, operator sieci komórkowej, ciuchland, czwarty bank, apteka, piąty bank i tak w kółko, a w takiej Hiszpanii to co krok to knajpa z żarciem i winem, i ludzie sobie jedzo, pijo, lulki palo, i chodzo opaleni i uśmiechnięci. Stereotyp, czy prawda?

        • Iza 05/10/2016 at 21:27

          Hmmm… mix jednego i drugiego. Bo w naszym bloku na parterze są dwie knajpy i TRZY banki. :D
          Plus dwa spożywczaki, z czego jeden prowadzony przez Chińczyka i zawierający m.in. ciepłe bułeczki… i polskie gołąbki w słoikach. :D
          Ale owszem, podstawową zasadą życiową jest „don’t worry, be happy”, czyli w lokalnej wersji „no se preocupe!” – bo przecież w końcu i tak niewątpliwie wszystko się jakoś ułoży, a w międzyczasie można spokojnie zasiąść na tarasie, napić się wina i zjeść coś dobrego. :) Martwienie się i tak niczego nie zmieni, więc… szkoda na to czasu.

          • Iza 05/10/2016 at 21:31

            No tak, ślubny mnie poprawia językowo – „no te preocupes”, czyli „you”, nie „one”.
            Mówiłam, że nie hablam…

          • Iza 05/10/2016 at 21:35

            A, i kazał dopowiedzieć, że w wielkim centrum handlowym za rogiem jest różnych detalistów 180, z czego knajp różnorodnych drobne 31 sztuk, więc ten-tego… :)

        • Iza 05/10/2016 at 21:52

          A tak w ogóle, to gdybyś tu mieszkała, to miałabyś darmowy podpis elektroniczny (jako Ty, prywatny Kanionek, nie jako firma czy coś) i wszystkie sprawy urzędowe byś załatwiała online – albo przez telefon. Online to w przypływach łaskawości Internetu, rzecz jasna. :P

          • kanionek 06/10/2016 at 11:32

            I po co ja pytałam…
            A ile macie teraz stopni na zewnątrz? Albo nie, lepiej nie mów :D

          • Iza 06/10/2016 at 20:01

            Własnym dzieciom też nie mówię. :D
            Na pociechę Ci powiem, że nasz lokalny park (vel długa kiszka cokolwiek zdziczałej zieleni z równie długim petem ścieżki rowerowej i dwoma placami zabaw dla dzieci oraz wybiegiem dla psów pośrodku), który cieszył serce i oko od początku wiosny, teraz zmienił się w suchy step i ku jakiejkolwiek zieloności spacerowej trzeba pomykać autem, buuu. Na szczęście drzewa za oknem dalej w 90% zielone, bo podlewane całe lato.

          • Iza 06/10/2016 at 20:16

            *pętem, jak kiełbasy

    • nw 05/10/2016 at 03:10

      Kolacze mi sie, ze ktoras we Francyji siedzi.
      A ja w kraju teraz, owszem, ale onegdaj Skandynawia.

      Fajnie, ze doktorka sensowna, a nawet fajna sie trafila. Czy jest szansa na stala wspolprace?
      No i chcialam jeszcze dodac slowko do Kachny: trzymaj sie Kobieto, oraz wiele cierpliwosci Tobie i mlodemu zagipsowanemu czlowiekowi.

      • kanionek 05/10/2016 at 20:08

        „Czy jest szansa na stala wspolprace?” – trochę tak, i trochę nie :)
        Napisałam właśnie w odpowiedzi do Sunsette.

    • Lidka 05/10/2016 at 04:38

      Becia, nic sie nie dzieje. Mamy tutaj polskie sklepy. Troche mam daleko, ale to nic nie szkodzi. Z jakiegos powodu polskie delikatesy nie reklamuja sie tutaj jako „polskie”, tylko „europejskie” Dla przecietnego Amerykanca jest to troche zagwozdka, poniewaz Amerykanie uwielbiaja polskie jedzenie, zwlaszcza wedliny. A tak, napisza, european deli i ni przypial ni przylalal, nie wiadomo czy to polskie, czeskie czy niemieckie.

    • zeroerhaplus 05/10/2016 at 09:33

      A musi być Australia? Nie może być Austria? ;)

      • kanionek 05/10/2016 at 20:06

        No ale Wy nie chodzicie po ziemi do góry nogami, więc gdzie tu frajda?

  36. Ania W. 04/10/2016 at 23:22

    A ja czasowo we Włoszech :)

    • Lidka 05/10/2016 at 04:31

      Kachna, az mi szczeka opadla… Trzymaj sie, Kozo, DUZO zdrowia i sily dla Ciebie i Twojego syna. Mlode kosci na szczescie, zrastaja sie i goja szybko. A dla Ciebie – zawsze dobrze jest miec butelke czegos mocniejszego w kredensie, co niniejszym polecam.

      • Kachna 05/10/2016 at 08:30

        Dziękuję! Wszelkie życzenia i wsparcie potrzebne – szczególnie mentalne…
        Ja mam dużo butelek – ale…nieszczególnie mogę się tak wspierać. Tzw ODPOWIEDZIALNOŚĆ trzyma mnie teraz „pod kierownicą” w zasadzie cały czas. Ale odbiję sobie!Chyba jak „15” zrobi prawko.
        Ha. Ha. Ha.

        • baba aga 05/10/2016 at 18:12

          No właśnie Kachna, myślę o Tobie od kiedy napisałaś, że Ci dziecko pokroili i wysyłam moc, bo to straszny stres musiał być no i wciąż jest, w ogóle bycie matką to mocno stresujące zajęcie. Tzrymam kciuki żeby Młody szybko wyzdrowiał, przynajmniej na tyle żebyś mogła coś brać na skołatane nerwy :-) Niech MOC Kóz będzie z Tobą!

          • Kachna 06/10/2016 at 12:11

            Amen!
            Jest na tyle lepiej, że jak musi kicać o kulach to nie boli go każde drgnięcie…..
            Me!

  37. sunsette 05/10/2016 at 17:20

    Kachna, mentalne wsparcie masz jak w banku, od czego jest Koziarnia!
    Kanionku, jak u was z temperaturą? Bo u mnie 3 stopnie, wieje i leje, cud miód, kotka łazi za mną i się drze, żebym coś zrobiła, bo ona chce wyjść z domu. Albo kolana jej swoje udostępnić mam, że niby na nich cieplej;). I rób tu człowieku co w takich warunkach.
    A w ogóle, to wieści o Prawdziwej Pani Weterynarz ucieszyly mnie niezmiernie, oby się udało zacieśnić kontakty!

    • kanionek 05/10/2016 at 20:04

      Taak, u nas też takie cuda i miody. A sztorm na Bałtyku podobno zepsuł kawałek molo w Sopocie.

      No więc z panią Beatą jest tak, że ona ogólnie to bardzo chętnie, tylko ma dwójkę nie za wielkich dzieci (była z nimi u nas, całkiem jak Herriot w spódnicy), a mąż pracuje poza miastem, więc ona zwyczajnie nie zawsze może sobie pozwolić na dalekie eskapady, a już nocne wezwania do nagłych przypadków to całkiem odpadają. Ale powiedziała, że gdyby coś naprawdę strasznego, to mam dzwonić i jesli ona sama nie będzie mogła, to postara się kogoś dla mnie znaleźć wśród swoich znajomych po fachu. Dobre i to. Jak sama ze śmiechem stwierdziła – my już mamy sporą wiedzę na temat kóz, a główną nad nami przewagą lekarza jest dostęp do leków i sprzętu. Ale jeśli będzie naprawdę kiepsko z którąś królewną, to jest nadzieja, że nie zostaniemy na lodzie.

  38. Lidka 05/10/2016 at 19:42

    Taka WETERYNARZ to na wage zlota. Ja mam tez doskonalego Pana Weterynarza, Ukrainca z pochodzenia. Ma 94 lata i chyba to, ze ciagle pracuje i ta milosc do zwierzat, trzymaja go przy zyciu.

    • kanionek 05/10/2016 at 19:55

      O w twarz, 94 lata i wciąż pracuje? Dobrze, że nasz ZUS o takich ludziach nie wie, bo zaraz by podnieśli wiek emerytalny do setki.
      To faktycznie facet musi kochać swoją pracę :)

      • Lidka 05/10/2016 at 23:40

        Wiesz co, Kanionku tu jest ciekawie z tymi emerytami, bo nawet kiedy nie musza to pracuja. Uwielbiam te starsze, wypudrowane panie z trwala ondulacja i za bardzo rozowymi policzkami, ktore ledwo widac zza lady w kosmetycznym, wciskajace dwidziestolatkom krem na zmarszczki. Jak dozyje, tez tak pewnie bede pracowac!

  39. Buba 05/10/2016 at 20:04
    • kanionek 05/10/2016 at 20:19

      Nie mam pojęcia, bo palm u nas jakoś mało, ale podejrzewam, że dałyby radę. Widać, że ta koza ma ochotę na palmowego liścia, tylko biedaczka nie przewidziała, że nie sięgnie. I w ogóle to jest straszny film, bo nie wiem, czy ta koza dała radę zejść! Wejść zawsze łatwiej. I teraz się martwię, czy ona zeszła!

  40. Iwona 05/10/2016 at 21:37

    Biedna Krysia, okropnie ją bolało w ostrej fazie. Są antybiotyki, które podaje się do wymienia przy zasuszaniu, działają 8 tyg. Najlepiej było by zrobić posiew i podać odpowiedni antybiotyk. Coś tam może się tajniaczyć i infekcja odnowi się przy nabieraniu wymienia w nowej laktacji, niewyleczone zapalenie może ją męczyć często. To z praktyki tak powiadam.
    Śliczne te nowe kózki, i te stare też :-) .

    • kanionek 06/10/2016 at 11:30

      Zapytam tę moją lokalną wetkę, czy robi posiewy. Może faktycznie lepiej dmuchać na zimne.

  41. Ajka 05/10/2016 at 22:02

    nie czytałam komentarzy, ale może ktoś już wkleił

    konik do wzięcia :)
    https://www.olx.pl/oferta/klacz-do-adopcji-CID103-IDhXjJd.html#de4e51b03c
    ślązaki są fajne choć dość spore…
    ale znając ludzi z fundacji to pewnie mają wymagania z kosmosu :(

    • kanionek 06/10/2016 at 11:29

      Ale to aż na drugim końcu świata…

      • Ajka 06/10/2016 at 17:43

        ale może zorganizowaliby transport, gdyby uznali Was godnych zaopiekowania się koniem :D
        Czasem ludzie z fundacji potrafią zwierzaka przewieźć kawał drogi za darmo. Ale ja się tylko na psach znam, nie wiem jak z końmi…

        • kanionek 06/10/2016 at 23:33

          Transport konia trochę bardziej kosztowny – specjalna przyczepa i pewnie jakieś dodatkowe ceregiele. I pewnie będą pytać, jakie mam doświadczenie z końmi. A ja im powiem, że jeden koń to się ze mnie uśmiał…
          Ja to mam taką jedną dziwną cechę, że jak mam o coś prosić, to zaraz czuję się z góry niegodna, brzydka, gorsza niż samo zło, stara, krzywa i niczego niewarta. Pogadam z małżonkiem, czy on jest gotów tak samo jak ja ;)

          • kanionek 08/10/2016 at 17:10

            Ajka – tośmy się namyślili, dzwoniłam dzisiaj, ogłoszenie jeszcze wisi na Fejsbuku, ale pani powiedziała, że już nieaktualne. Może następny konik trafi się gdzieś bliżej i nie będę trzy dni zwlekać z decyzją.

          • Ajka 09/10/2016 at 11:25

            ooooo…. wiecej wiary w siebie, wg mnie konie mimo rozmiaru łatwiejsze w obróbce niz kozy ;)

            jak coś jeszcze znajde innego „przypadkiem” to dam znać :)

  42. Ajka 05/10/2016 at 22:04

    przypadkiem znalazłam, szukam już dużych kudłatych szczeniaków do domu, który kiedyś wybudujemy… psy nawet mają już imiona…
    ech odbija mi na tej delegacji ;)

  43. Joanna 09/12/2016 at 08:44

    Tak wiem, jestem sto lat za murzynami, nadrabiam wpisy. Na swoje usprawiedliwienie mam, ze mnie zycie przytloczylo. Ale! Musze to napisac. Zobaczylam ten cudny koziolkowy dzieciecy noseczek rozowy i te chrapki i zwariowalam. Czyz jest na swiecie cos slodszego? Jak ty sie Kanionku powstrzymujesz, zeby tego nie dziabnac to ja nie zrozumiem do konca swiata! Przesz to takie slodkie, ze mozna zjesc. Chyba mi odbilo od tej pracy na noc, cy cus.

    • kanionek 09/12/2016 at 21:01

      Jak ja się powstrzymuję? Nadludzkim wysiłkiem woli, oczywiście. Dziabnąć nie dziabnę, ale kto powiedział, że nie wycałuję na śmierć? ;)
      Wiosną 2017 to się dopiero będzie działo!

  44. Joanna 10/12/2016 at 01:40

    No wycałować. Bardzo. Na śmierć! Ja mam tak, ze jak coś kocham to bym to dziabneła. No nie dziabie. Bo wiem, ze ludzi i kotow ( to akurat mam w domu i kocham, nie trzyma sie koz w mieszkaniu niestety), sie nie gryzie. Nie dziaba znaczy. Dobra. Poznaliscie moja tajemnice. Teraz bede musiala Was wszystkich zabic. :)

  45. becia 10/12/2016 at 08:30

    :):)

Dodaj komentarz

Podpis *
Email *
Witryna internetowa