Kto miał romans w marcu i wpadł jak śliwka w cukier, czyli o Arance, Mariuszu i rozmowach z duchami

And I will pray for you
…Some day I may return
Don’t you cry for me
Beyond is where I learn
Living on a razor’s edge
Balancing on a ledge
Living on a razor’s edge you know… you know!
The evil that men do lives on and on!”

 

Fragment utworu „The Evil That Men Do”, z albumu „Seventh Son of a Seventh Son” grupy Iron Maiden, 1988 (https://www.youtube.com/watch?v=M6JpxDebokM)

Najpierw będzie o tych rozmowach, ale zanim się ucieszycie, że coś ciekawego się wydarzyło, to może od razu powiem: to nie była rozmowa, tylko monolog (w dodatku krótki; właściwie to jedno słowo było), i nie z duchami, tylko z jednym. Chyba. W sumie to nie wiem, ale Wam opowiem.

Jak wiecie, przed nami mieszkali tu Cebulaccy, a było ich dwoje plus Tapani. Tapani była teściową Cebulackiej, albo Cebulackiego, już nie pamiętam, ale ważne jest to, że Cebulacka za nią nie przepadała. Do tego stopnia nie przepadała, że zarządziła podział domu za pomocą muru i ulokowała Tępanią w Drugiej Części Domu, tej z Różowym Pokojem, za to bez łazienki i w ogóle dostępu do wody idącej z kranu. Tapani musiała się z tym jakoś pogodzić, a ułatwiał jej to fakt, iż umiała robić słynną w całej okolicy śliwowicę, której zażywała jako lekarstwa na swe troski, a i znajomych lubiła obdarować butelką lub dwunastoma. Z czego ta śliwowica? A ze śliwek Tejpani, które sama była sadziła, i na które miała piękny widok z kuchennego okna (gwoli ścisłości i ku pamięci: w dawnej kuchni Tejpani jest dzisiaj nasza kotłownia. No gdzieś musiała być). To chyba śliwki węgierki, ale małe, nie takie kobyły, jak teraz w warzywniakach sprzedają, za to w smaku wyborne i na śliwowicę doskonałe.

Kiedyśmy się wprowadzali, to Tapani nie żyła już od lat dwóch, a może pięciu, a śliwy na wschodzie schły. Kilka drzew było już martwych, reszta schła powoli, ale konsekwentnie, i po niespełna dwóch latach od naszego tu zamieszkania o śliwkach nie było już mowy. I ktoś mi mówił, albo pisał, gdy skarżyłam się, że szkoda tylu pięknych drzew owocowych, że czasem gdy ludzie umierają, to swoje drzewa zabierają ze sobą. I wtedy sobie pomyślałam, że trochę to złośliwe, tak samemu nie zjeść, a drugiemu nie dać, i że rozumiem, że Tapani Cebulackiej nie lubiła, no ale mnie przecież nie znała, i co ja jej niby takiego uczyniłam, że te drzewa dalej schną? No ale może to było tak z rozpędu, i duch Tejpani nic już nie mógł poradzić, bo klątwa została rzucona, a hasło odczyniające jej się zapomniało, bo to bardzo starsza pani była, no i trudno. Drzewa się ostatecznie nie zmarnują, bo odkąd wędzę kozie sery, mam zapotrzebowanie na drewno drzew owocowych, a w śliwkowym dymie wędzi się całkiem udanie. Ale ALE!

Śliwy, jak wiecie, lubią wyrastać z ziemi w promieniu nawet dziesiątek metrów od drzewa-matki, i na dobrą sprawę jak się raz miało śliwę, to ciężko się jej dzikich pomiotów pozbyć, no chyba że ma się kozy. Kozy drewno śliwkowe też bardzo lubią, a zwłaszcza takie młode, świeżutkie pędy, więc cokolwiek na łące wschodniej wyrastało, to szybko ginęło marnie. Oprócz jednego drzewka, które wyrosło w tym samym rzędzie, co tamte sławetne śliwy Tejpani. Owszem, oberwało mu się trochę po korze, ale ono mimo wszystko wyrosło na jakieś trzy metry, i… W tym roku zaowocowało! Wracałam sobie wczesnym wieczorem z lasu, gdzie na skraju rośnie jabłonka odkryta przez kozy (prawdopodobnie antonówka), z koszykiem jabłek, i wtedy te śliwki zauważyłam.

Zerwałam jedną, żeby spróbować, czy one co warte, te śliwki, bo w tym roku wszystko robaczywe – grzyby, orzechy, jabłka, śliwki… No i śliwka była słodka, węgierkowa, i nierobaczywa. I druga i trzecia też. No to odstawiłam koszyk z jabłkami i wzięłam się za zbiór śliwek, których za wiele to tam nie było, na oko kilogram, no ale jakie smaczne, i jakie nierobaczywe! I tak sobie zrywałam, ostrożnie naginając gałązki, śliwki nagrzane zachodzącym już słońcem, w plecy wiał mi delikatny wietrzyk od północy, zauważyłam, że niektóre listki już zaczynają jesiennie żółknąć, i nagle, ni z gruszki, ni z pietruszki, powiedziałam: „dziękuję”. NO WIECIE CO? Nie wiem, co mi kazało, ale kazało i powiedziałam. I tam nie marudźcie teraz, że „łee, takie zjawisko paranormalne to o kant dupy”, bo Kanionek jest religijnie sterylny jak probówka do przechowywania komórek jajowych, i skoro w jego bezbożnym życiu dzieją się takie rzeczy, żeby Kanionek do powietrza mówił „dziękuję”, to to wcale nie byle co.

No więc oficjalnie dziękuję Tejpani, że zechciała odpuścić z tą swoją zemstą i przydzieliła mi jedną, nowiutką śliwę na próbę. Z kilograma owoców śliwowicy nie zrobię, zresztą – nie śmiem nawet przypuszczać, że byłaby choć w połowie tak wspaniała, jak trunek sporządzany przez Tępanią, więc żeby miejscowej tradycji stało się choć po części zadość, zrobiłam z tych owoców śliwki kandyzowane w syropie alkoholizowanym.

sliwka-od-tejpani

O, tak wyglądają te uschnięte drzewa (było więcej, ale część już poszła do wędzenia):

suche-sliwy

A tak „moja” śliwka, w próbnej dzierżawie od Tejpani:

moja-sliwka-od-tejpani

Prawda, że zapowiada się obiecująco? A teraz dość tych świństw, odkopmy starego Kanionka.

grzybki-na-kozim-oborniku-2 grzybki-na-kozim-oborniku-3 grzybki-na-kozim-oborniku

Takie grzyby nam wyrosły na kupie koziego obornika. Urodziwe. BYŁY, bo potem przyszła Kaczka i wszystkie zadeptała w drodze na sam szczyt kupy. Odkąd nastała era elektrycznego pastucha i wszystkie kaczki i gęsi całe dnie spędzają na łące i nad stawem, Kaczka obejmuje coraz to nowsze trony, a Meliny składają jajka w koziarni (tak, coś im się pomyliło, znów uprawiają dziki seks i robią „dzieci” – to pewnie z tej wolności. Od wolności wszystkim się tylko we łbach przewraca).

No i zgadłaś, Zeroerha, że chodzi o koziołki, a na pytanie „co się rozmnożyło” odpowiedź brzmi: Krówko! Jak być może pamiętacie, Krówko pierwszy raz rodziła w grudniu ubiegłego roku, i w tym również postanowiła wyprzedzić wszystkie pozostałe kozy. W sumie nic dziwnego i bardzo sprytne posunięcie – porodówka wolna, pokój dziecięcy z wygodami tylko dla matki z przychówkiem, a nie, że później tłok jak w polskim szpitalu i polegiwanie w bólach na korytarzu. Tak więc 31 sierpnia, w dzień pogodny i wesoły, zaprowadziłam Krówko na porodówkę, i ani się obejrzałam, jak na świat przyszli Mariusz i Aranka. Serio, poszło tak szybko i gładko, że Krówko nawet nie pisnęła, a ja nie zdążyłam się zdenerwować. Aranka jest większa i bardziej odważna od brata, choć urodziła się druga. Ma zadatki na trudny charakterek. Na drugi dzień wszyscy wyglądali tak:

dwudniowe-krasnale dwudniowe-krasnale-2 aranka-dwudniowa a-czo-to a-czo-to-2 mariusz-dwudniowy mariusz-2 dzie-mi-tu-z-tymi-dziecmi

Mniej więcej po tygodniu nadopiekuńcza matka pozwoliła dzieciom pójść nieco dalej:

z-mama-na-dojalnicy mariusz krowko-i-krasnale-4 krowko-i-krasnale-3 aranka-5 aranka aranka-4 aranka-3 aranka-2

A teraz krasnale mają już dwa tygodnie i są prawdziwymi członkami stada, choć na noc wciąż jeszcze zamykam ich z mamusią w pokoju dziecięcym:

krowko-i-krasnale-2 krowko-i-krasnale krasnale-krowko krasnale-krowko-2 krasnale-krowko-4 krasnale-krowko-3 na-wypasie-2 na-wypasie-3 na-wypasie nad-stawem po-calym-dniu-biegania

Prawda, że fajna niespodzianka? A miał być jeszcze filmik z koziarni, ale już nie mam siły czekać, aż się na serwer załaduje. To w zamian – fotki z pobielonej koziarni. Świeżutko malowane, śliczne, białe ściany, aż blask w oczy bije… Bił. Tak wyglądało „dzień po”:

wybielone wybielone-2 no-jak

A tak dwa dni później:

wybielone-2-dni-pozniej wybielone-2-dni-pozniej-2

Małpy ostrzą sobie rogi o ścianę, a i ocierają się często, i co im pan możesz zrobić. A tak poza tym – wszystko po staremu. Kiełbasa korzysta z uprzejmości słonecznej pogody i podbija nowe terytoria:

kielbasa-wszedzie kielbasa-wszedzie-3 kielbasa-w-ogrodzie

O, tu sobie wyszła tylnym, górnym narożnikiem szklarni (pewnie dziura w siatce była):

wylazi-naroznikiem

A w samej szklarni to już jeden wielki sklep mięsny, ze skromnym akcentem pomidorowym:

kielbasa-w-szklarni-3 kielbasa-w-szklarni kielbasa-wszedzie-2 kielbasa-w-szklarni-2

A tu się do Państwa wdzięczy dynia, też z nasionek od Zeroerha:

dynia-od-zeroerha-2 dynia-od-zeroerha

A w związku z nadejściem jesieni i z uwagi na zmniejszony pastuchem obszar wypasu, okazało się, że cukinia jest jednak PRZEPYSZNA:

pyszna-ta-cukinia pyszna-ta-cukinia-2 pyszna-ta-cukinia-3 pyszna-ta-cukinia-4

I chciałam jeszcze donieść, że owszem, moje kozy buszowały po lesie, ale nie tylko one uprawiały ten karygodny proceder:

nie-tylko-kozy-szabruja-w-lesie

Oraz zapytać Was – JAK?! Jakim cudem Pacanek wyłazi z porodówki, przy takich zabezpieczeniach?

ktoredy-wylazl-pacanek no-jak

Nie ma możliwości, żeby przeskoczył przez dwumetrową przeszkodę, zwłaszcza, że rozbiegu miałby ledwie trzy i pół metra. Zresztą, furta od zagrody, w której kozły siedzą za dnia, jest dużo niższa, a miejsca na rozbieg z pięć razy więcej, niż w porodówce, i stamtąd jakoś nie ucieka, więc w koziarni to nie wiem – albo fruwa, albo przenika przez ściany. Ale chyba też nie, bo z izolatki jakoś nie przenika… To jest jedna z tych zagadek paranormalnych, które rozwiązuje się przy pomocy monitoringu video, i po obejrzeniu materiału do końca życia się nie śpi, więc może lepiej nie wiedzieć. Za to tutaj mam dla Was zagadkę nieszkodliwą dla zdrowia – proszę pokazać, gdzie jest czapla?

gdzie-jest-czpla

Już?

No to dla tych, co nie zgadli – o tutaj siedzi, na samym czubku świerka:

czapla-na-czubku

Nie wiem ile waży czapla, ale wygląda na to, że mniej niż przeciętny kurczak. A tu zrobiłam jej fotkę z okna w kuchni, jak sobie stoi nad stawem i zastanawia się, czy psy przenikają przez siatkę leśną:

czapla-siwa-nad-stawem

A teraz ostatnia zagadka tego odcinka i jednocześnie konkurs z nagrodami (Mitenki jest wyłączona z konkursu, ponieważ zna odpowiedź):

co-robi-kanionek

Na kogo czyha Kanionek?

Wygrywająca odpowiedź musi być jednoznaczna – nie, że „na jakieś zwierzątko”. Z imienia i nazwiska ma być, a nagrodą jest porcja tej oto Herbatki Leśnego Dziadka, skomponowanej przez samego Kanionka, ze składników najwyższej jakości, zebranych z najwyższą starannością i ususzonych w oparach miłości (i trochę na suszarce do grzybów):

herbatka-lesnego-dziadka

Podaję skład, bo może są wśród nas alergicy: liście malin i czarnej porzeczki, owoc czarnej porzeczki, leśne jabłko (Mama mówi, że to jednak nie antonówka; nie jest w ogóle kwaśne), kwiat nagietka, kwiat lipy, odrobina mięty i szczypta melisy.

A czyhałam, bo się okazało, że ONO tam mieszka i wcale nie chce się wyprowadzać, a musieliśmy dokończyć ocieplanie podłogi. Ocieplona podłoga, jeszcze przed położeniem desek, wygląda tak:

welna-polozona

I powiem Wam, że gdyby nie legary i tona gruzu z żużlem, to taką robotę można by zrobić w jeden dzień, góra dwa. No i gdyby nie fakt, że Cebulacki przybił deski do legarów jakimś tysiącem długich i grubych gwoździ. Nie przesadzam, małżonek policzył. W razie trąby powietrznej odleciałoby wszystko prócz podłogi; aż dziw, że sam się nie przybił, skoro przewidywał taką katastrofę. Małżonek wszystko robił sam, ja tylko podawałam deski przez okno i trochę pomagałam przy ostatniej warstwie wełny („Nie gnieć wełny, Kanionek! No jak to jak masz przejść – skacz po legarach!”), a wyniesionym spod podłogi materiałem udało się zasypać wszystkie dziury wykopane na podwórku przez Mająca, więc koniec końców nie wyszło tak źle, choć małżonek mówi, że jak ktoś w jego obecności powie „gwóźdź”, to zginie. Ocieplenie podłogi w kuchni chyba dopiero w październiku, albo listopadzie, gdy już nie będę robić tylu serów, więc może do tego czasu trauma mu przejdzie.

cysorz-to-ma-klawe-zycie

Aha, dżem na hemoroidy wygląda tak:

dzemor-z-jarzebiny

Jest świetny. Gorzki i dziwny. Trochę jak Kanionek. Na razie mam tylko cztery słoiczki po przecierze pomidorowym, ale dozbierałyśmy z Mamą jeszcze kilogram jarzębiny i trochę leśnych jabłek, więc jak się jarzębina przemrozi, to się dorobi. Przy okazji, może Wy wiecie, co to za jabłka – są słodkie, z delikatnym posmakiem gruszki, dość twarde, dojrzewają pod koniec sierpnia i we wrześniu. Skórka gładka i połyskliwa. Ta jabłoń rośnie na skraju lasu i nie sądzę, żeby ktoś ją tam posadził, wśród dębów i świerków, a jest na tyle młoda, że nie mogło jej tam być zanim wyrósł las. Najprawdopodobniej sama się wysiała, na przykład z ogryzka, choć ludzie mówią, że takie samosiejki dają małe, dzikie i kwaśne owoce, a ta jabłonka owoce rodzi deserowe:

jablka-lesne

Odrębną zagadką pozostaje, kto jest ojcem Mariusza i Aranki. Może on:

am-i-the-father

A może nie. Irena w każdym razie nie gada z Krówko, i na jej widok cała się jeży i prycha z oburzeniem, że jak to – dzieci nie w łatki? Nawet nie w ciapki? Tylko jakieś takie z paskiem? A gdzie tradycje rodzinne?!

A mnie się krasnale Krówko podobają. I BYŁABYM ZAPOMNIAŁA! Oto Szczurokot:

szczurokot-2 szczurokot szczurokot-4 szczurokot-3

Tu z matką, w Różowym Pokoju:

mama-nie-wachaj-mi-dupy-bo-obciach

Która jakoś nie robi mu wyrzutów, że nie jest czarny jak diabeł, i że bardziej przypomina tę wredną bicz Pumę, niż matkę rodzoną. Aha, ja tak naprawdę nie wiem, czy Szczurokot jest facetem. Wydaje mi się, że cała trójka Jałowców to chłopaki, ale małżonek zajrzał Szczurokotowi pod podwozie i ma wątpliwości. Jednak u koziołków to łatwiej stwierdzić, a ze mnie kocia matka jak z koziej dupy telefon. A propos telefonu – Ziokołek gada ze ścianą, a ściana jej odpowiada!

gdy-sie-gada-do-sciany

I to chyba jakieś komplementy są, bo Ziokołek cała zadowolona:

to-sciana-odpowiada

Doktor Ekspert zdiagnozowała Ziokołka i właśnie mówi Baśce na ucho, że to może być zaraźliwe:

powiem-ci-cos-na-ucho

A gęś na to, że „ojapie*dolę, trzeba stąd wiać”:

what

Tak jak mówiłam – wszystko po staremu.

PS. Jakiś czas temu dostaliśmy od Żozefin trzy wielkie leszcze, które małżonek zaproponował, żeby uwędzić, bo skoro i tak wędzę sery, to co mi szkodzi trzy rybki dorzucić. No i nieważne już, że skończyłam wędzenie w nocy i niosłam te leszcze z jednym okiem już śpiącym i z latarką w zębach, bo w ciągu dnia wędzarnia zaliczyła awarię i wszystko się opóźniło. Pozostało pytanie, co z nimi do diabła zrobić, skoro są gorące jak leszcze z piekła rodem, a lodówka i tak zajęta przez sery. No to wręczyłam małżonkowi trzy dymiące leszcze na hakach i rzekłam, że trzeba je powiesić w łazience, bo tam jest zimno i drzwi można zamknąć, żeby się psy i koty do żarcia nie dorwały. No i wziął małżonek te leszcze i poszedł do łazienki, a za chwilę słyszę, że rży jak koń do kostki cukru. Wchodzę do łazienki, małżonek w kucki na podłodze, łzy radości rękawem ociera, pokazuje mi te ryby i pyta: „Weź mi powiedz, Kanionek – na te trzydzieści kilka milionów ludzi w Polsce, jak myślisz, ilu ma dziś w łazience taki widok?”:

leszcze-trzy

Sama nie wiem, może to i straszniejsze, niż te Lidki grające pozytywki na strychu, ale rano wydawały się już całkiem normalne, te leszcze, a i w smaku wyszły nienajgorsze.

wedzone-leszcze leszcz-wedzony

Jednego zjedliśmy, drugiego dałam takiej pani, od której dostałam skrzynkę malutkich ziemniaczków (bo sobie przypomniała, że ja mam kozy, a ona by te mikroziemniaczki na kompost wyrzuciła), a trzeci został zamrożony na czarną godzinę. A w następnym odcinku opowiem Wam, jak zostać pakowarką próżniową.

panter-za-stawem

295 thoughts on “Kto miał romans w marcu i wpadł jak śliwka w cukier, czyli o Arance, Mariuszu i rozmowach z duchami

  1. Lidka 14/09/2016 at 02:52

    Koziolki! Koziolki! Koziolki! Kotek! O, jakie japka cudne! I dynia! I jasnie pani czapla! Jak babcie laskocze, myslalam ze ta pianka izolacyjna w podlodze to foremki z ciastem pod bulke! Coz, glodnemu zawsze pianka izolacyjna w glowie… I leszcz wedzony! Pycha. I ja zdaje sie jestem pierwsza z komentarzem. ;))
    PS. Dzis tez pewnie nie pospie, bo ksiezyc taki, ze tylko mu w kratery nakopac.

    • kanionek 14/09/2016 at 11:58

      Lidka – moja Mama też ma problem z zaśnięciem w towarzystwie księżyca, ale tylko w pełni. A wczoraj to i u mnie księżyc był jakiś taki… wilczy. A przedwczoraj jakiś pomarańczowy.
      To nie pianka, to wełna :) Co prawda mineralna, bo Baśki by nie nastarczyły z taką ilością, ale wełna. I nic się nie martw, mnie się też z ciastem kojarzyło, i jeszcze ze świeżo posłanym łóżkiem. Jedzenie i spanie – najfajniejsze w życiu rzeczy :D

  2. Monika 14/09/2016 at 07:36

    Kronselka.

    • kanionek 14/09/2016 at 11:59

      Jak żyję nie słyszałam – piękne imię dla jabłoni :) I dla kozy w sumie też. Może użyję.

      • Kachna 14/09/2016 at 13:37

        To były zawsze ulubione jabłka mojego taty. Bardzo popularne na bliskim i dalekim Podlasiu.

      • Gosia 16/09/2016 at 11:20

        Stare odmiany drzew owocowych noszą piękne imiona. Oto wybrani przedstawiciele rodu Jabłkowego: Boiken, Grafsztynek, Landsberska, Szara Reneta, Złota Reneta, ród Gruszkowy reprezentują: Bera Boska, Bergamotka, Dobra Ludwika, ród Śliwkowy: Renkloda, Lubaszka, Mirabelka z Nancy, Czereśniowy: Żabula, Lotka Trzebnicka. (http://stareodmiany.pl/)
        Niektóre z tych drzew rosły w sadzie mojej Babci, była też jabłoń, która nie jest wymieniona w starychodmianach a ma wdzięczne imię: Biała Nalew.

        • mitenki 16/09/2016 at 11:24

          A Kosztela? Kronselka?

          • Gosia 16/09/2016 at 15:10

            Kosztele też rosły a sąsiedzi mieli Kronselkę i w klasie tak przezywaliśmy ich córkę. Elka-Kronselka.

        • kanionek 18/09/2016 at 00:12

          Gosia – faktycznie piękne te nazwy. Tylko jak tu się wyznawać na tych wszystkich odmianach, gdy ich TYLE? Co do swojej papierówki jestem pewna – dojrzewa w lipcu i smakuje jak papierówka. Pozostałe odmiany, a mam ich kilka, są dla mnie tajemnicą. W jedzeniu niewiedza nie przeszkadza, ale fajnie byłoby móc powiedzieć: „pięknie nam obrodziła Landsberska w tym roku”, zamiast „ojacie ile jabłek” ;)
          A po zdjęciach i opisach to ja nie trafię – kolory to kwestia ustawień monitora, aparatu foto, pory dnia i innych okoliczności przyrody, a termin dojrzewania też często bywa inny na północy, a inny na południu Polski. O opisach smaku nawet nie wspomnę…

  3. ciociasamozło 14/09/2016 at 09:40

    Gratulacje dla Krówko – przodownicy ;)
    Kanionek, czy ty te koźlątka kąpiesz i szczotkujesz do zdjęć? Bo niby po kupie kupy łażą a czyściutkie, wyczesane, nawet jednego pyłka na pyszczkach ;)

    Do pochwał nad modelem aparatu się przyłączam.

    • kanionek 14/09/2016 at 12:01

      A skąd! To mamusia tak o nie dba. Nawet pupa podlega inspekcji i jak trzeba, to mama myje. Na starość im przechodzi i o własne futro tak nie dbają (żywica, piach, kto wie co jeszcze…), ale dziecki muszą lśnić, jakby do komunii szły ;)

  4. Kachna 14/09/2016 at 10:13

    A ja Kanionku ostatnio stosunkowo często mówię TO „dziękuję”….
    …..
    Tak jakoś obficie jest u Ciebie :)

    A leszcze piękne.

    Jabłka albo kronselka albo ananas:)

    • kanionek 14/09/2016 at 12:04

      Wiem, Kachna :-*
      No jesień, to i narożnik obfitości. Piwnica się zapełnia, choć i tak daleko jej do stanu sprzed np. dwóch lat, bo już nie chce mi się tak cudować, jak kiedyś. Nie mogę się doczekać otwarcia pierwszego krążka z tych woskowanych serów. Oby coś dobrego z nich wynikło.

  5. Jagoda 14/09/2016 at 10:14

    Znowu sielsko i anielsko! Koźlątka przepiękne, a Aranek całkiem jak mój kot Lolek – na kolanach, mruczy i skubie moje ubrania. Też kiedyś robiłam dżem jarzębinowo-jabłkowy i właśnie przyszło mi do głowy gdzie mogę poszukać nieskażonej jarzębiny i jabłek. Tego dżemu używałam głównie do rogalików, ale po prawdzie to mogę łyżką ze słoika, taki pyszny. Ale. ale – nie było mnie kilka dni i przegapiłam Kanionka urodziny; spóźnione ale gorące jak wczorajsze słońce życzenia naj…najlepszego!
    Staję do konkursu: Kanionek łapie mysz.

    • kanionek 14/09/2016 at 12:06

      Dziękuję, Jagoda :)
      Nie-e, nie mysz!
      A „Aranek” to Aranka! Dziewczyna :) Jej brat, Mariuszek, to ten mniejszy, ciut nieśmiały, z większą ilością ciemnego futerka.

      • nw 15/09/2016 at 03:42

        Jagodzie sie chyba Aranka z Alankiem skojarzyla, stad meska forma.
        Ale skad takie skojarzenie, przeciez to parzadne kozy sa, zaden tam margines brajankowo-alankowy;)

  6. Kachna 14/09/2016 at 10:14

    Ach jeszcze miałam zapytać co robi ta słonina leżąca na legarach podłogowych ;)

    • hanka 14/09/2016 at 11:00

      Fajne leszcze:-)
      A ja obstawiam, że Kanionek łapie nornice.

      • kanionek 14/09/2016 at 12:12

        Hanka – nieee, nie nornica :)
        A leszczy to ja nie lubię, i miałam wątpliwości, czy się w ogóle z nimi bawić, a się okazuje, że wędzone są nie tylko zjadliwe, ale też i problem z pierdyliardem dziwacznych ości mniejszy – jakoś same odchodzą i lepiej je widać.

    • kanionek 14/09/2016 at 12:07

      No co – trza się było posilić przy robocie ;)

    • Kenna - Joanna 14/09/2016 at 20:44

      W pierwszej chwili oniemiałam z tą słoniną na legarach leżącą i pomyślałam, że to o Kanionka polującego na ONO chodzi. Odważam się to pisać, z nadzieją że mnie Kozy na taczce obornika z Obory nie wywiozą?:)…

      • Kachna 15/09/2016 at 07:36

        Ale czyż to nie wygląda jak porządna słonina???

  7. dag 14/09/2016 at 11:33

    Stawiam na żabę – nie znam z imienia i nazwiska.

    • kanionek 14/09/2016 at 12:08

      :D
      Nie-e!

  8. wersja 14/09/2016 at 12:17

    To może pan Nietoperz się tam zaszył????

    całuski dla nowych dzidziusiów :)

    • kanionek 16/09/2016 at 10:18

      Nie :)
      Całuski przekazane. Od wszystkich :)

  9. ciociasamozło 14/09/2016 at 12:25

    Pajonk!
    Z imienia nie znam, ale może Bronisław?
    A może Bronisława z przychówkiem ?

    • ciociasamozło 14/09/2016 at 15:53

      Hm… z taką siatką to mżna łapać leszcze!!! ;))

      • ciociasamozło 14/09/2016 at 15:55

        Albo jeże, bo inne zwierzątka Kanionek chyba złapałby ręcznie.

        • kanionek 16/09/2016 at 10:18

          :D
          Nie-eee.

  10. dag 14/09/2016 at 12:27

    Ćma?

  11. dag 14/09/2016 at 12:29

    Szczur? (bardzo chce wygrać, jak widać:)

  12. dag 14/09/2016 at 12:29

    Jaszczurka?

    • kanionek 16/09/2016 at 10:19

      Trzy razy nie :D

  13. ciociasamozło 14/09/2016 at 12:44

    Jabłoń to może kosztela?

    • Kachna 14/09/2016 at 13:09

      Kosztele są bardziej zielone – nawet bardzo dojrzałe. Wiem bo mam:))

  14. EEG 14/09/2016 at 12:57

    Ropucha?
    EEG

    • kanionek 16/09/2016 at 10:20

      Niestety nie :)

  15. Magi 14/09/2016 at 13:42

    Witam :) ta jabłonka to historyczna cenna odmiana i nazywa się cukrówka litewska. Pielęgnuj ją bo takie jabłonki to w instytutach ogrodniczych teraz hodują.

  16. Magi 14/09/2016 at 14:04

    A co do zwierzątka, to myślę że albo Mycha zza pieca, albo łasiczka. Łasiczka, dlatego że nie pasuje mi zasadzanie się na maleńką myszkę z taaką siatką.

    • kanionek 16/09/2016 at 10:21

      Nie-e :)
      Siatka duża, bo tylko taką mam :)
      Cukrówkę sprawdziłam i nawet pasuje, ale niektóre źródła podają, że dojrzewa na przełomie września i października – trochę za późno. Moja ma jabłka dobre już w sierpniu, a teraz zbieram ostatki. W ogóle tych żółtych jabłek o podobnych opisach jest mnóstwo!

  17. ng 14/09/2016 at 14:30

    Nowy przychówek – przepiękny! I faktycznie jakieś takie wymodelowane do zdjęć te koźlątka. Za to całe moje serce skradł Szczurokot z „brudnym” noskiem. Uwielbiam go!

    • hanka 14/09/2016 at 14:38

      Jabłka wyglądają jak skrzyżowanie szarej renety z papierówką.

    • kanionek 16/09/2016 at 10:24

      Koźlątka po prostu takie są. Nieważne umaszczenie, nic zresztą nie jest ważne, małe koźlątka zawsze wyglądają jak stworki z bajki Disneya :)
      A Szczurokot jest bardzo rezolutnym ,łodzieńcem. Albo dziewczynką…

  18. Melodia 14/09/2016 at 14:57

    Ujawnia się anonimowa podczytywaczka:)

    Piękne koźlątka, ale muszę przyznać, że jak widzę zdjęcie całego stada to muszę się już dobrze zastanowić, kto jest kim. Postuluję wykonanie koziego drzewa genealogicznego, koniecznie ze zdjęciami.

    Co do konkursu to typuję: zaskrońca, jeża albo karalucha;)

    No i ujął mnie pedicure myśliwego;)

    • kanionek 16/09/2016 at 10:26

      A dziękuję :) Granatowy lakier do paznokci – Rimmel Lycra PRO – jeden z niegdyś bogatej kolekcji, nie wiem, czy ta linia jest jeszcze w sprzedaży.
      Drzewo się zrobi, tylko czy ono się zmieści na stronie? :D

  19. Jagoda 14/09/2016 at 15:17

    Po głębszych przemyśleniach obstawiam, że Kanionek zasadził się na szczurokota.

    • hanka 14/09/2016 at 17:29

      No weźcie nie przezywajcie porządnego kota, to jest Skarpetka a nie szczurokot, patrzcie na te łapki milutkie.

      • kanionek 16/09/2016 at 10:29

        Hanka – muszę się przyznać, że wszystkie dzieci Jałowca nazywały się szczurokotami, bo wiedziałam, że nowi właściciele je sobie ładnie nazwą. No ale Szczurokot się został, i imię też zostało… Jeśli się okaże, że jednak jest kobietą, to wezmę „Skarpetkę” pod uwagę :)

    • kanionek 16/09/2016 at 10:28

      A wiesz, Jagoda, że to by mogło być to? Szczurokot jest bardzo odważny i ciekawski, chętnie zwiedza różne ciemne zakamarki. No ale nie, wtedy akurat siedział w Różowym, bo rozumiesz – wełna mineralna jest święta i nie można po niej kotów puszczać ;)

      • Jagoda 18/09/2016 at 09:13

        Moje koty włażą wszędzie, najchętniej tam, gdzie im nie wolno. Niech tylko na chwilę zostawię otwartą szufladę, nawet tę z talerzami – już któryś siedzi. A czasem nawet w szufladzie poniżej. Podobnie z szafami. Na szczęście spędzają większość czasu na zewnątrz i tym sposobem je opanowuję.

        • kanionek 18/09/2016 at 20:27

          No u nas też na zewnątrz, nie licząc wspólnego śniadania w kuchni, ale zimą, jak ściśnie duży mróz, to jednak futra ciągną do domu :)

  20. Monika 14/09/2016 at 15:38

    Hmmm, Kanionek zdecydowanie poluje na okazję… może świerszcz?

  21. becia 14/09/2016 at 16:15

    Nietoperz:)
    Koźlątka śliczne. I nie bałamuć tu Kanionek ;) Specjalnie się tak z Krówko umówiłaś żeby mleko do kawy mieć gdy inne kozuchy zasuszone będą. Ty sprytny Kanionku Ty :)

    • kanionek 16/09/2016 at 10:31

      Nope :)
      I serio, Krówko miała romans pokątny, ja nic o tym nie wiedziałam, i co Ty – w marcu planować, co będzie zimą? Jak ja wtedy nie wiedziałam nawet, co w ogródku posieję w maju? :D

  22. Ynk 14/09/2016 at 16:45

    Och, śliffki.. Też bym dziękowała. A bo i dziękowam w powietrze, kiedy mnie zachwyt/wdzięczność rozpiera z nagła.
    Śliczności dziecka Ci się urodziły. I Mariusz w czarno-białej masce i Aranka z różowym noskiem. Niech rosną zdrowo!
    Czapla mi siostrą. I mnie zwykle goni na dach, by popatrzeć na inne dachy. A i rybkami nie gardzę.
    Gamoń – właściwy kot na właściwym miejscu – sprawdza się jako przycisk do dywanika ;-)
    Na jeża czyhasz?

    • kanionek 16/09/2016 at 10:35

      :D
      Niee, jeża by się zwabiło na kawałek mięska, czy coś.
      Czapla jest piękna, szkoda że taka płochliwa. Przez długi czas się zastanawiała, czy w ogóle korzystać w tym roku z naszego stawu, bo widziała kaczki i gęsi, więc wiadomo – zajęte. Ale po kilku dniach i kilkunastu okrążeniach uznała, że te małe to jednak nieszkodliwe są, i nawet ryb nie łapią, no a szkoda zmarnować tyle pięknych karasi ;)

      Gamoń to jest styl sam w sobie…

  23. baba aga 14/09/2016 at 17:50

    Warto zgadywać bo herbatka pyszna. Też mi najbardziej pasuje nietoperz, ale postawie jeszcze na kune. Zdjęcie kozła, domniemanego ojca, rewelacja, może Behemot by kupił na okładkę płyty…
    To „dziękuję” to bardzo w moim klimacie, my wiedźmy wierzymy w takie rzeczy :-)

    • ciociasamozło 15/09/2016 at 09:14

      A’propos kozła! Kanionek, powinniście z MałymŻonkiem odpicować się skórowo-metalowo i trzasnąć sobie sesję foto z diabelską rogacizną. W takich mgłach jesiennych, albo chociaż w dymie z wędzarni ;)
      W sam raz pod cytaty z KATa!

      • Ania W. 15/09/2016 at 11:14

        Popieram Ciocię! Dobrze prawi!

        • kanionek 16/09/2016 at 10:41

          „w dymie z wędzarni” :D :D :D
          Pomysł przedni. Kto wie, może w październikowych oparach mglisto-wędzarniczych, albo już w listopadzie – na tle gołych badyli… Makijaż węglem, pająki we włosach, te sprawy.

    • kanionek 16/09/2016 at 10:38

      Baba Aga – niee, mam nadzieję, że kuny nigdy nie będę musiała łapać. Jednak trochę bym się bała, że mnie dziabnie.
      Tak, Lucek dorósł do swojego imienia. Jeśli Behemot zechce, mogą go sobie wziąć – na maskotkę zespołową, czy coś. Będzie sobie z nimi jeździł na koncerty i robił lans, bo u mnie to on się chyba marnuje ;)

      • baba aga 16/09/2016 at 14:31

        No na kuny robisz ten horror z grającymi pocztówkami :-) a one takie piękne, zwłaszcza zimą, bielutkie, słodkie szkodniki, przegryzione kable w samochodzie i drewutni, nasrane i natupane nad głową na strychu, ulubienice mojej mamy.
        Kiedyś zimą w Bieszczadach, chłop mój poszedł drewna narąbać do drewutni, wraca uśmiechniety i mówi, że takie śliczne zwierzątko z nim tam w tej drewutni było, całe białe i puchate, tylko takie sprytne małe czarne oczka i na tą piękną okoliczność jak z pocztówki wypada moja mama z brzydkim słowem na ustach, pogrzebaczem w dłoni i obłędem w oku. No nie życzę Ci Kanionku.

        • kanionek 18/09/2016 at 00:06

          :D :D :D

          Wyobrażam sobie.
          A tymczasem i bez kuny bywa wesoło – wchodzimy sobie do warsztatu, a tam… Słoiczek z olejem kokosowym zrzucony na ziemię i rozbity w kokosowy mak, na podłodze wiertła, śrubki i inne małżonkowe precjoza, i co się okazało? Puma sobie znalazła taką szparę między deskowaniem stropu a belką nośną, i tą dziurą sobie ze strychu do warsztatu właziła i bawiła się w kunę :)
          Dobrze, że mam zapas tego kokosowego, bo by się Bożena zapłakała.

  24. zośka 14/09/2016 at 17:55

    Jeny, jak ja lubię czytać te kanionkowe niusy:)), działają mi terapeutycznie na skołataną duszę. Napisałaś, że ONO tam mieszka. ONO?? mnie to działa na wyobraźnie bardzo, ja się boję nawet myśleć, co to może być, to ONO. ZUO jakieś pewnie.
    A poważnie, to koziołki są śliczne i puchate, czyściutkie i ufne, ta mała, która próbowała ssać palec pewnie myślała, ze masz jakieś dziwne cycki, niby cycki, ale mleko nie leci: ppp. Ziokołek najwyraźniej znalazł sposób na swoje własne kieszonkowe zen, widać nadal w niej tkwi księżniczka i nie wyrabia z tym plebsem:) Nie wiem, może trzeba muru słuchać żeby nie zwariować?

  25. zośka 14/09/2016 at 18:00

    O, mam nowego dziabąga. Nogi bez komentarza, posmarkałam się:))), za koło ratunkowe wielkie dzięki, się przyda:)

    • kanionek 16/09/2016 at 10:46

      Do usług, Zośka :)
      Tak, tylko muru warto dzisiaj słuchać ;)
      I można się o niego oprzeć, i łbem w razie potrzeby walnąć. Mądre kozy wiedzą, co robią.

      • zeroerhaplus 16/09/2016 at 23:57

        Takiego dyzajnerskiego muru to nawet TRZEBA słuchać :)

  26. lenadajcz 14/09/2016 at 18:30

    O, jaki dobry dzień, ciepło i nowy wpis u Kanionka, już trzeci raz dzisiaj wchodzę. Dwoje nowych dzieci, szajbnięta czapla na wierzchołku drzewa- jak ona się tam utrzymała ? Tyle nowych kóz w Oborze Kanionka….Pozdrowienia dla Was wszystkich, dajecie mi tak dużo radości.
    Wierna koza, meee

    • kanionek 16/09/2016 at 10:49

      Ooo, Lena :)
      Zobaczysz, co się będzie działo wiosną! Jak małżonek sobie uzmysłowił, że możemy mieć przedszkole z trzydziestu koziołków, to mało brakowało, a łyknąłby sobie izopropanolu (używam do dezynfekcji – prawie wszystkiego). Buziaki :)

  27. becia 14/09/2016 at 19:49

    Może wiewiórka?
    Tak sem dumała nad Pacankową zagadką, zdjęcia przez lupę oglądawszy i jeden szczegół wzrok mój przykuł, jak mawia poeta. Między wdzięcznią artystyczną przegrodą z okorowanych dwuletnich przyrostów drzewnianych a mocną ręką zbitym deskowaniem widać cienki, cieniusi sznureczek wdzięcznie wiązany prawie na kokardkę. Ja jakbym była Pacankiem to bym się tamtędy wcisła, bo sznureczek zapewne da się naciągnąć jak kozła przyprze.

    • kanionek 16/09/2016 at 10:52

      Niee, ten sznurek to już tylko tak, dla picu. Se wisiał, to go przywiązałam. Drzwiczki na hak i łańcuszek zamykane. A żeby Pacanek między tymi żerdziami przelazł, to musiałby być kotem – racice słabo się sprawdzają przy wdrapywaniu się po murach ;)

  28. becia 14/09/2016 at 19:51

    A mój dziabąg to cała ja. Niskopodwoziowiec ze spuchłą głową i błędnym wzrokiem. Taa cała ja.. nawet czerwone sukienki czasem noszę.. nawet częstym czasem.

  29. becia 14/09/2016 at 19:55

    A Tradycja na zdięciach przypomina mi mnię gdym w stanie odmiennej świadomości.. też mam to szczęście nieopisane na pysku i ściany mi przyjacielem, tylko cycków nie mam w kropki.. a może mam ? następnym razem sprawdzę;)

  30. becia 14/09/2016 at 20:01

    O matko Kanionek może gady Ci z terarium uciekły????!!!

    • kanionek 16/09/2016 at 10:53

      Niee :D
      Ale gdyby tak było, to faktycznie klops. Zwłaszcza z gekonem, który łazi po ścianach i sufitach bez problemu. Z drugiej strony – wylazłby spod podłogi byle szparą, więc może nie taki klops?
      O, z wężem byłoby trudniej.

  31. Buba 14/09/2016 at 21:03

    Obstawiam wąża.

  32. mitenki 14/09/2016 at 21:07

    Podpis do zdjęcia, które jest zagadką:
    „Co waćpan robisz? – Ryby sobie łowię…”
    To jest jawna dyskryminacja! Który już raz jestem wyłączona z końkursu, trzeci? Protestuję!
    I chciałam zauważyć Kanionku, że skóry z niedźwiedzia to się kładzie NA podłodze, a nie POD.

    Różne już rzeczy wisiały w mojej łazience, ale wędzone rybie kadłubki jeszcze nie :D
    Koziołki śliczne, kocio ze strzałką na nosku tyż. Jabłka przypominają antonówkę, może to śmietankowa antonówka?
    Nie wysiało Ci się przypadkiem w ogródku albo na łące pewne ZIOŁO? Bo Tradycja wygląda jakby na lekkim haju była :D

    • kanionek 16/09/2016 at 10:55

      A któż to wie, co na tej łące mogło się wysiać ;) Pigwowce i jabłonie w lesie rosną, to może i zioło ktoś tu kiedyś uprawiał.
      Jesteś wyłączona z własnej winy! Bo zawsze ze mnie zeznania wyciągniesz, zanim się reszta Kóz dowie ;)

  33. kanionek 14/09/2016 at 23:08

    Ooo, Kozy Najmilejsze, jak mnie dzisiaj po południu łeb rozbolał, to jeszcze nie przestał.
    Jutro Wam odpowiem w detalu, OK? Ale znów mnie powaliłyście swoją pomysłowością – kuny, jeże, nietoperze, podprogowe leszcze i wonsz wie co jeszcze :D
    NIKT nie zgadł! Może dlatego, że odpowiedź prosta, przyziemna (OK, podpowiem: PODZIEMNA raczej)… Nornica już była, mysz też, no to co? No jakie są jeszcze polskie zwierzęta…?

    Kocham Was :) I ostrożnie macham wątłą racicą – wiecie, to ten ból głowy, przy którym łatwo zwrócić kolację, gdy się zbyt gwałtownie zamacha rzęsami :-/

    • mitenki 14/09/2016 at 23:24

      Żyrafa? :D

  34. zośka 14/09/2016 at 23:18

    kret?

    • Iza 15/09/2016 at 00:11

      Pewnie kret, bo już niewiele zostało…
      Ale Mitenki żyrafa mi bardziej pasuje do krajobrazu :D :D
      Chyba, że… struś! Jak schował głowę w piasek pod murem domu, tak przebił się do środka!

      • ciociasamozło 15/09/2016 at 09:30

        Ale jak struś to Kanionek siedziałby raczej z młotkiem niż siatką…

        • Iza 15/09/2016 at 14:39

          Czy Ty wyobrażasz sobie Kanionka walącego jakiekolwiek stworzenie młotkiem po głowie???

          • Kachna 15/09/2016 at 14:52

            Ja sobie wyobrażam.
            1. Leśniczego….
            2. Niektórych urzędników od kolczykowania kóz…
            3…..
            4. ….
            5. …
            Itd.
            Nieprawdaż?

          • ciociasamozło 15/09/2016 at 15:05

            No fakt, wyobraźnia mnie poniosła ;)

          • Iza 15/09/2016 at 15:36

            Kachna, ale ich trudno zaliczyć do stworzeń… :)
            A poza tym, nawet gdyby w pierwszym odruchu, to w drugim już by robiła za siostrę miłosierdzia. :D

  35. Ania M. 15/09/2016 at 00:41

    Ślimak – ale że na ślimaka z siatką?

  36. mitenki 15/09/2016 at 01:38

    Skoro Kanionek sobie poszła (głasku, głasku – żeby głowa przestała boleć), to się poszarogęszę i udzielę małej podpowiedzi – ONO, to zwierzę, nie posiada łuków jarzmowych.

    • wersja 15/09/2016 at 07:47

      chciałam napisać, że pfff, ja też nie posiadam żadnych łuków jarzmowych, ale wyguglałam i chyba posiadam! toś podpowiedziała! tyle wiem, że na pewno nie ja siedziałam pod kanionkową podłogą, pfff

      • mitenki 15/09/2016 at 13:06

        Wersja, jakbym podpowiedziała lepiej, to Kanionek uszy by mi urwała!

    • ciociasamozło 15/09/2016 at 09:28

      Łuskowiec??? ;)

      • kanionek 16/09/2016 at 10:57

        Matko ze strusiem, leszczem i siatką – co to jest łuskowiec? Nie mówcie, że może mi się pod podłogą zalęgnąć!

        • ciociasamozło 16/09/2016 at 11:01

          Raczej się nie zalęgnie sam z siebie, no chyba żebyś szerokość geograficzną zmieniła, ale też nie mają łuków jarzmowych, no i kto Cię tam wie jakie cuda jeszcze chowasz ;)
          Mnie by nie zdziwił łuskowiec w kartonie w różowym pokoju ;P

          • kanionek 17/09/2016 at 22:09

            Nie wytrzymałam i zguglowałam – JAKI ŚLICZNY TEN ŁUSKOWIEC!
            Aż zapragnęłam. W kartoniku, pod podłogą, gdzie by mu bardziej pasowało. Z gromadką łuskowców na spacerek po lesie. Żozefin by padła!

          • ciociasamozło 19/09/2016 at 09:07

            Spacer po lesie z łuskowcami bomba! Ale wtedy koniecznie z wyrakiem na ramieniu ;) Ten to dopiero słodziak!

          • kanionek 19/09/2016 at 20:33

            Omamuniu… Sam MJUT :)
            Z wyrakiem będzie problem; tutaj najłatwiej o zwyrola, a nawet kilku ;)

          • Kachna 19/09/2016 at 10:31

            Myślę, że nie Tylko pani Żozefin by padła:)
            Ja bym padła!
            Ale jest śliczny. Człowiek nie zdaje sobie sprawy jakie piękne i dziwne stworzenia po tej ziemi gdzieś chodzą….
            Dla mnie najważniejsze, że NIE JEST pająkiem.

          • kanionek 19/09/2016 at 20:36

            Ani szerszeniem. Nie lubię tych zimnych nocy, ale przynajmniej szerszenie się od okien odczepiły. U mnie ubiegłej nocy termometr elektroniczny zapamiętał 2 stopnie na plusie. Bazylia jest niepocieszona.

          • mitenki 19/09/2016 at 16:30
          • kanionek 19/09/2016 at 20:36

            Ciekawe tylko, jak długo leszcze powisiałyby w takim towarzystwie. No chyba, że on wegetarianin, nie doczytałam.

          • mitenki 19/09/2016 at 20:58

            On się żywi mrówkami i termitami. Generalnie owadami społecznymi, więc może i szerszenie by skonsumował?

          • kanionek 21/09/2016 at 21:36

            Mitenki – no ale zobacz, ile on musi zjeść mrówek, żeby się najeść. To jak on zeżre jednego szerszenia, to będzie tydzień leżał zadowolony jak Gamoń w kompoście i ani drgnie, a szerszeni to tu są setki! Tysiące! (No dobra, tysięcy nie ma. JESZCZE).

  37. Melodia 15/09/2016 at 02:56

    Ryjowka?

    • ciociasamozło 15/09/2016 at 09:29

      Melodia, chyba rozbiłaś bank :)

      • Iza 15/09/2016 at 14:44

        Ja mam z tych łuków aż dwóch kandydatów spośród ryjówkowatych, a jest tego pewnie więcej…

    • Ania W. 15/09/2016 at 11:15
    • kanionek 16/09/2016 at 11:00

      UWAGA, UWAGA! W programie „Jaka to melodia” wygrała ryjówka!
      A nie, czekaj, inaczej: W konkursie „co to za zwierzątko” wygrała Melodia!

      Melodio, tak, to była ryjówka. Malutka, zwinna, i bardzo zła na małżonka, który zacementował wszystkie jej wloty i wyloty pod podłogą. Czekaliśmy na nią, żeby nie uwięzła gdzieś pod warstwami wełny mineralnej, bidulka.
      W celu ustalenia szczegółów dotyczących przekazania nagrody proszę zgłosić się mailowo pod adres: info@kanionek.pl :)

      • mitenki 16/09/2016 at 11:13

        Z nazwiska miało być!
        Czy to był(a) pan(i) Zębiełek Karliczek? :D

      • Melodia 16/09/2016 at 21:05

        Alez sie ciesze:) Bardzo lubie wygrywac:) A herbatka na pewno przepyszna.

        Dlugo Wam zajelo polowanie na ryjowke? Bo takie male i zwinne zwierzatko chyba trudno zlapac…

        • kanionek 17/09/2016 at 22:18

          Mitenki – to była pani „I Tak Mnie Nie Złapiesz Łachudro”, z domu Wszędowścibska.

          Melodia – owszem, długo :D Polowanie polegało na czekaniu, aż Turboryjówka wyjdzie na otwartą przestrzeń, czego ona starała się raczej unikać. A jak już wylazła, to człowieka taki nerw zżerał, żeby nie skrewić, że oczywiście funt kłaków i litr powietrza złapał, nie ryjówkę. Musieliśmy się poddać (tak, małżonek też czyhał), zostawiliśmy na noc jedną deskę zdjętą, żeby miła pani wzięła siebie i walizkę, i wyniosła się pod osłoną nocy.

        • mitenki 19/09/2016 at 16:30

          Herbatka bardzo, bardzo pyszna :)

  38. nw 15/09/2016 at 03:33

    Kiedys pracowalam (spolecznie, za mlodych lat) przy ocieplaniu welna mineralna stropu stajni. Robota nie byla ciezka, ale po jej skonczeniu okazalo sie, ze w skorze utkwily drobniutkie igielki (skora blyszczala jak obsypana brokatem) z tej welny. Jakis miliard igielek. Swedzialo to i szczypalo wsciekle. Wam sie to nie przydarzylo?

    • kanionek 16/09/2016 at 11:04

      A przydarzyło, owszem :) Mieliśmy maseczki na ryjkach, żeby się tych igiełek nie nawdychać, ale nie wiedzieliśmy, że to tak włazi w skórę :)
      Jedynym sposobem na zminimalizowanie tego efektu jest bardzo, BARDZO ostrożne obchodzenie się z wełną, co spowalnia tempo robót do ślimaczego, ale się opłaca. Mnie siekło głównie po stopach ;)

    • zeroerhaplus 17/09/2016 at 00:16

      Są jeszcze takie jednorazowe kombinezoniki na suwak, z kapturkiem, w różnych rozmiarach… Tanie jak barszcz, w walce z wełną skuteczne. Nakłada się toto na ubranie. Mamy taki jeden, już z dziesięć razy użyty ;) Małżonek się bez tego waty nie tyka ;)

      • nw 17/09/2016 at 01:39

        Kiedy ja z ta welna wojowalam byly glebokie czasy PRL-u. Cieszylismy sie, ze jest welna, o kombinezonach nawet nie pomyslelismy. A nawet o maseczkach. Hmmm, mam nadzieje, ze takie igielki w plucach nie sa tak zlosliwe jak te azbestowe…

        • kanionek 17/09/2016 at 22:22

          No patrz, a ja takie kombinezoniki widziałam niedawno w sklepie budowlanym, i się dziwiłam „do czego to służy”, i że takie tanie i cienkie i w ogóle dziwne. Było obsługę zapytać.
          Eee, nie martw się! Gdyby coś miało z tego złego wyniknąć, to pewnie już by się stało, a poza tym – od azbestu to chyba chorowali ci, co z nim długo pracowali, a nie że raz czy dwa mieli kontakt.

  39. nw 15/09/2016 at 03:49

    A swoja droga, pojecia nie mam jak Wy ogarniacie ten caly zwierzyniec.
    I fabryke serow i innych wiktualow.
    I remonty w obejsciu.
    Tam przeciez roboty dla calej brygady. A Was tylko dwoje.

    • kanionek 16/09/2016 at 11:06

      No właśnie ja też nie wiem. A teraz muszę przerwać odpowiadanie na komentarze, bo woda się nagrzała i idziemy wyprać Pacanka. Obeszczał się i wytarzał w piasku, i wygląda jak bóbr. Wysoki bóbr ze złym spojrzeniem. I śmierdzi na milę :-/

  40. Kachna 15/09/2016 at 08:57

    Piżmak, to na pewno nie jest piżmak. To na co czatuje Kanionek.
    Bo on ma wydatne. Te łuki jarzmowe:)
    ………………..
    Dziś w nocy księżyc przeszedł sam siebie.
    Postanowiłam spać w piwnicy. Tam mnie nie sięgnie!

    • ciociasamozło 15/09/2016 at 09:19

      Księżyc? jaki księżyc? Wieczorem obejrzałam 4 i 5 odcinek Stranger Things i noc spędziłam z głową pod kołdrą ;)

      • Barbarella 15/09/2016 at 09:37

        Boooziu, pod kołdrą po Stranger Things? Przecież to taki cudny familijny serial, jak ET!

        • ciociasamozło 15/09/2016 at 11:01

          Nawet bardzo cudny i bardzo jak ET. Poza dwiema czy trzema scenami, które były akurat w tych odcinkach i które jakoś mi wyobraźnie ruszyły ;P
          Może poprzez skojarzenie z serialem, który leciał w któreś wakacje ok. 30 lat temu. Coś tam było o obcym, który zostawiał glutowate, śmierdzące ślady. Fabuły sobie nie przypomnę, ale doskonale pamiętam jak jak przeżywałam każdy odcinek.

          • Bisia 15/09/2016 at 14:58

            I ten obcy jak byl czlowiekiem to sie strasznie strasznie pocil? Jakby go woda polewali? I to byly serial dla dzieci? O poranku we wakacje?

          • ciociasamozło 15/09/2016 at 15:08

            Tego pocenia nie pamietam, ale o poranku we wakacje.
            Coś tam z Orionem chyba było.

          • Bisia 15/09/2016 at 15:16

            A to dolaczam, panicznie sie tego balam! No ale ja sie balam nawet Czarnoksieznika z krainy Oz i Critersow 😉 I tych drugich stworkow zapomnialam jak sie nazywaly

          • ciociasamozło 15/09/2016 at 15:23

            Gremlinów?
            Tych się nie bałam, ale mnie denerwowały (w sensie film)

  41. Barbarella 15/09/2016 at 09:36

    A to nie papierówka oliwka?
    Jak to – jak wychodzi. Normalnie po suficie. Czorty przecież chodzą do góry nogami.

    • kanionek 17/09/2016 at 22:29

      Jak ja go kiedyś zobaczę na suficie, do góry nogami jak pająk, to zejdę. Tym bardziej, że on teraz naprawdę bardziej do czorta podobny, niż do tego bieluśkiego, ślicznego koziołka sprzed paru miesięcy. I tęczówki ma żółte, a źrenice poziome.

      Papierówka to nie jest. Mam papierówkę na podwórku (nawet nie wiedziałam, że zwą ją oliwką) i gdy te leśne jabłka dojrzewają, to papierówka już dawno goła.

  42. Ynk 15/09/2016 at 10:22

    Ciotka Salamandra? Z gór z wizytą na warmińsko-mazurskie przypełzła??

  43. Ania W. 15/09/2016 at 11:16

    Mnie te jabłka wyglądają na cytrynówki. Za stodołą u mojej śp. Babci takie rosły.. Ech…

  44. Jagoda 15/09/2016 at 12:34

    Jaszczurka beznoga zwana PADALEC ZWYCZAJNY.

  45. mitenki 15/09/2016 at 13:12

    A mnie ciekawi Kanionku – złowiłaś tego strasznego zwierza?

  46. mitenki 15/09/2016 at 13:22
    • kanionek 17/09/2016 at 22:32

      Z tego co wyczytałam, to oliwka, oliwka żółta i oliwka jakaś tam jeszce, to wszystko nazwy papierówki. A papierówka to na 100% nie jest.

  47. cornick 15/09/2016 at 14:36

    w razie gdyby Melodia nie trafiła z tą ryjówką to obstawiam świerszcza, nie żebym wiedziała coś o jego jarzmowych oraz czy pod ziemią zimuje, ale jeszcze nie padła taka propozycja więc jestę pierwszą :D

  48. becia 15/09/2016 at 15:40

    Wiem! Zaskroniec nieee ..ŻMIJ!!! ;)

  49. zu 15/09/2016 at 16:41

    Dla mnie jabło to antonówka,ale taka prawdziwa,nie teraz mutowana.A stworzenie -huczek ziemny ;-)

  50. dag 15/09/2016 at 19:08

    Ta ryjówka wróży wygraną, coś tak czuję.

  51. Kaja 15/09/2016 at 21:06

    Czy jest na sali lekarz, który mógłby mi wystawić zwolnienie na okoliczność paraliżu pracowniczego? Mam wołające o pomstę do nieba zaległości w czytaniu komentarzy. Kaninkowi nie tylko kozy mnożą się jak szalone.

    Zaryzykowałabym podejrzenie, że Kanionek dybał na kunę lub łasicę (Asicę), ale boję się, że wygram, a do mnie wysyłka jest droga jak ogrodzenie pastuchem.

    • kanionek 17/09/2016 at 23:13

      „Mam wołające o pomstę do nieba zaległości w czytaniu komentarzy” – nie tylko Ty, jak widać :D

  52. Ania M. 16/09/2016 at 10:18

    A może trzmiel?
    ewentualnie Czmiel?

  53. pluskat 16/09/2016 at 13:20

    W kazdym razie Kanionek dybal w wyjatkowo wdziecznej, syreniej pozie. Ale czy zdybal?
    Nowe koziolki, sliwki, lesna jablonka, sliwka Tejpani…

    • nw 17/09/2016 at 01:42

      Tez te poze zauwazylam. I wyjatkowo ksztaltne odnoze gorne prawe (dolne tez niczego sobie).

      • kanionek 17/09/2016 at 23:16

        Syreniej? Kształtne?
        Toż garbata zwyczajnie jestem! A widzicie, jaki mam dziwny łokieć? Moim zdaniem rośnie mi tam haczyk, żebym mogła sobie na nim wieszać wiadro, albo zawisać pod sufitem, jak nietoperz, bo drugi łokieć nie lepszy. A może to na dwa wiadra ma być. Się okaże.

  54. zeroerhaplus 17/09/2016 at 00:09

    Koziołki. Koziołki!!!!!!!! Wiedziałam, że koziołki :))
    Ach te ich uśmiechnięte mordeczki :)))

    Kanionku, to tylko kwestia czasu, aż staniesz się mistykiem, więc się nie dziw i przestań opierać ;)

    A propos mistycyzmu – czy te grzybki gnojowe świeciły w nocy? Bo wyglądają, jakby tak.

    Szczurokot oczywiście piękny/a, jak to wszystkie małe kotki :D I umaszczenie ma cudne :) Ale kocia mama z Ciebie faktycznie żadna ;) Jakby co, możesz strzelić młodemu fotę części tylnej podwozia, postaramy się okreslić płeć – o ile to ma znaczenie.

    Ale te kozie wymiona są dziwne… Tak patrzę na Tradycyjne cycki i nadziwić się nie mogę… Do tego jeszcze w ciapki, no no.
    A z pomostu nad rzeką tylko strzępy zostali…

    Pacanek – oczywiście, że lata. Co się dziwisz ;)

    • kanionek 17/09/2016 at 23:22

      Zeroerha – wiesz, jest różnica pomiędzy mistycyzmem a zwykłym pierdolnikiem ;)
      A może nie ma…?
      Szczurokot/ka ma pod podwoziem coś, co z początku brałam za pojemniczek na jajka, no ale teraz to te jajka chyba już by w nim były, co? Jeśli uda mi się zrobić fotę, a Szczurokot jest BARDZO ruchliwy, to pokażę i ocenicie.

      Ta, białe mają cycki w ciapki, uszy w ciapki (tylko pod sierścią nie widać), a Pacanek wyhodował sobie ciapka pod jednym okiem. Jeśli się powiększy, będzie wyglądało jak limo.
      Pomost wykończyli, fakt. Połamali ławeczki i poręcze, i nawet w środku dziurę jakimś cudem zrobili. Mówię Wam, że gdyby te kozy zostawić samopas na rok, to zrobiłyby z tego miejsca pustynię. Zepsutą.

  55. becia 17/09/2016 at 08:52

    Bo kozie wymiona to tak różne są jak babskie cycki :) Tradycja ma butelkowate strzyki a Krówko jeśli dobrze dostrzegłam to idealne kuliste z małymi cylindrycznymi strzykami. Kanionek, prawda?

    • kanionek 17/09/2016 at 23:28

      Tak, każda ma inne cycki, ale takie „butelki” to dość charakterystyczne dla Saanenek i ich mieszańców. Najfajniesze cycki do dojenia mają: Tradycja, Pippi i… Roman. Roman oczywiście na razie nie daje więcej, niż litr mleka, ale cycki od razu miała świetne – nie za długie, nie za krótkie, ani za miękkie, ani za twarde, po prostu idealne. Tradycyjne strzyki mają tę zaletę, że jedno strzyknięcie daje dwa, a nawet trzy razy więcej mleka, niż np. u Krówko, więc Tradycję doi się po prostu szybko, choć mleka ma zawsze najwięcej. No ale wiadomo, królowa może być tylko jedna ;)

  56. Fredzia 17/09/2016 at 15:37

    W mordeczkę. Państwo tu już na etapie dzieci bezjarzmowych i cytrynowych jabłek a mnie się czasoprzestrzeń zapętliła (ciągle mam poniedziałek i deadline albo piątek i deadline deadlinów), więc myślałam, że jeszcze jesteśmy przy cyckach, tymczasem widzę, że karygodnie się spóźniłam na urodzinowy melanż :(
    Kanionku, nie znam człowieka lepszego od Ciebie. Gdyby świat był sprawiedliwy, zamiast śliwek na tym drzewie rosłyby czeki na okaziciela i wolny czas. Zanim jednak ta wizja się ziści, życzę Ci wewnętrznego spokoju. Tylko tyle i aż tyle. Bo taki spokój oznacza, że nic nas nie boli, niczego się nie boimy, o nic nie troskamy, za niczym nie gonimy i przed niczym nie uciekamy :) Świat wokół może szaleć, koziołki brykać, kaczki się byzkać a koty znikać – ważne byś w tym tajfunie pozytywnych wibracji odnalazła prawdziwe szczęście, czyli właśnie wewnętrzny spokój :)
    I Małemu Żonkowi też tej błogości życzę, bo nie pamiętam, czy już padło, kiedy się za jego zdrowie pije, ale jak znam siebie, to i tak nie trafię w termin i znów wystąpię w charakterze post scriptum.
    A z zupełnie innej beczki – Kanionek, czy Ty już opowiadałaś nam, jak się z Małym Żonkiem poznaliście? Bo moim zdaniem tu siła wyższa musiała maczać palucha czy inną czułkę (a bo to wiadomo, jak ten nasz Big Brother naprawdę wygląda), że Was tak dobrze dobrała :)

    • kanionek 17/09/2016 at 23:42

      „Bo taki spokój oznacza, że nic nas nie boli, niczego się nie boimy, o nic nie troskamy, za niczym nie gonimy i przed niczym nie uciekamy :)” – Fredzia, a taki spokój to przypadkiem nie oznacza, że właśnie umarliśmy i całkiem nie żyjemy? :D
      Dziękuję :) Niech się ziści, choć w połowie. A Mały Żonek dopiero w styczniu, pod koniec, za to będzie przełomowo, bo on dopiero teraz dotrze do magicznej czterdziestki. Nie, nie opowiadałam Wam, a faktycznie był to przypadek, i to taki, żeśmy sobie najpierw nawtykali od najgorszych (anonimowo) i w sumie na tym miało się skończyć. Ale Palec Wyższej Złośliwości był dnia onego wyjątkowo dowcipny i tak nas przesuwał na szachownicy czasoprzestrzeni, żebyśmy się po trzech tygodniach spotkali. No a wtedy to już kości zapadły i klamka została rzucona. Dożywotni wyrok, pomimo wielu apelacji.

      I nie, nie, nie. Dobrym człowiekiem to jest moja Mama, której ja do pięt nie sięgam. Serio serio.

      • Lidka 22/09/2016 at 00:36

        Nie, nie, Kanionku- to nie jest smierc, tylko TO o czym Fredzia pisze to jest TO, czego ja szukam i zycze kazdej jednej osobie na swiecie- czyli SWIETY SPOKOJ!

        Fredzia, perlowa Kozo, lepiej bym tego nie napisala. Przelozylas moje mysli na slowo pisane. Kocham Cie!!!

  57. pluskat 17/09/2016 at 20:43

    „Kanionku, nie znam człowieka lepszego od Ciebie.” podpisuje sie nogami i rekami.

    • kanionek 17/09/2016 at 23:53

      A weźcie.
      Prawdziwie dobrzy ludzie zazwyczaj tkwią gdzieś w cieniu. Czasem się ich zna, tylko się o tym nie wie. Przecież wiecie, że dobre, czy zwyczajne, nie rzuca się w oczy, jest ciche i nie wymachuje rękami.
      My tu się tylko staramy za bardzo nie spartolić, i żeby wszyscy byli w miarę zadowoleni. Bo inaczej by nas zjedli! Ot, i cała dobroć ;)

      • zerojedynkowa 20/09/2016 at 08:31

        I dobra i skromna i pracowita. I jak tu Cię nie kochać?

        • kanionek 20/09/2016 at 19:53

          Ja się zdiagnozowałam i uważam, że wcale nie jestem skromna, tylko mam kompleksy. Nie wiem, czy to się liczy w poczet zalet :D
          No i dużo przeklinam. Małżonek mówi, że to psuje cały efekt („o, moja ty cudna niewiasto – z ust twych rubinowych jeno złoto i szmaragdy…”. „Co? Co ty mi tu pitolisz? Dobra, dla ciebie sie poświęcę, wstawię sobie złoty ząb i będę pluć kamieniami”). Co ja poradzę, że taka jestem romantyczna.

  58. Skorpion pandeMonia 18/09/2016 at 16:24

    Spuścić Cię z oka na chwilę i człowiek znowu nie wie ile dusz u Ciebie!
    Polujesz na małą kunę?
    Zarechotałam nad tymi ciałami leszczy :))))))))))

    • Skorpion pandeMonia 18/09/2016 at 16:25

      Jacie, nie jestem już zielona?! Zmieniło mi awatar! Albo w końcu dojrzałam, hm.

      • kanionek 18/09/2016 at 20:25

        No pora dojrzeć (a może nawet przejrzeć?), bo jesień już, u mnie teraz sześć stopni na plusie, i dziś zebrałam z ogródka ostatnie plony, tylko pory zostały i mrozoodporny tymianek. I szałwia. I chyba jakaś marchew, no i kiełbasa. I zaraz koniec września :-/

        • zeroerhaplus 18/09/2016 at 20:33

          Kiełbasę mrozem chcesz załatwić? Ciekawe, czy się uda ;)

          • kanionek 18/09/2016 at 23:53

            Hłe, hłe :)
            Już tylko 4 stopnie mamy na zewnątrz.
            A kiełbasa wyprodukowała niezliczone mnóstwo małych parówek i jedną prawdziwą kiełbasę! Długa na pół metra, albo i więcej – mam nadzieję, że zdążę sfotografować, zanim zmarznie i odpadnie od swej mięsnej matki. Szkoda, że nie zdąży pokazać, na co ją jeszcze stać, bo jestem ciekawa, do jakich rozmiarów dorastają owoce i czy kolor im się zmienia wraz z osiągnięciem wieku dojrzałego, bo na razie to długie pęto jest zielone.

          • zeroerhaplus 19/09/2016 at 00:43

            … ponoć do dwóch metrów :)
            O, tu pan trzyma dwie sztuki:
            https://pagewizz.com/flaschenkurbis-eine-zarte-delikatesse-32992/

          • kanionek 19/09/2016 at 20:31

            Łoooo!
            Przy kiełbasach tego pana moja jest ledwie pasztetową :D
            A Zeroerha, weź powiedz, bo ja niszt fersztejen po niemiecku – czy toto jest jadalne? Nie mówię, że dla ludzi, ale dla zwierzątek? Bo wiesz, ja tę kiełbasę psom obiecałam, a cały czas żrą cukinię (z tą cukinią to jest dziwna sprawa – psy potrafią mi ją ukraść z wiaderka, gdy idę z ogrodu. Pimpacy ostatnio złapał taką wielką i zatargał sobie do budy w psim kojcu, gdzie udało mu się zjeść jedną trzecią, a reszty pilnował. A kaczki i gęsi za cukinię dałyby się pokroić i uwędzić).

          • zeroerhaplus 20/09/2016 at 14:49

            Stosujesz „normalnie” w kuchni, jak dynię i cukinię, czyli można smażyć, dusić i zaprawiać. Ale ostrzegają, że tylko młode egzemplarze są smaczne, bo starsza jest żylasta i papierowa w smaku. A głównym zastosowaniem tych owoców jest ich przetwarzanie w naczynia i instrumenty – muszą lecz być dojrzałe. Zasusza się wtedy owocka i po około roku nadaje się do użycia – łupina nabiera twardości, a zawartość w sposób naturalny prawie znika ;)

          • kanionek 20/09/2016 at 20:03

            O, to z tej mojej, gdyby dojrzała, za pomocą wiertarki bardzo długi flet można by zrobić.
            Cieszę się, że jadalne, bo tych małych paróweczek jest sporo, to się drób ucieszy. Ostatnią taczkę cukinii wczoraj, a może przedwczoraj zebrałam, i połowę już zeżarli.

          • Kachna 20/09/2016 at 14:56

            Czyli co ligawę z kiełbasy można robić??? Łał!
            Kanionek – zimową porą możesz rzeźbić fujarki :)))
            …………
            ………….
            Zimno. Rano około 11 stopni. A mój „10” jako jedyny popyla w krótkich spodniach do szkoły.
            Najchętniej chodziłby „na krótko” cały rok. I na boso! Może pozwolić?;) Tylko jak bym wytłumaczyła służbom opieki społecznej???

          • kanionek 20/09/2016 at 20:14

            Normalnie – byś powiedziała, że jesteście bardzo religijni, a najnowsze badania dowodzą, że Jezus chodził boso, a nie w żadnych głupich sandałach. Dyskryminacja na tle religijnym jest dzisiaj bardzo fe!

            A moja Mama widziała niedawno, w Gdańsku pod bramą ogrodu zoologicznego, pana z córką. Grali na jakichś bębenkach, czy innych tamburynach – nie pamiętam, bo skupiłam się na tym, że byli BOSO. Dziewczynka miała może z pięć lat, biegała i podskakiwała radośnie na tych bosych stópkach, i jak moja Mama ich zobaczyła, to aż się uśmiechnęła, bo zaraz pomyślała: „całkiem jak moja Ania”.
            O, a tu sobie możecie poczytać krótki artykulik o Andrzeju Pilskim, astronomie i znanym specjaliście od meteorytów (to ten facet, którego widziałam boso na poczcie we Fromborku, i przez którego w sumie wszystko się zaczęło): http://ro.com.pl/astronom-o-chodzeniu-boso/0148332

            (Dobra, z tym dotykaniem pola magnetycznego ziemi to ja mam wątpliwości, czy to ma jakikolwiek wpływ na człowieka, ale każdy ma jakiegoś bzika, i nie mój to żyroskop. Ale jakbyś Straży Miejskiej zasunęła tekstem o polu magnetycznym i łączeniu się z kosmosem, to mogliby Cię zgarnąć razem z dzieciakiem do jakiejś placówki, więc osobiście uważam, że lepiej trzymać się Jezusa :)).

          • kanionek 20/09/2016 at 20:20

            Aha, wspominam o Straży Miejskiej, bo tylko oni się ludzi czepiają o byle pierdoły. Policja nie ma na to czasu, albo ma coś takiego jak godność osobista, a Straż Miejska ma kompleksy i tę legendarną babcię ze szczypiorkiem na rynku to by najchętniej wsadziła do ciupy na dożywocie.

          • nw 21/09/2016 at 03:45

            A mnie sie dzisiaj snilo, a wlasciwie to wczoraj juz, ze wyszlam w nocy na spacer, boso. I spacerowalam taka krotka, brukowana uliczka w centrum mojego miasta. I macalam bosa stopa ten bruk myslac: przyjemne w dotyku te kostki.

          • kanionek 21/09/2016 at 21:23

            Ha! Mam więc jakiś wpływ na społeczeństwo! Albo… Można na to spojrzeć i z drugiej strony księżyca: już nawet w snach Was prześladuję…
            Kostka brukowa jest całkiem spoko w dotyku, zwłaszcza taka przyjemnie nagrzana latem. Najgorsze z miejsc, jakie czasem odwiedzam, to parking przed takim jednym sklepem spożywczym w małej miejscowości – cały wysypany dość grubym żwirem. Da się po tym chodzić, gdy się ma za sobą kilka miesięcy treningu, ale przyjemne to chyba nigdy nie będzie. Oczywiście gdy ludzie patrzą, to idę i się uśmiecham, nawet jeśli moje oczy płaczą do środka. Przez ten parking nabawię się wodogłowia!

          • Kachna 21/09/2016 at 08:24

            Kanionku – z Jezusem to nawet byłabym blisko prawdy…:)

            Ale zadziwiające, że „15” zawsze chłodno, zimno i w rękawiczkach i czapce a „10” najchętniej w samych majtkach albo i bez….ale boso zawsze.
            Jeden wychodzi na deszcz i burzę, wicher w grzywkę i środek nawałnicy (mniejszy), a drugi jak wieje mocniejszy wiatr to słuchawki na uszy i pod koc….

          • kanionek 21/09/2016 at 21:28

            Wiem, dlatego z czystym sumieniem to zaproponowałam :)
            Ja się już za rękawiczkami po domu rozglądam… Ale co ciekawe – w stopy jakoś nadzwyczajnie nie marznę! Może krążenie mi się poprawiło w tych biednych, niegdyś uciśnionych skarpetką i obuwiem stopach? Bo ja nawet spałam w skarpetkach, latem też. Jednak nie łudzę się, że będę boso udeptywać śnieg na podwórku. To jeszcze nie ten etap szaleństwa ;)

    • kanionek 18/09/2016 at 20:22

      Hm. Licząc bez węża i jaszczurek, za to z drobiem, to jakieś 60. Niby tłok, ale jak się kozy zbiją w kupkę na łące, a drób rozlezie po łące i podwórku, to jakoś tak mało się wydaje ;)
      Najtłoczniej to rano w domu, bo psów i kotów razem dziesięć.

  59. Dorota 18/09/2016 at 18:00

    Siedzi sobie sroka na sośnie, a tu niespodziewanie do sosny podchodzi krowa i zaczyna się wspinać. Sroka w szoku obserwuje jak krowa powolutku siada koło niej na gałęzi. Wreszcie pyta krowę:
    – Krowa, co ty robisz?
    – No przyszłam sobie wisienek pojeść.
    – Ty Krowa… ale to jest sosna, a nie wiśnia.
    – Spoko… Wisienki mam w słoiczku!

    Mogę do was?

    • kanionek 18/09/2016 at 20:28

      :D
      No pewnie, że możesz :) Sianka? (Wisienki wyszły.)

  60. sunsette 18/09/2016 at 18:49

    A ja dziś ryjówkę złapałam. Znaczy się, sama się złapła. Znaczy się wlazła do żywołapki i zaczęła łomotać, a kotka śpiąca w domciu (zimno dziś), nawet nie zareagowała na te stukania. Fajne są te żywołapki, już parę myszy no i dziś ryjówka maluteńka bezboleśnie złapana i wypuszczona na świat.
    Kanionku, ty się nie śmiej z mistycyzmu, są rzeczy na świecie, co się nie śniły nawet filozo… yyy, nawet Bożenie.

    • kanionek 18/09/2016 at 20:30

      O, a tę żywołapkę to masz fabryczną, czy jakąś po dziadku…?
      A na co się ryjówka skusiła?

      • zeroerhaplus 18/09/2016 at 20:51

        U nas są takie http://unblind.de/unblind/index.php/aktuelles/73-die-schokomaus.html. Jutro idę kupować hurtem, więc jakbyś chciała, to mów :)
        Skuteczne, tylko takie trochę… delikatne w budowie ;) Używamy od lat. Mieliśmy całą masę, ale się rozeszły po znajomych, a z naszej ostatniej przedwczoraj małżonek wywalił sprężynke razem z myszą. Obie znikły w lesie ;)

        • kanionek 18/09/2016 at 23:58

          Niee no, dziękuję, ale wysyłka mogłaby wyjść droższa od myszołapki. Skoro 20 zł, jak pisze Sunsette, to jedną sobie kupię na próbę :)
          Bo będziemy jeszcze kuchnię ocieplać, tzn. podłogę, i kto wie – może się przydać. Mój refleks pozostawia wiele do życzenia, a ryjówka, mysz zresztą też, potrafi się przecisnąć przez ucho igielne, więc siatka na motyle na nierównej powierzchni się nie sprawdza.
          (Czy tylko mnie się „schokomaus” kojarzy z czymś czekoladowym?)

          • zeroerhaplus 19/09/2016 at 00:36

            Aaa, bo historia o myszy nawiązuje do czekolady ;)
            Nie chciała się franca złapać na boczuś i serek, więc za podpowiedzią dziecka pani nastawiła kawałek czekolady. No i się myszka skusiła :)
            Mnie to na zdjęciu co prawda bardziej na figę wyglądało ;)

      • sunsette 18/09/2016 at 23:20

        Mam 3 te żywołapki, od razu hurtowo kupiłam (jak zeroerha pisze poniżej;)), ale inne, niż linkuje zeroerha;)
        one są takie blaszane: http://www.mediasklep24.pl/pulapka-na-myszy-zywolapka.html – kupowałam chyba poniżej 20 zł, są super, takie niepozorne pudełka plaskate, a skuteczne. Zostawiam jakieś okruchy w nich, albo słonecznik, myszy kochają;) Ryjówka skusiła się na stuletnie okruchy chleba;))) Uważam ten sprzęt za niezbędnik miłośnika zwierząt;)

  61. Jagoda 20/09/2016 at 09:57

    U mnie śladu po myszach, kretach i innych. Dwa koty załatwiają sprawę…
    Zastanawiam się Kanionku, czy w przyszłym roku też będziesz doiła ręcznie? Przecież kóz ma być wiele więcej. Toż ręce ci odpadną. Czy są narzędzia podobne do automatycznych dojarek dla krów?

    • kanionek 20/09/2016 at 20:00

      DWA KOTY? Dwa koty to wszystko ogarniają?
      No ale Ty masz pewnie prawdziwe koty, a ja? Jeden wiecznie gnije na kompoście, drugi szwenda się po lesie, trzeci siedzi na słupku i ciągle pyta, czy ładnie wygląda, czwarty poluje, owszem, ale na kurczaki i słoiki z olejem kokosowym, piąty najpierw był całe życie zasmarkany, a później zajął się dziećmi, a szósty na razie rozbraja myszki i piłeczki, które dostał od cioci Mitenki.
      O, z psów też niewiele pożytku. Jaszczomp kilka dni temu znów zaatakował, na środku podwórka, WSZYSTKIE psy były na zewnątrz i żaden dupy nie ruszył. Małżonek coś dłubał w warsztacie i tylko dzięki niemu kura uszła z życiem.
      Darmozjady!

      • ciociasamozło 21/09/2016 at 10:56

        Może przesadziłaś z uczeniem piesków, że ptaszka tknąć nie wolno ? ;)

        • kanionek 21/09/2016 at 21:32

          A wiesz, że też to podejrzewamy? Psy już mają taki odruch, że gdy się kurczaki np. pokłócą (o jakiś, dajmy na to, nadgniły kawałek czegokolwiek, wykopany spod kamienia) i narobią wrzasku, to psy zaraz patrzą na nas, albo w kuchenne okno (wiedzą, że wiedźma patrzy), z miną: „TO NIE MY! My NIC!” :D
          Możliwe więc, że doszły do wniosku, że lepiej się nie wtrącać. Kura drze mordę? To jej kurza sprawa i lepiej się od tego trzymać z daleka.

      • Jagoda 21/09/2016 at 17:09

        Nie mam hektarów ani budynków gospodarczych, i w niemal każdej zagrodzie jest jakiś kot. Kretów ani na lekarstwo, a jak który przyniesie na taras mysz, to drze się tak długo, aż mu medal przypnę. Tego lata było tych medali może 10? nie więcej. Na ptaki też, niestety, polują.

  62. ciociasamozło 21/09/2016 at 12:35

    A propos zmian w prawie łowieckim: https://www.youtube.com/watch?v=flj3SvahA3I
    Chciałam wrzucić na forum do wyżalnika mentalnego, ale misię hasła zapomniało :(((

    • kanionek 21/09/2016 at 21:37

      Yyyy? Jakich zmian w prawie łowieckim? Coś przegapiłam?

      • ciociasamozło 22/09/2016 at 09:26

        No teraz myśliwy będzie mógł przegonić każdego z lasu pod pretekstem, że mu przeszkadza w polowaniu, nawet właściciela z jego własnej ziemi. Jak nie bedziesz chciała polowań na swoim terenie to musisz udowodnić, że to z powodu przekonań religijnych. A jak przeszkadzasz w polowaniu to mandacik pińćset.
        Niby do tej pory myśliwi też to robili co chcieli, ale bezprawnie i jak ktoś obeznany w paragrafach to mógł im środkowy palec pokazać.
        Wyobrażam już sobie jak policjant -myśliwy stoi z kumplami po strzelbie przy szlaku turystycznym i wlepia mandacik każdemu przechodzącemu, bo przecież przeszkadza w uświęconym wiekową tradycją chlaniu z bronia w ręku….
        Może są jeszcze myśliwi, którzy faktycznie ograniczają się do odstrzałów sanitarnych, dokarmiają zwierzynę jeśli tego potrzebuje, a nie żeby podchodziła pod lufę i w ogóle kierują się jakimiś ideałami a nie prymitywną potrzebą zabijania, ale chyba nie ze świecą takich szukać.

        • ng 22/09/2016 at 12:50

          Amen! Dobrze napisane ciocia!

        • Ynk 22/09/2016 at 14:27

          Ta-ak, przed nowym prawem zbójeckim strzeż się Borze ..

        • kanionek 22/09/2016 at 20:16

          O curwa, to brzmi jak kiepski żart :-/
          Czyli teraz myśliwy w Polsce może więcej, niż żołnierz na wojnie? Bo nawet na obszarach objętych działaniami wojennymi są strefy zdemilitaryzowane, gdzie się nie strzela, prawda? Wioski pełne cywilów, szpitale, i inne miejsca, gdzie po prostu żyją ludzie niezwiązani z wojną, kobiety, starcy i dzieci. A teraz co – czyjeś dziecko będzie sobie łapało pasikoniki na łące należącej do dziadka, i skryte w wysokiej trawie dostanie kulkę w łeb, i to jeszcze będzie jego wina? Czy ja coś źle rozumiem?
          Co to za gówniane prawo, że ja nie mogę strzelać do intruzów na własnej ziemi, a myśliwy może mi wparadować ze strzelbą na podwórko (i może jeszcze będę mu furtki otwierać, żeby skrótem nadążył za sarną)?
          Kolejna ustawa do przeczytania…
          Ciekawe, czy jak się myśliwy po ciemku nadzieje na naszego pastucha elektrycznego, to dostaniemy mandat za utrudnianie polowania i szkody na ciele. Weźcie powiedzcie, że niepotrzebnie się denerwuję!

          • nw 23/09/2016 at 02:50

            Szyszko.
            I koledzy.
            I tyle w temacie.
            Denerwujesz sie jak najbardziej potrzebnie. Po tej cholocie mozna spodziewac sie wszystkiego najgorszego.
            A narzekalim wczesniej…

            Chcieliscie Polski, no to ja macie… sk…umbrie w tomacie, pstrag.

          • wersja 23/09/2016 at 08:29

            bardzo słusznie się denerwujesz. aż się dziwię, że tylko tym jednym. ja co radio otworzę, to się od nowych pomysłów na dobre zmiany denerwuję. zeszłam z pięciu kubasków kawy do zaledwie dwóch dziennie, bo zamiast kofeiną podnoszę ciśnienie kolejnymi ustawami. a to reforma szkolnicwa, a to ustawa antyaborcyjna, a to zmiany w prawie myśliwskim, a to misiewicze… jak sobie z tym radzą ludzie z chronicznym nadciśnieniem ja się pytam?

          • ciociasamozło 23/09/2016 at 09:57

            No jeśli łąka należy do okręgu łowieckiego to tak.
            Wiesz o tym pastuchu nie pomyślałam :/ Jak na „członka” się trafi to wszystko możliwe…
            Kolesiostwo chce się podobno chronić przed zorganizowanymi akcjami obrońców przyrody, ale ustawa nie precyzuje co można uznać za utrudnianie, więc rodzina z dziećmi na spacerze w lesie jak najbardziej może pod to podpadać. I gospodarz na swojej ziemi, który akurat ma fanaberię łąkę kosić jak paniska polują.
            Powodów do wkur..u z „dobrej zmiany” jest wiele, ale tu najbardziej mnie boli, że wcale nie taka liczna „elytka” (w 20153 roku 116156 osób) jest w stanie przeforsować ustawę dającą jej niemal monopol na decydowanie kto może przebywać w lesie! Sorry, palaczy w polsce jest prawie 9 mln, a jakoś musieli poddać się ograniczeniom dotyczącym palenia papierosów w miejscach publicznych. A tyle kasy podobno idzie z używek do kasy państwa…

        • ng 23/09/2016 at 10:50

          No tak, tego chamstwa, buty, horyzontu kończącego się na własnym nosie, etc. nie cierpię i nie rozumiem i boję się odpalać wiadomości. Ale jeszcze jednej rzeczy nie rozumiem nawet bardziej niż tego. Gdzie człowiek nie zagada – tu, w necie, w kolejce do kasy, u fryzjera, etc. – wszędzie jest ta sama opinia wśród ludzi. No mniej więcej identyczna jak moja i wasza. To ja się pytam kto tych palantów wybrał i dopuścił do koryta? No kto? Oni po każdych przep…nych wyborach mówili, że sfałszowane. A dlaczego nikt po tych wyborach się nie zastanowił jakim cudem udało im się wygrać? To jest moim zdaniem matematycznie niemożliwe.

          • mitenki 23/09/2016 at 12:17

            500+ dla nich wygrało…

  63. zośka 23/09/2016 at 14:38

    Niestety, dzięki pińcetplus mają szanse wygrać każde kolejne i następne wybory. Nie jestem przeciw temu programowi, ale nie w takim kształcie. Pincetplus to po prostu zwykle przekupstwo na poczet przyszłych wyborów. A co do myślistwa, to jestem synową myśliwego. Z całego serca popieram delegalizację tego procederu. Mam nadzieję, że kiedyś do tego dojdzie. Sporo widziałam i do końca życia nie zapomnę. Niech mi nikt nie wpiera, że to element naszej kultury i historii, jakiej kultury, ku..wa??? Nasza kultura jest podszyta zaściankową sarmackością i prymitywnym katolicyzmem. I do tych matołów nie dociera, że świat idzie do przodu i myślistwo to barbarzyństwo było i jest. I najgorsze jest to, że jesteśmy ( ja, mąż i nasi synowie) czarnymi owcami w rodzinie, bo śmiemy nie doceniać walorów „dziedzictwa kulturowego” tego straszliwego barbarzyństwa.

    • ciociasamozło 23/09/2016 at 14:47

      Zarówno pińcet jak i przywileje dla myśliwych to kupowanie sobie zwolenników :(
      Pińcet to czysty populizm a z kolei myśliwi to „pan, wójt i pleban” czyli ci, co trzymają w garści mieszkańców mniejszych miejscowości :(((

    • ng 23/09/2016 at 19:11

      Niech dają i 1000+, ale nie z budżetu. Ja płacę wszystkie podatki i mandaty – nic mnie nie omija. Ale jeszcze nigdy żaden program socjalny mnie nie objął. Nawet macierzyński to były tylko 4 miesiące. I wkurwia mnie ten populizm. Gdzie jest rzecznik praw obywatelskich ja się pytam?

      • Jagoda 25/09/2016 at 09:19

        Rzecznik jest na cenzurowanym, nie słyszałaś? Powstał ruch obrony Bodnara, podobnie jak Andrzeja Rzeplińskiego.

    • nw 23/09/2016 at 23:30

      Mysliwi i ich przywileje to dopiero uwertura.
      Naprawde wesolo bedzie jak odpala program „karabin+500”.
      Widzicie te zgraje niewyzytych chlopakow, z wiatrem miedzy uszami, umundurowanych, wyposazonych w bron palna (maszynowa?), na zoldzie 500 zeta/miesiac za obowiazek 2 dni cwiczen w miesiacu. Bron pono maja miec w domu…
      To jest dopiero program socjalny!
      Strach sie bac.

    • becia 28/09/2016 at 08:09

      Może was zdziwię ale popieram myślistwo. Nie nie jestem myśliwym i nie mam myśliwych wśród rodziny. Ale znam paru leśników którzy polują i wiem że istnieją jeszcze honorowi ludzie, z powołaniem. Myśliwi są potrzebni. I nie dlatego że dokarmiają zwierzynę, bo jestem temu przeciwna ale dlatego że te nasze ekosystemy leśne i polne są kompletnie sztuczne i niestabilne, brak tam naturalnej równowagi. Namnożenie się nadmiernie któregoś z gatunków może zachwiać ją jeszcze bardziej, co prowadzi do jego degradacji. Ale absolutnie nie pasuje mi aktualny model myślistwa, za łatwo zostać myśliwym. Tak znam procedury i nadal twierdzę że za łatwo. Brak testu na inteligencję..
      Osobiście pasowałby mi model myśliwego na państwowym etacie w Lasach Polskich, który trzymałby rękę na pulsie i robił za drapieżnika.

      • ciociasamozło 28/09/2016 at 11:46

        Wiesz Becia, z tego co wiem od znajomych biologów ekosystemy leśne b. szybko by się ustabilizowały, gdyby się człowiek nie wtrącał ;) (np. nie strzelał i nie dokarmiał). Bo to, w dużym uproszczeniu wygląda tak, że myśliwi mogą odstrzelić ileś tam dzików, saren, zajęcy i jeleni bo jest ich za dużo i niszczą uprawy, więc okazuje się, że drapieżnikom trudniej już coś upolować, więc ruszają na owce i kozy, no i jest powód, żeby wystrzelać drapieżniki. Drapieżników mniej, dzików więcej i znowu kłopot i trzeba strzelać…
        Ale zgadzam się z Tobą, że myślistwo jest potrzebne w formie etatowego leśnika z uprawnieniami. Tyle, że raczej do zapobiegania rozprzestrzeniania się chorób zakaźnych.
        Marzenie ściętej głowy. Związek łowiecki płaci lasom za dzierżawę terenów łowieckich więc z kasy nikt nie zrezygnuje. Co ciekawe, w innych krajach jeśli grunt jest prywatny to właściciel wydzierżawia teren myśliwym i dostaje za to pieniądze, a u nas kasy z tego nie ma, nikt go o zdanie nie pyta (no chyba, że ma czas na pilnowanie kiedy bedzą ustalane okręgi) i jeszcze jak sobie nie życzy to musi sam do sądu biegać.

        Ja miałam okazję poznać kilku myśliwych dla których polowanie to albo podnoszenie sobie ego i leczenie kompleksów długością strzelby, albo okazja do popijawy, albo czysty snobizm. I baaardzo mi się nie podoba, że tacy ludzie mają rządzić w lesie :(

        • becia 29/09/2016 at 07:11

          Ależ koła łowieckie płacą za polne obwody łowieckie, ino gminie nie właścicielom. Niegdyś jednym z moich obowiązków było ściąganie tych czynszów, nie są to duże pieniądze. W skali gminy oczywiście.

  64. buskowianka 23/09/2016 at 20:43

    Bry!
    Ja ostatnio nie na bieżąco z komentarzami, czy człek – koza już tu był?
    http://tvnmeteo.tvn24.pl/informacje-pogoda/swiat,27/thomas-thwaites-czlowiek-ktory-zostal-koza,212480,1,0.html

    • kanionek 23/09/2016 at 21:18

      Łeeee? Tyle przygotowań, studiowanie literatury, protezy „kozich” nóg, fałszywy żołądek opracowany przez naukowców, i to wszystko po to, by być kozą PRZEZ TRZY DNI? I jeszcze facet twierdzi, że w trzy dni poznał kozią psychikę? Bożena by go wyśmiała! A Irena napluła do butów.
      No weźcie. Sam pomysł wcale nie wydaje mi się taki głupi (essu, kto z nas nie chciałby być kozą, ja się pytam?), ale TRZY DNI? I cała kupa wniosków z tego? I po trzech dniach kozy go zaakceptowały, a jedna została jego przyjaciółką… TERE FERE. Bujać to my, ale nie nas!

      Ech, dziewczyny… Kozy… Ja już nie czytam wiadomości. Małżonek się tym zajmuje, zawsze trzymał rękę na pulsie, ale ostatnio nawet on wypowiedział na głos taką myśl, że może by tak wyłączyć wszystko fpizdu i NIE WIEDZIEĆ? Niby strach, bo lepiej znać poczynania wroga, ale z drugiej strony – każda porcja wiadomości skraca życie o pół godziny. A może i pół dnia. Telewizji nie mamy, radia też nie, wystarczy zapanować nad odruchem klikania w złą stronę.

      • nw 23/09/2016 at 23:34

        „essu, kto z nas nie chciałby być kozą, ja się pytam?”
        WSZYSCY, a wlasciwie WSZYSTKIE chcialybysmy byc kozami.
        Jeden warunek: kozami Kanionka!
        Kozy wloskie pewnie mnie popra w tej opinii.

      • ciociasamozło 26/09/2016 at 10:48

        Coś mi się wydaje, że ta „przyjaciółka” głównie chciała obgryźć gościowi dyndajacy fifraczek ;)

        Macie rację, dla własnego zdrowia lepiej nie wiedzieć. Jestem po dwóch dniach odcięcia od świata i nie czyję się z tego powodu głupsza, a nawet jakby wręcz przeciwnie ;)
        Tyle, że z drugiej strony ciągle tli się we mnie iskierka nadziei, że może nawet szary Kowalski ma jakąś moc sprawczą, a jak się zbierze więcej Kowalskich, którzy wiedzą, że dzieje się źle, to może uda się na coś wpłynąć, zmienić, poprawić….
        Tak wiem niepoprawna optymistka, przyjdzie zima to mi przejdzie…

      • buskowianka 26/09/2016 at 11:28

        Tak, to samo zdziwienie na koniec :) Że tyle halo o trzy dni z kozami, phi! Cienias ;)

      • Kania 26/09/2016 at 19:59

        Kanionku – ja właśnie tak bym chciała, ale jestem bez szans. Jak tylko wchodzę do pracy wszystkiego się dowiaduję. Ty jesteś w szczęśliwej sytuacji – kozy nie zatrują ci życia polityką:)

    • RozWieLidka 24/09/2016 at 11:56

      Tylko trzy dni 😮😕 Żeby choć tydzień wytrzymał…. cienias 😈😤

  65. mały żonek 23/09/2016 at 22:44

    Poniższe nie moje (Misiek1111), ale to dobra zagadka na zrozumienie jak się doi ludzi z kasy:

    0. Mamy czterech graczy A, B, C, i D. Graczowi A przyasygnowujemy kwotę 1, graczowi B kwotę 10, gracz C ma 100 a graczowi D dajemy 1000.

    1. Następnie dokonujemy losowania dwóch graczy którzy będą ze sobą ‚walczyć’
    2. Walczący zawodnicy rzucają monetą. Zwycięża ten zawodnik, który trafnie określi wynik. Wygraną jest 1% aktualnego majątku tego, który ma mniej na koncie.
    Chodzi tu o wypłacalność.
    Jeżeli na przykład wylosowaliśmy gracza C i D to będą walczyć o kwotę 1%*100 = 1, gdyż 100<1000 Kiedy rzut monetą wygra zawodnik C jego konto powiększa się o powyżej wyliczoną kwotę, a konto zawodnika D zmniejsza się o tę kwotę.

    3. Przechodzimy do punktu pierwszego czyli losowania dwóch zawodników.

    Pytanie: Czy prawdopodobieństwo, że po N=1000000 ‚walkach’ zawodnik D będzie miał mniej niż swoją początkową kwotę 1000 jest większe czy mniejsze niż 1/2?

  66. Monika 25/09/2016 at 07:52

    Liczyć nie mam zamiaru, bo nie potrafię, ale tak w nawiązaniu do wstępu : ” jak się doi ludzi z kasy”, to odpowiem, że mniej niż 1/2 albo nawet 0.
    Swoja drogą, Mały Żonku,, potrafisz uciszyć Koziarnię:))))

    • mały żonek 25/09/2016 at 19:20

      Pewnie Ci się pomyliło, pytanie było o gracza z największą kasą na starcie – on ponosi najmniejsze ryzyko i im większa dysproporcja, tym większa szansa na puszczenie wszystkich z torbami.
      Co do uciszania – jasne. Co mi tu będą w Internetach siedzieć i marihuanę sobie wszczykiwać.

      • mały żonek 25/09/2016 at 19:30

        A nie, dobrze prawisz :-) To mi się pomyliło.

  67. Monika 25/09/2016 at 20:18

    Skoro mamy chwilkę dla siebie, powiedz mi proszę, czy orzech, który tak pielęgnujesz, już zaczął owocować? Więcej pytań nie zadam.
    Eeee, Kozunie – Maryśkę?! Jeśli już, to tylko tę leczniczą.Chociaż… ja wiem????

    • mały żonek 25/09/2016 at 20:36

      Nie, nie owocuje. Jest spore prawdopodobieństwo, że jest to samosiejka i może nie powtórzyć cech poprzednika. Stawiam, że jeszcze z dwa lata trzeba poczekać.

  68. kanionek 25/09/2016 at 20:41

    Wszczykuje to się marihuaninę! Bosz, dyletanci wszędzie.

    Ale weźcie zobaczcie to: https://www.youtube.com/watch?v=p5swQObgpD8
    Dojarka na 1800 kóz! Tysiunc łosiemset! Normalnie karuzela z madonnami. To się nazywa rozmach.
    (Niech mnie ktoś kopnie w zadek, bo tak mi się nie chce nowego wpisu robić… Wiem, że to jeszcze za wcześnie na pierwszego zimowego doła, ale mam wrażenie, że wchodzę w fazę mózgopauzy. Coś jak menopauza, tylko zamiast hormonów zanikają szare komórki. Ga ga, be be. O, tyle mam do powiedzenia).

    • mitenki 25/09/2016 at 22:02

      Samo urządzenie – rewelacja! Ale…
      to nie są szczęśliwe kozy jak Twoje :)

      • kanionek 25/09/2016 at 22:49

        No, na przytulanie i smyranie pod bródką to tam już pewnie nie ma czasu. I wszystkie kozy białe i prawie jednakowe, więc nawet gdyby je ponazywać, to kto by je odróżnił?
        A ja mam zmartwienie z Ziokołkiem – jakiś czas temu zakontraktowała sobie fifę na pyszczku, tak od frontu, na górnej wardze, prawie centralnie pod nosem, i byłam pewna, że to skutek porannej wyprawy na śliwki i użądlenia przez osę, co już dawno kozom wieszczyłam, ale kto by słuchał głupiej łachudry, co porządnym kozom śliwek żałuje. No i ta fifa nie chce zejść. Jest wielkości śliwki mirabelki. Ziokołek niby ogólnie w porządku, je, pije, chodzi i żyje, ale no i ile może taka fifa się utrzymywać? Na wezwanie wetki nie mam co liczyć – nie chciała przyjechać do kozy prawie umierającej, to do głupiej fify na pewno się nie pofatyguje. Myślę, że to mogło być użądlenie, z którego zrobił się ropień, czy inne paskudztwo. Małżonek mówi, że może trzeba to zdezynfekować i przekłuć, ale słabo to widzę (to znaczy słabo mi się robi, gdy o tym myślę).
        Ziokołek nie będzie zadowolona.
        W sobotę najechali nas znienacka panowie z Powiatowego Inspektoratu Weterynarii, żeby zgodnie z rozporządzeniem jakimś tam ministra od czegoś tam pobrać krew od dwóch kóz, no to przyprowadziłam im Ziokołka, żeby przy okazji obejrzeli fifę, bo w końcu lekarzami są, co nie? Ale mniej więcej gówno się dowiedziałam. A krew pobierają od zwierzątek z losowo wybranych gospodarstw, no i honorowa reprezentacja populacji kóz w powiecie przypadła w udziale właśnie mnie, a chodzi o „gorączkę Q”. No to o fifie nadal nic nie wiem, ale gdyby kozy miały gorączkę Q, to dostanę powiadomienie listowne.

        Może ktoś z Was miał taki przypadek, u psa, kota, innego człowieka?

        • becia 25/09/2016 at 23:26

          U kozy to nie wiem ale u mego dziecia gula po zwykłym komarze do 2 tyg. potrafi się utrzymywać. A Tradycja tylko jedną taką bulwę ma? Inne kózki nic? Jak tak to chyba nic groźnego, jak żre normalnie. A nie boli ją jak dotykasz? Bo przy ropniu to boli, wiem z własnego doświadczenia. A fifa gorąca nie jest? Twarde, czy raczej miękawe w dotyku? Bo po użądleniach to me dzieci to twarde te gule miały..

          • kanionek 25/09/2016 at 23:45

            Matkobosko, Becia, gdyby więcej kóz chodziło z fifami, to zaczęłabym podejrzewać jakąś chorobę, ale nie – tylko Ziokołek, tylko jedna fifa, i na samym krańcu wargi, stąd prawie pewność, że to po osie/pszczole/szerszeniu – codziennie przez kilka tygodni kozy pasły się na tych spadających z drzew śliwkach (śliwy dla mnie za wysokie, z osiem metrów mają jak nic), zaraz po otworzeniu drzwi leciały pędem na śliwkowe stanowisko. A wiadomo, że w śliwce może siedzieć osa, i nawet jej nie widać, no a śliwkę się bierze do pyszczka wargami.

            Fifa nie jest gorąca, raczej twardawa, czy boli to nie wiem, bo kozy nie lubią gmerania przy pysku/zębach/uszach, i wszystkie reagują tak samo na próbę inspekcji jamy ustnej, czyli wyrywają łeb z ludzkich objęć i odchodzą obrażone. Aha, i podejrzenie użądlenia wzmacnia fakt, że fifa pojawiła się nagle. Rano, przy wypuszczaniu kóz na wybieg jej nie było, a w godzinę później podczas dojenia, już była. Ale żre normalnie, i w ogóle w niczym jej ta śliwa nie przeszkadza. No ale JA się z nią źle czuję, i po prostu wolę Ziokołka bez fify. No nic, poczekam jeszcze, poobserwuję.

          • ciociasamozło 26/09/2016 at 10:31

            Poczekaj, poobserwuj. Jakby bolało, to pewnie by Ci powiedziała. Nie nakłuwaj. Może odczyn po osie, może krwiak bo o coś uderzyła, może jej się coś wbiło i otorbiło? I tak niczym nie posmarujesz ani nie zrobisz okładu ;)
            Ropień małoprawdopodobny (byłoby gorące i bolesne), chyba, że już ładnie zorganizowany i sam się zaraz otworzy (albo zwłóknieje i mirabelka zostanie dożywotnio). Krwiak lepiej jak się sam wchłonie bez ingerencji (może zostać zgrubienie). Gdyby się coś wbiło, to jeśli nie spowodowało ropnia może sobie tkwić miesiącami takie otoczone zwłókniałą tkanką aż pewnego pięknego dnia się wydostanie (albo i nie).
            Grunt, że nie rośnie i kozie nie przeszkadza. Rozumiem, że boleśnie odczuwasz niedoskonałość u swojej pierworodnej Księżniczki ;)

          • kanionek 26/09/2016 at 21:43

            Nie no, jest nawet całkiem śmiesznie – Ziokołek wygląda jak ofiara nieudanego zabiegu powiększania ust, taka trochę zdziwiona, trochę nadąsana. Póki jest, jak jest, to OK, ale martwię się tylko o to, że to się zacznie w końcu paprać, i gdyby to było na nodze czy grzbiecie, pewnie martwiłabym się mniej, ale jakoś ubzdurałam sobie, że skoro na pyszczku, to blisko mózgu, oka, you know. Że będzie jakieś zakażenie i Ziokołek oślepnie, ogłuchnie, albo zgłupieje ;) Albo że to się powiększy i będzie przeszkadzało w jedzeniu. ALbo że wylądują kosmici…
            No rozumiesz – pole do popisu jest, gdy się ma nerwicę i bujną wyobraźnię :)

        • zośka 26/09/2016 at 00:56

          Mój kot miał fife na nosie, jaką wielką!! myślałam, że go osa albo pszczoła ugryzła, ale po jakimś czasie osowiał, siedział ze spuszczonym łepkiem i miał gorączke, więc nie obyło się bez weta. Dostał antybiotyk i przeszło:))

          • kanionek 26/09/2016 at 21:48

            Najpierw przeczytałam, że Twój kot wskutek fify osiwiał, i już się zaczęłam zastanawiać, jak by wyglądał siwy Ziokołek i czy w ogóle bym się kapnęła :D
            Jutro zmierzę jej temperaturę, nie zaszkodzi.

  69. Monika 25/09/2016 at 20:41

    Powtórzy, spoko, ma na to 7 lat. Samosiejki są superaśne.

  70. sieka 25/09/2016 at 21:09

    co wy Siostry wiecie o mózgopauzie. Od tygodnia wieczorami oglądam komedie romantyczne na cda. Lecę rocznikami, teraz jestem na 2013 (10 best romantic comedies 2013). Przebije mnie ktoś???

    • kanionek 25/09/2016 at 22:36

      Och, przebiłabym Cię, tylko mi internet nie pozwala. Ale którejś zimy zaliczyłam milion pińcet odcinków czegoś, czego już nawet nie pamiętam.
      Ale czekaj, Siostro. Skoro już masz tyle za sobą, to może rzucisz tytułami faworytów? Żebyśmy mogły oddać się zbiorowej mózgopauzie… To znaczy ja nadrobię, jak tylko pan Solorz pozwoli ;)

  71. sunsette 26/09/2016 at 07:10

    O, taak, podaj pare tytulow! Mozgopauza moja wymagajaca jest jednak. Jak dotad ogladam w takich okresach „Co ludzie powiedza”, bo mam nagrane wiekszosc odcinkow, a jak skoncze to zapuszczam „Dume i uprzedzenia” w wersji serialowej BBC. Nastepnie zabieram sie za komedie romantyczne, tez na dvd, bo niestety net radiowy u mnie miewa straszne zwiechy i obejrzec cos w calosci to jest szczescie wielkie. Choc w zeszlym roku, po wyczerpaniu bazy wlasnej, dusilam Czterdziestolatka i Friends. Teraz bede zmieniac dostawce neta, ma byc lepiej, wiec zapodawaj, Sieka, te tytuly, bo inaczej zamienie sie w Hiacynte Bukiet😊

    • buskowianka 26/09/2016 at 11:23

      Taaak, mam podobny zestaw. Dumę i uprzedzenie w wersji BBC to już mogę niemal z pamięci. Czasem włączam tylko ulubione fragmenty, dla wzruszu (trochę wstydliwe wyznania, ale co tam).
      Hiacynta Bukiet i Friendsi to jak jest mi już bardzo źle i muszę się pośmiać, żeby nie płakać.
      Dorzucam Bridget Jones część 1, w ostateczności 2. Najnowszej jeszcze nie widziałam, ale dochodzą słuchy, że nie warto.

  72. sieka 26/09/2016 at 08:39

    No to trzymajcie się: polecam wszystko w czym paluszki maczał Judd Apatow jako producent lub jako reżyser:1) Wpadka, 2) 40-letni prawiczek, 3) Chłopaki też płaczą, 4) Jeszcze dłuższe zaręczyny, 5) Wykolejona. Ożesz jestem zażenowana podawaniem tych tytułów po polsku, ale tak chyba będzie szybciej wyszukać. Ponad to coś w czym gra Miles Teller lub Joseph Gordon – Levitt, no i jak jesteście naprawdę na dnie Ryan Gosling (pod warunkiem, że coś ściąga z garderoby). Uffff, niech tego nie czyta MałyŻonek.

    • Kachna 26/09/2016 at 11:49

      Wykolejona naprawdę niezłe. Na muzgopauze i nie tylko.
      Ja to doktora Housa oglądam. Od początku wszystkie sezony.
      Skutek uboczny: rozpoznaję większość objawów chorobowych u siebie…..
      …………..
      „15” zakuty w gips. Noga. Na 2 miechy. W-f. Nożna piłka.
      Tu go mam. Zdany na mamusię. Zostawiłam go bez kompa. Tylko z piciem, pożywieniem i….książką. ” 20 000 mil podmorskiej żeglugi”.
      Myślicie, że już mnie nienawidzi???
      Ale mam w planie pokazać mu filmy. Różne.
      Odcięcie za to od LOLa ma. Taki odwyk.

      • ciociasamozło 26/09/2016 at 12:11

        No patrz, jak to różni ludzie różne rzeczy uważają za szczęście :)
        Mój „prawie 13” spędzenie kilku tygodni w łóżku z książkami i filmami uznałby zapewne za najszczęśliwszy okres w swoim życiu. Nawet bez kompa.
        Czy Twój „15” czytał „Baśniobór”? Nie kalasyka, ale dobre. A jak lubi fantazy to może „Ziemiomorze” LeGuin albo „Alvina Stwórcę” Orsona S. Carda mu podrzuć?

        • Kachna 26/09/2016 at 12:45

          Widzisz, kilka dni – ok – fajnie. Ale to czynny sportowiec jest….Podpora, że tak powiem, kilku drużyn siatkarskich.

          Cóż takie sytuacje uczą pokory.
          Coś o tym wiem.

          Na ostrym dyżurze oświadczył młodej pani doktor, że spoko on też będzie ortopedą! No bardzo proszę:)
          Ta. Zobaczymy.

          • kanionek 26/09/2016 at 20:14

            Okurdebiedulek! Ale na 2 miechy w gips?! Czy to już z rehabilitacją liczone? Pal licho, czy z kompem, czy bez, ale taka noga w gipsie to koszmar wielopoziomowy. Miałam nogę w gipsie kilka razy (więzadło kolanowe), tak od kostki po tyłek, i kurczę, uwierzcie – przyjęcie sensownej pozycji na sedesie to sztuka godna jogina :D
            No i poruszanie się o kulach – po kilku dniach bardziej mnie dłonie bolały, niż ta noga :-/ Może facetowi, wysportowanemu, będzie łatwiej, ale do tego ta nuda i ubezwłasnowolnienie…
            Przekaż mu buziaczki od ciotki Kanionek (no wiem – fuj!), i może kup mu jakiś zestaw małego chirurga, lub podręcznik początkującego ortopedy. Wiesz, żeby kuć ten gips, póki gorący :)

          • Iza 29/09/2016 at 12:21

            Ooo tak, dłonie i barki… Parę lat temu pooperacyjnie zaliczyłam 3 miesiące tej rozrywki – zasób słownictwa mi się poszerzył, tego pozasłownikowego. :) Raz, że boli, a dwa – kawę i żarło sobie można zrobić, stojąc na jednej nodze, no problem, ale czemu nie dają w bonusie trzeciej ręki do przenoszenia tego na kanapę czy gdziekolwiek???
            Co do mózgopauzy, mnie naszła po zaledwie tygodniowym urlopie i nie chce odejść, a tu rzeczywistość skrzeczy… Za to jestem już na bieżąco w komentarzach, o! :)))
            Natomiast jeśli chodzi o wyłączenie newsów – ja się nimi jednak katuję z oddali, bo poruszenia wroga trzeba niestety śledzić, żeby się nie obudzić z ręką w nocniku. W końcu parę cosiów i ktosiów w Polsce mam i mieć będę nadal. Ale to śledzenie powoduje wkurw permanentny… :(

  73. Kachna 27/09/2016 at 10:48

    Ach dziękuję w imieniu „15”:)
    Ręce ma bardzo silne – więc kica o kulach dość sprawnie nawet po schodach. Przeraziłam go wizją nauczania indywidualnego – hi hi hi. I tym, że będą popijać kawkę z panem od matmy (żeby byc sprawiedliwym ” 15″ to bardzo dobry uczeń – więc nie ma się czego bać).
    Jakoś sie zorganizujemy. mamy szczęśliwą sytuację, że ja pracę mam przy domu. Nieco skomplikowaną jest kąpiel;)
    A ortopeda w rodzinie to fajna rzecz;)
    Buziaki dla Cioci Kanionek!

  74. mira 27/09/2016 at 21:53

    O nowym prawie łowieckim tutaj piszą coś dokładnie przeciwnego.
    http://budownictwo.wnp.pl/nowe-prawo-lowieckie-ma-wzmocnic-prawa-wlascicieli-nieruchomosci,281578_1_0_0.html

    ps. ponieważ ktos tu sie pytał- kto wybierał nowa władze – odpowiadam – to ja. Moja rodzina, znajomi. Nie znam osobiście nikogo popierającego te byle paramiafijne rzady – tyle co spotykam w internecie, jak np tutaj (przepraszam, jest tez dalsza rodzina, z którą nie utrzymuje kontaktów).
    Wykształcenie wyższe (podobnie jak rodzina i znajomi), nie korzystam z 500+ . za to place solidne podatki.
    ps. 2 Dla Autorki Bloga – podziw i serdeczności, jeżeli oczywiście zechce przyjąć od kogos takiego jak ja. Podczytuje skrycie i podziwiam.

    • kanionek 27/09/2016 at 23:11

      Podziw i serdeczności to ja zawsze i chętnie, nawet od producentów wątróbki zasmażanej z cebulką, choć jej nienawidzę!
      A tak serio, Mira, NO CZO TY? Tu nie ma podziałów, zakazów wstępu, ani w ogóle nic takiego! Ja jestem bardziej tolerancyjna od przeciętnej pralki, co każe osobno prać białe, a osobno kolorowe. Jeśli czytałaś również nasze mądrości w sekcji komentarzy, to wiesz, że mamy tu różne wizje i poglądy na różne sprawy, ale ostatecznie wszyscy wiemy, że jesteśmy tylko Kozami i zginiemy w zupie, więc hejże glujże :)

      Zacytuję z artykułu, który podlinkowałaś: „Nowe przepisy pozwolą na to, by właściciel nieruchomości mógł domagać się odszkodowania, jeżeli objęcie obwodem łowieckim uniemożliwi, bądź istotnie ograniczy dotychczasowy sposób korzystania z nieruchomości. Będą oni mogli też wystąpić do sądu z wnioskiem o ustanowienie zakazu polowań na swoim terenie, uzasadniając to swoimi przekonaniami religijnymi i moralnymi”. To znaczy, że do tej pory było inaczej, tak? A ja nawet o tym nie wiedziałam! Bo dla mnie jakąś oczywistą oczywistością jest, że nikt mi na mój teren ze strzelbą włazić nie powinien, i żadne religie, czy przekonania moralne, nie mają tu nic do rzeczy. To absurd jakiś, żebym do sądu musiała iść i prosić z uzasadnieniem. Kto tu kogo powinien prosić, do diabła? I co z bezpieczeństwem, tak ludzi, jak zwierząt, przebywających na tych prywatnych terenach, kiedy myśliwemu się „kula omsknie”? Ja może błądzę, nie wiem, bo jeszcze nie miałam czasu czytać ustawy, ale…
      W dupie mam odszkodowanie za przypadkiem odstrzelonego Ziokołka; ja chcę mieć żywego Ziokołka :-/ Nawet z wielką fifą.

    • ciociasamozło 27/09/2016 at 23:12

      Mira, dzięki za link.
      Problem w tym, że nowa ustawa nie określa co to znaczy utrudnianie czy uniemożliwianie wykonania polowania, a to może prowadzić do ogromnych nadużyć. I nie zgadzam się z tym, że możliwość złożenia wniosku do sądu to ochrona właścicieli gruntu. Przecież to z góry zakłada, kto ma większe przywileje (zrozumiałe, gdyby odstrzałem zajmowały by się odpowiednie służby). Ciekawa też jestem ile czasu sąd ma na rozpatrzenie wniosku…
      Super, że myśliwi muszą ogłaszać polowania zbiorowe, i że gospodarze mogą mieć wpływ na kształt okręgów łowieckich. Problem w tym, że polujący indywidualnie nadal może bezkarnie zastrzelić Twojego psa na Twojej ziemi bo znajdował się 101 m od zabudowań, a do tego teraz jeszcze Ciebie obciążyć grzywną, bo rzucając się psu na ratunek przeszkodziłaś w polowaniu.

      • kanionek 27/09/2016 at 23:22

        No i to mnie również martwi – czy moje ogrodzenie będzie „uniemożliwiało polowanie”? Bo przelecieć przez łąkę łatwiej, niż lecieć dookoła? WIem, że się czepiam, ale żyjemy w kraju absurdów, a u nas rok w rok robią zorganizowane polowania, o których już Wam chyba pisałam, i te nagonki z wrzeszczącymi pachołami lecą zawsze akurat przez tyły mojej koziarni. I tak za każdym razem zamykaliśmy zwierzaki w budynkach, żeby były na 100% bezpieczne, no ale nikt Irenie nie wypłaci odszkodowania za nerwy zszarpane, a pisałam Wam, jak ona się trzęsie po tych myśliwskich ekscesach. Dzikie wrzaski i odgłosy strzałów słychać na milę.

    • Modra 27/09/2016 at 23:29

      Mira, no abstrahujac od Twoich wyborow politycznych, chciaz mnie swiezbi, zeby tknąć temat :-) to przeczytałam zalinkowany artykuł. Wzmocnienie polegajace na tym, ze własciciel gruntu moze zgłosić uwagi do planowanego okregu łowieckiego (okregu!) i jest to zapis, ktory znalazł się dzieki wyrokowi trybunału z 2014 (ktory pewnie uwazasz jak napisalas za paramafijny). To szczegol w porownaniu z reszta zmian, tragicznych zmian. I chyba nie wierzysz, ze uwagi zgłoszone przez własciciela, przy takim sobiepaństwie łowczych zostaną wziete pod uwagę.
      Teraz w nowej ustawie jest zero psychotestow, mysliwy dostaje dodatkowo rewolwer i moze przyjsc strzelac 100 metrow od twojego domu. Jak zaprotestujesz zgłosi, ze utrudniasz mu polowanie. A jak ci nadal nie pasuje, to musisz isc do sadu i udowodnic przed sadem, ze twoja niezgoda wynika z przyczyn religijnych (sic!) Do tego rok łowczy moze trwac kiedy i jak dlugo sobie mysliwi zechca, jesli napisza, ze walcza z choroba zagrazajaca czemustam, plus ołowiana amunicja, plus zabijanie przy pasniku, strzelanie do ptakow nocą itd, itd. Tej ustawy nie da sie obronić zadnym sposobem :-(

    • nw 28/09/2016 at 04:29

      Modra, ja temat tkne, no musze, bo inaczej sie udusze;)

      Mira, a mozesz zdradzic w jakim regionie mieszkasz?
      Wiesz, ja mieszkam w miescie sredniej wielkosci (niecale 200 tys.) i raczej z tych biedniejszych, na osiedlu na ktorym mieszkaja ludzie raczej srednio zamozni, a i sporo emerytow o dosc lichych emeryturkach. Naprawde, pelen przekroj spoleczny: robotnicy i tzw. umyslowi (w sensie: urzednicy, nauczyciele, lekarze itp.).
      Wiekszosc to katolicy, w duzej czesci praktykujacy (wywiad zrobilam z ksiedzem na koledzie, a i wlasne obserwacje to potwierdzaja).
      I wiesz co? W kilku komisjach obwodowych na tym osiedlu od lat zdecydowanie wygrywaja Ci, ktorych tak ladnie okreslilas jako paramafie. Za to partia „dobrej zmiany” jakos wciaz niedoceniana jest u nas;) Nawet w ostatnich 2 wyborach poniesli sromotna kleske w naszych komisjach obwodowych. W calym miescie tez, choc nie az tak wyrazna.
      I wiesz co? Z kimkolwiek bym nie rozmawiala o tym, to wiekszosc swoj wybor uzasadnia tak (uogolniajac): glosuje na nich, choc mnie wkurzaja i wiele mam im do zarzucenia, ale nie ma nikogo na kogo moznaby glosowac w zamian!
      I nawet teraz, od beneficjentow korupcji wyborczej zwanej programem 500+ slysze, ze owszem, fajnie dostac dodatkowa kase, ale cudow nie ma, to musi pieprznac, tak czy inaczej (podwyzki cen wody, pradu itp. to tylko uwertura).
      A juz akcje zwiazane z religia smolenska, wprowadzaniem katoszariatu itp. wybitnie zniesmaczaja wielu moich wspolmieszkancow.
      No i Misiewicze:) No, ale to poprzednicy byli paramafia, nie?:)

      ps. Kanionek, przepraszam, nie wytrzymalam. Ale obiecuje nie ciagnac tematu! Zero ewentualnych polemik!

      • Buba 28/09/2016 at 09:58

        A to ja tylko zapodam taką ciekawostkę w temacie >kto wybierał nowe władze i co dalej<.
        W mojej wsi kilka osób głosowało na "dobrą zmianę". Sklepikarka, budowlaniec i małżeństwo: księgowa i właściciel warsztatu samochodowego. Aktualnie, nawet wierni zwolennicy paramafii tak nie pomstują na "dobrą zmianę" jak ci wyborcy. Sklepikarka musiała mocno ograniczyć godziny otwarcia sklepu bo została sama po tym, jak jej sprzedawczynie po otrzymaniu 500+ wypięły się na robotę. Budowlaniec, który wcześniej zatrudniał kilku pomocników, z podobnych powodów został sam. Dodam, że z osobistych obserwacji wiem, że płacił dobrze a panowie pomocnicy raczej się nie przepracowywali. A małżeństwo, cóż… Kilka lat temu zrozumieli, że raczej nigdy nie doczekają się własnego potomka. Postanowili więc zaadoptować. Najlepiej rodzeństwo. Przez długie miesiące chodzili na "nauki", poddawali się badaniom psychologicznym, nowy dom nawet wybudowali, żeby dzieci miały super warunki. W maju b.r. mieli wreszcie dostać wymarzone dzieci. Pokoje urządzone, zabawki kupione, urlop macierzyński obgadany, rodzice, babcie, ciotki i reszta w radosnym oczekiwaniu a tu dup…….. Nie ma dzieci do adopcji bo nagle wszystkie szumowiny, którym sądy wcześniej pozabierały prawa rodzicielskie, nagle zapałały uczuciami do swojego potomstwa i starają się o przywrócenie praw. Bo 500+ działa. I tak to.

  75. becia 28/09/2016 at 07:53

    Odkąd uzyskałam prawo wyborcze głosuję przeciw komuś nie na kogoś.. Może dziwna jestem ale nie spotkałam jeszcze partii albo kandydata na radnego czy prezydenta który by mnie do siebie przekonał. A im jestem starsza tym bardziej dostrzegam bagno polityki. Po wszystkich stronach. Głosuję więc na tych którzy zrobią mniejsze kuku naszemu krajowi. A pretensje za to co się dzieje obecnie w kraju nie mam do PISu i ich wyborców, bo przecież to tylko niewielki procent naszego społeczeństwa, za to bardzo karny i posłuszny. Pretensje miejmy do tej rzesz Polaków którym dupy się nie chciało podnieść i pójść zagłosować.

  76. mira 28/09/2016 at 11:20

    A jak bylo wcześniej? Nie wiem, nie interesowało mnie to. Skoro Rzepliński protestował w 2014 (!) roku – ze ustawa jest niekonstytucyjna – to kto jest jej autorem? Wtedy były chyba inne rządy?
    Takie drobne pytania…
    Jeżeli PiS podpisuje – złą ustawę stworzona przez poprzednie rzady, ktorym – przypominam przewodził Wielki Łowczy – to fakt, niedobrze.

    Przy okazji – przypominam jak wygladaly „polowania” ex- prezydenta.

    „Tego typu polowania, które urządzał Bronisław Komorowski z dawna sztuką myśliwską miały niewiele wspólnego. Ustaliliśmy m.in., że ponieważ Komorowski jest ślepy jak kret i nie strzela dobrze, żeby mógł sobie zastrzelić zwierzynę jest taka metoda polowania, która jest prawem co prawda dopuszczalna (nie wolno np. polować na zwierzynę przy paśnikach, to jest rzecz która jest zabroniona), ale jest coś co jest odpowiednikiem paśnika, tyle tylko, że jedzenia dla zwierzyny nie wyrzuca się do paśników, tylko się rozkłada je na ziemi. Zawsze kiedy się zbliżało polowanie z udziałem Komorowskiego to widocznym śladem, że Komorowski będzie polował, były traktory ciągnące przyczepy, na których były spady z sadów jabłkowych, gruszkowych, śliwkowych, i te spady były po prostu rozrzucane w jednym miejscu na polanie leśnej. To się nazywa nęcisko i, jak nam mówili myśliwi, z którymi rozmawialiśmy, przy sprzęcie myśliwskim, jakim dysponuje Bronisław Komorowski, nie trafienie na zwierzynę, która przychodzi dokładnie o określonej porze, gdy te spady są zrzucane z przyczep, przy optyce jaką ma dzisiejsza broń myśliwska, to tak naprawdę nie jest żadne myślistwo, to nie jest żaden sport, to jest po prostu egzekucja, taka sama jaką wykonują rzeźnicy w rzeźni, którzy mają tzw. pistolety trzpieniowe, które przytykają do czaszki zwierzęcia i strzelają. Dokładnie zwierzę ma takie same szanse na przeżycie na nęcisku, jak w rzeźni, więc żadne.”

    http://blogpress.pl/node/21119

  77. mira 28/09/2016 at 12:04

    Jeszcze co do Komorowskiego. To byl dzialacz opozycji, ktory w latach 70- i 80 tych posiadal pozwolenie na bron… i oczywiscie polowal.

    nw.
    jestem z „dużego miasta”, wyższe wykształcenie, „nie najgorsza” sytuacja materialna. To co piszesz – odpowiada moim obserwacjom. Na POst komune – glosują właśnie – ludzie „sredni” – w średnim wieku, średnio wykształceni, średnio- zamożni…
    takim, którym wmówiono – ze przez to jak głosują sa czymś lepszym, a którzy poza tym przekonaniem – wiele nie pozostało. To jest przykre. Wiesz – nie pogardzam tymi ludzmi za to (co najwyzej – pogardzam nimi – za to jak odnosza sie do innych – od ktorych czuja sa lepsi….). Oni sa podwojnie przegrani.
    Na PiS- glosowaly bieguny. To co Wy nazywacie pogardliwie „szumowinami”, „moherami” – czyli ludzie, którzy maja swoj zdrowy rozsadek, instykt przetrwania, a nie maja potrzeby by ktos i zewnatrz dowartosciowywal – byc moze dlatego wlasnie – ze poza rekami do pracy – wiele nie maja. Oraz wlasnie „mlodzi i wyksztalceni”. Jak to z przerazeniem stwierdzila Janda – „wszyscy znajomi ze studiow jego syna”.
    To ten drugi biegun. Ci bardzo dobrze wykształceni „gowniarze” – jak ich okreslil Michnik. Ludzie niezależni, dla których Michnik – to nie intelektualne guru – ale stary bełkoczący dziad. Ludzie – którzy maja wystarczające wykształcenie, by ocenić przepaść miedzy Laskiem a Binienda. Kublik, Olejnik, Lis – wydzierajacy sie o „sekcie smolenskiej”- moga liczyć jedynie na uśmiech politowania :) Poza tym, ze rozumiem ogarniajaca ich panike.
    I to ten własnie biegun wygrał dla PiS ostatnie wybory. To była wielka mobilizacja internetu, niezależnych portali, spontanicznych organizacji, RKW itp.
    Ale PiS – nie wygrał tych wyborów bezwzględnie. Oni dostali glejt zaufania – który równie szybko może im zostać zabrany. Z tym – ze nie za przeprowadzane zmiany – ale właśnie – za ich brak…. z drugiej strony – tez widzimy walkę z potezna mafijna machina… Obserwujemy. Misiewicza – traktujemy jako wypadek przy pracy, ale jezeli sie powtórzy – to drugiej taryfy ulgowej nie będzie. Oczywiście- Rysiu i ten pan w kucyku nie sa alternatywa ;)
    PiS – podjal walke z bankami (dobrze) – ale pierwsze starcie – raczej przegrał. Czekamy na nastepne.
    http://telewizjarepublika.pl/rzad-pis-znowu-mial-racje-az-66-mld-zl-z-zyskow-bankow-trafilo-do-kieszeni-inwestorow-repolonizacja-bankow-potrzebna-od-zaraz,38467.html
    Testem dla PiS – bedzie – to, co, kiedy i jak zrobi z ZUSem.
    http://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/podatek-abramowicza-zus-likwidacja,243,0,2058995.html

    To co robila paramafia – z mala przedsiebiorczoscia przez ostatnie 8 lat- przyblizac chyba nie trzeba? Tudziez banksterstwo, tudziez wielkopowierzchniowe sklepy, tudziez…. itp, itp itp

    Buba – dzieci „szumowin” – wciąż sa do adopcji. Prosze, choćby tutaj:
    http://www.gajusz.org.pl/dla-potrzebujacych/tuli-luli/?gclid=CI7b4__lsc8CFUoz0wod4FoE9Q
    Tylko – ze to sa dzieci chore. Tak, przed 500+ – działy sie rzeczy straszne. Ludzie oddawali dzieci – czesto kilkuletnie – do adopcji z biedy. To nie byl margines, tylko bardzo porządni ludzie, ktorzy chcieli das dzieciom lepszy byt. Tak, 500 + sprawiło, ze te dzieci – zostały z rodzinami. Nie pisze tego teoretycznie….

    • ng 28/09/2016 at 12:24

      @mira

      „…ludzie „sredni” – w średnim wieku, średnio wykształceni, średnio- zamożni…”
      „Wiesz – nie pogardzam tymi ludzmi za to (co najwyzej – pogardzam nimi – za to jak odnosza sie do innych – od ktorych czuja sa lepsi….). Oni sa podwojnie przegrani.”

      A Ty czujesz się lepsza?

    • ng 28/09/2016 at 12:31

      „…pogardliwie „szumowinami”, „moherami” – czyli ludzie, którzy maja swoj zdrowy rozsadek, instykt przetrwania, a nie maja potrzeby by ktos i zewnatrz dowartosciowywal…”

      Jaki rozsądek?! Skoro taka jest ich silna, niezależna wola, to czemu niczym stado baranów podążają za wolą (przeważnie złą) Kaczyńskiego/Rydzyka? Dlaczego oni im muszą mówić, co mają myśleć i robić?

      @nw
      dlaczego mamy nie polemizować? Na szczęście jeszcze netu nie odcinają za niepochlebne opinie o rządzących.

      • nw 28/09/2016 at 18:54

        Nie nie, ja tylko obiecalam brak polemiki z mojej strony.
        A Twoj koment z 12.24 w punkt.
        Tak to jakos jest, ze jak sie ich krytykuje, to sie okazuje, ze to bezprzykladny atak, przemysl pogardy itp.
        Im natomiast wolno wszystko: od insynuacji, po oskarzenia wprost o najgorsze czyny i intencje. Oraz o licha kondycje moralna i spoleczna;)

      • nw 28/09/2016 at 20:04

        „dlaczego mamy nie polemizować? Na szczęście jeszcze netu nie odcinają za niepochlebne opinie o rządzących.”
        No, wszystko przed nami:)
        Dzis uslyszalam na wlasne uszy i zobaczylam na wlasne oczy wypowiedz ministra MSW, ze obawia sie ze strony KOD prowokacji 11 listopada. Zapewne chodzi mu o taka prowokacje jak w Gdansku: KOD osmielil sie przyjsc na uroczystosc panstwowa, wiec slusznie zostal poszarpany i opluty przez prawdziwych Polakow z ONR.
        Nastepnie wiceminister MSW byl uprzejmy ostrzec, ze jesli KOD 11 listopada bedzie wyglaszal jakies krytyczne wobec wladz hasla, to calkiem mozliwe jest, ze prawdziwi, mlodzi patrioci na miejscu wymierza mu sprawiedliwosc:)
        Naprawde, nie zmyslam.
        Ministrowie MSW zachecaja bojowki faszystowskie do bicia przeciwnikow rzadu.

    • Modra 28/09/2016 at 12:32

      Och Mira, duzo bym musiala napisac odnoszac sie punt po punkcie do Twojego wpisu. Nie mam niestety tyle czasu. Napisze tylko, ze z Twojego postu i z rozmow z ludzmi glosujacymi na PIS odnosze wrazenie, ze na sile probujesz znalezc argumenty na tak za tym co obecnie sie dzieje. Korzystasz z mediow tak bardzo propagandowych, ze kazde inne zdaje sie obecnie oaza pluralizmu i zdrowego rozsadku. Komorowski byl mysliwym i to co robil bylo dotychczas niezgodne z prawem. natomiast po uchwaleniu ustawy jest juz zgodne i dostepne dla wszystkich – widzisz roznice? Mozna byo Komorowskiego oblozyc mandatem, kara, zaskarzyc, teraz to legalne i to Ty musisz uciekac na widok czlowieka ze strzelba. mam nadzieje, ze widzisz roznice. Co do gloosowania na PIS przez mlodych, rzekomo wyksztalconych, musze ci wyjasnic, ze ci mlodzi z obecnej pop kultury internetowej mieli ‚beke’ z Komorowskiego i PO i zaglosowali na tych, co byli bardziej obsmiani, a niestety nie zgrzeszyli rozsadnym mysleniem. Moj syn jest studentem, znam jego kolegow i kolezanki, z roznych uczelni, wydawalo by sie porzadnych uczelni, takze mlodych glosujacych na PIS i na 1000 % musze cie zapewnic, ze fakt bycia studentem lub juz magistrem nie jest w przypadku tego pokolenia dowodem na rozsadek i inteligencje. Ich wybory w tych wyborach parlamentarnych oparte byly nie na tym co ty im przypisujesz. Co do drugiej grupy wyborcow, o ktorej piszesz, ze to ci, ‚ktorzy nie maja wiele do stracenia, ale maja zdrowy rozsadek i rece do pracy’ – to sie zgadza tylko w tej pierwszej czesci. nie maja nic, co zawdzieczaliby swojej pracy, wiec maja teorie spiskowa, ze ci co maja to sie nakradli, wiec trzeba ich wdeptac w bloto. I to im obiecal PIS, dlatego na nich zaglosowali. Bo wszedzie afery i zlodzieje. Zamienil stryjek siekierke na kijek :-) Za to teraz glupio przyznac, ze to jeszcze więksi aferzysci, wiec ida w zaparte, bo dostali 500+, wiec juz ciezka praca im nie w glowie, nadal niczego praca sie nie dorobia, za to beda glosowac na PIS bo teraz jak pomysla, ze musieliby wrocic do tej niewdziecznej ciezkiej pracy to im sie slabo robi :-). Piszesz tez, ze PIS walczy z bankami, no prosze cie, jak mozna byc tak naiwnym skoro Morawiecki jest postacia flagowa tej formacji. PIS nigdy nie bedzie walczyl z bankami! je im z reki :-)
      Dopiero jak dzieki reformom PIS masa ludzi straci prace ( jak teraz juz nauczyciele), do tego pojda podwyzki na wszystko ( prad, gaz, VAT) i nagle 500+ rozejdzie sie na zycie, to moze cos ludziom w glowach zaswita. Chociaz czlowiek trudno przyznaje sie do bledu, wiec beda pewnie szli w zaparte, ze ‚dobra zmiana’ jest :-(

      • mira 28/09/2016 at 12:47

        Film – nakręcony w celu wyśmiania wyborców PiS. Tych prostych, głupich wsioków i moherow. Wg Ciebie – oni „nie maja nic, co zawdzieczaliby swojej pracy,”.
        https://www.youtube.com/watch?v=CjhArXU8D40
        Nie, nie glupio przyznac. PiS – jest pod lupa.

    • Ania W. 28/09/2016 at 21:27

      No nie wytrzymałam, jako matka adopcyjna.

      Mira, nie zgadzam się z tym, co piszesz o oddawaniu dzieci do adopcji z biedy. Nie znam ani jednego takiego przypadku (sic!), a wielu rodziców adopcyjnych znam z pierwszej ręki, ponadto mam stały kontakt z kurator sądową od nielatów, a także z dyrektor domu dziecka. Oczywiście nie prezentuję się tu jako wszechwiedząca, ale te źródła które wskazałam, są pewną próbką reprezentatywną. Nawet całkiem sporą próbką. Historii swojej córki opowiadać nie będę, ale „dziecko z biednej porządnej rodziny” albo „dziecko studentki” to raczej mit.

      I generalnie nie chcę za bardzo potrząsać poglądami politycznymi, ale to co się dzieje, mnie przeraża. Fanatyzm jest groźny. Każdy fanatyzm.

    • Buba 28/09/2016 at 22:19

      Mira
      Ludziom porządnym ale biednym sądy zazwyczaj nie odbierają praw rodzicielskich. Nawet wtedy, gdy dzieci trafiają do bidula. Sądy odbierają prawa rodzicielskie szumowinom. Bez cudzysłowu.

      • mira 28/09/2016 at 23:34

        Ania W.
        to nie jest kwestia „zgadzania sie”. ja po porostu znam rodzinę – która dzięki drobnej pomocy finansowej – wycofała dziecko z adopcji; nie było pieniędzy na jedzenie. Znam tego dzieciaka, jego rodzeństwo; teraz – dostają 500+, jest łatwiej. Może to ten sam dzieciak, na którego liczyła Twoja znajoma? Nie ma co prawda „luksusowych warunków w nowym domu”…. coz szumowiny zdecydowały sie go zostawić – gdy nagle bylo za co jesc… . To nie byl jedyny przypadek, z którym sie spotkałam, ale jedyny, któremu pomogłam.
        Buba
        Rozumiem, ze Twoim znajomym, ktorzy „mieli wreszcie dostać wymarzone dzieci.” – chore dziecko – których czeka wiele – nie pasuje do koloru tapety…
        rozumiem, jak ktos nie czuje sie na silach zaopiekowac sie chorym dzieckiem. Samej mnie nie na to stać, choć czasem sie bije z myślami.
        Ale to oburzenie na „szumowiny” – które dostały pincet i zabraly dzieciaki, ktore ona sobie juz tak malowniczo porozkładała po kącikach…
        zacznijmy może od tego, ze dla mnie żaden człowiek – nawet ten, który urodził i porzucil dziecko z zespolem alkoholowym – nie jest szumowina. Przynajmniej zaden czlowiek po tej stronie drabiny społecznej.
        Dlatego – sie bardzo roznimy.

        • Buba 29/09/2016 at 01:43

          Mira
          Owszem, bardzo się różnimy. Chociażby tym, że Ty wiesz co moim znajomym pasuje do tapet i co chcieliby malowniczo porozstawiać po kątach.

          Różnimy się także tym, że dla mnie ktoś, kto katuje, gwałci, głodzi i zaniedbuje swoje dziecko, bo w życiu najważniejsza jest flacha, to szumowina.

          I teraz właśnie tacy „rodzice” starają się o odzyskanie dzieci. Nie po to, żeby raptem sporządnieć, przestać chlać i zająć się potomstwem ale właśnie po to żeby dostać to pińcet na dalsze chlanie.

          Mam nadzieję, że po tym łopatologicznym wyjaśnieniu zrozumiesz o co mi chodziło, bo subtelnych wyjaśnień Ani W najwyraźniej nie zrozumiałaś.

          Dodam jeszcze, że z racji wykonywanego zawodu znam te sprawy od podszewki i podobnie jak Ania W nie spotkałam się z przypadkiem oddania dziecka do adopcji z powodu biedy. (Szczególnie, gdy to bieda z gatunku tych, które da się zniwelować „drobną pomocą finansową”). Zgadzam się także z Anią, że fanatyzm jest groźny. Każdy fanatyzm.

        • ciociasamozło 29/09/2016 at 10:43

          Skoro Kanionek nie każe nam się zamknąć to jeszcze trochę się powywnętrzniam:
          1. Jedna jaskółka wiosny nie czyni. Świetnie, że komuś 500 naprawdę pomogło. Oby takich ludzi więcej, bo przeraża mnie, że tyle kasy może być przechlane.
          2. Nie bardzo orientuję się w procedurach adopcyjnych, ale nie sądzę, żeby rodzice oddający dziecko do bidula z powodów ekonomicznych byli pozbawiani praw rodzicielskich, może mają zawieszone, może ograniczone? Jedno co wiem to, że dziecko może być skierowane do adopcji wyłącznie wtedy gdy rodzice są całkowicie pozbawieni praw rodzicielskich. Problem się robi gdy skuszeni kasą „rodzice” zaczynają składać do sądów wnioski o przywrócenie praw. Jeśli się nie mylę, samo złożenie wniosku blokuje możliwość adopcji, biologiczni przecież maja pierwszeństwo. Jak sąd rozpatrzy wniosek to inna sprawa, ale zanim to zrobi, dzieciak nie ma szansy na adopcję. I może się tak zdażyć nawet w momencie gdy dziecko zna już rodziców adopcyjnych i zdąży się do nich przywiązać.
          3. Wypominanie komukolwiek, że nie podejmuje się adopcji chorego dziecka (a z drugiej strony, skąd wiemy że nie chodziło o chore dziecko? Sama zakładasz, że biologiczna matka chorego by nie chciała nawet za 500?), zakładanie, że adoptuje wyłącznie dla kaprysu, niewiele się różni od nazywania kogoś szumowiną (niezależnie od strony drabiny społecznej; swoją drogą myślałam, że drabina ma szczeble, a tu się okazuje, że społeczeństwo zostało podzielone również w pionie ;))
          4. Mira, nie wiem, może powinnam zazdrościć Ci, że nie miałaś do czynienia z ludźmi którzy własne dziecko za flaszkę sprzedadzą? Może każdemu z nas byłoby łatwiej gdyby widział świat tak czarno-biało? Niestety historia mówi, że nie ma tak pięknie :( . Żaden człowiek, żadna partia i żadna religia na świecie nie ma i nie powinna sobie uzurpować monopolu na rację. Wiara w taki monopol doprowadziła już do niejednego nieszczęścia w dziejach ludzkości.
          Sorki za ten patos, to pewnie z niewyspania.
          Bo wiesz, jestem przeciwniczką PIS-u, niechodzącą do kościoła zwolenniczką prawa do aborcji, która nie oddała babci do domu opieki, ani nie wywiozła jej do Holandii na eutanazję choć nie pasuje do tapet ;P

    • becia 29/09/2016 at 08:13

      Powiem Ci coś Mira na temat jak to małej przedsiębiorczości było źle za poprzednich lat a teraz niby jest dobrze.Na własnym przykładzie. Pochodzę z ubogiej rodziny, bez patologii ale dużo dzieci i niepracująca matka swoje robiły. Udało mi się wysiłkiem ojca i moim (bo oboje na to pracowaliśmy) zrobić studia, nienajgorszy kierunek na czołowym uniwersytecie. Poszłam do pracy za najniższą krajową, bo był szczyt bezrobocia. Ale nic to praca nie była najgorsza, najpierw najniższa krajowa szła w górę, potem zrobiłam parę uprawnień i awansowałam. Doszła wypłata męża:) i jakoś szło. Urodziły mi się dzieci i nagle znów zaczęło brakować. Stwierdziliśmy z mężem że trzeba z etatu przejść na własny biznes. Były proste założenia- ze względu na opiekę nad starszą częścią rodziny nie możemy emigrować dalej niż 100km od miejsca zamieszkania, musimy to być firma rodzinna bo każdy wie że własny biznes to robota non stop a my nie chcemy rozpadu małżeństwa i musi to być coś co lubimy, do czego mamy smykałkę i gdzie możemy wykorzystać własne doświadczenia i umiejętności, bo inaczej nie będziemy dobrzy i szybko wypadniemy z rynku Proste prawda? Wymyśliliśmy taki biznes. Skalkulowaliśmy biznesplan, poradziliśmy się branżystów i tych co zaczynali parę lat przed nami. Kokosów by z tego nie było ale spokojnie starczyłoby na życie i wykształcenie córek.Ja poszłam więc na starość na kolejne studia, mąż wziął dodatkowe godziny żeby mieć odłożony wkład własny, bo inaczej żaden bank nie udzieliłby nam kredytu a i zadłużać się na niebotyczne kwoty nie chcieliśmy. Rozsądne? Po 4 latach harówki i wyrzeczeń PIS nam stwierdził, że nie nie nie.. zapędzacie się Państwo.. wy jako inteligencja z miasta nie macie PRAWA za WŁASNE pieniądze kupić ziemi i prowadzić na niej produkcji ROLNEJ bo waszą winą jest to że urodziliście się w mieście i mieszkając w Polsce B nie byliście na tyle majętni by kupić sobie te 3 ha wcześniej. I jak ja k… m… mam rozwijać tą przedsiębiorczość przy takim prawie coo!! I niech mi nikt nie mówi, że to zapora dla obcokrajowców, bo NASZA wypatrzoną, ugadaną ziemię kupił Francuz i stawia na niej zabudowę SIEDLISKOWĄ z domem o powieszchni 600m2 i basenem. Oczywiście jest współwłaścicielem spółki z polskim udziałem a ziemia została zakupiona i przekazana jako aport spółce córce. No sorry.. niech mi nikt nie mówi że chronimy polską rolę przed wykupem przez obcokrajowców.. I niech mi nikt nie mówi że PIS sprzyja drobnej polskiej przedsiębiorczości bo mu się zaśmieję w twarz.. poprzednie rządy nie sprzyjały ale też k.. m.. nie przeszkadzały! A wiecie co jest najgorsze- najprawdopodobniej za 500+ PIS kupił sobie również następną kadencję. Normalne nie? Nikt nie lubi jak mu coś się odbiera, szczególnie przy mentalności ludzi „się należy”. Może społeczeństwo otrzeźwieje w następnej albo skończą się pieniądze. Ale za te 6-8 lat to ja już będę za stara na zapierdziel w szkółce:( Kończę w tym roku te studia, już bez serca i entuzjazmu, ale skoro zaczęłam skończę. Tylko płakać mi się chce jak policzę ile pieniędzy kosztowały. I ile mojego wysiłku. I dlatego Mira nigdy nie będę za PIS. Nie wymagam od Państwa by mi pomagało, niech mi za moje podatki zapewnią bezpieczeństwo zewnętrzne i wewnętrzne. Sama, ciężką pracą, zadbam o siebie i swoją rodzinę i najbliższe otoczenie (tak wolontariat nie jest mi obcy, czyn społeczny również) ale niech mi Rząd nie przeszkadza:(

      • zośka 29/09/2016 at 12:34

        bacia, ja też zrobiłam drugi dyplom ( i dwie podyplomówki), mając już dorosłe dzieci i wiem jedno, że nauka nigdy nie idzie na marne:), także spokojnie kończ te studia, zwłaszcza, że „pincetplus” masowo rzuca robotę. @Mira:
        Miałam się nie wtracać, ale…społeczeństwo widzi patologię w rodzeniu dla kasy, a nie w rodzinach wielodzietnych. Bo wtedy nie trzeba iść do pracy, tylko można z kolegami postać pod sklepem monopolowym, można chlać i rodzić pijane dzieci, a potem wyrazić skruchę i zabrać dziecko do domu, żeby 500+ nie przepadło. A dziecko jak było głodne i bose. To jest wspieranie paotlogii społecznych. Dziwne, że Ty jako osoba wykształcona nie kojarzysz takich oczywistych zależności, może zacznij myśleć samodzielnie. Oczywiście nie generalizuje, bo są rodziny, którym te 500+ przywrócilo godność, mam taką sąsiadkę z 2 dzieci, jedno niepełnosprawne, która spokojnie te dzieci wychowuje nie martwiąc się, że jej na leki i chleb zabraknie. Także widzę te dobre strony programu, ale oczywiście ten populistyczny rząd dal każdemu, i biednym i bogatym, bo tym samym zapewnia sobie większą liczbę wyborców. Zresztą nie chodzi mi tylko o przepijanie i trwonienie naszych pieniędzy( bo rząd nie ma swoich pieniędzy, szasta naszymi, pochodzącymi z podatkow uczciwie pracujących ludzi). Boli mnie bardzo odradzanie się nastrojów faszystowskich, ksenofobicznych i rasistowskich i to, że ten popierdolony rząd nie reaguje, a wręcz legitymizuje prawicową holotę. Tak hołotę, bo skrajna prawica to HOLOTA z kijami bejsbolowymi, kt,ora poczula się mocna, bo taki Błaszczak pozwala im na bicie każdego, kto mówi w obcym języku. Duzo by mowić, ale nie chcę się wkurzać. Tego, Mira, nie zauważasz? O aborcji nie będę się rozwodzić, bo mi się coś robi w mózg jak słucham tych zbokow. I żeby było jasne, nie jestem zwolenniczką żadnej partii, wszystkie partie, kt,ore rzadzily to złodzieje i mniejsze lub większe aferki. W dupie ich mam, mam nadzieje, na jakiś uczciwy rząd, zlozny z ludzi pokroju Biedronia. Może doczekam.
        I na koniec @Mira, kiepski rząd popierasz, skoro jego koronnym argumentem za „dobrą zmianą” jest „a tamci też kradli”.

        • nw 30/09/2016 at 02:23

          Zoska, ajlawju:)
          I jedna uwaga tylko: normalni, twardo stapajacy po ziemi ludzie, tacy, ktorzy zyja z wlasnej pracy i nie licza na pieczone golabki z nieba, sa moim zdaniem skazani na wieczne glosowanie na mniejsze zlo.
          Bo „demokracja to najgorszy system, ale nie wymyslono nic lepszego”, jak powiedzial kiedys Churchill.
          Takze nie liczylabym na wieksza kariere Biedronia.
          Polityka nie jest zajeciem dla pieknoduchow. jednak.

    • ciociasamozło 29/09/2016 at 09:33

      No patrz, to jednak za 500 ci kochający biedni rodzice chorych dzieci nie chcą? ;)

  78. ciociasamozło 28/09/2016 at 13:52

    Każda władza powinna być pod lupą ;)

    Modra ma rację, że populistyczne akcje PIS były/są skierowane do ludzi o niewielkiej świadomości gospodarczej czy politycznej, takich którymi łatwo manipulować obiecując kiełbasę wyborczą z jednej strony a wchodząc na nuty patriotyczno-rozliczeniowe z drugiej. Co oczywiście nie oznacza, że to wyłączny elektorat PISu.

    Największe zarzuty wobec aktualnej władzy jakie mam ja osobiście to:
    – pogłębianie podziału na „mohery” i „wykształciuchów”, „prawdziwych Polaków” i „sługusów Merkel/Putina”, szukanie kozłów ofiarnych, oskarżanie wszystkich o wszystko i kreowanie się na nieomal świętych wybrańców jedynie słusznej części narodu
    – wprowadzanie bardzo kosztownych reform, które tak naprawdę nie wnoszą niczego pożytecznego (np. reforma szkolnictwa), zamiast stopniowych, mniej kosztownych, ale więcej dających zmian „u podstaw” (np. odejście od opresyjnych metod nauczania)
    – bicie w dzwon patriotyczno-narodowy nie w tym temacie, w którym by należało (ach jak pięknie machać flagą i szabelką, ale płacić podatki, sprzątać po psach, nie wywozić śmieci do lasu czy choćby szanować bliźniego niezależnie od jego orientacji to już niekoniecznie); ciche przyzwolenie dla wszelkiej maści narodowców,
    – przyzwolenie na „rządy kolesiów”, jak to ma miejsce z nową ustawą o prawie łowieckim,
    – wszechobecna propaganda jak za komuny
    – projekt zmian ustawy dot. aborcji (czy ktoś z Was zauważył, że oprócz zmian dotyczących całkowitego zakazu i penalizacji, zostało usunięte wychowanie seksualne ze szkół?)
    Nie wybielam PO, Komorowski nie wzbudzał mojego zaufania, ale jakoś za poprzedniej ekipy nie miałam poczucia permanentnego zagrożenia jak teraz :(

    • Ania W. 28/09/2016 at 21:28

      O właśnie, ciocia to jak coś w słowa ubierze, to od razu się człowiek chce pod tym podpisać!

    • cicha wielbicielka 28/09/2016 at 22:29

      Kozy kochane!!!
      Nie było tu tak gorąco od czasu telewizorów chyba.
      Dobra zmiana ? NIE TUTAJ!
      Choć zgadzam się z ciocią, becią, modrą, ng, nw to …tylko bez polityki proszę.
      Przynajmniej teraz kiedy nie umiemy się pięknie różnić.
      Może kiedy będziemy mogli rozmawiać ze sobą normalnie czyli na argumenty, bez emocji… Czekać i nigdy nie tracić nadziei..
      A teraz kończ waść – Koninek czas na nowy wpis!

      • kanionek 28/09/2016 at 23:08

        Cicha Wielbicielko :)
        Po pierwsze, właśnie przyszedł do mnie spłakany ze śmiechu małżonek i mówi: „KONINEK!”, a ja pytam: „że co?”, a on, że jestem KONINKIEM i to jest najśmieszniejsza rzecz, jaką dzisiaj przeczytał w całych internetach.
        Po drugie: no weeeź! Tak ładnie żarło…
        To ja tu sobie siedzę cicho, czytam co Kozy piszą i cieszę się, że wreszcie jakaś dyskusja, jakieś emocje, i że teraz to nikt nie zauważy, że już dwa tygodnie minęły od ostatniego wpisu, a tu o – Kalendarzowa Policja :-/

        (I przecież były argumenty, i nikt zgniłymi jajami nie rzucał, i TAK BYŁO PIĘKNIE, buuuu…).

        • cicha wielbicielka 29/09/2016 at 10:17

          O!
          Okrzan od Kanionka – bezcenne ;)
          Miałam dobre chęci a z nimi to …… ja wiedziałam, że tak będzie …..
          PS. Nawet nie zauważyłam literówki – ale tyż piknie :)

  79. zośka 29/09/2016 at 10:47

    KONIENEK też mi się podoba.:)))) Palec Boży w tym widzę, musisz mieć KONIA.

    • ciociasamozło 29/09/2016 at 11:17

      KONINEK, KONIENEK… KOŃkretna wskazówka ;)

  80. zeroerhaplus 29/09/2016 at 11:19

    1. Jakby nie było, Koninek (taka mała wiocha pod Koninem?) zawszeć to lepszy od Kanonika ;)
    2. Forum, drogi Koninku możesz ładnie zapakować i schować tam, gdzie podobno są już kierunkowskazy od beemek (choć ja myślę, że bardziej z audi) oraz postanowienia noworoczne. Jest takie miejsce. I proszę mi tu bez brzydkich skojarzeń :)
    3. Mirze mimo wszystko należy się medal za odwagę. To jak krzyknąć wśród sawanny „Lew jest gupi!!!”, w nocy, nago i pińcset (plus) kilometrów od najbliższej osady.

    • Iza 29/09/2016 at 12:52

      ad 3. Zgadzam się. I nawet się ucieszyłam z potencjalnej szansy podyskutowania z kimś o odmiennych poglądach, bo wśród własnych znajomych nie mam nikogo takiego. Tyle, że chciałabym dyskusji opartej na argumentach, a nie na „nasza mafia jest lepsza i koniec”. Chyba się niestety zawiodłam…

      • zeroerhaplus 29/09/2016 at 13:01

        O, a ja tu widzę argumenty tak samo dzielnie wytaczane z obu stron. Ale przyznam się, że nie klikam na linki, bo temat mnie średnio interesuje.

  81. ng 29/09/2016 at 12:34

    To bolący temat jest jednak, chyba z tego takie zaangażowanie w komentarze się wzięło. A Mirę to chyba jednak ja sprowokowałam, bo się zapytałam kto na pisiorów głosował.

    @Mira,fajnie, że tu jesteś i bronisz swoich poglądów. Mam nadzieję, że ta krótka dyskusja uświadomiła Ci, że każda koza w oborze Kanionka ma swoje zdanie i na szczęście właściciel ich za to nie beszta. Mi natomiast uświadomiła, że każdy wyborca PiSu ma jeden wspólny profil, którego rysem charakterystycznym są:
    – niewytłumaczalny żal do innych,
    – nieustępujące poczucie zagrożenia,
    – potrzeba walki z wyimaginowanym wrogiem (w szczególności z postępem technologicznym)
    – oraz solidne poczucie wyższości.

    HOWG!

    • agiag 29/09/2016 at 14:59

      To ja w sprawie wyborców PiS-u – nie mają wspólnego profilu. Ja co prawda na opcję inną głosowałam (też, niestety bardziej „przeciw” niż „za”), ale całkiem sporo takich wyborców znam osobiście. To politycy chcą, żebysmy myśleli o wyborcach partii przeciwnej jak o ludziach o wspólnym profilu. Wszak jak się stworzy stereotyp przeciwnego obozu, to wtedy podział jest wyrazniejszy i łatwiej grupę swoich wyborców utrzymać (tak wszak mamy, że boimy się Innego).
      Ale wiecie co, ja sie generalnie staram z daleka od polityki trzymać, ale wpis na blogu królowej Matki z 24.09 (http://polaherbaciane.blogspot.com/) mnie tak ruszył, że wybieram sie protestować.

      I jeszcze – ponieważ dopiero poprzedni wpis z komentarzami doczytałam – takie info od Nikosia dla Koninka chyba nawet bardziej niż Kanionka – otóż Nikoś prosi żeby przekazać, że konik polski z doświadczeniem, to stworzenie, które najchętniej przemieszcza się stępem, uznając kłus i galop za przereklamowane, bo przeciez wtedy można tysiące kalorii stracić. I im bardziej niedoświadczony jezdziec, tym wolniej konik idzie, bo skoro nikt go do galopu nie zmusza, to po cóż miałby się taki konik wyrywać przed orkiestrę?
      A od siebie dodam, że osobiście wolę na oklep jezdzić niż w siodle, bo łatwiej mi wtedy do rytmu konia sie dopasować (z siodła zleciałam, jadąc na oklep – nie). A i zimą na oklep na konikach polskich jest cudnie – mają wtedy taką puchatą sierść i grzeją:)

    • nw 30/09/2016 at 02:25

      A ja sie w pelni zgadzam z ng!
      Mam dokladnie takie same obserwacje co do elektoratu PiS.

      • nw 30/09/2016 at 02:35

        Moze pojade przykladem.
        Otoz mam wsrod znajomych taka rodzine, ktora uwaza sie za wiecznie skrzywdzona. Syn jest bezrobotny, nowej pracy nie moze dostac, bo wszyscy przyjmuja tylko po znajomosci (ten czlowiek pierwsza prace po studiach, na ktore tez dostal sie po znajomosci, dostal po znajomosci wlasnie, nastepna takze, teraz tatus na emeryturze, wiec znajomosci sie skonczyly), co jest takie niesprawiedliwe!
        Wszystkie niepowodzenia jakie ich spotkaly to wina „onych” nigdy przyczyny nie szukaja w sobie. Kiedy za PRL-u zyli dostatnio, bo tatus pracowal na kontraktach zagranicznych i kosil kasiore w walucie, bylo cacy. Teraz wszyscy wokol, ktorym sie powiodlo to starzy ubecy i zydzi, ich dzieci i wnuki. Kosciol jest straszliwie przesladowany (cytat: „nawet za komuny tak Kosciola nie przesladowano tak, jak za wszystkich niepisowskich rzadow”), a oni jako katolicy czuja sie ucisnieni.
        I wszyscy, caly swiat, tylko czyha, by zrobic krzywde Polsce i prawdziwym Polakom.

  82. Pani od francuskiego 30/09/2016 at 07:20

    Kozy Kochane!
    Siedzę w kącie i się nie odzywam, bo w pracy wykorzystuję cały zasób „się odzywania” i potem już mi się nie chce ani gadać, ani, tym bardziej, pisać, ale postanowiłam jednak wydać odgłos paszczą, bo dawno nic mi tak dobrze na psyche nie zrobiło jak Wasza dyskusja. Powiew świeżego powietrza w tej dusznej, zatęchłej rzeczywistości. Patrzę na to, co się dzieje, na niebywałe popisy arogancji, bezczelności, nie liczenia się z nikim i z niczym, TKMizm nigdy wcześniej nie widziany, przyzwolenie na przemoc i agresję (no bo kto to widział, żeby w POLSKIM tramwaju mówić po niemiecku!), propagandę lepszą niż w PRLu, podział na lepszy i gorszy sort, apel smoleński wciskany przy każdej okazji, „reformę” szkolnictwa, rozmaite misiewicze na ważnych stanowiskach, itd. itp. i czuję się jakbym wypadła kosmitom ze statku na zbyt ostrym zakręcie. Pojąć nie umiem, jak to jest możliwe, że niektórzy patrząc na to wszystko naprawdę widzą w tym dobrą zmianę… Ostatnio moja znajoma (pracownik naukowy), po jednym, niewinnym komentarzu z mojej strony (tak, wiem, mogłam sobie darować, złe mnie podkusiło…) wywrzeszczała mi, że onanizuję się (sic!) swoją nienawiścią do PiSu (fakt, miłością nie darzę…) i powinnam się leczyć. Być może. Ale dzięki Wam widzę, że nie tylko ja. Zawsze to trochę raźniej…

    • Iza 30/09/2016 at 09:00

      No ja właśnie też nie wiem, „jak to jest możliwe, że niektórzy patrząc na to wszystko naprawdę widzą w tym dobrą zmianę” i chciałabym, żeby mi to ktoś w punktach porównawczych przedstawił (np. „bo rok temu nie miałam na chleb, a teraz jeżdżę nowym mercedesem” – co spokojnie mogłabym zrozumieć, bo w końcu bliższa koszula ciału, nieprawdaż). Wtedy mogłabym się jakoś odnieść, bo do ogólnego stwierdzenia „bo tamci to była mafia, a teraz jest cudownie” to się odnieść nie potrafię, bo mi witki i cycki opadają, a i rozum też.

    • nw 30/09/2016 at 12:53

      Szanowna Pani od francuskiego:)
      Scenka, ktora Pani przywolala pokazuje bardzo typowe zachowanie przedstawicieli elektoratu PiS – najmniejsza krytyka traktowana jest przez nich jako bezprzykladny atak, mowa nienawisci i przemysl pogardy. I w ogole: hanba, zaprzanstwo, zdrada!
      Uklony:)

      • cicha wielbicielka 30/09/2016 at 20:35

        Już wiem! Ten Kanionek/Koninek też chciał mieć pińcet plus!
        Komentarzy! :P

        • kanionek 30/09/2016 at 22:32

          Pińcet do każdego wpisu!
          Raz już było 666, albo 667, chyba, ale dawno i kto by to pamiętał ;)

  83. baba aga 01/10/2016 at 13:06

    Byłam w Bieszczadach, internetów tam nie było za dużo, więc po powrocie zasiadłam poczytać zaległości, a tu taka bomba. Kozy kochane, ja oczywiście, tzn dla mnie jest to oczywiste, też z rebeliantów, ja mówi prezes. W skrócie to kocham ciociesamozło jeszcze bardziej, Mire również podziwiam za odwagę i zgadzam się z teorią że cechą charakterystyczną elektoratu PIS jest szukanie winnych w innych, mam w rodzinie tę opcję i to co mnie doprowadza do szału to jest tekst” a po co ja mam robić jak ONI nie robią” po co sprzątać, segregować smieci, zatroszczyć się o zgubionego psa czy chorego sąsiada, ” a mi ktoś pomoże?” a co do wykształcenia to miałam na studiach koleżankę która wszystko wkuwała na pamięć i największą krzywdę robił jej profesor kiedy pytał ” a co Pani sądzi na ten temat?” na to pytanie ona nie znała odpowiedzi no i oczywiście to była wina profesora ;-) studia skończyła bez samodzielnego myślenia, więc można. Przepraszam ale musiałam, a teraz idę grzecznie zapłacić mandat, chociaż inni nie płacą :-P

    • kanionek 01/10/2016 at 18:57

      Dzięki, Babo Ago :)
      O, a skoro niedawno byłaś w Bieszczadach, to powiedz: czy są tam już wszyscy ci, co się od lat zastanawiają, czy może pie*dolnąć to wszystko i wyjechać w Bieszczady? ;)

      (Ciekawi mnie jedna rzecz, bo słowo „odwaga” padło już kilka razy, więc zadam Wam pytanie: dlaczego Mira, żyjąc w kraju demokratycznym, gdzie wolność słowa i wyznania dumnie deklaruje Konstytucja, a ulice nawołują do tolerancji, musiała wykazać się odwagą…? No to zapytałam i uciekam, bo ja do odważnych nie należę ;))

      • Ania W. 01/10/2016 at 19:13

        Ja w kwestii odwagi :). Oczywiście Koninku masz rację co do zasady, ale na potrzeby tej dyskusji fraza o wykazaniu się odwagą godną podziwu z jednej strony była potrzebna do obniżenia poziomu emocji dyskutantek, a z drugiej oznaczała bezbrzeżne zdziwienie, że Mira, czytając komentarze nie wykumała, kto tu siedzi :). Bo oczywiście poglądy każdy mieć może jakie chce, ale fajniej się je owies wśród kóz nieco zbliżonych w założeniach co do rzeczywistości.

        Tej głębokiej analizy dokonałam ja, już możecie chichotać. :)

        • kanionek 01/10/2016 at 19:36

          Eee, prawdę mówiąc, to ja się nigdy nie zastanawiałam, kto tu siedzi! (Jezusmaria, kto tu siedzi?!)
          I nikogo z niczym nie wiązałam. No to wyszłam na niekumatą :)
          Z tym jedzeniem owsa z jednej miski to jasne, ludzie od zawsze łączyli się w grupy wspólnych zainteresowań, ale wiecie – członek klubu „Szydełko” niekoniecznie musi w łeb cegłówką członka klubu „Moje Modele Samolotów”. Albo od razu, że „głupie te twoje samoloty, i cały twój klub głupi, i w ogóle gdyby rządził klub Szydełko, to samoloty byłyby zakazane” ;)

          • kanionek 01/10/2016 at 19:44

            Aha, i z góry zaklepuję sobie prawo do ucieczki w dowolnym momencie, bo po pierwsze: jestem cykor, a po drugie: jestem na tyle nierozgarnięta, że nie wiem, kto siedzi na moim własnym blogu, więc może lepiej, żebym nie miała zdania ;)

          • Ania W. 01/10/2016 at 20:04

            Prawda, sama prawda. Acz z dyskusjami, to jak z hazardem, trochę emocji musi być. I wcale nie wyszłaś na niekumatą, tylko może ja coś z przekazem nawaliłam.

      • baba aga 01/10/2016 at 19:50

        Może i oni tam są ale tam dużo lasów, jest się gdzie schować :-) Bieszczady sprzyjają samotności i mnie sprzyjały również.
        Co do odwagi to kurcze faktycznie, co to za odwaga w internetach, ja jestem człowiek starej daty i wciąż mylę internety z życiem realnym, i dla mnie to było takie wystąpienie jak np w kawiarni, ale po głębszym zastanowieniu stwierdzam, że to nie była odwaga, ale cieszę się, że się odezwała bo tak mi raźniej wśród swoich :-D
        Z tym demokratycznym krajem i tolerancyjną ulicą to taka podpucha? Chcesz żebyśmy większe mandaty płaciły :-P
        Moja przyjaciółka była świadkiem pogrzebu Inki i ta ulica wyglądała jak rekonstrukcja zdarzeń z końca lat 30 w Niemczech, tylko napisy na sztandarach gdyby zmienić.

        • kanionek 01/10/2016 at 22:01

          „Z tym demokratycznym krajem i tolerancyjną ulicą to taka podpucha? Chcesz żebyśmy większe mandaty płaciły :-P” – no i jak ja mam być bogata, jak Wy takie mądre? Muszę sobie znaleźć głupszy elektorat, znaczy ten – fanklub :)

          Uff, czyli jakby co, to się jeszcze i dla mnie w Bieszczadach miejsce znajdzie.

Dodaj komentarz

Podpis *
Email *
Witryna internetowa