Sielanka-sranka, czyli Bożena pisze memułar (a ja zbieram na kilometr ogrodzenia)

 

–  Za górami, za lasami, gdzie psy piją wodę dupami…
–  NIE! – irytuje się Irena, waląc kopytkiem w lizawkę solną.
–  Co “nie”? – Bożena otwiera oczy, wytrącona z wątku.
–  Nie można tak na początku z dupami zaraz wyskakiwać.
–  A kiedy można?
–  Nie wiem, później jakoś. Gdy się już czytelnik do nas przyzwyczai, pozna nas trochę, weźmie ze trzy nerwosole, no później trochę w każdym razie.
– Aha. Coś jak: “jestem Bożena i piszę kozi memułar, proszę się nie martwić i nie denerwować”, i wtedy już można z tą dupą…?
–  Bardzo śmieszne, Bożena. Ty niby mądra jesteś, ale e-wi-dent-nie wymagasz sprawnej i inteligentnej redakcji, i właśnie po to masz mnie.
–  A to ty sobie może sama, DROGA REDAKCJO, napisz ten memułar i nie zawracaj mi dupy, co?
–  Nie, bez sensu. O czym ja bym miała pisać, jak ja mam tylko trzy lata? Ty to co innego – masz ze trzydzieści, wyglądasz na trzysta, z niejednego podwórka stare trampki jadłaś i tak dalej. Ty będziesz opowiadać, a ja to wszystko ładnie spiszę, bo ja ładnie piszę, zrobię kopyrektę i cerratę, recenzję napisze ta nowa, rozczochrana cwaniara z miasta, będzie miała większą wiarygodność…
–  A w łeb chcesz? – pyta spokojnie Bożena.
–  …okładkę zaprojektuje Pippi, ona ma taki elegancki styl… – ciągnie z rozpędu Irena, nie zważając na ofertę Bożeny; Bożena często daje w łeb, nawet bez powodu, i wszyscy się już do tego przyzwyczaili. – Tradycja będzie naszą sekretarką, a ten jej głupek, Lucek, koziwojażerem…
–  Czym?
– No koziwojażerem, takim sprzedawcą obwoźnym, rozumiesz. Worek owsa za jeden egzemplarz memułara, to będzie nasza cena, i widzisz jak ja to wszystko mam już przemyślane – głupek będzie sprzedawał, bo tylko on jest w stanie worek owsa przytargać do koziarni. Wysoki jak koza, głupi jak brzoza, ale silny jak dąb, i się w końcu do czegoś przyda.
–  Brzozy są głupie?
–  I widzisz, I WIDZISZ, Bożena!? Ja ci przedstawiam poważny biznesplan, a ty mnie o głupoty pytasz!
–  No już dobrze, dobrze, weź sobie te trzy nerwosole, i pisz: “za górami, za lasami, gdzie psy… gdzie psy…” – Bożena zawiesza się na chwilę, mrugając nerwowo oczami.  – Ty, Irena, co jeszcze mogą robić psy na końcu świata, w środku lasu, w województwie warmińsko-mazurskim?
–  Z moich obserwacji wynika, że niewiele – zauważa z przekąsem Irena.
–  Dobra, już mam. “Za górami, za lasami, za czterema bezużytecznymi psami…”

No i w tym momencie wypada mi z dłoni zszywacz tapicerski, z którym wdrapałam się na strych obory, żeby przybić w okienku siatkę zabezpieczającą strych przed kurami. Niewiele brakowało, a spadłby Irenie na głowę, bo okienko jest tuż obok takiego otworu zrzutowego na siano, a otwór dokładnie nad żłobem w koziarni. Otwór ten na zimę zakrywamy deskami, kocem i sianem, żeby się koziarnia nie wyziębiała, a latem odkrywamy i jest z niego piękny wywietrznik. No więc ciężki zszywacz upadł, narobił hałasu, i za pół sekundy Irena była już w żłobie i teraz twardo patrzy mi w oczy przez otwór zrzutowy na siano.

–  PODSŁUCHIWAAAAAŁAŚ! – wyje oskarżycielsko Irena, jakby nie była małą, łaciatą kozą, tylko co najmniej syreną okrętową.
–  Nie podsłuchiwałam, tylko przyszłam tu przybić, o takie  –  macham na usprawiedliwienie firanką i zszywaczem, i wymyślam naprędce pytanie, które ma odwrócić uwagę Ireny od mojego niechwalebnego postępku.  –  A dlaczego Tradycja ma być waszą sekretarką?
–  Bo jest blondynką i ma duże cycki, to chyba jasne!  –  odwarkuje Irena, wciąż zadzierając łeb i przeszywając mnie sztyletem spojrzenia z gatunku potępiających.
–  Ale wiesz, że to tylko taki stereotyp? Ja nie jestem blondynką i na dobrą sprawę nie mam cycków, a kiedyś byłam sekretarką.
–  Tajasne!  –  prycha lekceważąco Irena.  – I niby kto wtedy opiekował się twoimi kozami?
–  Och, to było bardzo dawno temu, i wtedy nie miałam jeszcze kóz.

Spojrzenie Ireny zmienia się z potępiającego w niedowierzające, jakby nie mieściło jej się w głowie, że ktoś może nie mieć kóz.
–  No co tak patrzysz? – śmieję się z jej głupiej miny. – Po prostu mieszkałam w mieście i nie miałam żadnych kóz.
–  I ten… I jak ci się żyło bez kóz? – Irena patrzy w dół, grzebiąc kopytkiem w sianie.
–  Całkiem do dupy  –  odpowiadam zgodnie z najprawdziwszą prawdą.
–  No! To rozumiem,  –  rozpromienia się błyskawicznie Irena  –  bez kóz musi być całkiem, ale to całkiem do dupy!
–  Z kim wy tu tak gadacie?  –  Doktor Ekspert ostrożnie wchodzi do koziarni, i widząc w otworze sufitu moją twarz milknie nagle, przerażona, wybałuszając wielkie, owcze oczy.
–  Wyluzuj, dziewczyno,  –  śmieje się Irena  –  ONA WIE.
Doktor Ekspert nadal stoi jak wcementowana w podłogę i rzuca cicho, jakby półgębkiem: – CO wie?
–  No wie, że jak chcemy, to gadamy ICH językiem.
–  O Boże…  –  Doktor Ekspert robi w tył zwrot i wypada w te pędy z koziarni, by jak najszybciej donieść o wszystkim Baśce.
–  Jeeezu  –  wywraca oczami Irena  –  ale te owce są dur… – i urywa w pół słowa, zgromiona ostrzegawczym chrząknięciem Bożeny.
–  To już NIC nie można teraz powiedzieć?!  –  buntuje się Irena, ale widać, że jednak jest jej trochę głupio. –  No wiem, wiem. Przykra sprawa z tymi jagniętami, i Kocykiem, i tamtymi… PRZEPRASZAM, Bożena, no naprawdę  –  Irena podchodzi do starszej koleżanki i pojednawczo trąca ją nosem.  – Przepraszam.
–  Dobra, masz wybaczone, ale na przyszłość pilnuj trochę ten swój niewyparzony jęzor. A Tradycji już mówiłaś, że będzie naszą sekretarką? Bo nie wydaje mi się, żeby ona się zgodziła.
–  Ja też to słabo raczej widzę  –  dorzucam swoje trzy grosze z okienka.
–  Phiii! Co wy wiecie o rekrutacji!  –  pręży chudą pierś Irena, z powrotem w swoim żywiole.  – Ja to tak załatwię, że Tradycja sama do mnie przyjdzie BŁAGAĆ o tę robotę!
–  Aha  –  z trudem zachowuję kamienną twarz.  – A właściwie co wam strzeliło do głowy z tym… tym memułarem?  –  zwracam się do Bożeny.
–  Ja tam się nie znam i nie wypowiadam. Mądralę zapytaj  –  Bożena wzdycha ciężko, układa się wygodnie na ściółce pod żłobem i ruchem głowy wskazuje na Irenę.
–  No bo tak! Bo tu się różne rzeczy dzieją, skończyła się sielanka-sranka, ciągle jakieś zmiany, i my tu nie znamy dnia ani godziny, a przecież to wszystko nie może się tak ZMARNOWAĆ. My tu nie jesteśmy jakieś byle kto, my tu mamy prawdziwe życie i wiele do powiedzenia, i po nas musi zostać jakiś ślad!
–  Masz na myśli coś więcej, niż obgryzione drzewa, wytłuczone szyby, rozwalone drzwi i kozia ławka rozniesiona w drzazgi?  –  pytam drwiąco.
–  Ojezu,  –  Irena znowu wywraca oczami  –  po pierwsze, to nie my, tylko ONI. Faceci. Po drugie, to nie MY tu sprowadziłyśmy tego białego pokundla, który Luckowi gra na nerwach, co nie? A skoro już jesteśmy przy sprowadzaniu, to może powiesz nam, KTO tu przywlókł kolejne trzy ofermy jakieś, hę?

No i tak. Chyba powinnam zacząć coś Państwu wyjaśniać, bo nie wszystko z tej rozmowy rozumiecie. Firanka wstrzelona w “okno” strychu obory wygląda tak:

firanka przeciw kurczakom

No krzywo jest, ale to z wrażenia tak mi wyszło. No bo weźcie – memułar? A co niby jest nie tak ze starym, dobrym pamiętnikiem? (później jeszcze o to Irenę pytałam, i ona mówi, że “pamiętnik” to jest nazwa zarezerwowana i chroniona prawem autorskim. I podobno należy do niejakiego Plastusia. No to ja też się nie znam i nie wtrącam).

A “kolejne trzy ofermy jakieś” wyglądają tak:

trzy ofermy jakies trzy ofermy jakies 2

I już spieszę z krókim słowem wyjaśnienia. No bo pojechaliśmy do znajomego koziarza, pogadać o kolczykach dla owiec. I wróciliśmy bez kolczyków, za to z trzema ofermami. Proste, nie? Ta mała biała nazywa się Kredens i od tego nie dało się uciec. Kredensem miała być Tradycja, małżonek naonczas BARDZO nalegał, ja się nie dałam, ale też wiedziałam, że co się odwlecze, to daleko nie spierdoli. Teraz przynajmniej mamy to z głowy. Ta popielata, bardzo nieśmiała kózka, to Szarik, a największa z nich, podobno rodzona we wrześniu, jak ja, będzie Tereską, bo poprzednia Tereska zmieniła imię na “Herbatka”. No i te bidne trzy ofermy są teraz na samym dnie, jeśli chodzi o hierarchię w stadzie, a dzięki nim Kozy Włoskie awansowały i nareszcie też mają kogo szturchać.

“Faceci” w koziarni porobili o, takie różne swoje porządki:

drzwiczki rozpieprzone 2 drzwiczki rozpieprzone lawka rozebrana szybka wybita

Ale trzech mam już z głowy. Wybaczcie mi, drogie matki chrzestne, ale przewaga liczebna samców nad samicami jest niezgodna z naturą, a wręcz szkodliwa i zła, o czym wiedział nawet scenarzysta “Seksmisji”, a ja się przekonałam na własnych siniakach i naciągniętych mięśniach. Po prostu NIE, nie da się utrzymać w ryzach hordy napalonych kozłów, i musiałam sobie przewalutować niektóre uczucia i poczynić zabiegi strategiczne. Docelowo w stadzie ma rządzić jeden jajeczny, od biedy dam radę utrzymać dwóch, ale wtedy będą musieli garować w ciupie na zmianę. Pacanek to “świeża krew”, nowe geny, niespokrewniony z nikim, prócz córki swej, zwanej Małym Złem. Nierogaty, więc nie będzie mi żyrandolem majstrował przy klamkach, że nie wspomnę o rozkurwianiu drewnianych elementów wystroju wnętrz. Andrzej, jako ojciec-założyciel, ma immunitet i jest chroniony prawem, więc pomimo okazałego żyrandola zostaje, i trudno. Lucek – piękny, młody, kozi bóg. Tu mamy z małżonkiem rozterkę, bo po pierwsze: Irena już go zatrudniła jako koziwojażera, a po drugie – poczciwy z niego głupek. Jest wielki, waży już pewnie tyle co ja, urodziwy i w ogóle, tylko te straszliwe rogi… Podczas nocnej bijatyki w koziarni tak pokiereszował łeb Pacankowi, że wypsikałam na ten biedny czerep resztkę octeniseptu i zastanawiam się nad kupnem beretu, który by zasłonił ten jeden, wielki strup. No więc kwestia Lucka jest wciąż otwarta, Trzej Muszkieterowie Ireny szukają domu, tako i kuzyn ich Sylwuniu, czyli syn Kachny, a tymczasem Kazik, Guzik i Wirus pojechali szczęśliwie do nowego domu.

Nowy dom też jest pod lasem, a nowym urwisów właścicielem został znajomy mojej znajomej, nie żadna patologia, tylko porządny pan w średnim wieku, który rok temu wyprowadził się z miasta i zażywa świętego spokoju na łonie natury. To znaczy mam nadzieję, że nadal zażywa, no ale to nie ja mu wcisnęłam aż trzy rącze koziołki – sam chciał. Najpierw była mowa o Kaziku i Guziku, bo oni jak dwaj bracia bliźniacy zawsze trzymali się razem, no ale gdy pan po nich przyjechał, to biegał z nimi po podwórku również Wirus, albowiem Wirus poczuł zew krwi i zabierał się za seksualną eksplorację wdzięków swojej matki (zaraz po śniadanku z cycka, rzecz jasna), więc też go musiałam od stada odseparować. No i pan popatrzył na tę trójkę i rzekł, że w sumie czemu by nie trzech? Troje? Miejsce jest, terenów zielonych mu nie brakuje, siano ma po znajomości od kolegi, bardzo dobrej jakości, bo kolega ma konie, szopka na zimę też ich pomieści, no to niech będą trzy. Troje. No i pojechali. I z jednej strony dziwnie nam było z małżonkiem, gdyśmy tak patrzyli za oddalającymi się trzema ryjkami przyklejonymi do tylnej szyby kombi, ale ze strony drugiej, nie kryję, była ulga. Trzech rogatych mniej w codziennej szarpaninie (o tak; Wirus wypuścił rogi dopiero ponad miesiąc po urodzeniu)! I pojechali w dobre miejsce, do normalnego człowieka, więc lepiej byśmy tego nie wymyślili.

Jeśli zaś chodzi o Pumę, która wkradła się w sekcję komentarzy, to…

Małżonek, jak wiecie, pracuje na czarno, w takim niedogrzanym bunkrze, i sprzedaje markowe szmaty przez internet (przy okazji – gdy następnym razem będziecie kupować jakieś drogie buty, za sześć stów lub więcej, czy inne fensi bluzy lub strój do wrestlingu, przez profesjonalnie wyglądającą stronę internetową z pięknymi zdjęciami, oraz szybką i profesjonalną obsługą, to wiedzcie, że jest wielce prawdopodobne, iż po drugiej stronie waszego monitora/telefonu/tabletu siedzą biedaki-cebulaki, w kufajach i ocieplanych kozakach, pracujący na czarno. Część z nich ma tzw. grupę inwalidzką, a część “działalność gospodarczą”, na którą są dotacje z urzędu pracy i można za nie kupić sprzęt do bunkra. Albo jeśli kupujecie coś na ibeju, czy innym amazonie, i myślicie, że kupujecie w Anglii, lub w Niemczech, to… tak, bardzo możliwe, że wciąż kupujecie w tym samym bunkrze. Nie podam nazwy firmy ani adresu sklepu/ów, ale zapewniam Was, że jak nie należy oceniać książki po okładce, tak firmy po interfejsie), no i był tam sobie taki kotek. I małżonek mówi: “Fajny kotek, trochę mi go szkoda. Całe życie w kotłowni z cieciem, na jakimś suchym kitikecie…”. No i tak sobie chodził i mówił. I czasem dodawał jeszcze, że NAPRAWDĘ BARDZO ŁADNY KOTEK. A właściwie kotka.

Kilka dni temu, na cztery dni przed umówionym terminem kastracji, Gamoń dał nogę, a małżonek uznał, że skoro nie ma go już trzy dni, to pewnie nie wróci, i… w poniedziałek około osiemnastej zajechał na podwórko, wytachał wielki karton z samochodu, a z kartonu małe, trzykilogramowe, wielkookie TO:

puma

I to ma być PUMA? Gdzie tu jaka puma, jak to czysty żbik.

niby puma niby zbik niby puma niby zbik 2

Nibypuma puszczona wolno po mieszkaniu bardzo szybko zapoznała się ze wszystkimi kątami, znalazła miskę z wodą, miskę z żarciem, kuwetę, moje niedojedzone kanapki, dwa gęsie jaja w koszyczku z czosnkiem, i wiele, wiele innych rzeczy, a małżonek, dumny jak paw, kiwał głową i powtarzał: “Patrz, Kanionek. To jest KOT. Prawdziwy kot, nie te jakieś twoje niedoróbki. Patrz, i ucz się, jak się zachowuje porządny kot”. No to patrzę. Dziś rano na przykład wchodzę do kuchni, patrzę, a tam krajobraz jak po imprezie studenckiej: na podłodze mozaika ze skorupek jaj (które zbieram do pudełka, potem kruszę i rozrzucam w ogrodzie), przeplatana okruszkami chleba (który suszę dla kóz), z różowym akcentem szczątków po gąbce do zmywania naczyń, że nie wspomnę o rozmaitych pudełkach i pojemnikach, tudzież siatkach na zakupy, rozwłóczonych po linoleum niczym zwłoki młodych dziewic po wspomnianej imprezie studenckiej. Imprezie studentów-satanistów. W kuchni był co prawda tej nocy również Gamoń (owszem, wrócił w przeddzień zabiegu i się nie wywinął), ale nie mam wątpliwości, że ten skorupkowy armagedon to robota PRAWDZIWEGO KOTA, bo Gamoń w dupie ma jakieś głupie skorupki, a gąbki do zmywania nawet by łapką nie dotknął, bo fuj. W kilka godzin później ten sam prawdziwy kot zrzucił z parapetu w moim pokoju plastikową miskę, w której stały, nie wadząc dotąd nikomu, doniczki z rozsadą dyni olbrzymiej. Cztery z sadzonek chyba przeżyją. Puma, być może, również.

i po dyni

Zaledwie dobę po przybyciu prawdziwy kot został wypuszczony na podwórko, bo nawet małżonkowi żyłka zaczęła pękać przy obiedzie (“aha, Kanionek, nie zdziw się, jak Puma wskoczy ci na plecy, bo jeden z pracowników nauczył ją siadania na ramieniu, jak jakąś sowę”), no i co Państwo powiecie? Ledwie zeskoczyła z parapetu, przypuściła atak na Kaczkę. Na Kaczkę! Wielką, tłustą Kaczkę, która mogłaby zabić kota po prostu na nim siadając. Kaczka chyba jednak nie zdaje sobie sprawy ze swych możliwości, bo nie zdążyła się nawet porządnie zdziwić, a już musiała zapierniczać przez podwórko na maksymalnych obrotach, ścigana przez stalowoszary pocisk o masie dziesięciu wróbli. Gęsi tak spanikowały, że prawie nauczyły się latać, i tylko biegusy nie dały się nabrać na ten sztuczny miód. Zwabione odgłosami awantury (Kurokezi oczywiście podnieśli wrzask, jakby im się w kurniku paliło), przydreptały ochoczo od południa i ruszyły prosto na prawdziwego kota, a za nimi ośmielone taką postawą kurczaki.

chodzcie zobaczyc kota 3 chodzcie zobaczyc kota 2 chodzcie zobaczyc kota 4 chodzcie zobaczyc kota

Foty strzelane przez zamknięte okno, więc trochę niewyraźne, ale widać dobrze, jakie zainteresowanie wzbudził na podwórku KOT. Bo wcześniej byli tu tylko Gamoń, Kotek, Panter i Jałowiec, a KOTA nikt tu przecież jeszcze nie widział, proszę Państwa, więc takie to było wydarzenie. No i muszę małżonkowi przyznać, że faktycznie, ładna jest, ta nibypuma.

zbik

A skoro już jesteśmy przy biegusach, to urządziłam im w ogrodzie małe Eldorado, łamane na Shawshank. Shawshank polega na tym, żeby biegusy się z ogrodu nie wydostały, a więc siatkę leśną od strony wschodniej zabezpieczyłam starą siecią rybacką, znalezioną na strychu obory podczas manipulacji przy okienku, zaś od strony północnej folią szklarniową:

folia przeciw biegusom

Eldorado, przynajmniej w moim guście, polega na tym, że oprócz nieograniczonej ilości ślimaków, dżdżownic i innego kaczego złota, biegusy mają tam teraz przytulny kącik, nadający się nawet na gniazdko:

kaczy grajdolek kaczy grajdolek 2 kaczy grajdolek 3

W którym, jak znam życie, nigdy nie zechcą siedzieć, ale ja swoje zrobiłam, tak? A oprócz kącika – basenik. W roli basenu wystąpiła stara, plastikowa wanienka dla dzieci, którą z kolei znalazłam na strychu domu, a w którą Cebulaccy łapali kiedyś wodę kapiącą przez dziury w dachu. Pod tę wanienkę musiałam wykopać podłużny dołek, bo inaczej biegusy nie dałyby rady się do niej wdrapać, pozostało mi nalać do niej wody i włala:

kacza wanienka kacza wanienka 2

Ślicznie, pięknie i w ogóle, tylko jeszcze biegusy muszę złapać, a wierzcie mi, jest taka potrzeba.

byla sobie rzodkiewka
O, tyle zostało z wysianej w kwietniu rzodkiewki. Za to ławka wierzbowa, o dziwo, przetrwała zimę, ślimaki jej niestraszne, i zazieleniła się od młodych pędów:

lawka wierzbowa 2016

Kwitną jabłonie:

kwitna jablonie kwitna jablonie 2 kwitna jablonie 3

I czosnek niedźwiedzi od Mp:

czosnek tez kwitnie

A oregano, też od Mp, pięknie odbiło po zimie:

oregano po zimie

Z zimą poradził sobie również ubiegłoroczny tymianek:

tymianek po zimie

Nagietki wysiały się same, zapewne z tych ostatnich, późnojesiennych kwiatów, których nie zerwałam, i takoż zrobił – ku mojemu zdziwieniu – ogórecznik lekarski. Zapomniałam w tym roku kupić nasiona i już machnęłam ręką na ten ogórecznik, a on sobie właśnie wyłazi z ziemi, tu i ówdzie. Zima była słaba, ale jednak parę razy dobrze przymroziło, a śniegu wtedy jeszcze nie było (i być może nie wiecie, ale rolnicy co siali zboża ozime mają w tym roku przechlapane), i takie rośliny lubię – same jadą, o drogę nie pytają.

W różowym pokoju znów mam rozliczne konstrukcje wzniesione z kartonów, na których stoją rozliczne doniczki, a w nich rozsady wszystkiego, o czym nie zapomniałam w tym roku, czyli pomidorów, ogórków, selera, pora, fasoli, kukurydzy, cukinii, kapusty, ziół i słonecznika. Z ziół wysiałam bazylię, cząber, tymianek, majeranek, rozmaryn i jakiś arcydzięgiel. Ten ostatni to oczywiście dla kóz, bo co ja bym z arcydzięglem robiła? O i właśnie, Paryja, czy to jest lubczyk?

lubczyk to czy nie lubczyk albo i nie

Bo mi wyrosło w ogrodzie na wiosnę, a za nic nie pamiętam, czy tam był lubczyk, czy kozłek lekarski, no i – gupia kobyła – nie odróżniam jednego od drugiego, bo pierwszy raz takie dziwy siałam.

Wysiałam też eksperymentalną partię kozieradki, tylko fotki nie zrobiłam i już mi się nie chce lecieć dookoła domu. Kozieradka, jak wyczytałam, jest ortodoksyjnym kalcyfitem, czyli lubi gleby wapienne, niezbyt zasobne w azot, a u mnie w ogrodzie jest tak jakby całkiem na odwrót, więc przygotowałam kozieradce skrzynkę, w której umieściłam ziemię z krecich kopców wymieszaną z dużą ilością kredy pastewnej, i zobaczymy, co z tego wyniknie. Kozieradka kiełkuje ochoczo i nie każe długo na siebie czekać – po kilku dniach widać już las małych, zielonych kozieradek. Jeśli ziemia z kredą będzie jej odpowiadać, w przyszłym roku przygotuję większe poletko pod “uprawę”. Mówię tu o niewielkich ilościach, ot tak, dla kóz na pocieszenie w zimowe wieczory.

Co to ja jeszcze… Aha, zrobiłam dla Was uroczy filmik o wolnowybiegowych kozach. Nastrój był, słońce świeciło, kozy się pasły, ja rozwieszałam sieci rybackie niczym stary ogrodnik w Juracie, ptaszki śpiewały i miałam tak zwaną nadzieję na przyszłość, i w ogóle było słodko, a kilka dni później ten filmik w gardle mi stanął, bo przyszedł leśniczy i kazał mi się siatką od lasu odgrodzić. A te małpy, znaczy się kozy, co to wcześniej nawet nie śniły o plądrowaniu leśnych zasobów, jak na złość właśnie po wizycie leśniczego zaczęły w ten las włazić, i to nie tylko od zachodu. Przysięgam, że one nie dla ozdoby mają takie długie uszy, tylko po to, żeby wszystko z daleka usłyszeć i człowiekowi zrobić na złość i na przekór. No więc pilarze robią przecinkę w młodej dębinie od północnego zachodu, a moje kozy w olszynach. Pilarze przesuwają się w kierunku lasu olszynowego? Nie ma sprawy, kozy idą przez łąkę na wschód, przecinają leśny trakt i już są w lesie od wschodu. Jasny szlag. W tym lesie od wschodu nie ma specjalnie czego żreć, bo tam już trzydziestoletnie świerki, kora gruba i niesmaczna, a na ziemi tylko warstwa starych igieł, ale kozy włażą i widać je tam bardzo wyraźnie, jak wieniec z chryzantem na szarym pomniku, więc nie trzeba będzie długo czekać, jak leśniczy przyjedzie urwać mi łeb. No i dlatego zbieram na kilometr ogrodzenia. Albo dwa. Jeszcze nie policzyłam dokładnie. Nie zdziwcie się, jak te koszulki ze złotymi myślami Żozefin będą po pińcet za sztukę. A skoro już jesteśmy przy pieniądzach, to polecam ser wędzony, który jest po 55 zł za kilogram, a przecież niedługo będzie po pięćset, bo ogrodzenie, leśniczy, mój łeb na kołek wbity, w tym uroczym wieńcu z chryzantem i tak dalej.

ser wedzony 2 ser wedzony

(jak to śpiewał Kazik – “rebelia się psze państwa najlepiej sprzedaje”, więc pozwolę sobie dodać, że naturalne wędzonki są w Unii nielegalne, więc macie Państwo okazję zgrzeszyć, pójść pod prąd, zagrać na nosie tłustym dygnitarzom, i takie tam inne chwyty reklamowe, bo tonący chwytów się chwyta, gdy go nawet na brzytwę nie stać, a teraz koniec bloku reklamowego, i zaraz leci film)

(uwagi post factum: tak, wiem, nie słychać co ja tam mamroczę pod nosem; nie wzięłam pod uwagę wiatru dmuchającego w mikrofon. A Pacanek spędził na łańcuchu tylko kilka godzin, bo JA dłużej nie wytrzymałam. Wróciliśmy do wypasów zmianowych – raz ze stadem biega Lucek, raz Pacanek, a jeśli Kachna i Pippi powtórzą ruję, panowie będą siedzieć w ciupie, dokarmiani sztuczną kozą)

PS. Pimpacy już PRAWIE nie zjada kurczaków. Jakieś dwa łikendy temu małżonek spędził z nim kilka godzin szkoleniowych, a w ciągu tygodnia roboczego ja dopełniam dzieła. Efekt jest taki:

I można go już nawet zostawić na podwórku bez nadzoru, ale lepiej mieć uszy wyciągnięte jak koza, bo czasem jeszcze trzeba wylecieć z domu z okrzykiem “ja ci zaraz nogi z dupy, jeśli tej kurze choćby piórko”, no ale postępy są. I w związku z tymi postępami i łagodniejącą naturą Pimpacego, małżonek zaczął na niego wołać “Pusia”, i ja nie wiem, czy to jest wobec psa sprawiedliwe.

szkolenie Pusi

213 thoughts on “Sielanka-sranka, czyli Bożena pisze memułar (a ja zbieram na kilometr ogrodzenia)

  1. RozWieLidka 12/05/2016 at 07:02

    Pierwsza,pierwsza 😁😁😁

    • kanionek 12/05/2016 at 17:06

      A ja dopiero dwunasta!

  2. Ajka 12/05/2016 at 07:25

    o jaaaaaa… ale fajnie :D
    śpię jeszcze w moim prlowskim biurze (to zbrodnia w tych czasach kazać pracownikowi biurowemu nie obsługującemu klientów, przychodzić na punkt 7.00) i nie mam weny na napisanie czegoś więcej ;)

    Nie wiem jak wygląda kozłek lekarski, ale lubczyk pachnie jak przyprawa maggi, więc potrzyj i powąchaj ;)

    • kanionek 12/05/2016 at 17:09

      Ajka – ja uważam (i jeszcze parę osób na świecie), że człowiek o piątej, czy szóstej rano nie żyje, a przecież żeby być w pracy na siódmą, to trzeba wstać minimum godzinę wcześniej, tak? I takie tłumy zombie siedzą w szkołach i fabrykach, i są zwyczajnie nieproduktywne, niekumate, niekompatybilne z niczym, poza kubkiem kawy, i w ogóle kto ten bezsens wymyślił?

      A z lubczykiem się już wyjaśniło, że to jednak kozłek jest. Tak mi się wydawało, że tam właśnie powinien być kozłek, ale pamięć już nie ta, co kiedyś ;)

  3. diabel-w-buraczkach 12/05/2016 at 07:58

    A wiesz ze wlasnie chcialam tak zagaic o ta wierzbowa laweczke, co tam sie z nia dzieje! Widze, ze fajnie. Moze nawet (jak juz urosnie odpowiednio oczywiscie) znajdziesz kiedys chwilke, zeby na niej usiasc? ;)))
    (Zlosliwy diabel, brzydki i zly! ;)))

    A czy jest szansa, ze koziwojażer memłaróf zastuka koptytkiem do mych drzwi w odleglej germanskiej krainie? Bo, pani droga, BIERE W CIEMNO TEN MEMLAR!

    • kanionek 12/05/2016 at 17:13

      Pogadam z Ireną, bo nie wiem czy stać ją na wypłacenie Luckowi diety za delegację zagraniczną. A w ogóle to Irena ma tysiąc pomysłów na minutę i wcale nie wiadomo, czy memułar powstanie, czy skończy się na psach, co piły wodę wiadomo czym ;)

      (z tą ławką to dobrze gadasz. Pewnie prędzej się pod nią rozłożę, niż na niej usiądę.)

  4. diabel-w-buraczkach 12/05/2016 at 08:20

    A po “Pusi” widac, ze usilnie stara sie pamietac, ze NIE WOLNO. Taka hamowana adrenalinka. Ale widac, ze jest na dobrej drodze.
    Mając natomiast jest niezmiennie uosobieniem psiego szczescia i radosci.

    Ale ta kacza willa!!! Z basenikiem!!! No swinie beda z tych kaczek, jesli nie skorzystaja.

    • kanionek 12/05/2016 at 17:18

      No więc spieszę donieść, że biegusy już są w ogrodzie. Z początku były wściekłe, biegały wzdłuż wszystkich stron ogrodzenia (“łachudra MUSIAŁA gdzieś popełnić błąd! Tu MUSI być jakaś dziura”), aż w końcu zauważyły wannę. Pomyślicie, że ściemniam, ale serio – siedzą w wannie od 11 rano. Pływają w niej, nurkują, albo po prostu siedzą na wodzie, kwacząc sobie pod nosem, że “jednak nie taka ostatnia świnia z tej łachudry” i inne takie pod moim adresem komplementy. No sama nie wiedziałam, że głupią wanną tak im dobrze zrobię :D

  5. sunsette 12/05/2016 at 08:33

    Tez biere w ciemno, moze byc za siano innego rodzaju, kapusta przez niektorych zwane, w ramach zbiorki na kilometry siatki, a moze platosc za kazdy odcinek osobno, hm.., a moze przedplaty by Bozene z Irena intereswaly? Tylko nie mow im o tej zamianie na kapuste. I w ogole Sprawiedliwosci i inne Tryumfy owiec moga sie schowac, powiedz Bozenie. Puma vel Ryska jest prze-cud-na! Jak i relacja o jej kotowosci takoz. No i 3 nowe zamiast 3 starych… to taka DOBRA ZAMIANA?😉 Usciski dla wszystkich.

    • kanionek 12/05/2016 at 19:21

      Tak, to z jednej strony “zamiana”, a z drugiej takie kozy-pocieszanki.
      Oczywiście przekażę komplementy Bożenie, choć to Irena robi redakcję i uważa, że bez niej Bożena mogłaby sobie co najwyżej swoje imię wysikać na piasku.
      Och, kozy na pewno chętnie przyjmą wszelkie przedpłaty, w kapuście czy innym sianie, ale ja nie mogę zagwarantować, że one się potem wywiążą, rozumiesz. Koza najedzona myśli o niebieskich migdałach, dłubie kopytkiem w nosie i zapomina o całym świecie ;)

  6. zerojedynkowa 12/05/2016 at 08:57

    Ja-cie-bracie-gacie-w-herbacie!!!
    Przepraszam jakie trzy NOWE kozy? Jeszcze nie udało mi się obejrzeć kóz włoskich (w pracy nie odpalają mi się filmiki, a w domu nie mam czasu) a tu już następne? (Chyba, że coś pokręciłam – jeśli tak to sorki)
    To w końcu ile w sumie masz kóz, Kanionek? bo ja straciłam rachubę…
    Nie skomentuję nic więcej, bo mnie aż zapowietrzyło. :D Z nadmiaru wrażeń. Memułar i KOT i ławeczka basen dla kaczek i wszystko inne: WSPANIAŁE.
    Dzięki za nowy wpis. Tego mi było trzeba. :)

    • kanionek 12/05/2016 at 19:24

      A proszę, proszę. Niewiele brakowało, a ciepnęłabym klaptopa w pierony, bo zanim filmy się przekonwertowały i weszły na serwer (piechotą szły, bez butów, po kaktusach chyba), była druga w nocy i ja już tylko na jedno oko widziałam, co Wam tu wrzucam.
      I tak, dobrze rozumiesz – trzy NOWE kozy :) Nowe popychla, dzięki którym Kozy Włoskie (aka Zawszone) poczuły się pewniej i już nie są na szarym końcu w hierarchii stada.

  7. pluskat 12/05/2016 at 10:07

    Kanionku, cieszę się, że ostatnie przejścia Was nie złamały, a zahartowały jak prawdziwych pionierów. Fajnie, że znaleźliście dom dla trzech koziołków i wzięliście trzy nowe dziewczyny. Uszczęśliwiliście tyle zwierząt! Każde czuje się ważne, dopieszczone, zadbane. Ile smutnych historii z happy endem. A z Pimpacy tak bardzo się stara, tak walczy z instynktem, jeszcze będą z niego ludzie.

    • kanionek 12/05/2016 at 19:30

      Dzięki, Pluskat :)
      Jeszcze nie czuję się zahartowana, ale każde doświadczenie, dobre i złe, uczy jakiejś równowagi, odkrywa kolejną tajemnicę, a czasem daje do zrozumienia, że trzeba się cieszyć tym, co jest, bo może być gorzej.

  8. Ola 12/05/2016 at 10:34

    Powiem tylko, że o mały włos nie zdążyłam dziś do pracy. Zaglądam Ci ja przy porannej kawie w internety, a tu wpis Kanionka. I nagle się okazało, że za późno jest! Przez memułary…
    Zielsko owe to nie lubczyk. Lubczyk lubię i znam, mniam. A na filmy przez to wszystko muszę poczekać do wieczora. Ech… Pozdrowienia dla Bożenki z Irenką.

    • kanionek 12/05/2016 at 19:32

      Dzięki, Ola, przekażę :)
      Tak, to musi być kozłek. Leci mu drugi rok, więc korzenie będą się już nadawały do… Czy można kozłka pogryzać jak marchewkę, dla uspokojenia, czy trzeba jakieś wyciągi lub inne ekstrakty robić? :D

      • Ola 12/05/2016 at 19:55

        Hm… A to mię zaciekawiasz. W sumie czemuś on lekarski jest…

      • Ola 12/05/2016 at 20:02

        P.S. Internety mówio, że stanowczo lepiej działa z alkoholem.

  9. ciociasamozło 12/05/2016 at 11:27

    1. Koziwojażera z memłarami poproszę!
    2. Siateczka very gustowna :)
    3. Nowe ofermy pięknie się ustawiły do zdjęcia (do trzech odlicz ;) )
    4. Kazik, Guzik i Wirus z pewnością będą szczęśliwymi kosiarkami do trawy. I tak długo z nimi wytrzymałaś :)
    5. Biedna Puma! Mieszkała sobie spokojnie w ciepełku kotłowni, dopieszczana przez panów cieciów, którzy się pewnie dzielili z nią mortadelą, a tu nagle ją zawieźli do chałupy pełnej zwierza i jeszcze na ptaszka nie można zapolować bo się okazuje, że to prezes podwórkowej mafii, która nie bawi się w głowę konia tylko od razu daje wpierdol.
    6. Poproszę o apartament w ogródku kanionka! Obiecuję zbierać ślimaki. Wanienkę mogę sobie przywieźć sama.
    7. Lubczyk ma bardziej liście jak seler, to chyba kozłek (jak pachnie maggi to lubczyk, a jak walerianą – kozłek)
    8. Długa już kolejka po sery? Bo zaraz składam zamówienie.
    9. Sielanka-sranka, kozy rozkoszne, ptaszki ćwierkają, kotki miauczą, wiatr szumi, nawet gadanie Kanionka nie przeszkadza ;P
    10. Jestem pod wrażeniem odpimpaczenia Pimpacego od kur! Jadę do Was z Bułą na resocjalizację!

    • diabel-w-buraczkach 12/05/2016 at 14:33

      ciocia, dobry myk z tymi numerkami! :) Tu jest zawsze tyle watków w jednym poscie, ze trudno tak PO PROSTU skomentowac i czlowiekowi niechcaco elaborat caly wychodzi…

      • ciociasamozło 13/05/2016 at 09:47

        Diable, ja mam lekką obsesję punktowania bo przy moim życiowym nieogarnięciu tylko to mnie ratuje. Niestety często gubię kartki z tym co sobie wynumerowałam. Może wreszcie pomaluje sobie ściany farbą tablicową i na nich będę notować. Ściany chyba nie zgubię, co?

        • Iza 13/05/2016 at 14:53

          Na bank będziesz oddalona od tej ściany w krytycznym momencie. :P
          Nieraz dzwoniłam do domu z prośbą do dziecka/męża pt “przeczytaj mi, co zapisałam w dolnym lewym rogu, bo nie pamiętam…” :)))

    • kanionek 12/05/2016 at 19:37

      No to bierz Ciociu wanienkę (ta moja mieści akurat cztery biegusy i ani jednego więcej), bierz Bułę (Atos się posika z radości! W sensie, że bez mojej pomocy :D), bierz tych obiecanych parobków od nocnego robienia hałasu, i przybywajcie!

      Kolejka jest, ale tłoku jeszcze nie ma. Spokojnie można zamawiać, jeśli masz ochotę to nawet na najbliższy poniedziałek.
      A “biedna puma” dała dzisiaj w lampę Jałowcowi, aż się Jałowiec zdziwił, bo do tej pory to on był od zaczepiania innych i bezkarnego skakania wszystkim po głowach :)

  10. zośka 12/05/2016 at 15:03

    Omatkomoja, cztałam dialog Ireny i Bożeny jak onegdaj moją ukochaną książkę Beaty Krupskiej ” Sceny z życia Smoków”, tam występowała także Żaba o wdzięcznym imieniu Makrauchenia chyba, o ile dobrze pamiętam. Tak się zaczytałam, że kompletnie zapomniałam o tym całym gównie, co mnie ostatnio otacza, dzięki kochana, czyta się Ciebie wybornie. Śliczna ta koteczka, bardzo jej mądrze z pyszczka patrzy:)). Zobaczysz, będzie rządziła kocurami. I nowe kozy też takie jakieś ładne jak z obrazka, ej cudnie będzie, i wszystko się poukłada, zobaczysz!

    • kanionek 12/05/2016 at 19:38

      Dziękuję, Zośka :)
      Puma będzie chyba rządziła całym podwórkiem :)

    • Ynk 13/05/2016 at 15:28

      Tak “Sceny z życia Smoków”, tak! :-) Czytaliśmy razem z Latoroślami. Makrauchenia, Chenią zwana, to nie Żaba, a makrauchenia, taki zwierz wymarły dawno, trochę wielbłąd karłowaty, trochę tapir (z nosa). A oprócz Smoków i Żaby był Rysio Kapustnik i Fioletowy Kot, i Krokodyl.. Unikatowa lekturka :-)

  11. A 12/05/2016 at 17:21

    Kanionku, podejrzewam, ze te Twoej historie to strategia odciagania nas od roboty, zeby potem bylo, ze ten Kanionek to taki parcowity a reszta to tylko przy kompach siedzi ;-)
    Alez sie dzieje….
    Bardzo podoba mi sie contemporary art w rezydencji Biegusow

  12. A 12/05/2016 at 17:21

    OMG co mi wyszlo: parcowity Kanionek :-@

    • kanionek 12/05/2016 at 19:39

      No co, wszystko się zgadza. Parcowity, trochę sparciały, a czasem spacaniały ;)

  13. Iwona 12/05/2016 at 17:47

    Że to kozłek, to już wiesz ;-).
    Raz zasiejesz ogórecznik i będziesz go mieć i tu i tam i siam. Pojawia się sam, tak samo firletka, macierzanka, hyzop itd. Pozwolić im wydać nasiona i są na zawsze.
    Niech zdrowo się chowają i te oddane i te przybyłe.
    Prawdziwe koty uwielbiają roznosić na strzępy gąbki do naczyń, moje też tak mają, i demolować parapety i robić porządki, czyli rozwlekać wszystko co szeleści.

  14. kanionek 12/05/2016 at 19:42

    Aaa, to w ubiegłym roku pewnie sam nie wyszedł, ten ogórecznik, bo dwa lata temu praktycznie cały zeżarły kozy :)
    O, i jarmuż dzisiaj odkryłam, ale ślimaki go szybko zeżrą, a jak nie ślimaki, to gąsienice. No ale dał radę, a nie miał letko – wyszedł poza ogródek, tam gdzie Mając nam ostatnio zrobił wykopki ziemne jak pod autostradę.

  15. Ola 12/05/2016 at 21:01

    No więc Pecika, tego łaszącego się niziołka, to już bym nie poznała. A jeśli chodzi o drzewa. To dlaczego wyciąć. Wykosić. Wyrównać??? A innym wolno zawszone kozy na klepisku trzymać i co?

  16. baba aga 12/05/2016 at 22:52

    Pimpacy boski, szczęśliwe kaczki to teraz chyba zniosą szczęśliwe jajka, nowy Ziokołek śliczny prawie jak prototyp ;-) . Koszulki tez wnioskuję żeby były czarne jak mój charakter, może z napisem “wspieram kozy Kanionka i owce też” Zamówienie wysłałam na maila.

  17. wiadomo 12/05/2016 at 23:21

    Kanionku, a co u Wąskiego? Jesteście w kontakcie?

  18. baba aga 13/05/2016 at 00:08

    A no właśnie, wczoraj rozmawiałam z koleżanką o Wąskim, co u niego? A może chcesz Kanionku kaukaza po orzejściach? Gryzie, ale tylko facetów no i nie zawsze ;-)

  19. zeroerhaplus 13/05/2016 at 09:12

    Nie no, jak to tak, że ofermy? Toż to najzadbańsze kozy, jakie się u Was od czasów Ziokołka pojawiły! Wydaje mi się? I nawet zakolczykowane, proszę bardzo! Aż się prosi o stworzenie Komitetu Do Spraw Obrony I Ochrony Nowych Kóz Kanionka! Bo to takie modne ostatnio chyba, więc wstrzeliłabym się w modę choć raz.

    Co będzie z tymi memułarami? Poleć moze Irenie założenie własnego bloga, nuż się skusi ;)
    Koziwojażer i kopyrrekta rozmiękczyły mój nastrój :)

    Puma jest prześliczna, ale nie wiem, czy od starej kociary taki komplement się liczy w ogóle. Bo dla mnie wszystkie koty są śliczne ;) Ale Puma mi się bardzo podoba. Jest dwaplusładna ;) Ale muszę przyznać, że nigdy nie przypuszczałam, że kot może nadszarpnąć gąbkę do naczyń. Jak sama mówisz (powtarzając za Gonzalesem) to takie fu. I mokre przeważnie. Bo reszta (rozpieprzone kwiatki, siatki, pudełka) to chyba kocia norma, podobno ;)

    Jabłoni szczerze zazdroszczę, bo sami w tym roku nie będziemy mieli – w ostatnich dniach kwietnia przyszedł ni z gruchy ni z dyni mróz ze śniegiem i szlag trafił wszystko, co śmiało zawiązać nielegalnie owoce. A tak się cieszyłam na pierwsze “własne” czereśnie.
    Ale… zaraz, zaraz, a gdzie foty zaszczepionych jabłoni?! Czy dostawszy choroby nerwowej od tej dziabdzianiny pierdykłaś zrazami o ścianę i odstawiłaś szczepienie na czas przyszły, bliżej nieznany? Jakoś mi się nie wydaje ;)

    Jestem, Kanionku, pod wrażeniem (pozytywnie, ma się rozumieć!) Waszych decyzji dotyczących stada. Wydaje mi się, że wszystko poszło w cholernie dobrą stronę :))

    A teraz idę sobie pooglądać filmy :)

    PS. Z arcydzięgla podobno świetne są nalewki ;)

  20. zeroerhaplus 13/05/2016 at 09:51

    Po oglądnięciu filmów: bardzo macie ładne kozy, Kanionku. Czyste, zadbane, szczęśliwe :) Ale szkodniki z nich faktycznie okrutne!!! Wszystko zeżrą!!! Cieniemoge….

    Pytanie: czy bluza ukrzyżowana na furtce ma jakieś znaczenie strategiczne? Taki nowy strach na wróble/wilki/żbiki albo co? Hmmm.

  21. Barbarella 13/05/2016 at 10:42

    Kiedy te koszulki ze złotymi myślami? Kiedy, kiedy?
    Mogę dorzucić jedną złota myśl pewnej pani sprzątającej, co moja koleżanka zastała ją zadumaną w firmowej łazience i od słowa do słowa, a tamta wyciąga butlę ajaxu czy innej cholery i mówi “Pani patrzy, do kibla a w kwiatki!”.

    • ciociasamozło 13/05/2016 at 11:02

      Na forum wrzuciłam pomysł z kąkolami ;)
      Tak sobie nieśmiało pomyślałam, że jakbyśmy stworzyły trochę wzorków (na bazie Żozegfin, Waszych tekstów z komentarzy, zdjęć kóz itp.) i wydrukowały na t-shirtach, to może dałoby się je zlicytować na rzecz kilometra ogrodzenia?

  22. mitenki 13/05/2016 at 11:25

    Piękna ta biegusowa willa z basenem i jakie ogrody wokół na wyłączność! I jeszcze francuskie frykasy na śniadanie, obiad i kolację! Niektórym to się powodzi! (a co to ta wieża z butelek przy ogrodzeniu?) Nowe kózki śliczne, jako i prawdziwy kot czyli puma. No ale mnie, kociarze, podobają się wszystkie koty :)
    Panna Jałowiec rozczula próbami zaprzyjaźnienia się z innymi zwierzakami :D
    Na serki też się zapisuję w kolejeczkę.

  23. mitenki 13/05/2016 at 11:28

    Aaaa, i ofkors chętna jestem na koszulkę z “glujże”, czarną najchętniej albo granatową.
    Planujecie też inne gadżety?

    • RozWieLidka 13/05/2016 at 13:57

      Kubki, kubki, koniecznie kubki !!!!! 😊

  24. Ynk 13/05/2016 at 15:19

    No jak balsam ta Twoja sranka. I oko i lica balsamiczne ma. Przynajmniej dla oka.
    I do tego coraz (ś)liczniejsza pstra gromadka malowniczo się komponująca totutotam.
    Kamień filozoficzny działa, bo dobre zmiany wprowadzasz, i z przecinkiem i bez.
    PumŻbik – powala urodą i dzikością przyczajoną.
    Sery – jak najbardziej. Zaklepuję kolejkę.
    Na koszulkę oborowo-klubową też się piszę (czarną z zielonym, lub granatową z niebieskim/białym glujżem, jeśli będzie wybór). Lepsza, bardziej swojska niż pompatyczne Pompejuszowe navigare necesse est, vivere non est necesse, a znaczy to samo ;-)

  25. EEG 13/05/2016 at 18:28

    Uprzedzam lojalnie, że już stoję spakowana i z wanienką pod pachą! Jak nie przestaniesz pokazywać tych sielsko-srankowych widoków, to wieszczę, że pół OK zrobi to co ja.
    Koty dzielą się na PIĘKNE i BARDZO PIĘKNE. Innych nie ma. Twoje należą do tej drugiej grupy. I nowe kozuchy śliczne.
    A co do złotych myśli na koszulki, to mam jeszcze jedną. Jak miałam na studiach ćwiczenia z psychiatrii, to przeprowadzaliśmy wywiad z pewną panią chorującą wiele lat na schizofrenię. I ona na pytanie, jaki dziś dzień, odpowiedziała : NIE ROZUMIEM MĘSKIEJ MIŁOŚCI I CO SIĘ DZIEJE NA ŚWIECIE. I kurczę, sama bym lepiej tego nie ujęła!

    • Buba 14/05/2016 at 10:55

      Ostatnio zasłyszane i w podobnym klimacie: ON MNIE ZA KOLANO A JA SWÓJ ROZUM MAM. Jak raz na koszulkę:-)

      • ciociasamozło 17/05/2016 at 09:24

        I rysunek rozmawiających dwóch owiec z psem w tle ;)))

  26. Skorpion pandeMonia 13/05/2016 at 19:27

    A ja jestem zakochana niezmiennie od samiuśkiego zarania w Twoim piórze. Chyba pawie to, co? No i w uporze, konsekwencji, w nowatorstwie, pomysłowości, zaradności uffff, i jeszcze pińsiąt innych.
    Oraz chciałabym kupić sera, Pani, sera, bo tęsknię za serem :)

  27. Ola 14/05/2016 at 19:55

    Kanionku, wrzuciłaś wpisa i znikłaś. Wszysto w porządku?

    • kanionek 14/05/2016 at 20:07

      Tak, tylko ciągle coś robię :D
      Postaram się wieczorem (późniejszym) do Was wpaść :)

      • Ola 14/05/2016 at 21:29

        :) No to ufff.
        I jeszcze coś muszę napisać, bo za mało było.

  28. Ania W. 14/05/2016 at 22:16

    Ja też chcę koszulkę, koniecznie! Może być w zieleni khaki :)

  29. mitenki 16/05/2016 at 01:58

    Blog się zepsuł i komciów nie daje pisać?
    Czy wszyscy przenieśli się w inne miejsce, tylko gapa mitenki została i teraz nie wie w którą stronę iść?

    • zeroerhaplus 16/05/2016 at 04:48

      Jeśli się przenieśli, to zostały dwie gapy, bo i ja też. Nie wiem, czy Cię to pocieszy ;)

      • Ola 16/05/2016 at 09:50

        Ja też nie wiem. Gapa trzecia.

      • mitenki 16/05/2016 at 14:14

        Pocieszyło 0Rh+ :)

  30. sunsette 16/05/2016 at 08:26

    Koszulki, kubeczki, licytacja, ogrodzenie TAK TAK TAK!!! Sorry za pisownie, ja z busa bo w domu nie da rady jak zwykle. Kanionek, mam wielka nadzieje ze wszystko ok????

  31. wersja 16/05/2016 at 10:30

    koszulki, kubeczki, długopisy, smycze i kalendarze! tak!

    dzień dobry? hop hop! gapa czwarta? jest tu choć echo? (a ech ona to: meee)

    • Fredzia 16/05/2016 at 16:57

      I magnesy na lodówkę oraz zakładki do książki :D

      Kanionku, trzymam za Ciebie i Twoje stado wszystkie odręcza i odnóża. Sama niestety borykam się z koszmarnym powrotem nerwicy, więc wolę siedzieć cicho w kąciku niż tu smęcić. Ale czytam i trzymam :)

  32. ciociasamozło 16/05/2016 at 11:20

    Kanionek pewnie zarobiony w swojej serowej manufakturze bo się zamówienia posypały po reklamie wędzonego:)
    A reszta może tworzy wzory koszulek i kubków, albo liczy ile kasiory może posłać na ogrodzenie?

    Pomysł na zajęcie dla rogatych, żeby się na drzwiach nie wyżywali ;) : https://www.youtube.com/watch?v=DLzDRge6P0U ?

  33. dag 17/05/2016 at 08:43

    A ja się zastanawiam czy jest sens narażać Kanionka na koszty wyprodukowania tych gadżetów skoro i tak można Ją wspomóc bezpośrednio?

    • ciociasamozło 17/05/2016 at 09:22

      My, Obora Kanionka, możemy bezpośrednio, ale koszulka czy kubek może trafią do szerszego odbiorcy więc choć temat raczej żartobliwy to bym go całkiem nie porzucała.
      Ciąglę mam nadzieję, że trafi tutaj jakaś obrotna Koza z dostępem do taniej drukarni, żeby Kanionka nie obarczać ;)

      No i szkoda nie wykorzystać tych wszystkich złotych myśli, które padły w postach, komentarzach czy z ust Żozefin :)

  34. baba aga 17/05/2016 at 22:12

    No ja jestem dowodem na to, że Kanionek zapracowany, mam ser!!!! Ale kochane, co to jest za ser, to jest marzenie serne… Nawet pies go uwielbia :-) . Głupia ja, zamówiłam tylko jeden, a tylko wyjątkowo silnej woli zawdzięczamy to, że jeszcze pół zostało na jutro. A co do gadżetów, to ja bym chciała kubek, ale żeby ten kubek miał tak min 600ml, bo wszystkie fajne kubki są takie malutkie, a jak się człowiek zaczyta, to przecież nie będzie co chwila robił herbaty, a taki kubek z Ziokołkiem to by od razu przypominał o Oborze i tym serze…..

    • dolmik 18/05/2016 at 04:09

      O…. taki duuży….. uwielbiam duże kubły na herbatę. Chcem. Bardzo. I koszulkę. I ser. Ale to już wyślę emalię później, bo już wcale Kanionka nie ujrzymy z powodu, że sery….

  35. sunsette 18/05/2016 at 07:24

    I ja tez duuuze kubki kocham… a ser dawkuje sobie po trochu, bo mam diete bezkazeinowa, ale kozie mleko ma ponoc inny sklad bialka, wiec moze ryzykuje niby, ale WARTO. Zamawiam np 3 sery, kroje na polowe i zamrazam, a potem wyjadam…

  36. wersja 18/05/2016 at 08:05

    ale mniejsze kubki też muszą być, bo jak niektórzy mają akurat chore stawy, to takiego 600 ml to nawet dwoma rękami nie dadzą rady podnieść, więc to było niekozanitarne. no chyba że sobie będziemy tylko do połowy nalewać… ale wtedy kubek w połowie pusty i można wpaść w depresję… niedobrze. toteż postuluję wprowadzenie kubków w dwóch rozmiarach – standardowym i XL.

    • mitenki 18/05/2016 at 12:02

      Niekozitarne :D boskie! Pożyczam :D
      Nie wiedziałam, że sery można mrozić, czy po odmrożeniu smakują tak samo?

    • baba aga 18/05/2016 at 13:13

      Ale np sa kubki w tym rozmiarze ale leciutkie, DUKA ma litrowy kubek leciutki, a już Lubiana ma kubki ok 750 które puste są ciężkie, zrobiłam z nich doniczki. Więc wnioskujemy o duże lekkie kubki :-D

  37. Monika 18/05/2016 at 13:50

    Drogie SEROJADKI, pewne jesteście, że w Kanionkowie wszyscy żyją? Ciężko pracują i sienniki kapuchą wypychają? Oby!

  38. RozWieLidka 18/05/2016 at 14:12

    No właśnie, ta cisza zaczyna być niepokojąca. Halo halo, hop hop…..

  39. kanionek 18/05/2016 at 15:42

    Kozy Kochane.

    Jesteśmy, żyjemy (nadal wszyscy).
    Po prostu ten… W niedzielę napotkaliśmy strefę silnych turbulencji w przestrzeni małżeńskiej, no i tak nami bujało trzy dni, ale udało nam się tego dwunastoletniego trabanta wyprowadzić na prostą. Trochę dzisiaj rzygam, bo źle znoszę takie podróże w nieznane, ale to się też wyrychtuje i będzie dobrze.

    Tak. Ogrodzenie wyliczone na pi razy krok małżonka wyniesie jakieś 700 metrów. Nie będzie zapewne działało na wilki, ale leśniczy powinien być zadowolony. Sama siatka to jeszcze pikuś, zmieścimy się w kwocie około 1,5 tysiąca, za to słupki… Przy najbardziej optymistycznym założeniu, że damy słupek co 2,5 metra i siatka wytrzyma napór kozich kopyt i reszty ciała, wychodzi nam prawie 300 słupków, a każden jeden pierniczony kosztuje najmarniej 17 zł. Słupki narożne, a być może i co któryś słupek na odcinkach prostych, trzeba będzie jakoś wzmocnić, zabetonować, cokolwiek. Pomijając pytanie, jak my to zrobimy w półtorej osoby (małżonek słusznie liczy mnie jako pół osoby, bo raz, że cienka słomka jestem, a dwa: ktoś musi ogarniać zwierzyniec i produkcję, prawda), pozostaje kwestia zasadnicza: skąd my weźmiemy 7 cholernych tysięcy złotych. Musielibyśmy sprzedać tysiąc koszulek, albowiem zysk na nich byłby znikomy (ale nie mówię, że koszulek nie będzie, czy tam kubkodoniczek z Ziokołkiem, tylko potrzebujemy czasu, którego wciąż mało).
    Jest jeszcze Patronite, owszem, nie wykluczam, tylko denerwuje mnie to, że państwo polskie opodatkowuje każdy grosz kilka razy – Wy dostajecie opodatkowaną wypłatę, przekazujecie darowiznę, i ja od tej darowizny znowu muszę zapłacić podatek, BO TAK.

    Zaraz muszę wracać do roboty – mleko w garach krzepnie, blask ciemnieje… A nie, chyba właśnie się przejaśnia. Mamy taką pogodę od kilku dni, że z internetem też bywa krucho – raz jest, raz nie ma.
    I muszę wkroczyć na ścieżkę wojenną z Pocztą Polską, która odmawia dostarczania mi przesyłek poleconych, czyli wszystkich urzędowych. Właśnie dzwoniła do mnie pani z ARiMR w Olsztynie, ws. mojego odwołania od ich decyzji, z informacją, że nie może mi dostarczyć odpowiedzi na odwołanie, bo Poczta Polska twierdzi, że ja nie mieszkam w gminie Frombork, choć tak stanowi akt notarialny, wyciąg z księgi wieczystej, mój dowód osobisty i prawo jazdy. No to, że tak powiem, chuj. A nawet dupa. Bo wystawcie sobie: ja pójdę z tym do sądu (polubownie już to próbowałam załatwiać i nawet działało przez jakiś czas), sąd wyśle mi zawiadomienie o terminie rozprawy, a Poczta… mi go nie dostarczy! Bo mnie tu nie ma! Ha, kurwa, ha! Jestem w dupie, drodzy Państwo, a na głowie mam pierdyliard innych zmartwień.

    No nic, wracam do roboty, może wpadnę wieczorem, jeśli net pozwoli, a tymczasem trzymajmy się koziej dupy, to nie wypadniem z szalupy, czy coś.

    • mitenki 18/05/2016 at 20:55

      Kanionku, a może moglibyście wykorzystać pomysł amerykańskich farmerów na stawianie stodoły w jeden dzień? (z mojego snu sprzed roku bodajże) Ręcami wszystkich sąsiadów? Tzn. nas w Twoim przypadku :) Nagotujesz gar zupy z młodej pokrzywy i w jeden dzień postawimy Wam ogrodzenie, że mucha nie siada, tzn. koza nie przejdzie :)

      • kanionek 18/05/2016 at 21:08

        Piękny sen, Mitenki, całkiem jak orła cień :D
        W sumie tak samo realny, jak to, że postawimy to ogrodzenie sami… Więc ja się wcale nie śmieję, serio :)
        Gdyby udało nam się ściągnąć tu na przykład dziesięciu chłopa (i każdemu kupić łopatę, bo przecież jeden nie będzie czekał, aż skończy drugi i tak dalej) W JEDNYM TERMINIE, to każdy musiałby wykopać trzydzieści dołków o głębokości min. pół metra, w trudnym terenie. Powiem Ci, że wyrobieni, młodzi (po 25 lat) budowlańcy kopali od pięciu do dziesięciu dołków na dzień, a było ich dwóch… A później naciągnąć siedemset metrów siatki… Planujemy kupić taki ręczny świder do robienia dołków, ale nie wiem, jak on się sprawdzi w ziemi z gruzem i złomem, no i świder będzie jeden. Ale może ja naprawdę jestem pesymistką? No w każdym razie póki nie ma materiałów, to i o zupie z pokrzyw nie ma co gadać ;)

  40. EEG 18/05/2016 at 16:18

    Kanionku, mam genialny pomysł, tylko trzeba do niego przekonać leśniczego (pół litra, wdzięk osobisty, te rzeczy). Masz się odgrodzić od lasu, tak? Niech pozwoli przybić tę siatkę do linii pierwszych drzew na skraju lasu i kozy nie wlezą dalej. Odpada koszt słupków. No chyba, że tego lasu jest za dużo…A te słupki to liczysz metalowe , czy jakieś zwykłe drewniane? Zupełnie nie znam cen. I jeszcze prywata – czy moje maile dochodzą do Ciebie?

    • kanionek 18/05/2016 at 20:49

      EEG – omatko, pewnie dochodzą, ale tego drugiego konta jakoś ostatnio nie sprawdziłam – zaraz zajrzę :)
      Taak, ja już o tym myślałam, żeby wykorzystać drzewa, ale tak: nasz leśniczy to taka ciapka trochę, i on się na to nie zgodzi raczej. Po drugie – ten sposób dałoby się wykorzystać na zaledwie jednej piątej całości ogrodzenia, gdyż tylko od strony zachodniej, a i to nie całej. Obok bowiem lasu olszynowego, który ma już ze 20 lat, mamy młodnik dębowy i te drzewka się nie nadają na słupki, bo to takie trochę wyższe krzaki są ;) Od strony północnej od lasu dzieli nas ta leśna droga gruntowa, której oczywiście płotem przeciąć nie możemy, i to samo dotyczy bardzo długiego kawałka części wschodniej, potem znów jest gąszcz tarniny, a od południa też jakieś krzaki i młode drzewka, a dopiero za nimi starszy las. Zaoszczędzilibyśmy może na dziesięciu słupkach.
      Tak, słupki stalowe, ocynkowane, dokładnie takie jak mamy w ogrodzeniu podwórka. Drewniane musiałyby być wysezonowane, wymagają konserwacji, która przedłużyłaby cały proces pewnie o pół roku, a w gruncie i tak nie przetrwałyby trzech lat. Myśleliśmy już o własnoręcznym wyrobie słupków z tzw. gałęziówki, ale szybko puknęliśmy się w głowę – gałęziówka jest świeża, krzywa, i roboty z nią tyle, że po prostu nie dalibyśmy rady (wysezonowanie i konserwacja 300 słupków, ha ha ha…), nie wspominając o tym, że słupek drewniany musi mieć średnicę min. 10 cm, a to już nawet nie jest gałęziówka. Potrzebujemy rozwiązania nie tylko taniego, ale i w miarę szybkiego, a nie łudzę się, że znajdę na złomowcu trzysta nikomu niepotrzebnych słupków, czy dwumetrowych kawałków rur. No i tak to wygląda.

      PS. Ja się nie umiem wdzięczyć :D A leśniczy już mnie widział w takich strojach i fryzurach (kalosze uwalane gnojem, rozczochrane włosy przeplatane słomą itd.), że nie da się nabrać na żaden sztuczny miód :D

      • Iza 18/05/2016 at 22:30

        Kanionku, jak Tobie udało się dotąd przeżyć bez podstawowej umiejętności machania rzęsami / robienia za bezradną blondynkę…? Niepojęte… Toż to podstawowa metoda survivalu… :D
        A już chciałam Ci poradzić, żebyś w temacie świdra czy czegokolwiek pogadała z leśnikami w roli bezradnej blondynki, no ale… hm.
        Trzystu słupków na złomowisku może nie znajdziesz, ale chociaż z 50…? Nikt w okolicy nie wzbogacił się ostatnio na tyle, żeby normalną siatkę na kute ogrodzenie przerabiać? Ja Twoim bliższym i dalszym sąsiadom naprawdę dobrze życzę… :)

        • kanionek 18/05/2016 at 23:02

          Ja też im dobrze życzę, a oni, jak jacy głupi, ni chu się nie chcą wzbogacać :D
          Serio – tu większość domostw jest nieogrodzona, a psy przy budzie na łańcuchach. Kto ma starą siatkę, ten ma 85 lat i cieszy się, że stać go na chleb.
          Szukam, przeglądam lokalne ogłoszenia, ale to są zwykle okazje, które szybko znikają, a nam samo zorganizowanie transportu zajmie trochę czasu, ale szukam. O, a propos transportu i czasu – jest do wzięcia za darmo kuuuupa słomy luzem, 80 km stąd. Facet ją spali, jeśli do jesieni nie uda mu się jej pozbyć, i my byśmy bardzo chętnie. Ale jak? Żeby się opłacało zrobić 160 km, to trzeba tej słomy wziąć kilkaset kilogramów, czyli załatwić odpowiednio duży transport i JAKOŚ tę słomę spakować, żeby wlazło jak najwięcej. Ciasne upychanie w worki? Cały dzień roboty dla dwóch osób. Wynajęcie samochodu w stylu bus czy inna półciężarówka na cały dzień? Do dupy pomysł, bo za drogo.

          Hm. Z tym machaniem rzęsami. Podczas ostatniego wędzenia serów udało mi się osmalić rzęsy do połowy, więc już i tak nie bardzo jest czym machać, a poza tym mówię Ci – leśniczy już mnie widział i z taczką pełną gnoju, i z wiadrami węgla, i przy innych pracach tego typu, więc jak mam teraz przed nim udawać bezradną blondynkę? Mosty spalone, rzęsy osmalone… :D
          (Aha – leśnicy nie mają żadnego sprzętu, oni wszystko zlecają firmom prywatnym!)

          • Iza 19/05/2016 at 00:01

            Ale byłaś odpowiednio urobiona po pachy i umierająca? To może nie wszystko stracone… Rzęsy się dorobi… :D

          • kanionek 19/05/2016 at 00:18

            No właśnie nie – zgrywałam twardzielkę i że phi, co to dla mnie góry (gnoju) przenosić. Bo wiesz, ONI tu WSZYSCY patrzą na nas jak na cudaków, co to z miasta przyjechali i nic nie umio, więc my prężymy chude popiersia, żeby sobie nie myśleli ;) Serio – listonosz się ostatnio nie mógł nadziwić, jak to jest, że ja umiem “robić przy kozach” i że do tego robię sery (“a bo wyście z miasta przyjechali, to skąd pani umie?”)! Dałam mu spróbować wędzonego i za dwa tygodnie kupił ode mnie kilka różnych serów, bo rodzina na komunię przyjechała. No i leśniczy pewnie myśli, że ja to stuletnie dęby jedną ręką wyrywam i dłubię nimi w zębach, i tym podobne ;)

          • wersja 19/05/2016 at 10:16

            To teraz go zaskocz (tego leśniczego) całkowitą zmianą ąpluła i imidżu – przy pierwszej okazji zatrzepocz rzęsami, uwieś mu się na mankiecie, uderz w płacz, że ty już tak nie możesz, taka jesteś słaba i nieporadna. cały świat ci wilkiem i znikąd pomocy, no chyba że on, dzielny leśniczy mógłby… co Ci szkodzi? a nuż trafisz w czuły punkt leśniczowskiego ego?

          • paryja 19/05/2016 at 10:27

            Myyyyśliweczku, kochaneczku baaardzom ci rada !

          • zeroerhaplus 19/05/2016 at 18:04

            Do czego Wy tu porządną kobietę namawiacie ;))

            A jeśli się, Kanionku, faktycznie zdecydujesz na wersję trzepoczącą rzęsami, to ja chcę to mieć na filmie! Niech nawet leśnik nagrywa, koza też może, wszystko jedno, ale taki materiał nie może się stracić!!!

          • mitenki 19/05/2016 at 18:24

            A Bożena niech to opisze! :D

            Swoją drogą parę razy w życiu mi się udało trzepotaniem rzęs coś załatwić (no niech będzie – paręnaście ;), ale to zawsze był spontan :D

            Co do ąpluła – może być takie, jak na górze bloga, tylko:
            – zmień kalosze na balerinki, albo brak obuwia (szpilek nie proponuję, bo nawet najgłupszy chłop chyba by nie uwierzył, że w szpilkach po podwórku latasz;)
            – odstaw kosę/widły/siekierę tudzież taczki gdzieś daleko
            – kapelusz może być
            – możesz nawijać na palce pasmo włosów, zerkać nieśmiało w dół, tudzież na pana leśniczego (tu trzepot rzęs) i płonąć rumieńcem :D

          • kanionek 19/05/2016 at 20:01

            A weźcie, ja nie mam teatralnej garderoby w domu! Kalosze, chińskie klapki i obeszczane, zielone buty (w które już moje stopy nie wchodzą) to jedyny obuw, jaki mam. A nie, przepraszam. Niedawno wyciągnęłam spod szafy leciutkie, minimalistyczne buty do biegania, które kupiłam w czasach, gdy wydawało mi się, że będę biegać. Biegać nie biegałam, a buty wynajmowały się pająkom i z nudów odliczały dni do terminu połowicznego rozpadu, więc teraz są moimi “wyjściowymi” – do miasta i w gości. Pasmo włosów? Rzęsy osmalone, włosy codziennie po trochu obgryzane przez Małąbożenkę (serio, Małabożenka kocha moje włosy, nieważne czy luzem, czy związane. Za każdym razem musi zjeść choć trochę). Złamałam na nich ostatnio trzeci już grzebień, bo zawsze mam w nich jakieś patyki, liście, słomę…
            Innymi słowy: taka ze mnie krucha baletnica, jak z osła Paryi jednorożec.

          • zeroerhaplus 19/05/2016 at 19:00

            … i rób usteczkami a la Zosia z ekranizacji”Pana Tadeusza” sprzed lat ;)
            Koniecznie.

          • Bisia 20/05/2016 at 20:57

            Ja o tej slomie, bo mi dziecinstwo znowu przypomnialas -zbalowac ja, znaczy sie slome. Tylko nie w te koszmarne ogromne rulony a w kosteczke. Takie kostki to chyba okolo 10 kg waza ( nie jestem pewna, ale jako podrostek przenosilam to i nawet” domki ” budowalismy). Moze zapytaj wlasciciela czy w okolicy ma ktos cos takiego i wynajac (z traktorem rzecz jasna) na kilka godzin. W mojej okolicy to tylko takie prasy kiedys byly, moze sie gdzies tam jeszcze u prywatnego rolnika uchowaly.Co do transportu to chyba lepsza polciezarowka, wiecej wejdzie a jak dobrze ulozone i solidnie przywiazane to powinno dojechac. Tylko w razie czego upewnij sie ze ta prasa robi “kostke” – dwa sznurki bo sa tez takie ktore robia “snopki” (jeden sznurek) i wtedy to sie szybko rozlatuje i do transportu za bardzo sie nie nadaje. Ale czy to Ci sie oplaci… to ja nie wiem

          • kanionek 20/05/2016 at 23:48

            Bisia – ta słoma jest nie na polu (tegorocznej słomy to jeszcze nikt nie ma), tylko w wysokiej na 6 metrów stodole, i ona właśnie była kostkowana, tylko kostkarka była ułomna i kostki się porozpadały. Większości z nich nie da się przenieść w całości, wszystko się sypie, i w tym właśnie cały problem. Właściciel słomy to rolnik pełną gębą, i gdyby miał sposób na sensowne spakowanie tego szajsu, to już dawno by tę słomę sprzedał i był zadowolony, a tak to chętnych nie ma, a jemu bardziej się opłaca słomę spalić i zwolnić miejsce na ziarno ;)

          • Bisia 21/05/2016 at 09:37

            Rolnik pelna geba i mu sie tyle balikow rozlecialo? No no … i jak on to do tej stodoly zwiozl? Dobra wiem nie twoja broszka😉

        • kanionek 20/05/2016 at 23:49

          Ng – używanych, rzecz jasna, będziemy szukać w pierwszej kolejności. I przede wszystkim w najbliższej kolejności, bo używane zazwyczaj nie idą w parze z ofertą transportu, a jeśli już, to na niewielkie odległości.

  41. paryja 18/05/2016 at 16:24

    Rozważaliście pastucha elektrycznego ? wychodzi znaaaaacznie taniej i podobno działa (przy odpowiedniej mocy impulsu, czy cuś) Można je dowolnie przesuwać a jest zasilane z akumulatorka ładowanego co jakiś czas więc w zasadzie awarie prądu go nie dotyczą. Podobno kozy szybko załapują czym grozi dotknięcie linki i respektują ogrodzenie, nawet nie podłączone do prądu. Niestety nie chroni przed psami, wilkami i innym zagrożeniem z zewnątrz.
    A … kozie fora twierdzą że z siatką leśną kozy rozprawiają się w półtora roku…

    To jest nasty komentarz pisany w ciągu ostatnich dni, żaden nie wyszedł z powodu “braku połączenia z siecią” mać … mać… mać ! może się uda …

    • kanionek 18/05/2016 at 20:31

      Paryja – tak, elektrycznego rozważaliśmy już jakiś czas temu. I właśnie nie wiem, jak on ma wyjść znacznie taniej, bo przecież te przewody też trzeba na słupkach zainstalować, a słupki są w tym całym przedsięwzięciu najdroższe. Druga sprawa: czy taki pastuch jest w stanie powstrzymać dzika, że nie wspomnę o stadzie dzików w liczbie np. 8, które spłoszone zapieprza przez łąkę tak, że ziemia drży? Bo coś mi się wydaje, że średnio co tydzień musielibyśmy naprawiać pozrywanego pastucha :-/ Ja widzę, co odwalają owce, gdy wpadną w “panic mode” – lecą na oślep, i nie sądzę, żeby kawałek drutu był je w stanie powstrzymać. Siatka 1,6 m, przymocowana do słupków w kilku/nastu miejscach, chyba lepiej się sprawdzi.
      Zastanawiam się też, jak kozy “rozprawiają się” z siatką, bo oczywiście bierzemy pod uwagę przeglądy ogrodzenia i drobne jego naprawy od czasu do czasu, ale całkiem chyba tej siatki nie zeżrą? Podwórko wszak mamy ogrodzone, i kozy co najwyżej łeb przez oczko siatki wsadzą, żeby sobie skubnąć żywopłotu, czy innego pnącza po “naszej”stronie, no i zdarza im się czasem wspinać na ogrodzenie, tzn. przednimi kopytami, rzecz jasna. No i na razie siatka nie doznała uszczerbku. Trzecia zaleta i przewaga siatki nad pastuchem elektr. to właśnie możliwość wypuszczenia psów, żeby łaziły z kozami. Nie mówię, że na noc, bo na to się nie odważę, ale w ciągu dnia to chyba dobry pomysł.

      I pięknie Tobie i małżonkowi dziękuję za Mikołaja i Diabła :) Zrobię zdjęcia, gdy ich zainstaluję w koziarni – muszę znaleźć takie miejsce, gdzie kozy nie sięgną :D

      • paryja 18/05/2016 at 21:24

        No tak o dzikach nie pomyślałam, na dziki też chyba inny ten cały impuls . Tańszość jest, bo przy pastuchu tylko słupki narożne muszą być solidne i co kilkanaście metrów jakiś stabilny kołek, reszta może być “taka se ło “. My musimy coś wykombinować bo moje stadko może biegać luzem tylko pod nadzorem. Kiedy nie mogę nad nimi stać to dyndają na sznurkach niestety.
        Siatkę leśną liczyliśmy i za cholerę nas nie stać, na pastucha jakoś nazbieram.
        Na razie odległy temat bo kupiliśmy osła :)

        • mitenki 18/05/2016 at 22:17

          Pokaż osła, Paryja! :)

          • Iza 18/05/2016 at 22:33

            Pokaż, or it didn’t happen! :D

        • kanionek 18/05/2016 at 22:18

          Z tymi “takimi se ło” to się zgodzę, na krótkich i PROSTYCH odcinkach, ale gdy pomiędzy narożnymi masz prawie 200 metrów…? Taka łowca wpadnie na drut i zanim poczuje impuls, słupki z gatunku “se ło” już leżą :D No i drewniane w mig przegniją :-/
          Ale wuj tam ze słupkami… Bo kurde jak to? OSŁA?
          GDZIE SĄ ZDJĘCIA z tego skandalu?!

          • mitenki 18/05/2016 at 23:37

            Wyobraziłam sobie Paryję siedzącą na ośle, który podąża dostojnym krokiem. Paryja, oczywiście, z nieodłączną fajką :))
            Po cóż Ci ten osieł Paryja?

          • kanionek 18/05/2016 at 23:58

            Kurde, Paryja pewnie nie może nam odpowiedzieć przez ten swój net. I pewnie zdjęć też długo nie uda się wrzucić :-/

          • paryja 19/05/2016 at 06:32

            Po co mi osieł ? cholera, nie wiem ;)
            Może mu dokupię dziewuchę i będę się kąpać w oślim mleku? :)

            Zaczęło się od szukania drobnego pojazdu transportowego: traktorek, quadzik… te które były w małych pieniądzach nie nadawały się do użytku. Chłop se ze mnie zakpił: a może osioł ? i pooooszło :D
            Osioł ma na imię Newton, ma dwa latka (osły żyją około 40 lat, więc dzieciątko)Bydle jest spore i myślę że kiedyś na niego wsiądę :D na razie się oswajamy, nigdy nie miałam takiego wielkiego zwierza i trochę się go jeszcze obawiam.
            Dźwięk jaki z siebie wydaje zmusza okoliczne psy do włażenia na kanapę :) Wcale nie jest to wesołe iiiiiiaaaaa, to jest potężny, długi, żałosny dźwięk syreny alarmowej :) Szczęśliwie robi to rzadko(na razie ;))
            Budyń kocha Newtona a Newton kocha Budynia :D Obgryzają i wylizują sobie różne części ciała. Budyń znosi z błogim uśmiechem zgrzytające na łapie ośle zęby, osioł czasem tylko strąca niecierpliwie psa z tylnej nogi ;) Taka szorstka, męska, międzygatunkowa miłość :)

            Ze zdjęciami faktycznie może być problem, będę walczyć, bo przecież chciałabym się osiłkiem pochwalić :) Jeśli nie wejdzie na forum to wyślę Kanionkowi na pocztę (mogę Kanionku? )

            Ciekawe czy post pójdzie?

          • kanionek 19/05/2016 at 10:37

            Wysyłaj!
            A ja właśnie robię za kozie pogotowie – dziewczyna ma dwie kozy, parkę, od chyba ponad roku. Koziołek wczoraj był nieswój, dzisiaj leży i jest wzdęty jak balon. Podałam jej numer do “mojej” wetki i zgadnijcie co – powiedziała, że koziołek zdechnie, a ona nie przyjedzie, bo musi jechać do… pracy! Od wczoraj chodzę wkurwiona na naczelnika poczty, teraz to. Mój wkurw zaczyna być niebezpieczny.
            Koziołek jest w stanie, jak wnoszę z opisu przez telefon, krytycznym. To może być kwestia kilku godzin. Wet w takim przypadku przebija żwacz (swoją drogą – właścicielka kóz nie wie, co to jest żwacz, i powiadam Wam – mój wkurw rośnie), potem oczyszcza rankę, zaszywa, podaje antybiotyk o przedłużonym działaniu i po sprawie. Jedyne, co ja mogę zrobić, to udzielić przez telefon instrukcji odpowiedniego ustawienia koziołka na nogach i masażu żwacza tak długo, aż ujdą z niego wszystkie gazy. Jeśli przyczyną jest utkwienie czegoś w przełyku (wczoraj rano dostał połówkę jabłka i wykradł właścicielce kawał suchej bułki z kieszeni, więc mam podejrzenia, że to mogło być przyczyną), co utrudnia odchodzenie gazów, to sprawa jest bez weta raczej przegrana. Można wsunąć w przełyk rurkę gumową, ale też trzeba wiedzieć, co się robi, a ta dziewczyna się raczej na to nie zdecyduje. Moja wiedza jest teoretyczna, bo nigdy nie mieliśmy tu koziego wzdęcia, ale TEORETYCZNIE jestem przygotowana. Sodę oczyszczoną już ten koziołek dostał, i nadal dupa. Jeśli masaż nie pomoże, koziołek jest dead and gone. Ja pierdolę, jak mnie ta wetka wkurwiła znowu.

          • ciociasamozło 19/05/2016 at 09:59

            Poka osła!
            Kiedyś, na jakimś wyjeździe, już leciałam z ryjem, że bladym świtem jakiś kretyn pompuje wodę skrzypiącą, zardzewiałą pompą a okazało się, że to śliczny milutki osiołek domagał się śniadania. Jak z takiego uroczego ciałka mogą dobywać się tak piekielne dźwięki?

            Paryja, a gustowne sakwy czy koszyczki na osiołka już masz? albo dwukółkę? Skoro ma być zwierzęciem transportowym ;)
            I jeszcze spraw sobie jakieś biało-niebieskie giezło to za Maryję w jasełkach będziecie z Newtonem dorabiać!

          • paryja 19/05/2016 at 10:30

            Newton podobno już w szopce występował. Skończyło się dotkliwym pogryzieniem jednej pani :/ Owcę która też tam się udzielała bachory przekarmiły dobrociami i potem miała spore problemy.
            O nie ! nie narażę bydlątka!
            Sakw jeszcze! nie mam :) Na razie nawet boję się go dalej prowadzać bo bydle jest niezwykle towarzyskie i ciekawskie, wczoraj zobaczyło spacerujące panienki to chciało mi ręce ze stawów powyrywać, a weź tu utrzymaj jakieś 200 kilo które chce iść :) muszę spróbować wprowadzić jakieś komendy bo w próbie sił nie mam szans. Kiedy go wprowadzam do stajenki to jest jak w bajkach :D Ja odgięta maksymalnie do tyłu, zaparta nogami ciągnę osła a osioł stoi spokojnie kontemplując przyrodę.

          • ciociasamozło 19/05/2016 at 11:56

            Kanionek – Twoj wkurw całkowicie na miejscu. Wet jeśli ma określone godziny pracy w lecznicy to musi być wtedy dostępny w tym konkretnym miejscu (chyba, że się przepisy zmieniły w ciągu ostatnich 10 lat) i nie może jeździć na wizyty domowe, ale jeśli pracuje na wsi to chyba logicznym jest podział czasu na pracę w lecznicy i w terenie, lub zmiennik do lecznicy w nagłych przypadkach!
            No i jeszcze:
            Art. 16 (Kodeks Etyki i Deontologii)
            Lekarz weterynarii ma obowiązek, na życzenie właściciela lub opiekuna zwierzęcia przekazać zrozumiałą informację o (…) możliwości uzyskania pomocy poza godzinami pracy zakładu leczniczego dla zwierząt
            Art. 20
            Lekarz weterynarii, który nie może podjąć się leczenia lub musi odstąpić od leczenia chorego zwierzęcia, powinien wskazać właścicielowi lub opiekunowi zwierzęcia możliwości uzyskania pomocy u innego lekarza weterynarii.
            (co jest zgodne z zapisem w ustawie o zakładach leczniczych)

            W sumie, uważam, że powinnaś pogadać z tą wetką, że choć nic nie zarzucasz jej fachowości to podejście do wykonywanego zawodu pozostawia wiele do życzenia. Że gdyby w okolicy było piętnastu wetów z różnymi specjalizacjami to mogłaby sobie wybierać jakich pacjentów przyjmie a jakich nie, ale jeśli klient nie ma wyboru, to w jej dobrze pojętym interesie powinna albo przestać wybrzydzać, albo zatrudnić kogoś do pomocy. A jeśli nie czuje się pewnie w temacie kóz to może pora się dokształcić? Bo jak widać kozi pacjent zdarza się częściej niż raz na rok.
            Jeśli normalna rozmowa nie trafi to zostaje skarga do Izby, (np. uporczywe odmawianie udzielenia pomocy bez wskazania innego lek. wet.?)
            Nie każdy wet musi być Herriotem/Judymem, ale za darmo przecież do tych kóz by nie jeździła! Pewnie, że szczepienie psów czy kastracja kotów bez ruszania tyłka z lecznicy jest fajniejsza (i bardziej opłacalna) niż tarzanie się po ściółce w koziarni, ale chyba widziały gały co brały gdy decydowała się na taki zawód.
            Pan układający kafelki może sobie powiedzieć “u Kowalskich nie robię, bo tam kiepski dojazd”, ale tu chodzi o życie zwierzaka!

          • ciociasamozło 19/05/2016 at 12:02

            Paryja – kurczę, jak się trenuje osła?!!
            Może klikerem? Konie, psy i delfiny można to i z osłem chyba się uda ;)

            Stacjonarna szopka faktycznie odpada, ale jakbyś tak na osiołku jako Maryja po wsi jeździła i datki zbierała na pieluszki dla Jezuska? ;P

          • zeroerhaplus 19/05/2016 at 18:01

            “Po co mi osieł ? cholera, nie wiem ;)”-
            Paryja :D

          • paryja 20/05/2016 at 07:29

            Nie mam pojęcia jak się szkoli osła. Na razie znalazłam jedno zaklęcie: “K..wa mać” i osioł się wtedy zatrzymuje :)
            Mam podejrzenia że dostawał kijaszkiem i tuż przed uderzeniem słyszał zaklęcie :/
            Osioł podobno nie posiada instynktu podporzadkowania jak pies czy koń, charakterek toto ma bardziej koci (a raczej kozi ;)).
            Kliker pewnie zdałby egzamin, ale ja mam do klikera za mało rąk;) a przez Newtonowy zwyczaj podgryzania koniarze mocno mi odradzają karmienie z ręki (żeby nie utrwalić nawyku).
            Kliknięcie pewnie mogę zastąpić komendą albo jakimś “dźwiękiem paszczą” a smakołyk pieszczotą.
            Na razie najważniejsze jest wchodzenie do boksu, on się boksu boi i bardzo się denerwuje, potem komenda stój ( kiedy go prowadzę za kantar a on nagle chce rozpędzić się do galopu…)
            Szczęśliwie oślisko jest wyrozumiałe i posłuszne i jakimś sposobem z grubsza zgaduje czego od niego chcę :)

          • zeroerhaplus 20/05/2016 at 13:49

            Heh, a mi się głupiej zawsze wydawało, że te dwa słowa “szkolić” i “osła” nigdy nie znajdą się w jednym zdaniu…

      • ciociasamozło 19/05/2016 at 09:51

        No właśnie pastuch elektryczny widziałam właśnie głównie jako ochronę kukurydzy przed dzikami (a także ogrodzenie krów -spanikowana krowa może więcej niż owca ;)). Kopie tak, że się długo pamięta. Bułka raz w to wlazła (“Buła, wróć! Nie wolno! Suka zostaw! …A nie mówiłam!”), nie zabiło jej ale skowyt był straszny i potem omijała szerokim łukiem. Jeśli coś odstrasza mojego psa to musi być skuteczne ;)

        Wiesz, może się okazać, że będziesz musiała zamontować pastucha dla ochrony siatki przed kozami ;)

  42. mitenki 18/05/2016 at 22:51
    • kanionek 19/05/2016 at 00:09

      A tak, drewniane. Na takich słupkach robi się ogrodzenia tymczasowe – np. budujesz dom (albo plac zabaw w mieście) i potrzebujesz sobie plac budowy ogrodzić na rok, to takie rozwiązanie jest dobre, potem szybki demontaż, a drewno to już najczęściej do spalenia, zwłaszcza sosnowe.

    • kanionek 18/05/2016 at 23:18

      Jezumaria, facet dodał ogłoszenie GODZINĘ TEMU, a już go MItenki dopadła :)
      Zadzwonię jutro, bo o tej godzinie to już chyba nie wypada, i zapytam o cenę (bo 15 zł za co? za rurę? za kilogram? za metr?) i koszt transportu (to jest Podkarpacie). Tylko nie wiem, jak się przyczepia siatkę leśną do rury – słupki pod leśną mają specjalne zaczepy, które się nad drutem zagina.

    • kanionek 18/05/2016 at 23:47

      Tak, tylko zobacz: słupek betonowy jest fchuj cięższy od stalowego, co na bank podnosi koszty transportu, czyli na końcu może wyjść wręcz drożej (że nie wspomnę o tym, jak różny jakościowo potrafi być beton i jakie ciekawe rzeczy się z nim potrafią dziać np. zimą – tłumaczyłam setki dokumentów budowlanych, o betonie wiem prawie wszystko).
      Teraz te stalowe – grubość ścianki 1,8 mm…. Te z podkarpackiego – 2,9 mm. To ma znaczenie, bo ocynk jest zazwyczaj lipny, a rura o ściance grubości 1,8 mm przerdzewieje tak szybko, że oszczędność tych paru złotych na słupku może się bardzo nie opłacić ;)
      No i ostatnie “ale” – ceny producentów znam i one są w miarę stałe. Jeśli chodzi o tzw. świetne okazje, to owszem, trzeba je upolować, i mieć już na to gotówkę, zanim okazje pojadą do kogoś innego. Rozumiesz mój problem? :)

      • Iza 19/05/2016 at 00:47

        O betonie wiesz prawie wszystko, powiadasz? A gdyby tak formy i… odlać słupki? W różnych rzeczach już mieszałaś…

        • kanionek 19/05/2016 at 01:09

          I właśnie dlatego sama nie podejmę się robienia betonu. Słupki musiałyby być zbrojone. Odlać 300 słupków, zazbroić, na podwórku? Taak, można wynająć betoniarkę i np. dziesięć forem. Kupić cement, kupić odpowiedni piasek, targać wszystko ręcznie, dolewać wody… Tak, można zrobić 300 słupków na podwórku, w trzy miesiące, i zgłosić się po zaświadczenie do poradni zdrowia psychicznego – renta na głowę murowana :D
          (to znaczy ja wiem, że kiedyś, ze szwagrem, nie takie rzeczy i w ogóle, ale my jesteśmy na to za ciency)
          O właśnie, a propos słupków – kupiliśmy worek cementu, bo trzeba naprawić jeden ze słupków betonowych psiego kojca, taki od tyłu. Nie wiem co mu się stało, pewnie dostał od kogoś z bańki, i się biedaczek złamał. To znaczy nie całkiem, bo jest zbrojony, ale wisi na siatce i resztkach siły woli ;) I tak sobie myślę, że może Paryja źle zrobiła KUPUJĄC osła. Może powinna WYMIENIĆ kozy za osła :D

          • wersja 19/05/2016 at 08:24

            Kanionek, masz rację – do ciężkich robót budowlanych to trzeba mieć predyspozycje. podczytuje dziennik chłopaka, co sobie sam “temi rencami” dom postawił. jak stwierdził – do trzydziestki wydawało mu się, że jest nieśmiertelny. po czterdziestce zaczął rzygać z bólu i chodzić po lekarzach. diagnoza: rozwalił sobie w drobny mak kręgi od 7 do 12. kwestia priorytetów, ale moim zdaniem, nie było warto :(

            macie w okolicy jakąś wypożyczalnię sprzętu budowlanego? są takie spalinowe świdry do robienia otworów pod słupki – chyba warto rozważyć.

      • mitenki 19/05/2016 at 02:56

        Paczaj Kanionku, a moja chałupka jest ze zbrojonego betonu, stoi już 60 lat i nie zamierza się rozsypać w najbliższym czasie. Może dlatego, że brak tu żyrandoli, ćwiczących ciosy z bańki ;)
        Szukałam pod hasłem “słupki ogrodzeniowe oddam za darmo”, ale nie znalazł się, niestety, darczyńca, co ma 500 zbędnych słupków…

        • kanionek 19/05/2016 at 10:20

          Ale Twój domek nie ma 10 cm w przekroju, nie przemarza zimą do -30, i tak dalej? ;)
          Właśnie wyobraziłam sobie Ciebie, jako krasnoludka, z miniaturowym kotkiem, mieszkających w komórce mojego betonowego słupka. Musiałabym Cię ewakuować i na czas naprawy słupka trzymać w słoiku! :D

        • zeroerhaplus 19/05/2016 at 17:58

          Hyhy, bo zależy, kto co do betonu dodał, jak go mieszał ;)
          Nasza chałupa, budowana w 1950 roku, ma “fundament” żelbetowy. Dziadek, który ją stawiał (“na czarno” zresztą) był niezłym magikiem (taki wiejski oryginał powojenny) i kombinował okrutnie z materiałami. Są więc elementy, gdzie palcem wydłubuję bez problemu “betonową” podłogę spod drewianych ścian, a są i takie, gdzie się przeciwpancernym nie przebijesz ;) No i nigdy nie zapomnę jak nam róg chałupy odpadł i się na drutach bujał, bo tam akurat grubsze dali, w przeciwieństwie do betonu… a weź ;)

        • mitenki 19/05/2016 at 18:26

          Ale wikt i opierunek w tym słoiku mi zapewnisz? :D

          • kanionek 19/05/2016 at 20:38

            Niee, no co Ty? Zamarynuję, żeby Cię mieć na zawsze! Ha ha ha ha haaa! (tu sobie wstaw swoje najstraszliwsze wyobrażenie psychopatycznego, złowieszczego śmiechu)

  43. baba aga 19/05/2016 at 13:16

    Wczoraj poszłam sprawdzić dlaczego kozy ze wsi obok stoją grzecznie ogrodzone tylko symbolicznym drewnianym ogrodzeniem. Z bliska okazało się, że są też kaczki i psy, a pomiedzy deskami są dwa druty, jeden pośrodku a jeden na dole, no i one brzęczą te druty, więc pastuch, a kozy przybiegają oczywiście zobaczyć z bliska człowieka ale tylko głowy wyciągają nad ogrodzeniem. Więc może ciocia ma rację. Zrobimy ściepe i będzie dobrze.

    • kanionek 19/05/2016 at 14:16

      No właśnie – pomiędzy deskami. Ja nie chcę, żebyście zaczęły w końcu myśleć, że jestem wybrzydzająca i uparta, ale. ALE. Ogrodzenie, w jakiejkolwiek postaci, będzie kosztowało kupę pracy i mniejszą, lub większą, kupę pieniędzy (w dodatku kupę WASZYCH pieniędzy), tak? Mam więc nadzieję, że rozumiecie, dlaczego “wymyślam” problemy – chcę, żeby to ogrodzenie było pewne. Żeby praca i pieniądze nie poszły w kanał.
      Na jakiej wysokości proponujecie umocować przewód pod prądem? Kozy są różnej wielkości – od maluchów postury kota, do Lucka, który jest wysoki jak koza i głupi jak brzoza ;) Na jakiej więc wysokości, żeby jedne nie przeskoczyły, a drugie nie przelazły dołem? Dwa druty (1400 metrów)? Trzy (2100 metrów)? Jak i z czego mają być zrobione słupki “takie ło”? O ile wzrasta koszt użytkowania pastucha na dwóch, lub trzech przewodach? Nie znam odpowiedzi na te pytania, bo w sprawach związanych z prądem oddaję głos małżonkowi.

      Ciocia może mieć rację, to prawda. Ale ja się będę czepiać, bo – patrz zdanie na wstępie. Przejeżdżamy czasem obok czegoś, widzimy że stoi i działa, ale czy idziemy do gospodarza i pytamy, JAK działa? Tak naprawdę? Czy gospodarz od kukurydzy ogrodzonej pastuchem nie musi tego ogrodzenia naprawiać raz w tygodniu? Za szkody wyrządzone przez dziki ktoś mu wypłaci odszkodowanie, a za szkody poczynione przez kozy ja zapłacę Lasom Państwowym. Rzucajcie pomysłami, albo zgniłymi jajami – wszystko biere na klatę :)

      PS. Aktualizacja ws. koziołka. Po masażu mu się poprawiło, beknął sobie zdrowo kilka razy, ale wiedziałam, że to nie koniec. Znów leży. Poprosiłam o zdjęcia. Koziołek dziwnie stoi, z lekko wygiętym grzbietem i tylnymi nogami “pod siebie”. Przyszło mi do głowy zapytać, czy on aby nie jest kastrowany, bo kastrowanym zdarza się kamica nerkowa. No i owszem, kastrowany, a dziewczyna nie zaobserwowała dzisiaj, żeby robił siku. Coś mi się zdaje, że moje możliwości się tutaj kończą.

      http://www.tennesseemeatgoats.com/articles2/urinarycalculi06.html
      A się okazuje, że koziołek dostaje 1,5 litra owsa dziennie. Moje mleczne kozy tyle nie dostają, a Andrzej musi się zadowolić dawką pół litra na dobę, i to tylko zimą. Mam nadzieję, że to jednak nie jest kamień w przewodzie moczowym, bo jeśli tak, to koniec i dupa :(

      • ciociasamozło 19/05/2016 at 15:04

        Kanionku, nie upieram się przy wyższości elektryczności nad stalą ;)
        Ja zaobserwowałam, że:
        1. pastuch jest częściej dodatkiem do istniejącego wcześniej ogrodzenia drewnianego (bo łatwiej puścić taśmę, niż naprawiać kilkaset metrów spróchniałego?)
        2. pole kukurydzy ogrodzone pastuchem (wyłącznie pastuchem, jedna taśma na wysokości ok 50cm) w sezonie dojrzewania kolb, przez 10 dni (tyle byłam na w okolicy) nie było ruszone (akurat trasa codziennych spacerów przechodziła wzdłuż 3 boków tego pola, przyznaję, z czwartej strony nie wiem) mimo obecności dzików i saren w okolicy.
        3. Pastuch pełni rolę straszaka – zwierzak najpierw podchodzi, sprawdza co to, dostaje kopa – nie zbliża się, nie dotyka, nie próbuje (widziałam konie przeskakujące przez wysokie płoty, ale nigdy takiego, który próbuje przesadzić niskie ogrodzenie z pastuchem); nie wykluczam, że kozy są sprytniejsze od koni czy krów i znajdą sposób ominięcia drutu jeśli po drugiej stronie będzie wystarczająco zielona trawa ;)

        A w ogóle to nie jestem zwolenniczką kopania zwierząt prądem, tyle że czasem nie da się inaczej dogadać :(

        Dobrze, że koziołkowi chociaż się odbiło. Może da sobie poza żwaczem wymasować trochę pęcherz? Jeśli faktycznie kamica, ale kamień nie za duży to może pomoże go “urodzić”? Nie wiem jak jest z podawaniem przeżuwaczom środków rozkurczających mięśnie gładkie (papaweryna, no-spa)? Czy nie szkodzą “fabryce trawiącej”?

        • kanionek 19/05/2016 at 17:10

          Ciociu, co do koziołka – wyczytałam, że u kozłów trakt moczowy jest po prostu zbyt długi i “pokręcony”, żeby mogły “urodzić” kamień, i poza zabiegiem chirurgicznym (mówimy o sytuacji, w której już doszło do zatkania przewodu moczowego, a nie o profilaktyce) podobno nie ma na to sposobu.
          Nie mam pojęcia, czy środki rozkurczające dla człowieków w ogóle działają na przeżuwacze i pewnie ciężko będzie znaleźć osobę, która tego próbowała :-/

          A tak w ogóle… Znów popadam w deprę, bo się nie wyrabiam ze wszystkim, jak to zwykle na wiosnę. Biegam jak popieprzona i muszę wszystko “do zrobienia” zapisywać (kurwa, zamówić kolczyki…), bo mi wylatuje z dziurawego łba. I znowu sobie obiecuję, że w przyszłym roku pieprzę ogród, sadzę ziemniaki.

          • ciociasamozło 19/05/2016 at 20:02

            No to dupa, bo kto koziołkowi zrobi operację :( Trzymam kciuki, żeby to tylko wzdęcie było.

            Zapisuj, zapisuj. Byle nie na ścianie obory, bo się jeszcze kozy czytać nauczą i wtedy to będziesz miała przechlapane ;)

          • kanionek 19/05/2016 at 20:30

            Zrobić to może by ktoś zrobił (choć mam wrażenie że tutaj, w naszej okolicy, weci nie mają pojęcia o tym, gdzie koza ma co w środku), ale za jakie pieniądze? Właśnie w komencie dla Zeroerha zamieściłam aktualizację, czyli najnowszą diagnozę pani wet. od psów i kotów, która przyjechała do koziołka. Stwierdziła zapalenie płuc, dała kroplówkę i antybiotyk, i przyjedzie jutro sprawdzić pacjenta. Zapalenie płuc to ostatnia rzecz, na którą bym stawiała (palpacyjnie bolesny brzuch, ustawienie tylnych nóg jak do próby wysikania się na siłę), ale nie jestem wetem i nawet nie aspiruję do miana jednej dziesiątej cienia zwłok znachora, więc… No ale zapalenie płuc? Może leżał na tyle długo, w dodatku ze wzdętym żwaczem, który w takich przypadkach uciska okoliczne organy, że w płucach zebrał się płyn, ale wtedy zapalenie płuc byłoby jedynie skutkiem, nie przyczyną pierwotną. Pani wet stwierdziła, że zapalenie płuc, bo ostatnio było chłodno i padał deszcz…

          • ciociasamozło 19/05/2016 at 20:56

            Obawiam się, że z palcem w dowolnym otworze zaliczyłabyś specjalizację z małych przeżuwaczy i na temat kóz wiesz10x tyle co wet od psów i kotów.

          • kanionek 19/05/2016 at 21:05

            Niee, serio. Jeszcze mi ze dwudziestu lat doświadczeń własnych brakuje. Diagnozowanie kóz w ogóle jest trudne – np. w znakomitej większości przypadków głównym, a czasem wręcz jedynym objawem tego, że koza zachorowała, jest to, że koza jest smutna :D I weź tu, człowieku, coś z tego wywnioskuj ;)

          • ciociasamozło 20/05/2016 at 10:09

            Wiesz Kanionek, w weterynarii (i pediatrii) to w zasadzie podstawowy problem diagnostyczny ;). Np. standardowy zestaw objawów u świń to “brak apetytu, niechęć do krycia, zagrzebywanie się w ściółce”. I w zasadzie możesz sobie to podstawić do dowolnej choroby dowolnego gatunku (no dobra, przy wściekliźnie jest preciwpołożnie). Takie cudeńka jak specyficzna wysypka, biegunka w charakterystycznym kolorze czy aromacie to tylko w książkach ;)
            A wiedza przeciętnego weta od piesków i kotków w temacie kóz to luźne informacje o chorobach zakaźnych zwalczanych z urzędu, coś tam o pasożytach i może piąte przez dziesiąte o rozrodzie, ale to raczej przez analogię z krowami. Kamica u kastrowanych koziołków? zapomnij!
            I w sumie trudno się dziwić, że takich omnibusów jak Herriott, co to wszystkie zwierzęta duże i małe, już nie ma. Przez ostatnie dzieścia lat poziom wiedzy weterynaryjnej tak wzrósł, że jednoosobowo wszystkich gatunków się nie obejmie :(
            Tylko szkoda, że brakuje takich zapaleńców co znają się np. na kozach bo lubią :(

      • zeroerhaplus 19/05/2016 at 17:48

        Zakładając, że koza w całej europie ma podobną wielkość, podaję zalecenia z forów niemieckich:
        – drutów ma być pięć, bo inaczej koza się przedrze (ci, którzy zaoszczędzili na ilości przewodów potwierdzają),
        – na wysokości od ziemi kolejno: 20/40/60/85/110, inni mówią 30/45/60/80/105 (moze w zależności od rasy, karzełki, czy olbrzymy?)
        – słupki co 3 do 8 metrów na odcinkach prostych, na “nieprostych” dostosować należy do terenu, ale druty muszą być cały czas napięte,
        – same słupki – z czego kto sobie życzy, stosują nawet plastikowe. Twierdzą, że słupek 1,2m (nad ziemią naturalnie) wystarcza.
        Pod systemem musi być cały czas wykoszone. Mam też ściągnięte wszystkie dane dotyczące prądu – jakby co, to jest o tym cała broszura na dziesięć stron, po niemiecku, ale to nie problem ;)

        Weź pod uwagę, że Niemcy to naród zapobiegliwy i pewnie wszystko przewidzieli, łącznie z żyrandolami ;) Neeee, tak na serio, to nie mam pojęcia, bo kompletnie się na tym nie znam. Ale te pięć drutów raczej Was chyba nie zachęci…

        Koziołkowi zdrowia. A nuż się powiedzie…

        • ciociasamozło 19/05/2016 at 20:05

          Pięć drutów pod prądem?! Kurde, te kozy to faktycznie wymagające :( Przeciwwilkowo zalecają dwa.

          • hanka 20/05/2016 at 08:55

            W okolicach gdzie ja bywałam na Mazurach widziałam wiele pastwisk ogrodzonych pastuchem, dla kóz i krów i były to też dosyć spore pastwiska i przy lesie. Wydaje mi się, że to się sprawdza i były po trzy druty (zdarzało mi się przełazić i dostać prądem po nogach). Nie były też te druty jakoś strasznie napięte bo dało sie odchylić patykiem i o koszeniu pod tym to chyba nikt tam nie słyszał – wiadomo u Niemców to ordnung wszędzie być musi. I nie jest to jakieś strasznie bolesne jak kopnie – jeśli o to się martwisz, ale zwierzaki jednak nie mają ochoty przekraczać takiego ogrodzenia – myślę, że szybko się uczą, ze nie opłaca się podchodzić do drutów. Tam akurat były takie zwyczaje, że krowy i kozy zostawały w nocy na pastwisku – no, ale wilków na pewno tam nie było.

          • kanionek 21/05/2016 at 00:09

            Hanka, z tym koszeniem to chyba nie tylko kwestia germańskiej estetyki. Chodzi o przewodnictwo prądu – taka pokrzywa sobie zmoknie na deszczu i już pięknie prowadzi prąd do ziemi.
            Prąd mnie też martwi z innej przyczyny – czy impuls potrzebny do powstrzymania kozy lub dzika nie będzie za duży dla np. trzykilogramowego kota? Albo trzykilogramowego koziołka-dzieciaka? A co z moimi idiotycznymi Kurokezami, którzy przecież codziennie są w lesie i z powrotem?

          • zeroerhaplus 20/05/2016 at 14:04

            Ha! Bo z tymi kozami to jest zawsze jakoś inaczej ;)

            U mnie we wsi jest taki hodowca bydła, ma dość nietypową rasę, która jest wielka i ciężka (byk dorasta do 1800kg!) a stado pasie się prawie cały rok na zewnątrz. Można powiedzieć, że łąka jest niemal w centrum wiochy, bo przy drodze wiodącej na cmentarz, do szkoły oraz kościoła. I te potężne bydlęta oddzielają od drogi słupki z JEDNYM cienkim drucikiem z prądem, na wysokości gdzieś tak pasa (1metr).
            Nie, żeby daleko od przechodniów, o nie. Tuż przy poboczu, można nawet dotknąć ogrodzenia bez zbytniego wychylania się w stronę pastwiska (pewnie, że dotykałam – niemiłe, ale na swój sposób ciekawe wrażenie). I nic nigdy się nie stało, ani ludziom ani krówkom.
            Chyba typ ogrodzenia zależy od gatunku i temperamentu zwierzyny oraz powierzchni łąki.
            A że Niemcy przesadzają – to jasne. Stać ich na to i mają dzięki temu mniej problemów :)

          • kanionek 20/05/2016 at 23:56

            Ojezu, no przecież Irena już dawno mówiła, że krrrowy są głupie. I się boją byle głupiego drucika. I stoją w miejscu jedząc głupią trawę, podczas gdy mogłyby przecież wspinać się na drzewa i obgryzać gałęzie.

          • zeroerhaplus 20/05/2016 at 14:10

            Przepraszam, przesadziłam. 1740 kilo to aktualny rekord :)

          • zeroerhaplus 21/05/2016 at 14:28

            Kanionku, takie same wątpliwości miała jedna pani na forum ziegen-treff.de (jak ktoś sobie chce przeglądnąć oto link http://ziegen-treff.de/forum/index.php?thread/12941-sicherer-zaun-fuer-ziegen/&s=3e7b76c07f78d7b4559d29fd4145eaf0ce861e58 ). Chodziło o kaczki, gęsi, króliki, psy i koty. Odpowiedzieli jej, że “po krótkim czasie inna zwierzyna nabiera respektu do ogrodzenia i skutecznie je omija”. Warunek: całe założenie musi być zrobione zgodnie z zasadami i systematycznie kontrolowane!!! (odpowiednie napięcie, właściwe uziemienie itp). Jedynie na temat królików nic nie widziałam.
            Ale tylko powtarzam za nimi, mam nadzieję, że nie kłamią ;)

            Sama widziałam raz, jak nasz kocurek nauczył się elektrycznego ogrodzenia u sąsiada. Podszedł z nosem do przodu i zaraz nadszedł impuls (bo te druty nie są cały czas pod prądem, tylko tak jakby strzelają cicho co chwilę). Kocisko zrobiło fikoła, ale nie mogło go za bardzo boleć, bo spróbował jeszcze raz, czy aby na pewno coś z tym drutem jest nie tak. Od tego czasu przechodził ostrożnie albo w ogóle. Sąsiad ma ogrodzenie niskie i sezonowe (dwa druty, przeciwko wydrom zimą, dookoła stawu z rybami).

            Oo, a tu jeszcze w temacie koszenia i niekoszenia pod elektropłotem oraz ogólnie (za wikipedią):
            “Elektryczny pastuch składa się z impulsowej przetwornicy, wytwarzającej impuls elektryczny o krótkim czasie trwania, częstotliwości poniżej jednego Hz, napięciu elektrycznym rzędu 10 kilowoltów i o niewielkiej energii rzędu jednego lub najwyżej kilku dżuli. Impulsy rozprowadzane są nieizolowanym przewodem otaczającym chroniony obszar. Przeciwny biegun przetwornicy jest uziemiony, wysokie napięcie w ogrodzeniu pojawia się więc względem ziemi i działa na wszystkie obiekty – żywe i nieożywione – łączące przewód pastucha z ziemią. Drut tego ogrodzenia musi być rozciągnięty na słupkach z izolatorami w ten sposób, żeby w żadnym punkcie ogrodzenia nie dotykały do niego żadne przedmioty (gałęzie, zarośla albo trawy), które w razie deszczu lub rosy mogą spowodować uziemienie przewodu pastucha a tym samym zmniejszenie lub nawet zniweczenie jego działania.”

            Aha, no i nie myślcie, że namawiam Kanionka na ogrodzenie z prądem. Ja tylko sprawdzam, co o tym piszą gdzie indziej :)

        • kanionek 19/05/2016 at 20:17

          Dzięki, Zeroerha :)
          Może nie jestem czarnowidzącą królewną na ziarnku grochu, tylko po prostu mam germańskie korzenie? Żaden z moich dziadków co prawda nie służył w Wehrmachcie, ale kto wie, może korzenie sięgają głębiej.

          Ha! Z tym koszeniem to miałam złe przeczucia, dzisiaj chciałam to sprawdzić, a Ty mnie wyręczyłaś. Słabo widzę koszenie na odcinku 700 metrów leśnej łąki, porośniętej szybkim chwastem (latem zielsko rośnie po kolana w 10 dni) i samosiejkami drzew. A żyrandole? Czy rogi przewodzą prąd? Bo bólu nie mogą odczuwać, co widać po tym, jak kozły się grzmocą.
          Ech… Co potrafią kozy to, mam wrażenie, wiem w zaledwie jednej dziesiątej, a wiele jeszcze przede mną. Wiem na pewno, że są uparte, że kombinują (mają czas…), że ból się nie liczy, gdy im na czymś zależy (Pacankowi krew może zalewać oczy, ale i tak będzie się dalej nakurwiał z Luckiem), itd.
          Te słupki z kolei. Różnica poziomów gruntu jest tu dość istotna, prawda? Kiedy próbuję sobie wyobrazić solidny, sensowny montaż tego pastucha w naszym terenie, to po prostu tego nie widzę. Przewód “prądonośny” przechodzi przez takie przelotki jak na wędce, zwane izolatorami, prawda? I te słupki “takie ło”, po drodze, służą tylko utrzymaniu poziomu przebiegu drutu, czyż nie? Dlatego najważniejsze są te narożne. ALe jeśli pomiędzy dwoma narożnymi różnica poziomów gruntu (plus krecie kopce wyrastające gdzie bądź, plus naturalne górki, większe kamienie itp.) wynosi więcej, niż np. 10 cm, to cała impreza się rozjeżdża, a drut musi być napięty, więc słupki “po drodze” tego nie wyrównają. Albo drut gdzieś dotknie ziemi, albo gdzieś wyjdzie za wysoko. Dobrze chyba to widzę?

          A czy niemieckie fora wypowiadają się na temat innych form ogrodzenia antykoziego? Jeśli masz czas… Bo nie chcę Wam zawracać gitary.

          PS. A z koziołkiem jest tak: dziewczyna skłoniła do przyjazdu wetkę z asystentką z Elbląga. Taką od psów, kotów i świnek morskich. Wetka stwierdziła… zapalenie płuc. Zasugerowała też, żeby przywieźć kozła do miasta, to ona mu zrobi usg. Ja chyba wiem, z którego gabinetu jest ta pani, ale nie będę się wypowiadać, bo może jestem złośliwa i zła.

          • mitenki 19/05/2016 at 20:39

            Kanionku, a może to dobrze z tym usg? Jakby koleżanka zasugerowała, żeby drogi moczowe przebadać…

          • kanionek 19/05/2016 at 20:56

            Tak, zakładając, że wetka wie gdzie i czego szukać u kozy (tak, jestem już bardzo mocno uprzedzona do naszych weterynarzy i nie będę zaprzeczać), ale tu jak zwykle problemem są koszty. Przewieźć dorosłego kozła do miasta, poddać krótkiej narkozie na czas badania, plus koszt samego badania, no i gdyby się okazało, że to kamica – koszt operacji.
            Jak teraz o tym myślę, to w sumie sama wolę, żeby to było zapalenie płuc. Skończy się na antybiotykach, które nie są przerażająco drogie.

          • zeroerhaplus 20/05/2016 at 00:04

            A więc :)
            Zacznę od innych form ogrodzenia, wymienianych przez braci Niemców:
            1. Drut kolczasty. Wszyscy o nim wspominają, nikt nie stosuje. Nie wiem, czy już zakazany, czy też z własnej woli nie stosują, ale faktem jest, że się tego już nie robi. Powód – chyba nie muszę podawać.
            2. Siatka “w kratkę” (bo nie wiem, jak to nazwać). O tu jest na zdjęciu na stronie 8: https://www.landwirtschaft-bw.info/pb/site/lel/get/documents/MLR.LEL/PB5Documents/lrart/Weidezune%20fr%20Schafe%20und%20Ziegen.pdf
            Słupki do niej – dowolne, kogo na co stać i co kto lubi. Wysokość 150cm (lub więcej, jak się komuś chce).
            Plusy: koszt – jeśli masz dostęp do taniego materiału, względnie proste wykonanie (to znów zależy – od terenu, od podłoża, od rodzaju materiału, z którego wykonane są słupki, itede, itepe).
            Minusy: stosunkowo niska trwałość (bo się o to ocierają, drapią, używają jako drabiny, bodą) oraz możliwość zaplątania rogów. Oraz koszt – jeśli nie masz dostępu do taniego materiału ;) Oraz robocizna.
            3. Ogrodzenia oparte na przewodzeniu prądu:
            a. siatka elektryczna – ostatnio niechętnie stosowana z powodu, że zaplątuje się w nią zwierzyna leśna. Zaplątują się też kozy, ale łatwiej je wyplątać (podobno).
            Minusy: jak wyżej oraz upierdliwość przy rozkładaniu.
            Plusy: tańsza od metalu, da się przenieść cały płot w razie potrzeby w inne miejsce. Ponoć też bardziej skuteczna.
            Wygląda tak w stanie zwiniętym: http://www.ebay.de/itm/Schafnetz-Weidenetz-Elektrozaun-Schafzaun-108cm-2-spitz-Pfaehle-m-Doppelspitze-/151131062632

            b. druty/taśmy pod napięciem, o których było pisane w komentarzach najwięcej. Ulubione przez Niemców, jak widzę – przynajmniej przez większość.

            Z tymi izolatorami i różnicami gruntu, to nie wiem, czy się dobrze rozumiemy. Bo na każdym izolatorze może się linia drutu załamywać. Inaczej można by tylko ogradzać boiska ;) Posłużę się może paroma przykładami?
            – strona 71, rys. 34 – tu widać, jak “dokładnie” się to robi na krzywym terenie ;) https://www.uni-kassel.de/fb11agrar/fileadmin/datas/fb11/Dekanat/HonProf_Rahmann/Schafe-Ziegen-Skript.pdf
            – strona 10 https://www.landwirtschaft-bw.info/pb/site/lel/get/documents/MLR.LEL/PB5Documents/lrart/Weidezune%20fr%20Schafe%20und%20Ziegen.pdf

            Co do przewodzenia prądu rogami… muszę doczytać :)

            Aha, no i nie wiem dlaczego nikt na tych forach nie wspomina o dwumetrowej ścianie z betonu – przecież to takie praktyczne ;)

            I jeszcze dwa cytaty, ku rozweseleniu:
            1. Z forów: “Najlepszym “ogrodzeniem” jest dobra, soczysta łąka, zapewniająca kozom urozmaicone jedzenie, zabawę oraz schronienie”
            2. Z małżonka: “Niech nie stawiają tego elektro bo i tak im to zaraz zapierd*lą, nawet żeby sobie tym pomidory podwiązywać.”

          • zerojedynkowa 20/05/2016 at 10:17

            A może tak (później) posadzić wzdłuż ogrodzenia (jakie by nie było) jakąś roślinę z kolcami (lub bez) w formie żywopłotu. Wiem, wiem: sadzonek musiałoby być kilka lub nawet kilkanaście setek, trzeba wykopać dziury i tp., ale … jakby się rozrosła to nawet ogrodzenia nie trzeba by naprawiać. Taka mi luźna myśl wpadła i chciałam się nią podzielić, nawet jak durna jest. ;)

          • kanionek 21/05/2016 at 00:02

            Chyba najlepiej w tej roli sprawdziłaby się tarnina, ale tak jak mówisz – pierdyliard sadzonek, sto lat sadzenia w samotności, a potem jakieś trzysta, zanim to zacznie przypominać żywopłot ;) No i “żywopłot”, żeby nie zamienił się w “martwypłot”, musiałby być odsadzony od siatki na jakieś pół metra, żeby małpy, znaczy kozy, nie obgryzły go za młodu – oczywiście, że będą próbowały dosięgnąć, wtykając łby w oczka siatki.
            Pomijam całkiem sprawę pozwolenia od nadleśnictwa na takie nasadzenie…

  44. mitenki 20/05/2016 at 01:17

    Mnie tam się wydaje, że jak już ponosić koszty, to na coś, co nie tylko ochroni las przed kozami, ale zapewni jakieś bezpieczeństwo kozom i innej żywinie.
    I tu masz rację Zeroerha – betonowy mur, wkopany na metr w ziemię, na 2 metry wysoki, i zakończony drutem kolczastym. Mysz się nie prześliźnie, w żadną stronę! Tylko nie wiem, czy Kanionek chciałby tam mieszkać…
    Jak maksymalnie wysokie musiałoby być ogrodzenie z siatki, żeby uchronić przed wilkami? Dwa i pół metra? Bo na niższe wilki się wdrapią czy też przeskoczą?

    • zeroerhaplus 20/05/2016 at 13:45

      Przez przypadek trafiłam na opis ogrodzenia zabezpieczającego przed wilkami. Oczywiście germańskie to ogrodzenie. Czyli przeciw germańskim wilkom? ;)
      Mamy kilka możliwości:
      – siatka (bez prądu), wysokość minimum 120cm nad ziemią plus zakopana na głębokość 30 cm pod ziemią, a najlepiej zakopać z metr “wywinięty” na zewnątrz ogrodzenia,
      – kombinacja prąd-bezprądzie, czyli siatka (min. 90cm) plus druty “pod prądem” na górze siatki (1-2, w odstępie max. 20cm), tak aby siatka z drutami miały minimum 120cm, a jako ochrona przed kopaniem pod siatką – drut z prądem 15cm odsunięty od siatki (na zewnątrz ogrodzenia) na wysokości 20cm,
      – prąd, czyli ok. pięć drutów, na wysokościach 20/40/60/80/100.
      To tyle, nie wchodząc w szczegóły.
      Źródło (są tam fotki!): http://hsuw.de/index.php?wolfszaun

  45. mitenki 20/05/2016 at 01:17

    Kanionku, wysłałam emalię :)

  46. wersja 20/05/2016 at 11:11

    Kozy, a nie mamy tu żadnej specjalistki od dotacji unijnych? Może trzeba wyszukać jakieś zadanie prohodowlane, kurczątko… bo jak tak patrzę na te zdjęcia germańskich ogrodzeń, to od razu myślę, że biednego nie stać na oszczędzanie, bo się przy naprawianiu i wymianie zajedzie…

    • hanka 21/05/2016 at 13:40

      Rzeczywiście niemieckie ogrodzenie trochę się różni od tego elektrycznego pastucha, którego widziałam w Polsce. Czysto nie tylko pod, ale i po dwa metry z każdej strony. Wiem Kanionku, że kosi się pod drutami po to, żeby rośliny nie dotykały. Ale czy to, że rośliny mogą dotykać drutów może mieć wpływ na zdrowie kury lub kota, który się obok przespaceruje to nie mam pojęcia.

  47. kanionek 20/05/2016 at 15:48

    Kozy Kochane, ja tylko z krótką informacją, że dzisiaj mam kociokwik, jeszcze jęczmień do nas przyjedzie, jeszcze do miasta muszę, wrócę około 21, więc może mnie nie być i się nie gniewajcie, ani nie martwcie :)
    Zeroerha – danke very szminke! Łeb już mam kwadratowy, ale przetwarzam, przetwarzam, na przemian – dane i mleko :D
    Ja mam do niemieckiej roboty szacunek i zaufanie. Tu była kiedyś droga, przez Niemców budowana, miała już coś koło 80 lat. Fakt, że z płyt betonowych, ale działała. I odwodnienie było niemieckie. Przyszła Unia i dotacje, droga zrobiła się ekspresowa i asfaltowa, i cóż – po kilku latach już jest łatana, odwodnienie wg najnowszych technologii działa tak, że rolnikom pola zalewa, a skarpy spływają na jezdnię. I ciągle gdzieś, coś, jest naprawiane. No ale dobra, czas mi się kończy, lecę do sera, i jeszcze tylko apdejt ws. koziołka: żyje, czuje się lepiej, ale na razie ma bana na wychodzenie z szopki, więc beczy. Czyli na szczęście nie zator dróg moczowych, bo nie dożyłby ranka. A pani wet z Młynar już na nim krzyżyk postawiła (“do kóz w takim stanie się nie przyjeżdża, bo to nic nie pomoże”). Koziołek górą :)

  48. mitenki 20/05/2016 at 17:25

    Zuch koziołek!

    Przetwarzaj, przetwarzaj Kanionku, żebyście wybrali najlepsze w Waszej sytuacji rozwiązanie :)

    • kanionek 20/05/2016 at 23:53

      Właśnie dzisiaj oznajmiłam małżonkowi, że w naszej sytuacji najlepszym rozwiązaniem byłoby ogrodzenie z magii ;)
      Wiesz, robisz zaklęty krąg, którego nikt nie odważy się przekroczyć, i po problemie. Tyle tylko, że ze mnie taka Jennefer, jak z Lucka magister farmacji.

      • Kachna 21/05/2016 at 00:19

        W ostatnim odcinku Harego Pottera tak robią! Taką zasłonę magiczną. Tylko trza mieć odpowiednia różdżkę, i zaklęcie znać….
        ………………..
        A ja kręcę pierwsze w życiu lody:)
        Prawdziwe. 9,5 z okazji Pierwszej Komunii otrzymał od matki swej maszynę do lodów. Nie laptopa. Nie nie nie. Bo on lubi kręcić lody.
        Będzie szaleństwo latem. I zimą i cały czas.
        I dostał też maszynkę do robienia makaronów:))) BO jest wielbicielem.
        …………………………
        I chciałam tylko jeszcze dodać, że te zdjęcia, co to piszesz Kanionek, że przez szybę robione, z drobiem te i z Pumą, są przepięknie malarskie. Wiem, bo ostatnio od narzeczonej dostałam paręnaście obrazów. I się znam:)
        ……………………………..
        I żadna KK nie zwróciła uwagi na oryginalną kitkę MŻ ;)
        ………………………………
        I przybyła nam do domu Stefa. Mała ruda. Kicia. Następny będzie obdartus – czeka w kwarantannie – przepiękny będzie kiedyś – biało-rudy koci półpers.

        I tak o.
        Dobre dni przeplatają się z tymi gorszymi…..

        …………………………….

        • zeroerhaplus 21/05/2016 at 14:34

          Kachna, w Twoim kometnarzu widzę początek nowej ery – młode w końcu dostają takie prezenty, jakich chcą :) Cieszy mnie to niepomiernie :))

          Od narzeczonej? To taki cichy outing? ;)

          Na kitkę zwrócili uwagę, ale nie byli pewni, czy to Kanionek, czy MałyŻonek ;)

          Nowej zwierzynie długiego i szczęśliwego życia!

          • Kachna 21/05/2016 at 15:39

            Nie – niestety nie outing….a jestem w takim momencie, że bym chyba wolała……
            Po prostu kocham tę dziewczynę strasznie w każdy możliwy sposób oprócz erotycznego. Więc wychodzi mi prawie narzeczona;) I jest to nawet coś więcej niż przyjaźń. Tego jestem pewna.
            ……………………..
            Nowa zwierzyna się panoszy oraz terroryzuje mieszkańców. Ta najmniejsza ruda. Ale niech tam – to bardzo przyjemny terror:)

          • zeroerhaplus 21/05/2016 at 21:42

            A no to faktycznie szkoda. Kolejny raz powtórzę: ach, gdybyż orientację dało się wybierać… :)

        • paryja prawie bez internetu:/ 21/05/2016 at 14:55

          Cholera a ja się z mikserem męczę bo mi na komunię zegarek dali ;)
          Kachna podpowiedz młodzieży że mnóstwo pysznych przepisów lodowych jest na “Moich wypiekach” Polecam karmelowe z solą :) (zawsze robię poczwórną porcję) i miętowo- czekoladowe na kropelkach z apteki :D

          • Kachna 21/05/2016 at 15:35

            Znam, znam “Moje wypieki”:) Na razie jedziemy klasyką.
            Miętowo – czekoladowe są na podium. Zaraz za czekoladowymi i jagodowymi:)
            …………
            Widzisz, ja bym chętnie pozostała przy opcji przeżywania tej uroczystości tylko “Po bożemu”, ale tzw tradycja….więc postanowiłam, że jak już mają być prezenty, to sensowne.
            Nie masz pojęcia jak się ucieszył. Już nie musi zamrażać swoich dziwnych mieszanin, z których zawsze wychodziła lodowa skała…..
            Ta maszyna ma magiczną właściwość – jakoś zapowiadają się duże ilości gości:))) A oto wszak chodzi!

  49. Izik 22/05/2016 at 11:03

    Ja nie zapomniałam tylko mi klaptop umarł… Piszę z tymczasowego. Co do psów, Magda mówiła , że jeden komondor da radę ale proponowała też dwa podhalany. Komondory podobno dosyć trudny charakter mają, suki są bardziej dominujące. I generalnie drogo, bo i zakup i czas aby stwór dorósł i się nauczył.. Podhalany można adoptować dorosłe, od razu wprowadzając w środowisko. Jakby co będę sie dowiadywac dalej, tyle, ze to zawsze troche trawa, bo nie mieszkam blisko Magdy.

  50. Iwona 23/05/2016 at 23:43

    Omatkozcórką co tu cisza taka? 30 w cieniu było dziś, szalona pogoda.

  51. kanionek 24/05/2016 at 11:16

    Drogie Kozy,

    krótka przerwa techniczna, bo Kanionkowi się psycha rozsypała (o, taka tabliczka by mi się przydała, tylko po polsku: http://kwejk.pl/obrazek/2669195/zly-pies.html) (i w sumie może być napisane, że Kanionek to jednak dobry. Żebym mogła to sobie przeczytać codziennie rano i się upewnić).

    Wasze zamówienia są i będą realizowane, nawet jeśli nie odpowiedziałam jeszcze na jakiegoś maila (swoją drogą – muszę przebić ofertę Ireny i zatrudnić Ziokołka na stanowisku sekretarki, bo obecnie obsługa zamówień od strony kontaktu z klientem pozostawia wiele do życzenia). Redakcja przeprasza, ale szef poszedł na dziwki, kawa się skończyła, a drukarka non stop drukuje skan czyjejś dupy i nie da się jej wyłączyć, i ogólna degrengolada.

    Biegusy już nie mieszkają w ogródku, bo znów mamy lisa po sąsiedzku. Raz widziano go za siatką dzielącą ogród od reszty dzikich przestrzeni, a dziś rano stał pod furtką od strony stawu. Każdy lis ma dwa końce – z jednej strony może oznaczać, że wilki się wyprowadziły, z drugiej, że prawie na pewno mamy z głowy kurczaki. A do kosztów ogrodzenia łąki muszę sobie dorzucić koszt dozbrojenia ogrodu – siatka rozciągnięta na ziemi (antypodkop) od strony zachodniej i południowej, drut kolczasty od góry, i może kilka min przeciwpiechotnych, ale to już po taniości, w końcu w mieście pełno ruskich.

    • Iza 24/05/2016 at 15:04

      Kanionek, patrz pozytywnie – skoro pełno Ruskich, to będzie komu te słupki wkopać, to robotne ludzie som, krzepkie w garści i mało wymagające… :)

      • kanionek 24/05/2016 at 15:59

        Łee, nie. Oni na zakupy przyjeżdżają, bo u nas taniej i większy wybór. No i do łopaty potrzebny jest ktoś, kto nie wyznaje motta: bez wódki nie rozbieriosz ;) Mam na oku takiego jednego pana Miecia, ale to jeszcze pieśń przyszłości, bo najpierw projekt i materiał.

  52. Kachna 24/05/2016 at 13:57

    Dobra, Kanionek – a wcześniej nie było tych zagrożeń??? Teraz się drapieżniki zwiedziały, że tu taki raj?
    Straszne to jest trochę.
    Cholera.

    • kanionek 24/05/2016 at 15:56

      Pierwszy atak na kurczaki nastąpił jakoś zimą, ponad pół roku po ich zakupie, i to był Jaszczomp. I potem znów kilka razy Jaszczomp. Rudy Ryj zaczął sobie używać ubiegłego lata, o ile dobrze pamiętam, a gdy zniknął, to przyszły wilki. A teraz znowu Ryj. Wilki w ubiegłym roku miały miliard okazji do ataku na stołówkę, a nic się nie wydarzyło, więc jestem pewna, że te wilki skądś przyszły dopiero w tym roku. Lisy były tu zawsze; Cebulacki zrezygnował z hodowli drobiu już wieki temu, bo albo lis, albo jastrząb, albo inna kuna, a myśmy się cieszyli, że nas Złe nie tyka. Dopóki Złe się nie dowiedziało, że tu znów KFC i wszyscy mile widziani ;)
      No więc nie myślimy już, że jesteśmy jacyś przez bogów wybrani fuksiarze. Jesteśmy w lesie i nigdy nie będziemy tu sami, i musimy się bronić, i tyle.
      Straszne, choć w sumie przecież naturalne. Smutne, lecz życiowe. Biegusy znów biegają po podwórku, do czasu aż zrobię z ogrodu zakład karny o zaostrzonym rygorze, więc nie łapią ślimaków, a gdzie kitrają jajka – nie mam pojęcia. ALe się nie poddam, choć czasem mam na to ogromną ochotę, i zobaczycie, że wyhoduję sobie jeszcze piękną armię biegusów :)

      • teatralna 26/05/2016 at 09:24

        no więc i ciekawie i radośnie i inaczej, więcej wolności ale i smutno i straszno bywa … i ja nie wiem, czy emocje nie podobne do korpo zatyru, czasami i czy wieś sielska anielska to tylko fasada, którą se można w dupę wsadzić…tak myślę.
        Niestety nie do końca sielanka, a jak już inwentarz żywy, to w ogóle sielanki brak raczej… odpowiedzialność za zwierzęta rzecz wyczerpująca bardzo. stęskniłam się za dobrymi serami ale taki mam zapierdol, że nie mam kiedy maila napisać, a dodatkowo coś się ze skrzynkami porobiło, w każdym razie na dniach bym zamówiła )))cmokam

  53. Kachna 24/05/2016 at 22:47
  54. kanionek 25/05/2016 at 01:01

    Kurde, Mitenki mi mailem donosi, że ponoć nie możecie komciów pisać! No jak to? Kto jeszcze nie może, niechaj natychmiast pisze zażalenie na info@kanionek.pl. Tzn. dokładnie DLACZEGO nie możecie, czyli jaki komunikat Wam się wyświetla po próbie zamieszczenia komentarza. Że też zawsze coś musi stanąć okoniem…

  55. Monika 25/05/2016 at 07:08

    Aż sprawdzę, czy mogę coś napisać. Czy u Was też taka susza? Deszczu nie było od początku maja. Moje biedne roślinki :(. Kanionku, u mnie w miasteczku bocian kradnie ściółkę, jeż wyżera karmę gęsiom, COŚ podkrada Feli jajka, lis buszuje po śmietniku sąsiadów – znak cywilizacji? Zaczynam rozglądać się za żubrem na rondzie. Pozdrawiam i o deszcz błagam.

    • zeroerhaplus 25/05/2016 at 08:24

      Cały deszcz jest u mnie. We wsi stan podpowodziowy czy jak mu tam. Popchałam do was parę chmur, ale nie wiem, czy mi płuc starczy. Na dmuchanie.
      I jak widać, z komentarzami u mnie działa ;)

      • kanionek 25/05/2016 at 17:03

        O masz…
        A ja donoszę, że kiełbasy wyrosły tylko cztery, po jednej na każdego psa. Zastanawiam się, czy władować je do szklarni, czy do ogrodu, bo tak się o nie trzęsę, że chyba nie zniesę, jeśli nie przeżyją.

    • kanionek 25/05/2016 at 09:23

      Oooo, bidoczku, u nas ciepło, ale parę wiaderek wody w maju spadło. Bocian właśnie wylądował na łące, jeża tu jeszcze nie widziałam (wszystkie siedzą w miastach!), a biegusy 55555555rf

      • kanionek 25/05/2016 at 09:27

        Przepraszam, to Puma napisała.
        No więc biegusy chyba sprzedają jajka na allegro, bo od wielu dni ani jednego nie znalazłam.
        I przy okazji ściółki – szklarnia po całej zimie i wiośnie, oczywiście niepodlewana, bo stała przecież pusta, prezentuje się tak: z wierzchu ściółka sucha jak dowcip Sztrasburgera, ale na głębokości około 20-30 cm zaczyna się wilgoć, a że pomidory można sadzić “po szyję”, to cieszę się, że nie muszę dygać z wiadrami (wąż ogrodowy jeszcze niepodłączony, bo w ub. roku Wąski go skasował w paru miejscach i trzeba go skrócić).

        Żubr żubrem, ale gdzie jest osioł Paryi?

        • Iza 25/05/2016 at 10:05

          Paryja się zaparła w sobie i nie przedstawi osła na salonach dopóki go nie nauczy posługiwania się sztućcami. :)
          A biegusy “dla jaj” zmieniły m.p. jaj. I mają uciechę z obserwacji Twoich poszukiwań.

        • agiag 25/05/2016 at 11:13

          A propos kocich umiejętności z zakresu informatyki, to mój Dymitr wczoraj, jakimś cudem, założył na pulpicie nowy folder i nazwał go mjjjju i teraz się zastanawiam co mi chciał dać do zrozumienia i po co mu właściwie nowy folder w moim laptopie.

  56. ciociasamozło 25/05/2016 at 09:40

    Raz, dwa, trzy, próba komentarza.
    Ciepło, ale chyba dzisiaj coś pokropi.
    Jeże dobrze się ukrywają w zapuszczonym ogródku za płotem (Bułka codziennie mi to mówi). Bocianów niet, sroki nadają, koledze jeżyk rozbił się o okno. Lisy do nas już nie zaglądają.
    Za oknem kręcą odcinek jakiegoś serialu. Ekipa statystów z transparentami (“Odnowa=bezbronna Polska!”, chyba Odnowa to nazwa jakiejś partii) drze mordy (“Wolna Polska! Silna armia!”). Normalnie o tej porze, w tej okolicy krytykę polityczną na cały regulator zwykł uprawiać Szalony Garbus, ale chyba ekipa filmowa gdzieś go odstawiła (a tak pięknie by się z nimi komponował ze swoimi “zdradzieckimi kurwami” i teoriami spiskowymi).
    O, zaczęli krzyczeć coś nowego: “Odnowa to tchórze, wolności my stróże!”.
    I tak pewnie cały dzień będzie :(

    • wersja 25/05/2016 at 09:53

      Ciocia, dostajecie jakieś odszkodowanie za szkodliwe warunki mieszkania? szczere wyrazy współczucia :(

      • ciociasamozło 25/05/2016 at 10:04

        Kręcą pod pracą (pod domem za to tną płytki od rana do wieczora – remont klatki obok).
        Odszkodowanie? Jeszcze się pewnie mamy cieszyć, że taki zaszczyt nas kopnął ;)
        Jakieś 2 mies temu filmowali w holu budynku i sprytni panowie tak skutecznie zamaskowali tabliczkę z nazwą naszej firmy (razem z domofonem!), że zeszła wraz z tekstem. Pani z ekipy obiecała odtworzyć zniszczoną. Dzisiaj znalazlam przyklejony na starą tabliczkę badziew z tandetnego plazdiku :(((

    • ciociasamozło 25/05/2016 at 09:54

      A moze każdemu biegusowi zamontować mały transparencik: “Precz z lisami”, “”Jaszczompom mówimy nie!”, “Kaczki do ogrodu, lisy na kołnierze!”?

  57. mitenki 25/05/2016 at 11:38

    Raz, dwa, czy… próba komentarza.
    U mnie pod domem trwa rozbiórka hali targowej. Panowie są tacy pracowici, że zaczynają już o 6 rano :( Chyba bym wolała ekipę filmową…

  58. mitenki 25/05/2016 at 11:39

    Nie może to być, udało siem! :D

  59. kanionek 25/05/2016 at 17:21

    Kozy Komentujące, lub Chcące, a Niemogące – musimy poczekać na powrót łba mastera, czy jak oni się zwą, ci co się znają na tych magicznych sztuczkach. Kanionek może w tej sprawie co najwyżej zalecić masaż kopytkiem po skroniach i cierpliwe oczekiwanie w pozycji lotosu :)

  60. mały żonek 25/05/2016 at 20:24

    W kwestii komentarzy – powinno już być OK. Jak nie, piszcie na forum.

  61. RozWieLidka 25/05/2016 at 21:58

    Raz, dwa, trzy … próba komentarza…

  62. RozWieLidka 25/05/2016 at 22:03

    Ooo udało się :):):)
    To lete dali. ..
    W temacie ogrodzeniowym wtrące swoje trzy grosze. Zasieki z prądu można potanić używając do wzmocnienia ogrodzenia starych węży strażackich. Na przykład górą i dołem idzie wąż przytwierdzony na sztywno do słupków, a przez środek taśma z prądem. Albo w dowolnej konfiguracji, byle skutecznie. Wąż do zdobycia poprzez wejście w konszachty z punktem napraw i serwisu instalacji p.poż, albo ze mną ;). Sprawdza się przy grodzeniu pastwisk i wybiegów dla koni, a to też potrafiące kombinować stwory są. ;)
    Trzymaj się Kanionku

  63. Iza 25/05/2016 at 22:10

    Paryja, osiEłek piękny jest!!!
    A ile on waży, tak +/-, bo nie wiem, kto na kim powinien jeździć…? :)

  64. ciociasamozło 25/05/2016 at 22:54

    No nie mogłam się powstrzymać
    https://www.youtube.com/watch?v=b6MdPwWFvfk ;)
    (moc klikera!)
    Paryja jak już Newton będzie sztućcami jadł, to może potrenuj kozy? ;)

  65. paryja 29/05/2016 at 18:56

    Zebrałam siano !!!!!! Hura ! Hura!
    Lecę na ryj i wszystkie mięśnie mi drżą ale sianko w stodole, śliczne, zielone, pachnące!
    U nas wszyscy koszą łąki i ta trawa gnije po skoszeniu więc są bardzo zadowoleni kiedy ktoś ją zabierze. Jutro następny sąsiad planuje koszenie, a ja trzymam kciuki żeby padało i żeby skosił pojutrze :) wtedy dam radę wysuszyć i zebrać, jutro odmawiam wszelkich prac fizycznych! Początkiem czerwca będzie do wzięcia sianko z siedmiu hektarów ale ani tylu zwierząt do tego siana, ani sił przerobowych ani miejsca do składowania ni mom.

  66. Monika 29/05/2016 at 19:57

    Biedna, spracowana Paryja, oj oj ojojoj! Gospodyni zapobiegliwa i staranna. Ja nie mogę wyjść na ogród, bo niedziela – czas odpoczynku i nikogo nie obchodzi, że dla mnie ogród jest najwspanialszym wypoczynkiem. Poza tym, jaka praca? Pomidory podwiązać, z nornicą pobawić się w chowanego, chwasty wyrwać i przesadzić? No więc schowałam się w malinach i sobie skubałam, znalazłam przy okazji melisę, co to ją opłakałam wiosną. Niech pada, Paryjo, niech pada. Potworna susza :( Chmury pozorują grozę, a deszczu…. Kto ma deszcz?

    • paryja 30/05/2016 at 07:20

      Nie taka biedna ;) Ja tego siana w ogóle zbierać nie zamierzałam ale właścicielka łąki nakazała i wyjścia nie było. Właściciela ma 76 lat i musiałam ją z pola przeganiać bo koniecznie chciała mi pomagać (a było 30 *) . Siano bardziej święte niż niedziela i nawet u nas na najświętszym terenie kraju nikt się nie czepia (zebrałam wywiad ;))
      Pierwszy raz w życiu cieszyło mnie siano, zawsze po skończonych sianokosach odczuwałam tylko radość że już po robocie, a teraz cieszyłam się z zebranego sianka :)

  67. Kachna 29/05/2016 at 20:19

    Hej, ciepło jest. Bardzo. I sucho. Bardzo.
    Żadnej burzy nie było. Zawiedzionam ogromnie- bo lubię – takie z bububum!
    Czy Was też napadło na sprzątanie i wyrzucanie???
    Mnie trzyma od kilku dni. W domu, zagrodzie i ….pracy…..
    Niezmiennie.
    Może komuś coś wyrzucić??

    • buskowianka 30/05/2016 at 12:30

      Mnie napadło! I wyrzucam bezlitośnie oraz porządkuję. Wczoraj popołudniową porą przesegregowałam całe dwie szuflady ciuchów i mię się słabo zrobiło, musiałam się ewakuować na leżak. W takim tempie, zanim zimowe rzeczy powynoszę na strych, będzie trzeba znosić je z powrotem.
      Więc ja zapraszam!

      • ciociasamozło 30/05/2016 at 13:07

        No to jak Kachna zajęta bedzie u Kanionka, to ja zapraszam Buskowiankę. I Mitenki (jak Jej jeszcze nie przejdzie) ;)
        Burdello w moim mieszkaniu zaspokoiłoby nawet najbardziej niewyżytą “Perfekcyjną Panią Domu”.
        A jak więcej chętnych do wiosennych porządków to są jeszcze dwie piwnice z przydasiami i działka ;)

  68. mitenki 29/05/2016 at 20:42

    Mnie napadło, na gruntowne sprzątanie mojej chaupki. I wywalanie stosu niepotrzebnych, nieużywanych od dawna rzeczy…
    Burza była w piątek, teraz upał i ani kropli dżdżu.
    Kanoniczku, nikt się nie fochnął, tylko długi łikend majowy jest :) Wrócą, i ani się obejrzysz, jak będzie pińset komentarz :)
    Paryja, pracusiu, jak suszysz to sianko? Wydaje mi się, że powinno na łące na słonku poleżeć, aż wyschnie :)
    Kachna, kusząca propozycja, ale ja muszę każdą rzecz obejrzeć sama i się z nią pożegnać :D
    Zna ktoś termin “kompulsywne kupowanie”? Bo chyba miałam jego napad jakiś czas temu i z tego okresu mam sporo rzeczy – ciuchów, butów, torebek – nieużywanych, jeszcze z metkami.

    • paryja 30/05/2016 at 07:31

      Poleżało sianko aż wyschło :) przewracane raz po raz :) potem zwałowane żeby oddało resztę wilgoci (bo nie miałam siły kopić) znów przewrócone i 10 kursów traktorkiem z Paryją na szczycie furki :)

      Ma ktoś może do oddania wirusa sprzątania i wyrzucania? Bardzo chciałabym się zarazić, bajzel mam w chałupie taki że biurka nie mogę znaleźć. Ostatnio dzielnie “wyrzuciłam” na strych dwa wielkie pudła mało używanych garów,kubków i innych przydasi kuchennych ale powinnam wynieść jeszcze ze trzy takie pudła. żeby się w kuchni przejaśniło.

      • ciociasamozło 30/05/2016 at 09:51

        Dzielna Paryja!

  69. dolmik 29/05/2016 at 23:21

    U mię popadało kilka godzin wczora z wieczora i przedłużyło nam grilla na działce, do momentu ululania męskiego, dwuosobowego grona. 😊 Powrót do domu był… ciekawy…. 😊 A dzisiaj, oczywista, nadal skwar, plecki, w dwie godzinki kopania terenu pod trawnik, spalone na skwarkę. Tak, że ten…. może dzisiaj pośpię. A może nie, bo pieką trochę. Ale jutro na 6.00 do pracki a po połedniu znowu kopanie 😊 i sianie i podlewanie i przeganianie szpaków z czereśni. Cholery wszystko zeżrą….
    Kachna! Cho do moich szaf!! Tam jest co wyrzucać…. a mnie się tak nie chce tego ruszać….

    • Kachna 30/05/2016 at 05:17

      Serio??? Powyrzucam, odkurzę, powyrzucam, posegreguję (nie wiem po co – bo i tak w zasadzie wszystko wyrzucę….).
      Oraz szoruję. Czyszczę. Myję szlaufem.
      Prawie nie używam chemii.
      ……………………
      …………………….
      Zbliża się dzień dziecka.
      14,5 (w zasadzie 14,8) dostanie siekierę.
      9,8 – maszynę do makaronu.
      Sobie kupuję …..myjkę ciśnieniową:))

      • ciociasamozło 30/05/2016 at 09:49

        Ja Ciee!!! ja też chcę myjkę ciśnieniową! Wszystko bym umyła! okna, ściany, chodniczek na działce, psa bym umyła ;)
        I jeszcze potrzebuję podręczny warsztacik, w którym zmieściłaby się szafa, którą muszę wyszlifować i pomalować, bo inaczej czeka mnie wyłączenie tzw. dużego pokoju z jego ogólnoużytkowości na rzecz zasyfienia pracami renowacyjnymi. A znając moje tempo prac to zasyfienie potrwa jakieś pół roku :(

      • kanionek 30/05/2016 at 10:52

        O, kurde, nie. Nie wiem dlaczego, ale wydaje mi się, że JA tu mam pierwszeństwo, i jeśli Kachna ma gdzieś jechać i wyrzucać (oraz segregować, układać alfabetycznie i na półkach, zamiast na podłodze), to najpierw do mnie! (a jak wyjedzie ode mnie, to już będzie miała baterie tak wyczerpane, że Wy będziecie mogły się na Kachny usługi zapisać najwcześniej za dwa lata).

        Kachna, a ta siekiera to w celu, że jak młodszemu nie wyjdzie dobry makaron…?

        I przepraszam wszystkich, że nie odpowiadam, ale też muszę zrobić siano (Paryja – szacun i gratulajce! U nas w okolicy niechcianego siana nie ma, wręcz czasem trudno kupić, a ile Ty się narobiłaś to mam akurat pojęcie), bo południowa część podwórka jest nieodwiedzana (ani gęsi, ani kaczki, ani nawet psy tam specjalnie nie łażą, wszystko zarosło, a Baśki czują się już tak związane ze stadem, że nie chciały tam samotnie sterczeć i “kosić”, więc jednak muszę wyklepać kosę i wziąć się do roboty), no i jakieś pińcet serów nie powiem dla kogo ;-P
        Nowy wpis jest gotowy, zdjęcia też, przysięgam więc uroczyście, że dzisiaj będzie Wam dane :)

        • Kachna 30/05/2016 at 13:56

          Moja Droga – ok – tylko lojalnie ostrzegam – ja całe życie chomikowałam. A teraz porządkuję w jedyny sposób – WYWALAM! (doprawdy nie wiem czemu…..).
          Bez miłosierdzia. Częściowo zrobiłam”wyprzedaż za darmo – garażową – supertajną – bo …nieprawną).
          Buty – nawet buty wywiozłam. A to naprawdę nie było możliwe.
          ……………………
          I taka serio – smutna konkluzja – że miałam masę naprawdę niepotrzebnych rzeczy.
          ……………………..
          A myjka ciśnieniowa jest absolutnie artykułem pierwszej potrzeby:))

          Kanionku – Ty wiesz, że ja w końcu przyjadę. I myjką kozę losowo wybraną umyję.

          .

        • ciociasamozło 30/05/2016 at 14:30

          To ja jeszcze po kolejne pińcet serów (w sensie nadwyżki z produkcji na własny użytek, oczywiście) w kolejce staję.
          Do reklamy wizualnej serów Kanionkowych się nie nadaję (w sensie zdjęcie z serem w ręku i podpis “odkąd ja i moja rodzina jemy sery Ziokołek, nasze życie stało się lepsze” ;)), ale mogę świadczyć na piśmie, że te sery są REWELACYJNE. Nie było jeszcze takiego, który by mi nie smakował.
          Sorry Kanionek, nie ma lekko. Haruj przy serach, bo efekt jest genialny.

        • mitenki 30/05/2016 at 17:11

          Ciekawe, kto śmiał tyle zamówić! No łobuz jakiś, jak nic! :D

  70. wersja 30/05/2016 at 08:14

    u nas na Dolnym Sl. była dziś w nocy bardzo solidna burza – nowy królik mojego dziecka prawie umarł ze strachu, bidulek.

    Monika – ja się tam dniami tygodnia nie przejmuję i pracuję w ogródku, kiedy mogę lub kiedy mnie najdzie. a Mój to nawet ostatnio zapomniał, że ludzie świętują wielkanoc, i sobie drzewka w najlepsze przycinał. nie było żadnych prób linczu, więc widać rośnie w narodzie tolerancja na niekonwencjonalne sposoby świętowania ;)

    • Buba 30/05/2016 at 08:36

      A u nas na Dolnym Sl. pobździło tylko trochę w nocy. Z wielkiego dachu ledwie pół beczki deszczówki naciekło.
      Ja w ogrodzie pracuje głównie w niedziele i święta bo tylko wtedy mam czas. Sąsiadom wytłumaczyłam, że dla mnie praca to czytanie książek a ogród to relaks i przyjemność.

      • Monika 30/05/2016 at 08:54

        Jest dobrze, żyję przy nich od zawsze. Był czas przywyknąć. Szanujemy się wzajemnie i niech tak będzie. Co prawda, w to Boże Narodzenie wyskoczyłam przed dom po skorzonerę i sąsiad nakrył mnie , jak grzebię łopatą w glebie. Otarł się niemal o zawał. Muszę dbać o ich zdrowie. Lubicie skorzonerę? To moje odkrycie ostatnich trzech sezonów. Buziaki, deszczu, deszczu życzę.

        • wersja 30/05/2016 at 22:35

          o matko i córko, pierwsze słyszę! co to takiego?

Dodaj komentarz

Podpis *
Email *
Witryna internetowa