Czekając na sobotę, czyli portret artysty jako młodego mężczyzny

„Ogień wolno gasł, wiatr w kominie mielił dym.
Czarodziejski dom mówi do mnie…
Za oknami chłód
Starodawnych duchów nocy.
Nie otwieraj drzwi…
Nie otwieraj, nie otwieraj…
Nie otwieraj bramy mroku!

Lodowaty cień mojej dłoni zmieniał kształt.
Czasem owcą był, czasem wilkiem.
Odwróciłem twarz na srebrzystobiały księżyc.
Biały księżyc! Biały księżyc!

(…)
W srebrnej poświacie szła…
Dziewczęcy duch Bogini Ziemi”

Fragment utworu “Legenda wyśniona” z albumu “Ballady” grupy KAT, 1994.

Do posłuchania tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=k1D-jnw0MSM

Dość często serwuję Wam urywki twórczości Romana Kostrzewskiego (wokalista grupy KAT, autor wielu kompozycji i większości tekstów), choć nigdy nie namawiam do słuchania, prawda? Tym razem jednak zrobię wyjątek i będę namawiać, bo “Legenda wyśniona” to nastrojowa ballada, a ballady, nawet metalowe, są bezpieczne dla większości przedstawicieli gatunku ludzkiego (czyli nie rozerwie Wam głowy na tysiąc rozedrganych kawałków, ani nie zasieje w sercach ziarna kultu Szatana; nie zaczniecie po jednokrotnym przesłuchaniu palić, gwałcić ani mordować, więc zróbcie mi tę przyjemność i posłuchajcie).

I co? Ładnie pan Roman śpiewa, prawda? Jeszcze przyjemniej się tego słucha wieczorem, w starym domu, gdy za oknem czarna, rozgwieżdżona noc, w piecu huczy, a puszczyk śmieje się jak pijany do tego srebrzystego księżyca. Jak wygląda “dziewczęcy duch bogini ziemi” to możemy sobie tylko powyobrażać, za to jak wygląda duch starego człowieka z półpaścem to już Wam pokazuję:

pan z taczka pan z weglem

Jak widzicie, nie dla mnie srebrne poświaty i inne święte insygnia. Zdarza mi się co prawda występować w towarzystwie srebrzystoszarego obłoczka wirującego pyłu, ale to tylko w słoneczne dni, gdy opróżniam wiaderko z popiołem, a wiatr niespodziewanie zmieni kierunek na wmordewind. Jaka bogini, taki mistycyzm. I naprawdę nie ma sensu się ładnie ubierać, gdy ma się pod opieką drób, psy, koty, kozy i piec centralnego ogrzewania karmiony węglem.

piec

Okazuje się zresztą, że nie mam po co się ładnie ubierać nawet poza gospodarstwem, czego dowiodła mi elegancka pani z dzieckiem w Biedronce. To było tego dnia, gdy urodził się Wirus, a ja miałam zaplanowany spacer z półpaścem do przychodni, a ponieważ kozie porody są dla mnie ważniejsze niż wyględność mojego pyska, wolałam sapać razem z Tradycją, zamiast rysować sobie brwi i usta, których nie mam. Innymi słowy – zabrakło mi czasu na próżność i pojechałam do miasta bez makijażu. No i zaraz po tym, jak musiałam się obnażyć przed skonfundowanym chirurgiem, wpadliśmy do apteki, a później jeszcze do Biedronki po cokolwiek do jedzenia.

W sklepie rozdzieliliśmy się, to znaczy ja praktycznie stałam w miejscu, tocząc wokół mętnym wzrokiem i używając wózka na zakupy jak balkonika rehabilitacyjnego, a małżonek miotał się gdzieś pomiędzy nabiałem a mrożonkami. Gdy już powrzucał co trzeba do mojego balkonika i ruszył po coś tam, co miało być ostatnie, pomyślałam, że przemieszczę się może w kierunku kasy i zajmę kolejkę, to będzie szybciej. Zapewne wiecie jak to jest w godzinach szczytu lawirować z tą wielką landarą pomiędzy regałami, w alejkach wypełnionych ludźmi. Tuż przed upatrzonym ogonkiem kolejki, na drodze mojego balkonika wyrosło jakieś dziecko, skutecznie blokując ruch kołowy. I już chciałam wyartykułować wątłe “przepraszam”, albo inne osłabione gorączką “ekhem”, gdy wystrojona i wypachniona matka dziecięcia dostrzegła moją smętnie zwisającą z koszyka postać, i szarpnąwszy potomka za rękaw kurtki wypowiedziała te znamienne słowa: “No uważaj, odsuń się, BO CIĘ PAN KOSZYKIEM ROZJEDZIE”.

Na wszystkie srebrzyste boginie ziemi przysięgam, że po raz pierwszy od przynajmniej tygodnia się roześmiałam. Nie no, nie żeby zaraz tak ekstrawertycznie, na głos, bo nawet gdy nie jestem osłabiona półpaścem rzadko pozwalam sobie na niekontrolowane wybuchy radości w miejscach publicznych; jestem raczej jak Kłapouchy i zawsze ostrożnie zakładam, że i tak będzie padał deszcz, więc z czego tu się śmiać, prawda. No więc tak tylko w sobie się uśmiałam, bo rozumiecie, to już drugi raz w moim życiu, choć za pierwszym razem przyszło mi być “młodzieńcem”, no ale teraz wiadomo, się POSTARZAŁEM. No ale ja tu odgrzewam jakieś stare historie, a wszyscy czekają na najnowsze owieczki, więc przejdźmy do tytułowej soboty.

Ludzkie nieszczęścia często biorą się z niewiedzy. Na przykład: nie wiesz, że opary benzyny są łatwopalne, więc zaglądasz do kanistra przyświecając sobie zapałką, i bum! Już cię nie ma. Straszna tragedia. Albo na przykład nie wiesz, że twoje owce rodzą tylko w soboty, więc gdy jedna już urodziła, a druga nie, to chodzisz nerwowa cały tydzień, zaglądając owcy pod ogon (ale bez zapałki) i wymyślając tysiąc straszliwych powodów, dla których ona jeszcze nie urodziła, podczas gdy prawdziwy powód jest tylko jeden: twoje owce rodzą w soboty. I gdy już wyhodowałaś sobie kilka nowych wrzodów w żołądku i napędziłaś strachu ludziom niewinnym (to o Was), nadchodzi sobota i twoja owca oczywiście rodzi, i wszystko dobrze się kończy, choć ty jesteś wykończona.

I tak właśnie w sobotę trzynastego lutego Doktor Ekspert urodziła dwie śliskie makrelki:

take brzydke to nie moje dobra jednak moje Misery Moira i Misery

Tak, wyglądały okropnie. Teraz są już bardziej podobne do jagniąt, ale nie mam aktualnych zdjęć, ponieważ pogoda jest pod zdechłym śledziem (mży, ziębi, niebo zasnute chmurami, wszystko zimne i oślizgłe) i zdjęcia wychodzą rozmazane z powodu braku światła. Mam za to garść filmów krótkometrażowych (mój aparat żyje własnym życiem i wyłącza się, kiedy mu się żywnie podoba), też sprzed tygodnia:



Wracając zaś do starego człowieka z półpaścem – kilka dni temu poczułam się dobrze. Wręcz świetnie. Pamiętacie, jaki sposób na dobre samopoczucie miał Al Bundy? Założyć rano za ciasne buty, a wieczorem je zdjąć i poczuć się po prostu cudownie. Z chorowaniem jest podobnie (no może minus fakt, że nie możemy sami zdecydować, kiedy zdejmiemy te cholerne buty z gorączką, bólem i ogólnym wkurwem), czyli najpierw czujemy się paskudnie i wydaje nam się, że to trwa całe wieki i na pewno już NIGDY nie będzie nam dobrze, po czym nadchodzi ten dzień, gdy czujemy się lepiej i porywa nas fala optymizmu i nadziei na przyszłość. No więc właśnie taka fala porwała mnie kilka dni temu i wyrzuciła u progu łazienki, którą poczułam się w obowiązku gruntownie wyszorować, odkurzyć ściany ze starych pajęczyn, zrobić kilka pralek prania i zajrzeć we wszystkie obrzydliwe zakamarki, które najczęściej udaję, że nie istnieją. Wczoraj, na fali tego samego przypływu optymizmu, poodkurzałam chatę, umyłam podłogę w kuchni, wyszorowałam kuchenkę i zrobiłam małe porządki w spiżarce, i jeszcze coś tam, a później coś tam, zwierzaki, palenie w piecu, podwiązałam też w kilku miejscach rynnę zbierającą wodę z dachu drewutni, bo blaszane uchwyty się wzięły i odłamały, więc woda ściekała na kupkę niepociętego jeszcze drewna, a na koniec załatałam dziury wyszarpane przez Pimpacego i Mająca w siatce małego wybiegu i… Coś mi się skończyło w dolnym odcinku pleców po prawej stronie. Może ten optymizm, albo inna delikatna tkanka.

No więc mam bardzo czystą łazienkę, do której ledwie jestem w stanie dojść, a oprócz tego stan podgorączkowy i szumy we łbie. Mówię Wam, większość ludzkich nieszczęść bierze się z braku wiedzy, a reszta z popierdolonych wybuchów entuzjazmu i chorych ambicji. Przy pomocy szmaty, odkurzacza i kawałka stalowego drutu otworzyłam bramę mroku, i znów widzę tylko ciemność. I ani śladu skrzydlatych węży – serio, ilość kodeiny zawarta w Solpadeinie jest jak dla mnie po prostu zbyt mała.

PS. Och, zgadnijcie. Budzę się dzisiaj i coś pulsuje na mojej górnej wardze. Piękna, wiosenna opryszczka. To by tłumaczyło wczorajszy stan podgorączkowy – zawsze mam objawy przeziębienia przed opryszczką. Podsumujmy: lewa pięta, lewy łokieć i dogorywający półpasiec (ale jeszcze potrafi zdrowo kopnąć), z prawej strony: ból w dole pleców (z gatunku “nie ruszaj nogą, bo odpadnie ci głowa”), no i opryszczka. Serio, co do nędzy?! To tak, jakby organizm chciał mi coś powiedzieć. Coś jakby: weź się w końcu w garść i umrzyj, bo przynosisz wstyd gatunkowi. (Dobra, poczekam jeszcze trochę, ale przysięgam, jeśli coś mi zgnije, albo ODPADNIE, to bujam się stąd).

to ja lece

264 thoughts on “Czekając na sobotę, czyli portret artysty jako młodego mężczyzny

  1. Bogutek 21/02/2016 at 00:28

    Kanionek, łączę się z Tobą światłem księżyca, co to mi teraz zagląda przez okno i moją górnowargową opryszczką, zwaną również skwarką, ktora wita się z Twoją. Jakiś zmasowany i skondensowany system naprawczy dla Kanionka trzeba przygotować, coby nam się całkiem nie rozpadła. Kanionku, pomoc nadejdzie wkrótce, trzymaj się dziewczyno!!!

  2. Bogutek 21/02/2016 at 00:32

    Postarzały pan z wózkiem pełnym wiktuałów upiększył mój dość smętny wieczór:))) cudowne!

    • kanionek 21/02/2016 at 00:49

      Więc jednak jestem w stanie jeszcze coś upiększyć? :D
      Moja oprycha też na górnej wardze. I pomyśleć, że dopiero co zeżarłam całe opakowanie acyklowiru, heh. Te wszystkie wynalazki przciwwirusowe to jakaś bujda na resorach.
      Na nierozpadanie się najlepsza jest taśma klejąca. Może wystarczy mnie dobrze owinąć…?

      • mitenki 21/02/2016 at 02:55

        Albo sznurkiem powiązać?

        • paryja 21/02/2016 at 08:26

          Izolacja elektryczna i trochę drutu. I Kanionek będzie się trzymał.

          • RozWieLidka 22/02/2016 at 08:48

            „Biały drut”, jest niezawodny i zazwyczaj zawsze pod ręką, zwłaszcza na gospodarstwie 😉

          • zeroerhaplus 22/02/2016 at 09:21

            Biały drut?! Co to do diaska jest?! Bo jak gugluję, to tylko dziwne cuda wychodzą, a najwyraźniej każdy wie, z czym się to je. Uśwadomcie mnie, RozWieLidko ;)

          • wersja 22/02/2016 at 11:43

            gdybym miała zgadywać w oparciu o własne doswiadczenie życiowe, to ten biały drut jest taśmą klejącą.

          • ciociasamozło 22/02/2016 at 19:36

            Czy ja już Wam opowiadałam o gościu, co nie mógł poddać się badaniu u lekarza (nawiasem mówiąc twierdził, że go „macica kręci”) bo się zadrutował?
            Otóż pan (duży facet w kożuchu) odmawiał badania bo się zadrutował na zimę. Znaczy pod kożuchem miał warstwę gazet owiniętą dość grubym drutem, którego końce były konkretnie zakręcone kombinerkami. Pana przekonała dopiero obietnica udostępnienia kombinerek i pomocy w ponownym zadrutowaniu.

          • zeroerhaplus 23/02/2016 at 09:40

            Jessasmarija… to tak naprawdę czy z jakiegoś filmu? ;)

          • ciociasamozło 23/02/2016 at 09:47

            Zeroerha, serio, serio. Osobista rodzicielka będąc młodą lekarką robiła za Judyma w wiejskim ośrodku zdrowia.

          • zeroerhaplus 23/02/2016 at 10:23

            Jaciepierdziele…. i co, zadrutowali go z powrotem? Mam nadzieję, że nie były to słowa rzucone na wiatr… ;)

          • RozWieLidka 23/02/2016 at 10:27

            Uwaga! Wyjaśniam tajemnicę „białego drutu”. Otóż…
            to absolutnie niezbędny element wyposażenia każdego szanującego się gospodarstwa rolnego,chłopa, bambra, czy majsterkowicza tudzież kierowcy grata, a nawet gospodyni domowej pragnącej powiesić pranie na przykład. Przedmiot będący swego czasu obiektem pożądania i westchnień branży rolniczej…. coś Wam to mówi ?
            Tak, tak :) to sznurek do snopowiązałki 😀😀😀😀

          • ciociasamozło 23/02/2016 at 10:49

            Zeroerha, oczywiście, że zadrutowali :) Pan był bezdomnym robotnikiem sezonowym. Najmował się do prac różnych i nocował w stodołach. Zimą jak wiadomo prac rolniczych mniej to i o przytulną stodołę trudniej, a Trybuna Ludu izolację termiczną zapewniała całkiem niezłą.
            RozWieLidka, słusznie! sznur do snopowiązałki jest niezniszczalny, wszechstronnie użytkowy, niezastąpiony w domu i zagrodzie :)

          • zeroerhaplus 23/02/2016 at 10:54

            No toś dowaliła tym białym drutem :))
            Rany, ale mam braki. Różne rzeczy są u nas w chałupie, ale jednego nie ma na pewno: sznurka do snopowiązałki!!! Olaboga!!! Nawet się na czym powiesić z żalu nie ma ;)
            Oczywiście z żalu nad tym, że nie ma sznurka ;)

          • diabel-w-buraczkach 23/02/2016 at 12:44

            Ja mam tako tasme klejaco z magazynu z kawalkami samolotów, co to je sie potem sklada do kupy w caly, dobry samolot. Byc moze za pomoca tejze tasmy. Takze wiesz, jak samolot sie nia klei, i sie nie rozsypie, to Kanionka tym bardziej. Chetnie wysle poleconym!

  3. mitenki 21/02/2016 at 02:55

    Myślałam, że Twój półpasiec ewoluował już nie tylko w ćwierćpaśca, ale nawet w expaśca, a nie odzywasz się, bo zmniejszasz zasoby nalewek ze szczęścia. A Ty sobie nową zarazę hodujesz, no jak tu z Tobą wytrzymać Kanionku? Jedynym akceptowalnym w Kanionkowie wirusem powinien być mój chrześniak :) A właśnie – jakie są obowiązki chrzestnej matki koziołka? Bom dziewicą w tej materii…
    Panny owieczkowe ekstra laski, zwłaszcza ta większa, z nogami do samego nieba :) Ale i tak mój Wirusik jest najładniejszy!

    • kanionek 21/02/2016 at 13:45

      Ależ oczywiście, że najładniejszy (ponieważ wszystkie moje kozy są najładniejsze :D), a jakie są obowiązki matki chrzestnej, to chyba jasne. Gdy Wirus skończy osiemnastkę (liczoną w tygodniach), zabierasz go do Disneylandu!
      (ta większa owieczka z długimi nogami to Moira)

  4. mitenki 21/02/2016 at 02:56

    I co to za jakieś resztki starożytnych budowli?

    • kanionek 21/02/2016 at 13:44

      A bo to są tyły obory i tam kiedyś były betonowe „zbiorniki” na gnój. Piszę „zbiorniki”, bo to w sumie tylko takie obmurowanie, a dno stanowi ziemia. W obu połówkach obory, w betonowej posadzce, są kanały odprowadzające „nieczystości płynne” na zewnątrz. To znaczy teraz to one już niczego nie odprowadzają, bo z biegiem lat wszystko się pozapychało (a może szczury porobiły tam sobie gniazda), i system generalnie nie działa. Taki system miał pewnie sens przy krowach lub koniach – duuuże ilości obornika, być może trzymanych na cienkiej ściółce. W przypadku kóz byłby przydatny tylko na okoliczność spłukiwania podłogi np. wodą z węża ogrodowego, co w sumie wypada mi robić tylko kilka razy do roku, więc radzę sobie inaczej.

  5. teatralna 21/02/2016 at 11:02

    jagniaki są ekstra i piękne a małe koźlęta wiadomo najpiękniejsze))) oglądamy filmy całą rodziną z wypiekami na twarzy, a ulubieńcem Naczelnika jest kozioł z imponującymi rogami. Jeszcze imion wszystkich kóz nie ogarniam ale się uczę…
    zostawisz nowe koźlęta wszystkie??
    Kanionku już chyba wystarczy tych plag, nie sądzisz? weź i przestań.

    • kanionek 21/02/2016 at 13:37

      Ten z wielkim żyrandolem to Andrzej :) Ojciec wszystkich ubiegłorocznych dzieci, obecnie już wykastrowany (zastanawiam się, czy to dlatego „zgubił” gdzieś brodę?). Ech, chciałabym, żeby wszyscy ze mną zostali. Tylko że w przyszłym roku będą następni, i następni…
      I wcale nie podobała mi się kastracja w wykonaniu tamtego weta w ubiegłym roku. Wcale. A niewykastrowane kozły w dużej ilości to nieporozumienie – w stadzie może być tylko jeden „pan i władca”, więc kozły z jajami będą walczyć ze sobą, do krwi. Wirus nie będzie miał rogów, więc jest na straconej pozycji. Nie wiem. Nie wiem jeszcze, co zrobię :-/

      • zeroerhaplus 21/02/2016 at 14:25

        Wirusa! Wirusa na pana i władcę! Ma same plusy: zero rogów, składane uszka, śliczny po mamusi, rasiaczek i taaaaki sympatyczny ;) Do tego niespokrewniony z Bożeną i Ireną, a z resztą tylko słabo… poza Ziokołkiem ;)

        • Ania W. 21/02/2016 at 18:59

          Jako matka krzestna Lucjana z Jajami muszę zaprotestować! :)

          • zeroerhaplus 21/02/2016 at 19:10

            No to się naraziłam…
            Ale teraz gdzie się rogami nie obrócisz, tam matka krzestna ;)

            Poza tym Kanionek i tak takich głupot nie słucha (mam na myśli mój komentarz, nie Twój), bo są z kosmosu i oderwane od realnego życia jak polski polityk ;)

          • kanionek 21/02/2016 at 19:18

            Mądrale :)
            Naprawdę mam problem. Wirus oczywiście jest świetny i w ogóle, ale musiałabym wykastrować Lucjana, który jest już ogromny i tym razem nie chciałabym, żeby to się odbyło bez krótkiego, ale ogólnego znieczulenia (które oczywiście też jest niepozbawione ryzyka). No ale wtedy co z Ziokołkiem? Tak naprawdę najlepszy były zupełnie nowy kozioł, i żeby wszyscy zamieszkali w domu, bo w koziarni zabraknie miejsca, a ja pójdę pod pomost nad stawem, albo na strych…

      • teatralna 22/02/2016 at 10:23

        z tymi rogami mam problem, bo nie ogarniam .. wychodzi na to, że niektóre kozy mają, a niektóre kozieły nie mają? i dlaczego??
        oraz współczuje Ci bardzo wyborów kogo oddać, kogo wykastrować, a kogo zostawić ?jak już kozioł jest Andrzej, to trudno go się pozbyć z rodziny …a maluchy to normalnie tragedia dla mnie żeby oddać :-(

        • kanionek 24/02/2016 at 23:37

          One wszystkie mają imiona, a co gorsza – osobowość. No nie umiem na nie (zwierzęta ogółem) patrzeć jakoś tak… przedmiotowo? Każde coś do mnie gada, albo oczkiem mruga, albo się przymila, no i weź tu oddaj ich bób wie komu.

          Tak, z rogami to jest loteria (zapewne genetyczna, ale nie pamiętam zasad). Kozły zazwyczaj mają rogi i brodę. Niektóre dziewczyny też, choć rogi zawsze skromniejsze. A taka Roman nie ma ani rogów, ani brody, ani dzwonków, nic! Żadnych ozdóbek.

          • teatralna 25/02/2016 at 10:44

            no wiadomo przecież, że zwierzęta to nasi bracia i siostry i dzieci i członkowie rodzin naszych!!!my też zwierzęta, choć najgorszego sortu i gatunku. Nie rozumiem jak można przedmiotowo??

  6. Ynk 21/02/2016 at 12:35

    Panie Kanionku Drogi :-) Dzięki za filmiki przedwiośniane z Żywą Naturą.
    Jak to jest, powiedz mi – bardziej zyskujesz, czy tracisz na wymianie energii ze swoją Żywiną? Bo roboty przy niej huk, ale te małe, rozbrykane, długonogie stworzenia generują tyle energii, że można czerpać garściami.
    Byle jaka ta zima częstuje nas teraz grypozami, mutantami, klonami szczepów. Nie umiem chorować, nie lubię farmaceutyków. Toteż już od dwóch tygodni wprowadzam do organizmu wagony czosnku, imbiru, cytryn, grapefruitów, żłopię wywary z szałwii i tymianku. I kocem się spowijam, albo i dwoma. I kiedy pomyślę, że miałbym, tak jak Ty, targać wiadra węgla, machać widłami w koziarni, naprawiać ogrodzenia i urządzenia, ciemno mi się robi przed oczami i słabnę. I przychodzi mi do skotłowanej głowy, że to ten Biały Księżyc Ci przyświeca.. (chyba znowu temperatura mi podskoczyła)

    • kanionek 21/02/2016 at 13:31

      A wiesz, że już roztrząsałam ten paradoks? To znaczy – z jednej strony przeklinam te dni, gdy naprawdę ledwie żyję, na zewnątrz paskudnie, a ja muszę iść do zwierząt, bo wiadomo, że same sobie wody nie przyniosą, ani się nie nakarmią. I myślę sobie, że gdybym ich nie miała, to w ogóle nie musiałabym wstawać z łóżka (zostało mi jeszcze trochę pieluch dla dorosłych po Atosie), jeden dzień czy dwa bez palenia w piecu też da się przeżyć, ZWŁASZCZA w łóżku, ale z drugiej strony… Gdybym nie miała tych wszystkich pyszczków, to po co W OGÓLE i KIEDYKOLWIEK miałabym wstawać z łóżka? I jak długo trwałaby zima, gdybym nie była wiecznie zajęta? No więc z jednej strony przeklinam ten liczny inwentarz, a z drugiej – bez niego byłabym tylko pustym naczyniem w starym, zimnym domu. No i tak. Kilka uśmiechów takiego Wirusa wymazuje z pamięci wszystkie kozie wybryki i przewinienia, a plecy jakby mniej bolą, kiedy schylam się, by go pogłaskać. Energii to one mi nie dodają, dziady jedne, ale uśmiechu na pewno :)

      A propos uśmiechu: przeglądając wczoraj przed snem internety natknęłam się na takich agentów:
      http://kwejk.pl/obrazek/2588221/nie-wiesz-kto-ukradl-marchewke.html (zdechłam)
      http://kwejk.pl/obrazek/2587525/nietoperz.html (jak widać na świecie jest sporo tłumaczy ze zwierzęcego na ludzki ;))

    • wersja 22/02/2016 at 11:44

      Ynk, jeszcze majeranek dorzuć do zestawu. Zaparzasz jak herbatę i popijasz – ma działać zapobiegawczo na katar. Czasami działa.

      • Ynk 22/02/2016 at 13:16

        Dzięki :-) Katar już zamordowałam. Teraz dobijam kaszel i tu tymianek z czosnkiem są niewiarygodnie skuteczne (ale ja baardzo rzaadko choruję, i nie biegunkę mam na myśli, więc może być, że wszystko/cokolwiek by podziałało?)
        A, i zapomniałam o pigwie (konfitura), którą witaminizuję się dużymi łychami czerpiąc ze słoika. Zdrowia, Kozy! Niech no tylko zakwitnie… tarnina (i pierwiosnek) ! :-)

        • Iza 22/02/2016 at 14:58

          Osobiście ćwiczę zestaw mięta + eukaliptus + tymianek + rozmaryn.
          Też działa nieźle. :)
          Kaszel w wersji Flu-2016 jest bardzo parszywy, ale duszności jeszcze gorsze. Najlepiej byłoby wyjąć tchawicę, dobrze wypłukać z dodatkiem octu i zamocować ponownie. :P

      • Kenna - Joanna 22/02/2016 at 22:52

        Matkobosko, prawie wywróciło mnie na lewą stronę, jak za namową koleżanki próbowałam to wypić! Na uporczywy kaszel miało być. Brrr! (tak tak jestem, pamiętam czuwam:))

        • Kenna - Joanna 22/02/2016 at 22:53

          No i wrzuciło mnie tu. A miało być do majeranku i o majeranku.

          • kanionek 24/02/2016 at 23:49

            Tych mieszanek nie próbowałam, ale zaparzany majeranek doprawiałam sokiem malinowym, takim domowym, i było całkiem całkiem. Nie jestem w stanie na pewno stwierdzić, że pomaga na cokolwiek, ale gdy człowiek ma kaszel, katar i gorączkę, każdy gorący i aromatyczny napój jest mu miły :)

  7. Baba aga 21/02/2016 at 12:57

    Acyklowiru już nie masz?? Mi po 800 schodzi oprych w jeden dzień chociaż doktory mówią ze 200 wystarczy. No i czosnek przykladam na szuję. Ja posluchalam reklam w tym roku i nabyłam witamine D i chyba pomogła bo zima bez choroby a zaraza w domu była. Trzymaj się, ja bym stawiała że Twój organizm żąda urlopu, może mu jakoś wytłumacz żeby zapomniał ale ustąp troszku o rób tylko to co musisz. Wysyłam Ci trochę energii, nie przepierdol na głupoty 😉

    • kanionek 21/02/2016 at 13:14

      „Wysyłam Ci trochę energii, nie przepierdol na głupoty” :D
      Postaram się. Tylko że na przykład dzisiaj koty zrobiły sobie w nocy imprezę i w spiżarce zrzuciły wielki, prawie trzylitrowy słój z wodą (dobrze, że nie z winem lub nalewką!), więc rozumiesz – dużo szkła i wody do posprzątania, a w spiżarce ciasno i zakamarkowo. A z uwagi na plecy muszę uważać na każdy ruch, no i to z kolei powoduje większe zużycie energii (człowiek się spina, a połowa kalorii idzie na sapanie). Ale TWOJĄ energię zostawię sobie na później (gdy na przykład zrzucą z szafy sokowirówkę; wtedy cała energia pójdzie na skórowanie kotków).

      No nie mam, bo skąpy chirurg dał mi receptę na tylko jedno opakowanie. 5 razy dziennie po tabletce i pudełko puste w sześć dni. Racja, zapomniałam, że mam jeszcze czosnek!

      • zeroerhaplus 21/02/2016 at 14:37

        Przepraszam, trzymasz (trzymałaś) w spiżarni trzy litry wody w słoiku? Czy jest coś, o czym powinniśmy wiedzieć? Może święcona, na wampiry, czy coś?
        Hmmm…

        • kanionek 21/02/2016 at 19:24

          :D
          Eee, rozwiązanie zagadki jest prozaiczne. W słoiku była woda, bo słoik służył za obciążenie talerza przykrywającego kiszoną kapustę :) A że woda była czysta, mineralna, to nie chciałam jej wylewać, tylko zostawiłam ten słoik na następną okoliczność kiszenia kapusty. Swoją drogą musiało nieźle huknąć, prawie trzy kilogramy wody plus spory słoik z grubego szkła, ale mnie nie obudziło.

      • mitenki 21/02/2016 at 14:49

        Eeeee, cienka ta impreza była :D Rozumiem, gdyby zrzuciły słój z nalewką wiśniową np., ale WODA?

        • kanionek 21/02/2016 at 19:25

          Młode, to głupie, i nie wiedzą jeszcze, co warto rozlać :)

          • Ania W. 22/02/2016 at 22:14

            No właśnie WIEDZĄ, co warto rozlać, a co powinno zostać na półce do obgolenia na kozią osiemnastkę ;)

  8. zeroerhaplus 21/02/2016 at 14:34

    Kanionku, spoko luzik, jest dopiero luty! Możesz jeszcze trochę poniedomagać, byle nie za mocno, żeby nie bolało.
    Może ten Twój organizm, to tak specjalnie, żebyś się za szybko nie zabrała za pracę wiośnianą? Nie wiem, nie wiem…
    Dziękujemy za owczane (owieczne?) foty i filmiki, słodziutkie są :)
    A te młode od Doktor Ekspert nie są aby miększe od Mariuszka? Bo tak jakoś wyglądają… lanolinowo :)

    Pan Z Taczką nadaje się na plakaty motywacyjne do wieszania w korporacjach, z podpisem „Na pewno marzysz o tym, by to wszystko rzucić i wyjechać w Bieszczady??” ;)

    Nie martw się, wszystko przed Tobą. Mnie tam na przykład już dwa razy w tramwaju miejsca ustąpili ;))

    • Fredzia 21/02/2016 at 16:16

      Ech, a nade mną nadal stają i sapią potępieńczo. Głupio machać dowodem i się chwalić czwórką z przodu. Zwłaszcza że można trafić na godnego przeciwnika – niedawno bardzo energiczna kobitka zgoniła mnie z miejsca, odgrażając się, że ma legitymację rencisty i może mi POKAZAĆ. I żeby była jasność – starsze osoby nie muszą sapać, odruchy mam prawidłowe, nawet dygam witając kogoś w podeszłym wieku ;-)
      Misery cudna, absolutnie niesamowita, puchnę z dumy i z typową dla chrzestnych matek troskliwością zwracam Ci Moja Droga uwagę, iż winnaś bardziej dbać o pijar tej młodej damy. Przecież jak ona kiedyś będzie chciała zadebiutować w świecie albo się bogato wydać, na pewno jakaś zazdrosna picza puści ten kompromitujący epizod w eter. Bardzo proszę, ostrożniej dobieraj upubliczniane treści ;-)

      • mitenki 21/02/2016 at 17:26

        Nie wiem, czy zauważyłaś Fredzia, ale Kanionek jednym wpisem załatwiła obie panny owieczki! Niech no tylko spróbuje mojego chrześniaka tak skompromitować a odbiorę chłopaka ;)

        • kanionek 21/02/2016 at 19:33

          A masz balkon? Bo jeśli tak, to mogę zacząć się zastanawiać :D

          • mitenki 21/02/2016 at 20:32

            Mam. Ambonkę metr na pół. Na szóstym piętrze :)

          • kanionek 21/02/2016 at 21:15

            No i popatrz, jak to dobrze, że Wirus ma składane uszka! ZMIEŚCI SIĘ na Twojej ambonce :)
            (musiał coś przeczuwać już w życiu płodowym i te składane uszka nie są dziełem przypadku. Nie uciekniesz przed przeznaczeniem, buhahahaha!)

          • mitenki 21/02/2016 at 23:13

            Rozumiem, że przy najbliższym zamówieniu na serki, z pudła wyskoczy… Wirus? :D
            Ciekawe co by na to rzekł kot…

      • kanionek 21/02/2016 at 19:44

        Fredzia – wszyscy mamy jakieś kompromitujące materiały dowodowe z czasów dzieciństwa, więc niby dlaczego ONE miałyby mieć lepiej? Poza tym – atak jest najlepszą obroną; niech wiedzą, że ze mną TEŻ nie ma żartów, zanim zaczną się wprawiać w tych swoich sztuczkach z bezszelestnym przemieszczaniem się i wpatrywaniem w moje plecy ;)

        No śliczna, śliczna :) I cieszę się, że ma już tydzień życia za sobą i dobrze sobie radzi, bo była TAKA malutka i słabiutka po urodzeniu, i tyle spała, zwinięta w kulkę, że trochę się o nią bałam.

        • Ania W. 22/02/2016 at 22:16

          Zdjęcia w rajstopach i na etapie wymiany zębów… Ech…

          • ciociasamozło 23/02/2016 at 09:45

            Koniecznie na nocniku ;)
            Ja mam chyba więcej kompromitujących zdjęć z młodości niż dzieciństwa (np. pierwsza i ostatnia trwała…).

    • kanionek 21/02/2016 at 19:31

      @Zeroerhaplus
      A teraz próbuję sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz jechałam tramwajem…

      Niee, makrelki też twarde w dotyku. A właśnie Mariuszek już się robi „miękciejszy”, ale wciąż nie można tego nazwać puszystością. Za to ryjki jak najbardziej, mięciusie mają, aż się proszą o buziaczki (no ale się powstrzymuję, bo nie wiem, czy owce mogą złapać opryszczkę).

      • zośka 21/02/2016 at 21:50

        Cześć Kozy! Tak wpadłam zobaczyć młode, tak? Te dwa wełniane od Doktor E są śliczne:))) Wirus też rzecz jasna, ale na kozy już żem się wcześniej napatrzyła, a teraz podziwiam owce. Matka tych dwóch wełnianych ma coś w spojrzenieu, coś czego się chyba boję:pppp. W ogole ma wzrok pod tytułem” podejdź no tylko, to jak ci przypierdole”. Kanionku, a dlaczego szanowna mamusia dwóch wełniaków ma na imię Dr E? Nigdzie nie znalazłam genezy tego imienia. A poza tym bardzo gustowna stylizacja, myślę, że gdybyśmy się tu wszystkie wzięły za podrasowanie wizerunku Kanionka, to na pokazach mody jesień zima 2016-2017 będą popylały modelki z taczką i szufelką w gustownych gumofilcach:))))

        • Ania W. 22/02/2016 at 22:19

          Zośka, będę portavoce Pana Kanionka w kwestii Dr E. Imię to ma (oczywiście) źródłosłów w komentach, chyba Barbarella zauważyła, że jedna Baśka jako żywo przypomina pewnego naukowca…

  9. sunsette 21/02/2016 at 22:53

    Gumofilce górą:)))
    Jak się cieszę, że Ekspert powiła szczęśliwie.
    Opryszczkę w ubirgłym tygodniu załatwiłam w jedną noc, ocet jabłkowy – ale taki prawdziwy, domowy, aktywny. Naprawdę działa, choć nie wierzyłam. Ciekawe, jakby na półpaścia zadziałał…
    Trzymaj się Pan, Panie Kanionek, zaraz wiosna będzie (…i roboty więcej, chłe chłe;))

    • kanionek 24/02/2016 at 23:53

      Te moje octy jabłkowe jakieś słabe powychodziły. I tak naprawdę nadal nie wiem, jak powinny smakować i czy moje są coś warte (wiem tyle, że nie trują, bo piłam i żyję :D). Jeśli sama robiłaś, to może znajdziesz chwilkę i napiszesz co i jak?

  10. mitenki 21/02/2016 at 23:07

    Chciałam zauważyć, że buty Pana Kanionka to nie są żadne tam pospolite gumofilce, a PIANKOFILCE!

    • teatralna 22/02/2016 at 10:18

      no i ja jestem tymi butami żywo zainteresowana bardzo, mnie się takie do obejścia przydadzą, Kanionek gdzie zakupiłaś??

      • ciociasamozło 22/02/2016 at 10:54

        To ja wyręczę Kanionka :)
        Temat butów szeroko był omawiany w komciach do tego wpisu http://kanionek.pl/?p=1974
        i Kanionek podał link na allegro http://allegro.pl/buty-gumiaki-gumowce-kalosze-lekkie-lemigo-36-42-i5795874074.html
        Ale te „lemingi” można kupić też w sklepie producenta, w marketach budowlano/ogrodniczych itp.
        Jeszcze ich nie kupiłam, ale dojrzewam :)

        • teatralna 22/02/2016 at 17:49

          Ciociasamozło pięknie dziękuję))) oraz padłam od pozostałych propozycji i liganckich i ślubnych o buchachaha i teraz mam problem KTÓRE ???

          • zośka 22/02/2016 at 17:58

            Tak, te ślubne co mitenki znalazła są dizajnerskie. Szkoda, bo ja już drugi raz slubować nie zamierzam, cholera……….gdzie można jeszcze w tym wystąpić, żeby wszystkie laski skiśli ze zazdrości? jakieś pomysły?

          • mitenki 22/02/2016 at 18:26

            Słyszałam o czymś takim jak powtórka ślubu :)

          • ciociasamozło 22/02/2016 at 19:22

            Zośka, premiera w filharmonii?
            Ale myślę, że the best byłoby odwiedzić w takim obuwiu jakieś wylaszczone centrum handlowe, najlepiej takie, w którym można spotkać celebrytów. I koniecznie mijając taką znaną paszczę należy rzucić od niechcenia „O cześć złotko! miło Cię widzieć! Sorry, dziś nie pogadamy bo mam miting z kouczem/menedżerem/dizajnerem. Pa!” I ulotnić się zostawiając celebrytę z męczącym pytaniem co to była za laska w obłędnych botkach.

          • mitenki 22/02/2016 at 19:28

            Ciocia, i koniecznie do tego różowe boa ;)

          • ciociasamozło 22/02/2016 at 19:38

            I gepard na smyczy ;)))

      • mitenki 22/02/2016 at 12:16

        A ja dorzucę, że tej samej firmy i z tego tworzywa (pianki Eva) są też takie czarne oficerki ;)
        http://allegro.pl/gumowce-kalosze-piankowe-czarne-horse-lekkie-36-42-i5673361909.html

        • zośka 22/02/2016 at 14:32

          OOOOOOOOO! te co mitenki wyhaczyła jakie liganckie!! Chcę takie.

          • buskowianka 22/02/2016 at 14:40

            na widok liganckich kwiknęłam straszliwie, przepraszam.
            :D

          • mitenki 22/02/2016 at 17:35

            Liganckie :D
            A co wobec tego powiecie na takie?
            tadam… wersja ślubna :D
            http://allegro.pl/kalosze-buty-sniegowce-lemigo-super-lekkie-biale38-i5068077638.html

          • buskowianka 22/02/2016 at 18:25

            Wersja ślubna nada się tez do … teledysku :DDD
            https://youtu.be/7EzpQoDfVyo

          • mitenki 22/02/2016 at 18:28

            Teatralna, Zośka, Buskowianka – to jeszcze nie koniec propozycji. Ja się dopiero rozkręcam :D

            Aż przyjdzie Kanionek i mi wklepie, gdyż blog o kozach nieoczekiwanie stał się blogiem o kaloszach :D

          • paryja 22/02/2016 at 20:39

            Zawsze możemy mówić że to nie kalosze jeno KOZAki gumowe ;)

          • paryja 22/02/2016 at 20:41

            piankowe znaczy :)

          • buskowianka 22/02/2016 at 21:54

            Paryjo, rzeczywiście, w Kanionkowie lepiej mówić KOZAki, bo kaLOSZE mogą się przesłyszeć jakiejś okolicznej losze a podejrzewam, że ubiegłoroczne bliskie spotkanie z tym gatunkiem jeszcze na trochę Kanionkowi wystarczy pod względem dostatku emocji i wrażeń ;)

          • kanionek 24/02/2016 at 23:58

            Zośka, no jak to – gdzie się lansować w białych piankofilcach? Mało w E. galerii handlowych? Dam Ci Menela na smyczy i zrobisz furorę!
            (wiem, że trochę się już gubicie, więc: Menel to pan gęś. Nie dość, że pięknie się prezentuje, chadza dostojnym krokiem, to i w łydkę szczypnąć może, jak się co komu nie spodoba)

      • zośka 22/02/2016 at 18:38

        A ja nie mogę się dopisać do postu buskowianki na temat teledysku pt ” JARAJ SIĘ MARIĄ” bo mi Kanionek zabrala opcję ” Odpowiedz”. W każdym razie droga kozo buskowianko znalazłaś koniec Internetu:)))))) Nie wiem co o tym myśleć, znaczy o tym teledysku. Mam nadzieje, że to jaja są, powiedzcie, że to jaja?

        • zośka 22/02/2016 at 18:39

          A nie kurna, mogę się dopisać. Debil techniczny jestem jakiś, nie zwracajcie uwagi.

          • kanionek 24/02/2016 at 23:59

            Nie jesteś debil, czasem nie można odpowiedzieć, bo wtyczka przewiduje chyba tylko 5 odpowiedzi do jednego komentarza, czy jakoś tak.

        • buskowianka 22/02/2016 at 21:47

          Tak, to jest właśnie ów słynny koniec, zapomniałam ostrzec i zaalarmować, sorrrry :DD
          I nie, to chyba nie są jaja.
          Obawiam się.

          • teatralna 23/02/2016 at 19:48

            Mitenki – w kwestii walonków ciągle jestem niezdecydowana, a miał być ciąg dalszy chyba??? to gdzie on jest??

        • zeroerhaplus 23/02/2016 at 09:57

          Buskowianko, chciałabym Ci podziękować za tę linkę :))
          Te dwie wyginające się Moniki Olejnik „po przemianie duchowej” to jest po prostu bomba ;)
          A teraz idę poczytać o artystce, bo chcę wiedzieć dlaczego i po co to wszystko oraz z jakiego powodu nie stać jej na lekcje śpiewu.

          • Ynk 23/02/2016 at 10:10

            Obawiam się, że powód jest ciągle ten sam: „śpiewać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej”. Inaczej się udusi. Z nadmiaru tłumionej ekspresji. W dziedzinie radosnej tfurczości ciągle demokracja się buja.
            (Sorry, że się tu wtrancam, ale i ja doznałam wszczonsu) ;-O

          • zeroerhaplus 23/02/2016 at 10:31

            Faktem też jest, że nikt nas nie zmusza do tego, by jej słuchać :)

            Uwielbiam internet :))

          • zeroerhaplus 23/02/2016 at 10:51

            Mam, dotarłam.
            Dla wstrząśniętych i zastanawiających się „osssso chodzi” udzielam głosu artystce:

            „… moja ewangelizacja trochę się różni w metodzie bo jest to pozytywna ewangelizacja poprzez sztukę nowoczesną. Polega przede wszystkim na tym, że ja nie podaję klarownej odpowiedzi ale buduję napięcie w pracach tak żeby odbiorca został poruszony do przemyśleń związanych z religią.”

            „Problem polega na tym, że samo kręcenie tyłkiem dla kręcenia tyłkiem (mimo tego że jest fajne) to jednak za dużo nie wnosi. Dlatego ja kręcę tyłkiem dla idei Jezusa (…) promując wstrzemięźliwość, delikatność, roztropność itp. A jednocześnie reklamuję to w sposób przyjemny, atrakcyjny i na miarę czasów w których żyjemy. Kręcenie tyłkiem w kontekście takiej piosenki nabiera wyższego sensu. Dlatego moja twórczość trochę wygląda na amatorskie produkcje internetowe ale niesie w sobie niesamowicie ważny przekaz. Trzeba jednak chyba nie tyle umieć co chcieć go dostrzec.”

            „Ci którzy pozostają na poziomie chęci tylko zaszufladkowania mojej sztuki, tylko w przedziale „beka” albo „na serio”, niestety łatwo nie dotrą do jej esencji i nie przybliżą się do prawdziwej jej tajemnicy.”

            Źródło: http://prowincja.art.pl/krece-tylkiem-dla-idei-jezusa-ada-adu-karczmarczyk/
            Skróty są moje, ale mam nadzieję, że nie wypaczyłam idei.

            Wszystko jasne? :))

          • Ynk 23/02/2016 at 11:26

            Wszczonśnienta – tak. Ale nie poruszona. Fakt, nikt nas nie zmusza, by słuchać, jak nikt nas nie zmusza, by bez ustanku pakować język do dziury w zębie. A pakujemy. Over’n over again ;-))

          • paryja 23/02/2016 at 11:45

            Przeczytałam co artystka mówi i teraz nie mam odwagi otworzyć linka. No chciałabym i boję się.

          • diabel-w-buraczkach 23/02/2016 at 12:51

            paryja, ja tez… (°_°)
            popadlam w taki jakby stupor troszku…

          • zeroerhaplus 23/02/2016 at 16:26

            Ależ nie bójcie, dziewczęta :)
            Sama wypowiedź nie poparta teledyskiem nie ma takiego wyrazu ;)

          • paryja 23/02/2016 at 17:43

            Zobaczyłam !!!
            i co ja mam z TYM zrobić ?
            Ynk ma rację to jak wtykanie języka w bolący ząb.
            Obok był jeszcze uTFUr „czysta pipa” i zastanawiam się czy przed czy po przemianie duchowej to powstało? boję się sprawdzić.

          • Ola 23/02/2016 at 18:01

            Jeny, też obejrzałam. Dajcie jakiś reset. Ratunku!

          • teatralna 23/02/2016 at 19:45

            zobaczyłam to coś na A po polskiem i angielskiemu…
            zdębiałam jakby, bo ja nieprzyzwyczajona jestem…
            i myślę sobie, że jednak powinni zabronić korzystania z internetu w takiej formie osobom chorym psychicznie, bo to jednak trochę nieładne, że się wszyscy napierdalają z półmózga!!!

          • Ola 24/02/2016 at 12:51

            Wiecie co? My to chyba jesteśmy Polska Z, nawet nie B. My się nie znamy :O O niej piszą przy okazji TVP Kultura! A my tu śmichy chichy… No!
            „Wątpliwości budzi zresztą sam pomysł na robienie „telewizji dla hipsterów”. Matyszkowicz i spółka mówią, że „chcieliby wyjść poza Warszawę i dotrzeć do Polski B”. Po pierwsze, to zdanie jak mantrę powtarza każdy kolejny szef każdego z kanałów TVP. Po drugie, pytanie, czy „Polska B” będzie zainteresowana prawicową performerką Adą Karczmarczyk (kto zna, ręka do góry)”. Newsweek.

          • buskowianka 24/02/2016 at 13:36

            (chciałabym odpowiedzieć Oli, ale nie wiem, gdzie mnie wrzuci ;))

            Ale jakże to, Polska Z, przecież zainteresowanie wzbudziła, i to jakie!! :))

          • buskowianka 24/02/2016 at 13:44

            A poza tym, przepraszam bardzo, ale ten tekst zacytowany trochę mnie zdenerwił. Jako długoletnia mieszkanka Polski B byłam dość znacznie zainteresowania TVP Kultura, do tego stopnia, że obserwowałam profil stacji na FB (wrzucają zapowiedzi programów, wiecie). Obecnie nie mam TV, ale jakoś profil pozostał w obserwowanych. I cóż widzę, otóż wraz ze zmianą dyrekcji natychmiast poszedł w dół poziom wrzucanych tam przez stację postów.
            Jeśli w ten sposób chcą zachęcić do oglądania Polskę B, to ja się chyba czuję obrażona i mogę sobie być nawet i z jakiejś Polski Z.

          • Ola 24/02/2016 at 13:44

            @ buskowianka – no masz rację, w końcu nie napisali, że należy się zachwycać tylko interesować :D
            @ paryja – dostałam na TO takie lekarstwo:
            http://orbite.pl/wp-content/uploads/2016/01/oczu-kapiel-800×653.jpg

        • ng 24/02/2016 at 11:19

          zachęciłyście mnie i niestety obejrzałam. lot to ona niezły, chyba od tej marychy

          • ng 24/02/2016 at 11:20

            dyskografia imponująca, w szczególności przypadł mi do gustu tytuł: „Idź do światła i nie pierdol” :))

          • kanionek 24/02/2016 at 23:18

            O curwa. Brzmi jak życzenia od ZUS-u dla wszystkich emerytów.

          • Kaja 24/02/2016 at 11:37

            Ej, ale efekty są natychmiastowe. Ja już po 30 sekundach oglądania twórczości tej pani zaczęłam mamrotać jak mantrę „Jezus Maria, Józefie święty!” i do teraz mnie trzyma.

          • Iza 24/02/2016 at 14:38

            Profilaktycznie wstrzymałam się z oglądaniem i widzę, że dobrze zrobiłam, bo jakby rodzina ode mnie taką mantrę usłyszała, to musiałabym od razu wyciągać dowody rzeczowe, że ja to ja.
            ===
            Poza wszystkim, TVP nie ma pojęcia nawet o Polsce A’, a co tu mówić o reszcie alfabetu… Z tego niezrozumienia rozstałam się z nią jakieś 10 lat temu, a teraz słyszę, że mam jej alimenty jakieś płacić. A nie, to się chyba jakoś inaczej nazywa (ale też na A), chociaż sens jest podobny.

          • teatralna 25/02/2016 at 10:49

            Ola – znaczy się już dopadli TVP Kultura. Teraz już tylko takie prawicowe performerki będą popierane tfu!!!

        • buskowianka 24/02/2016 at 15:04

          Noęc, jako że czuję się nieco odpowiedzialna za Wasze bóle tudzież niestrawności wywołane występem performerki, naści na lekarstwo biegające koziołki.
          https://youtu.be/4wDg5hEtRLA
          :)))

          • buskowianka 24/02/2016 at 15:07

            Podoba mi się zwłaszcza ten na końcu, w różowej obróżce: „Nie rozumiem zupełnie, co tu się wyprawia? A, dobra, nieważne, idę za wszystkimi.”
            :)

          • ciociasamozło 24/02/2016 at 15:57

            Czuję się uratowana :)))

          • zeroerhaplus 25/02/2016 at 15:34

            No to żeby nie było za słodko – biegający koziołek przyszłości ;)
            https://www.youtube.com/watch?v=wE3fmFTtP9g

          • kanionek 25/02/2016 at 23:14

            Najpierw myślałam, że coś mu źle wcisnęli, bo do tyłu biegnie, a potem się okazało, że on ma dwa tyły!
            Hm. Wygląda jak skrzyżowanie tego ślimaka Moniki z barankiem Mariuszem.

          • Ynk 26/02/2016 at 17:30

            No dobrze, galopuje ten Przyszłościowy czterema przednimi nogami, ale czy umie wskoczyć na plecy?

          • mitenki 26/02/2016 at 19:20

            Lepiej, żeby nie umiał… chciałabyś mieć tonę żelastwa na plecach? ;)

          • kanionek 27/02/2016 at 15:27

            Ale to ma być koziołek bojowy! Wskakuje wrogowi na plecy i robi z niego kotlecik do hamburgera :)

  11. Barbarella 22/02/2016 at 13:05

    Wszyscy tak empatycznie, pozytywnie, to może ja dla równowagi pojadę horororem.
    Primo voto: półpasiec. Z półpaścem to u mnie w rodzinie wszystkie baby są na „ty”, ja jeszcze nie miałam, ale się nie łudzę. Moja babcia miała dwa razy, mama raz, ale po półpaścu dostała okoliczność towarzysząca pt. neuralgia nerwu trójdzielnego twarzy. Latami jak ją owiał leciutki wiaterek, wystarczyło że szybę w oknie uchyli, to całymi tygodniami wyła z bólu, bo tego niczym się nie da uśmierzyć. A boli wszystko – szczęka, czaszka, ucho, kark, no wszystko. Więc może tak się ochoczo nie wystawiaj na warunki atmosferyczne, bo jak półpaścowi zejdą krosty, TO JESZCZE NIE KONIEC. Tak tylko mówię.
    Secundo voto: koziołki i owczęta. Pokazałam zdjęcia mojemu staremu, a on natychmiast przywołał dyskusję, jaką prowadzi za każdym razem, jak się spotkamy z jego hiszpańskimi znajomymi: czy koźlątko / jagniątko jest najlepsze w wieku czterech, czy ośmiu tygodni. Każda opcja ma swoich zwolenników i przeciwników. ŻYJĘ Z POTWOREM.

    • kanionek 25/02/2016 at 00:09

      Toś mnie pocieszyła :-/ No niby się nie wystawiam, znaczy – z gołym plecem i cyckiem po podwórku nie latam, więc może ominą mnie okoliczności towarzyszące?

      W wieku CZTERECH TYGODNI? Toż tam nie ma co jeść, ledwie zupę na kościach by zrobił… No chyba, że jakieś specjalnie tuczone te koźlątko-jagniątka. Kazik i Guzik już mają więcej, niż osiem tygodni, i poszłam ich pomacać (z ciekawości, tak?), no i to są wciąż głównie nogi z kopytami i kupa sierści. Gdzieś tam kiedyś czytałam, że w ogóle z kozy ciężko jest wykroić taki kawałek mięsa, żeby był bez kości, no ale z drugiej strony są na świecie amatorzy obgryzania żeberek, więc może kozina jest właśnie dla nich. Za to Mariusz, baranek paranormalny, to powiem Wam, że całkiem tłuściutko wygląda :)

  12. zośka 22/02/2016 at 14:35

    W kwestii półpaśca to faktycznie, jak krosty, swędzenie zejdą, to jeszcze nie koniec. Ja mam problemy reumatyczne, a nigdy ich nie miałam. W ogóle tak się po tym gadzie czuje, jakby w moim organizmie cały system operacyjny zgłupiał:///

    • kanionek 25/02/2016 at 00:13

      Współczuję :-/
      Moje strupki już odpadają, widać, że będą blizny (choć pewnie znikną kiedyś; nie drapałam, tylko sobie szkliwo z zębów ścierałam), no i teraz czekam, co będzie dalej… Reumatyzmy wszelakie są u nas rodzinne, więc pewnie i tak się załapię.

  13. Kachna 22/02/2016 at 14:43

    Kanionek i Atos – jak bliźniaki…….na zdjęciu.
    …………………………..
    Owce i jagnięta – ech jak zawsze wzdech za przeszłością. Ale są śliczne – nie? :)
    ………………………
    Barbarella – obawiam się, że masz rację.
    Cholera jasna psiakrew.
    ……………………..
    A tak w ogóle – to – love. I love Mee too.
    Spóźnione.

    • kanionek 25/02/2016 at 00:16

      Cieszę się, że znów jesteś :-*
      Małe owieczki są całuśne. Powstrzymuję się przed obślinieniem ich tylko ze względu na opryszczkę (nie wiem, co owce i kozy mogą złapać, więc na wszelki wypadek uważam), i jest mi BARDZO CIĘŻKO, bo te mordki są takie mięciutkie!

  14. dacapoalfine 22/02/2016 at 16:53

    Jakby tu … Może zważywszy na okoliczności kuruj się i … pisz ( na miłość boską!!!!) Kanionku , nasza , w sensie czytelników, energia płaczących i usmarkanych ze śmiechu wróci do Ciebie, żebyś miała siłę wstać ..
    do obrządku
    Zdrowia, zdrowia i jeszcze raz tak celnego pióra jak dotąd
    P.S. Uzależniłam się 😊 od Kanionka

    • paryja 22/02/2016 at 20:40

      Tu chyba sami uzależnieni ;)

    • kanionek 25/02/2016 at 00:18

      Dziękuję, Dacapoalfine :)
      Czasem mam ochotę to „celne pióro” w oko sobie wetknąć ;) Żebyście wiedziały, jak mi się ostatnio nic nie chce!

  15. diabel-w-buraczkach 23/02/2016 at 12:46

    Owce to, ze tak powiem, mega-wypas! Piekne maja wejrzenie tych pysków, piekne.
    A na zdjeciu numer 1 , w sensie calkiem na górze, to „ten pan” i Antoni maja taki sam wyraz twarzy ;)

    • kanionek 25/02/2016 at 00:22

      No właśnie oczekuję od nich, tych owiec, że wiosną i latem zrobią sobie megawypas na tych naszych łąkach dzierżawionych. Owce nie są tak wybredne, jak kozy (matkobosko, one zjedzą kawałek marchewki, co upadł był na ziemię!), więc może z pożytkiem dla siebie uporządkują trochę ten chaos zielska :)

  16. Ola 24/02/2016 at 12:53

    Kanionek? Dajesz radę jakoś? Heeeeeeeeeeeej?

    • buskowianka 24/02/2016 at 15:08

      hop hop, daj chociaż krótko znać Kanionku, co tam jak tam?

  17. kanionek 24/02/2016 at 17:16

    Ach, moje Kozy najlepsze :)
    Poukładałam sobie trochę we łbie (ale z tym półpaścem to MUSIAŁYŚCIE jeszcze postraszyć, nie?), jeszcze mnie łupie tu i ówdzie, ale da się „wyczymieć”, więc robię porządków wiosennych ciąg dalszy, bo przecież niedługo zapewne kolejne porody, a z tym związany sezon serowy, więc kiedy ogarnę chatę, jak nie teraz. Morale powoli wzrasta, dziś kolejny klucz dzikich gęsi przeleciał mi nad głową, a pod płotem zaczynają wyłazić pokrzywy. Już niedługo będzie zielono :)

    Irena i Bożena już dość pękate, nastawiam się na marzec raczej, niż kwiecień, Kachna też zapuściła cycki, ale ona jako pierworódka będzie oczywiście chodzącą zagadką. Roman miała romans z Luckiem w grudniu, ale i w styczniu coś tam sobie czule do uszek szeptali, więc nie wiem – jeśli coś wyszeptali, to pewnie w maju/czerwcu się okaże :)

    Po obejrzeniu „Jaraj się Marią” stwierdzam, że kąpiel oczu i owszem. W KWASIE SOLNYM. A i do uszu można nalać, to może przestanie w nich dzwonić.

    ZEROERHA! I małżonku Zeroerha! Coście mi uczynili, to się nie da opisać słowami :D
    Dziękuję, dziękuję za te wszystkie nasionka, a tyle korespondencji ręcznie pisanej to nie dostałam chyba od czasów liceum! KALEBASSEN mnie rozłożyło :D Najpierw sobie z tyłu poczytałam co to, bo była wersja po angielsku, i tam jest, że Kalebassen „develops huge bottleshaped fruits up to 2 m in length”. Owoce długości do dwóch metrów! Nie dowierzam własnym oczom, więc paczam na wersję po niemiecku, i tam jest coś o dwóch metrach, ale i dwudziestu centymetrach. A po włosku i holendersku znów tylko o dwóch metrach. Boję się tego Kalebassen :D

    I czarne pomidorki, i pomidorki w paski, i kalafiorki, i tajemniczy szpinak, wielka dynia i czosnek niedźwiedzi…. Omamo :) Czyli jednak nici z „może w tym roku nie będę robić ogrodu” :D No i w ogóle wzruszyłam się, bo nawet nie pamiętam, kiedy i na jaką okoliczność podawałam Tobie adres, więc taka niespodzianka :-*

    • buskowianka 24/02/2016 at 19:00

      Czyli że wszystkie młode kózki będą miały młode?
      (albo coś pomięszałam, szczerze mówiąc gubię się już w tych pokoleniach)

      No to Kanionku będziesz miała wesoło :))))
      Zdrowiej i zbieraj siły, wypoczywaj ile się da.

      U mnie dziś na zmianę świeciło słońce, padał deszcz, sypnął grad, potem śnieg. Wiosna i już :)))

      • kanionek 24/02/2016 at 22:57

        Jeśli romanse Roman nie były tak tylko dla zgrywy, to owszem, wszystkie kózki będą miały młode :)
        Kachna jest w dobrym wieku, o nią się już nie martwię tak, jak się bałam o Pippi i Krówko. Jest mniejsza od Ziokołka, ale tego się można było spodziewać (jednak Tradycja jest w połowie Saanenką, a to dość duże kozy). Jeśli Roman coś urodzi w maju lub czerwcu, to też będzie dobrze. Już dawno dogoniła wzrostem swoją mamę, Irenę.

        No chyba w końcu zdrowieję, odpukać w kozi róg ;)

    • Monika 24/02/2016 at 20:26

      Kochana, Mądra, Dobra, Wspaniała „0Rh+” !!! Będzie film! Kanionek nagra nowy film! Tytuł? Ja tylko podaję propozycje: ” Jak to z Kalebassen było” albo „Przygody ślimaka Gluta w buraczkach”…. oj, Wy macie wspaniałe pomysły. Ważne, że prawie na pewno zdezaktualizowało się zdanie:„może w tym roku nie będę robić ogrodu”, a ja się tak martwiłam… Jest po co żyć, byle do września!

      • buskowianka 24/02/2016 at 21:12

        Jakiego ślimaka? Ślimaków nie będzie bo będą nowe kaczki, śmieszne takie, nie pamiętam nazwy.
        Nie będzie żadnych ślimaków!!
        Ale na filmik liczym, to fakt ;)

        • kanionek 24/02/2016 at 23:08

          Biegusy :) Ale to pod warunkiem, że uda mi się zdobyć i wysiedzieć jajka, bo tu takich kaczek nikt nie ma. Klientka, co dzisiaj dzwoniła z pytaniem, czy już robię sery, powiada, że biegusy są trochę… głupkowate :D To znaczy – bardzo ufne i łatwo padają ofiarą drapieżników, bo ze wszystkimi chcą się zaprzyjaźniać. Nie wiem, czy w to wierzyć, ale kilka biegusów bym sobie chętnie wyhodowała.

        • Monika 25/02/2016 at 15:09

          Bo to będzie jeden ślimak, który ukrywa się w zaroślach przed śledzącymi go kaczkami w czarnych płaszczach. I ten biedny ślimak będzie polował na sałatę Kanionka jak dr Hannibal Lecter… A potem założą biedakowi gustowną maseczkę, żeby więcej żadnej roślinki nie skrzywdził …cholerka wychodzi mi, że Glut przejdzie na mięsko.

          • kanionek 25/02/2016 at 23:25

            Ooo, kurde, nie. Żadnych mięsożernych ślimaków mutantów! (przecież to kaczki miały zjadać ślimaki, a nie odwrotnie)
            Niech się ten Glut na energię słoneczną przerzuci :)

      • kanionek 24/02/2016 at 23:06

        „Kochana, Mądra, Dobra, Wspaniała „0Rh+” – to wszystko prawda. A jak się te Kalebassy przyjmą w moim surowym klimacie półsyberyjskim, to zobaczymy. Jeśli kiełbassy porosną do nieba i wydadzą dwumetrowe owoce, to mam nadzieję, że kozom będą smakowały :)

        No tak. Skoro ma być ogród, to muszę przebrać czosnek i lada dzień powtykać w ten śmietnik, który ciężko nazwać „glebą” (hej, owcza wełna wyprała się w tych wszystkich śniegach i deszczach, i wygląda teraz jak wata! To się będzie sto lat rozkładać, prawda? Kto mi podpowiedział, że wełną można nawozić ogródek?). No i jakieś rozsady niedługo… Już mnie plecy bolą :D

        • paryja 25/02/2016 at 07:51

          Że wełnę do ogródka to chyba ja, ale o ściółkowaniu była mowa a nawożenie tylko przy okazji ;)
          A że się długo rozkłada? a co to przeszkadza? Rzeżuszkę możesz na niej posiać ;)

        • zeroerhaplus 25/02/2016 at 15:17

          Ano nie wiem, czy się długo rozkłada… Kiedyś, z pięć lat temu dostałam od sąsiadki kupę gówna (owczego ofkors) z elementami wełny. Gnój został wtopiony w glebę, a te kawałki wełny to jakoś przestałam widzieć, nawet nie wiem kiedy…
          Znaczy się, nie ja oślepłam, tylko one znikły, żeby było jasne ;)

          Pomysł Paryi na rzeżuchę – mimo to jak najbardziej na czasie :))

          PS. A z tymi dobrymi, wspaniałymi i kochanymi to chyba wam się postaci w sztuce pokićkały, towarzyszki. I to porządnie ;)

    • zeroerhaplus 25/02/2016 at 15:09

      Kanionku, wszyscy wiemy, że masz dar, ale że do tego stopnia, to ja (na przykład) nie wiedziałam. Masz dar – potrafisz kopertę z dwoma tutkami nasion na krzyż opisać w TAKI sposób, że anieli z harfami milkną ze wstydu, że peanów tak naprawdę jednak śpiewać nie potrafią ;)
      Nawet prawie ja uwierzyłam w te cuda cudowne :DD
      A ja myślałam, że się raczej zdenerwujesz, że roboty niepotrzebnej dostajesz… Poza tym wiem, że nie lubisz F1, ale nie mogłam powstrzymać małżonka. A poza tym, to był jego pomysł, ja mówiłam, żeby się nawet nie wygłupiał, a jak chce coś posłać to nich kupi tonę owsa, ale przekonały mnie te kalebassy, bo jak sobie wyobraziłam kozę z kalebassą w pysku, to sama też stwierdziłam, że trochę rozrywki jeszcze nikomu nie zaszkodziło ;)
      W ten pokręcony sposób chcę Ci powiedzieć, że cieszę się, że się cieszysz :))

      • kanionek 25/02/2016 at 23:22

        Taa, dwie tutki. Raczej dwanaście! I te kartki pocztowe :) I te skrupulatne opisy, TYLE roboty, specjalnie DLA MNIE. Czy podziękowania dotarły już do Pana Zeroerha?
        Niee no, z F1 to się już chyba trzeba pogodzić, takie czasy. Mam tylko nadzieję, że lato będzie sprzyjać tym eksperymentom :)

        • zeroerhaplus 26/02/2016 at 15:38

          Do pana Zeroerha czy dotarły? Hmmm…
          Znasz takie zjawisko: chłop chodzący po domu jak trzy pawie zaznaczający przy każdej okazji „a nie mówiłem?” ;))

          • kanionek 27/02/2016 at 16:45

            Znam, a jakże :)
            A znasz „TYLKO JA, JA! Co wy byście beze mnie zrobili?” – w liczbie mnogiej, bo kierowane do mnie i wszystkich zwierzątek ;)

          • zeroerhaplus 02/03/2016 at 20:43

            Temat rzeka, złociutka ;)

  18. pluskat 24/02/2016 at 17:57

    :) Antoni mimo wszystko znacznie bardziej poszkodowany, ale miny podobne.
    Owieczki sliczne, ale cos mi sie wydaje, ze koziolki jakby bystrzejsze.

    • kanionek 24/02/2016 at 22:52

      Ano :( Trochę zbyt długo już trwa ta jego „rehabilka”. Przyzwyczaił się do jazdy w stylu rowerka trójkołowego i nie chce mu się już nawet próbować chodzić. Owszem, wstaje jeszcze czasem, ale po co się wysilać – nogi się plączą i tylko przeszkadzają. Tak już trochę, prawdę mówiąc, tracę nadzieję, że będzie chodził na czterech.

      Jeśli chodzi o owieczki, to wystarczy zapytać Irenę, a od razu powie, że OCZYWIŚCIE, że owce są zwyczajnie GŁUPIE (tak jak krowy i w ogóle wszystko, co nie jest kozą). Ja z kolei uważam, że owce to taka cicha woda; swoje wiedzą, ale nie dadzą po sobie poznać ;)

  19. Monika 25/02/2016 at 15:14

    Kanionku, czekam na te biegusy. One będą z miasta wielkiego, więc to musi potrwać. Tylko jak ja biedna Ci te kaczuchy dostarczę z krańców zachodniopomorskiego? EEEE, jak będą, to się pomartwię.

    • kanionek 25/02/2016 at 23:16

      Kaczki z wielkiego miasta? Co to się wyrabia na tym świecie…
      Ale czekaj, bo ja się pogubiłam w wątkach – zamówiłaś sobie biegusy, ale chcesz je wysyłać do mnie? :D
      Czy mówimy o jajkach?

      • Monika 28/02/2016 at 09:02

        Nie oddam Pani swoich kaczek, chcę się tylko podzielić – jeśli tylko się pokażą, bo żurawie przyleciały, skowronek się wydziera a biegusy gdzieś tam tyłki grzeją. Jestem jednak dobrej myśli.

        • kanionek 28/02/2016 at 21:21

          No dobra, poddaję się – nic z tego nie rozumiem. Może nie pamiętam czegoś z poprzedniej wymiany komentarzy…?
          Albo głupieję, co też mnie nie zdziwi. Czekasz na dzikie kaczki? I dlaczego zostałam „panią”?
          Omatko, pewnie coś przeskrobałam, tylko nie pamiętam!

  20. teatralna 27/02/2016 at 11:43

    Kanionek nie widzę banera na blogowe głosowanie, już gdzieś tu pisałam, żebyś podała numer ale nie ma … znaczy nie startujesz?? odpisz proszę

    • kanionek 27/02/2016 at 15:26

      Aaale w czym nie startuję? Gdzieś jest znowu jakiś konkurs na „najlepszy blog roku prowadzony przez koleżankę przewodniczącego komisji”? ;)

      • teatralna 27/02/2016 at 17:14

        )))) ok rozumiem
        a Jolinkowo może znasz, kobieta prowadzi kozy karpackie …wyglądają jak Tradycja a film cudny https://www.youtube.com/watch?v=fkC9L-B9Q2E

        • kanionek 28/02/2016 at 21:16

          W sprawie konkursu – naprawdę nie wiedziałam, że znów gdzieś jakiś jest; jeśli dawałyście mi znaki i sygnały, że powinnam startować, to chyba były zawoalowane, albo przegapiłam. Tak czy siak – odnalazłam, bo wiem, kto startuje we wszystkich konkursach i wystarczyło odwiedzić jednego bloga, żeby znaleźć link do konkursu. Za tym linkiem poszłam dalej i sprawdziłam, kto pretenduje do zaszczytnego miana, kto zasiada w żiri oraz kto jest patronem medialnym. I co ja Wam powiem, Kozy moje najlepiej dla mnie chcące… To chyba nie mój świat ;)

          Jolinkowo – tak, tak, chyba już nawet kiedyś przez komentarze się przewinęło…? Piękny dom! Tak odmienna od tutejszej stylistyka. Ja mam czasem wrażenie, że mieszkam w pruskim bunkrze, który rodacy jeszcze poprawili, zalewając szczodrze betonem i tynkując co się da. A w górach takie pikne chatki. Szacun dla pani Joli, za całokształt, a kozy karpackie śliczne (jak wszystkie kozy!), choć jednak inne od Saaneńskich i ich kundelków ;) Do hodowli kóz karpackich są (chyba nadal) konkretne dofinansowania, bo to faktycznie rasa, która nieomal wyginęła. Może dzięki takim paniom Jolom powstanie sensowna ilościowo populacja, choć do tej myśli lepiej się nie przyzwyczajać. Kozy to jednak ciężki kawałek chleba i – jak pokazuje wiele przykładów – biorą się za nie ludzie specyficzni (no nie będę długo marudzić, chodzi o to, że nie trzeba kochać krów, żeby mieć unijną oborę i zarabiać na mleku i mięsie, a kozy… kozy są dla ekscentryków ;)).

          Pardą za ewentualne literówki, znów piszę na innej klawiaturze.

          • ciociasamozło 01/03/2016 at 09:30

            Kanionek do konkursów ma podejście jak Szymborska do Nobla ;)

  21. Bogutek 29/02/2016 at 10:44

    A mnie się jednak bardziej podoba Kanionkowo! Nawet jeśli pani Jola ma ładniejszy dom, to i tak jest tylko panią Jolą, a nie NASZYM Kanionkiem! I piszę się na agroturystykę nawet w pruskim bunkrze, a jak już się rozpoczną turnusy, to mogę z własnym namiotem i śpiworem koczować gdzieś pod laskiem:)

  22. RozWieLidka 02/03/2016 at 13:40

    Halo halo! Gdzie się wszyscy podziali? Zaraza jakaś czy co?

    • zeroerhaplus 02/03/2016 at 13:49

      Może to zaraza zwana wiosennym przesileniem, czyli serial w odcinkach pod wspólnym tytułem „Kolega Szyszynka daje w kość”, podtytuł „Weźcie mnie i zakopcie w kompoście, ja sobie tam posiedzę”?
      To chyba jakoś pora na takie atrakcje, czas i pogoda w miarę się zgadza… ?

      Zdrowia na wiosnę! :)

      • paryja 02/03/2016 at 14:14

        W kompoście ciepło i miło :)

        Pół godziny temu się spisałam o tym że szpaki przyleciały i że jest nadzieja ;) a internet się uparł że nie wyśle i już. Ale szpaki są :D

        • zeroerhaplus 02/03/2016 at 16:18

          A u mnie wczoraj wieczorem zaczęły się koncerty drozdowo-kosowe, fajnie ich usłyszeć po długiej przerwie :)

          • Bogutek 02/03/2016 at 19:24

            Taaa, niektórzy wirusy, a u innych zaćma… czytam i zastanawiam sie co to za danie drozdzowo-kokosowe…;)

          • paryja 02/03/2016 at 19:31

            No, na to drożdżowo kokosowe dostałam ślinotoku. Jutro coś pokombinuję :) dziś już za późno.

          • zeroerhaplus 02/03/2016 at 20:41

            Ja tu romantycznie, ptasie trele w tle, a wy znów o żarciu ;))

          • paryja 02/03/2016 at 20:57

            Drozdy i u mnie drą ryja, trochę tylko za zimno żeby wystawać w krzakach i słuchać, a z kawałkiem cieplutkiego drożdżowo-kokosowego w łapie już można stać i romantycznych treli słuchać bez usmarkanego z zimna nosa :)

  23. Monika 02/03/2016 at 14:59

    Jeżeli szpaki, to faktycznie, trzeba mieć tylko nadzieję, że nie obeżrą mi wszystkich czereśni, co latem cudnie dojrzewają a potem… tylko krwawa plama po nich pod drzewem. Kochane szpaczki – zwiastuny wiosny!
    Paryjo droga, a kaczek moich nigdzie tam nie widziałaś? Chyba zasiedziały się
    w kompoście :(
    Zdrowia, siły oraz zdrowia i siły całej koziarni z okazji 2 marca!

    • paryja 02/03/2016 at 15:32

      Kaczki widziałam, nawet biegusy:) ale nie wiem czy Twoje one.
      Mnie kurka wczoraj przepadła, mam nadzieję że złożyła sobie gdzieś jajka i wyjdzie za trzy tygodnie z młodymi,(a nie że ją lis zeżarł) ale słaba ta nadzieja.

      Jeśli kto nie lubi szpaków i ma do nich żal o czereśnie to wysyłać do mnie ! Moich czereśni szpaki nie ruszały do tej pory, może wystarczają im dzikie trześnie których pełno dookoła, a może moje czereśnie im nie smakują?
      Szpaki są śmieszne, mamrają, skrzeczą , wynoszą gówna z budki:) pan szpak czasem obsługuje dwie panie! wy wiecie jak on się musi nalatać? należy mu się czereśnia :D

  24. Monika 02/03/2016 at 15:47

    No dobra, kochane szpaczki, milusie rozpustniaki. A co z lisem? Mieszkam w samym środku małego miasteczka, z jednej strony weterynaria, z drugiej bank, potem liczni sąsiedzi i ruchliwa dość ulica, a ten Rudy Ryj chodzi sobie jak po włościach i przeczesuje podwórka. Już niedługo będą gąski… chyba poproszę Kanionka o to wilcze, no wiecie! I jakie z tej mojej mieściny miasteczko – kupa śmiechu :))

    • Iza 02/03/2016 at 18:05

      Regularne wizyty u weterynarza odbywa, a że po drodze ciut spenetruje okolice… Opieki medycznej Rudemu Ryjowi żałujesz?! Niehumanitarna Ty… :D
      Ty się sąsiadkom przyjrzyj, jak żurawia zapuszczają to tu, to tam po drodze do przychodni. :D

  25. Monika 02/03/2016 at 18:26

    Sąsiadki są spoko, ale Rudy chyba napad na bank planuje. Ale pitolę!

    • paryja 02/03/2016 at 20:20

      Lepiej że napad na bank planuje a nie na drób. Teraz jeszcze drobny szantażyk: no wiesz lisku drobna sumka za milczenie…
      I same korzyści :)

  26. ng 02/03/2016 at 21:25

    U Kanionka takie długie milczenie? To może oznaczać tylko powiększenie pogłowia :) ciekawa jestem, co tym razem. Może biegusy jej się przypadkiem przypałętały? Albo strusie – coś tam kiedyś o nich pisała. Jak obstawiacie?

  27. kanionek 03/03/2016 at 14:56

    Ha ha, drogie Kozy :)
    Nic się nie urodziło (choć Kachnę macam codziennie od kilku dni; ma dziwne cycki – jeden duży, drugi ledwie od brzucha odstaje…), i pozostaje się tylko cieszyć, że i nie zdechło. Mam na myśli głównie siebie – miałyście rację z tym półpaścem, że jak już znikną objawy skórne, to zaczyna się „zmiana systemowa”. Jakaś otępiała jestem i wiecznie zmęczona.

    U mnie nadal Rudego Ryja nie ma (serio, zaczynam podejrzewać, że to gówno wilcze wystarczy trzymać w pudełkach, a i tak działa), za to Jaszczomp już dwa razy zaatakował, ale udało mi się zapobiec tragedii i kura lata z połową piór w ogonie, ale żywa.

    Sprzątam. Jak nie w chacie, to na podwórku. Porządkuję graty, wynoszę śmieci, przestawiam i układam fanty. Wszystko, żeby nie spać 20 h na dobę.

    I jeszcze komunikat duszpasterski – można zamawiać sery. Ziokołek szaleje, pęka od mleka, a i Pippi oraz Krówko już są dojone, choć z nimi to więcej udręki, jak pożytku. Cycki mikre, strzyki jak pół małego palca, mam nadzieję że się wyrobią zanim ja dostanę pierdolca. No ale surowiec jest, więc jeśli ktoś pragnie sera, niech zamawia :)

    Się postaram coś króciutkiego Wam napisać, choć weny brak, bo zdjęcia mam, a głupio tak same fotki wstawić. A teraz idę do pieca.

    • ciociasamozło 03/03/2016 at 15:37

      Dobrze, że wszyscy żyją :)
      Niedobrze, że się marnie czujesz.
      Dobrze, że Rudy Ryj odpuścił (no mówiłam, że do W-wy się przeprowadził!).
      Niedobrze, że Luftjaszczomp atakuje.
      Dobrze, że są sery (zamawiam! napiszę maila ile dokładnie)
      Dobrze, że się odezwałaś.
      Bilans dodatni :))))

      • kanionek 04/03/2016 at 19:16

        …dobrze, że są małe owieczki, które JUŻ MOGĘ OBŚCISKIWAĆ do woli :D
        No to fajno, jak to mawia moja ciotka B., zaraz zajrzę do skrzynki i dam znać ws. zamówienia :)

        • zeroerhaplus 04/03/2016 at 22:23

          MOŻESZ?!? Serio? Ale fajnie :))
          A co paranormalne mamy na to?

          • kanionek 04/03/2016 at 22:32

            Doktor Ekspert jest podejrzliwa, i gdy tylko wezmę którąś z dziewczynek na ręce, patrzy na mnie jak na rzeźnika, przebiera nerwowo nogami i często podchodzi i obwąchuje te małe, jakby chciała się upewnić, że krzywda im się nie dzieje. Za to koleżanka Baśka jest wyluzowana, a jej synek jeszcze bardziej – sam do mnie przychodzi :) Obecnie mówię do niego „ty tłusta larwo”, chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego.

    • RozWieLidka 03/03/2016 at 20:44

      „A teraz idę do pieca.”
      Yyyy aż tak źle?

      • kanionek 04/03/2016 at 19:41

        :D
        Na trzy zdrowaśki, dla zdrowia polepszenia ;)

    • Kachna 04/03/2016 at 08:57

      „Kachna ma dziwne cycki…..” itd.
      Jakoś się dziwnie czuje czytając ten Twój – Kochany Kanionku – komentarz do rzeczywistości. I to macanie….(nie no – czasem może być;)..)
      Bardzo dziwnie.
      …………………………………..
      Sprzątanie jest dobre na wiele rzeczy „psychicznych”. Fakt. Szczególnie jak się nazbiera. Śmieci i brudów i zawalidrogów.
      Nie lubię sprzątać.
      Ściskam delikatnie.

      • kanionek 04/03/2016 at 19:26

        :D
        No tak to jest, jak się ma kozę imienniczkę. Przy okazji – bardzo dziękuję, w imieniu Małolaty, za prezent urodzinowy :-*
        Tak, sprzątanie działa podwójnie oczyszczająco – na krajobraz zewnętrzny, jak i wewnętrzny ;) Tak się rozpędziłam, że aż pół podwórka zagrabiłam! Bo walała się słoma, kurze pióra, patyczki pomającowe (Mając ma nową rozrywkę – szarpie krzaki. Dosłownie szarpie! Obszarpała mi sadzonkę białego bzu, którą własnoręcznie sadziłam trzy lata temu, a oprócz tego akację, którą sadził małżonek i żywopłot), kamulce i kawałeczki cegieł (ja nie wiem – to wszystko chyba z ziemi wyłazi), i inne takie. No i przynajmniej wiem, że trawa już nieśmiało zaczyna wyściubiać nos z ziemi. Nie wiem, jak długi nos uda jej się zapuścić, bo Kaczka i gęsi też już wiedzą, że rośnie :D

        My również ściskamy, Kachno Wspaniała :-*

    • ng 04/03/2016 at 11:01

      No! Bo się już zaczynałyśmy martwić.

      Ja się też pierwszy raz nieśmiało chciałam na serek zapisać – tylko nie wiem jak.

      • wygnaniec 04/03/2016 at 12:18

        no wlasnie: jak? Jak sie zapisac na serek????
        pozdr

        • kanionek 04/03/2016 at 19:47

          Ng oraz Wygnańcu – to bardzo proste. W najbliższą bezksiężycową noc musicie wyjść z domu dokładnie o północy i kierować się dokładnie na wschód. Idziecie tak długo, aż napotkacie pierwszą brzozę, a wtedy trzy razy zastukacie w jej korę, wypowiadając jednocześnie życzenie (znaczy się – ile sera chcecie), a wtedy lokalny puszczyk przekaże wiadomość ćmie po sąsiedzku, ona poda dalej, aż informacja dotrze do mojego nietoperza w piwnicy. Do piwnicy schodzę co drugi dzień po marchewkę, więc zwłoka nie będzie duża.
          ALBO możecie wysłać maila na adres info@kanionek.pl, choć ta pierwsza opcja jest dalece bardziej emocjonująca.

          Ech, muszę chyba jakiś banerek na stałe zamieścić.

    • Ania W. 11/03/2016 at 17:00

      Panie Kanionek, a temu, pardon my French, wilczemu gównu, to upływ czasu nie przeszkadza? Nie pleśnieje? Czy przypadkiem nie wyschło na koprolit? Zaglądasz czasem do wiaderek :)?

      Tak tylko mnie naszło :)

      • kanionek 12/03/2016 at 21:31

        No czo Ty? Ja się boję do nich zajrzeć! Raczej nie spleśnieje, ani nie wyschnie – stoi w bardzo niskiej temperaturze, zimą to nawet pewnie zamarzło, a wiaderka szczelne. Tak, któregoś dnia się odważę, i to musi być tej wiosny, zanim przyjdą upały :)

  28. Aga 03/03/2016 at 22:58

    Ooo, to ja tez się ustawiam po sery w kolejce!

    • dolmik 04/03/2016 at 13:28

      I ja! Ja też! Po sery w sensie 😊
      A co do spania 20h na dobę…. dokonałam tego. A potem poprawiłam jeszcze kilkoma godzinami. 😠 Obecnie szukam ładowarki do moich wyczerpanych bateryjek. Jakieś pomysły? Padam na ryj ciągle i wciąż…

      • ciociasamozło 04/03/2016 at 15:12

        Od tygodnia szpikuję się wit D3. Chyba jest nieznaczna poprawa, bo wczoraj jak wrócilam z pracy mąż zapytał, czy coś piłam ;) Niespodziewany przypływ energii co prawda zużyłam na zabawę z psem a nie prasowanie/pranie/odkurzanie/odrabianie lekcji, ale zawsze to lepiej niż od wejścia uwalić się na kanapę z okładem z kota.
        No dobra, może to przez późną kawę było a nie D3, ale nie tracę nadziei.

        • kanionek 04/03/2016 at 19:39

          A magnez? Kiedyś kazali się magnezem futrować, jak ktoś ciągle zmęczony i niedobity chodził. Tak się tylko czasem zastanawiam, na ile te syntetyczne specyfiki się wchłaniają w organizmie. Kiedyś chorym wciskano tran, ale ja wiem? Teraz pewnie i ten tran jest już rafinowany ;)

      • kanionek 04/03/2016 at 19:53

        Aga i Dolmik – moja odpowiedź wypadła gdzieś dwa piętra niżej.
        Dolmik – sama nie wiem! Może jest trochę prawdy w tym, co mówią specjaliści od biorytmów i innych terapii naturalnych – że zima i przedwiośnie to powinien być czas odpoczynku? I że to naturalne, że czujemy się bez sił?
        I że trzeba po prostu przeczekać?

    • kanionek 04/03/2016 at 19:19

      Cieszę się! Na razie wszystko działa tak, jak w ub. roku – wysyłacie do mnie pobożne życzenia, a ja piszę co i na kiedy da się zrobić ;)

  29. wersja 04/03/2016 at 13:55

    Kanionek, tak napisałaś o tym spaniu po 20 h na dobę, jakby to coś złego było.

    • kanionek 04/03/2016 at 19:34

      No to już wyjaśniam i prostuję: spanie 20 godzin na dobę jest CUDOWNE! Gdybym mogła, nie robiłabym nic innego.
      Tylko się nie wyrabiam w ciągu pozostałych czterech godzin z robotą, więc rozumiesz. Ale o spaniu złego słowa nie dam powiedzieć!

      • wersja 04/03/2016 at 20:42

        a jak tak, to dobra. bo Spanie mówiło, że mu przykro i coś tam, że się obrazi. ale ja mu wytłumaczę i wszystko będzie dobrze.

        (co dziś wieczorem pijecie? bo ja piwo).

        • paryja 04/03/2016 at 21:15

          Czystą z colą :)
          muszę odreagować po wizycie całkiem nowego (dla mnie)”weteryniorza” :) Weteryniorz baaardzo mi się podoba i chyba już zmieniać nie będę!
          I pytał czy nie chcę więcej kóz bo jakaś pani w okolicy chętnie rozdaje :) a ma ich dużo i nic z nimi nie robi :)
          Jak myślicie chcę ?

          • Monika 04/03/2016 at 22:13

            Czysta z colą? Wino z mężem (własnym i prywatnym) :)). A nie wiedziałaś Paryjo, że od dawna marzyłaś o tych kozach? Dziwne… No a weterynarz – argument nie do odrzucenia. Czysta z Kolą, Weterynarz z Kozami , Paryja z Rozterkami, Kozy z Przyszłością… No dobra, bierz te kozy!

          • kanionek 04/03/2016 at 22:34

            Ja bym się jednak zastanawiała, Paryja…
            Bo wiesz (a jeśli nie wiesz, to ŹLE czytasz tego bloga), że ONE się rozmnażają przez pączkowanie i w tempie astronomicznym :D
            Dziś masz trzy, za rok trzysta… To znaczy – oczywiście, że CHCESZ te kozy, ale czy je brać, to już bym się zastanawiała…

          • zeroerhaplus 04/03/2016 at 22:21

            Mineralną, psia jej mać… ;)

          • paryja 04/03/2016 at 23:10

            No z tymi kozami to rzeczywiście mam rozterkę.
            Rozumek mówi Paryja odpuść, masz już cztery kozy! zaraz się jeszcze oszczeni Borsucz.
            Dziś wybuliłaś wetowi niezłą sumkę a w tygodniu jeszcze wybulisz …
            ALE… (wiecie że to co przed „ale” zwykle jest nieważne? ) Białą kozę bym jeszcze chciała … Mleko byłoby … jakiś serek mógłby dojrzeć(zwykle nie zdąża).. lubisz te stwory…
            mogłabyś zapuścić jeszcze ze dwie ręce żeby móc jednocześnie głaskać wszystkie kozy (przydadzą ci się cztery ręce)
            O wódko z colą oddaj mi rozsądek ;)

        • kanionek 04/03/2016 at 22:38

          Wersja – ja właśnie łyknęłam czystego destylatu z wkurwu.
          Bo znów mi zdechł wiatrak w klaptopie, nie pomogło rozkręcanie, przedmuchiwanie, ani popychanie patyczkiem, i teraz grat mi się grzeje i awaryjnie wyłącza co kwadrans, pół godziny maks.

          (jeśli jeszcze Spanie się na mnie obrazi, to się potnę papierem!)

          • wersja 05/03/2016 at 20:00

            uuuu, to nie dmuchaj na otwarty ogień, bo może być niebezpiecznie.
            co do Spania, spokojna głowa, mam z nim układy, więc Cię wybronię :)

            p.s. ja dziś znowu piwo. :)

        • Ynk 04/03/2016 at 22:38

          Napar z hibiskusa.
          Jak wujenka? ;-)

          • wersja 05/03/2016 at 20:03

            to proponuję, że Ynki Zeroerhaplus wszystkich odwiozą do domu w razie czego. no skoro i tak nie piją … ;)

          • zeroerhaplus 05/03/2016 at 21:11

            Hyhy nie ma problemu :) Wprawdzie ostatni raz prowadziłam jakieś dwadzieścia lat temu, ale nic to! Aha, prawka też nie mam, ale to raczej też nie szkodzi, prawda? ;)

          • kanionek 06/03/2016 at 13:29

            Zeroerha – no pewnie, ze to nic nie szkodzi, skoro my mozemy jezdzic np. bez hamulcow. Ba, mozecie sprobowac nawet bez samochodu!
            (chwilowo nie mapolskich znakow diakrytycznych, albowiem korzystam z urzadzenia zastepczego, podarowanego mi przez siostre na urodziny w ub. roku, gdyz laptop kaputt, musze zamowic chinski odpowiednik wiatraczka, a to urzadzenie fajne jest, ale jakos od wrzesnia „nie mialam czasu” sie nim zajac na powaznie – wiem, jak „zrobic” polskie znaki, ale to nie dziala gdy podlacze normalna klawiature. No niewazne.Dopoki nie wskrzesze laptopa, to i z nowego wpisu nic nie bedzie, bo zdjecia juz na niego zrzucilam).

          • Ynk 06/03/2016 at 10:48

            I ja hyhy. Bo ani prawka, ani nie prowadziłam. W życiu. Dacie wiarę? To by dopiero była jazda! Czysty spontan ;-)

          • kanionek 06/03/2016 at 14:00

            Byloby wesolo, a smiech to zdrowie ;)
            Ze mna z kolei to jest tak, ze mam prawo jazdy dwoch kategorii, jezdzilam roznymi motocyklami i samochodami, szybkimi, wolnymi, prywatnymi i sluzbowymi (w tym takim wielkim, jak dla mnie, pick-upem), a problem mam taki, ze BARDZO LUBIE PROWADZIC, zwlaszcza w dlugich trasach, a jednoczesnie… nie lubie prowadzic :D A moze raczej – nie lubie swojej nerwicy, ktora podsuwa mi obrazki z urywajacymi sie kolami i mna na drzewie, w postaci mielonego.
            Tylko raz w zyciu sie nie balam, ze cos sie rozsypie w samochodzie, gdy jakims slepym przypadkiem dostalam na dluga trase samochod sluzbowy z przebiegiem ledwie kilkudziesieciu tysiecy. Piekny, czarny, z klima i bajerami. No i co? I tak sie balam, ze sie rozbije na drzewie, bo jechalam krajowa siodemka (jeszcze przed remontami), a wiecie, ze to jest dzika trasa, a w tym glupim samochodzie tak leciutko wszystko chodzilo i takie mial skubany przyspieszenie, ze ledwie czlowiek dotknal pedalu gazu a juz mial 160 na budziku, i – co gorsza – wcale tego nie czul, bo w srodku bylo tak cichutko i mieciutko, zadnego wyjacego silnika czy telepiacego sie walu korbowego. Dopiero gdy krowy na przydroznych pastwiskach zamienialy sie w bialo-czarne smugi do czlowieka docieralo, ze cos jest nie tak!

          • ciociasamozło 06/03/2016 at 14:37

            O, z podejściem do prowadzenia mam podobnie jak Ty :)
            Tzn. b. lubię prowadzić a jednocześnie się boję. Wizje co może się urwać/zepsuć/wyskoczyć na drogę, mogą popsuć przyjemność. Do tego nienawidzę jeździć w korkach, zwłaszcza w obcych miejscach gdy nie wiem którego pasa się trzymać, żeby skręcić za 2 km, bo potem się nie wcisnę. Street view moim przyjacielem, bo mogę trasę przejechać wirtualnie. I jeszcze sprawdzić gdzie się da zaparkować :)

        • dolmik 05/03/2016 at 00:36

          Piwo jeżynowe…. Jabłkowe czeka w lodówce i chyba poczeka do jutra. Permamentna senność nie ułatwia picia.
          Ja do Spania nic nie mam, lubię nawet, tylko cholera, czasu mi szkoda… Kawa nie pomaga. Wypijam i idę spać, bo głowa szuka poduszki. Gdzie ta wiosna?! W żadne witaminki nie wierzę, czekam na słońce, opór słońca. I kolory! Kolory wokół. Ta szarość, burość i siwizna ogólna wpędza mnie w deprechę.

          • zeroerhaplus 05/03/2016 at 16:34

            Minie tydzień, dwa i będzie kolorowo. U mnie już krokusy zakwitły :) Chciałam zrobić im fotkę i walnąć na forum, żeby trochę odmiany dla szarości wprowadzić, ale tak wiatr drzewami kołysze, że jednak z chałupy nie wyjdę. Za dużo rzeczy na łeb spada od tego kołysania ;)

          • wersja 05/03/2016 at 20:02

            jeżynowe powiadasz? Próbowałabym.

            z kawą mam to samo. nie przeszkadza mi w niczym. z kolorami i słońcem też mam to samo. czekam.

        • zeroerhaplus 12/03/2016 at 23:20

          Ouzo. I dziś nikogo nie odwiozę.
          Nie dlatego, że nie chcę, ale raczej nikomu nie życzę ;)

  30. pluskat 04/03/2016 at 18:41

    Popieram Ciocie i wit D, bo sama mieszkam na poludniu i mam niedobor, a co dopiero biedny Kanionek w tych ciemnych lasach.

  31. kaczka 06/03/2016 at 02:40

    Musze, kanionek, no po porstu MUSZE, natychmiast przekazac ci informacje, ktora pobralam z niemieckiej publicystyki rolnicznej emitowanej na kanale ZDF. Byl program o hodowli koz. Powiedzieli w nim, uwazaj, ze koze nalezy wypasac posrod krowich plackow, gdyz badania naukowe wykazuja, ze takiej kozy zadne robaki sie nie trzymaja. Ergo, kanionek musicie nabyc sobie krowe lub obstalowac dostawce obornika. (Oczywiscie, z moja znajomoscia niemieckiego moglo chodzic nie o krowe, a o languste, nie dotyczyc koz a poslow z ramienia partii Lepsze Jutro w Heimacie oraz byc reklama telefonii bezkomorkowej. No, ale kto mi udowodni?)

    • kanionek 06/03/2016 at 13:38

      Miejze litosc w sercu, Kaczka. Nie dosc, ze trzymam wilcze gowno w wiaderkach i boje sie go uzyc, to jeszcze krowie placki mam zbierac i podrzucac na lake?!

      Tak sobie tez mysle, juz calkiem serio, czy aby moje tereny wypasowe nie sa wolne od wiekszosci dostepnych w naturze robakow, bo: Ziokolek zostala odrobaczona jeszcze zanim tu przyjechala (dostala zastrzyk od hodowcy w naszej obecnosci), Andrzej, Bozena i Irena tez (z kozami na pace zajechalismy do wetki po stosowne porcje dla wszystkich), a nikt tu nie trzymal zwierzat gospodarskich od co najmniej 20 lat. Sa co prawda jeszcze dzikie zwierzeta, wiec profilaktycznie odrobaczam te moje kozy, ale sama nie wiem, czy jest ku temu potrzeba.

      • kaczka 06/03/2016 at 18:21

        No wlasnie pomyslalam, ze infrastrukture juz masz. Te wiaderka! :-)))

        I tez calkiem serio. Nie wiem. Te dzikie pewnie mnie by niepokoily, ze przerzucaja przez plot bobki z waglikiem!

        Poza tym, pacz, cos zrobila kaczce! Zebym ekscytowala sie programem rolniczym. Po niemiecku!

      • wersja 06/03/2016 at 18:35

        Kanionek, zapomniałam, że nie masz polskich znaków, i się zdziwiłam, czemu chcesz te krowie łajno do jeziora wrzucać (i jeszcze szpanujesz językami obcymi). ale po drugim przeczytaniu zatrybiłam, więc luzik.

  32. teatralna 06/03/2016 at 09:28

    tak tu zamawiać? może w mailu?? gdzie masz maila??

    • Ania W. 06/03/2016 at 12:10

      Wyręczę KAnionka: nfo@kanionek.pl

      Kaczka – wymiotłaś :)!

      • Ania W. 06/03/2016 at 12:11

        No i sama siebie poprawić muszę: info@kanionek.pl, się cholera źle mnie skopiowało :)

        • kanionek 06/03/2016 at 13:46

          Dzieki, Ania W. :)
          Gdyby komus sie kiedys „zapomnialo”, to nie musi szukac po komentarzach – jest na stronie glownej zakladka „kontakt” ;)

          • teatralna 06/03/2016 at 18:13

            oj tam zaraz … się mi niezobaczyło tego kontaktu ;)
            i mnie Kaczka rozniosła ))))

  33. zeroerhaplus 07/03/2016 at 12:08

    Pochwaliłam się krokusami? Owszem.
    Co mam dziś w nagrodę? Kupę śniegu ;)
    Przez całą zimę tyle nie napadało co dziś ;))

  34. Ania W. 07/03/2016 at 14:19

    Ciocia – a ja myślałam, że jestem jedyną osobą na świecie (w sensie: dziwadłem), które sprawdza na google street view, gdzie da się zaparkować :)

    • ciociasamozło 07/03/2016 at 20:50

      Ania, myślę, że jest nas więcej ;)

      • Ania W. 07/03/2016 at 22:36

        No to daje nadzieję :)

    • Kachna 08/03/2016 at 07:16

      Ja też czasami…..

  35. wersja 08/03/2016 at 11:18

    a ja prawie zawsze :) (dodałam prawie, bo komentarz był za krótki)

  36. kanionek 08/03/2016 at 15:52

    Kochane Kozy :-) Dostalam Wasze maile, na ktore postaram sie odpowiedziec jak najszybciej (ale wylewna bede dopiero wtedy, gdy dojdzie wiatraczek i reanimuje laptopa), wpadlam Was tylko zapewnic, ze jestem, zyje, pamietam. Zaraz wracam do widel – dzis sprzatam w tym wiekszym kurniku, a zeby sie do niego dostac musialam wywalic jakis metr szescienny sciolki z koziarni (brzmi niewinnie, ale to sa istne wykopaliska pozimowe), i chyba zle oszacowalam czas operacyjny, a tu jeszczs trzeba napalic i obiad zrobic.
    Zycze Wam wszystkiego najkoziego z okazji Dnia Koziet ;-)

    • Ynk 08/03/2016 at 20:59

      Niezzosopranem koziecym dziekujee: meee ;-)
      Niech Ci widły lekkimi będą, Kozieto Pracująca!

      • kanionek 09/03/2016 at 23:01

        A dziękuję, kochana Ynk, dziękuję :) Wczoraj widły, dzisiaj taczka. Życie na wsi jest takie urozmaicone :D

        Ale co ja dzisiaj znalazłam! Ale nie powiem, tylko napiszę w tym nowym wpisie, którego kawałek mam w zmarłym laptopie, a reszę w głowie.

        Nie ma ktoś może ochoty adoptować Jacka i Placka, to znaczy Kazika i Guzika? Bo cwane dranie podprowadziły Kachnie mleko! Się wyjaśniła zagadka dziwnych cycków :-/

        • pluskat 10/03/2016 at 22:51

          Ale chyba jeszcze troche zostalo? Sprytni chlopcy.

          • kanionek 12/03/2016 at 21:30

            No coś tam niby zostało, ale nie wiem, czy w koziej głowie coś się od tego nie popitoli? Że dzieci jeszcze w brzuchu, a tu mleka ubywa.
            Chłopcy sprytni, a Kachna zbyt potulna.

  37. zeroerhaplus 09/03/2016 at 06:24

    Koziecy niecosopran rozbawił był mię z rana niepomiernie. I wywołał z jamy zapomnienia kał basa i mocz tenora :) Dzięki :)

  38. mitenki 12/03/2016 at 00:18

    Ktoś pytał o Rudego Ryja. Może się nie pokazuje, bo….

    https://www.youtube.com/watch?v=8l48dSNm-2I

    • kanionek 12/03/2016 at 21:33

      No ale jak się karmi młode, to chyba wręcz tym bardziej się poluje, żeby na mleko wystarczyło..?
      Swoją drogą – już chciałam pisać do Ciebie, czy wszystko w porządku, bo tak jakoś zniknęłaś, a teraz już jestem spokojna :)

      • mitenki 12/03/2016 at 22:01

        Ale może poluje w pobliżu ze względu na młode, a Kanionkowo było daleką wyprawą?
        Doła mam Kanionku, głębokiego jak rów mariański. Biorę D3, zaczęłam pracę pierwszego, a dół jak był tak jest.

        Na serki można się jeszcze zapisać?

        • kanionek 13/03/2016 at 10:51

          Zapisuj się :) Najbliższy możliwy termin – za tydzień.
          Nie pękaj, ja też w dole, od dawna zresztą. Prześladują mnie różne natrętne myśli i choć miewam zwyżki nastroju, to ogólne wrażenie jest takie, że może w tym dole powinnam się już rozgościć, rozpakować walizki i obstalować szczoteczkę do zębów. W sumie dużo lepsze rozwiązanie, niż takie ciągłe wychodzenie z doła i w niego wpadanie, bo bez huśtawki emocjonalnej ;)

          • mitenki 13/03/2016 at 16:16

            Na kawę zaprosisz? Z kozim mlekiem?

            To się zapisuję. Napiszę maila.

          • kanionek 13/03/2016 at 17:22

            Nie ma sprawy, tylko weź łopatkę. Do pogłębiania dołka :D
            A tak przy okazji – Poczta oszalała. A raczej zarząd Poczty. Od 1 marca Paczka24 kosztuje 17 zł, ale to jeszcze pikuś! Zwykła, ekonomiczna paczuszka do 1 kg kosztuje teraz 13 zł! A taka do dwóch kilogramów – 15 zł. Za 15 zł mogę wysłać kurierem duzo cięższą paczkę, która szybciej dotrze do adresata. Listonosz się skarży, że znów ludzi pozwalniano i teraz każdy listonosz ma dwa razy więcej roboty. Ciekawe, jak się miewaja pensje i nagrody dla kadry zarządzającej? Nie chcę być posądzona o propagowanie teorii spiskowych, ale może „wykończenie” Poczty Polskiej jest komuś na rękę – można ja będzie kupić za groszki, jako upadającą firmę (bo taki sposób zarządzania pewnie doprowadzi Pocztę do upadku), a kupi ją pewnie Niemiec lub Francuz. Skoro Telekomunikacja Polska nie musi być wcale polska, to czemu by nie Poczta.

          • mitenki 14/03/2016 at 01:25

            Po co łopatka? Jak zsumujemy nasze doły, to może się okazać, że wylądujemy na plaży w Australii.
            Pensje i nagrody dla kadry zarządzającej na pewno mają się świetnie – za udaną reorganizację firmy. Podobnie jak w mojej byłej firmie – po zwolnieniu 10 osób, zwykłych pracowników, z powodu kiepskich wyników finansowych firmy, przyjęto do pracy dwa razy tyle menedżerów. Z pensjami 3 razy takimi jak nasze ofkors. Jak wskaźniki finansowe się nie poprawią, znów się zwolni kilku pracowników, a w ich miejsce przyjmie menedżerów.
            http://paczaizm.pl/nie-lapie-tego-mimo-wszystkich-oszczednosci-na-pracownikach-firma-wydaje-sie-nie-posuwac-do-przodu/

  39. pluskat 12/03/2016 at 11:34

    Nie strasz, bo jej bialko potrzebne.

    • kanionek 12/03/2016 at 21:36

      Pluskat, komu białko i kogo mam nie straszyć?

      • mitenki 12/03/2016 at 22:10

        Ja Ciebie, a białko lisicy.

  40. Monika 12/03/2016 at 18:16

    Oj Koziety, czemu tak mało piszety?
    Kanionek z pewnością szaleje z serami, walczy z upadłym laptokiem, dogląda dobytek. A Wy? Czy któraś już siała, grabiła, kopała? Kolejność dowolna. Wyszłam dziś na ogród, przewietrzyłam szpadel i chyba zawiało mi ucho, bo w ferworze walki czapeczka się obsła fantazyjnie na boczek. Pozdraaaawiam!

    • dolmik 12/03/2016 at 20:16

      Nie piszety, bo zdychaty z braku słońca, ciepła i kolorów 😴 Qrka, zanabyłam dzisiaj tę wit. D3, akt desperacji…. Zobaczymy…
      A póki co kupuję nasionka, donisie torfowe i jest nadzieja, że w tyg.coś posieję na rozsadę.
      Wiooosny…………… please…………
      I wiatraczka do laptoka Kanionkowego……… bo coś o zdjęciach i wpisie wspominała……
      Usycham sobie cichutko w kąciku……

      • kanionek 12/03/2016 at 21:43

        A ja już posiałam seler!
        Ale wiosna faktycznie jakaś ociężała w tym roku – u nas zimno, prawie co noc przymrozek, i tak jakoś…Niby rużawie krzyczą na łące, ale mam wrażenie, że reszta tzw. przyrody stoi w miejscu, zdrętwiała z tego zimna, i też czeka na lepsze dni.

        Sery na bieżące zamówienia już dzisiaj skończyłam, a teraz walczę z materią urządzeń zastępczych i własną pamięcią, bo wiatraczek rzekomo wysłany 8 marca jeszcze nie dotarł i trudno – nie dobiorę się do zasobów laptopa. Coś Wam jednak sklecę, pewnie jutro zamieszczę, bo to już zakrawa na skandal, a poza tym nie wyrabiam z tą niespodzianką, o której muszę Wam powiedzieć (NIE STRUŚ!) ;)

        • ciociasamozło 13/03/2016 at 20:40

          Kanionek, klecisz? Bo się stęskniłam. I skręciłam (z ciekawości).

          Widziałam dzisiaj coś jakby zieloną trawę.
          Z D3 chyba przegięłam bo z zasypiania na stojąco o każdej porze dnia przeszłam w niemożność przespania spokojnie siedmiu godzin. Jednej nocy obudziłam się wkurzona na kolegę z pracy, bo próbował udowodnić mi wyższość kreacjonizmu nad teorią ewolucji (proroczy sen!), innej pokłóciłam się z mężem, że chodzi na zbyt krótkie spacery z psem…

          • kanionek 13/03/2016 at 20:46

            Klecę, Ciociu, tylko bez sprzętu, na którym MAM WSZYSTKO, idzie mi to jak budowanie ciągnika z klocków lego ;)
            Właśnie ładuję materiały na serwer, a to druga para kaloszy – idzie jak krew z nosa.

          • ciociasamozło 13/03/2016 at 21:10

            Dzielnaś :)
            Oby wiatraczek w końcu dotarł.

    • zeroerhaplus 12/03/2016 at 23:19

      A my nie. Zima była za krótka, można powiedzieć, że jej nawet nie było. Odpocząć nie zdążylim (po czym? od czego? to inna sprawa).
      Nie siejemy, nie grabimy, nie mamy ochoty. Poczekamy :)

  41. Monika 12/03/2016 at 20:28

    Dolmiku, Dolmiku, a jak przyjdzie wiosna, to my się usraty. Gleba, nasinka, zieloność tylko czekaty. Rety! to ” -ty”, wchodzi w krew! Kończaty!!!

  42. mitenki 12/03/2016 at 20:28

    Słońca nie ma. bo ktoś zapomniał w tym roku opłacić abonament :(
    Biorę wit. D3 od kilku miesięcy, może jej poziom w moim organizmie wzrósł, ale nastrój nic a nic lepszy.

  43. Monika 12/03/2016 at 20:30

    OOOOO ! „nasinka”? Co poeta miał na myśli? :))))

    • zeroerhaplus 12/03/2016 at 23:17

      No proste, że nasionka ;) Zepsułam zabawę? ;)

      • Monika 12/03/2016 at 23:26

        Poeci, oni mają fantazję!!! Zero Rh + – Wygrałaś neseser!

Dodaj komentarz

Podpis *
Email *
Witryna internetowa