Wigilijne opowieści dziwnej treści, czyli Diabeł na święta

W sobotę rano dzwoni telefon, wyświetlając na ekranie “Żozefin 2015” (bo Żozefin zmienia telefony jak rękawiczki, a wraz z nimi numery kontaktowe).

–  Pani Aniu!

–  Tak, pani Żozefin?

–  Pani Aniu! Czy ma pani coś przeciwko wątrobie?

Spokojnie, myślę sobie, nie należy wpadać w panikę. W tym wypadku, gdy jeszcze nie wiadomo o co dokładnie chodzi i po czyjej warto opowiedzieć się stronie, najlepsza będzie odpowiedź wyważona, w stylu Wałęsy, trochę “za”, a trochę “przeciw”.

–  Zasadniczo to nie,  –  mówię powoli  –  bo jednak czasem się ta wątroba przydaje, ACZKOLWIEK  –  tu robię pełną namysłu pauzę  –  można by się na przykład przyczepić do tego, że skoro już sobie wątroba wypracowała mechanizm autoregeneracji, to mogłaby, prawda, podpowiedzieć innym narządom jak to się robi, i żylibyśmy długo i szczęśliwie.  –  Tu postanawiam zakończyć zdanie i nie brnąć dalej, nim dowiem się, w co tym razem wdepnęłam.

–  ??? (trzy znaki zapytania reprezentują co najmniej trzy sekundy ciszy, jaka zapadła na drugim końcu drutu plecionego z cienkich wiązek eteru i absurdu). Bo pani Aniu! Ja całą noc nie spałam, tak mnie łupie, że już chyba ducha wyzionę!
–  Aaa!  –  oddycham z ulgą, że to jednak prosta sprawa.  –  A to chyba nie będę nic miała, ale oczywiście poszukam.
–  To dobrze! To do zobaczenia, pani Aniu! A tylko trzy jajka z majonezem zjadłam!

No i tak. W mojej podręcznej apteczce można dziś znaleźć: trzy rolki bandaża, opakowanie plastra opatrunkowego, fabrycznie zamknięte igły i strzykawki, Rivanol, Octenisept, gencjanę, nadmanganian potasu (wet zostawił po kastracji koziołków, żeby robić roztwór do chlustania na rany), czopki glicerynowe (tkwią tam od wypadku Atosa), lignokainę (z czasów kolczykowania koziołków), pół kilo wapna i wit. D (od klientki, dla gąski), wit. B complex (nikt tego nie żre, ale ma jeszcze ważność) i – tadam! – nospę (inaczej: preparat o nazwie NO-SPA), której też nikt nie używał, opakowanie pełne, termin ważności: maj 2016.

Wzięłam nospę, na dużej kartce drukowanymi literami napisałam zalecenia odnośnie stosowania (lektura ulotki mogłaby zająć Żozefin zbyt wiele czasu) i ruszyłam, z poczuciem misji wiejskiej znachorki, do pokonanej przez majonez pacjentki.

W kuchni pani Żozefin, gdzie jest zawsze gorąco jak w piekle, na środku stołu królowała ogromna, plastikowa micha pełna śledzi w oleju. Przekazując Żozefin instrukcje pobierania tabletek (teraz pani weźmie dwie i popije szklanką wody, a wieczorem już tylko jedną. Gdyby się pani nie polepszyło, to rano też jeszcze jedną), zezowałam na lekko pożółkłe płaty w misce, zastanawiając się, jak długo już stoją w tym kuchennym upale.

–  A tych śledzików to pani na pewno nie jadła? Może lepiej schowa je pani do lodówki?
– Niee, tylko taki mały kawałeczek spróbowałam, o, jak paznokieć, czy aby nie za słone chciałam sprawdzić.
–  Aha. To może lepiej niech pani ich nie je, a teraz proszę wziąć dwie tabletki i się położyć. Może uda się pani zdrzemnąć i odpocząć, i niech pani do mnie zadzwoni za kilka godzin. Jeśli nadal będzie tak mocno bolało, to pojedziemy do szpitala, dobrze?
–  Dobrze, pani Aniu  –  Żozefin posłusznie łyknęła nospę, popijając wodą.

Wróciłam do domu. Za jakieś dwie godziny warczy na parapecie telefon.
–  Pani Aniu! Pani Aniu! Ja się już bardzo dobrze czuję! Ooo, jak mi ta neospa pomogła! Już zjadłam znowu dwie tabletki, a wieczorem zjem jeszcze jedną!
–  Pani Żozefin… – jęknęłam – wzięła pani KOLEJNE dwie tabletki, po tych, które brała pani przy mnie?
–  Tak! Bardzo dobrze mi pomogła ta neospa, musi mi pani tego kupić w aptece. Ooo, jak się już dobrze czuję, pani Aniu!
–  Pani Żozefin, niech już pani nie bierze dzisiaj więcej tabletek, dobrze?
–  Nie brać?
–  Nie, już pani wzięła wystarczająco dużo.
–  No to już nie wezmę, pani Aniu.

Pewnie i tak wzięła. Dobrze, że odcięłam jej z blistra tylko osiem sztuk, a wziąwszy pod uwagę, iż z jednej pani Żozefin można by ulepić ze dwa Kanionki, mogłam się nie martwić, że ofiara majonezu rozluźni sobie wszystkie mięśnie gładkie na śmierć.

No i tak to. Najpierw minus dziewięć i poranne skuwanie lodu w wannie należącej do Prezes Kaczki, a niecałe dwie doby później – trzynaście na plusie, słońce pogwizduje pod nosem, po koziarni tłucze się motyl, mnie komar użarł wczoraj pod łopatką (a propos łopatki – gówno jeszcze nierozłożone, zupełnie nie rozumiem, co mnie powstrzymuje), a pająk w łazience narobił sobie nadziei na lepsze jutro i uwija się przy budowie imponującej sieci.

pajak zimowy

I jak tu, w takich okolicznościach, pisać świąteczne notki? Z przegapionych przez kurczaki ziarenek owsa wyrosły na podwórku soczyste, młode rośliny, a same kurczaki też jakoś nie zorientowały się, że już koniec grudnia, i znoszą jajka w trybie letnim. Fakt, że tylko stare kury, czyli całe trzy sztuki, bo młode są jeszcze za młode i jedyne, co muszą znosić, to nieudolne zaloty kogucików ze swojego rocznika, ale zawsze. Zielony owies, jajka i kłębiaste owieczki – Wielkanoc, jak w pysk przylutował, i mam ochotę życzyć Państwu smacznego jajka ze śledziem i majonezem, i żebyście zawsze mieli coś przeciwko wątrobie, ale na szczęście mam na te święta asa w rękawie. Którego trzymam już od dawna, jak skąpy Szkot pod podszewką tapczanu (naprawdę nie wiem, co ma tapczan na wierzchu – podszewkę, poszycie, pokrowiec, obicie?), na specjalną okazję, i teraz tak sobie myślę, że okazja nadeszła.

Wiele, wiele milionów lat temu, jakoś mniej więcej wtedy, gdy Ziokołek powiła swe pierwsze koźlątka, Diabeł w buraczkach przysłał mi piękny obrazek pod tytułem “jak widzę Kanionka”. Obrazek dostałam nie tylko w postaci pliku cyfrowego, ale i na żywo, w wielu egzemplarzach, rozmiarach i wersjach, i zrobił mi on coś takiego, że mi się wszystko w środku rozpłynęło (ale nie tak brzydko, jak wnętrzności w zleżałych zwłokach, tylko słodko i przyjemnie, jak w salaterce pełnej lodów bakaliowych i malaga, i cytrynowych i czekoladowych, z orzechami laskowymi i syropem jeżynowym). I Diabeł już wtedy martwił się, że obrazek nieaktualny, bo zwierzaków mi przybywa, no ale z drugiej strony – jak on by je wszystkie miał zmieścić na dachu… A ja Ci mówię, Diabeł, że ten obrazek jest jak wieczne pióro i dobry gust – ponadczasowy. I mam nadzieję, że wszystkim zrobi tak dobrze, jak mi:

jak Diabel widzi Kanionka

Że to nie jest motyw świąteczny? Dla mnie święta to miły nastrój, odczucie wewnętrznego ciepła, złudzenie szczęścia i dobrobytu, choćby tylko na chwilę. Nie ubieram choinki, nie robię dwunastu potraw (dla dwóch osób?), a w Wigilię równie dobrze mogę się wziąć za malowanie łazienki (kupiłam w pewnej upadającej sieci wiaderko farby w kolorze, którego nie chciałam, ale było tak bardzo przecenione, że będę miała łazienkę zielono-zieloną i nie ma o czym gadać), no i oczywiście posiedzę dłużej w koziarni. Może w tym roku zrobimy z małżonkiem takiego bałwana?

balwan cieplarniany

Wychowałam się w religijnej, niezamożnej, ale pełnej ciepła rodzinie. Rodzinie mojej Mamy. I choć odpadłam daleko, jak to jabłko od choinki, i świąt w zasadzie nie obchodzę, one i tak są we mnie, siłą wspomnień z dzieciństwa. Pamiętam stary, solidny stół babciny, na święta przyoblekany w gruby, starannie odprasowany obrus w kolorze ecru. Doskonale symetryczną choinkę o tłustych od ciemnozielonych igieł gałązkach, którą wybierała Ciocia B., inżynier budowy okrętów (“co mi pan tu jakiś wiecheć wciska? Przecież ta choinka jest łysa, o tu! Proszę tamtą, gęstą… O nie, ta też nie, ta ma tutaj krzywo gałązkę”), a która rok w rok ubierana była w te same ozdoby, które znałam na pamięć, i przez to były mi bliskie, nasze, swojskie. Przy stole istny babiniec, na szybach starych, drewnianych okien szron, za oknami śnieg i pierwsza gwiazdka, a dużo później – prezenty. Wtedy tabliczka czekolady była jak dwutygodniowy pobyt w raju i choć nadal od czekolady nie stronię, żadna już tak nie smakuje. Fenomen wspomnień z dzieciństwa. Co dziwne – te wspomnienia się nie zużywają. Po trzydziestu latach nadal mogę tam wrócić, dotknąć porysowanej bombki w kształcie sopla lodu, wejść pod stół i zobaczyć kapcie Babci i wszystkich ciotek. Proste, drewniane krzesła z wytartym, zielonkawym obiciem. Stary, ciężki, ciemnobrązowy kredens i telewizor z wypukłym okiem. Fenomen ludzkich wspomnień – dziś ledwie pamiętam, jak się nazywał mój ostatni zakład pracy, ale zapytajcie mnie Państwo, po której stronie zamykanego na klucz barku stała karafka z wiśniówką, w tym starym, babcinym kredensie…

Życzę Państwu świąt niezapomnianych.
A tym, którzy całkiem i w ogóle nie obchodzą, albo w tym roku nie mogą, żeby popatrzyli na piękny obrazek Diabła w buraczkach i wyciągnęli z niego tyle ciepła, uczucia szczęścia i spokoju, ile się tylko da, a wiem, że da się z niego wyciągnąć wiele. Sama wracam do niego tak często, jak do tamtych świąt.

PS. I jeszcze z cyklu “propozycje kulinarne Kanionka” – świąteczna szynka z kota:

szynka z kota

Po spożyciu przyjąć ze dwadzieścia tabletek neospy i popić majonezem.

477 thoughts on “Wigilijne opowieści dziwnej treści, czyli Diabeł na święta

  1. mitenki 24/12/2015 at 03:32

    Mała coś ta szyneczka, neospa nie będzie potrzebna :D Ja swojej paskudzie futrzastej zagroziłam, że jak będzie rozrabiał, skończy w brytfance, ale niespecjalnie się tym przejął ;)
    Jakoś do mnie nie dociera, że to już wigilia dziś, dla mnie święta bez śniegu nie mają tej magii. Pewnie będzie jak 2-3 lata temu – na Boże Narodzenie wiosenna pogoda, na Wielkanoc śnieg. Może by tak zamienić święta miejscami w kalendarzu? Wtedy wszystko by się zgadzało.
    Diabelskie wyobrażenie Kanionka piękne :)

    Kanionku, ciepłych i spokojnych świąt, żebyś przez najbliższy miesiąc wynudziła się jak mops a najcięższą pracą było przekładanie kartek w książce :*
    Wesołych świąt, drogie Kozy!

    • kanionek 24/12/2015 at 12:06

      Jeśli chodzi o szyneczkę, to na razie były jedynie przymiarki siatki wędzarniczej. Poczekamy, aż szyneczka dojrzeje ;)
      Wesołych, Mitenki :)
      (gadanie do paskudy nic nie daje, musisz go naprawdę wrzucić do tej brytfanki i wstawić do piekarnika, choćby zimnego, żeby paskuda wiedziała, że nie żartujesz. Po tym zabiegu zrobi dla Ciebie wszystko, nawet gazetę z kiosku w zębach przyniesie. A jeśli sztuczka z brytfanką nie pomoże, zawsze możesz użyć zaklęcia: ABRAKADABRA! ;-P)

      • mitenki 24/12/2015 at 13:34

        Kocham Panią, Kanionku :D

        • kanionek 24/12/2015 at 15:37

          Za te wszystkie przepisy na potrawy z kota, zapewne? :D
          Nie ma sprawy – koty to takie moje kuchenne inspiracje. Kot duszony (w dłoniach), kot w betonowej panierce, kot w beczce długo kiszony…
          Z pewnością będzie tego więcej ;)

          • Kenna - Joanna 26/12/2015 at 19:24

            „Z kota to my robimy kisiel i ciastka” – Kabaret „Ani mru mru”. Spokoju i radości również po Świętach Kanionkowi z rodziną i wszystkim Kozom!

          • kanionek 26/12/2015 at 19:46

            Kenna-Joanna, ciastka to jeszcze rozumiem, ale kisiel z kota musi być paskudny.
            Dziękujemy i również pożyczamy – wszystkiego marzonego (nie mylić z marznącym)!

      • mitenki 25/12/2015 at 02:06

        I przyniósł… gazetkę z Biedronki…
        http://www.sklepikarz.com/wp-content/uploads/2015/09/l01-19.jpg
        a ja chciałam „Twój Styl” ;)
        U mnie „abrakadabra” zadziałała jeden dzień i znów to samo… mus poszukać innego zaklęcia.

        • kanionek 25/12/2015 at 14:40

          Tak, no to jest ten problem z kotami – nawet jeśli zrobią to, czego od nich wymagasz, to zrobią to PO SWOJEMU :D

        • mitenki 31/12/2015 at 01:40

          A jednak ABRAKADABRA działa, tylko niezbędny jest wzmacniacz zaklęcia!

  2. mitenki 24/12/2015 at 03:34

    Jak już zrobicie z Małym Żonkiem bałwanka, możecie iść pojeździć na sankach….
    http://img2.demotywatoryfb.pl//uploads/201512/1450204198_jiz9fb_600.jpg

    • kanionek 24/12/2015 at 12:07

      :D
      Powinny wejść do seryjnej produkcji!

  3. pluskat 24/12/2015 at 07:04

    Kanionku, jestes wielki! Obrazek juz na tapecie, bede sie napawac, mam nadzieje, ze Diabel jakos to przezyje.
    Zamiast zyczen wklejam kolede ks. Twardowskiego:

    Pomódlmy się w noc betlejemską,
    W Noc Szczęśliwego Rozwiązania,
    By wszystko się nam rozplątało,
    Węzły, konflikty, powikłania.

    Aby się wszystkie trudne sprawy
    Porozkręcały jak supełki,
    Własne ambicje i urazy
    Zaczęły śmieszyć jak kukiełki.

    • kanionek 24/12/2015 at 12:14

      Dziękuję, Pluskat :)
      Diabeł jest dobrym człowiekiem, i na podstawie wiary w Diabła pozwolę sobie w jej imieniu zezwolić na tapetowanie obrazkiem :)

      • diabel-w-buraczkach 30/12/2015 at 18:14

        Diabeł przezyje, Diabeł niejedno umi przezyc ;))
        A obrazek jest Kanionka, ja ona daje – to ja nie mam nic przeciwko (watrobie).
        :)

  4. cornick 24/12/2015 at 08:08

    Obrazek diabła plus Twój piękny wpis o świętach wzruszyły mnie bardzo, dziękuję i życzę Ci Kanionku (z przyległościami, naturalnie) wszystkiego co dobre, ładne i miłe …i już nic więcej nie napiszę, no może później, najpierw powpatruję się (jest takie słowo?) w ten magiczny obrazek i powrócę myślami do świątecznych wspomnień z dziecińtwa.

    • kanionek 24/12/2015 at 12:19

      Dziękuję, Cornick, wpatruj się i powracaj; dobre wspomnienia są jak akumulator, z którego można czerpać energię, by przetrwać złe dni.
      Oby ich było jak najmniej, a tymczasem – udanych pod każdym względem świąt!

  5. benia 24/12/2015 at 10:31

    Obrazek jak ucieleśnienie eudajmonii
    Zażywaj i rozkoszuj się nią Kanionku do wypęku
    serdeczne, świąteczne uściski i wyrazy dla Ciebie, Małegożonka, cudnego przychówku i wspaniałych „Kóz”
    b.

    • kanionek 24/12/2015 at 12:25

      Eudajmonia jak malowana :) Obrazek ujmuje tę nieuchwytną, trudną do nazwania rzecz – szczęście? Satysfakcję? Spokój i zgodę (na wszystko, co niesie los)? Podejrzewam Diabła o zdolności nie tylko artystyczne, ale i paranormalne. Gdy pierwszy raz zobaczyłam ten obraz, pomyślałam: „omamo… to naprawdę ja”.

      Dziękujemy i odwzajemniamy uściski, Benia :)

  6. Modra 24/12/2015 at 10:59

    Bardzo udany wpis, jak zawsze zresztą u Kanionka :-) Wszystkiego najlepszego Kanionku, żeby szczęśliwe gwiazdy Wam sprzyjały, bo wiesz na Titanicu było mnóstwo bogatych i zdrowych, tylko szczęście nie wszyscy mieli ;-) Oby Twój okręt płynął niepokojony po morzach i oceanach w nadchodzacym roku – że tak w konwencji marynistycznej pozostanę :-)

    • kanionek 24/12/2015 at 12:28

      Czyli jednak hejże glujże :D
      Dziękuję, Modra. Mam nadzieję, że na święta wróciłaś do domu? Życzę Ci nagłej i wspaniałej odmiany losu :-*

      • Modra 24/12/2015 at 12:37

        Nie wróciłam, jestem z dala od domu. Mój żagiel tkwi samotny na bezkresnym oceanie emigracji zarobkowej ;-) Dziękuję za życzenia, skoro pochodzą z miejsca magicznego muszą sie spełnić!

        • kanionek 24/12/2015 at 12:44

          Oczywiście, że muszą. Pogadam jeszcze w tej sprawie z kozą Ireną, która – jak podejrzewam – jest czarownicą.
          Ech, szkoda. Masz tam gdzie kupić choć kilo polskich pierogów?

          • Modra 24/12/2015 at 17:05

            Dzieki Kanionku, mam gdzie kupic, tylko nie ma jak ich zjeść. Klient nie przewiduje :-)

  7. zośka 24/12/2015 at 12:12

    Magiczna wielce ta kartka…. piękna jak kolęda. Stworzyłaś w tej głuszy właśnie takie miejsce i potrafiłaś taki klimat wnieść tutaj. Jesteś kosmitką czy co?”:))))
    Wszystkiego najlepszego droga A. dla Ciebie, Małegożonka i wszystkich których kochasz i którzy Ciebie kochają. Pięknych Świąt dla wszystkich odwiedzających to miejsce:)

    • kanionek 24/12/2015 at 12:34

      Dziękuję, Zośka, i odwzajemniam ciepłe życzenia :) Oby Twoja walka z urzędami zakończyła się dla Ciebie zwycięsko, i mam nadzieję, że jesienią 2016 wpadniesz po dynię!
      (a kosmitką to Diabeł jest. Weźcie sobie wyobraźcie – tak sportretować duszę Kanionka, którego Diabeł nawet na oczy nie widział, ani przez telefon nie słyszał! Jeśli to nie cud, to tylko moc Jedi albo inne znajomości z Yodą)

      • zośka 24/12/2015 at 13:52

        Oj tak, Diabeł nie może być ziemianką, Już od dawna podejrzewałam, że Diabeł jest z alternatywnego kosmosu!

      • ciociasamozło 25/12/2015 at 00:25

        Kanionku, nie umniejszając tajemnych mocy i talentów Diabła, chyba nie doceniasz siły swoich wpisów :)
        Toż Ty dajesz nam swoją duszę na talerzu! Czasem serwujesz słodko-gorzki pucharek nostalgii, czasem pikantny wkurw egzystencjalny czy orzeźwiający sorbet humorystyczny, często wielodaniową kompozycję we wszystkich smakach, ale zawsze jest to ten sam przepyszny Kanionek.
        Lubię Kanionka, mniam :)

        • kanionek 25/12/2015 at 14:45

          Oooo, jak pysznie :D
          Twoje zaś pierniczki, przegryzane do kawy – very VERY :) Żal mi było zjadać wiewiórkę z błękitnym oczkiem, ale po odgryzieniu łba już jakoś poszło.

          • diabel-w-buraczkach 30/12/2015 at 18:16

            o to to, ciocia racje ma. Ty nadajesz – my tylko przetwarzamy :)

  8. Ynk 24/12/2015 at 12:22

    Tak właśnie to widziałam, jak Diabeł namalował :-)
    Ja żyję w ruchu, idąc, jadąc, spotykając, mniej więcej w tym stylu: https://www.youtube.com/watch?v=pnvbwBZBCq4 (z genem samotnika, ale wśród ludzi. I kosmitów)
    Ale każdemu, co mu duszy czy pod splotem słonecznym gra :-)
    Wesołych Świąt, Kanionku! Wesołych Świąt, Kozy!

    • kanionek 24/12/2015 at 12:42

      Wesołych i żeglujże, Ynk :)
      (a ja Tobie trochę zazdroszczę. Też bym czasem chciała, tak „idąc, jadąc, spotykając”, bo wiem, że wiele mnie w życiu omija zachwytów, gdy tak tkwię w jednym świata punkcie, ale po czterdziestu latach życia już rozumiem, że mój system nerwowy jest jak ta sieć pajęcza – skomplikowany i nie brakuje mu połączeń, tylko zbyt delikatny. Widział ktoś podróżującą sieć pajęczą? No właśnie)

      • kanionek 24/12/2015 at 12:52

        O, materiał z linka się załadował. Lubię ten kawałek. Przedziwne, jak w różnych okolicznościach potrafi różnie brzmieć – raz niepokojąco, raz intrygująco, innym razem kojąco, a jeszcze innym – ekscytująco. Może to ten tembr głosu, może jakaś magia. W każdym razie jest to utwór z gatunku „płynących”, jak życie.

      • Ynk 24/12/2015 at 12:53

        No to sobie nawzajem zazdrościmy ;-) Moim marzeniem jest położyć się na zaśnieżonej polanie w lesie, np 31. grudnia o północy, i gapić się w niebo, zamiast chować się przed hukiem petard i oślepiającymi migawami fajerwerków. A podróżowanie tylko wtedy smakuje, kiedy można się zatrzymać i powspominać, wrócić do domu, umościć się w gniazdku. Pajęcze może nie sieci, ale nici podróżują – w porze babiego lata ;-) Na krótkich dystansach: do miasta B., miasta F., miasta E. czy G. I z powrotem ;-)

        • kanionek 24/12/2015 at 13:26

          Dobrze mówisz, Ynk :)

  9. kanionek 24/12/2015 at 12:46

    A ja dostałam od małżonka nowy awatar!
    (tylko nie mówcie, że wygląda jak zdziwiony króliczek)
    Jeszcze wczoraj go nie było, a dzisiaj – niespodzianka :)

    • Kachna 24/12/2015 at 22:46

      Ależ piękny OSIOŁEK!!!!
      :)))
      ……………
      Znów sobie grabię…..
      …………….

      A dziś w nocy na Mazowszu piękne, czyste niebo i księżyc jak wielka świecąca bombka.
      Kanionku na dachu posuńże się – nas więcej jest do posiedzenia na TAKIM dachu.
      MałyŻonku – serdeczności!
      …………………………..

      Uwielbiam potrawy wigilijne…….

      • kanionek 24/12/2015 at 23:19

        Osiołek, faktycznie! Teraz już będę tylko osiołka widziała w tym awatarze :D
        I ten, chciałam napisać, że u mnie też taki sam księżyc, jak u Ciebie, i zaraz sobie przypomniałam jeszcze jeden stały punkt programu pani Żozefin. Dzwoni mianowicie, w jakiejkolwiek sprawie, i zabija mnie informacją w stylu: „Pani Aniu, u nas to dzisiaj padało”, albo „u nas był dzisiaj przymrozek”. Może dodam dla wszelkiej jasności, że nasze domy dzieli dystans jednego kilometra :)
        (ale nie jestem taka świnia i zawsze informuję ją, czy u mnie też padało, albo przymrozek był)

        „Uwielbiam potrawy wigilijne……” – ja uwielbiam potrawy, kropka :D

  10. baba aga 24/12/2015 at 13:11

    Ja tez raczej nie obchodzę, ale cieszmy się, że światłość znowu zwyciężyła, dzień coraz dłuży, a noc krótsza, będą mieli politycy mniej czasu na psucie po nocach ;-)
    Zdrowia i szczęścia dla wszystkich kóz i mieszkańców Kanionkowa!!!!

    • kanionek 24/12/2015 at 13:25

      Co racja, to racja :D
      Pod koniec stycznia zmierzch będzie zapadał już o godzinę później niż teraz, potem jeszcze tylko luty, marzec to już żurawie pełną paszczą… jakoś zleci :)
      Zdrowia, szczęścia, ciepła i radości, Babo Ago :)

  11. Fredzia 24/12/2015 at 14:18

    Kanionku, Kozy, Oboro!
    Spokoju, samych pozytywnych wibracji, życzliwej atmosfery i ciepła. A dziś wieczorem smacznego bez wzdęcia, zadęcia i nospy ;)
    Kanionku, niech Ci Twoje Stado o północy gromkim be- me- miau- czeniem, gęganiem i szczekaniem podziękuje, bo dobry z Ciebie człowiek, a dobroć trzeba doceniać i nagradzać.
    I Małemużonkowi też cześć i chwała, bo w czasach metroseksualnych cipków Prawdziwy Mężczyzna to skarb!
    Alleluja i do przodu!
    Albo jakoś tak ;)

    • kanionek 24/12/2015 at 15:31

      Dziękujemy, Fredziu :)
      (ale wiesz, co mówią o skarbach? Że najlepiej głęboko zakopać :D)
      Niech i Tobie się darzy, w wielkim mieście, w ołpenspejsie, i podczas dalekich podróży. Zawsze do przodu, a jeśli w bok, to tylko dla przyjemności ;)

      • Fredzia 24/12/2015 at 20:11

        Rób z nim, co chcesz, byleby czuł się potrzebny i doceniany :)

        • kanionek 24/12/2015 at 23:02

          Ależ ja zawsze doceniam, tak geniusz jak wszechstronność małżonka. A on, jak na złość, wolałby być trochę mniej potrzebny, niż jest :D
          (małżonku, kozy znów zepsuły uchwyt na miskę…, małżonku, kozy wskakują do żłoba, a ja już wyczerpałam swój iloraz inteligencji…, małżonku, a gdyby tak zrobić więcej światła w koziarni…? Małżonku… A małżonek zezuje w stronę młotosiekiery)

  12. Tymofiejski 24/12/2015 at 15:12

    Diabeł pięknościową kartkę machnął. Kanionku, wszystkiego najlepszego. Dla Małegożonka i zwierzaków także. I dla wszystkich czytaczy i podglądaczy Kanionkowa. Niech nam się darzy. A grzyby pachną obłędnie.😊

    • kanionek 24/12/2015 at 15:33

      Dziękujemy, Tymofiejski, i z wzajemnością oraz smacznego :)

  13. zeroerhaplus 24/12/2015 at 16:33

    Obrazek Diabła to jest dokładnie to :))) Dzięki : )))))

    Tym, którzy mają święta życzę świąt wedle uznania, jakich tam kto sobie sam życzy, a całej reszcie dokładnie tego samego, czego i każdego innego dnia im życzę ;)

    A co do pająka oraz mobilnej pajęczyny, której temat pojawił się wśród komentarzy, to ja owszem i prawie, Kanionku :)
    Otóż kiedyś miałam przyjemność podziwiać pająka tkającego sieć na zegarze, który nie miał ukrytych wskazówek pod żadnym szkiełkiem, a do tego jeszcze biegającą sekundową. Próbował tkać, oczywiście.
    Podziwiałam długo, bo zatkało mi mordę z wrażenia. Czwarty wymiar live, że tak się wyrażę. Nawet film mu nagrałam, temu pająku, żeby nie zapomnieć w oparach Alzheimera o tym wydarzeniu ;)

    PS. Kanionku, masz w pytkę awatarek :))

    • kanionek 24/12/2015 at 17:07

      Dziękuję, Zeroerha :) Awatarek to zasługa małżonka, oczywiście.
      Z tym pająkiem, to gdybym była poetką, powiedziałabym pewnie, że on tkał delikatną i niewidzialną nić czasu, ale że nie jestem, to widzę to tak: on niczego tam nie tkał. Po prostu popychał tę sekundową, żeby reszta wskazówek się też kręciła. Pająki są bardzo obowiązkowe.

      A Wy z czego w tym roku robicie bałwana? Bo można np. takiego: http://www.instructables.com/id/Homemade-Wooden-Log-Snowmen/

      • Iza 25/12/2015 at 12:04

        Jeżeli chodzi o bałwany, to ja nie muszę, a nawet nie powinnam – wszak należałoby unikać proporcji bałwanów do ludziów 2:0 w lokalnej populacji, nieprawdaż? :-)
        Napełniona serniczkiem itp. do wypęku, życzę Kanionkowi i wszystkim Kozom permanentnego Eudajmonu, o! A jeśli on wynika m.in. z zapachu grzybków i pierniczków, to tym lepiej. :-)
        Te kogutki Kanionka to wczoraj usiłowały najwyraźniej ludzki głos trenować, tylko niezupełnie im wychodziło. A może w końcu im wyszło, Kanionku? Bo kozy i łowiecki to ludzkim głosem od dawna umieją gadać, czego dowodzą reportaże z koziarni. Kogutki pewnie poczuły się zobowiązane dorównać poziomem wykształcenia do reszty towarzystwa.

        • kanionek 25/12/2015 at 14:36

          A możliwe, te młode muszą się jeszcze dużo nauczyć, za to stare bractwo jest całkiem wygadane – dawno, dawno temu, relacjonowałam Wam przecież rozmowy ze Związkami Zawodowymi Kurczaków :)

  14. zeroerhaplus 24/12/2015 at 17:42

    Albo o:
    https://www.youtube.com/watch?v=oh_1c4NFnk4
    (tylko nie pokazuj Gamoniowi, bo jeszcze się zaweźmie i z błota ulepi)

    Dzielny Małyżonek, fajnego awatara naskrobał :)

  15. zeroerhaplus 24/12/2015 at 17:42

    Wiem, że to powyżej nierealne, ale jakoś mi tak spasowało :)

  16. kanionek 24/12/2015 at 18:03

    Taak, widzę pewne podobieństwa między Gamoniem a kotem Simona – obaj są tłuści! (i na tym niestety podobieństwa się kończą :D)
    A ten piesek pełen entuzjazmu całkiem jak Laserek :) Z tą może różnicą, że Laserek prędzej komuś zabierze patyczek, niż odda (o, przepraszam, filmik mi się załadował do końca i teraz wszystko się zgadza – patyczki zajumane kotkowi, a bałwan obsikany).

    Niee no, sam nie narysował (małżonek tego awatarka), wygrzebał skądciś. Wczoraj wysłał mi mailem link, w który nakazał kliknąć i „nie pytać i nie marudzić „co to”, no to kliknęłam i mam :)

  17. zeroerhaplus 24/12/2015 at 18:40

    Kliknąć, nie pytać i nie marudzić, fajnie :)

    Cały czas mi chodzi po głowie to Żozefinowe „czy ma pani coś przeciwko wątrobie” i się od środka kulGam ze śmiechu ;)

    Swoją drogą tak szybkiego i spokojnego internetu jak dziś o tej porze nigdy nie uświadczysz. Wszystko hula i aż piszczy na zakrętach ;)
    Zalety świąt ;)

    • kanionek 24/12/2015 at 22:58

      Może u Ciebie hula, Zeroerha. U mnie jak zwykle – powłóczy szpotawą stopą, się o drzewa obijając jak pijany zając. A piszczy to i owszem, mi w mózgu, gdy tak ładuje jedną stronę i ładuje, jak palacz bez rąk węgiel do pieca. Niewidomy palacz. Który nie zauważył, że węgiel mu się skończył. No generalnie mamy podobnie, tylko trochę inaczej :D

  18. Barbarella 24/12/2015 at 21:20

    Melduję posłusznie, że u mnie też pająki siedzą dookoła drzwi i grzeją grzbiety w słońcu (czy pająk ma grzbiet?… hmmm).
    Diabłowe rysowanie jak zwykle przecudne. Ona jakoś tak umie narysować duszę mimochodem, że jak w starym żelazku – nie widać, a jest.
    Szynki kociej nigdy nie próbowałam, ale mam przepis na galaretkę. Z kota.

    • Barbarella 24/12/2015 at 21:25

      Aha, jeszcze chciałam, że jak Żozefin zjada naraz cztery nospy i ma się świetnie, to z jej wątroby można destylować paliwo do rakiet. To zwykły majonez jej nie mógł zaszkodzić, chyba że zakąsiła całą surową cebulą i popiła szklanką oleju. Od śledzi.

      • kanionek 24/12/2015 at 23:13

        No też mi się ten majonez wydał niewinny (zapomniałam napisać, ale kazałam sobie zaprezentować słoik i sprawdziłam skład i datę ważności. Majonez, jak majonez, nawet niespecjalnie tłusty, bo wody miał tyle, co oleju) i raczej stawiam na te śledzie, kiszone w trzydziestu stopniach. Albo może jajek zjadła trzy, a potem zaraz znowu trzy, jak z tą nospą? Z panią Żozefin nigdy nic nie wiadomo.

    • kanionek 24/12/2015 at 23:04

      Jeśli pająki nie mają grzbietu, to na czym krzyżak dźwiga swój krzyż?
      Na galaretkę przepis? Wystraszyć kota tak, żeby zamienił się w roztrzęsioną galaretkę! Zgadłam?

  19. Kachna 24/12/2015 at 22:49

    Śnieg! Śnieg pada!!!!!
    Tu!!!!!

    Kaninek a masz coś przeciwko sercu? ;)

    • kanionek 24/12/2015 at 23:27

      Zasadniczo, to niee… Ale można by się przyczepić o to, że czasem tak łatwo pęka.
      Z drugiej jednak strony – gdy się zrośnie, jest silniejsze.

      Dżingl bels! U mnie pada jedynie srebrzysta księżyca poświata, głównie kogutom na mózg. Pieją od godziny w obu kurnikach :)

    • mitenki 24/12/2015 at 23:46

      Pokaż śnieg Kachna! Zapomniałam już jak wygląda…

      • ciociasamozło 25/12/2015 at 00:10

        Poka, poka, bo u nas też tylko poświata.

        • kanionek 25/12/2015 at 14:51

          Chyba Kachnę zasypało…

          • Kachna 25/12/2015 at 23:28

            O co to to nie – to musiało by być bardzo dużo śniegu.
            Ale – nie róbcie ze mnie głupszej niż jestem (bo to już niemożliwe) ale ja wczoraj o 22.49 TU – czyli u Kanionka widziałam śnieg. Normalnie śnieżynki jak ta lala posuwały przez stroniczkę!!
            naprawdę tylko ja widziałam?
            Kto je wpuścił niech się odezwie, bo wyjdzie, że mam zwidy……

          • mały żonek 26/12/2015 at 01:06

            Ze świętami nie ma żartów. Ja na przykład, tuz po północy, widziałem na biurku takie maluśkie renifery poganiane przez tureckiego handlarza dywanów.

          • Kachna 26/12/2015 at 10:34

            No – i te renifery przez kopny śnieg i zaspy przedzierały się – cnie?

          • kanionek 26/12/2015 at 19:58

            Kurde, teraz widzę wyraźnie, że jednak zbyt mocną Ci zrobiłam tę nalewkę!

          • Kachna 26/12/2015 at 23:27

            No mocna to jest w porównaniu do moich słodkich syropków:)
            Ale mniam:)
            I oczy tylko na samym począteczku wychodzą z oczodołów – potem – suuuper!
            Love!

          • kanionek 26/12/2015 at 23:57

            No to się cieszę, naprawdę. W tym roku wyszła chyba bardziej cytrynowa od samej cytryny, nie żałowałam owoców, miodu, świeżego imbiru, a z mięty, prosto z ogrodu, zrobiłam mocny napar i taki dodałam do pracującej jeszcze nalewki. Twoja zawierała dodatkowo posiekane liście melisy, ale jej delikatny aromat utonął w tej symfonii smaków. Małżonek twierdzi, że ja wszystko robię „stężone”, bo mam kubki smakowe wyżarte przez mocną herbatę. I że wszystko, co gotuję, można z powodzeniem wymieszać z wodą w stosunku 1:1 i mieć dwa razy więcej żarcia o smaku tolerowanym przez przeciętnego człowieka. No więc obawiałam się, czy aby nie za mocna, pod każdym względem, ta nalewka, bo skoro mi smakuje, to normalnego człowieka powinna zabić, przynajmniej wg małżonka :D

          • mitenki 27/12/2015 at 19:22

            Kachna, Mały Żonku – tę samej nalewki próbowaliście? :D

            I gatulejszyn za awatarek – wiadomo dla kogo :)

          • mitenki 27/12/2015 at 19:24

            Najpierw chciałam napisać, że to Kanionek poduchy trzepała, no ale to nie tłumaczy maluśkich reniferów…

          • mały żonek 27/12/2015 at 20:53

            No to nas nakryłaś. To było jakoś tak, że Kachna dzwoni i mówi, że testuje puszki na palność. Ja, że się nie znam, a ona, że coś dziwnego się dzieje. Posiliwszy się Kanionkowym serem ruszyłem więc, a w plecaku był jeno pasztet i gorczyca plugawa, dwie zimy stara. Nie przedłużając, dotarłem (no raczej). Kachna rzecze, że śnieg pada w laboratorium. Będąc wątpliwej wiary odparłem grzecznie niewieście: taa. I wszedłem, to znaczy weszłem…tam. I wtedy zaczął się epizod z reniferami. Później mówiła, że mnie ze trzy godziny nie było, ale sam już nie wiem, czy mnie to dotyczy. Generalnie puszki ma w dechę. Polecam.

            Wszelkie prawa zastrzeżone.

          • kanionek 27/12/2015 at 21:26

            …gdy w tym czasie ja pomagałam leśniczemu wydobyć jego samochód z wilczego dołu, tam tam za świerkami, na lewo od ciarek i jałowców. I gdy już wracałam, na rozstaju dróg, gdzie przydrożny parkomat stał, wypłacający resztę w kopiejkach, zapytałam „dokąd iść”, frasobliwą minę miał, ale na szczęście napatoczyły się dwie animowane sarenki, którym dałam suchego chlebka, a one z wdzięczności pobiegły hen! przed siebie, wskazując mi drogę do domu swoimi błyskającymi w świetle księżyca lusterkami. Telefon w kabinie prysznicowej dzwonił i dzwonił. Odebrałam go z przedszkola, a on mi mówi, że to Kachna dzwoni, bo mój mąż pogania renifery tureckim pożeraczem dywanów, i ona nigdy nie była w takiej sytuacji, więc co robić, droga redakcjo!?

            Ciąg dalszy odstąpił.

          • zeroerhaplus 27/12/2015 at 20:56

            Chyba faktycznie mocne te nalewki ;)

          • Kachna 27/12/2015 at 21:35

            Jezusie! Maryjo! I Ty św. Józefie – wszak dziś św. Rodziny to wzniosę okrzyk pełen!!!!

            To wszystko PRAWDA!
            Ale jednak Indianie porwali mi kaloryfer i latającym dywanem, dawaj pod samiuśką granicę czeską polecieli. Tam zapewne śliwowicę popijali studencka zagryzając, hej kolęda, kolęda już bo takiego wyobraźniowego mózgu to ja nie mam oj nie – przyślę morelki stop i jagódki stop.
            Kachna. Oj dana dana smutna byłam od rana ale już nie jestem bo padłam…..
            Ufff….
            :))))))

          • mitenki 27/12/2015 at 22:39

            Kochani, ja też tak chcę! Podzielcie się tym, cokolwiek to jest!
            :D:D:D:D:D

          • ciociasamozło 27/12/2015 at 23:41

            No to teraz wszystko układa mi się w logiczna całość!
            Indianie najpierw obrobili handlarza dywanów a potem wykorzystali moment nieuwagi Kachny gdy rozmawiała z MałymŻonkiem przez telefon o puszkach. I jak polecieli tym dywanem z kaloryferem to im z niego pociekło (z kaloryfera znaczy a nie dywanu, ale w sumie co za różnica) i z powodu temperatur niskich na wysokościach zrobił się śnieg niespodziewany i Kachnę zaskoczył. Pewnie tego leśniczego też zaskoczył, że wpadł do wilczego dołu. Dobrze, że Kanionek czuwa i zwierzątka dokarmia, tyle, że cóś mi się widzi, że to nie sarenki byli, tylko renifery, którym kłusownicy (gonieni przez leśniczego zapewne) rogi odrąbali. No i te renifery co je Małyżonek widział to nówki sztuki, dlatego jeszcze takie maluśkie. A problemy z zagubionymi godzinami to przez dwuletnią gorczycę. Dobrze, że tylko dwuletnia była, po trzyletniej mógłbyś się MałyŻonku obudzić w zeszły czwartek. I wyobraź to sobie – zeszły czwartek a Ty z przyszłotygodniowym serem w żołądku!

          • kanionek 28/12/2015 at 23:37

            No nareszcie ktoś to wszystko jasno wyłożył, jak ławę na kawę. Przyznam, że sama już się w tej wielowątkowej historii pogubiłam, no ale ja nie mam umysłu ścisłego, tylko ściśnięty. Wodogłowiem.

  20. ciociasamozło 25/12/2015 at 00:09

    Coś czuję, że „masz coś przeciwko…” wejdzie do słownika domowego a i w fabryce pewnie komuś sprzedam (jak ospę).

    Awatarowy „osiołek” jest śliczny. No zobacz Kanionku, możesz mieć osiołka i nie martwić się jego wyżywieniem :)

    Kanionku i Wszystkie Kozy – WESOŁYCH ŚWIĄT! Obchodzone, nieobchodzone, przebiegane, przespane, przeżarte czy przepracowane, jakie tyko chcecie (albo los Wam zesłał), byle wesołe :)

  21. Ola 25/12/2015 at 02:10

    Wszechświat jest wielki, a gdzieś tam jest takie miejsce, miejsce, które znalazło sobie Kanionka…
    Hejże glujże Kanionku :)

    • kanionek 25/12/2015 at 14:39

      Dziękuję, cały czas gluję :)
      Tylko że wczoraj późnym wieczorem przyszedł Święty Mikołaj i zabrał mi cały internet. Może jednak byłam niegrzeczna w tym roku?
      (małżonek twierdzi, że net uje*ało, bo za dużo fotosów z pasterki cisnęło się przez kable, ale ja tam wierzę w karmę)

  22. Ania W. 26/12/2015 at 13:26

    Kanionku, lejdis, dżentelmen, kozy!

    Wszystkiego najlepszego rzutem na taśmę, oby kozy dawały morze mleka, klienci tłukli się w kolejce o sery, wszystkim darzyło się i szczęściło!

    • kanionek 26/12/2015 at 19:57

      Dziękuję, Aniu W., niechaj i Wam się darzy!
      Trzy dni temu zapoczątkowałam kilkutygodniowy plan zasuszania kóz. Jak na razie Irena wybiega przed założenia harmonogramu, i jak tak dalej pójdzie, zasuszy mi się w tydzień. Ziokołek idzie zgodnie z planem, a Bożena jak zwykle w dupie ma moje założenia i produkuje mleko jak nienormalna. Teraz, pod koniec grudnia się obudziła i chce zostać przodowniczką w mleczarni.
      No w każdym razie jeśli klienci chcą się bić o sery, to mogą jeszcze przez parę tygodni, a później kije bejsbolowe do szafy, aż do marca ;)

  23. sunsette 26/12/2015 at 14:07

    A zapytałaś może Żozefin, w którym miejscu ją ta wątroba boli? Bo mam pewne obawy…
    Kanionku i Cała Reszto – zdrowia, zdrowia, siły, zdrowia, no i … hejże, glujże…!

    • kanionek 26/12/2015 at 19:52

      Sunsette – oczywiście. Pokazała prawe podżebrze (to znaczy palcem pokazała, nie żeby odsłoniła połeć), dość wysoko, za wysoko na wyrostek robaczkowy. Zresztą wyrostek chyba nie wydobrzałby po nospie? ALe i tak zapytałam, czy miała usuwany; twierdzi, że nie. Masz jakieś podpowiedzi? Mnie w takim miejscu zwykła kiedyś boleć dwunastnica, ale to była choroba wrzodowa i nospa też na to nie działa.

      Dziękujemy za życzenia, my Tobie również :)

  24. sunsette 26/12/2015 at 17:32

    I jeszcze mam pytanie, czy mój dzisiejszy mail dotarł, bo wysyłałam 2 razy i ciagle mi zwraca…

    • kanionek 26/12/2015 at 19:48

      A zaraz sprawdzę skrzynkę. Dopiero posadziłam tyłek, bo dziś dla jednych był drugi dzień świąt (to nie my), a dla innych dzień wqrwiających niespodzianek (o tak, to my), normalnie jak w programie „Usterka”, i to kilka odcinków jeden po drugim.

    • kanionek 26/12/2015 at 21:02

      Sunsette – ni mo maila. Czyżby kolejny serwer na cenzurowanym? Spróbuj wysłać na kanionek@onet.pl :)

  25. sunsette 27/12/2015 at 13:30

    Wysłałam jeszcze raz na stary adres, nie zwróciło, więc powinien dojść.
    Mam nadzieję, że te niespodzianki już opanowane, napisz w wolnej chwili (cha cha, wiem, wolna chwila;))) co i jak, przynjmniej pokrótce, bo jak znam życie, to zaraz cała koziarnia się zacznie niepokoić.

    • kanionek 27/12/2015 at 16:54

      Teraz doszło, info przyjęte, się będzie robić :)
      Taa, już po niespodziankach (obym w złą godzinę nie wypowiedziała tych słów), a martwić się nie musicie, bo one były natury hydraulicznej, więc najwięcej zmartwień to miał małżonek. Ja tylko za młodego (niekumatego) padawana robiłam. Tyle, że znów nieprzewidziane parę godzin roboty – a to w deszczu na zewnątrz, a to w zimnej piwnicy z niskim stropem, a to pod wanną…
      No nic. Trzymamy się ramy, bo podobno idzie złe od Rosji, a my w tym roku postanowiliśmy przetrwać zimę na resztce węgla, zaoszczędzonej dzięki uprzejmości poprzedniej, łagodnej zimy. Jeśli węgla i drewna nie wystarczy, to na szczęście mamy okłady z gorących piesków, że nie wspomnę o owcach ;)

  26. sunsette 27/12/2015 at 18:27

    O taaaak, żywe okłady najlepsze, aktualnie mam koci;) Ja u siebie palę drewnem (mam piec kozę – nomen omen;)) i też mam nadzieję, że mi wystarczy, to znaczy wystarczy tego najsuchszego na tę zimę, a to nowsze zostanie na następną;) Z hydraulicznych niespodzianek z kolei to ja mam od kilku dni baterię kuchenną na pięść. Nagle zaczyna wyć jak niewiemco i przeciekać, a cichnie po walnięciu mocnym w kurek.
    Ogólnie to niespodziankom raczej mówię NIE.

  27. mitenki 27/12/2015 at 19:06

    Też bym coś zamówiła, bo ja zagłodzona jestem, bidulka, po świętach…

    • kanionek 28/12/2015 at 23:39

      Biduleńko :) To może napisz szybko, czego Ci trzeba, a ja zobaczę, co da się zrobić :)

  28. ciociasamozło 27/12/2015 at 23:51

    Kanionku, MałyŻonku i Kozy Kochane! Ponieważ, bo pewnie bez internetów będę przez tydzień to już teraz życzę Wam Wszystkim dobrze w Nowym Roku!
    Bawcie się przednio (jak ktoś woli to może tylnio), a ja wezmę potem urlop okolicznościowy, żeby nadrobić nieprzeczytane komentarze ;)

    • kanionek 28/12/2015 at 23:43

      Baw się przednio, tylnio, a nawet bocznie, droga Ciociu!
      (tydzień bez internetów! To jakaś kuracja oczyszczająca?)

      • ciociasamozło 03/01/2016 at 19:27

        Raczej przeczyszczająca, po marnej kawie ze stacji benzynowej ;)

  29. Kachna 28/12/2015 at 23:24

    Chciałam złożyć oświadczenie: ja i koleżanka spożyłyśmy cytrynówkę. We dwie. We dwie godziny. Zapijając morelówką. Taki wieczór był.
    Ona – ta cytrynówka GRZEJE.
    Oraz jest przepyszna i ma warstwy smakowe i aromatyczne taakie!!!
    Zagryzałyśmy…..bigosem.
    Czekam na efekty……
    ………………………….
    Scena: my z koleżanką rozebrane że tak powiem do koszulek na ramiączka (albowiem nas GRZEJE), siedzimy i coś bardzo szeroko rozpatrywamy we wsze strony. Wchodzi dziecko 14,5. Ma na sobie bluzę, polar…..pyta o coś ciepłego do picia i patrzy na nas wzrokiem….macha ręką i idzie, bo odzewu nie ma.
    Nie rozumiemy go. W ogóle.
    …………………….
    Kanionek – to najlepsza receptura jaką smakowałam. I ma bukiet. Poproszę o przepis. Choć podejrzewam, że najważniejszy tu był Tajemniczy Składnik…….
    A nawet jestem pewna.
    Mee.

    • kanionek 28/12/2015 at 23:58

      Tak trzymać, Kachna :D
      (przepisu nie ma, bo „na oko” robiłam, więc mogę opisowo bardziej, niż przepisowo coś podpowiedzieć, a tajemniczy składnik i owszem, był, ale nie powiem jaki, bo wyjdę na ckliwą staruszkę i cały misternie pleciony imaż twardej baby z jajami pójdzie mi się grzmocić)

      A! Ty sama robisz morelkową? Bo w Lidlu teraz sprzedają takie tam różne, orzechy kwadratowe i podłużne, no i suszone owoce, no i wzięłam paczuszkę morelek dla koziarni, żeby miały coś słodkiego na święta. Wszystkie żarły jak głupie, tylko Pippi obwąchała i nie chciała, więc sama zjadłam jej przydział, i powiem Ci, że tak udanych morelek to jeszcze nie żarłam! Są mięciutkie, soczyste i jędrne, że aż! A miałam wcześniej nieciekawe doświadczenia z morelkami wysuszonymi na zelówę i jeszcze w jakiejś mące upaćkanymi, więc te z Lidla mnie zaskoczyły ogromem nowych doznań. No i pomyślałam, że może na Twoją nalewkę by się nadawały.

      • Kenna - Joanna 29/12/2015 at 00:08

        Nie wiem, czy pasuje ale do głowy mi przyszedł tylko lubczyk… jako ten tajemniczy składnik. Czy do cytrynówki pasuje to nie wiem, chyba nie bardzo? Ja dodaję do cytrynówki kawę (ziarnistą) – cicho sza! Tylko do wiadomości Kanionka, Kóz i całej Obory!

        • kanionek 29/12/2015 at 17:55

          Hm… Gdyby dodać lubczyk, to mielibyśmy z nalewki afrodyzjak (o ile dobrze pamiętam, co mądrości ludowe mówią o lubczyku).
          A kawę to jak dodajesz – całe ziarno, czy napar?

          • Kenna - Joanna 29/12/2015 at 19:04

            Całe ziarenka, całe! Jak pozbieram się do tak zwanej kupy to wrzucę przepis bo warty zainteresowania i polecenia wszystkim. A co do lubczyku to też polecam:) – do rosołu. Swego Mąża karmię nim od początków znajomości he he. Długo nie wiedział Nieboraczek, co zjada:))

  30. pluskat 28/12/2015 at 23:32

    Tez chce w tych ramiaczkach z kolezanka i zeby mnie grzalo! Kanionek, daj przepis!

    • Kachna 29/12/2015 at 19:08

      Tak w tych ramiączkach wyglądałyśmy bardzo osobliwie. W bardzo cienkich ramiączkach;)
      I opalone na twarzach ze świecącymi jak lampki na choince oczami.
      Pluskat – pamiętaj jak siadasz do cytrynówki z imbirem (lub imbirówki z cytryną) to tylko w bardzo cienkich ramiączkach!
      I koniecznie z koleżanką co najmniej. Sama – nielzja!! Bo tu jeszcze fluidy i inne empatie bardzo są potrzebne.

  31. kanionek 29/12/2015 at 00:05

    Omatko, czuję się zobligowana! :D
    Pluskat, wydobędę z mroków pamięci cały proces tworzenia tego cytrynowego szaleństwa, obiecuję. Tylko już nie dzisiaj. Dzisiaj padam. Prócz zwyczajowej, codziennej roboty, przebrałam jakieś 160 kg warzyw, głównie marchewki, pod kątem zgniłków i spleśniałków, na kolanach, w zimnym garażu, bo trzeba to wszystko było wynieść do piwnicy, gdyż idzie Bardzo Złe, czyli mróz. Zaraz idę zadać podpuszczki do już zaprawionego mleka na fetę, doczekam tylko aż się w piecu resztki drewna dopalą i idę spać :)

    • Kachna 29/12/2015 at 13:08

      Tu przepisy na nic się zdadzą – choć próbujmy.
      Bo ten Tajemny Składnik mówiąc wprost niematerialnym jest. Pewna jestem.

      A grzał nas niewątpliwie imbir. I dawał w nos. I ja do tej pory bardzo nie lubiłam imbiru. A on jest dobry. I poczytałam o nim i od dziś imbir w domu i zagrodzie.
      Dlaczego ja nie lubiłam imbiru????

      • mitenki 29/12/2015 at 13:44

        Kachna – też jestem pewna, że ten Tajemniczy Składnik jest niematerialny.
        I że Kanionek dodaje go bardzo, bardzo hojnie… nie tylko do nalewki :)

        • kanionek 29/12/2015 at 18:17

          Ano :)
          Dzisiaj dodałam wszystkim kritersom, do wody, ziemniaków, sianka i owsa ;)
          Mamy już znowu minus osiedem, a ja, w wyniku nagłego skoku ciśnienia z niskiego do bardzo wysokiego, doznałam lekkiego ataku migreny. Zdążyłam jeszcze wszystkich nakarmić, uzupełnić wodę w poidłach, pozamykać w koziarni i kurnikach, a teraz leżę drętwo i czekam, aż tabletki poluzują mi obręcz na czaszce, albo chociaż wyciągną sztylet z oka.

          • Kenna - Joanna 29/12/2015 at 19:12

            Biedny Kanionku! Znam ten ból, ale do dziś nie wiedziałam, że to sztylet. Ja mam gwóźdź w ciemieniu po lewej stronie, który ktoś wbija młotkiem …

          • Kenna - Joanna 30/12/2015 at 09:23

            Polecam sprawdzony sposób na ból głowy: https://www.youtube.com/watch?v=3JDsFw8-D9o

          • Ajka 30/12/2015 at 11:34

            ja miałam trzydniówkę przed, w trakcie i po wigilii. Ale dałam radę. Polecam Zolmiles, niestety na receptę i wychodzi po ok dychu tabletka – w zależności od apteki, bo kiedyś kupowałam, że wychodziło po 5 zł.

            Nie wiem czy oglądałyście film „Pi” – tam jest świetnie pokazana migrena, wraz z dźwiękiem. Na koniec sobie koleś wierci wiertarką dziurę w głowie – też mam tak czasem ochotę…
            oo nawet znalazłam fragment: https://www.youtube.com/watch?v=UlcjHDDG8dE
            obstawiam, że Aronofsky cierpi na migreny ;)

      • kanionek 29/12/2015 at 18:11

        A wiesz, że ja w sumie za imbirem też nie przepadam? Ale do cytrynówki pasuje znakomicie, no i do niektórych dań po chińsku. Tylko mocny skurczybyk jest i trzeba ostrożnie dawkować :)

  32. bila 29/12/2015 at 09:52

    Ponieważ z powodu Świąt wycięta z życia netowego byłam(gotowanie, sprzątanie, pakowanie itepe) życzę Kanionku i Kozy Netowe noworocznie co następuje: szczęścia, szczęścia w wielopostaciowym objawieniu zwierzątkowo- ludziowym!!!
    Nic nie rozumiem z opisu sarenkowo- leśnego, ale mnie rozbawia za każdym razem, gdy go czytam.
    Ja to mam nudne sny. Dziś mi się, na ten przykład śniło, że moja szefowa zarządziła, że każdego 13-go dnia miesiąca mamy się ważyć i pisać sprawozdania, dlaczego tyle ważymy(no ja- sporo). Żadnych wątków o sarenkach, yyyyy…

    • Kachna 29/12/2015 at 13:06

      O – toż to najkoszmarniejszy koszmar.
      Ty też nie masz normalnych snów!!!! :)
      Jakie to szczęście że ja sama sobie szefem.

      :)

    • kanionek 29/12/2015 at 18:08

      Hej ho i do siego roku, Bila!
      I chyba wolałabym się ważyć i pisać sprawozdania, niż z każdym wyjściem z pokoju meldować szefowej, że idę do toalety. Rąbnięta baba miała zadatki na wielkiego wodza narodu, ciągle patrzyła nam na ręce i deptała po piętach. Nakaz spowiadania się, gdzie się wychodzi, wkurzył mnie już do tego stopnia, że kiedyś w obecności petenta (bo to oczywiście za czasów mojej pracy w urzędzie było) wstałam zza biurka, podeszłam do drzwi i łapiąc za klamkę powiedziałam jasno i wyraźnie: IDĘ SIKU.
      Petent zrobił oczy jak pięć złotych, a durna baba zzieleniała i mało nie pękła, sycząc przez zęby: „dobrze”. Bo mało tego, że trza się było wymeldować z pokoju, to jeszcze trza było czekać na łaskę pańską i słowo lub gest pozwoleństwa.

  33. pluskat 29/12/2015 at 11:23

    Bila, ja ten sen na jawie przerabialam,

  34. Ajka 30/12/2015 at 14:45

    a co tak Paryja zamilkła? cisza od wczoraj od 10.00… urodziło się coś czy nie? :)

    • paryja 30/12/2015 at 18:49

      Nic, chyba że głupie pomysły się liczą ;)

  35. diabel-w-buraczkach 30/12/2015 at 18:36

    Ja swietowalam swieta w ten sposób, iz odgryzalam łby Mikolajom!!! Wiec jak do kogos z was Mikolaj nie trafil, to moja wina, buaahahaha. !!!!! !!!!! !!!!!! Nie, no, spokojnie, Mikolaje byly czekoladowo-mietowe, „after eight”., te bez nadzienia z pasty do zebów, tylko z ciemnej czekolady z aromatem mietowym. Pyyyyycha. Choc mój zoladek jest nieco innego zdania, ale to zawsze byl dzialacz wywrotowy, partyzant i zlosliwy opozycjonista.
    Dla Kanionka z MalymZonkiem oraz cala (nie)rogacizna – samych obfitych dni w 2016 – obfitych w owies, sianko, plony z ogródka, mleko na sery i co tam kto jeszcze sobie zyczy – i zdrowia przede wszystkim, dla wszystkich od najmniejszego kurczaczka do najwiekszego kozla. Niech Obora Osobliwosci pozostanie szczesliwa i radosna!

    • zerojedynkowa 31/12/2015 at 07:58

      I ja się podepnę pod życzenia diabła-w-buraczkach.
      Życzę Wam wszystkiego najlepszego na ten nowy rok. (Ponoć nie pisze się Nowy Rok, bo to tylko 1 stycznia – a ja Wam życzę najlepszego na caluuuuśki rok 2016 :))

      A sobie to bym życzyła odrobiny czasu przy necie w domu, bo dźwięk wszystkich filmików mnie omija. To tak na marginesie.
      Do siego roku Kozy!

  36. mitenki 31/12/2015 at 01:52

    A ja jestem ciekawa Kanionku, co powiedziały kriczersy duże i małe w noc wigilijną? :)

    Diabeł – uwielbiam „After eight”, nawet te pomarańczowe. Mikołajów z tej serii chyba u nas nie ma.

    • Kachna 31/12/2015 at 16:37

      A ja musiałam wyguglać co to kriczersy……..

    • mitenki 31/12/2015 at 21:56

      Nie wiem Kachna, co Ci z tego guglania wyszło, ale chodziło mi o „stworzenia” – jak w tytule książki J. Herriota – „All creatures big and small” :)

      • kanionek 01/01/2016 at 12:56

        Jest też takie angielskie słowo, jak „critter”, w l. mn. „critters”, które ja spolszczam do „kritersów”. W zależności od słownika mamy różne definicje tego słowa – od zwierząt gospodarskich (koń, krowa, muł), po małe, puchate, słodkie, domowe przytulanki (kotek, piesek, świnka morska i inne). Niektórzy tak mówią o swoich dzieciach, zwłaszcza małych szkrabach.

  37. kanionek 31/12/2015 at 15:10

    Kochane Kozy, Wysoka Oboro.
    Niniejszym pragnę wszystkim życzyć, by nowy rok był lepszy od starego, pod każdym względem (prawda, jak krótko i zgrabnie?) :)

    I się przeprasza, że się nie było, ale migrena i inne drobne urazy ciała i ducha podkopały me wątłe morale. Morale powoli się podnosi, otrzepując z kurzu podartą sukienkę, ale jeszcze chwili mu trzeba, by stanęło na prostych nogach.

    Bawcie się szampańsko tej nocy, a moc niech zawsze będzie z Wami. I nami. I w ogóle wszędzie. Amen :-)

    • Kachna 31/12/2015 at 16:40

      No to ja pierwsza:
      I nawzajem Kanionku i Małyżonku!
      Ściskam oraz poklepuję wszystkich i wszystko.

      Oby był lepszy, oby był lepszy, oby był lepszy…………………………………………………………..
      Oby był lepszy, oby był lepszy, oby był lepszy…………………………………………………………..
      Oby był lepszy, oby był lepszy, oby był lepszy…………………………………………………………..
      Oby był lepszy, oby był lepszy, oby był lepszy…………………………………………………………..

      • kanionek 01/01/2016 at 13:07

        Kachna! Dziękuję za paczkę wigilijną :) Skarpety syberyjskie i kubki termiczne rozgrzewają od samego patrzenia na nie, że nie wspomnę o jagódkach i morelkach (przyznaję, że na zawartość słoiczków nie tylko patrzyłam, ale zaatakowałam łyżeczką i och, tak…).
        Myślisz, że mogę się jeszcze z kozami i resztą podzielić tymi opłatkami, czy to już będzie faux pas? Masz wtyki na górze, to może wstaw się za nami ;)

        • Kachna 01/01/2016 at 14:36

          Wszystko możesz i opłatka jest tyle, żeby dla wszystkich było:)
          Obiecuję sie wstawić. Chociaż czy ja mam wtyki?….
          A właśnie że mam!

          Mee

          • kanionek 01/01/2016 at 21:22

            Wtyki, wtyczki, gniazdka, puszki (testowane na palność!)…
            No właśnie – tyle opłatków naraz to jeszcze nie widziałam, pewnie i dla kurczaków wystarczy :)

          • Kachna 02/01/2016 at 07:20

            Na zdrowie i pomyślność! To powinno być na Wigilię……ale mam obsuwy w życiu bieżącym straszne. I strasznie mi z tym źle. Próbuję nadrabiać co się da. Ale w tzw. okawie sie zmieściłam:)

          • kanionek 02/01/2016 at 17:37

            Spokojnie, Kachna. Co się odwlecze, to nie utonie, czy jakoś tak.
            Ja Ci mówię, że w 2016 wszystko Ci się wyprostuje :-*

    • mp 31/12/2015 at 17:10

      Zdrowia i szczęścia Wam wszyskim, a jak tego nie zabraknie, to resztę się jakoś pociągnie :-)

    • mitenki 31/12/2015 at 22:25

      Kachna – piękna tabelka Ci wyszła :D

      Kanionku, MałyŻonku, Szanowne Kozy – nie wymyślę nic ponadto, co zostało już tu napisane – niech ten nowy rok będzie dla nas wszystkich lepszy :)

      • kanionek 01/01/2016 at 13:00

        Ja też mam problem, odwieczny, z wymyślaniem oryginalnych życzeń, a przecież święta i Sylwester są co roku. Zakładam więc wygodnie, że wszyscy mi życzą dobrze, jako i ja wszystkim życzę, i nieważne, czy ktoś napisze „wszystkiego najlepszego”, czy długi poemat, czy w ogóle nic, bo jest nieśmiały albo pomysły mu się skończyły ;)
        No więc oby nam się, drogie Kozy :)

        • mitenki 01/01/2016 at 13:34

          Najśmieszniejsze Kanionku jest, że ja w głowie mam piękne życzenia, poematy, tyle że gdy przyjdzie do przelania ich na papier lub wypowiedzenia, wszystkie pomyślane słowa gdzieś uciekają. Kiedyś tak nie było i mam nadzieję, że nie zawsze będzie…

          • kanionek 01/01/2016 at 21:25

            O, to tak, jak ja. Prozy i poematy, trylogie i epopeje… A gdy siadam, żeby je zapisać, to mi wychodzi: „eee, mili Państwo, no zimno jest jak diabli i łeb mi pęka, kozy już żarły, a ja jeszcze nie” itp. O właśnie, kozy już żarły, a ja jeszcze nie. Dobrze, że łeb mi nie pęka, ale po Solpie to się w sumie nie liczy ;)

        • Buba 01/01/2016 at 15:24

          Ja jestem nieśmiała więc tylko >> Wszystkiego najlepszego<<.
          I drożnych rur kanalizacyjnych.

          • kanionek 01/01/2016 at 21:16

            Buba, dziękuję, i z oczywistą wzajemnością (w kwestii rur również, bo przecież każdy jakieś ma, prawda?) :)

        • Buskowianka 01/01/2016 at 18:24

          O, ja z tych nieśmiałych.

          Ale zaglądam stale i w myślach życzę samych najlepszości. Szczęścia i trochę takiej zwykłej zwykłej pospolitej nudy bez kłopotów.

          Uściski :***

          • kanionek 01/01/2016 at 21:13

            O, Buskowianka, akurat dobrze strzeliłaś – nie pamiętam, kiedy się ostatni raz nudziłam :D
            Uściski i wszystkiego, czego sobie życzysz :-*

  38. zeroerhaplus 31/12/2015 at 17:35

    Amen :))

    PS. Komentarz był za krótki.

  39. Tymofiejski 31/12/2015 at 19:47

    Oby on, ten 2016, był lepszy a my piękniejsze i bogatsze. I zawsze zdrowe. I niech się jednak ociepli, bo marznę. Uściski dla ludziów i zwierzów.

    • kanionek 01/01/2016 at 13:01

      Tak jak mówisz, Tymofiejski :)
      Niech się ociepli, bo kurczakom nogi marzną!

  40. dolmik 01/01/2016 at 14:20

    To i ja się wepnę tutaj z życzeniem dla całej Wielkiej Obory Kanionka: lepszego 2016 niż jego poprzednika!! Oby nam się…

    • kanionek 01/01/2016 at 21:22

      Dziękujemy, Dolmik, i oby się i Tobie :)

  41. Fredzia 01/01/2016 at 14:55

    oby nam się
    oby Wam się
    oby im się

    albo nie
    im nie ;)

    • kanionek 01/01/2016 at 21:20

      Fredzia :)
      Im, tamtym i onym niech będzie aby. Aby-aby, jak żabom u Brzechwy.
      A Tobie oby i jak najbardziej :)

  42. dolmik 01/01/2016 at 16:17

    Fredzia 😜
    Oby im się też… (😄 chichot)
    W miejsce kropek wstawić dowolne życzenie 😄

    A w liczbie poj.?
    Oby mi się
    Oby Ci się
    Oby mu (meeee) się… 😊

    • kanionek 01/01/2016 at 21:14

      Dolmik, jeszcze oby baaa się. Oby Basie dobrze miały się ;)

  43. zeroerhaplus 02/01/2016 at 12:39

    Cześć i czołem w tak zwanym nowym roku. Kanionku, czy dalej Cię łeb nap.., tego, czy dalej masz migrenę? Bo już pora przestać :)

    A tu dobra wiadomość dla MałegoŻonka:
    https://www.facebook.com/wiemwszystko/photos/a.276109305792633.63646.182078528529045/972117272858496/?type=3&theater

    Ludzie, ożyjcie, święta się skończyły!!!!!!

    • kanionek 02/01/2016 at 17:35

      Zeroerha – how? How? U mnie minus trzynaście, w mordę bałwana! I nawet śnieg popadał, taki cienki, bo przy wyżu i takich minusach to nigdy za wiele nie napada, ale wystarczyło, i teraz zalega zdradliwą, cienką warstwą, i pod nią nie widać, gdzie gęsi wodę rozlały i można zająca złapać, albo orła wywinąć. Kilka razy dziennie zapierniczam z wrzątkiem po podwórku, żeby dolać do lodu w miskach, a dziś już musiałam i do koziarni z czajniczkiem zasuwać, bo choć przez kilka dni koziarnia dzielnie trzymała trzy na plusie, to dziś magiczna bariera zera została pokonana.
      Ale łeb ma się lepiej, dziękuję :)

      [czyli 2016 jest rokiem Lucka… Będzie fajnie :)]

      • zeroerhaplus 02/01/2016 at 18:45

        Dżizas, minus trzynaście. Aż mi ciary po kręgosłupie poszły…

        U mnie tymczasem drobne radości noworoczne: miał śnieg padać i nie pada :))

        • kanionek 02/01/2016 at 20:57

          Sama już nie wiem, co wolę – śnieg po pachy, czy te cholerne mrozy. Dzisiaj przegięłam z robotą na zewnątrz – ma dojechać nowe siano, więc znów uprzątnęłam i zamiotłam garaż, żeby zrobić śliczne i czyste miejsce, zrobiłam jakieś dziesięć kursów z sianem i słomą do koziarni i obu kurników, coś tam poukładałam w drewutni, kursowałam z wrzątkiem, doniosłam drewna do kaflaka, zrobiłam kozom bukiet z suszonych ziół do zeżarcia i coś tam, coś tam, no i jak zeszłam z pola bitwy to stopy miałam już sztywne z zimna (trzy pary skarpetek i ocieplane buty małżonka, a i tak dupa zimna), twarz mi dziwnie skwierczała po wejściu do domu i jakoś tak ogólnie mną trzęsło ;)
          Nie palimy w piecu na okrągło, przerwa od momentu samoistnego wygaśnięcia do momentu ponownego rozpalenia i osiągnięcia przez piec temperatury roboczej wynosi jakieś 6 godzin, a ta krótka przerwa wystarczy, żeby w kuchni temperatura z 20 stopni spadła do 16. No więc jest kurde zimno, a węgiel schodzi jak orzeszki w barze piwnym. Ale nie narzekam. Jak sobie teraz przypomnę tę pierwszą zimę, gdy mieliśmy minus trzydzieści, stare i nieszczelne okna, a do rozgrzania chaty tylko piec kaflowy i kupkę drewna, to mi słabo.

          O czym to ja… Aha, no więc jednak po długim namyśle – wolałabym śnieg po pachy i minus dwa, niż dwa milimetry śniegu i minus dwadzieścia :)

          • zeroerhaplus 02/01/2016 at 23:07

            Nooo, znam ten ból z piecem…
            Jeszcze trzy lata temu było u nas to samo, potem trochę pozmienialiśmy układ sił w systemie ogrzewania i podejrzewam, że teraz jest lepiej (troszkę). Ale szczerze mówiąc, nie było jeszcze okazji, by to sprawdzić, bo zimy u nas (odpukać) łagodne od tamtegu czasu (powiedziałam to głośno, więc jutro będzie minus czterdzieści) i jak na razie wszystko w miarę gra.

            Życzę ciepła. Zima zimą, ale nikomu do szczęścia nie potrzebne raczej mniej, niż minus cztery, prawda?

            A decyzja o wymianie okien była genialna (Wasza oczywiście). Ja zrobiłam jedną z większych głupot i namówiłam małżonka na wstawienie używanych, odkupionych od kogoś za bezcen. Powinno mi to dać wtedy do myślenia ;)
            Teraz wisi nad nami wymiana, jak ten miecz niejako…

          • kanionek 02/01/2016 at 23:48

            Och, ja się cieszę, że ta pierwsza zima była taka straszna, bo inaczej też niewykluczone, że zwlekalibyśmy z wymianą, a teraz już nie byłoby za co ich wymienić. I chwała małżonkowi, który poświęcił kilka tygodni, ślęcząc w necie po robocie, na czytanie o wadach i zaletach różnych okiennych rozwiązań, bo to dzięki niemu mamy teraz okna z trzema szybami. jest minimalnie ciemniej w chacie, niż przy klasycznych oknach, ale izolacja termiczna o niebo lepsza. W ogóle dopiero po jakimś czasie się zorientowaliśmy, że my tu mamy jakiś spceyficzny mikroklimat – zawsze mamy zimniej, niż np. w pobliskim miasteczku, wszystko później zakwita i dojrzewa, ale chyba już o tym wspominałam. A jednak w Słupsku chyba zawsze mają gorzej :D
            Szkoda, że nie zdołaliśmy ocieplić podłóg i nadal mamy rozwiązanie rodem z czasów pruskich – goła ziemia, 15 cm wolnej przestrzeni i już deski podłogi. Ciągnie od spodu niemiłosiernie :)

            Mam nadzieję, że jednak nie stuknie Wam minus czterdzieści, bo przy takich temperaturach to i najlepsze okna niewiele dają. I się nie katuj ws. tamtej wymiany na używane, bo ja już dobrze wiem, że łeb masz nie od parady [choć może od parady też, czego nie wiem, boś poskąpiła fotki ;)], a wpadki zdarzają się i geniuszom.

            A mi się trochę humor poprawił, bo małżonek wygrzebał z internetów tego gościa: https://www.youtube.com/watch?v=o8DG01q73Nw
            i zdycham. Nie mogę teraz znaleźć mojego ulubionego występu, ale większość ma dobrych. Jeszcze trochę pooglądam, póki net żyje, na koniec poprawię Seinfeldem (on jest taki słodki) i zasnę bez mrocznych wizji. Może. Zapewne. Najprawdopodobniej.

          • kanionek 03/01/2016 at 00:31

            Minus piętnaście. To się pośmiałam.

          • buskowianka 03/01/2016 at 08:47

            Kanionku, czy pocieszy Cię, że u mnie -20? Może choć odrobinę?

          • kanionek 03/01/2016 at 13:00

            :D
            Pocieszy mnie tylko informacja, że jutro u wszystkich będzie plus dziesięć :D
            (do 10:00 rano trzymało -16, teraz się „ociepliło” i jest -14)

          • zeroerhaplus 03/01/2016 at 10:40

            Kanionku, czy ja Ci się kiedyś już oficjanie przyznawałam do swojej stuprocentowej grupy inwalidzkiej, jeśli chodzi o znajomość angielskiego? Wstyd się przyznać, więc jeszcze pewnie nie.
            Taka ze mnie analfabeta.
            Polskie napisy częściowo rozwiązują problem, ale często jest to rozwiązanie ciężkostrawne.
            No, są jeszcze tacy ludzie na świecie, którzy nie znają podstawowego języka obcego. I ja do nich należę.

            U nas odpowiednikiem Waszej zimy był rok powodziowy. Niekończące się deszcze. Dzięki temu mamy drenaż wokół chałupy i pod nią i czasem myślę, że nad nią też ;) Oraz zabezpieczenia przed wybijaniem źródełek w ścianie piwnicy (co się zdarzało, a aktualnie nie byłoby fajne, bo tam śpimy ;)
            Oraz tysiąc pięćset innych zabezpieczeń przed wtargnięciem wody z zewnątrz. Woda jednak sprytna jest i i tak włazi (np. nieszczelnymi oknami, heh) ale przy tej wilgotności okolicy to i tak jest okej.
            A okna? Teraz wezmę tylko potrójne, nie dam się namówić na nic innego! Niech tylko mamona się uzbiera, to już pędzimy po nowe ;)

            Tej podłogi, to Wam nie zazdroszczę. Mieszkaliśmy parę lat na betonie i teraz doceniam ciepłą podłogę z desek. Różnica kolosalna, ale to oczywiste.

            A teraz idę się martwić dalej – mój kocur kochany strasznie zaniemógł. Eeech.

            Zdrowia. Zdrowia i ciepła wszystkim :)

          • kanionek 03/01/2016 at 13:04

            Przepraszam, ale skupiłam się głównie na tym, że ŚPICIE W PIWNICY. Szacun!
            A jeśli chodzi o te wodotryski ze ścian, to fakt, ja też trochę inaczej rozumiem ideę łóżka wodnego. U nas piwnicę raz na jakiś czas zalewają wody gruntowe (oczywiście był spokój przez cały okres suszy, ale kilka dni temu już trochę wypompowałam z tej piwnicznej studni, bo poziom wody był równy z poziomem podłogi).

            No i czo z tym kotełem?!

          • mitenki 03/01/2016 at 14:54

            To ja Cię nie pocieszę – minus 15, no ale to ok. 18 m nad gruntem :)
            I sąsiadów mam pod podłogą.

          • kanionek 03/01/2016 at 17:17

            Sąsiedzi pod podłogą? To jest myśl… Tysiące myszy pod podłogą to takie prawie ogrzewanie podłogowe, bo one mają futerko i oddają trochę ciepła, co nie?
            Miniona noc miała być niby najzimniejsza, a tu dzisiaj dopiero siedemnasta godzina, a stopni już minus siedemnaście, no kurde!

          • zeroerhaplus 03/01/2016 at 17:17

            Nie widzę powodu do żadnego szacunku – piwnica toć pomieszczenie, jak każde inne. Zwłaszcza, gdy się nie ma sypialni ;)

            A sz kotełem wyjaśni się raczej jutro u doktora.

  44. dolmik 02/01/2016 at 13:03

    Ta est!! Koniec świętowania!!
    Ha! Wczoraj dokończyłam wszystkie napoczęte wina (uch…. ciężko było… :D ) i nieco rozlazłym głosem oznajmiłam wszem i wobec, że to koniec. Witaj trzeźwy świecie!!!
    Witam Kozy po tej stronie świąt :D !

    • kanionek 02/01/2016 at 17:39

      Dolmik – styczeń na trzeźwo? I luty? Bez sensu :)

  45. mitenki 02/01/2016 at 13:17
    • kanionek 02/01/2016 at 17:41

      Piękności!
      [tylko ktoś napisał „heppy”. No trudno. Koźlątko z kokardą ratuje wszystko :)]

    • mitenki 02/01/2016 at 18:49

      A wiesz, że tego nie zauważyłam? Uznałam po prostu, że tam jest „HAPPY…” :D

      Kanionku, dostałaś mojego maila?

      • kanionek 02/01/2016 at 20:43

        O kurczaki, tak, dostałam, miałam odpisać i jakoś zapomniałam. Nie mam zbyt dobrych wieści – kozy zniesmaczone nagłym napadem aury arktycznej zaczęły mocno skąpić na produkcji. Ja już dobrze ponad tydzień temu rozpoczęłam procedurę zasuszania, z myślą, że to potrwa kilka tygodni (bo się powinno kozy zasuszyć minimum 2 miesiące przed wykotami), a one tak pięknie podchwyciły tę moją myśl, że obecnie doję już tylko co drugi dzień. Bożena z początku była oporna i wciąż przychodziła na dojalnicę z pełnymi cysternami, ale i ona zmiękła pod wpływem silnych mrozów i teraz daje już tylko litr mleka per dojenie. Z drugiej strony – mam Krówko i Pippi w pełnej laktacji, choć ich jeszcze nie doję. Wyglądają świetnie i gdyby nie pędraki przy cycku nie zorientowałabym się, że w ogóle rodziły, więc może za jakieś dwa tygodnie sprawdzę, co mają mi do zaoferowania. Jeśli jednak silne mrozy się utrzymają, to nie będę ich doić, bo pełne cycki to dodatkowy wydatek energetyczny (to mleko koza musi nieustannie ogrzewać) i większe ryzyko odmrożeń. No więc wszystko zależy od pogody, moja droga :)

  46. Iwona 02/01/2016 at 16:52

    Wszystkim życzę dobrego roku! Niech Wam zdrowie dopisuje i szczęście.

    • kanionek 02/01/2016 at 17:42

      Najlepszego, Iwona :)
      Ze zdrowiem i szczęściem to już można zrobić wszystko, nawet pieniądze ;)

  47. agiag 03/01/2016 at 14:39

    Dużo dobrych dni w 2016. dla całej kanionkowej obory z przyległościami!
    A pod hasło „dobry” proszę uprzejmie sobie wstawić co tam komu pasuje:)

    • kanionek 03/01/2016 at 17:14

      I Tobie również i jak najbardziej, Agiag :)
      Ja sobie życzę, żeby mnie nic nie bolało. Jak mnie nie boli, to mogę zapie*dalać, a jak boli, to mi psycha siada.

  48. baba aga 03/01/2016 at 15:24

    Kozy! Żebyśmy były zdrowe, szczęśliwe i bogate!!! Najlepiej już zawsze. Kanionku! Jestem, czytam i wciąż podziwiam, tylko tak trochę z kąta. Trochę długo już niedomagam, więc mi też morale siada, ale efekt uboczny jest fajny bo mi wszyscy współczują i znoszą dobre książki bo wiedzą, że to mnie na pewno ucieszy, więc mam spory zapas. Jeśli ktoś ma czas to polecam bardzo „Szczygła” Donny Tartt, ale trzeba mieć czas bo wciąga a to jednak ponad 800stron. Nad morzem też mrozy, dzisiaj rano zastałam w pracy sople w łazience i +1,5 stopnia w sklepie. Ściskam gorąco! Kachna jak ja Ci zazdroszczę tych nalewek, w sensie możności picia eh

    • kanionek 03/01/2016 at 17:26

      Ooo, bidulko!
      Oby Ci się polepszyło, szybko i na zawsze, tak jak mówisz :)
      W koziarni już minus cztery, co i tak jest spektakularnym wynikiem, zważywszy na te minus siedemnaście na zewnątrz, za to w warsztacie, gdzie stoi dojalnica, mam minus osiem i tłumaczę Bożenie, że obie marzniemy podczas tego dojenia, a ta jakby głucha już całkiem była i ciągle mi ten litr mleka przynosi, a latem skąpiła, głupia koza. Ona ma w tych baniakach (na oko) półtora litra, ale specjalnie nie zdajam wszystkiego, żeby do móżdżku Bożeny dotarło, że zapotrzebowanie spadło i czas się wycofać z kontraktu. Ziokołek współpracuje z moim harmonogramem, a nawet go wyprzedza – nie doiłam jej już dwa dni, a dzisiaj po oględzinach cycków stwierdziłam, że mleka jest w nich może z pół litra, i też dałam jej spokój. Irena stoi okrakiem na rozdrożu i nie może się zdecydować, więc w jednym cycku mleka nie ma, a w drugim pół litra. No i tak to jest z kozami – każda inna.

      O, a tak a propos Kóz, co znikają. Gdzie jest Nikt Wazny? Hop hoop!

      • zośka 03/01/2016 at 19:34

        Najlepszego dla całej Obory oraz Matki Założycielki, chłe chłe. Oraz Ojca Założyciela czyli Małegożonka. Niech się darzy w zdrowiu, szczęściu cały 2016 rok! No to siup.
        Mróz jak cholera, a tu ten……mam problem. Chyba tym razem zapodam szpital do sądu, bo przy okazji operacji, co ją miałam pod narkozą ponad rok temu, wycieli mi jakiś ważny ośrodek w mózgu, odpowiedzialny za degustację napojów wyskokowych. Od operacji odrzuca mnie od procentów na tyle skutecznie, że nawet porto mi nie idzie, a trzeba Wam wiedzieć, że lubiłam porto bardzo. No i co, pozostało mi zazdraszczać jak Szanowna Obora grzeje się na różne sposoby naleweczkami, a ja siorbię suchą hirbatę z cytrynom, która to gówno daje i mam gila oraz wkurwa. I tak, o.

        • mitenki 03/01/2016 at 19:39

          Najlepszego i dla Ciebie Zośka :)
          A do tej suchej herbaty to może dolej gorącej wody choć trochę? ;)

          • zośka 03/01/2016 at 20:18

            I nawzajemnie, mitenki:))
            Suchą hirbatę w sensie, że bez należytego wzmocnienia kiolonkiem z procentami!

          • kanionek 03/01/2016 at 21:06

            Bieeedna Zooośkaaa!
            No, to pożałowalim i wystarczy. Mnie nic nie wycięli jeszcze, a naleweczki i tak mi nie wchodzą, bo mnie po nich (i po inszych też, typu wino czy inny czort) rypie wy łbie iże zdechnąć idzie. Jezusicku, co jo godom, po jakiemu, to przez Ciocię Samozło wszytko mie sie we łbie pooscypkowało!

          • kanionek 03/01/2016 at 21:18

            Mitenki, ja Ci odpiszę, obiecuję. I coś dla Ciebie uwarzę na pewno, tylko we wcześniejszym terminie :)

          • mitenki 03/01/2016 at 22:49

            To dla kogo robisz te nalewki z Tajemniczymi Składnikami Kanionku?
            Jak się uda coś zrobić, będę happy, jeśli nie – poczekam na następny sezon serkowy :*
            Apropos alko, zauważyłam, że wino i piwo mogę (nie wiem, co na to moja wątroba, ale głowa mnie nie boli), natomiast po czymś mocniejszym od razu zaczyna mi pulsować w głowie.
            Wyjątek – koniak, ale takie cymesy to tylko w gościach.

            Kanionku, nie uwierzysz – odkryłam angielskie korzenie pani Żozefin! :D

          • kanionek 03/01/2016 at 23:38

            No niby teoretycznie dla siebie i rodziny, po czym jedna dziesiąta jest dla mnie, a reszta jakoś tak… A to z Mamą wyjedzie, a to wyślę komuś ;)
            Nie zmarnują się. Podobno im starsze, tym lepsze, więc spokojnie zaczekam na ten moment w życiu, gdy albo już będę mogła je wypić, albo będzie mi wszystko jedno ;)

            Jak to – angielskie korzenie?! Mów natychmiast.

          • mitenki 03/01/2016 at 23:54

            Mówię, znaczy piszę…

            „—Chciałbym, Ŝeby przyjechał pan jak najszybciej do cielaka z semoliną.
            —Słucham?
            —Mam cielaka z semoliną.
            —Z semoliną?
            —Tak, właśnie. Niedawno mówił o tym rano facet w radio.
            —Aha! No tak, rozumiem.
            Ja teŜ słuchałem tej audycji o zakaŜeniach salmonellą u cieląt.
            —Dlaczego sądzi pan, Ŝe to taki przypadek?
            —No, wszystko jest dokładnie tak, jak powiedział ten facet. Cielę krwawi z odpyta.
            —Z od..? Tak, tak, oczywiście. Powinienem je obejrzeć. Zaraz przyjadę.
            Cielę rzeczywiście było bardzo chore i krwawiło z odbytu, jednak nie wyglądało mi to na salmonellozę.”

            No zaprzecz, że oni nie są spokrewnieni :D

          • mitenki 04/01/2016 at 00:00

            Autor ofkors – James Herriot.
            Sorry za brak literki, w pdfie było dobrze :)

          • zeroerhaplus 04/01/2016 at 10:59

            Tak mi się jakoś te korzenie skojarzyły…
            http://paczaizm.pl/polskie-korzenie-stevena-spielberga-wilq/

            Z wiekiem coraz więcej się z czymś kojarzy. Przechlapane…

          • ciociasamozło 04/01/2016 at 13:04

            Zeroerha, ja z samymi facetami pracuję. Ty wiesz jak mnie się już wszystko kojarzy?!

          • zeroerhaplus 04/01/2016 at 13:31

            Buaaaaa….
            Ale masz przynajmniej, śmiem przypuścić, zdrową atmosferę w robocie? ;)

          • ciociasamozło 04/01/2016 at 16:10

            O tak! Zdrowa, przaśna atmosferka :) Tylko trzeba pod nogi patrzeć bo dowcipy nisko latają ;)

  49. Iza 03/01/2016 at 18:01

    Witooojcie w tym nowym roczku, Oboro droga!
    Ja też z tych nieśmiałych, więc Wam tylko mnóstwo szczęścia życzę (a propos Titanica), a wtedy resztę już załatwicie same. :-***
    W temacie temperatur, to widzę „tylko” jakieś -7, ale ja zaczynam żyć powyżej +20, więc ten-tego-no… :( Na szczęście zapas substancji rozgrzewających zacny – chwilowo rum z miodem okupuje podium. Istnienia wartości typu -20 zwyczajnie nie przyjmuję do wiadomości, i już!

    • kanionek 03/01/2016 at 21:16

      Szczęścia i Tobie, Izo droga :)
      A u mnie się właśnie ociepliło, że ho ho! Już tylko minus piętnaście i pół! Zaraz będę okna otwierać.
      (aaa, bo chyba Wam nie pisałam, jak to nam Cebulacki przysięgał, że ten jeden piec kaflowy „daje ciepła, że aż za gorąco, ja to czasem musiałem w zimie okna otwierać!”)

      • Iza 03/01/2016 at 21:26

        Mój mąż swego czasu często jeździł był na delegacje do Szwecji. Zdarzało się, że wspólnie z niejakim Miśkiem, co w zimie stanowiło… atrakcję? Albowiem Misiek miał zwyczaj siedzieć w biurze i klepać w klawiaturę tuż przy szeroko otwartym oknie przy -20 / -25, a na nieśmiałe próby indagacji „w temacie” odpowiadał „No cooo, RZEŚKO jest!”

        • kanionek 03/01/2016 at 23:50

          No nie, no tak, jest rześko, zgadza się. Przez pierwsze pół minuty. Potem już tylko nagła śmierć.
          Ja tak raz jechałam z szefem tłumaczyć jakieś spotkanie. Dość długa droga, prawie dwie godziny, a szef dostał właśnie nowy samochód z klimą. Upał na zewnątrz, że zdechnąć szło, więc włączył tę klimę i na eleganckim, elektronicznym wyświetlaczu zamrugało do mnie złowrogo: 14 stopni!
          Pytam go, czy na głowę aby nie upadł w dzieciństwie, a on, że no co? Przyjemny chłodek! Świeczki mi w oczach stały całą drogę, a jak wysiadłam na zewnątrz i mi przywaliło prosto w twarz tymi trzydziestoma na plusie, to już widziałam słynne światło i głosy mnie wzywały. A na drugi dzień nie mogłam mówić. A on, skurczybyk, lekką chrypkę tylko miał i nadal cały zadowolony!
          Z takimi miśkami to się lepiej nie zadawać – wykończą porządnego człowieka na śmierć.

          • Iza 04/01/2016 at 11:35

            Nie no, Misiek tylko własną kanciapę tak zaciekle wietrzył – Szwedzi na szczęście nie mieli miłości do open-planu. Za to kontakt z Miśkiem w dowolnej sprawie oznaczał konieczność wejścia do tej jego lodowni, bo Ethernet go dekoncentrował, więc go wyłączał i cześć. Aha, Misiek siedział za biurkiem w kurtce i mitenkach na łapach, czyli jednak nie był spokrewniony z niedźwiedziem polarnym. Dodając do tego jego nocne chrapanie takie, że mury kwatery służbowej drżały (mężowi czasem śnił się ryk atakującego tygrysa, a czasem startujący odrzutowiec…), facet prawdopodobnie był po prostu ofiarą POChP… ale atrakcji dostarczał niezłych.

          • mitenki 04/01/2016 at 12:43

            Protestuję! Nie siedziałam na łapkach żadnego Miśka!

          • Iza 04/01/2016 at 16:16

            Hihi, tak czułam, że zaprotestujesz…!!!

  50. ciociasamozło 03/01/2016 at 19:25

    Hello, hello, Kózki moje kochane!
    „Winszujym Wóm szczynścio zdrowio na tyn Nowy Rok
    Aji na delszi czasy.
    Żebyście byli weseli jako w niebie anieli cały rok.
    Ale nie jyny na Nowy Rok, ale na delsze czasy.
    Żeby sie Wóm chowały cieliczki jak w lesie jedliczki,
    Byczki jak w lesie buczki,
    Owieczki jak w lesie mróweczki.
    Żeby Wóm w studni nie zabrakło wody.
    Żeby Wóm krety nie robiły szkody.
    Żebyście mieli pełno zboża w stodole,
    A piniyndzy w komorze.
    Aby sie Wóm dziywki pozwydowały,
    A pachołcy pożynili, a mnie małego winszowniczka na wiesieli zaprosili,
    To Bóg dej”
    Mniej więcej takie życzenia usłyszałam od kolędników w Wiśle i przekazuję dalej z adnotacją „podkreślić właściwe” :)

    Wracam z wojaży, odpalam Kanionka a tu okazuje się, że mróz, migreny i inne nieprzychylne okoliczności przyrody uniemożliwiły Wam wyprodukowanie przez ostatni tydzień ..set komentarzy. No zawiedziona jestem… ;)

    • kanionek 03/01/2016 at 21:13

      Dzienkujemy, że łoj!
      No ja też zawiedziona, bo pisać mi się nie chce i myślałam, że Kozy rzucą jakiś wrażliwy jak bolący ząb temat i się tak zapamiętają w dyskusji, że o mnie chwilowo zapomną, a tu o. Idą te komcie jak krew z nosa. U Paryi śrut nocnej ciszy, czyli nic się nie wykociło, więc i tematu zastępczego nie ma. Zaraz idę do koziarni z ostatnią zmianą ciepłej wody (to znaczy dolewam im ciepłej do zimnej, żeby nie zamarzało), bo na ten mróz wszyscy wodę piją jak nienormalni. Tylko ja oczywiście znów zapomniałam, że miałam pić, i na dwóch kawach się opędzam.

      „Pełno zboża w stodole”… Właśnie do mnie dotarło, że na następną zimę będę potrzebowała co najmniej dwóch i pół tony owsa. Japierdziunię. Cotobędzie. I znowu w te worki pakować… Eee, pomyślę o tym w lipcu.

      • ciociasamozło 05/01/2016 at 13:47

        Na 2,5 tony to już jakiś mały silosik chyba?

        Pij, Kanionek, pij bo się zmumifikujesz!

        • kanionek 05/01/2016 at 18:50

          Mumifikacja konserwuje i człowiek świetnie po niej wygląda, przez całe tysiąclecia :)
          No zrobiłam sobie dwie herbaty, do których otworzyłam ostatnią, ocalałą z rozdawnictwa butelczynę syropu z kwiatów bzu czarnego. Jak ten syrop pięknie pachnie :)

          2,5 tony jeszcze wejdą do Różowego Pokoju, ale to pakowanie w worki i targanie do środka mnie przeraża. Małżonek drugi raz się nie da w to wkręcić. Muszę coś wymyślić.

          • ciociasamozło 05/01/2016 at 19:37

            Może i konserwuje, ale człowiek jakiś taki napięty ;)
            Dla zdrowia i młodości lepszy chłód (patrz hrabina Zajączkowa) a tego masz aż nadto.

            Może jakąś skrzynię w różowym zamontować, rynnę przez okno i prosto z przyczepy sypać?

  51. Kachna 04/01/2016 at 09:00

    Taka sytuacja: wracamy po 1 w nocy z kina z najnowszych Gwiezdnych wojen (ja i synowie moi – bo ich zaraziłam jako wielka fanka od lat…). Odalarmowuję wóz marki na F nazwisko Mondeo i mówię tak żartobliwie: no to wsiadamy na pokład naszego Sokoła Milenium!
    A 14,5 na to mruczy – „chyba kaczki milenium….”.
    …………….
    Twój Kanionku Gwiazdolot to ma imię jak w sam raz na takie okoliczności:)

    A tak w ogóle, ciekawam czy wszystkie dzieci około 14 roku życia też nie mówią czy opowiadają tylko MRUCZĄ. A raczej mrukliwie odburkują….
    I podobno „to nic osobistego mamo MY w tym wieku tak mamy”.
    No nie wiem.
    Rano było -17.
    Apetyt dzieci mówi wiele o temperaturze. Przebojem jest usmażona na skwarek kiełbasa swojska. W ilościach hurtowych. I…..lody:)

    • kanionek 04/01/2016 at 13:29

      O tak, Gwiazdolot ma imię w sam raz. W sam raz, żeby go w kosmos wystrzelić. Od trzech i pół godziny próbujemy go uruchomić. Akumulator stał w domu i był naładowany, ale wystarczył tylko na trzy próby rozruchu. Rozrusznik kręci, jako tako, ale z zapłonu nici. Albo padła kolejna świeca żarowa, albo na stacji benzynowej mieli wciąż letnie paliwo i wytrąciła się w pompie parafina, albo jakiś inny wuj. Na pokrywie silnika termofor i dwie poduszki, trzy podładowania akumulatora, nogi przemarznięte, chyba dziś nigdzie nie pojedziemy. Ani jutro. Ani kurwa do końca tych mrozów. Żozefin czeka w blokach startowych, bo miała z nami jechać po swoją rentę i zakupy zrobić, ale chyba już jej powiem, żeby zdjęła buty.

      Sunsette, jeśli do środy nie uda nam się wyjechać z lasu, to już Ci nie wyślę tej paczki :-/

      PS. Kachna, ja też jazdę na lody mam właśnie zimą, a teraz narobiłaś mi ochoty na smażoną kiełbasę.

    • baba aga 06/01/2016 at 14:07

      O Kachna ja też mam taki pojazd na F ale mondeo to nie nazwisko a przydomek bo to podobno oznacza obieżyświat, mój egzamplarz przejechał z moim osobistym narzeczonym całą Europę i to nie raz, w Norwegii jeździł zimą po górach przy -30, w Irlandii zdarzyło mu się skasować latarnie, na liczniku ponad 400tys km i jest niezawodny. Pozdrów swojego od kumpla znad morza :-)
      Co do dzieci w TYM wieku to mój syn też tak miał, za to córeczka odwrotnie, głośno, wyraźnie i często poparte trzaskaniem drzwiami ( niszczysz moje życie towarzyskie!!! Lat 13 miala wtedy). Synek mial ok 15 jak pierwszy i ostatni raz dostał strzała bez łeb, właśnie za mruknięcie, nie wiem kto był w większym szoku. Ale na wszelki wypadek wydaj ostrzeżenie młodzieży , że oni mruczą ale nam czasem nerwy puszczają.

  52. RozWieLidka 04/01/2016 at 12:56

    Witam Oborę w nowym roku.
    U mnie aby -9 i letko śniegiem przysypało, ale wystarczająco żeby przykryć trawniki, skutkiem czego Klucha biega za mną z niemym wyrzutem w oku, że ” dzie ta trawa ? Ja kce sałatke na tentychmiast! ” Toteż zapytuję szanowne gremium: Jak żyć? Bo nie wyrzut sumienia względem prosiaka zabija🐷🐖

    • diabel-w-buraczkach 04/01/2016 at 14:52

      Jak ja Kluche rozumiem! Tez wole trawe niz snieg, najlepiej taka, na która swieci cieple slonce… No ale przyjdzie jeszcze troche poczekac. A dla Kluchy na razie moze glówke salaty? Ogóreczka?

  53. RozWieLidka 04/01/2016 at 14:57

    Sałata, miasta, ogōreczek , owszem. Ale GDZIE JEST TRAWKA????? !

    • Tymofiejski 04/01/2016 at 18:14

      Z TRAWKĄ no nawet zimę da się wytrzymać.

    • RozWieLidka 06/01/2016 at 10:48

      Tera tak parzam co ja napisała? Jakie „miasta”? Kapusta mała być! Łomatko z zielska gromadką, ją mawia Kanionek

  54. mitenki 04/01/2016 at 19:02

    Tymofiejski… you are made my day! :D:D:D

  55. kanionek 04/01/2016 at 21:14

    A wiecie, że nigdy nie paliłam trawki? Chyba zmarnowałam sobie życie.

    A teraz ciąg dalszy, choć krótki, wydarzeń. Po pięciu godzinach zmagań z zimną i martwą materią udało nam się ruszyć Gwiazdolota. Zabraliśmy panią Żozefin.
    W B., zaraz na wjeździe, tuż przed pierwszym rondem, skończyły nam się hamulce. Szczęściem wesołego nędzarza znów udało nam się w nic (ani nikogo) nie przywalić, głównie dlatego, że w B. nie jeździ się szybciej, niż 30 km/h. Stanęliśmy w bocznej uliczce, niepocieszona Żozefin musiała poczłapać do swojego punktu poboru renty na piechotę, a ja na pocztę, z paczką pełną sera w objęciach. Paczkę nadałam i wróciłam do samochodu, w którym małżonek w zadumie i zapadającym zmierzchu zastanawiał się od dłuższej chwili, czy lepiej jebnąć sobie zdrowo z bańki w słup i wylądować w szpitalu, czy może ukraść coś w Biedronce i dać się aresztować, bo w szpitalach i aresztach przynajmniej ciepło.

    Bla, bla, bla.

    Wróciliśmy zmarznięci i załamani. Pęcherz miałam wypełniony do takich rozmiarów, że gdyby zamiast zwyczajowej zawartości mieścił w sobie hel, unosiłabym się nad ziemią. W domu gościnne trzynaście stopni. Znów nie mamy samochodu, a naprawianie czegokolwiek na zewnątrz przy minus piętnastu to rozrywka dla masochisty.
    Co gorsza – i tu Państwo pozwolą, że sobie w końcu ulżę – chuj jeden wie, co się z tymi hamulcami stało. Zbiorniczek na płyn hamlucowy pokazuje zdrowy poziom wypełnienia, więc nie ma wycieku. Klocki hamulcowe są dalekie od się zużycia. Może wysiadła pompa. Może w wyniku działania mrozów popuściły uszczelki. Może to jej urok, a może chuj to jeden wie.

    Jaki film Państwo proponują na wieczór, w tych okolicznościach? Może „Uciec przeznaczeniu”? Bo mam wrażenie, że Gwiazdolot chce nas zabić. Jak nie poprzez nagły wypadek i lądowanie w głębokim rowie, to choćby przez odcięcie nas od sklepów z żywnością. Aha, a wiecie, jak ciężko było wytłumaczyć pani Żozefin, dlaczego nie możemy pojechać dalej, do różnych sklepów, żeby mogła sobie kupić ogórka (przysięgam, właśnie dziś miała zamiar sobie kupić ogórka, „i to nie tego długiego, tylko zwykłego, gruntowego”)? Bo ja się załamałam nerwowo już po pytaniu „a co to jest ten hamulec?”. Najpierw trzymaliśmy ją pięć godzin w niepewności, czy w ogóle pojedziemy do miasta, a gdy już zajechaliśmy, to zepsuliśmy jakiś głupi hamulec i było po rybach (a chciała też wędzoną makrelę i obiecałam jej, że w Lidlu sobie kupi).

    O, Mitenki. Cóż za zbieg okoliczności – dopiero co cytowałaś Herriota, odkrywając angielskie korzenie pani Żozefin, a może pamiętasz, że on jeździł bez hamulców przez chyba miesiąc? Tylko to były inne czasy i ruch na drogach mniejszy…

    No nic. Ja mam dość wrażeń na dziś, a stopy mi jeszcze nie do końca odmarzły, ale już sobie robię okłady z piesków. Jeszcze tylko jedna zmiana wody w koziarni, dorzucę coś do pieca, i może wygrzebię z naszych zasobów jakiś horror do obejrzenia, przy którym nasze problemy to pikuś. Nie wiem, coś o apokalipsie zombie może?

    • paryja 05/01/2016 at 06:59

      Wytrzymałabym że samochód nie odpala , i to że nie ma hamulców, i nawet gdyby mu się drzwi nie zamykały albo nie otwierały, wytrzymałabym odcięcie od sklepów wszelkich i uwięzienie we własnym domu ale pani Żozefin chyba przegryzłabym gardło albo chociaż nadgarstek.

      Jaki film włączyłaś ?

      • zeroerhaplus 05/01/2016 at 10:57

        Paryja :D
        Poza tym też jestem ciekawa, jaki film :)

        • kanionek 05/01/2016 at 18:25

          Ech, niczego sobie w końcu nie obejrzałam, prócz śmiesznych obrazków w internetach ;)
          Poczytałam przygody Herriota na wojnie i poszłam spać.

      • kanionek 05/01/2016 at 18:42

        Paryja :D
        Ja czasem mam ochotę po prostu urwać rozmowę w pół zdania, odwrócić się, odejść i nigdy nie wrócić. Zablokować numer w telefonie, powiesić kłódkę na bramie i zaciemnić okna. Ale nie mogę, bo jednak pani Żozefin nie ma tutaj przyjaciół, jakoś nikt jej nie lubi i w dupie ją wszyscy mają, więc jeśli i my się na nią wypniemy… No sumienie nie dałoby mi żyć.
        Na osłodę mamy zabawne wspomnienia i kilka niezapomnianych tekstów, które sobie czasem cytujemy ku pokrzepieniu serc ;)

    • Kachna 05/01/2016 at 10:22

      Cholera jasna psiakrew!
      Tak bym to podsumowała.
      Kanionek – trzymajcie się – jakoś – już niedługo i będzie wiosna….
      ……………
      Czytam książkę, którą dostałam od mądrej przyjaciółki (mądrej i baaardzo wykształconej w temacie historii) o tym jak sobie radziły kobiety w czasie okupacji w kwestii wyżywienia i innych podstawowych spraw życiowych.
      Dobrze mi robi ta lektura na moje „bolączki”. Oj dobrze.
      Ściskam najmocniej i najcieplej.

      • kanionek 05/01/2016 at 18:36

        Dzięki, KAchna, i też Cię ściskamy :)
        My z głodu tak szybko nie padniemy, bo nie po to kupiłam wielką zamrażarkę po przecenie dwa lata temu, żebym ją pustą trzymała, ale brak sprawnego samochodu zawsze powoduje u mnie nerwa, że coś się wydarzy, jak np. wypadek Atosa, gdy ten samochód po prostu będzie niezbędnie potrzebny. Do nas też pogotowie przyjechałoby tylko na wypadek zagrożenia życia, więc ze złamaną ręką musiałabym do szpitala na rowerze popylać ;)
        Mamy tu dwie osoby, które teoretycznie mogłyby służyć podwózką, ale niestety w godzinach popołudniowych te osoby są już zazwyczaj, ee… lekko nieczynne, jeśli wiesz, co mam na myśli. Takie tam, wiejskie klimaty ;)

        • ciociasamozło 05/01/2016 at 19:28

          Osoby nieczynne, ale może samochód w razie cóś pożyczą?

          • kanionek 06/01/2016 at 21:31

            Ciocia, chyba bym nie chciała :D Bo widzisz, te samochody są tak samo specyficzne, jak właściciele – tu coś nie działa, tamto też nie, a żeby włączyć TO, musisz pociągnąć TAM i przytrzymać lewą stopą ;) Takie spersonalizowane te pojazdy, rozumiesz :)

          • ciociasamozło 07/01/2016 at 09:30

            Aaa! Jasne. Też bym miała opory :)
            Miałam kiedyś taką spersonalizowana spłuczkę w toalecie, że na okoliczność gości musiałam instrukcję z ilustracjami wieszać nad dolnopłukiem, a samochód to jednak ma nieco więcej uchwytów.

    • Kachna 05/01/2016 at 10:42

      A i jeszcze w temacie filmu. Obiecuję sobie za każdym oglądnięciem filmu pana Tarantino, że już nigdy więcej. Jedynie Bękarty Wojny wiedziałam, że jeszcze kiedyś ze starszakiem obejrzę (jak skończy on 25 lat!).
      No i wczoraj sobie dałam czadu.
      „Nienawistna ósemka”. Najnowszy. Pod kołderką będąc.
      To co się zobaczy odzobaczyć się nie da. Ta prawda dziś za mną chodzi. Polecam jednak odważnym i zdeterminowanym. Ale nie po obfitym posiłku. I nie przed. Więcej spojlerów nie pamiętam;)

      • Ajka 07/01/2016 at 07:34

        widziałam, jednym okiem, bo czytałam a mężu oglądał, a ja nie cierpię Tarantino…
        Z mocnych filmów obejrzanych ostatnio polecam Pogorzelisko. Ale i tak wysiada przy rosyjskim Ładunek 200 (груз 200) – to jest hardcore… Wszystkie filmy przy tym wysiadają…
        http://www.filmweb.pl/reviews/Wymiana+%C5%82adunk%C3%B3w-9281

      • Ynk 07/01/2016 at 10:46

        No nie. Q.Tarantino i L. von Trier powinni mieć bana na robienie filmów. Oglądałam ich filmy wmawiając sobie, że nic co ludzkie, że ten i takie tam. Ale oglądać cudze schizy, nasiąkać produktami ubocznymi autoterapii panów reżyserów i jeszcze za to płacić (za bilet i zdrowiem)? Powiedziałam sobie – never.

    • zeroerhaplus 05/01/2016 at 11:03

      A ręczny chociaż działa?

      Pytanie pani Ż. „co to jest ten hamulec” rozbiło mnie na atomy, atomiki takie malutkie wcale nie trawczane. I one teraz krążą i się zastanawiają, jak się ułożyć z powrotem do kupy w taki sposób, żeby też choć raz w życiu nie wiedzieć, co to hamulec.

      Żozefin na prezydenta! Premiera! I papieża!!!

      • kanionek 05/01/2016 at 18:22

        Żozefin jest dobra na wszystko :)
        A ręczny owszem, jest, po lewej stronie, w postaci małego, dodatkowego pedału, a zwalnia się go pociągając za uchwyt pod „blatem”. Wystarczy, żeby samochód nie stoczył się z górki, ale zdecydowanie nie zatrzyma półtorej tony żelastwa w ruchu. To już lepiej działa jazda na dwójce z prędkością 20 km/h i w razie potrzeby redukcja do jedynki plus ręczny, ale ciężko to nazwać rozwiązaniem szybkim i skutecznym ;)

  56. pluskat 05/01/2016 at 10:57

    Gwiazdolot to solidna robota, Niemcy dopiero pozniej nauczyli sie oszukiwac. Dzis jest nowy dzien i Maly Zonek na pewno cos wymysli..
    Wyobrazam sobie wasz powrot do domu bez hamulcow, przepelniony pecherz, zlodowaciale stopy i rozkoszna Zozefin na dodatek. Swietna postac komediowa.
    Duzo cieplych mysli przesylam

    • kanionek 05/01/2016 at 18:30

      Dziękuję, Pluskat :)
      Tak, silnik i buda się jeszcze kupy trzymają, ale wiadomo, że części drobne ulegają naturalnej eksploatacji, zwłaszcza na naszych pięknych wertepach.
      Żozefin powiada, że powinniśmy sprzedać te dwa graty i kupić sobie samochód terenowy. Że myśmy na to nie wpadli!
      Tłumaczę jej, że obecnie wartość rynkowa naszych dwóch pojazdów razem wziętych nie przekracza 3,5 tys. złotych i za takie pieniądze mogę sobie kupić co najwyżej trzynastoletniego konia pociągowego, ale na wóz do niego już nie wystarczy. A ona na to, z całą powagą, że konia to lepiej nie, bo koń może zdechnąć…

  57. zeroerhaplus 05/01/2016 at 11:06

    A tak już na serio, to wcale nie zazdroszczę.
    Aha, zapewne nie odkrywam Ameryki mówiąc, że polskie fora motoryzacyjne internetowe to kopalnia wiedzy i mądrości? Nam już niejeden raz pomogły.
    Oby Wam się :)

    • kanionek 05/01/2016 at 18:14

      Taa, ja się zaraz po nabyciu pojazdu zarejestrowałam na forum wielbicieli W124 i innych starych „niemców”, ściągnęłam książkę serwisową (tzn. tłumaczenie, bo ja z kolei po niemiecku całkiem nicht verstehen), no i przeleciałam większość wątków o najczęstszych usterkach i problemach, a małżonek, po kilku latach użytkowania i naprawiania obu naszych gruchotów, zna je prawie na pamięć.

      A teraz przedstawiam Wam rozwiązanie zagadki (można zdechnąć ze śmiechu, pozwalam): otóż okazało się, że płynu w zbiorniku wyrównawczym nie było wcale! Ani kropelki. A widoczny z zewnątrz „poziom napełnienia” to była kurwa fatamorgana, a dokładniej mówiąc – osad na ściankach zbiornika… A najlepsze jest to, że wczoraj, gdy nagle zostaliśmy bez hamulców, jeszcze zanim poleciałam na pocztę, małżonek nakazał mi kupić po drodze dużą strzykawkę, bo miał taki pomysł, że może odciągnie trochę płynu ze zbiorniczka i się go ogrzeje na wciąż gorącym bloku silnika, bo może gdzieś w przewodach płyn zgęstniał czy coś, i rozgrzanie go pomoże. No to kupiłam tę strzykawkę w drodze powrotnej, ale gdy już dotarłam do samochodu małżonek stwierdził, że zmienił zdanie i rozgrzewanie płynu nic nie da. A gdybyśmy jednak zechcieli spróbować, dowiedzielibyśmy się, że w zbiorniku susza, poleciałoby się kupić z pół litra Dot4 i on by co prawda i tak wyciekał po drodze, ale wystarczyłoby, żeby dojechać bezpiecznie do domu.
      Dziś, przy bliższych oględzinach pojazdu, w wesołych promieniach słoneczka i przy równie wesołych minus trzynastu stopniach, małżonek odkrył przyczynę nagłej utraty płynu hamulcowego: otóż do tłoczka idzie sobie przewód „miękki”, jakieś kilkanaście centymetrów, i ten był w porządku. Ale dalej już jest przewód twardy, który skorodował w jednym miejscu i akurat wczoraj się poddał i popuścił. Mamy już zorganizowane oba przewody, mają dojechać jutro, pozostaje tylko upiorna dłubanina w okowach mrozu, ale przynajmniej nie jest to zagadnienie z cyklu „wymieniłem już wszystko, włącznie z fotelem pasażera i wycieraczką, a hamulce nadal nie działają” ;)

      I siano też dojedzie dopiero jutro, bo dostawcy zamarzł ciągnik i coś mu w nim „strzeliło”. Leczył go dziś u tego samego mechanika, który wymieniał nam półośkę, a jutro podrzuci nam te przewody hamulcowe. I wszyscy będziemy zadowoleni, no chyba że siano będzie wujowe, to kozy złapią focha. Zaraz idę do nich z wiadrami sałatki warzywnej :)

      • ciociasamozło 05/01/2016 at 19:25

        O popatrz! Przeczytałam Małżowi początek epopei „Gwiazdolotem bez hamulców” a ona zaraz żebyście sprawdzili, czy ten płyn tam na pewno jest czy to tylko ściema z osadu, bo sam się tak kiedyś naciął w skodzie. No zaplusował mi chłop przy minus trzynastu ;)
        Pociesz się Kanionku, że Gwiazdolot to porządny samochód bez komputera i młotkiem go naprawisz.
        Znajomy ostatnio przejechał kilkaset km bez jakiegokolwiek wskaźnika, bo mu coś nie styka i całą tablicę ma ciemną jak kozi bobek w studni. Co zabawne najbardziej brakowało mu pikania migacza (odgłos generowany przez komputer) bo nie wiedział, czy sam „odbił” po zakręcie czy trzeba mu pomóc. A w warsztacie zaśpiewali 2 tysie.

        A jak Żozefin będzie miała jeszcze jakiś genialny pomysł co do zakupu samochodu, to zaproponuj, żeby się dorzuciła. W końcu też korzysta ;P

        • ciociasamozło 05/01/2016 at 19:26

          „…a on zaraz…” miało być :)

          • Kachna 05/01/2016 at 19:33

            Oj ciociusamozło – to nic złego;)

            Tak już się rozgrzałam. Tak już nie muszę jechać dziś autkiem.
            Musiałam się rozgrzać bo będę okazjonalnie nauczać języka obcego. Rosyjskiego.
            A to zobowiązuje.

          • ciociasamozło 05/01/2016 at 19:39

            Kachna, no jak rosyjskiego to bez „rozgrzewki” nie razbieriosz ;)

          • Kachna 05/01/2016 at 19:52

            Kanieszna:) Będę nauczać (podkreślam – okazjonalnie) osobę anglojęzyczną…..może być ciekawie. A nawet interiesna:)))Ocień!
            Ucznia chyba też najpierw rozgrzeję.
            …………………….
            Boże co ja wyprawiam.

          • ciociasamozło 05/01/2016 at 20:14

            Rosyjskiego nie nauczam, ale mnie natchnęłaś (znaczy sprowadziłaś na złą drogę) i właśnie wysączam resztki tokaja. Oczywiście w celach leczniczych (jak ma mnie boleć głowa to przynajmniej niech wiem po czym ;))

          • Ynk 05/01/2016 at 20:14

            Kachna, ramiączko Ci się zsunęło ;-D

          • ciociasamozło 05/01/2016 at 20:15

            Jak ten nauczany pci odpowiedniej to niech się zsuwa ;)

          • zeroerhaplus 05/01/2016 at 23:08

            Wiem, że Kachna nas już nie czyta, ale…
            Пусть всегда будет солнце :))

          • Kachna 06/01/2016 at 20:59

            Już czyta:)
            Była masakra!
            Muszę podszkolić inglisz….
            Dobrze, że morelówka ciut ułatwiała porozumienie.
            Nie wiem w końcu czy rozjaśniłam kwestie rosyjskie…..ale mnie zaciemniło całkiem z angielska. Boże – to prawda jest straszna – nieużywane – ZANIKA!
            A ramiączko – Ynk droga moja – się mi nie zsunęło gdyż go nie było :p

          • Ynk 07/01/2016 at 10:47

            Bo języki obce oswajałaś mową ciała? Nieskrępowanego ciała? ;-)

          • Kachna 07/01/2016 at 11:49

            Ano właśnie bywało, że pozostawała mi jedynie mowa ciała……wstyd straszny. Korepetytorka od siedmiu boleści……

        • zeroerhaplus 05/01/2016 at 23:02

          Czytam właśnie małżonkowi o perypetiach z Gwiazdolotem, a on mi na to (już po podaniu przeze mnie rozwiązania problemu), że się buja.
          (!?)
          Zdziwiłam się, jak Kanionek na Żozefinowe kąkole w szklarni ;)

          Otóż, chodzi mu o to, że zawsze trzeba sprawdzając poziom cieczy bujnąć bryką, coby sprawdzić, czy ciecz w zbiorniczku się rusza :)
          Też nie wiedziałam ;)

          • kanionek 06/01/2016 at 21:03

            Tę wiedzę tajemną o bujaniu, to żeby było śmieszniej, sprzedał mi kiedyś sam małżonek. A tym razem mieliśmy chyba zaćmienie umysłu, albo może ziąb i szarówka tak wpłynęły na nasze ośrodki centralne, że nikt o bujaniu nie pomyślał ;) Z kolei zbiornik na płyn chłodzący mam tak upierniczony (to jest starość – miliard zarysowań i wszechobecny kurz drogi), że se można bujać do woli, a i tak trzeba zajrzeć do środka, żeby się czegokolwiek dowiedzieć. Albo czekać, aż strzałka na blacie powędruje do setki w skali Celsjusza ;)

        • zeroerhaplus 05/01/2016 at 23:10

          I jeszcze jedno. Jak ja w ogóle MOGŁAM pomyśleć, że państwo Kanionkowie nie „siedzą” na forach samochodowych?
          Jak???
          Biję się w pierś ;)
          (ała!!!!!)

        • wersja 08/01/2016 at 13:24

          apropos braku pikania migacza z opowieści Cioci, to znajomemu się ten odgłos popsuł i zamiast statecznego cyk – cyk – cyk, napierniczał cykcykcykcyk, a koleś akurat gdzieś wiózł teściową. i jedzie normalnie, tylko przed skrzyżowaniami migacz robi cykcykcykcyk i w końcu teściowa nie wytrzymała i jak nie huknie „czy my się musimy tak spieszyć?! może być zwalniał na zakręcie?! czy chcesz mnie zabić?!”

          wszystkiego najlepszego w nowym roku, Szanowne Kozy :)

          • Iwona 08/01/2016 at 14:40

            A mi się przypomniała historia z lat, kiedy szczytem luksusu był Fiat 126p, czerwony, oczywiście. I dziadek sprawił sobie takie cudo. I sadowią się z babcią, babcia w szalinówce, robi znak krzyża, składa ręce na podołku, dziadek w kaszkiecie lub uszance zimą, odpala torpedę, mówi „niech Bóg prowadzi” i buta. I jedziemy w milczeniu, tylko przed skręcaniem babcia mówi ” Janku, blikajesz?”, a dziadek odpowiada ” blikaju, blikaju”.

          • Ynk 08/01/2016 at 18:48

            Śliczne, Iwona :-)

  58. Ynk 05/01/2016 at 20:18

    Kanioneczku, idzie ocieplenie. Może wernisaż byś urządziła. Z nalewkami i kozim kumysem, koniecz… kanieszna ; )
    https://www.facebook.com/photo.php?fbid=426379707559475&set=a.111609562369826.1073741826.100005623482338&type=3&theater

    • kanionek 06/01/2016 at 21:13

      Wełnisaż może? Pogadam z Baśkami ;)
      Ocieplenie i owszem, PODOBNO ma przyjść, a po nim… jeszcze większe mrozy! Ja już mam dość. Kozy i gąski i Prezes Kaczka też. Kurza ferajna, o dziwo, całkiem zadowolona. Pieski i kotki to wiadomo, że na luzaku, bo się byczą w chałupie i tylko na kilka godzin ich wypuszczam, i to nie kilka godzin z rzędu, tylko z przerwami. Ta mała Vader to obrotna dzikuska jest. Wiecie, gdzie sobie uwiła bocianie gniazdo obserwacyjne? W takim bardzo wysokim jałowcu, niedaleko wejścia do domu. Wołam ja kiedyś „kicikici”, żeby ją ściągnąć do domu, a tu się nagle cały jałowiec trzęsie, a po kilkunastu sekundach (bo to wysoki i gęsty jałowiec jest) mała jest na dole i pędzi do drzwi :)
      Panter to świnia. Piękna, ale świnia. Już chyba nigdy nie będzie sikał do kuwety, a ja wypłakałam już wszystkie łzy w tym temacie.

  59. mitenki 05/01/2016 at 22:32

    Kanionku, wyjaśniło się, skąd ta awaria i inne złe rzeczy… kosmos zawinił, a konkretnie – Merkury ==> http://magia.onet.pl/artykuly/astrologia,606/merkury-w-retrogradacji-czyli-seria-niefortunnych-zdarzen,63964.html
    Idziesz z lekturą jak burza, ja czytam dopiero 3 część, a Ty już na wojnie?

    • kanionek 06/01/2016 at 21:06

      To jest ZAWSZE wina Kosmosu :) Życie zaczęło się z winy Kosmosu! Precz z Kosmosem!
      Ja wiem, czy jak burza? Czytam jakąś godzinkę, może dwie, wieczorami. Ale Herriota się szybko czyta, bo wątki nie są zawiłe i nie trzeba co chwilę wracać o kilkadziesiąt stron, żeby sobie przypomnieć, kto z kim i dlaczego :)

  60. kanionek 06/01/2016 at 21:42

    Ech, Kozy moje kochane… NO TAK MI SIĘ NIE CHCE!
    Styczniowy letarg. Trauma po podsumowaniu ubiegłego roku. Nadgryzający wątrobę lęk o rok bieżący. Jakoś tak mi się ręce i myśli nie składają do pisania. Może poza wczorajszym rzutem wkurwu, gdy odkryłam, że po raz drugi oszukała mnie baba na poczcie. Napisałam nowy wpis, w którym *urew i *ujów było jak rodzynków w serniku, więc go nie zamieszczę, i tyle z tego pożytku, że mi trochę ulżyło.
    Dzisiaj zaś, szukając dla Paryi informacji o tym, na ile tygodni przed porodem Tradycja zapuściła cycki, poczytałam sobie Wasze komentarze sprzed roku i ach, co to były za emocje :)

    Powiem Wam jeszcze, że Roman właśnie poczuła iskrę bożą. Od wczoraj wdzięczy się do Lucka, i WSZYSTKIE koziołki, włącznie z Kazikiem i Guzikiem za nią biegają z maślanym okiem. A ona się śmieje, kręci młynki ogonkiem i przegania wszystkich na cztery wiatry. Wszystkich, prócz Lucka. Z Luckiem buzi-buzi, ajlawju i chodź-ci-dam ;)
    Jeśli coś z tego wyniknie, będą majowe pędraki :)

    • baba aga 06/01/2016 at 21:56

      Kanionku zamiast urew i ujów napisz skarge do dyrekcji poczty, 18 lat byłam babą z poczty i wiem, że to działa, zrób coś dobrego dla ludzkości i poskarż się, niech innych nie oszukuje. Możesz napisać maila, nawet na poczcie już korzystają z internetu :-P a oni mają takie przepisy, że muszą Ci odpisać.

      • kanionek 06/01/2016 at 23:40

        Ale jest gorzej, niż myślisz. Swego czasu „a kocica papierosa” na swoim blogu napisała, jak ją pani na poczcie wkręciła w niechciane „dodatki do usługi”, i też wkurwiona była. Ta kukła z okienka zrobiła mnie w bambuko już drugi raz w ciągu paru tygodni i podejrzewam, że one mają przykazane tak robić właśnie przez swoich zwierzchników. Albo mam paranoję w pełnym rozkwicie, albo… rację. Jeśli mówię babie, że nie chcę ubezpieczenia, a ona zakreśla mi krzyżyk w polu „ubezpieczenie”, to dlaczego ona to robi? Wybaczcie, ale „nie” nie brzmi ani trochę podobnie do „tak”. I na moje zdziwienie, że Paczka24 ZNOWU podrożała, ona robi „zdziwione oczy” i mamrocze coś niewyraźnie. A poprzednim razem zrobiła mnie bardziej na szaro, bo na prośbę o druczek na zwykłą paczkę ekonomiczną podała mi druk, na którym poleciła zakreślić „Paczka48”. Pytam ją, czy Paczka48 to jest teraz dawniejsza paczka ekonomiczna, a ona mi na to, że TAK. Różnica w cenie: paczka ekono = 9.50 zł. Paczka48 = 15 zł.
        Mi tu ku*wa nie chodzi o pieniądze, tylko o to, jaką szmatą trzeba być, żeby samemu będąc nędzarzem, naciągać bliźniego swego, nędzarza sobie równego, w imię wyższych profitów spółki, która obniża jakość usług, zwalnia pracowników, ale swoim dyrektorom płaci dziesiątki tysięcy złotych miesięcznie. Noż kurwa i nie wytrzymałam i popuściłam, no. Polak Polakowi wilkiem. Sami siebie oszukujemy, wszędzie. Na poczcie, w sklepie, u lekarza, w banku. Zeszmaciliśmy się jako naród. Przepraszam, wybaczcie, muszę łyknąć jagódek od Kachny. Jutro bęzie lepiej.

        • Kachna 07/01/2016 at 13:31

          A ja ostatnio socjalizuję dzieci i same wysyłam z listami i paczkami na pocztę…..
          I same do Wielkiego Miasta autobusem i pociągiem.
          Wysyłam dwójkami: dużego i śmiałego;)

        • baba aga 07/01/2016 at 13:39

          Kanionku! Już się nie denerwuj, to ubezpieczenie kosztuję 1złotych polskich a jest do 50000pln, więc tak strasznie Cię nie oszukała a może zadbała o Ciebie, bo naprawdę warto odpuścić tę złotówkę, a w razie czego łatwiej dostać odszkodowanie. Ona w tym okienku wie co robi, najwięcej zniszczeń i kradzieży jest w transporcie, tam panowie mają sporo czasu żeby pozaglądać do co ładniejszych paczek. Co druków to tu właśnie podejrzewam, że mają odgórny prikaz, ale upieraj sie że Ty chcesz druczek żółto-niebieski bo takie lubisz i już, oni je mają. Prawda jest taka że urzędzy są rozliczane z usług i muszą się tłumaczyć, jeśli jest któryś za mało, ale Ciebie to nie interesuje Ty chcesz druczek żółto-niebieski i chuj!!! A co do paczki24 to też jest niezły numer, bo ona w 24godziny to dochodzi tylko do dużych miast, ale pani w okienku Ci o tym nie powie no chyba że zapytasz. Osobiście polecam furgonetke, tam zamawiasz przez neta przyjezdza kurier do domu, placisz okolo 15 zeta i w dwa dni paczka jest na pewno, inna sprawa, ze kurier to Cię pewnie nie polubi za dojazd :-D ale jak masz jechac na poczte i walczyc z babsztylem to moze lepiej tak. Jak mi zalezy zeby paczka byla na nastepny dzien to również na furgonetce zamawiam kuriera dhl, jest drozej ale zawsze jest, dpd tanie ale dwa dni, k- ex tutaj na pomorzu jest najgorszym kurierem, za to na południu działa ok. Się rozpisałam, mam nadzieję, że pomogłam.

          • baba aga 07/01/2016 at 13:48

            A co do Polaków, to podobno w piekle nie trzeba pilnować kotłów z naszymi rodakami, jak któryś tylko wystawi łeb wyżej to reszta go ściągnie w dół.
            A jeszcze co do pani w okienku, to poczta ciężko pracuje żeby jej pracownicy żyli w strachu i byli przytłoczeni obowiązkami i ogromną odpowiedzialnością i mało kto jest radosny i chętny do pomocy. Ja pod koniec mojej kariery byłam naczelnikiem, miałam 4 pracowników, w sezonie 9 , odpowiedzialność za urząd jako budynek wraz z zawartością, gotówke no i ludzi oczywiście, a zarabiałam 1850 brutto, a no i czas pracy naczelnika jest nienormowany, ale 8 godzin musi być, a pitem czeka na listonoszy, robi kretyńskie sprawozdania, czasami i po 12-16 godzin jak się coś nie zgadza i nie dostaje za to złamanego grosza. Ufff tymbrazem mi się ulało.

          • kanionek 07/01/2016 at 18:32

            I dlatego właśnie napisałam, że nędzarz nędzarzowi oko wykole ;)
            A wiesz, dlaczego już nie chcę ubezpieczenia za złotówkę? Bo raz wzięłam, paczka została zmiażdżona (!) w transporcie, i w raporcie pocztowym napisano, że była „źle zapakowana”. Rozumiem więc, że jeśli nie wyślę towaru w kasetce pancernej lub skrzyni z żelazobetonu, to uszkodzenia zawartości zawsze będą z mojej winy, bo źle zapakowałam.

            A propos Polaków w piekle. Czytałam swego czasu komentarze pod artykułem nt. ile się zarabia na emigracji, w pracach sezonowych, typu pomidory w Holandii, zbiór różnych warzyw i owoców w Niemczech itp. I tam były same głosy rozgoryczenia, że Polacy jak idioci windują normy („ja zrobię więcej ton w krótszym czasie, bo taki jestem zajebisty”), przez co pracodawcy dochodzą do wniosku, że skoro da się natyrać więcej i szybciej za mniej, to czemu nie? Kablują też na swoich rodaków, podkładają im świnie itp. I dlatego się zastanawiam, jak i kiedy się to zaczęło. Kiedy i dlaczego staliśmy się ograniczonymi umysłowo, nienawidzącymi siebie nawzajem i zawistnymi niewolnikami wielkich panów.
            (przy okazji – prezesi Poczty Polskiej zatrudniani są na podstawie kontraktów menedżerskich, więc nie dotyczy ich ustawa kominowa, do czego zresztą przyłożył rękę były minister administracji i cyfryzacji. Zarabiają 80-90 tys. złotych miesięcznie. Ile godzin dziennie pracuje prezes i jaką ponosi odpowiedzialność za swoje posunięcia? Poczta nie jest spółką prywatną. Żaden prezes nie budował jej od zera, ryzykując własnym majątkiem i nadal niczym nie ryzykuje, jeśli coś spie*doli. A *uj z tym, znowu się nakręcam)

          • baba aga 07/01/2016 at 20:19

            A to przepraszam i zwracam honor. Ja jesli coś spierdolą walczę aż oddadzą kasę, myślę że właśnie dzięki takim jak ja wprowadzili te ograniczenia dla paczek 24, bo dostałam od nich zwrot kasy kilkanaście razy :-)
            Mój osobisty pracuje w Norwegii, teraz już jest czujny, ale w jego pierwszej pracy, szedł za nim kolega z Polski i psuł to co on zrobił, tzn tu wyjął kabelek, tam poluzował itp fakt, że ostrzegli go inni Polacy więc nie jest aż tak źle, jednak pomijając skurwysyństwo i krótkowzroczność to koleś psuł skrzynki elektryczne to jest po prostu niebezpieczne. Zasapałam się wrrrr. Kończ waść wstydu oszczędź :-(

        • Kania 09/01/2016 at 00:06

          Jest jeszcze opcja (optymistyczna), że panienka z okienka nie jest wredna, tylko głupia po prostu :)

    • paryja 06/01/2016 at 22:10

      Z pocztą bardzo uważam, od kiedy zadzwoniła do mnie klientka i zaczęła na mnie krzyczeć że: w ten sposób się właśnie klientów traci i że jestem wstrętna oszustka i w ogóle ;) Okazało się że zmieniły się druki „za pobraniem” i jeśli płacąc za przesyłkę nie zaznaczy się tego w okienku, poczta nalicza opłatę odbiorcy(drugi raz) .Wypełniłam druczek „na pamięć” i zostałam oszustką. Z utraty klienta w sumie zadowolona jestem ;)

      Przydałby mi się jeden koziołek na stanie bo Luśka nie ma się do kogo wdzięczyć a za cholerę nie mam natchnienia do szukania jej teraz chłopaka.

      A „brzydki” wpis wrzuć, co nam będziesz żałować ;)

      • kanionek 06/01/2016 at 23:45

        Może wysłać Ci paczką Kazika, bez pobrania? :D
        Mały cwaniak smali cholewki do Roman, ze śmiechu idzie pęknąć, urósł na tych dwóch Krówkowych cyckach szybciej, niż powinien, i sika mi do siana. To znaczy kozom innym sika, bo się przeciska między szczebelkami żłobu.

        • paryja 07/01/2016 at 08:56

          Ślij (śmieszne słowo) Kazika, nawet za pobraniem ;)

  61. sunsette 06/01/2016 at 21:46

    Jak to ma się ocieplić, a potem jeszcze większe mrozy??! Słabo mi cokolwiek… Najwięcej było u mnie -18 stopni, a wczoraj już tylko minus osiedem. Dziś to już w ogóle szał ciał, bo tylko -4, słoneczko i te sprawy… Kanionku, wypluj te słowa o mrozach, ja cię proszę…

    • kanionek 06/01/2016 at 23:27

      Minus cztery? Szczęściara! U mnie w najcieplejszym momencie dnia było minus dziesięć, a teraz znów minus osiemnaście i cholerne pół!
      (mogę wypluć, co mi tam. Nie zaszkodzi, choć i pewnie nie pomoże :D)

      • ciociasamozło 07/01/2016 at 09:23

        Nie pluj! bo przy -18 i pół to się zaraz na tym poślizgniesz!

  62. sunsette 06/01/2016 at 21:51

    OOaaa, ale jak to cię oszukała?

    • kanionek 06/01/2016 at 23:28

      Nie mogę powiedzieć, bo jak zacznę, to już nie skończę. Cały wpis o głupich szmatach zrobiłam, aż przykro czytac.

      • kanionek 06/01/2016 at 23:47

        No ale Baba Aga jednak to ze mnie wyciągnęła :D

        • sunsette 07/01/2016 at 08:37

          No i bardzo dobrze, co nam będziesz żałować takich pięknych opisów rzeczywistości! Nie mówiąc o uldze i upuście pary;)

  63. Ynk 07/01/2016 at 11:01

    Dawaj, Kanionku, ten szczerze emocjonalny wpis. Poczcie się on należy (oj, jak się bardzo należy). Nam się należy, bo korzystamy z tych przesyłek. A przede wszystkim Tobie. Nawet jeśli nie rozwiązuje wprost problemu, to wstępnym katharsisem niech się stanie. Howgh.

  64. ng 08/01/2016 at 11:06

    a że tak zagaję z innej strony – jak się czują Baśki? Kibicuję im i mam nadzieję, że są w ciąży.

  65. mitenki 10/01/2016 at 01:02

    Kanionku, wysłałam do Cię emalię :)

  66. pluskat 10/01/2016 at 13:45

    Kanionku, wylaz z tej czarnej dziury, ocieplilo sie, biomet korzystny, pokaz jakiego Kazia, albo co.

  67. paryja 10/01/2016 at 14:42

    Może wszyscy zapadli w sen zimowy ;)

  68. RozWieLidka 10/01/2016 at 14:53

    Ja tam nie chce krakać, ale jak Kanionek milczy to znaczy, że COŚ się DZIEJE…

    • paryja 10/01/2016 at 15:46

      Może owce się owczą ?

      • paryja 10/01/2016 at 15:47

        I Kanionek właśnie robi nam wpis ze ślicznymi, bieluchnymi i wcale nie osranymi jagniętami :)

  69. dolmik 10/01/2016 at 16:42

    Cisza przed burzą…? Bardziej liczę na nową notkę…. 🙋

  70. pluskat 10/01/2016 at 17:29

    no i nowe wyzwanie: oscypki

    • kanionek 10/01/2016 at 22:30

      Najdroższe Kozy!
      Z ogromną przykrością (naprawdę kurde z przykrością, to nie jest wyświechtany tekst z nekrologu) muszę Was rozczarować. Nic się nie urodziło (ale i nie umarło, na szczęście), tylko po prostu Kanionek realizuje swoje postanowienie noworoczne. No bo miał tylko jedno, więc nie wypadałoby go nie dotrzymać, prawda? Obiecał sobie mianowicie, że się w styczniu wyśpi. Więc śpi. A nawet gdy nie śpi, to trwa w letargu, będąc świadomym na tyle tylko, by nie dać kozom psiej karmy, a psom owsa ;) Oprócz tego Kanionek je i pije (kompot z tarniny to jest HIT, muszę Wam o nim napisać) i czyta. Jestem właśnie na siódmej części Herriota, i powiem Wam tyle – o wiele przyjemniej czytałoby mi się o gnijących kopytach, trudnych wykotach i innych zwierzęcych przypadłościach, gdybym nie miała w domu ośmiu futer, a w koziarni kolejnych czternastu ;)
      Robię sobie zapiski, np. „sprawdzić częstotliwość zachorowań na motylicę w moim regionie”, „zaszczepić się p-ko tężcowi” (malownicze opisy Herriota działają na wyobraźnię), i tym podobne.

      Owce wyglądają tak samo, jak przed miesiącem i dwoma. Jedna wiecznie uśmiechnięta, druga poważna jak kij od mopa. Żadnych jagniątek, cycki śmiechu warte, apetyt dopisuje (jedna taka owca zeżre tyle, co dwie kozy). Romans Lucka z Romanem trwa, przy czym Lucek ma problem ze starym, który sam już sobie nie poużywa, a drugiemu nie da… Bożena od wczoraj mruga lewym okiem i dziś próbowałam je przepłukać roztworem soli fizjologicznej, na co Bożena orzekła: „a ja takie miałam do ciebie zaufanie…!”. Nadal mruga i próbuje sobie w oku podłubać kopytem, co nie może się skończyć dobrze. Obejrzałam to oko w dobrym świetle, pod powieki zajrzałam, nic tam nie widzę.

      Nic mi się nie chce, robię tylko to, co muszę. Po wielu miesiącach dojenia, serowarzenia, przetwarzania, i w ogóle całej tej roboty z fauną i florą, nareszcie od kilku dni odpoczywam. Nie powiem, że mróz mi nie dokopał i nie powiem, że nie mam kolejnego doła egzystencjalnego, bo mam, ale fizycznie odpoczywam. Może już za dwa miesiące zaczną się nowe porody, latem więcej kóz do dojenia, trzeba będzie znów gmerać w setkach doniczek… ALE TERAZ SOBIE CZYTAM. Mam jeszcze sześć książek do przeczytania, a Ynk grozi, że mi wyśle kolejną :)

      Ale dobra, dobra… Wezmę się. Coś napiszę. Zdjęć garść wrzucę. Tylko jeszcze chwilkę… Bo właśnie Herriot musi uratować owce, które konwojuje w drodze statkiem do Kłajpedy, a rozumiecie, na Bałtyku jest sztorm, i one się biedaczki mało nie porzygały!

      • kanionek 10/01/2016 at 22:40

        Aha, i jeszcze zapomniałam Wam powiedzieć, że Kazik i Guzik są na tym etapie, gdy chłopcy oglądają sobie siusiaki i zastanawiają się, do czego to służy. Guzik się pierwszy zorientował i po tym, jak Roman odrzuciła jego sto trzynastą propozycję matrymonialną, zaczął ganiać za Kazikiem, w celu całkiem niedwuznacznym. I czasem udaje mu się go dogonić, po czym lecą już razem – Kazik ze zgrozą w oczach, a obejmujący go czule Guzik z rozanielonym uśmiechem. Ze zgrozą spoglądam w przyszłość… Może lepiej wrócę do owiec Herriota.

        • Ynk 11/01/2016 at 00:13

          Jo-oj. Żeby tylko nie trzeba było im imion zmieniać na Romeo i Julian

      • zeroerhaplus 10/01/2016 at 23:59

        Kanionku, jestem z Ciebie tak dumna, jakbym co najmniej sama Cię zrobiła ;))
        Znaczy się, że nabrałaś w końcu odwagi do odpoczynku.
        Na wpis poczekam i do lata, jak trzeba będzie :)
        Życzę przyjemnych wakacji, i niech będą beztroskie :))

        Śpij dobrze :))

        • Ynk 11/01/2016 at 00:06

          Właśnie miałam napisać, że Kanionek zapewne NARESZCIE odpoczywa :-)

      • Ynk 11/01/2016 at 00:12

        Ależ nie traktuj lektury tak zadaniowo. Easy, easy. Cała świeżo napoczęta zima przed Tobą :-)

  71. mitenki 10/01/2016 at 21:41

    Owce się owczą, koty się kocą, kury się kurzą…

  72. Ola 11/01/2016 at 01:51

    Hej Kanionku, hej Dziewczyny… Spóźnione, noworoczne, najlepsze… :)
    I jeszcze pytania dwa:
    1. Oglądałyście Zupełnie nowy testament? Klimaty z Dnia świra i Amelii. Boskie narodziny via bęben pralki w miejskiej pralni powalające. I w ogóle. Polecam.
    2. Kanionku, wybacz że zakłócam Twój spokój, ale męczy mnie od jakiegoś czasu bezczelne pytanie. Czy Ty zmieniłaś miejsce zamieszkania na wieś spokojną, wieś wesołą bo Twe życie wcześniejsze było poukładane i bez specjalnych wybuchów, czy też od zawsze przydarzają Ci się różne rzeczy w trybie skoncentrowanym? Ufff, no musiałam zapytać. :)

    • agiag 11/01/2016 at 23:13

      1. Film cudny (choć mnie straszliwie bierność bogini matki irytowała na początku, ale za to jaki realizm psychologiczny relacji rodzinnych;)) też polecam. I jeszcze szczypta Monty Pythona w nim jest:) Obejrzałam go 1. stycznia i mam nadzieję że to była dobra wróżba na Nowy Rok;)

      • Ola 12/01/2016 at 00:41

        Always look on the bright side of life! :D

  73. pluskat 11/01/2016 at 09:11

    Kanionku, to ja przepraszam, lez, pachnij i czytaj, byles do tej czarnej dziury nie wpadla. Strasznie szybko dojrzewaja te kozy.

  74. Barbarella 11/01/2016 at 09:16

    Znalazłam idealne zwierzątka dla Kanionka. Markury śruborogie.
    Dla samej nazwy aż się je chce hodować, a jeszcze jak wyglądają! JAK PRAWDZIWY SZATAN PROSTO Z PIEKŁA, jeszcze ciepły i dymiący!
    Jakby Kanionek przyszła na pocztę z takim markurem, to żadna franca nawet na 10 groszy jej nie naciągnie!
    http://farm8.staticflickr.com/7441/9129905310_f61cd0dacc_k.jpg

    • wersja 11/01/2016 at 10:14

      ale czy Ty sobie wyobrażasz wyplątywanie takich rogów spomiędzy siatki ogrodzeniowej pod jabłonką?

    • Ajka 11/01/2016 at 10:18

      obłęd!! :D

      (no nie koment za krótki)

    • Ania W. 12/01/2016 at 10:43

      I mają od razu męską nazwę, zmieniać nie trzeba. :)

  75. pluskat 11/01/2016 at 10:29

    piekny! i moze robic za wiertlo.

    • mały żonek 11/01/2016 at 11:58

      Aż dziwne, że jeszcze go nie mordują masowo. Nadaje się na podajnik ślimakowy do węgla, kruszyw…

    • mitenki 11/01/2016 at 13:14

      W mig by wywiercił dziurę, co to jej do uruchomienia okapu brakowało.

  76. pluskat 11/01/2016 at 14:14

    korkociag tez moze zastapic.

  77. bila 11/01/2016 at 15:03

    Witajcie, kochane Kozy!!! I Ty, dzielny Kanionku!!! Jak miło czytać Was w Nowym! Kanionku kochany, odpoczywaj sobie, chociaż taka namiastka snu zimowego Ci się należy! Tak sobie myślę, czytając o kozich amorach, że z malutkimi zmianami, i byłby scenariusz do telenoweli! Opis rezydencji plus zmiana imion (albo i nie), podrasować opisem ciuchów- i telenowela bije inne na głowę!!!
    Taki styczeń, to już prawie marzec, więc wiosna, tuż-tuż… Mnie to okropnie szybko czas leci, ale- już chyba pisałam- to z powodu masy. Znaczy- im większa, tym czas szybciej leci. Sypię buziaczkami i brokatem na Nowe!!!!! I konfetti!!! I serpentynki!!!
    Kanionku, uściski cieplutkie- cieszę się, że jesteś!!!
    Zważcie, że pisałam całkiem na trzeźwo.

  78. Ajka 11/01/2016 at 22:58

    znalazłam i muszę się podzielić, kózki i owieczki w sweterkach, o prosiaczku nie wspomnę:
    https://www.facebook.com/edgarsmission/videos/10154398593720130/

    • kanionek 13/01/2016 at 21:23

      Ajka – po dwóch dniach prób udało mi się obejrzeć filmik. Świnka w różowej kufajce, cierpiąca na ADHD jest NAJLEPSZA. Jeszcze się jakoś trzymam. Jeszcze udaje mi się NIE MIEĆ ŚWINKI. Nie wiem, jak długo ten stan się utrzyma.

  79. pluskat 12/01/2016 at 09:33

    i jak tu jesc schabowego?

    • Ajka 12/01/2016 at 19:02

      Bardzo dobrym zamiennikiem schaboszczaka jest panierowany sznycelek sojowy, albo panierowany boczniak – tego mogę pożerać nawet na zimno kilogramami ;)
      podobno też kania, ale nie miałam okazji spróbować.
      A jako podmiankę smalcu ze skwarkami polecam wegański smalczyk z białej fasoli ze skwarkami z kaszy gryczanej.
      http://www.jadlonomia.com/przepisy/smalec-fasolowy-z-kasza-gryczana/
      Ileż ja już ludzi na niego nabrałam. Najlepsza jest ta mina: „serio?? tu nie ma mięsa??” :D

      • ciociasamozło 12/01/2016 at 20:30

        Ajka, wrzuć przepis lub link na forum, bo w komentarzach zaginie w pomrokach dziejów, a wygląda całkiem, całkiem. Nawet dla takiego mięsożercy jak ja :)

        • Ajka 14/01/2016 at 21:14

          specjalnie się zarejestrowałam i przepis z uwagami wkleiłam ;)

      • agiag 13/01/2016 at 11:29

        Sznycelków sojowych jakoś nie potrafię polubić, ale boczniak panierowany – pycha! A kania to już w ogóle poezja smaku:)

        • Ajka 14/01/2016 at 20:32

          bo sznycelki trzeba kupić takie droższe, które w przepisie mają gotowanie w rosołku – samo moczenie nie wystarcza. Do tego mocno przyprawiona panierka, koniecznie czosneczek i papryka. A na już usmażone kładę plasterek sera i przykrywam pokrywką, żeby się rozpuścił – o niebo lepiej smakują :D

  80. kanionek 12/01/2016 at 11:53

    Z cyklu „co się wydarzyło w MadKanionek County”: wczoraj Gwiazdolot nas wiózł, wiózł długo po nieodśnieżonych, podrzędnych drogach, aż stanął w połowie drogi pod stromą górkę, niecały kilometr od domu, gdyż już biedaczek nie dał rady. W kopnym śniegu, pod którym było sobie lodowisko, pchaliśmy półtorej tony żelastwa pod górę, i to nie wespół w zespół, tylko na zmianę, bo ktoś musiał siedzieć w kokpicie i operować gazem, sprzęgłem i hamulcem, no i pilnować toru jazdy, a Gwiazdolot tańczył niczym w programie „Gwiazdy na lodzie”. Najwięcej pchał małżonek, którego zmieniłam dopiero, gdy już sobie wypluł wszystkie pęcherzyki płucne, a i tak zdążyłam złapać jedną glebę, gdy uciekła mi noga zapierająca się w zdradliwej masie śniegu, nadwyrężyć prawy nadgarstek oraz piznąć sobie coś w kręgosłupie, na wysokości łopatek. Było fajnie, jak zawsze.

    Markury ze świdrami bardzo mi się podobają. Idealne do czarciego zaprzęgu – cztery takie potwory ciągnące Gwiazdolota, coś jak tutaj, tylko lepiej: http://chmurak.pl/pic/16/kon-ciagnie-smieszny-samochod/

    Ola – „różne rzeczy w trybie skoncentrowanym” zdarzały mi się zawsze, choć chyba nie przypadkiem. Mam pokrętną i pokręconą naturę; niby nie cierpię zmian i pragnę nudnej stabilizacji, a jednak jakiś diabeł zawsze mnie podkusi, żebym sobie życie skomplikowała. Dom na odludziu marzył nam się (bo decyzję podjęliśmy razem) z całkiem prozaicznych powodów – chcieliśmy uciec od ludzi, od zgiełku i smrodu miasta, od ciasnoty i braku horyzontu (nie horyzontów, tylko horyzontu: w mieście gdzie nie spojrzysz, widzisz jakieś budynki i nie można oka wypuścić na długi spacer po bezkresnych przestworzach) itd. Przez długi czas obydwoje dojeżdżaliśmy do swoich fabryk, zarabiając niegłupie pieniądze, i nie marzyła nam się hodowla zwierząt gospodarskich, że już nie wspomnę o tym, jak bardzo bolało zderzenie naszych marzeń o życiu w lesie z twardą dupą rzeczywistości. Gdy nagle straciliśmy pracę, najpierw małżonek, miesiąc później ja, mówiąc w dużym skrócie i pomijając okresy czarnej depresji, w mojej głowie pojawiła się koncepcja kozy i kury, jako wstępu do „samowystarczalności”. Jak to się dalej potoczyło to już wiecie ;)

    Bila, dzięki :D
    Zanim jednak przyjdzie marzec… Prognozy widzą kolejne, nagłe ochłodzenie tuż za rogiem. Niby nic niezwykłego, ale dwie poprzednie zimy tak nas jakoś rozpieściły swoją łagodnością, no a poza tym – teraz mamy kupę zwierzaków, o które trzeba zadbać. No nic, idę sprawdzić, czy ziemniaki dla całej ferajny już się ugotowały.

    • ciociasamozło 12/01/2016 at 17:24

      Może powinniście się przerzucić na psi zaprzęg?
      Jakby tak Pimpacego od frontu a przed nim na kiju klatka z kurą? Za nim Mając a na końcu Laser poganiający wszystkich szczekaniem. Atos oczywiście w roli pieska kiwajacego głową na tylnej szybie ;)
      Normalnie pojazd uprzywilejowany, żeby nie powiedzieć specjalnej troski.

      • Kachna 12/01/2016 at 19:10

        Ciociusamozło…wydaje mi się, że stąpasz po cienkim lodzie;)

        Chociaż może u Kanionka mróz czyma i ściska mocniej :))

        Jam wczoraj również rymnęła na chodnik zalodzony, pod mięsnym. Estac nie mogłam bom się ślizgała. A teraz proszę wytężyć wyobraźnię – czterech CZTERECH chłopców lat 9-10 mnię podnosiło. Się skoncentrowałam tylko żeby ich nie powalić także….

        • buskowianka 12/01/2016 at 20:56

          Kachna! Lowju!
          (Przyłączam się do fanklubu, bo tu chyba gdzieś się jakiś zaczynił?)

          A żeby boleści po bliskich spotkaniach z lodem bolały mniej, to trzeba je ojojać.
          Więc Kanionku, Kachno, ojojojojoj, biedne Wy, ojojojoj, ojoj.

          (Jak pisałam wyżej „Kanionku” to mi słownik w telefonie podmienił na „kanoniku”. Prowokator jakiś, czy co…)

          • kanionek 12/01/2016 at 21:27

            KANONIKU? O mnie tak powiedział?! Ta zniewaga krwi… Chociaż zara, zara. Może to niegłupi pomysł jest. Co niedzielę palnę Wam kazanie, taca już tu jest… Potem, gdy już poczujecie tę moc i mądrość niezaprzeczalną, jaka od mej świętej i światłej osoby płynie, założę sektę, ściągnę Was tu wszystkie, każę się wyzbyć majątków (i.e. przepisać na mą skromną osobę) i zaprzęgnę Was do pracy w polu. Obiecuję… nie, nie obiecuję, ja to WIDZĘ (w moich świętych wizjach), że będziecie zadowolone!

            Kachna, pardą, ale muszę. Gdy tak pięknie opisałaś, jako Cię czworo dzieciątek podnieść usiłowało, to zaraz w głowie usłyszałam pierwsze takty piosenki: „Zostawcie Titanica…” :D
            (jagódki od Ciebie na wykończeniu STOP morelki zostawiłam sobie na kolejną falę mrozów STOP hejże glujże! STOP)

          • Kachna 12/01/2016 at 23:55

            Czuję się ujojana.
            A właściwie moje kolano…..
            Ja toże ljublju :)

            Na zdrowie Kanionku.
            Buziaki!

          • Kachna 13/01/2016 at 00:00

            Ach jeszcze Tytanik……..
            Tja.
            Foch!

          • zeroerhaplus 13/01/2016 at 00:10

            Mało Ci jednego majątku do oporządzania, Kanoniku?!
            Jesteś szalona, mówię Ci ;))

          • kanionek 13/01/2016 at 18:42

            Zeroerha, Ty mi powiedz coś, czego nie wiem :D
            I dzięki, że nazwałaś to, co mam, majątkiem :)

          • zeroerhaplus 13/01/2016 at 22:40

            W jednej czereśni mogą być dwa robaki.

          • kanionek 14/01/2016 at 00:52

            O kurde, dzięki :)

      • kanionek 12/01/2016 at 21:40

        Ciocia weź :D Zobaczyłam tę klatkę z kurą, jak się bimba na kiju przed nosem Pimpacego, i już mi wystarczyło. Zapomniałaś o klaksonie; w tej roli doskonale sprawdzą się gęsi, a za koguta na dachu będzie kaczka, tylko trzeba ją nauczyć wprawiania się w szybki ruch wirowy – będzie wtedy stosownie błyskać białym popiersiem.

        • ciociasamozło 12/01/2016 at 22:34

          A obiecywałam sobie nie płakać przed snem! No a teraz nie dość, że oczy zapuchnięte to jeszcze zmarszczki od śmiechu mi się zrobiły ;)

          Możesz jeszcze dorzucić do wizji Żozefin, która biegnie przodem wołając „jedzie się, jedzie się”, żeby co wrażliwsi zeszli z drogi ;)

          • kanionek 13/01/2016 at 18:48

            Ciociu, samo „jedzie się!” mogłoby nie wywrzeć na ludności odpowiedniego wrażenia, za to „jedzie się BEZ HAMULCÓW!”… O, to już powinno niektórym dać do myślenia :D

        • Kachna 12/01/2016 at 23:58

          Nie mogę wytrzymać……
          Na kiju się raczej „dynda”!
          A bimba się na coś.
          Chyba.
          Tak.
          Chyba już dobranoc.
          Teraz ja po cienkim lodzie stąpam. A to już pewnikiem kąpiel lodowa więc się żegnam czule:)

        • zeroerhaplus 13/01/2016 at 00:11

          „… a za koguta będzie kaczka.”

          :DD

  81. mitenki 13/01/2016 at 02:35

    Kanoniku :D
    Hmm… czy powinnyśmy się do Ciebie zwracać – wielebny? :D

  82. zerojedynkowa 13/01/2016 at 08:43

    Dzięki Dziewczyny! :D
    Popłakałam się od rana. Ze śmiechu.
    You make my day! czy jakoś tak.
    Wizja dyndającej klatki z kurą i kaczki zamiast koguta długo mnie nie opuści! Oj, długo.

    • Kachna 13/01/2016 at 08:55

      „DYNDAJĄCEJ” – ha!!!!
      :))))

      Nie bimbającej;)

      • ciociasamozło 13/01/2016 at 09:21

        Ależ ta kura bimba Pimpacemu, bo dynda przed nosem, ale złapać się ne da :)

        • ciociasamozło 13/01/2016 at 09:23

          znaczy bimba na wysiłki Pimpacego, o!

          • Kachna 13/01/2016 at 09:33

            NO teraz to tak.
            Swoja droga jakie piękne słowa „bimba” i „dynda”.
            U nas nader często używamy słowa „dynda” – w odniesieniu do zębów małego 9,5 syna. Gdyż wydyndują mu się wciąż mleczaki:)
            Ale jemu to nie bimba – bo ……Wróżka Zembuszka przejmuje wydyndane i zostawia równowartość w PLN. A raz nawet w EUR (całe 50 eurocentów!).

          • kanionek 13/01/2016 at 18:39

            Moja dhoga. Ja oczywiście odróżniam „dyndanie” od „bimbania”, i wiem, że w odniesieniu do klatki dyndającej na końcu kija użyłam czasownika „bimbać” dość odważnie, eksperymentalnie, pioniersko i przekornie ;) No tak mi ładnie brzmiało w tym ujęciu, że musiałam. Rozbimbana klatka z kurczakiem. Bimbonierka. Bimboklatka z kurbimboniem! A jeśli dzwon robi bim-bom, to serce dzwonu się dynda, czy bimboni? Zagadnienie dla ludzi szalonych.
            (a tera uwaga, nakurwiam riwendża: czy Twój mały ma „zęby”, czy „zemby”?. To w kwestii „Wróżki Zembuszki)
            :-*
            (i jak tam korepetycje z rosyjskiego, bo tak intrygująco zaczęłaś, z tymi ramiączkami i w ogóle, a teraz co? O suchym pysku mamy siedzieć, bo dawnoć przecie strużka śliny z rozwartych namiętnością ust otarta? Mhm?)

          • zeroerhaplus 14/01/2016 at 20:29

            Że też dopiero teraz zauważyłam zajawkę dzwońskiej rozterki…
            Zaprawdę, Kanionku, piękne zagadnienie, piękne :))

  83. RozWieLidka 13/01/2016 at 11:44

    A tam. Bimba to po torach w Poznaniu pomyka 😋

  84. bila 13/01/2016 at 12:45

    Ej-no! Przestańcie, bo mam pół twarzy znieczulone po wizycie u dentysty i mój uśmiech jest połączony z uczuciem, że coś mi się rozdziera na twarzy. No…

    • ciociasamozło 13/01/2016 at 15:23
      • bila 14/01/2016 at 09:59

        Ojejaaa… Chyba nie. Ale..- CZY JESTEM PIĘKNA?
        Zastanów się nad odpowiedzią, ciociu ;)

        • ciociasamozło 14/01/2016 at 10:23

          Podobno najbezpieczniej byłoby odpowiedzieć pytaniem na pytanie, albo stwierdzić, że wyglądasz normalnie, ale ja zaryzykuję. Powiem, że uroda urodą, ale na pewno masz zdrowsze zęby ;P

    • kanionek 13/01/2016 at 18:28

      Ja z efektu znieczulenia połowy twarzy najbardziej lubiłam widowiskową sztuczkę ze śliną cieknącą z tego zdrętwiałego kącika ust.
      Człowiek wiedział dopiero wtedy, gdy strużka dopłynęła do rejonu mniej zmartwiałego :)

      • bila 14/01/2016 at 10:03

        Taaak :) Mam bardzo dowcipną dentystkę, przypływ poczucia humoru ma zazwyczaj, jak pacjent siedzi na fotelu z różnymi gadżetami w buzi. Ha!
        Uprzedziła mnie, żebym profilaktycznie ocierała co jakiś czas kącik ust. Stwierdziła tez, że dobrze, że od niej idę prosto do pracy, gdyż mogę uzyskać uboczny efekt- każdy klient widząc mój krzywy uśmiech i lekki bełkot wyjdzie ode mnie z lepszym humorem, przekonany, że on sam nie ma aż tak źle. :)

  85. kanionek 13/01/2016 at 18:58

    Moje Drogie Kozy.
    Ależ się nawypoczywałam :) Dzisiaj wstałam z czymś w rodzaju werwy i zapału, co jest tylko dowodem na to, jak bardzo mi było trzeba się wybyczyć. Albo, jak to napisała Barbarella, „wykrowić”. No to już się wykrowiłam, dziś „naciągnęłam majty i do roboty”, jeszcze muszę umyć i poszatkować warzywa dla koziarni (marchew mam zapiaszczoną, większość jest wielkości palca, więc całe zadanie mycia, szatkowania, rozdzielania na wiadra, włącznie z karmieniem zmianowym, czyli po dwie, trzy kozy naraz przy żłobie i osobno owce, zajmuje mi od trzech do czterech godzin, ale przynajmniej każdy się naje sprawiedliwie) i coś zjeść, a potem może ogarnę te setki zdjęć, co narobiłam w ciągu dwóch tygodni. Aha, wyszła mi świetna feta (dziś sobie przypomniałam, że nadal zażywa kąpieli w solonej serwatce, w półtoralitrowym słoju gdzieś w głębi lodówki). Szczęściem głupiego zapewne, a czy wynik uda się powtórzyć, to się okaże dopiero na wiosnę, gdy znów będę miała mleko :)

    • zeroerhaplus 13/01/2016 at 22:45

      Za cholerę nie wiem, czemu czytam „fota w szalonej serwatce”.
      Czy jest na sali lekarz?

      • kanionek 14/01/2016 at 00:39

        Prorok jaki…? Zrobiłam dziś fotę tej fecie, a że w szalonej serwatce to jasne. Jaki pan, taki kram. Jestem szalooona, mówię Ci ;)

  86. zeroerhaplus 14/01/2016 at 00:45

    Eeee łatwe było. Ty wszystkiemu przecież foty robisz ;)

    • kanionek 14/01/2016 at 00:49

      :D
      A jednak nie wszystkiemu. Bo na przykład zawsze, gdy na podwórku wyląduje UFO i ONI pobierają ode mnie próbki i wstrzykują mi implanty, to albo się akurat bateria rozładuje, albo karta pamięci pełna. Ale kiedyś Wam udowodnię.

      • zeroerhaplus 14/01/2016 at 00:52

        :D
        Ale to nie tak. Ty te zdjęcia na pewno robisz, ale ONI je potem kasują.
        Że im się chce…

        • kanionek 14/01/2016 at 01:00

          Faktycznie (plask w czoło)! Ja robię, ale ONI kasują, a potem wymazują mi ten fragment z pamięci. Jestem tu sama ze swoją straszną tajemnicą. Mam bóle w prawym boku, ale z tyłu pleców (tylko nie mówcie, że plecy nie mają przodu. Moje mają i przód wygląda dokładnie tak samo, jak tył). I nikt mi nie wmówi, że to od pchania Gwiazdolota pod górkę. Wszczepili mi obcego. On rośnie. Kiedyś wyjdzie.
          Kto rośnie? Gdzie wyjdzie? Kim jestem? (https://www.youtube.com/watch?v=zrE03adBmls)

          • zeroerhaplus 14/01/2016 at 01:06

            Alzheimer to piękna choroba, tjaaa…
            Teoria o przodzie pleców też całkiem niczego sobie ;)

          • kanionek 14/01/2016 at 01:12

            Widzę, że nie traktujesz mnie poważnie. Byłam na to przygotowana. Jestem tu sama, ze swą straszną tajemnicą. Na szczęście łyk szalonej serwatki uodpornił mnie na wszystko, w tym również ludzkie złe języki. A może to były morelki od Kachny?

          • zeroerhaplus 14/01/2016 at 01:16

            Ja, niepoważnie?!
            Potwarz, w żywe oczy grubymi nićmi szyta!!!
            Hańba!!!

            Sama ze straszną tajemnicą, nooooo :) Zwłaszcza teraz, bo wybieram się jednak do łóżka.

            Nie daj się porwać dziś w nocy :))

          • ciociasamozło 16/01/2016 at 22:19

            Sorki, z hańbą mi się skojarzyło:
            http://www.patrzalka.pl/700/hanba-hanba-hanba-do-nogi

  87. zeroerhaplus 14/01/2016 at 00:54

    A propos UFO: marchew poszatkowałaś? ;)

    • kanionek 14/01/2016 at 01:06

      Nie! Musiałam ją zakopać w ogrodzie, bo chciała mi zrobić krzywdę. Słyszałam też, co knują buraki, i jeszcze jabłka w to wciągnęły…

  88. zeroerhaplus 14/01/2016 at 01:09

    Uważaj na brokuły. Brokuły są szczególnie podstępne i działają z zaskoczenia. Wielu zginęło przez niedocenienie siły brokuła.

    • kanionek 14/01/2016 at 01:14

      SKĄD WIEDZIAŁAŚ!?
      Mam też dzisiejsze zdjęcie zapiekanek z brokułami… Kupuję latem, gdy normalnie kosztują, i sobie mrożę na zimę. Idę zakopać aparat foto w ogródku. I resztkę mrożonych brokułów. Nie bawię się z Tobą, Zeroerha!

      • zeroerhaplus 14/01/2016 at 16:20

        Ja wiedziałam, że tak będzie (aha, aha).
        Wiedziałam, że nadejdzie ta pora (!), gdy już nie będziesz się chciała ze mną bawić. To była kwestia czasu. Smark, smark.
        Cóż. Mówi się trudno, komentuje się dalej ;)

        Do zabawy zostały mi na szczęście wierne pory*…
        Miałaś, babo złoty sznur,
        Ostał ci się jeno pór. ;))
        ___________
        *-swoboda interpretacji jak najbardziej dozwolona

  89. zerojedynkowa 14/01/2016 at 08:54

    Kanionku, zeroerhaplus: jak Wy to robicie, że nie potrzebujecie snu? Ja o tej godzinie byłabym w stanie jedynie napisać: jjd0o; oajd, a Wy takie INTELYGENTNE rozmowy prowadzicie. :D
    No chyba, że czuwacie, żeby marchew z brokułami i burakami nie zawarły jakiegoś tajnego porozumienia…
    Szacuneczek ;)

    • ciociasamozło 14/01/2016 at 09:39

      Nie wiem jak Zeroerha, ale Kanionek przecież (boszsz… musiałam sprawdzić czy nie „przecierz”, a przecież nie czytałam ostatnio komentarzy na Onecie) pisała, że się wykrowiła. Teraz ma siłę hasać po nocy. A może to ten obcy ją nakręca?
      Chciałabym tylko wiedzieć czy marchew się nie odkopała i czy zobaczymy jeszcze jakieś zdjęcia skoro aparat pogrzebion.

      • zeroerhaplus 14/01/2016 at 16:13

        To już wiem, dlaczego najcześciej używam formy „przecie” ;)

        Zerojedynkowa, ja sobie znowu wypraszam. Stanowczo potrzebuję snu! I to nawet więcej niż inni!
        Tylko może czasem o innych porach, niż „normalne”.
        (Znów te pory!!!)

        A bełkotać bez sensu potrafię, jak widać, o każdej porze :)

        O Porze!!! Ratuj!!!! :)

        • ciociasamozło 14/01/2016 at 16:14

          I PORAtował? ;)

          • zeroerhaplus 14/01/2016 at 16:21

            Echhhh, porzal się Porze z takim poratowaniem. Nie ma co na pora liczyć ;)

            Mówiłam, że są wredne ;)

          • ciociasamozło 14/01/2016 at 17:33

            Zeroerha! przez Ciebie mam zaporę myślową! A sporo mam jeszcze do zrobienia o tej porze i nie mogę uporczywie skupiać się na porach! ;)

          • zeroerhaplus 14/01/2016 at 20:26

            Akurat taka pora była na porror szoł, Ciociu :))

          • ciociasamozło 14/01/2016 at 20:59

            Dobrze, że porror nie porno (i duszno) ;)

  90. Ola 14/01/2016 at 09:30

    Dialog pt. „Fota w szalonej serwatce” przeczytałam sobie od końca, to jest od 01:14… Ale to chyba nie ma większego znaczenia? Pozdrawiam bimbająco :P

  91. bila 14/01/2016 at 10:07

    Warzywa SĄ PODSTĘPNE. Dzisiaj z czystej głupoty zepsułam sobie humor wchodząc rano na wagę. Jestem przekonana, że to przez warzywa. ;)

    • ciociasamozło 14/01/2016 at 10:18

      Pory! Stawiam na pory!

      • zeroerhaplus 14/01/2016 at 16:09

        Stanowczo nabiera się wagi przez pory, Ciociu :)

        Pory są generalnie wredne.

        • ciociasamozło 14/01/2016 at 16:15

          I się rozszerzają.

          • zeroerhaplus 14/01/2016 at 16:23

            Nooooo :DD
            Same, albo można zlecić (poszerzenie porów u krawcowej, jak się już za dużo wagi nabrało (przez poszerzone pory oczywiście)).

            Ratunku!!!!!! ;))

          • ciociasamozło 14/01/2016 at 17:29

            Znaczy porosło tu i ówdzie?

          • zeroerhaplus 14/01/2016 at 20:20

            Sporo porosło ;)

          • RozWieLidka 14/01/2016 at 20:31

            A w pyrlandii ubyło. Cztery.
            W ciągu trzech tygodni.
            I to też pewnie wina porów. Ani chybi 😉👖

          • Ajka 14/01/2016 at 20:48

            ja nie potwierdzam, mi na diecie warzywnej znikły kilogramy i cellulitis! bez żadnych ćwiczeń!!! serio! potem znów zaczęłam się opychać i wrócił, na szczęście bez kilogramów. Właśnie od 1,5 tyg znów jestem na warzywkach i 1 kg w dół, czekam aż celu zniknie, ale to chyba jeszcze z miesiąc…

    • Ynk 14/01/2016 at 10:57

      Smalec z fasoli? To co, nie sposobić? Bo już miałam…

  92. kanionek 14/01/2016 at 23:37

    Ja PORdolę…
    Półtorej godziny temu zaczęłam pisać wierszyk o panie Porze z Portoryko. Było w nim coś o porąbanych portkach, porcjowanym porto, portugalskiej porcelanie i porachunkach z porucznikiem, ale musiałam przerwać tfurczość, bo mnie małżonek do piwnicy zawołał, gdyż otóż mamy kolejną usterkę. Pomarzliśmy sobie przez ponad godzinę w tej piwnicy o porowatych ścianach i niskim sklepieniu, usterka nie do naprawienia na tu i teraz, znów nie mamy wody (na razie nie pytajcie, to długa historia, którą kiedyś opiszę w wersji skróconej do stu stron), a po powrocie do kompa się okazało, że pieski używały klawiatury i por jasny strzelił mój poemat. Zastrzelcie mnie, por favor!

    • zeroerhaplus 15/01/2016 at 00:28

      Porca miseria!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

      • kanionek 15/01/2016 at 01:20

        :D
        A nawet dwie porcje tej mizerii ;) Małżonek mówi, że zaleje piwnicę betonem po same drzwi, a w ostatniej chwili wskoczy do środka.
        Kontynuując zaś poręczny wątek: ¿por qué pasa esto a mí? (wszelkie błędy dozwolone, albowiem nie hablam wcale a wcale)

        • zeroerhaplus 15/01/2016 at 11:21

          No to kurde w pytę, zimą mieć awarię hydrauliczną w takim miejscu. Jakby nie mogło do lata poczekać, gdy człowiek sam w piwnicy chłodu szuka, nie?

          Poor Kanionek…

      • mitenki 15/01/2016 at 01:35

        PORządnie i przykładnie ukarać futrzastych chuliganów!

  93. ng 15/01/2016 at 14:41

    kurde Kanion! ja wszystko rozumiem – czas na odpoczynek, awarie, zaległości w lekturze i – nie bójmy się tego napisać – lenistwo, ale ….. no ileż można czekać na nowe foty i soczyste opisy ?!?!?! te ochłapy opowieści w komentach tego nie zastąpią. tak się nie robi, tak się nie robi!

    • kanionek 15/01/2016 at 20:05

      „Ja jestem kierownikiem tej szatni, i co mi pan możesz zrobić?”
      A tak całkiem serio – ja Was doskonale rozumiem i wiem, że „tak się nie robi”. Sęk w tym, a nawet sękacz i stękacz, że gdy awaria goni awarię (dziś co chwilę wysiada prund, ale to awaria nie po naszej stronie), na zewnątrz mróz i śnieg, kręgosłup nakurwia, wszyscy żądają zwiększonych porcji żywnościowych i weź im człowieku ciągle coś gotuj/siekaj/targaj/dolewaj, itede itepe, to po prostu… Siada wena. I nagle wszystko się wydaje bez sensu, bez przyszłości, nie damy rady, starzejemy się, bla bla. W takich okolicznościach słowo się nie klei, a umysł chce tylko uciec gdzie indziej, np. do cudzej książki, życia, świata, innych okoliczności i zdarzeń. Nie wiem, czy to cokolwiek Wam wyjaśnia. Winę oczywiście ponoszę za to ja, jako Wasz skryba i oborowy fotograf, ale nie umiem nie być sobą. Mam chwiejną psyche, targają mną różne uczucia, i to się przekłada na tzw. wyniki ;) „Barton Fink siedział tyle i nie pisał nic”, a ja, pragnę przypomnieć, nie jestem nawet pisarzem! Uprzejmie proszę o przyznanie mi prawa do dni bezpłodnych (a nawet tygodni) ;-P
      Coś tam wczoraj zaczęłam pisać i zdechłam, dzisiaj pewnie coś dopiszę, może jutro lub w niedzielę wrzucę. Wuj tam, że będzie nudno, bo nic ciekawego nie mam do opowiedzenia, ale fotki będą, a one zawsze ratują sytuację ;)

      • paryja 15/01/2016 at 20:44

        Przyznajmy dziewczyny Kanionkowi te dni bezpłodne, niech se odpoczywa przy robocie ;)

        Chciałam również nieśmiało zaprotestować przeciwko porzuceniu myśli o „Sekcie Wielebnej Kanonik”. Ja bym w to weszła :)

        • ciociasamozło 15/01/2016 at 22:06

          Jedyna sekta do jakiej kiedykolwiek bym przystała a nawet się przyspawała :)

      • ng 17/01/2016 at 23:46

        no dobra już – skoro to dołek – to poczekamy spokojnie. donciu łory!

        • kanionek 18/01/2016 at 15:33

          Muczos dziękos, ng :) Dołek, albo inny kryzys twórczy. Albo może zwyczajnie wypisałam już swój długopis, a jak śpiewała Anna Jantar – nic nie może przecież wiecznie trwać ;)

  94. ng 15/01/2016 at 14:41

    nawet mój awatar wyraża oburzenie :)

  95. pluskat 15/01/2016 at 15:21

    jak mus to mus, powiedzial Kanionek i poszedl do piwnicy po sloik.

    • kanionek 15/01/2016 at 20:22

      Tylko nie do piwnicy! :D

  96. mały żonek 15/01/2016 at 21:31

    No to może ja podkręcę atmosferę, bo jakoś nie daje mi spokoju jedna rzecz. Z cyklu: „Polacy, to mądry naród”. Otóż mając na uwadze panujący ustrój, demokrację, proponuję na nowy hymn Polski poniższy twór. Ilość wejść potwierdza słuszność wyboru.

    https://www.youtube.com/watch?v=cxtnot8lY4U

    • mitenki 15/01/2016 at 21:50

      Mały Żonku – ale wiesz, że jak się coś usłyszy, nie da się tego ODUSŁYSZEĆ?

    • mały żonek 15/01/2016 at 21:53

      Niby wiem, ale jestem lekko spoza „porów” i podobnych, więc nie bardzo nadążam. Cóż to zmienia (niemożność „odusłyszenia”)?

    • Modra 15/01/2016 at 21:57

      Zgadujeż, że ze względu na owo ‚Oszalaaałeeem’ w refrenie?

  97. mały żonek 15/01/2016 at 21:59

    Nie. Ja serio. Obcując ze światem zewnętrznym, uważam to za prawidłowy kierunek, tzn. podług potrzeb.

    • Modra 15/01/2016 at 22:04

      Jesli by mialo byc na powaznie, to trzeba przyspieszyc budowanie tej tratwy, co to byla juz tu na forum prawie w budowie.

    • mały żonek 15/01/2016 at 22:12

      Być może, ale to wciąż mała tratwa by była. Propozycja hymnu wciąż aktualna.

      • Ola 15/01/2016 at 22:44

        Jestem za hymnem. I rozkręcamy biznes z balonikami z helem. Pójdzie dobrze!

      • zeroerhaplus 16/01/2016 at 07:15

        Nie pójdzie.
        „Wokalista” wyraźnie twierdzi, że „w jego sercu lato”. Pokaż mi statystycznego Polaka, w którego sercu lato. Tam jeno martyrologia, walka narodowowyzwoleńcza, mesjanizm, szczęk szabelek i husaria tabunami popierdala.
        Bo o tak zwanym statystycznym Polaku mówimy?

        PS. Możesz dookreślić, co masz na myśli mówiąc, że jesteś lekko spoza „porów”? Zaciekawiło mnie to :)

        • zeroerhaplus 16/01/2016 at 19:28

          Postscriptum było oczywiście skierowane do MałegoŻonka, jakby co.

  98. Ola 15/01/2016 at 22:55

    Kanionku! Może odkryłam coś, co już wszyscy znają, ale podzielę się, bo się zachwyciłam. Jak człowiek opowiada o ptakach!!! O kurach, że mądre, o kaczkach, że są półgłówkami, o gęsiach, że potrzebują przyjaźni i o pelikanie, którego sam sobie wysiedział/wykluł…
    http://www.polskieradio.pl/9/29/Artykul/1455675,Ptasie-radio-czyli-o-Trojkowych-gawedach-doktora-Kruszewicza

    • zeroerhaplus 16/01/2016 at 12:21

      Ja nie znałam!
      Zapowiada się świetnie, posłucham całości wieczorem.
      Dzięki Ola :))

    • kanionek 16/01/2016 at 13:14

      Ooo, posłucham, tylko to prawie godzinę ma, więc chyba wieczorem, jeśli net pozwoli :)

  99. zeroerhaplus 16/01/2016 at 12:20

    Wiecie co, chyba źle ze mną.
    Chcąc pójść po drewno do pieca wzułam obuwie (słowo „wzułam” jest jak najbardziej na miejscu, są to bowiem moje stare buty „do biegania” (choć nigdy w nich nie biegałam), które się zużyły i pozbawione sznurówek służą teraz jako kamasze „po obejściu”) i wyszłam z domu. Po drodze wyrzuciłam jeszcze śmieci, połaziłam trochę, takie tam. Idąc z koszem drewna do chałupy poczułam, że chyba mi się wkładka podwinęła w bucie. Albo skarpeta zsunęła? Sprawdzam więc, a tam mysz. Już nieżywa, ale jeszcze miękka, jeśli wiecie, co mam na myśli. Pod stopą. Przez dziesięć minut jakoś z nią człapałam.
    Nie wiem, do jakiej kategorii to zaliczyć, droga redakcjo ;)

    • Ola 16/01/2016 at 12:34

      Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!

    • kanionek 16/01/2016 at 13:16

      :D :D :D
      Znowu wygrałaś WSZYSTKO. Zdechłam, chociem ciepła jeszcze…

      • zeroerhaplus 16/01/2016 at 19:26

        Ciepła to ONA była, pewnie dlatego jej nie poczułam ;)

        • kanionek 16/01/2016 at 21:41

          Ha! Nie wiem, czy dobrze robię w ogóle coś takiego sugerując, ale… Ekhm. Może ona była ciepła ORAZ żywa, znaczy kimała sobie w tym bucie, a potem Ty ją wzięłaś na spacer i… no wiesz. Niby stopa w bucie to nie maszynka do mielenia, ale jednak można się poturbować, gdy się jest taką małą myszką, a w jednym bucie nie ma miejsca dla dwojga ;)

          • zeroerhaplus 17/01/2016 at 06:15

            Eeeeeeej! Ustalmy jedno: ona nie była żywa ;)

            No dobra, może mój tonaż doprowadził do tego, że ukróciłam jej męki wynikłe z powodu śmiertelnych ran, zadanych wcześniej przez kociaki. Ależ jestem szlachetna, nie?
            Poza tym nie jestem pewna, czy to była „mała myszka”.
            Gdy ją zobaczyłam, była to raczej płaska myszka ;)

            A tak już na serio, to obstawiam na jakieś 99%, że była już po drugiej stronie mysiego Styksu. Raz kiedyś włożyłam nogę do buta z żywą myszą, więc znam różnicę ;)

          • mitenki 17/01/2016 at 12:11

            Zeroerha – bo ona bardzo mocno spała, biedna myszka ;P

    • pluskat 16/01/2016 at 14:31

      do kategorii miekkich horrorow

    • mitenki 16/01/2016 at 18:16

      AAAAAAAAAAAAAAAAAA!
      Od dziś sprawdzam WSZYSTKIE buty, czy w nich jakiejś niespodzianki nie ma :D

      • paryja 16/01/2016 at 18:31

        Mysz w bucie (i maszynce do mielenia) to jeden z moich lęków ;)

        • buskowianka 16/01/2016 at 23:51

          Tja, mam to z maszynką. Ciebie też skrzywdziła w tym względzie Musierowicz, czy jakieś inne doświadczenia?

          • paryja 17/01/2016 at 12:58

            We wczesnym dziecięctwie, babka sąsiadka bardzo kwieciście mi opowiedziała o takim przypadku. I mi zostało. Musierowicz czytałam już jako stara baba ale tego fragmentu zupełnie nie pamiętam. Może bledziuchny był na tle opowieści babki sąsiadki ;)
            A może ja to z Musierowicz pamiętam , tylko mi się przestawiło ;)
            Jakby nie było mysz w maszynce jest mi wstrętna.

      • zeroerhaplus 16/01/2016 at 19:28

        No widzicie, powinnam powiedzieć, że od dziś też będę sprawdzać wszystkie buty. Ale wiem, że nie będę ;)

        Paryja, a ta mysz w maszynce, której w domyśle tak nie lubisz, to mam nadzieję, że chociaż nieżywa? ;)

        • paryja 16/01/2016 at 20:34

          Z dwojga złego wolę żywą :) bo maszynkę rozkręcam przed użyciem, więc żywą wypuszczę !

        • mitenki 16/01/2016 at 22:56

          Ja się żywej też nie boję, ale taka zdechła, ciepła… brrrr

    • thais 16/01/2016 at 23:15

      W dziurawym bucie mieszka mysz.
      „Nieźle go nawet urządziła.
      Nigdy nie mówię jej „a kysz!”
      I ona też jest dla mnie miła.
      Bywa, że wpadnie po sąsiedzku
      pożyczyć chleba albo sera,
      albo pogadać o czymkolwiek,
      kiedy samotność nam doskwiera.”
      aha już nie wpadnie

      • kanionek 17/01/2016 at 00:51

        Wierszyk o mojej Norze?
        Lubiłam, gdy „wpadała pogadać o czymkolwiek”. Tegoroczna zima jest jakaś inna. Nie wiem, może bardziej zimna.
        Ale to nie może być wina jedynie temperatury za oknem. Nie wiem. Nawet kozy jakieś w tym roku smutniejsze. A może to tylko w mojej głowie. Miałam jeden dzień zwyżki nastroju, kolejny przejechałam na oparach i pomyjach, a teraz znów oklapłam jak ciasto z budyniem. Do dupy z takim Kanionkiem. Aha, nic mi nie piszcie miłego, żadnego klepania po pleckach, muszę sama wziąć się w garść albo dać sobie po ryju. Może jutro.

        • zeroerhaplus 17/01/2016 at 06:06

          I teraz nie wiem, czy to „nie piszcie mi nic miłego” to taka podpucha i podpierdólka, czy nie… Hmmmmm.
          Można połaczyć przyjemne z pożytecznym i klepnąć Cię po pleckach tak, że płucka wypadną, na przykład.
          Hm. Wątpliwa przyjemność ;)

          • kanionek 17/01/2016 at 11:40

            :D
            Zeroerha, a nie zamawiałaś przypadkiem śniegu w dużych ilościach? Bo jeśli tak, to weź zadzwoń gdzie trzeba i zgłoś, że zaszła jakaś pomyłka i cały ten śnieg znowu pada u mnie. Nie dość, że i tak miałam go sporo, to teraz sypie od kilku godzin tak gęstą zasłoną, że jeszcze chwila i własnego samochodu nie będę mogła znaleźć. Choć w sumie – na co mi w tych okolicznościach samochód?

          • zeroerhaplus 17/01/2016 at 12:50

            O nie, nie, nie, co to, to nie, że się tak jasno wyrażę ;)
            Bez śniegu mogę żyć jak najbardziej, i to całkiem przyjemnie. Mam jeszcze parę zdjęć bałwana, to sobie w razie czego pooglądać mogę.

            Zasypuje Was, powiadasz? Tjaaaa. Z tego co czytam, to parę osób w Polszcze bardzo mocno za śniegiem tęskniło, więc to tylko może spełnienie ich życzeń? Popytaj wśród znajomych, w razie czego będziesz wiedziała, komu za to w mordę natrzaskać.
            Najlepiej śnieżynkami ;)

          • Ynk 17/01/2016 at 13:09

            Nadstawiam mordę do trzaskania. Proszę bardzo. Może się okazać, że wielu na tym skorzysta. Może się okazać, że i mi było to potrzebne (chociaż do masochistów się nie zaliczam). Kanionkowi ulży ździebko. Wprawdzie ‚u nasz’ śnieg nie sięga samochodom po grzywki, ale pojaśniało, jakaś świeżość się unosi w powietrzu zamiast błotnistej zgnilizny. Tak że ten .. Możecie mnie obrzucić jeszcze ciepłymi myszami ;-P

          • kanionek 17/01/2016 at 19:37

            Obrzuciłabym Cię, ale u mnie w tym roku nie ma myszy! Ani szczurów, ani nornic, ani nic. Nie ma w domu, nie ma w Różowym Magazynie Zbóż, nie ma w koziarni, ani nigdzie. Faktem jest, że Gamoń, kot niewykastrowany, zaznaczył dokładnie całe swoje (czyli niegdyś nasze) terytorium. Wychodzę ostatnio tylnymi drzwiami z warsztatu i normalnie czuję, że las olszynowy zajeżdża świeżym kotem, patrzę, a tam Gamoń sobie siedzi na murku za koziarnią. Pewnie akurat dopiero co „po robocie” był ;)

  100. kanionek 16/01/2016 at 13:19

    Z ostatniej chwili: właśnie wróciłam z lasu z naręczami gałązek wierzbowych, posterczałam trochę z koziarnią, pasąc się widokiem pasących się na wierzbie kóz, a tu nagle paczę…
    BAŚKI ZAPUŚCIŁY CYCKI! Nie żeby zaraz wielkie cysterny, jak u Bożeny, ale SĄ. Pierwsze, co zauważyłam już kilka dni temu, to powiększenie i „rozmiękczenie” okolic podogonowych, a teraz to :)

    • mitenki 16/01/2016 at 22:57

      „Baśka miała fajny biust…” – tak mi się jakoś skojarzyło ;)

      • kanionek 17/01/2016 at 01:07

        No niee, teraz się to ode mnie nie odczepi. Codziennie po kilka razy widzę te owce i od teraz zawsze już będzie z nami Gawliński. Swoją drogą (jeśli są tu jakieś fanki Wilków to z góry przepraszam) zawsze uważałam, że facet beczy jak koza i mdliło mnie od jego wykonów i teledysków z powiewającym włosiem. No ale trudno. Niech już mają Baśki ten fajny biust, byle się wszystko dobrze skończyło :)

        • mitenki 17/01/2016 at 01:48

          Ojć, kajam siem :D
          Nie jestem fanką Wilków, i nie przepadam za tym utworem, ale są gorsze. Takie, że oczy i uszy człek chce sobie wydrapać, żeby odzobaczyć i odusłyszeć.
          Jeśli już masz ciągle widzieć Gawlińskiego, to może wyobraź sobie te jego powiewające włosy u Baśki Profesorka?

          A co do ostatniego zdania – amen.

    • ng 17/01/2016 at 23:49

      jest!! nareszcie!

  101. pluskat 16/01/2016 at 14:28

    beda oscypki…

    • paryja 16/01/2016 at 14:48

      będą gówniarze :)

      • kanionek 16/01/2016 at 16:35

        Ale wciąż stawiam na to, że prędzej u Ciebie :)

    • kanionek 16/01/2016 at 16:34

      Prawdę mówiąc nie liczyłabym na to :-/ Baśki nadal półdzikie, nie ma szans na wprowadzenie ich na dojalnicę, a nawet z pozycji żebraczej (na klęczkach) nic nie wskóram, no chyba że dwóch chłopa będzie trzymało owcę, a nogi zwiążemy jej sznurem ;)
      Wszystkie moje obserwacje pochodzą od tzw. ukradka… Ukradkiem zaglądam im pod ogon, z odległości kilku metrów, czyli – jak się domyślacie – nie dotykając ogona, ani innych części owcy. Gdy się do nich zbliżam, zawsze obracają się łbami do mnie, a utrzymać ich w rękach nie daję rady, a próbowałam :)

      • mitenki 16/01/2016 at 18:05

        Kanionku (vel Kanoniku) – i to ten ukradek Ci powiedział?? Że cycki zapuściły, ok, ale jak ukradek dostrzegł ROZMIĘKCZENIE podogonia?
        Oscypki chyba nie muszą być z owczego mleka? Wydaje mi się, że kupowałam w Zakopcu także ze 100% krowiego… hmm.

        Dziewczyny, robimy zakłady? Które pierwsze – Baśki Kanionka czy kózki Paryi?

        • zeroerhaplus 16/01/2016 at 18:25

          Oczywiście, że małe Basie. Kozy Paryi tylko sobie jaja robią ;)

          • paryja 16/01/2016 at 18:51

            Bardzo Cię proszę ! nie załamuj mnie :)

          • mitenki 17/01/2016 at 01:59

            Paryja, nie smutaj :) Już za moment będziesz i Ty miała śliczne koziołki (Kanionek wie co mówi, w końcu kilka porodów już odebrała).
            Trzymamy kciuki i pamiętaj o fotkach :)

        • kanionek 16/01/2016 at 18:29

          Bo ukradek miał takie wrażenie, że mu coś różowego przebłyskiwało, a wcześniej tego nie było, więc tak czekał i patrzył, patrzył i czekał, a gdy w końcu owca podniosła nieco ogon, żeby zrzucić trochę owczego nawozu, to już było widać wyraźnie ;)
          No teraz oscypki to pewnie nawet i bez żadnego mleka da się wyprodukować, ale jednak tradycyjne oscypki zawsze były z owczego. To jest po prostu inne mleko, tak jak kozie trochę różni się od krowiego, tak owcze jest jeszcze tłustsze i zapewne inne w smaku.

          Ja już rzuciłam klątwę na Romuald – ma się rozwiązać do 20 stycznia! A z owcami to najbardziej denerwuje mnie to, że nie dadzą sobie pomacać więzadeł i wezmą mnie z zaskoczenia :D

          • kanionek 16/01/2016 at 18:32

            Aaa! Teraz dopiero zrozumiałam, że jak to – WIDAĆ ROZMIĘKCZENIE. No widać, bo rozmiękczenie idzie w parze z rozpulchnieniem. No więcej nagle wszystkiego jest ;)

        • paryja 16/01/2016 at 18:39

          Mój znajomy baca twierdzi że najlepsze owcze sery wychodzą z krowiego mleka.

          • Ynk 16/01/2016 at 19:04

            Kanionku, wyłapujesz sugestię? Chcesz mieć oscypki – krowę musisz sobie sprowadzić. Skoro Baśki niedotykalne, a jeszcze nie opracowano zdalnego sterowania owczym cyckiem (czy coś przegapiłam w tej dziedzinie?). Chyba że lelka kozodoja namówisz..

          • kanionek 16/01/2016 at 21:52

            Ale tę krowę to chyba ZAMIAST kóz, co? Bo KOLEJNE cztery cycki do wydojenia dziennie i dodatkowe 20 litrów mleka to już chyba nie na moje możliwości ;) A jeśli nie zamiast kóz, to zamiast ogrodu, sprzątania, i innych takich ;)
            Co mnie chyba bardziej niż dojenie przeraża w krowie, to krowie placki. Kozy i owce to jednak granulatem sypią, a krowa jak zrobi dostawę…

          • zeroerhaplus 16/01/2016 at 19:32

            Ale jazda. Zawsze myślałam, że to oczywiste, że oscypek z owczego mleka zrobion. A tu się okazuje, że być może przez pół życia żarłam krowie oscypki? Puaaaa….
            W sumie, to i tak wsjorawno, bo smakowały dobrze ;)
            Ale nigdy się nie dowiem, jak było naprawdę.

          • ciociasamozło 17/01/2016 at 00:07

            Widziałam krowę idealną do Kanionkowej gromadki!
            http://fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/3925649,2,1,DSC08321.html
            Nieduża (raczej wielkości osiołka niż krowy), włochata więc mrozy kanionkowego końca świata jej nie straszne, no i jakie ma rogi! Kozy miałyby konkurencję ;)

          • kanionek 17/01/2016 at 00:55

            O furwa, ale Szmatan!
            Gdzieżeś ją dopadła? W Polsce? I po co ja pytam. Nie mam miejsca na krowę! Nawet taką wielkości psa.

          • mitenki 17/01/2016 at 02:10

            Ale piękna mini krówka! Cielaczki pewnie wielkości kota są :)

            Ciocia, a co powiesz na taką?
            http://www.sunnyfieldfarm.com/summr%20275.JPG
            Bo takiej to byśmy chyba Kanionkowi nie życzyły…
            http://thomasfortenberry.net/wp-content/uploads/2008/07/bigcow.jpg

          • kanionek 17/01/2016 at 11:37

            Holy Fuck! Wołasz do takiej: „Muućka!”
            A ona: „CO!?”
            I podmuch wiatru zmiata cię z pastwiska :D

          • ciociasamozło 17/01/2016 at 10:36

            Kanionku, w Polsce, w Beskidzie Śląskim, w okolicach Wisły. Dwie się takie urocze pasły na łące.
            Mitenki, no tą drugą to trochę trudno wykarmić, ale za to jaki szacun na dzielni ;) I na stojąco można doić ;)

      • buskowianka 16/01/2016 at 19:59

        A co one takie bojące, te Baśki?
        Może jakie nawiedzone i dlatego tak odskakują od Wielebnej Kanoniki jak diabeł od święconej wody.
        Jak już założysz nam tę sektę to może w zamian spróbujemy odczynić jakieś egzorcyzmy.

        • buskowianka 16/01/2016 at 20:00

          W zamian za oscypki, ofkors.

        • kanionek 16/01/2016 at 21:36

          Bojące, bo całe życie tylko w owczym gronie spędziły (podobno mają dwa lata), nikt ich nie macał, nie strzygł, ani w ogóle niczego od nich nie chciał, a człowieka znają być może tylko z tej strony, że jak człowiek chciał, żeby owce gdzieś poszły, to krzyczał i machał łapami, żeby sobie poszły ;)
          Niby Bożena i Irena mają za sobą podobną historię, ale kozy z natury są ciekawskie, towarzyskie, sprytne, i chyba szybciej orientują się, czy z danym człowiekiem warto się zadawać, czy nie. Irena na przykład nie ma zbyt dobrego zdania o owcach (o krowach też nie, o ile pamiętacie), no ale ona ma takie zdanie o wszystkim, co nie jest kozą ;) Z Baśkami i tak zrobiłyśmy ogromne postępy, bo już nie rzucają się do panicznej ucieczki z byle powodu (np. siedziałam, a potem wstałam, więc trzeba spierdalać, bo co to będzie), ale zażyłością i bezgranicznym zaufaniem wciąż tego nazwać nie można :D

          • buskowianka 16/01/2016 at 22:15

            Ouuu to biedne Baśki.
            Może jak młode się oswoją, od początku pod Twoją reką chowanie, to i Baśki za młodymi (o ile Ciebie do nich dopuszczą, hyy).

  102. Fredzia 17/01/2016 at 15:51

    Baśki są jak te bliźniaczki z „Lśnienia” :D
    http://www.rozswietlamykulture.pl/reflektor/wp-content/uploads/2015/05/lsnienie.jpg
    Sama niewinność, ale lepiej nie odwracać się do nich tyłem.
    I nie wiesz, NIE WIESZ, nigdy nie zgadniesz, co sobie akurat myślą… ;)

    • kanionek 17/01/2016 at 18:15

      Tak, to one!
      I niech nikogo nie zmyli brak błękitnych wstążek i lakierowanych bucików. A one lada dzień wydadzą na świat swoje paranormalne pomioty. W co ja się wpakowałam!?

  103. Bogutek 17/01/2016 at 20:28

    Kanionek, nie bój się, nic co owce nie jest Ci straszne;) kto jak nie Ty ogarnie to wszystko?:) w razie czego, jedno wezwanie i jest parę takich, które przybędą z odsieczą :)

    • kanionek 17/01/2016 at 21:10

      Taa, jasne. Obiecywanki-obmacywanki, a potem jak Wam pokażę filmik z owcą, której łeb się o 360 stopni obraca, to tyle Was widzieli ;)

  104. Iza 17/01/2016 at 20:53

    Wiedziałam, że tę kudłatą krowę gdzieś już widziałam… i jest: http://www.krowy-szkockie.pl/rasa.html albo tu http://www.highlandcattle.pl/
    Charakterem i zwyczajami by zdaje się pasowała, jej by też było nieźle, tylko jakoś moja dusza nie widzi Kanionka przerabiającego ją potem na befsztyki. :-P
    Kanionku, patrz pozytywnie na ten śnieg – jak już odnajdziesz auto, to przynajmniej nie będzie takie zamarznięte pod zaspą jak nasze dziś rano pod zaledwie 2 cm przymarzniętego śniegu. Szufluje się łatwiej niż skuwa :-)

    • kanionek 17/01/2016 at 21:23

      No, na befsztyki to nie… Ale gdyby dało się na niej jeździć, to biere :)
      A dziękuję, ja się dziś naszuflowałam, bynajmniej nie w okolicy samochodu, którego i tak nie mam po co ruszać, dopóki gmina nie przyśle pługu do odśnieżenia tego kilometra drogi, który mnie dzieli od cywilizacji. Małżonek zrobił sobie szuflą tor na trasie kupka węgla – kotłownia, a ja na kilku trasach: magazyn owsa – koziarnia, garaż ze słomą i sianem – koziarnia, dom – wybieg dla kurczaków i dom – drewutnia, ale to już tak z rozpędu ;) W sumie lekki ten dzisiejszy śnieg, tyle że pod nim lekko zlodowaciała warstwa poprzednich opadów i jak się zaryje szuflą za głęboko, to się można nadziać na trzonek jak indyk na rożen.

      Aha, gdyby ktoś chciał zapytać – owszem, robię dla Was nowy wpis, ale dzisiaj go jeszcze nie będzie, bo po pierwsze net zdycha i obrazki będą się długo ładować, a po drugie produkcja się jeszcze nie skończyła, bo to będzie wpis-zemsta. Będzie tak długi, że brwi Wam posiwieją, zanim skończycie czytać ;-P

      • Iza 17/01/2016 at 21:39

        Mniaaam, już się szykuję. :)

      • mitenki 17/01/2016 at 23:18

        Tia… na na takim maluchu chcesz jeździć Kanionku? Wyglądałabyś jak Witia na kocie :D

        Brwi posiwieją? Się zrobi hennę i będą jak ta lala. Dawaj wpis, bo już koniec stycznia, a tu wciąż „Wigilijne opowieści….”. Znaczy jeśli już zrobiłaś serki dla mnie :D

        • kanionek 17/01/2016 at 23:39

          Zaraz tam Witia na kocie. To tylko Wy twierdzicie, że jestem „wielka”, a rzeczywistość jest zgoła odmienna ;)
          A zrobiłam :) I uzmysłowiłam sobie, że po dzisiejszym zmywaniu mogę odstawić ten wielki gar na szafę i zajrzę do niego pewnie nie prędzej, niż w marcu. Po tylu miesiącach codziennego dojenia kóz i regularnego warzenia serów będzie mi pewnie dziwnie. Jeszcze najwyżej tydzień i będę mogła się odczepić od cycków Bożeny, no i czeka mnie picie kawy z krrrowim mlekiem.
          No nic. Dam Ci znać, gdy sery ruszą w drogę :)

          No będzie, będzie, może jutro ;)

          • RozWieLidka 18/01/2016 at 07:55

            Może, kochany Kanionku, to jest szerokie i głębokie, a na dodatek pływa w nim ryba, co się nazywa Chyba. My tu, ten tego, konkretów chcemy, a nie moża😉

          • kanionek 18/01/2016 at 15:26

            Droga RozWieLidko, końkrety to owoc fatalnego mezaliansu konia z kretem i u mnie tego paskudztwa nie uświadczysz :D
            Wiem, że czekacie, że pragniecie, usychacie i wydajecie pieniądze na preparaty przeciw obgryzaniu paznokci, ale… Eee… Coś mi się wymówki kończą. Robię, co mogę, idzie mi jak krew z nosa, wyciągam te wnętrzności przez pępek i niewiele brakuje, żebym zaczęła zmyślać, bo naprawdę nic ciekawego się nie dzieje. Ale ROBIĘ ten wpis, tak? Jak koń z kretem bokami, ale robię. I będzie. NIEDŁUGO :D

        • mitenki 18/01/2016 at 01:03

          A ile masz wzrostu, jeśli można zapytać? Wydawało mi się, że jesteś wysoka i szczupła. Tzn., że szczupła to wiem :)
          Kanionku, ile czasu idzie do Ciebie przesyłka ode mnie? Bo może by pan listonosz odebrał paczkę dla mnie doręczając Twoją?

          • kanionek 18/01/2016 at 15:31

            W dowodzie mam 168 cm, ale człowiek z wiekiem się kurczy. Ważę średnio 62 kg, bo choć niby jestem szczupła, to jednak trochę mięśni mi przez te lata przybyło, a jeśli wierzyć naukowcom, są one cięższe od tłuszczu. Ale gdybym się na tej krowie płasko położyła… Ciężar rozłożyłby się bardziej litościwie dla krowiego grzbietu ;)

            Ile czasu idzie przesyłka to zależy od tak wielu czynników, z których połowa jest mi nieznana, że nie odpowiem precyzyjnie na to pytanie. Bywało, że list polecony z sąsiedniego miasta szedł dwa tygodnie… Twój kurier już zamówiony (tym razem dla odmiany K-EX), a przesyłka wyjdzie od pocztowej tańsza o całe czy złote, a wiesz, jaki mam ostatnio stosunek do poczty, więc dajmy szansę temu kurieru ;)

          • Iza 18/01/2016 at 20:23

            Z czystej ciekawości spytałam wujcia Gugla, który mnie poinformował, że „jeździec w ciuchach i ze sprzętem ma ważyć przeważnie do 54/56 kg”. Wprawdzie dotyczyło to koni, nie krów, ale… czy ktoś się orientuje w międzygatunkowych różnicach „uniosu”? :)
            Chociaż ze względu na dłuuugie nogi Kanionka to i tak chyba „BigCow” prowadzi w rankingu potencjalnych wierzchowców – w końcu Kanionek nie planuje chyba zaorania własnej łąki noskami butów? W dodatku musiałaby często sklepy obuwnicze odwiedzać, a komunikacja… że o środkach płatniczych nie wspomnę. :D

          • RozWieLidka 18/01/2016 at 20:48

            Yyy ja przepraszam, ale to chyba chodziło o wagę dżokeja na wyścigach? Bo w przeciwnym razie wszyscy jeźdźcy musieli by cierpieć na chroniczną anoreksję :O

          • kanionek 18/01/2016 at 21:05

            …że nie wspomnę o Wiedźminie, albo średniowiecznych rycerzach. Nawet gdyby sam rycerz był cherlawy i nie stołował się u babci, to pełen rynsztunek bojowy ważył około 30 kg :) No ale fakt, że rycerstwo nie jeździło na krowach, daje do myślenia :D

          • Iza 18/01/2016 at 22:50

            #RozWieLidka: No pewnie, że o dżokeja. :) Nawiasem, zbroja turniejowa to 50+ kg… A gdzie jeszcze lanca i nie daj buk skrzydła husarskie…
            @Kanionek: Że zadam pytanie popularną ostatnio metodą: a udowodnisz, że na krowach NIE jeździli? :D :D

  105. Ajka 18/01/2016 at 10:16

    bry!
    te kosmate krowy to chyba jednak nieco większe, drapałam taką między rogami… urocze stworzonko ;)
    no i ostatnim razem w Bieszczadach kupiłam u jednej babci co miała wędzarnię przy drodze oscypka krowiego, koziego i owczego. Zrobiliśmy ślepy test i właściwie nie znaleźliśmy różnicy… W sumie ten owczy najszybciej nam zaśmierdł…
    No chyba, że babcia kłamała. Bo tydzień później już nas wywiało w Beskid Żywiecki i tam już mi pani powiedziała, że owczych nie ma, bo jesienią owce już mleka nie dają.
    Za to u tej pani serki miały różne smaki, bo były robione z mleka na różnych etapach rozwoju – z tego co zrozumiałam.
    W sumie to pewnie żaden z tych serków nie był oscypkiem, bo one CHYBA wg patentu muszą być spod samiuśkich Tater…

    • kanionek 18/01/2016 at 15:37

      Ja gdzieś czytałam, że zapobiegliwi „górale” mrożą oscypki latem i mają zapas do wiosny. Na sprzedaż oczywiście.
      Mówisz, że te kosmate krowy takie przyjacielskie?

      • Ajka 18/01/2016 at 16:43

        ta konkretna owszem… ogólnie to chyba od krowy zależy… bo u rolnika od którego braliśmy samochód, to tylko niektóre (te łaciate) były przyjacielskie.

        Za to do jeżdzenia polecam osiołka, który w przerwach tak by odpoczywał :D
        https://www.facebook.com/uniladmag/videos/1759266597429725/

        • kanionek 18/01/2016 at 21:08

          Ajka… Chcesz mnie wykończyć? Jak on macha tym ogonkiem. Jakie on ma słodkie pysio! Jak mnie nie stać na osiołka :D
          Przede wszystkim zaś nie mam hamaka!

          • ciociasamozło 18/01/2016 at 21:47

            Pociesz się Kanionku, nawet jakbyś miała hamak, to by go kozy zjadły ;)

          • wersja 18/01/2016 at 22:43

            przeczytałam „pocisz się, Kanionku” i pomyślałam, że Ciocia coś niegrzecznie zaczyna i w ogóle skąd może wiedzieć, ale nie, to tylko brudne okulary czy cóś ;)

          • kanionek 18/01/2016 at 22:59

            Gdyby Ciocia napisała „pocisz się, Kanionku”, to trafiłaby w samo sedno. Pocę się, wypacając ten nowy wpis, a końca wciąż nie widać.
            I jeszcze chciałam powiedzieć, że no naprawdę, nie cackajcie się ze mną jak ze zgniłym jajem. Ja nie jestem taka znów obrażalska, można mi spokojnie nawrzucać, najwyżej coś odpowiem, poza tym mam krótką pamięć do takich rzeczy i szybko zapominam, kogo mam nie lubić ;)

  106. buskowianka 18/01/2016 at 21:04

    Kanionku, czy Ty też poszukujesz wolontariuszy?
    http://www.fpiec.pl/post/2016/01/18/farmaposzukujechetnychdoprzytulaniakozyo

    A tak BTW, dlaczego małe będą butelkowo karmione? To normalne w takim dużym stadzie? Tak trzeba, żeby każde dostało tyle ile trzeba? Czy raczej przez produkcyjne przeznaczenie mleka mam?

  107. Ynk 18/01/2016 at 22:47

    To mówisz, że po-woo-lii zaczynasz nawiązywać z Baśkami kontakt? ;-)

    https://www.facebook.com/photo.php?fbid=10152862835358158&set=a.450360993157.247767.810858157&type=3&theater

    • kanionek 18/01/2016 at 23:03

      Aaa :D
      Podziwiam wyobraźnię artystów, którzy kreują takie cudaczności :)

Dodaj komentarz

Podpis *
Email *
Witryna internetowa