Aromat kozy kupię, czyli jak się jeździ na żabie

I weź tu, kobieto, wyjdź za Człowieka z Metalu. Zakupy robimy tylko raz w tygodniu, lub rzadziej, więc na stole leży uzupełniana na bieżąco lista zakupów. I dzisiaj przypomniałam sobie, że skończyły się gąbki do mycia naczyń, więc idę dopisać na listę, a tam KTOŚ narysował wielki pentagram. I muszę przepisać całą listę, bo jak ja z czymś takim do porządnego sklepu pójdę.

Tymczasem w sobotę, jedenastego kwietnia, osiemnaście stopni Celsjusza i słońce zewsząd! Warte zapisania, zwłaszcza że zjawisko wystąpiło ledwie kilka dni po “białych świętach” Wielkiej Nocy. Nawet nietoperze radośnie wyfrunęły spod kamieni i jeszcze zanim zrobiło się całkiem ciemno, połączyły się w godowe pary. Bo jak jeden nietoperz lata w kółko za drugim, to chyba chodzi o seks, a nie pożyczkę krótkoterminową? Ale ja się nie znam. Rosoły też za sobą w kółko biega… RANY BOSKIE! Jeden z moich Rosołów jest gejem. Teraz widzę to jasno. No ale ja tu Państwu znowu naopowiadam świństw, a nie o tym miało być.

Przez pierwsze pół soboty chodziłam tą wiosną walnięta jak śnięta, i nie do końca wiedziałam, w co ręce włożyć. Tu coś zaczęłam, tam nie skończyłam, za małżonkiem się szwendałam (a co robił, to pokażę na zdjęciach, tylko jeszcze nie wiem kiedy), a najchętniej przykleiłabym się, wzorem setek tysięcy właśnie rozbudzonych much, do rozgrzanej karoserii Gwiazdolotu i tak została. No to nagrałam dla Was żabę, a właściwie ropuchę, co szła do stawu:

Wiecie, ile jest tych żab? Setki. Tysiące. Żaboliardy. I wszystkie ciągną do stawu, więc część lezie przez nasze terytorium i trzeba bardzo uważać. Żaby bowiem idą sobie niestrudzenie, ale tylko tak długo, jak długo jest ciepło. Wieczorem, gdy temperatura spada do dwóch lub mniej stopni, żabom w kolanach zastyga smar i one, nie mogąc już iść, zostają tam, gdzie je dopadło nagłe ochłodzenie. Czyli na przykład na schodkach do domu. Umiecie Państwo jeździć na żabie? A ja już niestety tak. Daleko wszakże nie zajechałam, bo na szczęście akurat po schodkach wchodziłam, a nie schodziłam. Gdybym schodziła, mogłabym zajechać dużo dalej, nawet na nocny dyżur na urazówce.

No ale żaba żabą, a skoro już miałam przypadkiem przy sobie aparat foto, no to…

Irena z córkami 2

Irena z córkami 3

Irena z córkami 4

Irena z córkami

mała I 2

mała I

pod obgryzioną sosną

przedszkole

Lucek złap mi żabę

na pochyłe drzewo

dama z Lucziolą

towarzyska Kachna 2

towarzyska Kachna

tatunio

tatunio 2

Za to po południu, gdzieś około siedemnastej, zamiast obiadu wstąpił we mnie duch gospodarza, i w końcu wzięłam się do roboty. Dokończyłam rozpoczęte przez małżonka bielenie wapnem ścian dawnego chlewika, a obecnie dojalni, a że w warsztacie zrobił nam się w wyniku prowadzonych ostatnio prac mały burdelik, to jeszcze posprzątałam, graty różne powynosiłam, w tak zwanych międzyczasach trzy razy zdoiłam po pół litra mleka z cycka Ireny (serio, półtora litra z jednego cycka, ale chyba wiem już dlaczego córunie nim gardzą – strzyk tego cycka jest dużo większy od drugiego i pewnie niewygodnie się pije, gdy końcówka łaskocze w migdałki), nakarmiłam psy, kury i kozy (koty jedzą rano), coś tam coś tam, takie takie, no i dzień się skończył, w niedzielę było już chłodniej, a jutro podobno ma wiać jak z dupy odkurzacza przemysłowego, a pojutrze znowu zima.

Sobotni atak wiosny tchnął nowe siły również w Atosa. To znaczy nie tak, żeby od razu tchnął i już. Po prostu po całym dniu wylegiwania się w słoneczku do Antoniego dotarło, że wszyscy coś robią, i tylko on jakiś taki rozlazły, jak ta żaba na schodach, a przecież kiedyś miał tu swoje obowiązki. I z tych przemyśleń zaczął tak energicznie i szybko pedałować tylnymi łapami, że nawet się trochę wystraszyliśmy, że coś mu się w głowie zwarło i tak już mu zostanie. Pedałował z krótkimi przerwami dobre pół godziny, aż się biedaczek zmęczył. Ciężko bowiem nadrobić wielomiesięczne zaległości w jeden zaledwie, wiosenny dzień.

No i skoro o zaległościach, to przypomniałam sobie, że przecież ja się jeszcze nie pochwaliłam tym, co od Was ostatnio dostałam. Jak już wiecie z komentarzy, Bożena urodzi mi batyskaf, który zamierzam zwodować w stawie i spędzać w nim błogie godziny z dala od tego całego cyrku, i już sobie planuję ciepły i miły wystrój wnętrza, bez kartonów i kociej sierści. Na ścianach zawisną więc obrazki. Taki, który przysłała mi PandeMonia:

rok kozy

Oraz ten od Eli Wasiuczyńskiej:

kozy Eli Wu

I jeszcze jeden, który dostałam od Diabła w Buraczkach, a którego na razie Wam nie pokażę, choć mnie aż korci. Jest to bowiem obraz tak piękny i tak nastrojowy, że wymaga stosownej oprawy, czyli pojawi się w odpowiednim czasie, w odpowiednim wpisie.

Za to mogę się jeszcze pochwalić czymś, co dostałam od Baby Agi krótko po tym, jak pochwaliłam się Wam, że tnę się po rękach niczym emo kid:

rękawice od Baby Agi

rękawice od Baby Agi 2

Piękne, prawda? I przysięgam (jeśli nie dostrzeżecie tego na zdjęciu), że te rękawice są w różyczki :) Połączenie wytrzymałości i siły z kruchą elegancją. Oczywiście już je przetestowałam i mogę Wam powiedzieć, co odczuwa człowiek uzbrojony w parę takich rękawic, gdy znienacka i niechcący zakleszczy sobie palec pomiędzy napiętym drutem siatki stalowej a leszczynową gałązką. Otóż człowiek odczuwa ULGĘ. Bo gdy na dno oka człowieka padło światło z informacją, że wypadek przy pracy, to odpowiednie komórki szybkiego reagowania już słały depeszę do mózgu, że uwaga, będzie bolało jak ożeszku, a tu komórki czuciowe palca donoszą, że NIC. Nic się nie staaałooo! I człowiek może sobie tak wisieć zakleszczony u płota, choćby do wieczora, jednakowoż ja się uwolniłam, bo jeszcze sporo roboty zostało.

Całą powierzchnię siatki ogrodu zawitkowałam, i co? I jajko. Na drugi dzień patrzę, a tam już kurka sobie w ogródku grzebie, jakby nigdy nic. I Gamoń też tam był. Znaczy Gonzales. A później jeszcze jeden Rosół, i jeśli chodzi o niego, to wiem którędy wlazł, bo widziałam. Wracając z lasu przeleciał po prostu nad ogrodzeniem po stronie zachodniej, a tego już nie zawitkuję, bo to zwykła siatka stalowa w romb czesana jest. To co ja mam zrobić? Uciąć im skrzydła, czy łby od razu? Bo jak tylko skrzydła, to przecież i tak coś wymyślą.

A na koniec jeszcze kilka wariacji na temat twarogu. Udało mi się zrobić twaróg taki, jakiego pożądałam:

twarożek

A z niego placuszki serowe z wiśniami:

placki serowe

Dwa duże, bo nie chciało mi się kilku małych robić. Co Wy wiecie o lenistwie…

A z twarożku ciut bardziej mokrego, pasty twarogowe o różnych smakach. Tu wersja z czosnkiem, pomidorem i bazylią (pomidor to przecier mojej roboty, a bazylia suszona, bo mrożoną już zjadłam):

pasta twarogowa

Nie wiem, dlaczego na zdjęciach ten twarożek wygląda jak roztapiające się lody śmietankowo-czosnkowe. A tu kanapki z pastą paprykowo-ziołową:

kanapki z pastą

I od razu Wam powiem, że nie ma co wzdychać, bo choć pasty są smaczne, to nikt by nie zgadł, że to wyrób pochodzenia koziego. Ot, zwykłe twarożki, jak te ze sklepu. Aromat kozy kupię…

57 thoughts on “Aromat kozy kupię, czyli jak się jeździ na żabie

  1. Eli 13/04/2015 at 01:25

    Ładnie to tak szczuć twarogiem kozim? I takimi placuszkami i dodatkami? miej serce kobieto!!! :-)
    Świetne te maluchy :-)nie wiem tylko czy Kachnę i Lucka zaliczyć do grupy Maluchów? wyglądają jak Starszaki:D

    • kanionek 13/04/2015 at 01:54

      No ba! One nawet WIEDZĄ, że już nie są ostatnie w hierarchii i że teraz to te małe myszy dorabiają za popychla, a ONE są już kimś i wolno im nawet podkradać mamie owies z wiaderka ;) Dzisiaj przyłapałam Kachnę i Lucka na siłowaniu się na łby. Rozkosznie to wyglądało – jak wojna pluszaków na tekturowe miecze :) Rany wiadra, idę spać!

      • Eli 13/04/2015 at 15:48

        to się pośmiałyśmy a teraz mów kiedy pierwsza wysyłka tego twarogu? ;-)

        • kanionek 13/04/2015 at 18:17

          Eli – wydaje mi się, że twaróg jest jednak produktem zbyt nietrwałym, a przesyłka zawsze te dwa, trzy dni idzie. I serio SERIO, on smakuje jak zwykły twaróg. No i muszę w końcu uzbierać mleka na pierwszy ser „twardy”, a zanim zacznę doić Irenę regularnie, to jeszcze z tydzień upłynie :)
          I wtedy okaże się, ile w ogóle dziennie mleka jestem w stanie uzyskać i co w związku z tym zrobić.

          • Eli 15/04/2015 at 22:27

            no i właśnie ten „zwykły” smak mnie zachęca, poważnie :-) jest to jednak ciekawostka: jakim cudem nie pachnie kozą? cuda jakieś czynisz Kanionku…zatem już się nie ślinię :-( wytrę jedynie klawiaturę, chlip chlip chlip!!!

  2. sliwka 13/04/2015 at 05:47

    O matki, córki i synu! Człowiekna trochę wypadnie z obiegu a tu Kanionem objętość podwoił, Andrzeja przerobił na koziorożca i małżonka do roboty zagonił. Dobrze jeszcze że Laser się w kozę nie zamienił…

    • kanionek 13/04/2015 at 19:35

      „Na trochę”! Sto lat Cię nie było, Śliwka :D

      • sliwka 14/04/2015 at 12:58

        No może i fakt, że zlecialo jak narciarz ze stoku. Najpierw robota mnie dopadła, a później jeszcze więcej roboty przed urlopem. Bo teraz jestem na urlopie i mogę nadrobić zaległości w egzotycznych okolicznościach przyrody. Bo tablet miał mi teoretycznie służyć do kontaktów z rodziną, a praktycznie karmi mój internetowy nałóg ;-)

  3. bila 13/04/2015 at 07:32

    Gratuluję Kanionku! Jestem od przedwczoraj rozradowana dobrymi nowinami z Obory. Wiesz, że możesz powiedzieć sobie lub zapisać w dzienniku pokładowym ,,Od początku roku ilość moich kóz podwoiła się”. Ha, podwoiła! To brzmi fachowo i bogato. Tak…farmersko, n’es pas? Juhuuu!!!

    • kanionek 13/04/2015 at 19:37

      Albo jeszcze lepiej: w ciągu zaledwie roku, ilość moich kóz wzrosła ośmiokrotnie ;)
      Dziennik pokładowy… Dzięki, przypomniałaś mi, że do listy zakupów muszę dopisać linijkę :)

  4. Barbarella 13/04/2015 at 08:19

    Bo kury się tunelują kwantowo. Przenikają przez dowolne ogrodzenie. Pamiętam kury dziadka, które grzecznie sobie chodziły za siatką, dopóki dziadek nie posiał rzodkiewki – w pięć minut po wyjściu kiełków było po kiełkach. Antidotum na kurze tunelowanie są jamniki, ale to całkiem inna historia (dość rozdarta i krwawa).

    A z duchem gospodarza, co w człowieka wstępuje, to też trzeba być ostrożnym, CZYJ to duch. Mój mąż ma ducha starego Boryny, a ja niestety zdecydowanie Jagny. Tj. nie tę część od zaliczania wszystkich chłopów we wsi, tylko tę od leżenia na pierzynach i żarcia bułeczek.

    • ciociasamozło 13/04/2015 at 10:20

      Barbarella, lepsza Jagna od pierzyny niż Emilia od globusa.

      • Ynk 13/04/2015 at 15:07

        czy Barbara od Bogumiła

    • kanionek 13/04/2015 at 19:51

      @Barbarella

      Ale że jak, że stary Boryna też w garażu meble robił?? I naprawdę myślisz, że ktoś jeszcze wierzy w ten mit o Tobie leżącej i wpieprzającej bułeczki? Buhaha, że tak powiem ;)

      A ja wiem, czyj duch we mnie wstąpił. Tu dokładnie, gdzie mieszkamy, było sto lat temu z grubym okładem ogromne gospodarstwo, tabuny krów i koni, i o panie, ile hektarów. Do Niemca bogatego wszystko należące, bo tu były Prusy Wschodnie. No i we mnie wstępuje duch parobka z tego gospodarstwa (bo przypuszczalnie część naszego domu była takim chlewikiem dla służby), a małżonek mówi, że jak wpadnę w swój parobczany szał, to szczekam do wszystkich jak jakiś hitlerowiec. Nie wiem, niby nie znam niemieckiego, ale opętani podobno gadają językami.

  5. ciociasamozło 13/04/2015 at 10:17

    Jakie zwykłe twarożki? Toż to mleko od kanionkowych kóz, kanionkową krwawicą wykarmionych (no dobra, sianem, marchewką owsem i kaloszami Cebulackich, ale krwawica brzmi lepiej), kanionkowymi ręcami zdojone z narażeniem kręgosłupa i innych elementów. I jeszcze w trudzie i niepewności na ser przerobione. O wsparciu wirtualnych asystentów i kibiców nie wspominając ;). I gdzie tu ich zwykłość, ja się pytam?!!

    Atos, machaj, machaj łapami, bo już czas przejść na samoopróżnianie pecherza!

    W zeszłym roku pierwszą wylazłą ropuchę spotkałam w lutym. Bateria słoneczna wyczerpała jej się na środku leśnej dróżki.

    • kanionek 13/04/2015 at 19:58

      No nie, no skąd, ja przecież nie mówię, że to zwykłe twarożki. Oczywiście, że magiczne, z bogatą historią, wnętrzem i zapleczem, owiane legendą i kąpiące się w celebryckim blasku. No to jest jasne. Tylko W SMAKU jakieś takie całkiem zwyczajne :D

      Tak, Atos, czas przejść i słuchaj Cioci, bo ja już wymiękam!

  6. Iwona 13/04/2015 at 10:49

    Czemu ONE są takie słodkie, i czemu wyglądają, jak uśmiechnięte? Za słabe serce mam na tą słodycz :-)

    • zeroerhaplus 13/04/2015 at 11:07

      Dokładnie Iwona, jak mówisz. Uśmiechnięte, cały czas. Czy wszystkie kozy tak mają?

      A co do żab, Kanionku, to znam ten ból (głównie żabi) – też mam stawy za płotem. Cała żabia populacja ściąga zza gór i rzek, żeby dojść na brzeg, ale niestety po drodze jest droga, taka asfaltowa. Co prawda ruch na niej taki, jak na wiejskiej drodze kościelnej w dzień powszedni, ale trupy i tak ścielą się gęsto, bo i gęsto od żab jest. A małżonek gdy wraca nocą z roboty, to miotłę musi wozić, coby sobie drogę z żab odgarniać celem dojechania do chałupy bez składania krwawych ofiar za pomocą kół samochodu.
      A potem nagle znikają. I tylko słychać koncerty, i to jest śliczne i romantyczne ;)

      • kanionek 13/04/2015 at 20:08

        Zeroerha – tak, wszystkie kozy tak mają: najpierw się do człowieka słodko uśmiechają, a gdy już go kupią, to chcą go pożreć z butami :) Młode już mi obgryzają mankiety.

        Tak, te koncerty są całkiem miłe dla ucha. Nie wiem, jak duże są Wasze stawy, ale nasz podczas żabich godów wygląda tak, jakby ktoś do niego wrzucił grzałkę i zagotował wodę – cały staw rusza się i bulgocze.

    • kanionek 13/04/2015 at 20:03

      Iwona – no właśnie. Słabe serce do słodyczy to i ja mam, i tak właśnie, o ile pamiętacie, nabawiłam się Andrzeja, co to ślipiami na mię paczał i po ręcach mię całował. NIEWINIĄTKO.

      Te ich uśmieszki mnie również kładą na łopatki :)

      • Iwona 13/04/2015 at 20:26

        To ja się przyznam już. Jak napisałaś, że masz kłopot z Luckiem, to w pierwszym odruchu chcałam krzyczeć, ja,ja go wezmę! Bo w sumie mam wszystko, i miejsce i żarcie, i guziki, i mankiety, czego porządna koza potrzebuje. Pomijając kwestię transportu, nie mam jednego, nie mam towarzystwa koziego. A zimą? Sam w oborze?

        • kanionek 13/04/2015 at 21:01

          Iwona, jaki sam? Przecież będziesz z nim siedzieć, bo jak się ma kozę, to człowieka do niej ciągnie i nie ma mocnych :D
          A Tradycja na przykład zaprzyjaźniła się z psami, bo kozy nie są wybredne, byle było wesoło ;)
          Chcesz Lucka? Albo może chcesz poczekać, co jeszcze przyniesie los? ;) Bo jeśli mam oddać koziołka, to Tobie mogę z radością i największą przyjemnością :)

          • Iwona 14/04/2015 at 15:26

            Dziękuję za zaufanie Kanionku :-). Twoje słowa znaczą dla mnie bardzo wiele.
            Urobiłam się przez ostatnie dni, i ręce mam do kostek, a kręgosłup woła o litość ;-)
            I dorobiłam się dwóch nowych czworonożnych domowników, i nie są to koty, raczej buldożery.

          • kanionek 15/04/2015 at 00:00

            O, to rozumiem, że nam te buldożery przedstawisz – prezentacja fotek np. na FOK, mile widziana :)

          • Iwona 15/04/2015 at 08:06

            A oczywiście, że przedstawię, jak uda mi się zrobić im zdjęcie sensowne. Rozłażą się skubane i całą misterną kompozycję diabli biorą.

  7. anai 13/04/2015 at 11:03

    Na chwilkę człowiek wyjedzie a tu TAKIE zmiany! Jak zobaczyłam zdjęcia to myślałam, że mi się w oczach dwoi i to w rzucik! Wiosna w Oborze :)

    • -EW 13/04/2015 at 12:42

      a biała siostra przyrodnia jaka już duża przy świeżo upieczonych!

      • kanionek 13/04/2015 at 20:11

        No właśnie :) Ja dzięki tym maluchom dopiero dostrzegłam, że Kachna i Lucek to już spore pulpety :)

  8. diabel-w-buraczkach 13/04/2015 at 12:40

    Aaaaaa to sie porobilo!!! Na chwile stracilam z ócz mych szmaragdów Obore i caly Internet, a tu tyle nowosci! Forum, kozie twarogi, merdajacy Atos no i NOWE KOZIOLKI!
    Andrzeju, doprawdy, niezly z ciebie partyzant. Tak nie wiadomo kiedy caly kozi oddzial sprowadzic!
    Teraz to juz jest prawdziwe STADO. Jak male troche podrosna i wezmiesz cala ta horde na spacer do lasu, to obawiam sie, ze z lasu niewiele zostanie :)

    • kanionek 13/04/2015 at 20:17

      Miałaś przerwę od INTERNETU??? Podobno nie da się tego przeżyć, a nieliczni ocaleńcy opowiadają straszne historie. I jeśli ktoś MUSI z czegoś zrezygnować, to z dwojga złego lepiej już z wody.

      Taaak, spacery po lesie i partyzanci. Był taki dowcip, jak partyzanci naparzali się z wrogiem w lesie, który kończył się wymowną puentą: „a potem przyszedł leśniczy i wszystkich wygonił z lasu” :D

  9. pluskat 13/04/2015 at 12:55

    Czyzby Andrzej siedzial juz w areszcie, odgrodzony od haremu?
    Witki niekoniecznie trzeba przeplatac, moze da sie je przyczepic do siatki drucikami? A Gonzales mogl byc w ogrodku sluzbowo.
    Jak tam wiezadla Bozeny?

    • kanionek 13/04/2015 at 20:22

      Więzadła Bożeny jak nerwy Putina – stalowe :)
      Nie, Andrzej nadal na wolności, tylko na czas karmienia zamykam go w osobnym pomieszczeniu (z możliwością widzenia się z resztą towarzystwa), bo naqrwia wszystkich porożem i czyści wszystkie michy jak Pacman kropki.

      Ja już w te witki nie wierzę. Może te kurczaki trzeba czymś obciążyć? Pół cegły na łańcuszku u nogi mogłby załatwić sprawę ;)

      • Iwona 13/04/2015 at 20:34

        Tak sobie myślę, że gdzieś na początku grudnia Andrzej nasikał Ci na buty, Kanionku, i jeśli on wtedy pachniał, to TYLKO dla Bożeny już. Także tego, Bożena cyckiem nie świeci jeszcze?

      • Eli 15/04/2015 at 22:33

        pół cegły? po tych biegach to chyba musisz po pół na każdą nóżkę, mięśnie mają nieźle wyrobione :D ofkors jeno tylko „maratończycy” :-)

  10. Ola 13/04/2015 at 13:00

    Pecik na łące przystojny jak Brad Pitt!
    A Atos machał łapami na sucho, czy tuptał???
    Kanionku, czy przepis na takie serowe placuszki podasz? A co do łbów, moja babcia mówiła, że kogut bez łba jeszcze lata po placu…

    • kanionek 13/04/2015 at 20:42

      Na leżąco biegał. Istotna była intensywność, prędkość i naprzemienność ruchu łap – pierwszy raz tak dawał czadu :)

      Przepis jest prosty:

      20 dkg twarogu
      1 jajko
      2 łyżki mąki pszennej
      1 płaska łyżka mąki ziemniaczanej
      1 łyżka cukru białego
      szczypta soli
      łyżeczka cukru wanilinowego

      Twaróg rozgniatam widelcem, posypuję cukrem zwykłym i wanilinowym, wbijam jajko i wszystko dobrze mieszam, również widelcem. Następnie dodaję mąkę i sól i znów mieszam.
      Konsystencja winna być niezbyt gęsta, ale też nie płynna. Nadmiar mąki potrafi zamordować delikatność ciasta i serowy smak. Na patelni rozgrzewam smalec lub masło (placki i naleśniki nie smakują mi z oleju rafinowanego) i łyżką kładę placki. Łyżkę maczam w wodzie i rozprowadzam kupki ciasta tak, żeby przypominały placki. Smażę z obu stron na niezbyt dużym płomieniu, i to wszystko. Aha, można nie dodawać mąki ziemniaczanej, tylko trzeba mieć na uwadze, że placuszki będą wtedy bardziej podatne na rozpadanie się na kawałki, ale i tak smaczne.
      Można też do ciasta dodać najpierw samo żółtko, a na końcu ubitą pianę z białka – wyjdą jeszcze delikatniejsze. Smacznego :)

  11. Ynk 13/04/2015 at 14:28

    Jo-oj, jak ta Irena zmamusiała, jaka czujna troskliwa i joj ;-)
    Andrzej z lasem w tle niczym Don Corleone, z okiem pozbawionym wątpliwości.
    Czym zakwasiłaś mleko, że twarożek zaspokoił Twe pożądanie? Przez poszewkę jaśka go cedziłaś, czy ściereczkę?
    Rogaty bałwanek na obrazku Eli Wasiuczyńskiej. Bardzo rozczulający jest.
    Żaboliardy żab, żaboliardy. A ta jedna, co w filmie rolę odegrała, doszła do stawu? Bo coś jakby nagle znikła, kiedy kamera spojrzała na Lasera & Atosa. Czyżby Rosół miał jakieś bliższe informacje na ten temat?
    A tak ‚wogle’, toś tu wiosną przyładowała, że tralalla! :-)

    • kanionek 13/04/2015 at 20:50

      Wiosna to MI przyładowała, jak łopatą w potylicę. Ale już jest po staremu – zimno, wieje, a nawet pada.

      Mleko zakwasiłam mlekiem zsiadłym ze sklepu, a następne porcje już swoim – jeśli się robi twarożek regularnie, to można tak jechać bez końca.

      Żaba pewnie doszła, bo już każde nasze zwierzę wie, że żaba to żaden rarytas ;)

      Aha, poszewki na jaśka to u mnie towar złota wart, więc kupiłam pieluchę tetrową i sobie przez nią cedzę. I wszyscy kochają serwatkę – psy, koty, kurczaki. Ja też oczywiście spróbowałam i myślę, że na upalne dni to będzie idealny napój orzeźwiający. A wiecie, że serwatka zawiera znakomitą większość wapnia z mleka? W twarogu zostają jakieś nędzne resztki tylko.

  12. sieka 13/04/2015 at 14:51

    No ja w kwestii tych placuszków, też poproszę przepis. Robiłam dziś naleśniki, ale Twoje placki wyglądają mi na lepsze. Oj drażnisz Kanionek tym wybornem nabiałem, drażnisz. Ty się bój desantu z Wro.

    • kanionek 13/04/2015 at 20:51

      Spoko, ja się umiem bać wszystkiego :D
      Przepis właśnie podałam wyżej :)

  13. Ajka 13/04/2015 at 16:15

    komu kózkę, komu?
    Kanionku, nie chcesz przygarnąć nowych genów do wesołej kompanii? ;)
    Znajomi od kóz mają kilka do oddania. Stety/niestety nie śmierdzą, więc nie przyprawisz nimi mleka ;)
    https://www.facebook.com/pszukadomu/posts/346455678887830

    • kanionek 13/04/2015 at 17:00

      Zdębiałam! Toż ta parka wygląda jak Kachna i Lucek, a jeszcze w tle, choć niewyraźnie, widać Andrzeja i Bożenę. Czy ja zwariowałam?
      A odpowiedź na pytanie, czy nie chcę przygarnąć… HA HA HA HA HA!

      • Ajka 13/04/2015 at 19:38

        no tam jest nawet Tradycjopodobna, choć mam wrażenie, że jest starsza, albo innej rasy…
        Znajomi zaczynali od 3 kózek, teraz mają ze 20 albo i 30, nie byłam w stanie ich policzyć ;)

        • kanionek 13/04/2015 at 20:53

          „Znajomi zaczynali od trzech…” – brzmi bardzo ZNAJOMO :D I mówisz, że teraz mają 20-30… Bożena, dawaj mie ten batyskaf natychmiast, ja odpływam!

  14. Modra 13/04/2015 at 16:39

    Taki dziś dzień w robocie, że nie miałam jak obejrzeć filmiku :-) No naprawdę nie godzi się tyle pracować. Muszę popracować nad priorytetyzacją.
    No więc 3x TAK dla głasku głasku Panu Żabie. Sama bym pogłaskała. Ale że nie pocałowałaś Kanionku, to tego już nie rozumiem. Szczęście weszło w próg Twego obejścia, a Ty pozwoliłaś mu odejść.

    Narracja dziejszej fabuły bardzo w stylu Hitchcoc’owskim. Jak kamera wracała na miejsca, na których przed momentem pokazywała bohatera, ów bohater był już zniknięty. I tak znikł Pan Żaba, znikł jeden Rosół. No a przed momentem w tym miejscu przecież był. I nie majaczył w oddali, po prostu pustka po nim.
    I niech nie zwiodą nas idylliczne odgłosy natury, brzęczenie owadów i śpiewy ptaków.
    Bo przecież notka zaczęła się od pentagramu.
    I oto widać że nikt nie może czuć się bezpiecznie za prysznicową zasłoną. Tylko kozy są niezagrożone. Może to przez siłe przekazu Andrzeja i jego rogów? Ale suma tych znaczeń (kozioł i pentagram…!) oj to już zbyt dużo na moje przelęknione serduszko ;-) ( proszę sobie samemu zresztą zapytać wujka googla o kozioł w pentagramie. Ja tu takich straszności nie podeśle :-)

    • kanionek 13/04/2015 at 17:14

      Jednego takiego już pocałowałam i czy ja wiem… Teraz nawet gdybym pozwoliła mu odejść, to on nie chce ;)
      Oj tam, oj tam, pentagramy. Jak ktoś zechce, to i soczek marki Kubuś zdemonizuje ;)
      A z tym znikaniem – może to jest właśnie to kwantowe przenikanie tunelowe (na bank coś pomieszałam), o którym mówiła Barbarella – niby widzisz Rosoła, a tu nagle pstryk! I on już jest w moim ogródku :)

      Odpowiadam Wam na raty, bo robię w międzyczasach.

      • Lidka 14/04/2015 at 00:24

        No i wyjdz tu czlowieku, na chwile z obiegu, pokuruj bol glowy, a tu juz nowe „myszy” sie rodza!!! Cudne. Cale kuzynostwo cudne! Ten filmik o zabie to ja przelknelam, jak pigulke na ‚wiatry’: panicznie boje sie zab… Pozdrawiam, wszystkie Kumy, podpisano: Emilcia, ta od trzydniowego globusa.

        • kanionek 14/04/2015 at 01:21

          No patrz. Trzy godziny temu rozmawiałam z Mamą, i ona też, biedulka, właśnie zamknęła drzwi za migreną, co wpadła z trzydniową wizytą :-/
          Jesteś pierwszą osobą, o jakiej słyszę, że boi się żab :) I wcale się nie śmieję, bo ja np. mam problem z owadami, które mają nóżki. Kiedyś mi się śniło, że oblazły mnie wielkie, zielone pasikoniki. Obudziłam się mokra, z tętnem 160, i zaciśniętymi zębami :)
          A nasza cała ekipa pozdrawia Ciebie, Rafała, i wiadomego pacjenta :-*

  15. zeroerhaplus 15/04/2015 at 07:54

    Mam pytania odnośnie forum (czy powinnam je była w takim razie zadać na forum?):
    1. Jak wstawić fotę (130KB), która pochodzi z prywatnego komputera, a nie z sieci? (pojawia się cały czas informacja, żeby podać adres. Jeśli podaję ścieżkę do folderu, zdjęcie się nie wyświetla. Co robię nie tak, droga redakcjo?)
    2. Czy jeśli się nie wyloguję, a wyjdę z forum, i w ogóle wyłączę komputer, to cały czas będę tam niejako obecna? I potem natrzaskam dajmy na to pięć milionów godzin obecności na forum?
    3. Gdzie w przyszłości zadawać podobne pytania?
    4. Jaka jest prędkość lotu jaskółki bez obciążenia?
    ;)

    • Ynk 15/04/2015 at 13:04

      O,o,o.. A ja się szamoczę z hasłami. Bo i stare, poprzednie, i nowe-nowiutkie okazują się być niewłaściwe. Nie mam wprawy, bo nie jestem bywalcem forów, i o.

      • Atos 15/04/2015 at 14:59

        Otrzymałem od Ciebie maila, więc odpowiedziałem na niego. Zmieniłem hasło, teraz należy ustawić własne w profilu użytkownika. Jak znowu będzie kłopot – pisać, pomogę.

        • Ynk 16/04/2015 at 18:39

          Dzięki. Poćwiczę.

    • Atos 15/04/2015 at 14:57

      1. Faktycznie, musiałem pogrzebać w opcjach. Teraz pod polem do edycji pojawiło się pole „Załączniki”. Należy wdusić przycisk „Przeglądaj”, wybieramy plik, klikamy „Dodaj załącznik”. Czekamy aż się załaduje i jego nazwa pojawia się na liście (pole „załączniki”). Po wybraniu miejsca w tekście, gdzie obrazek ma się pojawić atakujemy przycisk „Wstaw do posta” (w polu załączniki…powtarzam)

      2.Nie, nie powinnaś. Zamknięcie przeglądarki powoduje wylogowanie. Sesja wygasa.

      3.Zrobimy chyba nowy dział…pytania techniczne i uwagi (lub czasopisma). W kwestiach niestandardowych można użyć przycisku „Kontakt” i wysłać do mnie maila.

      4.Jest to jawna prowokacja i wszelkie tego typu zachowania zgłaszane będą odpowiednim organom (np. kościelnym)

      • zeroerhaplus 15/04/2015 at 16:03

        1. Super, jutro rano przetestuję i nie omieszkam poinformować, jakby co nie działało :)

        2. Uff, całe szczęście. Mimo wszystko oficjalnie wolałabym nie uchodzić za wiariatkę.

        3. Niezły pomysł, bo już mi się nasuwa następne pytanie…

        4. Etam od razu prowokacja :) a poza tym organy są okej.

        Dzięki, Atosie, że podjąłeś się tego wyzwania pod tytułem „babskie forum”. Jeszcze nie raz poproszę Cię o radę :)

  16. ciociasamozło 17/04/2015 at 15:14

    Tym razem w temacie kos a nie kóz ;)
    https://www.youtube.com/watch?v=gsfIHiBB6xE

    • Modra 17/04/2015 at 18:38

      Jaaa cie! Dajta mnie tego chłopa zara! Co to kosztuje i gdzie sie kupuje? :-)

    • kanionek 17/04/2015 at 22:37

      Tak, w UK takie konkursy są dość popularne, nie wiem jak w USA. U nas na kosę wszyscy patrzą tak, jak na kozę – to jest „coś” dla biedaków lub idiotów, których „nie stać na coś lepszego” ;)
      Jeśli ktoś chce zobaczyć, jak pięknie można kosić tradycyjną kosą, polecam gościa z Nowej Zelandii: https://www.youtube.com/watch?v=njHsmhAEoq4
      I od razu Wam powiem: tak, da się. Jeśli ma się równy teren i dobrze zrobioną kosę (no i naostrzoną), to tak się właśnie kosi trawę :)
      U nas takich równych jak stół miejsc jest mało, często kosa ryje w kretowiskach, obrywa kamieniem lub „zatnie” się na czymś grubszym (młode drzewko), ale są kawałki, na których można poszaleć w stylu taj czi ;)

Dodaj komentarz

Podpis *
Email *
Witryna internetowa