Jak kurczaki kupiły sobie rowerek, czyli gdzie jest mój batyskaf

“She got the big guns pointed at my heart
Bang, bang, shooting like a firing squad
Big guns, she blew me away
And I went down in flames”
Fragment utworu “Big Guns” grupy Skid Row, z albumu “Skid Row”, 1989

Ja może na samym początku nadmienię, że bardzo Państwa przepraszam za długie przerwy i brak nawet głupiej reklamy, ale zarobiona jestem, a do tego, wbrew kłamliwemu porzekadłu, właśnie że BOLI MNIE głowa od przybytku. I nogi. I ręce. I dupa. Czemu dupa to już całkiem nie wiem, bo z wyglądu nie podejrzewałabym jej o jakiekolwiek mięśnie, ale na pewno nie od siedzenia. A teraz przejdźmy do następnego akapitu.

Odkąd wyprowadziliśmy się z miasta do lasu, nasze marzenia zaczęły zmieniać kształt i rozmiary, tudzież niepokojąco obniżać wysokość lotów. Teraz już w ogóle zresztą nie latają, a w tych nielicznych chwilach, gdy nie wloką się na piechotę, przed sobą pchając pełną gruzu taczkę, a za sobą ciągnąc pełen drewna wózek, leżą plackiem i nie chce im się nawet po zardzewiałą żyletkę sięgnąć, by skrócić swe męczarnie.

Pamiętam emocje towarzyszące zakupowi pierwszej taczki i niewymowną radość z możliwości przewiezienia kupki gruzu z miejsca A do miejsca B. Przed zakupem taczki bowiem, wszelki transport materiałów w naszym gospodarstwie odbywał się wiadrami lub w objęciach, czyli całkiem nieefektywnie, i za długo, i za ciężko. Za to zwykłe kółko, proszę Państwa, to jest wynalazek wszech czasów, i przy kółku chowa się każdy ajpad i ajfon. Bez kółka… To może przejdę od razu do naszego najnowszego marzenia, snutego już od kilku miesięcy, o DWÓCH kółkach. Co dwa kółka, to nie jedno, i po tym, jak już doznaliśmy wszelkich form ekstazy z taczką, przyszła kolej na wózek. Taki zwykły wózek złomiarza nam się śni, którym możnaby przewieźć większą ilość drewna, albo worków z liśćmi z lasu, albo butelek z wodą, albo co tam jeszcze rzuci los, i który nie wywracałby się jak taczka, gdy się do niego źle albo za dużo towaru załaduje (bo ci mówiłem, Kanionek, żebyś bardziej na środku kładł).

I uparliśmy się, że taki wózek można sobie zrobić, tylko potrzebne są mu kółka, temu wózku, najlepiej od dziecięcego rowerka ze starych, dobrych czasów, gdy jeszcze rowerki nie rozpadały się przy pierwszym lepszym wyrżnięciu w krawężnik, a kółka trzymały formę nawet wtedy, gdy tatuś z nadwagą zajumał dziecku rowerek, by skoczyć do Społem po flaszkę i Sporty. Szukaliśmy więc tych kółek od Pelikana, po dawnych znajomych i rodzinie, ale okazuje się, że nikt już w piwnicy reliktów przeszłości nie przechowuje, a piwnice w blokach w ogóle podobno przestały spełniać swoją dawną rolę przechowalni kompotów i Pelikanów, co napawa nas nostalgicznym smutkiem, no ale panta rhei.

No i we wtorek 14 kwietnia, oddając w punkcie skupu złomu różne takie z ziemi wygrzebane, zobaczyli my (ja! ja zobaczyłam, ja Kanionek!) obiekt naszych poszukiwań. Może nie od razu Pelikan, raczej jakiś kaczy pomiot, stał sobie oparty o zdezelowaną lodówkę bez drzwi – rowerek dziecięcy prawie niezardzewiały, z kółkami na klapniętych oponkach i jedną krzywą szprychą, brzydki jak noc na wysypisku, i w sam raz dla nas. Zapytaliśmy więc o możliwość adopcji zaznaczając od razu, iż kacza tuszka nam zbędna, i że najchętniej kupilibyśmy tylko te kółka, i czy pan Zbynio mógłby je dla nas odkręcić, to my po załatwieniu spraw i sprawunków po te kółka byśmy wpadli. Pan Zbynio nie widział przeszkód i wycenił wartość adopcji na jedyne 10 złotych (o radości, iskro bogów!) i obiecał odczepić kółka od metalizowanego błękitu brzydkiego kaczątka, po czym natychmiast o nas zapomniał i gdy wróciliśmy trzy godziny później, musieliśmy sobie sami odkręcać, co nie wpłynęło na wartość transakcji, choć jednak kosztowało nas trochę czasu, bo znaleźć płaską trzynastkę na złomowisku to nie jest takie hop-siup.

Ale do czego ja zmierzam. Gdy już przyszło do wywalenia forsy na stół, a dokładniej na spracowaną dłoń małżonki Zbynia Złomiarza, sięgnęłam do kieszeni i wydobyłam z niej TĘ DYCHĘ. Tę dychę, którą dwie godziny wcześniej przyjęłam z rąk sympatycznej pani prowadzącej sklepik ze zdrową żywnością w miasteczku B., w zamian za jajka od naszych kurczaków. Jajek “na próbę” sprzedaliśmy ledwie dwadzieścia, gdyż pani uprzedziła, że klient małomiejski, nieuświadomiony w zakresie cudownych właściwości jajek zielononóżki, może nie zechcieć rzucić się na nie zachłannie, jak student na parówki, a jajka wszak dłużej niż miesiąc nie poleżą. Ale czy to ważne? Grunt, że kurczaki kupiły sobie rowerek, a zachęcone pierwszym sukcesem już składają jajka akonto jednoosiowej przyczepki do Gwiazdolotu. To znaczy najpierw chciały składać na jedenaście par odlotowych wrotek, ale przekonałam je, że balot słomy na wrotkach do nich nie przyjedzie, a na przyczepce jak najbardziej.

kółeczka

A teraz przejdźmy do najnowszych wydarzeń. 15 kwietnia Roku Kozy. No nie tak się umawiałyśmy, Bożena. I w czym ja mam teraz głęboko odpoczywać, kontemplując zamulone dno stawu – w TYM?!

jestę owcę

razem2

jestę UFOKIĘ

razem3

Wieczorem czternastego kwietnia zamknęłam Bożenę na porodówce. Nawet powieka jej nie drgnęła. Rano, piętnastego kwietnia, Bożena przeryła i wywróciła do góry nogami całą ściółkę, ROBIĄC GNIAZDO. Zastałam ją stojącą na samym środku słomianego pobojowiska, przeżuwającą niedbale i bardzo z siebie zadowoloną. Wyrównałam z grubsza to pożal-się-zboże gniazdo, pocmokałam z uznaniem w kierunku torebki, jaką sprawiła sobie Bożena (owszem, z frędzlami, choć tylko dwoma):

Bożena z torebką

I wróciłam na salę główną, gdzie Tradycja już stała gotowa, by sprzedać mi litr mleka za pół kilo owsa. Ćwierć litra mleka później, święty spokój szlag trafił – Bożena rozlała się na słomie jak flagowy wieloryb Greenpeace’u i zaczęła alarmująco beczeć i sapać na przemian. W kanale mojego prawego nadgarstka zapłonął olimpijski ogień, gdy w zdwojonym tempie kończyłam doić Tradycję, bo przecież Bożena ZARAZ URODZI. Jednak z uwagi na fakt, iż zaraz to taka wielka bakteria, a Bożena to wielka oszustka, ofiara całopalna z mojego nadgarstka poszła całkiem na marne. Dwie godziny siedziałam napięta w kąciku porodówki, wąchając swąd przepalonego mięśnia przywodziciela kciuka, a Bożena kładła się, wstawała, beczała, skubała sianko, wzdychała, sapała, znów kładła i – nie zgadniecie – wstawała. I przysięgam, moje powieki miały trzy razy większe rozwarcie, niż wiadomy kanał Bożeny. Jaki batyskaf? Jakie wiosło? Pagaj może by się przecisnął, ale tylko do momentu, w którym zaczyna się pióro.

Tak, to było jedno z tych doświadczeń, od których w mięśniu sercowym robią się malutkie blizny, i pięciuset lat to ja już na pewno nie dożyję. I kozy naprawdę są dziwne. Irena, drobnej budowy i dobre dziesięć kilogramów mniejsza od Bożeny, urodziła dwójkę koźlątek tak, jakby od niechcenia splunęła za siebie. Bożena, starsza, większa, i na pewno nie pierworódka, wyciskała dzieci przez dziurkę od klucza i mnie to bolało od samego patrzenia. Za to Irena po porodzie krwawiła długo i obficie jak siekana wątróbka, a u Bożeny krwi było tyle, co po zabiciu głodnego komara. Wrzaski Bożeny przyciągnęły do koziarni absolutnie wszystkich:

my przyszli tylko popatrzeć

A wrażenia z seansu najlepiej obrazuje mina Tradycji, która nieopatrznie zajrzała na porodówkę:

matko z owcą

Nawet Andrzej był skruszony i w końcu przyznał, że to wszystko jego wina:

co ja narobiłem

Za to w dzień po porodzie dla wszystkich wyjrzało słońce.

razem4

owieczka

owieczka2

kocyk

kocyk pluszowy

kocyk i owieczka4

kocyk i owieczka3

kocyk i owieczka2

kocyk i owieczka

cycki Bożeny

kocyk i owieczka5

owieczka3

kanionek z kocykiem

kocyk i owieczka3

To małe i urocze, co wygląda jak pozszywane z różnokolorowych kawałków pluszowego kocyka, to koziołek. To w czarnych skarpetkach, co wygląda jak owieczka, to kózka. Obydwa słodkie i śliczne, i uroczyście Państwu przysięgam, na święty wagon paracetamolu i jednoosiową przyczepkę kodeiny, że jeśli coś mi się jeszcze w tym roku okoci, to ja ocipieję.

PS. A o wierzbowej ławce, drzwiach, i wrażeniach z dojalnicy będzie następnym razem, bo akurat nadarzyła się okazja pod tytułem “wielkie i ciężkie klocki drewna za darmo” i trzeba było zrobić kilka rundek Gwiazdolotem z załadunkiem własnym, i ręce mi z dupy odpadają (ale małżonkowi bardziej, bo on jeszcze przed załadunkiem ciął na mniejsze).

PPS. I jest szansa, że ogólne pogłowie mi się zmniejszy, bo Kotek znów przytargał żmiję na podwórko i solidarnie z Rosołami rozdziobali ją na durszlak. A jak mówi stare przysłowie – nosił żmiję razy kilka, i w końcu zdechł.

136 thoughts on “Jak kurczaki kupiły sobie rowerek, czyli gdzie jest mój batyskaf

  1. harpia 18/04/2015 at 01:23

    Wychodzi na to, że Bożena najdłużej opierała się urokowi Andrzeja

    • kanionek 18/04/2015 at 17:42

      No i w którymś momencie musiała się zagapić ;)

  2. Lucy on the Sky 18/04/2015 at 02:01

    No nie! :-) Ale się porobiło!!!! Kanionku, gratulacje! Teraz to masz prawdziwe przedszkole! :-) Uściski dla Ciebie, przedszkolaków, statecznych rodzicielek, ojca dzieciom i dla całej ferajny! :-)

    • kanionek 18/04/2015 at 17:40

      Dziękujemy, Lucy :) Przedszkolaki cieszą oko, ale najbardziej mięknie mi serce, gdy patrzę na mamuśki – każda pilnuje swoich robali, „obce” odpędza z groźnym pomrukiwaniem, a do własnych beczy przymilnie i z taką troską w głosie, że to aż rozbraja.

  3. nikt wazny 18/04/2015 at 02:52

    Oj, gratuluje…
    Od tego nadmiaru szczescia faktycznie glowa moze rozbolec.
    Niech sie chowaja zdrowo! I jak najmniej pracochlonnie dla Gospodarz (wiem, marzenia scietej glowy).

    • kanionek 18/04/2015 at 17:33

      Dziękuję, nikt wazny :) „Zdrowo” mi wystarczy, serio. Bo tak się składa, że wczoraj właśnie się okazało, iż moja pani weterynarz też się okociła, i w związku z tym, co normalne i oczywiste, przez dłuższy czas nie będzie na każde zawołanie gospodarza. A znaleźć w pobliżu kogoś nowego, kto nie jest dupkiem lub oszołomem… Niechaj się więc zdrowo chowają, a reszta jakoś pójdzie.

  4. nikt wazny 18/04/2015 at 02:52

    mialo byc: Gospodarzy.

  5. nikt wazny 18/04/2015 at 02:55

    Mina Tradycji sprawila, ze rozesmialam sie (wprawdzie do wewnatrz, bo noc i cisza wskazana):)

  6. Iwona 18/04/2015 at 06:31

    No, nareszcie :-D

    • kanionek 18/04/2015 at 17:29

      To były dokładnie moje słowa, gdy wiadomego wieczoru wymacałam u Bożeny omdlałe więzadła ;)
      Zastanów się nad koziołkiem – w razie gdybyś, to wiesz, że masz pierwszeństwo :)

      • Iwona 19/04/2015 at 08:02

        Cały czas się zastanawiam intensywnie, trybiki do białości mi się rozgrzały :P. Jak ogarnąć logistykę, to jednak sporo kilometrów? Jak się zdecyduje na jednego, to dwa to żadna różnica, prawda? I mam nowy dylemat, czy nasi weci znają się na obsłudze kóz? Za tydzień mam randkę z wetem, pierwsze szczepienie Buldożerów, to go wypytam :). Oprócz sąsiadki, starszej pani, która ma jedną kozę, tutaj nie ma kóz!

        • kanionek 20/04/2015 at 00:53

          Ano widzisz. U nas też kóz jest jak na lekarstwo, i dlatego zdecydowaliśmy się posiadać Andrzeja na własność, bo ciężko znaleźć kozła „dochodzącego” z zaufanego źródła (czyli zdrowego i zadbanego). A sąsiadka musiała swoją kozę jakoś zakocić, a nawet jeśli kupiła kozę już dojną, to kiedyś to mleko się skończy, i też będzie miała problem…
          Transport jest możliwy samochodem osobowym (my daliśmy radę Bożenę i Irenę za jednym zamachem…), ale droga faktycznie długa i kosztowna. Po prostu musisz być pewna, że chcesz sobie zrobić kłopot, a wtedy cała reszta to pikuś ;) Myśl sobie spokojnie, a co będzie to będzie :)

  7. bogutek 18/04/2015 at 08:29

    Jak to miło zacząć weekend, zimny i deszczowy, od tak fantastycznych wiadomości:) i mina Tradycji – bezcenna!:)

    • kanionek 18/04/2015 at 17:27

      Tak, Tradycja ma w swym repertuarze wiele min i minek wartych uwiecznienia :) Zawsze chciała być aktorką dramatyczną światowego formatu, no ale utkwiła tu ze mną, w jakiejś dziurze w lesie, i się całkiem gwiazda marnuje. No prawie całkiem, bo już skromne portfolio jej zrobiłam i ma co najmniej dwóch fanów w Stanach ;)

  8. Brytusia 18/04/2015 at 08:39

    No to Andrzejek poszalał… :-)

    • kanionek 18/04/2015 at 17:22

      Widać oprócz wzrostu nie brakowało mu niczego – ani ambicji, ani odwagi, ani zwykłej bezczelności ;)

  9. Ynk 18/04/2015 at 10:17

    Pracowity chłopak z tego Andrzeja!
    Prześlicznie i ciekawie umaszczone kózki tym razem zmajstrował z Bożeną :-)
    Niech się wózek gładko toczy, skoro lekko nie może.
    I ojejku-ojejku: jak Ty teraz obskoczysz wszystkie trzy z dojeniem? Dziewka czeladna by Ci się przydała, i parobek. Wolontariusze.
    PPS. Pra-pradziadek Kotka z mangustą mógł był romansować?

    • -EW 18/04/2015 at 11:38

      Kanionku! Jakie masz śliczne, nowe kózki! Jakie masz zgrabne, używane nogi!

      • kanionek 18/04/2015 at 17:05

        Dziękuję, Elu :D

      • pandeMonia 18/04/2015 at 17:18

        I łeb też ma ładny i używany!

        • kanionek 18/04/2015 at 17:44

          A nie chciałaś przypadkiem napisać „zużyty”, albo „bezużyteczny”? Bo mogę Cię jeszcze wyedytować :D

    • kanionek 18/04/2015 at 17:21

      Ynk – to była największa zagadka, co wyniknie z połączenia Andrzeja z Bożeną. I ładnie wyszło :) Zdjęcia nie oddają w pełni urody koziołka. On jest chodzącym, pluszowym patchworkiem :) A ta mała w skarpetkach zapowiada się na powabną, młodą damę.
      Jakoś będę musiała dać radę, nie tylko z dojeniem. Podobno najlepiej jest, gdy kozy mają jednego opiekuna, któremu ufają. Ludzie na forach powiadają, że kozy lubia swoje codzienne, małe rytuały, i nagłe zmiany powodują u nich stres. Ja myślę też, że gdy stadem zajmuje się (na ogół) jedna osoba, która zna każde zwierzę na wylot, wtedy łatwiej jest jej wychwycić wszelkie odstępstwa od normy w zachowaniu, samopoczuciu, wyglądzie zwierząt, a tym samym dostrzec np. symptomy choroby.

      A propos protoplastów Kotka. Któż zgadnie, jakie szyszki wisiały na jego drzewie genealogicznym – Kotka wzięliśmy ze schroniska, wybrawszy go spośród niepoliczalnego kłębowiska innych kotków :) Sugerujesz, że mógłby być odporny na jady i trucizny?

      • Ynk 19/04/2015 at 14:32

        Bardzo do mnie przemawia Twoje indywidualne podejście do kóz :-) Zastanawiam się przy tym jak liczne stado, według Twoich kalkulacji ( i wyobraźni ;-) ), jeden opiekun jest w stanie obsłużyć. [bankowo zabrzmiało: opiekun klienta]
        Może Kotek odporny, a może swym dziewiątym wąsem wyczuwa jad, i ta kombinacja ostrożności i zwiększonego ryzyka podbija mu adrenalinkę.
        Wprost napatrzyć się nie mogę na na subtelną, elegancką (pończoszki, makijaż) małą simonę ;-) Śliczna!

        • kanionek 20/04/2015 at 00:25

          To moje romantyczne podejście do kóz jest całkiem nieżyciowe, powiem Ci :)
          Jak liczne stado? Hm. To zależy od opiekuna, okoliczności (pomieszczenia, zaplecze, ogólna organizacja) i trochę od samych kóz. Mój problem polega na tym, że każde moje zwierzę ma swoją osobowość i ja nie umiem postrzegać zwierząt jako „sztuk” (w sensie: „sztuka bydła”). Znam każdy ich włos, ucho i paznokieć na pamięć, i gdybym miała np. pięćdziesiąt kóz, musiałabym zacząć je traktować jak „sztuki”, czego nie umiem, więc albo zagryzłabym się z nerwów, albo poświęcała im całą dobę, żeby niczego nie przegapić, z każdym pogadać, każdego wyszczotkować, dać smakołyk itd. Gdybym miała możliwość ulokować oddzielnie koziołki i kozy, oraz zapewnić im oddzielne pastwiska, że już nie wspomnę o komforcie pewności, że stać mnie będzie na ich utrzymanie, to zaryzykuję stwierdzeniem, że 15 kóz byłabym w stanie ogarnąć. W tych warunkach, jakie mam, mogę polec i przy obecnych dziesięciu. Ile kóz dziennie mogłabym wydoić, biorąc pod uwagę czas, jaki pochłania: zaprowadzenie kozy na stanowisko, umycie i osuszenie wymion, zadanie paszy, umycie rąk, natłuszczenie strzyków, dojenie, krótki przegląd ogólny, odprowadzenie kozy… To zależy :) Np. od tego, czy nadal mam ogród, robię przetwory, gotuję, piorę, sprzątam, piszę bloga, uruchamiam produkcję serów itd. ;)
          Jak na razie mam kupę zabawy i drugie tyle frustracji z tymi trzema świeżo okoconymi królewnami. Zarówno ja, jak i one, uczymy się nowego. Za kilka miesięcy, mam nadzieję, wszyscy będziemy dużo mądrzejsi ;)

          • Ynk 20/04/2015 at 16:04

            Nie może być więc wątpliwości, że mleko i sery będą wyjątkowe. Bo nie od kóz po prostu zaopiekowanych, ale nade wszystko od kochanych :-)

          • kanionek 21/04/2015 at 00:00

            Miłość jako sekretna ingrediencja wyrobu mleczarskiego. Tajemnica zakładu. Ser od kozy wyczesanej :D
            Już niedługo się przekonamy, przynajmniej co do serów, bo na mleko nie narzekam :)

  10. Barbarella 18/04/2015 at 13:07

    No mam nadzieję, że nie wpuściłaś tego żądnego sensacji tłumu! Chwila jest bądź co bądź intymna i chyba żadnej kobiecie nie jest w takim momencie potrzebne stado plotkujących kur na galerii!

    Jak Ci się kiedyś kozy znudzą (chciałam napisać PRZEJEDZĄ, hm), to ja adoptuję tą w skarpetkach. Pippi Langstrumpf :)

    • kanionek 18/04/2015 at 17:05

      Ależ! Jak się ma Irenę na bramce, żaden intruz się do środka nie wciśnie. Kurczaki przyszły, pogdakały coś w gratulacyjnym tonie, zdążyłam zrobić zdjęcie, a potem to już tylko pióra fruwały. A na porodówce byłam tylko ja i heroina (kodeina wpadła później), więc kameralnie.

      No dobra, Pończoszankę masz zaklepaną. Ale żywą chcesz, czy już wysuszoną, z paciorkiem miast oka?

  11. sliwka 18/04/2015 at 13:20

    Jak dobrze pójdzie, to za rok o tej porze Kanionek może mieć 24 kozy :-P

    • kanionek 18/04/2015 at 16:55

      Taaaak… I właśnie żeby zapobiec spełnieniu się tej przepowiedni, będziemy mieli w tym roku jeszcze masę roboty. Nie wiem, czy uda nam się znaleźć tyle materiału, żeby zrobić sensowny, odrębny wybieg dla Andrzeja, czy po prostu panowie będą biegać w innych godzinach, niż panie, ale tak czy siak, będzie z tym cyrkiem sporo zachodu.

  12. Kachna 18/04/2015 at 13:29

    O Jezusie!
    Batyskafy Dwa!
    A wszystkie koziołki to barany:)
    Jak Kachna max i Kachna mini i Lucek i siostrzyczki i Batyskafy Dwa:))

    Trzymajcie się czegokolwiek:))
    Ale jak Wy zjecie tyle twarogu????

    • kanionek 18/04/2015 at 16:48

      Już kilka razy były naleśniki z twarogiem i jeszcze nie jesteśmy nimi znudzeni, a od trzech dni mrożę nadmiar mleka. Podobno w temp. poniżej -18 można je przechowywać nawet kilka miesięcy, a po rozmrożeniu i zaprawieniu odpowiednimi szczepami bakterii znów zrobić z niego wszystko. Jak już wszystkie kozy będą dojone dwa razy dziennie, to będę mogła robić sensowne ilości serów na bieżąco, ze świeżego mleka.
      Kachna coraz piękniejsza :) Razem z bratem robią sobie wyścigi dookoła stawu, skaczą po wszystkim jak pomyleni i generalnie widać, że humorki im dopisują. A Lucek już wysiaduje jajka ;)

  13. pluskat 18/04/2015 at 15:08

    No to historia przyśpieszyła. Ale umiesz budować napięcie, największy news mimochodem na koniec. Zawsze wierzyłam w Bożenę, pamiętasz jak glut puściła jesienią? Nie chce mi się szukać, kiedy to było. Kurczakom należą się gratulacje! Może ta miła pani ze sklepu znajdzie odbiorców na kozi ser albo mleko? Współczuję dojenia, od tych dzikich pozycji mogą Cię boleć mięśnie pośladków. A może szafot już działa? Ciekawa jestem, która koza jest najbardziej mleczna?
    Co do wózka: u nas w domu taki wózek oddawał wielkie przysługi i w ogrodzie i przy pszczołach. Ojciec sam go zrobił, do tej pory, po kilkudziesięciu latach, jeszcze służy. Potem rodzice dorobili się przyczepki do syrenki. To już była większa technika.
    Kamionku, wiem, że to straszne, ale musisz się jakoś pozbyć tych rozkosznych darmozjadów…

    • kanionek 18/04/2015 at 16:04

      Która koza najbardziej mleczna to się dopiero okaże – za jakieś dwa, trzy miesiące, gdy już wszystkie dzieci urwą się z cycka :)
      Na razie jest tak: Ziokołek daje w porywach do 1,5 litra, ale doję ją tylko raz dziennie, rano, a przez cały dzień Kachna i Lucek biorą co się im należy. Irenę doję zaledwie od dwóch dni, a zaczęłam też tylko dlatego, że jeden cycek ma większy od drugiego (tzn. strzyk większy i dziady nakrapiane nie chcą za bardzo z niego pić). No i Irena na razie daje litr. Bożena wciąż produkuje mleko żółte, dla dzieci, ale sądząc po rozmiarze jej dział armatnich w dniu porodu – ma szansę zostać rekordzistką :) Za kilka miesięcy będę znała swoją dzienną kwotę mleczną, a teraz biorę, co dają.

      No tak. Lucek musi zostać, bo już Wam obiecałam, no chyba, żeby trafił mu się naprawdę fajny dom, gdzie byłby czyimś pupilkiem. Kocyk pluszowy jest tak piękny, że ciężko mi się będzie z nim rozstać, no ale wiem, że muszę. Dziewczyny zostają, a przynajmniej na razie taki jest plan.
      A tyłek już wiem, od czego mnie boli – jednak od tych ciężkich kawałów drewna (mokre, bo świeże), i schylania się po nie, ładowania do taczki, a później układania na kupkach. No i trochę słomy nagrabiłam, i tak wszystko zebrawszy do kupy uruchomiłam mięśnie, które zimą miały ferie ;)

      • sliwka 19/04/2015 at 14:19

        A ja mam taką propozycję, że tego małego pluszaka zaadoptuję wirtualnej, a zostanie u Was? Bo gdzie mu będzie lepiej?
        Dlatego ja bym nie mogła być nie tylko rolnikiem, ale nawet domem tymczasowym dla biednych kotków, bo bym żadnego zwirzaka nie zjadła, ani nie oddała tego kota, tylko by mi tego w domu przybywało ;-)

        • kanionek 20/04/2015 at 00:37

          Uwierz mi, Śliwka, mam dokładnie ten sam problem. I nawet nie wiem, ile wet weźmie za kastrację koziołka, bo wet mi się wysypała i szukam nowego lekarza. I wiem, że nie ma w promieniu pewnie i stu kilometrów żadnego, który miałby na swoim koncie choć jednego wykastrowanego kozła.
          Twoja propozycja jest piękna, ale czy realna? Koza żyje przeciętnie tyle, co pies czy kot. Wygląda też na to, że wszystkie koziołki będą rogate, a rogaty koziołek potrzebuje trochę więcej przestrzeni, niż gołogłowy. Wiem, że to brzmi zabawnie, ale Andrzej z tym swoim porożem potrzebuje więcej miejsca, żeby się obrócić, niż np. Irena :) Nie mogę więc ich trojga stłoczyć na kilku metrach kwadratowych.
          Myślę. Cały czas myślę i procesor mi się przegrzewa.

  14. pluskat 18/04/2015 at 15:11

    ha! glut byl 17 listopada, czyli punktualna jak Pendolino.

  15. Lidka 18/04/2015 at 15:29

    Kurcze blade zakrecone, Kanionku- gratulacje! Cale towarzystwo idealne do przytulania i mietoszenia, zwlaszcza ta drobniutka elegantka w ponczoszkach!
    Bije brawo Kotkowi. W zwiazku z tym, ze panicznie boje sie zab, a pelzajacego stwora uznaje tylko w postaci torebki czy gustownego paska- Kotek, respect! Moj kot Fredek, przynosil jaszczurki, juz byly bez glowy, i kladl mi je na kolanach. W tym momencie wszystkie wlosy mi stawaly z obrzydzenia i ze strachu.
    A nogi masz Kanionku, rzeczywiscie ladne.

    • kanionek 18/04/2015 at 15:53

      Dziękuję, Lidka :) Nie wiem, gdzie Wy widzicie te nogi, bo na zdjęciu są dżinsy w butach.
      A ja się wężowatych nie boję, wręcz przeciwnie, pałam do nich i lgnę. Obawiam się tylko, że jak Kotek trafi na większą i bardziej ogarniętą żmiję, to w końcu dostanie w łeb, a przecież ja za nim wszędzie nie łażę i mogę nie zdążyć z ratunkiem na czas. Ciekawe, że zawsze gdy przytarga węża, to to jest właśnie żmija, choć zaskrońców tu jak psów w schronisku, a żmije są jednak dość rzadkie.

  16. pluskat 18/04/2015 at 15:38

    Caly Kanionek jest foremny.
    A czy próbowałaś już zostawić ser na jakiś tydzień, żeby trochę dojrzał? Pewnie go trzeba codziennie obracać; Właśnie jem taki ser: dobrze odciśnięty, foremny, jeszcze świeży, ale z wierzchu trochę zgliwiały i trochę już smakuje jak kozi.

    • kanionek 18/04/2015 at 15:49

      Tylko ten łeb jak telewizor… No ale telewizor to też jakaś forma.
      Pluskat, pytanie zasadnicze brzmi, jaki Ty masz ser, bo ich jest pińcet rodzajów. Zwykły twarogowy uzyskuje się dzięki bakteriom zakwaszającym, i takich twarogów się (chyba) nie zostawia, by dojrzały. Co innego, jeśli masz ser biały, ale na podpuszczce. Wtedy faktycznie im starszy, tym bardziej kozi ;)

      • pluskat 18/04/2015 at 17:56

        tak na wyczucie, to chyba na podpuszczce, bo jest taki bardziej sprezysty, trzyma sie w kupie. nie ma opakowania, bo nie byl kupiony w markecie tylko w snobistycznym paryskim sklepie z serami, gdzie poszlam na przeszpiegi.
        ja bym sprobowala zgliwic twarogowy.

        • kanionek 18/04/2015 at 22:45

          A to jeśli sprężysty i się trzyma w kupie, to na podpuszczce. Taki właśnie zamierzam zrobić jako pierwszy – biały, podpuszczkowy, maczany w solance, może z dodatkiem jakichś ziół.
          A co do twarogowego mam obawę, że zamiast „zgliwieć” (to nowe słowo dla mnie, brzmi fascynująco) zrobi się gorzki i może spowodować wzmożone zużycie papieru toaletowego… A proces gliwienia powinien przebiegać w warunkach chłodniczych, czy w temp. pokojowej?

          • pluskat 20/04/2015 at 18:57

            https://www.youtube.com/watch?v=H0XU3vo8luI

            Filmik pokazuje proces dojrzewania, jesli nie rozumiesz francuskiego, chetnie przetlumacze.

          • pluskat 20/04/2015 at 20:10

            Bardzo mi się spodobały te trzy krótkie filmiki z tej fermy. Takie stado możesz mieć za rok. Oni je doją ręcznie, jeśli chcesz, to przetłumaczę też te dwa pierwsze. Na razie tłumaczenie tego odcinka o serach:

            Serownia to także laboratorium transformacji. Robienie sera i udój odbywa się codziennie. Przychodzę z przefiltrowanym mlekiem do serowni, dodaję lactoserum, czyli serwatkę, która się zbiera na zsiadłym mleku z poprzedniego dnia i mieszam ze świeżym mlekiem, zawsze od dołu ku górze, żeby się nie zwarzyło. Potem dodaję podpuszczkę i mieszam, też od dołu ku górze. Po 12 lub 24 godzinach w zależności od ilości podpuszczki mamy nasze zsiadłe mleko. (Nie pokazali, jak wlewa mleko do foremek). Potem odwraca serki w foremkach, żeby odciekły. Następny etap: solenie szarą morską solą. Nazajutrz wyjmuje serki na kratkę. Są tam wentylowane, bo wydzielają gazy i jeszcze kapie z nich serwatka. Po tym etapie zaczyna się dojrzewanie. Serki odwraca dwa razy dziennie rano i wieczorem. Klienci mają do wyboru serki świeże te na dole i „kremowe” dość świeże po tygodniu. Dojrzewają do 3 tygodni albo i do 2 miesięcy. Na koniec mamy ser bardzo suchy, w którym w sposób naturalny rozwinęły się pleśni. Klienci mają do wyboru: świeży ser dla tych, którzy nie lubią koziego smaku i dojrzalsze „śmietankowe” o zdecydowanym ostrzejszym aromacie. I dojrzałe, suche sery, które już są produktem bardzo przetworzonym.

          • kanionek 20/04/2015 at 23:20

            Dziękuję, Pluskat :) Piękne stado, świetne warunki dla kóz (a ja się zastanawiam, kiedy ktoś nas opierniczy za spacery z kozami w lesie). I piesek może biegać bez smyczy i kagańca.
            Ty, jako normalny człowiek, żyjący w normalnym kraju, nie dostrzegasz być może na tych filmach tego, co od razu widzę ja.
            Cóż, pozostaje mi się chyba wraz z mężem i inwentarzem przeprowadzić do Francji, gdzie jak widać nie tylko klimat jest bardziej przyjazny ludziom i zwierzętom, ale też normy sanitarne i prawne. Oczywiście, że na krótkich filmach nie widać wszystkiego, ale widać np. ręczne stanowisko udojowe, kozy wyskakujące otworem okiennym, zero gaśnic, milionów zlewów, instrukcji BHP, wyjść awaryjnych… Nie chce mi się nawet znowu o tym pisać.

            Przeglądając nasze polskie forum koziarzy natknęłam się na wątek dot. kontroli weterynaryjnych w gospodarstwach. Ktoś dostał mandat za obecność kota w oborze, ktoś inny pouczenie, że na drzwiach koziarni (prywatnej koziarni, nieprowadzącej działalności handlowej, w której żyły trzy kozy na krzyż) powinna wisieć tabliczka z napisem „Nieupoważnionym wstęp wzbroniony”. Tabliczki, otwory okienne o powierzchni i na wysokości co do centymetra przewidzianej ustawą, specjalne stacje deratyzacyjne (jedna per ileś tam metrów kwadratowych, nie pamiętam), specjalne warunki przechowywania paszy, specjalne kurwa wszystko, bla bla bla. Nie macie, powtarzam, nie macie bladego pojęcia o tym, jak kretyńskie są nasze przepisy. I jak drobiazgowi i sumienni urzędnicy, którzy potrafią wręcz węszyć za możliwością pouczenia, ukarania, udowodnienia racji swego bytu.

            Jasne, ja mogę robić dokładnie to, co ta pani farmerka z Francji. Tylko zawsze będę żyć w strachu, jak przestępca w cudzej piwnicy. I w jeden dzień mogę stracić wszystko.

            A tak na innym marginesie – kiedyż, ach kiedyż, moje kozy będą miały takie strzyki, które można chwycić w dłoń i wydoić pannę w pięć minut? :)
            Pewnie przy piątym wykocie. A serki, które prezentowane są na filmie, po naszemu się chyba nazywają kwasowo-podpuszczkowe. I przed przelaniem w foremki kroi się skrzep w sześciany, odsącza z serwatki, i dopiero taką bardziej ustaloną masę przekłada do foremek, i lekko obciąża, żeby serki jeszcze odciekły (po to te dziurki w foremkach) i żeby nabrały kształtu. Będę robić, choć nie na taką skalę. Pluskat, a ta babka z filmu nie wspomina może o temperaturze przechowywania owych serków? Bo rodacy przechowują takowe w lodówce, a mi się w lodówce szybko miejsce skończy.

      • mp 18/04/2015 at 18:33

        Ze zwykłych zgliwiałych twarogów robi się ser smażony- lekki hardkor dla amatorów :)
        Fotoreportaż z porodówki genialny – kibicujące towarzystwo rozbawiło mnie niemożebnie. A maluchy jak to maluchy- przesłodkie ! Szkoda trochę, że tak szybko dorastają , ani się człowiek obejrzy, a tu już nie ma pluszaków.

        • kanionek 18/04/2015 at 22:04

          Dzięki Wam wiem, że w ogóle nie znam się na serach :D
          A wiesz, że dopiero co rozmawiałam z Tradycją (to znaczy ona wsuwała owies, a ja jej przynudzałam z boku) i wspominałyśmy, jak to rok temu była taką małą popierdółką, jak dzisiaj jej córka. I powiedziałam jej, że przez ten rok wypiękniała (te długie nogi i szyja, TA BRODA!) i że ją uwielbiam. Wiem, że maluchy dorosną, ale dla mnie zawsze będą śliczne. Serio. Kozy są bardzo eleganckie i szkoda, że nie da się ich trzymać w miastach, tak jak psy i koty, bo są równie towarzyskie :) I te ich złożone osobowości, odmienne charaktery… Czy ja już wspominałam, że kocham moje kozy?

        • Iwona 19/04/2015 at 08:05

          Robiłam taki ser hardkorowy, a potem go jeszcze wędziłam czasem, goły, z dodatkami. Jedliśmy, aż się przejedliśmy :D.

  17. Magda 18/04/2015 at 17:04

    Kanionek, takie pytanie mnie prześladuje: czy sa różnice w smaku mleka od poszczególnych kóz?

    • kanionek 18/04/2015 at 17:49

      Magda – na razie mam mleko z dwóch kóz do porównania i powiem szczerze – różnic żadnych nie czuję. Może, MOŻE mleko Tradycji jest ciut bardziej śmietankowe w posmaku, niż to od Ireny, ale serio, gdyby mi postawić dwie szklanki obok siebie, nie zgadłabym, które jest od której. I już sobie zaplanowałam, że kupię ser kozi w sklepie żeby sprawdzić, o co chodzi z tym kozim smakiem. No i zrobię własny, oczywiście, i wtedy porównam.

  18. zeroerhaplus 18/04/2015 at 18:12

    Jessasmarija!!!
    Przypominają mi się takie życzenia:
    “… i żeby Kanionkowi się wszystkie kózki rozmnożyły, i później te nowe kózki też żeby się rozmnożyły, i żeby Kanionek miał pierdyliard kózek. I żeby mu zielsko w ogrodzie rosło. I żeby nauczył się latać.”
    Jak mawiali bodajże starożytni Chińczycy, ze spełnianiem życzeń trzeba uważać ;)

    Ale, ale. Przede wszystkim – gratulacje z powodu udanych porodów. To cholernie ważne, że „nic się nie stało”.
    Życzę zdrowia dla kózek, jak najbardziej! I dla obsługi koziej! I dla całej reszty!!!
    Ja nie wiem, jak ta Bożena jeszcze chodzi z TAKĄ cysterną.. to jakieś przegięcie jest :)

    Koziołki są OCZYWIŚCIE prześliczne, zwłaszcza małe połatane jest fascynujące :)
    Małe mają pecha, miały być pierwsze i zebrać te wszystkie achy i ochy sprzed miesiąca, a tak, to tylko westchnięcia jak w przypadku matek wielodzietnych: „Szóste dziecko? No taaaaak. Na pewno jesteście wniebowzięci” ;)
    Więc z okazji narodzin ostatnich koziołków tego sezonu: HIP HIP HURRRA!!!!!! Niech żyją małe ziokołeczki!!!! Wiwat Bożena!!!

    PS. Gatuluję też pierwszej wydanej zarobionej dychy (w ten sposób zarobionej znaczy się). Domyślam się, co to za uczucie było :)

    PPS. Czy ja dobrze widzę i kozy mają w domu firanki? Bardzo ładnie :)

    • kanionek 18/04/2015 at 22:19

      Ty dobrze gadasz! Prorok jaki, czy co… To teraz tylko patrzeć, jak zacznę latać :D
      Dziękuję, Zeroerha, za życzenia i hiphipy :) A jeśli chodzi o cysternę Bożeny, to faktycznie. Naprodukowała mleka jak dla dwunastu apostołów, a te jej dwie myszy piją trzy łyżeczki na godzinę. No ale to jest Bożena – ona MUSI mieć wszystko wielkie ;)

      No właśnie, ta dycha była taka NAMACALNA. Mam szczerą nadzieję jeszcze kilka jej koleżanek pomacać. A firanka w ubiegłym roku miała stanowić zaporę przeciw insektom, i w tej roli się nawet sprawdziła. Niestety nie dała rady jaskółkom – zawsze znalazły jakiś słaby punkt i wcisnęły się do środka. Jaskółki gniazdują u nas prawie wszędzie, potrafią się nawet ofiarnie przeciskać kilkadziesiąt razy dziennie przez szparę pod drzwiami garażu, żeby tam założyć gniazdo, wychować dzieci i obesrać wszystko co się tylko da :)

  19. Ania W. 18/04/2015 at 20:45

    Primo po pierwsze – gratulacje z okazji powiększenia rodziny (nowe kózki przecudne do kwadratu), a primo po drugie – to kozeczka nie jest w skarpetkach, tylko w POŃCZOCHACH!

    • kanionek 18/04/2015 at 21:56

      Dziękuję, no i oczywiście masz rację, to są pończochy. I do tego oko umalowane (fakt, że trochę krzywo, a nawet obok oka, ale oj tam), i jeden paznokietek (więcej nie zdążyła, bo już był czas wychodzić) – kopytka ma czarne, ale na jednym z przednich ma białą plamę. Będzie z niej francuska damulka ;)

  20. buskowianka 18/04/2015 at 22:40

    Przykro mi drogie koziołki (w sumie, jak po Bożenie, to jedno maleństwo możesz nazwać Batyskaf), ale dla mnie dzisiejszy odcinek wygrywa Tradycja. Ja niestety inaczej niż nikt ważny, chichrałam się na głos. A czytałam bloga rano w komunikacji publicznej. Takze ten, wyszło szydło z worka,ludzie patrzyli na mnie jak na wariatkę. A do tej pory tak skutecznie udawało mi się zachowywać pozory.
    Przy tej okazji skoro już zrobiłam coming out w zbiorkomie, to i tu się witam jako stała czytaczka i ogromna fanka Gospodarzy oraz zwierzyńca. I obory Kanionka w całości, ofkors.
    Koziołki szlyczne, do schrupania.

    • kanionek 18/04/2015 at 22:50

      A nie mówiłam, że kozy robią z człowieka wariata?
      Witaj, Buskowianka, w krzywych progach Szalonej Obory Kanionka :)

  21. pluskat 19/04/2015 at 11:48

    Bozena od dupy strony tez niezla. Jej wybaluszone oko mowi samo za siebie. Bidna czuje, ze sie zaraz rozleci i nie wie dlaczego ja to spotyka.

    • kanionek 20/04/2015 at 00:58

      Tak, na fotce wygląda dość komicznie :) Ja myślę, że to nie był pierwszy raz Bożeny. Ona ma już pięć lat, a w stadzie Boskiego Farmera wszyscy sobie hulali w stylu „koedukacyjnym”, więc przypuszczam, że może nawet kilka porodów ma już za sobą. Hm. I może właśnie WIEDZIAŁA, co ją czeka, i stąd to oko? ;)

  22. sieka 19/04/2015 at 15:40

    No i tak….uważam Knionku, że wiadomy sklep na L. powinien odpalać Ci jakieś tantiemy, bo za każdym razem ja Cię czytam to MUSZĘ odkroić sobie kawałek koziego sera z 4,99 zł i spożyć. W ogóle to gratulacje na każdym polu: przyrostu naturalnego kóz, zaradności odnośnie drzewa i pomysłowości w sprawie wózka. W tej ostatniej kwestii zresztą, wprowadziłaś nie w zakłopotanie. Właśnie sprzedaliśmy z Małżonkiem przyczepę dwuosiową (chlip, chlip), a rok wcześniej nasz budowóz czyli mecedesa 200 E kombi(chyba nie pomyliłam liczby….hmm), no i jesteśmy goli i weseli bo, ani taki palący 11 l na 100 km smok, ani przyczepa nie są nam potrzebne na tym etapie życia, a jednak wiesz czegoś brak. Kiedyś człowiek nie był taki jak Ci biedni ludzie na parkingach przed supermarketem, nie myślał o tym , że nie może wziąć większego proszku bo się kółko od wózka dziecięcego nie zmieści…ech, rozumiesz? Ale młodość u nas wraca, właśnie z Małżonkiem wymieniamy dach na budynku gospodarczym, wnosiłam wczoraj belki ciężkie jak cholera na wysokość 4 m, stojąc na chwiejnej drabinie, goniąc resztką sił w zapadającym zmierzchu i co? I dziś wszystko mnie boli i jestem szczęśliwa. Ech człowiek to dziwna istota. Pozdrowienia od ludzi pracy dla ludzi pracy.

    • kanionek 19/04/2015 at 23:55

      Właśnie właśnie, muszę kupić ten ser w L.
      Taak… Pamiętam ten rodzaj satysfakcji po wysiłku. Bardzo fajna rzecz pod warunkiem, że człowiek ją sobie sprawia raz na jakiś czas ;)
      A z tym naszym wózkiem to jeszcze nie ma czego gratulować, bo wiesz, mamy dopiero kółka :D Z czego i jak zrobić resztę, to już inne zagadnienie.
      Zagadnień i zagwozdek tak nam się ostatnio namnożyło, jak – nie przymierzając – kóz. I znowu wpadam w panikę – czy my damy sobie z tym wszystkim radę? Może lepiej będzie, jeśli nie pociągnę tego wątku, bo jestem zmęczona i snuję czarne wizje.

  23. Eli 19/04/2015 at 22:38

    Ostatnio napisałam, że wiadomość o Irence z potomstwem to petarda, to teraz już mega petarda doprawdy. Ciekawe czym nas jeszcze zaskoczysz ;-)
    Ale, ale, Kanionku, dziękuję Ci dobra kobieto, że tak dbasz o moje zdrowie albowiem jak mówią mądrzy ludzie śmiech uzdrawia ciało i umysł a od momentu: „Wrzaski Bożeny przyciągnęły do koziarni…” i dodatkowo po obejrzeniu miny Tradycji moja przepona została wymasowana przez całe 15 minut, aż do momentu kiedy już nie byłam w stanie oddychać ;-) Jak ja lubię tu zaglądać :-)
    Proszę poprzytulać te wszystkie maleństwa ode mnie, żal dupę ściska, że samemu nie można :-)

    • kanionek 19/04/2015 at 23:38

      Prawdę mówiąc, żywię niczym nieuzasadnioną nadzieję, że niespodzianki się skończyły ;) Przynajmniej na jakiś czas. Aż odetchnę. Czyli najlepiej do listopada.
      Przytulam, od siebie i od Was wszystkich :)

      • Eli 20/04/2015 at 09:29

        Świat zwariował i tylko tutaj u Ciebie Kanionku jest powiew normalności, chociaż taki malutki, w formie bloga i na odległość, ale można zaczerpnąć powietrza w spokoju, uśmiechnąć się, pozazdrościć życzliwie :-) Ściskam ja Ciebie Kanionku i wysyłam wirtualnie same dobre siły do pracy w pocie czoła nad tą gromadką (taka prywata z tym potem czoła, bo sama nie mogę się doczekać tego wiosennego ciepła ;-))

        • kanionek 20/04/2015 at 23:37

          Dziękuję, Eli :) Też czekamy na ciepło. Wysiałam trochę zielska na rozsady, ale w temp. 12 stopni niechętnie będzie kiełkować, a tyle właśnie mam w tej części domu, w której mam miejsce na pińcet doniczek. Na zewnątrz wicher łeb urywa od kilku dni i każda praca fizyczna jest podwójnie męcząca, i tylko kozy nie narzekają, bo chwasty rosną i nareszcie można się obeżreć zielonym do woli ;)

  24. wersja druga 20/04/2015 at 09:11

    wow! Kanionku, wszystkie są piękne, ale „owieczka” naj. Dacie jej na imię Owieczka? Dajcie! :)

    • kanionek 20/04/2015 at 23:44

      Owieczka Pippi z rodu Batyskafów ;) Zobaczymy, jakie imię przyniesie jej wiatr.

      • Lucy on the Sky 22/04/2015 at 00:57

        A może dajcie jej na imię Fizia Pończoszanka? :-) Bardzo do niej pasuje… Ściski!!!

        • kanionek 22/04/2015 at 12:32

          Hm. Biorąc pod uwagę, iż Fizia i Pippi to ta sama postać literacka, wolę już chyba brzmienie imienia Pippi. Fizie, Fruzie, Misie, Stasie i Pelasie jakoś do mnie nie przemawiają ;)
          A najbardziej pasuje mi do niej „Owiec”.

          • Lucy on the Sky 22/04/2015 at 23:26

            Hm. No to może faktycznie Owczyk będzie i już! :-)

  25. diabel-w-buraczkach 20/04/2015 at 09:16

    Chyba stracilam rachube :)
    GRATULACJE po raz trzeci!!!! Rany, ale sie stado zrobilo, a nie tak dawno rysowalam rysunek zapowiadajacy byc moze dokupienie Tradycji jednego towarzysza ;)

    • kanionek 20/04/2015 at 23:42

      :D
      Dziękuję, Diablico :) Mi się w moim obecnym stadzie najbardziej podoba to, że jest tak kolorowe i wzorzyste. Nie licząc Ziokołka i Kachny, które są identyczne, każda koza jest inna :)

  26. ciociasamozło 20/04/2015 at 10:30

    No i znowu spuściłam Was z oka i mam za swoje!
    Bożenko, chapeau bas! Batyskafy prześliczne. Faktycznie teraz Kanionkowi to by się przydała mała łódź podwodna, żeby czasem odpocząć od nadmiaru atrakcji :)
    Rozmnożenie dyżurnej koziej lekarki dopełniło szczęścia :/
    Pecik już nas chyba nie zaskoczy i nie zostanie jedynym na świecie kozłem, który się okocił, ale przypominam, że Rosoły jeszcze się przychówku nie doczekały.

    Poleciłam koleżance blog Kanionka, a ona odwzajemniła się tym: http://dompodmacierzankowym.blogspot.com/
    Też mają kozy :) i chyba to gdzieś w Waszych, Kanionku, okolicach, więc może mają namiary na weta?

    • kanionek 20/04/2015 at 23:33

      Dziękuję, Ciociu :) Po naszych krzywych polskich drogach, to będzie nam do tych państwa jakieś 40 kilometrów. Na razie znaleźliśmy gościa, który rezyduje około 15 km stąd, i po wstępnej rozmowie telefonicznej mamy zamiar spotkać się z nim oko w ząb. Po oku poznamy, kto zacz ;)

  27. pandeMonia 20/04/2015 at 10:32

    Ja nie w temacie, ale łobejrzyjta. Kanionku, widzisz, czy niiii?

    https://www.facebook.com/video.php?v=535550526582780&set=vb.157246037746566&type=2&theater

    • diabel-w-buraczkach 20/04/2015 at 14:56

      Mielismy takiego pod sasiednim blokiem w Polszy, jamniora czarnego z tylnymi kólkami! Najpierw jakis czas byl bez, i tak tylko kical podciagajac sie przednimi lapkami, a potem, jak mu zamontowali kólka, to mu sie morda tak fajnie znowu zaczela cieszyc :)

    • kanionek 20/04/2015 at 23:46

      Widzu, widzu :) Nieźle dają chłopaki na tych kółkach. Ja nadal trzymam kciuki za Atosa, ale jeśli trzeba będzie, to kurczaki dostaną zlecenie na wózek ;)

  28. Konhitha 20/04/2015 at 12:10

    Jacie… W sensie, że gratuluję:) Podczas czytania minę miałam jak Tradycja. Kiedy te malutkie Panie Kózki mogą mieć młode? Już przyszłym roku? Bo skoro Andrzej jest taki skuteczny…

    • kanionek 20/04/2015 at 23:51

      Dziękuję, Konhitha :)
      Teoretycznie, jeśli koza jest zadbana, dobrze odżywiona i osiągnęła 3/4 swojej docelowej masy, to może być zakocona już w ósmym miesiącu życia. Tak było z Tradycją, i chyba nieźle wyszło. Odrębną kwestią pozostają nasze warunki lokalowe i pytanie: co zrobić z kolejnymi koziołkami. No i nie zakocę tych kóz ich własnym ojcem, i tu pojawia się trzecie pytanie. A tak naprawdę pytań jest zawsze dużo więcej ;)

  29. Fredzia 20/04/2015 at 12:32

    Dzień dobry. Czy to już za każdym razem z nową notką będą nowe koziołki? Podziwiam Kanionku Twój zapał w dostarczaniu gawiedzi powodów do radości. Nawet Bożenę Ci się udało wycisnąć ;)
    Tylko że teraz przydałoby się jakoś zrewanżować za rozrywkę na hollywoodzkim poziomie i wspomóc Panią reżyser. To co dziewczyny, robimy zapisy na agroturystyczne turnusy i jedziemy oporządzać koziołki?

    • kanionek 20/04/2015 at 23:29

      Już ja Was widzę, jak „oporządzacie” koziołki. Byłyby łyse od buziaczków :D No ale może sądzę po samej sobie ;)
      A wiesz, że Bożena po wyciśnięciu nadal wygląda, jakby miała w sobie jeszcze ze cztery koziołki? A mleka naprodukowała dla dwunastu. To nie jest koza, to jest jedna wielka przesada.

      • pluskat 21/04/2015 at 00:20

        ja tez liczylam, ze ma w brzuchu trojaczki

      • wersja druga 22/04/2015 at 10:01

        ale przecież chodziło o kozy dające dużo mleka, tak? no to się Bożena stara, jak może :)

        • kanionek 22/04/2015 at 12:36

          No tak, jak być przewodnikiem, to i przodownikiem. Ciekawe, która z moich gwiazd będzie najbardziej mleczna. Bożeny jeszcze nie doję, maluchy właśnie skończyły tydzień, za to niepozorna Irena już daje więcej mleka, niż Tradycja.

  30. bila 20/04/2015 at 15:19

    Wiwat Bożena!!!! Koziołki przecudne!! A Kanionek dziesięciokrotnie powiększył w ciągu roku liczbę swoich kóz!!!
    Oczywiście, że chichrałam się jak ta głupia na widok tyłu Bożenki i miny Tradycji. Te zdjęcia powinny być na reklamie serów. I kto by nie kupił sera z takim portrecikiem? Ja bym się nie oparła…
    I pomysleć, że uważałam filmy ze Schwarceneggerem za emocjonujące. U Ciebie, Kanionku, są znacznie bardziej zaskakujące zwroty akcji. Pozdrowionka i gratulacje forol.

    • kanionek 20/04/2015 at 23:54

      Dziękuję, Bila :)
      Zaskakujące zwroty akcji to ja mam obecnie w koziarni – jak oni wszyscy pięknie skaczą… :)

  31. Ania W. 20/04/2015 at 20:44

    Forum to forum, a obora jak widać lubi ciepło i zagęszczenie w komentach :)

    • kanionek 21/04/2015 at 00:06

      Tak to jest z kozami… „TU chcemy. Nie, teraz już nie tu. Teraz chcemy tam. Albo nie, TAMTEN kącik jest najlepszy” ;)
      Ja teraz np. przerabiam różne wersje fochów na dojalnicy, ale o tym może napiszę, jeśli nie zapomnę, w następnym odcinku :)

  32. shal 20/04/2015 at 21:45

    Na forum będziemy pisać za karę :).Wszystkie kozy przyjęły od bociana dwupak,ja też.Dwupłciowy.Mam nadzieję,że któreś koźlątko będzie miało na imię Batyskaf.Bo jest to imię tak piękne jak one i w ogóle nic nie stoi na przeszkodzie by nosiła je panienka.

    • kanionek 21/04/2015 at 00:03

      Balia i Batyskaf? Albo może Batuta, w nawiązaniu do eee… tatunia :)
      Czy dobrze rozumiem, że zgłaszasz swoją kandydaturę na matkę chrzestną pomiotu Bożeny?

      • pluskat 21/04/2015 at 00:17

        Kanionku, pisze na koncu, bo juz nie wiem, gdzie mam sie podczepic. A propos dojrzewania: wg mnie lodowka nie jest dobrym miejscem, za zimno i nie ma przewiewu, ale masz przeciez fajna piwnice. Wydaje mi sie, ze na dojrzewanie bylaby w sam raz.

        • pluskat 21/04/2015 at 00:19

          a taki baca, ktory robi oscypki na hali w swiatecznych po nieboszczyku gaciach? tez ma sanepid na glowie?

          • kanionek 21/04/2015 at 00:38

            Dziś prawdziwych baców już nie ma ;)
            Prawdziwych oscypków też jak na lekarstwo. Jeśli baca ma owce rejestrowane, a teoretycznie nie ma prawa być w Polsce ani jednej owcy bez kolczyka, kozy zresztą też nie, to baca podlega kontroli. Jeśli do tego produkuje ser na sprzedaż, to wystarczy, że ktoś „uprzejmie doniesie”, i baca popłynie. Przy małej, sporadycznej sprzedaży może nie, ale jeśli się ze swoimi oscypkami obnosi i afiszuje, to ryzyko wzrasta.
            Naprawdę drążę ten temat od wielu miesięcy. I nie da się ogromu tego popapraństwa zmieścić w komentarzu.

        • kanionek 21/04/2015 at 00:27

          Tak, już o tej piwnicy myślałam, choć nie jest ona pozbawiona wad. Mianowicie mam w niej… studnię. Nie taką do czerpania wody, tylko taką zbierającą nadmiar wody z gruntu okołodomowego. Wynalazek, nie wiem czy polski, czy pruski, jest na tych terenach dość powszechny. I w związku z tą studnią i wysokim poziomem wilgoci, musimy otwierać piwniczne okienko latem. A bywało, że poziom wód wzrósł do tego stopnia, że zalało nam całą piwnicę. I Kotek lubi się w piwnicy zabunkrować. Na Kotka coś się wymyśli, ale nie miałam jeszcze potrzeby sprawdzać, jaka temperatura panuje w piwnicy latem, gdy okienko jest otwarte. Zobaczymy.

          • pluskat 21/04/2015 at 07:24

            u nas w domu w piwnicznych okienkach zawsze byly siatki, takie moskitiery, zeby myszy i szczury nie wlazily.

          • kanionek 22/04/2015 at 12:39

            Czyli albo ser, albo nietoperze ;)
            A myszy dadzą radę, jak nie przez okienko, to tajnymi kanałami przerzutowymi w starych murach. Mnie od lat zastanawia, skąd na wiosnę w mojej piwnicy biorą się żaby. Okienko od jesieni zaciepane na amęnt, żaby wyniesione nad staw (tak, w wiaderku wynoszę), a na wiosnę jest już nowa ekipa.

      • shal 21/04/2015 at 00:31

        Jasne,że zgłaszam się na chrzestną.W dodatku Bożena powiła w urodziny mojej młodszej córki.Normalnie czuję się związana emocjonalnie z niepokorną Bożenką i jej potomstwem.Będzie mi łatwo pamiętać datę.Dziękuję za zaszczyt.

        • kanionek 21/04/2015 at 00:42

          Proszę uprzejmie :)

      • bila 21/04/2015 at 09:21

        Mnie się Pippi baaardzo podoba dla wiadomej kózki :)

        • pluskat 22/04/2015 at 13:07

          No, ciekawe z tymi zabami, moze sie w studni legna? Albo studnia ma tajne polaczenie ze stawem, w razie wojny w sam raz.

          • kanionek 22/04/2015 at 13:21

            No właśnie brakuje stadium kijanki. Od razu wielkie żabska, które muszę wynosić, bo wejść do piwnicy potrafią, tylko wyjść już nie. Jak przez dłuższy czas nie zaglądam, bo zapominam, to siedzą takie szkieleciki biedne, na wystających ze ścian studni cegłach, i zaraz mam nowe wyrzuty sumienia.

          • zeroerhaplus 22/04/2015 at 13:38

            No wiesz co, Kanionku, na biologii nie uważałaś, czy jak?
            Toż każde dziecko wie, że podobnie, jak myszy się z siana lęgną, to i żaby z błota powstają :)

          • kanionek 22/04/2015 at 21:20

            Łe? Mnie uczono, że żaby lęgną się w żołądku, jak się za dużo oranżady pije. Dlatego ponieważ, i z uwagi na fakt, nie powinno się dzieciom bronić napojów gazowanych, gdyż albowiem ponadto żaby są pożyteczne.
            A czy współczesna nauka zna już odpowiedź na pytanie: kiedy do diabła Kanionek zrobi nowy wpis, oraz: gdzie się podziewa CAŁY CZAS Kanionka, bo Kanionek nie może go znaleźć?

          • pluskat 22/04/2015 at 14:19

            wyobrazam sobie jak je wynosisz i ogladasz, czy nie trzeba paznokci obciac albo posmarowac margaryna :)

          • kanionek 22/04/2015 at 21:24

            Posmarować margaryną, i na grill :) I wtedy obowiązkowo paznokcie obciąć, żeby w zębach nie chrzęściły.

          • ciociasamozło 22/04/2015 at 15:40

            Pluskat, kremem z filtrem, bo takie w piwnicznej izbie chowane to na światło nadwrażliwe. I okulary przeciwsłoneczne koniecznie!

            Ej! a może to są żaby-wampiry (no i raz nietoperz, raz żaba) i Ty im, Kanionku krzywdę okrutną robisz wystawiając na słońce?!

          • kanionek 22/04/2015 at 21:12

            Ty się Ciocia śmiej, ale ja naprawdę zastanawiałam się nad tym, czy nagła przeprowadzka na powierzchnię ziemi tym żabom nie szkodzi :D
            No ale z dwojga złego, pomyślałam, lepiej spiec raczka na plecach, niż zdechnąć z głodu ;)

          • zeroerhaplus 22/04/2015 at 18:24

            Hyhy, te wampiry mi się z czymś skojarzyły :) Już natychmiast lecę na forum pokazać fotkę wampira, bo tu się nie da ;)

          • kanionek 22/04/2015 at 21:23

            Byłam, widziałam, zmierzchłam :D

          • zeroerhaplus 22/04/2015 at 23:15

            Nauka zna odpowiedź na wszystko:
            – Kanionek zrobi nowy wpis jak najprędzej, albowiem uwielbia swych czytelników i nie chce ich doprowadzać do białej gorączki wpisu brakiem,
            – czas Kanionka podziewa się w czarnej dziurze, czyli tam, gdzie białe karły mają dupę :)
            Jeśli coś pomieszałam, to przepraszam, ale nic nie pocznę na to, że Hawking mnie usypia ;)

            PS. A mnie mówili, że żaby w brzuchu od picia kranówy się robią… nie wiem, co o tym myśleć.

          • Ynk 23/04/2015 at 16:00

            Żaby w piwnicy? Pewnie Cebulaccy w beczce na dnie studni zapasy żabiego kawioru trzymali. Zapomnieli, nie zabrali.

  33. Ola 26/04/2015 at 08:42

    Ha! Kanionku, milczysz, ale pojawiła się wersja bloga na telefon! Znaczy, ktoś tam istnieje po drugiej stronie… :)

    • zeroerhaplus 26/04/2015 at 11:13

      Aaaha, a więc to, co widzę, to jest wersja na telefon? Bo już myślałam, że się coś popsuło ;)

  34. Ola 26/04/2015 at 12:12

    Śmiem tak twierdzić… ale na kompie jeszcze nie oglądałam?

    • Ola 26/04/2015 at 12:29

      hm… chyba coś w ogóle się zmieniło :D

  35. kanionek 26/04/2015 at 12:42

    Nie wiem, czy ten komentarz się pojawi, gdyż albowiem przed chwilą odpowiedziałam Wam na Wasze, i dupa zjadła, nie ma.

    No to po kolei. Administrator Atos nie może spać po nocach, a że na FOKu nic się nie dzieje, to postanowił pogrzebać na stronie głównej. I powiada, że dziura w lesie dziurą w lesie, ale należy w końcu wyjść naprzeciw potrzebom reszty ludzkości, i przenieść Kanionka w dwudziesty pierwszy wiek. Nie wiem, co o tym sądzić, bo mi się tam podobało w mojej małej, prywatnej epoce bloga łupanego, gdzie ryłam sobie wpisy w kamieniu dłubiąc w zębach sosnową igłą. A teraz wszystko jakieś takie obce, literki takie małe, a ja taka ślepa, i we łbie mnie dziś łupie, i nie wiem, nie wiem.

    A milczę, bo mam karę za grzech niesystematyczności – informacji z dnia na dzień przybywa, bo wiadomo, wiosna, ciągle coś się dzieje, a ja tak sobie odkładam ten nowy wpis „na później” i później strach w to ręce włożyć. Wczoraj bardzo późnym wieczorem zmusiłam się i ogarnęłam chociaż te pół miliona zdjęć, które narobiłam. Może dziś wieczorem, jeśli jeszcze mi trochę sił zostanie, coś tam napiszę.

  36. pluskat 26/04/2015 at 16:10

    Kanionku, niech się Kanionek nie przejmuje, blog niewydojony beczeć nie będzie, poczeka.

  37. mp 27/04/2015 at 14:49

    Tu masz fajną skrzyneczkę do dojrzewania serów- przeciwnietoperzową i przeciwżabową :)
    https://www.youtube.com/watch?feature=player_detailpage&v=pRiD1WFUSeY

    Nie wiem, czy podawałam Ci kiedyś adres bloga dziewczyny, która robi cuda- niewidy serowe, ma w tym już spore doświadczenie i chętnie tą wiedzą się dzieli http://wposzukiwaniuslowlife.blogspot.com/
    A tu przepis na ser z jogurtu, i nawet dojrzewalni nie potrzeba :) http://www.smakowekubki.com/przepis/labneh-ser-jogurtowy
    Wcale nie dziwię się, że nie masz czasu – mi i bez 10 kóz wciąż go brakuje …

  38. pluskat 27/04/2015 at 15:47

    rozkoszny facet, ten od sera, oblizuje
    lyzke i skrzyneczke trzyma w kuchni!

    • mp 27/04/2015 at 17:45

      Hmmm… Niech pierwszy rzuci kamieniem, kto nigdy nie oblizał łyżki podczas kucharzenia… A jego sery w skrzyneczce- te najbardziej dojrzałe- aż przerażające ! No cóż, chyba trochę jestem zboczona, bo uwielbiam takie śmierdziele (choć czasem mam ochotę zamknąć oczy w trakcie degustacji), co więcej- wolałabym usiąść do kolacji w tej kuchni, niż w atelier Amaro.

      • kanionek 27/04/2015 at 18:29

        Zajefajny facet, z życia zadowolony, pogwizduje sobie i nie ma kompleksów. Bo jeśli chcemy się czepiać, to można np. tych spodni – upierdolone całkiem jak moje :D No i tyle mnie z tym panem łączy na razie.
        Mega wypasiony kran w kuchni, że nie wspomnę o tej ścianie z kamienia, skrzyneczka bomba, a najbardziej podoba mi się ta papierowa (chyba) podziałka przyklejona taśmą (chyba) do plastikowej butelki. Jak widać gdy się wie, co się robi, nie trzeba „specjalnego” sprzętu, ze „specjalnego” sklepu za specjalne dolary. Ja co prawda serów śmierdzących nie lubię (chyba), do pleśniejącego bałabym się podejść, ale całokształt występu tego pana mi się podoba. Ni w ząb po francusku niestety nie rozumiem – czy on tam może mówi, jakich kultur bakterii używa do swojego fromaża?

  39. pluskat 27/04/2015 at 21:29

    Mleko z porannego udoju, wieczorem będzie druga porcja. Odcedza serwatkę, potem robi serki „na swój sposób”, dla siebie, mieszając z solą. Codziennie robi 7 – 8 serów. (Nie bardzo rozumiem, czy robi osobno sery rano i wieczorem, czy dolewa wieczorne mleko do porannego). Ten podłużny ser w skrzyneczce jest do aperitifu (może z jakimiś dodatkami?). Te serki w głębi skrzyneczki wyglądają jak wytytłane w popiele, a może to tylko pleśń? Podgrzewa mleko do 30°C i dodaje trzy krople podpuszczki. Jak mówi, niektórzy dodają tez serwatkę.

    • kanionek 28/04/2015 at 00:48

      Dzięki, Pluskat :) Czyli na samej podpuszczce robi, tak? Bo jeśli dodawać serwatkę, to z poprzedniej partii. Hm. To jest najzwyklejszy kozi ser, jaki można zrobić. Teoretycznie nie jest z grupy dojrzewających… Podpuszczkę (cielęcą lub roślinną) można kupić w necie bez problemu, tylko często są porozcieńczane i ilość kropelek per litr mleka lepiej sobie ustalić doświadczalnie. Moja podpuszczka już do mnie idzie.
      A pytałam o bakterie, bo do niektórych serów dodaje się odpowiednie szczepy ORAZ podpuszczkę, i w zależności od rodzaju bakterii wychodzą różne sery.
      Wiem już też, jak zrobić mozzarellę i ricottę (przy okazji – ulubiony serek „sklepowy” mojej Mamy okazuje się być właśnie serem serwatkowym w typie ricotty) i nie mogę się doczekać listonosza. Listonosza z podpuszczką, bo sam listonosz taki sobie ;)

      • listonosz 29/04/2015 at 12:29

        No wiesz co, Kanionku… :(

        • kanionek 29/04/2015 at 12:43

          :D
          No nie, no oczywiście, przecież nie raz pisałam, że mój listonosz to przyzwoity człowiek, i jako jedyny z dostępnych listonoszy chce tu dojeżdżać, a przecież przez dwa pierwsze lata musieliśmy sami odbierać przesyłki i jeszcze dzwonić i się dopytywać, czy coś do nas przyszło. I miły, pogadać z nim można, i W OGÓLE :)
          I jakieś półtorej godziny temu dostarczył mi podpuszczkę, mój NAJLEPSZY, wspaniały, nieoceniony listonosz :)

  40. pluskat 27/04/2015 at 21:32

    skrzyneczka jest sama w sobie wylegarnia kultur, i dobrze.

  41. pluskat 27/04/2015 at 21:35

    Kanionku, chyba tez sie wezme za produkcje serow, tylko z lenistwa omine etap dojenia. A masz takie foremki? Podpuszczke podobno kupuje sie w aptece i przechowuje w lodowce.

  42. pluskat 28/04/2015 at 08:46

    a tu panowie te serki degustuja:

    https://www.youtube.com/watch?v=7QN7x-8NO2c

  43. ciociasamozło 28/04/2015 at 09:44

    No jak tak można ludziom z rana ślinianki napedzać? moja klawiatura zażądała ochronnego daszku, albo chociaż parasolki ;)

  44. pluskat 28/04/2015 at 16:01

    Kanionku, warto byłoby posiać cząber. Suszony dobrze pasuje do kozich serków.

    • kanionek 28/04/2015 at 17:36

      A tak, mam chyba nawet jeszcze nasiona z ub. roku. I właśnie mi przypomniałaś – nie wiem co w tym roku odbiło myszowatym, ale dzień w dzień (a raczej noc w noc) rozgrzebują mi ziemię w doniczkach z rozsadami. Doniczek jest pewnie z setka, bo i kapusta, i seler, i kukurydza, i pomidory i dynia i parę innych gatunków, i w każdej wykopany dołek. Oczywiście wszystko to trzymam w drugiej części domu, bo tylko tam jest stosowna ilość miejsca, choć z kolei całkiem niestosowna temperatura do kiełkowania większości roślin uprawnych. No i odkąd się wzięłam i wkurzyłam, i przeorganizowałam spiżarnię z owsem, słonecznikiem i pszenicą tak, żeby myszy nie opierdzielały mi ziarenek, to myszy wzięły odwet na moich rozsadach. Jak się już całkiem wqrwię, to w tym roku w ogrodzie będzie tylko ocean nagietków.

      Czytałam, że świeże zioła też można dodawać do serów, choć dotyczy to zapewne takich przeznaczonych do szybkiego spożycia. Ja od czytania o serach nabrałam chęci na taki z suszonymi pomidorami, i już mnie ręka świerzbiła, żeby w Pierdonce pomidory suszone kupić, ale jednak nie. Poczekam na własne (jeśli myszy pozwolą), ususzę jak w ubiegłym roku z czosnkiem i ziołami, i wtedy zrobię swój ser z pomidorami. Gdybym jeszcze nauczyła się wędzić paprykę… Dość. Chyba wypływam na zbyt rozległy przestwór oceanu.

  45. Magda 28/04/2015 at 20:00

    Polecam ziarna czarnuszki albo czosnek niedźwiedzi…Na Mazurach kupujemy od jednej Pani właśnie serki kozie w typie mozzarelli. Ona dodaje też swieżej mięty. Mniam!

    • kanionek 28/04/2015 at 21:10

      Mozzarella z miętą, tak? Bo mięta już wyłazi spod ziemi. Oprócz dzikiej, którą już Wam przedstawiałam, mam nareszcie i pieprzową, z ubiegłorocznego siewu. Pięknie odrodziła się po zimie również melisa – ciekawe, czy serek z melisą, która na świeżo ma zupełnie inny smak, niż sucha, by się sprawdził. Może raczej w wersji twarogowej, na słodko, do wiosennych naleśników? Świeża melisa pachnie oszałamiająco.
      Gdzieś chyba czytałam, że mamy deficyt czosnku niedźwiedziego, właśnie z powodu rosnącej popularności kozich serów… Muszę zbadać temat, a tak w ogóle to chciałabym robić sery z dodatkami pochodzącymi z mojego ogrodu/lasu/łąki. Bo tylko wtedy wiem dokładnie, co dodaję, i mogę uczciwie powiedzieć: sama zrobiłam. Co z tego wyjdzie, to się dopiero okaże :)

      • kanionek 28/04/2015 at 21:56

        Łiiii :D Jutro idę do lasu szukać czosnku. Bo mam obraz przed oczyma duszy mojej, z tym czosnkiem właśnie, całym poletkiem takiego czosnku, i pamiętam jak się zastanawiałam „co to za dziwne konwalie”. Tylko GDZIE TO DOKŁADNIE BYŁO? No ale skoro on kwitnie kwiecień/maj, to teraz łatwiej będzie go wypatrzeć. Ukradnę ze trzy kępki i sobie zaintrodukuję w ogrodzie. A nuż mu się spodoba i będę miała własny, pod ręką, na każde zawołanie?

        • Magda 28/04/2015 at 22:12

          Kocham Twój entuzjazm!:-) Tak, Pani do robionej przez siebie koziej mozzarelli dodawała siekanej swieżej mięty. I oliwy.

      • buskowianka 28/04/2015 at 22:18

        Czarnuszkę też powinno Ci się udać samej uprawiać, no chyba że rosoły pomogą.
        Ser z czarnuszką to naprawdę danie bogów, jadłabym.
        Tylko wróć, w ramach moich licznych a atrakcyjnych wykluczeń żywieniowych nie wolno mi jeść serów. O zgrozo, kozich też.
        Tak że tego, zostaje mi czarnuszka.

Dodaj komentarz

Podpis *
Email *
Witryna internetowa