Przychodzi baba do obory, czyli jaszczompia cień

(…)

Gdy do kamiennej ściany szli pod batem

byli winą twą, krzyżem twym, cieniem orła

na łańcuchu!

(…)

Czarne słońce, czarny dzień, czarna trawa

gęsty dym błąka się

w kurnej chacie

Tuż za płotem, do księżyca wyje szakal

Pamiętaj!

Oni śpią, aby trwać

Kiedyś wrócą.

Uciekajcie do swych ziem –

tutaj trąd, syf, zaraza.

(…)”

KAT, “Ojcze samotni”, z albumu “Bastard”, 1992

Trąd, zaraza, a nawet – jak by to określił Narodowy Mistrz Długich Rymowanek – obszar gnuśności zalany odmętem. I wyruszyłam tedy na poszukiwania pierwiastka odpowiedzialności w sobie, a pierwiastek ten pełni w moim organizmie rolę pierwiastka śladowego, co to go trudno codzienną dietą uzupełnić, zwłaszcza gdy ta składa się z kawy i coraz mniej strawnych doniesień z kraju i ze świata, ale znalazłam. I poczułam się odpowiedzialna za całą gnuśność Tej Ziemi, a nawet – jak ta baba z dowcipu u lekarza – ZMUSZONA.

Zmuszona i odpowiedzialna, bo to w końcu ja stworzyłam Kanionka i zaprosiłam te wszystkie zwierzęta*. I najpierw chciałam chytrze zlecić zastępstwo Wam (ale się nie daliście), a później małżonkowi, ale małżonek powiedział: “Grażyna, to są twoi znajomi, ja się tym przejmować nie będę”*, no i tak się sama z tym wszystkim zostałam.

“W imieniu gór, w imieniu rzek

Budowlo rozkrusz się!”

I wiem, że co bardziej spostrzegawczy z Was już zdążyli zauważyć, iż tym jałowym wstępem robię tak zwane puste przebiegi (już mam 1366 znaków napisanych), czyli kółka się kręcą, licznik bije, tylko towaru nie widać.

“W imieniu łez, gniewu i żądz

Budowlo – rozkrusz się!”

No nie mam weny. Nic mi się do kupy nie składa. Prócz łopatki oczywiście.

“W imieniu łąk, lasów i pól

Budowlo – rozkrusz się!”

I tylko cytaty za mną chodzą, a łeb dzwoni jak ten cymbał brzmiący.

“W imieniu sług, królów i bóstw

Budowlo – rozkrusz się!”

Za to w innym zakresie iskra boża we mnie wstąpiła i mam nową, choć trochę jednak używaną, fantazję. Bynajmniej nie seksualną, przykro mi, że rozczarowałam. O co chodzi. Po tym jak brzuch Bożeny okazał się w koziołki pusty, niczym komora maszyny losującej po zwolnieniu blokady, moim nowym obiektem paczań został brzuch Ziokołka. Wiem – niedorzeczne, nie do pomyślenia i w ogóle nie da się. Na swoje usprawiedliwienie powiem, że wszystkim, ale to absolutnie WSZYSTKIM się rodzą koziołki (no może za wyjątkiem Barbarelli – u niej rodzą się gąsienice, ale zaraz potem umierają, bo Szczypawka) – od stycznia przeglądam wątek “Wykoty 2015” na pewnym kozim forum i nic dziwnego, że na łeb mi pada. A zaczęło się od tego, że Tradycja wyhodowała sobie ni stąd, ni stamtąd, całkiem fajne cycki:

cycki królewny

I to już, proszę Państwa, choć wciąż nie większe od salaterki z budyniem malinowym, kwalifikuje się do nazwy “wymię”, a do tej pory moja łabędzica miała jedynie takie dwa różowe słupki, jak skuwki od różowego mazaka, sterczące prosto z podbrzusza. I najpierw myślałam, że ona to wymię tak tylko, na próbę i dla sportu, ale po kilku dniach mnie podkusiło i nie wytrzymałam. Tak, macałam. I oczywiście, że wymacałam, bo przecież chcieć to móc, a ja – jak nietrudno zauważyć – bardzo chcę. No więc wymacałam, że coś się w brzuchu Tradycji RUSZA, ruszyła z kopyta moja wyobraźnia, i teraz co wieczór siedzę z pyskiem rozanielonym i wpatruję się w inny niż dotychczas brzuch.

Ale że ja już swoim sądom nie ufam, to poprosiłam małżonka, żeby też Tradycję po brzuchu pomacał i mi uczciwie powiedział, czy on coś tam czuje. No i nie wiem dlaczego na tę propozycję twarz mu się rozjechała w osi pionowej i zaczął dziwnie wyglądać, a w drodze do koziarni mamrotał coś pod nosem. Że tak to się właśnie zaczyna, że najpierw człowiek jest ZMUSZANY do macania kozy, potem nagle otwiera budkę z baranim szaszłykiem, a potem to już ani się obejrzy, jak zawija szmatę na głowie i strzela do niewinnych ludzi. Ale jednak wszedł i pomacał. I faktycznie, mówi, COŚ tam się rusza. Jakby pływało. A na moje nerwowo wybałuszone gały i wstrzymany z podniecenia oddech wzruszył ramionami i rzekł, że pewnie w jelitach coś jej tam pływa.

W JELITACH. Pływa! Mojej kozie nic, proszę Państwa, w jelitach nie pływa! Moja śnieżnobiała królewna w ogóle nie ma jelit. Ona ma w brzuchu tylko soczystą łąkę, nad którą fruwają kolorowe motylki i plumkają słodko sikorki. Jelita to sobie Bożenka może mieć, w dodatku wypchane moimi guzikami i motylek z sikorką wiedzą czym jeszcze.

kolekcjonerka guzików

Ja tam więc żadnym wulgarnym sugestiom małżonka nie ulegam i widzę już, przed oczyma duszy mojej, jak Piękna Łabędzica wodzi za sobą śliczne, małe, puchate łabędziątka. Kwa, kwa. I wiem, że ani logika, ani nawet prosta arytmetyka się tu nie zgadza, ale kto się głupiemu cieszyć zabroni? Cieszę się więc, jak głupi do koziego sera, którego pewnie nigdy nie zobaczę, i dobrze mi z tym. Bo ja ostatnimi czasy jestem jak ten zamachowiec-samobójca – karmię się wiarą i wiara mi za wszystko wystarcza. “W ogrodzie siedzi ta królewska para”… (no mówię, że mi te cycaty, CYTATY po głowie ciągle chodzą):

królewska para

Zresztą, skoro już o małżonku, jakichże mądrości ja się spodziewałam od człowieka, który tego samego wieczoru przyszedł do mnie z grzebieniem zaplątanym we włosy? Że tak sobie niby tym grzebieniem kręcił, oglądając arcyciekawy sparing polityczny na youtube, i TAK go akcja wciągnęła, że sobie grzebień do samej skóry przykręcił niemalże nieodwracalnie.

No ale z drugiej strony to on mi tłumaczy, jak działał telewizor z kineskopem (bo matrycę LCD to już sobie jakoś umiem prawie wyobrazić), i na czym polegało przejście z modulacji amplitudowej na częstotliwościową. I jak ja mu mówię, że i tak nic z tego nie rozumiem i w ogóle denerwuje mnie to, to on patrzy na mnie tak smutno i mówi: no ale jak to – nie rozumiesz, przecież ci narysowałem…

No rysował, rysował jakieś szlaczki, ale co z tego, jak mi się i tak wszystko z gołą babą kojarzy. Znaczy z kozą. I kotną, nie gołą.

A dzisiaj wzięłam się w kopytko i postanowiłam zmarnować prawie cały dzień po to, by mieć święty spokój przez dni kilka najbliższych. Zrobiłam więc gar bigosu oraz dziesięć placków do pizzy, które sobie zamrożę i będę miała jak znalazł. Przy okazji – skąd się biorą takie powiedzonka? Czy ktoś kiedyś znalazł placek do pizzy?? Tak o? No w każdym razie kwestię “co na obiad” mam załatwioną przynajmniej do końca tygodnia, a musicie wiedzieć, że i w tym zakresie wena się mnie nie trzyma i tak naprawdę mam ochotę wszystkim nasypać psich kulek do misek i niech sobie idą popić deszczówką. No ale zrobiłam. I napisałam Wam wszystko powyższe. I teraz czuję się już wyeksploatowana jak polskie spółki węglowe, więc o noszach Atosa (na ukończeniu), sienniku i innych fantastycznych przygodach pozwolę sobie innym razem.

* Kabaret Mumio, Wykład o podrywaniu: https://www.youtube.com/watch?v=1ataaLlHWms

PS. A tak a propos orzełów i jaszczompiów – stało się. Jednej kury nie uratowaliśmy, Panie świeć nad jej wątłą tuszą. Akcja była taka, że małżonka ze snu wybudził klasyczny, dobrze nam już znany lament kurzy, i choć wyleciał w te lunatyckie pędy, na boso i w samej koszulce na beton, mróz i wypizdowie, to nie zdążył. Sprawca wziął skrzydła za pas (z bliska ujrzany okazał się być zdecydowanie jastrzębiem), ale truchełko kurze, natychmiast do domu zaniesione, nie chciało ożyć. Ani kropli krwi nie było. Musiał ją tak do ziemi przycisnąć, że udusił. Tak więc Jaszczomp – 1, my – 0. Ale jak drania kiedyś dorwę, zrobię z niego papużkę falistą. W końcu na coś mi się przydadzą te kredki świecowe, co je pod wpływem impulsu w Lidlu kupiłam, bo nic się w naturze nie dzieje bez powodu.

162 thoughts on “Przychodzi baba do obory, czyli jaszczompia cień

  1. nikt wazny 09/02/2015 at 04:20

    Czytajac ten dlugi wstep do notki o Tradycji i jej koziolkach oraz biednej ubitej kurce, czulam sie coraz gorzej.
    Bo i tak kazdego dnia odczuwam wyraznie, ze glupieje, IQ leci mi na pysk, a tu nagle, czytajac ulubiony blog nagle pzestalam rozumiec cokolwiek… No, przyznam, dosc hardcorowe uczucie to bylo.
    Dlatego chetnie uwierzylam, ze to tylko jalowe podkrecanie licznika, ze tam zadnej tresci nie ma i nie bylo, ze nie musze znac tych cytatow pzeciez.
    I tej wersji bede sie trzymac!
    A marazm umyslowy znam i rozumiem, jak malo kto w OK.

    • Lidka 09/02/2015 at 06:09

      Dzieki za wpis. Na moja dusze balsam, bo mialam strasznie przykry weekend. Meee.

      • kanionek 09/02/2015 at 18:03

        Lidka, dla Ciebie kozia przytulanka:

        Me e e, me e e
        chodź, do kozy przytul się
        Me e e, me e e
        jutro będzie dobrze
        nawet jeśli dziś jest źle

        :)

    • kanionek 09/02/2015 at 13:43

      @ nikt wazny
      Czyli mówisz, że gdyby Kanionek kiedyś wszedł do kanonu obowiązkowych lektur szkolnych, to biedne dzieci zapytane “co autor miał na myśli” popełniałyby masowe sepuku? :D
      Powiem szczerze – ja też zawsze miałam z tym problem, a raczej nauczyciele ze mną. Bo najczęściej uważałam, że “autor” miał na myśli coś biegunowo odmiennego od tego, co przewidywał Klucz Odpowiedzi dla nauczycieli, i nie każdy umiał to docenić ;)
      Epokowej analizy utworu rymowanego dokonałam na maturze pisemnej, i choć moja ówczesna polonistka, też zdrowo rąbnięta, była zachwycona, to jednak Święta Komisja Kontroli Nad Zakładem dała mi tróję. I polonistka złapała mnie na korytarzu (akurat gdy wracałam z rebelianckiej fajki w toalecie) i tłumaczyła konspiracyjnym szeptem, że jej przykro, ale niestety, taki system, nic nie poradzisz. Mi też było przykro, ale tylko przez chwilę, bo i tak uważałam, że “matura to bzdura”, a ze mnie przecież zgodnie z przepowiednią ojca “nic nie będzie”. Anyway.
      Wyjaśniam, co następuje. Teksty utworów muzycznych, prezentowane przeze mnie na wstępie niektórych notek, mają się zazwyczaj do treści głównej jak piernik do wiatraka, czyli trochę się mają (bo piernik z wiatrakiem mają przecież wspólne tyle, że mąka) a trochę nie ;) Czasem to tylko zabawa w luźne skojarzenia. Tym razem chodziło zasadniczo o to, że jestem twórczo uśpiona, że właśnie ten marazm umysłowy mnie trzyma od dłuższego czasu, a że mieszkamy na uboczu cywilizacji i na co dzień żywego ducha tu nie uświadczysz, to trochę tak, jakbyśmy byli trędowaci i wykluczeni (i snujemy się po chacie w upierdolonych łachmanach), stąd więc “trąd, syf, zaraza” oraz “uciekajcie do swych ziem” – bo na Kanionku nie ma czego szukać.
      Dalej – cytat z Grażyną i znajomymi zwierzętami ogwiazdkowałam, więc jak ktoś obejrzy występ kabaretu Mumio wszystko stanie się jasne. Nie ma takiego człowieka, który znałby wszystkie teksty tego świata. A że poczułam się ZMUSZONA coś napisać? No bo tak mi jakos głupio było przed Wami, a kawał z babą, co przychodzi do lekarza oblepiona muchami i mówi “panie doktorze, czuję się jakaś zmuszona” to myślałam, że już wszyscy znają.
      Jak więc widzisz, to się wszystko trzyma kupy tylko na słowo honoru (nie moje) i nić plecioną z andronów wyobraźni autora (tu już mogę się przyznać, że wyobraźnię mam, tylko nie w tych obszarach co trzeba), toteż jakby co – ja wszystkich przepraszam, że nie wiadomo o co chodzi.
      Dodam jeszcze, że aluzji politycznych nie rozwijam, bo to nie jest blog polityczny, ale czasem wqurw mi się przebije w tekście i nie chce dać się skasować.

      • nikt wazny 10/02/2015 at 01:28

        Kanionku!
        Bardzo dziekuje, za tak obszerne wyjasnienie dla niekumatej czytelniczki. Doceniam Twoj wysilek, naprawde.
        Rzecz w tym, ze moja niemoc percepcyjna wynika nie z jakiejs szczegolnej zawilosci Twoich skojarzen, ino z tego, ze od pewnego czasu zdarzaja mi sie dni, gdy wszelkie litery sa za male, a wszystkie zdania za dlugie.
        W takich momentach i Tradycja pokonalaby mnie intelektem (a jak wspominalas, Ziokolek nim zanadto nie grzeszy).

        • kanionek 10/02/2015 at 01:34

          Nie nie, uwierz mi – nie masz takich dni, żeby Tradycja Cię mogła w czymkolwiek pokonać :D
          A swoją drogą – znam ten ból, choć nie znam szybko działającego lekarstwa – moim panaceum jest od dłuższego czasu zwykłe, prozaiczne przeczekiwanie. Bo trzymam się tej idei, że wszystko mija, i okazuje się, że to faktycznie działa (tylko raz się czeka dłużej, raz krócej) :)

          • nikt wazny 10/02/2015 at 01:47

            WIdze, ze i tamten watek tetni wciaz zyciem.
            Kiedy ja to nadrobie????

  2. hanka 09/02/2015 at 07:56

    Raz pewien Kanionek z lasu
    spędzał w koziarni zbyt wiele czasu
    aż w końcu dostał ciężkiej psychozy
    na punkcie rozmnożenia kozy
    gdyż nie mógł w tym względzie pokonać impasu

    • diabel-w-buraczkach 09/02/2015 at 14:20

      o jak ladnie :-)))

    • zeroerhaplus 09/02/2015 at 16:09

      Też mi się podoba :)

      • hanka 09/02/2015 at 16:20

        A to dziękuję, ale nie wiem czy mnie Kanionek nie wydali z Obory za publiczne oskarżanie o problemy natury psychicznej.

        • kanionek 09/02/2015 at 17:10

          A skąd. Po tak zgrabnie przedstawionej linii oskarżenia ja mówię tylko “winna, winna jak ocet, proszę Wysokiego Sądu”, i zaraz grzecznie rączki do kaftana wyciągam :)

  3. diabel-w-buraczkach 09/02/2015 at 07:57

    Kanion, uwierz mi, jakby sie tak dalo zdalnie przez internety karmic lakociami te wasze kozioly, i je czesac i po grzbietach drapac, to by byly najbardziej wypasione (doslownie tez), najbardziej blyszczace i wyczesane, i niewatpliwie do szpiku kosci rozpieszczone kozy swiata!
    Naprawde, NIE CHCESZ TEGO :)

    • kanionek 09/02/2015 at 17:15

      :D
      I jeszcze miałyby pomalowane paznokcie i ubranka na każdą okazję. ONE na pewno by tego chciały, bo są próżne i jeszcze uważają, że im się wszystko należy.

      A wiesz, że kiedyś faktycznie byłam Kanionem? A potem dopadło mnie zdziecinnienie starcze i małżonek przemianował mnie na Kanionka.

      • diabel-w-buraczkach 11/02/2015 at 07:29

        Widzisz? Czulam to!
        To w ogóle jest ksywa po byku :) Kanion(ek) – ciekawam, skad sie wziela?
        Czy zdradzisz nam kiedys pochodzenia Kanion(ka)?

        • kanionek 11/02/2015 at 20:35

          Chyba gdzieś już w komentarzach, w zamierzchłych czasach ubiegłego lata, wyjaśniałam. Ale skoro jest taka potrzeba i żeby nie zmuszać niewiedzących do archeologii blogowej, to postaram się nie zapomnieć i w którymś wpisie napomknąć o tym, skąd wziął się Kanion(ek).
          Mogę jedynie dodać jeszcze, że to nie jest ksywa po żadnym byku :D Fakt, ciuchy ostatnio donaszam po siostrze, ale ksywę mam własną, nieużywaną ;)

          • diabel-w-buraczkach 12/02/2015 at 07:48

            ooo, tak! Zwlaszcza ze poklady archeologiczne tej Obory sa niezwyyyykle przepastne…

  4. jadowita 09/02/2015 at 08:21

    te modulacje amplitudowe… mam tak samo:) trzymam kciuki za Tradycję, jej wymiona oraz miejmy nadzieję bogate wnętrze:)

    • kanionek 09/02/2015 at 17:19

      Ja muszę kiedyś potajemnie nagrać małżonka, gdy mi tak różne rzeczy tłumaczy. Bo mówię Wam, czasem rozumiem tylko przecinki.
      Dzięki za kciuki, a że ja już o tych koziołkach od dawna nawijam i napięcie sięga zenitu, to wyobraź sobie, co tu się będzie działo, gdy one faktycznie się urodzą – cała Obora Kanionka w sztok pijana, tańce, hulanki, swawola! Trzeba będzie petycję do władz napisać, żeby dały narodowi tydzień wolnego na świętowanie :D

  5. pandeMonia 09/02/2015 at 09:17

    A teraz cofnijcie się wszystkie do fotografii z częścią Tradycji. Paczie paczcie. I jeszcze raz paczcie i co paczyliście? I co? Teraz sprawa jasna co? Z Tradycji wychodzi ŚWINKA do góry nogami i tyłem. I ma irokeza! Ha! Mezaliansik, co?

    • Ania W. 09/02/2015 at 12:56

      Prosiaczek irokez! Ómarłam!

      • diabel-w-buraczkach 09/02/2015 at 14:18

        jeeee! prosiaczek rules :)

    • kanionek 09/02/2015 at 17:23

      PandeMonia :D Widzę, że jednak lata nauki nie poszły na marne ;)
      Ale Wy się śmiejecie z mezaliansu, a ja na pewnym zagranicznym kozim blogu czytałam, że pewnej lasce, co miała jedną kozę i stado owiec, baran pokrył tę kozę! I druga jej odpisała, że u niej też tak było, a koza się jeszcze do tego barana wdzięczyła, jak jaka ladacznica. Fakt, że ciąży nie donosiły, ale kto wie, na co stać Matkę Naturę – może za którymś razem się uda…

      • pandeMonia 11/02/2015 at 20:10

        No, tyle lat studiować i widzieć wiszące prosiaki!
        A mezalianse w naturze wcale nie takie rzadkie! Są żubronie i muły, zebroidy i zebryny, tigony i ligery, wilczaki i sto innych bastardów.:)

        • kanionek 11/02/2015 at 21:16

          No weź, PandeMonia :D Bo jeśli to nie był Andrzej, to kto? I jak się będą dzieci Tradycji nazywać – Ziokojelonki? Dzikozy? Łosiołki???

          • pandeMonia 11/02/2015 at 22:22

            Hm, a samotnych górali tam nie widać? No to po ojcu – Gąsienica albo Bułecka.

  6. sieka 09/02/2015 at 10:28

    Zostanę ciocią, naprawdę zostanę ciocią?! O boszszsz…

    • Ania W. 09/02/2015 at 12:55

      I ja też, i ja też, przyjadę w odwietki!

      • kanionek 09/02/2015 at 17:27

        Sieka, Ania W. – oby tylko się znów nie okazało, że owszem, zostaniecie ciociami, ale moich urojeń. I w odwietki będziecie przyjeżdżać do wiadomego Zakładu ;)

        • Ania W. 10/02/2015 at 20:22

          Dobra, dobra :)

  7. ciociasamozło 09/02/2015 at 11:01

    No to szampan do lodówki i zobaczymy. W razie czego na Sylwestra będzie dobrze schłodzony ;P

    Kanionek, przekaż Tradycji, że faktycznie fajne cycki. Z takimi cyckami to ho, ho! Droga kariery w szołbiznesie otwarta jak supermarket w niedzielę! Ale że udało Ci się je sfocić bez urazów obiektywu, szacun.

    Hanka – limeryk boski!

    PandeMonia – myślisz, że kandelabr trzymał ktoś od sąsiadów?

    • pandeMonia 09/02/2015 at 12:44

      TAK!
      Albo sąsiad, albo taki zarośnięty szczeciną z lasu!

      • ciociasamozło 09/02/2015 at 15:12

        ta szczecina wyjaśnia irokeza ;)

  8. Iwona 09/02/2015 at 13:14

    Coś mi się śniło w nocy, aż się obudziłam, to do Kanionka zajrzałam (nałóg), nowy pościk czytać zaczełam, noż, jak do małżonka z grzebieniem dotarłam, jak mię rechot się wyrwał nieopanowany, to domowników obudziłam. Po 4 było, no jak można :-D

  9. Iwona 09/02/2015 at 13:28

    Już wymądrzałam się przy Bożenie, a ona tam tylko guziki i trampki miała, to teraz nic nie gadam. Kanionek chyba Andrzeja jednak nie doceniał, wściekłym pinczerem nazywał.

    • kanionek 09/02/2015 at 17:30

      No ale sama powiedz, czy mnie (i trochę Was) ta Bożena pięknie nie oszukała – z tym brzuchem jak betoniarka i glutem w listopadzie. No to teraz się okaże, czy Andrzeja też źle oceniłam :)

  10. Barbarella 09/02/2015 at 14:26

    Daj Wam Bozia zdrowie i liczne mioty, ale co Tradycja na to, ze jej NAGI BIUST fruwa po internetach? Czy ona ma zadatki na Natalyę Siwiec?

    PS. No jak elegancko Andrzejek dał radę. Tacy mali to są ambitni.

    • kanionek 09/02/2015 at 17:35

      Łe tam, nagi biust. Cycki w internetach już dzisiaj nikogo nie ziębią, ani nie grzeją. Za to, jak słyszałam, informacja o tym, że Kim Kardashian OBCIĘŁA WŁOSY (i to nawet nie w stylu Shinead O’Connor), zaskoczyła nawet drogowców, i teraz internety aż huczo.

  11. ciociasamozło 09/02/2015 at 15:10

    Dawno, dawno temu Ciociasamozło przez miesiąc siedziała w stadninie koni. W większości były to wielkopolany czyli koniska wielkie. No i widziałam badanie klaczy na źrebność, znaczy się czy zaszły. Były to klacze po drugim podejściu (za pierwszym razem nie zaszły i trzeba było powtorzyć krycie, choć już z mniejszą nadzieją na powodzenie). Przyszłym ojcem ewentualnego przychówku był ogier mikrego wzrostu, wyraźnie drobniejszy od dorodnych mamusiek.
    Jakże wielkie było zdziwienie i radość ogromna gdy okazało się, że źrebiąt spodziewają się wszystkie klacze (sytuacja rzadko spotykana w dużych stadach). Tekst uchachanych koniuszych: “małym fiutkiem wszędzie sięgnie!”
    Niech żyje Pecik i jego starania! ;)

    • kanionek 09/02/2015 at 17:38

      To się panowie pocieszyli :D
      Ale faktycznie, medycyna zna różne dziwne przypadki. Bo w końcu skąd się niby biorą na świecie owczarki na jamniczych nóżkach? A na własne oczy takiego widziałam.

      • ciociasamozło 09/02/2015 at 18:25

        To są tzw. owczarki nisko zawieszone, albo nisko skanalizowane. Ewentualnie jamniowczarki.

        • Iwona 09/02/2015 at 18:34

          Owczarek niskopodwoziowy- zasłyszałam kiedyś gdzieś.

          • mp 09/02/2015 at 20:53

            Na własne oczy widziałam (i zaprzyjaźniłam się, mam dowód na zdjęciach) z krzyżówką jamnika i rottweillera . Norris mu było , bardzo fajny zwierz, choć urody nienachalnej :)

  12. Fredzia 09/02/2015 at 15:18

    Dziękuję Kanionku za Tradycyjne cycki i mroczne cytaty. Pierwsze rozciągnęły mi twarz w poziomie, drugie wpisały się w nastrój.

    Niniejszym zwizualizujcie sobie dziouchy jak na czworaka wpełzam pod korporacyjny mebel i głośno (choć niewyraźnie, bo mnie kołnierz ortopedyczny tłumi) odszczekuję wszystkie uroki urlopu, bulwa jego mać! Nigdy więcej nikogo do tej wątpliwej jakości rozrywki namawiać nie będę, a w redakcji poproszę, żeby mnie jednak sznurkiem do biurka przywiązali, dzięki czemu następnym razem, gdy pomyślę o wycieczce krajoznawczej, rozsądek palnie czołem o blat i pozostanę zdrowsza i bogatsza. Państwo pozwolą, że podsumuję krótko w punktach:
    1. Zamiast błogo odpoczywać, człowiek na urlopie ma dziki przymus robienia CZEGOKOLWIEK, bo przecież jest GDZIEŚ, więc trzeba COŚ zobaczyć – w efekcie wszystkie ulice, chodniki, ścieżki i szlaki pełne są ludzi, którzy z tym samym cierpiętniczym wyrazem twarzy stawiają mozolnie noga za nogą.
    2. Zamiast w zaciszu własnego M zrobić wreszcie to, na co się nigdy nie ma czasu – posegregować filmy, obejrzeć zdjęcia, przeczytać książkę, ułożyć puzzle, sprawdzić, jak się leży na podłodze i kiedy pojawi się pleśń na resztce herbaty, człowiek na urlopie WYJEŻDŻA – w efekcie za ciężko zarobione bimbaliony siedzi tydzień w ciasnym pokoju, chodzi w pogniecionych ciuchach, narzeka na brak wifi i zastanawia się, który sąsiad tej nocy nie da mu spać.
    3. Zamiast bezpiecznie i wygodnie podróżować ukochanym samochodem, człowiek na urlopie dostaje w dupę od 80-letniego staruszka, który jadąc do swojego lokalnego sklepiku zapomniał do czego służy hamulec i zaparkował w cudzym bagażniku – w efekcie nasze rozbite auto jest 500 km stąd na łasce konowałów i fiutowatych agentów ubezpieczeniowych, którzy zrobią wszystko, żebyśmy już go nie odzyskali, moja lepsza połowa użera się z obcymi i dalekimi od życzliwości a tym bardziej uczciwości kolesiami, a mnie boli kręgosłup od siedzenia w sztywnej gąbce na szyi…

    I powiem Wam, oborowe kumy, że gdyby nie punkt 3, to byłby naprawdę udany wyjazd. Bo nie na rewię jechałam, internet mam w komórce, a na ośnieżone górskie szlaki mało kto się pcha i od widoku człowieków można odpocząć. A tak jestem wściekła, sfrustrowana, obolała i potwornie, potwornie chce mi się płakać.
    Co też idę zrobić :/

    • zeroerhaplus 09/02/2015 at 16:13

      Uojezu Fredzia, nie za dużo, jak na jeden urlop? Ale daliście czadu…
      Nie martw się. Gorszego urlopu już nie będzie.
      Zdrowia życzę.

    • kanionek 09/02/2015 at 17:50

      Fredzia, bidulo! To Ty nie wiedziałaś, że z urlopem trzeba ostrożnie, jak z lekarstwem, i uważać, żeby nie przedawkować? W domu siedzieć, ewentualnie kurze powycierać, ale bez żadnego wchodzenia na stołeczki, tylko tak, na niższych piętrach. I wszystko powoli i z rozwagą. Na urlopach bowiem łamie się nogi, łapie tygodniowe migreny, a i gorsze, jak widać, rzeczy.
      Mam nadzieję, że Twoje zdrowie wyjdzie z tego bez szwanku (i serio – nie szarżuj, daj się kręgosłupowi zregenerować), a jeśli samochód za granicą rozbity, to współczuję. A próbowaliście załatwić sprawę tak, żeby to Wasz ubezpieczyciel dogadywał się z tym zagranicznym? Bo małżonkowi raz Szwedzi na emeryturze wjechali w auto, i wtedy dowiedzieliśmy się, że tak można. Szczegółow nie pamiętam, ale jeden telefon do Waszego agenta od OC pewnie wystarczy, żeby się dowiedzieć jak to działa.

    • ciociasamozło 09/02/2015 at 19:16

      Fredzia, zostaw oszczekiwanie na potem, jak zdejmiesz kołnierz. I pod biurko raczej teraz nie wchodź. Bo jeszcze Ci ktoś krzesłem na kółkach krzywdę zrobi, żeby nie powiedzieć w co wjedzie.

    • Lidka 10/02/2015 at 04:46

      O, matko, nigdy nie myslalam, ze to powiem, ale wspolczuje takiego obrotu urlopu. A fuj. O uszkodzona czesc zadbaj, bo moze nie za rok czy dwa, ale za dziesiec – da znac o sobie. Wiem, co gadam, bo mialam podobny wypadek. Nie zadbalam i teraz rano budze sie z potwornym bolem i dzien rozpoczynam od rozmasowania szyi i barkow. Plywanie pomaga.

      • Lidka 10/02/2015 at 04:48

        Mialam na mysli, ze Urlop Mial Byc Przyjemnym Wydarzeniem, a nie ze Ci nie wspolczuje na okolicznosc rozbitego autka i uszkodzonego ciala. Bardzo wspolczuje!

        • diabel-w-buraczkach 10/02/2015 at 08:26

          o rany, Fredzia, kobieto, czym sie! uwazaj z tym kolniezem, pod zadne meble sie nie wczolguj! Ale jak mówi Zeroerhaplus, gorszego urlopu juz nie bedzie, kazdy nastepny bedzie lepszy!
          Wracaj szybko do formy, a malzonkowi cierpliwosci i powodzenia zycze w uzeraniu sie.

    • Iwona 10/02/2015 at 09:24

      Zdrowia Fredzia! I szczęśliwego finału z autkiem.

  13. zeroerhaplus 09/02/2015 at 16:17

    Kanionek, przestań Ty do Jasnej Anielki macać te kozy! One Cię pozwą w końcu o molestowanie! Chociaż swoją drogą, to fajne ma cycki ta Twoja Łabędzica ;)

    Wizualizacja jstrzębia “na papużkę” troszkę mi siadła w tyle oka i nie chce się wymazać.
    Z powodu kury – przykro. Szkoda bydlęcia. Ale cóż, kurze życie..

    • kanionek 09/02/2015 at 17:58

      Po cyckach nie macam :D Bo to podobno stymuluje do produkcji mleka, a nie chcę “mleka czarownic”, tylko takie normalne, pokoziołkowe ;)

      Och, ja sobie też drania wyobrażam, z lubością jednak. Każde piórko z dupy w innym kolorze. Zostałby wyśmiany w swoim środowisku i popadł w depresję. I musiałby przyjść moje kurczaki przeprosić, i grzecznie z nimi pszenicę dziobać na podwórku. Tak to sobie właśnie wyobrażam :)

      I wiesz, po tym pierwszym szoku z zamordowaną kurą dotarło w końcu do nas, że takie są prawa natury, i to jest wojna na spryt i szybkość reakcji. I że jedynym rozwiązaniem jest rozmnożenie kurczaków oraz ogarnięty pies na podwórku, taki w porządnej kurtce, co się zimy nie boi. Jeśli Atos, tfu i odpukać, pozostanie na rencie, to trzeba będzie trzeci ogon przygarnąć i przyuczyć do ochrony pierzastego stada.

      • ciociasamozło 09/02/2015 at 18:43

        Ale kurzego truchełka nie zmarnowaliście chyba? Ja wiem, że to nieteges znajomego Rosoła zrosołować, ale z drugiej strony, to jego ofiara na marne też nie powinna iść. Chyba.
        A do odstraszania jaszczompia mogę Wam Bułę sprezentować. Zimy się nie boi a jej potencjał w mieście się marnuje. Dzisiaj sąsiad na klatce, jak mu Buła powiedziała “bu!” (ale nie, że “łołoło!!!” z zębami i w ogóle, tylko jedno “bu!”, no i gdyby nie smycz to pewnie w uszy by mu chciała zajrzeć) oburzył się “ale on się rzuca!”. I znowu musiałam tłumaczyć, że nie rzuca się tylko skacze i szczeka bo ma gębę niewyparzoną, a nie, żeby krzywdę zrobić.
        Niestety poczucie porażki wychowawczej i tyły u sąsiada zostały :((

        • kanionek 10/02/2015 at 02:20

          No czo Ty, Ciocia?? BUŁĘ BYŚ ODDAŁA? A sąsiadowi kaktus w oko, skoro porządnemu psu “dzień dobry” nie umie odpowiedzieć.

          No i ten. Jak to powiedzieć? Też od razu po kurzej śmierci pomyślałam, że ofiara nie powinna iść na marne, ale. Zaczęłam jej te piórka mięciutkie wyskubywać i… Nie mogłam. Potem dla kurażu poczytałam o patroszeniu ptactwa i… jeszcze bardziej nie mogłam! JAK miałabym rozpruć tyłek Rosołowej małżonce? I potem spojrzeć w Rosołowe oko? Serio, nie wiedziałam, że aż taka ze mnie cienka bagietka. Gdyby to była obca kura – to tak. Widok flaków na wierzchu “mi nie robi”, tylko ta durna więź emocjonalna…
          A może ja też potrzebuję jeszcze trochę czasu, żeby stwardnieć, albo do pewnych rzeczy dojrzeć. Bo przyznam, że mieliśmy w planach hodowlę kurczaków na mięso dla nas, a teraz widzę, że nie tak prędko to nastąpi.

          • ciociasamozło 10/02/2015 at 10:10

            Buła mi wywołuje BUŁĘ :((

            Ludzki człowiek jesteś po prostu ;) Jak się wychowałaś w przekonaniu, że zwierzę przyjacielem jest a nie kotletem, to trudno się przestawić.
            Mnie się zawsze podobało podejście różnych ludów, które dziękowały duchowi zabitego zwierzęcia.

      • Lidka 10/02/2015 at 03:49

        A, tam zaraz ogon przygarnac…Antosiowi serce peknie. Przygarnij mnie, mnie przygarnij! Tez potrafie powarczec, a wyrywanie pior ze lba, tudziez z jaszczempiej d.py (i nie tylko jaszczempiej) to moja specjalnosc.

        • kanionek 10/02/2015 at 17:25

          Lidka :D
          No ale Ciebie nie miałabym jednak serca tak całą dobę na zewnątrz trzymać. Atos był w tym zakresie niezastąpiony – on uwielbiał swoją “pracę”, każdego kąta strzegł z dumą zawodowego ciecia z hipermarkietu, a przy minus dwudziestu robił “orzełki” w śniegu i nabijał się z Lasera, że tamtemu zimno. On w ogóle kocha śnieg i zawsze wprawiało to nas w zdumienie, że można było Atosowi wodę na dwór wynosić, a on jej nawet nie tknął, tylko ten śnieg żarł, jak wilcy.
          Dziś była piękna pogoda i plus pięć, więc obydwa ogony na zewnątrz, no i Laser po godzinie już dygotał, a Antoni dyszał rozwartą paszczą. Taki z niego zimolub :)

      • Modra 10/02/2015 at 16:29

        Aż się boję zapytać, czy poległa na polu bitwy w potyczce z wrogiem kurka to była nasza Tasiemka? No bo już raz spod noża uciekła, więc w ramach zaklinania Karmy i rzeczywistości powinna przetrwać i dożyć późnej starości. Ja przynajmniej tak postrzegam ‘drugie życie’ :-)

        • kanionek 10/02/2015 at 17:18

          Nie, Tasiemka ma się doskonale, tylko tasiemka już jej się mocno przybrudziła :) Może powinnam jej drugą przyczepić? Bo jak tę starą zgubi, to już przepadło – nie odróżnisz w tłumie jednej od drugiej. I w ogóle Tasiemka jest spoko, a po tych dwóch dniach w kuchni spędzonych jest najbardziej oswojoną kurką ze stada :)

  14. mp 09/02/2015 at 16:58

    O takich, jak Endriu mówi się czasami “mały, chudy, ale byk !” Arytmetyka i logika są przereklamowane :)

    • kanionek 09/02/2015 at 18:00

      Zgadzam się i dlatego pozwalam sobie na szajbę i wyrzucam kalkulator przez okno :D

  15. Iwona 09/02/2015 at 18:32

    A Ty Kanionku mniej więcej wiesz, kiedy możemy ciotkami zostać?

    • kanionek 10/02/2015 at 01:57

      Odpowiedź ma być długa, czy bardzo długa? :D
      O ile dobrze pamiętam, to mniej więcej w połowie października Andrzej wykonał swój pierwszy skok na bank. GDYBY stał się cud, i to byłby skok skuteczny, to ciociami zostałybyście gdzieś w połowie marca. Jeśli dopiąć swego zdołał dopiero w listopadzie, to szampana otwieramy w kwietniu. Na grudniowe zapłodnienie nie stawiam, bo to oznaczałoby poród w maju, a w takim układzie – wymię za wcześnie, a w brzuchu jeszcze nie miałabym prawa nic wyczuć. Albo więc cudowne poczęcie październik/listopad, albo tylko moja szajba :)

      Na którymś tam amerykańskim forum (mówiłam już, że przeczytałam TONĘ wątków okołoporodowych?) znalazłam chyba najbardziej trafną odpowiedź na pytanie w stylu “nie wiem, kiedy nastąpiło zapłodnienie, koza wygląda tak i tak, powiedzcie mi kiedy poród”. Nie zacytuję dokładnie z pamięci, ale szło to jakoś tak: “Moja droga. Najpierw przez kilka tygodni od zauważenia pierwszych objawów musisz doprowadzić siebie i najbliższą rodzinę do szaleństwa, opowiadając im o swojej obsesji. Potem przez jakieś dwa tygodnie musisz koniecznie, po pięć razy dziennie upewniać się, że masz absolutnie wszystko przygotowane do przyjęcia porodu. Od momentu, gdy już wyrwiesz sobie z głowy wszystkie włosy i zrazisz ostatnich znajomych ciągłym gadaniem o koziej ciąży, miną jeszcze dwa tygodnie i WTEDY, gdy akurat będziesz brać prysznic, lub robić zakupy, Twoja koza urodzi” :D
      No, to umówmy się, że jak już wszyscy będziecie mieli mnie dość, to poczekamy jeszcze dwa tygodnie, ja pojadę do Mamy zrobić pranie, i wtedy zostaniecie ciotkami.

      Serio, te kozy są niemożliwe! Absolutnie wszyscy piszą, że jeśli nie zna się dokładnej daty zapłodnienia, to można sobie datę porodu z kociej sierści ino wróżyć. Niektóre kozy wypuszczają “gluta” na miesiąc, inne na trzy dni przed porodem (a jeszcze inne wcale), jedne tyją, inne nie, u niektórych wymię zaczyna się wyraźnie pojawiać na dwa miesiące przed porodem, u innych… dwie godziny przed! Niektóre tracą apetyt przed porodem, inne rodzą z żarciem w zębach. Jest jeszcze “test portfelika”, czyli wyglądu koziego tyłka, ale serio – to już jakieś czary-mary! I każdy pisze tłustym drukiem: “pamiętaj, każda koza jest inna. Objawy ciąży u mojej kozy mogą wcale nie wystąpić u Twojej, albo mogą wystąpić, i wcale nie być objawami ciąży”.

      Zwariować idzie. A dzisiaj w Tradycji ewidentnie dało się wyczuć coś o twardym obrysie, i to coś się przemieściło. Ja więc wierzę w cuda i czekam :) (no chyba, że Bożena znalazła za oborą stare sanki Cebulackich i się z Tradycją podzieliła, ale to mało prawdopodobne. Bożenka się z nikim nie dzieli)

      • ciociasamozło 10/02/2015 at 10:13

        To co, robimy zakłady? obstawiamy datę ewentualnego rozwiązania, a kto trafi najcelniej bedzie mógł nazwać jedno koźlątko?

        • hanka 10/02/2015 at 18:55

          @ciociasamozło – może Kanionek sam chce nazwać swoje pierworodne, a my ciotki się pchamy bez pytania?

          • kanionek 10/02/2015 at 20:31

            :D
            Bo widzisz, Hanka, jakoś tak wyszło, że Tradycja stała się “naszym wspólnym dobrem”. Takim “wszystkie dzieci nasze są” ;)
            Jeśli w ogóle będą te koziołki, i komuś się uda przepowiedzieć dzień narodzin, to niechaj nazywa! Ja i tak na tym etapie całkowicie postradam zmysły, a samej Tradycji nie można zlecić wyboru imion, bo jedno koźlątko nazywałoby się “Bee”, a drugie “Bee”.
            Hanka, jeśli masz ochotę – obstaw jakąś datę i myśl nad ciekawym imieniem.
            Zastanawiałam się, czy nie iść po “linii końskiej”, tj. nazywać dzieci na pierwszą literę imienia matki. W takim układzie Wasze możliwości zawężyłyby się do imion na literę “T”. Ale najpierw niech one się w ogóle urodzą…

          • ciociasamozło 10/02/2015 at 21:06

            Hanka, taką mam nadzieję, że jakby Kanionek sam chciał ponazywać to by palnął “odwalcie się ciotki!” i ciotki posłusznie, acz nieznacznie fukając, odwaliłyby się od pierworodnych ;)
            Ale tak sobie kombinuję, że skoro Kanionek sam ma radochę z macania kóz, a my tylko opisy (soczyste, kolorowe i cudowne, ale tylko opisy) to może podzieli się choć możliwością nazwania przychówku. Zawsze możemy zostawić jej prawo weta ;)

  16. pluskat 10/02/2015 at 10:32

    Jedno? Ciocia, a ile ma ich byc?
    Ja obstawiam 19 marca.
    Biust piekny.

    • Modra 10/02/2015 at 12:15

      Ja obstawiam początek kwietnia. Nie że konkretnie w PrimaAprilis, ale blisko, blisko. Wydaje mi się, wspominając Twoje wpisy relacjonujące to “rodzące się uczucie, gdy chłopak pierwszy raz mówi do dziewczyny: Ej Mała! niezłe masz ciało’ to listopad jako początek tej lovestory jest IMO najbardziej oukurant :-)

    • Iwona 10/02/2015 at 14:56

      Najczęściej są dwa, a może być jedno, i trzy:-)

  17. Kachna 10/02/2015 at 13:44

    “Kat”, kozy, martwa kura…..
    Aaaaa! Się boję!
    ……………..
    ……………….
    ……………..
    10 kwietnia obstawiam. Będą kozy pod znakiem barana:)

  18. Iwona 10/02/2015 at 15:02

    Ja obstawiam początek kwietnia, powiedzmy 4:-)

    • Ania W. 10/02/2015 at 20:40

      21 kwietnia. Niech rodzi w moją rocznicę ślubu!

  19. baba Aga 10/02/2015 at 16:19

    19 marca, taki miałam termin z moją córeczką, a urodziła się 12 kwietnia :-) to może chociaż z kozą się uda. A ile może być takich koźlątek?
    Fredzia, pamiętaj o kontrolnym zdjęciu kręgosłupa za jakiś czas, ale nie pamiętam jaki(2 tygodnie?) bo po takich wypadkach pewne rzeczy mogą wyjsc dopiero po jakimś czasie, ja niestety się przekonałam o tym, zdjęcie po wypadku ( takim samym zresztą- pan w dupie) było ok, a jak zrobiłam po kilku latach to okazało sie, że kręgosłup był pękł i to z okruszkami.

    • kanionek 10/02/2015 at 17:39

      No paczaj. Mi pan wjechał w dupę jakieś osiem lat temu, aż wyrżnęłam łbem najpierw w kierownicę, a potem – wiadomo – w zagłówek (aż mi klamra plastikowa spinająca włosy się rozpękła na trzysta kawałków), i głupia nawet nie pomyślałam o RTG. Łeb mnie bolał przez tydzień, ale to ze stresu. No i w ub. roku zdaje się miałam tomografię odc. szyjnego robioną, a tam przepuklina i kifoza, żeby nie rzec totalna degrengolada. Ale jakoś tego z dawnym wypadkiem nie łączyłam, tylko od razu winę na pracę przy komputerze zwaliłam.
      I dlaczego ONI nam ciągle w dupę wjeżdżają? A potem jeszcze mówią, że kobiety gorzej prowadzą.
      Tamtem mój samochód był leciutki, ale teraz jeżdżę krążownikiem szos (zważyliśmy się na wadze w magazynie zbóż i Gwiazdolot liczy sobie 1600 kg) i jak mi ktoś w dupę wjedzie, to biada mu. Złoży się jak origami :) No chyba, żeby ciężarówka :(

      • kanionek 10/02/2015 at 17:47

        I tak, jak Iwona już podpowiedziała, najczęściej rodzą się dwa koźlęta, ale może być jedno, trzy, a nawet – to już rzadziej – cztery. Podobno niektóre kozy zawsze rodzą tę samą ilość młodych. Jak i czy w ogóle będzie z Tradycją – zobaczymy.
        Przeciętna waga takiego koźlątka to trzy kilogramy. Trzy paczuszki cukru na długich nogach.

    • Lidka 10/02/2015 at 19:36

      Totez wlasnie mowilam, ze tez mi w d.pie zaparkowano i od wypadku uplynelo 8 lat i od trzech lat walcze z czescia szyjna kregoslupa i z uszkodzeniem, ktore zlekcewazylam i o ktore nie zadbalam. Pomnijcie moje slowa, Kumy z OK.

  20. kanionek 10/02/2015 at 17:43

    Dobra, hazardzistki moje, muszę teraz pozapisywać kto jaki termin obstawił, bo za miesiąc czy dwa nikt już nie będzie w stanie tych danych odnaleźć. A że sama się ze swojej obsesji trochę nabijam, to właśnie 1 kwietnia obstawię, o! :)
    I zaraz z wiadrem rozmaitości idę do moich beczałków.

    • Lidka 10/02/2015 at 19:37

      A ja obstawiam 13 kwietnia, na Barana.

      • kanionek 10/02/2015 at 20:33

        Bukmacher przyjął zakład :)

  21. Iwona 10/02/2015 at 20:49

    No dobra, my tu o Tradycjii gadu, gadu, a co z Bożeną i Ireną? One nic tam przypadkiem nie tajniaczą?

    • kanionek 10/02/2015 at 22:12

      A dobrze, że pytasz, bo zapomniałam Wam powiedzieć, że Bożena dzisiaj już tak wyglądała, jakby za siebie i za Irenę koziołki nosiła. Jest u nas już 4 miesiące i 20 dni, więc szanse na koziołki są mizerne, chyba że akurat zaciążyła dzień przed przeprowadzką do mnie. Bo Andrzej raczej jej nie stuknął. Nie przeżyłby tego. Za to od kilku dni słychać, jak się Andrzej z Bożeną na rogi siłują – czyżby miała nastąpić zmiana przywództwa w stadzie? Strach na nich patrzeć, bo naparzają się zdrowo. Laser cały nerwowy, bo on nie lubi awantur (no chyba, że sam zaczyna), a ja też wolę na to nie patrzeć, i tylko słyszę raz z tej, raz z tamtej strony lasu – łup, trzask, łup!
      Andrzej ma krawędzie rogów poodłupywane, coś jak wyszczerbione ostrze siekierki. Bożena ma rogi o przekroju niemal okrągłym, więc jej się nic nie odłupie.

      Irenka – smukła i sexy jak zawsze. Cycki tak w brzuszek wciągnęła, że tylko te skuwki od mazaka można wymacać, więc obstawiam, że ona wolna i czeka na ciekawe oferty. Te od Andrzeja nie interesują jej :-/

  22. ciociasamozło 10/02/2015 at 21:21

    No to otworzyłam puszkę z pandorą ;)
    Chciałam wpisać 4.IV, ale widzę, że mnie Iwona ubiegła. To niech będzie 10 kwietnia. Dodatkowo, poza konkursem pozwalam sobie podać typy moich panów: Małż – 25 marca, Młody -1 kwietnia.

    • kanionek 10/02/2015 at 22:00

      Ciocia, no nie wiem, Ty jakaś nie na bieżąco jesteś! Kachna obstawiła już 10 kwietnia :D
      Czyli jak w każdej zdrapce – tym razem Ci się nie udało, spróbuj jeszcze raz!

      Eee… A tak gwoli ścisłości i mojej spokojności – CO mi zrobicie, jeśli Tradycja tylko spuchnie, jak Bożena, i NIC z tego nie będzie? Bo ta Pandora z puszki to podobno jakaś złośliwa maupa była i teraz trochę mam pietra ;)

      • ciociasamozło 11/02/2015 at 09:45

        Faktycznie. To niech będzie 3 kwietnia. Też piątek.
        I, jak znam moje szczęście, wtedy to akurat możesz spać spokojnie.

    • baba Aga 10/02/2015 at 22:38

      U mnie 1 kwietnia to data związana ściśle z karierą zawodową więc ominęłam tę datę w zakładach bukmacherskich,a żeby nie być gołosłowną: 1 awans w firmie państwowej po przepracowaniu kilkunastu lat 01.04. przejście do nowej firmy dla pieniędzy 01.04. Przejście do ulubionej i obecnej pracy 01.04,i jeszcze siłą rozpędu otwarcie swojej firmy również 01.04. Przy pierwszych trzech to los tak chciał, a firmę to już sama wymyśliłam :-)

  23. kanionek 11/02/2015 at 00:19

    Dobra, wysiliłam się jak nie wiem żesz co, i dla Waszej wygody prezentuję zestawienie dotychczasowych typów w sprawie daty Wielkiego Rozwiązania Domniemanego Worka z Łabądkami Tradycji:

    Pluskat – 19 marca
    Modra – ścisły początek kwietnia, ale nie pierwszego
    Kachna – 10 kwietnia
    Iwona – 4 kwietnia
    Baba Aga – 12 kwietnia
    Kanionek – 1 kwietnia (a co, też chcę mieć szansę się pomylić!)
    Lidka – 13 kwietnia
    Ania W. – 21 kwietnia
    Ciociasamozło – 3 kwietnia
    Małż Ciocisamozło – 25 marca (no bo jak to, tak poza konkurs wyrzucać?)
    Młody Ciocisamozło – 1 kwietnia (niech mu będzie, że jak trafi, to mu oddam swoją palmę)
    Nikt wazny – 1 maja
    Fredzia – 6 kwietnia
    EEG – 26 marca
    Mp – 27 marca
    Ynk – 22 marca
    Ola – 29 marca
    Bila – 7 kwietnia
    PandeMonia – 4 kwietnia
    Zeroerhaplus – noc z 30 na 31 marca
    Mitenki – 5 kwietnia + zakład specjalny: 2 koziołki

    Mamy więc 7 terminów marcowych, 13 kwietniowych i jeden majowy.

    • Ola 11/02/2015 at 18:38

      29 marca! (fajnie z tą listą bo już się pogubiłam). Jeśli trafię, to niezależnie od płci, będzie to… Rrrrroman!!! Będzie bieluśki i mięciutki, jak Ziokołek oraz zadziorrrrny i rrrrogaty jak Andrzejek, o! A ja będę chrzestna wróżka :))

      • Ola 11/02/2015 at 18:41

        P.S. Zdjęcie ślubne Tradycji i Pecika jest super: Baranek Wielkanocny z MiniDemonem!!!

      • kanionek 11/02/2015 at 19:53

        Hej, Roman mi się podoba (któż to wie, dlaczego), ale jeśli będzie dziewczynka? Też Roman?
        A w sumie – czemu nie? Roman jest dobry na wszystko ;)

    • Ania W. 12/02/2015 at 18:02

      10 kwietnia to Smoleńsk…

    • mitenki 13/02/2015 at 21:35

      To ja obstawiam (jeśli jeszcze można) 5 kwietnia.
      I jeszcze obstawiam 2 koziołki, a co! Jak hazard to na całego :D

      • kanionek 14/02/2015 at 02:14

        Mitenki, już jesteś dopisana do listy. Ale jak – dwa samczyki?? I co ja z taką bandą łotrów pocznę, biedna!
        Ja osobiście nie proszę o wiele – niech już będzie jedna nawet tylko kózka, ale niech wyrośnie duża jak mamusia i się z nią trzyma, bo Tradycja jak na razie ciągle mało zintegrowana ze stadem i dorabia za popychle ;)

        • mitenki 16/02/2015 at 02:48

          Ale jakie samczyki?? Miałam na myśli, że 2 sztuki się urodzą – dwie 3-kilogramowe paczuszki cukru z chudymi nóżkami.
          W Kanionkowie i tak przewaga płci męskiej (panów doliczyłam się sześciu, a pań tylko cztery). Czas na PANIE! :D

  24. Fredzia 11/02/2015 at 01:35

    Mnie proszę wpisać na Lany Poniedziałek, który w tym roku wypada 6 kwietnia.

    Dziękuję za słowa otuchy i życzenia zdrowia, drogie kumy. Dałam się dziś obmacać przystojnemu ortopedzie i o ile jest tak mądry, jak piękny, to mam tylko ponaciągane mięśnie. Na razie mu wierzę, kołnierz noszę, chociaż najchętniej wlazłabym do tej wielkiej kosmicznej rury, która wirtualnie człowieka kroi na plasterki i diagnozuje, bo mam paranoiczną obsesję, że gdzieś się we mnie czai coś, co jak kiedyś pierdyknie znienacka, to się w świński ogonek skręcę :/

    Piekielny dziadunio z korzeni i pochodzenia jest polskim góralem a ubezpieczenie ma w MTU Pocztowy, więc o uczciwej i rzetelnej wycenie możemy zapomnieć. Na razie wypełniamy bimbaliony druczków i czekamy na wyrok.

    A jak znowu usłyszę górala co narzeka na cepry i brak dudków, to mu kuźwa wypomnę, jak w Krakowie autogaz lali po 1,73 za litr a wszystkie 3 zakopiańskie stacje sprzedawały go po 2,45. Te same stacje, które jak pokazała kontrola chamsko chrzczą paliwo.

    • ciociasamozło 11/02/2015 at 10:04

      Fredzia, plus z tego wszystkiego, że przystojny ortopeda Cię pomacał.
      Mnie się kiedyś trafił taki przystojniak od USG żylaków. A, że do badania musiałam stanąć na kozetce, to się tylko modliłam, żeby z tego wrażenia nie spierniczyć się z wysokości.

      Co do paranoi to ja sobie wczoraj wymacałam tętniaka aorty, ewentualnie obcy mnie zaczynał rozrywać od środka. Sądząc z tego, że dożyłam do dzisiaj to chyba daruję sobie rezonans, laparoskopię a nawet tomografię 3D i przyjmę optymistyczną wersję g. na zakręcie. Ale wizję tętniaka zachowam do pierwszej lepszej wizyty u lekarza, a co! dobra paranoja nie jest zła.

      • kanionek 11/02/2015 at 20:24

        O tak. Miewało się te tętniaki. Zna się te paranoidalne przeżycia.
        A może… masz w brzuchu koziołki? Bo dzisiaj siedziałam w koziarni półtorej godziny i mojej fantazji stało się aż zadość – w Tradycji coś się WIŁO, jak potwór z Loch Ness! I w pewnym momencie taki obły kształt pojawił się pod skórą, tuż obok kości biodrowej (te wystające gnaty na tyłku to chyba biodrowe?), a potem zawrócił i zniknął. A ona nic! Wpatrywała się w ścianę, stojąc nieruchomo jak skała. A może ze strachu tak stała? Czy koza WIE, co się z nią dzieje gdy jest w ciąży? Czy może myśli sobie: rany szyszki, co ja zjadłam??

    • kanionek 11/02/2015 at 20:57

      MTU…
      Mieliśmy z nimi raz przygodę. Gdy byłam w delegacji, małżonek musiał był kupić “nowy używany” samochód (bo mu wspomniani wcześniej Szwedzi skasowali poprzedni) i jakoś tak wpadł w łapy agenta MTU. Nie wiem, w salonie ten agent koczował, czy coś. W każdym razie małżonek otrzymał polisę, którą opłacił. Ale za miesiąc dostał ponaglenie do zapłaty, za inną polisę, na ten sam samochód. Co się okazało, moi mili – MTU wystawiło dwie polisy: jedną na pierwsze imię małżonka, drugą na drugie… Nazwisko, na szczęście, małżonek ma tylko jedno.
      Cośmy się naszarpali, pism nawysyłali (pod koniec rozgrywki pisałam i wysyłałam już tylko ja, bo małżonek zwrócił się ku rozwiązaniom niekonwencjonalnym i rozpoczął poszukiwania instrukcji wykonania małej bomby, z zamiarem zmiecienia najbliższego biura MTU z powierzchni ziemi).
      Koniec końców – udało się przekonać MTU, że jeśli ktoś się nazywa Hieronim Kleofas Kowalski, to wcale nie znaczy, że występuje w dwóch osobach.

      A na górali to powinnaś teraz taką swojską ciupażkę pod siedzeniem wozić i w razie czego nie wdawać się w przydługie dyskusje. Kolega z pracy miał taki przypadek: wyprzedził sobie jakieś BMW, a za kilkaset metrów stanął na czerwonym na skrzyżowaniu. Tuż za nim zatrzymało się owo BMW, a z niego wysiadł facet z gazrurką i wybił koledze szybkę w drzwiach od strony kierowcy. Kolega doznał prawdziwego wstrząsu psychicznego, bo był z tych spokojnych, nikomu nie wadzących naukowców w okularach (laborantem był, biedaczek), i zupełnie nie radził sobie z taką formą argumentacji.
      Więc jak Ci jakiś gorol przemądrzały zacznie szemrać, Ty go ciupażką bez łeb, i po dyskusji. A po odszkodowanie niech się do dziadunia zgłosi, bo to przez niego będziesz miała uraz i traumę, a tego nie wolno trzymać i dusić w sobie :)

  25. nikt wazny 11/02/2015 at 03:33

    No to ja gram va banque:
    1 maja!

    • kanionek 11/02/2015 at 20:39

      Odważnie :) To jedyna data majowa, jak dotąd. Młode łabędziątka, wypływające na suchego przestwór oceanu, w kwitnących mniszkach brodzące :)

  26. sieka 11/02/2015 at 09:04

    Sory, ja nie obstawiam. Jako urodzona pesymistka, taka prawdziwa, na ament i ogólny niewierny Tomasz, jak zobaczę to uwierzę. W moim pokrętnym charakterze leży tzw. “każdorazowe przyjemne zaskoczenie” kiedy coś się uda. Zatem czekam, wrrróć nie czekam z radościom i spokojem, jak Święta Panienka wiadomo na kogo.
    Oj Kanionku, rozumiem Cię jak nikt, kiedy tak piszesz na fali luźnych skojarzeń. Przeczytałam tą moją “deklarację nieobstawiania” i nie wiem czy ktoś pojmie.

    • kanionek 11/02/2015 at 20:29

      Och, ja Ciebie doskonale rozumiem, Sieka :) I wiesz, tak na 100% to ja też uwierzę dopiero wtedy, gdy te koziołki OBOK Tradycji zobaczę, ale my tu mówimy o tym, że ja zwariowałam. A że nikt mnie nie chce obrazić, to rozumiesz – ludzie daty obstawiają, żeby mi nie było przykro :D

  27. baba Aga 11/02/2015 at 10:58

    To ja zamieniam na 12 kwietnia, mój baranek rogaty się urodził wtedy to może kozlatko rogate też :-)

    • kanionek 11/02/2015 at 20:14

      OK, zaraz aktualizuję listę :)

  28. EEG 11/02/2015 at 11:01

    To ja obstawiam 26 marca, niech mam prezent urodzinowy! I nie tylko daję imię, ale utrzymanie całoroczne ( warzywo Kanionku masz swoje, ale siano i pszenicę czy cóś trzeba dokupić).
    I tak mi przyszło do głowy, że jakbyś tak każdego Rosoła przetrzymała po kolei w kuchni ze 2 dni, to wszystkie będą tak oswojone, jak Tasiemka. Tak się zsocjalizują.
    Przystojni zaś lekarze wpływają myląco na pomiar ciśnienia. No bo jak mi taki jeden, co to mi się podobał od czasu studiów powiedział “rozbierz się”, usiadł bliziutko i zaczął mierzyć, to wyszło dziwnie dużo i wcale mnie to nie zdziwiło.

    • kanionek 11/02/2015 at 20:13

      EEG – spoko, mogę z czystym sumieniem przyjąć Twoją ofertę, gdyż albowiem szansa trafienia jest tu zapewne podobna, co głównej wygranej w totka :D
      I dlatego, że siano zamierzamy mieć w tym roku swoje, bo to kupowane to istna loteria – czy nie będzie w środku zapleśniałe, czy nie będzie buro-brązowe itd. Więc jeśli wynajem traktora z kosiarą wyjdzie za drogo, to trzeba będzie ręcznie kosić, grabic, przewracać i zbierać (no i nie zawinę go sobie w zgrabny balocik), a to naprawdę masa roboty, ALE przynajmniej będę wiedziała, co mam. Wiem już też z doświadczenia, że suszona bylica i wrotycz to coś, za co kozy dałyby się obecnie zabić, więc i tego chwastu będę musiała dużo nazbierać, a strych zamienić w ogromną suszarnię. I pokrzywę też hurtowo ususzę. To są zimą wartościowe przekąski :)

      A teraz właśnie szukam w necie najtańszego, czarnego słonecznika. Czarny jest polecany na większości kozich portali, jako zawierający więcej tłuszczów niż ten w paski, a łuski są podobno dobrym źródłem błonnika.

      Oswajanie kurczaków – dobry pomysł, tylko weź ich najpierw złap! :D

      A z tym lekarzem, to dobrze – będziesz miała pretekst do wizyty kontrolnej ;)

      • Ania W. 12/02/2015 at 17:26

        Dziewczyno, jako nastolatka siano u babci grabiłam, przyjadę z pomocą, jakby co :). Umiem i zgrabną kopkę ułożyć, tudzież stóg…

      • Iwona 12/02/2015 at 21:09

        Ja też chętnie pomogę, składać umiem, kosić kosą byle jak, ale mam spalinową i tą potrafię obsługiwać, nawet noże zmienię sama, a pokrzywy nasuszę i w bagażniku przywiozę, zamiast bagażu:-D

        • kanionek 12/02/2015 at 22:35

          No fakt, gdyby tak kilka ochotniczek zebrać, tobyśmy się w kilka dni ze wszystkim uporały (no bo siano musi wyschnąć przed zwózką), tylko gdzie ja bym Was przechowała? A spalinową kosę też mamy, ale powiem Ci, że na tej naszej łące jakieś takie dziady rosną, że jak się dobrze oplotą wokół głowicy, to nawet z tarczą tnącą nie dasz rady. No i “bałagan” większy, niż przy koszeniu kosą tradycyjną, która cały pokos kładzie na jedną stronę, w eleganckiej linii. Z drugiej strony – kretowiska, niewidoczne w trawie siewki drzew, górki i dołki uprzykrzają pracę z kosą. Z trzeciej strony – złej baletnicy przeszkadza i falbanka przy kosie ;) Zobaczymy, jak to będzie, jeszcze czas.

          • Iwona 12/02/2015 at 22:53

            A dużo macie tej łąki Kanionku?

          • kanionek 12/02/2015 at 23:21

            Wedle papiera 1,8 ha. Ale pewnie wchodzi w to staw i kawałek “drogi” i jakieś krzaki. Widzisz, problem nie w areale, tylko poziomie kultury. My na tę łąkę ni czasu ni pomysłu długo nie mieliśmy i puściliśmy ją na żywioł. Zresztą, Cebulaccy też się nie spinali, a oni tę łąkę oczywiście przed nami dzierżawili. No i ona, ta łąka, to teraz takie dzikowisko jest, że hej. Już w ub. roku trochę powycinałam siewek drzew, ale mi czasu nie wystarczyło na wszystko, a te łąki tak szybko zarastają! Dziki ryją, krety stawiają kopce, więc wszędzie nierówno i praca na takim gruncie utrudniona. Dlatego myśleliśmy, że na ten pierwszy pokos to lepiej by było cięższy sprzęt wynająć, noże wysoko ustawić, czy coś, i jakoś by poszło, a zebrać to już byśmy tymi ręcamy zebrali.

          • Lidka 12/02/2015 at 23:28

            No, jak to gdzie bys nas przechowala?! Pani J. na pewno by nas przenocowala. Z czystej ciekawosci.

          • kanionek 12/02/2015 at 23:49

            Och, Lidka! Musiałybyście mi mocno za skórę zaleźć, żebym Was TAM posłała :D Na pastwę pana J., który chwali się, że ma dziecko w każdej wsi, ba – w każdym prawie kraju Europy, a jak trzeba, to i “w ryj dać może dać”, bo lubi ;)
            Nie, nie, to już lepiej byście u mnie na strychu z nietoperzami miały.

          • Iwona 12/02/2015 at 23:36

            W takim wypadku, to raczej ciężki sprzęt, wykosi porządnie, ręcznie się zarżniecie. Jakiś życzliwy i kumaty, co zrobi porządnie i nie zedrze, bo i tak może być.

          • Iwona 12/02/2015 at 23:38

            @ Lidka
            No gdzie, no w koziarni przecież nas przechowa. Trampek i guzików nie brać, bo Bożena obeżre.

          • kanionek 12/02/2015 at 23:51

            Tak, i koniecznie kaski jakieś na głowę, najlepiej metalowe. Bo raz, że Was wydepilują, a dwa – z kopytka można oberwać :D

  29. mp 11/02/2015 at 13:42

    27 marca obstawiam ! U mnie też jest taki przystojniak od usg, bardzo nie lubię się przy nim rozbierać :(

    • kanionek 11/02/2015 at 19:57

      Mp, to zmień nastawienie – ON jest od tego, żeby się na niego gapić i żeby TOBIE było miło na badaniu :) A on widzi codziennie tyle ludzi, że już pewnie… nic nie widzi ;)

    • Lidka 13/02/2015 at 02:22

      @Iwona

      Wiesz co, musialybysmy miec spiwory zasuwane calkowicie i z jakiegos absolutnie niejadalnego- w mniemaniu koz- materialu. Moze wtedy zostawilyby nas w spokoju?! A tak na marginesie to ten pan J. to musi byc ciekawy egzemplarz; taki “prawdziwy” przedstawiciel folkloru!

      • kanionek 13/02/2015 at 02:51

        Lidka, śpiwory? Owszem, owszem. Z betonu i stali proponuję. A pan J…
        Wierzcie mi na słowo, że w swojej niegdysiejszej, krótkiej na jego temat wzmiance, pominęłam znakomitą większość jego już nie tak znakomitych cech charakteru ;) Bo ja tu jednak nie piszę krwawego brukowca. Okoziamatko, idę spać!

  30. Ynk 11/02/2015 at 15:19

    22 marca. Zupełnie bez skojarzeń i okazji towarzyszących :-)

    • kanionek 11/02/2015 at 19:54

      OK, zaraz uzupełniś listę :)

  31. Kachna 12/02/2015 at 07:40

    A można obstawić dwie daty?

    Na ten przykład jeszcze 29 lutego….
    Ha. Ha. Ha.
    ………….

    • kanionek 12/02/2015 at 23:42

      Myślę, że możesz spokojnie obstawiać 29 lutego :D Prawdopodobieństwo trafienia równie wysokie, co w przypadku innych dat. Jejuniu drogi, co ja rozpętałam? A mogłam przecież NIC nie pisać, szajbę swą skrycie do łona tulić, odchodzić od zmysłów samotnie i bez rozgłosu… A potem równie skrycie łkać w koziarni kąciku, gdy sprawa znów się rypnie, jak u Bożenki. Ale jakby co – to wszystko wina kozia, nie moja. One tak pięknie oszukują :)

  32. Iwona 12/02/2015 at 09:12

    Już Iwona
    ma imiona,
    jeśli Kanionek chce,
    są na literę T- e.
    Oj, dana, dana…:-D

  33. bila 12/02/2015 at 09:43

    A ja obstawiam 7 kwietnia. Boszsze…ja na nartach a tu w oborze takie nowiny… Małe można nazwać Tomulus i Temus. Trochę jak te z Rzymu ale na pierwszą literę imienia matki

  34. zeroerhaplus 12/02/2015 at 13:16

    Ooookej. Jako stary hazardzista nie mogę pominąć zabawy i czem prędej obstawiam datę, póki wolna (o ile jeszcze!): wahałam się pomiędzy 30 a 31 marca, obie daty mi się miło kojarzą, trzydziestego urodził się małżonek, a dzień później (i parędziesiąt lat później też) nasza kociczka. Albo na odwrót :) W każdym razie obstawiam noc z 30 na 31 marca !
    A na imię będą mieli Trabant i Terpentyna, więc módlcie się, coby się w tę wytypowoną przeze mnie noc nie urodzili ;)

    • kanionek 12/02/2015 at 23:05

      :D
      Nie mogę, ja w tych warunkach nie mogę pracować! Próbuję Wam nowy wpis zrobić, ale co chwilę myślę “Trabant” i rżę. A potem wołam “Terpentyyyynaaaa” i wiję się jak piskorz w sitowiu.
      Tryptyk i Troposfera.
      Trankwilajzer i Tracheotomia.
      Trzustka i Trombocyt.
      Taka Historia i Trudne Sprawy.

      A muszę jeszcze zaktualizować tabelkę. Listę tę znaczy się.

  35. pandeMonia 12/02/2015 at 13:37

    No dobra, to ja też. O ile nie wchłonęła sanek, to niech będzie kanciasty 4.4.
    Optuję za dwoma koźlątkami, a imiona ich wdzięczne niczym wiosna i też ziemią pachnące: Trup i Trumienka!

    • kanionek 12/02/2015 at 22:56

      Dobra, to ja czwartego kwietnia Tradycji korek w tyłek wsadzę, bo jak Ty to sobie wyobrażasz – że ja np. do pani weterynarz od bydła jadę i proszę o środki na odrobaczenie, a ona pyta “a dla kogo”, a ja jej mówię “no dla Trupka i Trumienki”?! I co ja dostanę – środek do dezynsekcji nagrobków??

      • pandeMonia 13/02/2015 at 10:03

        Zaraz się obrażę, że nie widzisz daleko idącej alegorii tych imion.
        TRUP dla capa jest w sam raz, pomyśl jak on będzie smierdział- coraz więcej i więcej.

        A TRUMIENKA- to z myślą o ciąży. Będziemy zgadywać ile sztuk ma w środku.

        Takie puzzle.

  36. bila 12/02/2015 at 13:47

    Pandemoniu Trumienka to takie wdzięczne imię

    • ciociasamozło 12/02/2015 at 16:13

      Słyszałam o pani co miała na nazwisko Żelazna i wyszła za pana o nazwisku Trumienka. I została przy podwójnym.
      Tak wiem śmianie się z nazwisk to już totalna żenada ;)

      • kanionek 12/02/2015 at 22:52

        To ja się śmieję, oczywiście z zażenowaniem, ale serio – gdybym miała się gdziekolwiek przedstawiać jako Anna Żelazna-Trumienka, to sama bym nie wyrabiała ze śmiechu.

  37. Kachna 12/02/2015 at 14:51

    Idąc tropem pandeMonii….
    Trauma i Tyfus.
    Tragedia i Tajfun.
    Truteń!

    ……..
    Niech mię ktoś szczeli przez łep…

    • ciociasamozło 12/02/2015 at 16:11

      Tryper i Tularemia…

      • ciociasamozło 12/02/2015 at 20:14

        A jak trojaczki to może Trąd, Syf i Zaraza?

        • kanionek 12/02/2015 at 22:20

          Rozbiłaś bank :D
          Już siebie widzę, jak wołam poprzez las: Trąd, Syf, Zaraaaaza!
          Ale zawsze są jakieś zady i walety – może na grzybiarzy odstraszająco by działało?

          • Lidka 12/02/2015 at 23:15

            Tak, tak, odstraszajaco na tych weekendowych mysliwych z noktowizorami. Drugi raz juz nie przyjda, jezeli uslysza, ze w okolicy Trad, Syf i Zaraza panuja…

    • ciociasamozło 12/02/2015 at 16:15

      Trauma córka Tradycji brzmi rewelacyjnie :))

    • kanionek 12/02/2015 at 22:53

      Nie no, dlaczego? Moje typy to był Trotyl i Turbulencja, ale przy Waszych propozycjach leżę i kwiczę od godziny :D

  38. pluskat 12/02/2015 at 16:31

    Tornado i Tsunami…

    • kanionek 12/02/2015 at 22:57

      Znaczy się, charakterki już z grubsza mamy przesądzone… :D

  39. Iwona 12/02/2015 at 16:31

    Szalone Kozy:-D. Moje typy to teraz takie prozaiczne są.

    • Ania W. 12/02/2015 at 18:00

      Telesfor i Teodor. Niam niam niam…

  40. Iwona 12/02/2015 at 16:45

    Teodor lub Taran, Teresa lub Tarnina

    • zeroerhaplus 12/02/2015 at 17:14

      Mnie się tam Tarnina podoba..

  41. Ynk 12/02/2015 at 17:58

    Czy nie za wcześnie z tym nadawaniem imion? Może się okazać, że wybrane imię nie przystaje.
    Czy nie trzeba najpierw spojrzeć w mordki te moje, żeby nadać właściwe, pasujące imiona?
    To powiedziawszy, z całą niekonsekwencją proponuję: ATYLA.
    A – boć to Andrzejowym staraniem poczęte
    T – Tradycja-Matka
    Y – skromny inicjał autorski ;-)
    LA – la-la – ze śpiewem przez życie/żyto

    • kanionek 12/02/2015 at 23:29

      Atyla. Imię historyczne z legendą w tle :) Choć oryginał był przez dwa “t”.
      No i teraz dylemat – imię to dla koziołka, czy walecznej koziołkini?

      • Ynk 13/02/2015 at 10:03

        Oby nie było na tę trzecią ewentualność. Znaczy: A TYLA go widzieli ;-)

  42. Iwona 12/02/2015 at 18:09

    @ Ynk
    Jak urodziłam syna poszedłbył mąż mój dziecię do społeczeństwa zapisać w szacownym urzędzie, wrócił, ja w szpitalu byłam jeszcze, jak mi oświadczenie złożył, jakie imię dziecię nosić będzie, to przez kilka dni gapiłam się na synkową buźkę, imię żułam, bo ni choinki mi ono do buźki nie pasowało:-). Oczywiście, jak imię wybieraliśmy, to wcale nie było mowy o tym zapisanym, małżonka oświeciło nagle w tym urzędzie, że tylko TO imię. I nie, że brzydkie, czy coś, takie twarde mi się wydawało, takie niepasujące do malucha.

    • Ynk 12/02/2015 at 22:07

      Wprawdzie pyszczochy się z wiekiem zmieniają, ale na dnie oka coś jednak prześwieca, co woła o imię. Kiedy mój młodszy Latorośl pojawił się na świecie, spojrzał na mnie TAK poważnie, że pomyślałam “oho, stara dusza mi się trafiła” ;-)

  43. pluskat 12/02/2015 at 19:53

    Tereska – Bozenie i Irence do towarzystwa

    • Lidka 12/02/2015 at 22:11

      A ja obstawiam ZDZICHU albo ZDZICHA. Kiedys mielismy zaprzyjazniona wiewiorke, ktora nazwalismy Zdzichem. Przybiegal na dzwiek swoje imienia, jadl z reki i czesto z naszego talerza, przebiegal pod psem, a obecnosc kota mial w zupelnosci olana. Orzeszki czy inne smakolyki chowal w kanapie i kiedy inne wiewiorki zweszyly, ze tu mieszka takich dwoje gupich ludzi, co to nie krzycza na nie, i gupi pies i gupi kot, to tez zaczely przychodzic, a Zdzichu sie wtedy denerwowal i strasznie wrzeszczal. Terytorialny byl chlopak, no coz. Glaskany miedzy uszami tupal noga z predkoscia swiatla. Mam wiele milych wspomnien zwiazanych z tym imieniem, wiec prosze o ZDZICHA.

      • kanionek 12/02/2015 at 22:24

        Jacieee! Oswojona wiewiórka :)
        Jeśli wypadnie Twoja data, to oczywiście, że będzie Zdzichu. A jeśli niczyja nie wypadnie, to nie wiem – losowanie się zrobi?

        • Lidka 12/02/2015 at 23:00

          Znajde zdjecia Zdzicha i pokaze. Byl z nami 5 lat. Mial domek na naszym balkonie. Dla wyjasnienia dodam, ze nie wiemy, co sie z nim stalo. Pewnego dnia przestal przychodzic. Zastanawiam sie, czy przypadkiem tym oswojeniem nie wyrzadzilismy mu krzywdy: przestal sie bac ludzi, a nie oszukujmy sie- nie wszyscy zrozumieja przyjazne intencje kicajacej w ich kierunku wiewiorki.

    • kanionek 12/02/2015 at 23:25

      O – jak przyzwoicie :) Tereska, nie kop pieska! Tereska, Irenka, Bożenka – pożarły wszystkie ziarenka. Coś jak Banda Trojga od Modrej :)

  44. Lidka 12/02/2015 at 23:11

    Tak, tak, losowanie!!!

  45. Eli 13/02/2015 at 00:03

    Strasznie mi przykro z powodu straty jednej sztuki rodziny Rosołów :-( Widać i jastrzębie schodzą na psy, bo zima raczej nie taka sroga, a te idą na łatwiznę i wpadają do Was jak do sklepu mięsnego. Dla przykładu opowiem, że znam osobę bardzo już niemłodą, która wczesne lata młodości przepracowała przy wyrębie lasu, a resztę swego żywota przy lesie mieszkając spędziła i na wiadomy krzyk kurek swoich w kurniku jastrzębia własnoręcznie w rączki swe złapała i o futrynę łeb jego rozbiła, amen. Nie wiem czemu to opowiadam, przecież nie mam na myśli co by Kanionek miał takie czynności popełniać, aczkolwiek jest to jakieś wyjście z sytuacji w perspektywie uszczuplania przez drapieżniki stadka Rosołków ;-)
    A co do serów z koziego mleka też już straciłam nadzieję…;-)

    • kanionek 13/02/2015 at 01:12

      Eli, ja wobec Pana Jaszczompia już mam wspaniałe plany. Łbem o futrynę bym nie mogła, ale jak mi go małżonek przytrzyma, to mu piórka w taką tęczę pomaluję, że on ze wstydu już tu nigdy nie wróci ;)
      Co do nadziei – niech żywi nie tracą! Ja wiem, że KIEDYŚ będą. Andrzej rośnie, kozom niczego nie brakuje, no musi się w końcu udać :) A czy to będzie tej wiosny… Tyle osób tutaj wysyła pozytywną energię, dzieci Tradycji już nawet ponazywane, że już nie wspomnę o moich falach mózgowych, którymi codziennie kozy przeszywam na wylot, że Tradycja chyba dozna samozapłonu, znaczy się, samozapłodnienia ;)

Dodaj komentarz

Podpis *
Email *
Witryna internetowa