Biodrem gnijącym powłócząc artystycznie, czyli o losie i szaszłyku z Centaura

Gdyby zdjąć ze mnie klątwę lenistwa, byłabym bogatym człowiekiem”

Kanionek, 2015

Artysta głodny jest o wiele bardziej płodny”

Kazik, “Las Maquinas de la Muerte”, 1999

A artysta w biodro cięty płodzi niczym pierdolnięty, ale o tym później, a swoją drogą – polecam lekturę całości tekstu cytowanej piosenki. Kazik 15 lat temu, a jakoby wiecznie żywy.

Jakoś tak wyszło, że po kilkunastu latach pracy umysłowej całkiem mi to zajęcie zbrzydło. Straciło na wartości. Nie finansowej, lecz takiej zwykłej, życiowej. Niech się mury pną do góry, ja tam wolę poziom fundamentów, a nawet oślizgłej piwnicy. Nie mam już Wielkich Oczekiwań, i generalnie cieszę się, że mi się przez tyle lat udało nie rzucić pod pociąg.

Mam za to duże zapotrzebowanie na fizyczny znój, na robienie rzeczy prostych, najchętniej blisko ziemi i pod gołym niebiem. Tymczasem jakoś tak się porobiło, że w dzisiejszych czasach praca fizyczna jest najniżej opłacana i traktowana z jawną wzgardą. Propozycje Urzędu Pracy:

Kopacz rowów – 10 zł brutto za godzinę

Zbieracz kamieni na polu – 5 zł za hektar

O, losie. Wiecie ile to roboty, wyzbierać kamienie z hektara ziemi? I w ogóle dlaczego płatne od hektara, a nie od wagi wyzbieranych kamieni? Ta druga forma pomiaru włożonej przez człowieka pracy byłaby bardziej sprawiedliwa. No ale rolnik musiałby z wagą towarową na pole podjeżdżać. To może jakaś miara objętości? W końcu przecież wszystko inne na wiadra liczą. No i wychodzi na to, że gdybym komuś zleciła wyzbierać śmieci za oborą i drewutnią, bo znów wyłażą z ziemi, to mogłabym temu komuś zapłacić 2,50 i jeszcze dodać: reszty nie trzeba. O, losie… Ożesz ty orle w koronie, co sobie sam chyba z żalu te pióra z dupy wyrywasz.

A propos orłów – wspominałam Wam, że każdej zimy muszę wywinąć przynajmniej jednego orła na lodzie, odcisnąć w śniegu piętno rozgwiazdy, zrobić w powietrzu potrójny szpicdelszyber z piruentnym śrubojeblem, czy jak tam się dziś nazywają te wymyślne figury w łyżwiarstwie ozdobnym? I tak się trochę ukradkiem cieszyłam, że tej zimy u mnie ani śniegu, ani lodu, i że HA HA HA! – takiego Kozakiewicza, zimo!, ale cóż. Natura nie znosi próżni i wobec braku warunków na zewnątrz, dokopała mi w łazience. Nie wiem jak to się stało, akcja była szybka jak w kreskówce ze strusiem, w każdym razie wylądowałam z głową i prawym łokciem w wannie, prawą kością biodrową wyrżnąwszy zdrowo w kant tejże. A wannę mam obudowaną od frontu kafelkami. Czy Państwo to dobrze widzą? I czują?

I gdybym była tu i ówdzie bardziej zaokrąglona, to zamordowałabym jedynie te kilka komórek tłuszczowych i skończyłoby się na tęczowym siniaku. A tak – mam skórę rozciętą w dwóch miejscach (dlaczego w dwóch? Nie wiem, bo przez pewien czas widziałam tylko ciemność – może jak się odbiłam to walnęłam drugi raz), a ta ogromna, wystająca kość biodrowa jeszcze drży i rezonuje głuchym dudnieniem. I tak właśnie, pobrzękując ponuro zranionym biodrem i ciągnąc za sobą z bólu odrętwiałą kończynę, musiałam jeszcze do miasta jechać i zakupy robić, bo taki był plan. To znaczy plan był taki, że małżonek miał w mieście umówioną rozmowę w sprawie pracy, no i żeby nie robić pustych przebiegów, to przy okazji miały być zakupy.

Rozmowa została odwołana na trzy godziny przed czasem, bo pracownik odchodzący postanowił jednak zostać (te emocje! te rozterki! tak na sztos, ten życia los), no ale my już byliśmy umyci i ładnie ubrani, a niektórzy sobie nawet tusz na rzęsy ponakładali:

powieka mie na oko opada i tuszu nie widać

No więc ponieważ szkoda wody i fatygi, że nie wspomnę o wydrapywaniu stuletniego tuszu z tubki, to biodro nie biodro, trzeba było jechać. A teraz to już mnie TAK boli, że małżonkowi już kilka razy o tym opowiedziałam (w tym dwa razy z obnażeniem obszaru objętego obrażeniami), że aż poszedł sobie w kalendarzu zaznaczyć, do którego dnia lutego na sto procent będzie o tym słuchał. Nie wiem, jak on to sobie oblicza, bo niby skąd może wiedzieć, JAK BARDZO mnie boli, ale zakreślił 17 lutego. Cynik.

No ale co Was moje biodro z początkiem zjadliwej gangreny i małżonek z kriokomorą zamiast serca. Wy chcecie o zwierzątkach, prawda? Się robi.

No więc nie wytrzymałam i zważyłam Atosa, bo skoro mówicie, że przytył, a to dla niego nienajlepszy byłby obrót spraw, to musiałam się upewnić. Ostatni pomiar jego masy wykonany był w dniu awarii, w gabinecie weterynaryjnym i wynik brzmiał: 26 kg. Teraz waży 25,3 kg i tu mi się właśnie nic nie zgadza. Bo mogłabym przysiąc, że wyczesałam już z niego jakieś trzy do pięciu kilogramów sierści, więc powinien ważyć mniej.

Sierść wychodzi z Atosa na potęgę i nie wiem jakim cudem on jeszcze nie jest całkiem łysy. Musicie wiedzieć, że Antoni nigdy nie był pieskiem pokojowym, tylko bardziej takim syberian husky z warmińskiej Nebraski (nawet rejestracje samochodów mają tu NBR na początku) i śnieg po pachy oraz temperatura jak spod pachy tego mamuta, co go kiedyś Ruscy wykuli z lodowca, to był Atosa żywioł i środowisko naturalne. I po trzech miesiącach spędzonych w domu, w Atosowym centrum dowodzenia podjęto w końcu decyzję, że skoro globalne ocieplenie, to trzeba zrzucić kurtkę. Do bikini. Zrzuca konsekwentnie, ale jednak nie żeby wszystko od razu (a szkoda), tylko tak po pół kilo dziennie (żebyśmy się nie nudzili), a w dodatku zrobił się całkiem niebłyszczący i teraz mówimy na niego Matos.

Aha, a jedyne co ostatnio zrobiłam dla Atosa to siennik. Siennik, psia jego mać – po prostu napchałam siana w starą poszewkę od kołdry i zaszyłam z grubsza, żeby się po domu nie rozlazł, no i na wypadek, gdyby trzeba było pokrowiec wyprać, to taką grubą okrętkę szybciej będzie spruć. Antoni, tak wdzięczny że wreszcie ma swoje własne łóżko do leżenia, nie czekał nawet aż szyć skończę, i w połowie mojej z siennikiem roboty wyglądał już tak:

Atos na sienniku

A potem jeszcze zaprosił znajomych:

Atos i Gonzales na sienniku

I nie mówcie, że bez sensu że pod grzejnikiem, skoro wyżej pisałam, że mu w domu za ciepło. To jest bowiem jedyne miejsce w moim pokoju, z którego Matos ma widok na wszystko i będzie TAM WŁAŚNIE leżał, choćby i skórę miał zrzucić do kości.

Co do wcześniej zapowiadanych noszy dla Atosa, to na razie wyglądają tak:

nosze

Proszę zwrócić uwagę na walające się wokół precyzyjne narzędzia. I czeka mnie jeszcze mozolne obszywanie krawędzi otworów oraz obszycie tych na tylne łapy gąbką, co okazało się niezbędne już po pierwszej przymiarce na pacjencie – z uwagi na to bowiem, że prawie pół Atosa zwisa bezwładnie na łasce noszy, krawędzie otworów na łapy wrzynają się w psie pachwiny i gąbka musi być. Pozostaje jeszcze kwestia uchwytów, a raczej takiego ich rozmieszczenia, żeby dobrze uchwycić środek ciężkości psa i nie powodować w żadnym miejscu nadmiernych przeciążeń kręgosłupa.

A przy produkcji noszy udział wziął, po raz pierwszy w życiu przeze mnie użyty, taki oto zabytek Peerelu, co go dostałam od Mamy:

karnet na klarnet

Chęć współpracy zgłaszały jeszcze takie nowoczesne, łatwonawlekające się igły produkcji japońskiej:

igły samonawlekające

Ale gdzie im tam do Karnetu Rzemieślniczego Rymarz. Nosze zrobione są z podwójnie zszytego, grubego płótna, i dała im radę tylko igła z Karnetu. Igłą z Karnetu można biodro mamuta podziurawić na sitko, i jak na szaszłyk nadziewać Centaury.

I dzięki za Wasze propozycje imion dla dzieci Tradycji – miałam taki ubaw, że mi mało biodro na pół nie pękło. Sama już teraz nie wiem, czy ja na pewno chcę tych koziołków.

I nie wiem, nie wiem, może uczone w piśmie się wypowiedzą, co ja dzisiaj zobaczyłam. Otóż bowiem i natenczas, gdy do koziarni późnym wieczorem zajrzałam, strużkę cienką krwi ujrzałam. Jasnoczerwoną. Spływającą po ścianie, a startującą z krawędzi tego najwyższego murka, na którym tylko Tradycja i Irena stawają, bo Andrzej nie umie, a Bożena za gruba i chyba jej się nie chce. Strużka była cienka jak makaron, niedługa, na jakieś 30 cm, tyłki wszystkim obejrzałam i inne części ciała pod kątem urazów, i nic. Nikt posoką nie broczy, czysto, sucho, bez śladu zbrodni.

Nie chcę już po necie biegać ze strachu zziajana. Gdyby to było poronienie, to chyba tej krwi pół wiadra by było? I inne jakieś ślady? A może Kotek coś zamordował na strychu, i przez szparę między deskami tam akurat kapnęło, żeby mnie znowu nerwy stalową grabą za krtań ścisnęły? O, losie…

160 thoughts on “Biodrem gnijącym powłócząc artystycznie, czyli o losie i szaszłyku z Centaura

  1. Lidka 13/02/2015 at 02:59

    Ales mnie przestraszyla tym wyrznietym biodrem! Sprawdz to u lekarza, zeby pozniej nie bylo niespodzianek, bo bolec bedzie na pewno i dluga chwile.
    Zastanawialam sie, czy Ty zawsze tak piszesz pozno w nocy, czy tylko ostatnio. Mnie to akurat na reke, bo Kozy spia, a ja nie moge sie nacieszyc nowym wpisem. Kiedy u mnie pozny wieczor, u Was rano juz. Fajny wynalazek ta Ziemia, no nie?

    • kanionek 13/02/2015 at 20:05

      No właśnie nie wiem, czy taki fajny! Pomijając już fakt, że ludziska w Australii do góry nogami chodzą (a to się musi jakoś odbijać na zdrowiu), to pomyśl, jak fajnie by było, gdyby Ziemia jednak była płaskim dyskiem odpowiednio ustawionym względem Słońca. Ciągle lato! Lato wszędzie! Na wieki wieków ptaszki, kwiatki i motylki, i ani jednej szufli do odśnieżania w całej galaktyce :D

      Biodro spoko, dałam mu pospać dzisiaj, bo sen regeneruje, i jest duuużo lepiej :) To znaczy owszem, wciąż poruszam się kaczkochodem, ale władzę całkowitą w dolnych odnóżach odzyskałam i nie ma na co narzekać.

      Tak, jakoś tak chyba od wypadku Antoniego częściej zamieszczam nowe wpisy w nocy. Dziś też miałam problem z zaśnięciem, i po godzinie drętwego leżenia na lewym boku (bo biodro) poddałam się i włączyłam kompa. Ale dni coraz dłuższe, ziemia już pachnie i przypomina o pierwszych zasiewach (niektórzy już sieją wczesną kapustę na rozsadę), więc wkrótce nadejdzie ten okres w roku, gdy wieczorem będę padać do łóżka bez sił, a o czwartej rano koguty piejące pod oknem nie dadzą się wyspać ;)

      A mi jest czasami żal Ciebie tam daleko, że gdy chciałabyś sobie (może) z nami pogadać, to tu wszyscy dawno śpią :)

  2. prowincjonalna nauczycielka 13/02/2015 at 05:26

    Też mieszkałam w tych stronach, gdzie NBR mają na początku. Całe 10 lat, ale we mieście;-) A ponieważ pochodzę z okolic, gdzie króluje NWE, to jakoś nigdy nie udało mi się polubić „Nebraski”;-)

    Ślę ciepłe myśli Wam i zwierzyńcowi:-)

    • kanionek 13/02/2015 at 20:18

      A ja jeszcze 10 lat temu mieszkałam w Gdańsku i gdy na osiedlowym parkingu zobaczyłam samochód z NBR, to od razu pomyślałam: ale fajnie, Nebraska! Little did I know…

      Dziękujemy i równie ciepło pozdrawiamy :)

  3. diabel-w-buraczkach 13/02/2015 at 08:31

    DO LEKARZA z tym biodrem, ale juz! A najdalej, jak za 2-3 dni nie zacznie mniej bolec. Nie ma ze „jakos to bedzie”. Ja mam dwie takie jakos-to-bedzie-pamiatki z czasów beztroskiej mlodosci. Jedna wlasnie wiaze sie z zimowym wyrznieciem koscia ogonowa na lód… Pieskowi, który dluzszy czas nie dal sie ruszyc z miejsca, bo cos tam obwachiwal w krzorach, nagle zachcialo sie ruszyc z kopyta pelna para. A stalismy na lodzie… Do dzis mi ta kosc ogonowa tak dziwnie wystaje i boli jak diabli niekiedy. (a moze mi ogon rosnie hyhy)

    • kanionek 13/02/2015 at 20:23

      Obstawiam ogon, bo Diabeł bez ogona to obciach :)
      A weź, z tymi lekarzami. Pochorować się można od samego do nich łażenia. Ostatni raz moja noga z biodrem postała w przychodni, gdy chciałam zdiagnozować ten irytujący łokieć, bo mi w robocie przeszkadza (koszenie, grabienie, a czasem zdjęcie nakrętki ze słoika bywało okupione bólem), no i o głupie RTG musiałam prawie żebrać. Oczywiście na RTG nic nie wyszło, bo problem pewnie w tkankach miękkich tkwi, ale chodzi o sam fakt. Poza tym, dziś jest już dużo lepiej (z biodrem, bo łokieć niestety wciąż wqrwia) ;-P

      • Iwona 13/02/2015 at 21:24

        A ten Twój łokieć, to nie jest przypadkiem ” łokieć tenisisty”- naderwane przyczepy mięśni w łokciu? Napierdziela dniem i nocą, nie dość, to jeszcze ręka taka, jakby nie moja, precyzyjna robota z rąk wylata;-)

        • kanionek 13/02/2015 at 21:34

          Kochana, żeby tenisisty! GOLFISTY się nabawiłam, przynajmniej taka była diagnoza „na oko i macanie po stawie”. Czyli objawy bólowe faktycznie podobne do tego tenisisty, tylko po drugiej stronie łokcia, od wewnętrznej. Mówili, że to się długo regeneruje, nawet rok. No to fajno, bo mnie boli od prawie dwóch. W kwietniu druga rocznica pęknie. Jedyna pociecha taka, że faktycznie po nocach już nie boli, a rano nie mam zespołu sztywnej ręki, z którą nie wiadomo co zrobić ;)
          Rozumiem, że Ty masz odmianę tenisową przypadłości? Jakieś podpowiedzi?

          • Iwona 13/02/2015 at 21:50

            Ale to się robi i od pisania na klawiaturze też, i od wewnętrznej właśnie napierdziela bardziej.

          • Iwona 13/02/2015 at 23:57

            Mnie boli z jednej i z drugiej strony, nawet delikatne dotknięcie w ostrej fazie to koszmar. I niby to ten ” tenisista”, ponad rok już.

          • Iwona 14/02/2015 at 07:30

            Miałam usg robione, blokadę wziełam, a piguły najpierw brałam wg zaleceń, a potem przy pogorszeniu, tramapar jeszcze mam, na noc biorę, jak mi bark spać nie daje, bo mam z nim podobny problem, niestety, a barku do pralki nie wsadzę:-D. Postraszyli mnie operacją łokcia, to wolałam aptekę;-)

          • Iwona 14/02/2015 at 07:57

            Podziwiam Gonzalesa, wnętrzności mu się w okolice zadka przesuneły, a on sobie łapkę myje;-). Nie rozumiem o co chodzi w powiedzeniu:” żyją, jak pies z kotem”, przecieź to związek idealny:-D

          • kanionek 14/02/2015 at 21:53

            :D Gonzales faktycznie jest twardy i mało co go rusza. To jedyny osobnik futrzany, co nie boi się odkurzacza – można go wręcz szczotką ssącą przesuwać po podłodze. I tabletki na odrobaczenie ładnie dziś z masełkiem zjadł, a Kotek wręcz przeciwnie. Szału dostanę przez niego i chyba mu te tabletki prosto w tyłek wetknę :-/

        • Iwona 13/02/2015 at 21:39

          A przepraszam: „naderwane przyczepy ścięgien mięśnia zginacza..” bla, bla, bla:-).Leczenie: blokada w zadek, dicklofenak i tramapar, dupa boli, łokieć boli, a od pigół żołądek będzie bolał.

          • Iwona 13/02/2015 at 21:47

            Ja wirowałam sobie we Frani. Ciepła woda, sól bocheńska, wsadzić łokieć, włączyć Franię i się rehabilotować:-D. Niby boli mniej, nie wiem, czy to Frania, ale odnawia się przy wysiłku. I jak boli, to zawsze muszę jeszcze w ten łokieć gdzieś przypierdzielić, ale to zawsze, no to wtedy to już czerwień widzę.

          • kanionek 14/02/2015 at 02:19

            Iwona – łzy wzruszenia normalnie. Mi też się pięknie odnawia przy BYLE wysiłku, nie da o sobie zapomnieć. A przygrzmocić w czuły punkt też mi się zdarzyło ze dwa razy i tak jak mówisz – świeczki w oczach. Jakie świeczki – gromnice, pochodnie i czynny Wezuwiusz. Takie to niby małe (no bo czym jest staw łokciowy wobec kolanowego, czy biodrowego), a dopiec umie lepiej niż sam Diabeł pogrzebaczem.

          • Iwona 13/02/2015 at 23:36

            A z tą Franią to było tak: kilka lat temu mąż paskudnie złamał nadgarstek, po wyjęciu gwoździ, ortopeda właśnie tak kazał mu tą rękę rehabilitować, to i ja postanowiłam spróbować na ten łokieć.

          • kanionek 14/02/2015 at 02:16

            A, czyli miałaś pewnie rezonans? Że taki szczegółowy opis? I co – dałaś sobie wcisnąć całą tę aptekę??

  4. Iwona 13/02/2015 at 08:46

    Prorokować nie będę, ale ta strużka to raczej nie poronienie, rozleglejsze ślady by były. Irena też mogła strzelić, czasem tak jest, co nie znaczy, że paranoii dostawać nie będziesz;-)

  5. Iwona 13/02/2015 at 09:06

    A biodra współczuję, boli, jak diabli, i pewnie dopóki dajesz radę włóczyć do lekarza nie pójdziesz?;-).

    • kanionek 13/02/2015 at 20:26

      Masz rację, we wszystkim :D

  6. ciociasamozło 13/02/2015 at 09:42

    Łazienki są zdradzieckie. Już się człowiek wyluzuje, napawa wizją moczenia dupska, a przynajmniej orzeźwiającego prysznica, a tu znienacka wanna atakuje, dywanik kostki podgryza, kran wali w czółko a kafelki sprzedają plaskacza.
    Moja przyjaciółka złamała rękę w osobistej łazience, dzień po tym jak bez urazów wróciła z nart.

    Nosze Atosa – rewelka! tylko czy miejsce na siusiaka nie za bardzo z tyłu? Pomysł z gąbką b. słuszny.
    Karnetu zazdroszczę! Kiedyś udało mi się zacerować fotel taką grubaśną wygiętą igłą chirurgiczną, ale podejrzewam, że zawartość karnetu byłaby lepsza.

    „Krew na krawędzi”, dobry tytuł na kryminał!
    Może to Bożenka Andrzejowi z bańki wyjechała i farbę z nosa puścił?

    • Modra 13/02/2015 at 12:13

      Ja pamietam takie wyliczenia, o których kiedyś czytałam, że najwięcej wypadków i złamań ludziom zdarza się z okazji wstawania z łóżka i ogólnie w okolicy tegoż łózka. Łazienka była również na podium. :-)

    • kanionek 13/02/2015 at 20:36

      No właśnie! Dlaczego łazienki nie są wykładane korkiem, tylko wszyscy te kafle wszędzie… Korkiem, watą i owczą wełną powinny być od wewnątrz obite.

      Ha ha! Wiedziałam, że o tę dziurę zapytasz. A tu niespodzianka, bo to nie jest dziura na siusiaka! To była długa dysputa z małżonkiem, uwierz mi. Bo on optował za dodatkową dziurą na klejnoty (Atos jest wciąż samcem pełnowartościowym), a ja mu na to, że to już będzie dziura na dziurze i jedno sito. No ale przekonał mnie, że dla psa jajka i ich komfort są sprawą priorytetową, więc na dziura jest na jajka, a co do siusiaka, to plan jest inny, mianowicie pieluszka w noszach. Oprócz tradycyjnej roli (na wypadek, gdyby Antoni z emocji popuszczał) będzie też spełniać inną – uniesie trochę tę część Atosa, żeby nie opadała zanadto. Bo jednak klatka piersiowa jest sztywna i jej najniższy punkt znajduje się dużo niżej, niż brzuch. Nie wiem, czy coś z tego da się zrozumieć, ale po przymiarkach okazało się, że wkładka pod brzuch będzie potrzebna.

      Krew na krawędzi już dzisiaj sfociłam i pokażę w następnym odcinku kozonoweli. Nie, tylko Ziokołek i Irenka włażą tak wysoko, Andrzej się jeszcze nie odważył. On w ogóle jakiś mało zwinny jest. Niby giczały mu już ciut od ziemi odrosły, ale do akrobacji Ireny to mu cholernie daleko. Po krawędzi żłobu porusza się jak sparaliżowany dziadek z zaćmą. Może te rogi zaburzają mu wyczucie środka ciężkości ;)

  7. zeroerhaplus 13/02/2015 at 10:37

    Ja bym Cię, podobnie jak Diabeł, wołami pchała do lekarza, ale wiem, że i tak nie pójdziesz, więc.
    Nosze są niezłe, ciekawe co na to Atos ;)
    Ale i tak najbardziej wymiata Karnet Rzemieślniczy Rymarz :) Japońskie cudeńka (o których istnieniu do dziś nie miałam pojęcia) przy nim bledną..
    A co do oka.. mnie to oko niepokoi. Z tym okiem nie warto zaczynać. Od dziś mówię na Ciebie Sauron ;)

    • diabel-w-buraczkach 13/02/2015 at 11:00

      Ile to czlowieka w zyciu omija, nie? Tez pojecia nie mialam o tych obu cudach.
      Kanionek, a w Karnecie to jest cos jeszcze ciekawego oprócz mega-igiel do przebijania sloniowej skóry?

      • zeroerhaplus 13/02/2015 at 14:08

        Zapewne mały szablonik do wykonania siodła nakonnego wraz z wycinkami skóry jako wzorzec.
        Oraz projekt uzdy – jako dodatek :)

    • kanionek 13/02/2015 at 20:50

      @zeroerhaplus

      No nie pójdę, bo mam już od dłuższego czasu do naszej Służby Zdrowia nastawienie z gatunku Duma i Uprzedzenie ;)

      Atos na nosze nie chce nawet patrzeć. Co gorsza – przez te nosze nabawił się awersji do: folii, nożyczek, taśmy klejącej, taśmy mierniczej, a nawet aparatu foto :D Bo wykrój noszy (tak to się chyba nazywa) zrobiony był z folii szklarniowej, żeby nie zmarnować płótna, jakby co nie poszło z moimi pomiarami. Przymierzane toto było ze trzy razy, mazakiem poprawki nanoszone, narzędzia się walały dokoła, no i ostatecznie Atos uznał, że to wszystko to jedno wielkie ZŁO i na przyszłość zamierza unikać. A jak już wpakowaliśmy go, nie bez trudu, w ostateczną formę noszy, tę z płótna, to mu oczy z orbit wyszły i nie bardzo wiedział, co my zamierzamy. Kilka kroków próbnych po mieszkaniu zaowocowało… kupą :) Mam nadzieję, że z radości, nie ze strachu ;)

      A oko Saurna nie miało pionowej źrenicy? I chyba miało więcej ognia w sobie :D

  8. Barbarella 13/02/2015 at 10:58

    Nosze dla Atosa wprawiły mnie w niemy zachwyt, aż przestałam kaszleć.
    A pierworodny Tradycji musi mieć na imię Beauregard! Kolejne mogą byc Brajanek i Kewinek.

    • Modra 13/02/2015 at 12:23

      Mnie również pociąga ten kierunek, skoro Fabienne i Xavier już zajęte, może Kanionek rozpocznie wielką kozią sagę. Po takich rodzicach to mogą być tylko: Melody, Lorelei lub Luna (dla dziewczynek) oraz Tristan, Kasper, Quentin (dla chłopczyków). No bo jakieś chłopczyki i dziewuszki to na pewno będą :-). Albo jak to na polskiej Suberbii nazywajo zwierzaczki: Kotek to kotek, a Bury/Bura to piesek. No to Koziołek i Kózka bedo.

      • diabel-w-buraczkach 13/02/2015 at 15:15

        A Germanie zaadaptowali imie meskie Pascal dla dziewczynek i wymawiaja to „Paskaline”. Z tym „e” jeszcze na koncu. Horror. Paskaline Krömpke-Hirschfeld…

        • pandeMonia 13/02/2015 at 15:42

          vel Pralina Pompke :D

          • Ania W. 13/02/2015 at 16:07

            Genowefa Pompke, pamiętacie – miłośniczki Musierowiczowej :)?

      • kanionek 14/02/2015 at 02:50

        Modra, ja bym na Twoim miejscu doprecyzowała ten „ścisły początek kwietnia”, bo zaczyna się robić gęsto w zakładach i ktoś może Cię wykopsać z koziego stołeczka ;)

        Jak tak dalej będziecie wymyślać, to koziołki nazwę Raz, Dwa i Trzy. Ale muszę się przyznać, że jeden z moich psów nazywał się Homer (ale byłam wtedy w liceum i miałam obowiązkową Łacinę, więc rozumiecie).

        • Modra 14/02/2015 at 20:28

          Holibka, a jak wygląda aktualna tabela notowań? Nie wiem co obstawiać – czy 2 lub 3 kwietnia są wolne?

          • kanionek 14/02/2015 at 21:35

            Drugi jeszcze wolny, a oprócz drugiego zajęte od 1 do 7 :) W razie czego – zaklepuję Ci w tej oto elektronicznej pamięci 2 kwietnia, a jeśli jednak zapragniesz innej daty – daj znać. Gdzieś w gąszczu komentarzy jest zestawienie, które uaktualniam raz dziennie.

          • Modra 16/02/2015 at 11:56

            Zostaję więc przy 2 kwietnia.

    • kanionek 13/02/2015 at 20:58

      Jak to dobrze, że czasy Izaury już dawno minęły…
      Się śmiej – ja pracowałam z młodym człowiekiem, którego małżonka miała na imię nie inaczej, jak Lola. I jakby tego było mało, swoje dzieci nazwała: Dastin, Brajan i Dżesika.
      Chłop tam najwyraźniej nie miał nic do gadania.

      Jak będzie dwóch chłopaków, to nazwę ich Błajan i Łodełik, może być? ;)

      • diabel-w-buraczkach 13/02/2015 at 21:23

        Aaaa! Łodełik, tak, prosze, prosze, prosze :)))

        • kanionek 13/02/2015 at 21:37

          No to ewentualna siostrzyczka musiałaby zostać Tykwą :) Nawet dobrze – na T się zaczyna.

      • anai 13/02/2015 at 23:09

        a może Bolek i Lolek? :)

        • kanionek 14/02/2015 at 02:23

          Jak ma być Bolek i Lolek, to ja chcę, żeby jeszcze Tola była! No co Wy z tymi chłopakami – jak oni dorosną, to się będą z tatusiem naparzać o przywództwo, a ja tylko krew z placu boju będę ścierać ;)

  9. pandeMonia 13/02/2015 at 11:38

    Pacz, w biodro się gwizdnęłaś, a niebieskie zrobiło się oko! A grzechoczesz przy tańcu brzucha?

    • kanionek 13/02/2015 at 20:59

      No ba – grzechoczę i podzwaniam łańcuchami. DNA oczywiście :)

      • kanionek 13/02/2015 at 21:01

        O właśnie, właśnie! Przypomniała mi się ta ankieta w USA, gdzie pytano, czy ludzie chcą, by na produktach spożywczych umieszczana była informacja „ten produkt zawiera DNA”. Większość chciała.

        • nikt wazny 18/02/2015 at 03:54

          Jeszcze lepsza byla kampania na temat zagrozen powodowanych przez DHMO (monotlenek diwodoru):)
          Okazalo sie bowiem, ze jest to np. glowny skladnik kwasnych deszczow, a kazdy kto mial kontakt z DHMO na 100% umrze!
          A gwaltowna smierc moze spowodowac wdychanie nawet niewielkich ilosci DHMO!
          I oczywiscie DHMO znajduje sie w szczepionkach!
          No, to ten…
          :)

          • kanionek 18/02/2015 at 21:44

            DHMO…
            DHMO…
            http://kanionek.pl/?p=536
            Pojawiło się tylko w tytule, ale kto chciał ten sobie poszukał ;)

  10. agafish 13/02/2015 at 12:24

    z ogromna ciekawością wyczekuję kolejnych wpisów… dużo zdrowia i wytrwałości życzę :)
    a tak się zastanawiam czy Atosowi i wszystkim dookoła nie pomógłby wózek inwalidzki dla psa

    • zeroerhaplus 13/02/2015 at 14:16

      No i dopiero teraz załapałam, jaki wdzięczny tytuł ma fota oka :))
      Dobrze, że jeszcze Ci woreczki (od dołu) tuszu nie zasłaniają, co na przykład mnie się czasem zdarza (znaczy, tuszu nie zasłania, jeno rzęsy, bo tuszu już od dziesięcioleci nie stosuję, a rzęsy są), zwłaszcza gdy się brzoza pylić zaczyna ;)

      • Ania W. 13/02/2015 at 16:08

        „Karnet na klarnet” też brzmi niczego sobie :)

    • kanionek 13/02/2015 at 21:09

      Dzięki, Agafish :)

      Jeśli chodzi o wózek, czy inną formę protezy, to na razie jeszcze chcemy poczekać. Tak sobie na chłopski rozum kalkulujemy, że jeśli Antoni dostanie coś, co bez żadnego wysiłku pozwoli mu się przemieszczać w dowolnym tempie i kierunku, to może zaprzestać prób samodzielnego powstania na cztery łapy. A tak – jednak próbuje! Łapy coraz częściej kurczą się i kopią, od dosłownie kilku dni notujemy też reakcje na delikatny dotyk w okolicy kręgosłupa na rufie, gdzie wcześniej była martwa pustynia. Damy Atosowi przynajmniej pół roku. Spacery w noszach z założenia nie będą długie, żeby nie nauczył się „łatwizny” – mają mu sprawić radość z oglądania lasu i innych okoliczności przyrody, ale jeśli będzie chciał gdzieś pójść sam – musi o to walczyć. Jeśli za pół roku nie będzie powalających rezultatów, to wiadomo – trzeba będzie się rozejrzeć za wózkiem :)

  11. Aśka 13/02/2015 at 14:56

    Pieskowi do tych noszy zrób kółka.U mnie w okolicy biega taki piesek na kółkach z bezwładnymi tylnymi łapami.

    • kanionek 13/02/2015 at 21:14

      Hej Aśka :) W sprawie kółek właśnie się wypowiedziałam wyżej, więc już pozwolę sobie nie powtarzać.
      Swoją drogą, jeśli do tego dojdzie, i Atos będzie skazany na „pomoce naukowe”, to chyba będziemy musieli zamówić mu wersję typu „harpagan”, „offroad” czy inny „rower górski” ;) Wzmocniona konstrukcja, solidne ogumienie, dużo amortyzacji wszędzie… Bo i teren i osobnik wymagający ;)

  12. Ynk 13/02/2015 at 17:47

    Oko! Pani-od-Elfów. Galadryjela :-)
    Tęczówka czyściuchna, zero roboty dla irydologa.
    Z biodrem – do przystojnego lekarza marsz!
    Nosze. Czy i w otworze środkowym nie przydałoby się obszycie z gąbki? Ujj.
    Żadnych kółek, prawda? Atos będzie stopniowo uruchamiał tylne łapy. Już przecież pedałował w ramach ćwiczeń wstępnych.
    Zaraz ruszą soki w drzewach. A my z nimi ;-)

    • zeroerhaplus 13/02/2015 at 18:18

      Ojessu, no wiedziałam, ze z tym okiem coś w tę stronę, ale jednak źle obstawiłam ;)
      Włos czarny mię zmylił pewnie..

    • kanionek 13/02/2015 at 21:24

      Pani od Elfów! :D
      Mogłam na fotce ująć całość kulfona, to zaraz zmieniłabyś zdanie. Na „Panią od Orków”.
      A łudziłam się, że kiedyś w okolicy zyskam sobie przydomek „tej pani od kóz”… ALe jak się moje kozy tak za rozmnażanie będą chętnie brać jak dotychczas, to jedyny przydomek jaki mnie czeka, to „ta pani, co jej z kozami nie wyszło, rozumie pan…”.

      Dla irydologa może nie, ale małżonek twierdzi, że jakby mi w tęczówkę iryTolog zajrzał, a najlepiej przez źrenicę w mózg, to wiele rzeczy wartych omówienia by znalazł.

      W mojej przychodni przyjmuje gburowaty ortopeda. Z WĄSAMI. Już raz się ścięliśmy, mało drzwi od gabinetu nie wypadły z hukiem :) A kolejka na zewnątrz taka jakaś wystraszona siedziała. ALe chyba przetarłam szlaki, bo pacjent, który wchodził po mnie, ściągnął łopatki i podciągnął nos do góry zanim wszedł. W każdym razie ja mam w tym gabinecie coś jakby okres karencji… Mija chyba za 10 lat ;)

      Z tymi kółkami – DOKŁADNIE TAK :)

  13. Iwona 13/02/2015 at 18:20

    Kozy!!! Oko Saurona czuwa :-D

    • kanionek 13/02/2015 at 21:28

      Czuwa, łypie, skanuje i przeszywa. I WSZYSTKO widzi. I nic nie rozumie. Dzisiaj Tradycja mi się zbyt szczupła wydawała. Ale nie będę Wam już truć :)

      • pandeMonia 13/02/2015 at 22:49

        W tej chwili idź ją pomacaj!

        • kanionek 14/02/2015 at 02:25

          „Po co domy nachodził, nocą dziewki uwodził…” – no co Ty, Monia, królewny już śpią o tej godzinie! Jutro pomacam, a jakże, przecież codzienie macam :)

          • pandeMonia 14/02/2015 at 09:30

            Ale rano znowu będzie kotna. Musisz sprawdzać, sprawdzać! W ogóle powinna mieć światłowód pod ogonem. Pomyśl nad tym monitoringiem, dochodzą co chwila nowe kanały.

          • kanionek 14/02/2015 at 21:50

            Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni, beee! Nie mam pewności, że to będę ja, ALE JEŚLI to będę ja, to ja Ci przypomnę ten światłowód ;-P

  14. Iwona 14/02/2015 at 08:04

    No i wrzuciło mi komentarze gdzieś tam.
    Drogie Kozy, na rubieżach wschodnich wiosna, nocą przymrozki, w dzień piękne słońce, pierwsze trele ptasie, wróble szaleją w podbitce, czekam na skowronki, one pierwsze wracają:-)

    • kanionek 14/02/2015 at 21:57

      O, a u mnie wróbelków wcale nie ma i nigdy nie było. Inne małe dziadostwo owszem, ale pospolitych ćwirków nie. Jednak odkąd mamy Rosoły na podwórku to nawet sikorki niechętnie zaglądają – boją się? Skowronka to przynajmniej z daleka człowiek usłyszy, żurawie też głośno obwieszczają swoje przybycie (odbycie zresztą też), ale hitem każdej wiosny jest derkacz, który uparł się rok w rok tkwić w chaszczach za płotem i co noc nadaje tę swoją „muzykę”, jak trzeszczenie w biodrze mamuta. Ale on dopiero w okolicach maja da znak życia.

  15. Lidka 14/02/2015 at 16:55

    A u mnie zawieja sniezna i -21 st.C. Juz se rano troche poplakalam siedzac w kacie…

    • kanionek 14/02/2015 at 21:48

      Kurczę, Lidka, naprawdę długo Was już trzyma ten zimowy uścisk. Współczuję i trącam delikatnie racicą (w znaczeniu – no nie płacz już, nie płacz, na pewno niedługo będzie cieplej) :)

  16. Iwona 14/02/2015 at 17:16

    O Lidka, w Stanach to podobno zimy takiej dawno nie było, tak w informacjach mówią.o

  17. Iwona 14/02/2015 at 22:48

    Ze trzy lata temu w maju usłyszałam taki odgłos, aż mi się włosy na karku zjeżyły i dreszcz mnie prrzebiegł, a że siedziałam na schodach, to spierdzieliłam do domu w podskokach. Wieczorem to ” coś” się odzywało, szarówką taką, przez kilka dni, nigdy wcześniej, ani później nie słyszałam tego dźwięku. Przeszukałam internety i nie trafiłam na nic, co by pasowało. Brzmiało, jak odgłos maltretowanej skrzyni biegów, zgrzyt taki przeraźliwy, ze zboża się niósł ten dźwięk i się przemieszczał. Myślałam, że to derkacz, ale nie. Prześladuje mnie ten dźwięk, a raczej niewiedza kto go wydawał. UFO?;-)

    • Ynk 15/02/2015 at 01:03

      Może to głuszec? On niesamowite odgłosy wydaje.
      Albo któraś z sów. Też potrafią nieźle skrzeczeć.

      • kanionek 15/02/2015 at 01:21

        Ynk, ale sowa w zbożu? Zresztą, zwierzaki potrafią odstawić różne numery nieprzewidziane przez podręcznik ;)
        Swoją drogą – właśnie tej zimy puszczyk mi się raz tak rozkwiczał za oborą, że poleciałam zobaczyć, czy to przypadkiem Bożena kogoś nie rozpruła na pół. A teraz puszczyki mają chyba jakieś sprawy romansowe, czy co, bo wieczorami nawołują się – najpierw słychać „ducha” od wschodu, a za chwilę odpowiada mu „duch” z zachodu. Jak do tego jest fajny księżyc i malownicze chmurki, to klimat przedni :)

        • Ynk 15/02/2015 at 01:35

          Ui. Jakoś to zboże zgubiłam przy czytaniu. Jedno oko już mi śpi najwyraźniej.
          Fakt, sowa buszująca w zbożu to rzadki przypadek ;-) Bażanty też potrafią nawrzeszczeć, tylko czy wieczorową porą się włóczą po polach? Nie jestem pewna.

          • Ynk 15/02/2015 at 01:37
          • zeroerhaplus 15/02/2015 at 05:24

            No, bażant jak wydrze mordę pod chałupą, to też robi wrażenie. Ale obstawiam, że Iwona z bażantami oswojona. Jak to jest, Iwona?

        • Iwona 15/02/2015 at 08:41

          Nie, to nie bażant. Kiedyś mój ojciec znalazł pokaleczonego bażanta, postanowił go wyleczyć, utuczyć i zjeść:-D. Dwa pierwsze spełnił, ale nie było bażanciny na obiad, bażant został podwórkowym pupilkiem.

          • zeroerhaplus 15/02/2015 at 09:00

            Uff, ulżyło mi :) Przyznam, że jak przeczytałam słowo „zjeść”, to mi się aż oczy otworzyły (trochę)..

          • Iwona 15/02/2015 at 09:30

            Eee tam, zawsze tak gadał, i nigdy z żadnego uratowanego zwierza posiłku nie było:-D. Jelonka kiedyś myśliwi przytargali, matka we wnykach zgineła, też miało być pieczyste, jak urośnie i utyje, a był stróż podwórka, szarżował na obcych, a jak różki mu wyrosły, to się naprawdę zrobił niebezpieczny. Ojciec go wyprowadzał na spacery do lasu, szedł za nim, jak pies. I został raz w lesie już, przychodził potem w odwiedziny, coraz rzadziej, aż przestał. Mam nadzieję, że żył sobie spokojnie na wolności.

    • kanionek 15/02/2015 at 01:06

      Ja mam gdzieś nagranie tego mojego osobistego derkacza. Pierwszej wiosny, gdy nie miałam pojęcia co to jest, a okna były jeszcze te stare i przepuszczały nawet „pierdnięcie motyla”, to uwierz mi, trzeciej nieprzespanej nocy z rzędu poszłam z kawałkiem cegły i latarką, żeby to „coś” bestialsko ubić! Bo do roboty codziennie wstawać trzeba było, a ten drań zgrzytał GODZINAMI, z decybelową mocą orkiestry strażackiej, najchętniej od późnego wieczora do rana. No ale nie ubiłam, bo oczywiście jak usłyszał, że nadciągam, to zrobił dziób w kubeł i niby że go tam nie było ;) Jak wróciłam do łóżka – tadam! Koncert wznowiony.
      Jesteś pewna, że to Twoje UFO w zbożu to nie derkacz? Bo z opisu wszystko pasuje. Zważ, że z bliska ten dźwięk jest okropniejszy niż na nagraniach dostępnych w necie, bo te zazwyczaj są robione z większej odległości. Czasem latem, w biały dzień, jak derkacz mi nagle rozewrze japę tuż pod płotem, to zawalca można dostać. A taki nieduży, skromniutki…

      • Iwona 15/02/2015 at 08:14

        Najbardziej mi ten derkacz pasuje, chociaż dźwięki, jakie znalazłam były trochę inne. Derkaczy to u nas właśnie nie ma, przynajmniej w pobliżu mnie.

  18. Iwona 14/02/2015 at 22:59

    A jak Kotkowi rozkruszysz i z karmą ulubioną wymieszasz, to może zje? Albo w kawałeczek ryby wcisnąć i do paszczy? No nie lubią koty tego rytuału, nie lubią.

    • zeroerhaplus 15/02/2015 at 18:58

      Andrzej Kozioł powinien stanowczo wyjść za Irenę Kozę. Nie dasz rady ich jakoś razem skumać?

    • kanionek 15/02/2015 at 20:35

      Czołem, EEG :D Ty to masz wesoło w robocie :) A sąsiadka też niczego sobie – już widzę minę tego gościa, co w straży pożarnej telefony odbiera i słyszy „państwo przyjadą mi ptaka zdjąć, bo sąsiadka spać nie może”.
      Z Kotkiem dzisiaj poszło gładko – sześć mikrokawałeczków tabletki, każdy w kulce z masła, polane resztką wczorajszej papki z tuńczyka i dla niepoznaki wymieszane z kocią karmą. Zjadł i wylizał talerzyk. Myślicie teraz, że właśnie w masełku i tuńczyku tkwi sekret? NIE. Sekret jest taki, że wczoraj po tabletkowym buncie Kotek nie dostał NIC do żarcia, więc dzisiaj zjadłby pewnie i cegłę. Tylko bezwzględni przywódcy wygrywają wojny z Kotkiem ;)

      EEG, jak tam rany po spotkaniu z Matką Ziemią (a raczej Ojcem Betonem)?

  19. Ania W. 15/02/2015 at 20:40

    Aljo, Kanion, oglądałaś dzisiaj Ziokołka? Jak tam nasze koziołeńki in spe?

    • kanionek 17/02/2015 at 18:35

      No kurczę, jak to komentarz z 15 lutego?? Znowu przegapiłam :(
      Codziennie oglądam Ziokołka! I każdego dnai zmieniam zdanie co do obecności w nim małych ziokołków ;) Zaraz idę na sesję wieczorną :)

  20. nikt wazny 17/02/2015 at 02:07

    Kanionku, ja wiem, ze to Twoj blog i Twoja to sprawa co tu piszesz.
    Ale musze o cos Cie prosic (inaczej sie udusze): nie psuj takiego fajnego bloga i takiej fajnej Obory cytowaniem i linkowaniem tzw.niezaleznej.pl.
    Toz to czesc sakiewiczowego „koncernu” medialnego, tworu utuczonego na przemysle funeralnym (trumny smolenskie sa fundamentem finansow tej grupy medialnej – od kwietnia 2010 zaczal sie rozkwit tego biznesu).
    Cynizm ludzi tworzacych te media jest przerazajacy dla mnie. A wlasciwie nie przerazajacy: obrzydliwy do wyrzygu.

    Bardzo Cie przepraszam za ten wpis. Ale musialam. Oczywiscie mozesz mnie uroczyscie stad wykopac, bom bezczelny gosc.

    • kanionek 17/02/2015 at 13:52

      Jeszcze nikogo nie wykopałam i jak na razie nie widzę stosownych kandydatur ;)
      Dyskusji merytorycznej o mediach nie będzie, chyba że na forum (tak, będzie to forum, tylko jeszcze chwila), ja czytam z różnych źródeł, wiesz dlaczego? Dla szerszych horyzontów. Jestem – można rzec – apolityczna. Nie skłaniam się ku żadnej partii, idei, nurtowi, bla bla.
      Link do niezalezna.pl wziął się stąd, że potrzebowałam odnośnika do akcji „wygaszone”. Kto wcześniej miał okazję zorientować się, ile polskich zakładów zostało po cichu sprzedanych za groszki, zamkniętych, „zrestrukturyzowanych” tak, żeby upadły i nigdy nie powstały? Akcja „wygaszone.pl” skupia wszystkie te przypadki, pokazuje zdjęcia i relacje ludzi pracujących kiedyś w tych zakłądach. I jak już wspomniałam – dyskusji nie będzie – każdy ma prawo czytać i wyrobić sobie WŁASNE zdanie. Nie Twoje, nie moje, tylko własne.

      Właśnie wróciłam ze spacerku z kozami i mam całkiem niezły humor, może uda mi się coś Wam dzisiaj napisać, a jeśli Święte Łącza pozwolą – zamieścić filmik :)

      • nikt wazny 18/02/2015 at 04:06

        Nie bede ciagnac tematu, bo nie warto sie denerwowac chyba. Dodam tylko, ze i ja czytam e-prase z roznych stron barykady.
        Poza tym utyskiwane na panstwo jest moim zdaniem jalowym zajeciem, bo panstwo to my. I jakie spoleczenstwo, tacy reprezentanci. Pracowalam za granica i wiem jaka jest przepasc miedzy praca tam, a tu. Ale to my sami urzadzamy sobie to piekielko, nikt inny.
        Ok, mialam juz nie ciagnac tematu, sorry:)

        • kanionek 18/02/2015 at 22:31

          Tak, w pewnym sensie „my sami”, bo oczywiście władza rekrutuje się z narodu itd. Ale tylko w pewnym sensie. Piekiełko, jakie „urządzamy” sobie tu, na dole, wynika moim zdaniem z frustracji i naturalnych odruchów obronnych (prawo dżungli). Odpowiedzialność jednak ponosi władza, która wybierana jest przez naród w dobrej wierze, że będzie lepiej, a nie gorzej. Jeśli władza odbiera mi zarówno rybę, jak i wędkę, to ja idę ukraść rybę sąsiadowi, żeby nakarmić swoje dzieci itd. Albo wyjeżdżam za granicę, gdzie dostanę bardzo sprawną wędkę, ubranko i koszyk na ryby, i jeszcze błogosławieństwo do tego, a jak mi się czasem dziurawy kalosz trafi, to i rybę na przetrwanie. Mając zaś świadomość, że rząd nie narzuci na mnie absurdalnie wysokiej opłaty za kartę wędkarską, że sąsiad nie podpierdoli mi ryby z koszyka, że nikt mi nie da w łeb w krzakach tylko za to, że moja wędka wydała mu się fajniejsza itd., to ja bardzo chętnie będę łowić.
          „Utyskiwanie na państwo”? „Państwo to MY”?? Kiedy ostatni raz brałaś udział w jakimkolwiek referendum? Jaki mamy wpływ, jako „my, państwo” na kwotę wolną od podatku? Przeciwko jej podniesieniu głosowali głównie posłowie PO, ale czy za rządów poprzedniej opcji politycznej ta kwota była podnoszona? Pamiętasz, o ile? Bo jeśli pamiętasz i nie umarłaś ze śmiechu, to twardzielka z Ciebie – przez ostatnie piętnaście lat kwota dochodu zwolnionego z podatku wzrosła o niecałe 800 zł. To jest jakieś 66 zł na miesiąc…

          Jeśli więc słucham programów wyborczych i wybieram w dobrej wierze, a wybrana przeze mnie władza nie wywiązuje się ze złożonych obietnic (dziwnie notoryczny proceder w Polsce) – jaką mam możliwość reakcji? Jaki mam realny wpływ na decyzje rządu? Jakiekolwiek decyzje? Kto rozlicza rządy z afer, pomyłek, zaniedbań? Społeczeństwo nie ma prawa do votum nieufności, a prokuratura i sądy? Manus manum lavat. Nie mów tylko, że następnym razem mogę zagłosować na kogoś innego, bo wybór będzie jak zwykle Sofoklesowy.

          No cóż, teraz to ja pociągnęłam temat, więc mam rozrywkową propozycję – jeśli chcesz kontynuować, napisz do mnie. Zazwyczaj nie odpisuję od razu, czasem po kilku tygodniach, ale możemy sobie przecież dyskutować nawet i lata całe, szkody w tym żadnej chyba nie będzie?
          A teraz pora wracać na ziemię usłaną kozimi bobkami :)

          • nikt wazny 19/02/2015 at 03:23

            Przepraszam, ze krotko odpowiem Ci jednak tutaj, choc sobie tego wyraznie nie zyczylas, bo na korespondencyjna dyskusje sil, ani czasu za bardzo nie mam.
            Otoz, masz racje. Ale i ja ja mam. Jestem zdania, ze gdybysmy wszyscy robili swoje rzetelnie, ten kraj wygladalby zupelnie inaczej. Ale u nas wiekszosc wciaz sie oglada na innych lub szuka usprawiedliwien dla wlasnej nieuczciwosci/bylejakosci/kombinatorstwa/itp. I to dotyczy poslow, sedziow, lekarzy, nauczycieli, urzednikow, sprzataczek itd.
            Panstwo z nas zdziera? W Danii srednie podatki ogolem wynosza blisko 50%. A Dunczycy pytani przy okazji jakiegos referendum, czy podatki podniesione kiedys tam na okreslony czas (bo taka byla wowczas potrzeba) powinny byc obnizone, ale wiazaloby sie to z ograniczeniami w socjalu – odpowiedzieli: NIE. Choc wiadomo, ze beneficjentami tego systemu jest mniejszosc i to niekoniecznie ta ulubiona (m.in.imigranci).
            W Polsce, wbrew temu co sie wciaz twierdzi nie mamy najwyzszych podatkow. Inna rzecz, ze moglyby byc lepiej zagospodarowywane. Ale tu znow: gdyby kazdy robil swoje rzetelnie…

            Pytasz o referendum – naprawde widzisz u nas taki system podejmowania istotnych decyzji jak w Szwajcarii np.? Bo ja nie! U nas wiekszosc ciagnie koldre do siebie, nie patrzac na innych. I kto silniejszy, brutalniejszy w tej walce o swoje, ten gora.

            Dlatego od lat glosuje na tych, ktorzy moim zdaniem dzialaja najbardziej rozsadnie, bez oszolomstwa ideologicznego. I godze sie z mysla, ze obietnic zlozonych w wiekszosci nie spelnia, bo zludzen nie mam.

            To tyle.
            I przepraszam, ze jednak tu.

          • nikt wazny 19/02/2015 at 03:36

            A i uprzedzam zarzut, ze piszac o podatkach mialam na mysli stawki podatkowe, bez uwzglednienia kwot wolnych od podatku – nie, pisalam o realnie zaplaconych podatkach.

  21. ciociasamozło 17/02/2015 at 09:22

    Kanionek, dawaj film z kozami, trzeba nam (mnie?) czegoś normalnego.

    • kanionek 17/02/2015 at 14:04

      Jak tylko leśny internet pozwoli, to dzisiaj (pewnie w nocy) wrzucę :)

    • Iwona 17/02/2015 at 14:35

      Ja się podpisuję, chociaż popatrzę sobie:-)

  22. Dorcia 17/02/2015 at 10:58

    W ciągu weekendu przeczytałam całego bloga! Kanionku, masz świetne pióro, dystans do świata i cięty humor, wspaniale sie czytało. A propos Atosa – może taki wózek byłby rozwiązaniem?

    http://img.miauhau.pl/bucket/media/1411/22/13533-leo-sparalizowany-pies-z-tajlandii.jpg

    Większość tego typu konstrukcji to swoiste self- made’y, a ty zdaje się masz niezłą wyobraźnię, jeśli chodzi o praktyczne wykorzystanie przeróżnych rzeczy…

    Gorąco pozdrawiam i ściskam

    Dorcia

    • kanionek 17/02/2015 at 14:01

      Dzięki, Dorcia :) Choć z tym moim dystansem i wyobraźnią różnie bywa ;)
      Wózek mamy na uwadze (było tu już kilka propozycji, ja też pogrzebałam trochę w necie), ale jeszcze nie teraz. Dopiero wtedy, gdy zniknie ostatni promyk nadziei na to, że Antoni będzie kiedyś sam chodził. A jak na razie pacjent nie poddaje się i robi postępy – powolne, ledwie zauważalne, ale są.
      Sciskamy również – rozumiem, że zostajesz naszą nową Kozą? ;)

      • Dorcia 17/02/2015 at 14:34

        A przyjmiecie do Obory? Bo ja będę pewnie taką Kozą niepraktykującą: zaglądam codziennie (czemu posty są tak rzadko??? :-)), natomiast pisać będę rzadko, oj rzadko… A za Atosa kciuki trzymam – jak patrzę na te jego oczyska, to normalnie (i nienormalnie) chciałoby się go uściskać. Uściskaj go ode mnie, proszę.

        • kanionek 17/02/2015 at 18:25

          Czuj się przyjęta jak nie wiem co. A Kóz niepraktykujących jest tu więcej, więc też samotna za tym węgłem stać nie będziesz ;)
          Atosa specjalnie od Ciebie uściskam, a z oczami masz rację – nie sposób obok niego przejść obojętnie, toteż dopieszczony jest na co dzień. Trzy miesiące w domu, czesany, głaskany, masowany, dosmaczany – chyba biedaczek myśli, że umarł i trafił do psiego raju ;)

  23. Iwona 17/02/2015 at 13:20

    Sprzęgło, drążek, linka, skrzynia, wkręt w oponie, dziurawy tłumnik- czyli Iwona za kierownicą :-D. Oczami wyobraźni widzę męża i jego minę, jak słuchał moich wywodów przez telefon, a to przeciągłe westchnięcie, było znaczące;-)

    • kanionek 17/02/2015 at 14:03

      O rany, miałaś przygody? Wszystko OK?

  24. Iwona 17/02/2015 at 14:33

    Wszystko ok:-). Auto mi się rozkraczyło, nasłuchałam się dziś fachowej terminologii i tak mi się te linki, drążki kołaczą pod czaszką, a raczej koszt naprawy :-S

  25. Iwona 17/02/2015 at 15:29

    Muszę, bo się uduszę, bo znów budżet mi się rozepnie, bo znów kombinować muszę, co zapłacić, co odłożyć, bo myślałam, że jeszcze te cztery tygodnie wytrzyma to auto, bo męża pięć tygodni nie widziałam, i takie tam. Kiedyś myślałam, że nigdy stąd nie wyjadę, teraz już nie jestem taka pewna :-(

    • ciociasamozło 17/02/2015 at 16:04

      Głask, głask…

      Teraz, to nigdzie nie wyjedziesz bo nie masz czym ;P

    • kanionek 17/02/2015 at 18:31

      @Iwona
      O rany rannego renifera, jakże Cię rozumiem. Myśl o wyjeździe tkwi jak cierń w korze mózgowej, i choć rankę się czymś smaruje, zalecza, znieczula, to ona od czasu do czasu nabrzmiewa, puchnie i pulsuje nagląco, z wyrzutem. Ściskam współczująco, a samochód dostaje karnego kopniaka w oponę!
      :-*

      • Iwona 17/02/2015 at 18:44

        @ Kanionek
        Dzięki, samochód mało winny, odkładało się te naprawy, bo wieczna dziura budżetowa. Mąż na emigracji, bo delegacja w kraju to śmiech finansowy, a w domu bywałby równie rzadko. I teoretycznie to ja wiem już, jaki zastrzyk dostanę za miesiąc i jestem w szoku. I nie chodzi tylko o finanse, warunki pracy, relacja pracodawca-pracownik.Inny świat. Nasze państwo długo jeszcze nie dogoni cywilizacji, w prawie każdej dziedzinie.

        • kanionek 17/02/2015 at 21:38

          Chlip, chlip. Wiem. Ja to strachliwa jestem i podróż samolotem odchorowuję przez tydzień, ale małżonek się trochę poobijał o Szwecję, Niemcy, Anglię, Belgię i inne takie, i CIĄGLE mi o tym opowiada. Że po prostu jest inaczej. Tak bardzo inaczej, że nawet ciężko Polakowi wytłumaczyć ;)
          No ale jak to – samochód niewinny? Nie ma że to tamto, samochód powinien czuć solidarność z właścicielem i nie pękać w czasie kryzysu! Zepsuć się można ZAWSZE, więc czemu nie poczekać, aż nadejdą zastrzyki i inne posiłki. Mi tylko raz Gwiazdolot zrobił potężnego psikusa w bardzo długiej trasie, no ale znaliśmy się dopiero niecały miesiąc, więc rozumiesz – jeszcze nie miał do mnie zaufania. A teraz jak coś mu dolega, to albo w ogóle spod domu nie odjedzie (dla mojego bezpieczeństwa), albo co najwyżej jakiś płyn zgubi, ale gdzieś blisko domu :D

          • nikt wazny 18/02/2015 at 04:11

            „Że po prostu jest inaczej. Tak bardzo inaczej, że nawet ciężko Polakowi wytłumaczyć ;)” – to chyba problem z mentalnoscia: ciepie nas od wschodu do zachodu, labilnosc taka, narodowa;)

  26. Iwona 17/02/2015 at 16:54

    Dzięki Ciocia, sprowadziłaś mnie na właściwe tory :-D

    • ciociasamozło 17/02/2015 at 20:15

      Zazwyczaj słyszę, że uziemiam i podcinam skrzydełka ;)

      Na tory, powiadasz? Czyżbyś planowała wyjechać pociągiem? ;)

      A na serio, to zagramanicą wcale nie musi być lepiej (korupcja, złodziejstwo, brud, smród i głupota to niestety nie tylko polski wynalazek). No chyba, że na tej naszej wyspie z butelek :)

  27. Ynk 17/02/2015 at 16:58

    Nowy Rok się zbliża. Rok Kozy.
    Mówi Wam to coś ? ;-D

    • kanionek 17/02/2015 at 18:38

      Niech mówi! Niech przemawia i ogłasza, wieszczy i obiecuje :) Rok Kozy. WIELU KÓZ, mam nadzieję :D
      Właśnie dookoła klawiatury biega mi pajączek – poczuł wiosnę. Dobra, idę z wiadrem wiadomo gdzie.

      • Lidka 17/02/2015 at 20:12

        Ja tez chwilowo niemobilna jestem. Oddalam Strzale do naprawy, bo babka wjechala mi na parkingu w lewy bok. Nic sie nikomu nie stalo, a kobiecina spieszyla sie pewnie strasznie, bo zostawila namiary na siebie za wycieraczka. Poza tym bialo i dosypuje i -20 codziennie. Jakies pozytywne wiesci Kozy, prosze, bo mnie od tej ilosci bialego szlag zaczyna trafiac.

        • ciociasamozło 17/02/2015 at 20:31

          Lidka, niestety globalnie pozytywnymi wieściami nie dysponuję, ale zmobilizowałam się do umycia kuchenki, a Buła nikogo dzisiaj nie wystraszyła na spacerze. I jak jeszcze powtórzę sobie to 10x to mi poziom „upozytywnienia” dobije mi gdzieś do 40% i wystarczy na 2-3 dni.

          Kanionek, dawaj co dzisiaj wymacałaś u Tradycji!

          • Iwona 17/02/2015 at 20:37

            Ciocia, Buła ma taki sympatyczny wyraz paszczy, co ona, warczy, czy co? Czy jej się boją, bo duża i ruchliwa?

          • kanionek 17/02/2015 at 21:48

            Ciociasamozło – nie powiem, bo już w nowej notce napisałam :) Ale zanim się to wszystko załaduje, to jeszcze dłuższa chwila.
            Też muszę umyć kuchenkę. I lodówkę (nie cierpię). I tę kuchnię kaflową, bo nie pokażę Wam zdjęć takiej utytłanej…
            I Antoni sobie skarpety trekkingowe przetarł i Karnet Rzemieślniczy znów pójdzie w ruch – przyszyję mu łaty ze starych nogawek dżinsowych. A Laser zgubił zęba i ja się pytam – jak sześcioletni pies może ni stąd ni zowąd zgubić zdrowy, ogromny kieł?? NIC nie powiedział! Krwią nie broczył! Wczoraj wieczorem dopiero zauważyłam, gdy ziewał odwrócony do góry denkiem na moim łóżku!

          • ciociasamozło 17/02/2015 at 22:40

            @Iwona, Buła robi „bu!” z doskokiem jak jej się ktoś nie podoba. Np. ktoś, kto ma kaptur na oczach i krok spodni na kolanach albo idzie przez park i gada do telefonu albo gapi się i szczerzy do pieska. A sympatyczna paszcza to jedna wielka ściema.

            Przed chwilą ta paszcza zeżarła znowu kocią kupę z kuwety :/

            @Kanionku, ten kieł to faktycznie jakieś Archiwum X! Całkiem wypadnięty, czy złamany?

          • kanionek 17/02/2015 at 23:20

            Buła ma jak widać i rozum i odwagę znaną tylko prawdziwym bohaterom :) Ja się tych klonów z upadłym krokiem boję!
            A kieł przepadł, zniknął, abrakadabra. Nie ma go CAŁKIEM wcale. Maluśka dziurka w dziąśle jeno jeszcze widnieje, znakiem czego kieł nie zgubił się był wczoraj. Ten pies jest ciągle z nami – pęta się pod nogami, śpi w łóżku, tylko do toalety za nami nie wchodzi, bo drzwi zamykamy. Archiwum X, jako żywo. A amatorem kociej kupy jest u nas Antoni. Teraz, gdy pełza, nie jest mu łatwo pokonać wąski zakręt, za którym znajduje się kuweta awaryjna (bo koty i tak wolą większość czasu spędzać na zewnątrz), ale gdy był pełnosprawny zakradał się jak Ninja i tylko zgrzytanie żwirku w zębach go zdradzało :-/

        • Iwona 17/02/2015 at 20:34

          @ Lidka
          Wy i nasz przydział sniegu na ten rok chyba dostaliście. Świat wariuje, i matka natura też.

        • Modra 17/02/2015 at 21:05

          Jak onegdaj spędzałam zimę i wiosnę w Colorado, nie dawno bo w 2012/2013 to też śniegu było w pytę. I do maja śnieżyce i grubaśna warstwa leżała. I słyszałam, że to już normalka, że takie zimy długie i śnieżne maja od kilku lat. Słyszałam o takiej regule meteo, że to co nad centralnymi USA po ok. 3 tyg. nachodziło nad PL. Bo prądy powietrzne i takie tam… I to się sprawdzało przez długie lata. A od ub. roku w Polsze zimy jakby nie było i żadnych odniesień, że to co tam u was to zaraz tu u nas. Ciekawe to IMO. Może ten koniec świata nareszcie idzie? Trzeba chyba szybciej tę wyspę z butelek budować, albo zająć tę co to po oceanach już dryfuje. Bo jak się wody rychło i znienacka podniosą musimy mieć plan B – dla nas, naszych kóz, psów kotów i innego przychówku.

          • Lidka 17/02/2015 at 21:37

            @Modra
            Mam kolezanke mieszkajaca w Vail, w Colorado, ktora od czasu do czasu odwiedzamy. Ja na nartach jezdze srednio, ale Rafal jezdzi swietne i lubi, wiec jezdzimy. Tam sniegu rzeczywiscie co roku nawali, jakby sie worek w niebie rozwiazal. I ten model, ze co tutaj spadnie to za 3 tygodnie w Polsce sprawdzal sie do tej pory. Mieszkam w Stanach 15 lat i jak do tej pory nie byli lagodnej czy bezsnieznej zimy. Przynajmniej tutaj, gdzie mieszkam.

          • kanionek 17/02/2015 at 21:53

            No właśnie. Ja nadal nie wiem, gdzie jest nasza szufla do odśnieżania i wygląda na to, że już nie muszę się tym martwić. Choć dwa lata temu śnieg spadł jeszcze pierwszego kwietnia i mam na to dowody zdjęciowe.
            To może na wypadek nadchodzącej katastrofy, każda z nas, na własnym podwórku (lub na balkonie) powinna budować tratwę z butelek. I gdy potop nadejdzie, my się na tych tratwach połączymy i utworzymy Państwo Koziane.

        • kanionek 17/02/2015 at 21:41

          Zostawiła namiary na siebie za wycieraczką?????????? Zamiast jak porządny człowiek uciec z miejsca wypadku i zatrzeć za sobą ślady? :D
          Lidka, zima musi się kiedyś skończyć. A z dobrych wieści to nie wiem, może taka, że napisałam już notkę, i teraz tylko modlić się pozostaje żeby film się załadował? Wiem, że słabe, no ale tyle mam :-*

      • Modra 17/02/2015 at 21:17

        I chciałam zwrócić Waszą uwagę kozy, jakimi to przymiotami charakteru odznaczają się kozy wg chińskiego horoskopu:
        „Kozy są zazwyczaj eleganckie i bardzo lubią być częścią jakiejś grupy.Kozy dobrze czują się w tłumie, cieszą się mogąc dać coś z siebie, ale jednocześnie nie chcą być wynoszone na piedestał.” I do tego momentu wszystko pięknie. Jakby ktoś naszą Oborę obejrzał, to idealnie się wpisujemy.
        Jest tylko jeden zgrzyt, oczywiście w obszarze finansów: „Ludzie urodzeni w roku Kozy potrafią obejść się bez większej gotówki. Nie zależy im na pieniądzach.”
        No to jak jest takie przekonanie o naszych potrzebach finansowych to jak my mamy dochrapać się tej wyspy? Chyba wg zasady „Umiesz liczyć, licz na siebie” czyli zbierając butelki po wodzie z promocji w Biedrach i innych Lidach.

        • Lidka 17/02/2015 at 21:29

          Ja sortuje smieci to moge po woreczku tych butelek odkladac w schowku do piwnicy i wyspa powoli zacznie nabierac ksztaltow. A moze wyspa z trzciny? Na jeziorze Titicaca takie cuda sie unosza na wodzie. Bardzo dziwnie sie po tym chodzi, ale mieszkancy jakos prowadza normalne zycie.

        • kanionek 17/02/2015 at 21:57

          Bardzo mi się podoba ten horoskop. Szkoda, że nie precyzuje co oznacza „większa gotówka”, bo ja np. bez miliona dolców ostatecznie mogę się obejść, ale tysiącem miesięcznie bym nie pogardziła. Ostatecznie może być pół tysiąca, jeśli po dzisiejszym kursie :D

          • ciociasamozło 17/02/2015 at 22:21

            Może chodzi o to, że Kozy obejdą się bez większej gotówki bo takie McGywery i Pomysłowe Dobromiry samowystarczalne? Co to stary stół odmalują i tratwę z butelek zmajstrują ;)
            Recykling, ekologia i kryzysowe narzeczone ;)

            Ale na te milion dolców bym się nie obraziła. Na pół tysiąca też nie. W zasadzie jakbym 5zeta na ulicy znalazła, to też się nie odwrócę ;)

          • Lidka 17/02/2015 at 22:25

            Z ta teoria na temat pieniedzy to ja sie zgadzam. Pozno w nocy leci tutaj taki program, bardzo dobry z reszta, Suze Orman. Ona jest profesorem ekonomii, brokerem i czym tam sobie kto nie wyobrazi. Powiedziala kiedys cos, co bardzo mnie zastanowilo. Otoz my kobiety nie jestesmy zwiazane z pieniedzmi emocjonalnie dlatego tak srednio nam wychodzi z nimi. Wyglada na to, ze pieniadze trzeba kochac to one sie wtedy odwdziecza tym samym.

          • ciociasamozło 17/02/2015 at 22:44

            Jaciee!!! I wszystko jasne! A ja znowu nie wysłałam walentynki do mojego portfela!
            Chyba dam buziaczka na dobranoc karcie płatniczej, może to ją romantycznie nastroi i pieniądze na koncie się rozmnożą.

          • kanionek 17/02/2015 at 23:23

            Dobrze gadasz, od dzisiaj twardy reżim miłości wobec plastikowych środków płatniczych. Po jakimś czasie to musi przynieść skutki. Że tak zacytuję z Kingsajzu: „my ich tak długo będziemy kochali, aż i oni nas pokochają” :D

        • pandeMonia 18/02/2015 at 14:13

          @Modra – ja się wpisuję rewelacyjnie w tę grupę. Dwoje bezrobotnych! My się w ogóle bez pieniędzy obchodzimy.

          • Ynk 18/02/2015 at 14:26

            Koza wśród Małp. Budżetówka wśród niebieskich ptaków, wolnych strzelców i niezdecydowanych ;-)

    • baba Aga 18/02/2015 at 12:38

      No właśnie rok Kozy, ja wierzę tylko w chiński horoskop, bo nie wiem jak to możliwe ale się sprawdza i opis mojego znaku jest idealny. Wg chińskiego horoskopu to ja też mam obore, ja świnia, chłop koza (sic!) syn koń, córka kogut. A jak u Was?
      I tak sobie myślę że niezła ekipa się zebrała, ja też nie raz myślałam o wyjeździe, chłop pracuje w Norwegi i wszyscy się dziwią ze nie jadę do niego, a ja cholera nie potrafię, myślę że pomimo lepszych warunków życia i kasy ja bym chyba wpadła w dół i nie wyszła, bo jak to tak żyć bez kombinacji, bez naszego pięknego języka, bez pana spod sklepu, który o 10 rano jest już wesoły i radośnie mnie wita „szefowa kotów nie karmi, bo takie miastowe im dali, a odśnieżyłem to Ja coby sie szefowa nie męczyła za te 3 zyble na wino” i bez kochanych klientów którzy są jak miód na serce, niektórzy zastępują kawę, a niektórzy meliske. A z samolotem mam tak samo, loty chłopa tez tak przeżywam, średnio 2 razy w miesiącu. A wg horoskopu koza jest łagodna i wyrozumiała :-)

  28. Baśka 18/02/2015 at 10:47

    Odrobiłam zaległości w czytaniu – pyszczek miałam od ucha do ucha ale też i smutno mi się trochę zrobiło. Cóż – od 10 lat przestałam oglądać telewizję (chociaż co jakiś czas dostaję wezwanie do zapłaty :))- to po długotrwałym stresie społeczno-polityczno-weterynaryjnym. Myślałam, że coś się w polskiej rzeczywistości zmieniło. Ale wystarczy mi kanionkowy blog aby przekonać się, że nihil novi sub sole. A ja w eskapicznym nastroju marzyłam sobie o takim domku w głuszy pełnym różnorakiego zwierza. Teraz już nie wiem czy nie przenieść marzeń do realu na czwartym piętrze z mini balkonem, gdzie całkiem całkiem żyją obok siebie koty, psy i ptaki na balkonie Kanionku – może coś bardziej optymistycznie?
    Co do Atosa – kiedyś wet chciał uśpić koleżanki jamnika, który miał niedowład tylnych łapek po skoku z tapczana – wymyśliłyśmy to prowadzanie za pomocą ręcznika ( gabaryty jamnika na to pozwalały) i pies doszedł do siebie i żył sobie przyjemnie jeszcze dobrych parę lat. Ja mam nadzieję – przy Waszym samozaparciu, że to się uda. Trzymam kciuki.

  29. Baśka 18/02/2015 at 10:49

    Właśnie Atos mnie przygnał w Kanionkowe progi :)

Dodaj komentarz

Podpis *
Email *
Witryna internetowa