Jak włożyć kwadracik w kółeczko, czyli różańcem i młotkiem

Kozy moje najlepsze, już niby jestem, ale jeszcze mnie nie ma – siedzę w krzaku jałowca i próbuję zawiązać sznurówki u sandałów. Notka była, jaka była, bo kto się błaznem urodził, ten królem Szwecji nie umrze, prawda?
Jedno jest pewne – z Wami się nie da. No nie da się zginąć marnie, rozpaść na molekuły i rozlecieć we wszystkich kierunkach. I choćby sobie Kanionek chciał zgnić żywcem, choćby sobie leżał pod płotem nie wadząc nikomu, z głębi trzewi wydychając napisy końcowe, to Wy mu nie dacie się całkiem zmarnować.

“Koleżanko, koleżanka poda widły albo motykę, trzeba Kanionka trącić, bo co się tu będzie tak walał pod płotem, taki całkiem do niczego”.
“Hm. Nie rusza się nadal i wciąż. Może przeczytać jej kilka dowcipów o prorokach i nazistach? A jak i to nie pomoże, to już tylko różaniec”.
“O tak! Tak! Różaniec ją ruszy. A tymczasem – do szklarni z nią!”

I prawdę mówiąc, całkiem udane te Wasze zabiegi, i telefon zaufania spokojnie możecie obsługiwać. Nawet jeśli ktoś niechcący jednak umrze, to ze śmiechu, a wtedy to się nie liczy do złych statystyk ;) I bardzo mi przypadło do gustu rozwiązanie podsunięte przez Modrą, więc zamiast pisać Wam o derealizacji, gonitwie myśli, rozpadzie tożsamości i lękach, napiszę po prostu: “nadludzkim wysiłkiem woli Kanionek wyplątał się z tych irytujących opresji i wrócił do Obory”.

Napiszę, ale jeszcze nie teraz. Teraz bowiem, nadludzkim wysiłkiem woli układam z powrotem mentalne klocki, z napięciem dwulatka śledząc ruchy swoich palców, i niewykluczone, że zaraz ktoś mi będzie musiał zmienić pieluchę (przepraszam, wątek kupy ma to do siebie, że się lubi ciągnąć jak smród za kutrem rybackim). Ten styczeń w ogóle całkiem do dupy był i aż się boję pokładać nadzieję w lutym. Co może być fajnego w lutym?

PS. Przesiedziałam dziś ponad godzinę w koziarni, gdzie zostałam – jak zawsze – wylizana, wyskubana, szarpnięta kopytkiem i wykorzystana w charakterze drapaka. Śpiewałam im w kółko od nowa dwa wersy piosenki, bo tyle pamiętałam i tyle mi akurat pasowało (I can’t control it, if I sink or if I swim, ’cause I chose the waters that I’m in). I wiecie, co jest piękne w kozach? Podczas gdy człek zawodzi smętnie, skanując belki stropowe w poszukiwaniu sensu życia, one skrupulatnie przeszukują człecze kieszenie, w których zazwyczaj jest chleb i rodzynki. Jak nie znajdą słodkiej przekąski, to zadowolą się i podszewką – byle coś się działo, a jeśli da się to przeżuć, to już w ogóle bomba.
Miłego przeżuwania w relatywnym spokoju wszystkim życzę i po raz kolejny w historii tego bloga – dziękuję :)

PPS. I wiem, wiem że naobiecywałam prawie tyle, co Tusk (o terrarium, strachu na wróble, piecokuchni, drzwi renowacji, noszach, i wielu innych rzeczach), a tu taka, za przeproszeniem, lisia dupa w jałowcach. Ale na swoje usprawiedliwienie mam tyle, że Tusk awansował, a ja wręcz przeciwnie i całkiem jednak niepodobnie. I moja dupa jest w gorszym położeniu, a kto siedział w jałowcach ten wie. I będę już kończyć, bo każde zdanie kosztuje mnie pół nogi i mililitr komórek mózgowych, a nie mogę nimi szastać jak poseł dietą, bo one podobno nie odrastają.

172 thoughts on “Jak włożyć kwadracik w kółeczko, czyli różańcem i młotkiem

  1. Iwona 31/01/2015 at 07:31

    Poczekamy, nic na siłę, regeneruj się, jakby co to widłami szturchniem;-).

  2. Iwona 31/01/2015 at 07:56

    Jeśli ja zaglądam do Kanionka zanim woda mi się na kawę zagotuje, zanim moje szare komórkui obudzą się z rana, bo one jakoś dziwnie budzą się ostatnie, to jestem uzależniona? To: Dzień dobry! Nazywam się Iwona i jestem uzależniona od Kanionkowa!

  3. Ania W. 31/01/2015 at 08:25

    Dzień dobry, tu Ania W., kozozależna. Kanion’s recovery is being started. Capuccino tu mogę dzisiaj serwować, kto chętny?

  4. Baśka 31/01/2015 at 08:53

    Jak się raz wpadło w Kanionkowe progi to się już człowiek uzależnia :) Jak od kawy ( nie cappucino) albo czegoś tam lepszego. I taka sobotnia radość: Kanionek się odezwała. Cóż jałowiec leczy – nawet zapachem, a jak jeszcze trochę pokłuje to też podobno dobrze – wydobrzejesz!!!
    Pozdrawiam Cię świergotem dzwońców i wróbelków już urzędujących na moim balkonie.

  5. Ola 31/01/2015 at 09:07

    Cześć dziewczyny, cześć Człecze w Jałowcach. Otóż to: Kanionkowy Blog i poranna kawa, w kolejności: co akurat pierwsze się “załaduje”. Melduję, że właśnie zaczęłam dzień.
    Następnie i otóż przystąpię do poszukiwania doecipów o prorokach. Hej Kanionku, hej :)

  6. Ola 31/01/2015 at 09:13

    PS. Luty! Luty jest krótki, tak że niektórym dane jest starzeć się raz na cztery lata. No i zaraz potem jest marzec: ziemia pachnie wiosną i deszcz pachnie wiosną i wszystko świergoli. Pamięta ktoś?

    • zeroerhaplus 31/01/2015 at 10:27

      Ba!!! :)
      U mnie był już taki zryw, parę dni temu, ale teraz to tylko przysypane śniegiem wspomnienie ;)

  7. Baśka 31/01/2015 at 10:12

    Pozdrawiam wszystkie odwiedzaczki. :)
    Kanionek nie martw się o komórki mózgowe – nie będzie źle.:) Trzeba nimi szastać na różne sposoby. To się nazywa plastycznością mózgu :) – tak napisał dr David Perlmutter, a ja mu wierzę, bo współpracuje z szamanami. Zrobiłam Ci fajne zdjęcie ponaddachowego poranka ale nie wiem jak się zamieszcza :(

    • kanionek 04/02/2015 at 02:55

      Hej Baśka :) Zamieszcza się tak, że się do mnie fotę wysyła, a ja ją na blogu prezentuję – czasem od razu, czasem później… Co mi właśnie przypomina, że od kilku dni nie zaglądałam do poczty!

  8. -EW 31/01/2015 at 10:21

    Ja też kanionkuję dziś przy kawie (espresso które z hydraulicznym sykiem unosi swą mocą pokrywę czaszki) i też jetem uzależniona. To co Kanionek brał za dupę lisa w jałowcach, to byłam wypisz wymaluj ja ukrywająca się do niedawna czytelniczka. Fakt, że podobieństwo jest łudzące.

    • Ola 31/01/2015 at 11:59

      chylę głowę przed smoczyskami i przepięknym motylomuminkiem! i w ogóle :)

    • Ynk 31/01/2015 at 14:19

      Urzekające Istoty :-)

    • ciociasamozło 01/02/2015 at 19:31

      To w tych jałowcach takie cuda powstają?

      • -EW 02/02/2015 at 01:54

        W jałowcach. Czasem idę w maliny!

  9. zeroerhaplus 31/01/2015 at 10:24

    Kanionku drogi, parę rzeczy mnie nurtuje ogromnie z tych, które napisałaś, więc natychmiast zacznę roztrząsać:
    – czy tem różancem, to życzysz sobie być potrącona (w sensie egzorcyzmu), czy też raczej na ostro (w sensie masochizmu łamane przez sadyzmu, zależy od punktu widzenia)?
    – czy jałowiec, w którym siedzisz, to jałowiec pospolity? No bo jeśli nie, jeśli taki na przykład płożący, to okej. A na takim (na inny przykład) ‘Wiltonii’, to nawet piknik można zrobić, i to bez kocyka (nie mylić z koszykiem, koszyk jest konieczny), taki mięciutki.
    Poza tym wszystkim uważaj, coby Ci się ten jałowiec w krzak płonący nie zamienił, bo wszyscy wiemy, jakie z tego problemy mogą wyniknąć…. Już raczej jagody zbieraj, to praktyczniejsze ;)
    – w lutym jest fajne to, że jest krótki.

    Z poważaniem,
    wierna czytelniczka (już mnie kusiło, żeby się podpisać “Życzliwy”, ale to następnym razem może ;)

    • Iwona 31/01/2015 at 22:14

      @ zeroerhaplus
      Rękę dam sobie uciąć…, ekhm, no dobra, młotkiem dam się walnąć, że ten jałowiec to taki pospolity, najpospolitszy, kłujący, jak cholera:-P. Był taki dzień wiosenny, środa zdaje się to była, słoneczko świeciło, ptaszki się darły, krew szybciej zakrążyła, do wiejskiego markietu, typu mydło i powidło, zajrzałam, a tam nasionka i dymka, no wiosna panie. I dupło się, leje,blacha dudni, lipa gałęziami szura i łomocze, to listopad jakiś, a nie styczeń, luty prawie.

      • zeroerhaplus 03/02/2015 at 04:17

        Iwona, masz lipę przed chałupą? To podobno dobre jest, taka lipa przy domu.. tak słyszałam :)

        • Iwona 03/02/2015 at 08:24

          Mam lip całe stado i brzozy, przy chacie dwie lipy i grusze, fajny cienisty zakątek latem tworzą, i aleję lipową na granicy podwórka, od szosy. Wiosną i latem ptaki mają tam swoje osiedla.

          • zeroerhaplus 03/02/2015 at 10:13

            Błaaaaa :)
            Strasznie lubię lipę, zwłaszcza, jak brzęczy latem pszczołami :) Mam taką jedną pokraczną tylko, bidula walczy z drzewami dookoła, a walka nie jest prosta (mieszkamy na skraju lasu dębowo-sosnowego*, który nie należy do nas, więc “podcinać” nie wolno), to i lipa nie chce być prosta ;) Ale za to brzóz sobie nasadzę na potęgę :)
            _______________
            *- Querco roboris-Pinetum coryletosum, czyli kontynentalny bór mieszany z podzespołem leszczynowym ;))

          • kanionek 04/02/2015 at 02:20

            Zeroerha! Poszukaj w necie projektów “ławki z wierzby”. Podobno z leszczyny też cuda się udają. To są fantazyjnie formowane, żywe ławki, krzesła, altany – najszybciej rosną właśnie wierzbowe, po trzech latach na wierzbowej ławce można już usiąść :) Sama się za to zabieram, a przynajmniej tak mi się wydaje, bo jeszcze nie wiadomo, co ześle Wielka Buła. I oczywiście feler pomysłu jest taki, że wszystko ładnie wygląda, gdy zrobią to inni, utalentowani ludzie z wyobraźnią, a ja pewnie skończę z dwoma patykami na krzyż ;) Ale Wam, dziewczyny, polecam, bo jesteście artystki.

          • Iwona 03/02/2015 at 11:06

            Mam trzy wielkie brzozy i młodych z 10, niektóre wyrosły mi na podwórku, niektóre przytargałam z przydrożnego rowu, i tak je wycinają, a u mnie cieszą oko:-)

          • kanionek 04/02/2015 at 02:16

            Brzozy są takie piękne! A młody brzeziniak też nam sam wyrósł, parę metrów za płotem, nie wiedzieć kiedy. Kozy go jeszcze nie odkryły…

          • zeroerhaplus 04/02/2015 at 05:32

            Kanionek :)
            Fajnie, że jesteś :)

          • Iwona 04/02/2015 at 08:21

            Wierzby łatwo jest rozmnożyć, wiosną ucinam gałęzie, robię takie patyki, długości do pół metra, do pojemnika z wodą wstawiam i czekam, aż korzonki puszczą, i to prawda rosną błyskawicznie, ja je przycinam na wiosnę do gołego pnia, a latem busz już jest:-)

          • zeroerhaplus 04/02/2015 at 09:23

            Dziewczyny, u mnie to samo z siebie pójdzie – mam taką wilgotność gleby (gliny?), że sitowie mi w warzywniku rośnie :) Więc wetknąć tylko wierzbinę w glebę i patrzeć, jak zap, tfu, rośnie w górę ;)
            Pomysły na ławki są fajne, musze się tylko zastanowić, czy mi to do leśnego dizajnu pasuje ;))

          • zeroerhaplus 04/02/2015 at 13:39

            Tak swoją drogą, to wielkie Ci dzięki, Kanionku, za naprowadzenie na pomysł, który jest genialny w swej prostocie: nie mamy ogrodzenia, a powinniśmy, ale nie ma kasy na takie bzdety ;)
            No i dzięki Tobie będziemy mieli siatkę z wierzby :)
            Za parę lat czołg nie przejedzie :))

          • Iwona 04/02/2015 at 15:16

            @ zeroerhaplus
            U nas stary płot poszedł w diabły ze starości, a postawienie nowego wiązałoby się z karczowaniem lip, a tego nigdy nie zrobimy. Posadziłam kolczaste krzewy i tego nikt nie przejdzie, jak się splączą, a ptaki będą mieć kryjówkę i wyżerkę.

          • zeroerhaplus 05/02/2015 at 08:03

            @Iwona
            Za niewykarczowanie lip wpisuję Was na moją prywatną listę honorową kandydatów na pokojowego Nobla.
            U nas to jest tak: działka jest typu kiszka, wąska a długa. Z jednej strony jest (będzie? w każdym razie robi się) żywopłot mieszany, właśnie dla ptaszków, na granicy ze stawami po sąsiedzku, i to jest długa granica. Następna jest krótka – tam sobie wymyśliłam coś jakby jagodnik na przetwory, rokitniki, czarne bzy, jarzębiny, aronia, inne krzewy. Trzecia ściana to ściana lasu (tam posadzilim różne leszczyny dla wiewiórek, małżonek ma fioła na punkcie leszczyn i kolekcjonuje wszelkie odmiany, jakie tylko znajdzie), a czwarta (długa) to droga leśna a za nią też ściana lasu. I tam widzę to ogrodzenie z wierzby. Bo nie chodzi nam o to, żeby nikt nie przeszedł, tylko żeby oficjalnie imitowało ogrodzenie, bo tu, gdzie mieszkamy nie można puszczać psa na zewnątrz domu ze smyczki, gdy nie ma ogrodzenia. I po to głównie te wierzby.
            Się rozpisałam..

          • ciociasamozło 05/02/2015 at 09:48

            Hmm…A może ogrodzenie z kolorowych rurek od Kachny?. Może nie ekologiczne ale kozy nie zeżrą ;)

          • zeroerhaplus 05/02/2015 at 12:27

            … i wtedy Kanionek mógłby spokojnie tłuc głową w mur ;)

  10. EEG 31/01/2015 at 11:03

    Jak włożyć kwadracik w kółeczko? Prościzna. Bierzesz swoją siekierkę, obrąbujesz kwadratu różki i wpychasz do kółeczka, można delikatnie stuknąć młotkiem, jak się opiera.Po bokach będzie trochę prześwitów, ale oj tam. To ja, Ewa z Łodzi, zmieniam na EEG bo krócej i w ogóle. I jeszcze Ci powiem Kanionku, że już wolałabym siedzieć w mule, niż przewrócić się na twarz lecąc z roboty do roboty, co przedwczoraj zrobiłam. Padłam na oblodzony i wysypany piaskiem chodnik, dzisiaj mam zaropiały nos, brodę i pod nosem-no wyglądam tragicznie i też już mam dosyć stycznia, więc zaletą lutego jest to, że nie jest styczniem. I jakaś nadzieja na wiosnę. Pozdrawiam Ciebie i całą Oborę Kanionka, trzymajcie się.

    • ciociasamozło 01/02/2015 at 19:33

      Słyszałam, że peeling dobrze robi na cerę, ale tym chodnikiem to chyba trochę przegięłaś.

    • kanionek 04/02/2015 at 02:52

      Hm. Czy Elektroencefalogram to krócej, niż “Ewa z Łodzi”? ;)
      Jak tam buzia po peelingu? Nie zazdroszczę. Ja każdej zimy muszę orła wywinąć albo inną gwiazdę na lodzie, ale w tym roku jeszcze nie – śniegu nie ma! Aż dziwno.

  11. pandeMonia 31/01/2015 at 11:53

    Kanionku mój!
    Jesteśmy z sobą od tak dawna i znamy się trochę już przez te internety. I zaprawdę, powiadam Ci, z każdej dupy jest jakieś wyjście. Idź ku światłu! Raz Ty mnie głowę dźwigasz, raz ja Tobie. Teraz ja kopię Cię w przyrodzenie, po główce głaszczę!
    https://www.youtube.com/watch?v=l8nh-FgEMwM

    • pandeMonia 31/01/2015 at 12:00

      I dodam, że byłam już tu o 6.03 i czytałam, ale Małż mi nie pozwolił stukać w klawiaturę.
      A ja musiałam wciągnąć tę kreski!

  12. Ynk 31/01/2015 at 12:43

    Kwadracik w kóleczko? Rozbijam go na bardzo, BARDZO malutkie kwadraciki i układam mozaikę. To trwa, jasne, że trwa, czasem długo. I się niecierpliwią dookoła. A ja dłubię.
    Herbatę mocną, czarną siorbię przed monitorem. W kuchni dusi się w oliwie brukselka. I śmierdzi. (Latorośl wychynęła z pokoju i zmierza w kierunku kuchni. Ostrzegam lojalnie, że tam śmierdzi. Na co Latorośl: ‘No przecież czuję, ale nic nie mówię, bo myślałem, że to gazy.’)
    Luty? Luty-gluty. Nie taki straszny, jak go pomalujesz ; -)

  13. Lidka 31/01/2015 at 16:06

    Podobnie jak Kumy z Obory, pierwsza rzecza po otworzeniu oczow jest sprawdzenie, co tam w Kanionkowie. I pozniej, koniecznie duza kawa z orzechowa smietanka. Za to Kanionkowe lezenie dupa w jalowcach to ja obwiniam brak swiatla slonecznego. Dwa razy w tygodniu mam sesje z lampa SAD (seasonal affective disorder), ktora emituje tak zwane happy light. Posiedze 20 minut i juz mi lepiej. Dodam, ze na Alasce sesje z taka lampa sa obowiazkowe. Przydalaby Ci sie, Kanionku.
    Ewa z Lodzi, wysmaruj zadrapania mascia z vitamina A+E. Szybciej sie zagoi.
    Kreska zostala wciagnieta ide robic nalesniki z serem i truskawkami. Zapraszam.
    PS. Mam kolege, ktory urodzil sie 29 lutego. Biedak, mial szanse tylko 9 razy obchodzic swoje urodziny.

    • Lidka 31/01/2015 at 17:08

      O, mam, mam dowcip o proroku! Stary, jak swiat i kazdy jeden nastepny bedzie lepszy od tego, za co gleboko przepraszam; siedzi Baca na drzewie, na galezi, ktora odcina od pnia. Przechodzi obok turysta i krzyczy: “Baco, jak oderzniecie te galaz to spadniecie razem z nia!” Baca wzrusza ramionami i kontynuuje zajecie. W koncu, jako sie rzeklo, spada razem z galezia na ziemie. Otrzepujac obolale czlonki, mruczy pod nosem:”Prorok, cy co…?!”

      • Lidka 31/01/2015 at 17:15

        A kwadracik w koleczko wsadze, napier*alajac mlotkiem. Musi wejsc, bo inaczej rozszarpie. Oj, zdaje sie, ze mam anger management issues…

  14. baba Aga 01/02/2015 at 16:34

    Jest taki dowcip może nie o proroku ale w klimacie, mnie rozbawia juz wiele lat.
    Umarł papież i puka do nieba bram, otwiera Piotr i pyta ktoś Ty?
    No jak to kto??? Papież!
    Papież? Nie znam
    No jakto nie znasz, przywódca kościoła katolickiego na ziemi, spytaj Boga on będzie wiedział.
    Piotr poszedł do szefa i pyta, szef nie zna, ale wołają Jezusa, żeby się dowiedział bo gość się awanturuje. Jezus wraca za jakiś czas i kula się ze śmiechu
    Tato, pamiętasz to kółko rybackie co stworzylem 2tysiace lat temu??? To oni to ciągną do dzisiaj :-D
    Może Ci Kanionku chociaż kącik ust zadrży…
    U mnie dzisiaj w pracy śnieg, słońce i Amstrong :-) obiektywnie trzeba przyznać że jest piękniej, niekoniecznie lepiej, ale piękniej.

  15. ciociasamozło 01/02/2015 at 19:43

    Cześć, jestem Ciociasamozło i jestem uzależniona od Kanionkowej Obory. Wciągam o każdej porze dnia. “I więcej kręcę teraz głową mniej więcej o połowę
    I mniej się tłucze w mojej duszy
    I dusza mniej się dusi.”

    Kanionek, jałowiec to chyba lepiej niż dno dna i kupa dinozaura? Aromat z pewnością przyjemniejszy.

    • ciociasamozło 01/02/2015 at 20:14

      i jeszcze mój małżonek pyta czy to jałowiec męski, czy żeński, bo to podobno różnica.

      • kanionek 02/02/2015 at 03:21

        Pytałam. A jałowiec na to, że on sobie wyprasza takie przyziemne, seksistowskie wycieczki, bo on jest, proszę Ciebie, ALEGORYCZNY. No i nie wiem, co Twój małżonek na to?

        • ciociasamozło 02/02/2015 at 09:13

          Obawiam się, że alegoryczność jałowca go przerośnie ;)
          Ale zapytam.

          • ciociasamozło 05/02/2015 at 09:38

            Pytałam. Alegoryczność go przerosła ;)
            Mruknął tylko, że szkoda, że nie żeński, po one podobno bardziej kuliste i wygodniej by Ci się siedziało.

  16. kanionek 01/02/2015 at 22:27

    Kozy kochane, wiedźmy moje wszystkowiedzące, czarodziejki utalentowane i diablice o anielskich sercach :) Z Kanionkiem jeszcze trochę do dupy jest, ale powoli się ogarniam, zbieram do kupy (od kupy jak widać nie ma ucieczki), biorę się w tę cholerną garść, choć jeszcze zaciśniętą, no i w ogóle. Najgorsze, że jak tak człekiem znienacka o dno piźnie, to jak człek później wstanie, to nie wie w co ręce i mózg włożyć.
    Prania to już chyba kilka miesięcy nie robiłam (bo woda), nie licząc tego u Mamy, i już mnie lekka panika ogarnia, czy nie przyjdzie nam zaraz biegać w spódnicach z liści selera, bo figowych nie mamy. Co ja gadam – seler przecież kozy zjadły. Wszystko już zresztą z nudów jedzą – Bożena odgryzła mi drewniany guziczek od tej czapki słynnej i połknęła, Andrzej dziś odłupał kawał dechy od żłobu i też zamierzał zjeść, kostkę solną rozbiły kopytkami na trzy części, a na zewnątrz prawie nie chcą wyłazić, bo nudy. Tę koronę świerkową ze zdjęcia też już pożarły, ale znalazłam drugą nieopodal.

    Jak to mawiał Pisarz Stefan, patron mojego liceum: rozdziobią nas kruki, wrony… Albo kozy.

    A może ktoś chce zrobić następny wpis na Kanionka? Bo mi jakoś tak pusto we łbie, jak w bębnie mojej bezrobotnej pralki. I mi przykro, że nie macie czego do kawy wrzucić z rana. Dobra, muszę wziąć się w kopytko i ugotować żarcie dla kurczaków na jutro. I musimy im jednak pszenicy dokupić, bo jajek nie znoszą, oflagowały się i tylko patrzeć, jak zaczną opony palić.

    Rozdziobią nas kury, kozy, a koty przegryzą tętnice. No same widzicie, że nie jest ze mną najlepiej. Kłaniam się nisko, bo do ziemi mam niedaleko. Wasz Kanionek.

    • Ola 01/02/2015 at 23:24

      Ekhm… to chyba już wiemy, co Bożena w brzuchu nosi? Jako ten wieloryb z Pinokia…

      • kanionek 02/02/2015 at 00:56

        Ty Ola dobrze gadasz! Że też na to nie wpadłam… Czyli oprócz mojego guzika Bożena może mieć w brzuchu: krawat i trampki byłego właściciela, kółko zębate, wiaderko po farbie i zestaw mebli dziecięcych “Adaś”. I teraz wszystko się zgadza.

        • ciociasamozło 02/02/2015 at 09:14

          A może i dzieci/wnuki byłego właściciela (w sensie zeżarła, żeby geny sie nie rozprzestrzeniały)

    • Fredzia 01/02/2015 at 23:28

      Kanionku, jak każdej istocie pracującej, nawet tej, co ma tylko marny śmieciowy sznurek przywiązany do nogi kręconego biurkowca, należy Ci się urlop. Taki z nieodbieraniem telefonów, nieprzyjmowaniem poleceń służbowych i niewykonywaniem zadań do życia Tobie i otoczeniu niepotrzebnych.
      Wywieszaj kartkę “remamęt w obosze”.
      My poczekamy.

      • kanionek 02/02/2015 at 01:08

        Na rany meblościanki, Fredzia! Ciebie w robocie na uwięzi trzymają? SZNURKIEM? Mogliby się szarpnąć na łańcuszek chociaż pozłacany… No ale tacy są dzisiejsi pracodawcy – taniość, żałość i pazerność. W sumie dobrze, że jeszcze tego ołpenspejsa do Indii Wam nie przenieśli, ale prawa do urlopu i innych przywilejów pracowniczych szkoda :-/

      • Lidka 02/02/2015 at 04:30

        O, pamietam taki urlop. Kiedys mialam. Caly jeden dzien.

    • -EW 02/02/2015 at 02:08

      Kanionku, Ty tak cudownie piszesz o tym,że nie masz o czym pisać: że się kury Rejtanem przed Tobą rzucają, kozy nieprane tekstylia jedzą, że ja bardzo proszę o WIĘCEJ. Może być w czasie rzeczywistym: wstaję, idę siku, myję rączki i zęby, gotuję wodę na herbatę itd. Chytrze dodam ,ze to by była dla CIEBIE taka autoterapia. O matko, jaka jestem sprytna!

      • kanionek 02/02/2015 at 03:16

        :D
        O, to wiem już, co zrobić. Cały dzień z dyktafonem (siku robię, idę po coś, nie wiem po co, gdzie te kalosze, no weź się Bożena itp.), a pod wieczór pliki dźwiękowe tylko będę Wam wrzucać, i gotowe :D

        • pandeMonia 02/02/2015 at 08:28

          Zainwestuj w monitoring on-line!

          • ciociasamozło 02/02/2015 at 10:50

            Stały podglad w koziarni? Jak na te żubry w Białowieży albo sokoły w gnieździe czy inne bociany.
            I z reklam parę zł wpadnie ;)

        • pandeMonia 02/02/2015 at 11:36

          Żeby tylko w koziarni! Nad stawem, w nagietkach, w stawie (chcę zobaczyć ryby i dziurę prowadzącą do jaskini z kupą dinozaura), w kuchni, przy leżance Atosa, na podwórku, u Rosołów, WSZĘDZIE. Taki Big Brother Goat.

          • kanionek 04/02/2015 at 02:41

            Buhaha! Nawet gdybym chciała, to z takim całodobowym flajondełolem musiałabym się chyba podpiąć pod serwer Urzędu Miasta i Gminy ;)
            Ale fajnie by było, już nic bym pisać nie musiała, bo wszystko byłoby widać. Superpomysł. Dobrze, że mnie na to nie stać, bo na bank bym to zrealizowała!
            Ale rybę ze stawu mogłabym pokazać, tylko zdjęcie musiałabym wyszperać. Wy nie macie pojęcia, ile ja mam zdjęć…

  17. Iwona 02/02/2015 at 00:09

    A pewnie, poczekamy. Ty się notkami nie przejmuj, zbieraj się w garść, rozewrze się w końcu.Kury to może przerwę sobie zrobiły, one też odpocząć muszą czasem, zadki zregenerować. A na nudę kozią, to ja nie wiem, czym zająć te stworki, a mi kiedyś bydło jedno czapkę z daszkiem ściągneło i łykneło, zanim zdążyłam zabrać. Niestety mimo moich detektywistycznych działań dalsze losy czapki nie zostały ustalone, bydło miało się doskonale i kontynuowało próby złodziejskiego procederu. A może im, kozom znaczy sié, jaką zabawkę dać, oponę zawieszoną do trykania, plastikową butelkę do trzeszczenia, piłkę, bo obórkę rozbiorą i Kanionka z nudów zjedzą?:-)

    • kanionek 02/02/2015 at 03:17

      Hm. Jak czapka z naturalnych materiałów, to może… strawiło? Cuda się dzieją…
      Oponę zawiesić? Jaasne. Jedno walnie w oponę w koziego półobrotu, drugiemu tą oponą zęby wybije, a ja obowiązkowo skończę z oponą na szyi :D Ale piłkę mogę im dać. Taką do metalu. I może sobie łby, albo chociaż kopytka do kolan odpiłują :) A butelka plastikowa zawsze tam jakaś stoi, z zapasem wody deszczowej, i ostatnio z nudów obgryzły nakrętkę, butelkę przewróciły, woda się wylała i była masa uciechy, zwłaszcza dla Stajennego :) A tu jeszcze dobre trzy miesiące, zanim porządne wypasy się zaczną! A zresztą. Ja im draki nie żałuję, byleby wszyscy z tego żywi wyszli.

      • Iwona 02/02/2015 at 08:04

        Czapka, jak czapka, ale ta wkładka w daszku to naturalna nie była. Ryłam ja w ściółce, zwierz dziwnie patrzył, że tam nurkuję, z ciekawości towarzyszył, a może coś ciekawego znajdę, i się podzielę, a weź na spokojnie szukaj, jak jakieś 700 kilo z rogami wisi ci nad głową, i nic, że wcielenie łagodności, wiadomo, co z nudów strzeli do głowy?
        A faktycznie, nie pomyślałam, że z kozią fantazją, to one pozabijają się tą oponą:-D.

        • kanionek 04/02/2015 at 02:46

          @Iwona
          Nawet nie z nudów, wystarczy że niechcący. Jak mi Bożena nadepnie na nogę, to mi oczy z orbit wychodzą, a co dopiero taki zwierz!

          • Iwona 04/02/2015 at 08:34

            Niechcący, z ciekawości, dla zabawy, przy takiej masie i uzbrojeniu łatwo o wypadek.

  18. zeroerhaplus 02/02/2015 at 06:36

    Kanionek odtajał :))

  19. irenka 02/02/2015 at 08:15

    Luty jest krótki! To jest dobrego w lutym:) no i zaraz marzec a jak marzec to i wiosna, i w ogole jakoś lżej na duchu i duszy;)
    Melduje sie Irenka, czasem tez mówią na mnie Ty kozo, wiec chyba jestem w odpowiednim miejscu i towarzystwie:) Uwielbiam Ciebie i Twoje kozy, i jak będzie trzeba to podeśle trochę komórek mózgowych (sama nie mam ich wiele ale co tam;) Trzymaj sie Kanionku tego jałowca!!!

    • kanionek 04/02/2015 at 02:44

      Dzięki, Irenka :) I tak, jesteś we właściwym miejscu – w wielkiej, międzynarodowej koziarni, którą podobno niechcący stworzyłam ;)

  20. bila 02/02/2015 at 16:01

    Widać, że Kanionek nie dość, że kozy, kurczaki, psy i koty, to i jałOWCE ma ;). Ojaaaa…Znaczy, jak już się zakopać, to i w roślinność zwierzopodobną. Ty to, Kanionek, masz…
    Komórkami to nawet możesz szastać, bo ponoć tylko 10% wykorzystujemy. Tyle, że wiesz…fajnie piszesz, to co masz pogarszać jakość. Bo ja to w altruiźmie egoistyczna do szpiku jestem. Co poradzić?
    Jestem za monitoringiem stałym, bo wiesz, my wszystkie trochę u Ciebie mieszkamy, nawet jak nas nie widać obok.Głaszczemy Ciebie i kozy, wylizujemy kubek po kawie i mocujemy się z psami. Meee

  21. pluskat 02/02/2015 at 18:55

    Kanionku, jednego nie rozumiem : skoro za PRL-u koza nie była w modzie jako synonim przedwojennej biedy, to czym zimą ten przedwojenny biedak karmił swoją żywicielkę? Bo widzę, że one jednak mają duże potrzeby.

    • pandeMonia 02/02/2015 at 19:21

      No jak czym, Pluskat? Piersią!

      • Iwona 02/02/2015 at 20:49

        Mówisz, że na własnej piersi żmije hodował, kozy znaczy się, a one puszczały go bez guzików?;-)

    • kanionek 04/02/2015 at 02:34

      Pluskat, one mają potrzeby, ale kto mówi, że trzeba je spełniać? ;D
      Wiesz, tak całkiem serio – zabiłaś mi ćwieka i rozkminiałam temat przez cały wczorajszy wieczór w koziarni. I on jest dość złożony, tak sobie myślę. Bo dzisiejsza bieda na wsi jest na pewno inna, niż bieda przedwojenna. Wydaje mi się, że kiedyś każdy mieszkaniec wsi z oczywistej oczywistości musiał albo mieć własną ziemię (ergo: płody rolne) albo być użytecznym rzemieślnikiem, więc mógł liczyć na towar (siano, zboże itp) w zamian za np. uszycie siodła lub wymurowanie chlewika. I druga rzecz – koza przeżyje zimę na “byle czym”, np. ogryzaniu gałęzi drzew i krzewów, zjadaniu odpadków z kuchni (ja moim też daję obierki od ziemniaków), kiepskim sianie i tak dalej. Było nie było – sarny, łosie i inne jelenie w lesie też jakoś muszą zimę przeżyć, a nikt im marchewki nie daje. Tyle tylko, że taka koza do wiosny traci pewnie sporo kilogramów i jeśli jest kotna, to mleka wystarczy jej tylko dla młodych, a człowiekowi pozostanie obejść się smakiem ;)

      Ja więc swoje kopytka karmię najlepiej, jak tylko mogę, bo trzy z nich ledwie przecież wyprowadziłam na prostą, ale mogą przyjść i takie czasy, że wszyscy będziemy zimą miotłę obgryzać. I kozy na pewno lepiej to zniosą ode mnie :D

  22. Modra 02/02/2015 at 20:27

    BożeBożenko o MatkoIrenko! jak dobrze poczytać Wasze wpisy u Kanionka :-) Gęba sie śmieje od razu. Chociaz w sercu czarna dziura sie otwiera, bo jak piszecie o tym, ze juz po styczniu, a luty zaraz zleci i w ogóle to już jakby marzec, to mi zegar tyka coraz głośniej, bo ja mam wyrok w postaci końca umowy o prace, czasowej umowy. I straszno jest, ze to sie w końcu zdarzy i pracy znowu nie bedzie. Wiec śmiechu, śmiechu mi trzeba!

    • Iwona 02/02/2015 at 20:39

      @ Modra
      To trzymam kciuki, żeby przedłużyli Ci tą umowę o pracę:-)

      • ciociasamozło 03/02/2015 at 19:13

        Alternatywnie, żeby lepsza robota się trafiła :)

        • Modra 03/02/2015 at 22:42

          Czytam, siedzę cicho, żeby nie zapeszyć :-)

  23. Lena 03/02/2015 at 16:54

    Siedziałżem cicho już długo, czytałżem tylko Kanionka i Was, koleżanki ale nic mądrego nie miałżem do napisania. Ja siedzę w czarnrj d….
    już trzeci miesiąc, żeby nie pies, który jęczy pod drzwiami, nie wyłaziła bym z łóżka wcale. A że jest i piszczy, więc wyłażę, coraz później zresztą, ostatnio koło 11.30. Dostałam już leki na to leżenie, czekam aż zadziałają. A luty w tym jest lepszy od stycznia, że dni coraz dłuższe ma, a sam krótki. Nic z mojego pustego łba więcej nie naleję…

    • Iwona 03/02/2015 at 17:21

      Wspieram Cię Lena, też myślałam o lekach, ale odkładałam, gdyby nie dzieci, to najchętniej zakopałabym się w łóżku na stałe. A zaglądanie do Kanionka, czytanie postów i komentarzy okazało się wspaniałą terapią. Odzywaj się do nas, widzisz, jakie my tu tematy tworzymy:-)

    • ciociasamozło 03/02/2015 at 19:19

      Ja mam przerwę w czarnej d. Niestety objawia się ta przerwa nieustającą pianą na wydartej mordzie, czego nie życzę ani Wam, ani Waszym bliskim.
      Ale od paru dni widywało się tu i ówdzie słońce, więc może Wasza czarna d. nie będzie już tak czarna, a mój wkurw wreszcie się deczko wypali.

      • kanionek 04/02/2015 at 02:13

        @Ciociasamozło
        Ciekawe. Fascynujące wręcz. Bo ja też właśnie weszłam w ten etap, gdy byle gie rozwala mi system w drobny gruz. A jeśli chodzi o bliskich, to myślą chyba mniej więcej tyle: http://kwejk.pl/obrazek/2229137/biedny.html

        • ciociasamozło 04/02/2015 at 09:56

          Jedyna pociecha z mojego darcia ryja jest taka, że suka wtedy się nie odzywa (chyba uznaje, że odwalam całą robotę i ona już nie musi), ale jak ja wyluzuję to Buła przejmuje pałeczkę i wyrywa się z bzdurnym jazgotem o wszystko.

      • Iwona 04/02/2015 at 08:45

        Ja już sama nie wiem, kiedyś darłam ryja, teraz milczę, i to wszystko gotuje się we mnie, i tak się zatnę, przez gardlło za choinkę nie przejdzie, i nikt nie wie o co chodzi, i czarna dupa, a jak się rozdarłam, to przynajmniej wiadomo było, co jest. Teraz pracuję nad sobą, uczę się mówić;-)

        • ciociasamozło 04/02/2015 at 09:58

          Iwona, jak nauczysz się mówić to napisz jak to zrobiłaś. Bo ja parę razy próbowałam bez skutku, ale może metoda była do d.

    • kanionek 03/02/2015 at 20:05

      Rany prozaka, Lena! Paczaj, jak to pozory mogą mylić – ja już małżonkowi mówiłam, że Lena zniknęła z widnokręgu, bo ruszyła z sukcesem w świat polityki i teraz pewnikiem na fotel Bula-Komorowskiego się szykuje (a Ogórek kiśnie ze strachu), a Ty sama w bólu, w dodatku tym najgorszym, czyli istnienia. Cóż Ci mogę napisać… Mój łeb też nadal pusty, a książka “Jak być leniwym” nagle przestała mnie śmieszyć i zrobiła się qurewsko poważna. Serio, przeczytajcie tę książkę, ale tylko pod warunkiem, że będziecie mieli jakieś skuteczne antydepresanty pod ręką. Sama prawda w niej stoi, a prawda, jak wiadomo, jest najgorsza.

      I przepraszam, że nic na razie nikomu innemu nie odpiszę (ale Was kocham, wiecie o tym), bo idę do koziarni fiksować się na mojej nowej fantazji (MOŻE o tym napiszę, uczciwie się do tego zbieram, to znaczy codziennie piszę dwa zdania i umieram) i odebrać codzienną dawkę koziej terapii.

      • ciociasamozło 04/02/2015 at 09:47

        Ja bardzo przepraszam, ale fiksowanie na fantazji to mi w pierwszej chwili jakimś wielotwarzowym Greyem zaleciało ;P

        • kanionek 04/02/2015 at 23:14

          50 shades of Grey. 50 twarzy Greya.
          Pięćdziesiąt odcieni szarości Andrzeja. Pięćdziesiąt jego skoków na Tradycję. Pięćdziesiąt szarych komórek mózgowych Kanionka. Czy teraz COŚ Ci to mówi? ;) Bo to się pięknie układa w jedną, wcale nie taką szarą, szajbę :)

          • ciociasamozło 05/02/2015 at 09:41

            ŁOŁ! I tak bez stołeczka?

          • kanionek 05/02/2015 at 20:53

            A widziałaś, żeby ktoś wspinaczkę wysokogórską ze stołeczkiem uprawiał? :D
            I wiesz, nadal mówimy o mojej szajbie – to, że Andrzej skacze, nie oznacza, że doskakuje. ALe w mojej głowie od razu skaczą notowania akcji “Małe Słodkie Koziołki” i co ja pani na to poradzę ;)

  24. Iwona 03/02/2015 at 17:39

    A,zima przyszła, cały centymetr śniegu napadało, oczywiście byliśmy z Młodszym, śnieżkami się rzucaliśmy, a raczej brudem z odrobiną śniegu, na sanki mnie namawiał, ale twarda byłm nie dałam się wkręcić w ciąganie sanek po ziemi, jeszcze płuca bym wypluła,ferie rozpoczęte;-)

    • Lidka 03/02/2015 at 23:27

      Iwona, chcesz sniegu? W niedziele spadlo pol metra. Moge podeslac. Dzis znowu sypie i prognoza jest na 20 cm, do wieczora. A fuj.

      • Iwona 04/02/2015 at 08:49

        Lidka, ja tak tylko sobie mruczałam;-), nie tęsknię za śniegiem, a jeszcze taką ilością, toż ze trzy dni by nas odkopywali na tym zadupiu:-D

  25. nikt wazny 04/02/2015 at 03:33

    Pozniej przeczytam zalegle komentarze, a na razie linkuje czapke organizacyjna OK:
    http://pantuniestal.com/sklep/czapka-zimowa-kozakoza/#.VNGEPywXHj4
    :)
    ps: Kanionku, trzym sie. Oraz Wy, Bywalczynie OK.

    • Kachna 04/02/2015 at 08:55

      Czapka zamówiona….syn się pukał…..po czole…
      ………………
      Kozy – powiem, że słońca chyba trzeba naprawdę nam (jaki szyk w zdaniu – łał).
      Napasłam się przez tydzień słońcem i kluskami i tiramisu – i powiem, że do dziś jeszcze starcza – znaczy słońca – bo za kluskami (wrrrć – pastą) – już tęsknię dawno.
      Ciekawe, że 1500 km od domu jest fajnie.
      Potem demony wracają.
      A kysz!
      Pozdrawiam i ściskam Was wszystkie – Kanionka najsilniej – aż do połamania żeber!
      Mee!

      P.S. Swoją drogą na dnie czarnej dupy robi się ciasnawo. Hej dziewczyny wynocha stąd – to do tej pory mój rejon był;)

    • bila 04/02/2015 at 09:01

      AAAhahaha! Czapka fajnista, zaiste. Pozdrawiam wszystkie koleżanki w dołku i przesyłam tony niczym nie uzasadnionego optymizmu. Pogoda nijaka, śniegu niet, za to zimno. ZUS kazał zapłacić zaległości, w pracy papierkowa robota. Kasy mało, w plecach strzyka. Nie mam pojęcia, z czego ja się tak cieszę? Może z Was, że jesteście i piszecie. Z tego, że jest Kanionek i jego stworzonka, że tyle miłości wokół Was i zwierzaków.
      No wiem, wiem, szurnięta jestem.

      • ciociasamozło 04/02/2015 at 09:51

        Bila, dawaj więcej tego optymizmu, to może nie zagryzę rodziny, psa, kolegow z pracy i tego chama co szedł chodnikiem przede mną, palił śmierdziela i nie mogłam go wyprzedzić.

        • bila 04/02/2015 at 15:27

          Jest to optymizm ćwiczony pilnie. Pomagają mi: zapachy cynamonu i czekolady, patrzenie na drzewa i zwierzaki, gorąca herbata z miodem. Tak sobie myślę, że człowiek nie potrzebuje wiele rzeczy do szczęścia. W każdym razie nie tyle, ile mu się wydaje.
          Fajnie jest chodzić na własnych nogach i widzieć i słyszeć.Trochę mam styczności z ludzkim nieszczęściem, to mam tego świadomość. No i jak mam wątpliwości, czy ktoś mnie obraża, czy chwali, to asekuracyjnie wybieram te drugą interpretację i się jej trzymam.Jak już mam doła, to się świadomie w nim pogrążam, jak już pisałam,użalam się nad sobą do momentu usmarkania. Wtedy na ogół mi przechodzi.
          Taaak, wiem, że jestem banalna.
          Ciocia, to był zapewne papieros paskudny. Ty go musiałać wąchać, a on go musiał palić! ;)

  26. Kachna 04/02/2015 at 09:32

    Lubie Cie!
    ………
    ………

  27. zeroerhaplus 04/02/2015 at 09:35

    Z okazji Dnia Rymu Częstochowskiego, wierszyk oklolicznościowy dla Kanionka end Oborniczek (z racji potrzeb rymotwórczych w wierszyku został umieszczony tylko Kanionek, ale domyślnie chodzi o wszystkich borykających się z karkołomną, męczącą i ryzykowną sztuką odbijania od dna):

    Wielka Buło bezlitosna,
    Puść Kanionka, zanim wiosna!
    Jak go nie spuścisz ze smyczy,
    To on ci kości policzy*!
    Hej, dana, dana.

    To dla Was, dziewczynki ;))
    ____________________
    *- to nie żart..

    • ciociasamozło 04/02/2015 at 09:49

      Brawooo! Oklaski dla Poetki! A może nawet Wieszczki.

  28. Kachna 04/02/2015 at 10:29

    “…
    Hej, dana, dana”
    Ty Buło jeb..na.

    To byłam ja Kachna Z Dna.

    • zeroerhaplus 04/02/2015 at 13:36

      :DD
      Wiedziałam, że czegoś na końcu brakuje :)

  29. Iwona 04/02/2015 at 12:42

    Kachna, padłam i leżę:-D

  30. Kachna 04/02/2015 at 15:01

    Widzisz Iwona, ja mam przeszłość poetycką….Z niej zostało mi na moim dnie właśnie to powyżej.
    Tja.
    ….
    Me.

  31. Kachna 04/02/2015 at 15:16

    Drogie Współkozy, mam dziś falę wznoszącą (co niestety zapowiada zjazd totalny jutro…) i dostałam to:
    https://www.facebook.com/video.php?v=10153024953165715&fref=nf

    No mnie się baardzo podoba. Spróbujcie. Ja spróbowałam (mam ułatwione zadanie albowiem produkuję takie “instrumenty”. Fajnie rezonuje. Szczególnie w mój pusty łeb. Szczególnie fi 28 i 37. Mniejsze przekroje słabo.

    • Iwona 04/02/2015 at 15:30

      Takie ” instrumenty” też mam, grają na tym moim pustym łbie, aż echo się niesie.

  32. zeroerhaplus 04/02/2015 at 15:26

    A znacie kozy kaszmirowe?
    http://en.wikipedia.org/wiki/Cashmere_goat
    Podobno mięciutkie… i można wyczesywać na wełnę :)

    • ciociasamozło 04/02/2015 at 15:39

      Gdzieś niedawno trafiłam na blog kobitki, która hoduje alpaki i z ich wełny robi różne cuda (“Dary Alpaki”).
      Kanionek, może alpakę?
      Parę manualnie sprawnych w Oborze jest, to by się wełną zajęło i zespół wzespół na alpagę z alpaki by wystarczyło ;)

      Dlaczego ja znowu wlazłam do Obory zamiast pracować, hę(czy chę?)?

      • Lidka 04/02/2015 at 20:34

        O, alpaki maka paskudne charaktery- kopia i pluja. Raczej lame bym polecala. Tez pluje, ale przynajmniej nie kopie. Przasc nie potrafie, ale wiem jak odroznic prawdziwa welne od tej oszukanej.

  33. Iwona 04/02/2015 at 16:27

    A która Koza umie wełnę prząść, bo kołowrotek to posiadam, nawet chyba dwa, i w dzieciństwie nawet próbowałam prząść, i teoretycznie jeszcze pamiętam, jak tą wełnę należy przygotować, aby zrobić włóczkę:-)

  34. Kachna 04/02/2015 at 17:00

    Hm..kiedyś przędłam. Kołowrotki pełnowartościowa po babci (mistrzyni powiatu łukowskiego)mam.
    Serio serio. Miałam 6 lat.
    Ha ha ha.
    Babci wychodziła niteczka a mi sznur. Ale nie dawałam się oderwać.
    To jest pomysł.
    Podoba mi się.
    Musimy tylko obrać lokal. Gdzieś w pół drogi.Sprzęt jest. Łowce lub alpaki zanabyć.
    Prządkę podnająć celem szkoleniowym.
    Interes zacząć.
    Rynek podbić.
    Nachapać się kasy.
    I kupić tę pieprzoną wyspę słoneczną.
    Jeśli ja – kochająca wicher i deszcz – chcę kupić słoneczną wyspę znaczy świat się skończy. Albo właśnie zacznie na nowo.
    …..
    Ależ ja dziś pieprzę….
    Jakbym była na haju jakimś.
    A nie jestem. Słowo honoru.
    A ten resztkami mam.

    Me.

    • ciociasamozło 04/02/2015 at 19:00

      Prząść nie umiem, ale macham szydełkiem, to jak już uprzędziecie (uprząśnicie, uprzędniecie?) mogę przerabiać na czapki rękawiczki, świnki…http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/te/gd/rhwj/K0ua5QvQCLoN30PVgX.jpg

      • Iwona 04/02/2015 at 19:15

        “U prząśniczki siedzą, jak anioł dzieweczki, przędą sobie przędą wełniane niteczki…”, a Ciociasamozło robi z nich “różowe świnki, różowe świnki to my yyy…”

  35. Iwona 04/02/2015 at 17:54

    Powiat łukowski powiadasz? A ja bialski :-D

  36. Kachna 04/02/2015 at 18:29

    Moi rodzice mieszkali od siebie 20 min spaceru. W tymże powiecie. Dziadków miałam blisko i nieraz nie wiadomo dokładnie było gdzie wyląduję na noc. Zależało to w dużej mierze od menu;) Wolałam być u mniej zasadniczej babci, która uważała, że nie wyglądam dostatecznie “dobrze” – a uwierzcie byłam pączkiem podwójnym od urodzenia. Ale babcie patrzą inaczej:))
    Także moja rodzina z Podlasja:)
    Uwielbiam tamte strony Polski. Aż pod wschodnią granicę. Świetni ludzie. Fajne tereny na rower.
    ……
    Coś mi zaświtało. Ale na razie zmilczę.
    Me.

  37. Iwona 04/02/2015 at 18:47

    I mnie coś zaświtało:-)

    • Lidka 04/02/2015 at 19:12

      Jezeli macie na mysli, to co ja mam na mysli to popieram.

  38. kanionek 04/02/2015 at 23:02

    Patrzcie, jakie Świtezianki – świta im, ale wody z jeziora w usta nabiorą i nie powiedzą ;)

    Alpaki, moje miłe, mają podobno łagodne usposobienie, choć przecież jak wśród przedstawicieli każdego gatunku mogą się i wśród nich trafić zołzy. Na fortunę jednak nie liczyłabym ja, oj nie liczyła… Średnia cena alpaki to kilka tys. zł (plus transport i to z daleka), co jeszcze zależy od rasy, rodowodu lub jego braku itd. Alpaka zje więcej niż koza, a do tego jeśli się nie daj co rozchoruje, to ja już widzę miny tutejszych weterynarzy. Ale załóżmy, że zdrowa będzie, jak nie przymierzając kuń. Alpakę goli się tylko raz w roku i otrzymuje średnio 3 kg wełny z jednej sztuki. Co prawda nie mam pojęcia, ile świnek lub szalików można zrobić z 3 kg wełny, ale coś mi się zdaje, że na zwrot kosztów zakupu i utrzymania jednej alpaki trzeba długo czekać ;)

    Tej babki od “darów alpak” jeszcze nie znam (zaraz poszukam), ale jest w Polsce para ludzi, którzy też od lat hodują alpaki (one się bardzo powoli rozmnażają) i sami przędą i produkują gotowe wyroby (faktycznie, kosztowne), więc owszem, można, ale to duża inwestycja początkowa i efekty dopiero po latach.

    Ale nie powiem, oczywiście, że chciałabym mieć alpaki, choćby dla ich urody. Jeśli jednak świtają Wam jakieś byznesy, a nie romantyczne pójście z torbami, to już prędzej widzę owce. A wtedy od razu uprzedzam, że wszystkie solidarnie przyjeżdżacie robić ogrodzenie w czynie społecznym :D Meee!

    Zeroerha, tak! Ja wpadłam na temat różnych cudów z wierzby właśnie szukając taniego sposobu na ogrodzenie – co ludzie robią z tej wierzby, to jest bajka. Fakt, że jednak cierpliwości do tego trzeba – te setki, a czasem pewnie tysiące witek w ziemię wsadzić, podlewać, zaplatać, ale efekt po kilku latach oszałamiający. Tylko koza i płot wierzbowy nie idą w parze :D Dlatego ja coś będę kombinować tylko od wschodu i południa, gdzie kozy nie łażą (przynajmniej JESZCZE nie).

    I właśnie Wam chciałam powiedzieć, że na wiosnę chyba ostrzygę Andrzeja, bo ta jego kurtka jest niemożliwa! Nie wiem, z czym on jest skrzyżowany, ale włos ma jedwabisty, mięciutki i przemiły w dotyku, a “podszerstek” to takie właśnie jakby wełniane dziadostwo, tyle że u Andrzeja toto się w kulki zbija. W każdym razie mam trzy rodzaje szczotek i żadna nie daje już sobie rady, tym bardziej, że kozy wiecznie w żywicy upaprane. A z tych kóz kaszmirowych to chyba czytałam, że całe 300 gram wełny można wyczesać… Na rok :)

    Ciociasamozło – świnka mnie oczarowała :)

    Nie wiem, czy złapałam na mieście jakiegoś patoskurwla, czy innego mutogena, ale coś mi temperatura wewnętrzna podskoczyła i czuję się z lekka rozbita, jak kotlecik, albo okienko w piwnicy. Może lepiej już pójdę.

  39. kanionek 04/02/2015 at 23:22

    Kachna, pieprz różowego wieprza honorowym pieprzem i nie pękaj. Mnie w zawodach na największą szajbę i tak nie pobijesz ;)

    Niezły poemat żeście z Zeroerha stworzyły – Wielka Buła łka w kąciku jak jakiś żałosny, francuski rogalik. Złamana niczym kruchy faworek. Cała w rozsypce jak bułka tarta. Miętka bagiętka ;)

  40. Kachna 05/02/2015 at 09:19

    No nie, nie – twórczość jest Zeroerha – ja tylko powiedziałam …”amen” ;)
    …………
    Buła nie się boi!
    Powoli wchodzę w etap złości.
    Bójcie się wszyscy!!!!
    Objawy są ciekawe – mam smak na tatara bez przerwy, dzieci są grzeczne (!)….dałam podwyżki wszystkim pracownikom!
    DZiwności!
    Me

    • ciociasamozło 05/02/2015 at 10:17

      Kachna w złości się tarza,
      wrednej Bule wygraża.
      Dziatwa w stupor wpadła przerażona
      pracownicy dumają, co knuje przełożona.
      Zaś w Oborze przybijają piatki,
      te, co same mają wścieklizny początki.

      A swoja drogą, miło widzieć Kachna jak akumulatory podładowałaś :)

      • Kachna 05/02/2015 at 10:26

        Ciociasamozło – w dziesiątkę trafiłaś!
        Najbardziej zdziwieni byli podwładni….ale osssochodzi??? Zwolnienia za miesiąc???
        Ale mówkę walnęłam motywującą, integrującą, stos faworków postawiłam, kolę, fantę i sprajt i ….powiedziałam, że hucznie obchodzimy Tłusty Czwartek (z dużych liter – a co!).
        Patrzą na mnie dziwnie.
        …………………
        ………………..
        ………………..
        A ja po prostu czuję, ze pewne rzeczy ostatnio zaniedbałam i próbuję nieco zadośćuczynić.
        Szczególnie tym, co są w porządku:)
        Bo okazało się, ze trochę ich w koło jest.

  41. ciociasamozło 05/02/2015 at 10:39

    Też bym dziwnie patrzyła jakby mi ktoś zaproponował obchody Tłustego Czwartku o tydzień za wcześnie ;)
    Nie, żebym odmówiła pączka czy faworka…

    Bardzo konstruktywny ten Twój wściek :)
    Tak trzymaj!

  42. Kachna 05/02/2015 at 11:01

    Dla wszystkich Kóz i Kozy Głównej.
    Tekstu nie zawsze warto rozumieć….niestety ja rozumiem (bo kocham ten kraj na wschodzie….).
    Dwie wersje – obie bardzo przyjemne dla ucha i …oka:)

    https://www.youtube.com/watch?v=4Y0lM5lu5_w

    https://www.youtube.com/watch?v=YAFWKl6nWGk

    …………
    Dobra – idę trochę popracować jednak.
    A z tym T Czwartkiem – to źle mnie zrozumiałaś – ogłosiłam, że OPRÓCZ tych faworków, za tydzień obchodzimy hucznie. O.

    • ciociasamozło 05/02/2015 at 20:21

      A to spoko, bo myślałam, ze na fali wzrostu energii zamierzasz świętować przez tydzień ;)

  43. diab 05/02/2015 at 12:57

    A moze takiego Rosola puchatego sobie spraw? Przytulic mozna, pomietolic. Rece zagrzac.
    Moze nawet i sweter z “siersci” zrobic.

    http://dziwowisko.pl/kury-jedwabiste/

    • diabel-w-buraczkach 05/02/2015 at 12:58

      to ja, diabel-w-buraczkach, tylko mi sie nick do konca nie wpisal.

    • kanionek 05/02/2015 at 20:42

      Ale czad :D
      Obawiam się tylko, że Zielone Nogi są zbyt zaborcze i terytorialne, a takich dziwaków pogoniłyby na koniec lasu, albo – z zazdrości – oskubały z tych fantazyjnych fryzurek. Czarne mięso jednakowoż wydało mi się interesujące, i od razu pomyślałam – czy jajka też składają czarne? Końcowe zdanie artykułu mnie urzekło :)

      • diabel-w-buraczkach 06/02/2015 at 07:55

        Jajka, no wlasnie! I takie male, czarne skwareczki wykluwaja sie z tych jajek :)

    • ciociasamozło 06/02/2015 at 09:34

      Ło matko z córką! Pudlokury!

  44. bila 05/02/2015 at 14:25

    Diable, za to Twój obrazek ten co zawsze wiec spoko. Ja dziś od rana zapodaję szanty i trochę się koleżanki z pracy dziwią. Ale szanty w zimie można śpiewać prawda?
    Był sobie raz koziołek który
    czort Rasputin bestia taka,
    że miał sierść tak rozczochraną
    jak jaka alpaka

    • kanionek 05/02/2015 at 20:46

      :D
      Ten utwór to na melodię “Morskich opowieści”?

      • bila 06/02/2015 at 07:28

        No ma się rozumieć że Morskich opowieści

  45. Kachna 05/02/2015 at 17:57

    Chciałam zameldować, że pokazałam się dziś na mieście w czapce. Organizacyjnej. Pod gimnazjum dziecka. Obiecał, że będzie jeszcze grzeczniejszy jak nie będę po niego w niej przyjeżdżać.
    Nie rozumiem dzisiejszej młodzieży.
    A jego koledzy za mną przepadają. Podobno.
    Bo stanęłam na bramce. I nie wpuściłam gola.
    No nie dziwne. Mało już przestrzeni wolnej zostało:)
    ……….
    (Serdecznie przepraszam za dzisiejszą wyjątkową płodność. Nie – nie zażywam jeszcze tabletek. Za to mnie nosi i ponosi. To podobno kolejny etap. Aż się boję potem zjazdu…)

    • kanionek 05/02/2015 at 20:50

      Kachna, choć Cię w niej nie widziałam, uwielbiam Cię w tej czapce :)
      Jesteś moim typem wariatki, i od razu wyjaśniam, że to komplement.
      Współczuję rollercoastera i ostrzegam – na ostrym zjeździe czekają Cię mdłości egzystencjalne. Miej przy sobie jaką papierową torebkę, żebyś nie musiała w czapkę ;)

      • ciociasamozło 06/02/2015 at 09:40

        i jeszcze rurki (o przekroju fi 28 i 37) do walenia po głowie (rurki z bitą śmietaną też pewnie się przydadzą, ale do stosowania doustnego).
        A zjazd jest potrzebny, żeby potem mieć rozpęd do wtaczania pod górę. Normalnie myśl godna Coehlo!

        • Kachna 06/02/2015 at 09:55

          “Zjazd jest potrzebny, żeby potem mieć rozpęd do wtaczania pod górę.”
          Hm…No spojrzenie na problem nieco oryginalne.
          I po kiego ja się fizyki uczyłam?
          ………
          Chyba odkryłam tajemnicę mojej niespotykanej energii. Po 3 miesiącach picia 3xdziennie podwójnej melisy wróciłam do porannej kawy.
          Chyba wrócę do melisy bo mam zbyt wysokie napięcie.
          A rura fi 37 rezonuje z czaszka naprawdę fajnie. Spróbuj!

          • Kachna 06/02/2015 at 10:14

            Ja jednak już zamilknę.
            Oczywiście że zjazd jest potrzebny do rozpędu!
            Gupia Kachna, gupia Kachna….gupia….

  46. baba Aga 07/02/2015 at 15:14

    To jeszcze ja, porobiło mi się tak że mój osobisty narzeczony spełnił moje niemodne marzenie, od ok 20 lat, posiadania psa rasowego kieszonkowego, życie mu w tym pomogło z każdej strony. Najpierw miałam etap wicia gniazda, no bo to male i wszędzie wlezie, wiec siatki, blokady, legowiska, smyczki, miski torebka itp i właściwie powinno być super, prawda? Pies jest z nami dwa tygodnie ja mam objawy nerwicy depresyjnej, nie śpię, telepie mnie, warcze, we łbie mi się kręci i takie male wkurwiajace latają przed oczami i utrudniają czytanie. Może ma to związek z przymusową eutanazja przygarnietego wcześniej psa, który był z nami tylko rok no ale jednak był, a może to ta dziwna pora roku, ni pies ni wydra coś na kształty swidra. A może dwutygodniowy ból woreczka żółciowego?
    No to się wyżaliłam. Chyba najbardziej irytuje mnie brak logiki w postępowaniu mojego organizmu, przecież do cholery chciałam tego psa to po co te nerwy???
    I po styczniu przyszedł luty
    Wkurwem można by napedzac huty
    Buła we łbie namieszala
    A depresja pomagała
    Myślę że najwyższa pora
    By wpakować je do wora
    W Kanionkowie gryzie koza
    Niech ogarnie je dziś groza
    Bo Bożena dzielna wielce
    Juz nadchodzi, zginą w męce.
    Kachna, czapka boska, gratuluję fantazji, dziecko się przyzwyczai, wiem to z doświadczenia ;-)
    Kanionku dzięki ze jesteś a dzięki Tobie SGW, dziewczyny jesteście wielkie.

  47. ciociasamozło 07/02/2015 at 16:00

    Baba Aga, to Ty masz deprechę poporodową! znaczy poadopcyjnopsią.
    Nie wiem czy to Cię pocieszy, ale ja też piłowałam mężczyznę mojego życia, żeby wziąć Bułkę. A jak już szczeniak był w domu, a ja bardzo szybko przestałam ogarniać sprzątanie siuśków, kup i wszystkiego co pies mógłby zeżreć, to przyszła czarna d. i przemoc w rodzinie (znaczy darcie mordy).

    • baba Aga 07/02/2015 at 16:18

      Kanionku, wybacz mi, że tak w gościach się szarogęsię, ale muszę, normalnie musze inaczej się udusze. Ciociasamozło kocham Panią, wiedziałam że to żalenie się ma jakiś sens, bo tak mi było niezręcznie. Dziękuję za nazwanie mojego pierdolca, nazwany jest mniej groźny. Ja na razie ogarniam sikanie sranie i piszczenie z samotności w nocy, ale myślę że rozmiar mnie jednak przerósł, ale taka była a sytuacja była mocno sprzyjająca, tzn żałoba w domu, widok mojego taty z czerwonymi oczami był motorem działań i mam teraz 1,3kg psa, ma 4 miesiące więc może ciut urośnie.
      https://www.facebook.com/wet.minkowice/photos/a.996857396997905.1073741828.996804707003174/1036641823019462/?type=1&theater

      • kanionek 07/02/2015 at 18:19

        Baba Aga :) Po pierwsze – nie szarogęsisz się, tylko szarokozisz :D W Oborze jakieś zasady obowiązują przecież, i żadnych gęsi tu nie chcemy.
        Po drugie – to Wy mi wybaczcie, że jeszcze nie ma nowego wpisu i tłoczycie się wśród tych stu czterdziestu komentarzy.
        Po trzecie – dzięki WAM, Babo Ago i Ciociusamozło, wielkie dzięki! Za to, że napisałyście to, co napisałyście. Bo jak nam się Atos zepsuł i nastały nieprzespane noce, zaszczane i zasrane podłogi, leki cztery razy dziennie itd., to mi tak psycha siadła, że do dziś widać tego skutki. Jesteśmy tylko ludziami, żyjemy w stresujących czasach, to i psycha siada od byle czego.
        Wierszyk zajefajny :D A woreczek żółciowy też mi ostatnio dawał popalić, a jak tylko przestał, to w okolicach nerek się zaczęło. Ale ja już przyzwyczajona jestem – dzień bez czegoś łupiącego tu i ówdzie jest dla mnie świętem świętszym od Walentynek ;)

        Baba Aga – piękna Twoja Cirilla, nawet jeśli to nie moja ulubiona rasa :) W następnym wpisie będę przynudzać o MOIM pierdolcu (wiadomo – na koziołki), więc liczę na zrozumienie i jeśli będziecie musiały parskać z pełnego politowania śmiechu, to bardzo Was proszę – dyskretnie i w rękaw ;)

        Wpadłam na chwilę i zaraz lecę do koziarni z wiadrem smakołyków i dwiema nowiutkimi kostkami do lizania. Tymczasem trzymajcie się, czego się da, Kozy Moje :-*

      • Lidka 08/02/2015 at 01:53

        @baba Aga

        Ciri cudna! I ciesze sie, ze nie biala. Uff.

        • baba Aga 08/02/2015 at 11:20

          Nie biała bo warunkiem był terrier i włosy, ta cholera nie wie ze jest mała, to jest myśliwski pies ;-) to mój odpowiednik w świecie psów, mała, bojowa i potrafi ugryźć :-D

          • Lidka 08/02/2015 at 18:30

            Historia prawdziwa: moi znajomi odziedziczyli po zmarlym tacie, pieska marki Jack Russell. Swietej pamieci ojciec trenowal mala Roxy do polowan na mala zwierzyne, tudziez bazanta czy kuropatwe. Znajomi mieszkaja w miescie, jedyne wiec miejsce przypominajace las czy lake to park miejski. Zabrali kiedys Roxy, spuscili ze smyczy i nagle pies zniknal z pola widzenia. Rozgladaja sie, a ona lezy rozplaszczona w trawie i z pobliskiego zagajnika wykicala wiewiorka. Wszystko odbylo sie w ciagu paru sekund: Roxy dopadla do wiewiorki i dziabnela ja tak mocno, ze wiewiorce… glowa odpadla! Psa pod pache, resztke z wiewiorki do siatki i noga z parku.
            Terriery sa bardzo waleczne.
            Moim odpowiednikiem w psim swiecie jest moj pitbul: zyjacy w nawiekszej przyjazni z kotem i przestraszony wlasnego cienia.

          • kanionek 09/02/2015 at 00:10

            O to to! Ja też tak mam. Wyglądam z pyska jak pitbul, i podobno ludzie się mnie boją, a tak naprawdę najczęściej siedzę pod stołem i miętolę kocyk.

          • ciociasamozło 08/02/2015 at 19:24

            Ej, białe westy to też teriery :)
            Dobrze Aga, że masz świadomość co do domu wzięłaś, bo niestety wielu ludzi zapomina, że yorki to pełnokrwiste, zadziorne psiaki, którym życie w torebce paniusi wcale nie wystarczy.
            Uczyć czegoś yorkusia? no po co? Przecież taki dziubdziuś słodziusi, ciu, ciu, pieściosiek pańci. A pies z nudów pierdolca dostaje i pańcia ma pretensje, że dziubdziuś siusia w domu, niszczy albo gryzie po kostkach.
            Tak, że wiesz, Ciociasamozło będzie czuwać czy nie zechcesz zrobić z Ciri “pieściośka” ;)

          • kanionek 09/02/2015 at 00:00

            No to przepadłaś, Baba Aga. Teraz musisz kupić pieseczce kamizelkę typu “moro”, posłać na jakiś psi Harvard (Hauward?), żeby opanowała komendy “baczność”, “spocznij” oraz “prezentuj broń”, a w ramach zajęć pozalekcyjnych to nie wiem – może jakieś sztuki walki, kurs strzelania z łuku i strugania kajaka, i takie tam. No w każdym razie zapomnij o wstążeczkach we włosach :D

  48. Iwona 07/02/2015 at 20:12

    Ja też będę mieć takie coś śliczniusie, malusie, do psa nie podobne. I wkurwa potem też, i pytanie retoryczne dlaczego? Zawsze tak jest, najpierw euforia, potem wkurw, nie dogodzisz. Ale ja mam taką teorię, że najbardziej wkurwia nas ktoś lub coś, kogo lub co najbardziej kochamy. Ale o co chodzi, nie pytajcie ;-)

  49. Iwona 07/02/2015 at 20:40

    I chciałam dodać, że duje tak, że zęby wywiewa, a podobno ma nas zamieść i zawiać.

    • kanionek 07/02/2015 at 21:36

      U nas też. Przez godzinę netu nie było, teraz wrócił pewnie na chwilę, od strony północnej kotami w okna rzucało, więc wzięłam futra do domu. Najgorzej ma być jutro od godzin wczesnoporannych do około szesnastej. Już małżonkowi zapowiedziałam, że jeśli przy okazji śniegiem sypnie, to nie ma zmiłuj – w poniedziałek szufle w dłoń i sypiemy białe złoto do studni, a co się nie zmieści – do stawu. Ale jak znam życie, to u nas właśnie nic nie spadnie, chyba że nasz dach, a u Lidki w Czikago dołoży jeszcze z pół metra. Naprawdę niezła ta klątwa opadowa – nie wiem, kto ją rzucił, ale zazdroszczę mocy ;)

      • Lidka 08/02/2015 at 01:11

        Oj, na razie, do srody przynajmniej nic o sniegu w TV nie piszcza. Ale wschodnie wybrzeze dostaje dobrze w doope.

      • ciociasamozło 08/02/2015 at 18:33

        A w W-wie dzisiaj jednocześnie padał śnieg i świeciło słońce. I do kompletu widziałam wtedy tęczę :) Niestety tylko tą ognioodporną, obiad sobie niedzielny strzeliliśmy z widokiem na nią.

        • kanionek 09/02/2015 at 00:04

          A u mnie, jakby ktoś nie wiedział, i nie umiał się domyśleć, nie padał żaden śnieg, tylko jakaś kaszka, napadało tego pół centymetra, potem wyszło słońce i zrobiło z tego chropowate lodowisko, a wczoraj zamiast tęczy miałam pieruny! Klątwa jak nic. Uschnę tu. Ale najpierw zaśmiardnę.

  50. sieka 07/02/2015 at 22:14

    Witam Panie,
    myślę sobie odezwę sie co tam, nic wprawdzie nie mam do dodania poza tym:”też tak mam”. U mnie wkurw nieustanny od dwóch, wrróć od sześciu lat, a przyczyną …dzieciątka. Orka na ugorze..Tak jak z pieskami i inną żywiołą: sranko, sikanko, oduczanko sikanka do pieluszki, nauka jedzenia na poziomie ludzkim nie jaskiniowym, strach bo chore, zasmarkane i ten ciągły wrzask:”MAMO!!!! Ona mi….(dowolne wstawić)”. Czasem myślę, że wolałbym pieski. Jak oddaję moje szczeniątka do placówek, to tak jak William Wollace z “Waleczne serce” krzyczę wewnętrznie “freeeedom”, kojarzycie pewnie. No a potem wyskakuje wurzut sumienia: chciałaś to masz.
    U nie z kolei wszystko wyłazi na skórze i dlatego właśnie posiadam łojotokowe zapalenie skóry twarzy (a jakże) i dwie opryszczki na nosie od kataru (przejętego od dzieciątka – a jakże ponownie). Więc tego tam, możecie sobie panie wyobrażić poziom nieustannego mojego wkurrrr, pardą stresu. Do tego zjeb, wróć zepsułam maszynę do szycia i jedyne co robię to oglądam tutoriale od Missouri Star Quillt Co. (pewnie Lidka wie o co chodzi) i się gryzę bo budżet nie dźiwgnie mi w tym miesiącu naprawy. Acha! i jak wiadomo, każdemu kto mnie zna, nie potrzebuję pocieszeń tylko bony do dzieci.
    Pozdrawiam z …ujowo zimnej podwrocławskiej wsi co sie nazywa nawet Mrozów.

    • Lidka 08/02/2015 at 01:44

      @sieka

      Wlasnie zastanawialam sie, gdzie Ty!!!
      A propos quiltow: kiedys mialam okazje obserwowac na wycieczce po Pennsylvanii Amishowe gospodynie przy szyciu. Technika tak zaawansowana, ze pisnelam z podziwu i pozielenialam z zazdrosci. Niestety, nie wolno bylo zrobic zdjecia, a TERAZ na pewno chcialabys zobaczyc.

    • ciociasamozło 08/02/2015 at 18:29

      Cześć Sieka!
      Właśnie dlatego ograniczyłam się do jednego Młodego, bo przy dwójce lub więcej z pewnością trafiłabym do zakładu zamkniętego (albo w kajdankach albo w kaftaniku). I do głowy mi nie przyszło, że z psem może być podobnie! A teraz mam osobny wkurw na potomka (zgarnął wszystkie moje i męża najgorsze cechy charakteru) i osobny na psa (absolutna porażka wychowawcza!). Jeszcze jeden wielki wkurw na męża, a największy na siebie samą.

      • baba Aga 08/02/2015 at 19:57

        Ciociasamozło@ u mnie podziw dla yorków zaczął się ok 20 lat temu jak 4 yorki uratowały dom i sklep koleżanki przed złodziejami, tak darły mordy że obudziły pół ulicy, potem dowiedziałam się że jest dużo zgłoszeń na pogotowiu od pogryzionych właścicieli yorków, w nos np :-D, a do tego mają włosy i nie uczulają, no i muszą wychodzić na spacer, a ja też muszę a nie chce mi się.

    • kanionek 09/02/2015 at 00:19

      Sieka, ja też już się zastanawiałam, gdzie zniknęłaś. Współczuję nastroju, zepsutej maszyny i dwóch opryszczek :-/ Nie cierpię tej zołzy. Co dziwne, już od kilku lat oszczędza moje usta (a zawsze miałam taką piękną, spuchniętą malinę pośrodku górnej wargi, istny kaczy dziubek), za to właśnie nos sobie upodobała. Lokuje się tak trochę “w” a trochę “pod”. Mogę zaoferować jedynie takie pocieszenie – opryszczkę ma się podobno do końca życia, ale dzieci kiedyś dorastają i idą “na swoje”;) Buziaki!

      • ciociasamozło 10/02/2015 at 09:54

        Ej, mnie też przeniosła się w/pod nos!
        Czy to znaczy, że z wiekiem przesuwa się coraz wyżej? Aż dojdzie do MÓZGU(czy co tam z niego zostanie)!?

        Obawiam się, że po pierwsze dzieci mają nieodwracalnie wmontowany moduł wkurwiania rodziców przez całe życie, a po drugie, jak dzieci idą na swoje to zaraz zaczynają podrzucać wnuki…

  51. Iwona 07/02/2015 at 22:29

    Mówiłam, chłop, dzieci, pieski, kotki, kozy i inne stworzonka, teściowa, a nie ta ukochana nie jest, ta ma wk..wianie we krwi.

  52. Ania W. 08/02/2015 at 22:53

    Warto te 150 komentów pokonać, oj warto…

    • kanionek 08/02/2015 at 23:54

      Ania W. – ja już mam odruch warunkowy przez Ciebie :D Jak widzę Twój komentarz, to zaraz myślę “o rany, nowy wpis muszę zrobić”. No muszę, wiem.

  53. OPTY 08/02/2015 at 23:01

    Jeśli OPTY się pojawi i zdradzi swoje sekrety zdrowego kręgosłupa, wyślę mu flaszkę nalewki wiśniowej po staropolsku Albo kopę zdrowych jajek od zielononóżek.

    Tereso, podziwiam Cię za tego bloga, jest w nim chyba wszystko. A będzie z pewnością jeszcze więcej.

    Pozdrawiam, Anka.
    —————————
    OPTY pisze:
    Lipiec 30, 2014 o 19:56
    Droga Aniu , nie ma tu żadnego sekretu . Po prostu zacząłem jeść tłusto i ograniczyłem cukry do minimum albo całkowicie , i tak jest do dzisiaj.
    Kupuje się najtańsze mięso wieprzowe, tj . głowy świńskie ( kazałem porąbać w sklepie mięsnym na drobne ) i podgardle wieprzowe , tłusty boczek, nogi wieprzowe ,podroby wieprzowe ale mogą być też kurze no i oczywiście jaja kurze ze wsi ( z wolnego wybiegu – sam je widziałem jak przeszukują gospodarstwo w około, do kurnika na noc jedynie, takich jaj szuka się po sąsiekach ).
    Głowiznę gotuję ( w szybkowarze jak masz) jak rosół z kury – jeśli chodzi o przyprawy ( marchew, pietrucha + nać , seler , por , czosnek , liście laurowe, ziele angielskie , pierz prawdziwy ziarnisty( szczypty), lubczyk z działki zielony, i na koniec pół przypalonej na gazie cebuli , sól i pieprz do smaku. Gotować tak długo aż mięso samo odejdzie od kości. Rozdrobnione mięso można włożyć do plastikowego pojemnika ,ścieśnić je ( zbić w grudę ) i po ostygnięciu włożyć do lodówki . Stęgnie się nazajutrz jak galareta i już nadaje się do spożycia( po splastrowaniu) z chrzanem lub zwykłą najtańszą sarepską musztardą + jakieś warzywka np. czerwone buraczki przesmażone na maśle lub smalcu z drobno posikaną cebulką lub biała kapusta zgotowana w ćwiartkach posypana pieprzem cayenne. A wszystko oczywiści zgodnie z B:T:W Doktora – z tym ,że tłuszczu może być więcej ,od niego się nie tyje i nie choruje – on konserwuje i nadaje energii ( nadmiar tłuszczu wydalany jest z kałem). Rosół zw. też wywarem to piękna podstawa do zup, np. kup flaki ” husarskie ” i ugotuj na nim je – pycha. Ja czasami wypijałem ten rosół sam , czasami wlewałem do niego świeże żółtka jaj kurzych( wymieszać łyżeczką ).
    Oczywiście o cukierku, moja kochana ,możesz/powinnaś zapomnieć i o chlebku i o makaroniku , ryżu , kaszy itd. Jak widać masz ogród i warzywka swoje, to jak Ci czegoś brakuje to weź pomidorka z cebulką( szczypiorem) szczyptę soli i pieprzu do smaku lub nie.
    Do picia czysta woda niegazowana lub lekko + parę plastrów cytryny i jakiś sok zagęszczony z wiśni , malin czy aronii, czy porzeczki do smaku ( łyżeczka duża stołowa , czy jaki tam posiadasz , jak pisałaś. Oczywiście kawę i herbatę pijemy bez cukru . Kawę można pić z plastrem masła na wierzchu i szczyptą cynamonu lub/i kardamonu lub/i śmietanką 30% i tu pewne novum – jedno żółtko kurze -pycha , można posypać przytartą czekoladą gorzką. To jedyne nasze cukry jak na razie. Więcej nie potrzeba .
    Może kiedyś napiszę o wędzonkach np. słonina przytarta zmielona papryką ździebko solą ale tak uwędzona aby skruszała i jadło się jak dobrze ściągniętą galaretę – by się nie ” ciągła” przy gryzieniu .
    Wątróbki kurze( gęsie) smażone w śmietanie z cebulką -polecam. Jak się robi ” zimne nóżki ” pisał nie będę bo chyba każdy wie.
    A potem można nawet sobie strzelić kieliszeczek dobrej naleweczki” na zdrowie”- ” co to wiadomo ,że jeszcze nikomu nie zaszkodziła” jak mawia A. Grabowski w jednym ze skeczy.
    Papierosków nie palę czego i Tobie życzę . To nie wszystko , ale ile można zawrzeć w jednym poście ?

    Po jakimś niedługim czasie sama doświadczysz dobrodziejstwa zdrowienia organizmu – pod warunkiem zachowywania tego co napisałem i tego , czego doczytasz w necie lub w książkach Doktora Jana Kwaśniewskiego.

    Po obiecane” nagrody ” -” zgłoszę się” ewentualnie po efektach zdrowotnych droga koleżanko , wtedy ,kiedy napiszesz tu na tym forum o poprawie zdrowia , czego nieustająco ci życzę.
    A imię masz takie, jak moja najukochańsza córeczka – no , 28 lat i też na DO.
    Jeszcze raz pozdrówka – i pytaj ewentualnie o cokolwiek a na pewno Cię wspomożemy.
    ————————-
    Opty się pojawia.

    Tak było już pół roku temu z okładem.

    A co słychać teraz u naszej sympatycznej Ani “koziary”z lesistych terenów na łonie natury. Jak zdrówko “boża krówko” ?

    Dobrze ,że nie “gipsiary” też ciekawa i stara historia ale nie na temat, tyle że trochę obleśna. Może kiedyś przy okazji wyjaśnię co to takiego.

    • kanionek 08/02/2015 at 23:50

      Och Ty Opty :D
      Pojawiłeś się, jak widzę, wraz z dowodami :) Owszem, przeczytałam Twoją odpowiedź te z górką pół roku temu i powiem szczerze – nie miałam śmiałości napisać Tobie, że nie jestem w stanie zjeść świńskiej głowy, ani nawet flaków. Nie wiem dlaczego, ale nawet widok tłuszczyku na schabowym odrzuca mnie na przeciwległą ścianę. Czy da się na siłę zjeść coś, co staje w gardle i budzi odruch wymiotny? Boję się spróbować. Wiem, wiem, że to nie musi być koniecznie to. Poczytałam sporo o diecie Doktora Kwaśniewskiego, w tym również wypowiedzi entuzjastów i praktyków takich, jak Ty. Na drugim, całkiem odmiennym biegunie stoją wyznawcy Diety Diamondów, czy tej propagowanej przez np. Dr Dąbrowską. I co jest w tym wszystkim najgorsze? Ano i jedni, i drudzy, twierdzą i klną się w żywy kamień, że “ich” dieta jest najlepsza, leczy ciało i ducha i zdejmuje z człowieka piętno wszelkiego bólu.
      Jeśli więc chodzi o optymalną dietę (z małych liter), to ja nadal prowadzę risercz. Czytam, uczę się i analizuję. Czy dojdę kiedyś do krystalicznie pewnych wniosków – nie wiem. Powiesz być może, że należy zwyczajnie spróbować, ale ja należę do tych, co najpierw bardzo długo myślą ;)

      Opty – napisałeś, że po “obiecane nagrody” zgłosisz się, gdy będę miała konkretne wyniki. Nie wiem, czy i kiedy to nastąpi, ale z czystej do Ciebie sympatii chętnie wyślę Ci jajka, jednakowoż niestety nie zimą – produkcja spadła bowiem do jednej sztuki dziennie :) Wyślij mi tylko swój adres na info@kanionek.pl, jeśli oczywiście masz na te jajka ochotę.
      Serdeczne pozdrowienia dla Ciebie i Twojej córki.
      PS. O tę “gipsiarę” to jednak boję się zapytać…

      • OPTY 09/02/2015 at 07:44

        Witaj!
        Eeee, nie taki diabeł straszny . Gipsiarką zwano kobietę w Stanach, która swego czasu dokonała odlewu gipsowego męskości w pozycji na baczność J.Hendrixawirtuoza gitary elektrycznej Fender Stratocoaster znanego choćby z takiego utworu jak ” Hej Joe” https://www.youtube.com/watch?v=DpkDdLZGg30
        A co do diety nie mam żalu “panno Lalu”, “każden sobie rzepkę skrobie” a szczególnie zdrowie.
        Za jajeczka dziękuję ale nie skorzystam , wysyłka przekraczałaby ich wartość , mieszkam jak to się mówi na Wyspach i nie wiadomo w jakim stanie by dotarły hehehe.
        A teraz idę do pracy więc coś więcej napisze po powrocie . Pa.

  54. OPTY 09/02/2015 at 23:18

    Hej !
    Czyżby ob-leśna historyjka zaszkodziła ?
    To sorrki.Tak mi się “koziara” skojarzyła z “gipsiarą “i dlatego o tym wspomniałem.

    Co do diety, to nie koniecznie polegać ona może na wsuwaniu samych tłustości i mięsiw.Opisałem jedynie swoje początki z dieta optymalną .Można się zaspokoić jajkami , których posiadasz od własnych kurek sporo a produkty wspomniane wyżej jedynie wg. własnego uznania.
    No cóż , faktycznie, natłok propagowanych diet jest tak wielki ,że każdy może jedynie zostać zdezorientowany kto ma racje a kto jej nie ma.Ale ostatecznie wygrywa skuteczność i jego wynik – ZDROWIE.
    Pozdrawiam.

    • kanionek 10/02/2015 at 01:30

      Nie, Opty, taka historyjka w dzisiejszych czasach już chyba nikogo nie jest w stanie zaszokować, a i ja się nie obrażam o takie drobnostki :) Jak mi ktoś “zaszkodzi”, to mu o tym powiem/napiszę. Po prostu opublikowałam nowy wpis i skupiłam się na komentarzach do niego :)
      Co do diety – nic dodać, nic ująć. Najchętniej “zresetowałabym” sobie organizm długotrwałym postem, ale wiem, że nie dam rady. A jak to jest u Ciebie z “zachciankami”, typu – na wiosnę mam ochotę jeść zieleninę, latem opychać się wiśniami, a zimą bigosem? Mój mąż na przykłąd w ogóle nie ma takiej przypadłości – może jeść trzy rzeczy na krzyż przez okrągły rok, a ja jednak miewam swoje sezonowe namiętności ;)

  55. OPTY 10/02/2015 at 09:19

    OK.
    Z ludźmi tak już jest ,że robią coś wtedy jak im coś doskwiera lub czegoś potrzebują. Tak pewnie i jest w Twoim przypadku .Doskwiera brak zdrowia co opisałaś u Tereski ,na ” kuchni”.Te Twoje “zachcianki” na początku będą się odzywać ale z czasem ulegną zanikowi.
    Widzisz,jednak trzeba mieć jakąś literaturę w temacie bo same moje wpisy nie pomogą.Ja też kiedyś tak miałem potem z czasem to ustąpiło ,zielenina ok, wiśnie też tyle ,że z umiarem, co do bigosu to mam teraz problemy z kiszona kapustą( z tzw. słodką ,nie kiszoną nie – wiatry okrutne . A kiedyś mogłem 1/2 kg wsunąć i nic. Tzw. przebudowa organizmu powoduje zanik “maszynerii “do trawienia niektórych niepotrzebnych organizmowi produktów toleruje jedynie jego niewielkie ilości i to odpowiednio wkomponowane we właściwe dla tej diety proporcje i składniki. Chlebek trzeba będzie wykluczyć, niestety.
    Chleb to stan umysłu ,pewnie na razie tego nie zrozumiesz ale z czasem i to się rozjaśni.

    http://nowadebata.pl/2012/02/18/wspolczesne-nauki-o-zywieniu-nie-maja-wiele-wspolnego-z-nauka-wywiad-z-gary-taubesem-czesc-1/
    http://nowadebata.pl/2012/02/24/tlusta-dieta-jest-najzdrowsza-wywiad-z-gary-taubesem-czesc-2/

    Pod każdym z tych adresów podane są linki do uzupełnienia sobie wiedzy w tej materii warto przeczytać .Wiem ,że to wymaga czasu , ale co zrobić ja i nie tylko ja kiedyś przez to przebrnąłem i to i Tobie się uda.
    Temat jest ciekawy i warty tego czasu.Dowiesz się rzeczy o ,których wcześniej nie wiedziałaś i takich , które celowo zafałszowano w celu zysku ale i ignorancji.
    I to na razie tyle ,bo za dużo informacji spowoduje mętlik w głowie.
    Pozdrawiam

  56. OPTY 10/02/2015 at 21:41

    “– Ktoś stwierdził kiedyś lapidarnie, że do życia potrzebujemy tylko 1/4 tego, co spożywamy,
    reszta to źródło utrzymania lekarzy. To są przecież słowa Herodota, że „z pokarmów, które spożywamy,
    powstają wszystkie choroby ludzkie”, zatem ograniczenie, czy wręcz wyeliminowanie niektórych
    pokarmów z naszej diety może prowadzić do zdrowia. Znalazfem tę konstatację w pracy
    popularnonaukowej o wpływie jedzenia na jakość życia. Co pan na to?
    – Zjawisko powstrzymywania się od jedzenia u zwierząt żyjących w warunkach naturalnych, jak
    również zjawisko przejadania się – u zwierząt nie występuje. Zwierzęta nie poszczą i jedzą dokładnie
    tyle, ile potrzebują. Tak samo jest u człowieka, gdy zjada takie produkty i w takiej ilości, jakie
    jego organizm potrzebuje. Człowiek był i jest dostosowany do żywienia optymalnego. Optymalny
    nie zjada zbyt dużo pożywienia w kaloriach, nie pości, nie zna uczucia głodu czy pragnienia. Biblijne:
    „głodni będą nakarmieni, a spragnieni napojeni” już się sprawdziło właśnie u optymalnych.
    Żywności pochodzenia roślinnego człowiek może zjeść bardzo dużo, a i tak będzie głodny. Thor
    Heyerdahl o swoich i swojej żony doświadczeniach pisał: „Mogliśmy jeść tyle, że nasze żołądki nie
    były w stanie strzymać więcej, i owoce chlebowe, taro i kokosy zostawały na stole. Byliśmy napeł-
    nieni do ostatnich granic możliwości, a jednak głodni. Przy tym oboje byliśmy chorzy. Na choroby
    pomogła nam wieprzowina”. Więzień obozów koncentracyjnych Stanisław Grzesiuk zjadał codziennie
    około l kg chleba i co najmniej 2 kg surowych kartofli. Pewnego dnia w okresie 3 godzin zjadł
    17,5 litra nadkwaszonej zupy. „Czułem żarcie w gardle i byłem głodny” – napisał.
    Mechanizmy odczucia głodu i sytości są rozregulowane u ludzi na skutek zjadania nie tych pokarmów,
    jakie zjadać powinni. Po przejściu na żywienie optymalne czasem trzeba czasu, aby te
    mechanizmy dostosowały się do nowego modelu żywienia. Samo rozciągnięcie żołądka balonikiem
    powoduje ustępowanie głodu. Ludzie odżywiający się produktami roślinnymi, szczególnie jarosze,
    zjadają znacznie więcej pożywienia objętościowo i w kaloriach. Mają przez to większe żołądki. Po
    przejściu na żywienie optymalne ten mechanizm nie działa, do czasu zmniejszenia się objętości
    72żołądka, co trwa parę miesięcy. Mechanizm chemiczny uczucia sytości zaczyna działać dopiero po
    około 20 minutach od początku jedzenia. Optymalnemu wystarczy 3-5 minut aby zjeść posiłek, bo
    zjada mało, a produkty są częściowo strawione poza organizmem przez obróbkę kulinarną. I ten
    mechanizm może u optymalnych początkowo zawodzić. Trzeba poczekać. Trzeba pomóc sobie rozumem.
    Nie jeść gdy się jeść nie chce, nie jeść na siłę, zmniejszyć ilość spożywanych pokarmów.
    Można to łatwo zrobić, bowiem u optymalnych uczucie silnego głodu nie występuje. Po kilku miesiącach
    mechanizmy zawiadujące odczuciem głodu i sytości dostosowują się do objętości i składu
    żywienia optymalnego i działają wówczas bezbłędnie. Człowiek zjada tylko tyle, ile potrzebuje i je
    wtedy, gdy jeść potrzebuje.”

    J.Kwaśmiewski M. Chyliński – “Dieta optymalna” – jest w PDF -wpisz w google i przeczytaj.

  57. OPTY 10/02/2015 at 21:48

    A tu masz w pdf “Tłuste życie” – nie musisz kupować , choć jak dla mnie lepiej się czyta z książki niż z ekranu.
    http://echomatkibozejniepokalaniepoczetej.com/embnp/pages/pliki/2014/kwasniewski_tluste_zycie_wydanie_1997.pdf

    • kanionek 10/02/2015 at 23:26

      Dzięki, OPTY, oczywiście przeczytam (w sumie już jestem w trakcie). WIesz czego nie lubię i co zawsze śmierdzi mi manipulacją? Stwierdzenia typu “w świecie zwierząt nie występuje zjawisko postu” oraz “zwierzęta się nie przejadają, tylko ludzie mają taki zwyczaj”. Otóż śmiem zauważyć, że oba stwierdzenia są nieprawdziwe. Zjawiska takie, jak post i przejadanie się występują na przykłąd w świecie drapieżników, tylko one same tego tak nie nazywają. Sam pomyśl, albo obejrzyj jakiś film dokumentalny o wilkach. Wilki mogą nie upolować niczego przez np. dwa tygodnie i chodzą głodne i złe, bo jednak chętnie by coś wrzuciły na ruszt. No więc chodzą sobie, przymusowo poszcząc, i szukają ofiary. I gdy w końcu uda im się coś upolować i to coś jest duże, to żrą do momentu, gdy już ledwo mogą się poruszać. I nikt im nie powie, że to jest złe, tak się przejadać, bo to zrozumiałe i oczywiste, że drapieżnik musi jeść, gdy ma żarcie przed nosem, żeby być przygotowanym na post, gdy żarcia w zasięgu kłów nie będzie.
      Jest post? Jest. Jest przejadanie się? Jest. A to tylko jeden przykład. Dlatego nie lubię stwierdzeń kategorycznych, które łatwo zapadają w głowę, a gdy głowa nie ma skłonności do samodzielnego myślenia, to stają się dla niej wiarą.

      Co do dobrodziejstwa (wg dr Dąbrowskiej i wielu innych) lub szkodliwości postu (jak chce dr Kwaśniewski i pewnie wielu innych) – ja bym chciała widzieć wyniki badań naukowych, a nie tylko twierdzenia. Dr Dąbrowska twierdzi, że podczas postu organizm “zjada” w pierwszej kolejności złogi, komórki nieprawidłowe itp., w ten sposób “samooczyszczając się” i lecząc. Dr Kwaśniewski na poparcie tezy o szkodliwości postu cytuje… coś, co wyczytał w innej książce! (“W poście jest posiew wszelakich chorób, to prawdziwe ich gniazdo, naturalna i płodna wylęgarnia wszelakich cierpień. A jeszcze zważcie, że jeżeli post zżera ciało, takoż i duszę doprowadza do oszołomienia…“).

      Mój umysł (podobno całkiem zdurnowaciały wskutek niewłaściwej diety) domaga się dowodów. Dopóki zaś ich nie znajdę, obydwa stwierdzenia muszę traktować jak TEZY. I oczywiście, powiesz, że mogę przetestować na sobie samej. Ale jak? Czy po dwutygodniowym poście, będę w stanie zrobić sobie MRI całego ciała i przekonać się, że moje złogi i nieprawidłowo zbudowane komórki zniknęły? Nie.
      Czy samo “lepsze samopoczucie” będzie tu jakimkolwiek wyznacznikiem? Nie. Bowiem byłam już przez kilka miesięcy na Diecie Diamondów, i choć faktycznie musiałam jeść częściej, niż prawdopodobnie Ty, to uwierz mi na słowo – czułam się BOSKO. Byłam lekka na ciele i myśl moja biegła jasną ścieżką :) I oczywiście możemy tak długo, ale – patrz akapit niżej.

      OPTY, mam propozycję – przenieśmy naszą dyskusję, jeśli masz na nią nadal ochotę, na plaformę mailową. Proponuję to dlatego, że pod tym wpisem jest już 170 komentarzy i dlatego, że oprócz nas samych nikt w tej dyskusji najwyraźniej nie chce brać udziału. Co Ty na to?

      PS. Pamiętasz może, z czasów krótko po upadku komuny, występ takiego gościa (w telewizji), który należał do frakcji ludzi jedzących ZIEMIĘ? Wiesz – jakieś torfy, gliny, piaski… Żywił się tak (jak sam twierdził) przez kilka już lat, i czuł się świetnie. Piszę o tym, by Cię rozweselić :) Ja do jedzenia ziemi na szczęście nigdy nie “dorosnę” ;)

  58. OPTY 11/02/2015 at 07:43

    Ok, co do zakończenia tego tu.Jedynie krótko , Doktor pisał o postach wymuszonych z powodów religijnych , czyli sztucznych poniekąd. Oczywiście ,że posty wymuszone brakiem i poszukiwaniem jedzenia są, zauważ innego autoramentu.Tu post wynikający z irracjonalnych przesłanek a tu post wynikający z naturalnych przesłanek. Przy pełnym dostępie do jedzenia u zwierząt postów nie ma, a u człowieka rozumnego być nie powinno. Przejadanie się jest zjawiskiem obecnym w gatunku ludzkim ,zwierzęta nawet po długim wymuszonym poście nie zjedzą więcej jak mogą pomieścić i to ma swoje uzasadnienie. Gdybyś znała książki Doktora , wiedziałbyś jak było w przypadku blokady Leningradu i jak to z tym postem-głodem było i co z tego wynikało po wyzwoleniu.

Dodaj komentarz

Podpis *
Email *
Witryna internetowa