Podróż do wnętrza Ziemi, czyli gdzie jest Niemoc

Wyobraźcie sobie, że nurkujecie w głąb niewielkiego, mętnego stawu. Pokonawszy zasieki z oślizłej, podwodnej roślinności, sięgacie dna i zaczynacie grzebać w mule. Pod warstwą cuchnącego szlamu, pełnego rybich ości i szczątków ślimaka, czeka na Was warstwa tłustej, opornej gliny, ale i z tą dajecie sobie radę. Dalej brniecie w dół, mijając jakieś iły, wapienie, piaskowce, znowu wapienie, srutu tutu, węgiel, kłębek drutu, znowu węgiel. I nagle… Nagle patrzycie… A CO TO?! A kto to? A kto tam tak sobie siedzi? Tak sobie siedzi w głupiej czapce i tak tą łopatką w gównie dinozaura grzebie?  Toż to, ku*wa, Kanionek!

– Wyłaź, Kanionek!

– Nie wyjdę.

– No chodź Kanionek, będziemy się fajnie bawić!

– Nie wyjdę. Nie po to właziłem, żeby teraz wychodzić.

– No ale… Ale po co właściwie właziłeś?

– Żeby poszukać dna, od którego można się odbić.

[Kurtyna. Obesrana przez dinozaura. Z wnętrza Ziemi słychać, choć trochę niewyraźnie, ostatnie wersy piosenki.

konduktorze łas ka wy

zabierz mnie do… a wszystko jedno

nie, nie mam bilecików

SAMA wysiądę!]

PS. Przepraszam zmartwionych. Nie wiem, kiedy tyle czasu przeleciało. I nie wiem, ile jeszcze przeleci, ale jak sami wiecie – wszystko mija. Zwierzaki mają się dobrze, a nade mną się proszę nie rozczulać, bo… sama się związałam, to się sama rozwiążę ;)

Tylko jeszcze trochę czasu.

35 thoughts on “Podróż do wnętrza Ziemi, czyli gdzie jest Niemoc

  1. Modra 28/01/2015 at 21:40

    Hallo, czemu tak tu pusto i cicho?
    Kanionku, melduję się na pozycji czytaczej :-)

    • Modra 28/01/2015 at 21:49

      Na stanowisku komentacza, zauważe, że nawet w tej nicości, zapaści Bułą zwanej, nawet tam coś robisz, bo oto grzebiesz łopatką w kupie dinozaura! Nie że leżysz z przymkniętą powieką i oczekujesz. Swoją drogą, to ciekawa musi być ta kupa dinozaura. Zeszłabym do Ciebie sprawdzić czy się fajnie toto ulepia.
      A może zakrzywiła się obok ciebie czasoprzestrzeń jak w filmie Interstellar i ten dzień, miesiąc nad kupą to 20 lat u nas na powierzchni? Mam i ja takie chwile za sobą.

  2. Iwona 28/01/2015 at 21:48

    Ja też jestem! Rozwiążesz się Kanionku, nie ma bata, jak mus to mus! A stan opisałaś świetnie, dokopać się do gówna dinozaura i odbić się od dna.

  3. Iwona 28/01/2015 at 21:54

    Już niedługo, za momencik, rozsadę siać będziesz, w ziemi grzebać, treli słuchać, koziołki niańczyć(być może), słońce pod innym kątem zaświeci, ziemia zapachnie, już coraz bliżej. Precz z gównem dinozaura!

  4. harpia 28/01/2015 at 21:58

    Zgłaszam się jako cichutki czytacz, który codziennie zagląda i się zachwyca tym, co piszesz, i jak piszesz. Wygrzeb się szybciutko z tego szlamu i wracaj, proszę.

  5. czubatka 28/01/2015 at 22:36

    Kanionku! Toż większość Twoich czytaczy (mniemam z treści komentarzy)to sobie poleguje od czasu do czasu w swoim własnym szlamiku przy większej lub mniejszej kupie.Jak taka jest potrzeba chwili, to poczekamy.
    Moja wyobraźnia podziałała po przeczytaniu Twojego wpisu i widok, który zobaczyłam bezcenny.Może nie powinnam się śmiać, ale jak tu wytrzymać.Uważaj na łopatkę, żeby Ci się nie złamała, bo jak się wygrzebiesz do nas na górę?Hę?

  6. Ania W. 28/01/2015 at 23:10

    Kanion, a może jakąś mobilizację przeprowadzimy i siłom (i godnościom osobistom) Cię wytaskamy stamtąd…?

  7. Anika 28/01/2015 at 23:47

    A nie mówiłam? Mówiłam, żebyś sobie w szklarni trawkę posiała, do tego szezlong, nawiew (klimatyzacja), barek, parę książek, lampka – i już miałabyś się gdzie podziać, a tak co?
    Kanionek, mówię do Ciebie, wypier**laj z tego Dna, ale już!

  8. nikt wazny 29/01/2015 at 04:42

    Kanionku, w tym obrazowym opisie Twego samopoczucia dostrzegam pozytywy.
    Otoz, ta sadzawka z mulem i gliniastym dnem wydaje sie byc tworem zewnetrznym, bedacym poza Toba. No, ja wiem, ze to moze wydawac sie kwestia drugorzedna, ale wg mnie jest ona zasadnicza. Z takiej sadzawki jak Twoj, mozna probowac wyciagnac sie wlasnorecznie, wzorem barona Munchausena, ciagnac sie za czupryne:)
    Duzo gorzej jest, gdy ta mulista, pelna metnej wody sadzawka jest w nas. I czlek topi sie we wlasnym mulistym, ciemnym wnetrzu…
    Ech, chcialam pocieszyc, natchnac optymizmem, ale cos mi krzywo to wyszlo, zdaje sie.

  9. diabel-w-buraczkach 29/01/2015 at 07:39

    Cóz, kazdy (no moze prawie) od czasu do czasu poniewiera sam siebie. Taka juz ludzka natura.
    Ale przekopuj sie przez ten mul, znajdz szybko twarde i solidne dno, zeby sie bylo od czego mocno i porzadnie odbic, zeby wysoooko wyskoczyc. Prosto w nasze ramiona, hyhy :D

  10. Barbarella 29/01/2015 at 08:09

    A ja byłam pewna, że na dnie tego stawu będzie INDIANA JONES! Bo to zwykle on się znajdował w podobnych okolicznościach (a na dodatek otoczony nazistami, przypominam).

    No chyba żeby to jakaś katechetka opowiadała – wtedy to zawsze będzie Pan Jezus („Pan Jezus i kupa dinozaura”).

  11. pandeMonia 29/01/2015 at 08:27

    Teraz wszystko jasne. A ja się zastanawiam, kto mi w strop skrobie. Halo! Tu pod Panią ludzie są!

    Zaiste dwanaście kręgów piekielnych!

    • hanka 29/01/2015 at 09:07

      Właśnie, stuka, skrobie, drapie, smyra – spać nie daje!

  12. ciociasamozło 29/01/2015 at 10:22

    A siedź sobie w tej kupie jak musisz, choć nam tu pusto i smutno bez Ciebie. W końcu podobno „każdy ma swój kawałek cienia, brak cienia jest dowodem nieistnienia”.
    Tylko przegrzeb dokładnie gówno dinozaura, może diament Ci się jaki trafi (na nazistów uważaj!)?
    A potem odbij się od dna i wróć do nas.
    Liczę na jakiś udział w zyskach z diamentu, w końcu wisimy tutaj nad Twoim zamulonym stawem jak jakaś ekipa asekuracyjna ;)
    No dobra, bez diamentu też możesz wracać.
    Pilnuj łopatki i pozdrów robale głebinowe.

    • -EW 29/01/2015 at 10:38

      Kanionku ciesz się tym spokojem, błogą ciemnością i ciszą, bo nie ma to tamto, skondensowana piguła naszych ciepłych myśli wystrzeli Cię zaraz ponad powierzchnię. A Ty jak jaka Wenusa po tych błotnych okładach, biała wśród białych kóz…

  13. diabel-w-buraczkach 29/01/2015 at 11:10

    a wiesz, ze na kupach dinozaura tez mozna zarobic?

    http://allegro.pl/listing/listing.php?order=m&string=koprolit&bmatch=seng-v6-p-lic-2-kol-1209

    Szczególnie mnie wzruszyla „efektowna konkrecja limonitowa”.

  14. mp 29/01/2015 at 11:50

    Jeśli nawet z kupy dinozaura i wiadra mułu potrafisz ulepić zgrabną notkę, nie jest tak źle, jak mogłoby się wydawać !
    Aha, polecam jeszcze wizytę w aptece i zakup witaminy D, podobno może zdziałać cuda- a już na pewno nie zaszkodzi (a sobie muszę kupić lecytynę, żeby nie zapominać, że miałam kupić też tę witaminę D).

  15. pluskat 29/01/2015 at 13:07

    Ojej, ja się nie znam na takich podróżach, ale wit. D na pewno dobrze by Ci zrobiła, a do tej apteki przeleć się na piechotę, z powrotem to już mąż Cię może doholować. I tak codziennie z dziesięć kilometrów szybkim marszem i powinno być lepiej. A te wszystkie w Ciebie miłośnie wpatrzone źrenice – okrągłe, poziome i pionowe – nie pomagają?

  16. Iwona 29/01/2015 at 14:06

    I wyobraziłam sobie ten staw zamulony, i Kanionka grzebiącego na DNIE, w kupie, i strop, w który skrobie, i towarzystwo oborowe, stojące na brzegu stawu tego i wypatrujące cierpliwie, wyciągając szyje, kiedy z tych mętów basz Kanionek wypryśnie. Howgh!

    • Lidka 29/01/2015 at 15:42

      @Iwona

      Jak sie miewasz, droga Kozo? Zwierzatka wrocily z lasu?

      • Iwona 29/01/2015 at 17:17

        Niestety, nie wróciły:-(. Pusto teraz, jeden pies stara się zapełnić pustkę, i pewnie jej też smutno, bo nie przepuści żadnej okazji, żeby mnie oblizać. Jestem wylizana, jak szczenię, a ona wygłaskana, jak nigdy.

        • Lidka 29/01/2015 at 20:08

          O, Iwona, przykro slyszec. Las daje i zabiera. Na pewno wkrotce jakies biedne, pozucone zwierzatko znowu znajdzie u Ciebie dom i milosc.

  17. Modra 29/01/2015 at 15:03

    No właśnie, podsumowując dotychczasowe komentarze, wszystkie z OB widzimy, że okoliczności NIE SĄ beznadziejne. A nawet jeżeli są troszkę z punktu widzenia Kanionka to będzie jak zwykle, czyli tak jak w tej historii:
    „Była w swoim czasie opowiastka o amerykańskim pisarzu, który pisał powieść w
    odcinkach. Pewnego dnia przyszedł do swego szefa.
    Pisarz: – Szefie. Od jutra chcę dziesięć dolarów więcej za odcinek.
    Szef: – Won.
    Pisarz wychodzi, gwiżdżąc beztrosko. Szef łączy się z sekretarką i każe, aby
    przyszedł Rappaport. Rappaport wchodzi.
    Szef: – Rappaport. Od tej chwili będziesz pisać dalej tę przeklętą bzdurę.
    Rappaport: – Tak jest, szefie.
    Zgarnia nonszalanckim ruchem manuskrypt i wychodzi; szef pogrąża się w dalszej
    pracy. Za godzinę wraca Rappaport; jest zupełnie pijany i trupio blady. Kładzie
    przed szefem manuskrypt.
    Rappaport (bełkocze): – Wszystko skończone. Otrząsam pył z moich nóg i
    przeklinam.
    Zataczając się wychodzi: szef żąda, aby przyszedł Treppengelander.
    Treppengelander wchodzi.
    Szef: – Patrick. Masz od jutra pisać dalej tę hecę.
    Treppengelander: – Tak jest.
    Wychodzi. Po godzinie wraca. Trupio blady. Pijany. Rzuca manuskrypt na stół i
    nie mówiąc ani słowa wychodzi. Sytuacja robi się poważna; z drukarni dzwonią.
    Szef woła Najlepszego. Najlepszy wchodzi.
    Szef: – Ty… i tak dalej.
    Najlepszy: – OK.
    Po godzinie wraca: pijany i trupio blady.
    Szef: – Co jest?
    Najlepszy: – Nic się nie da zrobić. Bohater wyskoczył z samolotu na wysokości
    dziesięciu tysięcy metrów i jest bez spadochronu. Wokół niego lata eskadra
    odrzutowców i strzela do niego pociskami rakietowymi. Na dole czekają już na
    niego trzy rekiny z otwartymi paszczami. A teraz idę. Otrząsam pył z moich nóg
    i przeklinam…
    Najlepszy wychodzi; szef woła pierwszego i obiecuje mu podwyżkę. Następnego
    dnia ukazał się dalszy ciąg powieści odcinkowej, zaczynający się od słów:
    *Nadludzkim wysiłkiem woli, wydostawszy się z tych irytujących opresji, Mike
    Gilderstern powrócił do Nowego Jorku’ „.

  18. Lidka 29/01/2015 at 15:41

    Ja popieram pomysl i podpisuje sie obiema rekami pod komentarzem Aniki: trawka musi byc i ksiazka, i szezlong, i pelen relaks czasami. W przypadkach beznadziejnych proponuje postawic kolo szezlonga kubelek z lodem i dobrze schlodzona wodka, bo bez tego- cytuje naszych sasiadow- nie rozbieriosz. Kanionek, moj szef mawia tak: cokolwiek by to nie bylo pamietaj, ze zawsze moze byc gorzej. Nie wiem, czy to optymistyczny akcent, ale pozdrawiam Ciebie optymistycznie i z akcentem. A BULA ma u mnie wpier*ol.

    • ciociasamozło 29/01/2015 at 20:42

      Ej no! ale która BUŁA? Bo moja sierściasta wyjątkowo niewinnie teraz sobie leży i chyba dzisiaj nie zasłużyła. Wpier*ol za obszczekanie hałasującego samochodu i warknięcie na menela to chyba przesada.

      • Lidka 29/01/2015 at 23:10

        @ciociasamozlo

        Ojej, Ciociasamozlo, nie Twoja Bula, kochana, sliczna!! Tylko ta czerstwa BULA, ktora stoi nam w gardle i siedzi na zoladku, i przydusza klate jak „dusiolek”, i wyciska lzy.

        • bila 30/01/2015 at 14:23

          Oboszebosze, już myślałam, że o bilę chodzi… Ufff… A co Wy tak optymistycznie? Ma Kanionek odbijać się od dna, czy nie?
          Kanionku, jest BARDZO ŹLE, OJOJOJ…Jest STRASZNIE. BEZNADZIEJA.OBŁĘD.ZGON. SMUTEK I ŻAL.KUPA.ŹLE.ZŁE ZŁO.
          (przerwa na odczuwanie)
          Czy już dno? Czy weszłaś w etap usmarkania się?(u mnie dno tak się kończy).Przesyłam jedną łzę i ciepły uścisk.<3

        • ciociasamozło 30/01/2015 at 20:32

          No jak ta BUŁA, to na pohybel jej!
          Taką w gardle stojącą to najlepiej popić. Idę popijać w Waszym imieniu ;)

  19. jadowita 29/01/2015 at 16:13

    no oczom własnym krótkowzrocznym w okular uzbrojonym nie wierzę, wszak Twoim to było dotąd zadaniem chwalebnym ludziów z dołów wszelakich za szelki wyciągać, pobudzając do kwików radości brzuchy ospałe… Panie Kanionku, larum grają, naród smutku pogrążon, a Ty się nie zrywasz? Pióra (hmm…) nie chwytasz? Nie ostawiaj nas w trwodze, tęsknim niemożebnie… Jeśli pomocy jakowej potrzebujesz, pomożem, jeśli możem. A jak nie możem, to myśli dobre prześlem, żeby chociaż trochę ze szlamu Twą postać szlachetną oczyścić :)

  20. Ynk 29/01/2015 at 16:35

    Jeśli to ten czas, że trzeba pogadać z Ciemnością, gadaj, i poklepuj ją łopatką po ciemnym ciemieniu. Sam Vimes nie ma monopolu na tę praktykę.
    Czas przepoczwarzania się mija, i nadchodzi czas prostowania podmiętolonych skrzydełek.
    I surfacing.

  21. Baśka 29/01/2015 at 19:28

    No co ty Kanionek. Dopiero się zakochałam w Twoim blogu a tu już odbierasz nam tę odrobinę optymizmu? Wróć do nas.

  22. baba Aga 30/01/2015 at 15:30

    A może złe się czai w powietrzu? Bo u mnie bez powodu też ch**wo, ale my tu czekamy i tworzymy silną grupę wsparcia (SGW ;-)) i tak sobie to wyobrażam jak na amerykanckich filmach.
    Cześć jestem Kanionek, związałam się z kupą dinozaura
    Cześć Kanionku! Kochamy Cię
    Jak wrócisz to my będziemy :-)

  23. czubatka 30/01/2015 at 19:43

    W amerykanckich filmach było jeszcze „wspieramy Cię”. Więc wspieramy Cię…

  24. Lidka 30/01/2015 at 21:40

    Jak SGW to SGW:
    Czesc, mam na imie Lidka i jestem nalogowcem. Jestem uzalezniona od blogu „Kanionek”. I wcale nie chce z tym walczyc.
    Pije tez, ale to w ramach zapicia (zabicia?) BULY. Ciociasamozlo i inne Kozy z OK: brzdek, brzdek, drink, drink, na zdrowie!

    Kanionku, czekamy i zyczymy jak najlepiej. Cokolwiek to by nie bylo- biegniemy z pomoca.

    • Ola 30/01/2015 at 22:32

      Dołaczam do SGW:
      Cześć, mam na imię Ola i jestem uzależniona od Kanionkowa. I dobrze mi z tym. Czasem też nie mam garści i wiem, jak to jest, kiedy próbujesz się wziąć i nie masz w co. Pozostaje więc czekać i wysyłać dobrą energię :)
      Brzdęk, brzdęk, na zdrowie Oborze i Najwyższemu Szefowi z Łopatką. Meeee…

Dodaj komentarz

Podpis *
Email *
Witryna internetowa