Chytry bałwan w kartonie, czyli o Waszych kotach

Po tym, jak cały dzień chodziłam czegoś podkurwiona, i wszystkich mi było za dużo i zbyt WSZĘDZIE, a zwłaszcza pod nogami, o godzinie dwudziestej minut dwanaście zupełnie niespodziewanie, i co warto dodać – wbrew mojej woli, zostałam opętana duchem sprzątaczki. Duch pozmywał gary, wyniósł trzy wiadra brudnej wody (klnąc przy tym jak szewc, że jest minus dwanaście, a tu trzeba z wiadrami po ciemku popierdalać), wyszorował wierzch szafy na garnki (bez sensu, że tylko wierzch, bo niby kto ma umyć resztę?) i spakował część pustych słoików do wyniesienia gdzie indziej (bo obecnie zabierają ostatnie wolne przestrzenie bardzo niewielu półek w kuchni).

Jednak dzisiejsze duchy to już nie to, co kiedyś. Szybciej łapią zadyszkę i filozoficzne muchy w nosie (niby dlaczego to ciągle JA mam sprzątać?), a do tego są zdecydowanie bardziej rozważne, niż romantyczne. Po tym więc, jak duch poodsuwał graty i pozamiatał podłogę, stwierdził, że on to wszystko serdecznie błogosławi, a nawet krzyżyk stawia, a myć podłogi nie będzie, bo szkoda wody. No trudno się nie zgodzić z takim argumentem, więc o dwudziestej pierwszej minut dwadzieścia byłam już wolna, choć z wciąż niezbyt czystą podłogą i kartonem słoików, który teraz muszę wymyślić gdzie wynieść.

Bessa opadowa trwa. Okazuje się, że na śnieg również nie zasłużyliśmy, bo choć po krótkotrwałej odwilży znów przyszły mrozy, białego szaleństwa nie widać. Poniżej, specjalnie dla Was, bałwan stosowny do okoliczności.

bałwan w pięknej okolicy

Piszecie, moi mili, że zwierzątka kradną Wam żywność i ulubione miejsca siedzące. Czy chodzi Wam o coś w tym stylu?

przy stole

Na zdjęciu brakuje tylko kawy, MOJEJ kawy, którą już wypił. Zdarza się, że zaparzę sobie pierwszy poranny kubek, posłodzę, mleczka doleję, upiję łyczek i muszę wyjść dosłownie na chwilę. Gdy wracam, na dnie kubka mam już tylko piankę. Nie piję kawy z pianką – ona powstaje w wyniku pospiesznego wychłeptywania napoju długim, złodziejskim ozorem nałogowca.

Prosicie też o raport z życia, z załącznikami. No to tak. Nasz pies rasy obszczarek nieziemski zrobił wczoraj postęp jak ekwiwalent pierwszego ludzkiego kroku na księżycu. Otóż i mianowicie, jak dotąd udawało nam się osiągnąć odruch cofania tylnej łapy w wyniku delikatnego ściskania psiej stopy lub gmerania między palcami. Wiotkie i nikłe mięśnie uda drżały i kurczyły się, podciągając łapę ku tułowiu, ale nigdy nie doczekaliśmy się odruchu kopnięcia, czy odepchnięcia. Wczoraj natomiast ni z tego, ni z zielonego, Antoni zaczął pedałować sam z siebie, leżąc przy moim łóżku. Myślałam, że coś mu się śni, ale nie spał. Leżał na prawym boku jak gdyby nigdy nic, patrząc przed siebie, a jego prawa tylna łapa wykonywała ćwiczenie znane pod nazwą “rowerek”. Dość energicznie wykonywała, choć nie jestem pewna, czy właściciel rowerka miał jakiekolwiek pojęcie o tym, że właśnie dokądś jedzie. Tak czy owak, było to coś zupełnie nowego i napełniło nam zbiorniki z nadzieją pod korek.

A dzisiaj obszczarek wyszedł na krótki, kontrolowany spacerek. Krótki, gdyż zimno jak diabli i małżonek wyraził obawę, iż jak Antoni tak sobie będzie leżał, to Antoniemu końcówka przymarznie do podłoża, a on się w porę nie zorientuje. Ja bym nigdy o tym nie pomyślała, no ale ja nie mam stosownej końcówki do martwienia się o, więc czuję się rozgrzeszona.

Antoni na podwórku

Antoni na podwórku_2

Sezon urazowy, uroczyście otwarty w listopadzie przez Atosa, najwyraźniej jeszcze się nie skończył, bo zaraz po dramatycznych przejściach kury Tasiemki, bilety na wydarzenie dostał Gonzales. Dwa dni temu weszłam do kuchni zrobić pierwszą kawę, gdy wzrok mój wszystkowidzący padł na szybę okienną, mieniącą się w słońcu karminowym rozbryzgiem setek kropel krwi. I mówię do małżonka, że chyba kurczaki się o coś pożarły na parapecie, bo jatka jak u rzeźnika, a małżonek na to, że nie, to tylko Gonzales się otrzepał. Miał, jak się okazało, niewiadomego pochodzenia niewielką rankę na uchu, a broczył jak rozpruty tapir. Ale niusem tygodnia, a przy tej obfitości zdarzeń może i miesiąca, jest Tradycja. A raczej jej nowy pomysł na siebie.

Tradycja, moi drodzy, postanowiła zapuścić brodę, i bardzo proszę się nie śmiać. Czarny wąs już był i choć spotkał się z Waszym aplauzem, nie dodawał Tradycji powagi, ni autorytetu, a ona nie chce być już największym gamoniem w stadzie. Porzuciwszy tedy stylizację na niechlubnych przywódców autorytarnych, moja łabędzica rzuciła się w nurt wizerunku bliższego wielkim myślicielom. Broda na razie jest skromna i wciąż nie chce łagodną kaskadą jedwabistego splotu ciążyć ku jądru ziemi; wygląda raczej jak wyleniały pędzel taniej produkcji i wciąż przylega płasko do dziecięcego podgardla, ale jest. Nie, naprawdę, na razie nie ma czego fotografować, co z lekkim zawstydzeniem przyznaje sama modelka, unikając jak ognia błysku flesza. Na tym zdjęciu jednak TROCHĘ tę poziomą brodę widać:

panna z brodą

Bożena za to niczego nie unika, wręcz przeciwnie, to JEJ nie sposób ostatnio uniknąć.

“Chodź no bliżej, powiem ci coś na ucho”:

na ucho

I czego się dowiedziałam?

Że mam “beznadziejną kurtkę” i jeśli chcę, to Bożena może mi “polecić swojego projektanta”. Bezczelność kozia nie zna granic, a Bożena niech lepiej uważa, żebym ja jej nie poleciła jakiegoś dietetyka.

W temacie diety. Moje ziemniaki, marchewki, jabłka, kapusty i inne krwawicy owoce już się skończyły, więc kozy jedzą obecnie inne owoce mojej krwawicy, czyli pieniądze. W poniedziałek zakupione trzydzieści kilogramów ziemniaków, dziesięć marchewki, dziesięć jabłek i ze trzydzieści kapusty powinno wystarczyć na miesiąc. Plus owies i siano, rzecz jasna. W tym roku będę musiała podporządkować ogród kozim wymaganiom i grządki obliczyć podług ich żarłoczności, a tymczasem dietę kozią uzupełniam codziennie przytarganymi gałęziami świerku z wycinki:

przy choince_2

przy choince_3

przy choince

Taka porcja to jest zaledwie pierwsze śniadanie. Te kozy w ciągu dwóch, trzech dni, pożerają ekwiwalent przeciętnej bożonarodzeniowej choinki. Siano wchodzi im zdecydowanie gorzej, choć kilka dni temu, gdy wiatr odkręcał rogi o sto osiemdziesiąt stopni, stado zgodnie postanowiło przeczekać koniec świata w koziarni, i w ten dzień cały kosz siana zniknął w okamgnieniu, popity dwiema michami wody, w której księżniczki zazwyczaj jeno maczają usteczka, a później grają w “kto trafi kulką nawozu do miski, ten miszcz”. I oczywiście wszyscy wygrywają, a ja tylko ciągle wodę zmieniam.

Na koniec mojego raportu pragnę zamieścić zdjęcie okienka. Z uwagi na to, że okna w koziarni i kurzarni są z bardzo odległej epoki, wykonane z cieniutkiego szkła i cierpiące na ubytki kitu w szczelinach, wspięłam się na wyżyny mej pokracznej pomysłowości i zrobiłam takie oto docieplenie:

okienko

Składa się toto z dwóch warstw grubej tektury (już chyba absolutnie wszystkie sklepy z pobliskiego miasteczka wiedzą, że ja to ta baba, co zbiera kartony i z miną Liska Chytruska wyszarpuje tekturowe podkładki spod zgrzewek z napojami), pomiędzy tekturą jest gruba folia, a pomiędzy okno właściwe a ten mój wynalazek napchałam sporo drobnego siana. Powierzchnia przezierna okna została tym samym zmniejszona do jakichś trzydziestu procent, więc do środka wpada mniej światła, ale łudzę się, że cały ten badziewnik zatrzyma choć trochę ciepła, które oknami ucieka najszybciej.

No to koniec sprawozdania, teraz Wy. I tu trzeba jasno powiedzieć, że tej zimy spadło na mnie więcej kotów, niż śniegu, i bardzo dobrze – może jednak nie będę musiała kupować tej szufli. Wasze pociechy, w kolejności przypadkowej:

Poznajcie Lenę, czyli Piękną Helenę, wnuczkę Baby Agi, w pięciu profesjonalnych odsłonach:

Lena - wnuczka Baby Agi5

Lena - wnuczka Baby Agi4

Lena - wnuczka Baby Agi3

Lena - wnuczka Baby Agi2

Lena - wnuczka Baby Agi1

Po dwóch chłopakach Lidki, których poznaliście w świątecznych chwalisiach, czas na Lidki dziewczyny. Oto, cytując za samą Lidką, “zakichana księżniczka”, panna Boo:

Księżniczka Boo

A tu, w białych rękawiczkach i świątecznej depresji, Bejbisia:

Bejbisia Lidki

I jeszcze przy kawie:

Bejbisia przy kawie

Swoje “futernogi” prezentuje również mp. Oto rodzeństwo Milucha i Pumek:

kotek mp - Milucha

kotek mp - Pumek

A Maciejkę i Herę od Shal znacie? No to poznajcie:

Maciejka i Hera od Shal_1

Maciejka i Hera od Shal_2

Maciejka i Hera od Shal_3

Maciejka i Hera od Shal_4

Po tej kociej paradzie czas na psie trio, które wygląda tak, jakby zaraz miało komuś pogonić kota. Poznajcie “bandę trojga” Modrej:

Modrej banda trojga

Modra ma jeszcze trzy koty i nie zawaha się ich użyć, ale najpierw chce je zwabić w jeden kadr :)

I jeśli myśleliście, że skoro po świętach to koniec z żarciem, to nic z tego. Na stół wjeżdża zupa dyniowa od Pluskat, a w zupie obecne, choć nieobecne na wizji, pływają kawałki wędzonego boczku i starty ser. Napisałam Wam o tym, bo co będę sama się z głodu skręcać.

Pluskatowa zupa z dyni

Edycja 7 stycznia 2015 – w ślad za dynią od Pluskat przyleciała jej kotka. Ekstrawagancka elegantka wymykająca się damsko-męskim stereotypom nazywa się Dzikus i wygląda tak:

Dzikus-ka od Pluskat

I na koniec dzieło niemieszczące się w poprzednich kategoriach, albowiem natury dwojakiej. Poznajcie zadek kotki PandeMoni, ulokowany w PandeMonijnym kominie na drutach dzierganym (a był to, zdaje się, druciarski debiut), i wraz z kominem dziergniętym etui na zmarznięty telefon:

kocica w kominie PadeMoni

etui PandeMonii

Edycja 7 stycznia 2015

Lima, bo tak nazywa się Kotka z Komina PandeMoni, namyśliła się, sięgnęła do swego portfolio, i zdjęcie zadka uzupełnia takimi tam, z dzieciństwa i z domu:

Lima_1

Lima_4

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Lima_6

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Edycja 9 stycznia 2015

Więcej kooootów!

Swój odcisk w cyberprzestrzeni zostawia niniejszym kotka Sieki, kolejna piękna Helena, a wedle słów samej Sieki – chodząca słodycz i spokój:

Helenka od Sieki

A poniżej hebanowa piękność o szmaragdowych oczach i uwodzicielskim imieniu – Magrat. Atłasowe posłanie udrapowała jej służka, znana nam jako Ciociasamozło:

Magrat - kotka Ciocisamozło

Druga pomoc domowa panny Magrat to Buła, która nie zawsze wie, jak dogodzić swej kapryśnej pani:

Buła i Magrat od Ciocisamozło

Ale zupełnie się tym nie przejmuje i pogoda ducha jej nie opuszcza:

Buła Ciocisamozło

That’s all, folks!

Mam nadzieję, że przeskakując z jednej skrzynki mailowej do drugiej nikogo nie przegapiłam. Gdyby jednak – zgłaszajcie pretensje w komentarzach, a błędy swe naprawię i klęcząc na ogryzionych świerkowych badylach pokornie odpokutuję.

109 thoughts on “Chytry bałwan w kartonie, czyli o Waszych kotach

  1. diabel-w-buraczkach 07/01/2015 at 07:49

    Zobaczysz, Laser pewnego dnia, wskakujac na krzeslo, zagai radosnym tonem “No, to co dzis przygotowalas na obiad?”

    Ale ze Tradycja ZAPUSZCZA BRODE? Chciaz, takie czasy – granica plci jest plynna, mglista i niewyrazna… Zostaje miec nadzieje, ze Pecik nie uderzy w metroseksualnosc… ;)

    • kanionek 07/01/2015 at 20:18

      Ja też mam nadzieję, że Pecik jest staroświecki i zdecydowanie wolę, by nawet brzydko pachniał, dłubał w zębach i klął, robiąc męską robotę, niż żeby np. pucował sobie racice do wybłysku i prenumerował “GQ” albo “Metromale” czy coś. Na razie się na to nie zanosi – dziś wrócił z wybiegu potargany, z sierścią pełną rzepów i grzywką posklejaną, nawet nie chcę wiedzieć czym. Przyjdzie taki dzień, że do rozczesywania jego splotów będę używać grabi ;)

  2. diabel-w-buraczkach 07/01/2015 at 07:53

    I to super, ze Antoni zaczal robic “rowerki”!!! Na pewno wjedzie nimi na dobra droge. Jak stanie na nogi i wreszcie pierwszy raz bedzie mógl znowu pobiegac, to bedzie sie pewnie cieszyl jak szalony!

    • kanionek 07/01/2015 at 20:26

      No właśnie, jak szalony… Trochę się tego obawiamy, tzn. żeby się zaraz znów nie zepsuł. Ale dobra, nie będę snuć pesymistycznych wizji, bo najpierw czas na te optymistyczne :)

  3. Ynk 07/01/2015 at 11:59

    Zgłaszam (nie)śmiałą hi-hi-potezę co do Laserowego ciemnego lśnienia: kawa to być musi, kawa kradziona.
    Na zdjęciu z Bożeną, tym “Dwie Szeptuchy”, Twoja czapeczka bardzo zgrabnie udaje kozi pyszczek ;-)
    Przybijam piątki z tylnymi łapami Atosa!
    Okienko – wzruszające.
    Z kociego opadu – a wszystkie razem i każdy z osobna czarujące – wróżę, że marzec rychło nastąpi ;-)
    I zupa Pluskat – wspaniałość!

    • kanionek 07/01/2015 at 20:32

      Ha ha :) Kradzione jajeczko na śniadanie i kawusia z mleczkiem sekretem Laserowego bodybuildingu ;)
      Najgorsze jest to, że on jest z natury hiperaktywny, a po kawie włącza mu się dodatkowe śmigło w tyłku. Szczytem jego bezczelności, a mojej nieuwagi, była kradzież dwóch kaw z rzędu. Ale w dziewięciu przypadkach na dziesięć pamiętam, żeby kawę odstawić gdzieś na półkę.

  4. Ola 07/01/2015 at 12:01

    Ale się ucieszyłam, że Antoś pedałuje do przodu! A tak w ogóle, to cześć po przerwie. Nie dopisałam się pod poprzednim postem, bo ciężko nadrobić zaległości u Kanionka – macie rację!
    Laser, chłopaku, nie daj się, miejsce przy stole jak i w łóżku należy się każdemu :P
    @ Kanionku – w kwestii poprzedniego postu – po co Ci fitnes, skoro Ty masz aerobik w koziarni i zumbę z wiadrami codziennie???
    @ pozdrowienia dla Kociej Frakcji – Frakcja Psia :)

    • kanionek 07/01/2015 at 20:37

      Witamy po przerwie :) I żebyś wiedziała, Laser sypia w łóżku, i oczywiście pod kołdrą. Czasem z głową na poduszce.
      No właśnie – po co mi jakieś dodatkowe ćwiczenia, i tej myśli się trzymajmy ;)

      • Ola 08/01/2015 at 10:04

        no ba! Kuba mówi, że tak się należy!

  5. Kachna 07/01/2015 at 12:10

    Nieodmiennie lubię Cie czytać Kanoniku.
    To prawdziwy kozi raj – u Ciebie.
    Coraz bardziej identyfikuję się z Irenką – też bym tylko się przytulała i przytulała.
    ………

    • kanionek 07/01/2015 at 20:44

      A, jak przytulała, to z Bożenką :) Która dzisiaj nie dość, że się przytulała, ocierała i ponaglała kopytkiem (żeby ją drapać i głaskać), to jeszcze znienacka, obwąchując moją twarz, wpakowała mi jęzor w usta. Ja wiem, że każdy w życiu chce czasem spróbować czegoś nowego, ale żeby tak zaraz… międzygatunkowo?

  6. Kachna 07/01/2015 at 12:12

    Jeszcze chciałam zapytać o wazę – dynię – wygląda jak dynia zasuszona….
    Co to jest naprawdę?
    Pluskat? Hę?

    • pluskat 07/01/2015 at 13:45

      dynia wyszla prosto z pieca, wiec jest upieczona, z tej “wazy” po jej obraniu ze skory i zmiksowaniu wyszedl jeszcze wieki gar zupy, teraz juz w zamrazarce, bo ile mozna tej dyni?

      news dnia to oczywiscie rowerek!

      szkoda, ze moj kot sie nie zmiescil w skrzynce, bo bylby komplet!

      • kanionek 07/01/2015 at 20:47

        A tego kota to w zupie, znaczy w mailu z zupą wysyłałaś, czy osobno? Może na kanionek@onet.pl spróbuj, to jeszcze dorzucę do tego wpisu :)
        A dyniowaza wygląda bardzo stylowo.

  7. ciociasamozło 07/01/2015 at 13:04

    Cześć w Nowym Roku.
    A mówiłam, że jak wyjadę to się bedzie działo!
    Nosz, na chwile Was z oka spuscić!
    Tradycja zapuszcza hipsterską brodę; kury partyzantki, jedna ranna w boju; myśliwi, co tyle myśleli, że im strzelba wyrosła (z noktowizorem bo myśli ciemne); Gonzales uskutecznia efekty specjalne do horroru; duch sprzątaczki grasuje; Atos ćwiczy do Tour de Pologne (ALLELUJA!!!); pizze, zupy i przeciery takie, że klawiaturę muszę przecierać; obfite opady kotów przecudownej urody; Pies-Interwencja podnosi sobie ciśnienie poranną kawą….
    Łomatkozcórką! kiedy ja to ogarnę?
    A swoją drogą, Kobity, jesteście niesamowite!
    Chwalisie, mcgyweryzm (pomysłowodobromiryzm) Kanionka, przepisy kulinarne, świetne zdjęcia – cholernie zdolna ta Obora :)

    • kanionek 07/01/2015 at 20:55

      Innymi słowy – o curwa, ale kyrk :D
      Ciocia, a Twoją futrzaną pociechę mogę zamieścić?

      • ciociasamozło 07/01/2015 at 21:21

        Ależ bardzo proszę, dziękuję :)
        Jak się ogarnę po powrocie to Ci jeszcze kota podeślę, chcesz?
        Buła była przez tydzień na wywczasach w psim hotelu i dostała ksywkę Karpiel-Bułecka ze względu na odgłosy paszczowe jakie czasami wydaje (jak pyskuje to brzmi jak “abułabuła”) :)

        • kanionek 07/01/2015 at 21:37

          O, fajnie, to poczekam na kota i zamieszczę ich razem, OK? Karpiel-Bułecka :D

        • Lidka 08/01/2015 at 01:51

          @ciociasamozlo

          Padlam przy tym “abulabula”. Moj bokser, Rocky, kiedy pyskuje do wydaje dzwieki cos tak brzmiace, jak “anienienienie”.

        • Magda 08/01/2015 at 21:11

          mój kot jak czuje, że będzie rzygać to woła ojojoj-serio!!:-D

  8. shal 07/01/2015 at 16:00

    Zaprawdę, powiadam Ci Kanionku , żal mi tych osób co nie czytają twoich notek.Tyle dobra dla,co prawda wyselekcjonowanej elity(czyli nas -czytaczy), niewielkiej grupy.Trzeba to wydać książką.Od paru lat czytam taką blogerkę,co już to zrobiła.Bardzo mnie cieszą postępy Atosa.Ciekawe, czy Laser równie chętnie piłby kawkę bez mleka?Przed chwilą oglądałam reportaż o Marku Piekarczyku.Jego koza ma na imię Klementyna.

    • kanionek 07/01/2015 at 21:06

      No tak, ale Wy już czytacie bloga, to komu ja opchnę tę książkę? :D
      Nie, bez mleka Laser nie pija. Tylko białą z cukrem, paniczyk wielkomiejski. I sprawdziłam, faktycznie Piekarczyk ma kozę i dom na wsi, a wyczytałam jeszcze, że syna swojej kotki nazwał… Piździelcem :) I to mie sie podoba, podoba mie sie to!

  9. Iwona 07/01/2015 at 19:27

    Nie, kawę to mam, ale pewnie dlatego, że piję czarną, mocną i leciutko słodką. Ale kiedyś moja córka miała królika, który wypijał herbatę. Nie był miniaturką, tylko wielkim królem, który rozrabiał w domu, wskakiwał na krzesło, na stół i pasł się bez żenady.

    • kanionek 07/01/2015 at 21:15

      O rany, taki król potrafi namieszać. W sumie to taki kot, tylko gorszy ;) A ja jeszcze za czasów gdańskich, znalazłam na chodniku kanarka, którego wiatr sobie kulał od krawężnika do krawężnika. Wkrótce okazało się, że kanarek światowy i w towarzystwie obyty – w porze obiadowej zasiadał na brzegu talerza i wybierał sobie co lepsze kąski. Lubił pomidorową i ziemniaczki… I pięknie śpiewał, pełną piersią i z całego serca. Najchętniej z pozycji czubka głowy mojej Mamy, gdy już zmywała po obiedzie. A potem chcieliśmy być fajni, i kupiliśmy mu Kanarkową. Z dnia na dzień stracił talent wokalny, a Kanarkowa łupała go dziobem niemiłosiernie i wyskubała mu łyse kółko na głowie. I tak z gwiazdy wielkiego formatu Kanarek stał się łysiejącym pantoflem… Niektóre baby powinny mieć bana na związki ;)

      • Iwona 07/01/2015 at 21:58

        W toksycznym związku tkwił biedak. Taki talent się zmarnował.

  10. Iwona 07/01/2015 at 19:31

    A brody modne teraz, i kobiety z brodą, może Tradycja idzie z duchem czasu?

  11. Iwona 07/01/2015 at 19:57

    A ja chyba wiem, jakie było pierwotne przeznaczenie kosza na siano, już dawno miałam napisać, ale skleroza pani, skleroza. O czym to ja miałam? A o koszu, prawda, otóż kosz ten oto, służył był, jako osłona balona na wino. Mam taki, niestety stan jego jest beznadziejny, kosza znaczy, balon ma się całkiem dobrze.

    @ Lidka
    To Bejbisia chłodzi się w lodówce?

    • Lidka 07/01/2015 at 20:28

      Lodowka nalezy do Boo. Bejbisia, jako przybleda kocha UPALY.
      A tymczasem u nas sniegu po tylek i -30 stopni C, czego Wam nie zyczymy.

      • kanionek 07/01/2015 at 21:22

        @Lidka

        O rany, ale Wam się dostało! Chyba mój przydział u Was spadł między innymi. Współczuję. Szczególnie ogarniania samochodu do pracy :-/

    • kanionek 07/01/2015 at 21:20

      @Iwona

      Faktycznie, to może być to! Teraz się chyba używa takich plastikowych, ale kiedyś pewnie były z żelastwa. Ten nasz też pordzewiały, ale trzyma się kupy, no i farbką antykorozyjną go pomalowaliśmy, więc jeszcze kozom posłuży.

  12. sliwka 07/01/2015 at 20:30

    Tu niby bałwan i narady z Bożeną, ale tak naprawdę chodziło o prezentację dwóch nowych kurtek, nieprawdaż? Kanionek został szafiarką :P

    Laser wygląda jak Ferdynand Wspaniały. Nawet wzrok ma odpowiednio melancholijny.
    A Atosowi dedykuję piosenkę: Otóż rower nas ocala jak grom petroladę.

    Koty wszystkie bez wyjątku wspaniałe (ale czy koty mogą być inne?). Banda trojga też niczego sobie. Jestem strasznie ciekawa jak wyglądają koty, które mieszkają z takimi psami i kto rządzi w tym domu?!

    • pandeMonia 07/01/2015 at 21:24

      Już nie wiem, czy w odpowiednie miejsce się wepnę, ale co tam! Wszyskie pary tańczą! Ze spacjalną dedykacją dla Atosa z turnusu I od sympatycznej pani Moni – puci puci

      https://www.youtube.com/watch?v=R0jpIzJy2VY

    • kanionek 07/01/2015 at 21:34

      Szafiarką… Chyba SZMACIARKĄ :D
      Ale skoro już o kurtkach mowa, to tak: ta czarna, ładna, to od mojej siostry. Niby używana, ale jak nowa. Dostałam jeszcze zieloną, inny krój, może kiedyś zaprezentuję.
      A ta “beznadziejna”, to od ciotki. Ciotka kupiła dwie takie na targu od Wietnamczyka, bo były tanie, no i dała mi je właśnie z myślą o obsłudze gospodarstwa w mroźne, zimowe dni.

      Ferdynand Wspaniały! Dzięki za wyciągnięcie tej postaci z mroków mojej pamięci :)
      I też jestem ciekawa, jak to u Modrej wygląda… Jak wojna gangów ulicznych? A może dwa przeciwne obozy spotykają się kulturalnie przy kawusi i ciasteczku? Modra, jak Ty ogarniasz takie towarzystwo?

      • Modra 08/01/2015 at 14:55

        Moje futrzaste to zbieranina, taka paczworkowa rodzina. Tylko wyżlica Basica jest kupiona ze znamienitej hodowli. To był początek, a potem jakoś się posypało. Był moment, że miałam warunki by zakupić dom, a skoro już był i ogród i dom i jeden pies, to postanowiłam zajmować się adopcjami i być domem tymczasowym. Przez to nabawiłam się takiego trzeciego oka, które zajmuje się samoczynnie wyłapywaniem futer w potrzebie. I na ulicy przede mną pojawiła się parówka-Duszan, potem stanął przede mną Kotek o Bardzo Małym Rozumku, potem z czeluści internetów, jak z dalekiego kosmosu, dotarł do mnie miauk Dziuni-Kiciuni z gdańskiego śmietnika. Królowa Sonia miała być uśpiona, bo właściciel emigrował, ale bez niej. A parówka Miśka z rezygnacją przyjęła swój wiejski los psa bezdomnego, więc trzeba było wyrąbać ją z lodu spod Biedronki, żeby zmienić bieg historii. Jak kolejne zwierzaki dołączały do stada, to jak zawsze były okresy adaptacyjne, trzeba było cierpliwości i czasu. Dotarły się i podzieliły ulubionymi miejscami. Ale oczywiście jest tak, że psy lękają się położyć na fotelu, gdzie rozwalił się kot. Patrzą na mnie oczekując przyzwolenia. Tak samo przyzwolenia potrzebują, żeby podejść do misek, kiedy koty jedzą. Ponieważ Baśka jest najstarsza reszta ją naśladowała. Ja wytresowałam Basicę, a ona resztę. Psy są stadne wiec potrzebują szefa :-) Za to kociskom wciąż zdarzają się wymiany ciosów. W tym zwierzyńcu jest tylko jeden chłop – Kotek o bardzo małym rozumku. Chociaż bezjajec, to zgrywa maczo i raz dziennie musi kocicom przylać. Cham i drań. Dziunia uważa to za amory, ale Królowa Sonia wyraża się jasno – nie znoszę obu tych “parszywych kotów” i ostentacyjnie zaznacza swoja pogardę dla obu kotów przestając wyłącznie z psami. Zresztą mam teorię, że ona nie jest kotem, ale prototypem nowej zabawki jamagoczi. Krzyżówki kota z psem. Okres hossy w moim życiu minął jak sen, lecz futrzaste i ja trwamy. Bez nich byłoby dużo gorzej.

        • mp 08/01/2015 at 21:28

          Modra, szacun !

  13. sieka 07/01/2015 at 21:54

    a mnie jako amatorce w odnawianiu mebli znanej wielbicielki dyzajnu ciekawi: CZYM MODRA MA POKRYTE SCHODY, NO PLIZZZ CO TO? Bo dobrze się prezentuje. Pozdrowienia z Wro, gdzie wiatr duje, że łeb urywa.

    • kanionek 08/01/2015 at 00:02

      Duć to dopiero będzie. Podobno w piątek czeka nas urwanie wszystkiego i linia szkwału. Do mnie może dolecieć już osłabione, ale we Wrocławiu pozdejmowałabym gacie z balkonu. A może i cały balkon ;)
      Ja to mam ciekawy dizajn… Interesują Cię meble z kolorowych kartonów z Lidla? Może zaprezentuję w którymś wpisie :D

      • sieka 08/01/2015 at 08:42

        niestety interesuje mnie prawie wszystko z Lidla ;), z tej jego alkoholowej części – żarcik, tak naprawdę to jedyny sensowny sklep z parkingiem na mojej drodze do wsi podwrocławskiej. A tak serio to fascynuje się ostatnio epoka późny gomułka/wczesny geirek, jeżeli chodzi o meble. Ludziska mają tego na potęgę, wyrzucają, a ja chodzę zbieram te pażdzierzowo-okleinowe sierotki, zdzieram stara olejną (bo ja pasjami kocham szlifierki, wiertarki, wkrętarki i piły – serio), maluję w jakieś odwalone kolorki albo i nie i rozstawiam po domu, oddaje znajomym (ale tu niewielu chce bo mam jak to oni mówią “ekscentryczny gust”). Moi idole ostatnio to rebelmebel z Wro. Robię coś w ich stylu, oczywiście czysto amatorsko.

        • ciociasamozło 08/01/2015 at 10:52

          Sieka, pokaż! Ja ciagle sie przymierzam do takich robót i ciągle brak mi czasu :(. Jedno krzesło skrobię już 3 lata (fakt, że miało na sobie z siedem warstw olejnej). A najlepszy prezent jaki dostałam od męża to była szlifierka oscylacyjna (odnawiałam wtedy drzwi w mieszkaniu) :)

          • sieka 08/01/2015 at 11:15

            zawstydziłam się i szybko w głowie przeszukuje rzeczy do zaprezentowania. Miałabym z trzy, ale gdzie to wysłać? Chyba nie będę zapychać problemowych skrzynek Kanionkowi, a ja, tego, no z istragarmami to jestem mocno do tylu (delikatnie pisząc). Rozumiem Cię z tym brakiem czasu, mam takie krzesło co wzięłam je ze śmietnika (co tam!)w kwietni zeszłego roku i ciągle skrobie. Najgorzej to robić skokami, a do tego zima, a ja w gospodarczej “budzie” mam jak w psiarni. Zresztą z głową chyba ogólnie coś u mnie nie tak: ulubiony sklep – Castorama

          • Modra 08/01/2015 at 14:26

            O ja także kocham wszystkie sklepy budowlane! Pierwsze samodzielnie zamieszkiwane katy remontowałam sama, kładąc terakotę, naprawiając elektryczność, zbijając półki do kuchni. A najlepszy prezent to jakieś narzędzie, np na 40ke dostałam wyrzynarkę :-) Wciąż nie posiadam szlifierki. Uwielbiam tez przeglądać altanki śmietnikowe i wszelkie kramiki, gdzie starzyki wyprzedają bóg.wie.co. Stare płyty (ostatnio kupiłam Stempowskiego), karafki, wieszaczki, koronkowe serwetki, broszki z tajemniczymi błyszczącymi szmaragdo-rubinami. No wszelkie bazary typu Olimia w Warszawie kocham. Niestety w Warszawie mało mebli już w altankach. Ludzie wiedza, że to teraz chodliwy towar i na tablicach czy alledrogo wszystko można wystawić. Kiedyś marzyłam, żeby móc wejść do takich mieszkań, gdzie ktoś samotny zmarł. Mam poczucie, że doceniłabym każdy najmniejszy skarb tam znaleziony. Lubie stare rzeczy z historią i ciuchy, które dla kogoś znaczyły coś więcej niż powód do ogrzania kości. Ciuchy, dzięki którym ktoś zdawał się sobie piękniejszy, przeobrażał się.

  14. sieka 07/01/2015 at 21:56

    już wiem to jest guma, tłoczona w taki klasyczny wzór kółeczek, zaje…ty pomysł, szacun. Jak się to używa, sensie utrzymania czystości, no spala mnie ciekawość do tego listwy aluminiowe? Hmmm

    • Modra 08/01/2015 at 14:15

      Ajaj, nie sadzilam, ze moje pomysly na ekscentryczny dizajn mogą sie komuś podobac :-) Na schodach jest wyłożona taka specjalna wykładzina przemysłowa. Używana np. w fabrykach pod maszynami. Szukałam czegoś co wytrzyma pazury mojej Basicy-wyżlicy, bo w poprzednim mieszkaniu zryła schody zbiegając jak wariatka zeby obszczekać kogo.sie.da. Wykładzina miała sie zlewać po tych schodach, ale an Mareczek sobie nie poradził i pociął ją, żeby fest klejem przytwierdzić. I stąd listwy kryjące krzywe brzegi. Czyli jak zwykle prowizorka i próba ukrycia bubli awansowała do rangi przemyślanego rozwiązania :-) A wykładzina super się sprawdziła dla pazurów psicy-Basicy, a dodatkowo w przeciwieństwie do płytek – co to niejeden mi radził, bo wytrzymałe i pies nie podziurawi – jest ciepła i na boso można w nocy pomykać.

      • sieka 08/01/2015 at 20:41

        ja tu jeszcze w sprawie tej gumy przemysłowej, widziałam kiedyś genialną kabinę prysznicową wyłożoną właśnie taką jasno szarą wykładziną,oczywiście w Stanach. Zapragnęłam takiego czegoś dla siebie, ale na samą myśl o tym, jak mam jakiemuś polskiemu panu Mareczkowi powiedzieć, że ma ją przykleić do ściany i co wtedy od “fachowca” usłyszę to stchórzyłam. Z drugiej strony nie chcę się wszystkiego uczyć metodą prób i błędów na swoim domu. Jeszcze raz udzielam gorącej pochwały (z odcieniem zazdrości, bardzo mnie się to podoba. A gdzie ją kupiłaś?

          • kanionek 09/01/2015 at 20:13

            Ładne. To czerwone mi się podoba. Ale faktycznie droższe od bursztynu ;)

        • Modra 09/01/2015 at 16:50

          Raczej polecam sklep Manutan, nie będę linkować, jak ktoś zainteresowany wyszuka. Jak patrzę na to co przemysłowego jest na tzw rynku, to zaraz mam pomysły różniste. Nie mówię o już wyświechtanych okładzinach z blach do warsztatów samochodowych – wykorzystywanych w kuchniach. Czy o płytach OSB jako płyty podłogowe, meblowe czy ścienne. Warto popatrzeć na te fantastyczne materiały bo ich wykorzystanie jest wciąż dużo tańsze od standardowych materiałów. A ja uwielbiam eksperymenty :-)i obecnie jestem zafascynowana sklejką i jej wzorami.

          • sieka 09/01/2015 at 21:32

            Modra! Ja się z Panią ożenię! Też mam skręt w kierunku sklejki. Obiłabym chętnie u mnie skosy na pięterku domu, bo jak widzę twory z rygipsu, co to nie jest odporny na zarysowanie paznokciem, to mam szczękościsk. Do tego marzy mi się ściana ze sklejki różnej grubości i różnego rodzaju (liściaste, sosna, itp), takie “3D” widziałam gdzieś na stanowskim (znów) blogu i choruję na to. U mnie estetyka dąży do minimalizmu i modernizmu z lat 20 zeszłego wieku, nie przepadam za starymi meblami, ja po prostu na nich eksperymentuję. Same pchają mi się w łapy – bidulki. Modra coś mamy tu kółko wzajemnej adoracji ;)

          • Modra 09/01/2015 at 22:59

            Łał, oświadczyn w takim tempie jeszcze nie otrzymałam :-). Spłoniłam się lekko. Zacznijmy na początek od kawusi i ciacha :-) A tak w ogóle to cieszy mnie taka bliskość dusz wielce. Nie sądzisz Sieka, że faktura drewna, układ słoi to coś co można kontemplować ciągle i ciągle? Ja użyłam sklejki na parapetach więc jestem bardzo za tym, abyś obiła nią ściany. Spróbuj tak ją wyeksponować, żeby oprócz wierzchu widać było boki. Sklejka układana warstwami tworzy coś cudnego – normalnie masz 3D :-) Ja też wykorzystywałam minimalizm przy projektowaniu swojego domu. Lubię ‘przestrzeń’ wokół siebie. I nie chodzi o metry tylko o sposób aranżacji, gdzie oko wyłapuje przedmiot. Nie chce zanudzać, bo w gościach jestem :-) Mój dom choć nowobudowany to szara kostka – odprysk po modernizmie. Choć z wiekiem przechodzę w kierunku płynnych, giętych linii Art and Craft’s. I jeszcze: stary mebel staremu meblowi nie równy. Uwielbiam skrzypiące podłogi i takowe drzwi w starych szafach. W takich wnętrzach ze sklejką na ścianie musi być jak dla mnie jeszcze mebelek sprzed choćby 80 lat. Inaczej to mię się nie komponuje :-)

          • kanionek 09/01/2015 at 23:23

            Nie przynudzacie, a mi to nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie – może skorzystam na Waszych pomysłach? Złapię bakcyla? Albo zerżnę dobry pomysł na żywca :D Wciąż się zastanawiam nad miniforum, bo choć to kupa roboty i pewnie znów jakieś błędy będą wychodzić, to jednak widzę, że niektóre wątki są nośne i mogłyby się ciągnąć aż miło. No i na forum możnaby zdjęcia wrzucać. Są jednak generalnie dwa problemy – jeśli forum miałoby być zainstalowane na tym serwerze, to ilość miejsca jest niestety ograniczona. Za to forum ulokowane poza nim nie byłoby już moją własnością, a co za tym idzie – mógłby je np. trafić kiedyś szlag i nic nie mogłybyśmy na to poradzić. Skonsultuję jeszcze sprawę z mądrzejszym w tych kwestiach ode mnie, czyli małżonkiem. Ale na “tu i teraz” – jeśli macie coś ciekawego z tych odnawianych staroci do pokazania, to oczywiście zamieszczę. Zwłaszcza, iż planuję zrobić wpis o meblach. Z GRUBSZA o meblach, bo wiadomo, jakie są moje wpisy… ;)

  15. kanionek 07/01/2015 at 23:56

    Edycja wpisu: dodałam kotkę Pluskat, Bejbisię od Lidki przy porannej kawie, oraz kilka ujęć Limy od PandeMoni. Jak tylko Ciociasamozło dorzuci kota do kompletu, to poznacie i Bułę – suczkę o wspaniałym uśmiechu i szelmowskim spojrzeniu :)

    • pandeMonia 08/01/2015 at 12:18

      Dziękuję! Jestem kontenta! Jeszcze zobaczę liście Lidki i pełnia szczęścia!

    • mp 08/01/2015 at 12:36

      Kotka Pluskat to wypisz- wymaluj moja Milucha, może podmienili ją w kołysce na Pumowatego, bo on do siostry nijak nie podobny ?
      A w ogóle cała kociarnia super, banda trojga również fantastycznie wygląda (czy tylko jak rodzina, na zdjęciu, czy w realu też ? :)
      Tradycja faktycznie dżenderuje ostro, baba z brodą… jakoś mi nie konweniuje, zacofana jestem , czy cuś (za damskim wąsikiem też nie przepadam).
      Brawo dla Atosa, dzielny chłopak !
      A Lasera rozumiem, tez uwielbiam podpijać M. kawę, co go do szału doprowadza- ale po co mam robić całą, jak mam ochotę na łyczek ? :)
      Graty też czasem maluję, mam taką kuchnię, co miała robić za romantic vintage look, a szwagier M. zwrócił mi uwagę, że nie domalowałam rogów i lepiej użyć pędzla, niż gąbki… Profan i ignorant, phi.

  16. Ola 08/01/2015 at 00:09

    Słuchajcie, właśnie przeczytałam, że istnieje zależność między masą ciała a zapotrzebowaniem na sen: Koty przesypiają co najmniej 12 godz. w ciągu doby, większe od nich psy – 10 godz., a słoniom wystarczą tylko 3 godz. Koty, to jednak mają dobrze…

    • Lidka 08/01/2015 at 02:16

      @Ola

      JJezeli taki jest rachunek prawdopodobienstwa, to ja w ogole nie powinnam spac…

    • Ola 08/01/2015 at 10:38

      No i fajnie, gdzie baby i temat masy ciała się pojawi, wiadomo co wyniknie! A miało o kotach być :D

      • ciociasamozło 08/01/2015 at 10:58

        Koty sprzyjają nadwadze ;P
        Uwalają sie na człowieku i ograniczaja jego ruchliwość (“Kochanie, podaj mi książkę. Nie mogę wstać bo kot na mnie leży.”) więc i spalanie kalorii. Do tego grzeją, więc i mniej energii wydatkuje się na utrzymanie temperatury ciała.
        Dlatego dla równowagi trzeba mieć psa, który zmusza do ruszenia tyłka ;)

        • Ola 08/01/2015 at 11:42

          no dobra, a słoń???

          • pandeMonia 08/01/2015 at 12:17

            Słoń to musi mieć multum tych kotów… ;)

          • ciociasamozło 08/01/2015 at 13:34

            słoń do rozruszania?
            jak najbardziej! ile to kalorii się spala przy wyrzucaniu nawozu! Ale do rzucania patyczków to już chyba katapulta potrzebna ;)

  17. pluskat 08/01/2015 at 08:06

    Lidka, nawet trzech godzin? Przesadzasz. Mnie powinny wystarczyc cztery. :)

    • diabel-w-buraczkach 08/01/2015 at 08:41

      Ha! Ja wlasnie od niedzieli nie potrafie przespac wiecej niz 3-4 godzin!
      Czy powinnam sie niepokoic??? Dobrze, ze nie mam wagi w domu…

    • Lidka 08/01/2015 at 17:39

      @pluskat

      Wiesz co zauwazylam, ze im jestem starsza, coraz mniej czsu potrzebuje na sen, a coraz wiecej godzin spedzam na odpoczynku. Dla mnie odpoczynkiem jest moment, w ktorym potrafie wylaczyc sie kompletnie. Z reguly jest to wieczorem, kiedy obloze sie ksiazka i kotami, pije swoja herbate i slysze jak psy spiac obok, pomrukuja i popierduja. Tak, tak, moje psy gazuja straszliwie. Prawdopodobnie i od tych oparow tak sie relaksuje…

  18. Kachna 08/01/2015 at 18:57

    Ja przepraszam – robię to pierwszy raz – ale dziś muszę…
    http://kwejk.pl/obrazek/2200699/uszanowanko.html
    ….

    • Ania W. 08/01/2015 at 21:35

      Piękne!

      Koty najcudo :), za trzy tygodnie i z nami zamieszka miałkun. Mojej pięknej koteczce Lasce (bardzo podobnej do Leny) zeszło się w połowie października, więc już czas zamieszkać z kolejnym futrem…

      Uściski, kumy!

      • Lidka 09/01/2015 at 15:57

        @Ania W.

        Bardzo przykro i smutno mi z powodu zejscia Laski. Mnie juz pare futrzakow zeszlo w zyciu. Kazde lzawe i ciezko przezyte. Wspolczuje i sciskam!

  19. ciociasamozło 08/01/2015 at 20:56

    Kanionku, sorki! Myślałam, że pierwszy mail ze zdjęciami poszedl w kosmos, to pracowicie wystrugałam drugiego. No i teraz okazuje się, że Ci skrzynkę megabajtami zawaliłam bo pierwszy też poszedł. Buuu!
    No to teraz zawalam komcie kajaniem się ;)

    • kanionek 09/01/2015 at 05:40

      :D Spokojnie – to, że doszły obydwa, to jest dobry znak! Bo znaczy, że jest przepustowość i droga wolna, nic się nie zatyka i nie przepada w mroki nicości ;) Ależ ta Buła jest śliczna. A duet kociopsi smakowicie kontrastowy – jak ciastko i kawa :)

  20. ciociasamozło 08/01/2015 at 22:01

    Lima wymiata w kategorii relaks na łonie natury ;-)

    • pandeMonia 09/01/2015 at 17:10

      hahah, Ciocia, masz rację! Wszystkie foty na leżaczku i łonie!

  21. kanionek 09/01/2015 at 06:40

    Co to ja chciałam powiedzieć… Że fajnie tak dla odmiany poczytać, co inni piszą. I tak sobie wczoraj wieczorem siadłam, otworzyłam laptopa, i patrzę – ło! ile nowych komentarzy. I sobie poczytałam, pouśmiechałam się do Was ukradkiem, i z premedytacją nie wtrąciłam swoich trzech groszy. Taka karma. Dobrze mi się czyta o Waszych zwierzakach, krzesłach, słoniach… Piszcie jeszcze :)

  22. Iwona 09/01/2015 at 07:29

    Ty, Kanionku, już nie spałaś o tej 5, czy jeszcze?:-)

    • kanionek 09/01/2015 at 20:16

      @Iwona

      Zaskakująca odpowiedź na to pytanie brzmi: i już, i jeszcze nie :) Bo tak: zasnęłam jak niemowlę o 21. Obudziłam się jak Rosoły – o trzeciej nad ranem. O czwartej stało się jasne, że już nie zasnę. Wstałam, kawę zrobiłam, ale wróciłam z kompem do łóżka, bo w kuchni było 14 stopni, a na zewnątrz wiadomo – ciemno i zawierucha. Coś tam poczytałam, coś komuś odpisałam, a o siódmej tak mnie zmogło, że drugi raz wstałam po dziesiątej ;)

  23. Iwona 09/01/2015 at 10:22

    Wczoraj jedna z moich kiciów nie wróciła do domu, wieczorem kilka patroli wykonałam, i nic. O 4 obudził mnie łomot wiatru, i poszłam na patrol, i nic. I wolne moje krzesło( bo Puszek, to ta od krzesła), i kawa była niedobra:-( . Ale wróciła! Wpadła do domu z pretensjami od progu, a ja akurat w łazience i w popłochu wybiegałam,i witam, i kąski podkładam, a ta nie i nie i gardłuje nam tu wszystkim. I tulę i głaszczę, i gderam, no bo tak się nie robi przecież, tak bez słowa nie wracać. Śpi teraz, na krześle:-)

    • Lidka 09/01/2015 at 15:54

      Wasza piata to u mnie dwudziesta druga dnia poprzedniego. Czyli jestem na czasie kanionkowym…

    • kanionek 09/01/2015 at 20:12

      Uff, dobrze, że wróciła. My też codziennie narzekamy, że zimą całe towarzystwo w domu, ciągle się pałętają pod nogami, i miau i wrr i spokoju człowiek nie ma, ale gdyby tak nagle zniknęli… Zwiędlibyśmy jak te biełyje rozy. Widzisz, Iwona, po prostu musisz sobie dokupić krzesło, i już :)

  24. zeroerhaplus 09/01/2015 at 17:44

    Koty przepiękne i przekochane, wszystkie od początku ogona po czubki wąsików. Gratuluję pannom takiego towarzystwa :))
    Psy takowoż, aczkolwiek moja miłość bezdenna do kotów każe mi umieścić psy na drugim miejscu, ot taka natura.
    A teraz nastąpią postscripta, które z powodu ich nadmiernej ilości (a mówili, czytać regularnie, mówili..) zostaną wymyślnikowane, bo literek by inaczej nie starczyło. Więc:
    – Kanionku, słusznie prawisz, wody na mycie podłogi ZAWSZE szkoda, lepiej umyć już siebie – to bardziej praktyczne i przyjemne :) U siebie zarządziłam podłogę w stylu vintage (tak to się nazywa?) i udaję przed wszystkimi, ze wygląda celowo, jak wygląda ;)
    – Laser faktycznie jak Ferdynand Wspaniały, ta mina i ten wdzięk…
    – obszczarek nieziemski (pięęknie ochrzczony) jest psem dzielnym i wielkim. Cechy te, połączone z fachową opieką MUSZĄ zakończyć się sukcesem!
    – od Tradycyjnej brody proszę się… ten, tego, albowiem brody tylko brakowało, aby się stałą wzorcowym obywatelem Pacanowa. Jestem z niej dumna, z tej kozy :)
    – okienko wydaje mie się być okej – chyba spełnia swoją rolę, prawda? A że mniej światła? Przez to jest przytulniej ;)
    – czy temu bałwanu to od bajania taki nos wyrósł potężny? ;))
    Tymczasem pozdrawiam, nie życząc nikomu pogorszenia pogody (Lidka, minus trzydzieści?! czy Wy tam w Stanach to aby nie przeginacie?) oraz życząc wszystkim puszystej sierści na resztę zimy ;)
    Aha, jedak będzie PS:
    PS. Od Waszych komentarzy nawet mój małżonek się chichra. Nie wiem, co o tym myśleć ;)

    • kanionek 09/01/2015 at 20:00

      A żebyś wiedziała, Zeroerha, że zamiast podłogi umyłam dziś siebie. Całą. Cóż za wspaniałe uczucie! I pościel nam zmieniłam – wytargałam jakieś tajne komplety z pudła pod łóżkiem. I powiem Wam wszystkim jedno – nie docenia się tego uczucia świeżości, gdy się je ma na co dzień. Konieczność oszczędzania wody, czyli zero prania, mycie się symboliczne, ukrywanie włosów niepierwszej świeżości pod czapką itd. sprawia, że taki dzień jak dziś jest jak wielkie święto ;) Pamiętacie smak wydawanej po kostce czekolady w dzieciństwie? A głupie rajstopy pod choinką jak cieszyły? No, to ja tak mam dzisiaj.

      Temu baławanu to nos urósł kosztem rozumu :)
      Twój małżonek czyta komentarze? Szacun… Mój już wymięka. Ale raz się popłakał ze śmiechu, gdy Diabeł w Buraczkach opisała wizję Wiesia przed falującym, pszenicznym łanem, czy jakoś tak. A tak poza tym, to mówi – koty, koty, koty, ciasto, znów koty… ;)

      • kanionek 09/01/2015 at 20:05

        I biedna, biedna moja łabędzica! Ta broda miała jej dodać powagi, a okazuje się, że i tak będzie się zawsze kojarzyć z MATOŁKIEM. Może okulary w rogowej oprawie jej kupię?

        • zeroerhaplus 09/01/2015 at 20:19

          Przepraszam bardzo, toż Koziołek Matołek mądrą kozą był! Mojego idola z czasów dzieciństwa obrażasz? ;) A łabędzica i tak ma już oprawę rogową współtowarzyszy i rzyszek, więc na cóż jej więcej..

          Z tym kąpaniem, to Cię w dwóch piątych rozumiem. Remont łazienki się to u nas nazywa, albo raczej jej robienie od półpodstaw, bo nie było jeszcze co remontować.. no i to, co miało trwać “dwa tygodnie, góra trzy” ciągnie się już ponad miesiąc, a końca nie widać ;) Sobie więc czasy dzieciństwa przypominamy, znaczy się kąpiąc się w wanience, takiej dziecinnej. Ale nie narzekam, bo woda jest, i to nawet ciepła :)

          Z pościelą tak mi się skojarzyło: zawsze powtarzam, że jak wygramy miliony w totka, to każę (komu każę? jeszcze nie wiem) wymieniać naszą pościel codziennie na świeżą. Taka fanaberia :) Uwielbiam mianowicie ten zapach i uczucie, ale nie cierpię zmieniania jako takiego. Ach, baby..

          PS. Małżonek komentarzy nie czyta. On sobie czytać KAŻE :)

          • kanionek 09/01/2015 at 20:38

            Nieee no, oczywiście, że mądry był. Ten MATOŁEK.
            Wiesz, jakieś dziewięć lat temu pracowałam na czarno w ekipie remontowej. Tak trochę dla jaj, a trochę dlatego, że po przyjeździe do miasta, w którym mieszkał małżonek, nie mogłam długo znaleźć “normalnej” pracy. No i jeśli chodzi o terminy wykonania remontu czegokolwiek – czy to całego mieszkania, czy tylko łazienki, to szefuniu zawsze mówił “góra miesiąc”, a ostatnie wiadra i drabiny wynosiliśmy po trzech :D
            Jak ja wygram milion w totka… To kupię sobie tyle zwierzaków, że nie będę miała czasu spać, i problem ze zmianą pościeli sam się rozwiąże :D

  25. kanionek 09/01/2015 at 21:09

    Uwaga, uwaga! Do panteonu Waszych bóstw dołączyły dzisiaj: kocica Helena, zamieszkująca zgodnie z Sieką, oraz Czarna Inez, a nie, przepraszam – Magrat, i od dawna obiecywana Buła! Podziwiajcie, a ja idę w końcu obejrzeć “Czarnego Kota” :)

  26. Ola 09/01/2015 at 23:56

    Kuba prosił przekazać, że Buła jest w jego typie :)

    • kanionek 10/01/2015 at 00:22

      Laser pyta, ile Buła ma wzrostu, bo on lubi wysokie blondynki, ale gdyby jednak była ZBYT wysoka, to nie, bo wtedy dla niego obciach.
      W każdym razie od Lasera też buziaczki :-*

      • ciociasamozło 12/01/2015 at 10:20

        Wczoraj zaczęłam odpisywać, ale mi internet wywiało :(
        Bułka mówi, że bardzo lubi brunetów, ma niecałe 60 cm w kłębie, pozostałe wymiary 68/48/38 (klata/talia/ogon). Jej hobby to gryzienie patyków i gonienie wron. Marzy o wolnym dostępie do śmieci i żeby smycze były zabronione.
        Uczciwość każe mi dopisać, że Bułka od blondynów i szatynów też nie stroni, byle lubili dobrą zabawę w podgryzanie gardła, hasanie po łąkach i zapasy w błocie.

        • Ola 12/01/2015 at 17:53

          Kuba powiedział, że jego program wyborczy jest dokładnie ten sam, tylko zamiast wron wymienił kosy.

          • kanionek 12/01/2015 at 19:35

            @Ola

            A Laser mówi że phi, wrony i kosy. ON może Bułę poczęstować jajeczkiem od prawdziwej kurki, a i kurkę można dla draki pogonić. I JASZCZOMPIA.
            JASZCZOMP to dopiero rozrywka!

          • kanionek 12/01/2015 at 19:38

            I jeszcze mówi, że jak się Buła zdecyduje i przyjedzie, to każą na siebie wołać Bonnie i Clyde, i będą razem kraść i mordować.
            A ja mówię, że niech on sobie kupi komórkę i do Buły miłosne smsy sam pisze, bo muszę w piecu napalić i groch na jutro namoczyć.

          • Ola 12/01/2015 at 21:05

            No jaszczompia Kuba nie ma :( ale są zamrożone wiewiórki, które spadły z drzew w sylwestra i jeszcze święconki różne, co wypadają z koszyczków w Wielkanoc, także ten, pachnących cudności do wytarzania się i perfumowania sporo :P

        • kanionek 12/01/2015 at 19:24

          A jednak modelka… – westchnął Laserek.
          Bo on ma w kłębie naciągane pińdziesiąt ;)
          Ale w sferze zainteresowań są bardziej niż kompatybilni. Ach, cóż to byłaby za randka!

          • ciociasamozło 12/01/2015 at 22:06

            Aromatyczne tarzanko z Kubą, kradzione jajeczko i jaszczomp z Laserem… Buła mówi, że pomyśli, ale trochę później bo na razie troszkę jej zaszkodziła przekąska ze spaceru (przeca ptaszki ludzie dokarmiają, np. sałatką noworoczną…)
            Magrat dogaduje, żeby nie myślała bo nieprzyzwyczajonym blondynom szkodzi, i że chętnie jej się pomoże spakować byle tylko zabrała swój gruby tyłek z tego domu.

          • kanionek 13/01/2015 at 20:31

            I jak tam Buła dzisiaj?

          • ciociasamozło 13/01/2015 at 21:28

            No dzisiaj to się Buła pakuje ;)
            Mówi, że da radę wpaść i do Kuby i do Lasera.
            Jednorazowy hafcik na jedyny w domu dywan nie godzien jest wspomnienia.

  27. ewa z Łodzi 10/01/2015 at 12:52

    Kanionku Kochany,
    wreszcie zebrałam się z przepisem na ajerkoniak.
    Utrzeć 5 żółtek z 200 g cukru,dodać 200 ml mleka skondensowanego niesłodzonego i 1 op cukru waniliowego, mieszając wszystko dolewać 250 g wódki i 50 g rumu. Ja o ile pamiętam nie miałam rumu i po prostu zwiększyłam ilość wódki. Jak tak na ten przepis teraz patrzę, to chyba słabizna wychodzi. Mnie smakowało, ale w razie czego można jeszcze dodać więcej wódki (alibo też i spirytu na koniec). No co tam komu pasuje.
    A koty dzielą się na PIĘKNE i BARDZO PIĘKNE, tak się kiedyś dowiedziałam i to jest oczywiście prawda.
    Pozdrawiam całą Oborę.

  28. Iwona 10/01/2015 at 13:42

    To ja zamiast rumu dałabym spirytus:-), bo nie lubię rumu, tylko i wyłącznie dlatego. A długo to ma stać, Ewo? I jeszcze, czy trzeba wstrząsać tą miksturę?

    • Ola 10/01/2015 at 14:18

      A ja mam pytanie, czy to się może zwarzyć, czy trzeba jakoś uważać?
      Gdzieś na necie znalazłam przepisa na domowego baileysa: śmietanka, masa kajmakowa i whisky… ale też jeszcze nie wypróbowałam, zawsze jest co innego do kupienia, niż takie tam przyjemności :(

      • ewa z Łodzi 11/01/2015 at 18:06

        Mikstury nie wstrząsałam, do picia jest na drugi dzień po zrobieniu .Pewno się może zwarzyć, więc dodawałam wódkę powoli.

  29. kanionek 10/01/2015 at 18:22

    Ewa z Łodzi, dziękuję za przepis, akurat jajec mi się uzbierało :)
    Nie wiem jak Wy, ale my już zakończyliśmy przygotowania do wieczorka unplugged, przy blasku świec i muzyce wyjącego wichru – baterie w latarce i telefonach naładowane, świeczki i zapalniczka w pogotowiu, 130 litrów deszczówki zamknięte w butelki, zwierzaki nakarmione i napojone pod korek, my w sumie też. Jakiś kwadrans temu nastąpiło pierwsze odcięcie prądu, a co przed nami – zobaczymy. Linia szkwału bardzo ładnie wygląda na zdjęciach satelitarnych, przy najbliższej okazji zaprezentuję zrzut ekranu. Tymczasem trzymajcie się tego, co przyśrubowane do podłoża i do zobaczenia :)

    • Ola 10/01/2015 at 18:42

      Wy też się trzymajcie i nie dajcie się zwiać. Właśnie wróciłam z Kubą ze spaceru. W koronach buków huczy, a na dole ciepło, duszno i tak jakoś ciężko, uf…

    • zeroerhaplus 10/01/2015 at 19:18

      Aaa, faktycznie wieje. Jakby nie Kanionek, nie wiedziałabym, jaka w Polsce pogoda..
      Niech was wszystkich tam szkody wiatrowe ominą, hej!
      My tymczasem zebraliśmy same bonusy z tego wiatru – ociepliło się znacznie, odwilż na całego, ptaszki śpiewają, wiosna, panie, wiosna!
      I niech tak już zostanie! Tjaaaa……..

  30. pluskat 10/01/2015 at 23:31

    U mnie tez kilkanaście stopni, pszczoły się obudziły, a że nie mają co zbierać w naturze, zwęszyły pożytek w dużej sieciowej piekarni i obsiadły grubym kożuchem lukrowane ciastka w ladach za szkłem. Klienci kupowali chleb i czym prędzej uciekali do samochodów, sprzedawczynie uwijały się jak w ukropie, a pszczoły rabowały, zgrabnie lawirując między ludźmi. Nikt nie zadawał zbędnych pytań. W sumie to pocieszające, że jest jeszcze tyle pszczół.

  31. sliwka 11/01/2015 at 19:26

    Kanionku, mam nadzieję, że Was tam nie wywiało, a kozy nie zamieniły się w Pegazy. Bo w Gd ledwo się spać dało.

    • kanionek 11/01/2015 at 23:49

      A nie, tylko trochę poniszczyło – poszycie dachu komórki z sianem, blokadę drzwi od koziarni, takie tam drobiazgi. Za to teraz wściekłym deszczem tnie wszystko na pół. Laser odmawia wyjścia na siku, chyba będę dwa psy zaraz doić ;)
      Ciśnienie niskie i cierpię na zespół leniwej buły.

      • pluskat 12/01/2015 at 11:07

        no to dzieki Bogu, a deszcz = woda w studni, zawsze sa jakies pozytywy.

        • kanionek 12/01/2015 at 19:31

          A jakże :) Choć na razie deszcz = błoto po kostki (może ziemia nie rozmarzła na tyle, by tę całą wodę przyjąć) i jazdę wężykiem – jechaliśmy dziś do miasta i z powrotem i ciężki Gwiazdolot z tylnym napędem robił w błocie wygibasy, niczym żuk gnojarz z chorym błędnikiem. Ale ja nie narzekam – ta zima jest jak na razie BARDZO łaskawa. Gdzie te mrozy po 30 stopni, ciągnące się tygodniami, jakie pamiętam z lat 2011 i 2012? Cieszę się tym bardziej, że dzisiaj kozy tak się potwornie nudziły, że musiały rozbroić moje docieplenie koziarnianych okien. Siana z uszczelnienia nie ruszyły, za to karton okazał się być wybornym kąskiem. Kiedy po powrocie ze sklepów poleciałam do nich z wiadrem warzyw, Bożena wydawała przy jedzeniu takie dżwięki, jakby jednak siedziały w niej jakieś koziołki i beczały z dna brzucha w rytm kartonowej czkawki.
          Złe kozy. Bardzo złe.

          • Lidka 12/01/2015 at 19:38

            A tam zaraz zle kozy…
            Moj pitbul kiedys wpier… cala kanape. I fotel skorzany. Co mialam powiedziec?!

          • Iwona 12/01/2015 at 19:46

            O to to Lidka, nuda straszna rzecz, i ludź głupieje i zwierz. U mnie zeżarły konia na biegunach, którego Młodszemu nie chciało się schować na noc do garażu. O panie co to było, jak rano zobaczyliśmy strzępy na podwórku. Sądny dzień.

  32. Iwona 12/01/2015 at 19:37

    Z nudów to i koza zgłupieć może:-).Dobrze, że dziury w drzwiach nie wydrapały, albo nie wygryzły;-)

Dodaj komentarz

Podpis *
Email *
Witryna internetowa