Idź się utop Kanionek, czyli że do dupy znów

Życzenia noworoczne od mojego małżonka:

“… i żeby Kanionkowi się wszystkie kózki rozmnożyły, i później te nowe kózki też żeby się rozmnożyły, i żeby Kanionek miał pierdyliard kózek. I żeby mu zielsko w ogrodzie rosło. I żeby nauczył się latać.”

“Ooo, jak miło” – rozmarzyłam się – “żebym mogła odpoczywać, szybując lekko nad naszą posiadłością, i z góry doglądać tego pierdyliarda kózek?”

“Nie, Kanionku. Po prostu JAKOŚ trzeba te wiatrownice zamontować”.

[i wiem, że tu powinnam napisać KURTYNA, ale ludzie, skąd ja Wam wezmę kurtynę? Stara, wyleniała zasłonka. Buraczkowa. Może być?]

Tymczasem na ziemi, a dokładniej w domu – „Czekając na Norę”:

czekając na Norę

czekając na Norę2

czekając na Norę3

Ja też czekam na Norę, bo od kilku dni jej nie widuję i tęsknię. Mam za to dobre wieści w sprawie Tasiemki, czyli kury, która uciekła przeznaczeniu. Nazwałam ją tak, bo dostała pomarańczową tasiemkę na lewą nóżkę, żebyśmy mogli ją odróżnić w tłumie i monitorować jej postępy. W środę rano Tasiemka zjadła jeszcze śniadanie w kuchni:

śniadanie Tasiemki1

Tu widać oczko zepsute:

śniadanie Tasiemki2

A wczesnym popołudniem wróciła do swojego stada:

Tasiemka

A w czwartek pierwszego stycznia Tasiemka otworzyła lewe oko, które już spisaliśmy na straty – powieki są jeszcze opuchnięte, ale w środku widać żwawą źrenicę w pomarańczowej obwódce tęczówki. Czy to dobry znak na nowy rok?

Bo ja nadal mam wrażenie, że rozpadam się na kawałki (dziś obudziłam się nie tylko z towarzyszącym mi od wielu dni bólem głowy, ale i punktowym bólem szyi, jakby mi ktoś młotkiem przyłożył), za to jarmuż w ogródku udaje, że zimy nie ma, a te minus siedemnaście stopni to było chwilowe nieporozumienie:

jarmuż2

jarmuż1

Oczywiście byłby bardziej okazały, gdybym nie obrywała regularnie co większych liści dla mieszkańców koziarni, ale mnie zdumiewa sam fakt, że on żyje, gdy zdechło już wszystko co było kiedyś zielone. Nie jest niczym okryty, śniegu było tyle, co Gonzales napłakał, a on cały, zdrowy i zadowolony. Gdyby wszystkie rośliny tak umiały, zima mogłaby nas cmoknąć.

No i jedyne, co mi jeszcze zostało do pokazania, to pizza. Przed upieczeniem:

pizza przed

I po:

pizza po

Oraz z sosem czosnkowo-koperkowym:

pizza z sosem

I więcej nic. W mojej głowie czarna magma, w żołądku znów zalęgły się żaby (i bardzo, bardzo chcą stamtąd wyjść), a w sercu przeciąg jak w pustej chłodni. No i zwykły, przyziemny ból tu i ówdzie, tam i siam. Znów muszę przeczekać. I nie polecam oglądania Królowej Margot, gdy i tak czujecie się jak struci arszenikiem.

PS. Wieje tak, że jeśli nawet nie odlecimy z całą chałupą na północny wschód, to na pewno stracimy zasilanie i kontakt ze światem. Zanim to jednak nastąpi, szybko wrzucam chwalisie od Ynk:

Smacznego, słodkiego dwa tysiące piętnastego wygląda tak:

słodkiego 2015 od Ynk

A wystrzałowy, noworoczny śledzik z wisienką tak:

wiśYNKa na śledziu

Nawet moje żaby w żołądku rozdziawiły gęby i przestały na chwilę robić fikołki, a to już coś.

136 thoughts on “Idź się utop Kanionek, czyli że do dupy znów

  1. Ania W. 02/01/2015 at 18:38

    Teraz już wiem, że my siostry duchowe! Mam taką samą szklaną rybę!

    • pandeMonia 02/01/2015 at 18:53

      Też mam taką rybę i 12 mniejszych!

      Kanionku, ach Kanionku, jakże Ci pomóc? Tulę Cię i wirtualnie z Tobą podcieram Antoniego, by Ci ulżyć. Pędzę po meliskę zatem i siadam przy Tobie. Pij, na zdrowie, też się napiję.
      Znasz historię mojej kury Eulalii? Tak mi się rzewnie na duszy zrobiło po zobaczeniu Tasiemki w kuchni.

      A mój chwaliś z nalewką pocałował klamkę Twego serwera i wrócił dziewiczo nietknięty.

      • kanionek 03/01/2015 at 19:21

        @PandeMonia

        A dawno te chwalisie wysyłałaś? Może tak jak Ynk, spróbuj jeszcze raz. Ten serwer chyba lubi, gdy ktoś puka dwa razy.

        No właśnie! Muszę o Twojej Eulalii w końcu poczytać. A małżonek już miał wobec Tasiemki takie plany, że będziemy jej jajka od koleżanek z kurnika podkładać do wysiadywania w tym kartoniku. Tylko musiałam mu przypomnieć, że Tasiemka nie jest termoforem i do kartonika robi również kupkę, bo nie ma innego wyjścia, a poza tym to niehumanitarne, tak ją trzymać jak chińskiego wyrobnika celem osiągnięcia korzyści.

        Właśnie. A propos nalewki i kurzych jaj – ktoś próbował robić domowy likier jajeczny?

        • Iwona 03/01/2015 at 19:35

          Jak kurka nie kwocze, to jajek nie wysiedzi, choćby Małżonek ją na kolanach błagał;-). Poczekaj do wiosny, wtedy kury kwoczą i pisklaki sprowadzają.

          • kanionek 03/01/2015 at 20:45

            O, Iwona, a podpowiedz jak to wygląda, gdy kwocze? Bo rozumiem, że jakoś odmiennie się wtedy zachowuje, tak? Wiele wiem z teorii, ale nie miałam jeszcze okazji widzieć kury z instynktem macierzyńskim, a nie chcę „kwoczącej” przez nieuwagę jajek wiosną zabierać.

          • Iwona 03/01/2015 at 21:20

            Stroszy pióra, wydaje się, że jest jej dwa razy więcej, i nie gdacze tylko właśnie kwoczy, zupełnie inny odgłos, napewno nie przegapisz. Rzadko schodzi z gniazda, a jak już naznosi, to wysiaduje około trzech tygodni i wtedy to już naprawdę raz dziennie zejdzie coś zjeść, a i bardzo nerwowa jest wtedy, odgania inne kury. Chowają się te kwoki w zaciszne, spokojne miejsca, żeby nikt im nie zakłócał spokoju.

          • Iwona 03/01/2015 at 21:37

            Jak zbraknie Ci kury i znajdziesz ją siedzącą, najeżoną i kwoczącą pod Twoim adresem inwektywy, że spokoju nie ma, znów przylazła, porządna kwoka życia nie ma na tym podwórku lub coś w ten deseń, to masz kwokę. Czasem tak się skryją, że dopiero z przychówkiem przychodzą, dumne i zadowolone:-)

          • kanionek 03/01/2015 at 22:49

            :D
            Ja nie wiem, czy u mnie się jakiejś uda ukryć – na podwórku sierżant Laser wytropi nawet muchę w krzakach (raz wytropił pszczołę i przez kilkanaście godzin wyglądał jak shar-pei), a za ogrodzeniem wszędobylskie kozy. No i ja każdego wieczora liczę kury, gdy już siedzą na grzędach. No nic, przyjdzie wiosna, będziem się martwić :)

          • pandeMonia 03/01/2015 at 22:24

            Właśnie wróciło :)
            E, to nie ja robiłam nalewkę. Dostałam od takiej super zdolnej i fajowej dziewczyny.

        • pandeMonia 03/01/2015 at 19:47

          Wysyłałam dwa dni temu, wróciło po dobie. Drugi raz wysłałąm, jeszcze nie wróciło. :) Przyjdzie albo do Ciebie, albo do mnie.
          Albo za duży plik? Nie masz bariery do 2 mega?

          • kanionek 03/01/2015 at 21:05

            Sprawdziłam, jeszcze nie przyszło, więc jest nadzieja. W ustawieniach poczty nie mam nawet możliwości zastosowania limitów objętościowych, więc nie wiem w czym rzecz. Aż jestem ciekawa, z czego ta nalewka.

    • Kachna 03/01/2015 at 08:29

      Ekhm….
      Mam też taka rybę…..

    • kanionek 03/01/2015 at 18:31

      A ja właśnie nie mam, a całkiem spoko jest.
      Lubię ryby (jeść i oglądać), lubię przedmioty ze szkła, dlaczego więc nie mam szklanej ryby? Jakieś niedopatrzenie ze strony Losu ;)

  2. Iwona 02/01/2015 at 20:04

    No i co, pizzę mam teraz robić? Tak? I ciastka piec jeszcze?;-).
    To ten wiatr tak piździ niemiłosiernie, złe fluidy przynosi, nie daj się, to minie, będzie lepiej.
    Gonzales wymiata, a kurka dzielna ofiara przemocy podniebnego łowcy, powiedziała „trudno” i poszła dalej. A jarmuż piękny, zupa z soczewicy i jarmużu, pycha.

    • kanionek 03/01/2015 at 18:42

      Jaka zupa, Iwono droga, jaka pycha? Toż to wszystko dla jaśnie państwa, a nie dla stajennych! Ja się żywię wiatrem, kurzem i miłością. No i zapachem bazylii z koziego pyska, bo na przykład dziś wsypałam im do wiadra po szczypcie suszonej bazylii, tymianku i majeranku. I Bożena mi w nos chuchała podczas całej sesji drapania i miziania.
      No i faktycznie, ból głowy zelżał dziś trochę, za to ucho wróciło. Widać człowiek nie kura – nie goi się jak na psie ;)

  3. Iwona 02/01/2015 at 20:09

    @ Ynk
    Poproszę przepis na te śledziki :-)

  4. sieka 02/01/2015 at 21:17

    No witajcie Kumy, coś mi się widzi, że nie wtrafiam (jak mówi mój 6-letni syn)z nastrojem, kurrrrka siwa. Wróciłam ci ja z fitnesu właśnie i robię wino za 9,99 + serek kozi twardy (bez pieczywa, bo wiadomo – figura). Tak się tym tanim luksusem z Lidla rozsmakowałam, że idę do małżonka i mówię: ty i ja, wino i koreczki serowe, a on do mnie, że na samą myśl to go kłuje w boku. Mam nadzieję, że to chodzi o wiktuały nie o mnie? Hmmm…więc Kanionku, może spróbuj tego no, sexu na weltschmerce? Nie no żarcik oczywiście, nie wiem jak pocieszyć, to żartuję…A dziś uszyłam worek podróżny na bieliznę (na przykład) i wszyłam dno na lewej stronie, nic siądę spruję zrobię jeszcze raz. O i to jest mojem zdaniem konkluzja tak z „Rozmów kontrolowanych”: to się odbuduje….Pozdrowienia dla Szanownych Pań, jeszcze raz do tego Małżonka podejdę, albo co?

    • zeroerhaplus 03/01/2015 at 11:34

      I co Sieka, podeszłaś? ;)

      • sieka 03/01/2015 at 13:36

        oj podeszłam, podeszłam..

        • kanionek 03/01/2015 at 18:51

          Ja tam dwa razy nie podchodzę, no chyba że bardzo muszę :D
          Chyba też się w końcu szarpnę ne ten kozi serek, z Lidela lub Biedaronki, bo trochę dziwnie to wygląda – kozy mam, a koziego nic jeszcze w życiu nie jadłam. Prócz sierści, ale to niechcący.
          Chodzisz na zajęcia fitness? Zazdroszczę samodyscypliny. Ja od dwóch lat „robię” ćwiczenia na kręgosłup. Mam nawet pozycje wydrukowane z rysunkami. Tylko te kartki TAKIE ciężkie…

          • pandeMonia 03/01/2015 at 19:43

            Pokaż mi swoje ćwiczenia! Koniecznie!

          • kanionek 03/01/2015 at 21:02

            Ćwiczenia z netu, a ten plik stron przekładam z miejca na miejsce, więc teraz musiałabym poszukać. Tylko po co? Moja Ty specjalistko, możesz spać spokojnie, bo mi nagła chęć do ćwiczeń nie grozi :D Wiesz, na czym polega mój problem? Potwornie mnie nudzą te ćwiczenia. Albo dobra, powiem prawdę. One mi udowadniają, w jak podłej jestem kondycji. I gdy odnóże w górę uniesione z pozycji leżącej drżeć żałośnie poczyna, myślę sobie – i co ja robię? Na wuj mi to? I tak nic nie pomoże, a na psyche tylko szkodzi. Lepiej się plackiem na łożu boleści rozciągnąć i marność żywota ludzkiego opłakiwać. No i nudzą też jednak trochę, szczególnie że trzeba pamiętać, które się robi powtórzenie z której serii, a mi już na samym początku umysł ucieka w najdalsze czaszki zakątki i szpera po skrzyniach pamięci, wynajdując co dziwniejsze ze spraw minionych. I zamiast coś napinać i rozluźniać po dziesięć razy na każdą stronę, to ja leżę, oczy w sufit, i zastanawiam się, czy ta sympatyczna kasjerka ze Stokrotki pamięta jeszcze moją gębę, bo pół roku temu palnęłam przy niej fopa. Beznadziejny przypadek, mówię Ci. A małzonek nie chce ze mną ćwiczyć, bo to niemęskie, czy coś. A przecież nie każę mu zakładać legginsów. No w każdym razie ten, co to ja chciałam?

          • sieka 03/01/2015 at 21:28

            oj, chodzę, chodzę. Zaczęłam dopiero wtedy gdy taka przedsiębiorcza Pani postanowiła do nas do wsi przyjeżdżać i robić z grupą miejscową te fikoły. Pomyślałam, że spróbuję, bo trochę mi było wstyd za wygląd (po drugiej ciąży znów 3 kilo więcej – a tak bo ja mam dwoje młodych), do tego jestem uzależniona od pieczenia ciast, co za tym idzie zjadam je oczywista, no i jestem po dwóch artroskopiach wiec kolanka wg rehabilitantki „powinnam obudować gorsetem mięśni”. Dotychczas, jak mawia mój Małżonek (o sobie) skupiałam się na budowaniu masy. No i się zaczęło….Bo ja dotychczas byłam niewyobrażalnym leniem, a sama ćwiczeń nie mogę robić, bo to całe liczenie powtórzeń to mnie tak wk…, no denerwuje i zaraz mi się myli i w ogóle sama z sobą to oszukuję. A na tym fitnesie, oj początki to pot, krew (no może nie bardzo) i łzy, że o zakwasach nie wspomnę, a potem się uzależniłam i odkryłam, że dobrze mi to robi na głowę też. Mój wspominany Małżonek mówi, że wydzielają mi się „endomorfiny”.Pozdrowienia

          • kanionek 03/01/2015 at 22:57

            A tak, znam to uczucie z lat, eee, młodzieńczych. Tylko ja właśnie bata potrzebuję. Najpierw był klub sportowy Konradia, a tam za bat dorabiał oczywiście trener, potem – po kilku kontuzjach kolana – siłownia, i tam batem był wykupiony na miesiąc karnet. I przyznaję, że regularny, umiarkowany wysiłek fizyczny dobrze wpływa na samopoczucie. Tylko właśnie… Sama nie mogę, bo nie mam „bata”, a w grupie też nie mogę, bo mam „stres”. USPRAWIEDLIWIONA :D

          • pandeMonia 03/01/2015 at 23:09

            Łe, powinnaś ze mną ćwiczyć! Bat wisi, a stresu zero!

          • kanionek 03/01/2015 at 23:22

            Ale jak? Televideokońferencję sobie zrobimy? Z moim netem 10 minut porannych ćwiczeń przeciągnie się do obiadu. Tego wielkanocnego :)

          • pandeMonia 03/01/2015 at 23:27

            Ćwiczenia przez skajpaja
            od wieczora aż do rana!

  5. Anika 03/01/2015 at 00:46

    Ja w sprawie jarmużu (a nawet aronii, gdybyś była w jej posiadaniu)- otóż zyskuje on na smaku po przemrożeniu, bowiem traci jakieś gorzkie składniki :-)
    Wszystkiego dobrego! I nie odlatuj czasem!!!

    • kanionek 03/01/2015 at 18:58

      A tak, czytałam o tym. Dziś szarpnęłam liścia zębem, gdy rwałam dla kóz, i faktycznie, smakuje inaczej niż we wrześniu. I co dziwne, wydaje się ciut… mączysty. Mączny. No, że ze skrobią jakby był.
      A aronię muszę posadzić, może w tym roku nie zapomnę :-/ I czeremchy zapragnęła dusza moja, choć też jej w życiu nie jadłam. Jest podobno dość odporna na trudne warunki, czego nie mogę powiedzieć o czereśniach – w tym roku je ścięłam, bo już żal było patrzeć jak chorują, owoców od zera do pięciu, a swoje z ziemi wyciągały.

  6. zeroerhaplus 03/01/2015 at 11:32

    Nie top się, Kanionku, nie top, po pierwsze z tego powodu, że najpierw chciałabym Cię udusić – za te smakołyki na talerzach. Nie kijem, to pałką, jak nie Ynkowymi superciasteczkami, to Kanionkową pizzą (na której widok ślina mi po mordzie pociekła), i weź tu człowieku, chudnij na wiosnę…
    A by was diabli na widelcach ponieśli (do buraczków?) :)
    Jedyne, do czego mam uczucie mieszane, to ten śledź. Wygląda cudnie, ale ja się go boję. Jak on smakuje, ten śledź? Czy to jest coś w stylu pizzy po hawajsku, czyli że na zasadzie mięsa złamanego owocem? Hmmm.. Ale, powtarzam, wygląda bosko!
    A co do jarmuża, to też pamiętam, że u mojej mamy w ogródku pokutował przez zimę, bo nikt biedaka nie lubił, i też mrozy nieludzkie przetrzymywał. Jeśli mnie pamięć nie myli, to w końcu zeżerały go króliki na wiosnę..

    Zdrowia życzę, niezmiennie :)

    PS. Może ja jakaś zboczona jestem, ale mnie się te małżonkowe życzenia podobały, o! :)

    PPS. Jeśli nie mam takiego talerza z rybą, to powinnam zacząć się niepokoić?

    • Kachna 03/01/2015 at 12:37

      Natychmiast idź i kup!

    • Iwona 03/01/2015 at 12:52

      No właśnie, ja też nie mam takiego talerza. Trzeba słuchać Kachny, iść kupić :-)

    • kanionek 03/01/2015 at 19:13

      @zeroerhaplus
      A wiesz, że ja też pizzy z ananasem jakoś nigdy nie lubiłam? Jednak śledzik do łona wisienkę tulący mi się widzi, może dlatego że wiśnia to mój owoc doskonały. Ciast z owocami też nie bardzo, a placek z wiśniami chętnie. No i szarlotkę na ciepło, z lodami i sosem waniliowym. Ale to z przypadku, bo sama takich cudów nie piekłam.
      I to nie nasza wina, tylko zimy, że tak o żarciu ciągle i od nowa wciąż ;) Ale na duszenie zapraszam, jak najbardziej, oszczędzisz mi wysiłku związanego z topieniem się. Bo nie bardzo mam gdzie :D

      PS. Mi się też podobały :)
      PPS. Obawiam się, że tak. Ja w każdym razie już go wciągnęłam na listę masthawów.

      • Ynk 03/01/2015 at 22:02

        O żarciu: pizza z ananasem – nie. Z egzotycznymi owocami – nie,nie. Ale mięso nie kłóci się z naszymi rodzimymi owocami – schab ze śliwką, indyk z żurawiną, borówką, czy konfiturą z czarnego bzu albo dzikiej róży. Smakowe. Ryby takoż.

        • kanionek 03/01/2015 at 23:06

          @Ynk

          Kurczę, faktycznie, masz rację. Schab ze śliwką – pycha, indyka z sosem żurawinowym jadłam na jakimś proszonym balu i ku swemu zdziwieniu odkryłam, że również pycha. Czyli to pewnie znów jest klasyczny przypadek „acquired taste” – gdybyśmy od dziecka jadali ślimaki w rodzynkach, pewnie by nam smakowały :) No bo skąd nasze babcie i prababcie miały wytrzasnąć ananasa? Dodawały do żarcia to, co było za oknem.
          Pamiętam, jak Chińczycy wąchali kiszonego ogórka twierdząc, że to po prostu ogórek zepsuty. A potem żarli te swoje śmierdzące jajka. A świeżego ogórka smażyli z dodatkiem sosu sojowego i taki nie był zepsuty ;)

          • nikt wazny 04/01/2015 at 01:43

            Podobnie Skandynawowie reaguja na kiszonego ogorka. A i bigosu jakos nie chca jesc, ze niby wybitnie nieapetyczny.
            Dziwni jacys.
            A sledzie kisza i im smakuja. Ale chyba ktos tu juz pisal o tych sledziach (cos mi dzwoni).

  7. Iwona 03/01/2015 at 12:34

    A bo, jarmuż generalnie trzeba jeść po przymrozkach, lub w zamrażarce przemrozić, traci gorycz, jest smaczniejszy. I zimuje właśnie w polu, i do wiosny można się nim napychać, jeśli kto lubi, oczywiście. I ładnie zdobi zimą ogród, cudowne warzywo:-). Ja szarpnełam się na fioletowy, smakuje tak samo, a jest jeszcze ładniejszy, tylko jakiś wielki wyrósł, z metr ma, goły badyl i na czubku rozeta liści.

  8. Ynk 03/01/2015 at 14:46

    Kanionku, a może posiedź sobie w kartonowym pudle wymoszczonym sianem i niech Ktoś Troskliwy zagląda dyskretnie do Ciebie czy nie potrzebujesz karmy albo głasków? Jak oko Tasiemki nareperujesz się i otrzepiesz w stosownym czasie.
    (tak mówię, bo sama zwykle się ‚samouleczam’, ‚otorbiam’ ból, odczekuję, neutralizuję trucizny, bo niekiedy tylko my sami wiemy co nas zjada, i kiedy ktoś z uśmiechem powtarza „Wszystko będzie dobrze!” to, mimo czystych intencji mówiącego, może wydać się lekkomyślną otuchą, zniewagą w skrajnych przypadkach. I wygląda, że wszyscy chcą naszego dobra. Ale nie dajmy go sobie odebrać ;-) )
    Chociaż te bóle głowy i wszystkiego to pewnie sprawa meteorologii – przeminą z wiatrem. Życzenia podtrzymuję. Przyjazne fluidy płyną od Kóz rozsianych po świecie ku Domowi Twemu :-)
    Pizza. Jakież cieniuchne ciasto! Lata ćwiczeń przede mną.
    Też brakuje mi Nory.
    Taka ryba. Kozy Miłe, albo się ją miało, ma, albo będzie mieć ;-)
    A co do ‚le śledź en rose’, to inspiracja przyszła od Lidkowego w borowinie z borówek/czarnych jagód/jeżyn czy tp. Zeszkliłam cebulkie, ułożyłam na dnie słoja, na to gotowe, pokrojone płaty śledzia (z zalewy octowo-olejowej, po wcześniejszym przepłukaniu), zalałam własną zalewą -> lekko podgotowane wiśnie z suszonymi żurawinami i odrobiną brązowego cukru, i ‚zamkłam’ w słoju na dni zbyt niewiele by dojrzał i się zaróżowił konkretniej. Zeroerhaplus, nic nie łamałam (w moim pojęciu), nie ma tu skrajnego zestawienia smaków. Słony+słodki moim kubkom smakowym średnio by odpowiadał, nie przyswajam np.śledzia w cynamonie, za to lubię kwaśne, ostre, cierpkie. Ten jest łagodnie kwaskowy i przyjemnie.. wiśniowy ;-)
    A ten jarmuż zaczyna mnie intrygować.

    • Lidka 03/01/2015 at 19:02

      Ja krotko dzisiaj, bo cialem jestem w pracy, ale zerknelam do Obory, co tez szanowne Kumy pisza. W sprawie tego jarmuzu: jezelu sie go swiezego kupi w sklepie, w wyeliminowaniu tego goryczkowego smaku pomaga, po pocieciu na kawalki, zanurzenie go na 10 minut w lodowatej wodzie. Taki sam zabieg dziala na cykorie. Ja posiekana cykorie mieszam ze startym zoltym serem, troche szczypiorku i pare kawalkow pomaranczy lub mandarynki. Calosc zalewam prostym vinegrettem. PYCHA! Polecam, bo to fenomenalne warzywko.

  9. hanka 03/01/2015 at 17:36

    Gonzales udaje psa:-) A może myśli, że jest psem? Kanionek, wytłumacz mu, że koty śpią z podwiniętymi łapkami, a nie tak po psiemu.
    Też mam nastrój topielczy dzisiaj i do tego coś plotę.

    • kanionek 03/01/2015 at 19:37

      Gonzales był dziwny od samego początku, a odkąd Atos zaległ w domu, kumpluje się głównie z nim, i pewnie stąd nowe nawyki ;) Jeśli Gonzalesa pogłaskać po głowie, on natychmiast kładzie uszy na płask i gubi gdzieś szyję, a gdy dotknąć jego grzbietu, to robi ćwiczenie pod tytułem „menisk wklęsły”. Na kolana wskakuje, na człowieka leżącego również, ale nie wolno go dotykać, bo się od razu robi wklęsły. No i nadal nie miauczy, tylko robi „a” lub „i”, w dowolnym tempie i ilości powtórzeń. Jego jedyną zaletą jest to, że miło na niego popatrzeć, bo jest puszysty i ma wielkie oczy ;)

  10. mp 03/01/2015 at 18:27

    Współczuję, Kanionku, ale stanowczo protestuję przeciw groźbom osierocenia nas i mieszkańców twojej zagrody.
    Gonzales jest bezbłędny :)
    Pizza nabogato, jak widzę- a próbowałaś zamiast żółtego sera dawać mozarellę ? Mi bardziej pasuje, fajnie się rozpływa, a nie twardnieje tak przy stygnięciu (wymądrza się mp, specjalistka gminna od wypieku pizzy- w końcu już ze dwa razy ją robiłam).
    Ciasteczka bardzo kuszące…
    I na koniec zapisuję się do frakcji nieposiadających szklanych półmisków- ryb .
    @Hanka
    Moja kocica pasjami zalega na plecach , najchętniej na środku kuchni, z odrazą patrząc na przechodzących obok leniwców, którym się nie chce schylić i pogłaskać kotka :)

    • Lidka 03/01/2015 at 19:07

      Moja jedna kocica w ogole to mieszka w kuchni i tez lezy kolami do gory. Niestety, tylko ja jestem ta osobnica, ktora dostepuje zaszczytu glaskania jej. Druga natomiast przyjazni sie z calym swiatem.

      • kanionek 03/01/2015 at 19:50

        @Lidka

        A z moimi kotami jest tak: Gonzalesa głaskać nie wolno, choć Atos może go obślinić i wyciamkać do stanu wołającego o wyżymaczkę, za to Kotek jak ma niedobór pieszczot, to sam się naprasza i nie sposób go zignorować, bo wspomaga się wokalnie. Gdy uzna, że dawka przyjemności już jest wystarczająca, oddala się bez słowa, a gdy za nim zawołać odwraca się z niesmakiem, jakby mówił: człowieku, dałem ile miałem, nie błagaj o więcej.

    • kanionek 03/01/2015 at 19:43

      @mp

      Zawsze zapominam spróbować z tą mozzarellą! A sera żółtego powszedniego zawsze mam w lodówce kawałek, bo to moja żelazna pozycja na każdą okazję ;)

  11. pluskat 03/01/2015 at 19:18

    Tez mam rybe a nawet cztery + polmisek;
    sledzik bardzo apetyczny;
    ciasteczka sliczne, zwlaszcza te wydluzone serduszka; moja familia tez jeczy o pizze, a Kanionek niech bierze przyklad z Tasiemki i zmartwychwstaje. Tylko rzeczywiscie pudelko z siankiem do tego potrzebne.

    • kanionek 03/01/2015 at 20:00

      Pudełko z siankiem owszem, kuszące. Ale małżonek twierdzi, że „Kanionkowi nikt nie dogodzi” i że jestem z tych, co to im zawsze zupa za słona, albo herbata za sucha. I że on by nawet mógł (się mną zaopiekować w potrzebie), ale to się na nim źle odbije :)
      No to przecież nie będziemy go narażać na złe odbicie.
      Siedząc zaś sobie dzisiaj w koziarni, oko w wielkie oko z Bożeną, pomyślałam, że jednak te kozy życie mi ratują. Bo gdyby nie one, to faktycznie mogłabym się gdzieś w kokon zawinąć i uschnąć, a tak – muszę iść, wodę wymienić, gałęzi świerku natargać (dziś panny z Koziej Wólki w ogóle nie kwapiły się na zewnątrz i nawet kosz z sianem do dna opróżniły i dwie zmiany wody), słomy dorzucić, warzyw nasiekać, owsa przynieść, za uszami podrapać, głupoty poopowiadać… Reszta zwierzaków nie jest tak absorbująca. No i dzięki tym kozom wlokę nogę za nogą i podtrzymuję w sobie krążenie ;)

    • Ewa z Łodzi 03/01/2015 at 20:03

      Część Oboro!
      Tworzę tu frakcję – szklanym rybom mówimy stanowcze NIE.
      Ajerkoniak robiłam, dobry on jest, jak dotrę do domu, to prześlę przepis.
      A mój kot kładzie się na środku kuchni, wystawia do góry brzuszek i patrzy zachęcająco…Na początku się nabieraliśmy,ale jak kolejny raz wbił nam się do kości pazurami i zębami,to już go nie gliglamy po brzuszku i uprzedzamy gości,że to podpucha.

      • Ewa z Łodzi 03/01/2015 at 20:16

        A jeszcze zapomniałam – moja koleżanka z pracy zupełnie nie mogła zrozumieć, dlaczego tak mnie rozśmieszyła pacjentka Irena Koza (ale nie zarykiwałam się przy niej, co to, to nie, tylko na skierowaniu widziałam).

        • kanionek 03/01/2015 at 21:10

          @Ewa
          No teraz to mnie zamordowałaś! :D :D :D

        • zeroerhaplus 04/01/2015 at 14:26

          Irena Koza jest jednym z lepszych motywów (z tak zwanego życia codziennego), jakie ostatnio słyszałam :)) Oczywiście, bez urazy (jakby nas pani Koza czytała)..

      • kanionek 03/01/2015 at 21:08

        No paczaj, co kot to inna pułapka :D
        Dobra, czekam na przepis :)

  12. Fredzia 03/01/2015 at 20:40

    A ja znowu linkiem się wykręcę, bo mi redagowanie spazmiastycznie grafomańskiego artykułu wyjałowiło synapsy do trzeciego pokolenia wstecz. Dziś bajka o kozie, która była niegrzeczna i w kolejnym wcieleniu została:
    https://www.youtube.com/watch?v=S_FByBGXIgA

    PS Dołączam do frakcji NiemającychRybnychSalaterekINiechcącychMiećICoPanNamZrobi.

    • kanionek 03/01/2015 at 21:19

      No kurde no! Na razie mam obiecujący tytuł i czarne okienko.
      Do tytułu więc nawiązując informuję, że widziałam na youtube kozła, który gdakał jak kura.
      I za późno, Fredzia. Klątwa Rybnej Salaterki już na Ciebie spadła, i teraz jak tylko taką w sklepie zobaczysz, to kupisz. Nawet stojąc tyłem do kasy, i kartę zębami podając. Warcząc i w konwulsjach płyny ustrojowe tocząc. Hator… Hator… Hator…!

      • sieka 03/01/2015 at 21:50

        Już miałam nic nie pisać,ale Wy o kotach. To mam tylko jednego na razie, ale od czasu wyprowadzki z domu,a to już będzie z 18 lat zawsze mam jakiegoś. Zawsze dachowce, nie stać mnie na rasy,a poza tym tyle jest niechcianych kotków. No i kocham po prostu te zwierzaki, uwielbiam się gapić jak się zawiją, jak skaczą i toleruję głupie nawyki (no wypuść mnie o tej 3 w nocy, bo muszę polować!)Teraz mam w domu szylkretową panienkę o imieniu Helenka, kot co nie terkocze przy mruczeniu, a poza tym jest spokojna i dobrze wychowana, naprawdę! Niczego nie zniszczyła pazurami, nie sikała nigdy po kątach i nie jest wredna dla dzieciaków – dziw, nad dziwy. Choć to mi nie przeszkadza, bo jak jedno z drugim dla nauki dostało pazurem po ręce to momentalnie załapało, że kot to nie zabawka. Uwielbiam jeż koty, za takie ogólne podejście: teraz to ja będę ci człowieku okazywał, że ewentualnie cię lubię. Słabe mam doświadczenie z psami, ale po znajomych widzę, że to dość opresyjna miłość – mogę się oczywiście mylić. Nie można się powstrzymać, żeby nie pisać o swoich zwierzakach, no nie? Czy mi się wydaje, czy więcej tu Kóz z kotami niż z innym inwentarzem?

        • hanka 03/01/2015 at 22:32

          U mnie dwie sztuki na stanie:-)

          • kanionek 03/01/2015 at 23:06

            O, to może jakieś fotki? :)

    • zeroerhaplus 04/01/2015 at 14:29

      No pacz, Fredzia, moja jedna też tak robi, tylko ciszej, gdy widzi ptaka za szybą okna :)

    • Lidka 04/01/2015 at 16:56

      Ja rowniez dolczam do frakcji Niemajacych…, ale zato mam pierdylion i jeden salaterek i talerzykow, i polmiskow w ksztalcie liscia. Kolory tez, jakie sobie kto wymysli. Nie wiem, co mnie napadlo z tym kolekcjonowaniem liscia, ale pocieszam sie, ze kazdy jakies zboczenie ma. Pozdrawiam.

      • Ynk 04/01/2015 at 17:51

        Na liście, albo w liscie, i ja zboczona jestem.
        A rybę dostałam w prezencie toteż używam jej okazyjnie. Bo na codzień prosto ze słoika. Selektywnie. Słoik grzybków marynowanych, słoik śledzi, słoik lutenicy.

        • Lidka 04/01/2015 at 17:58

          @ Ynk
          Lutenice to pichci moja bulgarska kolezanka. Pyszne to. Potwierdzam.
          Ja tez wyzeram wszystko lyzka. I prosto z puszki, totebki, pudelka czy sloika. Niekulturalna jestem.

      • pandeMonia 04/01/2015 at 21:01

        Lidka! Ja tez mam liście! Takie piękne, całą kolekcję, ale wyłącznie zielone. Tez mnie walnęło z tymi liśćmi. Ja raz na pół roku mam jakiegoś pierdolca.
        Ryby nie były moim wymysłem, to ciocie stare panny mi zakupiły. Komplet dziewiczy, nigdy nie użyty. Na co dzień jem z kamionki.

        • kanionek 04/01/2015 at 21:11

          A ja nie mam żadnej kolekcji, jeśli nie liczyć chorób i pajęczyn po kątach. W sumie to nawet dobrze, bo gdzie ja bym taką kolekcję trzymała?
          PandeMonia, masz jeszcze tego maila, którego mój serwer odrzucił? Tzn. tę całą „delivery failure message”? Bo jestem ciekawa, co było podane jako przyczyna wykopania go z powrotem do Cię. Muszę dojść w czym problem.

      • pandeMonia 06/01/2015 at 10:17

        Lidka, a pokaż te liście, co? :)

        • Lidka 07/01/2015 at 04:35

          @pandeMonia

          Zrobie zdjecie lisci w weekend, bo akurat czas sie zbliza, zeby je przewietrzyc.

          • pandeMonia 08/01/2015 at 10:50

            Super! Czekam na liście Twoje i te wiosenne!

  13. baba Aga 04/01/2015 at 12:14

    Rybom mówię stanowcze nie!!!
    Co do kotów, znam dwa dzikusy które ratowałam przed wyjątkowo ostrą zimą ( miesiąc antybiotyku, dwa tygodnie ręka na temblaku)i one się oswoily, mieszkają w domu a nawet na kanapie i dają się dotykać aczkolwiek niechętnie, tez robią ten menisk jak Gonzales, a w oczach mają pytanie: po co ci to człowieku? Zgadzam się że uczucie psa jest trochę opresyjne, a na kota trzeba sobie zasłużyć. Ja niestety alergik jestem, wiec jedyna szansa na zwierzę to york, ale moja córka ma kota i jestem dumną babcią Leny, oczywiście jak każda babcia wyślę zdjęcia wnuczki, bo jest najpiękniejsza na świecie.

    • zeroerhaplus 04/01/2015 at 14:35

      Babcią???!??!!?
      To w takim razie zdjęcie do chwalisiów z archiwum wytrzepałaś? .. no normalnie nie wierzę :)
      No chyba, że mi na starość poszło w tę stronę, że każdy na zdjęciu wydaje mi się młodszy o lat dwadzieścia, a w naturze o trzydzieści ;)
      Jak tak, to sorry :))

      • baba Aga 04/01/2015 at 14:40

        Zdjęcie nowiutkie, lat mam 43 ale geny dobre i światło w łazience kiepskie,a to poprawia nastrój i działa :-) a i jest jeszcze teoria, że młodszy facet odmładza, polecam :-)

        • Lidka 04/01/2015 at 17:10

          @baba Aga
          Z tym mlodszym facetem to potwierdzam. Moj tez jest mlodszy ode mnie.

        • zeroerhaplus 04/01/2015 at 17:15

          Aaaaa, to dużo wyjaśnia (mam na myśli teorię faceta).
          Bo u nas ja jestem starsza (co prawda o trzydzieści dni, ale).
          Już wiem, czemu tak rzeczy stoją (albo raczej wiszą ;))

    • Lidka 06/01/2015 at 04:09

      @baba Aga

      Zagadzam sie, ze na kocia milosc trzeba sobie zasluzyc. Koty sa bardzo niezalezne i to one wybieraja sobie swojego czlowieka, a nie odwrotnie.

    • Lidka 06/01/2015 at 04:11

      Jest takie powiedzenie: „Pies ma wlasciciela, ale kot ma sluzacego.”

  14. bila 04/01/2015 at 13:31

    I otóż ja posiadam rybny półmisek sztuk dwie. I lubię (ryby i półmiski). Kanionku pamiętaj że my twoje kozy też zawsze czekamy na wizyty w koziarni wirtualnej. Przesyłam cieplutkie uściski

  15. Kachna 04/01/2015 at 14:40

    Dwa koty na stanie.
    Mama i synek.
    A wiecie, ze koty mruczą albo w jedną stronę :mru, mru” albo w dwie strony „mru ru, mru ru”…
    Tak, tak – miałam różne egzemplarze.
    Idzie gdzieś sroga zima – kotka nie schodzi z grzejnika (prawie) od tygodnia…..
    ……………
    A wiecie jak jest fajnie jak nie ma szkoły – nie trzeba nerw zrywać i lekcji odrabiać;)

    Ściski.

  16. shal 04/01/2015 at 15:25

    U mnie dwie kotki,jedna z azylu ,druga z DT.5 i 6 lat i oczywiście są śliczne.Pies też jest, ma już 14 lat.Nie mam półmiska w kształcie ryby,ale sprawdzę czy jestem wrażliwa na „hator”. Spróbuję wysłać fotki na mail.Wszystkiego dobrego w nowym roku .

  17. Ynk 04/01/2015 at 17:55

    Co do Zwirzaków z jakimi przyszło mi dzielić terytorium – kiedyś-kiedyś temu kot, teraz pies(a), 12-letnia już.

  18. Ynk 04/01/2015 at 17:56

    Zwierzaków. (bez okularów piszę).

  19. kanionek 04/01/2015 at 18:47

    Ście naprodukowały, że Redakcja z rozumem nie nadąża. Jeszcze muszę sprawdzić, co to te lutenice, bo głupio tak ciągle pytać, a zaraz wyskoczy Ania W. z postulatem, że nowy wpis nowy wpis, bo w komentarzach jak w dżungli (kto tu swoją kolekcję liści przyprowadził, hę?), a armia kotów gra w ping-ponga odbijając wisienkę rybimi półmiskami.

    Bab(ci)a Aga – o ile młodszy musi być facet, żeby TAK dobrze wyglądać? Bo ja się cieszyłam, że mój rocznikowo o trzy lata za mną do tyłu, ale teraz widzę, że było poczekać na jakiegoś studenta…
    A Lena to faktycznie wnuczka, czy kotka Twojej córki? Bo mi pół mózgu zeżarł paracetamol, a drugie pół wiatr uszami wywiał, i nic nie kumam. Choć w sumie jak wyślesz zdjęcia, to mam szansę załapać…

    Shal – kociaki doszły :) Jak tylko nowy wpis mi się wyklaruje, to i one się pojawią.

    Kachna – ja Cię proszę. Sprawdź, czy ona, ta kotka, się nie zaklinowała. Może jej łapka ugrzęzła w żeberkach i dlatego nie złazi? Już mnie dziś małżonek wichurą do 160 km/h w porywach straszył, a teraz Ty z tą zimą?

    • Lidka 04/01/2015 at 18:58

      A moje fotki- kotki doszly do Ciebie, Kanionku?

      • kanionek 04/01/2015 at 19:10

        Nie :(
        Wiecie co, ja chyba założę sobie jakiś nowy adres na innym serwerze, bo mnie coś trafi. Postaram się jeszcze dziś wieczorem.

    • baba Aga 04/01/2015 at 22:19

      No w moim przypadku to 8 lat, ale ja naprawde mam dobre geny, no i wciąż nie widze zmarszczek bo mam ciemno w łazience, czuję się jak gówniara to może to na ryj wyłazi. Lenę wysłałam mailem i nie wróciła i jest to kotka mojej córki, czyli jej ukochana córeczka, czyli moja wnusia ;) ale ja naprawdę mogłabym być babcią, potomstwo moje ma 21 i 24 lata. Co do bólu głowy, to ja jak wieje mam tak samo, mam w sobie troszku góralskiej krwi a jak wicher wieje to góral szaleje :)podobno od wtorku ma być lepiej.

      • sieka 05/01/2015 at 08:03

        babaAga, jetem tylko o 5 latek młodsza a użeram się z potomstwem 6 i 2 latka. Gdzie ja miałam głowę (wg strych bab na miejscu),że się nie dałam zapłodnić wcześniej… Teraz jak już człowiek wie co lubi robić w czasie wolnym to nie ma …CZASU, bo trzeba kur.. puzle układać i w „jedzie pociąg z daleka” bawić się drugą godzinę ;(

  20. sliwka 04/01/2015 at 19:36

    Jak się wszyscy chwalą to ja też się swoim stadem pochwalę, a co:
    https://plus.google.com/u/0/photos/103234360426822778016/albums/5874548689610437297?authkey=CPDPpez5o5ia7QE
    Stado składa się z trzech chłopaków, co prawda „byłych” ale za to bardzo uczuciowych przytulanek.
    No i piekę chleb. Zakwas się kisi, jak ładnie wyjdzie w środę wyślę zdjęcia.

    • kanionek 04/01/2015 at 20:56

      Słodkie chłopaki :)
      Ja się z chlebem na razie poddałam, bo jednak z kombiwara nie wyjdzie, więc chętnie się na Twój pogapię. Oby wyszedł!

    • Lidka 04/01/2015 at 22:20

      @Sliwka

      Sliczne koty! Ten czarniutki to taki w sam raz do mietoszenia. Blyszczace futerka, widac zaraz, ze doskonale karmisz i kochasz.

    • zeroerhaplus 04/01/2015 at 22:20

      Prześliczne :)
      Tak w ogóle, to nie rozumiem, czemu się interniści burzą, że w sieci jest za dużo zdjęć kotów. Ja tam mogę godzinami kocie foty oglądać…. :)

  21. mp 04/01/2015 at 19:47

    O, to i ja wysyłam swoje futernogi, nie będzie serwer pluł nam w twarz ! A co to lutenice też nie wiem, idę guglać.

  22. Iwona 04/01/2015 at 20:24

    I tak oto drogie Kozy, dzięki Lidce i wujkowi google, wszystkie wiemy, co to lutenica:-)

    • zeroerhaplus 04/01/2015 at 22:22

      Hyhy, faktycznie! Jak zguglowałam, to się okazało, że też to jadłam. Nazywało się zakuska i było od pana, który sam dostaje to od brata z Rumunii, hurtowo :)

  23. Lidka 04/01/2015 at 20:31

    @Iwona

    O tej lutenicy to pierwsza Ynk zaczela. Ja tylko dodalam, ze tez lubie.

    • Iwona 04/01/2015 at 21:00

      I bardzo dobrze Lidka, lutenica znalazła się na mojej liście potraw do wypróbowania:-).

  24. kanionek 04/01/2015 at 21:06

    Mam prośbę do tych z Was, które wysłały do mnie mailem cokolwiek i to cokolwiek do mnie nie doszło, a do Was wróciło. Jeśli macie jeszcze te maile z informacją o odrzuceniu – możecie przesłać lub wkleić tutaj samą informację o przyczynie odrzucenia wiadomości przez serwer? Zawsze jest gdzieś zawarta w treści i może brzmieć np. „mailbox full”, „quota exceeded”, „server not found”, „host unknown” itp.
    Bo jednak nie daje mi to spokoju :)

  25. Modra 04/01/2015 at 22:27

    Kanionku, wysłałam zdjęcie na maila. Zobaczymy czy wróci. Futer ci u mnie dostatek, choć przyjęłabym jeszcze. Rozsadek jednak na razie zwyciężą. Bo co to za opieka, kiedy nad stadem wisi groźba nadmiernego zagęszczenia i mizernych racji żywnościowych. Personel jednak powinien być bardziej odpowiedzialny i nie meldować na sile, prawda? :-) Toteż zajmuje sie poszukiwaniem domów dla tych bezdomnych, których do siebie wziąć nie mogę. Jednak maja głowę od dłuższego czasu zaprzątają osiołki uratowane przez fundacje Przystań Ocalenie, dla których szukają domów. Oj czuje, ze im jeszcze ode mnie pomoc się należy. Zobaczymy.
    Jestem także z frakcja bez półmisków z rybami. Kojarzą mi sie one raczej z wielkanoca i od razu widzę oczami wyobraźni takie skorupy w kształcie kur, które w takich Lydlach i Biedrach w tej porze sie pojawiają. Także ‚mustheavy’. Sama nie posiadam, ale ciekawi mnie, czy obecna jest tu także frakcja kura-miska???

    • Lidka 04/01/2015 at 22:39

      O, to ja tez! Mam pare kuro- misek. Kolorowe i biale. I zwykle rzeczywiscie wystawiam je na swieta Wielkanocne.

      • zeroerhaplus 04/01/2015 at 22:56

        Dajcież no linka do jakiejś foty tej kuromiski, bo nie znam, a jak widać, znać powinnam..

        • kanionek 04/01/2015 at 23:38

          Zeroerha, ja też w lesie :) Kurkę plastikową na jajo gotowane miałam w dzieciństwie (i z jakiegoś powodu tylko z tej kurki jajko smakowało), ale kuromiska??

    • kanionek 04/01/2015 at 23:42

      Modra, nie wiem czy do Ciebie wróciło, ale do mnie nadal nie doszło :-/
      Boję się zapytać o te osiołki. Bo gdyby już była wiosna, mogłabym wydzielić dla osiołka miejsce w koziarni. Tam by się i koń z wozem jeszcze zmieścił, ale boks musiałby raczej być zamykany, bo nie wiem, jak się kozy zapatrują na osiołki i odwrotnie. Dlatego nie pytam…

      • Lidka 05/01/2015 at 16:34

        Chyba pisalam Ci juz o tym, Kanionku, ale na miejscowym lotnisku „pracuje” silna grupa pod wezwaniem… kozim, w ktorej sklad wchodza miedzy innymi, trzy albo cztery osiolki i pare lam. Cala ekipa widac, ze sie dogaduje. Nie podejrzewam wiec zadnych problemow w Twojej stajence z posiadaniem osiolka. Najwyzej sie poszczypia wzajemnie.
        Moje maile ze zdjeciami do Ciebie sie nie wrocily, ale pewnie tez ich nie dostalas.

        • kanionek 06/01/2015 at 01:19

          No nie dostałam, Lidko, i jeśli jeszcze nie straciłaś cierpliwości, to wyślij je ponownie na kanionek@onet.pl, tam dojdą :)
          Ech. Gdy już będę bogata, albo choć zdolna utrzymać się przy życiu zarabiając jakiekolwiek pieniądze, w sensie stałego przypływu gotówki, to też powiększę i urozmaicę swój folwark zwierzęcy. Marzy mi się duuża rodzina :)

    • mp 05/01/2015 at 00:17

      Mię się marzy taka spora szklana kwoka,raczej vintage, niż Biedra, ale trochę za drogie są, jak dla mnie.
      A co do lutenicy- okazuje się, że nawet sama coś podobnego produkuję , tylko z mniejszą ilością pomidorów, a większą bakłażanów- całe życie człowiek się uczy :)

      • Lidka 05/01/2015 at 00:44

        No to ja wlasnie mam taka biala, szklana kwoke, przywieziona z domu rodzinnego i do niej dokupowywalam (jest takie slowo, prawda?) co chwile jakies inne kuro-miski. W lecie znalazlam na pchlim targu podobne takie do mojej kwoci, tyle ze zielona i zolta. Nie mialam wyjscia, kupic musialam.

      • Ynk 05/01/2015 at 14:05

        mp, ten specjał znany jest u nas bardziej pod nazwą ajvar. W moim najwięcej jest papryki, bo to moja ulubienica, bakłażana tyleż, prawie pół na pół, a pomidory dla podbicia apetycznego koloru i nadania smakowego 3D ;-)

  26. pluskat 05/01/2015 at 09:21

    moje chwalisie z 1 stycznia tez wrocily, bo „mailbox is full: retry timeout exceeded”

    Smiejcie sie, ale dzieci bardzo lubia jesc ze szklanych ryb.
    Ja z kolei kupuje na pchlim targu wesole kubki i talerzyki deserowe, kazdy z innej parafii, ale jakas mysl przewodnia jest.

  27. pandeMonia 05/01/2015 at 12:50

    A ja skopiuję całego maila, który dostałam. Wraca po 24, 48, 72 godzinach :) Sam :) Czary!

    This message was created automatically by mail delivery software.
    A message that you sent has not yet been delivered to one or more of its
    recipients after more than 24 hours on the queue on s3.dahost.pl.

    The message identifier is: 1Y76HI-0007tJ-P2
    The date of the message is: Fri, 2 Jan 2015 18:44:20 +0100 (Środkowoeuropejski czas stand.)
    The subject of the message is: kopia: Nowy Rok

    The address to which the message has not yet been delivered is:

    info@kanionek.pl
    Delay reason: mailbox is full

    No action is required on your part. Delivery attempts will continue for
    some time, and this warning may be repeated at intervals if the message
    remains undelivered. Eventually the mail delivery software will give up,
    and when that happens, the message will be returned to you.

  28. pandeMonia 05/01/2015 at 12:51

    PS. Pierwotny mail wysłałam 1 stycznia o godz.17.09.

    • pandeMonia 05/01/2015 at 17:38

      I znowu coś wróciło, ale coś wielkiego i innego, ja się boję.

      • kanionek 05/01/2015 at 20:37

        A rogi ma? Bo jak wielkie i rogate, to może być Bożena. I w takim wypadku nie ma co się bać, tylko trzeba głaskać, głaskać, głaskać. I drapać.

        Ale serio, wróciło coś innego, niż wysłałaś?! Mój serwer żyje własnym życiem :-/

  29. pluskat 05/01/2015 at 16:52

    „a armia kotów gra w ping-ponga odbijając wisienkę rybimi półmiskami”. :)))))))))))
    biedny Kamionek, wspolczuje,jestes ofiara slawy

    • kanionek 05/01/2015 at 20:48

      Że ze mnie ofiara to pewne, ale żeby zaraz sławy? ;)
      A wyrazy współczucia to chyba Wam się należą – miałam więcej pisać zimą, a tu kurz, pajęczyny i zimny przeciąg. Chciałabym napisać, że mam blokadę literacką, ale nie oszukujmy się – blokadę to ja mogę mieć w kolanie, jak mi się rzepka źle ustawi.

  30. Modra 05/01/2015 at 19:46

    Wiadomość jeszcze do mnie nie wróciła. Pewnie omija na razie półwysep Horn. Poczekamy zobaczymy. Kanionku, osiołek to mało praktyczne stworzenie, na ośle mleko nie ma co liczyć. Ale to tak mądre i jak dla mnie ‚ludzkie’ stworzenia, ze są mi bardzo bliskie.
    Fundacja Centaurus wykupuje takie osiołki przed rzeźnią i szuka im domów, może któryś poruszy Twoje serce: http://centaurus.org.pl/konie_do_adopcji_stacjonarnej/0/1/

    A tu (tfu tfu bez reklamy)przykłady kurzych emanacji, dla szanownych zbieraczek :-)
    http://allegro.pl/blekitna-rzadkosc-kura-duza-stan-idealny-i4948574011.html
    oraz
    http://allegro.pl/kura-ceramiczna-pojemnik-okragly-i4941859270.html
    Ja wciąż nie mogę się zdecydować, czy jestem za czy raczej przejdę obok. Coś w tych ptaszyskach jest takiego, ze nie mogę się jednoznacznie określić :-)

    • pandeMonia 05/01/2015 at 20:03

      Fajne kokosze ma też Bolesławiec. Na taką kurę choruję od dawna :D
      Ale generalnie nie lubię bibelotów :D

    • mp 05/01/2015 at 22:22

      No właśnie taka jak ta błękitna, tylko zwykła bezbarwna mi się marzy , ale drogie te kury nadal, skubane. Poczekam, aż będą dawać do adopcji :)
      Kanionku, na posty poczekamy, zawsze jest co poczytać w komentarzach :)
      Ale choć skrótowo niusy z obórki i lazaretu możesz wrzucać, będzie taki teleekspres (koniecznie ze zdęciami).

    • kanionek 06/01/2015 at 01:15

      Ech. Serce to one poruszają, wszystkie. Miki jest takim klasycznym, szarym osiołkiem z bajek dla dzieci. Niestety zeszłam na ziemię po przeczytaniu zasad adopcji i formularza zgłoszenia. Musiałabym po delikwenta własnym, specjalistycznym transportem przez całą Polskę jechać (już mnie nie stać), a do tego spełnić warunek ogrodzonego wybiegu. Nie mam takowego. Moje kozy nie oddalają się od „centrum” bardziej, niż na 50 metrów, łażą stadem i gdy tylko zobaczą coś podejrzanego, rwą z powrotem do koziarni. Czy osiołek byłby tak samo zdyscyplinowany? Może. Ale Fundacja nie będzie się nad tym zastanawiać. Nie wiem też, czy jako towarzystwo dla osiołka dopuściłaby kozy (bo dla koni chcą towarzystwa innego konia), ale to już kwestia drugorzędna, bo i tak koszty transportu i grodzenia pastwiska załatwiają sprawę na amen. Szkoda. Z jednej strony te zwierzaki odzyskiwane są za wcale nie takie małe pieniądze od ludzi, którzy trzymali je na uwięzi, często niedożywione i w skandalicznych warunkach, więc wydawałoby się, że moje warunki są tu ogromnym plusem. Ale z drugiej strony rozumiem władze Fundacji – chcą mieć stuprocentową pewność, że nie wysyłają zwierzęcia z deszczu pod rynnę.

      Modra, nie ma co czekać, wysyłaj swoje fotki na kanionek@onet.pl, bo tam na pewno dojdą :)

  31. Lidka 05/01/2015 at 20:05

    Mnie kury zawsze rozsmieszaja. No bo spojrzcie same, drogie Kozy, w jakich „majtasach” one chodza! Czytalam gdzies, ze w Belgii na przyklad, kura jest oznaka szczescia i dobrej fortuny, tak jak swinka w Niemczech, o ile sie nie myle, a dla nas slonik z traba do gory.

    • Lidka 05/01/2015 at 20:06

      O swieta kozo, gdziez ja ten Boleslawiec tu znajde…

    • kanionek 06/01/2015 at 01:04

      Mnie też śmieszą te ich gacie :)
      Lidka, czy dobrze pamiętam, że Wy na przedmieściach Chicago żyjecie? Bo u nas MeNeLe (Media Niskich Lotów) straszą, że u Was burza śnieżna była i straszny paraliż wszystkiego. Trochę się martwię, choć te nasze portaliki taniej sensacji często przesadzają. Daj znać, czy wszystko OK.

      • Lidka 06/01/2015 at 03:42

        Aj waj, zyjemy, zyjemy, a informacje o naszej pogodzie macie pierwszorzedne! Jak na razie slicznie sypie. Jezeli tak sobie posypie przez cala noc, to rano znowu bede musiala przekonywac psy, ze jednak TRZEBA wyjsc na siusiu do ogrodka, a nie lac na balkonie. Od nas za to sniezyca idzie na wschodnie wybrzeze i tam ma ponoc naprawde narozrabiac!

  32. kanionek 05/01/2015 at 20:29

    Ludzie kochane, dopiero dotknęłam kompa, bo dziś dzień zakupów, potem trzeba było coś zjeść, zwierzynę ogarnąć (w koziarni spędziłam prawie półtorej godziny – Bożena cierpiała dziś na taki niedobór miłości, że mało mi do kieszeni nie wlazła), no i teraz siadłam i przeczytałam co nowego.

    Przede wszystkim – mój serwer łże jak radny przed wyborami. Gdyby skrzynka była przepełniona, to kociaki Shal by się do niej nie wcisnęły, a jednak jakoś wlazły. Nie korzystam z klienta poczty, usuwam stare i zbędne wiadomości bezpośrednio na serwerze, a obecne w niej zawarte zajmują jakieś śmieszne 10 mega.

    Zanim więc rozwikłam tę zagadkę, proponuję wysyłać chwalisie na nowy adres: kanionek@onet.pl, jeśli macie jeszcze cierpliwość :)

    A poza tym, to widzę, iż te kuromiski są doskonałą inwestycją. Kolekcja składająca się z kilkudziesięciu sztuk będzie kiedyś warta fortunę. Tak przynajmniej wnoszę po aktualnych cenach z alledrogo…
    Aha, a ja wczoraj przez google widziałam kuromiskę, która naprawdę jest miską, i to bardzo ładną. Tylko link zapomniałam skopiować. I może te kury działają na naszą babską podświadomość? Wiecie, że kura, kokoszka, na jajkach, a potem z kurczętami, taka mamusia doskonała, opiekuńcza, itede. Może to nas właśnie kręci? Kura, jako symbol ciepła domowego, wzór troskliwości, i na rosół dobra… :D

  33. Kachna 05/01/2015 at 20:41

    Czy ktoś tu mówił Bolesłąwiec ???? Ceramika???
    Oj….
    UWIELBIAM!
    Rodzina nie ma problemu co kupić na okazje różne. Ja mam kolekcję.
    I używam na co dzień – a co.
    Używam na co dzień kryształy od teściowej (zgroza podobno…) i mój Bolesławiec:)
    Do ziemniaków i jaja sadzonego z kiszoną kapustą – zgroza nr 2 – to był u nas świąteczny obiad….
    A motyw kury jest bardzo domowy i ciepły – jak Kanionek wspomniała. I jakbym nie miała być krową (wiosną szczególnie), kozą Kanionka (w nieszczęściu szczególnie) – to kura jest namber tri.
    Czyli K, KK, K. K..chna:)

  34. Iwona 06/01/2015 at 10:07

    Szanowna Redakcjo, drogie Kozy, ja żale wylać muszę, bo to tak, to być nie może. Ja rozumiem, że z umywalki skorzystać nie mogę, bo tam się śpi, rozumiem, że lodówkę ciężkim krzesłem zastawić trzeba, bo tam są takie pyszności, że oprzeć się nie można i pomyszkować trzeba ( otworzyć to umie, ale zamknąć, to już nie ma komu), rozumiem troskę o mnie, no wiecie, może niedojadam, to smakołyki trzeba przynosić( półżywe rozbiega mi się po domu toto i weź złap taką jaszczurkę lub wróbla). Ale, żeby wywłaszczyć mnie z mojego własnego krzesła? To nic, że jest pięć innych, to jest MOJE krzesło, po ulubionej stronie stołu, i ja protestuję, pikietuję i podpisy zbierać zamierzam. Koniec z tyranią, a nie to chyba ma być, precz z tyranią!
    Ps. Zamieniłam krzesła, i nic z tego, dalej nie odzyskałam swojego ulubionego miejsca. Proszę mnie pożałować, bo w rozpaczy jestem. Kawa mi nie smakuje na innym miejscu.

    • baba Aga 06/01/2015 at 13:11

      O jak ja Cię rozumiem, ulubione miejsce przy stole, a właściwie po prostu MOJE miejsce przy stole, ulubiony kubek inny rano do herbaty a inny popołudniu, a jeszcze inny w pracy, no i ulubione herbaty które sama komponuję. Ja z racji stanu cywilnego mówię że to są moje staropanienskie przyzwyczajenia i to nie podlega dyskusji. Jestem w stanie wiele wybaczyć osobom które kocham, ale taka np dziewczyna syna :-/ odzywa się we mnie teściowa z dowcipów. Iwona, wspieram Cię duchowo!
      Koty otwierają same lodówkę???

      • Iwona 06/01/2015 at 13:26

        Jeden egzemplarz wybitnie uzdolniony taki, nie wiem, jak on to robi, bo rządzi się, jak śpimy. Jak zapomnę zastawić krzesłem, to zawsze otwarta. Z racji swoich zachowań i ubarwienia nosi imię Czarna Zaraza, w skrócie Zaraz. A kubki też mam ulubione,i do kawy, i do herbaty, i mam tak samo, domownicy mogą z nich pić, ale goście never.

        • Ynk 06/01/2015 at 14:08
          • Iwona 06/01/2015 at 14:45

            Wszystko możliwey Ynk, raz przyłapałam Zaraza w lodówce, w nocy, stąd wiem, że to on. Mimo podchodów, pułapek i innych zasadzek, nie udało mi się nigdy więcej go przyłapać. On doskonale wyczuwa, kiedy my tracimy czujność i może szarogęsić się do woli, i jak on tupie, no mówię wam, no tupie, jak słoń;-). A filmik świetny, one właśnie takie są, kradzione chyba lepiej smakuje:-)

      • Lidka 06/01/2015 at 22:10

        @Iwona

        Nasze koty aby na pewno nie spokrewnione…?
        Moja szara kocica, w upaly domaga sie otworzenia lodowki, pomimo wlaczonej klimatyzacji, i mosci sie na najnizszej polce. W zwiaku z tym mamy w domu dwie lodowki, jedna z jedzeniem, a druga z piciem butelkowym i obowiazkowo w tej najnizsza polka jest wolna i dostepna dla kota.

        • mp 06/01/2015 at 23:39

          Lidka, specjalna lodówka dla kota przebija wszystko ! Ja tylko przenośną ogrodową fontannę przywiozłam dla kotka z wakacji , bo lubi pić ciurkającą wodę :)

          • Lidka 07/01/2015 at 04:20

            @mp

            Fontanna dla kotka? Genialny pomysl! Musze wyprobowac.

      • Lidka 07/01/2015 at 04:29

        @baba Aga

        Sama komponujesz z glowy swoje herbaty, czy masz jakas inna metodologie? Bardzo to interesujace.

        • baba Aga 07/01/2015 at 10:39

          Raczej sama komponuję, pomysł wziął się kiedyś z biedy: dwie tanie i jedna ciut droższa za to earl grey coby zabił podły aromat tych tanich. Teraz to już jest wyższa kombinacja, bo ja uwielbiam herbaty czarne cytrusowe, wiec kupuje trawę cytrynowa, suszę skórki z cytryny i pomarańczy itp, ale jakiś czas temu odkryłam dużą pomoc, a mianowicie sklep internetowy: http://www.smacznaherbata.pl i tam jest zakładka mytea skomponuj swoją herbatę, no i tam to hulaj dusza piekła nie ma. Polecam!

  35. pluskat 06/01/2015 at 10:12

    Masz racje, Kachna, trzeba celebrowac codziennosc, a swiateczne menu bardzo mi sie podoba. Nie to co u nas, niestety… Ale mam nauczke: koniec z genderem w kuchni.

  36. kanionek 06/01/2015 at 23:15

    Ja tylko krótko, a Wy zresztą pewnie już śpicie. Modra, Pluskat, Lidka, Baba Aga, PandeMonia – dopiero dzisiaj, z wielkim hukiem, dotarły do mnie Wasze maile. Niektóre wysłane w sobotę! Tzn. na info@kanionek.pl dotarły. Takich opóźnień nie ma nawet polska kolej… Może coś się odetkało i ta serwerowa czkawka nareszcie się skończy :)

    I nie piszcie, że Wam kawa nie smakuje na innym krześle. Wy się cieszcie, że w ogóle macie kawę. A o co chodzi wyjaśnię w następnym wpisie :)

Dodaj komentarz

Podpis *
Email *
Witryna internetowa