Pamiętajcie o ogrodach, czyli jabłko w kaczym puchu

Czy do Was też zimą ptaszki przylatują na parapet?

Rosoły na parapecie

I to jest kolejny powód, żeby nie myć okien. Gdy szyby są zbyt przezierne, Rosoły widzą że szykuję dla nich żarcie, i stukają nerwowo w szybkę jak to dziecko w piekarniku. Tak, wiem, kawał starszy niż węgiel.

Ta moja znajoma nornica z kuchni jest albo nieśmiertelna, albo niezniszczalna, i nadanie jej imienia wcale nie było stratą czasu. Każdego wieczora Laser tkwi napięty i błyszczący niczym posąg z węgla i stali, wpatrzony w kąt pomiędzy szafą a kuchnią kaflową. Gonzales leży w progu, omiatając prawym okiem całą kuchnię, licząc na to, że przed jego leniwym nosem będzie przebiegać trasa mysiej ucieczki. Kotek śpi w przedpokoju w nadziei, że jak tamci dwaj spartolą, to on będzie miał szansę. I nic z tego, moi mili. Prędzej czy później wszyscy rezygnują, oblizawszy wąsy, i każdej nocy, gdy siedzę przy stole i zapalonym świetle, myśląc o wszystkim i niczym, i licząc poszczególne elementy wzorów na tapecie, widzę jak z kącika wysuwa się ostrożnie dobrze mi znany biszkoptowy łepek. Szanowni Państwo, poznajcie Norę Nieustraszoną:

Nora

Nora2

Podejrzewam, że Nora mieszka w piekarniku, bo gdy czasem wyciągam z niego patelnię, znajduję w niej malutkie, czarne bobki. I raz omal nie zeszłam na zawał, gdy wśród nocnej ciszy z metalicznym pobrzękiem zatrzęsła się cała kuchenka, a ja myślałam, że to zemsta Ćwierciakiewiczowej (i Wy dobrze wiecie, dlaczego).

I żeby przegonić duchy zemsty i kulinarnej trwogi, zamierzam zrobić z kapustą pierogi. I oby wyszły dobre, Pani Lucyno, bo ja Pani dobrze życzę. Na przykład: niech się Pani w niebiosach smalec ze skwarkami po talerzach suto rozpływa, i oby pączków na maśle nigdy Pani nie zabrakło, nadziewanych po pępek różaną marmoladą. Może być?

To teraz, spokojna na ciele choć dziurawa na umyśle, powrócę wspomnieniem do swych lat szczenięcych i napiszę Wam w końcu o jabłkach. Pamiętacie może, że niedawno byłam w Gdańsku? I przywiozłam pół bagażnika jabłek różnorakich, a w tym koszyczek tych specjalnych. Strzelających. To jest jedyna nazwa tych jabłek, jaką znam, bo tylko taką się w domu rodzinnym posługiwaliśmy. Jabłka te są niewielkie, koloru tak bordowego, że aż prawie czarnego, a gdy zatopić w nie zęby, strzelają sokiem z jędrnego miąższu o niebiańskim smaku. No, to już wiecie, o jakie jabłka chodzi. Takie Od Babci z Działki.

jabłka strzelające1

jabłka strzelające

Moja Babcia, mama mojej Mamy, całe życie spędziła grzebiąc w ziemi. No i jeszcze część życia robiąc swetry na zlecenie jakichś zakładów dziewiarskich, na takiej maszynie, przy której się stało i jeździło wagonikiem po szynach w tę i z powrotem. Tyle przynajmniej z dzieciństwa zapamiętałam – sobotnie poranki, promienie słońca wpadające z ukosa przez podwójne okna, rozkoszne przebudzenie pod toną prawdziwej pierzyny wypchanej tysiącem kaczek, i ten dźwięk: dżyt-dżut, dżyt-dżut – Babci jeżdżącej na maszynie. I każde wakacje spędzone z Babcią na działce – kieszenie wypchane ślimakami, dżdżownice w słoiku, kijanki za uchem… I zielony groszek, truskawki z cukrem, czarne wiśnie prosto z drzewa, marchewka płukana pod malutkim kranikiem, charakterystyczny zapach z byle czego skleconej altanki, aksamitki, nagietki i pachnący groszek (nazrywaj sobie kwiatków, Anusia), długa droga do domu przez oruński park, z rowerem objuczonym wiadrami, kobiałkami, siateczką i siatką. A jesienią i zimą Jabłka Strzelające, przynoszone z Ciemnego Pokoju, w którym zawsze było zimno.

To jest ta działka, w którą wsiąkła część mojego serca:

ja na działce

To jest strumyk, w którym zawzięcie tropiłam podwodne formy życia:

strumyk

To jest moja Mama, najlepsza na świecie:

Mama na działce

A to jest moja Babcia, która zawsze martwiła się, że “taka ze mnie chudzinka”:

ja z Babcią

Jeden kęs strzelającego jabłka i machina czasu przenosi mnie na strome, błotniste schodki. “Anusia uważaj, żebyś nie spadła, dzieciaku”. I znów mam na nogach białe kalosze, włosy obcięte na garnek, i jest mi dobrze, jak w kaczym puchu. Dziś zjadłam ostatnie.

schodki na działce

150 thoughts on “Pamiętajcie o ogrodach, czyli jabłko w kaczym puchu

  1. Lidka 17/12/2014 at 04:05

    Wspomnienia, ktore masz sa bezcenne. Dziekuje, ze zechcialas sie nimi z nami podzielic! Zycze najlepszego.

  2. Kachna 17/12/2014 at 07:16

    Kanionek – Ty umiesz tylko do łez.
    Rozbawić lub wzruszyć.

    Dziękuję.
    ………..
    Kaczy puch. Czy moje maleństwa też tak będą wspominać? Dreszcz.
    Choćby się walił i palił świat – dziś ich wytęsknione pieczenie pierniczków nocą.
    Inwestuję w ich wspomnienia.

    • ciociasamozło 17/12/2014 at 09:53

      A ja, co mam dobre chęci, żeby synu zrobić frajdę, to się wszystko musi spieprzyć. I jego jedynym wspomnieniem z dzieciństwa bedzie matka drąca japę…
      Sorry, mam rodzicielskiego doła nad dołami, poczucie totalnej porażki i braku chęci do dalszego trudu wychowawczego :(
      Weszłam do Obory coby poprawić sobie humor, ale jak widać chwilowo wszystko mnie ściąga w dół jak betonowe buciki :(

      • Kachna 17/12/2014 at 10:54

        “- Mamo ale dlaczego na mnie krzyczysz?
        -Ja nie krzyczę tylko WOŁAM.”

        Wołająca na puszczy…..
        My weszliśmy , min, w fazę gimbazy….
        Uczy się jak najęty, poprawia 5 na 6….ale coś się robi z mózgiem w innych kwestiach.

        Trzym się jakoś.

      • diabel-w-buraczkach 17/12/2014 at 13:06

        => ciociasamozlo, nikt nie jest idealny. ja tez sie czesto lapie na tym, ze mi daleko do wzorowego rodzica i sama siebie mam ochote w zadek kopnac. Ale mam nadzieje, ze w pamiec zapadna te moje DOBRE momenty…

        • ciociasamozło 17/12/2014 at 13:22

          Czasem się tak pocieszam, ale jak się zaczynam zastanawiać, to nie mogę znaleźć tych dobrych momentów.

        • Ynk 17/12/2014 at 13:26

          I ja na to liczę. Na te momenty ;-) Bądź co bądź świat nastoletniego chłopaka i kobiety w wieku dojrzałym (słusznym?) średnio się ze sobą spotyka, krzyżuje, nakłada. Trochę pomogło, kiedy przestałam się sztywno trzymać ROLI rodzica, okazałam słabość i poryczałam się przed tym hardym, chowającym się za maską cynika wtedy gimnazjalistą. Popatrzyliśmy na siebie nagimi oczami. Potem było dużo lepiej.

      • Ola 17/12/2014 at 13:31

        hej hej, przecież drzesz japę w jakimś celu, czasem po prostu tak wychodzi… jest różnica między darciem się z bezsilności a znęcaniem… dziki (syn) też to rozumie :)

        • diabel-w-buraczkach 17/12/2014 at 15:49

          O! Mundrze kobita gada. Nie wierze w zle intencje ciocizlej.

          • ciociasamozło 17/12/2014 at 16:02

            Intencje to może i dobre ale sam Diabeł wie co nimi wybrukowane…
            A dziki, czy mówię jak do człowieka, czy krzyczę z bezsilnosci, czy chwalę, czy na głowie staję to ma głeboko w dzikiej d.. A przynajmniej efektów nie ma żadnych, więc chociaż krzykiem powietrze spuszczam :(

      • kanionek 17/12/2014 at 22:33

        @ciociasamozło

        Przestań, ciotka! Wiesz, że moja Mama do dzisiaj sobie nie może wybaczyć, że nie pozwalała mi oglądać Izaury? Śmiej się, śmiej. Ona naprawdę nadal ma wyrzuty sumienia! Bo raz Jej powiedziałam, tak od niechcenia, że pamiętam jak dzieciaki w szkole z wypiekami na twarzy opowiadały sobie “a Leoncio to”, “a Izaura tamto”, a ja nie miałam pojęcia o co chodzi, bo Izaury słuchałam przez zamknięte drzwi do dużego pokoju :D
        No i co z tego? Dziś bym tej Izaury przez pięć minut nie chciała oglądać, i żadnej traumy na tym tle nie mam. Za to moja Mama tak :D Wbiła sobie do głowy, że straszna była z niej matka, bo dziecku oglądać telepierdoły nie pozwoliła. I że w ogóle na niewiele mi pozwalała, bo byłam Jej pierwszym dzieckiem i wpadłam w kajdany nadopiekuńczości. Przynajmniej ONA tak to pamięta, a ja wręcz przeciwnie. Pamiętam, że jak namalowałam farbami plakatowymi wielkiego bociana na ścianie w pokoju, to nie dostałam w dupę kablem od odkurzacza, tylko usłyszałam: “jaki piękny bocian!”. I wiele innych takich histori pamiętam.

        Jak więc widzisz, z igły zawsze można zrobić widły, a widły wrazić sobie w oko i cierpieć po wsze czasy :) Schowaj swoje widły do szafy (razem z betonowymi bucikami) i nie pękaj – Twój syn będzie dobrze wspominał dzieciństwo, za to Ciebie czeka jeszcze wiele stresu i rozterek – na przykład synowa :D

        • ciociasamozło 17/12/2014 at 23:24

          Buu, nigdy nie byłabym w stanie pochwalić malowidła na ścianie :(( . Choć rozum mówi “wyluzuj” to morda się drze :(((

          Jak się synowa trafi to niech sobie zabiera i sama się martwi ;)

          Dobre z Was kobiety :)

    • kanionek 17/12/2014 at 22:53

      @Kachna

      Będą, będą wspominać. Ale dopiero po wielu, wielu latach. Gdy już zachłysną się dorosłością i “wolnością”, gdy na plecach poczują garb odpowiedzialności, a w trzewiach czkawkę gorzkich żali i zgagę porażki, wtedy będą wspominać, jak piekły z Tobą pierniczki i jedynym ich zmartwieniem był trudny wybór posypki do dekoracji ;) Na tym chyba polega wspomnień czar. Że nasze “dziś” i obawa o “jutro” zawsze wydają się gorsze od tego, co było “wczoraj”.

      Udanych inwestycji, Kachna :-*

      • pluskat 18/12/2014 at 05:43

        “gdy na plecach poczują garb odpowiedzialności, a w trzewiach czkawkę gorzkich żali i zgagę porażki” jak Kanionek cos napisze, to nie ma … we wsi.

        • kanionek 18/12/2014 at 19:31

          Dzięki, Pluskat, choć prawda jest taka, że Ameryki nie odkrywam. I druga prawda jest taka, że wszystko już zostało powiedziane, czy napisane. I trzecia prawda ciągle mnie szarpie za rękaw i pyta: ty, Kanionek, a po co ty to wszystko w ogóle wypisujesz? A czwarta prawda tej trzeciej zaraz odpowiada: Kanionek chyba sam nie wie, po co. Zaczął pisać, to pisze. Siłą rozpędu.
          Tyle prawd. Jak tu się z nimi nie zgadzać? ;)

          • Ola 18/12/2014 at 21:24

            Kanionek? niech Cię gupia za ramię nie szarpie i wątpliwości nie sieje. Pomyśl ile dobra/talentu by się zmarnowało, gdybyś nie pisała? Na którym blogu widziałas tyle komentarzy? (Pomijając szafiarki – ale tego chyba nie można uznać za coś do czytania :P) A ile partyzantów tutaj czyta i się nie odzywa? Nieeeeeeeee! Żadnych takich gupich pytań więcej!!! Ja już sobie nawet nie potrafię wyobrazić netu bez Kanionka…

          • kanionek 18/12/2014 at 22:32

            Dzięki, Ola :D Wy to potraficie słodzić, jak rany serniczka w polewie.
            A widziałam, widziałam wiele takich blogów, co po pińcet komentarzy miały, ale faktycznie – nie tak fajnych, jak Wasze.
            A ci, co czytają, ale się nie odzywają, to kto wie, co knują? Może tam, w partyzanckim podziemiu, konstruują właśnie bombkę i już ostatnie dokręcają śrubki. Tik, tak, tik, tak…
            No nic. Dopóki mam o czym, to piszę. Ale serio – ja nie z tych bogów, co to “nie będziesz miał innych blogów przede mną”. Co mi właśnie przypomina – kto bywa na blogu “niekupiejedzenia”? Ten gość jest moim idolem, i podziwiam go z rozdziawioną gębą od samego początku. Muszę zajrzeć, czy napisał coś nowego, bo on nie pisuje regularnie.

          • Ola 18/12/2014 at 22:50

            w kwestii serniczka w polewie, to powiem tyle, że za często się nie wywnętrzam, nie przychodzi mi łatwo, a tu jest naprawdę jakoś INACZEJ w pozytywnym bardzo sensie. Howgh. Koniec serniczka.

          • kanionek 18/12/2014 at 23:04

            Ale ja bardzo lubię serniczki. I naprawdę, naprawdę cieszę się z Waszej tu obecności. Trafiło mi się jak ślepej kurze ziarno, więc ziarno w pysku trzymam, a ono pęcznieje, i ja się nim delektuję. Chwilo, tak od innych inna – trwaj.

  3. sieka 17/12/2014 at 08:59

    a u mnie pod Wro, w sobotę zabił się o szybę dzięcioł. Tak całkiem na śmierć i na szczęście na miejscu. Za bardzo umyłam i nie zauważył ;). A wiosną to znów sikorki “walczą” ze swym odbiciem, może tak mają w okresie godowym albo co… To tak w kwestii ptaszków na parapecie. Piękny kogut na drapieżniki Kanionku, piękny..

    • kanionek 17/12/2014 at 22:13

      Oooo. Szkoda pana dzięcioła. A u mnie, jakoś wczesną wiosną, sikorki skończywszy obrabiać słoninę zerwały się do lotu całym stadkiem, a jeden gamoń zamiast obok domu przelecieć, wpadł w zamknięte okno. Zdążyłam go zebrać z ziemi zanim psy się zorientowały, posiedział w plastikowym pudle kilka godzin, doszedł do się i odleciał.

      A koguty są cztery i liczę na to, że potencjalny drapieżnik dozna oczopląsu i kryzysu niezdecydowania, jak ten osiołek, co mu za dużo w żłoby dano ;)

  4. diabel-w-buraczkach 17/12/2014 at 13:10

    oh, te jablka sa najpyszniejsze! A takie wspomnienia – najcenniejsze. A widzisz – mnie tez dzisiaj wzielo na wspomnienia o babci, konkretnie na jej bajki. A potem wchodze do ciebie – a tu tez babcia :)

    • ciociasamozło 17/12/2014 at 13:37

      Moja babcia nie opowiadała bajek i nie miała ogrodu. Zawsze chciała, żebym miała różowe kokardki i słodkie sukienusie, tańczyła w balecie, zjadała wszystko z talerza i dostawala same piątki. A ja byłam chorobliwie nieśmiałym niejadkiem, bazgrałam jak kura pazurem i wolałam Winnetou od sukienek…
      Taki toksyczny związek, który powiela się w kolejnych pokoleniach…

      • diabel-w-buraczkach 17/12/2014 at 15:53

        Chyba kazda babcia chce, zeby zjadac wszystko z talerza :) Wlasnie dlatego byly te bajki o kreciku i pewnie dlatego bylam z leksza pulchnym pulpetem. Bo babcia sprytem mnie podchodzila: Zjedz jeszcze troche i opowiem, co bylo dalej.

        • ciociasamozło 17/12/2014 at 16:05

          Ale nie każda babcia przychodzi do zerówki z trzema, czterema kanapkami i termosem bawarki. I nie każda wnusia musi siedzieć i ze łzami w oczach wciskać w siebie kanapeczki zamiast bawić się z dziećmi.

          • Ola 17/12/2014 at 18:10

            Toksyczna babcia. A dla Ciebie po latach to jak? Potrafisz śmiać się z tego czy siedzi zadrą i kłuje?

          • diabel-w-burackach 17/12/2014 at 19:31

            O rany, no, bez watpienia toksyczna. Pewnie, ze sie tego tak szybko nie zapomina. Ale i tak nie wierze, ze ty to powielasz kropka w kropke!

          • ciociasamozło 17/12/2014 at 23:11

            Ola, dzisiaj kłuje bo nastrój bliżej ścierki do podłogi i widzę co własnemu synu robię :(

            Diable, w kropkę to nie, bo za leniwa jestem, żeby z kanapeczkami biegać. Ale krytykowanie na każdym kroku – i owszem.

    • kanionek 17/12/2014 at 22:06

      Tajna zmowa babciowa :) Zaraz idę do Ciebie, bo już sobie otworzyłam, ale jeszcze nie czytałam.

  5. Ynk 17/12/2014 at 13:14

    Piękny i serdeczny świat tworzysz, bo w serdecznym i żywym wyrosłaś. Masz też wyjątkowy talent do wychwytywania obrazów, momentów, emocji i trafnego, barwnego opisywania ich. Dziękuję, za Lidką, że dzielisz się z nami Ogrodem swojego dzieciństwa i przedstawiłaś nam Kobiety Twojego życia :-) To znaczy, że obdarzasz nas zaufaniem. Trudno tego nie docenić. Wielkie dzięki!
    Jabłka z dzisiejszych straganów tak nie pachną, jak te, które dostałam w ogromnej ilości od Babci (nie mojej), w której gospodarstwie agroturystycznym odpoczywałam dość dawno temu. Nie wiedziałam gdzie je umieścić po powrocie do domu, nie miałam tak dużych pojemników, rozsypałam je więc w kuchni po całej podłodze, i kiedy wchodziłam do mieszkania z zewnątrz witał mnie narkotyczny zapach jabłek. Do dziś go pamiętam :-)

    • kanionek 17/12/2014 at 21:35

      Jabłka mają tę moc. Kiedy wiozłam je z Gdańska w bagażniku, cała kabina samochodu nimi pachniała.
      A świat, w którym wyrosłam, był podzielony na pół. To już jednak inna historia.

      Nie dziękujcie, bo to Wy sprawiacie, że Obora Kanionka jest taka, jaka jest. Jak to mawia Ania W. – serio, serio :)

      • Ania W. 19/12/2014 at 22:21

        Mam wrażenie, że to “serio serio” od kogoś skleiłam…

        • kanionek 21/12/2014 at 19:30

          A ten ktoś pewnie skleił od kogoś :) Dziś wszystcy jesteśmy jak sklejki z tych samych materiałów ;)

  6. Ola 17/12/2014 at 13:14

    Tak pięknie to opisałaś… Są takie wspomnienia z dzieciństwa, które wyciągamy z zakamarków pamięci, opatulamy się nimi jak ciepłym kocem i znów czujemy się bezpieczni i szczęśliwi.
    Przypomniał tekst z książki Delerma o zapachu jabłek: “Schodzisz do piwnicy. Dopada cię natychmiast. Pełno tu jabłek – na matach, na odwróconych skrzynkach. Nie pomyślałeś o tym. Wcale nie miałeś ochoty tak bardzo się wzruszyć. Ale jest już za późno. Fala cię porywa. Jak mogłeś tak długo obywać się bez tamtego dzieciństwa – troszkę cierpkiego, pełnego słodyczy?”

  7. mp 17/12/2014 at 18:22

    Też uwielbiam takie jabłka, przekopałam pół internetu, żeby znaleźć tę odmianę, bo chciałam je sobie posadzić, na razie bez sukcesu (najbardziej pasuje mi do wspomnień Malinowa Oberlandzka, podobnie smakuje też grafsztynek- niestety, owoce obu gatunków nie do kupienia u mnie). Rosoły na oknie wyglądają pięknie, prawie gotowy sielski portrecik :) Norę uwielbiam, mam nadzieję, że szczęście nadal jej będzie sprzyjać .

    • kanionek 17/12/2014 at 21:19

      Obawiam się, że te nazwy nic mi nie mówią. Jedno wiem na pewno – z “malinówką” jabłko strzelające nie ma nic a nic wspólnego. Malinówki Babcia też ma, jak również koksy (chyba), co smakują trochę gruszką.
      Ja już nawet nie szukam nazwy Strzelających, bo dziś na rynku są głównie nowe odmiany, jakieś mieszańce. Pomysł mam taki, że na wiosnę ukradnę Babci trochę gałązek z tej jabłoni i przeszczepię sobie na swoją. Moje jabłonie to odmiany późne – czasem zanim jabłka zdążą na dobre dojrzeć, to już pokrywają się szronem. Nie wiem tylko, czy operacja przeszczepu się uda, bo jabłoń strzelająca ma już tyle lat, co ja :)

      Nora rządzi. Widzę ją prawie codziennie, zawsze w tym samym miejscu, a ona coraz mniej się mnie boi. Bezczelna sztuka :) Nie wiem dlaczego gdy ją widzę, to mi się zaraz śmiać chce – może przez to łobuzerskie spojrzenie ;)

  8. czubatka 17/12/2014 at 21:55

    I zrobiło się nastrojowo i nostalgicznie,ale tak fajnie.I często zastanawiam się, czy moje dzieci będą wspominać tak dzieciństwo jak ja, Ty i wiele innych czytelniczek. Nie takie kolorowe (a może właśnie bardziej kolorowe),zazwyczaj biednawe,ale z super pomysłami, zapachami.To przecież nie tak dawno, a jakby inna epoka.
    Uściski dla Mamy i Babci.
    Do mnie też przylatują ptaki, tylko ciut mniejsze.

    • kanionek 18/12/2014 at 23:23

      Hej Czubatka, jakimś cudem Cię przegapiłam, przepraszam. Wiesz jak to będzie, gdy Wasze dzieci będą w naszym wieku? Świat za 20, 30, 40 lat znów będzie inny, niż ten który znamy dziś. I one, te dzisiejsze dzieci, będą wspominać czasy dzieciństwa jako te “proste, kolorowe, z innej epoki”. A my, stare baby, będziemy gapić się w telewizor lub internet i kręcąc z niedowierzania głową gderać: za MOICH czasów tego nie było ;)
      Dzięki za uściski. A do słoniny, którą niedawno wywiesiłam na daszku studni przyleciał… Kotek :-/

  9. Fredzia 18/12/2014 at 16:59

    Babcia chciała, żebym poszła na medycynę, dopóki nie podetknęła mi pod nos otwartego złamania ręki “odepnij wnusiu zegarek” i pogotowie musiało ratować najpierw wnusię.

    Zwiedzając świat, w każdej kuchni szukam Jej omletów, goniąc wspomnienie zapachu spędzanego z Nią dzieciństwa przejechałam 4 tys. km na motocyklu, sygnał “Lata z radiem” kojarzy mi się z wakacjami na Jej działce i do dziś nie wiem, co to była za niebiańska czekolada, którą jadłam tylko u Niej (bladoniebieskie opakowanie, złoty napis, wielkie A na początku i końcu). To w Jej lesie pierwszy raz skosztowałam zakazanego smaku wódki i papierosowego dymu. Tam zatrzasnęłam się w wygódce, tam omal nie udusiłam czadem, tam widziałam czołgi jadące w stanie wojennym do Warszawy. Pozwalała mi oglądać teatr sensacji Kobra, wbijać gwoździe i wciąż od nowa spisywać drzewa.

    Babcia to słońce przez gałęzie sosny, hamak i ogrodowa huśtawka z kolorowymi poduszkami. Babcia to wielkie letnie rodzinne spędy, Tata grający w kometkę i slajdy zimą na ścianie. Babcia to Dziadek w głębokim, skórzanym fotelu pod parasolem i syfon, który wytrącał z ręki szklankę. Babcia to kuracja bananowa zamiast torby z apteki. Babcia to ażurowa choinka oblana anielskim włosem i ciężki dyskobol na telewizorze. Babcia to talerzyk z Bolkiem i Lolkiem w kosmicznej rakiecie i cygański straszak na niejadka. Babcia to różowe malwy, krzew kaliny i zapach maciejki.

    Babcia to śmierć we śnie.

    • Ola 18/12/2014 at 17:02

      Fredzia!!!!!!!!!!!!

    • kanionek 18/12/2014 at 19:36

      Kiedyś myślałam (ale to naprawdę dawno temu), że właśnie ja będę dla kogoś taką babcią. No cóż. Pozostaje mi siostrzeniec do zdemoralizowania. Może kiedyś tu wpadnie.

    • Kachna 18/12/2014 at 21:48

      Fredzia….
      Malujesz słowami jak pędzelkiem:)

  10. Iwona 18/12/2014 at 18:44

    @ Kanionek

    Dziś wysłałam, przepraszam. Awaria modemu, jestem odcięta od świata buuu…. Jutro nowy modem. Pozdrawiam, ściskam.

    • kanionek 18/12/2014 at 19:44

      Aaaaa! Dzięki :) Bo kilka godzin temu dostałam smsa z Poczty Polskiej z zawiadomieniem o nadanej ku mnie przesyłce. I pomyślałam – ki diabeł? A to nie diabli nadali, tylko Ty :D

      Modem. Jestem wściekła na świat. Mój dostawca internetu zaproponował mi nowe, tylko ciut lepsze od poprzednich warunki. Pod warunkiem, że podpiszę kolejną umowę na dwa lata. I fajnie, może być. Modemu nowego nie dostałam, bo mam taki niby najnowszej generacji, więc bez sensu wymieniać. Tylko wiecie, co mnie wkurwiło, bo inaczej nie da się tego nazwać? Za zerwanie umowy przed upływem rzeczonych dwóch lat, kara umowna 2500zł! Ja się pytam – ZA CO? Sprzętu nie wzięłam, nic im nie wiszę, to za co 2500 pieprzonych orenów? Umowa pomiędzy dwoma podmiotami jest wg mnie prosta – dopóki A korzysta z usług B, to za nie płaci wg ustalonej taryfy. Gdy przestaje korzystać, przestaje płacić. Proste. Jak mi wkurw nie przejdzie, to zrobię o tym wpis i napiszę dokładnie o którego dostawcę chodzi.

      • Ola 18/12/2014 at 21:31

        rozumiem, że tylko oni mają zasięg nad Twoim niebem i gadziny z tego korzystają?

        • kanionek 18/12/2014 at 22:36

          Dokładnie, tylko oni. To znaczy przypuszczam, MAM NADZIEJĘ, że ONI jednak o tym nie wiedzą ;) I że kara umowna, za którą możnaby od biedy kupić sprawny samochód, jest taka sama dla wszystkich, a nie jakaś specjalna dla mnie :D Więc denerwuję się pewnie tak samo, jak cała reszta ich klientów, i co im mogę zrobić? Taki świat.

  11. ciociasamozło 18/12/2014 at 20:36

    Kanionku Kochany i Zgrajo Oborowa, bardzo przepraszam, że mi się tu wczoraj tak żółć ulewała. W środę mój świat był gorszy niż samozło. Dziś dużo lepszy pewnie nie jest, ale dałam sobie kopa w odpowiednie miejsce (i owszem, samemu trudno, ale czasem się udaje) i już nie będę zatruwać Obory swoim jadem. Młody pacykuje pierniczki kupnym lukrem a ja nie drę się, że krzywo i brudzi i tak w ogóle to marsz się myć i do wyra.

    Kanionku, cudowny jest ogród Twojego dzieciństwa.
    Ogród, który sama teraz tworzysz, jeśli nie będzie kiedyś tym magicznym miejscem czyjegoś dzieciństwa (nigdy nie mów nigdy :)), to i tak jest magicznym miejscem dla mnie (i pewnie też innych, którym bliska jest Obora Kanionka). Jasne, że to nie to samo, ale pomyśl, że trudniej wywołać wrażenie “magii” u starej baby (sorry dziewczynki, mówię o sobie) niż u kilkuletniego dziecka :)

    • Ola 18/12/2014 at 21:29

      @ ciociasamozło – ważne, że dziś lepiej… A tak w ogóle, pamiętasz o sobie? Jakieś małe coś dobrego tylko dla siebie?

      • ciociasamozło 18/12/2014 at 22:13

        Czytanie Kanionka ze szklanką piwa w garści się liczy?
        Kupiłam dziś kieckę, szarą i milusią. I powiem ile kosztowała, a co! 18 zł zapłaciłam! Ciuchlandy to jednak dobry wynalazek.
        Ale bardziej mi pomogło, że po wczorajszym kryzysie młody choć jeden dzień jakiś taki normalniejszy.

    • kanionek 18/12/2014 at 22:12

      O, i widzisz, jak fajnie? Krzywe pierniczki pobrudzone lukrem są najfajniejsze :D
      I posłuchaj mnie jeszcze raz, tylko uważnie – nie przepraszaj. Żadnego jadu nie było. Kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kostką piernikową itd.
      I jeszcze coś Tobie powiem, a właściwie wszystkim, bo przecież wszyscy czytacie. Mój Ogród, moja Obora… To było moje marzenie, zawsze. Ale nie przewidziałam jednego – nigdy nie umiałam cieszyć się czymś sama. Potrzebuję kogoś, dla kogo, i z kim. Nie mam kogoś takiego tu, na miejscu. Mój mąż nie cierpi owoców, a z warzyw jada trzy na krzyż i do tego twierdzi, że gdyby ich nie było, to on się bez problemu obejdzie, albo sobie kupi. Z przetworów tknie tylko pasteryzowane buraczki, a od reszty odwraca nos ze wstrętem. I kiedy jeszcze nie było tego bloga, mogłam tylko zadzwonić do Mamy i się pochwalić, że coś mi się udało, no i czasem zawieźć Jej i reszcie rodziny część moich plonów i efekty pracy. I chyba dlatego pokazuję Wam zdjęcia dyni i taczki z kapustą, bigosu i słoików z selerem – żeby ktoś powiedział: jak fajnie! Ale się napracowałaś! To musi być pyszne!
      I Wy mi to dajecie, więc nie wiem, kto tu jest komu bardziej potrzebny ;) Co ja bym sama robiła z tą całą “magią”?
      Kurde. Więcej nie powiem, bo już i tak palce mi sztywnieją i nie wiem, czy zaraz nie trafią w przycisk “anuluj”.

      To może na optymistyczną nutę: pada sobie deszczyk, i byłam przed chwilą z latarką obadać rynienkę. Woda spływa do stawu czystym, niezakłóconym strumyczkiem. Kozy już naniosły swoje poprawki do projektu i wielki kamień, co był na górze, teraz jest na dole, ale nic więcej nie zepsuły. Jutro też ma padać, może pokombinuję z odprowadzeniem wody z drugiej rynny. I ma być ciepło, nawet do dziesięciu stopni :)

      • Ola 18/12/2014 at 22:29

        zapomniałaś jeszcze, wspomnieć, że oprócz wiernych czytelniczek masz psie oczy Andrzejka… i takie tam

        • kanionek 18/12/2014 at 22:55

          Tak, ale diabłom rogatym wszystko jedno, czy nać selera pochodzi z mojego ogrodu, czy krowie spod ogona ;) Oni nie mówią: “och, Kanionku, jak miło, że się tak dla nas narobiłaś, jak koń na ugorze”, tylko “dawaj więcej skąpa wywłoko!” :D
          Ale i tak ich kocham, to fakt.

      • ciociasamozło 18/12/2014 at 22:36

        Chwal się Kanionku! kapustą, dynią, jarmużem, bigosem, selerem bo masz czym! Kto nigdy nie miał okazji (oj, coś “Dziadami” mi zaleciało) przechodzić całego procesu od ziarenka, przez pielenie, podlewanie, doglądanie i zbieranie, po gotowanie, duszenie, marynowanie (a przy tym mycie słoików, pilnowanie, mieszanie….) ten nie wie co to za harówa. I jak wiele trzeba włożyć, żeby móc pokazać dorodną dynię, czy słoik z selerami. Podziwiam i zazdroszczę.

        Trzymam kciuki żeby to była baaaardzo dłuuuga optymistyczna nuta :) Ilu metrów wody w studni życzyć?

        • kanionek 18/12/2014 at 22:58

          A ze czech :D Chociaż nie, trzy metry toby już z czubkiem wyszło. To ze dwóch :)
          I dzięki :)

          • ciociasamozło 23/12/2014 at 09:39

            Jeśli jeszcze nie masz pełnej studni, to weź sobie tę wodę, która nam w W-wie na łeb się leje. Bo ja bardzo przepraszam, ale trzeci dzień deszczu ciurkiem to już przesada.
            Mam nadzieje, że chociaż u Ciebie też pada i jakiś pożytek z tego jest.

          • kanionek 23/12/2014 at 22:34

            A wzięłabym. U mnie też trochę padało, ale głównie w nocy – wczoraj słoneczny dzień, dziś też całkiem ładny. Ale przez noc kolejne 150 litrów do zbiornika za drewutnią nakapało :)

      • pluskat 19/12/2014 at 06:04

        ale mam nadzieje, ze Twoja Zlota Raczka jada chociaz bigos?

        • kanionek 21/12/2014 at 19:45

          Tak, bigos jada :)

      • anai 19/12/2014 at 20:09

        dobrze, że mamy siebie nawzajem :) bo to co pokazujesz i to o czym piszesz, to jest to za czym ja tęsknię… więc chociaż sobie poczytam :)

        • kanionek 21/12/2014 at 19:42

          Ano dobrze :)
          I wiesz, mówią, że człowiek zawsze za czymś tęskni, i zawsze chciałby czegoś innego, niż ma. Ale to, jak się okazuje, nie zawsze jest prawda. Ja miałam w życiu różne marzenia i zachciajki, ale odkąd tu jestem, po raz pierwszy w życiu nie chcę niczego innego, ani niczego więcej. Mogę mieć nawet mniej (w sensie materialnym), byleby tu. Z koziołkami, Rosołami, całym tym kramem. Jedyne, czego bym chciała więcej, to zwierząt. Ktoś sugerował owce i fakt, owce chciałabym mieć. I więcej psów. I prosiaczki…

          • anai 22/12/2014 at 20:05

            ja zawsze chciałam mieć dwie krowy i dwa konie, żeby im samym nie było nudno, i jeszcze kozy :) koty i psy :) no i kury.

          • kanionek 23/12/2014 at 22:46

            @Anai

            No i tak to właśnie jest. Jednemu koniu/kozu/psu nudno, to mu się dokooptuje towarzystwo. A potem temu towarzystwu jeszcze jakiś zespół tańca i rozrywki. A potem owieczki, żeby od samego na nie patrzenia wszystkim ciepło było. I ani się człowiek obejrzy, a już jest jest właścicielem cyrku :)

  12. bila 18/12/2014 at 20:39

    Dzięki, że podzieliłaś się z nami wspomnieniami (cmok, cmok). Mam nadzieję, że Modem dostawca jednakowoż naprawi. Przesyłam ciepłe uściski

    • kanionek 18/12/2014 at 22:15

      A nie, modem to się u Iwony zepsuł, i oby Jej naprawili. Mnie tylko dostawca zdenerwował, ale to się jakoś uklepie ;)

      • bila 21/12/2014 at 23:01

        Oj sorry, pomyłka

  13. Magda 18/12/2014 at 22:27

    Kanionku, coś z zupełnie innej beczki, mam nadzieję, że wywoła uśmiech:

    http://www.boredpanda.com/orphaned-goat-benjamin-best-friend-tom-horsfield-pot-house-hamlet/

    • kanionek 18/12/2014 at 22:52

      Ranyjulek, jaki słodziak :) Przeczytałam szybko i musiałam zamknąć stronę, bo internetu mi już tylko pół szklanki zostało do niedzieli, a tam się filmy ładują. Nie mogę się już doczekać takich sprężynujących brzdąców w mojej koziarni :)

      Ale mogę potwierdzić, że zwierzaki tak mają, nie tylko koziołki. Tradycja za mną beczała, a gdy tylko mogła, łaziła za mną krok w krok. Dopiero po jakimś czasie uznała, że jednak jest psem i trzymała się więcej z Laserem i Atosem ;) Młodziutkie zwierzaki trzymane pojedynczo, bez kontaktu z innymi osobnikami swojego gatunku, lubią się “wdrukowywać”, i tu zrobię lenia i odeślę Was do Wikipedii: http://pl.wikipedia.org/wiki/Wdrukowanie
      Wdrukowanie bywa problematyczne przy wychowywaniu dzikich, porzuconych zwierząt. No tak, miało być fajnie, a ja znów przynudzam.

  14. Kania 19/12/2014 at 18:12

    @ciociasamozło Polecam książkę “Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały… Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły” Ja po przeczytaniu przemeblowałam sobie głowę i widzę efekty.

    • baba Aga 22/12/2014 at 14:53

      Jest cała seria tych książek i całą polecam, dogadalam się dzięki nim z własnymi dziećmi i wciąż się lubimy, dzieci 24 i 21lat, a teraz dogaduje się z pasierbami 10 i 8 i wciąż działają te metody. No i polecam ciociu pamiętać to co fajne a te złe szybko zapominać i nauczyć tego dzikiego, człowiek zdrowszy jest i szczęśliwszy. Ja zawsze szukam dobrych stron w zachowaniu moich pociech i ustaliłam priorytety, moim było wychowanie ich na dobrych ludzi i tego dokonalam i duma mnie rozpiera.

    • ciociasamozło 23/12/2014 at 09:41

      Ech… Problem w tym, że teoria to jedno, a zastosowanie najmądrzejszych nawet rad w praktyce to zupełnie co innego :(

  15. anai 19/12/2014 at 20:07

    a mnie się dzisiaj śniło… :) śniło mi się, że Kanionek zrobił u siebie zjazd wszystkich z Obory! Tak mi się śniło! Dużo nas było! :) I same baby!

    • pluskat 19/12/2014 at 22:46

      Babcia musiala byc kiedys piekna kobieta, taki spokoj od niej bije. Pisalas, ze miala operacje, jak sie czuje?

      • kanionek 21/12/2014 at 19:28

        Wiesz jak to jest z tymi starymi, czarno-białymi fotografiami, na których wszyscy są tacy lekko rozmazani. Ale chcę wierzyć, że to nie zaleta technik fotograficznych ubiegłego wieku, a faktyczna uroda. Więc tak, mniemam, iż była piękna :)
        Babcia czuje się dobrze, tylko bidulka musi być na diecie (usuwano jej kamienie żółciowe, o których nikt nic nie wiedział, dopóki Babcia nagle nie zżółkła jak dojrzała cytryna), a do tego już nie pamięta, że była w szpitalu. Babcia obecnie nie pamięta, co mówiła 5 minut wcześniej, za to snuje (w tysiącach powtórek) opowieści o dawnym życiu w Chobędzy, o tym jak Niemiec pilnował dzieci, które miały rowy kopać i o tym, jak pies Węgielek się zgubił, ale po trzech dniach wrócił :) Za każdym razem, gdy się widzimy lub rozmwiamy przez telefon, po tym jak już ustalimy kim ja jestem, Babcia pyta mnie, czy jeszcze w tym lesie nie zdziczałam. A ja Jej na to, że i owszem, a nawet całkiem.

    • kanionek 21/12/2014 at 19:45

      :D
      A chociaż fajnie było? Kurczę, gdyby latem zrobić taki zjazd, byłoby wesoło. Tylko namioty musiałybyście swoje przytachać, bo w domu nie mam tyle miejsca :) No i na bank nie byłybyście zachwycone zatrzęsieniem owadów, chyba żeby maj lub wczesny czerwiec to był – w tym okresie jest jeszcze dobrze :)

      • ciociasamozło 23/12/2014 at 09:48

        Kanionku, a może przyjmiesz mojego dzikiego na “turnus resocjalizacyjny”?
        On bardzo lubi ogródki, warzywa i przetwory. Z pewnością doceniłby Twój trud “przyziemny” i magię Kanionkowej Obory :)

        • kanionek 23/12/2014 at 22:00

          Turnus resocjalizacyjny… Chyba obóz karny :) A zważywszy nasze doświadczenie pedagogiczne – również demoralizacyjny ;)
          Ale kto wie, może by mu się spodobało? I może by wcale nie chciał wracać? Bo wiesz, moje kozy (a może kozy w ogóle) mają moc uwodzenia (i wodzenia za nos), ogród wciąga i oszałamia, a las szepce do ucha dziwne historie… Zastanów się jeszcze :D

          • ciociasamozło 24/12/2014 at 23:26

            Co do demoralizacji – nie ma strachu, rodzice, krewni i znajomi królika zapewnili mu już stosowną dawkę ;)
            Z pewnością by mu się podobało! A gdyby kozy go uwiodły to bym była zachwycona, bo on mało zezwierzęcony.

  16. Pani od francuskiego 20/12/2014 at 11:05

    Kanionku! Te Twoje jabłka to całkiem jak Proustowska magdalenka! Uruchomiły wspomnienia o mojej Babci (już nieżyjącej), której bały się wszystkie dzieciaki na podwórku, bo miała od papierosów palonych w nadmiarze (i bez filtra) gruby głos i nie potrafiła cicho mówić, rozwiązywała hurtowe ilości krzyżówek, lepiła przemysłowe ilości pierogów siedząc w małej kuchni, ze stolnicą na taborecie i śpiewając: “Pasała wołki na Bukowinie” (basem), dawała mi pajdy chleba ze śmietaną i cukrem a do pamiętnika (posiadanego w dzieciństwie, czyli baaaardzo dawno temu) wpisała mi wierszyk (który pamiętam do dziś, choć pamiętnik zaginął gdzieś przed wielu laty bezpowrotnie):
    “chociaż często krzyczę,
    kocham Cię nad życie.
    A kiedy skryją mnie czarne doły,
    kochać Cię będą moje popioły”…
    Bardzo mi Jej brakuje.

    A co do ptaszków na parapecie, to jakieś 2 lata temu późnym, wiosennym popołudniem, siedziałam sobie przy biurku (tak dla odmiany i w ramach 18 godzin pracy w tygodniu ;) ), które stoi przy oknie wychodzącym na dużą loggię. Loggia obwieszona jest skrzynkami, w których (jak tylko pogoda na to zaczyna pozwalać) zieleni się zielsko i kwitnie kwiecie (taka miejska namiastka ogródka). Piętro siódme. No więc siedzę sobie przy biurku, podnoszę głowę i cóż ukazuje się mym zdumionym oczom? Para kaczek. Samiec (w białej koszuli, garniturze i z teczką) przechadza się po skrzynkach i z miną dumnego pana na włościach oświadcza: “No więc tu kochanie będzie salon, tutaj mój gabinecik a tu może urządzi się pokój dziecinny?”. Szanowna małżonka natomiast kręciła niepewnie głową i nieśmiało wtrącała: “No nie wiem… nie wiem… Ja to bym chyba wolała mały domek z ogródkiem, żeby dzieciaki miały się gdzie bawić…”. W ramach kobiecej solidarności pomogłam dziewczynie przekonać ślubnego do absurdalności pomysłu ukazując w oknie swą uśmiechniętą gębę (wystarczyło, choć trauma była mniejsza niż się spodziewałam, bo następnego dnia wróciły). No i muszę się zadowolić stadem rozwrzeszczanych wróbli i sikorek. :)

    A skoro już się tak tu zwierzamy (i w nawiązaniu do komentarzy do poprzedniego wpisu), to jestem rocznik ’71 i skubię skórki. Oraz w dzieciństwie miałam ksywkę “koziołek” (od nazwiska), więc zwracam się z uprzejmą prośbą o legitymację klubową Obory Kanionka (bo i tak zamierzam tu przesiadywać).
    Głaski dla zwierzyńca (ze szczególnym uwzględnieniem Atosa Dzielnego i Niezłomnego.

    • Ola 20/12/2014 at 13:43

      Bonjour Pani od francuskiego!
      W ramach 18 godzin odpracowałam w nocy szkolnego facebooka i stronę www, a teraz po prostu obrzydliwie się obijam i czekam na donos ;) Super Ci wydzedł Pan Kaczek w garniturze. Domyślam się, że małżonka była w szarej sukience i uczesana w skromny, gładki koczek.

    • kanionek 21/12/2014 at 19:21

      Legitymację Klubową niniejszym otrzymujesz, Koziołku :)
      A tym kaczkom też bym pokazała gębę uśmiechniętą i lubię takie historie :)
      A dzisiaj widziałam – rety, rety – odlatujące ptaki, wielkie jakieś, z długimi szyjami – czyżby spóźnione łabędzie? Coś gadały, więc wiem, że nie żurawie, a czaple zarzucają sobie szyje na plecy. Tylko siedem sztuk w kluczu, zmierzającym na zachód.

  17. Ola 20/12/2014 at 13:47

    Słuchajcie! Mały konkurs! Ponieważ Kanionek zapowiedziała: “wezmę pilnik do drewna i wam wszystkim rogi do mózgu spiłuję”, sprawdzamy, której Kozie Kanionka to grozi. JA MAM ROGI (i chyba zeza?). A Wy?

  18. Kachna 20/12/2014 at 18:01

    Też mam rogi……
    Chętnie oddam do spiłowania….
    Chociaż wtedy będę bezbronna – a tego bym nie chciała.
    A w ogóle to jestem baran:) Zodiakalny.
    Ale zawsze.

    • Ola 20/12/2014 at 18:11

      Może i jesteś Baran, ale z tutejszej podobizny wynika, że masz czułki! Czuuuuułki! :D

    • Lidka 21/12/2014 at 22:12

      Ja tez, ja tez Baran. Kwietniowy. Co by wyjasnialo moje pasienie sie na stokrotkach…

      • kanionek 21/12/2014 at 22:24

        Lidka, tymczasowo rzuć stokrotki i myśl, czym chcesz się pochwalić na Święta. Po czym natychmiast rób fotkę i wysyłaj, a powiadam Ci, cokolwiek to jest, znajdzie się na stronie głównej Kanionka :)

  19. Kachna 20/12/2014 at 20:12

    Aaaaaa! Mam czułki!!
    Jestem kosmitką!
    Muszę mieć ukryte moce!

    No dzięki Ola!

    • zeroerhaplus 21/12/2014 at 00:49

      To faktycznie jest tak, jak (nie)jedna z Was napisała: Kanionkowego bloga nie powinno się popuszczać nawet na jeden dzień. Człowiek od razu orientację traci (i nie tylko)..
      Dopiero po czterech godzinach nadrabiania zaległości udało się przegrzebać do czasu teraźniejszego ;)
      Się porobiło! O-borze :))

      PS. Kanionku, jadłaś słynne chińskie “stuletnie jajka” i dopiero teraz się przyznajesz?! I jak to smakuje?? Bo mój małżonek coś bąkał, że “mamy ochotę” je zrobić, tylko nie wie, czy trud się opłaca..

      • kanionek 21/12/2014 at 19:16

        Cztery godziny z Kanionkiem – kara za grzech zaniechania :D
        Jajka smaku nie pamiętam, oni je dodawali nabożnie w malutkich ilościach do każdej potrawy, jaką gotowali, ale zapach mogę opisać jako… zniewalający ;) Pewnie, że spróbujcie! Jajko rzecz niedroga, co Wam szkodzi? Od biedy, jeśli po powąchaniu zawartości zemdlejecie, to odzyskawszy przytomność szybko zakopiecie je z powrotem. Nie pamiętam, jak długo takie jajo tkwi w ziemi, ani nie znam przepisu na “panierkę”, którą jest przed zakopaniem obmackane, ale ciekawa rzecz – ono po wyciągnięciu z tej ziemi i obraniu ze skorupki jest całe sztywne, tzn. takie żelowe. I kolor ma herbaciany, ale nie jak róża ;)

        • zeroerhaplus 21/12/2014 at 22:49

          Iii tam, jaka tam kara, raczej nagroda :) Literatury miałam po pachy, prawie jak trylogia, tylko ciekawiej ;)

          Hehhe, panierki do jaja nie wiesz? Toż to proste, jak świński ogonek! Potrzebujemy:
          – anyżek,
          – pieprz syczuański,
          – siekane liście herbaty,
          – igły piniowe,
          – nasiona kopru włoskiego, zwanego też fenkułem,
          – wapno palone,
          – popiół ze spalonego drewna, najlepiej jodłowego,
          – sól,
          – trochę ciepłej wody.
          A, i jeszcze glinę i łuski ryżowe, jako wyściółkę.
          Jak widać, tylko pospolite składniki, wszystko do znalezienia w przeciętnej kuchni, ewentualnie osiedlowym sklepiku (jeśli akurat igły piniowe nam się niepostrzeżenie skończyły ;)
          Przygotowanie potrawy trwa, bagatelka, raptem parę miesięcy, a pono im dłużej się kisi, tym lepiej.
          Ot, takie danie na szybko, jak nic nie ma pod ręką, a goście przyszli ;)

          • Ola 21/12/2014 at 22:54

            @zeroerhaplus – to daj jeszcze przepisa na kiszone śledzie, jak już sobie tak marzymy o dobrym jedzonku…

          • zeroerhaplus 21/12/2014 at 23:20

            Eeehmmm, kiszone śledzie?
            Bierzesz śledzie, kiszisz, gotowe :)
            Mózg mi się wypalił po tych jajkach, wiatr w czaszce hula..
            Ale, ale, zguglowałam, że faktycznie coś takiego isnieje, bo już myślałam, że wkręcasz ;) Ujął mnie zwłaszcza fragment “.. z powodu zapachu danie jest często spożywane na zewnątrz.”
            Takie tam wigilijne przysmaki :)

          • kanionek 23/12/2014 at 23:09

            @zeroerhaplus

            Zeroerha, a te śledzie kiszone to te same, co Szwedom czasem w beczkach wybuchają?
            Mój śledziowy repertuar zaczyna się i kończy na śledziach smażonych marynowanych w occie z cebulką i innym badziewiem (liście jakieś, marchew, kulki). A z dostępnych w handlu najbardziej lubię te zawijasy z różnym nadzieniem – ogóreczkiem, fetą, śliwką lub wisienką.

          • zeroerhaplus 24/12/2014 at 01:06

            Yhm, te same ponoć :)
            Ale – żebyś nie myślała, ani mi w głowie takie przysmaki, znaczy ich przygotowywanie.
            U mnie kontakt ze śledziem też ograniczam do najprostszego – rolmops, smażone w occie, oraz namiotowe. No i w oleju z cebulką pod wódeczkę ;)

  20. kanionek 21/12/2014 at 20:03

    UWAGA, UWAGA. Mam taki pomysł. Bo dostałam od Was zdjęcia pierniczków, i śmieszną kartkę z wesołym Mikołajem, na maila. I tak sobie myślę, że jeśli macie chęć się czymś pochwalić (ciastem, poduszką, psem, ubraną choinką), to wysyłajcie zdjęcia, a ja je opublikuję z zapodaniem imienia lub pseudonimu (jak kto woli) twórcy/posiadacza. Jeśli chcecie, oczywiście :)

    • sieka 21/12/2014 at 21:33

      oj to ja ,już niedługo skończę pierwszą w życiu narzutę pachworkową, to zrobię zdjęciątko, ale mam do dyspozycji swoją komórkę więc to będzie takie tego….Pochwalę się a co, ukryję to, że krzywa. A jak tam u Was przygotowania do Świąt? Ciociasamozlo miała przygodę piernikową , a ty Kanionku idziesz do koziarni o północy w wigilię czy olewasz tradycję? (oczywiście nie mylić z Tradycją :)

      • kanionek 21/12/2014 at 22:22

        My, jako MY, nigdy świąt nie robiliśmy. W sensie choinki, mnogości potraw itd. Kiedyś były jakieś prezenty, ale kryzys, panie, i tradycja jakoś zanikła. Ja zwykle jeździłam na Wigilię i pierwszy dzień Świąt do Gdańska, bo u nas tradycja z kolei jest taka, że Święta były zawsze robione u Babci. Odkąd Babcia mieszka z Ciocią, to są u Cioci. Małżonek nie przepada za większymi zgromadzeniami (ja też nie, ale to moja rodzina), więc przywoziłam mu świąteczne potrawy w pojemnikach ;) A w koziarni i tak spędzam każdy wieczór, więc i w Wigilię wpadnę. Zobaczymy, co pyskate będą miały do powiedzenia :)

        To jak już skończysz narzutę, rób fotkę (byle nie drżącą ręką, bo aż tak krzywa ta narzuta na pewno nie jest) i wysyłaj. Jeśli zgłosi się więcej chętnych, to będzie prawdziwa Wystawa Chwały w Oborze Kanionka ;)

        • Ola 21/12/2014 at 22:50

          robię piernik (wszyscy mają piernik, mam i ja) – jeśli się nie przypali, zrobię fotkę, żebyście mogły też pomlaskać ;)

          • kanionek 23/12/2014 at 23:10

            Ola, przyznaj się – zjadłaś piernik, zanim się przypalił? Bo fotki nie widzę!

          • Ola 24/12/2014 at 00:25

            aj! no… ale drugi już upieczony, tylko światła do zdjęcia nie było, bo deszcz i ciemno. Jutro rano zdążę jeszcze?

          • kanionek 24/12/2014 at 00:50

            No pewnie :) A jak ktoś się spóźni, to też spokojna makówka – zrobię edytę i dorzucę :)

    • Lidka 22/12/2014 at 20:10

      Ja to bym chciala te pierniki zobaczyc i ten patchwork tez! Dobry pomysl, Kanionku!

      • kanionek 23/12/2014 at 22:43

        @Lidka

        Zobaczysz, zobaczysz :) A wraz z nimi dwóch przystojniaków z hameryki i jednego takiego opalonego ;)

  21. Ania W. 21/12/2014 at 22:49

    A ja, kumy z Obory, robię Wigilię dwa razy. Od lat spotykamy kilka dni przed 24 grudnia z przyjaciółmi i naszymi dziećmi (sześcioro dorosłych, troje dzieci). Wyciągam wtedy nakrochmalony obrus, sianko, dedeerowskie talerze z cebulowym wzorem, lepię pierogi takie, jak moja śp. Mama, Zawsze są też prezenty dla dzieci. A dorośli od razu robią sobie pierwszy dzień Świąt :). I powiem Wam, to jest coś!

    Potem zaś szykuję Wigilię dla rodziny, czyli dla mojego Taty i Jego dziewczyny oraz teściów. Ta jest już inna, acz Koza (czyli nasza córka) jest wówczas zachwycona, bo czworo dorosłych równocześnie zabiega o Jej względy.

    • kanionek 23/12/2014 at 23:16

      @Ania W.

      Dwie wigilie – dwa razy więcej radości :) Zrób chociaż fotkę tych talerzy z cebulowym wzorem, bo pierogi już pewnie zjedzone? ;)

  22. czubatka 21/12/2014 at 23:45

    Widzę, że i do OK zawitały przedświąteczne przygotowania.Oderwałam się i ja na chwilkę od piekarnika.Na razie tylko babeczki i kruche łamańce do maku, a produkcję na większą skalę zaczynam jutro.A będzie się czym zająć, bo na Wigilii mam 17 osób.Jak nie zapomnę w szale pichcenia to może porobię zdjęcia ciast, bo choinka moja to bardzo minimalistyczna, ale za to sama w sobie piękna, bo żywa (w doniczce.)
    Ania W-moja córka to też Koza- zaraza jakaś czy co?

    • Ania W. 22/12/2014 at 12:31

      Czubatka – no popatrz :)!

    • kanionek 23/12/2014 at 23:05

      Czubatka, gdzie te zdjęcia? :)
      Siedemnaście osób to już mały tłum, podziwiam Twoją moc!

  23. mp 22/12/2014 at 14:12

    W tym roku pierwszy raz zamierzaliśmy z Milaczkiem czmychnąć na święta – trochę za ciężki był dla nas ten rok, dużo kłopotów i konfliktów (nie my je prowokowaliśmy, ale rykoszetem oberwaliśmy solidnie). Ceny wyjazdów skutecznie wyleczyły nas jednak z tęsknoty za słońcem i świętym spokojem gdzieś pod palmą :) Tak więc będzie tradycyjny rodzinny spęd u mnie, choinka już ubrana i sznury światełek rozjaśniają cały dom, stroiki dekorują stoły, w lodówkach i garażu stoją pasztety, wędzonki, śledzie, w słoju kruszeją pierniki , zakwas na barszcz “dochodzi” , a ja cieszę się, jak głupi do sera :)
    Z dawnych wspomnień to na przykład takie : nie wiem, jakim cudem rodzice pozwolili nam samym, dzieciakom – mnie i siostrze, pójść po choinkę do nadleśnictwa. Kupiłyśmy, owszem, a potem całą drogę , pewnie z 2 kilometry, ciągnęłyśmy ją za sobą do domu . Troszkę wyliniała…:) Lubię też takie wspomnienie , już z wigilii w moim domu : po kolacji zawsze wysyłaliśmy małego siostrzeńca z babcią na dwór, żeby wypatrywali Mikołaja, a sami w tym czasie pakowaliśmy prezenty pod choinkę. Jaki był szał radości małego, kiedy któregoś razu udało mu się zobaczyć prawdziwego Mikołaja znikającego gdzieś za rogiem ulicy (pewnie wędrował do sąsiadów) – wpadł do domu z krzykiem : widziałem go ! Nie było więc już wątpliwości, od kogo są te paczki pod choinką :) I choć dla mnie święta nie są przeżyciem religijnym, to są ważne jako spotkanie bliskich i życzliwych sobie ludzi.

    • Lidka 22/12/2014 at 15:14

      Droga OK, jak ja Wam zazdroszcze tych wypiekow. Ja to nic nie potrafie… Jedynie co mi wyszlo to zakwas na barszcz i sledz marynowany z borowkami. Kolor ciekawy, dodam. Rafal lubi, wiec robie. Wigilie szykuje zawsze moja Tesciowa, ktora zarzeka sie co roku, ze malo nagotuje. I co roku klamie. W tym roku jednak poprosila niesmialo o pomoc, bo dopadl ja miesiac temu polpasiec.
      Wigilia to dla mnie czas wrecz mistyczny. Zapach choinki i blask dekoracji, kot spiacy na parapecie, jemiola nad drzwiami i snopek pachnacej slomy w kacie jadalni. I prezenty. I pamiec. Zycze Tobie, Kanionku i wszystkim Kozom z tego fenomenalnego bloga Wesolych Swiat, a w nowym roku- zdrowia i nadziei!

      • mp 22/12/2014 at 15:57

        Ja również życzę całej załodze O.K. wszystkiego dobrego – fajnych świąt :)

        I jeszcze jedna nasza rodzinna tradycja mi się przypomniała – sianko z Wyborczej (kiedyś załączyli)pod obrusem – córa zawsze się dopytuje- a sianko z Wyborczej masz ? :)))
        Ładnych parę lat nam służy, bo skąd tu w mieście, panie, snopek wytrzasnąć ? Kupuję czasem na rynku kostkę słomy do ogacania krzewów w ogródku, ale głupio by wyglądała w kuchni :)

        • kanionek 23/12/2014 at 22:50

          @mp

          O rany!!! Ludzie… Jak ja durna. Mogliście coś wcześniej napomknąć o sianku, no. Ja mam sianka pół tony, mogłabym Wam listem nawet zwykłym porozsyłać! Dwa baloty, z których jeden niedawno nadgryzłam, są całkiem w porządku. Może nie zielone jak rzekotka drzewna, ale całkiem siankowate, czyste, niepylące. Pod obrus nadające się. Ale mi teraz głupio. Na następne święta proszę składać zamówienia z wyprzedzeniem, dla wszystkich wystarczy.

      • Ynk 22/12/2014 at 16:05

        Śledź w borówkach? Że też na to nie wpadłam! Świetne połączenie i smakowo i kolorystycznie. Lidka, jak go w tych borówkach “opracowujesz”? Może jeszcze zdążę mojego wytytłać? W lesie jestem, qrcze, w lesie… I najchętniej w nim bym została ;))

        • Lidka 22/12/2014 at 20:29

          @Ynk

          Nic trudnego ten sledziu. Niestety, potrzebuje tak z tydzien stac jezeli robisz od podstaw, wiesz co mam na mysli, od golego fileta. Ja robie wersje przyspieszona, bo kupuje sledzie juz gotowe w zalewie winnej, moze byc octowo- winna. I wsypuje szklanke borowek na sloik. Dodaje tez wiecej cebuli, bo lubie, i lyzke cukru. O i po tym zabiegu sledzie nie musza byc znowu w sloiku. Jakies naczynie z przykryciem. Wazne, zeby sledzie i borowki byly zanurzone w marynacie calkowicie. Kolor ryby wychodzi taki niebieskawy, ale w sumie apetyczny. Naprawde smaczne.

          • Ynk 22/12/2014 at 22:36

            Dzięki :-) Rzeczywiście nie zdążyłabym z marynatą na Wigilię, mimo że też kupuję już zalane. Ale nie odpuszczę, bo mi się bardzo widzą te śledzie i na sylwestra je wymiędlę w borówkowej borowinie ;-)
            Niebieskie są, mówisz? Oj, tu mię coś tknęło lingwistycznie. Bo może o innych owocach leśnych mówimy? Takie regionalne różnice. Dla mnie borówka to czerwona cierpka jagoda, brusznicą też zwana. A te o ciemnoniebieskich owockach nazywa się “u nasz” czarnymi jagodami. A może o hodowlanej borówce amerykańskiej mówisz? Tylko skąd je teraz wziąć??

          • Lidka 22/12/2014 at 22:43

            @Ynk

            Tak, tak, mowie o hodowlanej borowce amerykanskiej. W moich stronach czarne jagody to jezyny, a brusznice to zurawiny.
            O, z “brusznica” czyli zurawina robi moja kolezanka i wychodza rozowe. Trzeba tylko dodac wiecej cukru. A brusznica z mojej strony podworka nazyea sie cranberry. Jeszcze dodam, jezeli jeszcze nie sprobowalas, doskonale do mies smakuje wlasnie zurawina zmieszana z chrzanem. Pyszne.

    • kanionek 23/12/2014 at 23:02

      @mp
      Ładnie napisane :) A te pasztety w garażu to aż mi zapachniały… To prawda, że bez względu na religię, Święta są przeżyciem duchowym. I to ważne, z kim je przeżywamy. My będziemy mieli Święta na dziko – choinki żywe, za oknem (całą zimę przypominają nam, że jeszcze nie wszystko umarło), koziarnia pachnąca żywicą, kolorowe kurczaki za oknem i pierogi z kapustą i grzybami. I “cichą noc”, bo to w lesie codzienny, odświętny luksus ;)

  24. sieka 22/12/2014 at 21:57

    Właśnie skończyłam mój patchwork “do chwalenia się”. Eeep, więc czym som dla mnie Święta, eek, otusz som szklanką wina , nie wrrrrróć dwiema szklankami wina przed snem od jakiegoś tygodnia. Dlaczego? zapytacie? Bo przyjechałą moja Mamusia do mnie, eppp. I właśnie ona składa, cała składa się z RAD. Wiecie jak to jest słuchać RAD jak się ma 37 lat i od 18 roku życia nie mieszka w gnieździe rodzinnem? Otusz epppp, jest źle, w tem celu należy się znieczulać mentalnie i stosować daaaleką emigrację wewnętrzną, ponieważ żyjesz w rozdarciu wewnętrznem i kochasz swoją Mamusię, ale tak po ludzku, zwyczajnie jej nie lubisz, hik!Sory,że tak tu ciągnę Wiechem, ale strasznie mi pasuje do tego trunku z Li..a, za 13,99 (boszszsz… podaję ceny do wszystkiego). Ale nic to przetrwam(y), bo jeszcze mąż, przepraszam Mąż, do tego (maksymalnie nierodzinny jak Twój Kanionku),a potem weekend w samym Krakowie, we dwoje, już się boję i nie czuję, że rymuję. Kończę bo coś z moją głową….nie teges. Jesuuu czy tu jest alkomat, bo jak jest to wiecie teges…

    • ciociasamozło 23/12/2014 at 09:58

      Jacie!!! Sieka, trzym się szklanki, znaczy dwóch. Pamiętaj “Matka jest tylko jedna” a do weekendu w Krakowie tylko 4 dni. Dasz radę!

    • kanionek 23/12/2014 at 22:41

      @Sieka

      Się uśmiałam – całkiem udanie “Wiechem ciągniesz” :D
      Dostałam emalię z Twoją paczłorką – piękna. Nie wiem dlaczego, ale na hasło “patchwork” widzę zawsze jakieś zgniłozielone romby i buraczkowe prostokąty, a tu taka niespodzianka w pięknym stylu. W żadne rzekome mankamenty tego dzieła nie wierzę, a fotkę niedługo zamieszczę, wraz z innymi chwalesiami :)

  25. Ania W. 22/12/2014 at 22:50

    Ja w kwestii tych jagód i borówek :). Bo u mnie borówka to ta czerwona, cierpka czyli borówka brusznica. Borówka czernica, to inaczej czarna jagoda :), żurawina to żurawina, jeżyna to jeżyna, a borówka amerykańska to borówka wysoka. Jeszcze się gdzieś tam przewija malina (ta od chruśniaka) i kościanka…

    • Ynk 22/12/2014 at 22:59

      Aniu, a moroszkę znasz? :-)

      • Ania W. 23/12/2014 at 17:50

        No tak potem pomyślałam, że chyba się za bardzo namądrzyłam :)

    • Lidka 23/12/2014 at 16:43

      A w moich stronach jezyna jest jeszcze nazywana czernica.

      • Ola 23/12/2014 at 23:01

        a bo to z tymi borówkami zawsze nieporozumienia! U nas mówi się borówka na czerwone, a jagoda na czarne. A tak obok tematu, to na targu znalazłam ostatnio szukając suszonej żurawiny, żurawinę jagodową :O Pycha, smakuje jak coś pomiędzy żurawiną a borówką amerykańską.

        • Ola 23/12/2014 at 23:02

          a i jeszcze na jeżyny mówimy – ostrężyny…

          • nikt wazny 24/12/2014 at 02:20

            Ze Slaska jestes:)

  26. Ynk 22/12/2014 at 23:04

    Lidka, czuję, że pójdę w kierunku brusznicy lub żurawiny – na różowo. A niebieską borówkę ożenię ze śledziem (wydam za śledzia?) kiedy będzie dostępna. I tak.

    • Lidka 23/12/2014 at 02:09

      @Ynk

      Tez mozesz. Tylko pamietaj o dodaniu cukru, bo ja zawsze zapominam ;))

  27. kanionek 23/12/2014 at 21:42

    No jak nie urok to piegi na tyłku. KOCHANI. Próbuję Wam odpowiedzieć na Wasze maile, ale serwer się zbiesił i mnie wyzywa od “abuse” i innych takich. BOHATERÓW – PRĄDEM?!

    Tak czy owak dostałam od Was zdjęcia (wszystko, WSZYSTKO mi się podobało) i nie omieszkam zamieścić, mam nadzieję jeszcze jutro. Wiem, że jutro już święta, czas rodzinny, więc najwyżej obejrzycie sobie po.

    Iwona – odebrałam książkę i załącznik – Dziękuję :-*

    Wczoraj też, w strugach deszczu i po ciemku, dotarł do mnie kurier z gatunku nieulękłych (bo nie miał numeru telefonu i musiał tubylców pytać, jak mnie znaleźć), z wielkim kartonem zimowych ubrań od mojej siostry. Jeszcze nie otworzyłam, bo nadmiar wzruszeń chyba mnie przerósł ;)

    Uściski dla Was, buziaki i życzenia spokojnych i dobrych Świąt przekazują niniejszym: Kanionkowie, koziołkowie, pieskowie, kotkowie, Rosołowie i Nora z dziećmi :)

    • Ola 23/12/2014 at 23:08

      hej Kanionku, hej… na te Święta i na Nowy Rok… niech się wiedzie, smutki za wodę, za góry uciekną, zdrowie dopisuje i zwierzyniec Cię szanuje! Hej!

  28. nikt wazny 24/12/2014 at 02:19

    Kanionku, oraz Wy, Szacowne Grono Czytelniczek (i czytelnikow?) kanionkowego bloga, przyjmijcie ode mnie niezbyt wazne, za to bardzo serdeczne zyczenia zdrowych i spokojnych swiat, swiat spedzonych tak, jak sami lubicie.

    • nikt wazny 25/12/2014 at 18:49

      Sorry za te moje zyczenia

      • kanionek 25/12/2014 at 20:39

        @nikt wazny

        Ale dlaczego…? Całkie spoko życzenia, ja też mam problem z kreatywnością w tym zakresie :)
        To ja przepraszam, że Tobie akurat chyba w końcu nie odpowiedziałam – znowu zrobiło się tłoczno w komentarzach i mi umknęłaś :)

  29. pluskat 24/12/2014 at 08:24

    Tego, co najważniejsze wszystkim życzę. Kanionku, niech Ci się darzy w polu i w zagrodzie, niech blog rośnie w siłę. Pełnej studni i obory! I wszystkiego, czego pragniesz.
    Nie mam się czym pochwalić, bo w kuchni mąż się szarogęsi i cuda wyczynia, głowa mała.

    To Nora ma dzieci?

    • kanionek 24/12/2014 at 17:09

      Dziękuję, Pluskat i niech i Tobie spełniają się marzenia :)
      Możesz się pochwalić cudami małżonka – taki szary gęś w kuchni to skarb! Ale nie nalegam, oczywiście :)

      Czy Nora ma dzieci… Och, na pewno. One bardzo rodzinne są, te nornice. Ja się wcale nie zdziwię, jak mi je kiedyś wszystkie przyprowadzi ze słowami: to jest wasza kuchenna. Jak wam czegoś będzie brakowało, to do niej zgłaszajcie pretensje ;)

  30. sliwka 24/12/2014 at 09:49

    Kanionku! Dla Ciebie, Męża, psiarni, kociarni, kurnika no i koziarni (tej żywej i tej wirtualnej) mokre życzenia nadmorskie spełnienia wszystkich najskrytszych marzeń, a przede wszystkim tej wygranej w totolotka!

    • kanionek 24/12/2014 at 17:12

      Dzięki, Śliwka! Jak już wygram, to Was wszystkich zaproszę na trzydniowy bal z kozami na mój koszt :D
      Ode mnie dla Ciebie życzenia dziś również mokre i poganiane podmuchami wiatru – szczęścia w życiu :)

  31. zeroerhaplus 24/12/2014 at 10:11

    A ja Wam wszystkim życzę możliwości spędzenia świąt tak, jak Wy byście chcieli oraz robienia we święta tylko tego, co sobie życzycie :)

    • kanionek 24/12/2014 at 17:14

      ŚWIĘTE słowa, Zeroerha. Uściski dla Ciebie i tych, którym zechcesz je przekazać :)

  32. Ynk 24/12/2014 at 12:24

    Kanionku, niech Ci pta…, co też ja, koziego mleka nie zabraknie.
    A Wam, Kozy, swobody, beztroski i samych sympatycznych i przyjaznych pyszczków w Stadzie i sąsiedztwie życzę :-)

    • kanionek 24/12/2014 at 17:17

      Dzięki, Ynk, i niech i Tobie nie braknie niczego :) Buziaki od Stada.

  33. shal 24/12/2014 at 12:46

    Dobra wszelakiego,tyle ile trzeba,żeby od nadmiaru głowy nie bolały,dla całego Dużego Stada (Kanionków,Czytelników i Zoo),-życzy małe stado.

  34. Iwona 24/12/2014 at 13:04

    Kanionkowi i Mężowi, wszystkim Kozom z OK, zdrowia i spokoju, wszystkiego dobrego, niech Wam się darzy, niech Wam się marzy i chce.

    • kanionek 24/12/2014 at 17:18

      O tak, żeby nam się chciało, tak jak nam się czasem nie chce ;)
      Niech się i Tobie darzy, Iwono, i Twoim bliskim :)

  35. Kachna 24/12/2014 at 14:04

    A ja Tobie Kanionku i Wszystkim Związanym z Tym Miejscem życzę, żebyście wstając zawsze rano myśleli – o rany t nie sen – ale fajnie….
    Magii tych świąt życzę.
    Choć ziarenka wiary w Dobro – Wasze Dobro.
    Śmiechu – bo do życia potrzebny.
    A sobie życzę – patrzeć i WIDZIEĆ.

    Także – Alleluja!!!

    Ops….to nie te święta..

    Szczęścia w domu i zagrodzie oraz zdrowia, zdrowia, zdrowia.
    Lubię Was bardzo:)

    • kanionek 24/12/2014 at 15:36

      Alleluja, Kachna! :D
      Ja Tobie życzę, żeby ci, co na Ciebie patrzą, też dobrze widzieli. Że mają skarb.

      Hm. My się tu chyba wszyscy lubimy, więc… lubmy się dalej i oby czasy i ludzie były dla nas zawsze łaskawe :)

  36. pandeMonia 24/12/2014 at 14:36

    Ode mnie też uściski dla wszystkich. Żeby Wam się darzyło!
    Kanionku, żeby było dobrze :***

    • kanionek 24/12/2014 at 15:31

      Dziękuję, Moniu, i oby Wam się :)

  37. Zajęczak 09/04/2016 at 21:23

    Powiedz mi, proszę, co to za gatunek jabłoni?

    Takie jabłka rosły onegdaj “za gospodarczym” u moich dziadków. To były najsmaczniejsze jabłka, jakie kiedykolwiek jadłam (i prawdopodobnie nie mają sobie równych :P). Rety, jakie to było dobre. I aromatyczne, i słodkie, i kwaskowate – wszystko w odpowiednio wyważonych proporcjach.
    Tak smakowały wakacje u babci.
    Ty nazywasz je Strzelającymi, dla mnie – były to Różowe Jabłka.

    Kilka lat temu jabłonka została wyekspediowana w niebyt.

    • kanionek 09/04/2016 at 23:24

      Zajęczak – sama chciałabym wiedzieć! Gdybym znała nazwę tej odmiany, szukałabym sadzonek, bo dziś “stare odmiany” są w modzie i może jest szansa gdzieś tę “Strzelającą”/”Różową” kupić, ale właśnie nie znam nazwy. Mój sprytny plan był taki, żeby pobrać z drzewa Babci gałązki do zaszczepienia na moich jabłoniach, ale już drugi rok o tym zapomniałam :-/
      Dla mnie to są najlepsze jabłka na świecie, po prostu idealna kompozycja smakowa, geniusz natury i w ogóle Nobel wśród jabłek, a w sklepach już chyba nigdzie ich nie ma.

Dodaj komentarz

Podpis *
Email *
Witryna internetowa