Czego się boisz głupia, czyli o Petrygo

Wszyscy wiemy, że nieszczęścia wcale nie chodzą parami. One organizują się w dużo bardziej liczne grupy przestępcze. Patrolują ulice jak grupki zbuntowanych nastolatków, i kosym okiem spoglądając spod grzywki rzucają urok na niewinnych przechodniów. Wypatrują ofiary. Im niżej zwiesicie głowę myśląc, że w ten sposób stajecie się niewidoczni, tym chętniej kopną Was w zgięcie kolan od tyłu. I już leżycie. Ja jeszcze nie leżę, ale najpierw dostałam w łeb Atosem, później Gównianą Historią, w międzyczasie nogi podcięła mi woda, a dziś pojechałam do miasta na zakupy.

Biedny, głupi Kanionek, blady pod czapki niebieskim pomponem, jechał sobie pokasłującym Gwiazdolotem przez ciemny, zmarznięty las. W głowie opasanej ciut przyciasną czapeczką dokonywał przemiału gównianych myśli, bo jak już wiecie Kanionek nie ma radia, którym ludzie szczęśliwi zabijają czas w podróży. Mielił i czarno widział, choć może to sprawka przykurzonych reflektorów. Ofiara doskonała. Ponure Grzywki załopotały, zalśniły krwi żądne oczu nieszczęścia dziesiątki. Nic więc dziwnego, że w połowie drogi zdechło ogrzewanie w samochodzie. Nic też w tym strasznego – w końcu na zewnątrz tylko minus osiem, w takich temperaturach ludzie nie umierają, przy czym musicie wiedzieć, że Kanionek boi się z gruntu wszystkiego, a śmierci bez uprzedzenia najbardziej. Niby więc nic strasznego. Na kilka kilometrów przed tablicą ogłaszającą teren miejski jednakowoż, wskaźnik temperatury silnika doznał gwałtownego wzwodu. Taki stary samochód, a takie rzeczy mu jeszcze w głowie.

Na bladego Kanionka padł równie blady strach, bo skoro w kabinie zima, a w silniku inferno, to znaczy że Gwiazdolot zgubił większość płynu chłodzącego. Gdyby Kanionek miał w sobie jakikolwiek płyn chłodzący, może byłby w stanie zachować zimną krew, a tak tylko spocił się cały i zdrętwiał, bo wskazówka ze wzwodem nie obiecywała nagłego spadku podniecenia. “Byle do Lidla” – pomyślał z nadzieją Kanionek, bo z Lidla blisko do sklepu z częściami samochodowymi, a podczas zakupów silnik ostygnie na tyle, że można będzie bezpiecznie uzupełnić niedobór Petrygo. Ale czy zaciskanie dłoni na kierownicy i powtarzanie mantry “byle do Lidla” robi jakiekolwiek wrażenie na Ponurych Grzywkach? Ano robi. Drżą wtedy z uciechy i jak z kapelusza wyciągają roboty drogowe tuż przed wjazdem do miasta i piękny, posuwający się geriatrycznym tempem korek.

Gwiazdolot ma silnik wspaniały i niezwykle elastyczny gdy chodzi o ilość przewidzianego instrukcją płynu chłodzącego. Litr w tą czy w tamtą nie robi mu łaski. Półtora litra za mało? Damy radę. Dwa litry… Hm. Wszystko będzie dobrze, pod warunkiem że będziemy jechać szybko i chłodzić się powietrzem. Ale Kanionek nie jedzie, tylko dyszy w korku. “Byle do Lidla”, myśli Kanionek. “Dam radę wskoczyć powyżej stu stopni!” krzyczy wskazówka. Światło ruchu wahadłowego zmienia się na zielone, byle do Lidla. Przy prędkości 50 km/h, zawrotnej jak na to miasteczko, wskazówka temperatury odrobinę spuszcza z tonu, by na kolejnych światłach szybko dobić do setki. Byle do Lidla, urwał nać, bo to mój jedyny samochód.

Napięcie godne PMS, co? Dojechałam “byle do Lidla”, kupiłam 4 l Petrygo, wrzuciłam na przednie siedzenie, i dopiero gdy otuliło mnie ciepłe powietrze wnętrza sklepu poczułam ból od kręgosłupa, w okolicy pomiędzy łopatkami, czyli tam, gdzie co jakiś czas odnawia mi się ten sam problem i potrafi sparaliżować na kilka dni. Dlaczego ja się zawsze tak spinam? Oddychając ostrożnie, zaliczkowo rzekłabym, pchałam przed sobą wózek powtarzając sobie, że jest OK. Nie stopiłam silnika w jedną, dymiącą bryłę. Zdążyłam. Poszwendam się po sklepie dłużej niż trzeba, silnik ostygnie, doleję błękitnego i do domu zajadę spokojnie. Ten wyciek jest problemem od ubiegłego roku. Wymiana chłodnicy pomogła, bo stara była połatana silikonem i ciekła na bank, ale nie rozwiązała problemu do końca. Musi wyciekać w niedostępnym dla oka miejscu.

W kolejce do kasy przede mną dwie uchachane Rosjanki, jedna zdecydowanie z gatunku “dawaj Witia hop do przodu”, w różowej kurteczce ze złotymi zameczkami i z tyłkiem opiętym legginsem. Załadowały taśmę ilością towaru godną pomocowego kontyngentu, a gdy kasjerka pracowicie przetoczyła to wszystko przez czytnik kodów, z rozbrajającą naiwnością chciały zapłacić kartą. Z rosyjskiego banku. Z rachunku w rublach. Już nie musiałam się martwić o to, czy silnik zdąży ostygnąć – wyprawa do kantoru, wciąż za mało kasy, anulowanie części transakcji, ha ha, hi hi, spasiba, parzausta. W sumie fajnie było. Was też czasem pociesza, że są na świecie więksi od Was idioci? Bo mi to na chwilę pomaga.

W drodze do domu temperatura silnika nie przekraczała 85 stopni. Dolałam tylko dwa i pół litra Petrygo, więc półtora mi jeszcze zostało. Hulaj dusza, piekła nie ma!

PS. Ile razy czytaliście zdanie zawierające frazę “zalśniły krwi żądne oczu nieszczęścia dziesiątki”, żeby zrozumieć ten szyk pokrętny? Bo jestem z niego dumna jak paw poimprezowy.

17 thoughts on “Czego się boisz głupia, czyli o Petrygo

  1. bila 02/12/2014 at 07:25

    A jednakowoż Kanionku dałaś radukowaę!(burza oklasków). Niech tam te Ciemne Grzywki spadają na przysłowiowy pukel. Czerwony Kapturek się tak nie sprawdził n’es pas? Masz niebieski płyn i dotarłaś do koziarni i domku! I ponadto wyprodukowałaś niniejszy tekst ku mej porannej uciesze

  2. bila 02/12/2014 at 07:26

    Miało być, ,dałaś radę „

  3. Iwona 02/12/2014 at 08:03

    Stadami chodzą, bandami całymi. Ja ostatnio pochwaliłam swoje auto, że tyle ma na liczniku, i po wertepach gania i tak je lubię i rzadko się psuje, wiecie takie tam achy i ochy, no i masz, spierdzieliło się na drugi dzień. Dobrze, że to mąż jechał, bo ja to pewnie zaliczyłabym rów. Urwana sprężyna od amortyzatora rozwaliła oponę, nie ma co zbierać.i

    • kanionek 03/12/2014 at 03:14

      O kurde w morde, taka awaria podczas jazdy to nie przelewki. Łatwo zaliczyć rów, bo panowanie nad kierownicą traci się z zaskoczenia i trzeba mieć refleks, nerwy ze stali i bystre połączenia nerwowe w mózgu, żeby utrzymać trajektorię lotu. Mąż cały?

      • Iwona 03/12/2014 at 08:32

        Cały, na szczęście.

  4. pluskat 02/12/2014 at 09:21

    szyk rzeczywiscie piekny, ale jak zdrowko dzisiaj?

    • kanionek 03/12/2014 at 02:43

      A dziękuję, jeszcze działam. U mnie następstwa stresu pojawiają się najwcześniej w dwa tygodnie po urazie, więc rozsypię się pewnie gdzieś pod koniec grudnia ;)

  5. Ola 02/12/2014 at 09:55

    Jeżisz, ale dałaś! Tak budować napięcie – po drugim akapicie połapałam się, że chcę złapać mysz zaciśniętą pięścią :O
    Mam nadzieję, że zipiesz dzisiaj, po tych atrakcjach…

    • kanionek 03/12/2014 at 02:19

      Zipię :) U mnie jest teraz MINUS DWANAŚCIE! Skandal, czy co?

  6. Ynk 02/12/2014 at 15:04

    Ale suspens strzeliłaś! A łamigłówkowa fraza – mmmm, wisienka :-)
    Wysyłam screen-to-screen masaż kręgosłupa. (Oprzyj się pleckami o monitor). Chyba, że kozuchy już o to zadbały w ‚quality time’, to nie będę poprawiać ;-)

    • kanionek 03/12/2014 at 01:33

      Taki suspens strzeliłam, że spodziewaliście się spaść z krzesła, tymczasem nawet guma w majtkach nie pękła :D
      Masaż kozami można fundować w salach przesłuchań komisariatów Policji, jako wspomagacz zeznań. A Bożena się dzisiaj do mnie kleiła jak ryż do drewnianej łyżki! Normalnie podstawiła się do drapania, niby jak zawsze, a potem wjechała mi włochatą twarzą między szyję a żuchwę i tak stała. Żeście mi nagadali o wigiliach i już myślałam, że zaraz mi coś na ucho powie, bo w koziarni nie ma kalendarza, to niby skąd ona ma wiedzieć, kiedy Wigilia? Ale nic nie powiedziała, tylko tuliła się jak ta sierotka do pudełka zapałek. Nie wiem, co o tym myśleć.

  7. Lidka 02/12/2014 at 15:27

    Podziwiam i zazdroszcze zimnej krwi. Mnie sie kiedys tez tak zakopcilo w bryczce. Stanelam na poboczu i sie rozbeczalam. Tez troche wtedy mialam na glowie i w glowie, i za uszami. I zatrzymal sie bardzo mily policjant i pomogl. I usmiechnelam sie. A jak dotarlam w koncu do pracy, to szef na mnie nawrzeszczal, ze nie dosc, ze sie spoznilam, to jeszcze ze zapaskudzilam parking wyciekajacym plynem. I znowu mi sie zbieralo na placz. Jop twaju mac.
    Mam nadzieje, ze czujesz sie dobrze? Pozdrawiam i sciskam mocno.

    • kanionek 03/12/2014 at 01:24

      To może i dobrze, że płaczesz w takich sytuacjach. Wywalasz emocje na zewnątrz, a i jeszcze można jakiegoś przystojniaka w mudurze złapać na lep taniej propagandy ;) Ja za to tylko się kurczę do wewnątrz, marszczę na mózgu i zjadam od środka. To bardzo, bardzo niezdrowe.
      A z tym parkingiem to miałaś pecha. Bo ja nie znam takiego parkingu w Polsce, którego absolutnie każde miejsce parkingowe nie byłoby zachlapane płynami. Paliwem, olejem silnikowym, płynem hamulcowym, czy innym. Serio. Zwróćcie na to uwagę, tak dla sportu. Z obserwacji możemy wykluczyć tylko parkingi, na których uroczystą wstęgę otwarcia przecięto wczoraj.

      Lidko droga, moja zimna krew bierze się stąd, że w takich sytuacjach już prawie nie żyję ze strachu, a wiadomo, że ciało stygnie gdy zamierają procesy ;)

      • Lidka 03/12/2014 at 01:31

        Dla sprostowania dodam, ze ten parking byl wtedy nowiutenki wlasnie, przy nowiutenkim budynku. I ja bylam prawie ze nowiutenkim pracownikiem, a wiadomo, ze po takim kocie kazdy jezdzi. Na szczescie wszystkim szef byl stary i chwile pozniej mu podziekowano i zaproponowano emeryture.

  8. pluskat 03/12/2014 at 09:18

    jak Bozena? Bo juz myslalam, ze bedzie jak z kotka, ktora sie kiedys do nas przyblakala. Miala wsciekly apetyt, zarla i zarla, wyrosl jej olbrzymi brzuch i kiedy sie martwilam, ze cos dlugo sie nie koci,zdegustowany weterynarz orzekl, ze to wykastrowany kocur.

    • kanionek 03/12/2014 at 18:35

      :D

      Bożena na sto procent jest damą :) Po pierwsze ma cycki, po drugie kuca przy siusianiu. Że nie wpomnę o tym, ile razy miała świecone latarką pod ogon – znam jej anatomię lepiej, niż Andrzejek. Jemu jeszcze nie udało się nawet podejść tak blisko :D

      • pluskat 03/12/2014 at 18:51

        no jasne, Bozena na razie za chlopami sie nie oglada

Dodaj komentarz

Podpis *
Email *
Witryna internetowa