Ballada o śmieciach, czyli pluję, gryzę i przepraszam

“Tymczasem przenoś moję duszę utęsknioną

do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych

(…)

gdzie bursztynowy świerzop, gryka jak śnieg biała

gdzie się swym śmieciem pyszni okolica cała”

Pozwoliłam sobie zepsuć poemat Adama, dodając nieco prawdy ze swojego podwórka.

Mam też dla Was przeróbkę okupacyjnej rymowanki:

Siekiera, motyka, piłka, szklanka

lampka, kalosz i skakanka

siekiera, motyka, syf i swąd

weź pan swoje śmieci stąd!

I w tym miejscu uczciwie zamieszczam ostrzeżenie, że dalsza część notki zawiera treści i wyrazy, jest zupełnie nieśmieszna, może spowodować zgagę, rysę na szkle i zmarszczkę na czole. Osoby wrażliwe uprasza się o podjęcie innej lektury.

O co “mie biega”, mili Państwo. Nie wiem nawet jak zacząć, i obawiam się, że mogę mieć problem, żeby skończyć. Bo mi się we łbie nie mieści, a Wam może nawet wyobraźni nie wystarczyć. Po tym, jak ostatni jesienny załkał lyść, i gdy opadły już z pokrzyw sukienki, a krzaki bezwstydnie ukazywać poczęły nagie szczegóły swej anatomii, na jaw i na przekór złotoustym poetom wyłazić jęły z ziemi mej ojczystej ŚMIECI. Państwo pozwolą, że przybliżę, co mieści się pod tym pojęciem:

Szmaty, gruz, szkło, sznurek, siatki i worki, sieci rybackie, lampki choinkowe, blistry po tabletkach, buteleczki i butelki, szklanki, kubki i słoiki, buty, torebki, paski, lina stalowa o grubości 2 cm, drut zwykły, drut kolczasty, druciki, kable, wiązki kabli, puszki po piwie, puszki po konserwach, cerata, brezent, papa, eternit, garnki, widelce, rękojeści, obejmy, uchwyty, osłona plastikowa filtra powietrza samochodu współczesnego, elementy sprzętu rtv i agd, nakrętki, zakrętki, kapsle, plastikowy korek, gwoździe jebitne, część robocza motyki, łańcuchy, butelka po oleju silnikowym, prawie cała koszula z guzikami, skarpetka, kalosze, ramka od obrazka, wiaderko plastikowe, słuchawka telefoniczna, zawiasy różne, klamka, łuski od nabojów, baterie różne, płachta filcu, kanister, inne przedmioty niezidentyfikowane.

I powiem tak. Jeśli jakimś cudem, lub za czyimś pośrednictwem, czytają to poprzedni właścieciele tego gospodarstwa, to niech się, kurwa, wstydzą. Przepraszam, ale musiałam, więcej kurew nie będzie (ale jak skończyłam pisać, to się okazało, że jednak były).

Wygrzebaliśmy już z ziemi na terenie wokół domu pół ciężarówki śmiecia. Zbieramy na bieżąco to, co wyłazi za oborą, nad stawem, za garażem i drewutnią. Co roku wyłażą nowe śmieci, z których najbardziej cieszy nas szkło i druty, a tylko trochę mniej przedmioty z blachy o ostrych krawędziach. Tego są ilości niewyobrażalne. To nie jest gdzieś porzucona butelka, gdzie indziej pieprznięta szmata. To są POKŁADY śmieci wyrzucanych na tyłach gospodarstwa lub zakopywanych w ziemi na podwórku przez dziesięciolecia. Moja niewielka szklarnia ma trzy na cztery metry. Żeby przekopać te dwanaście metrów kwadratowych trawnika na którym powstała, musieliśmy wygrzebać z ziemi trzy taczki gruzu ceglanego, szkła, drutu i innego kur… tego, znaczy się, śmiecia.

Czasem, gdy się człowiek napatoczy na wystający z ziemi sznurek (jaki Państwo sobie życzą: zwykły pakowy, syntetyczny niebieski lub biały, linkę do wieszania prania, żyłkę wędkarską na słonia, w bardzo wielu zwojach?) i pociągnie, to odkopie razem ze sznurkiem zaplątane weń inne śmieci, do wyboru z listy już przedstawionej. Śmieci poprzerastane są korzeniami drzew, krzewów i chwastów.

Zbieranie, czy raczej mozolne wydłubywanie z ziemi cudzych śmieci jest nieprzyjemnym zajęciem (pozdrawiam panią o której wiem już, że stosowała globulki dopochwowe), a jakby tego było mało – niebezpiecznym. Potłuczone szkło, blacha i drut wymagają obsługi w skórzanych rękawicach. Musicie wiedzieć, że piszę ten tekst powoli, zdanie po zdaniu, często stawiając kropkę, gdyż krew mnie zalewa i muszę się kontrolować, żeby mi się ten worek z przekleństwami nie rozwiązał.

Przerwa na tabletki od bólu dzbanka.

Nosz kurwa mać! Przepraszam. A wiecie, co mnie najbardziej i nieustająco urzeka? Wspomnienie o tym, że poprzedni właściciele zabrali stąd absolutnie wszystko, włącznie z głupim kinkietem lampki łazienkowej, kretyńskimi aniołkami z ogródka skalnego i HUŚTAWKĄ drewnianą (chyba dźwig musieli zamówić), a zostawili nam swojego psa i swoje pierdolone śmieci. Pies Atos jest fantastyczny i całe szczęście, że został z nami, ale te śmieci, panie Cebulacki, mogłeś sobie wziąć, razem ze swoją huśtawką, kinkietem, pretensjonalnym amorkiem i jego fikuśnym siusiakiem. Amen.

A nie, jeszcze nie amen, jeszcze nie wszystkie naczynka krwionośne na mym wkurzonym obliczu zrobiły psst i rozlały się w pajęczynki. Jeszcze tylko dodam, żeby nie było wątpliwości: poprzedni włodarze mieszkali tu przez 30 lat i tak, wiem na pewno, że to są ich śmieci. I próbowałam ich, jak również ich protoplastów (niektóre butelki wyglądają mi na lata pięćdziesiąte), rozgrzeszać: że może kiedyś śmieciara tu nie dojeżdżała? Że może to, a może tamto? Ale po pierwsze kurde: znajdujemy puszki po makreli w sosie pomidorowym z datą przydatności, która upłynęła zaledwie kilka lat temu, czyli już za nowej cywilizacji europejskiej, a po drugie kurde: po kiego amorka niedobitego było rozrzucać ten chłam gestem rozrzutnika gnoju po całym terenie?? Było zrobić jeden dół konkretny, lub wybudować byle szopkę na ten śmietnik. Można to było zorganizować na tysiąc lepszych sposobów, niż państwo Cebulaccy to uczynili.

Nie rozumiem, jaki problem mieli z wywożeniem puszek na złomowisko, skoro i tak jeździli samochodem do miasta po zakupy? My swoje puszki wywozimy. Gruz można składować na jednej kupie, nawet i za oborą. Sznurki zwijać w kłębki i trzymać w jednym worku. No ludzie, przecież to są elementarne rzeczy. Teraz, po wielu latach od ukończenia szkoły podstawowej rozumiem doskonale, na czym polega moralność Dulskich. Na chacie skórzana sofa, udrapowane w oknach firanki, dizajnerskie meble na wymiar w kuchni, nowiutki telewizor w sypialni i nadąsany amorek w ogródku, a za płotem syf, makrela i stare podpaski. I love you Cebulacki, i cytując z refrenu piosenki Sandlera: I hope you fucking choke.

PS. Dzięki uprzejmości suszy i wyparowaniu połowy wody ze stawu w tym roku uprzątnęliśmy kolejny kawałek terenu z rozpadającego się obuwia, odzieży, plastiku i złomu: odsłonięte brzegi stawu. “Wiesz co, kochanie? Te kozaczki już są chyba niemodne, no i fleczek mi tu odpadł. WYJEBIE DO STAWU, CO?”. “Oczywiście, kochanie, a skoro już idziesz, JEBNIJ w wodę jeszcze akumulator od Żuka i tę koszulę, co ją sobie pomidorową poplamiłem”.

Dziękuję, przepraszam, następny wpis będzie o kozach i jabłkach. Tak mi dopomóż… Wy wiecie kto :)

41 thoughts on “Ballada o śmieciach, czyli pluję, gryzę i przepraszam

  1. zeroerhaplus 15/11/2014 at 00:30

    Nooo, skądś to znam.
    Zachciało mi się ogródka za chałupą, więc zaczęłam przekopywać teren. Najpierw było śmiesznie (patrz, mężu! wykopałam kierownicę motorowerową!), potem strasznie (gdy wielki zbiornik po niewiadomo czym zrobił się w mojej głowie na bombę..) a potem już tylko monotonnie (trzecia kierownica, siódme koło – też motorowerowe, dziesiąty łańcuch, siedemnasty bak).
    Po rozważeniu różnych opcji (z otworzeniem sklepu z częściami do motorowerów włącznie) postanowiliśmy odwiedzić skup złomu. Nie pamiętam już, ileset (!) kilo wygrzebałam z tej gleby, ale uzbierała się za to całkiem ładna sumka. Od tej pory krąży w rodzinie tekst, gdy brakuje kasy: „Moze by co wykopać?”

    Moim faworytem, jeśli chodzi o upierdliwość wyciągania z podłoża jest blacha, zakopana „na płasko”. Uwielbiam.

    A tych Twoich poprzednich właścicieli, to miałabym ochotę zakopać. Może nie na śmierć, bardziej na szpital.

    PS. Naprawdę mieli amorka w skalniaku? Jakie to słodkie :)

  2. kanionek 15/11/2014 at 00:49

    Mieli dwa, ale tego drugiego coś słabo zapamiętałam. Ten o którym piszę, to taki klasyk – gołe, dziób w ciup, w bioderkach lekko skręcone i z obowiązkowym, uroczym kutasikiem ;)

    Tak, blacha na płasko, albo zwój grubej folii – nigdy do końca nie wiadomo, jak duży. Ciągniesz, odkopujesz, a on się nawarstwia i rozłazi we wszystkich kierunkach.

    Wiesz co, mnie dręczy takie pytanie: czy oni to faktycznie zakopywali (bo to kupa zachodu), czy tylko rzucali za siebie, a z czasem ziemia to pożerała (wiadomo, szczątki organiczne, coroczne przyrosty zielska)? Tylko dlaczego po jakimś czasie wyłazi, zamiast być coraz głębiej?

    My też sporo tego złomu sprzedaliśmy, bo co z tym zrobić? Ale właściciel złomowiska nie był zachwycony, bo wiadomo, że takie złoża po paru ładnych latach w ziemi to już prawie sama rdza. I trochę piasku gratis ;)

    A tak w ogóle to jesteś już czwartą osobą, od której słyszę, że też prowadzi przymusowe prace archeo na podwórku. Co jest (było?) z tymi ludźmi??

    • zeroerhaplus 15/11/2014 at 01:26

      :D Takiego amorka przeskoczyć może tylko amorek identyczny z wyglądu, ale z wyposażeniem dodatkowym w postaci sikającej z kutasika fontanny ;) Nie mam nic do manneken pis, jakby kto pytał, ale pod warunkiem, że jest dobrze wykonany i nie stoi na skalniaku w lesie..

      Moi zakopywali, mać ich kulawa. Z lotu ptaka i chodu człowieka – pikobelo trawniczek, może troszkę podłysiały i nierówny, ale nic nie wystaje. Dopiero głuche „jeb!” szpadla, który trafił na niespodziankę w ziemi, zdradza tajemnicę zakopanych skarbów.
      A że jestem „dopiero” czwarta na liście, to mnie trochę zaskoczyło. Myślałam, że jest nas więcej, szczęśliwców.

      • kanionek 15/11/2014 at 18:35

        Jesteś czwarta na liście, bo to lista ludzi, których znam, a znam ludzi niewielu :D

        Tak! Za każdym razem, gdy trzeba wykopać dołek pod słupek, rurkę, cokolwiek – jeb! i już wiesz, że trzeba będzie ryć w promieniu jednego metra, bo niektóre elementy „podbudowy” są długie, albo właśnie trafiłaś na kupę ceglanego gruzu. Panowie którzy stawiali nam ogrodzenie z siatki leśnej i musieli wkopać słupek co 2,5 metra, byli zdruzgotani. Słupków od cholery, myśleli że wyrobią się ze wszystkim w dwa dni, a przez skarby pradziadka zeszło im prawie dwa tygodnie. W upale.

        • zeroerhaplus 15/11/2014 at 22:33

          Chwała im. Mam nadzieję, że nie „brali od metra”….

          • kanionek 16/11/2014 at 23:20

            Nie, to było tak trochę po znajomości. I nie wpakowaliśmy tych dobrych ludzi z zimną krwią na minę – to właśnie przy okazji ogrodzenia dowiedzieliśmy się, co „w trawie piszczy” ;)

  3. Kachna 15/11/2014 at 07:35

    Piąta.
    Folia – duuuużo folii.
    I śmieci domowe.
    ………………

    W odpowiedzi na pytanie czy lepiej?
    Nie bardzo.
    Ale się okazuje ile można wytrzymać…..

    • kanionek 15/11/2014 at 18:40

      O, to witamy w gronie wysypiskowców.
      Kachna, wytrzymuj, ja nadal trzymam kciuki :-*

    • zeroerhaplus 15/11/2014 at 22:34

      Trzymaj, Kachna.
      (że tak się podłączę, jak ten pies syrenyjny)

  4. sliwka 15/11/2014 at 07:45

    Mieszkam na nowym osiedlu, na którym głównie młodzież 30+ kupiła mieszkania za gruby dożywotni wyrok kredytowy. Moi sąsiedzi z góry nie mają ogródka, ale za to upiększają klatkę schodową i halę garażową. Ostatnio widziałam jak im w garażu zgniły dwie skrzynki pomidorów. Nie zjedli, nie wyrzucili. Nie. Postały i zamieniły się w pleśń. Może kręcili taki film przyrodniczy i teraz będą to puszczać w przyspieszonym tempie. Pod ich drzwiami stoją kartony po pampersach, wata szklana, doniczki, worki, stare buty, drzwi od szafy. Do śmietnika jest jakieś 50 metrów.
    Cebulaccy mają się dobrze, duch w narodzie nie ginie.

    • kanionek 15/11/2014 at 18:50

      Może to są takie ich „przydasie”? Oprócz pomidorów, rzecz jasna. No chyba, że wystawili na zewnątrz licząc, że „ktoś sobie weźmie”.

      Ale żeby nie było tak smutno, to mam przykład akurat z Gdańska właśnie, jak pewien pan zrobił sobie malutki Eden w ogródku. No, nie taki malutki, bo ogródek większy od tych przydziałowych pod blokami z czasów Gierka. Pan przez kilka lat gromadził kamień (duży, łupany), żwir, kostkę i inne takie, i zrobił z tego górki i dolinki, estakadki i wodospady, a do tego oczko wodne z karasiami. Oczko jest krystalicznie czyste, spływa do niego woda z „wodospadu”, zapewne filtrowana, a wszystko dokoła porasta piękna roślinność. I wcale nie wygląda kiczowato. Facet miał plan i go zrealizował. Cieszy oko. I to w sumie jedyny pozytywny aspekt tego, że na niegdyś bardzo przestronnym, zielonym osiedlu postawiono kilka dodatkowych betonowych klocków i moja Mama ma już trochę brzydszy widok z balkonu (a wcześniej spojrzenie z balkonu rzucone sięgało aż do dawnego okna Wałęsy) ;)

      • sliwka 15/11/2014 at 20:23

        Muszę zapytać: czy to okno jest na ulicy na literę M? Bo jeżeli tak, to moi rodzice ciągle tam mieszkają, a ja spędziłam kawał życia i może chodziłyśmy do tej samej podstawówki :)

        • kanionek 15/11/2014 at 20:40

          Mówimy o gdańskiej Zaspie, prawda? Chodziłam do SP nr 92, tej bez basenu :)

          • sliwka 16/11/2014 at 14:17

            Zaspa, Zaspa, ale ja jednak z tej „drugiej strony” za torami :) SP48 i później jak drugą szkołę wybudowali to SP5.

          • kanionek 16/11/2014 at 23:07

            To jednak prawda, że świat jest mały :) Za torami, czy przed, jesteśmy ziomalki z jednej dzielni ;)

  5. ciociasamozło 15/11/2014 at 10:49

    Kanionku, „wyrazy” bardzo uzasadnione!
    Twoi Cebulaccy użyźniali swym śmieciem przynajmniej własny teren (choć mogę się założyć, że stara kanapa, telewizor Rubin i lodówka Mińsk wylądowały gdzieś w lesie). Mieszkając w grodzie stołecznym codziennie płaczę z bezsilności widząc jak tutejsi Cebulaccy dekorują miasto. Ręce bym obcinała! To, że sobie wesoła gromadka zostawi gdzieś pod murkiem butelki i puszki po napojach wyskokowych – pikuś, przyjdzie pan prywaciarz i się ucieszy z surowców wtórnych. Ale tony foliowych torebek z zawartością różną, pieluchy, podpaski, prezerwatywy, papierzyska, rozbite szkło… No i przede wszystkim jedzenie! Nosz ku…, ludziom chyba dobrobyt na łeb upadł! Całe bochenki i zielona wędlina wyrzucane na chodnik, zupa pomidorowa z makaronem wylewana przez okno, zepsute mięso w krzakach w parku. Tak ludność okoliczna chyba rozumie koncepcję nie marnowania żywności – wyrzucę na ulicę to ptaszki zjedzą. „Ptaszki”, czyli wrony, gawrony, szczury i psy, bo ptasia drobnica się do tego nie dorwie. AAAA! Idę wypić meliskę.

    • kanionek 15/11/2014 at 18:19

      Co do telewizora tylko się pomyliłaś – też był za oborą (Tradycja, gdy była dużo mniejsza, trenowała na nim wandalizm), a co do lodówki, to kto wie, może uchwyt od drzwi wyjrzy z ziemi w przyszłym roku? ;)

      Ja wiem, że już wspominałam o filmie „Idiocracy”, ale co poradzę, że ten film jest przepowiednią? Śmieci też tam występują, w zacnej ilości. Wiecie, może trzeba edukować młodsze pokolenie (i następne) na przykłądach praktycznych – mogę udostępnić teren szkolnym wycieczkom, żeby dzieci przekonały się na własne oczy, że tworzywa sztuczne są wieczne, a słynna z akcji ekologicznych puszka naprawdę może się rozkładać sto lat lub dłużej. I po zajęciach praktycznych możnaby zrobić komputerową symulację tego, jak będzie wyglądał świat za 50 lat, jeśli nie rozwiążemy problemu śmieci.

      Współczuję ludziom w miastach. Ja sobie kiedyś (chyba!) w końcu wszystkie śmieci wyzbieram, ale Wy nie macie wpływu na sąsiadów, czy całkiem obcych ludzi :-/

  6. pluskat 15/11/2014 at 16:37

    cala Polska jest taka za

  7. pluskat 15/11/2014 at 16:41

    … syfiona (przepraszam wyslalo sie niechcacy). I lasy, i tereny podmiejskie i wzdluz torow Warszawa Zielonka smietnik ciagnie sie przez kilka kilometrow.

  8. Ynk 15/11/2014 at 18:51

    Zaczyna się od śmietnika na naszym podwórku, i niepostrzeżenie dociera do atolu Midway Island na środkowym Pacyfiku. Daleko?
    20 minut, warto obejrzeć do końca, mimo, iż wydaje się na początku, że wiadomo o czym będzie.
    Wg Chrisa Jordana liczy się „embracing reality” i „active witnessing”. Czasem myślę, że to tak niewiele, że za mało.
    Miałam, ciągle mam, mieszane uczucia: bezradności i beznadziei wynikającej ze skali zjawiska, skrzyżowane z silnym impulsem, żeby przeciwdziałać. Wiem, że nie wystarczy, że sama na swoim podwórku sprzątam, i przekazuję te odruchy Najbliższym, że zdarza mi się sprzątać cudze śmieci, np. w lesie.
    I tak wściekam się i smucę, wściekam i smucę

    https://www.youtube.com/watch?v=MjK0cvbm20M

    • kanionek 15/11/2014 at 21:55

      Ciekawy sposób zwrócenia uwagi na problem. Liczby są porażające, i tak jak mówi prowadzący – są dla nas abstrakcyjne, nie do objęcia rozumem, więc niejako „odległe”, jakby nas nie dotyczyły. Tymczasem jeśli chodzi o plastikowe reklamówki, takie typowe, jak ze sklepu na B czy L, to one czynią szkody nie tylko w odległych oceanach.

      Czytałam niedawno tekst, bodajże na blogu jakiegoś farmera, o tym jaki przyziemny, a jednocześnie śmiertelnie poważny miał on problem związany z tymi nieszczęsnymi siatkami. Otóż w odległości kilku kilometrów od jego farmy stał sobie i prosperował supermarket. I kiedy wiatr wiał od strony marketu w kierunku farmy, niósł ze sobą od kilkunastu do kilkudziesięciu plastikowych toreb dziennie. Facet zbierał je co dzień rano, ale i tak nie udało mu się uniknąć strat w pogłowiu bydła. Bo krowy, kozy i owce z jakiegoś powodu lubią plastikowe siatki (i gumowe rękawiczki), więc je zjadają. Kiedy siatki w żwaczu wypełnią się treścią pokarmową, lub przykleją do ściany żołądka, lub zwyczajnie krowa zje ich zbyt dużo, następuje awaria żwacza, która kończy się dla przeżuwacza śmiercią. Krótko i na temat. Ktoś wyrzuca zbędną reklamówkę, gdzieś umiera w męczarniach krowa.

      Prawda jest taka, że ekolodzy bywają „nawiedzeni”, że czasem nas wkurzają, czasem być może przesadzają, ale koniec końców walczą o ziemię, po której stąpamy. Chcą odebrać nam piłę, którą podcinamy gałąź, na której siedzimy. Problem śmieci jest nasz, wspólny.

      Pytanie, do jakich ludzi docierają takie przekazy? Kto przychodzi na pokazy i wykłady tego typu? Ano ci, którym już wiele tłumaczyć nie trzeba. I niestety Ynk nie mylisz się myśląc, że to niewiele i za mało.
      Pytanie rzeka: kto, albo CO (jaka uniwersalna idea), jest w stanie wygrać z pieniądzem? Bo plastik to nie tylko siatki i jednorazowe zapalniczki, to masa niepotrzebnych gadżetów, produkowanych w dodatku w taki sposób, by za chwilę zasiliły wysypiska śmieci. Temat rzeka. Wiadomo.
      Kto, co, i jak ma sprawić, by dzisiejszemu i jutrzejszemu człowiekowi piękniejsza i bardziej warta podziwu wydała się mucha za oknem, niż srajfon w kieszeni? Jako gatunek jesteśmy butni i próżni. Kiedy zorientujemy się, że wytłukłszy połowę gatunków zwierząt na ziemi nie jesteśmy w stanie „zbudować” nawet głupiej muchy, będzie za późno :)
      I może dobrze nam tak? Głupiego musi spotkać kara.

  9. kanionek 15/11/2014 at 19:03

    No właśnie. To może głupio zabrzmi, ale ja obecnie jestem bezrobotna, nie uśmiecha mi się robota w delegacji dla potężnej korporacji, i ja bym na przykład chętnie pozwoliła się aktywizować (czy jak oni to dziś zwą) Urzędowi Pracy w charakterze zbieracza śmieci. Nie mam wysokich wymagań, a zbieranie śmieci nie jest stresujące. Pewnie znalazłoby się więcej chętnych, tylko nie wiem, czego brakuje – pieniędzy w budżecie? Tylko taki argument głupio brzmi w kontekście wielokrotnie odbudowywanej tęczy. Nie mam nic przeciwko pomnikom, ale wolałabym kraj niezaśmiecony, niż napakowany symbolami, krzyżami, tęczami, kapliczkami, tablicami pamiątkowymi itp.
    Chcę zbierać śmieci, być pożyteczna i żyć sobie spokojnie, nawet na niskim poziomie tzw. komfortu. I dam sobie łeb obciąć, że nie ja jedna.

    • zeroerhaplus 15/11/2014 at 22:39

      Wyjedź do austrii ;)

      • kanionek 16/11/2014 at 23:18

        Mądrala :D
        W Austrii chyba nie zrobię kariery zbieracza śmieci, bo pewnie wszędzie czysto i pięknie. Tylko tu mam szansę się wykazać i zabłysnąć :D

        • zeroerhaplus 18/11/2014 at 12:35

          Aj i aua, czyli zdziwiłabyś się. Też tak myślałam, toż to niby taki porządny i czysty naród. Tja.
          Podczas ostatniego spaceru z małżonkiem wdepnęliśmy na symboliczne gówno w lesie, czyli nielegalne wysypisko śmiecia wszelakiego. I faktycznie nie rozumiem, po co komu się opłaca taszczyć np. kompletne ogumowanie samochodowe do lasu, po ścieżce wyboistej, podczas, gdy utylizacja w cywilizowany sposób kosztuje prawie nic, a sprzęty AGD można oddać „za friko” do skupu?
          Nie rozumiem, nie zrozumiem nigdy.
          Ale, znów niepotrzebnie biję pianę i powtarzam rzeczy oczywiste..

  10. bila 15/11/2014 at 22:16

    Ja mieszkam w małym miasteczku, a mój kochany domek stoi przy chodniku, cały urok podwórza i ogrodu mając na tyłach.A kochani mieszkańcy sobie wrzucają na podjazd opakowanie po chrupkach, pety, papierki po batonikach. AAAAA!!!.
    Na ogródek z kolei wrzucają czasem cuś sąsiedzi z komunalnej kamienicy. Ostatnio Małż przyłapał przewieszone przez mur dzieciaki sąsiadów, jak dłubały mur po naszej stronie. Z nudów jak mniemam…Auuu!!!

  11. pandeMonia 16/11/2014 at 11:11

    Jesteśmy dopiero pierwszym pokoleniem jednorazówek, a problem urósł jak góra lodowa.
    Kiedyś szło się do sklepu ze swoją siatką parcianą, truskawki i schab pakowano w papier.
    Moim skromnym zdaniem uczmy prawidłowych postaw dzieci. Mój Tata, od razu, gdy kupiliśmy działkę w 1978, nauczył mnie, że gdy zbije się talerzyk, wrzucamy do woreczka i zabieramy do domu do śmietnika przed blok. Obierki na kompost, papier na kupkę na podpałkę, druty i sznurki w kłębek i na półeczkę. Nie rzucamy gwoździ gdzie popadnie. Tak mam to wpojone, że gdy robiliśmy porządki na działce, szukaliśmy kilka godzin wysypiska. A jechaliśmy Ładą Sputnik z przyczepką w diabelskim upale. Okazało się, że wysypisko nieczynne, bo święto. Musieliśmy jeszcze zapłacić, że zostawiamy śmieci. Uf, kosztowna i czasochłonna impreza.

    • pandeMonia 16/11/2014 at 20:38

      Sputnikiem i śmieciami to już z Małżem :)

    • kanionek 16/11/2014 at 23:16

      Oczywiście, ja się zgadzam, że jak nie dzisiejsze dzieci, to kto ma być mądrzejszy od nas? Tylko zobacz, jak znikoma ilość ludzi w ogóle chce cokolwiek dzieciom przekazać. Dlatego ja pozostaję pesymistką, nie tylko w kwestii śmieci. A może to realizm? Przepraszam za zdawkowe wypowiedzi, po prostu od wczoraj łeb mnie napier***, czasem już mam powyżej pokrywki tego życia na tabletkach.

      • pandeMonia 17/11/2014 at 11:33

        I pomyśleć, że wyprowadziłaś się, by się zrelaksować!

        • kanionek 17/11/2014 at 23:42

          Taa, żeby się całkiem zrelaksować, to wiesz, gdzie trzeba się wyprowadzić…
          Ale nie narzekam, i tak jest o półtora nieba lepiej, niż w mieście. Inny rodzaj stresu :)

  12. Ola 16/11/2014 at 12:23

    Od wczoraj zbieram się żeby napisać i nic tylko wyrazy mi się cisną. Na Śląsku mieszkam. Wbrew temu, co mogłoby się wydawać, tu jest bardzo zielono. Z dziesiątego piętra prawie każdego wieżowca widać tylko zielony kożuch lasów. Reszta się wtapia w tło. „Prawie” tuż za oknem zaczyna się rezerwat. Buczyna kwaśna, przylaszczki, kruszczyki i inne „wszczoty”… Tyle że do tego lasu trzeba wejść. Przez zaporę śmieci. No żesz k…! Skąd? Zastanawia mnie czy śmiecą sobie za płotem właściciele domków? Bo z bloków chyba nikt nie nosi. Są śmietniki zabudowane, każdy ma klucz. Bo wcześniej z owych domków nosili. Na osiedlu nie ma koszy na śmieci przy ławkach. Bo też nosili. Teraz noszą pod kościół. Przed schodami do kościoła, obok cmentarza stoi jedyny niezabudowany kontener na śmieci. Wiecie jak wygląda? :) No ale z dwojga złego lepiej tak niż do lasu. A jednak.
    Zastanawia mnie jeszcze, że komuś chce się taragać do lasu, do stawu jakieś wielkogabarytowe badziewia. Na plecach chyba tego nie niesie. To chyba równie dobrze dałoby się zatargać do bardziej odpowiedniego miejsca…
    Pominę już miejscowych żuli, którzy drą w buczynę z flaszeczkami z pobliskiego sklepu, a wrócić jakoś z pustymi nie potrafią.
    Marzy mi się taka scena dickensowska, jak te wszystkie śmieci przyczepiają się do łańcuchów u nóg tych wszystkich śmieciorobów i towarzyszą im całą smutną wieczność w zaświatach.

    • kanionek 16/11/2014 at 23:11

      Podoba mi się Twoja wizja pokuty.
      O śmieciach w lesie mogłabym drugi wpis zrobić :-/ Ale może lepiej nie, podobno nie warto pielęgnować nienawiści w sobie ;)

  13. diabel-w-buraczkach 17/11/2014 at 08:26

    Oddychaj, oddychaj! Koltunstwo i chamstwo nie zna granic, pamietaj. Niestety, predzej pieklo zamarznie niz wyrwane zostana wszystkie chwasty.
    To znaczy, ja wiem, ze sie mozna zdenerwowac. I to jak! Ale oddychaj.

    • kanionek 17/11/2014 at 23:44

      Oddycham, oddycham. Przynajmniej powietrze jest tu wyborne :)

  14. sieka 17/11/2014 at 09:02

    Rzadko komentuję cokolwiek, ale mnie aż podniosło na krześle.No ten tekst o wykopaliskach to o mojej działce w podwrocławskiej wsi. W samy m jej środku stała obora, potem ją zburzono i kupiliśmy działkę budowlaną z „panie to tylko kupa ziemi z odgarniętych fundamentów”. A w niej gruz wielkości pylonów egipskich, mnóstwo sprężyn od materaca, kupa butów, kaloszy i widelców, łyżek, ozdób świątecznych i tak FOLII też. A do tego cale pokłady szczęk świńskich (mam nadzieję)krowich i resztek kośćca innych zwierząt hodowlanych. Wszystko ubite i przykryte było piękną żyzną ziemią. Trzy lata siania tej góry syfu i wywożenia za kasę odpadów i mogę wreszcie patrzeć na moje 1000 m2 bez zgrozy. Ale prawda jest taka, że po posadzeniu 5 drzewek owocowych boję się założyć warzywnik, bo mam małe dzieci i nie mam gdzie tego syfu składować na podwórku.
    Wytrwałości i cierpliwości życzę.
    Patrycja

    • kanionek 17/11/2014 at 23:40

      Witaj Patrycjo :)
      Zaczynam podejrzewać, że wszyscy żyjemy na cmentarzyskach śmieci, tylko nie każdy o tym wie.
      Hej, nie martw się i powolutku. Warzywnik dla jednej rodziny nie musi być wielki. Jeśli będziesz/będziecie systematycznie przekopywać ziemię, np. jeden metr kwadratowy na tydzień, to w parę miesięcy się wyrobicie, a wyszarpane śmieci niech zabiera MPO, czy kto tam u Was świadczy te usługi.
      My naszym odbiorcom śmieci powiedzieliśmy uczciwie, że mamy taki a taki problem, i że nie licząc złomu i większych kawałków szkła, to nawet nie ma co mówić o segregacji, no i miły pan powiedział, że mamy pakować wszystko w worki (nawet dali nam te worki!) i jak się trochę uzbiera, zadzwonić, a oni przyjadą tą śmieciarą, która bierze i mieli wszystko. I tak właśnie robimy. Worki czekają na odbiór tuż pod płotem.
      Powodzenia i Tobie również życzę tej wytrwałości :)

  15. Lidka 18/11/2014 at 04:45

    Chcialabym dorzucic moje dwa grosze do tej dyskusji o smieciach. Moj szanowny swietej pamieci Rodzic posiadal tak zwana odkrywke zwiru. Kiedy odkrywke wyeksploatowal, wyrownal i zasypal wszystko pieknie, a na calosci posial trawke. W zwiazku z tym, ze teren byl zdala od wsi, tuz nad rzeka, i wygladal zapraszajaco jak dolina, ludzie wsiowi i nie tylko, urzadzili sobie tam …wysypisko smieci. Bedac w kraju w zeszlym roku na swietach zwizytowalam, co moje i na widok tego miejsca przerazilam sie. Nie mam slow, zeby opisac moj szok. Nawet nie umialam sie rozplakac. Mieszkam w kraju, w ktorym cudza wlasnosc i teren sa szanowane i respektowane. Odwyklam widac od chamstwa i bezczelnosci i niedbalstwa. I co ja mam teraz z tym miejscem zrobic??!!

    • blabla 23/11/2014 at 20:07

      Czytalem jakis artykul o kolesiu, ktory mial kawalek prywatnego lasu. Nieogrodzony, no bo dajmy sposkoj – las to las, nie ogrodek. No i przy kazdej sciezce znak „teren prywatny”, ale ludzi to gowno obchodzi. Rok w rok oraja mu ten las w poszukiwaniu grzybow, ale on ju z nawet za tymi grzybami nie placze, mowi „trudno”, tylko niestety smieci swoich grzybiarze nie chca do domu zaberac. Wiec on zima sprzata swoj prywatny las z butelek i siatek i puszek i czego tam. Najbardziej zabolalo go to, ze kiedys akurat byl w tym swoim lesie i napotkal ludzi i powiedzial im, ze teren prywatny, to go prawie nie pobili. Polska, kraj dzikusow i ludozercow!

      • Lidka 26/11/2014 at 04:04

        Dzieki, Blabla, za wsparcie. Ja tez mam maly kawalek lasu kolo domu i o tym, co sie dzieje w tym lesie – nie bede pisac. Moze tylko dodam, ze najbezpieczniejsza rzecza, ktora tam znalazlam byly wnyki. Nie wystawilam tabliczek z napisem „teren prywatny”, bo pewnie zabito by mnie smiechem. Ja rowniez spedzilam dwa dni przed ostatnimi swietami Bozego Narodzenia, zbierajac po pseudo grzybiarzach skarby watpliwej wartosci. Pozdrawiam.

  16. Lidka 18/11/2014 at 05:12

    O, i jeszcze chcialam dodac, ze w Stanach coraz wiecej sklepow wycofuje sie z uzywania plastikowych torebek, zastepujac je papierowymi lub wielorazowego uzytku, lub tez jak najmilej widziane sa torby przytragane przez klienta. Jestem jedna z nich, to znaczy nie torba tylko klientka. Pozdrawiam i sciskam.

Dodaj komentarz

Podpis *
Email *
Witryna internetowa