Koza miała rację, czyli o ogórkach

Dużo napisałam
się nie zapisało
wszystko trafił szlag
no i się wkurzyłam.

Było o ogórkach, których z absolutnego nienacka dostałam dwa wiadra i kosztowały mnie dużo nerwów. Bo darowanego nie można na wsi odmówić, albowiem darujący może pomyśleć, że się jego darami gardzi, a to rodzi potworne konsekwencje, sięgające czasem trzech pokoleń naprzód, a bywa, że i do tyłu. Obydwa zabytki mechaniczne akurat niesprawne, ja tu rowerem w trzydziestu dwóch stopniach w cieniu (ale ja i rower oczywiście w słońcu) przez te piachy pustyni po dary losu telefonem obwieszczone zaiwaniam, myję potem te góry ogórów i segreguję na sorty (do słoika i do zamrażanej mizerii), i co się na końcu okazuje? Co drugi ogór gorzki, że pysk wykrzywia w klucz wiolinowy!

Moje ogórki, zdziesiątkowane przez wiosenne przemarsze szkodników, dopiero dojrzewają. I ja też sobie chciałam powolutku dojrzeć psychicznie do tej całej szamotaniny ze słoikami, a tu taki darowany koń trojański, wypełniony gorzką czkawką. Ale przecież NIE WYRZUCĘ. Decyzja zapadła, że wszystko na mrożoną mizerię, bo wtedy każdy ogórek mogę przekroić i spróbować, czy aby nie wykręca jęzora z migdałkami jak wściekła woźna brudnego mopa. Zjadłam plasterek z KAŻDEGO ogórka. Jeśli chcecie wiedzieć, jak to jest poczuć się jak beczka małosolnych, to sami spróbujcie, bo ja to wszystko już raz opisałam, ale mi wcięło, o czym opowiada utwór spontaniczny zamieszczony na wstępie.

Po obiedzie składającym się głównie z ogórków, zabrałam Tradycję do lasu, bo wzięło się wreszcie trochę ochłodziło (o trzy stopnie). Bydlę musiało coś przeczuwać, bo szło niechętnie, co u mojej kozy jest objawem niespotykanym i czemu ja tego dokładniej nie przeanalizowałam. W lesie cisza i susza, po grzybach (jakichkolwiek) ani śladu, a gleba przeschła tak głęboko, że drzewa żywią się już chyba szpikiem kości dinozaurów.

Przeszłyśmy ze dwa kilometry i zrobiło się naprawdę dziwnie, bo powietrze stało w miejscu, ptaki milczały, las zionął gorącem jak parujący zewłok wawelskiego smoka, zaczęło się szybko ściemniać i tylko zapachu siarki i brzękania łańcucha brakowało. Dopiero wtedy dotarło do mnie, że najwyraźniej wszem i wobec zbliża się jakaś ZGROZA i zawróciłyśmy.

Od tego momentu długo nie trzeba było czekać, żeby nagle wnet i naraz zewłok smoka ożył, ryknął jak raniona krowa, dmuchnął wiatrem wmordegwizdem i lunął jak z wściekłego cebra. Tradycja przemokła szybciej, niż babska chusteczka na seansie romantycznym w Multikinie, a za nią leciała wkurzona beczka ogórków, czyli ja.

Ale nie ma tego złego. Jak już koza opanuje szczegółową prognozę pogody z czytelnym przekazem międzygatunkowym, nauczę ją wypełniać kupony Lotto. A wtedy zima wasza, wiosna Muminków, a moje sto milionów. I będę komuś płacić, żeby mi testował ogórki.

6 thoughts on “Koza miała rację, czyli o ogórkach

  1. jadowita 05/08/2014 at 07:27

    nie powinnam Cię czytać ukradkiem w pracy… prychanie w ekran kawą w atakach śmiechu jest tu niemile widziane:D

    • kanionek 05/08/2014 at 23:52

      Czyżby jakiś poważny urząd? Pracowałam kiedyś w takim środowisku, ponad 5 lat (i to wtedy zaszły nieodwracalne zmiany w mojej psychice) i tam trzeba było prosić o zgodę na wyjście do toalety. A śmiech był czynnością wstrętną i grzesznik, który się jej dopuścił, odbywał karę grzebania w zasobach archiwum pleśniejących w piwnicy. Całkiem serio!

  2. pandeMonia 05/08/2014 at 09:24

    Jak to dobrze, ze do mnie wpadłaś! Dzięki temu mogłam przeczytać kawał dobrego bloga! Łyknęłam wszystko, do dna. Ale pyszne! Świetnie piszesz i mam wrażenie, że to nie Twój pierwszy blog?

    • kanionek 05/08/2014 at 23:25

      PandeMoniu, ja się cieszę, że w odmętach internetów namacałam Twój Kręgosłup Oralny, bo nie dość, że mogę się pośmiać jak zdrowy koń, to i w bólach z drugim człowiekiem połączyć ;)
      A blog to mój pierworodny i jeszcze trzeba mnie było długo do niego namawiać. Ja się świetnie realizuję przy kosie, widłach i kupie kompostu, już sobie nawet zaczęłam brodę zapuszczać i suknię plugawą, a tu znów trzeba się było przebrać za człowieka i fason trzymać przed Cywilizacją. No ale to wszystko dla mojego dobra. Żebym już całkiem nie zdziczała ;)

  3. Mirena 05/08/2014 at 15:34

    Cha, cha, chi, chi !! Świetnie się czytało.

  4. Teresa Stachurska 09/08/2014 at 13:10

    Istnieje tylko jedna wolność – ekonomiczna – http://www.stachurska.eu/?p=17165 :)

Dodaj komentarz

Podpis *
Email *
Witryna internetowa