Możesz się pan cmoknąć w worek, czyli jak nas robią w… konsumenta

Pamiętacie te czasy, kiedy klawiaturę wystarczyło raz na jakiś czas odkurzyć, ewentualnie powyjmować klawisze, przeczyścić i zainstalować ponownie? Albo w zepsutym żelazku pogrzebać (ojcem, mężem lub sąsiadem), kabelek przylutować, dokleić to, co się odkleiło, a w najgorszym razie WYMIENIĆ WADLIWĄ CZĘŚĆ urządzenia? Those days are gone. Nie ma. Przeminęło z wiadrem (wiadrem pomyj wylanych konsumentowi na głowę przez gnącego się w lisich ukłonach producenta).

Dzisiaj nie ma rozbierania na części. Wszystko jest ZINTEGROWANE, zalane betonem, przyspawane, zgrzane pod prasą, a samo zdjęcie obudowy jakiegokolwiek urządzenia, uruchamia specjalnie zaprojektowany proces bezpowrotnej destrukcji wszystkich znajdujących się w środku elementów, albo przynajmniej jednego, za to kluczowego i nie do kupienia na rodzimym rynku. Wszyscy znamy takie historie:

“Urwał się Panu taki niebieski kabelek w samochodzie, pod maską, na prawo od akumulatora? Tak mi przykro, niestety cały silnik do wymiany. Z wałem korbowym, układem wydechowym i fotelem pasażera włącznie.”

“Więc mówi pani, że czajnik elektryczny działa, tylko trzeba pilnować i wyłączać po zagotowaniu wody, bo ten pstryczek nie odskakuje? Przykro mi, tego nie da się naprawić. Sugerowałbym wyrzucić czajnik, wypruć ze ścian instalację elektryczną, a dla pewności skuć i wywieźć fundamenty”.

“Telefon ma dopiero dwa lata i jeden miesiąc i generalnie nie może pan na niego narzekać, tylko głośniczek zaczął burczeć i nie słychać rozmówcy? No mógłbym wymienić, ale specjalny kabelek łączący ów głośniczek z resztą telefonu produkuje już tylko jedna firma, z magazynem w Kuala Lumpur. Koszt dostawy przewyższy wartość telefonu”.

Tak, zgadza się. Żeby rozwiązać problem dwóch nieaktywnych klawiszy, muszę zakupić CAŁĄ klawiaturę razem z nierozłącznie przyspawanymi do niej flakami elektronicznymi. Oczywiście za milion dolców. Widzę doskonale, przez półprzezroczystą materię syntetyczną, która pokrywa spód klawiatury, co powoduje blokadę przewodzenia impulsu – kurz i syf. Ale NIE MOGĘ się do niego dostać, by go usunąć, ponieważ wszystko jest zgrzane, zaspawane i sklejone na głucho. Jak oni to zrobili, że klawiatura wydaje się być szczelna niczym akwalung nurka głębinowego, a jednocześnie pod klawisze jest się w stanie zakraść kurz? I NIE MOŻE się w żaden sposób stamtąd wydostać? Ano zrobili to naumyślnie, a inżynier-wynalazca tego patentu pewnie dostał fajną premię.

Drodzy Klienci, kochamy Was CIULE :)

A skąd tytułowy cmok w worek? Ano stąd, że dziś zepsuł się nasz hydrofor, zalewając piwnicę. Był już na niego czas, bowiem kilka miesięcy temu upłynął okres objęty gwarancją…
W hydroforze jest taki gumowy worek, który napełnia się wodą. Nie będę Was zanudzać szczegółami, dość powiedzieć, że dopóty worek wodę trzyma, dopóki mu się dziurka na zgrzewie nie zrobi. Od dziurki do korozji, a potem do wycieku i tak oto nie ma się mycia, z toalety korzystania, garów zmywania, i innych hydrofanaberii.

Pocałuj pan żabkę w łapkę
a hydroforek w worek
twarz se pan umyj w kałuży
a w tyłek wsadź pan korek.

Oczywiście firma produkująca te hydrofory ma w swej ofercie handlowej również ów nieszczęsny worek. Co, jak dziś stwierdził mój mąż, od samego początku dawało do myślenia :)

Po prawej błękitny sprawca nieszczęścia, po lewej Rosoły przy śniadaniu:
hydrofor

2 thoughts on “Możesz się pan cmoknąć w worek, czyli jak nas robią w… konsumenta

  1. Lena 19/08/2014 at 20:59

    Tu byłem, tylko już nie mam siły komentować, ale Panią lubię czytać, że hej. No i luj, doczytam wszystkie posty do początku bloga, cydr z miodem sobie otworzyłam. Na nic zapewnienia, że reszta zostanie do przeczytania na jutro.
    Lena

  2. KaLorka 29/10/2014 at 03:41

    Na dziś dość.. Twoje posty trzeba sobie dawkować jak dobre wino. Po kieliszku. Dobranoc

Dodaj komentarz

Podpis *
Email *
Witryna internetowa