Mam wiadomość złą i złą, czyli zimno, do dupy i źle, a nawet makabrycznie

Jeszcze kilka dni temu było tak:

kwiaty czarnego bzu kwiaty czarnego bzu 2

A dzisiaj? Co za parszywy dzień. Dwanaście stopni i pada od dwunastu godzin. Koziołki bardzo niepocieszone, próbują rozmontować nową ławkę w koziarni, a Bożena z nudów zagryza kostkę solną na śmierć. Od samego rana było zresztą cudownie…

Budzi mnie krzyk jastrzębia. Otwieram na próbę jedno oko, na budziku piąta dwadzieścia osiem, zamykam oko, a jastrząb dalej się drze. “Iju, iju, iju!”. Jakiś walnięty w głowę ten jastrząb, myślę sobie, i o co mu w ogóle chodzi z tą syreną alarmową o wpół do szóstej nad ranem? “Iju, iju, dam ci po głupim ryju”, myślę coraz bardziej rozeźlona, ale już wiem, że nie ma co udawać – muszę wstać, bo i tak nie zasnę. Człapię więc w kierunku kuchni, omijając ostrożnie martwe jeszcze o tej porze ciała trzech psów (Laser oczywiście pod kołdrą i ani drgnie), i wtedy dociera do mnie, że to właśnie w kuchni jest ów w dekiel walnięty jastrząb, bo “iju, iju!” dobiega wyraźnie zza kuchennych drzwi, a przecież w kuchni powinien być nie jastrząb, tylko Puma, która teraz tam mieszka, bo się nienawidzą z Jałowcem, a Jałowiec z rodziną została przeniesiona do mnie… Rany boskie – PUMA!

Wpadam do kuchni i od razu dostaję w łeb wiadrem z gruzem i kostkami lodu. Puma? Nie, z Pumą wszystko w porządku – śpi sobie zadowolona, denkiem do góry, w kartoniku na pięterku (tym na siatki foliowe), a jakiś metr pod nią, na zimnej, kuchennej podłodze, leży mokry, drący się wniebogłosy kociak. Tu i ówdzie linoleum upstrzone jest kropelkami krwi i kałużami innych porodowych wydzielin. Robię trzy susy do dyspensera ręczników papierowych, i wtedy zauważam drugie kocie ciałko, zaraz przy kuchence gazowej. Ciałko nie robi “iju, iju!”, gdyż jest jak najbardziej martwe, porzucone z kawałkiem jakiegoś mięsa na drugim końcu pępowiny. Serce zwija mi się w trąbkę. “Puma, coś ty narobiła, coś ty narobiła…” – jak robot wyciągam płachty ręcznika, przykucam przy tym żywym jeszcze stworzeniu i delikatnie osuszam, chcąc jednocześnie ogrzać go w dłoniach, bo jest potwornie zimny. Zimny jak ta nasza podłoga, która nawet latem się nigdy nie nagrzewa. Myślę gorączkowo – co teraz, co teraz!?, odruchowo rozglądając się wokół, i wtedy trzeci cios w nieprzytomny łeb – jeszcze jeden kociak, przy lodówce w kącie spiżarni. Bez życia.

Podkładam z grubsza wytartego kociaka Pumie do kartonika, Puma patrzy na niego zdziwiona i wyskakuje z pudełka jak dźgnięta widelcem. “Nic z tego nie będzie”, myślę spanikowana i gardło mi się ściska, bo mały nadal wyje jak syrena alarmowa, przywołując matkę, krzycząc że mu zimno i że w ogóle do dupy jest ten świat, a ja NIE WIEM CO ROBIĆ. Rozpęknięty na tysiąc kawałków łeb myśli nawet przez chwilę o mikrofalówce (omatko, nie że ugotować, tylko pod grill na chwilę wsadzić, żeby ogrzać, ale wiem, WIEM przecież, że to kretyński pomysł), i w końcu jakimś cudem – TERMOFOR! Przecież mam stary, gumowy termofor. Czajnik z wodą na gaz, termometr serowarski w dłoń, podgrzewam wodę (ile stopni? ILE STOPNI? Nie ma czasu na grzebanie w powolnym internecie; uznaję, że trzydzieści osiem będzie całkiem w porządku), wlewam w gumowy worek i mały jastrząb już leży, brzuchem do ciepłego, i w pół minuty się uspokaja. Muszę zrobić sobie kawę i pomyśleć. Muszę umyć tę cholerną podłogę, zanim sama wywinę orła na tych mokrych plamach.

Kawa, mop, wycieranie do sucha na kolanach i zaglądanie we wszystkie kąty, w które mogła się wcisnąć wyrodna matka i zostawić tam po sobie jeszcze jedną pamiątkę. Pamiątek brak. Młody jastrząb tylko popiskuje z cicha. Termofor nadal przyjemnie ciepły, Puma łasi się do mnie, nie zaszczycając dzieciaka nawet spojrzeniem. Co teraz? Już widzę siebie, jak dziesięć razy dziennie zmieniam wodę w termoforze i karmię tego chomika z pipetki, masując brzuszek opuszką małego palca, bo to przecież takie kurwa małe. I czym niby ja go będę karmić – kozim mlekiem? Przecież to się posra, to małe, piszczące, nieporadne coś. W lecznicach pewnie mają pokarm zastępczy dla małych kotków, ale czy on nie zdechnie, zanim ja zdążę obrócić do miasta i z powrotem? I w ogóle co z niego wyrośnie, tego dziecka termoforu? I wtedy myśl nie tyle genialna, co desperacka – Jałowiec. Nie w sensie, że wydoję Jałowca, tylko… może weźmie tego małego? Zabieram ostrożnie rozpłaszczonego jastrzębia z ciepłej powierzchni termoforu, na co on od razu w ryk. Niosę ostrożnie do mojego pokoju, gdzie Jałowiec, w swojej nowej budce na piętrze, już patrzy czujnie w moim kierunku, nastawia uszu, a oczy robią jej się wielkie jak księżyc w pełni. Chwila wahania. Bo co jeśli ona go zwyczajnie zamorduje?

Mały wrzeszczy jak opętany (serio, dzieciaki Jałowca tak się nie darły, gdy matka w kilka godzin po porodzie poszła na pół godziny odpocząć gdzie indziej i pomiziać się z Atosem), Jałowiec już wyszła z budki i z naprężonym, drżącym ogonem obwąchuje moją lewą dłoń – tę, która nakrywa małego jastrzębia leżącego w dłoni prawej – i spogląda mi w oczy twardym spojrzeniem z gatunku nierozszyfrowanych. To może być: “zajumałaś mi dzieciaka, wywłoko?!”, ale może być również: “zwariowałaś? Obcy element mi do gniazda znosisz?!”. No więc waham się jeszcze pół sekundy, ale raz kozie i chomikowi śmierć – odchylam w bok lewą dłoń, Jałowiec nie waha się ani chwili, łapie kociaka w zęby (a ja już mam zawał), wciąga do swojej budki i… Wylizuje pospiesznie i z wielkim oddaniem, a za chwilę zgarnia łapką pod siebie. I znów spogląda mi twardo w oczy, i tym razem wiem, co mówi: “Ty to jednak jebnięta jesteś, złodziejko, i masz szczęście, że oddałaś”. Się normalnie prawie poryczałam.

A wieczorem cała sprawa się rypła i – wybaczcie – szlag trafił szczęśliwe zakończenie. Mały jastrząb jednak nie przeżył. Zaglądałam do budki Jałowca niezliczoną ilość razy. Widziałam, że mały ssał i nikt się go nie czepiał (dzieci Jałowca nadal są na etapie rozwoju, który można skwitować krótko: “kim jestem? Nieważne, ciepło i mleczko, mleczko i ciepło, idę spać”). No więc nie wiem, czy zbyt długo leżał na zimnej podłodze, czy może Puma urodziła go w kartoniku na piętrze i z niego wyrzuciła, a może urodził się jakiś wadliwy. Do Pumy absolutnie nie mam żadnych pretensji – nie wiem w jakim jest wieku, ale pisałam Wam, że bardziej martwię się właśnie o nią, niż o Jałowca. Puma jest drobniutka, wygląda na młodszą od Jałowca, a już doczytałam w internecie, że młodym kotkom zdarza się odrzucić cały miot, no i przez większość żywota karmiona była trocinami. Do jej poprzednich opiekunów też nie wiem, czy mieć pretensje – lubili tę kotkę, zrzucali się na żarcie, a że to była płyta paździerzowa w granulkach? Cóż, reklama w telewizji zapewne twierdzi, że właśnie to kupowałyby koty, gdyby miały kartę MasterCat, albo coś w tym stylu. Za to Jałowiec zaskoczyła mnie swoim oddaniem wobec obcego kociaka i nadal coś mnie ściska w okolicy śladów po półpaścu, gdy sobie przypomnę to jej spojrzenie, i pośpiech, z jakim wylizywała małego jastrzębia.

Puma przespała prawie cały dzień na krześle w kuchni, robiąc sobie krótkie przerwy na toaletę, potem najadła się, popiła, i właśnie przyszła do mnie na łóżko. Popiskujące od czasu do czasu z budki Jałowca dzieciaki nie robią na niej najmniejszego wrażenia, więc przynajmniej nie martwię się, że ona czegoś żałuje, czy za czymś tęskni. Teraz, mam nadzieję, odkarmi się zdrowo i wyrośnie na dużą, piękną kocicę. Albo zostanie małą, piękną kocicą. Wszystko jedno, Puma to bardzo miły i bystry kot.

stara wiedzma i kot

Tak jakoś wyszło, że na tym zdjęciu wyglądam jak stara wiedźma. W odróżnieniu od innych zdjęć, na których wyglądam jak stary chłop. A w kwestii kotów to jeszcze poczuwam się do wyjaśnienia, że ja ich do końca nie rozumiem, i na pewno nie mam zadatków na typową “cat person”. Przez większość życia miałam tylko psy, a później kozy, ale lubię i szanuję moje koty, nie oczekując zbyt wiele w zamian, a jeśli one od czasu do czasu chcą okazać mi coś w rodzaju cieplejszego uczucia, to spoko, biorę i o nic nie pytam. Koty wydają mi się mało rozmowne, a ja lubię sobie ze zwierzakami pogadać i wszystko dokładnie powyjaśniać. Puma łazi za mną jak pies i lubi zasnąć wtulona w moją szyję, ale NIC NIE MÓWI, więc nie wiem, czy to prawdziwa miłość, czy może jestem dla niej jedynie wystarczająco ciepłym rekwizytem (a przecież do psów się tulić nie będzie, bo nie zna zbyt dobrze tego narodu i nie ma do niego zaufania).

No i taki to był poniedziałek, a teraz jest wtorek i idę spać, żeby o wszystkim na chwilę zapomnieć.

PS. A druga zła wiadomość jest taka, że małżonek już nie ma pracy.

PPS. Pacanek i Andrzej nadal chodzą bez kolczyków i rozważamy porwanie młodego anestezjologa z najbliższego szpitala (młodego, bo młody lepiej zniesie cios w potylicę, kneblowanie, i podróż w worku obwiązanym sznurkiem), który za grzeczną namową znokautuje nam na chwilę tych dwóch delikwentów. Lepszego pomysłu nie mamy.

259 komentarzy

  • Lidka

    Ale sie u Was podzialo, oj podzialo… Nadrabiam wszystkie zaleglosci. Ztesknilam sie bardzo. Az do lez. Pozdrawiam.

    • baba aga

      Lidka???? To naprawdę Ty??? Co u Ciebie???

      • Lidka

        Czesc, Babo Ago i Kozy i Kochany Kanionku! Wydarzylo sie sporo nowego i u Was i u mnie. Choroby moje. Choroby Rafala. Choroby psie i kocie. Brak pracy. Za duzo pracy. Pare zgonow w rodzinie i nowy choroby. Nie mialam glowy do odwiedzania Kanionkowa i nie mialam serca nikogo zanudzac moimi problemami. Moje mysli byly gdzie indziej. Na pewno znacie uczucie , ze “czytam, a nie wiem CO czytam”. Nie chcialam tak nieobecnie czytac wpisow Kanionka. Jestem juz prawie na finiszu z czytaniem komentarzy, ktore kocham czytac. I jestem tutaj. A Kanionku , Ty jak zwykle sliczna na zdjeciach! Bardzo sie stesknilam za wszystkimi. Goraco sciskam i pozdrawiam.

        • Kachna

          Lidka – ścisk i przytulak bardzo mocny!!!!
          Najmocniejszy.
          A ścisnąć umiem…..

        • Ola

          Hej hej Lidko :)

        • baba aga

          No to Was przeczołgało, mam nadzieję, że wyszliście z tego silniejsi. Jak piesa? Trochę Ci zazdroszczę czytania zaległości w jednym ciągu. Trzymaj sie, ściskam.

          • Lidka

            Dziekuje bardzo! Piesa jak w powiedzeniu: prowadzil slepy kulawego. Kot jeden ma kamienie w nerkach, a drugi cukrzyce. Nie moge uwierzyc i nie moge sobie wybaczyc, ze do tego doprowadzilam.

          • Lidka

            A zaleglosci bylo czytac CUDOWNIE!!!

          • kanionek

            LIDKA :)
            Że też po tym wszystkim pamiętałaś jeszcze o jakimś Kanionku…
            A ja w niedzielę myślałam o Tobie – jakoś ni z gruszki, ni z rzepy przypomniałam sobie, że miałaś ode mnie dostać talizman z puklem Andrzeja, i że może brak talizmanu sprawił, iż coś złego się wydarzyło i dlatego Ciebie wciąż nie ma. Muszę ci naprawdę zrobić ten talizman, choćby był brzydki i dziwny (bo ja ładnego ani normalnego to chyba nie umiem), żeby mnie już takie myśli nie prześladowały ;)
            Buziaki dla Ciebie i Waszej rodziny od nas wszystkich!

        • ciociasamozło

          Cześć Lidka! Dobrze Cię widzieć (czytać?).
          Takie niby “zwyczajne” życie ze wzlotami i upadkami potrafi człowieka przeczołgać bardziej niż wyprawa dookoła świata. I zawsze jakoś tych upadków wydaje się więcej :(

          • Lidka

            @ciociasamozlo, dziekuje, kochana jestes! Nie bylo dnia, zeby nie myslala o Was wszystkich.

        • zeroerhaplus

          No to niech już dalej będzie dobrze :))
          Zdrowia życzę :D

          • Lidka

            @zeroerhaplus, dziekuje. Mam nadzieje, ze to juz koniec tych dolow w moim zyciu.

  • paryja

    Natura, taka jej mać!
    Ale zwykle wie co robi.

    • kanionek

      No niby tak…
      Dzisiaj, gdy patrzę na Pumę, to sobie myślę, że jednak dla niej to lepiej, że wyszło jak wyszło. Ona NIC nie waży, teraz gdy już “pozbyła się” balastu. Wszystko, co u nas zeżarła (a Puma i Jałowiec nie mają jeszcze limitu na żarcie, bo są młode, więc jedzą ile i kiedy chcą) władowała widać w te dzieciaki. Gdyby miała je jeszcze karmić przez wiele tygodni…

  • Monika

    1. Przykro, Natura taka jest. Ona wie, dlaczego nie pozwoliła Pumie wychować kociąt. Jednak bardzo przykro.
    2. Reakcja mojej mamy, która zaglądała mi przez ramię, gdy czytałam wpis i zatrzymałam się przy zdjęciu Kanionka: “O! Jaka ładna dziewczynka”
    3. Jeśli chodzi o pracę to… jasna cholera, znowu! Przerabiamy to co jakiś czas. Może nasze Męże powinni założyć jakąś firmę – na przykład “Zwalniani do wynajęcia” lub “Inżynierowie do wydojenia i wyrzucenia”.
    4. Pozdrawiam całe Kanionkowo, wszystkie Kozy i kozy. Buziaki.

    • kanionek

      „O! Jaka ładna dziewczynka. A to paskudne coś, na czym siedzi, to kto?” :D

      No niby już jest taka firma “zwalniani do wynajęcia”, nazywa się Urząd Pracy. Muszę Wam kiedyś zrobić zdjęcie tablicy ogłoszeń naszego PUP, to wystarczy za cały zeszyt dowcipów szkolnych ;)
      Kozy i gęsi pozdrawiają i Ciebie! (nie mogę jakoś przekonać małżonka, że Meliny są fajne. Ja je bardzo, bardzo lubię, i wiem, że są towarzyskie, i że gdy rano lecą z wrzaskiem przez pół podwórka, to na powitanie i z radości, że człowieka widzą, ale małżonek jakoś tego nie docenia i wciąż pyta: “czy one muszą się tak drzeć”? A one po prostu wylewne są i mają serce na dłoni, czyli na skrzydle).

  • sunsette

    Kanionku… Zrobilas, co moglas, natura wie ponoc lepiej. I tak przykro, ale coz… moze kociatko bylo za slabe, a Puma niedorosla… Za to Jalowiec – co za super kotka! Trzymajcie sie i nie dajcie sie (Maly Zonek rozkreca juz ten biznes koszulkowo gadzetowy moze?)

    • kanionek

      Ten biznes koszulkowy to tak raczej dla Was, niż dla nas, bo na sprzedaż setek tysięcy sztuk chyba nie ma co liczyć ;) Chwilowo został odłożony na niższą półkę, bo teraz małżonek nadrabia zaległości w naprawianiu tego, co zepsute, oraz w gałęziówce – zaklepaliśmy sobie zakup tych wszystkich śmiesznych gałęzi i cienkich drzewek, co je pilarze od kilku tygodni wycinają na zachód od koziarni. Na tapecie jest również kwestia Patronite, w tym tygodniu musimy jeszcze przywieźć tonę owsa od nowego dostawcy, i tak dalej, i tak w kółko… Ale się doczekacie, tylko jak zwykle później, niż nam się wydawało :)

  • sunsette

    Aha, jeszcze co do kotow- moja jest rozmowna, wiec to sprawa indywidualna;)

    • Lidka

      Sunsette, moje tez gadaja. W tej chwili moja koci, Baby bardzo glosno dyskutuje na balkonie. Z wroblem.

      • sunsette

        Moja dla ptaszkow ma nawet przeznaczone specjalne narzecze (kocioptasi?) – doslownie tiutia do nich, a najpiekniej gdy sa szczegolnie niedostepne (wysoko lub za szyba). Ze mna rozmawia zupelnie inaczej oczywista. Dialog prowadzimy jak nic, z tym, ze ja sie domyslam, o co jej chodzi, a ona moze rozumie, o co mnie chodzi;)

      • mitenki

        I mój kot z tych gadających. Co i rusz przychodzi i mówi: “zajmij się mną, nudzę się”, albo “dość komputera, idziemy spać”, albo “czemuś mi zamknęła balkon wstręciucho” :D

        Lidka, miło Cię widzieć :))

        • Lidka

          @mitenki, dziekuje. Ciesze sie, ze jestes.
          Kotu gada inaczej do mnie/ze mna, a inaczej ze swoim “rodzenstwem”. A juz absolutnie innym tonem prowadzi konwersacje z Rafalem. Nie musze dodawac, ze moja osoba wtedy nie istnieje. Tylko oni w swoim swiecie…

  • diabel-w-buraczkach

    o rany… no i co tu Ci powiedziec, stara wiedzmo kochana w domku w kolorze majtkowej zólci (pamietasz dyskusje o kolorach?;)… Moze to, ze i tak wymiatasz, Wielki Kanionie!
    A kolezanki maja racje z ta natura, Puma pewnie nie bylaby w stanie po prostu ich wykarmic, dlatego ten zupelny brak instynktów opiekunczych. Choc poranek byl zapewne mocno chujowy. No i praca malzonka :/ ….. Ale i to sie ulozy, zobaczysz.
    Sciskam was wszystkich, tych dwu- i tych czteronoznych :*

    • kanionek

      Poranek był naprawdę chujowy, masz rację. Już się przygotowałam mentalnie na cyrk, jaki się zrobi z tego domu, gdy te “fpizdu małych kotków” zacznie dorastać i rozłazić się po kątach, ale na takie coś nie byłam gotowa. Czytałam wiele razy o kozach, które odrzucają swoje młode, i wydawało mi się to niemożliwe i straszne, ale i na taką ewentualność teraz muszę być gotowa. Z tym, że małego koźlaka wiedziałabym jak ogarnąć, a tu byłam jak ryba bez roweru. Wyrzucona na piach.

      Myślę, że ona dałaby radę wykarmić młode, bo jest u nas już te pięć czy sześć tygodni i wie, że żarcia nie brakuje, nawet gdyby miała jeść non stop. Myślę, że ona mentalnie nie była gotowa na macierzyństwo, no ale co tu gdybać, gdy już po rybach.
      My Ciebie też ściskamy (i zaglądamy i podziwiamy nowe rysunki, tylko zawsze w pośpiechu…) :-*

      PS. Oczywiście, że pamiętam o tych kolorach, co to o ich istnieniu nie miałam wcześniej nawet żółtawego pojęcia!

      • Magi

        Dzień dobry. Ja tu pierwszy raz, ale czytam z zapartym tchem i rechotem i łzami na przemian. Podziwiam Cię Kobieto przez duże K (Kanionku) i pragnę w jednej kwestii uspokoić, kotka odrzuca kocięta, których w 90% nie można uratować, bo coś jest z nimi nie tak. Nie przeżyłyby, albo chorowały przez całe krótkie życie. Jałowiec zaś, jest cudownym przykładem kociej mamy.
        Miód, gorycz i sól życia Twojego i całej Twojej arki jest niezwykła. Dziękuję Ci za to.

        • kanionek

          O, dziękuję, Magi :)
          Jałowiec to jest teraz kocica pełną gębą, zrobiła się lśniąca i “tłusta” (nie, żeby miała nadwagę; po prostu taka jest… kształtna i ładna), nawet oczy ma bardziej zielone, za to Puma wciąż wygląda jak kot z pocztówki. W sensie, że jest płaska jak pocztówka. Nic nie przybiera na wadze, wygląda jak młody szczupak, za to zwinna jest niemożliwie (i wciąż uparcie “poluje” na kury, które raz po raz zawału dostają), i tylko te zapadnięte boki…
          Myślałam, że to może wina zarobaczenia, bo Puma tabletki nie zeżre, więc przy ostatnim odrobaczaniu całego psiego i kociego towarzystwa ona i Jałowiec się wykręciły z terapii. Ale Zerojedynkowa podarowała nam, między innymi, specyfik o nazwie Broadline, przeciwko robakom, taki w płynie do aplikacji na grzbiet (Puma ledwie się załapała, bo waży akurat 2,5 kg, a to dolna granica masy kota wg ulotki), no i niczego to nie zmieniło (choć teraz przynajmniej wiem, że nie ma robali). Tak poza tym, że wygląda jakbyśmy ją głodzili, to nic jej nie jest – nadal wszystkim w lampę daje bez pytania, terroryzuje podwórko i skacze nam, człowiekom, znienacka na plecy. Typ chuliganki po prostu ;)

  • myślę sobie, że pewnie natura tak to zaplanowała, że jeśli nie ma fizycznych możliwości odchowania miotu, to wyłącza instynkty macierzyste i już. w przyrodzie zawsze stworzenie, które już jest odchowane ma większą “wartość” dla gatunku – dlatego najwyższa jest śmiertelność wśród najmłodszych egzemplarzy. ale to marna pociecha – przytulam i pozdrawiam, Kanionku. Małego Żonka też.

    • kanionek

      Dziękuję, Wersjo :)
      Już się trochę otrzepaliśmy z tych wrażeń, a mnie cieszy, że sama Puma czuje się OK i ma dobry humor. Tylko teraz jeszcze częściej zaglądam do budki Jałowca, sprawdzam czy aby na pewno wszystko w porządku, rozumiesz… A za kilka tygodni będę się denerwować, gdy one zaczną wyłazić i łatwo będzie na nie nadepnąć… Ale czy ja się kiedykolwiek w życiu nie denerwowałam? ;)

  • zerojedynkowa

    Nie zazdroszczę przeżyć i doskonale rozumiem Twoją galopadę myśli. Też tak mam w stresujących sytuacjach. Szkoda kociaków, ale … może to i lepiej?
    A Jałowiec ma ode mnie worek dobrej karmy. Za wzorową postawę Matki Kotki.
    U mnie Duśka nie gada, nawet nie miałknie, za to z Gizmem toczymy zażarte kłótnie o to czy może być na stole czy nie. Pyskuje, skubaniec jeden. Ale i tak go kocham :)
    Trzymam kciuki za lepszą pracę dla małżonka.

    • kanionek

      Dzięki, Zerojedynkowa :)
      (Jałowiec mówi, że worek karmy to ona ma, a nawet dwa. Ale chętnie przyjmie dostawę ptasiego mleka, pieczonych skowronków i tuńczyka nadziewanego myszami. Masz takie coś?)

  • ng

    Ależ fatalny poranek! Żniwo śmierci u Ciebie jakby ostatnio obfite. Współczuje i poklepuję Cię po plecach. A kociaki może za słabe były, żeby przeżyć – COKOLWIEK byś robiła. Skoro Puma to taki cherlak, to musi być przyczyna. Bo jak widać, w nawiązaniu do ostatniej dyskusji w komentarzach, to nie wiek, ale stan zdrowia ma znaczenie u kotki.

  • ng

    A i jeszcze zapomniałam dodać, że u mnie wszystkie koty to gaduły. Miauczą głośno i odpowiednio do sytuacji. Inaczej jak są drzwi zamknięte, a chce wyjść, i zupełnie inaczej jak wysiadam z samochodu, a Felix leci z ogonem jak antena, żeby mnie przywitać.

    • kanionek

      No tak, moje też coś tam niby gadają, ale głównie wtedy, gdy czegoś chcą (“otwórz mi okno, wychodzę”, “spójrz na mnie, umiem fikołki”, “idź stąd, tropię jaszczurkę”), a jak im się znudzę, a szybko im się nudzę, to się odwracają ogonem i idą gdzie chcą ;)

      Tak, Puma jest ogólnie zdrowa i wesoła, ale po porodzie znów zrobiła się dwuwymiarowa jak znaczek pocztowy i lekka jak kłaczek kurzu. A tych żniw śmierci to już mam serdecznie dość. Jak już zrobię talizman dla Lidki, to i sobie jakiś strzelę na wszelki wypadek. Miejmy nadzieję, że tylko połowa roku taka, a ta druga będzie lepsza :)

  • baba aga

    Pidziwiam Cie Kanionku za ten brak żalu do Pumy, jesteś niesamowita. Zrobiłaś wszystko co było możliwe, teraz daj sobie czas, bo to na pewno boli. Trzymaj się mocno!!! A mały żonek teraz na pewno znajdzie fajną pracę.

    • kanionek

      Niee no, serio, ona nic temu nie winna. Może gdyby była ogólnie wredna z charakteru i oziębła jak kurza tuszka w chłodni, ale Puma jest ufną (wobec ludzi), miłą i bardzo przywiązaną kotką. Prawie jak pies :) Wyobrażam sobie, że była przerażona tym, co się z nią działo, i wielka szkoda, że wypadło jej rodzić w środku nocy, bo może gdybym była przy niej… A może gdyby ciocia miała wąsy i tak dalej.

      • baba aga

        No wiesz, ja wiem co mówi rozsądek, ale u mnie by chyba wygrały emocje i strzeliłabym focha na zasadzie zejdź mi z oczu, przynajmniej na godzinę i za to właśnie Cię podziwiam.

  • RozWieLidka

    Ech życie… Ale za to, przynajmniej, nie brakuje Wam wody :)

    • kanionek

      Wody to już nam chyba nawet nigdy nie zabraknie :) Wciąż mam jeden bardzo ważny wpis do zrobienia. O wodzie, w której palce maczała pewna Ewa :) No i nic więcej na razie nie powiem.
      A deszczówkę wciąż zbieram, dla zwierzaków, bo jakoś mi tej wody z nieba szkoda. No i po co ma się lać w ziemię pod drewutnią, prawda. A i kozy sobie z tych zbiorników pod rynnami korzystają.

  • Kachna

    Tak. To niestety normalne w naturze.
    Moja Buba raz porzuciła kocięta jesienią w liściach. Udało mi się uratować 2/5.
    Też spanikowałam, i…..schowałam kociaki, że tak powiem wprost pod sweter w okolice biustu…..
    Nie miałam komu podrzucić, ale udało się przekonać Bubę (długo…), że będzie ok, że to jeje maleństwa itp. Ja naprawdę do niej godzinę gadałam. Ale Buba miła już 2 lata.
    Także smutne – ale tak bywa.
    ……….
    Piękna etola – kotola Kanionku:)
    I Ty piękna – jak zawsze!

    • kanionek

      Dziękuję , Kachna, niech Ci będzie ;)
      Ja się czuję taka stara i pokrzywiona… Coś jak to drzewko głogu za koziarnią, któremu kozy skaczą po plecach. Prawdę mówiąc wolałabym WYGLĄDAĆ na sto lat, a czuć się na czterdzieści, ale widać musi być odwrotnie :D

  • Lidka

    A ja chcialam jeszcze zapytac o nazwe tej strony, z ktorej pomoca mozna oddac kociaki. Moj wujek z podkarpackiego ma nadprodukcje kotkow i biedak szuka sam dobrych ludzi, zeby futrzaki oddac.

    • Lidka

      Dzieki bardzo, ng!

    • Modra

      Ludzie! jest tyle bezdomnych lub zle zaopiekowanych kotow, włóczacych sie po miastach i wsiach, schroniska kotow pelne, ogloszen na stronach fundacji setki. Rozumiem sytuacje, jak ktos przygarnia kota z niewiadomego miejsca i taki kot jest ‘zaciazony’… Ale rozmnazanie kotow swiadome, to IMO bezmyslnosc i brak wyobrazni. Sorry za ostre slowo, ale wujkowi nalezy powiedziec, ze koty ma wysterylizowac/wykastrowac. A na stronach typu OLX czy Allegro nie nalezy kotow oddawac, bo nie wiadomo kto i po co kota bieze. Jeden taki mlodzian juz byl co koty z ogloszen bral i zadreczal. Prosze was bardzo o wieksza odpowiedzialnosc za te biedne stworzenia. A do mnie wlasnie ze wsi czwarty kot sie przyblakal :-( i nikt go nie szuka, bo nie ten to bedzie nastepny… A widze co dzien takie biedy przy drodze krajowej nr 7, biedne truchelka mlodych i glupich oraz doroslych kociakow, ktore stracily zycie zanim zdazyly sie nazyc.

      • Lidka

        Czesc, Modra- Wujkowi tlumaczylam juz ze sto razy. Przy sto pierwszym dalam se siana, bo mnie chlop znienawidzi, a poza tym co za gowniara jego starego ma pouczac. Taki klimat. Imam sie wiec wszystkiego. Poza tym i jemu tez ludzie koty podrzucaja.

        • Lidka

          A na marginesie – nie biore wujka strony, tylko mi zal i chce mu pomoc, a wujek naprawde dba o nie, bo sa dozywione i wesole, i podejrzewam zeby nie on, wyladowaly by jako roadkill, jak na drodze nr 7.

  • iwona

    Kocice, które odrzuciły miot już kilkakrotnie widziałam,. W różnym wieku i kondycji. Z jakichś nam nieznanych powodów, tak się dzieje i już. Jałowiec ma silny instynkt macierzyński i wychowałaby małego, gdyby było to możliwe. Moje dwie panny, też mają dzieci, różnica między miotami- tydzień. Stan na dzień dzisiejszy: wszyscy razem siedzą w jednym grajdole, bo starszaki już są mobilne i przeprowadziły się do młodszych, a matki się nie kłócą, komuna nooo…I, jak to mówią, jak nie urok to sraczka, szkoda, że Małyżonek bez pracy. Trzymajcie się.

    • kanionek

      No to masz wesoło :)
      Się trzymamy, na razie jeszcze optymistyczni, bo wrażenia świeże. Ja się cieszę, że te moje sery się sprzedają, bo dzięki temu zwierzakom na pewno niczego nie zabraknie, a my jakoś ramy dadę ;)

  • Lidka

    Nie wierze, w przeznaczenie, ale tez i parokrotnie udowadniono mi, ze moge byc omylna w temacie. Tak ze Maly Zonku, mysle, ze nie nalezy sie martwic brakiem pracy, bo nic nie dzieje sie bez powodu. A lepsza oferta czeka za rogiem i trzeba byc dobrej mysli.
    Co do Pumy to szkooooda mi. Mada Nejczer jednak ma swoje drogi korygowania nieprawidlowosci i wprowadzania rownowagi. Moze poprostu Puma byla za mloda, albo nie pewna swojego miejsca? Oj, naogladalam sie Avatara… :))

  • Ola

    Bardzo piękny film, z serii “Wypoczynek w ruchu” Kanionku. :) No i zdjęcie w królewskiej etoli – rewelacja!

    • kanionek

      Zdjęcie strzeliła mi znajoma, co przyjeżdża po jajka i ser, bo “nigdy czegoś takiego nie widziała” :D Puma naprawdę potrafi tak siedzieć na ramieniu jak sowa, a gdy się człowiek na dłużej w miejscu zatrzyma, to i zasnąć, jak na tej fotce. Fotka jest z 14 maja, tak przy okazji.
      A Atos dopiero niedawno opanował sztukę “rolowania” (w sensie – od wypadku) i teraz używa, ile wlezie :)

  • mp

    Kanionku, takie rzeczy się w naturze zdarzają i nie bierz wszystkiego na klatę, bo ze zdjęcia widać, że nie za szeroka, a sporo spraw na nią bierzesz… Zrób sobie codziennie “chwilę dobroci dla Kanionka”, czyli pół godzinki odpoczynku dla zdrowia i higieny psychicznej, bo łatwiej siebie zamęczyć, niż zbawić cały świat. A tak się składa, że wciąż temu światu jesteś potrzebna !
    A propos badziewnej kociej karmy- co zrobić, jak moje zarazy tylko Purinę dla kastratów poważają (Pumek jada jeszcze surowe mięso i oliwki, ale Milucha gardzi czymkolwiek poza tymi chrupkami) ???
    Mały Żonek z tego, co pisaliście, pracę miał taką, że gorsze warunki już chyba trudno byłoby komuś zaproponować, więc z pewnością znajdzie lepszą, i za to będę ściskać kciuki.

    • kanionek

      Ależ! Pół godzinki to owszem, na przykład teraz mam. O 22:05 wylazłam ze szklarni (obiecałam sobie, że w tym roku nie dam dupy i poprowadzę pomidory na jeden pęd, a nie na krzaki jak w dżungli, więc poszłam urywać te zbędne odrosty, no i podwiązać czterdzieści roślin. A że się okazało, że całe osznurowanie sufitu sparciało, to musiałam i to zrobić od nowa. I jeszcze dorzuciłam obornika siedem taczek, wykosiłam teren dookoła szklarni, żeby zielsko na zewnątrz pomidorom światła nie kradło, no i tak jakoś zeszłam z ostatnim żurawiem wracającym na noc na łąkę), umyłam włosy, coś tam, coś tam, i właśnie weszłam zobaczyć, co nowego na Kanionku ;)

      Ale z tą kocią karmą to ja miałam na myśli konkretnie łiskasy, kitikety i karmy z hipermarketów, bo one na pierwszym miejscu w składzie mają zboża (a wiadomo, że składniki wszystkich produktów spożywczych jest obowiązek podawać malejąco, czyli to, co na pierwszym miejscu, to tego jest najwięcej). Karmienie drapieżników zbożem to nie jest dobry pomysł (o, znów mi się Wąski przypomniał, co żarł parzoną śrutę zbożową i miał talię osy). Purina ma dwie, a może nawet trzy linie – tańszą, droższą, i być może weterynaryjną, ale dawno Puriny nie kupowałam i się nie orientuję. Żebyś nie myślała – u mnie też podstawą jest sucha karma, bo nie wyrobiłabym czasowo, ani pewnie finansowo, żeby dziewięciorgu futrzanych podawać mięso gotowane z ryżem i legendarną marchewką ;) Oprócz suchej dostają czasem serwatkę z koziego mleka (Kotek i Gamoń również kozie mleko, które kochają i mogą za nie oczy wydrapać; Puma, Panter i Jałowiec nie mają pojęcia, do czego jest mleko, więc obchodzą je szerokim łukiem), surowe ryby (głównie śledzie, ale i np. nieśmiertelne leszcze od Żozefin, której brat jest rybakiem i przywozi jej ogromne, przerośnięte, paskudne leszcze, z którymi ja potem siedzę i płaczę nad stawem), no i to, co sobie sami upolują. Na monotonną dietę raczej nie narzekają :)

      • mp

        Ogromne, przerośnięte, paskudne leszcze są najpyszniejsze ! Próbowałaś uwędzić ? Nawet skrobać nie trzeba, wystarczy wypatroszyć i nasolić.
        Tak jak wspominałam- Pumek je mięcho dodatkowo, natomiast Milucha chyba po prostu nie wie, że jest drapieżnikiem i suche jej wystarcza (z pewnością nie jest zabiedzona, bo waży 2x tyle, co Pumowaty, a futrem mogłaby obdzielić ze trzy koty- stąd zresztą jej imię, Milunia od milutkiego futerka, bo raczej nie od charakteru… Choć agresji w niej zero :-)
        Wy mi tu , Kanionek, nie ściemniajcie, że nocą wypoczywacie- te pół godzinki proponowane dla Kanionka to nie miało być wedle północy, jak pada na twarz ze zmęczenia, tylko bezczelnie zaanektowane w ciągu dnia , na posiedzenie z twarzą wystawioną do słońca (pal sześć zmarszczki, witamina D ważniejsza), z kawą wypitą osobiście (nie wspólnie z Laserem) itd.

  • Kania

    Co do pracy, to pewnie będzie ciężko znaleźć coś sensownego w okolicy. Ale jakaś praca zdalna albo dobry pomysł i wejście w jakąś niszę? Skoro z kozimi serami się udało… Taki zdolny człowiek powinien wykorzystywać swoje talenty. A może zrobimy burzę mózgów i uda nam się coś wymyślić ?(o ile oczywiście własna działalność wchodzi w grę)

    • kanionek

      Kania :) Kolejna zaginiona dusza się odnalazła :)
      Tak, działalność gosp. jak najbardziej wchodzi w grę. Najlepiej taka, która nie wymaga inwestycji na start większej niż 500 zł :D
      No i żeby zdążyła w trzy tygodnie od rozruchu zarobić kolejne 500 na ZUS…
      Czego my już nie wymyślaliśmy! W ub. roku PRAWIE weszliśmy w biznes typu “łopaty, widły i grabie”, ale znów po obliczeniach się okazało, że nie stać nas na zatowarowanie, a zanim sprzedamy tysiąc łopat to już ZUS wydrapie nam oczy ;)

      Ale może któraś z Was się orientuje, jak to jest z legalnością tzw. korepetycji, czy innych lekcji? Bo ja już co prawda nie mam na to czasu, ale Maestro mógłby uczyć gry na gitarze elektrycznej. Wiem, że chyba nikt w Polsce nie zgłasza, że daje korki, i tym samym nie rozlicza się z podatku itd., ale gdyby się chciało założyć taką szkółkę gitarową…?

      • buskowianka

        Hm. A dofinansowanie na start działalności gosp.? Fundusze euro to długie procedury ale i kasa większa, z PUP łatwiej, dają chyba do 20 tys. I to nie są jakieś legendy i baje, serio dają, byle mieć sensowny pomysł ;) Badaliście temat?

        • kanionek

          Badaliśmy, a jakże. O ile dobrze pamiętam, to żeby dostać takie dofinansowanie trzeba mieć trzech żyrantów o zarobkach powyżej 3500 brutto miesięcznie :) Przynajmniej w naszym urzędzie jest taki wymóg, i parę innych, równie zachęcających ;)
          I dopiero gdy się usiądzie przy sensownym biznesplanie, to widać, jak niewiele daje 20 tysięcy obwarowane setką “ale”, “pod warunkiem że” itd.

          • buskowianka

            To fakt, 20 k zł to nie majątek, chociaż to też zależy co się planuje zacząć. Zabezpieczenia, owszem, są wymagane, ale u Was z tymi zarobkami poszli ostro. Mnie się coś kojarzy historia o dwóch poręczycielach i kwota ich wynagrodzenia też była niższa, ale te ‘szczegóły’ to chyba każdy PUP może we własnym zakresie ustalać.

            Trzymam więc kciuki za nowy sensowny etat, już nie na czarno i nie w baraku.

      • A

        Wiekszosc daje koropetycje na ‘czarno’ ale znam i takich co daje ‘legalnie’ . Z tego co wiem placa jakos tak ryczalt… Mozna zapytac w urzedzie skarbowym (nie wszyscy tam gryza, czasami naprawde traktuja czlowieka po ludzku)
        Powodzenia
        PS
        ciekawe gdzie mi ten komentarz wskoczy
        PPS
        Kanionku, uwielbiam twoje porownania!! Skad Ty czerpiesz inspiracje :-D

      • Kania

        Ja czytam wszystkie posty i komentarze, ale pisać nie lubię, więc odzywam się rzadko. I kibicuję wam bardziej niż naszym na Euro:)

  • ciociasamozło

    Kanionek w kołnierzu z naturalnego futra!? Nieźle się niektórym powodzi ;)
    Może zrób dla Pumy półeczkę na wysokości swojej talii, żeby Ci dogrzewała okolice popółpaścowe?
    Rolowanie Atosa – super!
    Przeżyć skoro świt nie zazdroszczę :(
    Pomysł na “korki z gitary” bardzo mi się podoba, chyba można zacząć bez zgłaszania (zwłaszcza jak się jeździ do klienta, a nie przyjmuje w domu czy w jakimś domu kultury). A właściwie to może jest w B. jakiś dom kultury i na zasadzie (na początek) umowy o dzieło, czy zlecenia Małyżonek mógłby w nim poprowadzić zajęcia? Zarobek żaden, ale zawsze reklama :)

  • ciociasamozło

    Ha! właśnie dostałam paczkę! I zaraz ją otworzę. I najpierw ponapawam sie zapachem świeżej słomy a zaraz potem będę się delektować serami Kanionka :)
    Mniam.

    • Ynk

      Tak, słoma, tak :-) Już prawie miesiąc minął odkąd odebrałam serową przesyłkę. Po serach ani śladu, a karton ze słomą stoi. Stoi i pachnie (słomą), i złoci się. I jakoś nie umiem się go pozbyć ;-))

  • MagaZ

    Kanionku jeśli płacisz KRUS to możesz prowadzić małą działalność gospodarczą nie związaną z rolnictwem, składka będzie wtedy trochę wyższa . Osobiście znam 2 budowlańców prowadzących tak swoje firmy . Trzeba by tylko zorientować się w Urzędzie Skarbowym czy są jakieś ograniczenia odnośnie rodzaju działalności . Może to jest wyjście. . Masz męża złotą rączkę i to może być prawdziwy skarb .

  • Lidka

    Talizman to ja poprosze zaraz i natychmiast. W ogole to “upersonalizowalam” Twoje kozy – mam nadzieje, ze takie slowo istnieje- i juz nie ma dla mnie KOZA tylko jest imie i OSOBA zakleta pod tym imieniem. Np fotke Andrzejka mam jako wygaszacz ekranu. Kolezanka ze zdumieniem w oczach zapytala, ze niby what the hell is that?! A goat? -Nope. Andrzej!

  • Lidka

    Jakbym byla blizej tez bym sery od Ciebie kupowala… A na razir zadowalam sie tymi z Wisconsin.

    • Ania W.

      Od Amiszów? Bo właśnie wakacjuję w mieście znanym z przydomka “wietrzne” i już kilka razy w rozmowie przewijał się wątek jajek od Amiszów z Wisconsin. To może i sery robią…?

      Kanion – wspieram Cię duchowo mocno. Paskudnie w tej naturze czasem się dzieje i nie ma na to mądrych.

      • Lidka

        Prawde mowiac, nie orientuje sie czy sa jakies wsie Amishowe w Wisconsin, ale na pewno sa w Pennsylvania.
        Witam w Windy City! Mam nadzieje, ze upal, wiatr, wysoka wilgotnosc i zagrozenie tornadem co drugi dzien Ci nie przeszkadzaja? Sciskam mocno.

        • Ania W.

          A dzięki :)

          NIe, nie przeszkadzają mi te wszystkie kwestie :), bo upał kocham, wilgotność mi nie przeszkadza, a tornado widziałam tylko na filmie :). Odściskuję jeszcze mocniej, żałując, że już w sobotę wracamy do PL.

          • Lidka

            @Ania W.
            Szkoda, ze juz wracacie. Wielkie Swieto mamy w poniedzialek, a w srode zaczyna sie coroczny festyn Taste of Chicago.
            Mam nadzieje, ze sporo zwiedziliscie i mialas szanse zanurzyc stopy w jeziorze?

  • Ajka

    Kanionku, nie miałaś gdzieś w rodzinie cioci Halinki z Sopotu? No jesteś niesamowicie podobna do mojej cioci Halinki. Już wcześniej to zauważyłam, ale na tym zdjęciu szczególnie widać podobieństwo. Niestety nie posiadam zdjęcia cioci w swoich zasobach do porównania… :(

    • Ania W.

      Ajka mi zwinęła “odpowiedz” – ale ja do Lidki :)). Sporo zwiedziliśmy i jeszcze dzisiaj kolejne fajności przed nami. Być tu na wakacjach jest naprawdę fajnie!

  • mały żonek

    Drogie Panie, dziękuję za wsparcie, ale wiele różnych wariantów było branych pod uwagę i niestety wszędzie są kłody rzucane pod nogi…lub sam nie posiadam dostatecznych kompetencji. Kiedyś było łatwiej z PUP, później zmienili przepisy. Miałem pomysł, by spróbować ze swoimi wynalazkami elektronicznymi – kłania się kwestia certyfikatu CE i pokrewnych (kosztowne, czasami bardzo). Przepisy są ułożone pod duży biznes i ten, kto nie próbował, nie zdaje sobie sprawy do jakiego stopnia są obecnie wspierane duże podmioty poprzez takie właśnie wytrychy prawne, których “garażowiec” zwyczajnie nie uciągnie, a z jakością czy bezpieczeństwem użytkowania niekonieczie mają wiele wspólnego, wbrew pozorom. No i oczywiście ZUS, zabójczy dla początkującego. Obawiam się, że przez długi czas moja stopa zwrotu byłaby poniżej zera, a na to mnie nie stać…i tak pewnie ma być. Jak chcecie, mogę napisać cały elaborat ze statystykami przeżywalności startupów o różnym poziomie kapitalizacji na terenie US i UE. Nie chcę działać “na lewo”, bo za tzw. wypadki z prądem kończy się w pudle i/lub z bardzo dużymi grzywnami i jest to zupełnie bez znaczenia, że użytkownik np. poszedł z urządzeniem pod prysznic. Certyfikatu nie ma – dziękuję, winny (mniej lub bardziej). Pozostaje mi: trwała emigracja (wewnętrzna lub zewnętrzna), rozwijanie obecnego przychówku, działalność artystyczna, złodziejstwo we wszelakiej postaci. Na KRUSie nie jesteśmy, bo pochodzimy z miasta i już zadbali parę lat temu, by nie było to takie proste – przez kombinatorów. Proces trwa lata. Jesteśmy w takim położeniu, że Kanionek sam nie ma szans podołać, a z drugiej strony dochody mamy za małe, by we dwójkę przetrwać. Myślę jednak, że parę kroków zostało wykonanych, by za jakiś, rozsądny czas, biedowanie – przetrwanie stało się możliwe. To tyle w bardzo telegraficznym skrócie, bez wnikania w szczegóły i uwzględnienia naszej moralności względem świata zwierząt. A swoją drogą obstawiałem, że Lidka się zawinęła przez cytaty z Kata. Pomyłka, cieszę się, że wróciłaś. Mało się udzielam, ale zawsze się cieszę kiedy widzę, że szanujecie siebie wzajmnie i po 2 latach wciąż nie było ani jednej eksplozji. Unbelievable.

    • mitenki

      Kanionku, Małyżonku :) może spróbujcie przejrzeć propozycje dotacji z tej strony

      http://www.funduszeeuropejskie.gov.pl/wyszukiwarka/samorzady-organizacje-i-inne-podmioty/?&title=Organizacje%20pozarz%C4%85dowe#/3758=767#771/wojewodztwo=2826/3756=Organizacje%20pozarz%C4%85dowe

      i zobaczcie, z czego moglibyście skorzystać w Waszej sytuacji. Albo sami poszukajcie ofert pod hasłem OUTPLACEMENT w Waszym regionie. Jeśli nie teraz, to w następnym półroczu.
      Rok temu, po utracie pracy, korzystałam z oferty szkoleń z tych funduszy. Z własnych pieniędzy nie byłoby mnie na to stać. UP owszem, płaci za szkolenia, ale żąda zobowiązania od przyszłego pracodawcy, że po zakończeniu szkolenia da ci pracę. Wam szkolenia raczej nie są potrzebne, ale może dotacja na rozpoczęcie własnej działalności? W zeszłym roku było to 40tys. (UP dawał ok 20tys.), nie wiem jak jest w tym.

      • kanionek

        OK, otworzyłam w nowym oknie (to już trzydzieste piąte, do przeczytania na później), może jutro uda mi się zajrzeć. Pół godziny temu skończyłam warzyć zupę – dzisiaj przerywałam młode buraczki, więc jest botwinkowo-jarzynowo-ukraiński barszcz z samymi młodymi warzywami, na zasmażce na masełku, z czosnkiem i koperkiem, śmietaną… Cały dzień nic nie jadłam, teraz zalałam się zupą w trupa i zaraz odpływam na sennego przestwór oceanu, czy coś ;)

        • baba aga

          Kanionek!błagam nie rób tak, bo rzucę wszystko i przyjadę na zupę, jakieś 4 godzinki i jestem. Co do dotacji to ja też dostałam 30tys i wsparcie orzez pół roku, tysiąc co miesiąc do rachunków. Trzeba zaliczyć szkolenie i napisać biznesplan. Trzeba mieć jakiś wkład własny, ale mi zaliczyli laptopa i forda nastolatka. Jakbyś potrzebowała jakiś informacji to pisz, bo ja dostałam z Gdańska, więc Ty pewnie też byś tam startowała.

          • mitenki

            To wkład własny Kanionek ma – i laptop i samochód.
            Kanionku, wyjdzie coś z tego czy nie, myślę że warto spróbować :)
            Baba Aga – to było w tym roku czy dawniej?
            Dodam, że taką działalność trzeba prowadzić przynajmniej rok (popraw mnie Baba Aga jeśli się mylę), później można zamknąć. A to co za te pieniądze nabędziesz, zostanie.

          • baba aga

            To bylo już 5 lat temu ja wytrwałam dwa lata, prowadzilam sklep stacjonarny i internetowy, dokładnie tak jak piszesz, mus jest przez rok, potem mozna zamknąć bez tłumaczenia się.

    • mitenki

      A propos certyfikatu CE – jak uzyskać go samemu w domowych warunkach:
      http://www.elektroda.pl/rtvforum/topic584309.html

  • A

    Drogi Maly Zonku,
    na to aby ‘byc na KRUSie’ wystarczy, ze posiada sie gospodarstwo rolne ponad 1ha (przeliczeniowy), nie pracuje sie poza tym gospodarstwem (mowiac w skrocie) i nie ma sie prawa do renty czy emerytury. Fakt czy ktos pochodzi z miasta nie ma nic do rzeczy. Wiem co mowie…
    Nie wiem jak duze jest Wasze krolestwo, ale moze sie kwalifikujecie

  • mały żonek

    …a to chętnie posłucham porady, bo na moją wiedzę został zafundowany okres przejściowy. Bardzo chętnie przejdę na KRUS po byciu płatnikiem ZUS, choćby od jutra.

    • A

      ‘został zafundowany okres przejściowy’ – chyba, ze w ostatnich 3 miesiacach :-/
      Wczesniej sami przeszlismy to o czym pisze wczesniej:
      Zlozylismy w KRUSie podanie, okazalismy akt nabycia (nieduzego) gospodarstwa, oswiadczenie, ze nie pracujemy i nie mamy prawa do renty i emerytury i KRUS przyjal nas pod swoje skrzydla

  • mały żonek

    ..działka 18 arów, dzierżawimy około 1,75ha.

  • Fredzia

    Usługi transportowe – jedyne, co mi przychodzi do głowy ze względu na Wasze umiejscowienie w czasoprzestrzeni. Legalnie – zatrudniony jako kurier czy listonosz na kursy po bezdrożach, albo prywatnie – po sąsiedzku i pewnie bardziej za dobra materialne niż pieniądze. Chociaż pewnie wysiłek byłby niewspółmierny do zysków… A jak zdalnie, to może korekta albo fachowe tłumaczenia np. w wydawnictwach naukowo-technicznych?

    Trafia mnie ciężka cholera, gdy czytam/słyszę, że kolejny raz dobry człowiek dostał po dupie a jeden z drugim… same niecenzuralne mi się cisną… I tak naprawdę nie ma znaczenia, kto jest przy żłobie – każda władza ciągnie pod siebie, a państwo jako instytucja nastawione jest na interes grupy (trzymającej) a nie jednostki. Zresztą, co ja Wam będę… jesteśmy dorośli i inteligentni, wiemy na czym świat polega i tyle naszego, że sobie ponarzekamy :/

    Nad kotkami się spłakałam, mimo że psiara jestem. Chociaż chyba bardziej nad Tobą Kanionku, bo na pewno mocno Cię to walnęło. Los tak chciał, Natura wiedziała, co robi… bla bla bla… a serducho boli i myśl się kołacze, że gdyby… a jakby… co by było. I nie da się racjonalnie zagłuszyć emocji tłumaczeniem, że całego świata nie uratujesz. Ale pamiętaj, że już zrobiłaś więcej niż statystyczny człowiek. I nie pozwól, by ktokolwiek wpędzał Cię w poczucie winy. A już tym bardziej anonimowe persony wygłaszające moralizatorskie komentarze. Na każdych forach/blogach/portalach są takie. Gdyby energie i czas zużywane na przelewanie swoich frustracji na innych wykorzystały do pozytywnego działania, świat byłby zdecydowanie lepszy.
    I nie chodzi o to, że idealizuję Twoją osobę, ale wkurw mnie złapał, jak zobaczyłam, że się z Małym Żonkiem tutaj tłumaczycie. Kanionku, czniaj na złe języki. Nie one mają wartość, ale miłość i wdzięczność w oczach zwierząt, którym stworzyłaś raj na Ziemi. Policz swoją trzódkę, popatrz na Mająca czy Atosa, pomyśl, ile czasu poświęciłaś na zrobienie ze zwykłej rury lęgowiska i daj sobie prawo do satysfakcji z dzieła swojego życia. I pozwól, że też polecę cytatem ;)
    “I po co czytasz komentarze
    sfrustrowanych miernot?
    Niech się durnie trują jadem,
    oszczędź sobie złego.”
    Coma “Los cebula i krokodyle łzy”

    • mały żonek

      Dziękuję.

    • Ola

      Fredzia, lepiej nie można było tego ująć!

    • dolmik

      Fredzia. Aaameeen!!! :* I znowu ktoś napisał co myślę.

    • cornick

      święte słowa, pani

    • mitenki

      Fredzia, napisałaś to tak, że lepiej trudno to wyrazić. Można się jedynie podpisać wszystkim czterema kończynami, co niniejszym czynię. Ament!
      Swędziały mnie palce, by odpowiedzieć pani czepialskiej. A że jestem od jakiegoś czasu ciągle zmęczona, niedospana i zła, to wypowiedź mogła być niezbyt kurtuazyjna, a Małyżonek ciągle powtarza, że podziwia że tu tak kulturalnie, to się w te paluchy ugryzłam.

      A propos zdjęcia – proponuję je zatytułować “Kanionek z Pumą”. Mnie osobiście dobór postaci podoba się bardziej niż u Leonarda :)

  • nikt wazny

    Fredzia, slusznie prawisz.
    Swiat jest pelen sfrustrowanych miernot, ale na szczescie spora czesc z nich ma choc na tyle przytomnosci, by milczec w towarzystwie.
    To ten…
    Pozdrawiam.

    • kanionek

      O, Nikt Wazny też wyszła z cienia szafy :)
      (i w ogóle jak tak sobie liczę, to jeszcze coś koło dwóch setek “tajemniczych wielbicieli” siedzi w tej szafie, lub turla kulkę z kurzu za szafą, i NIC nie mówi, że siedzi i turla, tylko milczy, turla, i podczytuje z ukradka. No to hej turlajże!)

  • Lidka

    Fredzia, czapka z glow przed Toba, Kozo kochana.
    Pare dni temu wy mieliscie burze, a ja dzis przezylam… tornado. Nie bylo tragicznie, na chwile pradu zabraklo. Troche polamanych drzew, sasiadowi wywialo zestaw mebli ogrodowych z ajkija, a mnie gwizdnelo z balkonu dwa dyndajace kwiatki. Wszyscy cali i zdrowi.

  • dag

    A czy z reklam na blogu nie byłoby jakiejś kasy? Wiem, że to Wasz zakątek i w ogóle, ale myślę, że mogłybyśmy przeżyć kilka pasków reklamowych dla dobra sprawy. Albo inne miejsce, jakiś film z małą/dużą kózką lub kotkiem? Oczywiście o ile to jest w ogóle opłacalne….

  • dag

    No dokładnie, zwłaszcza, że wchodzimy tu kilka (-naście, -dziesiąt) razy dziennie:)

  • ng

    świetny pomysł z tymi banerami! tylko zależy jakie statystyki macie na tej stronie.

    • no ja robię kilkanaście wejść dziennie narmaniej, żeby poczytać, co tam Kozy napisały, zanim mi się zaległosci zrobią :)

      • Ola

        Dokładnie, to by były całkiem uczciwe kliknięcia. Ja też zaglądam często, bo inaczej można zgubić wątek :)

        • Lidka

          A co ja mam powiedziec?! Tydzien zajelo mi wyczytanie i bycie na bierzaco.
          Popieram pomysl z reklamami.

  • cicha wielbicielka

    Szanowny Kanionku! Ja z prośbą. Bo to było tak… Wchodzę na Twoją stronę rano w pracy jak zwykle i widzę nowy wpis, już jest super (chociaż jeszcze nie wiedziałam, że horror), klikam w komentarze a tu mi wyskakuje DOSTĘP ZABRONIONY! następnego dnia to samo. WTF?! Idę dzisiaj do zaprzyjaźnionego speca (bo jak tu żyć panie premierze :) i on mi mówi, że słowo DUPA w tytule jest ZABRONIONE ze względów BEZPIECZEŃSTWA! I nie poczytam …. także ten … Zwracam się z uprzejmą prośbą o nie używanie WYRAZÓW w tytule. Dla biednych korpoludków proszę i z góry dziękuję za pozytywne rozpatrzenie mojej prośby.
    PS. A w komentarzach akurat TERAZ tyle dawno nie widzianych?, słyszanych?, czytanych KÓZ :) Pozdrowienia dla wszystkich!
    PPS. Ale co się pośmiałam to moje :))

    • kanionek

      :D :D :D

      Ale o bombie i cyckach serwer Wam przepuszczał?
      “Kanionek.pl” niebezpiecznym blogiem. Też się pośmiałam, dzięki :)

      A wiecie już (no pewnie, że wiecie, tylko ja za górami, za lasami, za siedmioma murzynami), że Wielka Brytania wychodzi z UE? Taka była wola luda; co pan na to, panie Duda?

      • Kaja

        Z tą Brytanią wychodzącą, to jest jak z takim wujem-trujem, co to od godziny mówi, że wychodzi, ale jeszcze na kolejną nóżkę przepije, dołoży sobie śledzia, opowie kolejny dowcip, przyśnie, chrapnie, znów powtórzy, że już-już musi lecieć, tylko opowie, jak to we dwóch ze szwagrem tropili żółwia, znów zasugeruje rozchodniaczka, zamyśli się, westchnie, że tak rzadko się teraz ludzie spotykają, więc panie tego…

        • kanionek

          No ale teraz wuj w końcu nałożył beret i gumiaki i poooszedł. Przynajmniej tak mówią wyniki referendum.

          • Kaja

            Nie. Wuj dopiero zaczął gadać, że pójdzie. Do wyjścia wuja jeszcze ładnych parę lat. O ile w ogóle wuj nie zmieni zdania albo nie zapomni, dokąd ma iść. Może być i tak, że wuj pójdzie, ale ciotka się z wujem pokłóci i zostanie, żeby mu zrobić na złość.

          • kanionek

            A to by była szkoda. Jestem przeciwko supremacji Niemiec nad całą Europą, a przecież do tego sprowadza się UE. Może dzieci wuja, które chyba wiedzą czego chcą, zrobią mu kocówę i jak sam nie wyjdzie, to go wyniosą ;)

      • Lidka

        Naglowek poranny na CNN, dotyczacy BREXIT: WHAT IN A GODS’ NAME HAVE YOU DONE? !

        • kanionek

          No co – dobrze sobie zrobili. A przynajmniej zamierzają.

          Lidka, obmyślam talizmana! Od dwóch dni mam zapytać małżonka, czy da się w kamieniu dziurkę wywiercić. W sensie – wiertarką przeznaczoną do użytku domowego. Jak Ci zrobię talizman, to zobaczysz – ludzie będą Ci miejsca ustępować w autobusie z rispektu :) I będziesz miała zniżki na wszystko. A w Halloween okoliczne dzieciaki będą Ci znosić pod dom słodycze, głównie śliwki nałęczowskie. I’m tellin’ ya!

          • Lidka

            Talizman? Dla mnie? Ojej. W Halloween dzieciaki z sasiedztwa to przychodza do mnie z perpetualna nadzieja w oczach i pustym koszykiem, bo jestem znana pod pod moim indianskim imieniem: Ta, Co Zabiera Dzieciom.

          • kanionek

            NO WIDZISZ!? “Ta, co zabiera dzieciom” – masz to zapisane w gwiazdach, a talizman jeno wzmocni przekaz. W najbliższe święta ze śliwek nałęczowskich będziesz mogła drugi dom zbudować :D

    • bo pokazują wymarzoną normalność :) nie głupie wpadki, złośliwości itp. tylko sielkość, o której większość ludzi może tylko cichutko pomarzyć – psa tarzającego się na trawniku, zdziwione owce, szalone koguty :) Kanionek, to jest niezły kapitał :)

    • hanka

      O tak YouTube, GRWM z Kanionkiem, strój dnia Kanionka, ulubieńcy czerwca, lipca , sierpnia… – ja tu widzę niezmierzone możliwości! Tylko musisz się Kanionku wpasować w trendy youtubowe i nie wiem czy dasz radę bez uszczerbku na neuronach:-)))

    • kanionek

      Tylko ich jakość pozostawia wiele do życzenia – aparat sam decyduje, kiedy skończyć nagrywanie, operator huśta obiektywem jak pijany zając, a film w wysokiej rozdzielczości ładowalibyśmy na serwer (nieważne, czy nasz, czy jutubowski) pewnie przez tydzień ;)

  • dag

    albo forum-poradnik o kozach, najlepiej dwujęzyczny (tzn. angielsko-polski, a nie polsko-kozi:).

  • kanionek

    Kozy Kochane, ja od kilku dni seruję i zbieram co się da do suszenia na zimę (a wczoraj pojechaliśmy ładować tonę owsa do worków, ale to dłuższa historia), więc krótko. Się wszystkim we łbach pimpaczy od tego upału – małżonek właśnie szedł sobie do drewutni, poszukać kija na stylisko do łopaty, aż tu ni z gruchy, ni z betoniarki, napadły na niego osy! Kilkanaście sztuk, z czego jedna dziabnęła go w udo, a druga już się zabierała za łydkę, ale nie zdążyła. No wiecie co?! W promieniu kilku metrów nie ma żadnego gniazda; owszem, jedno jest, ale w drewutni, a małżonek nie zdążył nawet do drzwi dojść.
    Ja za to jestem obiektem pożądania wszystkich jusznic deszczowych w okolicy. Jusznica to taka gryząca mucha, zwana też ślepakiem, co zbliża się bezdźwięcznie i niezauważona siada na ssaku, by go użreć tak, żeby się nie pozbierał. Inne gryzące muchy są OK, bo je słychać na milę i można się ewakuować, ewentualnie machać ramionami celem odpędzenia gada, ale to ścierwo deszczowe jest ciche jak wietnamski partyzant w kapciach ulepionych z ryżu.

    Kozy są BARDZO niezadowolone. Dyszą jak konie w kopalni, nie chcą wyłazić na łąkę, więc kuchnia serwuje wodę i siano, no i oczywiście ziarka. Kurczaki siedzą w krzakach. Psy w domu, bo też nie wyrabiają.

    Aaa, jeśli chodzi o statystyki, to zaraz zajrzę, bo ostatni raz sprawdzałam jakiś rok temu. Ale serio – chcecie, żeby po wejściu na Kanionka atakowały Was latające banery typu “kup pan cegłę”? Bo wiecie, że reklama musi być ukierunkowana, a ewentualny reklamodawca będzie chciał wiedzieć, kto czyta Kanionka. Choć teraz jak tak o tym myślę, to prędzej widzę tu reklamę typu “kup pan książkę”. No i nie jestem pewna, czy ilość kilknięć na dobę się liczy; raczej ilość indywidualnych adresów IP, a że ktoś sobie odświeża co 10 minut, to się chyba nie liczy.

    • kanionek

      No to tak: średnio 300-350 osób na dobę. Średnio 1500 wizyt (czyli wszystkich załadowań strony, czyli że klikacie często w “odśwież stronę”) na dobę. Małżonek mówi, że tylko pierwsza liczba jest dla reklamodawcy istotna.
      W ciągu ostatniego roku w sumie 1500 osób odwiedziło stronę, a naklikaliśta prawie osiemset tysięcy wizyt.
      Okurde, ser wzywa.

    • zeroerhaplus

      Na potrzeby jusznicy deszczowej została stworzona u nas w domu nawet nowa specjalna litera – u z ogonkiem (takim jak “ą” ma). Nazwę owada wymawia się “bunk” z “bardzomiękkim u”, takie bardziej nawet “bułk” ;)
      Tak to jes, jak se męża z Mazowsza weźmiesz… ;)

  • dag

    a na youtube? tam chyba się liczy tylko wyświetlenie filmu a nie użytkownik ze swoim IP.

  • Ynk

    Pazury Natury zaliczasz. I robisz to najlepiej, jak umiesz. A umiesz. A jak nie, to się uczysz. Całe życie czegoś nowego. O.
    Atos, rolmops, kochane psisko :-)
    Puma i Ty – może i wiedźma ;-) , lubię.
    Dawno temu prowadziłam działalność gospodarczą, księgowa dopisywała mi nieliczne korepetycje do rozliczeń. Jakiś ‘dowód wewnętrzny’ tworzyła, czy cuś. Ale to się pewnie zmieniło.
    A w reklamy na paskach moge klikać, jak by co. Zmrużę oczy i jazda ;-)

    • Iza

      Jeszcze się nie zmieniło chyba – dalej dowody wewnętrzne przy usługach dla ludności. Ale już od 1 stycznia będzie obowiązywać kasa fiskalna – najtańsza, przenośna, to wydatek ok. 500 zł.

  • no smutne to wszystko z kotami… aleś mnie tą historią utwierdziła w przekonaniu, że ja dobrze zrobiłam z moją koteczka niespełna 7 miesięczną, bo historia by się pewnie powtórzyła…oraz był armagedon u nas wreszcie i lało i leje i temperatura spadła do niespełna 20 więc jest czym oddychać, nie wiem jak tam u was? oraz zdjęcie prima sort )))
    cudne

  • iwona

    Mam nadzieję, że przetrwaliście nawałnice bez uszczerbku. U mnie zmiotło orzech, który zmiótł składzik, i wywalił dziurę w murowanej ścianie. Więcej sprzątania w sumie, niż strat, ale stres był i jest.

    • mały żonek

      Nie zazdroszczę… U nas obyło się bez większych atrakcji, burze mijały nas o parę kilmetrów na wschód. Skończyło się na zwykłym deszczu i grzmotach z oddali. Jak by ktoś kiedyś potrzebował pomocy w usuwaniu skutków po wichurach czy burzach, to w ramach wolontariatu zgłaszam się do akcji w promieniu powiedzmy 100km.

    • Kachna

      Oj! Ja obserwowałam jak się drzewa za oknem bujają i bujają i….dwie choinki (świerki) się bujnęły! Żeby to chociaż prze Bożym Narodzeniem!
      Było strasznawo. A potem kilka godzin bez prądu.

      …………………
      W pobliskim mieście odbywał się czterodniowy festiwal ogólnomuzyczny.
      Przyjechał min jeden z moich absolutnie ulubionych zespołów z Ukrainy. Haydamaky. Stałam po samiutka sceną z gromadą młodzieży mniej więcej gimnazjalnej-licealnej całej na czarno z atrybutami mocno rockowymi. Ja i mój 9,5. Ja cała przejęta wyśpiewująca kawałki z zespołem. Nagłośnienie super. 9,5 dotrzymał prawie do końca. Jakoś. Ale urwał mi się pod koniec z wielkim fochem, bo powiedziałam, że w życiu – nigdzie nie idę dopóki się nie skończy!
      Pytam w drodze powrotnej, dlaczego uciekł. “Mama! cała wątroba mi skakała!!”
      To prawda – wątroba skakała i nie tylko ona:)
      Oni sobie grają tzw kozacki rock:) Uwielbiam. Oraz odpowiada mi frontman;)
      Próbka na dobry dzień:)
      https://www.youtube.com/watch?v=UXWMFspdKZk

      • Lidka

        @Kachna, ale swietna muzyka! Tutaj na ukrainski czy rosyjski festyn STRACH isc. Na polskie nie chodze, bo mi smutno. Wole te latynoskie.

  • ciociasamozło

    W temacie filmów z życia drobiu: https://www.youtube.com/watch?v=AdhYB0AOyhI
    :))

  • zeroerhaplus

    Oj, podziało się.
    Zwierzęta podchodzą normalnie do śmierci, całe szczęście. Tylko my głupi ludzie beczymy nad losem nieudanego miotu, ech.
    Życzę Pumie długiego i szczęśliwego, zdrowego życia.
    Kastrujesz/sterylizujesz? Bo może mieć i w przyszłości problemy z potomstwem…
    (…)

    Kanionku, skąd absurdalny pomysł, że mogłabyś być kociarą? No wiesz ;)
    Aczkolwiek fota z Pumą jest bombowa, ale nie dam się zrobić w konia ;)
    Czarownica trendsetterka GIRL 2016 :D

    Na ZUSach i KRUSach się nie znam, z PUP kojarzę tylko pupę Pippy i Kimkardaszan, więc też raczej nie na temat, ale życzę powodzenia w realizacji projektów.
    W reklamy klikałabym jak szalona – może i mam przerwy nawet kilkudniowe we wchodzeniu na bloga, ale jak już włażę, to jak szalona, pińcset* razy dziennie ;)
    Czekam na owoce burzy mózgów, ciekawam :)
    ______________________
    *- a nawet plus.

  • kanionek

    Kozy Moje Kochane, chyba nie będzie Wam dane. Albo: oj dana, dana, nie będzie wpisu we wtorek z rana. Łeb mnie tak napimpacza, że widzę podwójnie, a net ledwie żyje. A ponieważ nakręciłam Wam kilka filmików i napstrykałam trochę zdjęć, to ładowanie ich przy tej prędkości transferu skończyłoby się gdzieś pod koniec wakacji. Mam nadzieję, że uda mi się jeszcze dziś zapłacić dwa rachunki i idę spać.
    Aha – pomidory w szklarni dostały mocno w dupę od tych upałów, do tego ktoś, nie powiem że jakiś kot, przepełzł pod siatką i połamał kilka krzaków, ale to wszystko nic, albowiem KIEŁBASA ZAKWITŁA! Może trochę się rozczarowałam, bo spodziewałam się kwiatów w kształcie pęta podwawelskiej, albo chociaż plastrów salcesonu, a tu takie delikatne, białe, urocze kwiatusie, no ale zobaczymy – w końcu “po owocach ich poznacie”, a nie po kwiatach, co nie?

    No i straszne rzeczy się dzieją w związku z akcją Brexit, ale to też było do przewidzenia. No w każdym razie łeb mój nie od parady, tylko od pękania na pół, mówi mi że dość wrażeń na dziś, i już tylko dla Was całuski, dwie słodkie kózki, jutro będzie lepiej i tak dalej. (Weź się wyłącz, Kanionek).

    • zeroerhaplus

      Jakie straszne rzeczy się dzieją w związku? Bo z racji odcięcia od jednych mediów a docięcia do innych nie do końca łapię powage tamatu. Proszę o dookreślenie?
      Bo jak się dzieje poważnie, to raczej wolałabym wiedzieć.

    • mitenki

      Czytałam to wieczorem (znaczy przeleciałam wzrokiem) i myślę “jak to kiełbasa zakwitła”? Zrobiłaś swojską i zepsuła się? :D
      Straszne, że człowiek musi czy razy przeczytać, żeby zrozumieć :D A nie mogłabyś Kanionku wersji obrazkowej dla takich, co im wieczorem działają tylko 2 komórki?

  • nikt wazny

    Co tam Brexit. Jak Wam sie widzi nowy podatek wodny?
    A co do Brexitu, to mam w pewnym stopniu schadenfreude w stosunku do Polakow z Wysp, ktorzy glosowali na PiS, Kukiza i Korwina.
    Oni chyba naprawde wierzyli, ze sa lepsi od tych, jak to ladnie nazywaja, “ciapatych”… I ze Polska bedzie dla Polakow, a Anglia do Anglikow i Polakow;)
    Ulalo mi sie jadu, przepraszam i znikam.

    • Nikt ważny – “Polska bedzie dla Polakow, a Anglia do Anglikow i Polakow” mnie złożyło w kosteczkę i zmietło :D celnie powiedziane.

    • Ania W.

      W punkt! Idealnie podsumowanie!

      • Lidka

        Od tego BREXIT to na mile capi nazizmem, sorry Andrzej. Ja tez jestem emigrantem i moge wyobrazic sobie sytuacje Polakow w Anglii i ogolnie na emigracji. Nie rozumiem takiego podejscia to sprawy- badz co badz- swiatlych Anglikow. Emigranci to swiezy oddech dla kraju, nowa kultura. Dzisiejsza emigracja to nie tylko wyjazd za chlebem, ale takze ciekawosc innego swiata. Uwazam, ze BREXIT to powazny blad i glupota. A potwierdza to fakt, ze “nasz wkrotce byc moze” kandydat na prezydenta Donald Trump przyklasnal temu.
        A tak na marginesie to czerwiec jest tutaj miesiacem historii idorobku kulturowego emigrantow.

        • kanionek

          Nie, Lidka. Nie mylmy nazizmu z tożsamością narodową, kulturową, religijną i bla, bla, bla. Nazizm to jest to, co właśnie wyprodukowały Niemcy i Francja: http://www.tvp.info/25939371/nasz-news-superpanstwo-zamiast-ue–ultimatum-francji-i-niemiec

          Wiesz, po co Niemcom imigranci? To miała być tania siła robocza, która wymknęła się spod kontroli. Wiesz, co robi większość takich imigrantów w Wielkiej Brytanii? Ściemnia, kradnie, bierze zasiłki na całe rodziny. Nie porównuj siebie do kogoś, kto nie chce się nauczyć języka kraju, do którego przyjechał, nie chce pracować i do tego żąda, by respektowano jego zwyczaje religijne, podczas gdy sam chętnie zgwałci/ukamienuje Europejkę za to, że ta nosi krótką spódnicę. Nie można wrzucać wszystkich do jednego worka, imigrant imigrantowi nierówny, a wiadomo przecież, choć media robią w portki na dźwięk słowa “Muzułmanin”, że rozboje, gwałty, koczownictwo i awanturnictwo w Niemczech czy Anglii nie jest dziełem np. Japończyków ;) Nie można też porównywać USA do Europy – to dwie kompletnie różne historie.
          “Dzisiejsza emigracja to nie tylko wyjazd za chlebem, ale takze ciekawosc innego swiata” – Lidka, znów masz na myśli siebie, albo np. Kaczkę. Bo nie z ciekawości innego świata napływają do Europy terroryści, mordercy w imię pana na A. I nie takiej emigracji, o której myślisz, sprzeciwiają się Brytyjczycy. I NIE TYLKO o kwestię emigracji chodzi, a właśnie o hm… specyficzną politykę Niemieckiej Unii Europejskiej. Stany Zjednoczone są sojusznikiem Niemiec, i ja mam taką wizję, że jeśli interesy Niemiec zostaną zagrożone (np. w wyniku Brexit rozleci się cała Unia-srunia, powstaną zamieszki i rewolucje, bla bla), to USA przylecą tutaj swoimi samolotami bojowymi “przywracać Europie demokrację”, w czym są, jak wiadomo, dobrzy. Nie wiem, jak dobrze znasz kontekst polityczno-gospodarczy obecnej Europy, ale uwierz mi na słowo – telewizja jest najlepszym narzędziem manipulacji nastrojami społecznymi. Ergo: nie wierz w to, co mówi pudełko ;)

          PS. Nieważne, czy “ultimatum” Niemiec i Francji jest prowokacją, faktycznym ultimatum, czy jeszcze czymś innym. Fakt, że coś takiego w ogóle ujrzało światło dzienne dowodzi, moim zdaniem, tego że żarty się skończyły, a Niemcom już nawet nie chce się udawać, że nie prowadzą polityki supremacyjnej.

          • nikt wazny

            Kanionku, czy ten post jest sarkastyczny, bo sie pogubilam?
            Najpierw powolujesz sie na klamliwy, zmanipulowany news TVPiS, a potem apelujesz do Lidki: “uwierz mi na słowo – telewizja jest najlepszym narzędziem manipulacji nastrojami społecznymi. Ergo: nie wierz w to, co mówi pudełko ;) “Przeczytaj moze oryginalny dokument i porownaj z tym, co bredza propagandzisci pisowscy:
            http://www.tvp.info/25939587/europejskie-superpanstwo-zobacz-oryginalny-dokument
            Skala manipulacji i bezczelnych klamstw na temat tego co jest w tym dokumencie przy jednoczesnym pokazaniu oryginalu, swiadczy o tym, ze oni doskonale wiedza, ze ludzie informacje lykaja jak mlode pelikany, a prawie nigdy ich nie weryfikuja.

          • kanionek

            Nie, nie był sarkastyczny. Owszem, Lidka może przeczytać oryginalny dokument, a ci co nie za bardzo po angielsku – nie. Może jednak zacznę od pewnego wyznania, żeby nie było żadnych w tej kwestii wątpliwości: nie trzymam strony żadnej z obecnych dziś na scenie politycznej partii. Dla mnie Platforma to bezczelni złodzieje, a PiS to nawiedzeni złodzieje. Reszta to klony, łasice i inne drobne cwaniaczki. Kłamią wszyscy, i trudno dziś o bezstronny, rzetelny materiał dziennikarski. Nie uważam jednak, żeby ten artykuł był jakoś szczególnie zmanipulowany, i to właśnie “oryginalny dokument” jest bredzeniem dla naiwnych, przesiąkniętym hipokryzją. Matko z makrelą i arafatką – nawet gdybym chciała, to nie wiem, od czego zacząć wytykanie palcem. Ale to wszystko nieważne. Najlepiej, jak mawiał Adaś Miauczyński, “nie wdawać się w żadne rozmowy. W NIC się nie wdawać”.

            To co, Nikt Wazny – wypijmy za zdrowie Cioci Andżeli, i dajmy sobie siana? “Wszak i tak zginiemy w zupie”.

          • zeroerhaplus

            Czy już pora brać kredyt “na obywatelstwo” poza Polską?

          • kanionek

            Najlepiej to sobie kupić bilet do Australii – oni są daleko od tego całego cyrku, mają ciepło i ładnie, i nikogo nie obchodzi, co oni tam w ogóle robią ;)

          • zeroerhaplus

            A wiesz, że ja tak naprawdę to do Nowej Zelandii chciałam?
            Plan był taki, a realizacja – jak widać ;)

            PS. Właśnie do mnie dotarło, że kiełbasa zakwitła. Jezujaksięcieszę :)
            Ja w tym roku popuściłam ogródek. Po tym, jak ślimaki zeżarły mi po raz trzeci WSZYSTKO, postanowiłam, że przebudujemy całość. Zbudujemy fortecę antyślimaczą. Z fosą, zasiekami, napalmem automatycznie wypuszczanym, a wszystko pod prądem. I miotacze ognia będą. I bramkarze, wpuszczający tylko krewnych i znajomych. I czołgi, dużo czołgów.

          • kanionek

            “A wiesz, że ja tak naprawdę to do Nowej Zelandii chciałam?” – MY TEŻ :D
            Jakieś 10 lat temu sprawdzaliśmy różne opcje, ze Szwecją włącznie, ale NZ była najwyżej punktowana na liście. Tyle, że również najdalej, no a ja tu mam jednak rodzinę… No i tak jakoś nie odpłynęliśmy zbyt daleko.

            Szacun! Za popuszczenie. Ja dopiero w przyszłym roku “tylko ziemniaki”, bo w tym już jednak miałam pierdyliard sadzonek ZANIM całkiem mi się odechciało. Owszem, ślimaki. Owszem, koty. Coraz więcej kotów. W majeranku, w szklarni, w kapuście… Wichura rozszarpała mój namiot z firanki, więc kapusta jest wolnowybiegowa. JArmuż obecnie nie nadaje się już do zbioru, bo gąsience zrobiły z niego sitko. Ogórki trafił szlag sama już nie pamietam od czego. Dynia coś powoli, ale do przodu – zobaczymy, czy zdąży wyhodować coś większego od piłki tenisowej. Torbę zielonego groszku fuksem dziś zebrałam, bo całkiem o nim zapomniałam, i część zdążyła zdrewnieć i zżółknąć! Wszędzie pełno ogórecznika, muszę dać kozom, ale też ciągle zapominam. A kiełbasa kwitnie, ale wciąż niewysoka jest – do ramion gdzieś mi sięga.

            Jak fosa, to najlepiej piwna. Podwójne zabezpieczenie. A czołgi zawsze się przydadzą ;)

          • zeroerhaplus

            Chwila, moment, ale skoro Anglia wyszła to Australia też nie musi?

            Tak napisałam i dopiero po chwili stuknęłam się w durny łeb, że to przecie inny kontynent ;)
            Dobijcie mnie :)

          • zeroerhaplus

            Kanionku, w jednym ze światów alternatywnych jesteśmy więc sąsiadkami :D

          • nikt wazny

            Tak, mozemy dac se siana.
            Pozwolisz jednak na skrotowe sprostowanie tego propagandowego belkotu.
            TVPiS twierdzi:

            • Kraje członkowskie bez prawa do własnej armii i służb specjalnych -KŁAMSTWO. Mowa jest jedynie o zaciesnieniu wspolpracy wywiadow i utworzeniu dobrowolnych wspolnych sil szybkiego reagowania. Co ma sens w kontekscie ostatniego oswiadczenia szefa NATO, ze NATO nie da rady obronic dawnych republik nadbaltyckich w razie jakiegos blitzkriegu Rosji
            • Unifikacja prawa karnego oraz systemu podatkowego – MANIPULACJA, bo chodzi tylko o pewien wycinek prawa karnego i podatkowego (walka z terroryzmem i wałkami korporacji międzynarodowych)
            • Państwa bez własnej waluty oraz banku centralnego. – MANIPULACJA, bo chodzi tylko o strefe euro, a i to nie w takim jak pisiory twierdza zakresie
            • Jednolity system wizowy – MANIPULACJA I KLAMSTWO, bo dotyczy wspolnego elektronicznego systemdla krajow przeciez BEZWIZOWYCH (strefa Schengen)
            • Wspólna polityka zagraniczna względem innych państw oraz organizacji międzynarodowych – KLAMSTWO wyssane z brudnego palucha
            • Ograniczona rola NATO – KLAMSTWO wyssane z brudnego palucha, mowa jedynie o wspolnej polityce obronnej. O NATO brak w tekscie zrodlowycmjakiejkolwiek wzmianki, nawet miedzy wierszami.

            A jesli chodzi o porownywanie PO i PiS, to znaj proporcje, Kanionku.
            To co sie teraz dzieje nie ma precedensu w ciagu ostatnich 27 lat.

            To tyle:)
            Pozdrawiam

          • Lidka

            A ja tez chcialam do Australii i to calkiem niedawno. Szkoda, ze nie pojechalam. W alternatywnym swiecie, wszystkie jestesmy sasiadkami!

          • ciociasamozło

            A tak w ogóle, to Anglicy głosowali za wyjściem bo myśleli, że chodzi o wyjście z grupy na Euro ;)

            Albo: https://www.youtube.com/watch?v=Li7wNTkL-dY

          • mitenki

            Z tej drugiej też udało im się wyjść ;)

  • bila

    Kanionku, ślę wyrazy współczucia i podziwu. Z Pumą widać- tak musiało być- Fredzia, Ty ujęłaś to najlepiej…
    A podziw? Ja nie wiem, jeśli Kanionek bez energii pracuje i robi tyle dobrego dla zwierzaków i roślinków, to chyba mamy do czynienia z perpetuum mobile???Pozdrawiam cieplutko całą obórkę- żywiznę Kanionka i wirtualna koziarnię. Trochę jestem zakręcona, bo wychodzę za mąż – drugi raz za tego samego faceta hihi.
    Kanionku, czekam na wieści o wodzie. Buziaczki!!!

  • ng

    a tu masz “warsiawskie” ceny serów do porównania – coś mi się widzi, że dwa razy takie jak Twoje:

    http://metrowarszawa.gazeta.pl/metrowarszawa/56,141634,20240419,gospodarstwo-zeby-kozka-sery-delikatne-jak-jedwab,,3.html

    może jakąś logistykę dostarczania na ten targ by się dało opracować? Wiem, że pisałaś, że nie chcesz mieć produkcji przemysłowej, ale może zamiast szukać pomysłów z sufitu, to lepiej będzie brnąć dalej w kozią specjalizację.

    • kanionek

      Tak, podoba mi się pomysł z “brnięciem dalej w kozią specjalizację” :) Tylko ja muszę wszystko spokojnie i z rozwagą. Nie mogę sobie naraz sprawić setki kóz, bo wiadomo – pomieszczenia, urządzenia chłodnicze, dojarka, pomieszczenia na siano, słomę, zboże, bla, bla, bla. Wciąż jestem trochę taka w szoku, jak pomyślę, że dwa lata temu miałam jedną kozę, a teraz nagle mam ich tabun i robię ser :D Wierzcie lub nie, ale nadal się uczę. I o kozach, i o serach. Szukamy też stałego dostawcy siana, słomy i owsa, żeby nie latać co kilka miesięcy po wsiach, żebrząc, żeby nam ktoś to przywiózł (oczywiście płacimy za transport, ale to wcale nie jest argument!). Mierzymy siły na zamiary, bo jest nas tu tylko dwoje, i nie mamy po 20 lat, ale ostrożnie zakładamy, że damy radę ;)

      • Bisia

        No wezcie Kozy, Kanionek i “przemyslowy” chow koz? Przeciez, to jest kobieta ktora po nocach nie spi, bo sie kozleta rodza, czyli na wiosne przez dwa miesiace bedzie zombi, Kobieta, ktora dla jednej, powtarzam jednej kozy niebo i ziemie poruszyla zeby zwierzak wyzdrowial, ziolka im zbiera i suszy, bo przeciez samo siano i owies sie kozom “nudza”, ciezkie galezie ciaga z lasu bo kozy “tak lubia”, kolczykow nie ma serca zakladac a z innej beczki, kure bez skrzydla leczyla zamiast na rosol przerobic. I teraz ma miec tych koz piecdziesiat i co roku szukac “dobrego domu” dla 20 koziolkow (optymistyczna opcja) bo przeciez na pieczyste ich nie odda. Albo Cie Kanionek kosmici podmienia, albo Ci serce i glowa peknie w ciagu roku
        Oczywscie wszystko powyzej to subiektywne wnioski bazujace, na niewielkim skrawku Twojego Zycia, ktore nam udostepnilas.

    • ng

      Sure! Rozsądek to Twoje drugie imię :)

  • mitenki

    Kanionku, w moim telefonie tkwią 3 esemesy do Ciebie, które nie chcą się wysłać. I jeśli dotrą o jakiejś nieludzkiej godzinie, to z góry przepraszam :) Może wycisz telefon na noc?

  • Lidka

    @zeroerhaplus, nie jestes odosobniona w tym toku mysleniowym, bo ja myslalam, ze Canada tez musi PRZECIEZ wyjsc z tej EU… Wstyd mi.

  • Ania W.

    Kurde, to by nas w tej Australii było… Ja się nawet na jakiejś stronie zarejestrowałam i potem do mnie wydzwaniali namawiając do emigracji :) . Ale oprzytomniałam w porę, jakieś tam paskudne pająki mają, no i wszędzie daleko. Jak mawia moja australijska (Polka) koleżunia: “Jak chcemy się gdzieś ruszyć, to zawsze minimum dziewięć godzin do Singapuru musimy lecieć…” I chociaż samo w sobie nie brzmi to źle (lot do Singapuru!!!!), to jednak w ogólnym rozrachunku może w życiu mocno przeszkadzać…

    No i ja dokładam gratulajce podwójnej (?) małżonce!

    • zeroerhaplus

      Widzisz, Ania W., a mi właśnie ta odległość się podobała, poza tym na wyspach Nowej Zelandii ma węży, przynajmniej naziemnych. O pająkach nie wiedziałam ;)

  • Ania W.

    Jadowite pająki, j a d o w i t e !!!

    • zeroerhaplus

      Spokooooojnie, toż każdy pająk jest jadowity ;)
      Poza jednym gatunkiem, który mieszka gdzieś w Ameryce Środkowej, ale to już inna bajka :)

  • dag

    to oni poszukują pożywienia dla pająków a nie nowych mieszkańców:)

  • zeroerhaplus

    Wiecie co, dziś w nocy poczułam na własnej skórze “romantykę” mieszkania przy lesie. Mysz skubana jedna (przyniesiona przez koty do domu) zakosiła rurkę, słomkę taką plastikową, zaciągnęła ją sobie pod komódkę (przykręconą do ściany, podbudowaną dechami, czyli nie do ruszenia zwłaszcza w nocy na półśnie) i obrabiała ją przez pół nocy za pomocą zębów (chyba). Wiecie, jak brzmi mysz gryząca plastikową rurkę rezonowana przez pudło komódki, pół metra od głowy, gdy próbujesz spać? Ja już wiem :)
    A gdzie romantyczność, zapytacie? Otóż nad łbem moim rozbudzonym latały niezliczone świetliki, które wczoraj wleciały niepostrzeżenie do “sypialni” :)

    • Iza

      Co mi przypomina nocleg sprzed lat we Wrocławiu, na drugim piętrze osiedlowego bloku. Coś kurde cała noc chrupało w okolicach kaloryfera. Spać nie szło, więc zaczęliśmy kombinować, co tak chrupie. Myszy…? Taa, jasne, myszy z wiertłami udarowymi zamiast zębów przebiły się przez żelazobeton na drugie piętro w środku miasta, weż ty może zmień dealera…
      W każdym razie wizja spowodowała chyba godzinną głupawkę w środku nocy. :D
      Rano pytamy: co do cholery tak u was chrobocze po nocach? I dostaliśmy stoicką odpowiedź: A co ma chrobotać? Myszy…
      Gospodarze nie mogli zrozumieć ponownego wybuchu głupawki. :D Jedno dobre, że nie musiałam zmieniać dealera, o!!!

  • kanionek

    Kozy Moje Kochane. Już mnie trafił jasny szlag i poprawił kolejnym rzutem arytmii. Od kilku dni net chodzi na 2G, o ile w ogóle chodzi. Nie wiem, czy to przez te mistrzostwa jakieś większe zagęszczenie w eterze, czy ki diabeł? Do odbierania maili i odpisywania na nie podchodzę kilka razy dziennie, bo nie wiadomo, za którym razem się uda. Komentarze już sobie odpuszczam, bo strona ładuje się kilka minut, i nie zawsze do końca. Z dobrych wieści mam tyle, że przez trzy dni udało mi się załadować chyba cztery filmy na serwer, więc już tam są i czekają tylko na lepsze czasy.
    Idę naostrzyć kosę i się trochę rozładować emocjonalnie :-/

  • zeroerhaplus

    Zdanie “Idę naostrzyć kosę i się trochę rozładować emocjonalnie :-/” walnięte w eter, potem długie milczenie…

    Mam nadzieję, Kanionku, że chociaż zdezynfekowałaś przedtem ostrze ;)

  • LucyInTheSky

    A moze by tak zaczac produkowac mydlo, kremy itp…. Mydlo sie nie psuje, krem zamkniety szczelnie tez nie, mozna wysylac za granice. Pomysl od siedzacej w szafie ;)
    https://www.amazon.co.uk/Canus-Goats-Milk-Olive-Protein/dp/B002INK00M/ref=sr_1_58_s_it?s=grocery&ie=UTF8&qid=1467540344&sr=1-58&keywords=goats+milk

  • RozWieLidka

    Haloooo, Haloooo. ….. Jest tu kto? Nie mówcie, że wszystkich wichury wymiotły i deszcze wymyły. Kanionku, bez przesady, ta łąka nie jest aż tak duża, żeby tyle czasu kosić. No chyba że żyletką, ale zdaje się że mówiłaś o kosie 😉

  • Monika

    No nie wytrzymam, całe Kanionkowo milczy. Czy się coś złego stało? Żyjecie? Bo jeśli tylko odpoczywacie od nas, to w porządku!

    • ciociasamozło

      Się obawiam, że Kanionek z rozpędu (albo dla świętego spokoju) odciął kosą internety ;)
      A może puszczają w kółko Laserowi i Pimpacemu film instruktarzowy (
      https://www.youtube.com/watch?v=I9hDvWun8lw ) i nie mają czasu, żeby z nami pogadać?

      • kanionek

        No chyba zaczniemy im puszczać takie filmy, bo dzisiaj np. była taka sytuacja. Godzina gdzieś około siedemnastej, słychać kurzy wrzask, za chwilę już widać liska goniącego kurę (tak, oczywiście, że łaziła POZA ogrodzeniem), kura przytomnie wzbiła się w powietrze i wylądowała na furtce północnej, a w tym czasie Pimpacy już leciał sprawdzić, co się tak jego kurczaki drą. No i wystawcie sobie taki obrazek: kura na furtce, lisek za furtką, a kilka metrów przed furtką – Pimpacy. Kura w szoku, bo co tu wybrać – obcego, czy własnego wroga? Lisek w szoku, bo co tu począć z kurą na tej wysokości, a do tego pies na widoku. Pimpacy w szoku, bo kura na furtce to jeszcze spoko, ale co do nędzy stoi za furtką!? (Pimpacy chyba jeszcze lisa z bliska nie widział). I tak by sobie wszyscy stali do jutra, ale małżonek wziął Lasera i Mająca, którzy akurat byli w domu, i polecieli nastraszyć lisa. Lis na widok człowieka dał dyla na zachód, a pieski pobiegły na wschód…

        Tak, naszalałam się z kosą, już nawet sianko miałam zagrabione do zbiórki, i się o 10 minut spóźniłam, przyszła burza, a po niej jeszcze kilka. A internety się same odcięły – przez kilka ostatnich dni nie było po co klaptopa otwierać, chyba żeby się wkurwić. Na trzy miale na krzyż udało mi się tylko odpowiedzieć.

        I również i owszem, arytmia nie odpuszcza, a wczoraj miałam epizodzik migrenowy. Albo przedwczoraj. Już dni mi się mylą, a czasem nawet miesiące. I puchnie mi lewa kostka, 25 lat po tym, jak ją sobie skręciłam. Teraz sobie przypomniała. No w każdym razie się bardzo Kochaną Oborę przeprasza, że taka bryndza z nędzą na Kanionku, ale wiedzcie, że aparat zbiera zdjęcia, filmy są już na serwerze, i coś w końcu z tego wyniknie. A teraz kończę, bo zaraz zasnę :-/

        • ciociasamozło

          Dobrze, że się odezwałaś, bo już się zastanawiałam nad wyprawą ratunkową ;)
          Tylko nie wiedziałam, czy zabrać zestaw do reanimacji, relanium czy krzepkiego szwagra (żeby np. komuś facjatę przestawić) ;)

          Suszarki do siana na stanie niestety nie posiadam, a dobre rady odnośnie spuchniętej kostki mogę sobie wsadzić do kieszeni.

          • Kachna

            Ciocia – masz krzepkiego szwagra??? Bo ja potrzebuję na trzy dni. I żeby umiał wiercić, przesuwać szafę, zamontować karnisz itp. W zasadzie było by komu przestawić facjatę….Ful opcja….może dam ogłoszenie: “potrzebuje do wiercenia dziurek, wbijania kołeczków, przesuwania szafy itp….”.

          • ciociasamozło

            Niby nie mam, ale jak potrzeba to mogę poszukać ;)

          • Lidka

            Ja jestem. Dopiero po swiecie wytrzezwialam. Poza tym “robilam” ogorki. Malosolne jeszcze nie wiem, bo maja dopiero 4 dni, ale maz z sasiadem juz wygrzebali pare do wodki i powiedzieli, ze dobre.

        • Kachna

          A bo się Kanionku pieprzy generalnie to tu to tam.
          Ale podobno damy radę….
          Ściskam.

  • Monika

    Obyś Ciociu mała rację. Swoją drogą taki pies to skarb. Jednak niepokoję się, bo Kanionek na serducho się skarżyła. Eeeeee, moje niepokoje mogę w buty sobie wsadzić…

  • ciociasamozło

    Ej, ja rozumiem, że u Kanionek nie ma czasu nas dopieszczać, albo internet u niej działa w trybie “mnie sie nie spieszy”, ale gdzie się podziała cała Obora? Wszystkie na wakacjach?
    I co, jak tylko ja wyjadę i nie będę miała dostępu do sieci to się wszystkie naraz odezwiecie? I jak ja to potem nadrobię? Hę?

    • Ynk

      Się zgłaszam. Po powrocie z wycieczki. Podczas tropienia mrówek na ich tajemnym szlaku pod listwą balkonową. Tuż przed zakupieniem farby i pędzli. Zaraz ogarnianie izby w przedremontowych konwulsjach. Zagladam jedakowoż. I współodczuwam :-)

    • zeroerhaplus

      A mi się po prostu nie chce.
      Popadłam w jakis specyficzny stupor internetowy, czytać – owszem, komentować – nie łaska ;)
      Ale nie cieszcie się niepotrzebnie – to przejdzie, jak wszystko.

      Żebyście wiedziały, jak mi się tego też nie chciało pisać ;) Trzy dni się zbierałam ;)

      • kanionek

        Zeroerha, siostro moja z tej drugiej strony lustra! Toż właśnie opisałaś to, co i ja czuję. Stupor, depra, i wyglądanie zza węgła, czy aby nie idzie “lepsze”. Internet chodzi “jak cie moge”, tylko klawiatura jakby z marmuru, a palce niczym z ołowiu. A myśli jak marmurowe rybki płynące przez ocean płynnego ołowiu. A łeb zakuty jak zawsze. Jego mać…

        • zeroerhaplus

          A widzisz, niechcący zaliczyłaś mnie do depresyjnej arystokracji (czuję się zaszczycona) do której jednak raczej się nie zaliczam (to jest jak z tą słynna migreną, którą ma część ludzi, której zresztą z całego serca nie zazdroszczę. A resztę po prostu czasem tylko łeb napierdala). Czasem tylko jestem jak pijane pisklę feniksa z cyklofrenią, tak cirka abałt. Ale poza tym wszystko okej ;)

          Widzisz, już zresztą przeszło :)

  • Monika

    Posłusznie melduję obecność – obecność w ogrodzie. W zasadzie to nie ogród, to dżungla! Czs zbiorów i przetwórstwa. Czereśnie zjedzone i zakompotowane, wiśnie zaspirytusowane, garnczek konfitur się smaży, czerwona porzeczka jeszcze dochodzi na krzaczkach. Bób – robaczywy, z czego cieszą się gęsi. Biegusy dorastają i zachowują się jak klasyczne małolaty. Mam jeszcze pomocnicę. Dostałam kwoczkę rasy kundel, która wysiedziała 5 araukanów. Łażą za mną po ogrodzie i poprawiają każda moją robotę. Ot, taka kanikuła. Jest pięknie. Dziękuję za uwagę, to byłam ja, Monisia. Niech się Kanionek nie gniewa, że tak się WEPCHŁAM ze swym wpisem. Pozdro! Lecę siać kapustę pekińską.

    • teatralna

      a ja mam nieśmiałe pytanie jak sie robi kompot z czereśni, bo wszystkich nie zeżrę??

      • Monika

        Konieczne są słoiki, najlepiej z zakrętkami, woda zagotowana z cukrem na litr wody szklanka cukru. Owoce wsypujesz do słoika, dobrze dodać jest garstkę jakiegoś kwaśnego owocu np. agrestu lub porzeczki. zalewasz owoce syropem, zakręcasz i pasteryzujesz ok. 20 minut. Kompot z czereśni jest nijaki ale przecież coś z tymi owocami trzeba zrobić. Smacznego Teatralna. :)

        • edyta

          O, ja pozwolę sobie się nie zgodzić. Kompot z czereśni jest pyszny! No ale ja czereśnie uwielbiam pasjami i w każdej postaci, choć tych postaci znowuż nie ma tak wiele ;-)

          • kanionek

            Ja też czereśnie. Samo słowo CZEREŚNIE jest smaczne. Nie zjadłam w tym roku ani jednej (i co tu gadać o sensie życia, gdy nawet czereśni brak). Kompot z czereśni pamiętam z dzieciństwa i na podstawie tych wspomnień również mogę stwierdzić, że czereśnie są dobre w każdej postaci.
            Kompot z czereśni jest zresztą jednym z zaledwie dwóch kompotów, jakie w życiu mi smakowały, a drugi to nie z makówek, tylko z tarniny. Odkrycie ubiegłego roku! Tej jesieni zrobię go chyba całą beczkę, o ile wystarczy mi cierpliwości do zbierania tych przeklętych śliweczek.

          • zeroerhaplus

            Jak tak patrzę na stan psychiczny i fizyczny części towarzystwa komentarzowego, to faktycznie może jednak te makówki, żeby poprawić nastrój?
            Przynajmniej na chwilę ;)

            A tak na serio, to życzę wszystkim poprawy, jak nie takiej, to innej, i niech się dzieje lepiej.
            Howgh.

          • Lidka

            Ja apropos tego kompotu czeresniowego, ze on byle jaki i ja sie tu zgadzam z Monika. Podrzucam wiec pomysl, nie moj, na polepszenie i to znaczne smaku: mojej tesciowej kolezanka wklada do kazdego sloika 1 cm ucietego z laski wanilii. Polecam, bo pilam i DOBRE.

          • Lidka

            Ja tez kocham czeresnie! Niestety, czas pomiedzy zjedzeniem pierwszej czeresni a biegiem do kibelka wynosi 20 minut…

      • edyta

        Ale że w słoiki? To mniej więcej tak: umyte (wiadomo) owocki ładujemy do wysokości 3/4 a nawet 4/5 litrowych słoików, sypiemy do każdego ze 2 łyżki cukru, zalewamy wodą (ci, co lubią sobie utrudniać, uprzednio tę wodę z cukrem zagotowują, co, moim zdaniem, nijak nie wpływa na jakość kompotu), porządnie zakręcamy, gotujemy po kilka sztuk w garze do tego przeznaczonym (wstawiamy, zalewamy znowuż do tych 3/4 wodą) przez 20 minut od zagotowania. Zostawiamy do przestygnięcia, cykl powtarzamy.
        PS Rada praktyczna ma jest taka, żeby przed przystąpieniem do dzieła na wszelki wypadek zalać garść czeresienek posłodzoną wodą i odczekać z godzinkę. Miewają mieszkańców i wówczas trochę szkoda byłoby całej roboty. Jeśli kto obrzydliwy, oczywiście i w robaczkach nie gustuje. Na ustrój wszak człowiekowi nie szkodzą (może na nastrój, jak się już ma świadomość spożycia) – sprawdziłam wielokrotnie :-P

    • kanionek

      O, Monika, a u mnie wczoraj się chyba wykluło pierwsze biegusiątko. Widziałam, jak mamakaczka wynosiła skorupkę na zewnątrz. Małych nie widziałam, bo mamakaczka siedzi w rurze i ani myśli wyłazić. Się naczekałam (cztery tygodnie te kaczki siedzą na jajach!) i co? Zaglądam co kilka godzin i NADAL NIC NIE WIEM!

      • zeroerhaplus

        Mamakaczka lepiła przez cztery tygodnie mozolnie (z tynku zdartego ze stodoły, ślimaczego śluzu i soku z żuka, jakżeby inaczej) skorupkę, żeby triumfalnie wynieść ją na zewnątrz w odpowiedniej chwili, bo wszyscy tego od niej oczekiwali, a Ty wymagasz jeszcze jakichś kacząt?
        No wiesz, Kanionek. Wstydź się, Kanionek.

        • kanionek

          A figę z makiem i kulawym dziobakiem! Właśnie że wymagam, I MAM :) Dzisiaj widziałam trzy puchate, malutkie jak ołowiane żołnierzyki (co ja mam z tym ołowiem ostatnio? prócz ciężkiego pomyślunku…), biegusiątka. MAmusia pozwoliła tylko do krawędzi rury, dalej absolutnie nie. Gdy zaś mój pysk pojawił się na widnokręgu, natychmiast zawołała żołnierzyki i schowała je pod płaszczem. JESZCZE się słuchają, ale poczekajmy tydzień lub dwa :)

          • Monika

            Fajowo, gratulacje! Nareszcie jakaś dobra nowina. :)))

          • mitenki

            ooooo pokaż ołowiane żołnierzyki :) A ile ich będzie?
            Piszę do Ciebie emalię Kanionku :)

          • kanionek

            Pokaż, pokaż. Łatwo powiedzieć! Matkakaczka W Rurze Siedząca nie pozwala im zrobić fotki. Jak tylko oko obiektywu pojawi się u wylotu rury, to już dzieciaki myk-myk-myk, pod kurtkę, i ani widu. Strasznie nadopiekuńcza i w ogóle paranoiczka z tej kaczki. Dziecków naliczyłam cztery, z czego trzy żółte jak kaczuszka, a jedno brązowe po mamusi. Są jeszcze dwa jajka. A było w sumie jedenaście, ale kurczaki ukradły. Normalnie chciałam im łby pourywać, ale może opowiem wszystko w nowym wpisie, OK?

          • kanionek

            Mitenki – emalia nie doszła.

  • Kachna

    A ja jadę na wakacje na DWA DNI. Wsiadamy we cztery babki i jedziemy na wschód. Og Grabarki na północ tatarskim szlakiem. Potem chłoniemy Supraśl.
    Kocham te strony.
    Jakby co – szukajcie mnie tam na szlaku.
    Rozgrzebałam remontu trochę i …uciekam.
    Taka moja kanikuła.
    Ale chociaż 9,5 i 14,5 “wyjechani”. A jak wracają to na 2-3 dni. I tak cały lipiec. A ja czuwam mi ogarniam co nieogarnięte. A trochę tego jest. I to bardzo.

    • Ynk

      Nie mów.. I ja do Supraśla. Po raz kolejny. Bo jest wy-jąt-ko-wy! I też Tatarzy skradli serce me (meee..). W Kruszynianach i Bohonikach. A i jadło tatarskie w S. jest pierwszorzędne. Z końcem lipca się tam doturlam :-)

      • Kachna

        Z końcem lipca nawet ze trzy -4 dni!!! Taka rozpusta!
        Mnie ciągnie zawsze do muzeum ikon. I do robienia nic na brzegu Bugu……Eh!
        Ynk – to może się natkniemy na siebie:)

        • Kachna

          Nad Bugiem to w Drohiczynie oczywiście:)

          • Ynk

            A jakże! W Drohiczynie nad Bugiem też. Po śniegu tupałam w lutym (lat temu kilka). U Pani Nauczycielki stacjonując.
            Szkoda, że Wierszalin w S. ma przerwę wakacyjną. Bo lubię tam się emocjonować ;-)
            Kachna – to może się natkniemy na siebie :-)

          • Kachna

            Jak już będę wiedziała gdzie i kiedy to napiszę do Ciebie:)

      • Ania W.

        He he he ;) . A ja na stałe w Białymstoku mieszkam :)

        • Lidka

          @Ania W.- moj Rafal z Siemiatycz. Maly swiat. Kiedy planujesz nastepny wypad do Chi- town? Spotkajmy sie, ja bardzo chetnie.

          • Ania W.

            He he, no nieźle! Ja też bardzo chętnie, chociaż pewnie do USA nie wcześniej, niż za dwa lata :). To może Wy wcześniej do Pl?

  • ciociasamozło

    Wiedziałam, że można na Was liczyć :)

  • Modra

    A ja sie nie odzywam bo poczulam sie jakis czas temu kompletnie wyautowana. Koniecznosc zyciowa rzucila mnie na polnocny kierunek, emigracyjny kierunek. Pracuje tam po kilka miesiecy i przyjezdzam na jeden miesiac do domu do Polski. Czytam stale Kanionka, tylko ze moja mizeria emigracyjna jest tak odlegla, jałowa, ze nie mam co tu pisac. Zazdroszcze wam codziennych waszych klopotow, wierzcie mi. Bo sa u siebie. Ale czuje sie tak jakbym obserwowala was z odleglej galaktyki.
    A teraz wlasnie od miesiaca jestem w domu i dopiero jakies trzy dni temu zrzucilam z siebie ten syf i frustracje wynikajaca z mojej pracy. Przez miesiac pracowalam w domu i ogrodzie, wynajdywalam sobie mase fizycznej roboty, zeby wypocic to co nagromadzilo sie pod skora. I dzis dopiero poczulam spokoj i tak zwyczajnie wzielam rower i pojechalam na krotka przejazdzke czerpiac z tego wylacznie przyjemnosc. I chociaz zbliza sie dzien wyjazdu, powrotu do pracy i wraca bezsennosc, to nareszcie czuje sie lzejsza o te kilogramy zniechecenia i zlosci za stracony czas, za jalowosc mojej pracy, ktora niestety w najblizszej perspektywie jest jedyna, ktora pozwala mi utrzymac sie na powierzchni.

    • kanionek

      Modra, jako iż znamy trochę Twoje położenie (nie tylko geograficzne), i wiemy, że nic tu mądrego nie wymyślimy, to ja sobie pozwolę jedynie przypomnieć wciąż aktualną ofertę: jeśli któregoś dnia zechcesz/będziesz musiała uciec z potrzasku, masz u nas kąt. Stary, brzydki (potwornie) i biedny (choć pewnie zależy z czym porównać), ale w miarę ciepły i zaciszny. Oferta ważna do wyczerpania (naszych kartek z kalendarza życia).

  • zośka

    Cześć, mam to samo, nie chce mi się pisać, nie chce mi się czytać, nie mam pomysłu co dalej. Skończyły mi się pomysły co dalej mam w życiu robić. Siedzę smętnie i czasami was podczytuję. Ale kompletnie nie wiem co napisać. I tak, o.

  • Iwona

    U mnie, nieuchronnie, czas podjęcia decyzji, odkładanej latami, poczytam Was i lżej się zrobi

    • zeroerhaplus

      Dajesz, Iwona :) (tak się u nas we wsi mówiło, w sensie “alleluja i do przodu” albo bardziej pospolicie “twój ruch”)
      Nie mam pojęcia, co to za decyzja, ale pewnie cholernie ważna i pokręcona, skoro latami się zastanawiasz. Ale wiem jedno: potem może nie będzie łatwiej, ale na pewno lepiej. Powodzenia :)

      • diabel-w-buraczkach

        Ha. Moze zacznijmy wszystkie grac w totolotka – któras w koncu MUSI wygrac wielka forse, za która pojedziemy wszystkie do tej Nowej Zelandii na tydzien albo dwa.
        Ostatecznie moze byc inna dowolna lokacja, byle by w milych okolicznosciach przyrody i duzo wina (najlepiej z truskawkami i lodem). I mam gwarancje, ze wszystkie wrócimy psychicznie podbudowane :))))

  • ng

    Noż kurde Kanionek weź się odezwij! Mistrzyni suspensu!!

    • kanionek

      Odzywam się! Właśnie skończyłam pakować sery do jutrzejszej wysyłki, jeszcze tylko listy przewozowe muszę wydrukować.
      Kozy Kochane, w Oborze Jedynej (jedynej właściwej), ja wiem. Że to nie fair i gdzie jest do diabła nowy wpis. Jutro kończymy z małżonkiem pewną robótkę (okołokozią oczywiście – te małpy nam kradną życie!) i postaram się przysiąść na łachmanach i coś napisać tytułem wyjaśnienia do setki zdjęć, które zrobiłam ;) Nie mam weny, jestem pusta jak ten dzbanek Salomona, ale wiem, wiem, że co to Was obchodzi, dawaj nowy wpis łachudro. No więc dam, wypruję go z siebie choćby i razem z flakami, bo się boję iść do piekła, a przecież to grzech tak długo nie pisać.

      • ng

        Kanionek bez weny. Aha! Takie polotu jak Kanionek to ja nigdy nie osiągnę, nawet jak bym wenę miała.

        Okołokozia robótka brzmi intrygująco!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *