Jedenastu wspaniałych i jeden ekslibris, czyli o pomidorach, co nie myły zębów

“Now I don´t want to be your slave
You´re trying to drive me to an early grave
All I ever hear, is that you live an´ breathe for me
But, all you ever do, babe, is shake my tree”
Fragment utworu “Shake My Tree” z albumu “Coverdale-Page”, 1993

Całkiem udana płyta dwóch “gigantów” rocka – Davida Coverdale’a (Deep Purple i Whitesnake) i Jimmy’ego Page’a (Led Zeppelin), dużo gitarry i wiadomego wokalu, mocna, pełna i krzepiąca, niczym skwarki ze smalcem (skwarek nie lubię, ale podobno krzepią). No i tak mi się kawałek “Shake My Tree” (dosłownie: potrząsać czyimś drzewem) przypomniał, gdy poszłam pokiwać głową nad pomidorami w szklarni, bo w tym roku mam więcej liści, niż owoców, i nawet wiem dlaczego – zapomniałam nimi potrząsać! W ubiegłym roku codziennie chodziłam do szklarni z elektryczną szczoteczką do zębów, którą wystarczyło przyłożyć (włączoną, oczywiście) do gałązki z kwiatami, by pyłek się osypywał i robił swoją robotę. Bo widzicie, pomidory są samopylne, co oznacza tyle, że potrzebują kogoś lub czegoś, co wprawi kwiaty w ruch – np. trzmiela, wiatru, lub szczoteczki do zębów. W mojej szklarni cisza, spokój, nic się nie dzieje, to i kwiatki się nie pozapylały. No nic. Nadal kwitną, więc może jutro nie zapomnę umyć im zęby.

liscie i liscie

pomidory 2 pomidory

W szklarni siedzą jeszcze:

Kozłek lekarski zwany walerianą:

kozlek lekarski

Szczypiorek czosnkowy:

szczypiorek czosnkowy

I na przykład trzecia tura koperku, który w ogrodzie nie ma szans – ślimaki i mszyce w tym roku też koperkiem nie gardzą.

koper w wiadrze

Rzodkiewki również zaczęłam uprawiać w wiadrach i skrzynkach trzymanych w szklarni, bo tam żaden ponury dziad ich nie dorwie. Aha, i chyba jednak zapomniałam przyciąć jeżynę bezkolcową na jesieni, bo mam pełno, ale to pełno owoców:

jezyna krzew jezyna bezkolcowa

Jeśli chodzi o uprawy, to nadal uprawiam zmianowe wypasanie kóz (ta dyscyplina powinna znaleźć swoje miejsce w kanonie sportów wyczynowych), i proszę – śniadanie do łóżka, czyli panowie na porodówce (a panie w krzakach):

Andrzej na porodowce 2 Andrzej na porodowce Kocyk i Lucek na porodowce 2 Kocyk i Lucek na porodowce

Z kolei w świecie dzieci z probówki dwie zmiany. Po pierwsze, dzieci smażą się teraz na innym grillu:

jajka na okrągło

A po drugie, w naszym jajecznym teleturnieju pozostało już tylko jedenastu zawodników, za to wszyscy dziarscy i każdy ma wielkie, czarne oko. Żywię nadzieję, że mają po dwa takie same, no ale przez skorupkę widzę tylko jedno, o czym uczciwie informuję, żeby potem nie było, jak się cyklopy wyklują. Próbowałam uchwycić rzecz całą na zdjęciach, ale aparat gubił ostrość w zbliżeniu, a i nie chciało mi się czekać do wieczora, by w egipskich ciemnościach robić gimnastykę ze statywem i długim czasem naświetlania, żeby się obyło bez lampy. No to widać tyle, ile widać, i znów musicie mi wierzyć na słowo:

oko kurczaka pajeczynka komora powietrzna kurczak

Nacięłam sporo mięty i melisy do suszenia, dla mnie, dla kóz i kurczaków na zimę. Mięta pieprzowa:

karton mięty mięta

I melisa:

melisa melisa z bliska

Pęczki pełne aromatu suszą się pod daszkiem komórki na siano:

suszone w peczkach

A takie trochę gorsze liście, które obrywam z dolnej części łodyg, i inne “odpady” pozostałe po selekcjonowaniu zielska, suszę w płaskich kartonikach z Lidla. Zmielone na drobno będą dodatkiem do zimowego żarcia kurczaków:

suszone luzem

Jeśli chodzi o wiśnie, to zaskoczyła mnie taka mała, rachityczna drzewinka, którą już chciałam ściąć z litości, bo rośnie pod świerkiem, konkurując z nim o światło i wodę, a owoców najwięcej miała trzy. A w tym roku…

wisienka wisnie

Nie to, żebym miała się najeść do rozpęku, bo sójki już zwietrzyły interes i jeszcze przylatują grupowo i drą się na siebie, coś w stylu “to MOJA wiśnia, ty łachudro!”, albo “spadaj w buraki, ja tu byłam pierwsza”. No i ta, co miała spadać w buraki, faktycznie wyżarła mi siewki buraka liściowego. Z kilku wysianych i wzeszłych rzędów zostało mi ledwie kilka roślinek. No ale o ogrodzie kiedy indziej, bo dziś nie zdążę, albowiem są ważniejsze sprawy. Kozie sprawy, oczywiście.

Otóż sprzątając ostatnio w kurniku, podsłuchałam niechcący taką rozmowę, co się toczyła za tylnymi drzwiami obory:

–  No nie wiem, ja zrozumiałam, że chodzi o owce – syczy Irena.
–  To źle zrozumiałaś.
–  NO NIE WIEM – powtarza dobitnie Irena – czy źle zrozumiałam, bo to jest przecież LOGICZNE, że tu jest koziarnia, więc żadne owce nie powinny do niej mieć wstępu.
–  No, – potwierdza szyderczym tonem Bożena – tak samo jak konie, krowy, żyrafy i jeżozwierze. Widziałaś tu kiedyś jeżozwierza? Albo, na ten przykład, OWCĘ?
–  To jeszcze nic nie znaczy! – krzyczy Irena, mocno już zdenerwowana. – Bo w każdej chwili jakaś obca owca może się tu przypałętać! Owiec nie znasz? One łażą gdzie popadnie, zaglądają gdzie nie trzeba, i w ogóle szwendobylskie są, to i tutaj kiedyś przyjdą, zobaczysz.
–  Głupia jesteś.
–  Sama jesteś głupia! I jeszcze wspomnisz moje słowa, jak tu przyjdą wścibskie, obce owce, zobaczysz.
–  Głupia jesteś, bo nie ma takiego słowa “szwendobylskie”, ale nieważne. Ja jestem pewna, że Kanionek mówiła o obcych, ale nie owcach, tylko w ogóle różnych obcych, i że im nie wolno wchodzić, bo urzędnicy nie pozwalają.
–  Tradycja! A ty jak słyszałaś? – Irena nie daje za wygraną i szuka stronników.
–  Ja-a-a? – jąka się speszona Tradycja. – Ja nic nie słyszałam, bo akurat byłam zajęta.
– Ta, zajęta, – Bożena mruczy pod nosem – na drutach robiłaś. Telegraficznych. – I aż się krztusi ze śmiechu.
–  Ech, ty to jesteś taka ciapa, wiesz? – pogardliwie podsumowuje Ziokołka Irena. – Biała, wielka ciapa. Jak roztopiony bałwan. Albo jak ciapowata, biała owca. Owcom wstęp wzbroniony! – krzyczy, i też się już zatacza ze śmiechu.
–  Walcie się! – odparowuje Tradycja. – Chodź, Kachna, nie będziemy się zadawać z tym kolorowym motłochem. (Jezu słodki obce owce pasący, co się dzieje z tymi moimi kozami?!)

Dłużej podsłuchiwać (niechcący) nie mogłam, bo trzeba było z taczką pełną kurzego jechać do ogrodu, za to wieczorem kozy poprosiły o kawałek deski i czerwony mazak, i jeszcze żeby im światło na noc zapalone zostawić. Normalnie zaczęłabym coś podejrzewać, ale byłam tak zmęczona, że dałam im całą paczkę mazaków, pierwszą lepszą dechę z rozbiórki wychodka, zostawiłam to światło i wolałam więcej o sprawie nie myśleć.

Rano wchodzę do koziarni i widzę od razu, że coś jest na rzeczy, bo Irena aż pęka z dumy. Bożena też, ale raczej tak normalnie, z obżarstwa. Tradycja nie pęka, tylko grzebie kopytkiem w słomie i mamrocze pod nosem, że ona nic z tym wspólnego nie miała. “No pewnie, że nie miałaś! Tylko przeszkadzałaś!” – wrzeszczy pękająca Irena.
“A z czym… z czym nie miała wspólnego Tradycja?” – pytam słabo, bo przyznam szczerze, trochę się boję tego, co one mogły zmalować. “Z tym!” – Irena wyciąga spod koziej ławki TO:

deska z niespodzianka Kanionek moze Kotek oczywiscie

I wtedy mnie, proszę Państwa, olśniło. Że przecież ja im niedawno opowiadałam, że jest taki wymóg urzędowy, żeby na drzwiach obory była tabliczka “obcym wstęp wzbroniony”, i że muszę tę tabliczkę zrobić, tylko nie bardzo mam kiedy. I one, kozy kochane, postanowiły mi pomóc. I ta cała sprzeczka… No cóż. Wyszło jak wyszło, czepiać się nie będę, bo one całą noc nad tym pracowały – podobno Bożena dyktowała, a Irena skrobała kopytkiem. Sądząc po treści napisu osiągnęły zadowalający wszystkich konsensus i pozostaje mi żywić nadzieję, że urzędnik kontrolujący moje obejście (a kysz! a kysz!) będzie miał poczucie humoru. Gdyby nie miał, to niech gada z Ireną i się z nią użera. I co one mają do tych owiec?!

PS. A jak zapytałam, co to jest ten zielony mazagraj w lewym, górnym rogu tabliczki, to Bożena z całą powagą mi odpowiedziała, że to jest Ireny ekslibris. “Właśnie! Eks-owiec mój to jest! Talibazgram odpędzający owce!” – chyba wiadomo, kto to powiedział.

ekslibris

No i trzeba to jeszcze na drzwiach zawiesić, więc Bożena pyta, czy dostanie młotek i gwoździe. Po moim trupie!

PPS. Kaczki przyjechały już dzisiaj, choć nie tak miało być…

kaczki

Śliczne, prawda? Od razu wdepnęły w pojemnik z wodą, wyżarły całą pszenicę, której kurczaki rano nie dojadły, i wzięły się za strzyżenie trawy. A ławka wierzbowa jakoś jedzie do przodu, tylko muszę chyba odchwaścić pod nią, bo ławki prawie nie widać:

lawka wierzbowa

No i na koniec ta róża, co  wyrasta już za bramą, więc ją kozy obżarły jak się patrzy, ale jeden z pędów, przewleczony przeze mnie przez siatkę na stronę podwórka, ma kilka liści i dwa kwiatki:

roza zza bramy 2 roza zza bramy

I to by CHYBA było na tyle.

159 thoughts on “Jedenastu wspaniałych i jeden ekslibris, czyli o pomidorach, co nie myły zębów

  1. pluskat 20/07/2015 at 20:45

    Kaczki? Jakie kaczki? Cos przegapilam?
    Tabliczka jak sie patrzy, jak zakolczykujesz reszte ferajny, unia Ci nie podskoczy. Roza piekna i zdrowa, najlepszy dowod, ze podcinanie sluzy roslinom, podobno ciecie winorosli wzielo sie stad, ze zauwazono, ze krzewy obgryzane przez kozy lepiej owocuja. Laweczka rosnie poza kozim zasiegiem?

    • kanionek 20/07/2015 at 20:54

      Ha! Bo rzeczy dzieją się błyskawicznie! Dziś przed południem dzwoniła klientka od sera z pytaniem, czy chcę kaczki. Rzekłam, że chyba, że owszem, że czemu nie, ale musiałabym coś najpierw dla nich przygotować, dokształcić się w kaczkach i w ogóle. Na to ona, że jasne, i że te kaczki to kiedy indziej. No i przjechały po południu, a pani dzwoniła przepraszając, że ona też nie wiedziała, że ONI już dziś mi te kaczki… Jednym słowem – cyrk :) Jak zawsze:)

      • kanionek 20/07/2015 at 20:54

        A ławka w ogrodzie, oczywiście.

  2. Bisia 20/07/2015 at 21:35

    A zjadlas juz wszystkie pomidorowe wyroby z zeszlego roku? ;-)

    • kanionek 21/07/2015 at 07:23

      No właśnie zjadłam, i jestem tym faktem zdziwiona, bo TYLE tego miałam. Tylko kepuczu kilka słoiczków mi zostało, a wszystkie przeciery i pomidory w kawałkach pooooszły!

  3. Lidka 21/07/2015 at 02:38

    Witam po dluzszej nieobecnosci. Tak jak kiedys Kachna powiedziala, rozsypaly mi sie puzzle.
    Wchodze do Kanionkowa, a tu TAKIE CUDA! I nawet kaczki juz sa! Lawka niesamowita.
    W tym roku wyszly mi rewelacyjnie ogorki, i malosolne i te w sloikach. Pozdrawiam wszystkich goraco.

    • kanionek 21/07/2015 at 07:22

      Lidka :) :) :)
      Już wszystko OK?
      Cieszę się z Twoich ogórków, bo ze swoich nie mogę :D Cukinie i ogórki w tym roku nie chcą rosnąć, i żadna siła ich nie zmusi.

  4. diabel-w-buraczkach 21/07/2015 at 09:39

    Szyldzik wzruszajacy, mam nadzieje, ze w tym temacie nie ma super-dokladnych wytycznych i taki tez jest dopuszczalny…
    Kaczki faaaajne!!! :)

    • kanionek 21/07/2015 at 14:43

      Kwajne :D

  5. ciociasamozło 21/07/2015 at 10:03

    „Co dzień rano rodzina kacza kaczy kuper w wodzie macza…”
    Przybijam kozom kopytko za szyld! I Kotek jest!
    W tym dopisku, że tylko Kanionek może, widzę nogę (rogi? pysk? bo raczej nie rękę) Tradycji.
    Rozumiem, że ta amelinowa foremka przy jajach to z wodą, żeby wilgotność utrzymać?
    Jak już oczy mają, te Twoje jaja, to im tak nie wal tą żarówą po gałach ;)
    A może następne kurczaki kaczka wysiedzi? A kacze jaja się je? Bo jak nie to raczej drób ozdobny, znając kanionkowe podejście do zjadania żywego inwentaża ;)
    „Old McDonald had a farm E-I-E-I-O…”

    • mitenki 21/07/2015 at 14:12

      Ciocia, jak najbardziej kacze jaja są jadalne, i gęsie i indycze też. Tylko mają trochę inny smak. A niektórzy to nawet strusie jaja jedzą :)

      • ciociasamozło 21/07/2015 at 15:50

        Aaa, racja, przecież te chińskie stuletnie to chyba kacze są. Albo mi się pomyliło z kaczymi zarodkami :/

        Dżizzz! InwetraRZ miało być ofkors! Co te internety z człowiekiem robią ;(((

        • kanionek 21/07/2015 at 16:42

          Ogłupiajo normalnie, sama coś o tym wiem. A z kaczkami to mam taki problem, że one nie mają grzebieni na głowie i nie mam zielonego pojęcia, czy to jest towarzystwo mieszane, czy jednopłciowe. Ale gdyby w przyszłym roku miały znosić jakies jajka, to chętnie wysiedzę, bo mi się te kaczuchy niezwykle podobają. Tylko one będą wolały nad stawem mieszkać, a tam znowu Rude Ryje :-/

          • zerojedynkowa 22/07/2015 at 14:09

            Jeżeli mnie pamięć nie myli to u kaczek (zakładam, że wszystkich ras) u kaczorów na ogonie jest takie zakręcone piórko – po tym rozpoznaje się Pana Kaczora, Pani Kaczka takowego piórka nie posiada. Ponoć rozróżnia się je też po odgłosie dziobowym przy złapaniu, ale za nic nie przypomnę sobie o co chodziło.
            A Irenie proszę pogratulować – piękna kaligrafia! I jaka artystyczna czcionka! Wstępu będzie się bała każda owca i każdy obcy.

          • kanionek 22/07/2015 at 17:19

            U moich nic się nie kręci, ale może jeszcze za młode? Docelowo chcę im udostepnić staw, na cały ciepły sezon, i nie ukrywam, że miło by było, gdybym w przyszłym roku zobaczyła 20 kaczek, a w jeszcze następnym 30… Piekne są te kaczki, no naprawdę :)
            Och, Irena już tak pęka z dumy, że serio, wyżej głowy nosić się nie da. I jakaś bardziej błyszcząca się od tej dumy zrobiła, i obawiam się, że teraz będzie jeszcze bardziej pyskata ;)

    • kanionek 21/07/2015 at 14:42

      @Ciocia
      Aaa… To pewnie to Irena miała na myśli mówiąc, że Tradycja „przeszkadzała”. I bidulka do góry nogami napisała, bo z drugiej strony deski musiała stać ;)
      No i podobno trzeba świecić i sprawdzać codziennie, żeby ewentualne zgony eliminować z inkubatora. Jak na azie, odpukać w twarde jajko, jedenastu wspaniałych trzyma się nieźle. Dziś też im w tyłek świeciłam, to wiem :) Tak, ameliniowa foremka (po kociej karmie, którą koty dostały od tej klientki, od której ja dostałam kaczki) to na wodę, bo coś mi się komory powietrzne w jajkach za duże wydają na ten etap inkubacji.
      Old Kanionek had a farm… Teraz czekam na osła. Serio, ta moja klientka może się okazać bardziej nieobliczalna ode mnie :D

  6. Dorcia 21/07/2015 at 12:56

    Kanionku, jak to zobaczyłam, to od razu pomyślałam o Tobie!

    http://lovekrakow.pl/aktualnosci/koza-na-ul-dlugiej-niecodzienny-widok-w-centrum-krakowa_9693.htmlNie planujesz z koza na zakupy może???

      • kanionek 21/07/2015 at 14:36

        A wybrałabym się, tylko dystans prawie 20 kilometrów mógłby zniechęcić moje kozy :D

        • Ania W. 21/07/2015 at 17:53

          Twoje kozy pewnie by pocięły lekuchno te 20 km i jeszcze Kotek by za Wami się przemieszczał. Tabliczka przecudna, no potrafi Irenka, potrafi!

          A co tak po moim Lucusiu jeździsz? Naprawdeż on taki hmmm…?

          • kanionek 21/07/2015 at 18:22

            Oj tam, oj tam :) Nie jeżdżę, tylko sprawiedliwie oceniam okiem obiektywnego hodowcy, buhaha :D I widzę, że Kocyk np. jest sprytniejszy, i wygrywa przepychanki z Luckiem, choć waży połowę Lucka. No i Lucek czasem tak patrzy, patrzy, i sam chyba nie wie, na co patrzy, i NAPRAWDĘ ma głupkowaty wyraz twarzy, ale to jeszcze nie znaczy, że nie jest słodki i kochany :)

          • nikt wazny 22/07/2015 at 01:29

            A pamietam jak pisalas, ze Lucek bystrzejszy od siostry, ze niby ona odziedziczyla malosprytnosc po mamusi:)
            A tu prosze.

          • kanionek 22/07/2015 at 08:44

            Bo tak to na początku wyglądało – Lucek był większy i wygrywał przy cycku, ale już miesiąc później było widać, że Kachna się „ogarnia” :)

    • mitenki 21/07/2015 at 18:25

      A ja dziś wyprowadziłam na spacer… odkurzacz :]
      Kilka dni temu odmówił współpracy, dziś zataszczyłam do serwisu. I co się okazało? Ano, szmelc przemyślał przez drogę swoje postępowanie i w serwisie zaczął działać :D

      • nikt wazny 22/07/2015 at 01:26

        I prowadzilas go za trabe? Byla tala scena w filmie „Once”:)

        • mitenki 22/07/2015 at 01:48

          Nie za trąbę, ale jak pańcia pieseczka miniaturkę – w torbie :D

  7. mitenki 21/07/2015 at 14:19

    Nie miała Kanionek kłopotu, kupiła sobie kaczki ;)

    Irenka, piękną tabliczkę zrobiłaś! A teraz idź i zrób sobie równie piękne zdjęcie!
    Gwiazdą będziesz, rozumiesz – sława, wywiady, autografy i kasy tyle, że Kanionek kupi ci złoty żłób i złotą miskę na wodę :D

    • kanionek 21/07/2015 at 14:35

      A gdzie tam „kupiła”. Dostałam w prezencie od klientki, ale to kaczki jej znajomej, które przywiózł ktoś, kto nie zna mojej klientki… W każdym razie miały przyjechać dopiero za kilka dni, żebym mogła im przygotować miejsce, ale wyszło tak, jak to zwykle na wsi wychodzi ;)

  8. mp 21/07/2015 at 16:29

    To oczywiste, że kaczki musiały się pojawić, jako ALTERNATYWA ;-)
    W każdym szanującym się biznesie alternatywa musi być (jak ktoś nie wie, o co chodzi, niech sobie wygugla ). Przy okazji- jakie to piękne imię dla kaczuchy (zdrobniale może być Natka, Nasia, Naśka- to nawet brzmi podobnie do „taś taś” , jakim na wsi kaczki się przywoływało.

    • kanionek 21/07/2015 at 16:39

      Ha! Moje na razie nazywają się „wyjdźże z tych krzaków”. Takie jakieś dzikie są, że jak im postawię wodę, żarcie, skoszone zielsko i cuda na kiju, to nawet nie spojrzą, ale gdy patrzę z okna w kuchni, to się zaraz taplają w wodzie, i jedzą za trzech. Kurczaki profilaktycznie omijają mały wybieg (trzeba im było jednak otworzyć okienko, bo panikowały), więc jajka pewnie znowu Laser będzie po krzakach zbierał ;)
      Ale nic to. Przyzywczają się wszyscy do siebie.

  9. zeroerhaplus 22/07/2015 at 13:24

    „Naturlisch, naturlisch, oczko dla kaczek kopać płynę, ja, ja! Ja… kich kaczek?!?
    Kanionku, jest takie przytulisko dla zwierząt w tym pięknym kraju, gdzie mieszkam. Gut Aiderbichl się nazywa. Przyjmują wszystkie „zagrożone” zwierzaki, od starych cyrkowych koni po szczury kradzione z laboratoriów. Teraz mają ponad 6000 bydlątek różnej maści i wyznania :)
    Oni też zaczynali od paru psów i kotów ;)

    Ależ masz ładne, dorodne pomidorzyska! A na co Ci ten kozłek? Na uspokojenie? Ciebie, czy koziołków? ;) I czy próbowałaś już szczypiorku czosnkowego? Jakie wrazenia? Bo też się nad nasionami tej wiosny zastanawiałam…
    Świetny pomysł na koperek! Kradnę natychmiast!

    Układ jajców w nowej odsłonie skojarzył mi się od razu z jednym: była taka zabawa „chodzi lisek koło drogi”, tam się stało w kółeczku. I te jajka tak wyglądają… Nic nie zrobię, tak mi się kojarzy i już. Ale to dobrze, przyzwyczajaj je, może będą ostrożniejsze na starość (znaczy po wylęgnięciu). Czym skorupka za młodu, takie tam.

    No i na koniec najważniejsze: TABLICZKA!!!
    Tabliczka jest śliczna, historia wokól niej jeszcze piękniejsza, całość rozczuliła mnie do łez. Ależ masz kochane kozy :)))

    • kanionek 22/07/2015 at 17:28

      Och, dziękuję :) Mam najlepsze kozy na świecie, bez dwóch zdań, nawet jeśli tylko ja tak twierdzę. Koperek i inna drobnica w wiadrach to jest to! Gdy tylko zetnę jedną partię, natychmiast wysiewam kolejną, w tym samym wiadrze, i tak to sobie jedzie. Aha, wiadro ma dziury w dnie wywiercone. Szczypiorek czosnkowy – nawet, nawet, tylko mam kilka uwag: czosnkowy jest posmak tylko na początku, a później trochę taką zwykłą trawą zajeżdża. Mało szczypiorkowy, niestety. Ale jest wieloletni, i pewnie wczesną wiosną będzie już służył za zieloną posypkę na kanapki z jajem. Tylko muszę go z wiadra do ogrodu porozsadzać, ale dopiero wtedy, gdy wgryzka szczypiorka odpuści.

      Jajca robią się coraz mniej przezierne :) Kurczaki będą teraz rosły jak na drożdżach, a przynajmniej tak mówi przewodnik amatora-inkubatora. Oby nic się złego nie wydarzyło… Małżonek mnie oświecił w kwestii dziwnych i nagłych zmian temperatury w inku. To znaczy też to podejrzewałam, ale nie byłam pewna. Otóż w naszej boskiej sieci mamy skoki napięcia o takiej amplitudzie, że żarówa raz daje mniej, raz więcej ciepła. I boję się, że którejś nocy jajka się ugotują, więc na noc, gdy nie mogę sprawdzać temperatury co pół godziny, zostawiam większy przewiew – lepiej żeby miały chłodniej, niż goręcej. Uff. Wracam do roboty.

      • kanionek 22/07/2015 at 17:31

        Aha, a kozłek to taka fanaberia tylko, bo na mnie waleriana i tak nie działa. Jeśli się rozrośnie, to oczywiście, że kozy dostaną :) A pomidory ładne, ale pięć na krzyż. Essu, miałam im zęby umyć. Może dziś nie zapomnę.

  10. zeroerhaplus 22/07/2015 at 13:30

    Aha, jeszcze coś: kradnę bezwstydnie i bez pytania słowo „szwendobylskie” :) Dzięki :D
    Druga rzecz: jak kastracja? Już po krzyku?

    • kanionek 22/07/2015 at 17:14

      Ach, nie ma za co. Irena nie rości sobie praw autorskich – takie rzeczy wymyśla na poczekaniu ;)
      Tak… Po krzyku. Dosłownie. Tylko Andrzej i Kocyk, przy Lucku zachwiała mi się pewność siebie. „Czy” i „kogo” zostawić – to był trudny wybór, i wcale nie jestem pewna, że dokonałam najlepszego. A teraz, po krzyku i traumie, dochodzimy do siebie. Ja i oni. Andrzej nie ma apetytu, choć smakołyki zje, ale tylko z ręki. Kocyk radzi sobie dużo lepiej. Jeszcze trochę czasu upłynie, zanim będą mogli wychodzić, więc nadal koszę i targam im zielsko do koziarni. Te kaczki spadł mi na głowę w najmniej odpowiednim momencie, ale ONE są bardzo zadowolone. Dostały dziś do michy zielsko ze stawu i były w kaczym niebie. Napiszę więcej, gdy się zbiorę w sobie.

      Mam sposobność wziąć dwa prosiaczki za 350 zł. Co Wy na to? Zeroerha – sprawdź w swoim szklanym kocie, lub zapytaj czarnej kuli, czy jest mi pisane szczęście świniopasa ;)

      • Modra 22/07/2015 at 18:54

        Kanionku przepraszam że tak z buta, ale ja rozważyłabym przed wzięciem prosiaczków, czy mam gdzie je trzymać, odizolować ( i zamknąć np. w zimie), jak i za co je wykarmić i czy jak dorosną będę umiała sprzedać je na mięso :-(
        Ja na ten przykład bym nie umiała niestety. Praktyczniejszy byłby kucyk lub osiołek, bo bym na wózku mogla przy jego pomocy zwozić z lasu to co już targasz na swoim rowerze chyba. Zarobiłby na swoje utrzymanie, że tak powiem.

        • kanionek 22/07/2015 at 19:55

          Ale chyba już mnie trochę znasz, Modra? Jeśli wg Ciebie wzięłabym cokolwiek, nie mając pewności co do możliwości schronienia i wykarmienia, to chyba słabo sportretowałam swoją nerwicę i wieczną troskę o dobrostan moich zwierząt ;)
          Nie, osiołek nie zarobiłby na siebie :) Po pierwsze primo – nie umiem trenować osłów (ani innych zwierząt pociągowych), po drugie osiołek chciałby żreć owies, za który zimą zapłaciłabym więcej, niż za całe to drewno. Pomijając już fakt, że żaden wózek nie da rady tym śródleśnym wertepom, po których jedzie się do naszej „działki” z drewnem.
          ALE, w jednym mnie masz. Świnki oczywiście miałyby stanowić nasze wyżywienie i iść na ubój jeśli nie tej jesieni, to pewnie najdalej za rok. I tu przyznaję, że NIE WIEM, czy dałabym radę. Nie zabić, bo to robiłby profesjonalista, tylko się z nimi pożegnać. A jeśli chodzi o karmienie trzody chlewnej w sezonie „ciepłym”, to muszę Tobie powiedzieć, że podrążyłam temat już jakiś czas temu, i również w tym zakresie, podobnie jak w kwestii tradycyjnych metod uprawy ogrodu, czekała mnie ciekawa niespodzianka. Otóż świnie można i nawet powinno się wypasać na… łące. Żarcie zlewek z kuchni nie jest dla nich naturalne (patrz – dzika świnia), choć one oczywiście chętnie zjedzą wszystko. I w dużym skrócie: takie, a nie inne żywienie świń, jakie wszyscy znamy, wzięło się prawdopodobnie z dwóch czynników. Pierwszy, to brak ziemi na wolny wypas (przeciętna wieś, kilkanaście lub -dziesiąt domów jeden obok drugiego, podwórka zadeptane lub rozjeżdżone maszynami, no to świnie w chlewie, bo gdzie?), drugi – szybkość przyrostu świńskiej masy mięśniowej i tłuszczowej. Gęsi i kaczki też można utuczyć w miesiąc, i tak się robi na fermach hodowlanych. Mogę napisać więcej, tylko trochę później, bo jeszcze trochę pracy mi zostało :)

          • Modra 22/07/2015 at 21:23

            Ależ Kanionku! doskonale sportretowałaś swoją nerwicę o dobrostan zwierząt :-) Przyjęłam, raczej, za bardzo prawdopodobne, że możesz uniesiona falą przysposabiania nowego zwierzyńca (patrz kaczki) przyjąć świnki, ZANIM zbudowałaś dla nich zaplecze. Jak by już się pojawiły pokochałbyś je i dopatrzyła szybko indywidualnych cech charakteru, karmiła za ostatni grosz sobie od ust odjąwszy. I zapracowywała jeszcze bardziej (o ile to jeszcze możliwe) żeby w jednej dobie zdążyć oporządzić sama całe to towarzystwo. Woda nadal zdobywana z deszczu, worki owsa tachane na chudych plecach Kanionka, gałęzie i zielone smakołyki przywożone z lasu na ramie roweru lub jw plecach, Rude Ryje grasujące, apartmętów wolnych od ręki brak i tylko zwierzaków coraz więcej. A Kanionek tylko jeden…. Tak mi się pomyślało i to co powyżej napisało.

          • kanionek 22/07/2015 at 21:40

            Łii tam, bo te kaczki to żaden wielki kłopot, ale ze świnkami faktycznie więcej ambarasu. Wiesz, Modra, dużo się nauczyłam, jeśli chodzi o zwierzęta, i w ogóle przemeblował mi się światopogląd. Świnie nie lubią mieszkać w murowanych, ciasnych, zasranych pomieszczeniach. Krowy też nie. Żadne zresztą zwierzęta. Nawet konie kiedyś żyły dziko i nikt ich kocami nie okrywał. To człowiek zwierzęta zmusza do nienaturalnych warunków, dla własnych potrzeb i swojej wygody. Te kaczki, co siedzą w nocy w krzakach, mają się nieźle, i przynajmniej kuper i łapki mają czyste, nieobesrane. Dobrze wiedzą, kiedy przyniosłam im żarcie, a kiedy tylko przechodziłam obok z pustymi rękami, i wyłażą z krzaków wedle własnego upodobania. Np. wczoraj podczas deszczu :) I z kozami jest podobnie – czasem naprawdę wcale nie chcą wracać do koziarni – wolałyby leżeć w tym swoim narożniku z sianem i gapić się w gwiazdy (a może i zajarać fajkę po kryjomu). I po co to wszystko piszę – żeby zaznaczyć, że może świat wcale nie jest tak doskonale urządzony, jak przyzwyczailiśmy się myśleć. A ja mam doskonałe warunki do wolnego chowu zwierząt, choć wiąże się to również z pewnym dla nich ryzykiem, tak jak w naturze.
            Z braku czasu nie rozwinę dziś tego wątku.
            I wiem, co masz na myśli i też to biorę pod uwagę. Bo prawdę mówiąc zawsze chciałam mieć świnkę do towarzystwa ;) I wiem, że korciłoby mnie, żeby prosiaczki rozpieszczać. I nigdy ich nie oddać. Wiem. I wiem też, że to nie jest rozsądne, i mam nadzieję, że kiedyś znajdę złoty środek, jeśli wiesz, co mam na myśli.

          • Modra 22/07/2015 at 22:05

            Kanionku wiem o czym mówisz jeśli chodzi o hodowanie zwierząt w naturalnym środowisku. Mój jeden taki znajomy hoduje konie pod Jelenią Górą. Ma naprawdę duże stado i spędzają one cały rok na powietrzu, bez względu na pogodę. Jednak myślę, że Ty pożałowałabyś swoich zwierzaków i w zimne zimowe noce zaganiałabyś do obórki ;-) a jak by już brakło lokali, to i obok łóżka by się dla świnki Halinki miejsce znalazło. Bo jak świnka, to musiałaby mieć na imię Halinka! Taka Simona, o której głośno ostatnio za sprawą książki mieszkała w domu z dzikiem, obecnie na Ursynowie w mieszkaniu mieszka sobie jedna świnka, która ponoć jeździ metrem – czytałam w gazecie. No i słynne japońskie świnki, np świnka Clooneya :-) Świnka od małego chowana zachowuje się ponoć jak pies wobec swojego człowieka. Więc o żadnym uboju mowy by nie było :-)

          • kanionek 22/07/2015 at 22:44

            No i to jest właśnie wada świnki, albo dwóch. Bo jak się ma ich dwieście, to trudniej się z każdą zaprzyjaźnić. Ech. Coś widzę, że nie będzie u mnie tych świnek. A SZKODA. Kurde jego świńska twarz.

            A na schodkach przed wejściem siedzi ropucha, twarzą do drzwi, i wielce zdziwona, że jej do domu nie wpuściłam. Dobrze, że z latarką szłam, bo znów byłaby jazda na żabie :-/

          • Modra 22/07/2015 at 22:24

            I jeszcze linki na temat: ‚Co z ludźmi robią świnki’:
            https://www.facebook.com/pages/%C5%9Awinka-Lily/654394064597574
            http://natemat.pl/53017,wydali-2-tys-zl-by-wykupic-swinie-ze-slynnego-filmu-bawila-sie-jak-pies-czas-pokazac-ze-swinie-to-nie-polprodukt

            Czyli wnioskuję o sobie, że ja to bym się chętnie zaprzyjaźniła ze świnką :-)

      • mitenki 22/07/2015 at 20:36

        Nie wiem, co Zeroerhaplus zobaczy w kuli, bo ja w swojej niebieskiej widzę dużo, dużo szczęścia. Twojego też, ale przede wszystkim szczęście świnek, którym do starości ani jeden włos ze szczeciny nie spadnie i będą u Ciebie mieć jak w świńskim niebie :D
        W sumie nawet nie trzeba zaglądać do kuli, wystarczy poczytać Cię Kanionku trochę, żeby to wiedzieć :)

      • zeroerhaplus 22/07/2015 at 20:45

        Uojezu, dasz radę przeznaczyć na ubój? Ciężka sprawa. Będziesz ich trzymać w ciemnicy, wchodzić do nich z przepaską na oczach i w słuchawkach na uszach (swoich)? Żeby się nie zżyć, znaczy się.
        Ja bym nie dała rady.

        A małżonek powiedział, cytuję „za 350 zeta to można przecie trochę mięcha* kupić”. A potem dodał pytanie, czy będzie konkurs na pieśń towarzyszącą świniobiciu. Chamsko, ale konkretnie.
        ______________
        *- wiem, że jakość. Wiem, że swoje lepsze, rozumiem…

        • kanionek 22/07/2015 at 20:54

          Nie, sama bym nie ubiła. Dajcież spokój, kury nie umiem trzepnąć przez łeb nawet źdźbłem trawy. Ale tak, jak mówisz – swoje, bez chemii, sterydów i antybiotyków. No i świnia przeznaczona na ubój waży około 150 kg. Jeśli z tego jest nawet tylko połowa mięsa, to policz: średnio 13 zł za kilogram (sklepowego), to masz już prawie tysiąc złotych za jedną. Wiem, wiem, że musiałabym dokarmiać, a gdyby miały zostać na zimę, to tym bardziej. Mam tydzień na przemyślenia.
          No i nie wiem jak Wy, ale ja już NIE MOGĘ, po prostu nie mogę jeść sklepowego drobiu. Śmierdzi mi, a smakuje jak mydło. I to nie dlatego, że jem wiejskie i mam porównanie, bo nie jem, tylko tak po prostu, samo mi się zrobiło. Kotlety wieprzowe jeszcze jem, ale też mi coraz dziwniej smakują. Ryby mi zostały, i to też nie wszystkie.

          • Bisia 22/07/2015 at 21:31

            To chyba eksperyment powinnas przeprowadzic i jednego Rosola na rosol przeznaczyc, jesli uda Ci sie zjesc ten obiad to jakas mala szansa na to, ze kiedys zjesz tego swiniaka istnieje. Niewielka ale zawsze

          • kanionek 22/07/2015 at 22:01

            Ha! I o to właśnie chodzi, że jestem pewna, że zjeść to bym dała radę, tylko zabić i oskubać nie. Więc tak sobie kombinowałam, że gdyby KTOŚ INNY miał te świnki ubić, to dałabym radę zrobić z nich kiełbasę. Ale tak, jak tu piszą przenikliwe na wskroś dziewczyny – istnieje duże ryzyko, że nie oddałabym ich na rzeź, bo już miałyby swoje imiona i obroże na szyi, i domek z okienkiem i w ogóle. Do dupy z takim leśnym Kanionkiem.
            Pozwalam sobie jednak sądzić, iż z czasem wszystko może się zmienić. Osobowość, umysł, jak zwał tak zwał, ewoluuje. Jestem człowiekiem zrodzonym na plastiku i betonie, ale powoli zapuszczam korzenie w prawdziwą ziemię. I może z biegiem czasu nauczę się zwierzętom nie tylko dawać, ale i od nich brać? Tak, jak z kozami. Już nie czuję się winna podczas dojenia. One jedzą swój ulubiony owies, a na deser marchewkę, jabłko, słonecznik, a ja biorę od nich mleko i wszyscy są chyba zadowoleni.

          • zeroerhaplus 23/07/2015 at 02:57

            Kanionku, a kozę którąś byłabyś w stanie dać pod nóż? W sensie, że samemu zjeść, a nie sprzedać?
            Nie myśl proszę, że złośliwie pytam, wprost przeciwnie. Badam teren, bo jest bardzo prawdopodobne, że Cię nie doceniamy w paru miejscach :)

            Po krótkim namyśle dopiszę, że nie wiem, czy mam prawo to pytanie tu zadawać. I czy Ty powinnaś w ogóle na nie odpowiadać ;)

          • kanionek 23/07/2015 at 10:12

            Nie, dlaczego? Każde pytanie jest OK, a jeśli z jakichś przyczyn nie będę mogła lub chciała odpowiedzieć, to przecież mogę nie odpowiadać.
            No to tak. Kiedyś, kiedyś, jeszcze na etapie małego Ziokołka, myslałam, że koziołki (samce) będziemy zjadać. Jak to DZISIAJ wygląda, to chyba widać po mojej koziarni :D
            I powiem tak: musiałaby mnie koza bardzo, ale to bardzo wkurzyć, żebym była w stanie ją zjeść, i to nie w sensie, że np. rozbiła przednią szybę w samochodzie, albo zaprószyła ogień w szopce na siano. Gdybym miała kozę/kozła atakujących inne kozy i mnie, nietowarzyskich i niebezpiecznych, to pewnie wtedy tak. Ale czy takie kozy w ogóle istnieją? Każda ma coś za uszami, czasem coś zbroi, albo z kimś się nie lubi, ale typowych psychopatów wśród kóz chyba nie ma… No więc raczej nigdy nie zjem własnej kozy. No i wiem, rozumiem, że ze świnką byłoby tak samo ;-P Chyba zostanę wegetarianką, to będzie miało więcej sensu i integrum.

          • zeroerhaplus 23/07/2015 at 12:09

            Eeeeej, no nie, żeby tak od razu wegetarianką?!
            Pamiętam, jak sama mnie jakiś czas temu przekonywałaś, żeby nie dać się zwariować (mówiłam o własnej obłudzie w temacie jedzenia mięsa), i jak już, to jeść mniej a bardziej z sensem…
            A poza tym…
            Świniak a koza to przecież podobno dwa różne tematy.
            Ludzie jedli mięcho od zawsze, i jeśli się zwierzątka nie męczy i szybko ubija na własne potrzeby, to podobno w zgodzie z naturą jest.
            Mięso z własnego chowu jest nie tylko smaczne, ale i zdrowe. Mało tego, dla większości ludzi nawet niezbędne.
            Bla, bla, bla, rzeczy oczywiste ;)

            A przecież tylko zapytałaś pół żartem, czy brać te świnki za 350 złociszy ;)
            Kanionku, przerąbane masz z nami…

          • kanionek 23/07/2015 at 14:38

            Niee, z Wami mam przynajmniej weselej, bo tak sama bym rozkminiała dziwne tematy (ha! zna się ten slang, co nie?) i popadała w skrajny skrajnizm. I wiesz, ja się z Tobą zgadzam i prezentuję, na zewnątrz, identyczny pogląd, tyle że właśnie teoria z praktyką mi się rozmijają, o odległość mniej więcej taka, z jaką ta sonda minęła ostatnio Plutona. Bo naprawdę uczłowieczam moje zwierzęta. Irena, Bożena i cała reszta, one już mi się nie wydają takimi stuprocentowymi kozami, jeśli wiesz o czym mówię. Nawet gdyby nie miały imion, wciąż mają osobowości i cholernie ciężko się na to znieczulić, przynajmniej Kanionkom.
            Pół żartem, czyli pół serio ;) Chyba widać, że wciąż walczę ze sobą? :D

          • kanionek 23/07/2015 at 14:43

            A wiecie, że kolejne jajko zdechło? Zachodzę w głowę, w czym był problem, bo wszystkie jajka w identycznych warunkach – na tym okrągłym grillu ułożyłam je tak, że każde jest w podobnej odległości od źródła ciepła, a temperaturę naprawdę sprawdzam nie rzadziej, niż co godzinę, i w razie konieczności reguluję otworami wentylacyjnymi. Dziesięciu wspaniałych nadal fika raźno. Może jednak sama natura tak zdecydowała? Szkoda, bo na tym etapie to już jest ptaszek z dzióbkiem i nóżkami :-/

          • ciociasamozło 23/07/2015 at 15:39

            Chyba to już kiedyś pisałam. Trudno, najwyżej sie powtórzę ;) Gdybyś Kanionku od dziecka mieszkała na wsi oswajając się z tym, że świnka Halinka na święta będzie szynką i kiełbasą, to pewnie nie miałabyś teraz takich dylematów. A jak zawsze otaczały Cię zwierzaki „do towarzystwa” to nie dziwne, że kumpla nie zabijesz.

            Jaja szkoda :( , ale tak jak piszesz, natura wie lepiej. Z tego co pamiętam jest kilka krytycznych etapów rozwoju zarodka, na których ryzyko, że coś pójdzie nie tak jest większe, ale do obumarcia może dojść też w każdym innym momencie. Lepsze to niż dwugłowy kurczak…

          • kanionek 23/07/2015 at 16:36

            Ale on właśnie nie był dwugłowy… Oczywiście, że zajrzałam do środka. Bo też myślałam, że może jakiś wadliwy był, ale jak dla mnie wyglądał jak całkiem spoko kurczak. No trudno, oby reszta dotrwała do końca. I cały czas sobie powtarzam, że to jest pierwsza inkubacja i cudów nie będzie, i że nastawiałam się na dwa żywe kurczaki, więc „przestań marudzić, Kanionek”.
            A co do reszty – tak, pewnie byłoby mi łatwiej, gdybym od dziecka oswajała się z jedzeniem zwierzątek, które „jeszcze wczoraj” biegały po podwórku. Ale jestem dzieckiem betonu i nie mogłam trenować na chomikach i kanarkach ;)

          • zeroerhaplus 23/07/2015 at 15:45

            Czy wiem, co masz na myśli z uczłowieczaniem zwierząt? Chyba tak :D

            Różni filozofowie i teologowie usiłowali przez ciężkie lata udowodnić, że zwierzęta pozbawione są duszy i osobowości (i co za tym idzie – jakichkolwiek praw). Nie wiem, w jakim piekle się teraz smażą, ale podejrzewam, że postać kozła jako diabła to właśnie im się podczas snów objawiała ;)

            Co do mijania się teorii z praktyką, mam taką prywatną teoryjkę, że stopień ich się mijania jest miarą człowieczeństwa, ale upierać się nie będę, bo gówno na ten temat wiem ;)

            A co do jednego jajca, które odpadło… jak już wlazłam w filozoficzne błotko, powiedzieć bym mogła „Bóg tak chciał”, ale już podczas pisania ręce mi się ze śmiechu zatrzęsły pustego…
            ;J

          • kanionek 23/07/2015 at 16:30

            A propos „Bóg tak chciał” – facet, co mi przywiózł kaczki (był tylko pośrednikiem), okazał się być Świadkiem Jehowy. I wystaw sobie – kaczki pipczą w kartonie, upał dokoła, ślepaki atakują ze wściekłą zajadłością, a my pół godziny o Jezusie i zbawieniu… Bóg to ma poczucie humoru ;)

            Właśnie byłam nad stawem, żeby spokojnie przez telefon z Ynk porozmawiać. Tradycja, jak ta biała zjawa, przyszła do mnie sama samiuteńka, żeby się poprzytulać jak za starych, dobrych czasów, gdy była moją jedynaczką. Siedziałam na jedynej ocalałej ławeczce pomostu (drugą kozy już pokonały), a Ziokołek połozyła mi łeb na kolanach do drapania, i nawet pozwoliła mi obejrzeć swoje nowiutkie jedynki :) Każdemu się czasem zbiera na sentymenty, i tak sobie z Tradycją wspominałyśmy stare czasy, udając, że jesteśmy tu całkiem same, samiuteńkie.

          • zeroerhaplus 24/07/2015 at 01:06

            Bóg może i ma poczucie humoru, ale jego Świadkowie z reguły marne ;)

            A chwilka z Tradycją – śliczne :))

          • ciociasamozło 24/07/2015 at 09:50

            Pratchettowi zrozumieją: tłumaczyliśmy Młodemu kto to są Świadkowie Jehowy, a on w połowie zdania przerywa z pełnym zrozumieniem „Aaa! To tak jak funkcjonariusz Wizytuj Niewiernych z Wyjaśniajacymi Broszurami! ”

            A jaju sprawdziłaś czy nie miało dwóch wątrób, albo na ten przykład żadnej? Ha?!

            Nie mam pojecia gdzie wyląduje ten komentarz :)

          • kanionek 24/07/2015 at 17:29

            No nie, nie sprawdzałam. Wątpię, czy umiałabym odróżnić kurzą wątróbkę od kurzego jelita, zwłaszcza w tych rozmiarach, a nawet nie wspomnę o tym, że sekcja zwłok to dla mnie zbyt przykre doświadczenie. I tak się wahałam, czy w ogóle zaglądać do jajka, i dwa dni czekałam, zanim nabrałam stuprocentowej pewności, że pisklak się nie rusza. I teraz jeszcze częściej zaglądam przez szybkę, sprawdzam temperaturę, nawet w środku nocy, obudzona nie wiadomo czym, najpierw lecę termometry oglądać. Na razie żadnych nowych zgonów, a do „godziny zero” pozostało już tylko 5 dni – emocje sięgają zenitu!
            Twój Antek to bystrzacha jest i nic dziwnego, że Kocyk go tak polubił, bo Kocykowi też rozumu nie brakuje, a swój swego rozpozna :)

          • zeroerhaplus 24/07/2015 at 23:12

            Ciociusamozło, jestem zachwycona faktem, że Młody poznał Pratchetta wcześniej, niż Świadków :D

      • zeroerhaplus 22/07/2015 at 20:51

        Bo Andrzej przyzwyczaił się do roli i mu ciężej się odzwyczaić ;)
        Czyli jednak Lucek.
        Ciekawe, jak to dalej pójdzie :)

        • kanionek 22/07/2015 at 21:26

          Właśnie wypuściłam ich na chwilę na zewnątrz, żeby się trochę poruszali – temperatura spadła i muchy poszły spać. Za dnia mają teraz do dyspozycji całą koziarnię, a koszę im zielonego więcej, niż są w stanie zjeść, więc jeszcze wieczorem dziewczyny po nich dojadają. Ogólnie rzecz biorąc już widać lekką poprawę nastrojów, a Kocyk właściwie zachowuje się tak, jakby nic się nie stało. A Lucek mnie przed chwilą zaatakował od tyłu, z bańki. Może jednak popełniłam błąd, no ale to się jeszcze okaże.

  11. kanionek 22/07/2015 at 17:55

    Znów mam problem z mailem, tzn. nie mogę niczego wysłać. Wrr.

  12. shal 22/07/2015 at 18:44

    Żadne 350.Poczekaj,może się trafią darmo.Przecież u Ciebie musiałyby dożyć emerytury.Mleka ani jajek świnki nie dają. Cały rok karmić za trochę nawozu? No sie odezwała pożalsieborzesosnowy ,ekonomistka.:):):)

  13. pluskat 22/07/2015 at 18:54

    Sie usmialam, czytajac o swinkach. Arka Noego sie nie zmiesci na stawie :)

  14. mitenki 22/07/2015 at 20:26

    Sposób na odróżnienie samiczki ptaszorstwa domowego od samczyka jest ponoć taki… posyp im ziarna i jak będzie dziobała to kaczka a jak dziobał to kaczor :D
    IMHO samczyk powinien być większy i bardziej kolorowy niż samiczka (tak jest u dzikich kaczek), więc jeśli Twoje stado to mama z młodymi, to czarnobiałe z zielonym połyskiem to kaczor. A reszta kaczuszki :)

    • kanionek 22/07/2015 at 20:40

      Dobra, widać słabo się przyglądałam temu dziobaniu :D
      Okazuje się jednak, że to nie jest rodzina! To znaczy ta czarna z białym popiersiem to inny gatunek – kaczka Dworka (nie dworska, tylko Dworka), a ta największa to ponoć jakaś mieszanka, i te dwie najmniejsze to młode, ale nie wiadomo, czy akurat tej kaczki (dostałam esemesa z wyjaśnieniami). Cyrk, chaos i galimatias. Grunt, że kaczki w kaczym nosie mają to, jak się nazywają. I nie chcą spać w suchej, psiej budzie, tylko siedzą w krzakach, choć wczoraj ciekawskim okiem łypały na kury wchodzące do kurnika. No i nadal się mnie boją, ale może z czasem…? Z drugiej strony – kury też mamy półdzikie, no i trudno.

      • kanionek 22/07/2015 at 20:46

        Co ja pletę… Nie gatunek, tylko rasa lub odmiana, ta dworka. I nadal nie wiem, czy małą, czy wielką literą ta dworka, ale nieważne. Jeszcze 10 lat w lesie i w ogóle nie będę umiała pisać, ani czytać, to może lepiej zacznę się przyzwyczajać. Poczytałam w każdym razie trochę o tych kaczkach (i kaczkach OGÓLNIE), no i albo będę musiała uruchomić dla nich drugi kurnik na zimę, albo sklecić jakąś niewielką ocieplaną szopkę.

      • zeroerhaplus 22/07/2015 at 20:47

        A te kaczki to u kogo wcześniej były? Znaczy, czy oswojone, czy takie dzikie raczej? Czy mówić z ludźmi potrafią, mam na myśli ;)

        • kanionek 22/07/2015 at 21:22

          No własnie nie mam takich danych, bo one są od „znajomej znajomej mojej klientki”, ale zdaje się, że tych kaczek tam trochę jest. Tak sobie myslę, że pierwszy szok związany z nowym miejscem już im minął, na koty nie zwracają uwagi, więc raczej po prostu nie są oswojone, w sensie „do głaskania”. Czyli tak, jak moje kurczaki – wiedzą, że dam im żreć, więc za mną łażą, ale buzi wykluczone :D

  15. Iwona 22/07/2015 at 23:20

    Już ja widzę, jak Kanionek robi szynki ze swojej świnki huehuehue! Będzie biegać za Tobą, kwiczeć i chrumkać radośnie na sam dźwięk Twoich kroków, aksamitnym ryjkiem myszkować w dłoni w poszukiwaniu smakołyków. A za dwa, trzy lata ważąca nawet z 300 kilo świnka patrolować podwórko lepiej niż pies, i też kły mieć będzie. O!

    • kanionek 22/07/2015 at 23:39

      No weźcie :D
      Ja PRZEZ WAS nie mogę mieć świnki :D

      • Iwona 23/07/2015 at 00:03

        Nie, no możesz, możesz, jak najbardziej, ale nie na szynkę :-D .

        • kanionek 23/07/2015 at 10:15

          Tym aksamitnym ryjkiem mnie rozwaliłaś. Mam dwa pomysły na przyszłość – zostać wegetarianką i wygrać milion w totka. Nareszcie jakiś sensowny plan :D

          • diabel-w-buraczkach 24/07/2015 at 14:26

            Ja tam jestem wegetarianka od 20 lat z hakiem i nie narzekam (wlasnie z takich powodów jak „aksamitne ryjki” No po prostu serca nie mam ich zjadac). Zyje, zdrowa jestem. To tak tylko mówie, zebys wiedziala, ze jakby co, to sie da ;)

          • kanionek 24/07/2015 at 17:05

            O, Diable złoty, ja wiem, że się da. Tylko hodowanie kilkuset kilogramów zwierza dla czystej przyjemności jest nie na moją kieszeń (chodzi o zimowe utrzymanie), a poza tym – małżonek się na liście nie przerzuci, bo jak już wspominałam, on np. pomidora nagą dłonią nawet nie dotknie ;)
            No więc świnkę-przyjaciółkę będę mogła mieć dopiero wtedy, gdy trafię tę szóstkę w lotto (i wtedy BĘDĘ MIAŁA TĘ ŚWINKĘ, zobaczycie), a na „tu i teraz” myslałam o mięsie… No ale wiadomo było z góry, że nic z tego nie będzie.

    • mitenki 22/07/2015 at 23:41

      I żaden rudy ryj ani jaszczomp jej nie podskoczy!

    • ciociasamozło 23/07/2015 at 11:04

      A jak wpuścisz do ogródka (albo same sią wpuszczą) to Ci ślicznie ściółkę zryją :)

      • kanionek 23/07/2015 at 14:40

        No, gdybym nie domknęła furtki, to po cebuli. I dyni. I słonecznikach, i kukurydzy, że nie wspomnę o kapuście. Ale byłoby ładnie przekopane, to fakt :D

  16. zerojedynkowa 23/07/2015 at 14:47

    A ja myślę, że powinnaś pomyśleć o gęsiach. Przecież to one Rzym obroniły, a z tego co wiem są bardziej czujne i bojowe niż psy. Więc może przy myciu zębów pomidorom przemyślisz temat gęsi? I zostaniesz naszą Zosią i napiszesz o sobie epopeję porównywalną – co ja piszę! lepszą! od Pana Tadeusza!?

    • Bisia 23/07/2015 at 15:29

      O wlasnie i jeszcze w zimie mialabys zajecie aby „drzec pierze” i poduszki albo koldry robic. Zaden mroz nie straszny.
      To jeszcze moze indyki, mieska duzo a chyba latwiej sie z takim ptaszyskiem pozegnac niz z inteligentna swinka ;-)
      Skoro pisalas, ze Ci sie swiatopoglad zmienia, to zacznij od uboju mniej „kochanych” zwierzatek. Rosola do samochodu i niech p. Zozefin go ubije gdy ty wode sobie bedziesz nalewac ( biedny Rosol co on mi tak zawinil ;-) a juz wiem, porzeczki jadl ktorych ja juz od lat nie mialam w ustach ;-/)

      • kanionek 23/07/2015 at 16:42

        O właśnie, przypomniałaś mi. Żozefin już zeżarła swoją kurę nasiadkę! Więc interesów z wysiadywaniem nie będzie. Koguta też zjadła, ale ma nowego. No i fakt, jeśli z mojego inkubatora wyjdzie w ogóle cokolwiek żywego, i będą to np. 4 Rosoły, to coś z nimi trzeba będzie zrobić… Bo zamęczą mi kurczaki.
        I faktycznie, pierze z gęsi podobno potrafi kosztować więcej, niż mięso, tylko skubie się je w odpowiednim wieku. A indyki… podobno potrafią być wredne. Nie wiem, czy dogadałyby się z moją kurzą ferajną?

        • Bisia 23/07/2015 at 16:56

          Wredne? Jak najbardziej i to by byl plus – wcale bys nad nimi nie plakala.

          • kanionek 24/07/2015 at 00:02

            Jest to całkiem słuszna koncepcja, muszę przyznać. „Bo jak się człowiek tak dobrze napatrzy, to tak znienawidzi to plemię…!”

        • ciociasamozło 24/07/2015 at 09:34

          A pierze to się z żywej gęsi skubie? Sorry za pytanie blondynki, ale jakoś nigdy nie miałam z tym gatunkiem do czynienia.

          • Bisia 24/07/2015 at 12:00

            Z zywej zywej, pamietam z dziecinstwa takie oskubane gesi. Piora odrastaja. Ale do darcia pierza to cierpliwosc anielska trzeba miec (moze Mama Kanionka) bo kazde piorko wydarte z zadka gesi (kaczki) trzeba pozniej na puszek rozedrzec. Kazde!

          • kanionek 24/07/2015 at 17:10

            Serio?! [wybałusza gały]
            Po raz kolejny przypominam sobie, jaki sens miało to, że kiedyś na wsiach mieszkało się w trzy pokolenia w jednym domu. Takie pierze mogłabym na przykład podrzucić prababci do darcia, i niechby sobie siedziała i darła, a tak? Sama nie wyrobię :-/ No to będę miała gęsi nieobdarte, do towarzystwa :)

          • Bisia 24/07/2015 at 19:59

            Oj Kanionek Kanionek, jak ty malo wiesz o polskiej wsi ;-) Przeciez darcie pierza to bylo kiedys to czym dzisiaj facebook i twitter razem wziete.

          • kanionek 24/07/2015 at 20:13

            Aaa! Że się siedziało w kupie i obrabiało tyłki całej wsi? :D

          • Bisia 24/07/2015 at 21:07

            Dokladnie ;-) )

          • Iwona 24/07/2015 at 21:25

            Dokładnie, pamiętam darcie pierza, przędzenie wełny, a potem wspólne robienie skarpet, i te opowieści z dawnych lat. Długie zimowe wieczory sprzyjały integracji, co nie przeszkadzało sąsiadkom drzeć koty w innych okolicznościach przyrody ;-)

          • Iwona 24/07/2015 at 21:56

            Co ja zrobiłam z komentarzem? To jeszcze raz muszę, ehh. Gęsi gubią pióra i te właśnie się podskubywało na żywych. Trzeba skubać luźne piórka, bo inaczej gęś boli i można rozerwać skórę i skaleczyć. Teraz chyba już mało kto to robi, w czasach alergii i wypełniaczy syntetycznych, poduchy i kołdry z pierza są drogie.

    • kanionek 23/07/2015 at 16:45

      Zabawne, że wspominasz o gęsiach… Jakieś pięć minut przed pojawieniem się Twojego komentarza dzwoniła wiadoma klientka z zapytaniem, czy nie chciałabym… NO JAK MYŚLISZ? :D
      Są jakieś dwie białe, niechciane gąski, młode jeszcze, z przeznaczeniem na obiad. W alternatywie mają mnie. Sama nie wiem, co im doradzić ;)

      • Modra 23/07/2015 at 19:10

        No to bierz świnki do towarzystwa i pilnowania obejścia w przyszłości, a gęsi na mięsiwo, takoż w przyszłości :-)
        Chrzesne się zaraz ustawią w kolejce :-)

        • kanionek 23/07/2015 at 23:32

          Jak te świnki mają ważyć po 300 kilo, to mogłyby dorabiać za progi zwalniające, lub wręcz żywą barykadę pod bramą ;)
          Matko ze świńską łopatką, czy kurczaki, kaczki i gęsi się razem dogadają? Te moje Rosoły to tacy panikarze! Nadal muszę nadzorować wieczorne wchodzenie do kurnika, to znaczy swoją obecnością zachęcać kaczki do pójścia w krzaki, żeby kurczaki nie bały się wejść do swojego domu :D Inaczej ani rusz. Kręcą się pod okienkiem wjazdowym i gdaczą pełne przejęcia, że „co to się wyrabia na kurczaka własnym podwórku, żeby już porządny kurczak nie mógł do własnego domu wieczorem spokojnie wrócić, bo jacyś OBCY mu się pod drzwiami kręcą”. A kaczki, mam wrażenie, robią kurczakom na złość, bo jak cały dzień nie zbliżają się do wejścia do kurnika, tak wieczorem idą sobie posiedzieć WŁAŚNIE TAM. Koniec świata i dwie gęsi na dokładkę.

          • zeroerhaplus 24/07/2015 at 01:01

            Kup im na dokładkę pawie to będą miały w ich postaci wspólnego wroga i się pokochają :)
            Poza tym pawia łatwiej przeznaczyć na potrawkę, bo się drze sakramencko i ponoć głupawy…
            No i pióra dla Andrzeja będą, by się miał w co stroić, same plusy ;)

          • kanionek 24/07/2015 at 17:30

            A wiesz, że kilometr ode mnie jedna laska trzyma pawie?! W tym roku chyba kupiła, bo wcześniej ich nie widziałam. Dwa białe, reszta standard. Co to ludzie nie wymyślo!

          • Modra 24/07/2015 at 10:48

            Panikarze? To znaczy, że nie zsocjalizowały się, bo je Mama za późno do przedszkola, znaczy towarzystwa wypuściła ;-) To teraz na głęboka wodę, nie ma innego wyjścia. Dadzą sobie w nos raz i drugi, kilka awantur będzie o to kto był tu pierwszy i kto ważniejszy, a potem będą razem na fajkę za stodołę chodzić.

          • kanionek 24/07/2015 at 17:15

            A widzisz – kotów się nie boją, ani psów, bo już je znają, za to KACZKA, ooo, kaczka to co innego. Kto wie, na co taką kaczkę stać? A teraz jeszcze gęsi dojadą, ale będzie cyrk…
            Dziś oczywiście znów mamy odwiedziny pani czapli, i kurczaki w krzakach siedzą, profilaktycznie :)

          • zeroerhaplus 24/07/2015 at 21:19

            No, mówię Ci, w pawiach przyszłość. A potem strusie ;))

            Masz już te gąski?

          • zeroerhaplus 24/07/2015 at 21:21

            Łojezu jaka ja ślepa. Dwa kroki niżej jak wół napisane, że w niedzielę przyjadą…

      • Ania W. 24/07/2015 at 11:43

        Bierz gęsi, bierz gęsi!

        • kanionek 24/07/2015 at 17:12

          Biere, biere! W niedzielę przyjadą :) A te kaczki jakie śmieszne są – dałam im plastikowy pojemnik, do którego wchodzi 30 litrów wody (a padało ostatnio, to mam deszczówki że hej), i one się w nim pluskają i TAKIE są zadowolone, że aż miło patrzeć.

  17. mp 23/07/2015 at 18:14

    Przypuszczam, że wątpię, żebyś mogła zamienić świnki w szynki, więc optuję za gęśmi :-)
    Mój M. wynajmował kiedyś killera do ubicia świątecznych karpi (ja kupuję nieżywe, za bardzo wiązałam się emocjonalnie z tymi pływającymi w dawnych czasach w wannie), więc moje marzenia o życiu na wsi też mogę schować w kieszeń- pewnych rzeczy nie przeskoczę, i już. Może Tobie się jednak uda… Z cyklu złotych rad, jak odróżnić kaczkę od kaczora , to można poznać jeszcze po jajkach- jeśli znosi, to kaczka, jeśli nie- pewnie kaczor :)))

    • kanionek 24/07/2015 at 00:00

      Co ja bym bez Was zrobiła :D
      Tylko jak ja znajdę te jajka, w szuwarach przy stawie, to raz. A dwa – będę musiała siedzieć w oknie kuchennym z lornetką, żeby namierzyć KTO składa jajka, a kto nie. Karpia też nie umiałabym walnąć młotkiem. No chyba, że mrożonego.

  18. Bisia 23/07/2015 at 18:24

    A juz tak z innej beczki, moze napiszesz jak sie ta Klientka „objawila”. Wiecej jej teraz tutaj niz kotow i psow. Osoba ta wielce „specyficzna” sie wydaje.
    Ja tak lubie romantyczne historie o pierwszych spotkaniach ;-)

    • kanionek 23/07/2015 at 23:55

      Klientka objawiła się w sposób dość prozaiczny – dałam ogłoszenie na lokalnym portalu internetowym, w dziale „płody rolne”, no i zadzwoniła. Zaprosiłam ją najpeirw na degustację sera, mleka, no i ciasta-domku na kozim twarogu, i jakoś tak wsiąkła, i co tydzień coś ode mnie bierze. Specyficzna? Owszem :) Bo w stosunku do moich zwierzaków zachowuje się jak dobra ciocia i zawsze, ale to zawsze coś dla nich ma – sucharki, liście, gałązki z przycinki krzewów, puszeczki dla kotów, gryzaki dla psów… Kozy dostały ostatnio paczkę witamin Calvet! A przecież nie musiałoby jej się chcieć targać do bagażnika gałęzie i torby pełne liści, że już nie wspomnę o tym, że kaczki dostaną tymczasowy basenik, żeby miały w czym kuper umoczyć zanim przeprowadzą się nad staw… Widziałam zdjęcie kotka tej pani – jedyne, czego mu brakuje, to karnet na zajęcia fitness :D To jest po prostu taki człowiek, ta pani, który gdyby tylko mógł, nakarmiłby wszystkie zwierzęta tego świata, okrył ciepłą kołderką i zaśpiewał do snu. I jeszcze pyta, czy ja nie mam nic przeciwko, że ona się „tak z tym wszystkim narzuca”. A co mogę mieć przeciwko? Tylko uczciwie ją ostrzegłam, że wszystkie moje zwierzaki już dokładnie wiedzą, kiedy jest niedziela, godzina około osiemnastej, i że jeśli ona któregoś razu nic im nie przywiezie, to kozy obeżrą jej wszystkie guziki, a koty rozprują tapicerkę w samochodzie ;)

      • ciociasamozło 24/07/2015 at 09:41

        A może wejdź z Klientka w umowę barterową – Ty jej pierwszy sort gęsiego pierza (cóż, na prosiaki pewnie sie nie zdecydujesz, ale gesi weźmiesz z czystej ciekawości ;P), a Ona Ci ogrodzenie dla kozłów?

  19. ciociasamozło 24/07/2015 at 09:56

    Jeszcze a’propos jaj – żeby z jedenastu wspaniałych nie zrobiło się dziesięciu małych murzynków :(
    Może poprzestaną na siedmiu samurajach? Ostatecznie czterech pancernych. W końcu psa już mają ;P

    • Modra 24/07/2015 at 10:34

      No właśnie, same Rosoły :-( Trzeba zaczarować w tę stronę : dziesięciu chłopa na umrzyka skrzyni, „Dziewięciu książąt Amberu”, „Osiem i pół”, „Siedem dziewcząt z Albatrosa”, sześć kucharek, „Pięć dziewczyn z teksasu”, „Czworo do pary” ( 50% skład żeński), „Trzy siostry”. „Dwie spłukane dziewczyny”…
      Wychodzi mi z rachunków, że poniżej dziewięciu to już z górki, bo same baby wyjdą ;-)Na jeden nie mam pomysłu, ale przy takim nakładzie zaangażowania, to po prostu Królewna będzie :-)

  20. mitenki 24/07/2015 at 13:29

    Kanionku, niczego Ci nie ujmując – piękne notki piszesz, ale dyskusje pod notką bywają jeszcze piękniejsze :D Dom wariatów i pomieszanie z poplątaniem :D Jakbyś kiedyś miała zamiar wydać swojego bloga drukiem, koniecznie z komentarzami! :D:D

    Maila dostałam, czarnuszkę syp gdzie chcesz, przeca się nie znam na robieniu serów ;)
    I mnie coś poczta szwankuje ostatnio, w ogóle komputer mi szwankuje, chyba czas mu do komputerowego nieba…

    • kanionek 24/07/2015 at 17:07

      …i dlatego pisałam Tobie, że ta z zębami jest najbardziej odpowiednia, bo pasuje do mojego świata i życiorysu jak – nie przymierzając – w kozią mordę dał :D
      A z kompem to jeszcze wstrzymaj konie i śmieciarkę, może tylko system się zestarzał? Windy tak mają, że po kilku latach im odbija nieodwracalnie. Może więc wystarczy przeładowac system?

    • zeroerhaplus 24/07/2015 at 21:23

      Przepraszam bardzo, jaki dom wariatów?
      Wszystko jasne, logiczne i przejrzyste :)

      • aga 24/07/2015 at 22:40

        Spróbuj te logiczne komentarze czytać w wersji na telefon, jak ja ;-)
        Mam postulat, żeby Kanionek raz po raz umieszczał odpowiedź zbiorczą na nasze komentarze w formie nowego posta!

        • Iwona 24/07/2015 at 22:44

          Aga przybij piątkę, ja też przez telefon. Niezły hardcore, ale już się przyzwyczaiłam, co więcej, na tablecie i kompie jakoś dziwnie mi i obco ;-)

        • kanionek 24/07/2015 at 22:46

          Taa, a Wy mi odpowiecie na te odpowiedzi, i znów będę odpowiadać i… Nie ma siły, zawsze będzie żywioł, chaos i groch z kapustą, bo tu jest kanionek.pl :D Gorzej, niż u Alicji w krainie czarów, ale za to wiadomo, że tu nie ma czegoś takiego, jak ostatnia strona. Przynajmniej „póki my żyjemy” ;)
          No wiem, wiem, muszę nowy wpis zrobić. Ale najpierw gęsi i kurczaki, bo nie wyrobię ;-P

        • zeroerhaplus 24/07/2015 at 23:08

          Hyhy, na to nie wpadłam, że przez telefon inaczej :)
          Jeszcze raz okazuje się, że bycie uwstecznionym niekoniecznie jest takie złe ;) Przy okazji mogę się przyznać, że nie zdarzyło mi się jeszcze widzieć Kanionka.pl w telefonie, więc nie mam pojęcia, jak to jest…

  21. mały żonek 25/07/2015 at 08:24

    Dotyczy telefonowców: zapodałem przeskalowane czcionki dla Was, dajcie znać czy lepiej, gorzej…

  22. Iwona 25/07/2015 at 08:49

    U mnie gorzej, z lupą musiałabym czytać, a i tak jestem krótkowidzem

  23. mały żonek 25/07/2015 at 10:15

    Poprawione, wprowadziłem też inne zmiany i mam nadzieję, że na telefonach jest teraz czytelniej (sekcja komentarzy).

    • aga 26/07/2015 at 22:33

      Mały żonku, wzruszonam, że tak dbasz o upośledzonych telefoniarzy,doceniam! Nie wiem, czy dotąd byłam ślepa, czy dołożyłeś w komentarzach skróty do najnowszych kom., co jest bardzo wygodne, ale (bo musi być ale ;-) ) są one na samym dole, a żeby przewinąć na tel 150 komentarzy potrzeba dużo samizaparcia. Nie wiem, nie znam się, ale mam tu taką strzałkę, która mnie szybko przenosi w górę, a mogłaby być taka sama w dół? I daj tu babie palec, a chce całą rękę :-)

      • kanionek 27/07/2015 at 17:07

        Aga, ja się też nie znam, gdzie są te skróty do nowych komentarzy? Muszę złapać kogoś z nowoczesnym telefonem i wymusić prezentację mojego bloga na jego ekranie, bo nie mam pojęcia, z czym Wy musicie żyć. A o tę strzałkę w dół zapytam, bo nie wiem, czy małżonek zauważył Twoje pytanie :)

        • aga 28/07/2015 at 00:40

          Kanionku drogi, Ciebie już głowa ma o co boleć, więc odpuść sobie te strzałki, ja i bez połowy liter i na wyświetlaczu kalkulatora będę Ci wierna :-)

  24. buskowianka 26/07/2015 at 13:21

    Kanionku, ja nie chcę nic tu sugerować, ale jak czytałam początek dyskusji Ireny i Bożeny o owcach, to myślałam, że to one będą nowym nabytkiem Twojej zagrody :D I biedne kozy nie chcą ich wpuścić do swojej koziarni.
    Więc może zamiast świnki owce? :D

    • kanionek 26/07/2015 at 20:55

      Ja owce bardzo chętnie, ale owce chyba jednak muszą być ogrodzone, bo podobno maja tendencje szwendacze (albo, jak mawia Irena, są szwendobylskie), i gdyby spłoszone byle czym poszły w las, mogłabym już ich nie odnaleźć. Kozy mają łeb na karku i zawsze wiedzą, że najbezpieczniej uciekać DO domu, a nie w przeciwnym kierunku ;)

      A tak w ogóle to przepraszam, że mnie nie ma, ale mam urwanie łba i dupy – kastraci w koziarni, kaczki na małym wybiegu, dziś ostatnie jaj obracanie, już nie wolno świecić im w tyłek, i do środy pozostaje mi tylko czekać, tymczasem GĘSI PRZYJECHAŁY. Dwie dwutygodniowe kulki żółtego puchu, już zainstalowane w kartonie pod promiennikiem podczerwieni. Jedna, podobno chłopiec, ma problem ze wstawaniem i chodzeniem, podobno z niedoboru wapnia, wit. D i fosforu. Wszystko „podobno”, bo jak jest naprawdę nie wie nikt. W każdym razie mam kociokwik i lekko wymiękam. A Gamoń właśnie skończył konsumpcję pierwszej (chyba) w tym roku wiewiórki :-/ Co on ma do tych wiewiórek?

      • aga 26/07/2015 at 22:22

        Tyle wszystkiego i tylko jeden Kanionek. Myślę, że w Twoim przypadku zasada „masz za mało czasu – dołóż sobie obowiązków” już nie obowiązuje ;-)

  25. shal 26/07/2015 at 22:26

    Wszystkiego Dobrego w dniu imienin. Mam nadzieję,że wiewiórka zdrowa była.Podobno od przybytku głowa nie boli.Oby.

    • kanionek 27/07/2015 at 17:02

      Dziękuję, Shal :)
      Chciałam mu zabrać tę wiewiórkę, tak jak poprzednim razem, ale on już nie taki głupi. Warczał i pluł, nawet psy nie odważyły się do niego zbliżyć. A na imieniny dostałam gęsi… I wiecie co? Nie wiem, czy to zasługa koziego mleka, czy los tak chciał, ale ten gęś siedzący po turecku zaczął dzisiaj chodzić! Cuda, cuda ogłaszają :) Doedukowałam się w tempie ekspresowym i wiem już, że bardziej wyrobieni hodowcy gęsi odchodzą od gotowych mieszanek typu „starter” na rzecz naturalnej zieleniny. Te gęsi żrą zielone lepiej, niż kosiarka elektryczna! Siekam im ogórecznik, podagrycznik, liście rzodkiewki, szczypior, koniczynę, perz, babkę taką i inną, pokrzywę, mniszki i co tam jeszcze. No i były dzisiaj na krótkim spacerku, żeby wiedziały, co to słońce. CHODZĄ ZA MNĄ :D I robią „piu-piu-piu”.
      A kaczki już machają skrzydłami i obiecują, że niedługo wyprowadzą się nad staw. Nie wyspałam się dzisiaj, częściowo z powodu gęsi piukających nawet po ciemku, ale głównie z powodu Lasera, który nie wyrabia nerwowo, no bo CO TO JEST W TYM KARTONIE? Biedaczek nie wie, że w środę planowane wielkie otwarcie jajek z kurczakami. Piukaniu i pipczeniu nie będzie końca… Ależ mnie dzisiaj łeb boli :) To mówiłem ja, Kanionek.

      • Iwona 27/07/2015 at 19:21

        Gęsi gęsiego za Kanionkiem :-) . Może to gąsiątko było gdzieś przyduszone, i się rozjechało, one są delikatne te gęsi, jak młode są. A potem, jak urosną to nawet rękę, która je karmi w zadek uszczypnąć potrafią :-D , i tak jak kozy zjedzą co się da, albo poszarpią chociaż, takie pranie np. poskubią z ciekawości. Rozkoszne są, bardzo inteligentne i wierne, dogadują się z innymi zwierzętami, a jak się nie dogadają, to siłą argumentów potrafią postawić na swoim. No i 300 kilo ważyć nie będą ;-)

        • kanionek 27/07/2015 at 22:17

          Och, są słodkie, tylko potwornie dużo mówią :D I nie mogę się doczekać, gdy już będą mogły spędzac więcej czasu na wybiegu, bo jedzą jak świnki i nawozu też dużo produkują – sprzątanie i wymiana ściółki raz na dobę, nie rzadziej, a do tego kolega Turecki notorycznie włazi w miskę z wodą (bo skoro nauczył się chodzić, to teraz korzysta). No i Laser dostaje białej gorączki, i nie wolno mu teraz wchodzić do mojego pokoju, bo przeprowadziłam gęsi z kartonu do tego stupięćdziesięciolitrowego pojemnika na deszczówkę, żeby miały więcej miejsca, no i pojemnik stoi na podłodze, otwarty od góry oczywiście. A co do skubania, to sądząc po ilości zielska jakie muszę im kilka razy dziennie dostarczyć, te gęsi wykoszą mi podwórko szybciej, niż afrykański sprinter z kosiarką :)

  26. Ania W. 27/07/2015 at 18:06

    Dżizas, ach ach! Kanioneczku zapracowany, cuda gęsie czyniący! Super! Nie mogę się doczekać, kiedy jaje ujawnią zawartość! Moja koleżanka z pracy, która ma zielononóżki ostatnio mi zajawiła, że Jej kwoka z osiemnastu jajec wysiedziała tylko dwa kurczaki. Może kogut słaby, a może tylko u Kanionka nawet w kartonie się lęgną…

    • kanionek 27/07/2015 at 22:24

      KURCZAKI CHCĄ MNIE WYKOŃCZYĆ! Jedno jajko już ma dziurkę w skorupce i się rusza! Dwa dni przed terminem. Nie wiem, czy to źle, czy bardzo źle. I jak to teraz będzie wyglądało? Jeden kurczak wyjdzie i będzie pukał zniecierpliwiony do sąsiednich jajek, bo mu się będzie nudziło? Moje nerwy kiedyś puszczą, i zobaczycie Kanionka pod postacią komety, płonącej jaskrawym, acz krótkim blaskiem na wieczornym niebie. Na Waszym miejscu najdalej jutro wieczorem wyglądałabym często przez okno ;)

  27. shal 27/07/2015 at 23:18

    Wiesz i pamiętasz,że wyklutemu masz ukazać swe oblicze między 13 a 16 godziną jego życia,żeby wiedział(a),kto stwórcą jest.W/g prof.Konrada Lorenza.Jak się gąsek z pokoju pozbędziesz,to wstawisz tam kurczaki (mnóstwo),żeby im co chwilę podawać drobno siekane jajka na twardo i zieleninę,no i żeby głaskać końcem małego palca łebki śliczne.

    • kanionek 28/07/2015 at 00:27

      Tu się nie ma z czego śmiać :D Powinnam już spać, ale nie mogę, bo ten kurczak uparł się, że dziś wyjdzie z jajka, i pracuje jak górnik w kopalni. Juz nawet pipczy cienko spod tej skorupki. I kolejne trzy jajka zaczęły się bujać! Ja odchowalnik dla nich już w sobotę zrobiłam (zapobiegliwy Kanionek), ale miały tam być ulokowane dopiero w najbliższy piątek, czyli 48 godzin po wykluciu. Już nawet nie wspomnę, jak mnie głowa boli, a Laser pod drzwiami chyba zaraz nasika pod siebie ;)

      • kanionek 28/07/2015 at 00:42

        Patrzę sobie na bohaterskie wysiłki pierwszego odważnego, a tu… drugie jajko zakołysało się, i doznało uszczerbku na skorupce! Rany koguta, to się dzieje naprawdę. Zostanę kurzą matką!

  28. Iwona 28/07/2015 at 00:55

    Ale emocje! Niech szczęśliwie się wykluwają!

    • kanionek 28/07/2015 at 01:08

      Pierwszy zawodnik na mecie! I mówiłam, MÓWIŁAM, że będzie chodził i stukał w inne jajka. I ja się teraz denerwuję, że poobraca koleżanki i kolegów na gorsze pozycje, i oni będą mieli pod górkę. Chyba mam kolejną noc z głowy (wczoraj gęsi zadbały o to, żebym się nie wyspała). I znowu jest jakaś zwyżka mocy na kablach, bo temperatura mi skacze. To znaczy w inku, nie we mnie. Chociaż może sobie też sprawdzę.
      Ludzie, wyrzućcie telewizory, albo lepiej – zróbcie z telewizorów inkubatory i wykluwajcie kurczaki. Wciąga bardziej niż Złotopolscy :D
      Mój pi-pi-pierwszy kurczałek z kartonika, jaciekręce…

  29. shal 28/07/2015 at 01:14

    Robisz mam nadzieję zdjęcia?

  30. Iwona 28/07/2015 at 09:26

    Mały Żonku dziękuję za strzałkę w dół :-) .

    Spałaś choć trochę matko kurczaków z kartonika? Mam nadzieję, że lęg przebiega pomyślnie :-)

    • aga 28/07/2015 at 23:56

      Mały WIELKI żonku! Ja również dziękuję!

      • aga 29/07/2015 at 00:00

        O jaa! I już nie wyświetla się po 5 znaków w jednej linijce przy odpowiedzi, tylko normalnie (zachwycona)

  31. Ania W. 28/07/2015 at 10:59

    Zdjęcie, zdjęcie! Naród chyba ma jakieś prawa :)

  32. zeroerhaplus 28/07/2015 at 13:23

    Rany, rany dzieje się!!! Kanionku, trzymam kciuki za szczęśliwe… rozwiązanie?! Rozklucie? Nieważne, niech się zdrowo wyłamywują w każdym razie :)))

  33. kanionek 28/07/2015 at 14:43

    Przepraszam, lekki koszmar. Od rana migrena z rzyganiem. Małżonek pojechał do sklepu i apteki. W międzyczasie – piekło. Burza za burzą, grad jak orzechy laskowe, martwię się. Kurczaki OK. Ja zdycham.

    • buskowianka 28/07/2015 at 15:12

      Biedny Kanionek :* Trzymaj się

  34. shal 28/07/2015 at 15:12

    Współczuję.Co to za cholerstwo, te migreny. Aura tez pewnie miała wpływ.Mam nadzieję,że leki pomogą.

  35. Ania W. 28/07/2015 at 16:56

    Uuuu, biedny Kanionek :(

  36. mitenki 29/07/2015 at 00:05

    Kanionku, trzym się! Solpadeina, jeśli Ci pomaga i trochę spokoju, jeśli możesz :)
    Strach tu wejść po nawet krótkiej nieobecności, bo co i rusz nowe zwierzaki.
    Arkę budujesz czy co? Potop będzie? Zdradź co nieco, zrobię zapasy. Wysoko mieszkam to mam szansę przetrwać :D Jak następnym razem zobaczę tu żyrafę, wcale się nie zdziwię :D

    I buziak imieninowy, to zupełnie nie skojarzyłam…

  37. zeroerhaplus 29/07/2015 at 12:11

    Kanionku, może byś się raz wyspała, ale tak solidnie? Może to pomoże?
    Tak czy tak, zdrowia życzę niezmiennie :)

    PS. Czy wonsz się już wylgnął?

    • kanionek 29/07/2015 at 15:52

      Kochane Kozy, osiem tabletek Solpadeiny i jestem prawie jak nowa, ale jeszcze ćmi i grozi, że może wrócić. Za dużo wrażeń zbiegło się w krótkim czasie – kaczki, gęsi, kurczaki, a w tle stare, codzienne obowiązki. Wczoraj poległam, 11 litrów mleka poszło w krzaki, ale trudno. Musiałam się połozyć, żeby nie upaść.

      Zeroerha – z jajka z wonszem wyszedł kurczak! ALe jeszcze jedno jajo zostało w inkubatorze i najwyraźniej nigdzie się nie wybiera, bo nawet dziurki nie ma. Może to właśnie wonsz…

      Postaram się wrzucić fotki i może filmik wieczorem, o ile bogowie migreny i internetu pozwolą. Gdyby mi się nie udało – mam 9 kurczaków już w odchowalniku, bo w inku było im za gorąco, a do tego nakurwiały po jeszcze niewylężonych jajkach, robiły skoski przez termometr i próbowały pływać w ameliniowym pojemniczku z wodą ;) Wbrew wszystkim zaleceniom z internetu – nie zdechły w związku z tym, że przenosiłam je do odchowalnika w kilka godzin po wykluciu. W końcu to są zielononóżki Ninja, a nie jakieś cherlawe fajtłapy :)

      Jestem szczęśliwa i nieszczęśliwa zarazem, ganiam od inku do odchowalnika, potykając się o gęsi, i jeszcze trochę potrwa to szaleństwo, ale to wszystko nieważne. Jedyne, czego sobie życzę, to żeby mi zdrowie nie odmawiało posłuszeństwa wtedy, gdy muszę być stuprocentowo sprawna. Z całą resztą damy radę.

      • aga 29/07/2015 at 21:57

        W takim razie duuużo zdrowia i sił życzę!

      • zeroerhaplus 29/07/2015 at 23:42

        Daj sobie siana z wkładaniem zdjęć w oporny internet i idź spać :)
        A my se tu poczekamy. Czytelnik nie zając, nie ucieknie ;)

        • kanionek 30/07/2015 at 01:35

          Gdyby czytelnik był zając, tobym spała spokojnie. Zając to bardzo głupiutkie stworzenie, a wiem, bo mamy tu trochę zajęcy. Ale Wy zasługujecie na to, żeby jak najszybciej zobaczyć te cudaki, co mi się w kartonie wylęgły, więc MUSIAŁAM Wam je pokazać :) Prawda, że słodkie? I CAŁY CZAS pipczą…

  38. mp 29/07/2015 at 17:35

    Ojacie ! To ja tylko tak cichutko pogratuluję sukcesu lęgowego, żeby nie zapeszać :-)

  39. pluskat 01/08/2015 at 17:25

    Kanionku, relacja spod inkubatora przebija transmisje z ladowania na księżycu. Tyle nam dajesz radości…

  40. Owca 19/01/2016 at 18:13

    Przyszłam z polecenia i już zostałam. Czytam i czytać będę, aż dotrę do wpisu „zero”, a potem będę czekać na nowe wpisy. Tylko teraz mam zgryz – skoro „Owcom wstęp wzbroniony” to może powinnam być incognito? Albo – może – nie mówić kózkom, że tu byłam? ;)

    • kanionek 19/01/2016 at 18:51

      Hej Owca, nic nie martw – ta tabliczka już nieaktualna (jeśli czytasz od pierwszego wpisu do góry, to nie będę zdradzać, dlaczego).
      I w ogóle witamy w Oborze :)

Dodaj komentarz

Podpis *
Email *
Witryna internetowa