Kochanie, zrobiłam kurczaki, czyli wiadomości z grilla część pierwsza

Państwo wybaczą, że tym razem nie będzie normalnego wpisu (no dobra, wiem, “normalnego” to tu chyba jeszcze nie było), tylko z grubsza, zwłaszcza, zasadniczo i ogółem obrazki, ale wtorkowa migrena zrobiła mi w głowie taki remanent, że do dziś szukam towaru i faktury za resztkę rozumu. No więc w bardzo dużym skrócie, oto co się wydarzyło w Incubator County.

Poniedziałek, 27 lipca 2015, godzina 22:35, dwie doby przed terminem:

dziurka

Godzinę później:

godzine pozniej

Jeszcze trochę później:

juz prawie

I prawie o pierwszej w nocy:

ranny ptaszek

No i o godzinie 1:05 witamy na mecie pierwszego zawodnika:

jest tu kto

Wylazł z jajka w trzy godziny, a mógł się z tym pierniczyć nawet i osiemnaście, jeśli wierzyć internetowym guru od produkcji drobiu. We wtorek, dzień migreny, przyszły na świat kolejne trzy pisklaki, w nocy jeszcze dwa, a w środę znów trzy. Jedno jajko zostało na grillu i nadal się zastanawia, czy warto się zadawać z Kanionkiem. Dam mu jeszcze dwa dni, bo tyle każą poradniki internetowe, ale jakoś nie mam dobrych przeczuć. Mam za to dla Was trzymającą w napięciu produkcję niskobudżetową pt. “Krótki film o wykluwaniu”:

Może dodam tylko, że wszelkie poradniki młodego inkubenta zdecydowanie odradzają pomaganie kurczakom podczas wychodzenia z jajka, więc wolałam nie pchać łap do środka – każde otwarcie inkubatora to momentalna utrata ciepła, a mokre pisklaki podobno są wrażliwe na nagłe zmiany temperatury. Poza tym – w gnieździe nikt im nie pomaga, a jakoś sobie radzą. No i moje też sobie poradziły, choć momentami stałam przed tą szybką inkubatora na palcach i obgryzałam łokcie z nerwów (no bo jeden drugiemu po głowie skacze i nogę w oko wsadza, zamiast grzecznie wyjść z jajka i cichutko usiąść w kąciku czytając napisy na termometrze).

A tu już dziewięciu puszystych wojowników Ninja w odchowalniku, czyli kolejnym kartonie z szybką. W odchowalniku temperatura wynosi obecnie 30-32 stopnie, ale z każdym tygodniem będzie obniżana. Z biegiem czasu zmieniać się też będzie odchowalnik – na większy, oraz pożywienie kurczaków – na bardziej urozmaicone. Jeszcze długa, bardzo długa droga przed nami, Kanionkiem i kurczakami, i wszystko może się zdarzyć, ale na razie napawam się widokiem ćwierkających, puszystych, identycznych z naturalnym, kurczaków o umaszczeniu borsuka.

odchowalnik3 odchowalnik2 odchowalnik1

Mój pokój piuka, pipczy, gwiżdże i ćwierka. O czwartej rano budzą mnie gęsi:

gaski do domu

A dla tych, co nie czytają komentarzy, krótka informacja: w niedzielę 26 lipca dostałam dwie gęsi, dwutygodniowe pisklaki, odkupione z dużej fermy produkującej gęsi na tucz. Jedna z gąsek, ta większa, miała problem ze wstawaniem na nogi (miękkie jak galaretka), ale czego nie naprawi szklanka koziego mleka? Teraz miękka gąska biega jak nakręcana – dwa spacery po podwórku już za nami. Gąski kochają zielone i zjadają zawartość dużego wiadra siekanego zielska na dobę, w związku z czym trzeba im wymieniać ściółkę dwa razy na dobę. W dodatku z jakiegoś powodu wcale nie muszą spać i uważają, że ja też powinnam porzucić ten idiotyczny nawyk.

Widok z mojego łóżka:

pokoj z widokiem na gesi

telewizor z kurczakami

Czy można od tego wszystkiego ocipieć? Tak, można. Ale z drugiej strony… Jak można NIE MIEĆ w pokoju dwóch gęsi, albo telewizora z kurczakami? A kaczki były dzisiaj nad stawem, pływały i nurkowały, i dzioby im się śmiały, w związku z czym nam też, a później wróciły na podwórko i zwiedziły całą jego północną stronę, południową zostawiając sobie na jutro. Jestem zmęczona i ocipiała, ale warto było. Kurczaki z grilla są hitem tego sezonu, gęsi na spacerze biegają za nami krok w krok, machając maciupkimi skrzydełkami, a kaczki chodzą gęsiego, kolebiąc się na boki i strzygąc trawnik do równej wysokości. Laser nikogo jeszcze nie zjadł, a Atos z wrażenia częściej wstaje na wszystkie nogi. A teraz, mili Państwo, idę spać, bo przecież o czwartej obudzą mnie gęsi. Ciąg dalszy niewątpliwie nastąpi.

PS. A w poniedziałek krótko (zbyt krótko!) widziałam się z Ynk, od której dostałam książki i inne smakołyki, i którą pozdrawiam i serdecznie macham kurczakiem. Ynk – dziękuję :)

118 thoughts on “Kochanie, zrobiłam kurczaki, czyli wiadomości z grilla część pierwsza

  1. nikt wazny 30/07/2015 at 02:56

    Podziwiam Cie Kanionku!
    Podziwiam, podziwiam, podziwiam!
    Skad Ty czerpiesz energie? Musisz miec jakies potezne zrodlo zasilania, inaczej byc nie moze.
    I ta produkcja kartonikowa kurczakow… Cud, panie, cud!
    I jeszcze kaczki, gaski.
    O kozach nie piszesz, ale nie sadze, zeby przeszly na samoobsluge.
    I jeszcze jedna sztuka inwentarza, najbardziej upierdliwa, a bezuzyteczna – migrena.
    Kobieto, czapki z glow przed Toba.

    • diabel-w-buraczkach 30/07/2015 at 08:36

      To fakt, ona sie musi CZYMS doladowywac, tylko pojecia nie mam czym. Przyznaj sie Kanionek, jestes cyborgiem i w nocy podlaczasz sie do gniazdka.

      Ale ze te dwie male gaski WIADRO zielska zezra??? To co bedzie jak Dziewieciu troche podrosnie? ;) A slodcy sa przeogromnie, ci wszyscy mali ptacy!

    • Petronela 30/07/2015 at 19:37

      Ja podejrzewam Kanionka o ukrywanie w tajnych podziemiach po Cebulackich małej elektrowni atomowej….

      • mitenki 30/07/2015 at 22:44

        Podejrzewam, że nielegalnie ciągnie energię kosmiczną…

    • kanionek 02/08/2015 at 00:18

      Dziękuję, Nikt Wazny :) W pewnym sensie jest to cud – żeby tak kurczaki z kartonu… No ale cała wielka tajemnica tkwi w trzech prostych czynnikach: dobre jajka (od genetycznie dobrych, zdrowych jak byk kur), odpowiednia temperatura i wilgotność powietrza. Z wilgotnością poszłam na żywioł i wielką loterię, dolewając wody do pojemnika „na oko”. I wiem już też na pewno, skąd te skoki temperatury – małżonek wziął w końcu swoje przyrządy pomiarowe i ustalił, że napięcie w naszej sieci potrafi spaść z nominalnego 230V do 212V, a to robi dużą różnicę. Termostat i wiatraczek załatwiłyby sprawę, a tak – przypuszczam, że te kilka jajek, które odpadły w zawodach, były zbyt daleko żarówki i dodatkowy spadek temperatury o dwa i pół stopnia załatwił sprawę, lub odwrotnie – te bliżej żarówki oberwały podczas zwyżki napięcia.

      A co do czapaek z głów – wiecie, że u mnie jest teraz 6 stopni? Sześć stopni to ja miałam w grudniu, a teraz chcę minimum szesnaście! Ogórki mi się już całkiem poddały :-(

      A moje „potężne źródło zasilania” to chyba siła rozpędu, i zachłanność oczywiście :)

  2. Iwona 30/07/2015 at 07:25

    Kurczaki śliczniutkie takie, Twój kartonik lepiej się spisał niż pewna kwoka( 18 jaj, 1 kurczak, i chodziła z tym jednym taka dumna i zadziorna). A gęsi, cóż, przyzwyczajaj się, one wcześnie wstają, i gadają ciągle, i do Was też będą gadać, skoro świt krzyczą i gęgają, niesie się o poranku…;-)
    Nie dosypiasz, nie dojadasz, nerwami żyjesz i migrena gotowa. Niech Ci rosną te pi pi i pju pju, niech cieszą oko i serce :-)

    • kanionek 02/08/2015 at 00:24

      To fakt. Nie dosypiam i nie dojadam, a nerwy to mój chleb powszedni. Ale co zrobić, skoro w naszym klimacie jest tylko kilka miesięcy na prawdziwe życie, a reszta to czas szarej wegetacji? Zimą sobie pośpię, czy coś. Choć to też zależy od kóz i ich mleczności. A gąski są tak fajne, że aż sama się dziwię, dlaczego wcześniej na gąski nie wpadłam. To znaczy myslałam, ale nie zrealizowałam. Małe piukajki już nas szarpią za nogawki :D

      A ta kurka, co się tyle na jajkach nasiedziała i jednego kurczaka doczekała, to może reklamację u koguta powinna złożyć ;)

  3. sieka 30/07/2015 at 09:00

    Więc (oczywiście nie zaczyna się zdania od „więc”) teraz drób, ha! I od razu sukces. Gratulacje dla Mamusi, wstajesz rano i nie dosypiasz tak samo jak ja trzy (chlip) lata temu przy dziecku płci żeńskiej. Wysyłam mentalne wsparcie.

    • kanionek 02/08/2015 at 00:26

      Dziękuję, Sieka :) Całe szczęście, że moje dzieci szybko dorosną i już za osiem tygodni będą całkiem ode mnie niezależne. No, prawie całkiem. Oby się tylko ze starszyzną podwórkową dogadały.

  4. zeroerhaplus 30/07/2015 at 11:32

    O rany jakie śliczne!!! Nie wiedziałam, że pipki zielononóżkie są w paski!
    Strasznie dzielne te maluchy. Jak widać, wykluwanie nie jest proste, a one sobie dały tak ładnie radę :)
    Kanionku, ja się nie dziwię, że padłaś na pysk. Też bym musiała WSZYSTKO widzieć, po kolei i cały czas :))
    Ale w odróżnieniu od Ciebie, chyba bym ocipiała nie po, ale w trakcie – podczas oglądania „Krótkiego filmu o wykluwaniu” miałam ochotę ze sto razy podejść i mu (albo jej) pomóc z tą skorupką…

    A gęsi? Te gęsi są zajebiste :)) A jak fanie gadają! I niedługo nauczysz ich też, jak widzę miauczeć ;)

    Tak a propos, czy pojawiły się jakieś interakcje między Twoimi kotami a młodym drobiem?

    • kanionek 02/08/2015 at 00:38

      Mnie też ręka świerzbiła, a już w ogóle nie mogłam patrzeć, jak te wcześniej wyklute skaczą po tych, co dopiero mozolnie próbują się wydostać na świat. Ale tyle się naczytałam, że NIE WOLNO, że WARA i ŁAPY PRECZ, no i postanowiłam reagować dopiero w razie absolutnej konieczności.
      Gęsi są przezabawne. Teraz mieszkają w różowym pokoju, bo z pudełka już chciały wyłazić, a Laser sika po nogach jak je widzi. Zrobiłam więc piukajłom „zagrodę” z poustawianych obok siebie, wysokich kartonów, oczywiście z lampą grzewczą w narożniku, i teraz latam do nich kilka razy dziennie z żarciem, i gdy wchodzę do pokoju to jest cisza, ale wystarczy że powiem „miau miau?”, a one zaczynają piukać co sił w płucach, że „tu jesteśmy, piu piu!”, „za tymi kartonami, piu piu piu!” :D

      A kotki na razie nie mają wstępu do mojego pokoju. Rano dostają jeść w kuchni, a później wolny wybieg, bo inaczej nie odczepiłabym ich od kartonu z kurczakami :) Ze względu na nerwowy charakter Lasera musiałam też ustawić odchowalnik na dwóch kartonach stojących na biurku, żeby piesek nie mógł stukać nosem w szybkę, bo jak raz porządnie stuknął, to pierzaste kulki mało się latać nie nauczyły ;)

  5. Fredzia 30/07/2015 at 11:55

    Filmik 1: Stary, nie wychodź, mówię ci, nie warto. Tapeta w stylu późnego Gierka, tandetny lanszafcik z termometrem, zepsuta klima, porysowane lustro, w którym ni pióra nie zobaczysz, podłoga się z brudu lepi, a cieciówa kikuje przez monitoring. Mówię ci stary, nie wychodź, poczekaj aż nam przydzielą lepszy akademik.
    Czytał Lucjan Szołajski.

    Kurczak TV bije na głowę wszystkie ramówki, za taki program mogłabym płacić abonament. Nie masz w planach jakiejś kamerki i przekazu live dla fanów? ;)

    Nie wiem czy gdzieś dają order Doktor Dolittle, ale Ty zapracowałaś już na zbiór baretek godnych ruskiego generała. Tylko pamiętaj Kanionku, by dbać też o siebie. Mierz siły na zamiary, że tak polecę sloganem. Parobek by Ci się przydał albo dorodna Maryna – nie ma tam we wsi kogoś, kto za drobne kieszonkowe choć trochę roboty z Ciebie zdejmie? Wiem, łatwiej siedzieć pod geesem, ale może komuś się już TAK STRASZNIE nudzi, że nie uważa pracy za dyshonor…
    Dzielna jesteś i podziwiamy Cię strasznie, ale podziw trawy nie nakosi, grządki nie opieli. Daj ogłoszenie lokalne, może chociaż na godzinę-dwie będziesz miała pomoc.

    A tymczasem spóźnione imieninowe do siego i na pohybel ;)

    • kanionek 30/07/2015 at 15:16

      „cieciówa kikuje przez monitoring” :D

      Ale widzisz, Fredzia, tu chodzi o to, że nikt obcy nie zadba tak o moje, jak o swoje. Ba, ludzie o swoje nie potrafią dbać – patrz współcześni rolnicy, których cielaki stoją obesrane po szyję w małych boksach, a gdy właściciela zapytasz, czym odrobacza krowy, to Ci powie, że takim niebieskim. A gdy zapytasz, co krowa żre, to powie, że takie z żółtego worka. Ja tego nie zmyślam, to są autentyczne autentyki z moich rozmów z okolicznymi „hodowcami”. Polecam też lekturę wątków rolniczo-hodowlanych na polskich forach, jeśli ktoś lubi umierać od środka, szybciej niż przy czterech paczkach Radomskich dziennie. Kiedyś, gdy znajdę czas, zrobię wpis o polskij biedzie moralnej i umysłowej, i będzie to wpis długości kilometra. Dlatego żadne obce ręce nie będą gmerać przy mojej żywiźnie, ani nawet martwiźnie, bo i tak musiałabym na te ręce nieustannie patrzeć. I nie zrozumcie mnie źle, nie chodzi o to, że „tylko ja jestem zajebista”. Po prostu NAPRAWDĘ napatrzyłam się i nasłuchałam, tudzież naczytałam. Jeden przykład – kilka kilometrów ode mnie jest piękny, nowy dom, postawiony w ubiegłym roku. Na bogato jak kurwa mać, z tarasem, oczkiem wodnym i firankami od dizajnera. I pies musowo rasowy, owczarek długowłosy. Szkoda, że przez ponad pół roku gnił na dwóch metrach kwadratowych „kojca” (NIE PRZESADZAM), skleconego z odpadów budowlanych, w budzie przeznaczonej dla foksteriera. Gdy wiatr rozjebał w pizdu ten jego przybytek, pies wylądował na łańcuchu przy budzie. Raz lub dwa razy w tygodniu tamtędy przejeżdżamy i za każdym razem ten pies, skołtuniony jak nieboskie stworzenie, leży zrezygnowany na ziemi, tuż obok garażu z automatycznymi drzwiami, na dwie lśniące fury. Raz zebraliśmy się w sobie i zadzwoniliśmy do drzwi, żeby grzecznie zapytać, czy ten pies im nie przeszkadza, bo u nas miałby życie zamiast wegetacji. Nikt nie otworzył, choć 5 minut wcześniej widzieliśmy babę wchodzącą do domu. Gdzieś w czerwcu tego roku wielcy państwo Słomazbutów zaczęli stawiać ogrodzenie i choć praca się wlecze już prawie dwa miesiące, mam nadzieję że ten pies będzie biegał luzem gdy ogrodzenie już będzie całe. Gdyby nie kodeks karny, spaliłabym im te jebane firanki i garaż wysadziła w powietrze. Zdenerwowałam się, przepraszam, idę zajrzeć do pieca (bo dziś palę, żeby mieć ciepłą wodę przez dwa dni i letnią w trzeci).

      Przepraszam, grafik mam napięty, a nerw rozpalony do czerwoności, ale wrócę do Was wieczorem, Kozy moje najlepsze :)

      • buskowianka 30/07/2015 at 18:58

        Kanionku, czytając Twój komentarz o migrenie pod poprzednim postem pomyślałam o tym samym – potrzebny Ci parobek. Wiadomo, że nikt nie zajmie się zwierzętami jak Ty, ale mogłabyś zlecać prace, przy których trudno zrobić szkodę a są cieżkie – wymiana ściółki z koziarni, nakoszenie zieleniny dla aresztanta z koziarni itd.
        I nie może nie nasunąć się porównanie do młodej mamy, która zakłada, że nikt nie zmieni mojemu dziecięciu pieluchy tak dobrze jak ja :D
        Ja wiem, że z odległości łatwo jest doradzać, ale w dzieciństwie wakacje i nie tylko spędzałam na wsi, więc wiem, jak wygląda codzienna praca, kiedy zwierzęta traktuje się nie jak „bydło”, tylko dba się o nie tak naprawdę (choć moja Babcia nigdy nie trzymała pisklaków w swoim pokoju :D:D:D)

        Przychówek cudowny, w życiu nie widziałam takich pisklaków borsuczych :D I też, pomimo tego na wsi się chowania, nie wiedziałam, że wyklucie z jaja to taka ciężka praca! Kura to ma dobrze – zniesienie sobie jaje z potem pisklaku męcz się sam, żeby z niego wyleźć!

      • Iwona 30/07/2015 at 19:56

        O tak właśnie jest, owczarkopodobne długowłose obowiązkowo, w co drugim obejściu, znam dwa, zadbane, czesane, wybiegane, inne skołtunione i tkwiące po całych dniach w kojcach, ale są, bo moda taka, kurde, czy co? Wychlastać drzewa stare, położyć kostkę, skalniaczek, iglaczki, lwy na słupkach, przy bramie, bocian z plastiku w ogrodzie, krasnal, albo krokodyl, jak u sąsiada, i oni mnie pytają, czemu lip nie wycinamy, bo śmiecą na podwórko liśćmi, na moje podwórko. Tak się porobiło, o traktowaniu zwierząt gospodarskich to epopeję można napisać. Wersal w chałupie, a w obejściu gówno oknami wypływa, a kojec psi to w ogóle sprzątania nie wymaga.

      • ciociasamozło 02/08/2015 at 13:08

        Kanionku, jeśli ten onek nadal na uwięzi to na buraków z kostka Bauma zamiast mózgu spokojnie naślij TOZ. Na to są paragrafy i taki cebulacki jeden z drugim powinien beknąć. [Ustawa z dnia 21 sierpnia 1997r. o ochronie zwierząt określa warunki utrzymywania zwierząt domowych (np. zakaz utrzymywania zwierząt na uwięzi dłużej niż przez 12 godzin, a długość uwięzi określa na minimum 3 metry)]

  6. zeroerhaplus 30/07/2015 at 11:56

    PS. Czytelnikniezając (jeden z) dziękuje za wpis i docenia wysiłek :D

  7. mgosia 30/07/2015 at 14:13

    Jezu, ja nie wiem…chyba juz jajka w zyciu nie zjem!! ATy jesteś po prostu niesamowita, szkoda , ze nie mieszkasz obok mnie!!

    • kanionek 02/08/2015 at 00:48

      Mgosia, ja już też inaczej teraz patrzę na jajka, tym bardziej, że moje na pewno są zalężone (w końcu trzy koguty robią swoje). Te ze sklepu to w sumie jajka bez przyszłości i marzeń o wielkiej rosówce o poranku, więc można jeść spokojnie :)
      Za to gdy ja teraz rozbijam jajko do kotleta, to mnie ciarki przechodzą, bo zaraz widzę tę puchatą kulkę w inkubatorze. Za to same kurczaki nie mają żadnych oporów przed kanibalizmem i gotowane, siekane jajeczko i owszem, jak najbardziej, zawsze chętnie spałaszują ;)

  8. sieka 30/07/2015 at 15:11

    Ja jeszcze w kwestii technicznej. To w naturze, jak taka kwoka czuje, że one się wykluwają to z nich złazi, tak? A im wtedy nie zimno, no i wylizać ich z tego mokrego nie może. Ożesz jak to się dzieje, że przeżywają?

    • Iwona 30/07/2015 at 20:50

      Sieka, nie złazi, siedzi i grzeje, suszy, i czeka, aż wszystkie się wyklują. Potem wyprowadza te wychuchane puchacze i dumna, jak paw wodzi za sobą, i biada temu, kogo kwoka uzna za zagrożenie dla pisklaków, dziób i pazury idą w ruch. I woła je tak miękko gdacząc, jak znajdzie jakiś smakołyk, a śpią też pod kwoką, ona je zagarnia pod siebie, mości się, stroszy, żeby wszystkich okryć i ogrzać, i czasem jakaś niepokorna głowa uparcie wystaje, to tam gmera dziobem, burmocze pod nosem, upycha niepokornego, bo czas spać, a temu figle w głowie, i zmarznie przecież.

      • zeroerhaplus 01/08/2015 at 09:04

        Iwona, cudownie to opisałaś :)

        • kanionek 02/08/2015 at 00:55

          Zgadzam się, i trochę mi szkoda moich kurczaków, że zamiast gderającej matki wisi nad nimi obojętna żarówka. Dlatego gadam do nich i przyklejam nos do szybki, żeby miały choć namiastkę matczynej czułości.
          I chciałabym kiedyś zobaczyć, jak one wyłażą z tych skorupek, gdy siedzi na nich kwoka, bo w inku miały stosunkowo sporo miejsca, a i tak było im ciężko.

          • EEG 02/08/2015 at 10:53

            A wiesz, że ja o tym samym myślałam i doszłam do wniosku, że jednak pod mamusią im łatwiej. Bo popatrz, jak ten kurokez usiłuje wyjść ze skorupki – ona tak się za nim ciągnie, bo lekka i on się nie może uwolnić. A jak mamusia siedzi i blokuje skorupkę, to chyba mu łatwiej. No i jak już się uwolni, to siedzi grzecznie na swojej miejscówce i nie depcze braci. Bardzo Cię podziwiam, bo widzę ile pracy wymaga od Ciebie ogarnięcie tego RAJU.

  9. Ania W. 30/07/2015 at 16:35

    Kanion, jesteś wielka( i kikujesz przez monitoring). Niby jestem duża (czytaj: stara), a do dzisiaj wydawało mi się, że wykluwing, tak jak w bajkach, trwa chwileczkę. A tu proszę, nie takie to proste. Jak Ninja nr padł na dziób, to myślałam, że się przekręcił… Na szczęście nie :) Gratulacje z okazji powiększenia rodziny, dla Pana Kanionkowego też!

    • kanionek 02/08/2015 at 01:00

      Eeee, wielka to ja się muszę tym kurczakom wydawać ;) Ciekawe, czy domyślają się, że są adoptowane. Ja przeżywałam cały proces, godzinami, od tej pierwszej, małej dziurki w skorupce. Tak bardzo się bałam, że w ostatniej chwili coś się nie uda, po trzech tygodniach nerwowego tańca wokół inkubatora i ciągłego przestawiania termometrów… Ale kurczaki Ninja to urodzeni wojownicy :)

  10. Ajka 30/07/2015 at 17:09

    To ja dodam swoje 3 grosze… Znałam jedną gęś, a właściwie był to chyba gąsior. Babcia dla beki kurze podłożyła jajko gęsie i się Guś wykluł. Kura chyba najbardziej tego Gusia kochała, bo lepiej się nim opiekowała, niż kurczakami . Guś wyrósł na dużego ptaka. Skubaniec był bardzo inteligentny i przywiązany do mojego dziadka. Chodził za nim krok w krok, nawet do sklepu. Reagował na swoje imię i dawał się głaskać. Można się z nim było w berka bawić ;)
    Myślę, że ta gąska co tak dziobek do Ciebie wyciągała, też będzie jak pies ;)

    A propos psów… Mój pies z ogromnym zainteresowaniem oglądał filmik z gąskami i przekrzywiał łebek. Na kozy tak nie reagował – może dlatego, że kozy zna z reala ;)

    • kanionek 02/08/2015 at 01:08

      :) Ja się tylko zastanawiam, czy dwie gęsi wystarczą? Czy nie będą się czuły nieswojo w tak nielicznym „stadzie”? Nawet kaczki są cztery, a one tylko dwie. A nasze psy też nie wyrabiają z ciekawości. Zwłaszcza Laser, który praktycznie nie śpi, tylko siedzi na moim łóżku gapiąc się w ten telewizor z kurczakami, i aż nim coś telepie z tych emocji. Laserowi niestety musimy każdego nowego obywatela podwórka przedstawiać i tłumaczyć, że nie, to TEŻ nie jest do zjedzenia ;) Nieważne, że kury już zna. Każda NOWA kura jest przecież czymś zupełnie innym, niż stara kura.

      • Ajka 02/08/2015 at 14:42

        Guś był jeden, ale siedział w ogródku z kaczkami i kurami. Może dlatego lgnął do ludzi?

        Moja czarna małpa – podobna do Lasera ale tak plus 20 kg ;) – w sumie ma wylane na zwierzaki gospodarskie. Poza świnią – tej nienawidzi ;)
        A wychowała się w mieście :D

  11. mp 30/07/2015 at 18:08

    „Krótki film o wykluwaniu” wstrząsający !- nie przypuszczałam, że wyklucie się to taka ciężka robota… Ech , Kanionku, musiałabyś tych Rosołów i Gusi mieć przynajmniej z 40, żeby zacząć je traktować bardziej bezoosobowo , bo inaczej to pewnie marna szansa na rosół z Rosołów. Ewa z Kresowej Zagrody napisała kiedyś mądry post- o tym, że ona im daje dobre życie, a w zamian za to one stają się później jej pożywieniem. Ale nie był to łatwy proces do przejścia… Miejmy więc na razie nadzieję, że z borsuczków wyrosną kurki :-)

    • kanionek 02/08/2015 at 01:12

      No własnie zazdroszczę Ewie z Kresowej, że ma takie zdroworozsądkowe podejście i już się martwię, że z moich dziewięciu zawodników może być np. siedem Rosołów… I jakoś nie widzę ich w garnku! Może komuś sprzedam…? Dobra, nie będę na razie o tym myśleć. Do momentu, w którym będziemy w stanie bezbłędnie stwierdzić płeć puchatego narybku mamy jeszcze jakieś dwa miesiące :)

  12. mitenki 30/07/2015 at 22:41

    Kanionek, Matko Tereso od Kóz, a teraz i od Ptactwa Domowego :))))
    Order Ci się należy, bardziej niż panu Jeronimo od owadziego sklepu!
    I też chciałam zaproponować, jak dziewczyny wcześniej, żebyś rozważyła wzięcie kogoś do pomocy do najcięższych prac. Żebyś nie musiała sama przekopywać ogródka, albo taszczyć worów z owsem czy beli siana.

    One, te kurokezy zielononogie, to normalnie taki wzorek na pleckach mają, czy Ci się przypiekły troszkę na grillu? :D Bo kuraczki jakie widziałam dotąd były albo żółciutkie, albo jasno- lub ciemnobrązowe. Borsuczych dotąd nie spotkałam :D
    Film o wykluwaniu świetny, trzymał w napięciu do końca. Ja bym chyba musiała związać sobie ręce na plecach, żeby nie zacząć pomagać tym maluchom ;))
    Przewidujesz kontynuację tematu, czy to jednorazowa produkcja raczej?
    Film „O dwóch takich….” też świetny, ale z tych słodkich puchatych gąsiatek wyrosną straszne potwory, co biegną za człowiekiem, syczą i go w łydki szczypią :D I ja się takich boję :D

    I na koniec, mój ulubieniec w tej notce – kurokez na ostatnim zdjęciu przed gąskami…
    Nie mogłam się zdecydować, co wyraża jego mina…

    zdumienie? —> http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/e5640d384115a18c.html

    zdegustowanie? —> http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/23632cf52722a113.html

    • kanionek 02/08/2015 at 01:17

      Mitenki – muszę Ci podrzucić więcej zdjęc, to zrobisz nam komiks z kurczakami :)
      No i jak to – z moich słodkich piukajłów, POTWORY? One będą syczeć tylko na inkasenta z notatnikiem oraz wszelkiej maści urzędników. Się wprowadzi jakiś program treningowy ;)
      I tak, zielononóżki tak wyglądają za młodu :) Baj de łej – juz im zaczynają zielenieć nóżki, a na skrzydełkach i kuperkach wyłażą prawdziwe piórka! Ale te przepaski na oczach będą miały jeszcze długo :)

  13. aga 30/07/2015 at 23:13

    Kanionku, uwielbiam Cię! chętnie przesłałabym Ci trochę energii, którą beznadziejnie marnuję na pierdoły, a Ty umiesz z niej taki zrobić pożytek. A telewizor z kurczakami i skrzynka na zabawki z gąskami zrobiły mi dzień. Ciekawe, co moje dzieciaki by powiedziały na taką podmiankę :-) W tej wesołej bandzie brakuje mi jeszcze tylko królików ;-)

    • kanionek 02/08/2015 at 01:23

      Ha! Myślałam juz o królikach, ale chyba nie dam rady. Musiałyby mieć jakiś fajny wybieg, niekoniecznie prosto do lasu :D A tu Rude Ryje i inne ciężkie przypadki…
      A energię chętnie przyjmę – sprasuj ją jakoś, najlepiej do rozmiarów kostki rosołowej, i wysyłaj ;) I pamiętaj, że ja po prostu mam łatwiej, bo mam dużo miejsca na upchanie swojej energii, i to mnie zwyczajnie prowokuje ;)

  14. Ola 31/07/2015 at 00:27

    Kanionek! Ty chyba z Marsa nadajesz. To jest jakaś fantastyka. Nie ogarniam! Przyznaj się, masz czarodziejski ołówek? Ten inkubator to powinni w TVN24 pokazywać! :O
    Pan Turecki koniecznie czapkę musi dostać, jak już podrośnie, taką jak Pan Turecki powinien mieć oczywiście. A w świnki nie wierzę. Że je zjesz, znaczy…
    (Praszam, że się wcale nie udzielam ostatnio, ale trochę problemów się nazbierało i zagrzebałam się w norze…)

    • Ola 31/07/2015 at 00:30

      Aha. Nie na temat, ale odczuwam potrzebę pochwalenia się. Jako antytalent kuchenny, zrobiłam jogurt! Taki domowy z mleka prosto od krowy, o! Myślałam, że to jakiś zawiły proces, a to myk i już. I pycha. :)

  15. Lidka 31/07/2015 at 02:00

    Kurczaczki cudne! Juz kocham. Kochalam z reszta zawsze, bo calowalam i nosilam w kieszeniach berbeciem bedac, za co babcia na mnie krzywo patrzyla, mowiac, ze bedzie ze mnie rolnik, jak z kociego… ogona pistolet. Miala racje, poniekad. A parobkiem Kanionka moge byc.
    A od plastikowego bociana to sie prosze odczepic, bo jako steskniony Polak na emigracji mam takiego cosia w ogrodku i dwa muchomorki z cementu, o.
    Ola, nie dawaj sie klopotom. Kaz im sie w d.pe pocalowac.

    • Iwona 31/07/2015 at 08:35

      Lidka, Ty możesz mieć i 10, i stado muchomorków, a my tutaj żywe mamy, pełno, gniazdują na słupach, na dachach, w sąsiedniej wsi na każdym słupie energetycznym gniazdo bocianie, a muchomorki rosną na podwórkach i podgrzybki i koźlarze :-)

    • Ola 31/07/2015 at 11:45

      Dzięki Lidka :)

  16. Kachna 31/07/2015 at 10:55

    Aaaaaaa!!!
    I w zasadzie tyle by było adekwatnie.
    Zrobiłaś puszyste ptaki!
    Niesamowite, że można obserwować takie cuda. Prawdziwe cuda. Cudy.
    ……………
    Co do pomocy zewnętrznej….hm – z własnego doświadczenia nie tak już młodego, bardzo małego przedsiębiorcy wiem, że i tak trzeba samemu wiele rzeczy przypilnować – no tak to już jest. Nie wiem czy tylko u nas. W Polsce.
    Szacunek do pracy, do rzeczy – nie jest mocną stroną Polaków. To wiem na pewno.
    Szczególnie jak to „nie moje”. A proces zwany myśleniem bywa wyłaczany na długie godziny….
    ……………………………..
    Stęskniłam się za Wami – Kozy.
    Życie nie głaszcze a tu – o – każda gąska nawet przytulona.
    ……………………………..
    Jeszcze odnośnie poprzedniej „notki”.
    Ja bardzo przepraszam ale dlaczego – owce nie????? Miałam, hodowałam, wdzięczne stworzenia, nie trzeba doić, owszem strzyc ale nie często, a jak są małe to nie mniej słodkie niż kózki!
    Lekko protestuję! Irena, Bożena – wstydźcie się!
    No.
    Ściskam.

    • mitenki 31/07/2015 at 11:26

      Kachna@
      Ale że jak to nie trzeba doić owiec? Same się doją? Mleko przecież mają, bo oscypki i bryndza z owczego mleka są.

  17. Kachna 31/07/2015 at 14:02

    Można – ale nie trzeba:)
    No moich nie doiliśmy….mam nadzieję, że nic nie przeoczyłam…..
    Oj….;)
    Raczej dostawaliśmy od nich wełnę – do dziś tato mój ma Super Sweter. Moja babcia była mistrzynią na powiat w przędzeniu wełny.
    Ech. Czasy.
    Super.
    Ale jak ja wtedy nienawidziłam pasać tego towarzystwa. A mój owczarek się nadawał do….przytulania głównie.
    I na C330 umiem jeździć. W sensie kierować. I ojca z przyczepy z sianem kiedyś zrzuciłam była, bo w dołek wjechałam z impetem:)
    Owce są fajne.
    I moje nie miały rogów. Chociaż tryk Kleofas, marki merynos, potrafił pogonić „wroga” z główki! Oj potrafił.

  18. Ynk 31/07/2015 at 15:13

    Pi-pi-piĘĘĘĘĘknie Ci się pisklaczki udały! Dołączam do chóru zachwyconych i pod wrażeniem nieustającem pozostających Kóz. Pod wrażeniem Twoich sił koncepcyjnych i twórczych.
    (jeszcze nie jestem na bieżąco, wczoraj wróciłam do domu, do rytmu, do www.)
    Czy one borsucze są, te kurczątka, czy też może Przepiór kurkę młodą (znaczy ich mateczkę) powiódł w zboże?
    I potwierdzam działanie koziego mleka na miękkość nóżek, nie tylko gęsich. Po wypiciu tego ze słoiczka – od razu, nie czekałam aż się sfermenci – dreptałam to tu, to tam, i jeszcze tam, i tam, i tu, a i dziób zaczął mię się nie zamykać ;-)
    „Krótki film o wykluwaniu” zgłosiłabym na Sundance Film Festival. Absolutnie!
    I chyba domyślam się, skąd u Ciebie ta niespożyta energia. Od tych młodych kopytnych i skrzydlatych ją dostajesz. No bo jak inaczej… ?
    Mee, mee, pi-pi, kwak, i re-re kum-kum ;-))

  19. bogutek 31/07/2015 at 15:35

    A ja się tak zachwyciłam Kanionku, że aż się wzruszyłam i chyba nawet nie wiem co napisać… To jest takie fantastyczne, że aż dla mnie, siedzącej właśnie w biurowcu w centrum wielkiego miasta, takie nierealne! Bardzo, bardzo Cię podziwiam, jesteś dzielną dziewczynką i tak sobie to wszystko fajnie poukładałaś i taką masz teraz fajną gromadkę:) Powodzenia Kanionku i niech Ci się cały dobytek zdrowo chowa i mało pracy przysparza:)

  20. pandeMonia 01/08/2015 at 02:14

    Nie było mnie przez moment, a jak byłam, to jak kanionofilka oddalałam moment spełnienia na jakiś czas wolny, kiedy to wypachniona zalegnę w piernatach i będe miała czas i siłę przeczytać wsiową literaturę w najlepszym słowa znaczeniu. Moment nadszedł dzisiaj, więc miałam orgię z wielokrotnym postowaniem. No nie! Jakie zmiany!
    Ja już od dłuższego czasu wznoszę proszalne modły do Matki Natury i Ojca Hipokratesa o zdrowie dla Ciebie, żebyś mogła do 90 roku życia kręcić tym kieratem i internetami. Ja osobiście wepchnę się ze swoim łóżkiem z charczącą pompą pozajelitową i dychawicznym respiratorem do pierwszego rzędu, bo wzrok mi już teraz szwankuje.

  21. zeroerhaplus 01/08/2015 at 09:11

    A swoją drogą, to pierwszorzędna magia jest: wkładasz jajko do lodówki – masz z niego jajecznicę. Wyciągasz z lodówki – kurczaki. David Copperfield się chowa.
    Do cylindra. Razem z królikiem.

    • zeroerhaplus 02/08/2015 at 08:54

      Znaczy się nie chodziło mi o to, że z lodówki wyciągasz kurczaki, tylko że gdy jaja trzymasz w cieple ZAMIAST w lodówce. Oj tam taki skrót myślowy ;)

  22. kanionek 01/08/2015 at 11:12

    Kozy moje najlepsze, przepraszam, że mnie tak długo nie było i dziękuję Wam – jak zawsze – za doping, życzliwość i komentarze, które nawet zimnemu nieboszczykowi wróciłyby chęci do życia :)
    Nie będę ściemniać, bo to byłoby wobec Was nie fair, a od malowania zafałszowanego obrazu rzeczywistości mamy polityków – znów mieliśmy z małżonkiem „kłopoty w raju” (Adam z Ewą nie są niestety idealni), gruz, siekiery i latające walizki, ale już posprzątaliśmy i grzecznie zabieramy się do roboty. Jesteśmy trudną, starszą młodzieżą, oboje mamy nie po kolei w głowie, to i o nieporozumienia nietrudno, ale grunt, że opamiętanie zawsze przychodzi ZANIM któreś z nas skończy z widłami w oku ;)

    Krótki apdejt sytuacji ogólnej: kurczaki rosną tak szybko, że ja ledwie za nimi nadążam. Już im rosną prawdziwe piórka na końcach skrzydełek, już mają odruch grzebania w ściółce, i po pierwszym przerażeniu dżdżownicą (tak, grzebałam w kompoście, żeby im zrobić mięsne danie) załapały, że na to się poluje i zjada, zanim kolega z boku zdąży z dzioba wyrwać. Zrobię Wam kolejny filmik, to sami zobaczycie :)
    Koziołki po kastracji mają się świetnie, pilnowałam, żeby nie wdała im się żadna infekcja, i goją się całkiem ładnie. Ziokołek definitywnie odcięła Kachnę i Lucka od cycka, i mam teraz od niej 3,5 litra mleka na dobę, więc mogę sobie pozwolic na wypicie dwóch szklanek dziennie zamiast śniadania. Gąski nie chcą miauczeć, ale nie ustaję w wysiłkach wychowawczych ;)

    Muszę wracać do sera, twarogu, kurczaków i gęsi, i w końcu zrobić porządek w tym buszu w szklarni, ale jestem i mam nadzieję, że mi wybaczycie chwilowy zanik komunikacji. Wiecie, że jesteście miodem na moje serce, gdy wieczorem padam do łóżka i czytam, co mi tu wypisujecie? :-*

  23. zeroerhaplus 02/08/2015 at 08:52

    Tak, tak, pradziadek Adaś tłukł Ewę maczugą dobrego i złego, że źle gotuje* a ona go naparzała papierówkami, że jej nie chce torebki z węża sprezentować. Jabłko mu w gardle stanęło, gdy usłyszał znienacka „A bo ta Marysia ma ładniejsze meble w kuchni, mąż jej kupił, a ty co?”
    Faktycznie, musieli tam niewąską awanturę zrobić, skoro aż ich na zbity pysk wyrzucili ;)
    _________
    *- no bo ileż można wytrzymać: kompot z jabłek, szarlotka, jabłka w cieście, apfelsztrudel, i tak w kółko…

  24. ciociasamozło 02/08/2015 at 14:03

    Gratulacje Kanionku – Drobiowa Mamusiu :)
    Wracam z wyjazdu a tu takie wieści!
    Odchowanie dziewięciu Ninja przy skaczącym prądzie to super wynik.
    Niech Ci się kurze i gęsie dzieci zdrowo chowają (na razie przed Laserem ;) )

    Dobrze wyczytałam, że kozie towarzystwo już bezjajeczne? Jak chłopaki zniosły zabieg? Co ja pytam! jak TY to zniosłaś?!

  25. bila 04/08/2015 at 10:34

    Wróciłam z wyjazdu i proszę- jest drób w ilości i jakości chwytającej za serce. Kurczak TV chętnie bym opłaciła, zamiast tym zdziercom satelitarnym i innym. Filmik trzymajacy w napięciu według najlepszych porad dla scenarzystów: ,,Na początku filmu- trzęsienie ziemi, a potem- napięcie rośnie” :)
    Cudowny jest ten Światek Kanionka, choć na pewno wkładasz w niego mnóstwo wysiłku i serca. Pooodziwwww!!! (kto oglądał najnowszego Mad Maxa, ten wie, o czym mówię). Czy u Ciebie też tak praży? Głaski dla przychówku.

  26. aga 04/08/2015 at 20:26

    Kanionku żyjesz? Czy jest jakaś szansa na sery?

    • kanionek 05/08/2015 at 00:21

      Aga, chyba jeszcze żyję, choć sama nie wiem – może tylko lecę rozpędem ;)
      Szansa na sery – dopiero we wrześniu. Pisz zamówienie, to wrzucę Cię w grafik :)

      • aga 05/08/2015 at 14:44

        To zaklepuję 4 po pół kilo na pierwszy wolny termin :-)

  27. kanionek 05/08/2015 at 00:41

    Ludzie kochani, naprawdę nie wyrabiam na zakrętach i aż się boję zajrzeć do skrzynki mailowej. Wczoraj przypomniałam sobie, że przeciez trzeba już wyrwać cebulę i czosnek, bo zaczynają kwitnąć, no i skończyłam już po zmierzchu, ku uciesze komarów. Muszę jeszcze przenieść cały ten plon do garażu i rozłożyć na słomie celem dosuszenia. Za chwilę będą leśne jeżyny, że już nie wspomnę o grzybach. Kozy nadal nie potrafią się same wydoić, ani zrobić sera, więc rozumiecie. Małżonek pomaga mi w tym, w czym może i czego nie muszę zawile tłumaczyć, a oprócz tego zajęty jest swoim własnym projektem zarobkowym.

    Chyba zafundowałam sobie zbyt wiele szczęścia naraz, w najgorętszym okresie roku. Kurczaki i gąski karmię minimum 5 razy dziennie, własnoręcznie przygotowywanym żarciem, które – w przeciwieństwie do paszy ze sklepu – ma krótki okres trwałości.
    Gęsi dużo jedzą i piją, więc i dużo brudzą = zmiana ściółki codziennie. Kurczaki są już chyba dwa razy większe niż tydzień temu i lada dzień muszę zbudować większy „kojec”, a w najbliższą niedzielę być może kolejna partia jajek trafi do inkubatora :)
    Do tego dobre karmienie + mała powierzchnia bytowa = klasyczny tucz, a przecież chcę, żeby mój drób był sprawny fizycznie, więc gąski i kurczaki trzeba wyprowadzać na spacery. Gęsi nie chcą zostawać same, drą się niemiłosiernie i gubią nogi próbując mnie dogonić, gdy ja próbuję im uciec, i serce mi się kraje, no i nie możemy ich zostawić bez dozoru, jeśli na podwórku są psy i Kotek (bo Gonzales patrzy na gęsi i kurczaki ze stoickim spokojem i w ogóle nie identyfikuje ich z żarciem).

    Powtarzam sobie, że jeszcze tylko kilka tygodni, i oni wszyscy będą prawie samodzielni. A Was proszę o wyrozumiałość i wierzcie mi – codziennie mam wyrzuty sumienia, że Was tak haniebnie opuściłam, ale NAPRAWDĘ nie smażę się na leżaku popijając lemoniadę, tylko codziennie rano przykręcam te drewniane nogi do sztywnego kadłubka, i popierniczam w tę i we wtę, żonglując tym cyrkiem jak wieloręki bandyta :) A wczoraj wygospodarowałam sobie godzinę na to, by odpowiedzieć Wam na maile i komentarze, i co? I internet pokazał mi środkowy palec.
    Jeszcze trochę… Już za momencik. Już prawie się ogarnęłam, tylko na liście „do zrobienia” wciąż kilkanaście pozycji.

    • zeroerhaplus 05/08/2015 at 22:11

      Popierniczaj, popierniczaj, tylko na dziób nie padnij (ani swój, ani drobiowy).
      Trzymaj się zdrowo, żebyś dała radę popierniczać jeszcze więcej (o ile to mozliwe)!
      :))

  28. shal 05/08/2015 at 01:10

    Nooo.Fajnie,że to „tylko”zapieprz i brak internetu,a nie ta migrena,albo coś.Moc dobrych myśli przesyłam codziennie.

  29. zerojedynkowa 05/08/2015 at 12:28

    Nie odzywam się, ale czytam codziennie. Wspieram Cię wirtualnie i przesyłam ciepłe myśli. Sama też mam w domu nowy przychówek (zgarnęłam kota spod krzaka przy pracy) i mam sajgon. Wyimaginujcie sobie, proszę: małe mieszkanko, dwoje dorosłych, trójka chłopaków (w tym jeden dwuletni o niespożytej energii i ciekawych pomysłach) i dwa koty w tym jeden trzymiesięczny… Nie miała baba kłopotu sprawiła sobie kota…, ale radochy jest po pachy, albo wyżej. Pozdrawiam serdecznie, „czym się” Kanionku. ;)

  30. Ynk 05/08/2015 at 14:41

    I ja do Ciebie zaglądam codziennie. I myślę o Tobie i Twoich okolicznościach ciepło w dni chłodniejsze, wilgotno w suche i ciut chłodniej w upalne, życząc wypracowania zdrowego rytmu dnia w Waszym powiększającym się i zalud… zazwierzęcającym się gospodarstwie.
    Aktualnie pędzlem majtam w kuchni. Trudno, bo gorąco (i ciasno), to i ruszam się, jak to kiedyś określiłaś, jak ślimak z nogą w gipsie ;-) I łatwo, bo gorąco, to i farba rychlej schnie. No nie?
    Niech Cię lato obdaruje tym, co ma najlepsze :-)

  31. jadowita 06/08/2015 at 11:57

    prawie jakbym słyszała to piupkanie i pipczenie… dziecięciem będąc u Babci zasypiałam z ręką zwieszoną do pudła z trochę już starszym drobiem :) miło powspominać…

  32. Iwona 06/08/2015 at 14:45

    Nie, no wiesz, przed gąskami uciekasz? Jak możesz… ;-) Tam, gdzie Kanionek, tam gąski….gęsiego :-)

  33. kanionek 07/08/2015 at 15:00

    Najdroższe Kozy, oto komunikat wkurwionego Kanionka. Mój internet płynie do mnie z prędkością 0,5 – 1 kB/s, co oznacza tyle, że strona kanionek.pl ładuje mi się przez około 10 minut, i nie zawsze załaduje się do końca. Tak wygląda Fair Usage Policy wg Plusa. Najwyraźniej „zużyłam” za dużo internetu na początku okresu rozliczeniowego, więc żeby było „sprawiedliwie”, teraz nie mogę go używać wcale, i „za take usługe” płacę 49,90 zł miesięcznie. Niestety nie mam również wyboru, bo tylko Plus tu w ogóle sięga, a poza tym za zerwanie umowy przed czasem przyszłoby mi zapłacić coś koło dwóch tysięcy złotych.

    Korzystając z okazji, że strona mi się w ogóle załadowała, chcę Wam powiedziec, iż kurczaki rosną w oczach (i skrzydłach i nogach), gęsi żrą już dwa wiadra zielonego dziennie, kozy są bardzo niezadowolone z powodu upałów, psy siedzą w domu, bo na zewnątrz nie wyrabiają się chłodzić paszczą, kaczki wypijają mi resztę wody ze stawu, a my zapieprzamy pomimo 30 stopni w cieniu, bo trzeba. Trzeba suszyć zielsko, zbierać pierwsze plony z ogrodu, doglądać zwierząt, nosić wodę w butelkach i bla bla bla. Spalam sobie procesor próbując nie zawalić żadnego z obowiązków i jak na razie wszyscy żyją, tylko ja padam dzień w dzień o północy nieprzytomna, a na liście „do zrobienia” wciąż mniej skreśleń niż aktualnych pozycji. Robię zdjęcia od czasu do czasu, i gdy Plus uwolni moje łącze ze smyczy, to Wam wszystko pokażę i opowiem.

    A tymczasem łączmy się w bólu nieistnienia Kanionka. Ciociusamozło, wyrobię się z Twoim zamówieniem – wysyłka w czwartek 13 sierpnia. Jeśli coś się zmieniło daj znać esemesem, bo nie wiem czy mi cierpliwości wystarczy na próby otworzenia skrzynki mailowej.
    Aga – zapisałam Cię na pierwszy wolny, czyli na początek września.
    Mitenki – pamiętam, przepraszam, dziękuję. Mam nadzieję, że wszystko aktualne, a Twoje zamówienie zrobię po 16 sierpnia.
    Jeśli któraś z Was coś jeszcze zamawiała, to przepraszam, ale naprawdę Plus Sprawiedliwy uniemozliwia mi nawet sprawdzenie prognozy pogody, a co dopiero obsługi skrzynki e-mail. Nadrobię zaległości gdy tylko będę mogła, a na razie proszę Was o cierpliwośc :)

  34. shal 07/08/2015 at 18:19

    Każda z nas, kibicek, zapakuje troszkę internetu i wyśle gołąbkiem pocztowym.Myślę ,że chętnie się podzielimy.Takie plusy ujemne tej głuszy masz.

    • ciociasamozło 11/08/2015 at 14:25

      przy tej temperaturze to chyba pieczonym gołabkiem :(
      Proponuję nocny transfer nietoperzem długodystansowym ;)

  35. mp 11/08/2015 at 14:05

    Jak tam w Kanionkowie, dychacie jeszcze w tym upale ? U mnie już dwa tygodnie temperatura uparcie przekracza 30 stopni, wychodząc na papierosa pytam M.- idziesz do piekła ?A straszą, że drugie tyle przed nami… Mam nadzieję, że stawik nie wysechł i masz skąd czerpać wodę dla zwierzyńca.

  36. ng 11/08/2015 at 15:28

    w plusie możesz sobie dokupić „limit” – najdroższa opcja 3GB za 20 pln albo coś w tych okolicach. tylko musisz do nich zadzwonić. :( też mam plusa i też mi się ciągle limit wyczerpuje

  37. Ania W. 12/08/2015 at 09:05

    Wyjechaliśmy na wczasy, próbuję Ci ja wczoraj zobaczyć co u Kanionka, a tam jeno www z napisem password!!!! Miałam madzieję, że to tylko Pan Kanionkowy pogrzebuje i się nie zawiodłam! Uściski!

  38. Kanionek 12/08/2015 at 09:30

    O słodki Jezu, będący na minusie u Plusa…
    Dokupiłam wiaderko internetu, takie małe, tylko na przetrwanie przez te 10 dni do odpalenia kolejnego okresu rozliczeniowego, a tu nowe szykany, tym razem ze strony władców serwera. To nie małżonek grzebał przy blogu, tylko jacyś ONI, na łasce których wisi mój blog. Jak już kiedyś wspominałam, kanionek.pl działa na płatnym serwerze, czyli płacimy jednej firmie za domenę „kanionek.pl”, a drugiej za tę skromną kawalerkę bez łazienki i windy na serwerze. Kilka tygodni temu wchodzę na stronę, a tam… jakaś firma poszukuje spawaczy, czy innych nurków głębinowych, i mało nie dostałam zawału, a teraz TO. Małżonek zgłosił reklamację, czyli wysłał panom technicznym standardowe „what the fuck?”, no i „kanionek” wrócił, tylko… Tylko Kanionek nie może się zalogować, bo gdyż rzekomo hasło jest złe, bardzo złe, a nawet zupełnie inne, niż się Kanionkowi wydawało. Idę wypuścić gęsi i kurczaki, potem pozmywam i przygotuję warsztat pod kolejną partię serów, i może w międzyczasie wszystko się samo naprawi.

  39. Renya 12/08/2015 at 10:27

    Odpaliłam ja i sobie wczoraj Kanionka i mały szok przeżyłam. Myślę sobie, masz za swoje czytałaś codziennie i się nie przedstawiłaś jakby wypadało, a teraz Kanionek wszystko zahasłował i już nie zobaczysz jak kurczaczki dorastają, jakie nowe sery powstają, do czego można jeszcze użyć taśmy klejącej… No ale dzisiaj wielka ulga, więc się szybko ujawniam co by Kanionek wiedział, że na południu kraju ma swoją wierną czytelniczkę i czytelników w postaci rodziny, którzy już codziennie pytają jak tam kozy :-). Pozdrawiamy

    • kanionek 12/08/2015 at 12:34

      Nein, nein, i jeszcze raz nie ;) Kanionek nie będzie nigdy zahasłowany, ani płatny, ani tajny, ani elitarny. Kanionek jest dla wszystkich, jak razowiec ze smalcem. Ale miło Cię poznać, Renya, a taśmy klejącej powinnam chyba użyć celem oklejenia sobie całego pyska, bo mam ochotę zadzwonić w parę miejsc i pożonglować urwami. Na szczycie listy plasują się obecnie Plus, ARiMR i władcy serwera, ale lista jest długa.

      A dzisiaj Kanionek jakiś zepsuty. Coś tak czułam od rana, że nie tylko upał mną buja niczym sztorm bałtycki, no i okazuje się, że mam temperaturę 37,6 i zupełnie nie wiem za co. Nie jestem przeziębiona, nie piłam ruskiej wódki, nie jadłam niczego podejrzanego, więc ossochozi?

      • zeroerhaplus 12/08/2015 at 12:57

        Może jak jaszczurki – dostosowujesz się termicznie do otoczenia?
        No i moja droga, może nie zauważyłaś, ale chleb ze smalcem znienacka stał się mocno elitarny ;)

        Fajnie, że się pokazujesz, dzięki temu wiem, że żyjesz :))

        • ciociasamozło 12/08/2015 at 14:34

          Toż właśnie podobne mam skojarzenie, że dla wszystkich to parówki z biedronki, a razowy ze smalcem to jeśli nie elitarny, to przynajmniej niszowy ;)
          Kanionku, pewnie Ci ciśnienie rośnie od urw nie wypowiedzianych, a jeśli czegoś nie pomieszałam z prawami fizyki, wzrost ciśnienia ściśle wiąże się ze wzrostem temperatury.

          • pluskat 12/08/2015 at 15:07

            Kanionku, po prostu sie zajezdzilas, ot co. Dbaj o siebie, kaz sie kozom obiegac.

          • kanionek 12/08/2015 at 22:19

            Może w październiku…
            Kurczaki mają dopiero dwa tygodnie, nawet pszenicę trzeba im jeszcze rozbijać na drobne, gęsi też nie mogę jeszcze puścić samopas, kozy doić trzeba i sery robić, żeby na utrzymanie stada zarobić, a i w ogrodzie powoli jest co zbierać i też coś z tym trzeba zrobić. Generalnie – słowo „robić” zdominowało moje życie ;)
            A dziś pojawił się nasz stary przyjaciel jaszczomp. Najpierw przypuścił atak na kaczki, które sobie powoli dreptały do stawu. Kaczki dostały przyspieszenia jak Pendolino i w ułamku sekundy znalazły się na środku zbiornika, więc jaszczomp odleciał w las. Godzinkę póxniej dłubałam coś tam w ogrodzie, a tłusty sqrwiel przeleciał prawie tuż nad moją głową i zniknął w korytarzu powietrznym Energi, a biedne kurczaki jeszcze przez dziesięć minut przeżywały jego przelot nad podwórkiem. O kaczki się tak nie obawiam, jak o te nieopierzone jeszcze gąski. Gąski-kąski, w sam raz dla jaszczompia – biegają w takim tempie, że kaktus w doniczce by je dogonił.

          • kanionek 12/08/2015 at 22:24

            No tak, ja nie na czasie jestem, bo telewizja i programy z cyklu „Obrus czy cerata” nie są moim razowcem powszednim :D
            Ciociu, spieszę donieść, że piekne, tłuste żyrafy jutro wychodzą z szafy. Tylko obawiam się, że wraz z mrożoną wodą i opakowaniem mogą przekroczyć magiczną barierę 5 kg, ale to się dopiero jutro okaże :)

        • kanionek 12/08/2015 at 22:32

          Czyli jest szansa, że w tym roku zapadnę w sen zimowy i się w końcu wyśpię? :)
          Taa, no niby żyję. Podobno. Tak ludzie we wsi gadają. Ale kartki z kalendarza spadają, a ja nie pamiętam ani czerwca, ani lipca, a tu się nagle okazało, że juz połowa sierpnia i zaczynają dojrzewać jeżyny w lesie. Piękne, dorodne, w tym roku obficie porozwieszane na gałązkach kolczastych jak umowa o świadczenie usług w zakresie dostawy internetu w technologii bezprzewodowej… Zbieranie tych jeżyn to kupa czasu i stresu (komary, gzy i jusznica deszczowa), ale co – na zmarnowanie mają pójść? No i grzyby. Raz, tylko jeden raz wyskoczyłam z małżonkiem dosłownie za róg lasu, i już koszyk borowików do oczyszczenia, pokrojenia i ususzenia. Ja nie żyję, ja funkcjonuję, czyli wstaję, wykonuję różne czynności i idę spać ;)

  40. Ola 12/08/2015 at 19:02

    Ragał znalazłam! I zastanawiam się z czego te pudła mogą być? – praszam, że tak ni z gruszki ni z urwy :P https://www.facebook.com/ZNCbooks/photos/a.758561510864236.1073741828.758447747542279/880327422020977/?type=1&theater

    • kanionek 12/08/2015 at 21:54

      Może po winie, albo owocach? Choć to jest oczywiście odpowiedź na pytanie „po czym”, a nie „z czego”. A z czego to raczej z drewnianych deseczek ;)
      W Polsce cebulackiej niestety takie używane skrzynki są wciąż towarem na wagę złota (zapytajcie w Lidlu, czy można wziąć drewnianą skrzynkę po winie), więc jedyne wyjście, jeśli chce się mieć taki regał, to kupić deski w tartaku, pozbijać w skrzynki, następnie skrzynki postarzyć (można przez zimę trzymać w nich ziemniaki, koty, albo poćwiartowane zwłoki urzędników), a gdy nabiorą wiarygodnego wyglądu – zbić do kupy i włala! Recykliregał jak malowany ;)

      • Ola 12/08/2015 at 22:01

        No dobra, po czym te skrzynki :P Mam problem z takimi różnymi. Na przykład: „nie krzycz na mnie” czy „nie krzycz po mnie” :P
        A w Biedronce to mi kiedyś pani sklepowa wyrwała kartonik w kwiatki po jakimś towarze :(

      • Ola 12/08/2015 at 22:03

        Tu ARiMR, tu poćwiartowane zwłoki urzędników… Co oni Ci zrobili???

      • aga 12/08/2015 at 22:55

        W Lidlu tez próbowałam, ładne mają te skrzynki. Z gorączką tak pomyślałam, czy nie zapominasz czasem się czegoś napić? Oby to było tylko chwilowe przegrzanie.
        A propos hasła nie chcesz wiedzieć, co tam próbowałam wpisywać :-) Ale z tyłu głowy miałam, że tajne hasła to jednak nie w Twoim stylu. Uff…

        • Renya 13/08/2015 at 01:01

          Też próbowałam różne takie wpisywać alezażadneskarbywświecie nie przyznam się co to było :-)

          • nikt wazny 13/08/2015 at 11:07

            A ja sie przyznam:)
            Wpisalam: Tradycja, Kachna, Lucek.
            Co pierworodni, to pierworodni (Tradycja tez poniekad pierworodna).

          • kanionek 14/08/2015 at 00:13

            Łiii! Takie proste hasła to nie u Kanionka. A gdzie cyfry, znaki specjalne i splunięcie przez ramię? ;)
            A przy okazji – Lucek zmienia szatę graficzną, żeby bardziej pasowała do jego imienia. Mówiąc krótko – jest już bardziej czarny, niż biały.

          • kanionek 14/08/2015 at 00:14

            Hm. Może słynne hasło z Seksmisji? ;)

        • kanionek 14/08/2015 at 00:20

          Trzeba zawsze słuchać tyłu głowy! I babci, oczywiście.
          Taa, do pilnowania tych skrzynek w Lidlu to chyba zatrudniają osobnego ochroniarza z odpowiednim przeszkoleniem, bo jak człowiek tylko DOTKNIE takiej pustej skrzynki, a nie daj Boże westchnie przy tym pożądliwie, groźny pan z krótkofalówką błyskawicznie materializuje się znikąd (a tak naprawdę pewnie wyskakuje z kolumny papieru toaletowego, w której ma tajny punkt obserwacyjny), i bije po łapach. Ja w każdym razie już nawet nie podchodzę do regałów z winem, a jeśli już naprawdę muszę koło nich przejść, to odwracam wzrok w kierunku kartonów z sokiem jabłkowym, żeby nie było.

  41. Izabelka 12/08/2015 at 22:47

    Cieszę się, że wróciłaś bo ja tu Twój blog do nagrody LBA nominowałam :
    http://karolki.blogspot.com/2015/08/miedzy-blogami-lba.html

    • kanionek 14/08/2015 at 00:23

      Ooo, dziękuję :) Co prawda nie wiem, co to jest LBA, ale doczytam, gdy znajdę chwilkę :) W każdym razie samo słowo „nominacja” już mi robi dobrze, więc ten. Miło mi.

  42. mitenki 13/08/2015 at 11:12

    Dobrze, że wróciłaś :)) Ja już rachunek sumienia robiłam, czym tak nabroiłam, że hasło jest a ja nie dostałam :D I też kombinowałam z różnymi :D

    • kanionek 14/08/2015 at 00:10

      Jak już wspominałam – FOCH nad fochami! Że ja niby miałabym dzielić moich czytelników na lepsiejszych i gorsiejszych? Żeby mi się więcej takie myślenie nie powtórzyło! Nie wiem, naprawdę nie wiem, czy w tej sytuacji zasłużyliście na zdjęcia kurczaków, a co dopiero mówić o tłustych gąskach, czy innych niespodziankach, jakie mam w zanadrzu. Bo Kanionek musi sobie utrudniać życie… Ale o tym niebawem ;-P

  43. mitenki 13/08/2015 at 11:19

    Dla przedszkola drobiowego może przenośna zagroda byłaby dobra? Z siatką u góry, co by żadna gadzina im nie zagroziła, ani latająca ani naziemna. Widziałam kiedyś taką na wiejskim podwórku, boki miała z desek, górę z siatki właśnie, w środku karton z siankiem, żeby kurczaki miały się gdzie schować przed słońcem, pojemnik z wodą, drugi z żarełkiem i miałabyś je z głowy na jakiś czas.

    Nie mogę umieścić komentarza, tam gdzie chcę :( wyskakuje info w czerwonej ramce o javascript.

    • kanionek 14/08/2015 at 00:06

      Ha! Taka „zagroda” już istnieje, wykonana ręką małżonka, i jest w niej i miseczka z żarciem, i woda, i mała grzęda, i dywan z chwastów, i zasłonka od słońca i widok na wszystko dokoła, bo wolierka składa się ze szkieletu drewnianego i siatki wolierowej o drobnych oczkach. Przy obecnej pogodzie kurczaki mogą zażywać okoliczności przyrody przez cały dzień :)
      Może zaktualizuj javę?

  44. Kania 13/08/2015 at 20:02

    Mnie też wystraszyła konieczność wpisywania hasła. I zdziwiłam się ile osób reklamuje twój blog (bo próbowałam wejść poprzez wyszukanie adresu w google). Mam nadzieję, że robisz zdjęcia nowego inwentarza i wrzucisz jak już znajdziesz chwilę wytchnienia, bo maleństwa pewnie rosną w oczach. I zazdroszczę grzybów. Bardzo zazdroszczę.

    • kanionek 14/08/2015 at 00:00

      O, to nie wiedziałam. Że reklamują. No i serio, SERIO! Jak mogłyście pomyśleć, że Kanionek zrobiłby Wam coś takiego? FOCH.
      Tak, robię zdjęcia, już kilkaset się uzbierało, i znów czeka mnie mozół przeglądania zasobów i wybierania tych kilku(nastu) najlepszych, bo miejsce na serwerze trzeba oszczędzać. JUż niedługo, a dokładniej po 21 sierpnia będę mogła Wam wszystko i wszystkich pokazać, bo 21 sierpnia Plus powinien spuścić mój tansfer z krótkiej smyczy ;)

      • kanionek 14/08/2015 at 00:03

        Aha, a jeśli kogoś interesują suszone borowiki, koźlarze i podgrzybki, bez robali, piasku i innych elementów runa leśnego, z nieskażonych cywilizacją obszarów warmińskich (bo tu nie ma żadnego przemysłu) to piszcie. Muszę jakoś zarabiać na siebie i cały ten kram, a z samych serów ledwie kozy ogarnę.

        • mitenki 14/08/2015 at 00:43

          Biorę grzybki też!

          • kanionek 14/08/2015 at 15:13

            Doskonały wybór! Że się tak telewizyjnie wyrażę :) Będziemy w kontakcie, tylko może lepiej przejdźmy znów na kanionek@onet.pl, bo z obecną platformą cuda się dzieją :-/

        • mitenki 14/08/2015 at 00:54

          Oooooo udało się! Dobrze, że nie napisałam nic głupiego, w stylu „próba mikrofonu” :D
          Super że masz mobilną zagrodę, teraz wystarczy ją przesunąć raz na jakiś czas, jak gąsie wszystko zielone pożrą i masz je z głowy :)
          Mailnęłam do Cię, może uda Ci się odczytać, musimy ustalić różne takie szczegóły.
          I jeszcze pisałam w komciu co nie chciał się opublikować, apropos temeperatury (Twojej) że mogłaś się przegrzać i odwodnić. Mus pić jak smok!

          • kanionek 14/08/2015 at 15:11

            No ja mam problem z piciem. Dokładnie taki, że zapominam się napić. Zazwyczaj do wieczora dojeżdżam na dwóch kawach, no chyba że upał, i tylko zimą żłopię herbatę pasjami. Kiedyś piłam herbatę na okrągło, wręcz parzyłam większą ilość w termosie, żeby mi w kubku 400 ml nigdy nie zaschło, ale teraz robię oszczędności nie tylko na kasie, ale i na czasie, a tania herbata to samo zło, a parzenie herbaty to strata czasu, więc ten. Zapominam się napić :)

            Sprawdzę zawartość skrzynki, może nawet dziś wieczorem. A w przenośnej wolierce biegają kurczaki :) Gęsi pasą się pod okiem Lasera, choć on wcale nie rozumie, że ma pilnować, by nic im się nie stało. On raczej bacznie je obserwuje, by spuścic im manto, gdy tylko odstawią jakiś nieakceptowalny dla niego numer (np. będą próbowały przeczłapać się na drugą stronę rynny, czy coś). Ale zasadniczo ma je na oku, a i ja sprawdzam co jakiś czas jak się miewają. Mama przyjechała do mnie na weekend i wyręcza mnie w takich wielokrotnych czynnościach, jak bieganie za gęsiami, czy przerzucanie jabłek przez siatkę dla koziołków, a teraz np. robi kapustę spod firanki na ciepło, do obiadu. A na obiad… o losie… GĘŚ! Mam przywiozła już upieczoną. Bardzo, bardzo lubię maminą gęś pieczoną, tylko teraz jakoś tak głupio… :D
            Dobra, mam jeszcze 5 minut do krojenia skrzepu na ser, więc zaraz zamykam klaptopa i będę dostępna dopiero późnym wieczorem.

        • Tymofiejski 14/08/2015 at 00:56

          A taki cichy wielbiciel jak ja też może liczyć na grzybki?

          • kanionek 14/08/2015 at 14:58

            No jasne, że oczywiście :)
            Borowik to tutaj rarytas i trzeba trafić w dobre miejsce i czas, ale koźlarz i podgrzybek powinien być. Trwająca od ubiegłego roku susza trochę obniżyła leśne plony, ale jeszcze nigdy tak nie było, żeby grzybów do bigosu nie było, więc damy radę. Przecież nikt nie kupi pół kilograma naraz, chyba…? Borowik suszony, jak i podgrzybek brunatny, to okazy tak aromatyczne, że jedna sztuka często zastępuje kilka sztuk innych gatunków :) Jeśli już wiesz, co chcesz i ile, to może napisz na kanionek@onet.pl, bo z obecnym adresem mamy tylko problemy.

        • mitenki 14/08/2015 at 00:59

          Takie ZUO mi wyskakuje co pewien czas…

          http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/ee8843434c53b4a0.html

          • kanionek 14/08/2015 at 14:48

            Mitenki, może czas odświeżyć javę? I niby coś o ciasteczkach marudzi, że się nie nażarł wystarczająco ;) Od czasu do czasu na dole strony pojawia się prośba o zaakceptowanie cookies, zwłaszcza po aktualizacji szablonu wordpressa z naszej strony. Może ostatnio nie kliknęłaś? Ale dla mnie to też trochę czarna magia, więc już się nie mądrzę ;)

  45. kanionek 14/08/2015 at 00:31

    I jeszcze aktualizacja danych o jaszczompiu. Że to jest tak bezczelne indywiduum to nawet Kanionek by nie pomyślał. Dziś przypuścił atak na terenie podwórka, pomimo obecności Lasera! Tylko coś źle wykalkulował odległość, jaka dzieliła go od siatki małego wybiegu, i musiał tuż nad ziemią zrobić nagły zwrot (a zwrotny jest skubaniec, jak ruska baletnica) i zawracać do lasu, bo już Laser się zbliżał. Widzieliśmy wszystko przez okno w kuchni, i jesteśmy zdania, że albo był to inny jaszczomp, niż ten co nas odwiedzał zimą, albo tamten zimowy, tylko się upasł na cudzej krzywdzie. Bo ten egzemplarz to nie byle wymoczek, tylko pełnowymiarowy, tłusty skurwiel. Bezczelny, tłusty skurwiel, choć oczywiście piękny i zatykający dech w piersiach. Kurczaki notorycznie tak zatyka, że siedzą cicho w krzakach przez bite pół godziny po każdym jego przelocie.

  46. wiadomo 14/08/2015 at 00:57

    Kanionku, czy otrzymałaś mojego emaila?

    • kanionek 14/08/2015 at 14:51

      Hej Wiadomo :) Nie odpalałam skrzynki przez tydzień lub dłużej, bo problemy z netem. Teraz małżonek mi donosi (bo ma konto atos@kanionek.pl na tej samej platformie), że panowie od serwera znów coś schrzanili, bo maile nie wychodzą. Tracimy cierpliwość i lada moment zrezygnujemy z usług hostingowych firmy, z której obecnie korzystamy. Czy to coś pilnego? Postaram się dzisiaj zajrzeć, ale nie wiem, czy będę mogła wysłać odpowiedź :-/ Najwyżej odpiszę Tobie z adresu kanionek@onet.pl, OK?

      • wiadomo 14/08/2015 at 22:33

        Kanionku, odpisz z jakiego adresu chcesz. Jeślibyś jednak sprawdziwszy pocztę stwierdziła brak mejla ode mnie, daj znać, wyślę ponownie.

  47. mały żonek 15/08/2015 at 01:11

    Mitenki, Kanionek trochę namieszał. Java jako platforma a skrypty javy na stronach to dwie różne bajki. W opcjach przeglądarki można wyłączyć obsługę skryptów, ale miałoby to nieco szersze konsekwencje – profilaktycznie sprawdź ustawienia.
    Pojawiająca się informacja na dole o cookies jest tylko informacją i nie ma wpływu na ich obsługę. Może korzystasz z Internet Explorera? Ta przeglądarka zawsze żyła swoim zyciem.

    Czy jest jeszcze ktoś, kto ma tego typu problem? Jeśli nie, to wszystko jasne :-)

  48. mitenki 15/08/2015 at 02:20

    Mały Żonku, korzystam z ff, nie wiem gdzie włączyć/wyłączyć wspomniane przez Ciebie skrypty.
    Niedawno czyściłam ciasteczka, ale to chyba nie ma wpływu na umieszczanie komentarzy na blogu? Wydaje mi się, że problem nie leży po mojej stronie, bo komentarze jak widać publikuję, choć nie zawsze mi się to udaje i nie zawsze w tym miejscu, gdzie bym chciała. Czy ktoś już kiedyś nie miał tu podobnego problemu?

    • aga 15/08/2015 at 16:08

      Mnie tez czasami czerwony komunikat uniemożliwia wstawienie komentarza, ale WYDAJE mi się, ze tylko wtedy, gdy chcę kontynuować czyjś wątek. Mam chrome
      A tak zmieniając temat, mały żonku – uwielbiam Cię za strzałkę w dół!

      • Bisia 15/08/2015 at 21:25

        Ja tez, ja tez, :)

  49. Ola 15/08/2015 at 10:49

    Mnie się zdarza, czerwony komunikat, kiedy dodaję drugi komentarz zaraz po pierwszym. Kiedy odświeżę stronę i dodam, wskakuje tam, gdzie powinien. Mam Chroma.

  50. pluskat 15/08/2015 at 11:53

    Kanionku, jak zdarta plyta przypominam o koniecznosci picia, moze jakis kompot z tego, co poza kozim zasiegiem?

    • kanionek 15/08/2015 at 14:15

      Dzięki, Pluskat :) Może dobrym dla mnie rozwiązaniem byłby bukłak przytroczony do pleców, z rurką, którą musiałabym sobie wetknąć w usta i zakleić je taśmą klejącą ;) Kompot jest z czego robić, tylko „się nie chce”, ale mam juz na zimę butlę syropu truskawkowego, no i po rozdaniu części zapasów – dwie butelki syropu z bzu czarnego. Może otworzę jedną juz teraz i będę piła rozcieńczony wodą zamiast kompotu.

  51. kanionek 15/08/2015 at 15:47

    Moje Kozy kochane, odpisałam na maile (mam nadzieję, że nikogo nie przegapiłam, ale jakby co – awanturujcie się!) z kanionek@onet.pl, bo jednak z info@kanionek.pl jest lipa. I mam gotowy nowy wpis, i oby wieczorem internet był łaskawy :)

Dodaj komentarz

Podpis *
Email *
Witryna internetowa