Trzysta pięćdziesiąt siedem jajek, czyli Krzysiek zaczekaj

(…)

Nadciąga noc komety

ognistych meteorów deszcz

nie dowiesz się z gazety

kto przeżyje swoją śmierć

(…)

Budka Suflera, “Noc komety”, 1983 (cover utworu “Time to Turn” grupy Eloy)

“A powietrza coraz mniej”
Kramer do Kwinto otwierającego sejf z Justysią, Vabank cz. 2, 1984

Małżonek mnie szczuje monitoringiem i kopie leżącego, ale o tym za chwilę, bo najpierw róża. Co ja się naszukałam zdjęcia tej róży! Tak to jest, gdy się ma nerwicę spustu migawki i trzaska co pod szkło podejdzie, a potem nerwów nie staje na selekcję zdjęć i wszystko trafia hurtem ciepnięte do folderu o nazwie “nowy folder (14)”.

No ale jest. I liczę na to, że mój trud zostanie nagrodzony poradami na temat przeniesienia/rozmnożenia tego ustrojstwa, no bo jednak trochę mi żal bytu niezależnego, żeby tak zginął marnie z powodu koziej żarłoczności.

róża1

róża2

Wiem, że nic nie widać, ale to naprawdę była róża niezłomna i ona nawet NIE CHCIAŁA, żeby ją z tych chwastów uwalniać, czy coś. Ona sobie świetnie dawała radę, silna i niezależna, i w ogóle to nie moja wina, że na zdjęciu są głównie pokrzywy.

A teraz wróćmy do kóz, bo przecież nie oszukujmy się – wszystko jest tylko tłem i szumem zakłóceń, a tak naprawdę zawsze chodzi o kozy. Małżonek nadal nie wierzy, że Tradycja urodzi coś więcej, niż kolejną porcję kozich bobków, i ja tu jestem z moim urojeniem całkiem jak ta sierota. Mam tylko Was i liczę na Wasz silny i niezłomny entuzjazm, bo mi głupio tak samej dorabiać za wariatkę. A małżonek ma ubaw po włosy w nosie i pyta, niby z troską: co tam u koziołków?, a gdy mu opowiadam o wymionach i więzadłach, to mało się nie udusi ze śmiechu. I od kilku dni “całkiem poważnie” zapytuje, kiedy montujemy w koziarni monitoring. “Ja ci to zainstaluję, można nawet kamerkę na podczerwień kupić, i będziesz CAŁY CZAS wiedziała, co się dzieje u koziołków”.

Złapana na lep taniej pułapki zapytałam, czy dźwięk też będzie (no bo gdyby w nocy zaczęła rodzić, to jest szansa, że beczenie mnie obudzi!), a on na to z kamienną twarzą, że oczywiście!, a żyłki w gałkach ocznych mało mu nie popękały. I, drań jeden, nawet mi dzisiaj wyszukał taki zestaw do kupienia i jeszcze mówi, że gdyby wifi się okazało za słabe, to od biedy można pociągnąć kabel sieciowy. “Wszystko jest do zrobienia”, mówi. I CO ja mam teraz zrobić? Kupić i tym samym oficjalnie wystawić sobie świadectwo niepoczytalności (za jedyne 250 zł z VAT, i to w kolorze), czy trwać bohatersko w totalnej niewiedzy na temat tego, co się w tej chwili dzieje u koziołków, obgryzając palce do łokci, jak silna i niezależna kobieta, którą przecież jestem? I w ogóle przeliczyłam sobie, że za ten cały monitoring mogłabym kupić dwa baloty siana, cztery baloty słomy i jeszcze by mi zostało na sto kilogramów owsa.

Ostatnio przeliczam wszystko na owies (który akurat się niedługo skończy, a w magazynie zbóż już od stycznia nie mają, i skąd ja teraz ten owies wytrzasnę), albo na to, ile jajek musiałabym sprzedać, żeby coś kupić. I powiem Wam, że jak się na jajka przeliczy, to się człowiekowi od razu odechciewa kupować cokolwiek, więc wszystkim mającym problem z kontrolą wydatków metodę serdecznie polecam. No to czekam na Wasze opinie ws. monitoringu, a tymczasem parę świeżutkich fotek z wiosennego obżarstwa:

leszczynowa wyżerka 2

leszczynowa wyżerka

leszczynowa wyżerka 3

prawie je dorwałem

wszystko moje

o tak

high on the good stuff

zjedzmy cały las

zjedzmy wszystkie lasy

ale głupio wyglądamy

a ja wręcz przeciwnie

Gdyby coś, że słabo widać o co chodzi, to wyjaśniam – kozy żerują na kwiatostanach leszczyny, które obecnie pylą już tak, że stajenny, naginając gałęzie pod kozie pyski, ma pyłek wszędzie, w tym również na obiektywie. A tu jeszcze Łabędzica – ujęcie od góry ukazuje żwacz po lewej i domniemane sanki po prawej stronie brzucha.

gdzieś tu są moje koziołki

prosiaczek coraz większy

Tradycja pod leszczyną

Za leszczynami wyłażą jakieś kwiatki – nie wiem, krokusy?

pod leszczyną

kwiatki jakieś

One się tak same rozsiewają? W każdym razie skoro ja je dostrzegłam, a zważcie, że poza kozią dupą mało co ostatnio przyciąga moją uwagę, to jest tylko kwestią czasu, jak Bożena z Ireną te kwiatki dorwą. Kozy mają już serdecznie dość zimy i łakną zielonego jak kania wiadomo czego. Nawet świerki im się przejadły (choć korę wierzbową nadal rwą aż miło), i co tylko jakiś chwaścik łeb z ziemi wystawi – już po nim. Andrzej wygrzebał sobie dziś kopytkiem całe kłącze pokrzywy z korzonkami i zeżarł ze smakiem, a nawet z piaskiem.

No i tak jakoś wyszło, że nie mam o czym pisać, a nawet jeśli coś by się wydarzyło, to ja nic o tym nie wiem, bo generalnie kozia dupa kozia dupa, i ciągle siedzę z kozami. Ale udało mi się uchwycić scenkę rodem z Benny Hilla, gdy jeden z Rosołów coś miał do drugiego i koniecznie chciał mu powiedzieć, a ten drugi jakoś nie był zainteresowany. No ale temu pierwszemu BARDZO zależało, więc przez dobre 10 minut było tak:

I tak sobie dalej latali (“Krzysiek dej pięć złotych do pierwszego”), a ja pomyślałam, że skoro już tam sterczę z aparatem, to co Wam będę filmów z kozami żałować:

No ale musiałam te koguty jakoś zatrzymać, bo one najwyraźniej same z siebie nie wiedziały jak, i groziła im śmierć z przegrzania systemu. Nie było komu obsługiwać aparatu, więc tylko Wam opowiem, że to wyglądało tak, że biegł Rosół za Rosołem, a za nimi ja, z wyciągniętymi przed się rękami, jakbym o suchy chleb żebrała. No i nie dawało to żadnych rezultatów, ale przynajmniej kozy miały ubaw. Ostatecznie udało mi się wpaść pomiędzy ścigającego a ściganego i koszmar ustał. Obydwa Rosoły zdyszane jak psy rozeszły się w różnych kierunkach i nawet “dziękuję” nie usłyszałam.

A za chwilę przyszedł Kotek, więc macie jeszcze Kotka z kozami przez chwilkę:

Na koniec fotka drzwi od chlewika, które dziś zostały odnowione szczotką drucianą i farbą antykorozyjną, a już niedługo – mam nadzieję – zawisną w koziarni w charakterze drzwi od porodówki.

drzwiczki

Nadciąga noc (albo dzień) komety, koziołki jak te meteory spadać będą na słomę (przynajmniej ja to tak widzę) i mam nadzieję, że tego dożyję, bo nerwy mam już napięte jak grafik premier Kopacz. I NIKT mnie nie rozumie.

To co, brać czy nie brać ten monitoring???

1 78 79 80 81 82 167