Nauczyciela jogi zatrudnię, czyli o gruzie, co poszedł na wojnę

Nie da się. No nie da się być wyluzowanym kwiatem lotosu na tafli spokojnego jeziora. Znów jestem wkurzonym skrzypem na wygwizdowiu. Mam już szczękę jak buldożer, a nie PO TO się wyprowadziłam do lasu, by ćwiczyć mięśnie żuchwy mieląc w zębach gruz niecenzuralny. Ja tu się chciałam powoli zintegrować ze ściółką i grzybnią, po drodze nawiązując trwałe przyjaźnie z dynią

Czytaj dalej

Sernik kosmiczny w stylu eklektycznym, czyli o dziękczynieniu

“… i na wyspach bananowych o pierdołach śnić…” No i po zawodach. Przerzuciłam jedną trzecią tej kupy drewna za drewutnią, thank you very dwa rowery, więc odezwał się mój łokieć golfisty, czyli prawy, a jak ten żyd do towarzystwa zawtórował mu godzinę później lewy. Koza brakiem trampoliny bardzo rozczarowana, polazła w odwecie zeżreć cały owies, który wysialiśmy nad stawem. Thank

Czytaj dalej

Koza w przestworzach, czyli taka dama, jaka łasiczka

Podkład muzyczny do dzisiejszego wpisu stanowi piosenka: “Tak bym chciała damą być ach, damą być, ach damą być!” Ale nie będę, bo jak? I nie chodzi mi nawet o kwestie typu wywożenie gnoju z kurnika, czy zawiązywanie kociego gówna w woreczek. Chodzi raczej o słowa, jakich użyłaby DAMA, po wyjściu na ganek ujrzawszy na tle nieba dokazującego PEGAZA, pozłacanego promieniami

Czytaj dalej

Boli mnie głowa, czyli temat zastępczy

Czy zdarzyło Wam się kiedyś, Drodzy Czytelnicy, odkręcić kurek od palnika gazowego PO LEWEJ, i uporczywie pstrykać zapalarką w kierunku palnika PO PRAWEJ? To są długotrwałe następstwa upału, a konsekwencje mogą być tragiczne. Małżonek zaś popisał się przy parzeniu herbaty. Najpierw wrzucił torebkę ekspresowej do wczorajszego kubka, w którym już jedna torebka, zwiotczała i wyblakła, wspominała z rozrzewnieniem słoneczne dni

Czytaj dalej

Koza miała rację, czyli o ogórkach

Dużo napisałam się nie zapisało wszystko trafił szlag no i się wkurzyłam. Było o ogórkach, których z absolutnego nienacka dostałam dwa wiadra i kosztowały mnie dużo nerwów. Bo darowanego nie można na wsi odmówić, albowiem darujący może pomyśleć, że się jego darami gardzi, a to rodzi potworne konsekwencje, sięgające czasem trzech pokoleń naprzód, a bywa, że i do tyłu. Obydwa

Czytaj dalej

Bądź człowiekiem – daj kartofla, czyli o przenikliwości umysłu mojego męża

Przyniosłam wczoraj z ogrodu pierwsze, młode ziemniaczki (oczywiście uprawiane w słomie) i małą główkę czosnku, który był jakiś taki zabiedzony, rósł sobie w kąciku i miało mu się na uschnięcie. Część ziemniaczków poszła od razu na obiad, a resztę, w plastikowym pojemniku, wstawiłam do pomieszczenia zwanego spiżarką. Tuż obok skrzynki z ziemniakami ze sklepu. Dziś rano, sięgając po coś do

Czytaj dalej
1 26 27 28 29 30 31