Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Kozuchy
#1
Jak donosiłam w komentarzach, dowiozłam szczęśliwie kozuchy .
Uroczyście obiecuję że jutro je wam pokażę bo dziś nie miałam czasu i głowy do aparatu Smile .
Nieomal alpejka Luśka jest kozą odważną i dała się namówić na suszony chlebek i jabłuszko z ręki i miała pretensje że zeżarła i nie ma.
Romuald jest małym cykorem dla którego  człowiek jest stworem wysoce podejrzanym i lepiej go oglądać zza Luśki, na żadne smakołyki nie dała się namówić ani nawet nie raczyła skubnąć róży koło której stała.

Nie namierzyłam u nich żadnych siusiaków więc mam nadzieję że naprawdę przywiozłam dziewuchy (jajek nie było co szukać bo wszyscy chłopcy z wyjątkiem panów ojców byli ich pozbawieni). 

Do tej pory jadły tylko trawkę i siano więc będę musiała je powolutku przyzwyczajać do innych rzeczy , bałam się dawać Luśce za dużo dobroci żeby jej nie zaszkodziło .
Zadanie bojowe nr jeden to oswoić obie dzikuski , z Luśką pójdzie łatwo gorzej z Romualdem .
Potem korekcja racic , Romuald ma jedną brzydko podwiniętą ciżemkę ale to jutro będę oglądać na spokojnie, dziś nic nie było na spokojnie .

No i oswajanie z psem, ale to trudne nie będzie Smile
Pies Budyń kiedy zobaczył kozy uznał je za strasznych wrogów których natychmiast trzeba przepędzić, zjeść i nie wiem co jeszcze Wink więc chwilowo zamknęłam go w domu żeby zbyt kóz nie stresować.
Poszłam sobie ja do koziarni a w tym czasie Chłop wyszedł z chałupy i nie domknął drzwi, Budyń wyleciał, doczołgał się do kóz (oczywiście na stosowną odległość) a kiedy koza wykazała chęć poznania go, odskoczył kilka metrów w tył i znów zrobił padnij i czołgaj Smile i tak kilkanaście razy Smile Obszczekuje je trochę , Luśka straszy go rogami ale suszone jabka razem mi z ręki wyjadali.
zresztą zawsze podejrzewałam że Budyń jest kozą, więc myślę że się dogadają Smile
Odpowiedz
#2
Aaaa Big Grin
To czekamy na fotki, a tymczasem wszystko spoko i powoli. Oswoją się, zobaczysz Smile Bez żadnego wysiłku z Twojej strony. Od Ciebie wymagana jest tylko cierpliwość, choc to wcale nie takie łatwe, wiem. Przebywaj z nimi jak najwięcej na początku. Weź sobie zydelek do siedzenia i sobie siedź. Kozy są tak ciekawskie, że nie wyrobią, prędzej czy później zaczną Ci zaglądać do kieszeni Big Grin

No i ten. Siusiaka to akurat łatwo przegapić, bo w stanie spoczynku jest tyci, tyci, czasem pod sierścią niewidoczny. Ale jeśli panny mają po dwie różowe skuwki od mazaka, to już prawie pewne, kim są (ale uwaga: faceci też mają, tylko malutkie). Najłatwiej poznać po... tyłku. O, albo wiem - jeśli kucają przy siusianiu, to na pewno laski Smile

Z racicami też spokojnie, aż się oswoją trochę, i uważaj na... siebie Big Grin Nienawykłe potrafią kopnąć zdrowo. Jeśli racica jest zdeformowana, najlepiej zrobić kilka korekt w odstępie powiedzmy tygodnia czy dwóch, jeśli tylko paznokcie trochę pozawijane pod spód to można od razu normalnie przyciąć. Jeśli niepotrzebnie się tu wymądrzam, to daj mi znać Smile

Przez Twojego psa mam teraz ochotę na budyń, a tu taką figę z makiem! Całe mleko dzisiejsze i weekendowe na sery idzie. Odbiję sobie w tygodniu. Pies Budyń... Planuję wziąć jeszcze jednego kota, to go sobie nazwę Kisiel.
Odpowiedz
#3
Skuwki maja czarne , chyba po alpejkach Wink i przykucająSmile no to jest nadzieja że dziewczyny.
Kanionku ja Cię proszę ty się wymądrzaj ile dasz radę, bo to co w necie znajduję to takie czasem mało wiarygodne, o forach nie wspomnę. Wiadomości dużo tylko całkowitemu lajkonikowi ciężko odsiać wierutne pierdoły, i można się wkręcić głupio w tarcie marchewki na drobnej tarce.

Wszystko mnie straszy , kiedy przyjechaliśmy, aż do wieczorka Romuald miała coś w rodzaju czkawki , kilka dni temu się naczytałam o kaszlu u kóz i mam cykora . Czy kozy miewają czkawkę ?
Odpowiedz
#4
Ano tak, Irena i Bożena też mają cycki brązowe, nie różowe.
Polskie forum koziarzy faktycznie należy traktować z dużą dozą ostrożności. Nie tylko polskie zresztą, ludzie na całym świecie plotą farmazony, wierzą w zabobony, itd.

Czkawka. Czy to faktycznie brzmi dokładnie jak czkawka? Kaszlem się na razie nie martw, kaszel byś rozpoznała. I pamiętaj, że kaszel nie zawsze jest objawem chorobowym - może się wziać z zapylonego ziarna lub słomy. Najlepiej mieć sprawdzonego dostawcę, ale to już sobie dopracujesz w trakcie długiej przygody z kozami Smile
Bo że koza jest przeżuwaczem ze skomplikowanym układem trawinnym to wiesz, i że ze żwacza regularnie cofa się treść pokarmowa, wstępnie "przerobiona", i koza to właśnie musi przeżuć? Jeśli "czkawka" minęła, wyluzuj Smile Będziesz je teraz bacznie obserwować, to jasne, więc jeśli niepokojące objawy się powtórzą/nasilą, to daj znać.
Odpowiedz
#5
Czkawka brzmiała trochę jakby Romuald nerwowo i rytmicznie powarkiwała albo poszczekiwała .
Zamknęłam je na noc i teraz staram się siedzieć na dupie i dać im do rana spokój Wink
Że panikuję i jeszcze jakiś czas będę to wiem , nie pamiętam czy przy własnych dzieciach też byłam taka spanikowana ? chyba mniej Wink

A Luśka jest brzuchomówcą! meczy tak cichutko bez otwierania paszczy a słychać to meczenie z całkiem innego miejsca niż stoi koza Smile Normalnie i donośnie też potrafi Smile
Odpowiedz
#6
Aha, ja też oczywiście nie zjadłam wszystkich rozumów, ale jakieś własne doświadczenia już mam, a i teorii wchłonęłam jak gąbka wody, bo przecież żyję tymi kozami Wink Zawsze w przypadkach wątpliwych czeszę wszystkie znane mi fora i strony koziarzy, jak również nieliczne artykuły naukowe dostępne w necie, i sobie wyciągam wnioski.

Warzywa na tarce to faktycznie nie dla kóz, tylko kozich oszołomów. Takimi drobinkami wręcz łatwiej się łapczywej kozie zachłysnąć. U mnie najlepiej sprawdziły się długie plastry, czyli jeśli marchew, to cięta nożem z ukosa, jakbyś kijek strugała, i tyle. Wszystko tnę w plastry, oprócz dyni, którą wykładam w dużych kawałach wraz ze skórką, i one sobie odgryzają po kawałku, lub wydrapują zawartość tymi długimi zębiszczami. Liście kapusty też można dać w całości, ewentualnie porwane na kilka kawałków. Może przyda Ci się info, co moje kozy już udowodniły, że jest dla kóz jadalne:
jabłka, marchew, buraki ćwikłowe i cukrowe surowe (cukrowe to tylko for fun, nie za często i nie za dużo), ziemniaki (surowe też dawałam, jak i gotowane), kapusta wszelka, kukurydza prosto z kolby, cebula, czosnek w całych ząbkach, seler, cykoria, jarmuż, zielsko przyprawowe jak koper i pietruszka, kwiaty rozmaite (same odrzucą te trujące), dynia, cukinia, patison, czasem zeżrą ogórka, ale nie zawsze, bywa że chcą kiszonego, pomidorów nie lubią.
Nauczyłam się już, że same wiedzą najlepiej, czego im trzeba, czego im nie wolno (powąchają, prychną i odwrócą się na pięcie), a co im smakuje tylko od czasu do czasu. Na początku próbowałam "ogarniać skład", ale dałam sobie spokój. Ludzie piszą, że od nadmiaru jabłek koza się rozchoruje. Powiedzcie to moim kozom, które przez całe lato i pół jesieni łaziły od jednej dzikiej jabłoni do drugiej, pracowicie wyżerając setki kilogramów tych małych, wrednych, kwaśnych jabłuszek. A dzikich jabłoni jest tu od czorta, w tym jedna stara jak świat, wysoka na czetry piętra, o koronie tak rozłożystej, że można pod nią pole namiotowe urządzić Wink

Z ziarnem, jednakowoż, nie przesadzaj. Wprowadzaj po trochu, jesli owies to cały, inne zboża powinny być gniecione (nie śrutowane, tylko gniecione, miażdżone); u mnie dla kotnych i karmiących, czyli również dojnych, dawka dobowa na kozę to kilogram, choć Bożena zżera więcej, bo szybko żre, skubana Wink Swoim młódkom dawaj może maks. pół kg? Jeśli stwierdzisz, że ciężarne, możesz zwiększyć dawkę w ostatnich dwóch miesiącach ciąży, gdy rozwój płodu jest szybki. Uff.

Tak naprawdę ciężko jest zepsuć kozę, no chyba że ma jakiś feler genetyczny lub jest chora, albo właściciel jest ostatnim kretynem, więc możesz spać spokojnie Smile
Odpowiedz
#7
Romuald to ta bardziej nerwowa, chowająca się za Luśką, tak? No to mogła sobie poszczekiwać dla dodania animuszu, jak moja Irena po porodzie zaczęła parskać niczym nosorożec, czego nigdy wcześniej nie robiła. Jeśli mają sianko, wodę i święty spokój, to do rana się "ogarną" w nowym mieszkaniu, i jutro będzie lepiej Smile
Odpowiedz
#8
Opisałaś ulubione dania Budynia Big Grin no mówiłam że koza Smile on jeszcze truskawki i kiszoną kapustę Smile

Przeczytałam cały chyba polski internet o kozach Wink wcale się od tego mądrzejsza nie zrobiłam , a wręcz przeciwnie Wink choć łatwo nie było.
Trochę mnie martwią rośliny trujące i nie myślę o takich po których koza może dostać sraczki tylko ciężkich truciznach a głównie jednej: na trasie moich psich spacerów (niedługo i kozich) rośnie wilczomlecz sosnka , dla ludzi maleńka ilość jest śmiertelna ,co do kóz znalazłam tylko informację że kozy po zjedzeniu dają "czerwone mleko" .
Znalazłam również informację że koza może bezkarnie objadać się niektórymi trującymi roślinami np. wilczą jagodą ale ich mleko może być wtedy trujące Smile
Odpowiedz
#9
Wilczomlecz sosnka - kojarzę, choć u mnie go nie ma. "Czerwone mleko" to rozumiem podbarwione krwią? Bo barwniki żadne do mleka nie przenikają, inaczej miałabym czerwone mleko po każdej buraczkowej uczcie Bożeny Wink Temat wart zgłębienia. Czy spożycie rośliny potencjalnie trującej może wywołać stan zapalny wymienia skutkujący wręcz krwawieniem, czy może ktoś miał kozę z chorym wymieniem, a widział akurat, jak żarła wilczomlecz. Pierwsze pytanie - jakie jest źródło tej informacji?

Drugie pytanie - czy wilczomlecz na pewno kozom smakuje? Na Twoim miejscu podetknęłabym im pod nos skromną gałązkę tego specjału i zobaczyła, czy żrą jak dzikie, czy może wcale nie są zainteresowane. Kozy w pierwszej kolejności wybierają to, co im najbardziej smakuje, więc jest szansa, że mając inne zielsko do wyboru, zostawią wilczomlecz w spokoju.

Nie wiem nic o przenikaniu trucizn do mleka i teraz muszę uzupełnić swoją wiedzę. Ostrożnie zakładam, że jednak nie wszystkie przenikają, bo są przecież leki dla bydła, kóz i owiec, przy stosowaniu których nie obowiązuje karencja na mleko, a np. na tkanki jadalne tak. Coś tam czytałam o samym mechanizmie przenikania leków do mleka, i pamiętam, że to skomplikowana sprawa.

I z trzeciej strony... Tak się zastanawiam. Od tysięcy lat ludzie piją kozie mleko, dłużej niż krowie. Albo więc prawdopodobieństwo zgonu wskutek spożycia mleka pędzonego na trujących roślinach jest znikome, albo... No właśnie. Muszę podrążyć temat.
Odpowiedz
#10
Pokrzyk wilcza jagoda (Atropa belladonna), po angielsku "deadly nightshade". Na tej stronie: http://www.provet.co.uk/lorgue/5a77ff5.htm, faktycznie podają, że kozy są niewrażliwe na toksyny zawarte w roślinie, za to trujące alkaloidy mogą przenikać do mleka. Czy u Ciebie ta roślina występuje? Ja jej jeszcze u siebie nie miałam okazji widzieć (Wikipedia podaje, że jest to roślina rzadka, objęta ochroną, występująca głównie na południu kraju), a na innych stronach wyczytałam, że Atropa belladonna nie jest chętnie zjadana przez zwierzęta, za to przez ludzi od wieków stosowana do trucia np. psów i wilków. Na następnej stronie napisałam o wilczomleczu.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 3 gości