Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Przepisy Kanionka (i nie tylko?) na lepsze życie, czyli książka kucharska.
#1
Oryginalny przepis Kanionkowy na pomidory w słoikach:

"... najpierw pomidory, bo to w ogóle łatwizna. Dojrzałe, najlepiej mięsiste, a nie takie, co mają pół wiadra wody w środku, myjemy. W dużym garnku zagotowujemy wodę i do wrzątku wrzucamy pomidory na 10 sekund. Wodę wylewamy, lub wyciągamy z niej pomidory do innego naczynia. Chodzi tylko o to, żeby je sparzyć i w ten sposób bez problemu zdjąć skórkę. Co zaraz czynimy. Oskórkowane pomidory kroimy dowolnie: w kostkę, w plastry, ćwiartki, bez znaczenia. Usuwamy zielony, twardy środek. Dodatki opcjonalne, całkowicie nieobowiązkowe: posiekany czosnek (ja daję około 20 ząbków na 4-5 kg pomidorów), posiekane liście bazylii (tu trudno podać ilość, daję kilka garści liści z kilku gałązek bazylii).

Mieszamy wszystko w misce, dodając płaską łyżeczkę soli i płaską ŁYŻKĘ cukru per kilogram pomidorów. Można dać mniej, można więcej, można sobie doprawiać do smaku. Można też nie dawać cukru, jeśli mamy bardzo dojrzałe pomidory słodkiej odmiany. Trzymamy mieszaninę w misce, aż pomidory puszczą sok (około pół godziny), jeszcze raz dokładnie mieszamy i przekładamy do słoików (żeby ich nie brudzić, można wyciąć „lejek” z butelki po wodzie 5l, odcinając jej górną część – świetnie się sprawdza). Potem niestety pasteryzujemy. Ja używam słoików 0,6 lub 0,9 litra, pasteryzuję 20-30 minut od momentu zagotowania wody w garze. Nakrętki mam położone luźno na słoikach, a dokręcam dopiero po wyjęciu gorących słoików z garnka. Używam do tego swoich rękawic motocyklowych, co też jest nieobowiązkowe ;) Słoiki po wyciągnięciu i dokręceniu po prostu sobie stoją i stygną, po kilku godzinach mają już wklęsłe wieczka. Nie wiem, jaki jest maksymalny okres przechowywania ich w piwnicy, bo zazwyczaj zużywam zapasy w ciągu 8 miesięcy."

Skopiowane z komentarzy na blogu :)
Mam nadzieję, że Kanionek nie będzie krzyczał...
Odpowiedz
#2
Sękju, dobra kobieto ! Zrobiłam w zeszłym roku pomidory wg tego przepisu, a potem z nich sos pomidorowy do pizzy- wyszedł genialny ! Wystarczyło wrzucić zawartość słoika do garnka, dodać oregano i odparować do odpowiedniej konsystencji- jak ktoś musi mieć bardzo gładki sos, to niech zblenduje całość, ale ja tego nie robiłam.
Odpowiedz
#3
Schabik dojżewający
Potrzeba 1 kg schabu, pół szklanki cukru, pół szklanki soli, przyprawy wg uznania: majeranek, papryka, jałowiec, pieprz, no co tam w duszy gra. Bierzesz schabik, najlepiej taki niepoprzerastany, bez tłuszczu. Myjesz osuszasz. Ją dziele go na dwie albo trzy części. Dokładnie obtaczam w cukrze i nacieram nim i w misce, albo innym pojemniku z przykryciem wędruje do lodówki na 24 H. W międzyczasie można odlewać pojawiającą się wodę. Po 24 godz. myje mięso, obsuszam i powtarzamy nacieranie tylko że z solą. I znów 24 H w lodówce. Po czym zmywam sól, nacierajam na bogato przyprawami i znów lodówka – 24h. Po tym wszystkim owijam każdy kawałek sznurkiem i wieszam w suchym, ciepłym i przewiewnym miejscu, z dala od zębów i łapek domowników, u mnie to jest futryna drzwi między kuchnią a pokojem. Po 48 godz można wcinać. Czas wiszenia ogranicza jedynie apetyt?

I tu miało być zdjęcie schabika, ale nie ma bo ja nie umim dodać. A maila mi Kanionkowa skrzynka nie chce przyjąć. Mówcie mi Rozwieblondynka Sad Ide se pogrzebać patyczkiem w piasku, może mi się choć to uda buuu. ?
Odpowiedz
#4
A co se zakopałaś ?
Jak chcą zobaczyć jak wygląda schabik to niech se go zrobią
Odpowiedz
#5
polecam przepis na ciasto, na zimno...rafaello na krakersach, łątwe w przygotowaniu, bardzo smakuje...malacukierenka.pl
Odpowiedz
#6
Zrobiłam schabik i odkryłam że kiedy się go już rozkroi to on wtedy błyskawicznie wysycha i kurczy się, aż same sznurki zostają Wink
trzeba go więc szybko jeść zanim zniknie Smile
Odpowiedz
#7
No to wklejam przepis na smalec z fasoli:

Smalec fasolowy z kaszą gryczaną

Czas przygotowania: 20 minut + 16 minut pieczenia
Składniki na 1 słoik:
1/2 szklanki ugotowanej kaszy gryczanej
1/2 łyżeczki wędzonej papryki, do kupienia tutaj
1 łyżka oleju roślinnego
sól i czarny pieprz
1 cebula
1 jabłko
1/2 łyżeczki trzcinowego cukru
2 liście laurowe
2 ziarna jałowca
2 ziela angielskie
olej roślinny
1 puszka fasoli lub 1 1/2 szklanki ugotowanej fasoli
2 – 3 łyżki wody
1 łyżka sosu sojowego
1 łyżka posiekanej świeżej pietruszki
1/2 łyżeczki suszonego tymianku
1/2 łyżeczki suszonego majeranku
sól i czarny pieprz

Przygotowanie:
Pie­kar­nik roz­grzać do 200 stop­ni. Kaszą gry­cza­ną wsy­pać do miski, oblać ole­jem, pa­pry­ką wę­dzo­ną oraz szczyp­tą soli i pie­przu i do­kład­nie wy­mie­szać. Na­stęp­nie roz­ło­żyć na dużej bla­sze wy­ło­żo­nej pa­pie­rem do pie­cze­nia i piec przez 12 – 16 minut do czasu, aż zrobi się chru­pią­ca.
Ce­bu­lę i jabł­ka po­kro­ić w drob­ną kost­kę. Na dnie pa­tel­ni roz­grzać olej, dodać po­kro­jo­ną ce­bu­lę, jabł­ko oraz przy­pra­wy wraz z cu­krem. Sma­żyć na śred­nim ogniu przez około 10 minut do czasu, aż ce­bul­ka bę­dzie złota i bar­dzo mięk­ka. Na ko­niec wy­ło­wić przy­pra­wy.
W mię­dzy­cza­sie fa­so­lę po­łą­czyć z wodą, sosem so­jo­wym, świe­ży­mi zio­ła­mi i wszyst­ko zblen­do­wać na gład­ką pastę. Do gład­kiej pasty dodać pod­sma­żo­ną ce­bul­kę z jabł­ka­mi, upra­żo­na kaszę i wszyst­ko de­li­kat­nie wy­mie­szać. Do­pra­wić do smaku i od­sta­wić do schło­dze­nia w lo­dów­ce.


I moje uwagi:
- cukier trzcinowy można zastąpić czymkolwiek, białym, brązowym lub miodem. Fajnie jak nam się trochę skarmelizuje z cebulą - ostatnio nieco mi się przyjarało i wyszedł smaczniejszy.
- przypraw też daję więcej.
- nie daję wody - fasola często jest wystarczająco rzadka.
- kaszę gryczaną gotuję w torebce, więc wychodzi mi 2 razy więcej niż w przepisie. Nie szkodzi - taką uprażoną zamknęłam w słoiczku i postała 2 miesiące w lodówce i nadal była smaczna, nikt się nie pochorował Wink

Polecam bloga http://www.jadlonomia.com fajne, prote i smaczne przepisy głównie wegańskie.
Odpowiedz
#8
Sporo roboty, ale zaintrygowałaś mnie tym przepisem, bo jest w nim smażone, a ja lubię smażone Wink
Nie lubię za to kaszy gryczanej - czy ona jest bardzo w tym wszystkim wyczuwalna, czy służy raczej za chrupiącą imitację skwarków i nie dominuje potrawy swym posmakiem zatęchłej szmaty? (małżonek twierdzi, że wszystko, co mi nie smakuje albo źle pachnie, obowiązkowo smakuje/pachnie szmatą, ale to nieprawda. Są rzeczy, które jadą mi szmatą, a są takie, które nie. Np. wątróbka nie jedzie szmatą, tylko jest po prostu niejadalna). I co dalej z tym smalcem - na chlebek, czy jakoś inaczej...? Może pisałaś w komentach, ale nie pamiętam, się przeprasza Smile
Odpowiedz
#9
no właśnie to tylko tak brzmi, że sporo roboty. Jestem kuchennym leniem i uważam, że ten przepis nie jest pracochłonny Big Grin Tym bardziej jak się ma już zrobione "skwarki" z poprzedniego robienia Wink

Jak się nie wie, że to kasza gryczana to się nie wyczuwa. Ale jak ludziom mówiłam co to, to mówili: rzeczywiście...
Może można użyć innej kaszy? Jakiegoś pęczaku? Ogólnie, to smalczyk smakuje jak smalczyk i tyle, kasza absolutnie nie wpływa na smak. Można zrobić bez skwarek - na stronce jest przepis na 2 inne opcje. Za to kolosalny wpływ ma ta papryka KONIECZNIE WĘDZONA. To ona nadaje "skwarkom" smak boczku Big Grin

No i ja podaję z chlebem żytnim lub orkiszowym - mam taką fajną kaszubską małą piekarenkę na osiedlu. W ramach ciekawostki zawiozłam to na Wigilię do mamy i cała rodzina opychała się smalcem stojącym na stole wigilijnym Wink
Jedyna różnica, to pewnie w wartościach odżywczych oraz to, że na tym "smalcu" raczej nic nie da się usmażyć Wink

wątróbki to bym teraz nie tknęła, ale na studiach mieszkałam w akademiku w Sopocie z najlepszą stołówką i tam czasem bywała WOŃ-TRUPKA. I ten zapach tak mi robił, że raz na jakiś czas musiałam ten szajs zjeść Wink
Odpowiedz
#10
A ja właśnie już na sam zapach reaguję bardzo źle. Żołądek w gardle, łzy w oczach, wysokie ryzyko zapaskudzenia najbliższej okolicy. Reakcja nie do przezwyciężenia. Gdy Mama musiała usmażyć wątróbkę, bo inni domownicy się domagali, ja wychodziłam na kilka godzin z domu, bo zapach unosił się w powietrzu jeszcze długo po skończonym obiedzie.


O, za to przypomniałam sobie potrawę, którą miałam przyjemność zjeść w życiu dwa razy, i to z dokładką, i nie wiem, jak się ją robi. Chodzi o ryż lub makaron z jabłkami. Ale nie jakiś pierwszy lepszy, tylko po prostu cudowny. Oprócz ryżu/makaronu i jabłek na pewno musiała tam być słodka śmietanka, wanilia, i coś jeszcze. Odrobina cynamonu, to jasne, ale coś jeszcze! Nie wiem co. Żarłam toto w sanatorium i to była jedyna rzecz, która mi się tam podobała Wink

Ktoś może robi takie cuda i poda składniki i technologię wykonania, choć z grubsza?
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości