Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ciocia radzi
#1
Gdzieś w komentarzach omawiałyśmy z Kanionkiem temat czyszczenia słoików z kleju. No i skoro Kanionek nie znał metody olejowej, to może więcej osób jej nie zna, więc ciocia rzuci radą Wink
Otóż ten ohydny lepki glut z nalepek słoikowych, którego nie chcą ruszyć rozpuszczalniki, spirytus, szorowanie ani zeskrobywanie można zmyć olejem.
Po odmoczeniu/zdarciu papieru wycieram klej wacikiem z olejem roślinnym, a potem myję słoik zwykłym płynem do naczyń.
Odpowiedz
#2
Ciocia ma rację! Wypróbowałam (po wyczytaniu w komentarzach) na wyjątkowo odpornej mendzie, która nawet denaturatem nie schodziła.
Zlazło olejem, bez smrodu denaturowego w postaci efektu ubocznego.
Dzięki, Ciocia!!!!
Odpowiedz
#3
Działa! Dziękuję bardzo !
Się zrewanżuję naklejaniem etykietek : smarujemy papierek mlekiem , przyklejamy do słoiczka  i gotowe Smile trzyma jak złoto i zmywa się normalnie , wodą . Ale to pewnie wszyscy znają .

Chciałam Cioci podnieść reputację ale chyba mi nie wyszło .
Odpowiedz
#4
(09-10-2015, 07:12 AM)paryja napisał(a): Działa! Dziękuję bardzo !
Się zrewanżuję naklejaniem etykietek : smarujemy papierek mlekiem , przyklejamy do słoiczka  i gotowe Smile trzyma jak złoto i zmywa się normalnie , wodą . Ale to pewnie wszyscy znają .

Chciałam Cioci podnieść reputację ale chyba mi nie wyszło .

Dziękuję za metodę z mlekiem! nie znałam jej!
Spoko, reputacja w moim wieku to najmniejszy problem Wink
Odpowiedz
#5
No tak , zwłaszcza że reputacja 1 nie brzmi dobrze Wink
Odpowiedz
#6
O! Też nie znałam metody "na mleko". Słoiki opisuję od lat taśmą malarską (chyba tak się to nazywa; taka do oklejania krawędzi, bladożółta, w różnych szerokościach), bo też dobrze się odkleja. I przykleja. I w ogóle ;)
Odpowiedz
#7
Na taśmę malarską też nie wpadłam. Ja kiedyś (bo już dawno niczego nie słoikowałamSad ) nic nie przyklejałam, tylko kartonik przywiązwałam sznurkiem. Miałam resztki kolorowego kartonu, pocięłam go na małe kawałki, dziurki dziurkaczem porobiłam i przywiazywałam sznurkiem lub rafią. Bardzo efektownie wyglądało. A jak słoiczek komuś na prezent szykowałam to na nakrętkę kładłam kawałek materiału lub bibuły i dopiero owijałam sznurkiem. Ha! Ile to ja kiedyś czasu miałam!
Odpowiedz
#8
(19-10-2015, 02:40 PM)zeroerhaplus napisał(a): O! Też nie znałam metody "na mleko". Słoiki opisuję od lat taśmą malarską (chyba tak się to nazywa; taka do oklejania krawędzi, bladożółta, w różnych szerokościach), bo też dobrze się odkleja. I przykleja. I w ogóle Wink

(20-03-2016, 01:05 AM)KUBA napisał(a): Też nie znałam metody "na mleko". Przyklejałam zawsze szeroki plaster
Odpowiedz
#9
Pomysł na mszyce:
woda + płyn do mycia naczyń + butelka ze spryskiwaczem; opryskiwać omszycone kawałki a na koniec spłukać wodą (najlepiej pod ciśnieniem)

Gdzieś, kiedyś czytałam, że się ten płyn do naczyń wykorzystuje, ale chyba to dotyczyło łączenia z wywarem z papierosów. Miałam w domu zamszyconą miętę w doniczce i nie chciałam jej niczym toksycznym traktować bo to mięta do celów spożywczych. Popsikałam wodą z ludwikiem (proporcje totalnie na oko), głównie od spodu liści, po kilku minutach spłukałam pod prysznicem i goście spłynęli do Wisły.
Potem użyłam na działce na różach i wiciokrzewie (to już był nie Ludwik tylko jakiś stary Pur). Róże spłukałam potem prysznicem ze szlaucha (jak kto woli - z węża), wiciokrzewu nie, bo zalałabym werandę. I na jednym i na drugim mszyce są znikome, ale na niespłukanym wiciokrzewie popryskane kwiaty zrobiły się takie, jakby zważone (ciemniejsze, lekko "szkliste"), więc chyba trzeba płukać.

Tego samej metody użyłam też do zielonych gąsienic obżerających liście z czerwonej porzeczki (pół krzaka ogołociły! aż było słychać jak chrupią). Lichy zniknęły, ale nie wiem, czy bardziej od płynu, silnego strumienia wody czy po prostu przyszedł czas, że przemieniłty się w jakieś urocze motylki.

Wydaje mi się też, że mniej mszyc jest jak obok rośnie oregano, ale to muszę jeszcze sprawdzić.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości