Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
uprawa warzyw w ściółce
#1
Drogie Panie i Panowie,
czytając wpisy i komentarze na blogu Kanionka, zwróciłam uwagę na to, że jak "stare fachury" piszecie o sianiu/sadzeniu warzyw w ściółce. Jako laik całkowity w uprawach, a przy tym współwłaścicielka niewielkiego areału zaczęłam myśleć "o co cho", no i czytając dalej o klęskach urodzaju jakie przy tym sposobie uprawy Was nawiedzają, to po prostu dostałam ślinotoku. Choć jestem jak Pan Mąż Kanionka jeżeli chodzi o warzywa (pomidor, ogórek - podawane osobno. Koniec), to jednak zaczęłam marzyć o tym cholernym pomidorze "nie z lidla". Jak wpisałam w przeglądarkę "ściółka" - to wyskoczyły porady czym podścielić chomikowi dżungarskiemu, a jak "sianie w sianie" - to sami możecie sobie wyobrazić (a jeszcze nie mam założonej blokady rodzicielskiej Big Grin )
Dlatego też proszę o wskazówki jak dla wyjątkowo "opornego" człowieka: Z CZYM TO SIĘ JE?
1. mamy połowę kwietnia, nie mam przygotowanego miejsca, muszę dopiero zedrzeć kawał betonu (cienkiego po prawdzie i kamieni - ech Modra, bierz ile chcesz mam otoczaków od zasrania, taki terem polodowcowy pod Wrocławiem), żeby odsłonić grunt, nie mam do tego kasy na ziemię, ale za to 5-cio letni duży kompostownik. Czy jest sens zaczynać teraz, czy za późno???
2. Co w ogóle siać, sadzić?
Eee, no nawet nie wiem o co pytać, tak w tych sprawach jestem cienka....Ech..
Odpowiedz
#2
Sieka, ja też byłam cienka, a teraz niewiele grubsza - z jednej strony, wydawałoby się, co za filozofia: wsadzasz nasiono w ziemię, z nasiona wyrasta roślina, koniec zagadnienia. Ale jak się człowiek w temat zagłębi, to się okazuje, że najprościej jest uprawiać chwasty Big Grin

Może najpierw powiem coś o pomidorach. Te sadzone, jak to mówią fachowcy, w gruncie, zazwyczaj się nie udają. Pomidorowi obcy jest nasz klimat i czepiają się go różne choroby. Jeśli nie chcesz zwariować, siedząc całymi dniami przy krzaku i pryskając go co chwilę innym preparatem, to może od razu załóż sobie, że najpierw choćby mała szklarenka, później pomidory. Pod gołym niebem możesz jednakowoż spróbować z pomidorkami koktajlowymi - radzą sobie lepiej, niż odmiany o "normalnej" wielkości owoców, a można je zjadać żywcem oraz uwięzić na zimę w słoikach, w których podobno wyglądają malowniczo.

Teraz Twoja ziemia spod betonu. Nigdy nie miałam przyjemności z czymś takim, ale wyobrażam sobie, że ta ziemia będzie miała przynajmniej jedną zaletę - brak nasion i kłączy chwastów Smile O jakim w ogóle areale mówimy?

No i jedna ode mnie szczera i z serca płynąca rada: nie daj się zwariować. Mówi Ci to ktoś, kto etap gorączki warzywnika ma już za sobą i teraz wie, że nie ma się co miotać i przeżywać każdego niepowodzenia. Ani nastawiać na cuda. Ani wysiewać pierdyliarda ciekawostek. Powoli i spokojnie...

Będę w Twoim wątku dodawać po trochu swoje trzy grosze, OK? Zamiast jednej, długiej opowieści Wink
Odpowiedz
#3
Dziękuję za zrozumienie. Areał, taki jak to widzę, to ok 30 m2 (mikroskopijny, wiem). Do usunięcia mam fundamenty starej stodoły, beton byle jaki sam się kruszy, pod tym narzucane otoczaków, niżej piasek z gliną. Bardzo wysoko wody gruntowe, po badaniu wyszło,że na 80 cm już mam cieki. Sami się o tym przekonaliśmy jak wkopywaliśmy szambo, jak mówią gracze komputerowi, to było epiczne wydarzenie. Na reszcie działki cienka warstwa gleby z okami gruzu (moi Cebulaccy), tyle wiem, że zasadowa (chyba), bo pokrzywy rosły po biust (mój, ale ja mam tylko 152 cm wzrostu Wink). Mamy do tego duży (1,5x 3m) kompostownik tylko ze skoszoną trawą , liśćmi, małymi gałązkami. Nie ruszaliśmy go jeszcze wcale, nawet nie przewracaliśmy, dosypywalim tylko nowe warstwy. Myślę intensywnie o tej ściółce bo, do tego wszystkiego mamy cholernie wąski wjazd na posesję, i transport mógłby zrzucić nam ziemię na podjazd, dalej sami musielibyśmy dymać taczkami do miejsca przeznaczenia, nie wiadomo tylko jak długo byśmy to robili bo wiadomo BKŚ ;(. Ta ściółka mogłaby u nas wyjść bo posesję mamy dookoła obsadzoną wierzbami, co roku po cięciach mamy od zasrania witek, robimy z tych patyczków rozpałkę do kominka, ale i tak jest za dużo, do tego jesienią liści od groma. Sezon wiosna/lato zaczynamy zawsze ognichem , że hej! (oczywiście jak już pszczoły przestają działać tak intensywnie). No o kwesitach kosztów ziemi nie wspomnę.. A męża mam murarza amatora, do tego majsterkowicz, mimo woli, to szkalrenkę 3x 4m byłby zdolny zrobić. Bo z tymi pomiodorami to znam sprawę, moja Teściowa właśnie tak stróżuje przy krzaczkach na swoim kawałku ziemi.
Odpowiedz
#4
W skrócie o ściółce.

Ściółkowanie ziemi jest naturalnym przykryciem gleby w celu jej ochrony przed erozją i wysychaniem. Nie ja na to wpadłam, ale powtórzę za innymi (jeśli masz dużo czasu, poszukaj książki Masanobu Fukuoka "Rewolucja źdźbła słomy"): w naturze ziemia nigdy nie jest goła. Jeśli spojrzysz na lasy i dzikie łąki, nie zobaczysz ziemi jako takiej, a żeby się do niej dokopać, będziesz musiała rozgrzebać grubą warstwę ściółki właśnie. Drzewa zrzucają igły, liście, obumarłe gałęzie. Trawy i inne chwasty wysychają i obumierają przed zimą, tworząc na ziemi gruby dywan martwej materii organicznej. I co roku wyrastają z ziemi nowe rośliny, których nikt nie siał, pod nimi nie orał, ani nie spulchniał ziemi wymyślnymi narzędziami.

Miało być w skrócie. Pod ściółką kwitnie życie: wszelakie robaki, bakterie, grzyby. Współdziałają, uczestnicząc w przemianie martwej materii w związki organiczne przyswajane przez rośliny. Gdy się ziemię regularnie przewala łopatą i wystawia na działanie wiatru i słońca, zaburza się ten naturalny proces (dżdżownice np. nie lubią suchej gleby, to oczywiste), a jeśli dodatkowo "oczyszcza" się ją z martwej materii organicznej, to mamy przepis na jałową pustynię, na którą musimy sypać nawozy, żeby rośliny miały z czego żyć Wink
Człowiek ma w sobie potrzebę dominacji nad naturą, lubi porządek i wrażenie "schludności" - stąd zapewne gołe, równe kwadraty i prostokąty pól uprawnych, wywracanych dwa razy do roku do góry nogami, na które biedny, głupi człowiek musi sypać nawozy i środki ochrony roślin, oraz ciągle podlewać, bo ziemia wystawiona na słońce wysycha jak jajecznica na patelni.

Idea ściółkowania jest więc taka, że po pierwsze chronimy w ten sposób glebę przez działaniem wiatru i słońca, a po drugie ułatwiamy życie podziemnym bytom pracującym na rzecz spulchniania i użyźniania tej gleby. Kto spróbował ten wie, że to działa.
Gruba warstwa ściółki ogranicza w dużym stopniu rozwój chwastów (piszę z własnego doświadczenia), utrzymuje w glebie wilgoć (pamiętacie moją suszę z ubiegłego roku? Gdyby nie ściółka, mój ogród szlag by trafił, bo woda mi się skończyła), a rozkładając się z biegiem czasu zasila ziemię w naturalny nawóz. Dlatego oczywiście co roku trzeba tej ściółki dorzucać - słoma, liście, drobne gałązki, pozostałości po naszych uprawach (zamiast wynosić na kompost, zostawmy to, czego nie zjemy, po prostu na ziemi), trawa z kosza naszej kosiarki (lub kosiarki sąsiada, co hoduje trawnik). Proste. Sciółka powinna mieć przynajmniej 20 cm grubości - ozdobna warstewka ledwie zakrywająca ziemię odleci nam przy byle podmuchu wiatru Wink
Odpowiedz
#5
Sieka, 30 m2 to całkiem ładny kawałek. Rzodkiewek, sałaty, fasolki szparagowej, koperku, pietruszki, cebuli na szczypior, czosnku możesz nasiać do wypęku, a i jeszcze parę innych roślin się zmieści Smile

Ziemia. No tak, ja się nie znam na budowlance, ale pod fundamenty pewnie zawsze sypie się piasek. Powiem Tobie tak: jeśli masz ciśnienie na ten warzywnik, to chyba faktycznie musielibyście sobie nawieźć ziemi. Ale jeśli możesz poczekać... Piszesz, że macie kompostownik - doskonale. Ściółka to materia organiczna, która ulegać będzie rozkładowi. Gałązki wierzbowe - jeśli masz możliwość je zmielić, lub pociąć na bardzo drobne, to super. Wierzba ma niesamowite zdolności odradzania się z byle witki Wink

Zaryzykuję stwierdzeniem, że gdybyście dali sobie spokój z kupowaniem ziemi, tylko w tym roku rozprowadzili zawartość kompostownika po tym swoim poletku, na to narzucili grubą warstwę ściółki (i dorzucali regularnie co popadnie - liście są doskonałe, a większość ludzi zagrabia je na kupki i pali, lub wystawia w workach do wywiezienia precz), to w roku następnym już by można tam warzywa uprawiać. Czytałam o eksperymentach na ziemiach gliniastych i ubogich (niestety po angielsku), które po kilku latach ściółkowania (i absolutnie zero działań z łopatą) stawały się urodzajnymi warzywnikami.

Przepraszam, że tak skrótowo i chaotycznie piszę, ale to naprawdę dość obszerny temat, sama przerobiłam masę materiałów, no i mam już też własne doświadczenia, i trudno to wszystko ująć w kilku prostych zdaniach.
Odpowiedz
#6
Hej :)
Sieka, Kanionek już Ci zapodał pięknie teorię, ja Ci dowalę swoje trzy grosze, spróbuję je jednocześnie podeprzeć obrazkami, nie wiem, jak wyjdzie, ale zobaczymy ;)

Mam nadzieję, że poniższy komiks nie zniechęci Cię do grzebania w glebie, mój zamiar jest wprost odwrotny ;)

Opowiem Ci historię pewnego warzywniaka. Ma on powierzchnię taką, jaka jest u Ciebie do dyspozycji, czyli plus minus 5x6 metrów.

Najpierw była gleba, gliniasta do granic możliwości, porośnięta trawą, turzycą i sitowiem. Mokra, podejrzewam, że mocno zasadowa, ale nie badałam dokładnie.
Zdarłam darń, przekopałam pierwszych parę metrów pod koniec maja (2010):

   

Nie mogłam się też oprzeć i została posiana pierwsza rzodkiewka, marna bo marna, ale pierwsza z własnej gleby ;)

   


Pod koniec czerwca tego samego roku sąsiedzi obdarowali mnie kupą owczego gnoju, który został wpleciony w glebę.

   

Postanowiłam też nadać formę warzywniakowi. Nie obeszło się bez niespodzianek...

   



Dopiero  prawie rok później, w kwietniu zdecydowałam się na obłożenie kawałka ziemi takimi bloczkami, które stosuje się bodajże do stawiania części nadziemnej fundamentów. Z tym, że ja je wypełniłam ziemią zamiast betonu. Posadziłam w nich zioła i inne szczypiorki, sprawdza się też jako słaba bariera dla ślimaków. Chwasty też tego nie przerastają.

   

Ciąg dalszy nastąpi w następnym poście.

Jako ścieżki służą deski, ale nie jestem z tego do końca zadowolona, bo jak deszcz popada, to można zostać mimowolnym mistrzem akrobacji - drewno mokre śliskie jest, zapamiętać!

Po miesiącu widać było pierwsze efekty pracy (z gorliwością nuworysza nastawiałam wtedy tabliczek z nazwami odmian... ach)

   

..i wtedy jeszcze nie wiedziałam, co to ściółkowanie oraz uprawa mieszana gatunków.

Skutek: masa chwastów (już widać, jak zaczynają rosnąć)  i kupa roboty przy plewieniu.

Tego samego dnia wieczorem warzywniak został zaściółkowany ;)

   

Każdy używa tego, co ma. Ja wtedy rozłożyłam rozdrobnione gałęzie ze ściętych krzewów. Warstwa była cienka, ale początki są trudne ;)

Ale i tak się sprawdziło. Tak, jak mówi Kanionek: to genialnie chroni przed suszą. Też mam problemy z wodą, więc albo podlewam rzadko, albo w ogóle, a taka ściółka świetnie zatrzymuje wodę w ziemi. Stopniowo się rozkładając dodaje też pieprzu glebie w postaci składników pokarmowych. Same plusy :)

Dwa tygodnie później:

   

... oraz miesiąc po wysypaniu ściółki:

   

W tym momencie muszę dodać, że ja się nie odważyłam siać w zaściółkowane, obsypywałam tylko rośliny będące już podlotkami mającymi po parę listków.


Dwa lata później warzywniak działa dalej, eksperymentujemy z osłoną na pomidory (nie sprawdziła się) i uprawą współrzędną (tu pokrótce na ten temat: http://poradnikogrodniczy.pl/uprawa_wspo...warzyw.php ):

   

Historia się na tym nie kończy, ciągnie się do dziś :)


Wnioski:
- da się i na 30 metrach, zwłaszcza jeśli nie masz zwierząt jedzących warzywa,
- da się i na gruzie, zwłaszcza że już masz kompost (ja nie miałam, stąd ten owczy nawóz),
- generalnie, da się :)

Poczatek już wykonałaś - zachciało Ci się ;)

Aha, nie wiem, czy Kanionek już Ci odpowiedział na pytanie "co siać", jeśli nie, to odpowiedź jest prosta: TYLKO to, co lubisz.

Mam nadzieję, że tym swoim przydługim postem nie namieszałam Ci zbytnio tego, co już wiesz. Oraz że a nuż coś Ci się z tego przyda.
Powodzenia :)
Odpowiedz
#7
(14-04-2015, 11:54 PM)kanionek napisał(a): Sieka, 30 m2 to całkiem ładny kawałek. Rzodkiewek, sałaty, fasolki szparagowej, koperku, pietruszki, cebuli na szczypior, czosnku możesz nasiać do wypęku, a i jeszcze parę innych roślin się zmieści Smile

Ziemia. No tak, ja się nie znam na budowlance, ale pod fundamenty pewnie zawsze sypie się piasek. Powiem Tobie tak: jeśli masz ciśnienie na ten warzywnik, to chyba faktycznie musielibyście sobie nawieźć ziemi. Ale jeśli możesz poczekać... Piszesz, że macie kompostownik - doskonale. Ściółka to materia organiczna, która ulegać będzie rozkładowi. Gałązki wierzbowe - jeśli masz możliwość je zmielić, lub pociąć na bardzo drobne, to super. Wierzba ma niesamowite zdolności odradzania się z byle witki Wink

Zaryzykuję stwierdzeniem, że gdybyście dali sobie spokój z kupowaniem ziemi, tylko w tym roku rozprowadzili zawartość kompostownika po tym swoim poletku, na to narzucili grubą warstwę ściółki (i dorzucali regularnie co popadnie - liście są doskonałe, a większość ludzi zagrabia je na kupki i pali, lub wystawia w workach do wywiezienia precz), to w roku następnym już by można tam warzywa uprawiać. Czytałam o eksperymentach na ziemiach gliniastych i ubogich (niestety po angielsku), które po kilku latach ściółkowania (i absolutnie zero działań z łopatą) stawały się urodzajnymi warzywnikami.

Przepraszam, że tak skrótowo i chaotycznie piszę, ale to naprawdę dość obszerny temat, sama przerobiłam masę materiałów, no i mam już też własne doświadczenia, i trudno to wszystko ująć w kilku prostych zdaniach.

Dzięki za odpowiedź i podpowiedź. Już nam ciśnienie warzwnikowe trochę z Małżonkiem spadło. Okazało się, że trzeba wymienić dach na naszym budynku gospodarczym i na razie to nas zajmuje. Jak to w swoim własnym królestwie, zawsze coś....taaa. Ale w tym roku powoli wygrzebiemy jakiś kawałek fundamentów, w dziurę wsypiemy kompostownik, chciałabym to oszalować deskami żeby się nie rozłaziło na boki, ale nie wiem jak wyjdziemy z budżetem po tym dachu moze obłoże to kamieniami polnymi, hmmm. Z rozbiórki zostanie mi od zasrania płyt OSB, ale wkopywanie tego to chyba nie najlepszy pomysł, bo te wióry trzyma jakiś pieroński klej. No coś wymyślimy...i przeczekamy ten sezon produkując ściółkę. Jak coś drgnie w robotach zrobię jakieś zdjęcia.

Droga Zeroerhaplus. Bardzo dziękuję pokazanie,że można. Przede wszystkim pochwały: piękny warzywnik, sad w tle bajeczny, warzywne tarasy - super! Nurtuje mnie co wykopałaś w ramach niespodzianki - bombę?! Jak pisałam Kanionkowi, ten sezon minie nam na zdjęciu fundamentów starej stodoły i robieniu w tym miejscu ściółki, zresztą, zobaczymy jak wyrobimy z czasem. Dzięki za pouczającego linka. Jak mnie się uda coś udokumentować zdjęciami to zamieszczę (tylko żebym umiała dokonać tej sztuki - he, he). Niech Ci ziemia rodzi i jak wymyślisz coś innego jako osłona pomidorów - pokaż!
Odpowiedz
#8
W kwestii ściółkowania, wałów permakulturowych itp. skarbnicą wiedzy jest Gorzka Jagoda i chętnie tą wiedzą dzieli się na swoim blogu, warto skorzystać.
Odpowiedz
#9
Nurtuje mnie co wykopałaś w ramach niespodzianki - bombę?!

Hyhy, paniki narobiłam, że bomba (co w tych terenach niespecjalnie by kogoś zaskoczyło), a małżonek podszedł, puknął najpierw w bombę, potem mnie w czoło, po czem stwierdził: stary zbiornik na coś, dobrze się sprzeda, bo z aluminium ;)
Fakt, że "bomba" czekała na wykopanie pół roku (do wiosny), a pod nią było jeszcze z pięćdziesiąt kilo części motocyklowych. Każdy ma takich Cebulackich, na jakich zasłuży :)

Dzięki za pochwały, ale się nie należą - na fotografiach to wygląda znacznie lepiej, aż się sama zdziwiłam...
Odpowiedz
#10
(16-04-2015, 11:15 PM)mp. napisał(a): W kwestii ściółkowania, wałów permakulturowych itp. skarbnicą wiedzy jest Gorzka Jagoda i chętnie tą wiedzą dzieli się na swoim blogu, warto skorzystać.
O żesz...mp. wisisz mojemu szefowi jeden dzień pracy, jak wsiąkłam w bloga Gorzkiej Jagody, tak amen w pacierzu. Jak miło się ją czyta... Co prawda nie jestem takim wyznawcą wszystkiego co naturalne i nie ingerujące w naturę, ale mnóstwo można się dowiedzieć. Zaraz jak przyjechałam do domu rozgrzebałam trochę kompostownika w ogródku, a tam.....cała masa dżdżownic, i innego robactwa a dołem ziemia czarna ciepła i żywa - łał zrobiłam coś dobrze i nawet o tym nie widziałam... tylko rzucałam gałęzie, liście i pokos, resztę przyroda zrobiła za mnie. No i teraz..... najpierw kończymy z Małżonkiem dach budynku gospodarczego, potem robimy grządkę wyniesioną. W tym roku może uda nam się jakąś fasolę lub dynie posiać....
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości