Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Czy ktoś ma skuteczny sposób na pozbawienie się nornic?
#1
Czołem :)
Mam mały areałek, na nim ogródka ozdobnego kawałek, krzewy, byliny, takie tam. Warzywnik też. I nornice, które skutecznie i systematycznie pozbywają mnie co ciekawszych gatunków roślin. Próbowałam następujących sposobów:
- sadzenie roślin, które rzekomo odstraszają nornice. Skutki: szachownice zostały zeżarte, czosnek też, bez dziki czarny bezlitośnie ogryziony z korzeni.
- wkładanie w norki czosnku, skórek ze śledzi marynowanych (wiem, że brzmi niedorzecznie, ale czego się człowiek nie złapie...) oraz włosów małżonka (ściętych, bez głowy). Bezskutecznie.
- wiatraczki, różne. Żaden nie poskutkował.
- takie coś, co się wkłada w glebę i piszczy, jakby rurka. Z reguły na baterie, czasem na słońce. Mam pięć różnych, mogę odstąpić, jakby kto chciał - jako nietypową dekorację ogrodową, bo też nie działa.
- zawartość "stałą" kociej kuwety wciskałam w nornicze korytarze. Skutek: jak wścieknięte wytyczyły nowe ścieżki, zrywszy wcześniej nie zryte miejsca.
Do tego momentu stosowałam broń raczej odstraszającą, bo nornica też zwierzę i tak dalej. No ale jak mi zabiły ukochane oczary, wypowiedziałam draniom wojnę. Aktualnie stosuję:
- koty, żywe. Chyba skubańców za dobrze karmimy, bo mają nornice w... ogonie ;)
- takie dziwne coś, podobne trochę do pistoletu, też na naboje... może podam linka (można?):
http://www.waffen-schroeder.de/Wuehlmaus...Apparat-W2
No więc podobne do tego. I jak na razie nie działa, bo chyba coś nie tak ustawiam (bo skąd mam wiedzieć, z której strony ta mysza przyjdzie?) Podobno zabija szybko i nie męczy zwierzęcia niepotrzebnie.

I teraz pytanie: czy ktoś z was pozbył się nornic z ogrodu, nie stosując chemii?
Czy istnieje skuteczna metoda?

Pozdrawiam,

PS. Zastanawiałam się przez moment, czy nie zamieścić tego wątku w dziale "zwierzaki nasze i wasze", ale delikatnie zapachniało mi to perwersją ; )
Odpowiedz
#2
(11-04-2015, 08:14 PM)zeroerhaplus napisał(a): Czołem Smile
Mam mały areałek, na nim ogródka ozdobnego kawałek, krzewy, byliny, takie tam. Warzywnik też. I nornice, które skutecznie i systematycznie pozbywają mnie co ciekawszych gatunków roślin. Próbowałam następujących sposobów:
- sadzenie roślin, które rzekomo odstraszają nornice. Skutki: szachownice zostały zeżarte, czosnek też, bez dziki czarny bezlitośnie ogryziony z korzeni.
- wkładanie w norki czosnku, skórek ze śledzi marynowanych (wiem, że brzmi niedorzecznie, ale czego się człowiek nie złapie...) oraz włosów małżonka (ściętych, bez głowy). Bezskutecznie.
- wiatraczki, różne. Żaden nie poskutkował.
- takie coś, co się wkłada w glebę i piszczy, jakby rurka. Z reguły na baterie, czasem na słońce. Mam pięć różnych, mogę odstąpić, jakby kto chciał - jako nietypową dekorację ogrodową, bo też nie działa.
- zawartość "stałą" kociej kuwety wciskałam w nornicze korytarze. Skutek: jak wścieknięte wytyczyły nowe ścieżki, zrywszy wcześniej nie zryte miejsca.
Do tego momentu stosowałam broń raczej odstraszającą, bo nornica też zwierzę i tak dalej. No ale jak mi zabiły ukochane oczary, wypowiedziałam draniom wojnę. Aktualnie stosuję:
- koty, żywe. Chyba skubańców za dobrze karmimy, bo mają nornice w... ogonie Wink
- takie dziwne coś, podobne trochę do pistoletu, też na naboje... może podam linka (można?):
http://www.waffen-schroeder.de/Wuehlmaus...Apparat-W2
No więc podobne do tego. I jak na razie nie działa, bo chyba coś nie tak ustawiam (bo skąd mam wiedzieć, z której strony ta mysza przyjdzie?) Podobno zabija szybko i nie męczy zwierzęcia niepotrzebnie.

I teraz pytanie: czy ktoś z was pozbył się nornic z ogrodu, nie stosując chemii?
Czy istnieje skuteczna metoda?

Pozdrawiam,

PS. Zastanawiałam się przez moment, czy nie zamieścić tego wątku w dziale "zwierzaki nasze i wasze", ale delikatnie zapachniało mi to perwersją ; )
Cześć Smile
Mam ten sam problem i tak jak Ty nie potrafię go rozwiązać Angry
Odpowiedz
#3
U mnie ten problem rozwiązuje Pumowaty, Kot Bardzo Łowny. Jego siostry Miluchy ogródkowa zwierzyna zupełnie nie interesuje, więc to cecha osobnicza- nie ma siły, chyba musicie zainwestować w następnego kota albo pokochać nornice...
(a jeden znajomy próbował wykurzyć nornice petardą- nie radzę !- wylądował nieprzytomny w szpitalu, losu nornicy nie znam)
Odpowiedz
#4
Przypomniał mi się nieśmiertelny wątek kretów u Barbarelli Smile
Zeroerha, nie ma, prócz miny przeciwpiechotnej (a najlepiej kilkunastu), sposobu na nornice. To znaczy nie ma takiego, który by je raz na zawsze pokonał. Ubijesz jedną, a jej koleżanka z norki pod piątką zaraz powije dwanaście kolejnych. A wiesz, jak one kochają MÓJ ogród? Bo w moim ogrodzie jest przecież gruba ściółka ze słomy, liści, badyli i zrębek. I nornice nie muszą się nawet przemęczać z kopaniem nor i ryciem korytarzy pół metra pod ziemią, tylko żyją niemalże pod samą powierzchnią ziemi, no bo nad łbem mają jeszcze gruby sufit ściółki czyniący je niewidzialnymi. Że nie wspomnę, iż ziemia łopatą nietknięta, pod ściółką jest mięciutka, cieplutka i spulchniona przez wszelkie robale.

No to teraz mówię, jaki jest mój sposób, nie NA NORNICE, tylko na ŻYCIE Z NORNICAMI. Kotek, to raz. Ogranicza populację, choć też mi czasem narobi szkód w ogrodzie ("bezcenny koperek? podeptałem? pff."). A dwa - sieję wszystkiego tyle, żeby dla mnie też wystarczyło...
I tak np. z osiemdziesięciu posadzonych selerów nornice zeżarły jednego w całości (tylko nać się kiwała jakiś czas na wietrze), a kilka nadgryzły. Reszta dla mnie. Czosnku nie ruszyły - może naćpały się selera i im wystarczyło, albo może wciągały czosnek wraz z nacią do nory i nie zauważyłam braku. Ziemniaki "dziabnięte" - nie problem, odkrawałam kawałek ze śladami zębów. Marchewek, o dziwo, nie ruszyły, albo patrz hipoteza z czosnkiem. W sumie to chyba więcej strat narobiły ryjąc sobie korytarze tuż pod powierzchnią, bo podczas tego procederu pozbawiały rośliny korzeni, niż samą konsumpcją.

Jak więc widzisz rozwiązanie jest proste - musisz zrobić sobie ogromny ogród, zatyrać się jak małpa w cyrku, nasadzić kwiatów wartych pół Holandii, i wtedy nornice coś Ci zostawią na osłodę Smile

Aha, a z kotami faktycznie może być tak, że są przejedzone. Moje dziady dostają jeść raz dziennie latem, a dwa razy zimą. I muszą sobie uzupełniać ewentualne niedobory w naturze. Możesz spróbować, jeśli Ci serce nie pęknie Wink Tylko zanim Twoje się zorientują, że to tak na serio, minie pewnie z tydzień i musiałabyś być twarda. Mi się udało i widzę, że koty na tym nie ucierpiały.
Odpowiedz
#5
Podobno trzeba mieć w ogrodzie rącznik, skutecznie odstrasza i nornice i krety. Nie stosowałam, bo akurat nornic plagi nie mam. Krety odstraszam tak: wkładam metalowy pręt w kopiec, na niego puszkę po piwie, i tak sobie brzęczy toto na wietrze, i kret się wynosi. Ozdobna ta konstrukcja nie jest, ale działa Shy . U mnie plagą są pędraki chrabąszcza majowego, prawdziwą demolkę robią w kwiatach i warzywach. Truskawki, poziomki, sadzonka jeżyny, młode borówki, nawet sałatę podgryzły, wyciągam zwiędniętą roślinkę bez korzenia i ryję w ziemi w poszukiwaniu bandziora, bo już do następnej ofiary wędruje.
Odpowiedz
#6
(12-04-2015, 12:05 AM)kanionek napisał(a): Aha, a z kotami faktycznie może być tak, że są przejedzone. Moje dziady dostają jeść raz dziennie latem, a dwa razy zimą. I muszą sobie uzupełniać ewentualne niedobory w naturze. Możesz spróbować, jeśli Ci serce nie pęknie Wink Tylko zanim Twoje się zorientują, że to tak na serio, minie pewnie z tydzień i musiałabyś być twarda. Mi się udało i widzę, że koty na tym nie ucierpiały.

Nornic nie miałam okazji zniechęcać to się nie wypowiem (za to chętnie poczytam co zrobić z mrówkami, mszycami i  ślimakami), ale wymądrzę się co do kotów - fakt najedzenia nie ma nic do łowności.  Tak jak pisze MP. albo kot ma wbudowaną aplikację "polowanie na myszy" albo nie. Być może przegłodzony kot skusi się na myszkę, ale obawiałabym się raczej, że powędruje na żebry do sąsiadów Wink
Odpowiedz
#7
Dzięki za podpowiedzi :)

A teraz uwaga, będę się stosunkować ;) (postaram się zacytować wycinki waszych rad kursywą, mam nadzieję, że się uda):
-zainwestować w następnego kota albo pokochać nornice - na razie pierwsze odpada, drugie niemożliwe,
- Podobno trzeba mieć w ogrodzie rącznik - niestety, nie działa. Sama nie mam, ale znam kobietę, u której nie zadziałało. Została z rącznikiem i nornicami, całe szczęście lubi tę "roślinkę".
- wkładam metalowy pręt w kopiec, na niego puszkę po piwie, i tak sobie brzęczy toto na wietrze, i kret się wynosi - jak się okaże, że "pistolet" nie działa, to chyba się zdecyduję na to, co mówisz. Aczkolwiek brzęczące i telepiące się wiatraczki nie sprawdziły się. Fakt, kretów nie mam ni sztuki, więc może krety mają lepszy słuch? Albo bardziej nerwowe są? Kto to wie...
- albo kot ma wbudowaną aplikację "polowanie na myszy" albo nie. Być może przegłodzony kot skusi się na myszkę... - heh, aplikację, to one mają ;) Tylko tyle, że bardziej skusić się, niż robić to zorganizowanie. U nich to jest jak moda. Jak ich weźmie na myszy, to każde lata ze swoim trupkiem po chałupie (bo przynoszą, a jakże), a jak moda minie, to nie zmusisz, żeby myszę po ogródku któreś pogoniło. Jakieś takie są i już :)
- jeszcze raz koty: Moje dziady dostają jeść raz dziennie latem, a dwa razy zimą. I muszą sobie uzupełniać ewentualne niedobory w naturze. Możesz spróbować, jeśli Ci serce nie pęknie - chyba nie dam rady :) Zwłaszcza, że przyzwyczaiłam ich do tego, że cały czas stoi micha (suche zawsze, mokre przeważnie) i każdy obsługuje się, kiedy chce. Gdzieś kiedyś wyczytałam, że to najlepszy sposób zapobiegania kociej nadwadze i faktycznie sprawdza się doskonale. Poza tym jest problem, że nie mogłabym ich karmić regularnie - czasem wstaję o trzeciej, czasem o czternastej i nie wiem, czy nie rozregulowałabym kocich żołądków ;)
- musisz zrobić sobie ogromny ogród, zatyrać się jak małpa w cyrku, nasadzić kwiatów wartych pół Holandii, i wtedy nornice coś Ci zostawią na osłodę - to było tak: najpierw postanowiłam sadzić i siać połowę więcej, bo sarenki i zajączki (wiecie, że sarny też jedzą czosnek?). Potem poznałam ślimaki, więc sałaty jeszcze raz więcej. Potem przeróżne szkodniki, które każdy uwielbia, a one uwielbiają nasze rośliny - znów raz więcej. Teraz nornica... ile to już było razy więcej? Bo mi się zaczyna mylić ;)
Też preferuję ściółkowanie wszystkiego, co się da. Fakt, one to uwielbiają.
Podczas gdy poprzednie gatunki mało mi w sumie przeszkadzały, to nornice doprowadziły do palpitacji, a to niełatwe, bo z natury spokojny człowiek jestem. Gdy patrzę na te cholerne korytarzyki, nasuwają mi się tylko skojarzenia typu pogrom, mord, rzeźnia numer pięć.

Wezmę pod uwaqgę wasze propozycje (za które jeszcze raz dziękuję) i może z tego wszystkiego coś wykombinuję, co zadziała. Będę informować, jakby co ;)
A na razie nornice ucichły. Małżonek podejrzewa, że leżą w połogu...
Odpowiedz
#8
Moja Scarlet wczoraj przyniosła norniceSmile
Odpowiedz
#9
(13-04-2015, 07:21 PM)Wiolka napisał(a): Moja Scarlet wczoraj przyniosła nornice:)

Taj widzisz, a moja Puchatka motylka, niejaką Rusałkę P. I jak ja się mam kotami nornic pozbywać ;)
Odpowiedz
#10
Ciotka Paszczaka ("Lato Muminków") chciała sobie w warzywniku ustawić tabliczki "mszyce i inny drobiazg, proszone są o pozostawienie jednego listka sałaty". Myślisz, że nornice można zaliczyć do drobiazgu? Wink
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości