Autor: kanionek

Dom pod palmami, czyli gdzie, u diaska, jest Koninek?!

No jak to „gdzie?” – w domu pod palmami, oczywiście. Nie są to może palmy, o jakich marzyłam, ani nawet takie, jakich bym potrzebowała, tylko takie, na jakie zasłużyłam, ale są. Dzięki uprzejmości i niezapowiedzianej wizycie zespołu do spraw utrzymania ciągłości linii energetycznych i nieprzerwanych dostaw prądu podczas gwałtownych zjawisk atmosferycznych my mamy palmy, a […]

Biedne Żółtko i sikorka uboga, czyli czas na kalendarz

Dzień dobry Państwu. Po długiej i nudnej przerwie będzie krótki, za to równie nudny wpis, bo na dobrą sprawę nic się nie działo, oprócz tego co zwykle, czyli że coś się zesrało, coś tam urwało, coś gdzieś zepsuło, zachorowało, albo że piwnicę nam zalało, nie mówiąc już o drodze gruntowej, bo to też nic nowego.

Tyle śniegu naebao, czyli zimowe ogłoszenie serowarskie

Ale szum, ale tłum czarna noc, biały rum złote stosy pomarańczy dudni dom, dana da jak zabawa, to zabawa i wariatka dzisiaj tańczy (…) Maryla Rodowicz, „Wariatka tańczy”, z albumu „Cyrk nocą” 1979 (https://www.youtube.com/watch?v=TcbesZ9m4Uk, choć mnie się bardziej podoba tutaj, na klipie z odcinka Kabaretu Olgi Lipińskiej pt. Misiek: https://www.youtube.com/watch?v=3VqOIhqUklI) To tak trochę w nawiązaniu

Pitu pitu, love krowe, czyli smęty listopadowe

Pieski, tęcza, złote liście tak nam było zajebiście: A teraz? U nas wszystko po staremu – od połowy października tkwimy w epoce romantyzmu, to jest niemal codziennie wysłuchujemy lirycznych popisów wokalnych w wykonaniu kóz znajdujących się akurat w tej newralgicznej fazie cyklu owulacyjnego, gdy ani błoto po kolana, ni zawieje i zamiecie, ani nawet impulsywne

O jenotach zza płota, czyli ogródek-srudek i pajęczyny

Nie wiem, czy Państwo wiedzą, bo nikt o tym nie mówi, ale zaczął się wrzesień (a ja za kilka dni zacznę robić pięćdziesiąte okrążenie wokół Słońca – kawał drogi już za mną, a nie sądziłam, że się aż tutaj dowlokę), i ten wrzesień to zleci jak stara baba ze schodów do piwnicy, a potem to

Szczęśliwego Koziego Roku, czyli kolejny wpis techniczny

Kochane Kozy, drodzy Kozłowie.   Właśnie dostałam noworoczne życzenia od Cichej Wielbicielki i nie omieszkam ich użyć, bo chyba nam wszystkim się przydadzą, a już na pewno nam się należą: Żeby się żyło! Żeby się chciało! Żeby się miało! Żeby się dało! Nic dodać, nic ująć. Za to jeśli chodzi o kalendarze, to ani pobożne

Przewijanie do góry