Jak zostać kurczakiem przed pięćdziesiątką, czyli o bestsellerach i podwyżkach

No cóż. Wiosna była i minęła, zaraz lato, i ziemniaki znowu młode, a Kanionek nie.

W dodatku mam wrażenie, że absolutnie wszystko mi się w organiźmie rozregulowuje i nie działa poprawnie – czyżby czekało mnie jakieś spektakularne przebiegunowanie? (Owszem, mam na myśli to, że chyba mi się głowa z dupą miejscami zamieniają). Wczoraj poszłam spać o 19:00 i wstałam o trzeciej dziesięć nad ranem.

I w ogóle ciągle mnie boli głowa, jest dziewiętnasty czerwca, a ja mam wrażenie, że sto dziewięćdziesiąty, bo już miałam trzy dwudniowe migreny w tym czasie, wykresy pogodowe skaczą jak małpy na trampolinie, i WSZYSTKO ROBIĘ ŹLE.

Siedzimy z Małymżonkiem na podwórku, odpoczywając po kolejnej rundzie wywożenia obornika z koziarni. Słońce świeci, ptaszki śpiewają, wszystkie psy na podwórku. Łazik zawzięcie wyskubuje cząsteczki materii z czegoś, co wygląda jak zmięta i brudna kulka szarego papieru pakowego.

Małyżonek patrzy na tę pracowitą konsumpcję i w końcu nie wytrzymuje i pyta:

– Co to w ogóle jest? Bo widzę, że pieski co chwilę sobie to z pysków wyrywają.

– To? To jest seler z ubiegłego roku. Wysuszony na wiór, wielokrotnie przemrożony, wysezonowany jak beton i wyleżakowany jak wino. Musiały mi go w tamtym roku ukraść ze skrzynki, potem gdzieś im przepadł, a teraz nastąpiło radosne odnalezienie.

– Aaa… – kiwa głową Małyżonek. – Czyli w świecie piesków to jest taki “best seler”.

No raczej. Im dłużej materia organiczna leżakuje i im bardziej skomplikowanych przemian biochemicznych doświadczy, tym jest dla piesków cenniejsza. Best seler robi karierę na podwórku już od dobrych kilku dni, każdy pies spróbował po kawałeczku i każdy chciałby więcej, ale ze względu na upartą i hardą strukturę, wzmocnioną wielomiesięcznym sezonowaniem, warzywo nie poddaje się łatwo nawet młodym i zdrowym zębom szczeniaczków. Łazik jest osobowością cierpliwą, o podejściu metodycznym, i odkrył, że w przypadku gumowato-trociniastych obiektów obróbka skrawaniem jest bardziej efektywna po uprzednim wstępnym namoczeniu (czytaj: obciamkaniu), a o tym, że seler jest moczopędny to sobie przypomniałam, gdy Łazik zrobił mi jezioro w przedpokoju, pół godziny po ostatnim sikaniu na podwórku.

Pieski doskonale wiedzą, że do ogrodu mają “WSTĘP BRON”, a my, ludzie, doskonale wiemy, że zakazany owoc zawsze smakuje lepiej, niż ten powszechnie dostępny, więc wcale mnie nie dziwi, że wszyscy kombinują, jak by tu się dostać do tego mojego ogrodu, jawiącego się pieskom niczym Eden – pełen cudów, wianków, a zwłaszcza zakazanych owoców (“Na sto procent, a nawet dwieście, ona tam trzyma drzewa kiełbasiane, parówkowe krzewy i całe zagony pełne mięsnych sadzonek, a wszystko podlewa wiadrami topionego masła”).

I zawsze, gdy kursuję z czymś po podwórku, albo pomiędzy domem i ogrodem, to ciągnie się za mną futrzany orszak wiernych followersów, więc zanim otworzę furtkę do ogrodu, to muszę obowiązkowo powiedzieć “psik!”, żeby pieski się nie zagalopowały do tych moich okopowych salcesonów. Gdy powiem “psik”, to odwracają się i odchodzą, z nosami na kwintę, albo siadają trzy metry przed furtką i próbują z daleka wywąchać te zalążki toruńskiej, albo dorodne strąki pełne szwedzkich klopsików.

Któregoś jednak dnia, pomimo zwyczajowego przeze mnie psiknięcia, Łazik nie wytrzymał nerwowo i puścił się stylem torpedy przez otwartą furtkę, mało mnie nie przewrócił.

Wrzasnęłam jak nożem dźgnięta, odstawiłam paletkę z sadzonkami ogórków, wołam: “Łazik, ŁAZIK! Chodź-mi-tu-ale-już!”, a Łazik jak w jakimś amoku popyla po całym ogrodzie na tych swoich krótkich nóżkach, węsząc i dysząc z emocji, i ani myśli wracać. On miał wzrok dziki, ja suknię plugawą (i jakiś patyk w ręku, dla dodania sobie autorytetu), cała scenka wyglądała jak żywcem wyjęta z “The Benny Hill Show”, w końcu udało mi się go wygonić za furtkę, i tyle tylko powiem, że na swoje szczęście biegał po ścieżkach, a nie po cebuli, bo nie wiem, co bym mu zrobiła, i na pewno nie byłyby to kurczaki z rusztu. Wieczorem tego samego dnia, gdy wracałam styrana do domu, usłyszałam kawałek rozmowy toczącej się za krzakami żywopłotu.

– I wiesz ciocia, że tam serio niczego nie ma? NICZEGO. Jakaś cebula tylko i chyba czosnek. Śmierdzące takie.

– Żadnych kaszanek? – pyta z niedowierzaniem Żółte.

– Żadnych! Ani jednych! – Łazik już prawie chlipie.

– To ja już nic z tego nie rozumiem… To dlaczego ona nam tam wejść nie pozwala? Przecież musi tam chować jakieś pyszne rzeczy. A do tej całej szklarni też zajrzałeś?

– Nie zdążyłem, ciocia, bo ona za mną biegała jak wściekła i jeszcze krzyczała, że mi wszystkie nóżki powyrywa, a ciocia wie, że ja i tak mam te wszystkie nóżki za krótkie, to bez nich to już całkiem nie wiem, jak ja bym biegał, chlip…

– No już dobrze, dobrze, nie maż się. Byłeś bardzo dzielny i jestem z ciebie dumna. A do tej szklarni to trzeba będzie pomyśleć, może jakiś podkop się zrobi. Chcesz się wytarzać w zdechłej dżdżownicy? Mam jedną schowaną za tamtym balotem.

Ja im, kurwa, dam podkop. Już mi Pasztedzik jeden zrobił, pod ogrodzeniem podwórka od wschodu, bo ubzdurał sobie, że trafi tamtędy do Wielkiego Królestwa Nornic i nie wiem – zostanie ich Wielkim Cesarzem, czy coś. Wykopał jamę zdolną pomieścić jego samego i obydwa Niaczki, siedzi tam całymi dniami, kopiąc zawzięcie w głąb, i czasem tylko słychać stamtąd wściekłe, choć bardzo stłumione szczekanie, jak z głębi studni.

A w ogrodzie to faktycznie nic nie ma, a to co jest, to stoi w miejscu, jakoś tak bez przekonania. Mam w tym roku jakieś walne obchody Święta Robaka, czy coś, i cały ten piknik radosny i kolorowy odbywa się w moim ogrodzie, włączając oba tunele, a wyżerkę zorganizowałam oczywiście ja, dostarczając tym latającym, pełzającym i skaczącym darmozjadom świeżutkich, soczystych sadzonek. Ale o ogrodzie to może w osobnym odcinku, bo jeśli teraz zacznę marudzić, to już nigdy tego wpisu nie skończę, a są dwie ważne sprawy do ogłoszenia.

Sprawa pierwsza: sery podrożały. Nie aż tak, jak u konkurencji, wciąż plasujemy się gdzieś na poziomie “frajer”, no ale jednak. Zwykłe po 80, wędzone 90, dojrzewające na razie 100, a miękkie (twarożek, fromaże, szewrolady) po 60 zł za kilogram. Wysyłka UPS już 30 zł za małą paczkę do 5 kg, ale Małyżonek znalazł dobrą ofertę u innego brokera – 22 zł lub – w przypadku paczek wielkości telewizora Rubin – 28 zł. Ale nie wiadomo, jak długo te ceny się utrzymają, a latem nie wyślę serów innym kurierem, bo za duże ryzyko, chyba że ktoś się z tym ryzykiem godzi i zażyczy sobie InPost, DPD, czy kogo tam woli.

Nie wiem, co to będzie w tym roku. Owies poszedł w górę o 100%, siano o 50%, nawet głupie chusty serowarskie podrożały, że nie wspomnę o kosztach życia stajennego i jego małżonka, bo nas też inflacja dotyczy, a słowa “węgiel” to ja się boję nawet na głos wypowiadać, choć niby rząd ma jakieś plany, żeby nam zrobić dobrze…

No w każdym razie Małyżonek, człowiek oszczędny, pragmatyczny, zapobiegliwy i przewidujący, widząc ceny paliwa na stacjach, już zadbał o to, żebyśmy mieli jakąś alternatywę do przewozu towarów i skonstruował taki oto bagażnik rowerowy:

Owszem, z drewna. Będziemy tym sobie przywozić sól i ziemniaki z Białorusi.

I jeśli ktoś bardzo lubi fromażyk z rzodkiewką, czosnkiem i koperkiem, to teraz mam rzodkiewek bez liku, ale to nie potrwa długo, więc zapraszam zamawiać, póki robactwo łaskawe (sprytnie posiałam rzodkiewkę pomiędzy paprykami w tunelu, no ale nie oszukujmy się, w końcu i tam darmozjady ją znajdą).

A TERAZ SPRAWA DRUGA.

Nasza dobra koza oborowa, niejaka Willow, niechcący nabawiła się takich śliczności:

A przez “niechcący” mam na myśli to, że uratowała już od zguby kilka kocich przybłęd, wykastrowała na własny koszt, ale w przypadku jednej kotki było już za późno na zabieg, więc teraz te pasiaki szukają własnego kąta. Jeśli ktoś z Was, lub Waszych znajomych, ma jakiś wolny w domu kąt, w którym trzyma kurz i stare gazety, to może chciałby wymienić wyblakłą makulaturę na takie śliczne, kocie futerko…? Tygryski są do wzięcia w województwie zachodniopomorskim, w powiecie białogardzkim (bliższe współrzędne geograficzne dla zainteresowanych), miau!

113 komentarzy

  • Willow

    Aaaa, nareszcie 🥰
    To pierwsza 🤣

    • Willow

      I o rany, jak zwykle zdjęcia zajebiste, tekst jeszcze lepszy i jak zawsze spuczuje migreny
      I dzięki za pamięć o Owockach😍 ( bo mama Gruszka). A jakby ktoś potrzebował dojrzalszego futerka to dwie kotki roczne są przemiziaste i cudowne ( z tym że Gruszka dopiero po odstawieniu Owocków 😉)

  • Ania B.

    Ojesuuuu…. druga !! A zaglądałam wczoraj z tęsknotą i nadzieją – a tu dziś z rana – jest ! Cieszymy się i dziękujemy :-))

    • Ania B.

      Bagażnik rowerowy – do opatętowania ! :-)) Tudzież piękny wózek-do-wszystkiego ( na moje oko z palet) , który wystąpił na zdjęciu z czema pyjkami.

      • kanionek

        O, kochana – wózek paletowy ma już 5 lat, a po raz pierwszy wystąpił w tym odcinku: https://kanionek.pl/2017/09/19/mam-horom-koze-czyli-jak-zostalam-blogerka-modowa-oraz-siano-z-konczyna-i-ziokolek-na-bombie/

        Dostałyście newsletter? Bo do mnie nie przyszedł, a jestem zapisana właśnie po to, żeby wiedzieć, czy wtyczka wysłała wszystkim powiadomienia.

        • Ania B.

          Ja dostałam njuslettera

          • kanionek

            Ha! Ja nadal nie dostałam, więc wygląda na to, że moja własna wtyczka mnie ignoruje.

          • Aliwar

            Ja dostałam ale ewidentnie z opóźnieniem wrrr

          • kanionek

            Moje powiadomienie, jak się okazało, trafiło do spamu :D
            Myslałam dzisiaj o Tobie – też macie taką “piękną” pogodę? Bo ja selery w błoto sadziłam, a teraz myślę, że mogłam ryż…

          • Aliwar

            My czekamy deszczu jak zbawienia , jest sucho , wszystkie chmury bokiem idą . Prognozy nieoptymistyczne znaczy upały idą . Tak że u nas piękna ale inaczej . Taka to sprawiedliwość …..

          • kanionek

            U nas nadal potop. Woda w ogrodzie już stoi kałużami na ścieżkach, ściółka na powierzchniach uprawnych jeszcze wchłania, ale wszystko wygląda okropnie. I do tego 13 stopni, jak szmatą w pysk…
            Sama już nie wiem, co gorsze – podlać niby zawsze można, a stojącej wody nie ma jak “odessać”, ale gdybym miała suszę, to też bym narzekała, że muszę wiadra targać (choć zwykle i tak udaje mi się nie podlewać nigdzie, prócz tuneli, wiadomo). Z trzeciej strony – siano byłoby lepsze, z czwartej – zboże może niekoniecznie, a z piątej… A, chrzanić to. Arytmia mnie dzisiaj szarpie, po ścianach mną rzuca, ciśnienie padło na ryj, i już mi w zasadzie wszystko jedno.
            Naroiło się tych długich, brązowych ślimorów, że hej. Sałaty jeszcze nie ruszyły, za to bardzo smakuje im aksamitka – niektóre rośliny obżarte do gołego słupka, tylko śluz został. Biegusy zadowolone, bo co znajdę, to im rzucam – zrobiły się tłuste, jakby się na rosół wybierały :D
            Aha, i ze wszystkich odmian pomidorów tylko Twój czarny koktajlowy zwija liście, od samego początku, i to w każdej miejscówce – tunel, poliwęglan, wolny wybieg w ogródku. Czy ten typ tak ma, czy mam się o niego martwić?

          • Aliwar

            Z pomidorem wiesz nie pamietam …. U mnie rósł w rogu w najbardziej zacienionym miejscu , nie kojarzę z nim problemów. Ale jak nie ja robaczków czy coś to bym się nie przejmowała . Za to ja przed chwila odkryłam ze twój czarny siany w połowie marca zaczyna pierwszy dojrzewać 😁 wczoraj przeleciał deszcz śle trwał kilka minut , podpielam węża i leje chociaż bardzo nie lubię za wodę płacić 🙂 deszczówka to deszczówka ale co zrobić .

          • Aliwar

            Sory za przekręcenia wyrazów 🤣

          • kanionek

            Spoko, połapałam się :) Twój czarny, choć poskręcany, to już małą czarną porzeczkę zawiązał, więc na razie obserwuję i czekam, co będzie :)
            Chyba wreszcie idzie lato! Od rana słonecznie, trochę chmur i lekkiego wiatru (to dobrze, bo poliwęglan się dzięki temu nie nagrzeje do 40 stopni).

        • wy/raz

          Aliwar, już się wystraszyłam, że u Ciebie pomidory dojrzewają. Poleciałam do moich, bo może coś przegapiłam, ale nie. Troszku kwitnie, troszku rośnie. Mam tunel częściowo zacieniony, ale światło jest tylko cały dzień nie parzy. Za to ogórki gruntowe mi stoją. Nie mam pojęcia dlaczego. Nie rosną i co im zrobisz? Selery naciowe wzeszło mi ze 100 szt. dwa dni po wsadzeniu nie było śladu. Sadziłam na 3 raty i nie mam selera. Jakiś dziwny rok.

          Kanionku, Twój pomidorek rośnie. Melisa też. Chyba jej się podoba. Poziomki osiągnęły stan dużych krzaków truskawek i są oblepione owocami. Nie prześlę ich, ale tą czerwoną nagrzaną słońcem i przewianą wiatrem słodycz przesyłam. Zrobiłaś przepiękne zdjęcia. I tekst. Jak zdrowie i wszystko inne pozwoli proszę o więcej. I dziewczęco dygając dziękuję.

          Willow, daj znać jak z kotkami. Wzięłabym, ale mamy 3 i 0,5. Mąż mnie wyrzuci ;-). Nie wiem, czy moje doświadczenie z tygryskami pomoże rozreklamować. Tygrysek=bury – nie wiem czemu tak się przyjęło. Jest to piękne umaszczenie kotka. W dodatku nasz Gido = tygrysek jest taki pro. Pro wszystko. Ludzi, inne zwierzęta, gada – najpierw idzie głos a potem kot. Nauczył naszego kota, który nigdy nie mówił mówienia. Wiem, że maść to nie wszystko, ale to pierwszy kot, który jest tej maści. Niby najbardziej popularna, ale w moim doświadczeniu nie. Trzymam kciuki, żeby trafiły do dobrych domów, najlepiej w dwupakach – mniej się będą nudzić ;-). Jak nam umarł kot , wzięliśmy Gidona. A powinniśmy wziąć z bratem. Adoptował go ktoś inny, ale czasem żałuję, że nie my.

          • kanionek

            Ależ właśnie oczywiście, że u Aliwar dojrzewają już pomidory, a mizerię jedzą całą rodziną już chyba od kwietnia (to znaczy Ali je, wraz z rodziną, nie że pomidory żerują na ogórkach)! Niech Ci Ali zdradzi sekret, jak to zrobiła :)

            Ogórki – muzeum figur woskowych. Selery też. W ziemi pełno wody, ale w południe wszystkie rośliny mdleją. Nie będę wszystkim grzebać przy korzeniach, ale dam sobie durny łeb obciąć, że robactwo tam działa w najlepsze i te biedne rośliny po prostu nie dają rady skutecznie się nawadniać. Jak zawsze miałam pietruszki naciowej na wiadra, że już ją kozom zanosiłam, a jesienią wykańczały ją biegusy, tak teraz na obsianym metrze kwadratowym wyszło parę rachitycznych siewek i też stoją. Pierwsza partia koperku właśnie dogorywa – rośliny schną na brązowo, a po wyrwaniu ukazuje się nam poobgryzany korzeń i łodyżka. Druga partia ma na razie kilka cm wysokości i zobaczymy, co z niej będzie. Fasolki dosiewałam już dwa razy – na łącznie około 250 wysianych nasion mam 12 roślin, które jeszcze żyją :D Oczywiście, że to śmietka. Mam ją obfotografowaną, a nawet wyhodowałam z larw 7 sztuk imago, w plastikowym pojemniku, bo ja muszę wiedzieć na pewno. No więc na pewno śmietka.

            Bierzcie kotki od Willow! Bierzcie kotki od Willow! Bierzcie kotki od Willow! (magiczne zaklęcie, no co?)

          • Aliwar

            Dopiero przeczytałam ze piszecie o mnie 😆 No tak przyznaje się ogorki mam od 4 maja a pomidory od 23 maja . No ale tez przyznaje podgrzewałam szklarnie w kwietniu ze dwa tygodnie . Ogórka pierwszego posiałam na parapecie w połowie marca Iwa od Kanionka kilka nasionek wyludzilam na próbę . Jeden wzeszedl na trzy ale rósł ładnie przesadzany do coraz większych doniczek , na końcu duża donica bez dna i tak przestawiłam do szklarni jak zaczęłam grzać nocami . Potem kilka ogórków siałam w połowie kwietnia , posadziłam w szklarni i te tez już owocują co więcej 3 słoiki kiszonych zrobiłam. A pomidory siałam kilka w lutym i te wsadziłam w połowie kwietnia do szklarni , wczesne odmiany konkretnie maskotka , rumba ozarowska i jeden NN . A normalnie wysialam w połowie marca główny siew i z tego siewu tez zaczynaja się przebarwiac ale dosłownie kilka sztuk . No i te pierwsze sadzilam na tzw cieplej grządce czyli w szklarni na jesieni dół wykopaliśmy i powrzucałam jak na kompost , przykryłam kompostem i ziemia i dawało to trochę ciepła od spodu .

          • Aliwar

            W gruncie ogorki stały jak zaklęte dopiero niedawno zaczęły rosnąć , ale podlewam własnymi recami codziennie bo u nas straszna susza deszczu dawno nie było , upały codziennie . Aurija już pokazała suchą zgniliznę wierzcholkową . Boje się tez jak grona będą się wiązać przez te upały ale na pogodę nic nie poradzisz . A wogole dziewczyny od czwartku kwadra liścia czas siać sałaty na zbiór jesienny . Przynajmniej u mnie początek lipca to dobry termin żeby sałaty na rozsady siać , one potem do mrozów będą bo już warunki będą miały lepsze .

          • kanionek

            Nosz kurde, ale gdzie siać, gdy wszystko, co miało już być zebrane w lipcu, nie chce rosnąć, dojrzewać i zwalniać miejsca :D
            Planowałam sałatę po groszku posiać, ale groszek dopiero kwitnie.
            Na rozsadę, powiadasz… No to może zdąży się zwolnić miejsce, zanim rozsada wyjdzie z doniczek o własnych siłach ;)
            A kapusta pekińska? Bo jesteś moim guru od pekińskiej! Co prawda boję się, że w tym roku też mi ją śmietka zeżre, ale próbować trzeba. Siejesz już?

          • Aliwar

            Pekińska to nawet już posialam i już mączliki mi nad nią latają , duże kapusty mam przykryte a mnie zaćmiło i zapomniałam ze małe jeszcze gorzej mogą ucierpieć. Na pekińska jak najbardziej już pora ja zawsze w czerwcu staram się siać na rozsady bo potem nawet te przesadzone do szklarni nie zdążyły w zeszłym roku . Ja tez nie mam miejsca jeśli cię to pocieszy ale co tam może coś w między czasie się zwolni. Żeby tylko deszcz poszedł bo piasek jak na plaży i upał niemożebny .

          • kanionek

            Ja jeszcze nigdy mączlików nie miałam, ale byłoby dziwne, gdyby nie przybyły na obchody Święta Robaka, więc pozostaje mi tylko czekać. Moja Mama, która obecnie opiekuje się działką po mojej zmarłej Cioci B., już się doczekała – dzisiaj będę ją instruować jak wykonać oprysk tytoniowy (pyszny i zdrowy).
            Niewykluczone, że u mnie mączlik ma zbyt mokro, jak na jego upodobania. Bo nawet gdy przychodzą upały, to jednak tu jest wszędzie dokoła las, dużo cienia, rano zawsze rosa wszęðzie, więc zanim by się biedaczek przebił przez te leśne zasieki, to pewnie skrzydełka by mu się posklejały, napęczniałby mgłą i zdechł.

            Ale nic straconego, pchełek ziemnych mam po kokardę, wszelkich zresztą chrząszczy i chrabąśzczy, śmietek, mszyc i cudawianków, więc mączlik w tę, czy w tamtę, nie robi mi już różnicy :D

            A miesiąc temu dwie wielkie osy uparły się, że będą lepić gniazda w Świątyni Pomidora. One lepiły, ja usuwałam, gdy tylko były nieobecne, one wracały, robiły wielkie oczy, że “nosz kurde, tu przecież było…”, po czym zaczynały lepienie od nowa. I tak chyba przez dobry tydzień, aż wreszcie dotarło do nich, że nic z tego nie będzie. No bo ja nie mam nic przeciwko dzikiemu życiu, ale przecież tych os byłyby setki i ja bym już do polikarbonata do października nie weszła, tym bardziej, że każda z tych matek założycielek lepiła sobie przy drzwiach – jedna od zachodu, druga od wschodu.

            Ali, dotarło do mnie, że nie mam pojęcia o jakim czarnym pomidorze ode mnie mówisz :D Bo ja Ci czarnego nie wysyłałam… Chyba że masz na myśli Southern Night (ziemniaczane liście!), ale on ma “noc” tylko w nazwie, a owoc jest koloru “przdymionej czerwieni” (a w środku jest przepiękny, tak żywoczerwony, że ach!). Jeśli to ten, to zgadza się, że jest plenny i dość szybki w zawiązywaniu, a do tego pyszny.

          • Aliwar

            Dokładnie o tym mówię , muszę poczekać aż dobrze dojrzeje bo pierwszego najwidoczniej niezbyt dojrzałego zjadłam bo do kriwstosci to mu sporo brakowało 😆 a zdjęciami pochwale się na maila bo tu nie ma jak a forum hmmm no nie pamietam hasła a tam pewnie by dało radę 😁

  • zerojedynkowa

    Nie wierzę! Trzecia! Podium moje! Ha. A teraz bede czytać…

  • cornick

    Czwarta! Zaraz za podium, ale co tam, ja specjalnie ambitna nigdy nie byłam.
    Przecudne zdjęcia. A dizajnerski bagażnik po prostu położył mnie na łopatki, oj małemużonkowi fantazji ułańskiej nie brakuje :D.
    Zamówienie na sery wysyłam na mejla.

  • Ania W.

    Czwarta! Przy poniedzialku i zapudle dobre! Ech, ja to bym rzodkiewki zjadla, oj zjadla…

  • Olika

    https://www.rynekzdrowia.pl/Farmacja/Ogromne-zmiany-w-refundacji-od-lipca-Piec-nowych-programow-lekowych,233643,6.html
    Może jakieś światełko w tunelu w kwestii migrenowej.

    Reszta cudna, pieseły, koteły, kozy, u mnie też owadzie eldorado, bocian Klekotem łazi po łące za domem, kuny zamieszkały w pomieszczeniu gosp i nie wiem jak je elegancko wyprosić

    • kanionek

      Dziękuję, Olika, może się kiedyś skuszę na ten jad kiełbasiany – najlepiej, gdyby mnie całą ostrzyknęli na grubo, tak żebym nic już nie czuła. Małyżonek mógłby mnie, taką usztywnioną, odstawić do kąta i tylko z kurzu omieść czasami.

      A kuny to zgroza. Jeśli założą u Was gniazdo, to macie przechlapane! Niszczą izolacje, instalacje, konstrukcje i konstelacje, no wszystko! Najlepiej dorwać żywołapkę, wyłapywać te kuny i wywozić, a przynęta powinna być mięsna (chyba czytałam, że kocie puszki/saszetki są wystarczająco łakomym kąskiem dla kuny).
      Nasza się (chyba) wyprowadziła na dobre po tym, jak kurczaki przeniosły się do koziarni, a my zostawiliśmy drzwi do kurnika otwarte – Pasztedzik tam warował dzień i noc. Powodzenia!

      • Olika

        Na razie porozkładałam mężem kocią sierść wszędzie bo Pono nie lubią a w otwór potencjalnie wejściowy wsadziłam kostkę WC aby nachalnie waniała, na razie kun nie słychać zobaczymy jak długo

        • kanionek

          Kostkę WC :D
          Dobre :)
          Kocia sierść też niegłupia, w końcu kot to dla kuny konkurencyjny drapieżnik. Ja bym tam postawiła sztucznego kota wypchanego kostkami WC, a zamiast oczu najlepiej żeby miał czerwone, migające diody. Takiego czegoś żadna kuna by chyba nie wytrzymała psychicznie.

          • Ange76

            Wtrącę się. Mam 3 koty w domu i obejściu. Kociego futra w trzy piguły wszędzie lata. A kuny w najlepsze harcują na poddaszu i straszą ptaki na dachu. Koty nie działają. Trutka też, bo jej nie ruszają, mądre bestie. Może z tą żywołapką jeszcze spróbuję, ale obawiam się, ze mi się wszystkie koty z okolicy w nią złapią, a kuna przejdzie bokiem.

  • i mnie się nic nie chce ze względu na pogodowe odpały, nigdy mnie głowa nie bolała a teraz ledwo łażę… wszystko to jakieś takie dokoła, że ratować się trzeba jakoś. i różnie. uciekać od własnych myśli, izolować…u nas wietrznie i zimno. Wczoraj przejeżdżaliśmy koło Was, bo wracaliśmy z Mazur i jeszcze było bardzo ciepło ale na naszym Pomorzu bagatela 12 stopni, burze i aktualnie znów pada. masakra. Ściskam ciepło całą Waszą gromadkę :-)

    • kanionek

      No, dziś znowu łeb mi pęka, ale już tak zwyczajnie, nie migrenowo :-/
      A jak wczoraj wieczorem przyszła burza, to rąk nam brakowało, żeby wszystkie pieski trzymać pod skrzydełkiem (ja nie wiem, skąd im się to wzięło, bo moje psy nigdy się burzy nie bały, a jeśli wyrażały jakieś zaniepokojenie, to nie były niuniane, właśnie po to, żeby nie wzmacniać w nich lęku. Ale przyszło Żółte i wszystko się zmieniło. Laser panikuje, Paszczurka chowa mi się pod pachą, Żółte próbuje wpełznąć pod łóżko… Bez schizy na razie pozostają Pusiołek, Majączek i Niaczki, dobre i to).
      No i też mamy pochmurno, chłodno, mokro, duszno i ciemno, ale podobno od środy ma być lepiej :)

      • Willow

        No u nas też pogoda do dupy, pada i jest ciemno. A burza była wczoraj i to raczej ja bym się pod pachę pchała
        Poza tym czereśnie zezarly szpaki, taka ich dziobana mać, a śliwek prawie nie będzie 🤷 a tak ładnie kwitły.

        • kanionek

          Ale ZARAZ, ZARAZ. Jak to szpaki zjadły czereśnie? To u Ciebie już są czereśnie?!
          Ale nic się nie martw, u mnie też niczego nie będzie – śliwki kwitły jak szalone, ta w ogrodzie (Imperial) nawiązała owoców aż gałęzie prawie do ziemi wiszą, ale już widzę, że coś się do tych owoców dobiera, choć są jeszcze małe, zielone i twarde. Bez oprysków nie pojesz. Mam renklodę, z której w ciągu 11 lat tylko raz zjadłam owoce. Pyszne były, chlip. Bardzo lubię renklody. Ale jak nie robactwo drobne (te wszystkie larwy żerujące wewnątrz owocu), to szerszenie na koniec wszystko wykończą. Naprawdę nie wiem, czy to urok mieszkania w lesie, czy szkodników jest teraz więcej, niż kiedyś, ale za dzieciaka chodziłam wiecznie obżarta owocami z babcinej działki (wiśnie, śliwki, agrest, porzeczki, jabłka, gruszki i co jeszcze), a Babcia nie robiła żadnych oprysków.

          • Willow

            No bo ja mam wczesne jakieś te czereśnie, w sumie to jakoś i tak zaraz ich nie będzie :). Większość drzew mam po poprzedniej właścicielce domu ( w tym śliwkę węgierkę ale ona owocuje kapryśnie- raz na dwa lata :), my tylko gruszkę i dwie jabłonki młode posadziliśmy
            A z tą migreną to może prawda- po dziecku nie przeszła, ale menopauza chyba swoje jednak robi bo teraz pojawia się rzadko. Ale żeby mi nie było za fajnie jest tyle rodzajów bólu głowy, że jakiś zawsze mnie trafia

          • kanionek

            A to też prawda, że “zwykły” ból głowy to nie miód i orzeszki, jeśli pojawia się np. 20 razy w miesiącu. Ty masz pewnie podobnie jak ja, a u mnie dawno temu neurolog orzekł “napięciowe bóle głowy”, czyli byle stres i już jest pozamiatane. Ja się w pewnym sensie już tak do tego przyzwyczaiłam, że na co dzień nie dociera do mnie, że większość ludzi na świecie bierze tabletkę od bólu głowy kilka razy do roku, albo wcale. Dla mnie ten ból jest jak kromka chleba, i smaruję ją paracetamolem.

  • Leśna Zmora

    Kanioneeek ❤❤❤

    No masakra z ceną opału, chyba worek ekogroszku będzie hitem prezentowym na nadchodzące święta.

    Co to za piękna kózka w kropki?

    • mitenki

      A muflon, kto ON?

      • kanionek

        Zgaduję, że nie masz na myśli Anżeja, bo Anżeja przecież doskonale kojarzycie, prawda? W grę więc wchodzi albo Mesio (kobieta z brodą i rogami), albo Bożydar, mężczyzna z brodą, ale rogów bez. Bożydar, syn mojej ukochanej Bożeny, który wyrósł na wielkiego bizona. Drugi, po Pacanku, sprawca wielu ciąż. Tak, musi Ci chodzić o Bożydara, bo Mesio nie była w tym odcinku jakoś specjalnie wyeksponowana na zdjęciach :)

        • mitenki

          Ma piękne rogi – czecie foto od końca.

          • kanionek

            No wiesz co…
            I teraz nie wiem, czy lecieć do Andrzeja i mu mówić, że podziwiasz jego piękne rogi, przemilczając fakt, że go NIE POZNAŁAŚ, czy może już lepiej nic mu nie mówić!
            (No dobra, może nie poznałaś go dlatego, że ma jeszcze kupę zimowych kudłów na sobie. Tak to sobie będę tłumaczyć).

    • kanionek

      Pewnie masz na myśli Łatkę, córkę Gnidy :) Ma już trzy lata, a nigdy jeszcze dzieci nie miała (w tym roku odkryliśmy, że ma tzw. ciche ruje, trudne do namierzenia), i z wiekiem coraz bardziej przypomina gronostaja ;)

      • Leśna Zmora

        No są biegusy, Żółte, potem chyba jakiś bezrożny kozioł i zdjęcie wspomnianej piękności w towarzystwie koźlątka. Andrzej to na pewno nie jest, Andrzej miał rogi.

        • kanionek

          No to przecież Ci napisałam, że to Łatka :)
          Kto jak kto, ale ja akurat wiem, że Andrzej nie jest w ciapki :D

  • oko

    złotówki nieco przerastają apetyt. ale to nie kwestia biznesowego rachunku, a stanu posiadania. nie przeszkadza mi to jednak – cieszyć się Twoją martyrologią.
    niech się wiedzie! choćby jeden dzień dłużej!

    • kanionek

      E tam, martyrologia od razu – zwykłe zrzędzenie starej baletnicy, której przeszkadza robak w donicy.
      Niech się wiedzie i Tobie :)

  • agniecha

    Hmmm. Migreny ponoć przechodzą co niektórym baletnicom w okresie menopauzy.
    I to chyba by był prawie że jedyny pozytywny aspekt przekwitania.
    Drewniany bagażnik – nie boi się Mały Żonek, że jesienną porą jakiś spragniony opału sąsiad mu ten bagażnik podwinie i w piecu spali?
    Pozdrawiam i współczuję tych migren, moich jakby mniej ogólnie, choć ostatnio w szczególe przypałętała się jedna i nie chciała odejść. Torba jedna.

    • kanionek

      Och, żebyś wiedziała, jak ja bardzo liczę na ten cudowny efekt menopauzy! Bo już tylko to mi zostało (i śmierć, rzecz jasna) po tym, jak lekarze obiecywali, że wszystko przejdzie po okresie dojrzewania, po trzydziestce, albo po dzieciach. Dzieci nie mam, teraz tylko menopauza :D
      Czytałam gdziesik artykuł, pewnie z tych podesłanych przez Was, że migreny i inne bóle mogą stać się “nawykowe”, w dużym uproszczeniu, że mózg się “uczy” je generować i dlatego u niektórych osób częśtotliwość migren wzrasta z wiekiem (bo już byle gówno je wyzwala). Wciąż nie wiem jednak, dlaczego mózg tak chętnie uczy się, jak mi zaszkodzić ;)

      No, z tym rowerem dobrze gadasz. Trzymamy go pod kluczem :D A sądząc po zimowych zapaszkach kominowych z najbliższej okolicy, to ludzie nie tylko bagażnik by spalili, ale cały rower, bez wybrzydzania :D

      • agniecha

        No widzisz, i teraz już wiemy, po co się miewa dzieci – żeby nie mieć migreny.
        Mnie niestety takie rozwiązanie problemu chorobowego nie zostało zasugerowane w odpowiednim czasie, a teraz to już raczej potomka sobie nie sprawię w ramach terapii.
        Ale menopauza – ponoć ona i z 10 lat może trwać, i teraz pytanie się nasuwa czy dopiero jak menopauza się skończy to migrena odejdzie, czy może już w trakcie… Mnie się wydaje, że u mnie częstotliwość się zmniejsza. Odpukać. Czego i Tobie życzę.

        • Leśna Zmora

          Ale za to boli kręgosłup od ciągłego schylania się, podnoszenia itp. zniżania się do poziomu małego człowieka z wielkimi potrzebami – także tak czy siak, coś będzie boleć :( . A niektóre osobniki gryzą, to już w ogóle…

          Mi na migrenę pomogło usunięcie z życia wielce stresującego elementu (dla mnie stresującego, normalni ludzie sobie z tym radzą :p ). Od tego czasu to może raz na kilka lat się zdarzy.

          • kanionek

            “A niektóre osobniki gryzą, to już w ogóle…” – Śmiechłam :D

            Ja usunęłam wiele stresujących elementów z mojego życia, ale okazało się, że mój mózg zastąpił je sobie nowymi. Stresują mnie najzwyklejsze sytuacje życiowe, i musiałabym uciec od samej siebie, żeby ten problem rozwiązać ;)

        • Ange76

          Mam dzieci i nie potwierdzam, że po nich migreny przechodzą. Wręcz powiedziałabym, że u mnie zaczęły się po urodzeniu pierwszego dziecka, a po drugim nasiliły. I nie mam na myśli tego mema: https://obrazkowo.pl/59f345c02c61ccce81ede3b712186e5b
          Też czekam na menopauzę, bo na razie stresu nie potrafiłam wyeliminować.

  • Ange76

    Wydaje mi się, że duża część obchodów Święta Robaka odbywa się w moim warzywniku na cebuli i szczypiorku. To są ostatnie warzywa, które mi jako tako wychodziły do tej pory. Wypada warzywnik zaorać i posadzić tuje, bo ich nic nie bierze.

    Oprócz chwastów, które Ci się udały (mnie również, nie chwaląc się), udały Ci się też koziołki, pieski i kotki.

    • kanionek

      Daj spokój z tujami – brzydkie to i ponure, a też może je szlag trafić. Na cebuli żeruje u mnie w tym roku wgryzka szczypiorka (zgugluj sobie, pewnie masz to samo), a cała reszta przechodzi zmasowany atak śmietki glebowej i kiełkówki. W życiu tyle tego kurestwa nie widziałam, co w tym sezonie, więc to musi po prostu być taki rok, a w przyszłym może być tylko lepiej :) Wgryzka szczypiorka szalała u mnie kilka lat temu, a potem był spokój, aż do teraz.
      Mam jeszcze buraki do wysiania i nie wiem, czy przetrwają atak śmietki. W tamtym roku siałam 1 lipca i to był strzał w dziesiątkę, bo wszystko wykiełkowało w dwie-trzy doby, porosło wielkie, a plon zbierałam już po dwóch miesiącach. W tym roku to nie wiem, bo robak na robaku. Z marchewką chyba w ogóle sobie odpuszczę, bo po co się denerwować :-/ Na burakach mi jednak zależy, bo nie dość, że to nasza główna przystawka obiadowa zimą, to zasmakowałam też w zakwasie buraczanym i już sobie nie umiem barszczu bez niego wyobrazić, a i jako napój orzeźwiający dobrze się sprawdzał.

      A tymczasem w Świątyni Pomidora wybiło właśnie 38 stopni. Miałam teraz iść poprzycinać melony, zanim się zrobi gąszcz nie do ogarnięcia, ale w takim piekarniku to się tylko udaru doczekam. Pomidory cieszyły się z tej kapryśnej wiosny, ale teraz idą dla nich ciężkie czasy, a szkoda, bo właśnie zabrały się trochę bardziej na poważnie za produkcję kwiatów. No nic, idę robić co innego.

      • Bo

        Tuje to wizytówka kryptograbarzy – ustaliliśmy to z mężem jakiś czas temu.
        Bo w takim tujowym ogródku to tylko krypt i innych grobowców brakuje. I tu słownik chciał mi zamienić słowo na t na słowo na ch, z czym nawet chętnie gotowam się zgodzić.
        A te szkodne fruwacze i pełzacze to zawsze się jakoś ciekawie nazywają.

        • kanionek

          To fakt, naukowcy są kreatywni. Ja to bym wszystko nazywała bardziej w stylu “pędrak skurwiel”, “grubochrząszcz okurwieniec”, czy “muchoszmata ochujała” (pardą za brzydkie wyrazy, ale wszyscy wielcy poeci przeklinali jak szewce).

          A wiecie, co to “omacnica spichrzanka”? Ja wiem, odkąd zdarzyło nam się kupić eko zboże, niepryskane – pyszne, zdrowe, rozrywkowe. Robactwo w workach jak rozkręciło imprezę, to mało podłogi nie zarwało. Musieliśmy zimą wynosić worki na mróz, żeby spowolnić proces znikania naszych pieniędzy (tam była omacnica spichrzanka, wołek zbożowy, którego już wcześniej znałam, i jescze coś, ale zapomniałam nazwy; żarli za trzech, bo było ich trzech). Rolnik miał magazyn na zewnątrz, to nawet nie wiedział, a u nas w Różowym, w tych 11-13 stopniach, towarzystwo się obudziło. Wierzcie, nie wierzcie – ja te robaki USŁYSZAŁAM, przechodząc obok rzędu worków z owsem, tak chrzęściły!

          I dlatego, choć sama oprysków nie stosuję, to rolników rozumiem, bo przez jeden gatunek szkodnika można stracić czasem i cały plon. I za “eko” (takie uczciwe eko) płaci się trzy razy więcej, bo ekorolnik uzyskuje pewnie 30% tego, co rolnik pryskający. Inna sprawa, że ci pryskający czasem nie stosują się do wskazań producenta jeśli chodzi o dawkę, ilość i czas oprysków, ale to już temat rzeka.

          (No taaak… Powiedz Kanionkowi, że robak się śmiesznie nazywa, a na końcu dowiesz się, że wszyscy umrzemy).

    • agniecha

      Ulec? Komu ulec?
      To myślisz, że jak się kupuje ekologiczną mąkę, to one w niej tam są, zmielone ( znaczy ta robacza trójca ), i dzięki temu ekologiczna mąka ma wyższą zawartość ekologicznego białka?
      Z tym że pojawiają się wątpliwości, czy jest to produkt wegetariański… Ech, te wieczne rozterki…

      • Leśna Zmora

        Placki ziemniaczane z ziemniaków tartych ręcznie na tarce zazwyczaj nie są wege ;) (przynajmniej u mnie :p )

        • kanionek

          Agniecha: no jak to “komu ulec”? Urokowi workowanego ziarna :D (Choć to bardziej “czemu ulec”, a nie “komu”).
          Myślę, że mąka ekologiczna może zawierać równie ekologiczne żyjątka (a raczej żyjątek szczątki), choć może producenci mąki mają jakieś sposoby na oddzielanie ziarna od materii ożywionej, nie wiem. Ale jeśli jaja są już poskładane w ziarkach, to chyba żadna siła ich stamtąd nie wyciągnie ;) Zboża “nieekologiczne” są zagazowywane w silosach, i to czasem kilka razy w ciągu roku.
          I żadna trójca, tego jest ogólnie duuużo więcej. Te trzy, które wymieniłam, zidentyfikowałam u siebie, a mogłam jeszcze coś przegapić (np. rozkruszki to roztocza, malusie, ciężko wypatrzeć, za to ich obecność można poznać po sposobie żerowania).

          Zmora: :D :D :D
          Doskonale wiem, o czym mówisz! Zresztą Wy też wiecie, że Kanionek i ostre narzędzia… No w każdym razie kilka lat temu Małyżonek sprezentował mi na urodziny machinę do rozdrabniania warzyw, bo on może nie jest wege, ale zależało mu na tym, bym zachowała górne odnóża w stanie nadającym się do pracy jeszcze choć przez kilka lat ;)

    • Ange76

      Oczywiście to był taki sarkazm z tymi tujami, bo też ich nie lubię, ale nie da się ukryć, że u nas te nieliczne najlepiej rosną. Lepiej to już tylko bluszczyk kurdybanek ;)

      U mnie na cebuli to raczej nie te wszystkie “szmaty ochujałe”, które wymieniłaś i nie ta szczypiorka, bo larwy jakieś takie ślimakowate miała a dorosłe osobniki czerwone. Teraz to już te rozważania na nic, bo wszystkie cebule omdlały i pożółkły, więc pozostaje się cieszyć, ze korzeni nie zżarło i choć malutkimi cebulkami się nacieszyć. Idealne na omlet dla jednej osoby.
      Poza tym marchewkę mrówki wyniosły, truskawki sarna obgryzła (podobnie jarmuże) i teraz tylko czekam co załatwi pomidory i ogórki.
      A pisałam, że poza tym to koty uznały, że moje rabatki warzywne to fajna kuweta? Ślimaki jakby delikatnie odpuściły, ale u nas od dłuższego czasu nie padało, więc podejrzewam, że się tylko przyczaiły.

      • kanionek

        Nie no, było ten sarkazm czuć, było :) I oczywiście, że rosną najlepiej – my tu mamy taką klasyczną wiejską żenadę pod wejściem do domu: dwa “lwy” odlane z betonu (lwy wielkości Mająca), strzegące betonowej wylewki, a zaraz za nimi dwie tuje właśnie. Kiedy się wprowadzaliśmy, to były ledwie tujki, a teraz to mają z 6 metrów i pnie jak dęby. A jednemu lwu odpadła żuchwa. Tak ten czas leci. No więc tuje rosną w siłę i w najlepsze, a my i lwy się powoli rozpadamy. (Rozdziobią nas kruki i wrony, a potem obsrają nam tuje).

        A, to jak chrząszcze czerwone, a larwy śluzowate, to Poskrzypka cebulowa – też kiedyś u mnie była, ale w tak nieznaczącej ilości, że może parę sztuk roślin tylko wypadło. Oprócz cebuli gustuje też w czosnku i chyba porach.
        Współczuję utraty plonu. Ja w tym roku znowu mam ponad 600 sztuk cebuli, bo tyle mi przez rok schodzi (mam w lodówce jeszcze z 10 sztuk ubiegłorocznej, a zaraz będzie świeża), ale nie na jednej kupie, tylko strategicznie, po 150 sztuk w różnych miejscach, i widzę, że na jednym poletku wgryzka szczypiorka zaatakowała, a pozostałe przegapiła. Tak samo robię w sumie ze wszystkim – selera 30 sztuk tu, 30 sztuk gdzie indziej, sałata po trochu w pięciu miejscówkach, i zawsze coś z tego się uchowa.
        Ale groch w tym roku nie ma szczęścia – najpierw śmietka, teraz burza. Położyło mi całe rzędy na ziemię.

        “A pisałam, że poza tym to koty uznały, że moje rabatki warzywne to fajna kuweta? ” – A komu Ty to piszesz? Kanionkowi, który CAŁY OGRÓD dookoła owinął w pastuch elektryczny! Tyle lat się mordowałam z tymi kotami srającymi w majeranku, że mało mnie szlag nie trafił. Teraz niby wiedzą, że drucika lepiej nie dotykać, ale Kupa jest wężem, nie kotem, i czasem mi się przeciśnie przez najmniejsze oczko siatki leśnej. Więc mam tę siatkę dodatkowo zabezpieczoną… siatką na krety! Ale małpa zawsze znajdzie miejsce, gdzie siatka się rozerwała, i cyk! Już mi leży w poziomkach. Skaranie boskie! A czemu siatka na krety jest miejscami podarta? Bo gęsi chcą się dostać do liści winogron/marchewki/ogórka/czegokolwiek, więc szarpią siatkę na krety, bo jak jej nie było, to zawsze sobie mogły skubnąć tego i owego przez oczka siatki leśnej…
        Mówię serio, czasem rynce mi opadają.

        • Bo

          Moje koty ( obecnie już tylko jedna kotka, chlip) też kochały grządki, w dodatku mam wyniesione, więc kuweta idealna. I tak mam przerwy w uprawach w miejscu zagrzebywania g*wna, albo zagęszczenia – w miejscu zasypywania.
          Ale robiłam dojście do komostownika, porządnie, głęboko wykorytowana ścieżka wysypana piaskiem stała się lepszą miejscówką na wypróżnienia dla -mojej kotki
          -kotki sąsiadów
          -suczki drugich sąsiadów
          -psa trzecich sąsiadów
          Oraz deptakiem dla wszystkich zwierzaków z osiedla.
          Normalnie fabryka łajna. Ale ja i tak się cieszę, bo wszystkie zwierzaki to wlasciwie przychodzą w celach towarzyskich, kupy są przy okazji😁

          • kanionek

            O święta matko, ze ścieżką na rzadko… :D
            Do mojego ogrodu koty wchodzą z dwóch powodów (i owszem, defekacja jest tylko przy okazji): żeby się smażyć w tunelach (a niegdyś w szklarni) i żeby mieć święty spokój (psy tam nie mają wstępu, gęsi za futro nie szarpią). Co prawda święty spokój można znaleźć jeszcze w pięćdziesięciu innych miejscach, no ale ugotować się na miękko to tylko w polikarbonacie!
            Polegiwanie w majeranku nie jawi im się jako coś zdrożnego – to przecież tylko jakaś trawa, choć inaczej pachnie. Że nie wspomnę o tym dniu, gdy Kotek wychłeptał piwo z pułapki na ślimaki! Rzucało nim po zagonach jak szyprem na kutrze, od burty do burty.

            A teraz mamy już trzecią konkretną burzę (w ciągu 24 godzin), cały groch już leży, ciekawe co jutro zobaczę w tym ogrodzie :-/

  • Willow

    No i teraz nie umiem odpowiedzieć na komcia Kanionka, to powiem tu :)
    Jak zawsze masz rację, podejrzewam, że po tylu lekach nasze wątroby by się nie nadały na części zamienne
    Właśnie zjadłam na kolację pieczoną dynię z Kanionkowym serem i to jest sztos :) I pomyśleć, że wcześniej nie lubiłam dyni…Teraz mogę ją jeść na kilogramy :)

    • kanionek

      To jedz na zdrowie, kochana Willow, bo jak tak dalej pójdzie ze sprzedażą sera (a nie idzie), to za kilka miesięcy ogłoszę upadłość i po tych wszystkich serach zostaną tylko zdjęcia.
      (Łeb boli nadal i wciąż. Od dłuższego czasu kupuję najtańszy paracetamol, o zaskakującej nazwie: “Paracetamol”, w opakowaniach po 50 szt. Naprawdę nie wiem, czy jeszcze MAM wątrobę, ale jeśli tak, to do przeszczepu się co prawda nikomu nie przyda, za to gdyby ją wysuszyć, to byłby z niej pewnie całkiem niezły pumeks).

      • Willow

        Jeżu kolczasty, co Ty mówisz, jak to nie idzie? Kozy nie kupują serów? Zawsze kolejki były🤦. Ja zawsze bardzo chętnie, nawet mówiłam że abonament chcę 😂 ale podejrzewam że sama nie uchronię Cię przed upadłością 🤷 ale będę się starać
        Jak zawsze mówię- Twoje sery są najlepsze we wszechświecie 😍
        Moc buziaków

        • kanionek

          No nie uchronisz, Wierzbo kochana, a prędzej sama w bankructwo popadniesz.
          Zrobiłam ledwie kilka zamówień, przedwczoraj bodajże uwędziłam 17 serów (wędzone mogą dłużej poczekać na chętnych), z cząbrem i tymiankiem, z orzechami, cebulowe i zwykłe, a dzisiaj już odkurzyłam prasę serowarską, zrobiłam nową solankę, i w garze właśnie robi się ser długodojrzewający Cotija (zwany też meksykańskim parmezanem). Nastawiam się na produkcję serów o jak najdłuższym okresie dojrzewania, bo wszelkie Romano i inne w typie parmezanu, z rodziny pecorino, będę mogła przechowywać przez nawet dwa lata, gdyby się w tym sezonie nie sprzedały.
          I dodam tylko, że rzodkiewki są na wykończeniu (miały być do fromaża, ale skoro nie, to sami je zjemy), więc następna okazja do zamówienia fromaża z rzodkiewką, koperkiem i czosnkiem pewnie dopiero we wrześniu.

          • Willow

            O kurde, to niefajnie 😔 w sumie parmezan lubię ale jednakowoż wolę podpuszczkowy , twaróg i fromazyk🥰 no i parmezanu nie da się dużo zjeść 😂

          • kanionek

            Ja tylko przypomnę, że chodzi o ser, który ludzie nazwali “meksykańskim parmezanem” – ile on będzie miał wspólnego z tym prawdziwym, to się dowiemy, gdy ser dojrzeje (można go jeść już nawet po dwóch miesiącach; znam się już na tyle dobrze na serach, żeby wiedzieć, że po dwóch miesiącach dojrzewania to on z parmezanem będzie miał tyle wspólnego, co ja z papieżem).
            I w ogóle – tym się nie przejmuj. Ja muszę robić ser codziennie, bo świeże mleko jest najlepsze, a poza tym przechowywanie mleka w lodówce to dodatkowy koszt (lodówka żywi się prądem), więc przy braku zamówień na sery świeże, robię te do dojrzewania, ale gdy tylko zapragniesz, to przestawienie produkcji nie jest problemem i zrobię jaki Ci się ser zamarzy :)

          • mitenki

            Ja zamawiam, ja, JA! Fromażyk z rzodkiewką, i jakieś inne serki też. Nie zjedz wszystkich rzodkiewek :D
            I jeśli robiłaś sok/syrop z kwiatów bzu to chętnie też zakupię – ten sklepowy to tylko z nazwy jest z bzu….

          • kanionek

            To daj chociaż znać ile tego fromażyka, bo najpóźniej w piątek będę robiła nastaw.
            No właśnie nie zbierałam kwiatów, bo syropek mi się “przejadł” (może dlatego, że ten mój gigantyczny obecnie krzew bzu tak daje czadu podczas kwitnienia, że jak powieje od południa to nawet w domu pachnie tym słodko-mdlącym aromatem), więc nastawiłam się na zbiór jagód, gdy dojrzeją (o ile uda mi się ubiec ptaszyska). Z części zamierzam zrobić dżemor do placków, a część ususzyć, bo to jest dobry dodatek do mojej Herbatki Leśnego Dziadka :) Zwłaszcza odkąd musiałam wyciąć czarną porzeczkę, którą zaatakowały mi opuchlaki :-/ Krzaki odrastają, na razie wydają się zdrowe, liście do suszenia będą na pewno, ale owoców w tym roku nie, więc czarne kulki bzu będą jak znalazł. Aromat inny, słabszy, ale chociaż kolor podobny :D

      • Leśna Zmora

        Wszystkie kaczki sprzedałaś, czy tylko piżmowej? Bo jeśli się ostał jakiś biegus (czy tam bardziej pani biegusowa co jajka znosi), to byśmy pohandlowały może ;) .

        • Leśna Zmora

          *piżmowe (głupia autokorekta)

        • Leśna Zmora

          Głupia jestem, przecież są bieguski na zdjęciach 🤦‍♀️… To jeśli dałoby radę jakieś jajka lęgowe, to jestem chętna.

          • kanionek

            Taa… Ja też.
            Wczesną wiosną, gdy jeszcze miałam piżmówki, bieguski siedziały w ogrodzie i robiły jajka. Każdego dnia jajko znikało (kruki). W końcu zaczęłam je zbierać, każdego dnia o bladym świcie, i uzbierałam chyba 12. Podłożyłam je bieguskom w beczce wyściełanej słomą. Po kilku dniach nie było tam już ani jednego jajka.

            Gdy sprzedałam piżmówki, na wybiegu zrobiło się smutno i łyso, więc przeniosłam tam bieguski. Po jakimś czasie zauważyłam, że znalazły sobie miejsce wśród wysokich chaszczy, wyrzeźbiły dołek w ziemi i wymościły suchym badziewiem i piórkami. W dołku wkrótce było już około 15 jajek, i któregoś dnia jedna z biegusek zniknęła z wybiegu. Poszłam sprawdzić kryjówkę z jajkami i owszem, kaczuszka siedziała na gnieździe (gdybym nie wiedziała gdzie szukać, to bym ją przegapiła albo rozdeptała, tak się zaszyła w tych chabaziach). Zaznaczyłam sobie datę spodziewanego wylęgu w kalendarzu. Cztery dni później kaczuszka znów chodziła z koleżanką i kolegami po wybiegu, a gdy zajrzałam do gniazda, nie było w nim ani jednego jajka.

            Taka to historia o leśnych złodziejach, na których nie ma rady :-/ Nie wiem, czy jeszcze w tym sezonie bieguski zdecydują się jajka robić, nie wiem też gdzie będą je składać. Specjalnie zostawiłam ponad połowę wybiegu niewykoszoną, krzaczory sięgają mi do podbródka, bo liczę na to, że jeszcze im się uda.

          • Leśna Zmora

            😞 Dobrze że przynajmniej kaczka ocalała.

            A wiesz, że też mam złodziei? Po średnio udanych lęgach w inkubatorze wszystkie niewyklute jajka wsadziłam do wiaderka i wyniosłam na dwór, żeby jakoś się tego pozbyć. Ale że były jakieś inne ważniejsze/fajniejsze rzeczy do robienia, to wiaderko stało, czekało… A następnego dnia było przewrócone i puste.

            Ostatnia kwoka się przepychała z kaczką na gnieździe (za Twoją radą zrobiłam piękne gniazdo pełne kaczych jaj – tam to nie chce siedzieć…), po tym jak z 15 jajek zrobiło się 13, to poszła do aresztu, tzn. klatki dla królika. Na razie i kwoka i jajka niepożarte, także tam na dobrej drodze ❤.

          • kanionek

            Kruki są wszystkożerne, ale nie polują, więc o życie kaczki się nie martwiłam (kaczka o tym nie wie, więc gdy ogromny, czarny ptak z masywnym dziobem zbliża się do niej, to kaczka bierze nogi za pas, tak profilaktycznie, a kruk włazi jej do gniazda jak do szkolnej stołówki).
            Taaak, bitwy o gniazdo, a potem foch, i nagle nikt nie chce na gnieździe siedzieć :D Powodzenia :)

            A do nas właśnie dotarł frodny chłont, temperatura powietrza spadła z poziomu “niedzielny rosołek” do “litewski chłodnik”, kozom od razu humorek wrócił i popędziły na dużą łąkę. A teraz grzmi w oddali i Żółte, wielkie cielę, już popiskuje jak mała kaczuszka i szuka w domu bezpiecznej kryjówki (podczas upałów zgarniamy wszystkie psy do domu co jakiś czas, żeby udaru nie dostały).

  • Jezusie.
    To tak a’propos wszystkiego.

  • Willow

    Ozesz jak się konwersacja rozwinąwszy jak mnie nie było 😄
    Na Zamojszczyźnie byłam i za dużo na głowie żeby internetami się zajmować 🤣. Na chwilę wróciłam a tu kurde zimno normalnie 🤷 a jutro znów wybywam pilnować zwierzyńca siostry. A kto mojego przypilnuje, ja się pytam 😂
    Kocie maluchy przeniosły się z garażu pod drzwi wejściowe, wygnały biednego Pulpeta z legowiska i se mieszkają, trza uważać żeby któregoś nie nadepnąć bo włażą wszędzie 🤣
    Kurde moja kotka ma 3lata i już zapomniałam jakie zajebiste są małe koty, lekarstwo na zło całego świata, lepsze niż telewizor, gapię się i gapię 😄
    na razie sytuacja wygląda tak że jeśli będzie jakiś facet to jest chętna. A ja, kociara nie mam pojęcia o płci kociej🤣 do ostatniej chwili myślałem że Gruszka to facet🤦 mam nadzieję że znajdą dom niezależnie od płci. Ja karmię i glaskam ale kot musi mieć swojego człowieka i dom, a nie garaż.
    Tygryski bure są faktycznie piękne, moje mają dodatek białego
    Niezmiennie -dzięki Kanionku że agitujesz i namawiasz 🥰
    Bierzcie kota od Willow 🤣

    • kanionek

      Ja w sumie też nie wiem, kiedy u kota już widać jajca… Bo na pewno u takiego trzymiesięcznego to słabo, lajkonik może się pomylić.
      Może wet pomoże, a Ty je sobie jakoś zaobrączkujesz, żeby się nie pokićkało?

      Przypomniało mi się, jak na wiosnę ub. roku znów byli u nas weci celem pobrania krwi od kóz, i wypisywali papiery oparci o balot słomy, i akurat Kotek się napatoczył, wskoczył na balot i zaczął się przystawiać do weta, na co wet mówi: “O, kotka chyba będzie miała kociaki”. Ja mu na to, że weź pan idź z tymi zberezieństwami, to jest kastrowany samiec! A on mi na to, że niemożliwe – taki gruby? :D Do końca wizyty łypał na Kotka podejrzliwie, nie chcąc przyjąć do wiadomości, że się pomylił. Dobrze, że Jałowca nie widział…

      PS. Kotek ABSOLUTNIE nie ma nadwagi. On jest “gruby” tylko według tutejszych, lokalnych standardów, niestety :-/

      PPS. A w tym roku przyjechał tylko jeden wet, starszawy jegomość, a jak wysiadł z samochodu, to mało na zawał nie padłam – miał na sobie fartuch lekarski tak makabrycznie poplamiony krwią, i to nie świeżą krwią, tylko takie stare, zbrązowiałe plamy to były, że przez chwilę korciło mnie, żeby go jednak wylegitymować, bo naprawdę – wyglądał jak pacjent z demencją, który przypomniał sobie, że kiedyś był weterynarzem, wyciągnął z pojemnika na brudy fartuch z czasów, gdy jeszcze odbierał porody u krów, i przyjechał w losowo wybrane miejsce…

      • Cma

        Pozwoliłaś mu dotknąć kozy? Takiemu brudasowi?

        • kanionek

          Na władzę nie poradzę :-/
          Ale patrzyłam mu na ręce, czy strzykawki i igły na pewno jednorazowe. A bo to wiadomo?
          I jeszcze po jego odjeździe znalazłam między balotami siana częściowo już wypełniony formularz z innego gospodarstwa. Musiał mu wypaść z zamykanej na zamek błyskawiczny teczki i sierotek nawet nie zauważył. Kiedyś pogadałam dłużej z jednym z tych wetów, którzy przyjeżdżają kozią krew pobierać i on mi mówił, że “ić pani z takom robotom”, bo to są zlecenia państwowe, płatne grosze (no, dla weta, który ma prywatną praktykę, to pewnie grosze…), a najeździć po tych pipidówkach się trzeba, a i nie wszędzie zwierzaki tak współpracują, jak u mnie. No strasznie im współczuję. W każdym razie powiedział, że jeśli ktoś może, to się od tej fuchy wykręca, ale ktoś to musi robić, więc… Widać czasem, z braku laku, wykopią jakiegoś dziadka z krypty ;)

  • mp

    A będzie cammembert albo inny pleśniowy? Zamarzył mi się jakoś. O cenach opału/ogrzewania nie mów, powiastkę mi przysłali, że gaz mam droższy o 83%. Dobrze, że kominek się ostał, trochę kopci, ale na chrust będzie jak znalazł… Ponoć na Białoruś znoszą wizy, to bagażnik przyda się.
    Dzięki za zdjęcia, bardzo podobały się mojemu wnusiowi, obejrzeliśmy je jak serial na dobranoc :)
    A co to za ptaszek na drążku nad stawem- ten z czarnym łebkiem ?

    • kanionek

      Pliszka!
      Mamy tu co roku ferajnę pliszek. Urocze, sprytne, szybkie, ciekawskie i odważne ptaszki. Wkurzają pieski, podskakując rączo tuż przed ich nosem. Łazik wciąż się łudzi, że któregoś dnia zje pliszkę na lunch, ale próżne nadzieje – pliszka jest zbyt sprytna i zbyt szybka, jak na łazikowe iksowate nóżki. Kiedyś gniazdowała tu parka pliszek cytrynowych, ale od dwóch lat ich nie widziałam.

      Jak kominek kopci, to zaraz Ci zarekwirują za podwyższoną emisję :D
      Ja Wam mówię – zbierajcie krowie placki… Krowi placek grzeje, a i nawóz z niego dobry.

      Camembertów w tym roku jeszcze nie robiłam, na razie w piwnicy za zimno, a w spiżarni za ciepło. Ale jeśli jesteś pewna, że będziesz chciała, to pod koniec sierpnia już powinny być. Tylko z miękkimi pleśniowymi jest taki problem, że nie da się ich długo przechowywać, a Wasze apetyty na pstrym koniu jeżdżą :D Czyli raz jest tak, że wszyscy by chcieli camemberta, a raz nie. A pracy i uwagi to one wymagają. No nic, zrobię partię pod koniec lipca i w sierpniu ogłoszę, czy się udały :)

  • kanionek

    Ładnie u nas wiało wczoraj – odłamało gałęzie pełne śliwek, poprzewracało pomidory. Pół robinii akacjowej zerwało płot, wykrzywiło stalowy słupek od furtki i wylądowało na podwórku. Małyżonek miał dziś zajęcia pozalekcyjne z piłą spalinową, ja odcinałam sekatorem liście dla kóz – dostały dwa wózki i są bardzo zadowolone. My trochę mniej. Na szczęście po dzisiejszym ciepłym dniu (z gryzącymi muchami na karku) już czuć chłodniejszy powiew wiatru na spoconych plecach, a w piątek już będzie 14 stopni i deszcz. W sobotę też. Cudowne lato!

    • mp

      Całe szczęście, że nie padło na dom czy koziarnię, a z plusów dodatnich- przynajmniej po chrust nie musisz chodzić… Czym prędzej posadź następną robinię, to dobre drewno opałowe (tylko może trochę dalej od płotu)/
      U mnie dziś było ponad 30, deszczu ani widu, ani słychu, gdyby nie latanie z wężem, to w ogródku byłaby już pustynia . Tak więc- co do lata- to opinie są różne (czyli- jakbyś się nie obrócił, d*** zawsze z tyłu),

      • kanionek

        “Całe szczęście, że nie padło na dom czy koziarnię” – nic straconego, w sobotę znowu ma wiać do 90 km/h, a została jeszcze druga akacja, i ta ma szansę walnąć na garaż i drewutnię :D
        Nie muszę sadzić nowych, kochana, robinie akacjowe sadzą się same (a raczej sieją i przez korzenie chyba też się mnożą). Jest tego od groma, kilkanaście sadzonek już wykopałam i podarowałam znajomemu, który to chciał, na resztę napuszczam Ziokołka (kozy kochają te liście), bo wszystko rośnie zbyt blisko domu. Zanim walnęła ta, którą wczoraj sprzątaliśmy, to Małyżonek już na nią łypał okiem, ale właśnie bał się, że drzewiszcze poleci na chatę, a ten wiatr co ją połozył to akurat fuksem wiał w dobrym kierunku. Jak się mieszka w lesie, to każda roślina walczy o światło i rośnie w górę byle wyżej, pień cienki i długi, a korona rozłożysta, i my naprawdę kiedyś skończymy z dachem na plecach i szyszką w oku :-/

        • mp

          Że się robinie mnożą to wiem, sister ma na skarpie, ale jak się chce je mieć w konkretnym miejscu, to trzeba jednak posadzić :)
          U mnie też takie drzewne chudziaki rosną, ale jestem okrutna i nie pozwalam im rosnąć w nieskończoność, muszę w tym roku znów je przyciąć.
          Sery dotarły bez problemu, już jest po degustacji fromage z pieprzem, pychota, nawet z pomidorem z Biedry .

          • kanionek

            Dziękuję w imieniu Kóz Przodowniczek Pracy, bo to one robią to pyszne mleko :)

            No właśnie z nasadzeniami mam problem, bo gdzie? Na podwórku ryzykowne (zresztą – Majączek przycina wszystko jak leci, biały bez musiałam w końcu w wielką rurę wsadzić, żeby przeżył), w ogrodzie sobie drzewa na 20 metrów wysokiego nie posadzę, a wszędzie poza podwórkiem i ogrodem kozy nie dadzą szans niczemu, co wypuszcza liście :D

    • Kachna

      Kanionku – MIAŁAM między altaną a domem wieeelką wierzbę (naprawdę nie wiem kiedy urosła). Wiatr powalił. Pomiędzy dom a altanę. A powinien na dom…
      Tak.
      Bądźmy jak wierzba – pomimo ścięcia nisko – pień natychmiast obrósł.
      Mało tego – reszta pocięta na kawałki wypuszcza gałązki jakby nie przyjmowała do wiadomości, że już jakby koniec. każdy kawałek zieleni się radośnie – chociaż juz robi za taborecik przy ognisku.
      Takie cuda.

      • kanionek

        To nie cuda, wierzby tak mają :) Stare wiejskie legendy mówią, że wierzba potrafi z szafy w pokoju wyrosnąć :D
        U nas przed bramą też jest taka agentka, z tych płaczących. Kilka lat temu tak ją szerszenie załatwiły, że zaczęła próchnieć od środka i w końcu padła. Żal mi było, bo ona taki ładny baldachim nad bramą tworzyła, ale wiedziałam, że odrośnie. No i dziś jest znowu wielka, tylko sami musimy jej ten parasol od strony drogi przycinać, bo ciągnik z sianem nie mógłby przejechać. Jest więc trochę krzywo uczesana, zwłaszcza że z drugiej strony przewiesza się przez pastucha i kozy ją regularnie podgryzają, ale wiem, że prędzej ja umrę trzy razy, niż ona raz, a dobrze.
        (JA jestem jak wierzba. Potargana, krzywo obcięta, ale dumna i blada!)

  • kanionek

    Co Wam powiem, to Wam powiem: nerwica to jest straszne zło.
    Wczoraj wzięłam na warsztat Majączka, który okudlił się niemiłosiernie, a że nie jest kozą i nie ociera się o drzewa i ściany, to i podszerstek ciężko jej zgubić, a podobno idzie do nas fala upałów (ja już w to słabo wierzę, bo u mnie ciągle 13-16 stopni i dzisiaj znowu pada deszcz, no ale…), więc uparłam się, że “zrobię” Majączka na cacy. Bo z doskoku wyczesujemy po trochu każdego psa, ale na Majączka potrzeba i czasu i cierpliwości, albowiem Majączek ma bardzo wiele stref wrażliwych i niedotykalskich.

    Zamknęłam się z nią w pokoju, uzbroiłam w grzebień z obrotowymi kolcami (nieoceniony przy psach długowłosych, mam go już chyba z 15 lat), szczotkę z krótkim i gęstym kocem (do wykończeniówki), suszony chlebek jako nagrodę i worek na śmieci. PÓŁTOREJ GODZINY wyczesywałam Majączka, w najdziwniejszych pozycjach ciała, łażąc na czworakach za psem, który co chwilę uznawał, że “czas spierdalać”, zwłaszcza gdy zabiegi upiększające zbliżały się do okolicy ogonka, ale dopięłam swego – pół Majączka poszło do worka na śmieci, a drugie pół jest teraz so fucking silky smooth, że nie wiem.

    Dzisiaj, o szóstej rano, obudził mnie niezawodny pod tym względem pęcherz, więc wstałam i od razu prawie się przewróciłam. Bolało mnie wszystko, każdy mięsień połamanego ciała. Doczłapałam do łazienki i półprzytomnym umysłem usiłowałam zgadnąć, co ja takiego odwaliłam w nocy? Nawet nic strasznego mi się nie śniło, raczej nie spadłam na podłogę… I dopiero później, po kubku kawy, dotarło do mnie: tak bardzo się wczoraj stresowałam przy Majce, żeby jak najdelikatniej, a jednocześnie skutecznie ją ogarnąć, że mimowolnie wszystkie mięśnie mialam bardziej napięte, niż to było potrzebne.
    Tadaaam! Starą wariatkę niedługo oddychanie wykończy.

    • Bo

      Wiem, o czym mówisz 😁
      Czesanie czworonogów – ile stworów, tyle reakcji. Nie mówię o czesaniu przez gromera, bo tam mają odpowiedni sprzęt unieruchamiający, tylko o domowym.
      My na każdego psa i kota musieliśmy mieć inny patent. Zdarzało się ganiać delikwentkę ze szczotką lub uciekać przed pazurkami wczepiającymi się w amoku wywołanym przez pociągnięcia szczotki… Przez wiele lat trzeba było ogarnąć piątkę, teraz głaszczemy jeden -też już leciwy -grzbiecik. Ale wspomnienia kilkunastu cudnych lat i setki zdjęć zostały.

    • Willow

      Szczęście Ty moje, ja nie wiem, może Ty w innym kraju mieszkasz, tylko się nie ujawniasz? U nas od kilku dni prawie 30 stopni, dziś 33 w cieniu.
      Moja Luśka jako kociak uwielbiała czesanie a teraz spier… i muszę ją ganiać, plecki jeszcze jak cię mogę ale reszta…zapomnij. Niby ma krótkie włosy ale gubi jak głupia.
      Apropo mięśni- współczuję i rozumiem (ja tak mam w samochodzie i nie tylko)
      Buziaków milionpińcet :)

    • Aliwar

      Ej a to ciepło dotarło do was w końcu bo u nas trudno żyć takie gorąco , oczywiście deszczu znowu nie ma i jest to w tym roku towar luksusowy u nas . Prognozy mówią ze mooooze w sobotę , uwierzę jak zobaczę narazie walczę ze sobą co podlewać a co jeszcze musi przetrzymac bez wody. Ogorki rosną w tym roku jakby ich ktoś trzymał przy ziemi i siła wyższa nie dawała rosnąć . Kiszę powoli ale niedosyt jest … na targu ponoć po 7 zł już są i to w niewielkich ilościach . Melon ładnie zawiązał kilka owoców i nie zgadniesz … ślimaki wygryzły im środki zostały takie wydmuszki jak na pisanki 😰 No chyba tylko cukini mamy pod dostatkiem zawsze można liczyć ze ona się uda 😁 Kanionku a może jakiś malutki wpisik ze zdjęciami z ogródka chętnie pooglądamy 😁

      • kanionek

        Willow i Aliwar – no chyba w innym kraju żyję, bo u nas upalnych dni było może z pięć, i to wliczając te po 25 stopni. Dzisiaj od rana znowu tylko deszcz, dobrze że choć 18 stopni wybiło na termometrze, bo wczoraj było zimniej. Moje pomidory przestają istnieć, cebulę zeżarła szara pleśń, buraczki wykiełkowały w dziesięciu procentach, selery na razie wielkości orzecha. Jest kicha jak nigdy. Szarej pleśni nie miałam ani razu, a w tym roku bierze niemal wszystko. Mam jakiś filmik z ogrodu nagrany jeszcze przed wielką pleśniową katastrofą, więc nieco nieaktualny ;) Arbuzy jeszcze się trzymają, melony też, ale jakiś szczur bardzo pracuje nad tym, żeby im się też nie udało. Codziennie nowa locha w ziemi i zapadające się korytarze.

        Ogólnie nie jestem w radosnym nastroju. Dotychczasowy dostawca siana podniósł cenę o 50%, więc zaczęliśmy szukać tańszego. Trochę się najeździliśmy i znaleźliśmy siano przepiękne, w balotach, i akurat 110 sztuk, w sam raz na nasze potrzeby, to teraz cyrk z szukaniem transportu. Ceny transportu, rzecz jasna, też poszybowały w górę, więc koniec końców te baloty wyjdą taniej o 3 zł na sztuce, ale zawsze coś, zwłaszcza że siano wyjątkowo dobrze zrobione, zieloniutkie i pachnące, zróżnicowane pod względem gatunków, a oglądaliśmy niewiele tańsze, które składało się z przerośniętych i przetrzymanych na polu łodyg w kolorze piachu pustyni.

        Dopóki nie mam tego siana za oknem, to nie będę spać spokojnie. To jedna rzecz. Ziarno, to druga. Węgla nie kupimy wcale, bo go nie ma, a jak będzie to po milion dolców. Mamy trochę z ubiegłego roku, do lutego może wystarczy.
        A trzecia… W ciągu dwóch miesięcy zamówień na ser było tyle, co kiedyś przez dwa tygodnie. Ten sezon przeżyjemy, następnego może już nie być.
        POWINNAM coś napisać, coś nawet pisać zaczęłam, ale albo jestem wyczerpana fizycznie, albo psycha mi siada. Ale nie martwcie się, wariatka jeszcze dla Was zatańczy ;)

        • kanionek

          No dobra, nie będę taki Teatr Dramatyczny – zlazłam właśnie z pola walki (widły, taczka i skoszone zielsko), wyprztykałam się z toksycznych myśli, wszystko będzie dobrze, w przyszłym roku musi być lepiej.

          Ali – jedna z malachitowych szkatułek dojrzała (krzak nie ma już liści, ale szkatułka walczy), 400 gramów, ładny pomidor, faktycznie smaczny (niby wolę słodsze, ale tak mi już tęskno do pomidorów, że nie zamierzam wybrzydzać), mięsisty, i ogólnie muszę powiedzieć, że ta odmiana ma hart ducha i wolę życia. Wszystkie odmiany siałam w tym samym czasie i warunkach, a malachitowa rozsada była największa i też najszybciej rosła w tunelu. Może jeszcze coś się zje z tego najniższego grona, bo wyższe partie chyba polegną. Z dwutygodniowym opóźnieniem szara pleśń zawitała też do foliaka, dzisiaj wyniosłam trzy wiadra porażonych liści. Papryka jakoś się trzyma, pojedyncze liście obrywam, jak zauważę plamy.
          Arbuzów mam chyba ze 20 owoców, albo więcej, teraz już ciężko policzyć w gąszczach liści, i tylko czekam, kiedy je szlag trafi :D Dzisiaj pojawiły się wciornastki, więc może to zapowiedź zagłady.
          Ogórkom zrobiłam podporę (nigdy więcej lewitowania nad pędami porastającymi metry kwadratowe ziemi) i po długim okresie stania w miejscu ruszyły, ale mają ledwie metrowe pędy i dopiero kwitną. Może coś ukiszę, a może przyjdzie pleśń, robactwo i ślimaki. Masz pojęcie – na żywokoście pojawił się mączniak prawdziwy! W połowie lipca! Taki mamy klimat ;)

        • Karolina

          Witaj Kanionku, tak sobie anonimowo czytam i tylko dorzuce, ze ostatnio zalatwilam tani transport balotow…na lawecie :). Pozdrawiam serdecznie, Karolina

          • kanionek

            Hm… Mało danych :)
            Taniość taniości nierówna, bo jeśli ktoś ma mi przywieźć siano ze wsi 3 km stąd, to weźmie mniej, niż gdyby miał przejechać 30 km.
            Nie wiem, ile balotów wejdzie na lawetę (są też większe i mniejsze lawety), a mam do przewiezienia 120 sztuk. Gdyby to miało być np. 20 kursów, to chyba nie wyjdzie taniej, niż dwa razy pięćdziesiąt, albo 3 x 40.
            Mamy ofertę kursu 28 balotów na przyczepie, z załadunkiem na polu i rozładunkiem na miejscu, plus oczywiście koszt paliwa i czasu usługodawcy – 450 zł. To oznacza, że będą 4 kursy, czyli za całość 1800 zł. Czekam na odzew od innego gościa, ale coś się zdecydować nie może.

  • mitenki

    Właśnie wpadło mi kolejny raz w oko info o środku przeciwko robactwu i ślimolom w ogrodzie – ziemi okrzemkowej. Próbowałyście kiedyś?
    Sama zamierzam zastosować w domu na niechcianych gości.

    • kanionek

      Nie próbowałam, bo najpierw zbadałam temat (przy czym zaznaczam, że wystrzegam się artykułów sponsorowanych, jak również recenzji od ludzi nawiedzonych, którzy bardzo chcą wierzyć, więc u nich działa). Szał na ziemię okrzemkową trwa już kilka lat, przybył – oczywiście – z Ameryki, i obecnie wchodzi w etap “leczy raka i dziurawe jelita” ;)
      Dane naukowe wskazują, iż działanie “ziemi okrzemkowej” (to są sproszkowane na pył szczątki prehistorycznych okrzemków, a raczej ich pancerzyków) polega głównie na silnej adsorbcji wody i lipidów z zewnętrznej warstwy ochronnej egzoszkieletów owadów, czym doprowadza do ich śmierci, oczywiście. Nie ma więc działania toksycznego, tylko czysto “mechaniczne”, że tak powiem.
      Jej skuteczność p-ko slimakom jest niemal żadna, albowiem aby uzyskać efekt śmiertelny należałoby takiego ślimaka oprószyć diatomitem jak rybny filecik mąką, albo każdą roślinkę otoczyć wałem z ziemi okrzemkowej (i potem poprawiać i uzupełniać, bo wiatr, bo deszcz…). Warstwa też nie może być za cienka, bo ślimak to jest mistrz śluzownictwa; wytwarza tyle śluzu, że po tłuczonym szkle przejdzie bez szwanku.
      To samo tyczy się mrówek i innych owadów – kto się osobiście nie załapie na oprysk, ten zdrów i cały (a przecież wiemy, jak działa mrowisko). Do kilku roślinek w doniczkach – można spróbować. W ogrodzie? Raczej jako nawóz, chyba że ktoś ma czas (tak z tysiąc lat), żeby opryskać absolutnie każde ździebełko wszystkiego z wierchu, z boku i od spodu. A jak oprysk wyschnie, to za kilka dni przylecą nowe osobniki mszycy, wciornastka, przędziorka, pchełki, śmietki, i czego tam jeszcze.

      Daj znać, jak podziałało na gości :)

  • Cma

    Kanionku, wiem, że jesteś bardzo zajęta, ale piszesz, że bardzo siadła Ci sprzedaż serów. Myślę, że po prostu większość z nas mocno tnie wydatki 😕
    Dlatego konieczne jest rozpuszczenie wici, by poszerzyć krąg ewentualnych odbiorców.
    Ale do tego potrzebna byłaby oferta: zdjęcia + krótki opis i cena aktualna. Oraz info o kosztach transportu. Przepraszam, że pisze takie oczywistości, ale chciałam podesłać znajomym jakiegoś linka. Nie znalazłam nic aktualnego. Ale moze jestem gapa.

    • kanionek

      Dzięki za przypomnienie – zaktualizowałam ceny w wątku forumowym (https://kanionek.pl/forum/showthread.php?tid=83&highlight=sery+Kanionka), choć wiem, że i tak nikt tego nie będzie czytał. Jak na ofertę to jest za długie i niejasne ;)
      Tak, musimy się wziąć za sensowną formę oferty czytelnej dla każdego – nigdy wcześniej nie było takiej potrzeby, a wręcz przeciwnie, gdybyśmy się szerzej reklamowali, to kolejka do sera zniechęcałaby potencjalnych nabywców. W tym roku wcale nie ma dużo mleka (rozdajanie udało się tylko u niektórych kóz, inne uznały, że bezkosztowe wakacje to jest właśnie taka forma socjalu, jaka im najbardziej odpowiada :D), na razie robię długodojrzewające, a jak ktoś zamówi, to świeże, wiadomo. No i w wakacje zawsze było trochę mniej zamówień, bo urlopy i Bahamy, wiadomo. Może niepotrzebnie panikuję?

      • Cma

        Daj choc info na temat tego co masz aktualnie (nazwa, fotka, króciutki opis, cena).
        Gotowca, którego możnaby podesłać komuś potencjalnie zainteresowanemu.
        Przepraszam, że tak cisne.

        • kanionek

          Nie no, daj spokój – chcesz mi pomóc przecież.
          Sęk w tym, że “aktualnie” nic nie mam, bo przecież sery zawsze robię na zamówienie (zostały mi marne resztki dojrzewających), więc muszę pogrzebać w starych fotkach i coś zmajstrować. Ostatnią fotkę twarogu robiłam milion lat temu, fromaża chyba wcale, a z tych w krążkach to też najbardziej “aktualne” są na forum :D

          • Cma

            Czyli, które konkretnie świeże sery można zamówić (z wysyłką po ich wyprodukowaniu)?
            Rozumiem, że twaróg. Co jeszcze?

          • kanionek

            Twaróg, fromage (obydwa 60zł/kg), i wszystkie możliwe wersje serów w krążkach (bo one też się zaliczają do świeżych), z dodatkami do wyboru: orzechy włoskie, żurawina, kozieradka, czarnuszka, zioła (w tym świeży tymianek), pieprz, chilli, jalapeno, rozmaryn, świeża szałwia, świeża mięta, kwiat lawendy, suszona cebulka, świeży czosnek, czosnek niedźwiedzi… No i odwieczny hit: zestaw pomidor+oregano+czosnek+bazylia. Wszystkie wersje w jednej cenie: 80 zł/kg
            Czyli po prostu WSZYSTKIE sery można zamówić, a dojrzewające tradycyjnie na jesieni.

            Przepraszam, ja chyba faktycznie żyję nie tylko w innym kraju (pogoda), ale w totalnie innej rzeczywistości, bo cały czas byłam przekonana, że wszyscy od lat wiedzą, że w sezonie wszystkie sery świeże są dostępne niemal od ręki (no, czas produkcji 3 dni, a potem wysyłka) :D Pomijając te czasy, gdy kolejka była na 3 tygodnie. To jednak prawda, że każdy żyje w swojej bańce.
            “Siedzę w serze” od maja do grudnia i wszystko wydaje mi się oczywiste, a przecież Ty, o ile dobrze pamiętam, zamawiałaś tylko sery długodojrzewające i być może nawet nie wiesz, czym są te w krążkach. Jesli Twoi znajomi są w stanie znieść bełkot Kanionka, to pod tym linkiem są zdjęcia i opisy: https://kanionek.pl/forum/showthread.php?tid=83&highlight=sery+Kanionka
            Niestety nie są krótkie.
            Bardziej zwartą formę muszę dopiero opracować.

          • Cma

            Nie, nie, moja siostra zamawiała też fromage i szewrolade (sorry, jeśli przekrecam), oba pyszne.
            Ale to było późną jesienią, jeśli dobrze pamiętam.

          • kanionek

            No to i tak by się zgadzało, bo “krążki” to ser prasowany, do krojenia w plasterki, a szewrolada to ser bardziej w typie fromaża, tylko formowany w walec.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.