El hijo de puta, czyli mimo wszystko – Akcja Kalendarz

“Z okna skraj

widzę od lat

kosmicznej plajty

klejnot w rękę więc weź

wstawaj, idź!

Tak, wstawaj, idź!

Tabory pędzą dzień po dniu

Tak, wstawaj, hej!

Taboru hymn!

Wystrzał! Może zapamiętasz

upiorny jęk ziemi

na którą spadnie mgła

sto kiloton

Zanim skraj

ujrzysz tych lat

pluń w oczy bestii

tylko pluń w oczy bestii i chodź!”

Fragment utworu “Ostatni tabor” grupy KAT, 1985

 

Miałam ledwie 11 lat w 1985 roku, a dziś mogę zacytować ten utwór tak, jak gdyby powstał wczoraj.

Cóż za ironia. Oto na jednej półkuli ktoś siedzi i duma, jak by tu skolonizować Marsa, a na drugiej półkuli też siedzi ktoś (i Дума), kto – być może – gotów jest zrobić nam Marsa na Ziemi. I ja się pytam – na kij nam druga, odległa i nieprzychylna życiu planeta, skoro nawet na tej idealnej, z atmosferą, trawą i zestawem do gry w badmintona nie umiemy się dobrze urządzić?

Od tygodnia moja nerwica kręci się jak dziwka na rurze, przy entuzjastycznym aplauzie lęków i czarnych myśli. Poszliśmy dziś znowu naciąć gałązek dla kóz i w trakcie pracy słyszeliśmy odgłosy detonacji, kilka razy, w odstępach co kilka minut. No i niby wiemy, że niedaleko jest poligon, i niejeden wybuch strząsał nam resztki tynku z sufitu, ale Małyżonek i tak poszedł sprawdzić w internecie, co tam słychać w Obwodzie Kaliningradzkim (bo wiecie, my tu siedzimy prawie dosłownie na wycieraczce pod tylnymi drzwiami Rosji).

Nasz przesympatyczny dostawca siana miał być z dostawą we wtorek, ale nie dojechał, bo musiał służyć swoim transportem gdzie indziej. Nie powiem gdzie, nie powiem po co, ale przez telefon rzekł: “Jestem w X, tu jest istny Sajgon” i obiecał, że jak tylko będzie mógł zjechać do domu, to nam przywiezie chociaż dwa baloty na przetrzymanie, a gdyby nie mógł, to ma w zanadrzu jeszcze “plan B”. Niech mu bogowie sprzyjają. Jeśli plany od B do G się nie powiodą, to będziemy z Małymżonkiem skubać dla kóz trawę w lesie (gdzieniegdzie już coś rośnie).

Nie będę pisać rzeczy oczywistych. Nie ma dziś chyba człowieka na Ziemi, który nie zdążył wyrazić swojej opinii na temat tego, co się stało, tego co się DZIEJE, ze smutkiem tylko stwierdzam, obserwując internet, że zawsze, ale to zawsze i w każdej sytuacji znajdą się jakieś ludzkie szmaty, które usiłują na czyimś nieszczęściu zarobić, lub chociaż (w wątpliwym stylu) zabłysnąć. Nie mówię, że mnie to zaskakuje czy dziwi, o nie, ostatecznie – był czas przywyknąć. Powiem więc tylko: chwała dobrym ludziom, a ścierom kij od mopa w dupę.

Przerażające jest też, jak łatwo w tych czasach wyprodukować dezinformację. Fotoszop, technika obróbki dźwięku i obrazu deepfake, którą opanowują już co bystrzejsze dzieciaki, istna wirtuozeria gry na emocjach. Każdą, ale to KAŻDĄ informację trzeba sprawdzać, a dotarcie do czystej i gołej prawdy coraz częściej okazuje się trudne, lub wręcz niemożliwe. Stworzyliśmy internet, a teraz to on tworzy nas – nowych, innych, nie zawsze lepszych.

To tyle dla pesymistów, a dla optymistów mamy kalendarz. To znaczy ja nie mam, nawet go nie widziałam, Komitet Kalendarzowy pracował potajemnie, skromnie, bez rozgłosu, ale dostałam cynk, że to już, i wypadałoby zapytać, czy jest ktoś chętny. Pytam więc, bo sama mam nadzieję, że przed nami nie tylko cały nowy Kozi Rok, ale wręcz że będzie to rok LEPSZY od poprzednich. Że w talii MUSZĄ być przecież jakieś dobre karty. I nawet jeśli Wy nie będziecie chcieli, to ja zamówię ten kalendarz, na przekór wszystkiemu oraz dobrą wróżbę (no co? Gdy logika i zdrowy rozsądek nagle przestają obowiązywać, trzeba czepiać się czego bądź, choćby wróżby z fusów i kozich bobków).

Kto więc chce postawić 50 zł na tę lepszą kartę od Losu, niechaj pisze na info@kanionek.pl, w tytule wpisując: swój nick-kalendarz-ilość (czyli przykładowo, osoba posługująca się w sekcji komentarzy nickiem “trelemorele”, pragnąca kupić np. 2 kalendarze, w tytule maila wpisuje: trelemorele-kalendarz-2). W treści maila koniecznie podajcie adres do wysyłki i numer telefonu (telefon to dla kuriera; przysięgam, że nie sprzedaję fotowoltaiki).

W tytule wpłaty (mBank: 79 1140 2004 0000 3102 3918 4984) należy wpisać dokładnie to, co w tytule maila – w ten sposób bez problemu i sztuczek detektywistycznych będę mogła dopasować wpłatę do zamówienia i wysłać je na właściwy adres.

Jeśli ktoś nie ma w życiu czasu czekać na kuriera, za to ma swój ulubiony paczkomat, to też dobrze – w takim przypadku w treści maila należy podać symbol tego paczkomatu.

W treści maila dopuszczalne są też pozdrowienia, zapytania, zażalenia i wnioski, pogróżki (i tak nie wystraszycie mnie bardziej, niż Putler), obraza uczuć religijnych (ale to już naprawdę zadanie z gwiazdką), zdjęcia teściowej, kota i świątecznego pasztetu (idealnie byłoby, gdyby pasztet jednak nie był z kota), tudzież wszystko inne, na co macie ochotę, ALE NAJPIERW DANE DO WYSYŁKI!

Tryskając tym optymizmem jak dentystyczne wiertło wodą, powiem jeszcze, że winszuję sobie wysłać wszystkie kalendarze najpóźniej 30 marca. A nie, czekaj, to wersja pesymistyczna (natury nie oszukasz…). W wersji optymistycznej wysyłka nastąpi w poniedziałek 28 marca, tak żeby wszyscy zdążyli odebrać, pogłaskać karton, rozpakować, pogłaskać każdą kartę z osobna, powąchać farbę, powiesić kalendarz, i jeszcze nawet jeden wieczór powinien zostać na celebracyjną lampkę wina, za ten nowy, lepszy, Kozi Rok.

126 komentarzy

  • mp

    Och, jak dobrze jest oderwać się na trochę od realu i zajrzeć do świata, gdzie są Niaczki, Żółte Psy i Kanionki.
    Hmmm.. zielonych gałązek dla kóz to faktycznie teraz Wam nie brakuje, nieźle tam musiało dmuchać.
    Ja również liczę na te lepsze karty.

    • kanionek

      Ano. Te zdjęcia to ledwie z odcinka góra 50 metrów drogą od naszego domu, a powalone drzewa są wszędzie. Las wyraźnie wyłysiał! Kuchenne okno wychodzi na północ, i widać z niego również wschód, no i kiedyś słońce pojawiało się nad koronami wysokich drzew, a teraz widać je już na dwie godziny wcześniej, takie prześwity się porobiły.

  • Cma

    Nadaję z drogi do pracy, więc na razie tylko jedno pilne pytanie: jak te ogromne, różowe jęzory mieszczą się Żóltemu i Niaczkom w paszczach???

    • agniecha

      Ja myślę, że Żółtemu to Kanionek ten język naciąga. To nie jest normalne.

      • kanionek

        Ha ha :)
        Ja myślę, że Żółte ma taki mechanizm jak u dzięcioła – gdy jęzor nie musi być wysunięty na zewnątrz, to cofa się w jamie pyszcznej i zawija wokół mózgu!

  • Bo

    Internet otworzył mi szklane drzwi do Waszego domu i pozwolił poznać Piękne Stado. Cieszyć się z każdego spotkania, które inicjujesz swoimi wpisami. Codziennie sprawdzać, czy są nowe komentarze/rozmowy i czytać je wyobrażając sobie rozmówcę. A Twoje Foto Szopy (tudzież innych budynków, krajobrazów a przede wszystkim stworzeń) są bardzo OK.

    • kanionek

      Foto Szopy, dobre :D
      No tak, internet ma zalety, ciężko zaprzeczyć, ale ma też wszystkie ludzkie wady podniesione do potęgi (bo w necie możemy być BARDZIEJ).
      No i cóż – ja też się cieszę, że zaglądacie przez te szklane wrota. Jakoś tak razem raźniej :)

  • kapelusznik68

    Za każdym razem jak widzę Wasze psy siedzące na balotach (a było już kilka takich zdjęć) to przypomina mi się żart o o sroce i drzewie. Tylko w moich myślach on brzmi tak: Dlaczego Żółte siada na balotach? Bo wyżej nie może. ;) Czy ja już nie proponowałam konkursu na suchar roku?
    Takie zdjęcia to tylko u Ciebie. Przyznaję się bez bicia, że wolę zdjęcia niż filmy. Zamieszczasz piękne zdjęcia, nieupiększane (jest takie słowo?) i pełne życia. A do tego można je potem wrzucić do kalendarza.

    • kanionek

      Bardzo dobry sucharek, wcale nie taki zleżały i przede wszystkim – bez kminku!
      I masz rację, że to tylko dlatego, że wyżej nie może. gdyby Żółte opanowało sztukę wspinania się po drabinie, to siedziałoby na kominie. Tu bowiem chodzi o najlepszy punkt obserwacyjny (żółte uszy co prawda słyszą śmieciarkę jeszcze zanim wjedzie ona do lasu, ale zobaczyć to jednak co innego). A jaka ostatnio była uciecha, gdy się śmieciarka w naszym swojskim błocie zakopała! 20 minut darcia pyja non stop!
      Jest takie słowo, jak najbardziej. A właśnie, a propos zdjęć – nie były Wam potrzebne oryginały? Ale co ja pytam, przecież ten Zespół zrobiłby piękny kalendarz nawet z fotek wydrukowanych na papierze toaletowym!

      • kapelusznik68

        Oryginały będą potrzebne, i dostaniesz podanie w trzech kopiach z życiorysem i wynikami badań ale musimy uzgodnić które to mają być. Papier toaletowy to jednak cenne rzecz, chyba równie cenna jak kozi kalendarz, więc nie możemy traktować ich jak zamienniki,

  • kozalina

    A czemuż to same psy dzisiaj? Kozy jako element krajobrazu i ani kociego ogona? Gdzie poprawność polityczna i parytety? Świat się zepsuł, w nocy słychać, jak Ziemia obraca się ze zgrzytem, może to pora lecieć na Marsa? A w tej talii kart same jokery. To niech chociaż u Kanionka będzie po staremu, bo to chyba jedyna miejscówka w internecie, gdzie panuje normalność i nic nie wybucha. Proszę, przekaż Tradycji, że jest na świecie ktoś, kto o niej pamięta, mimo wszystko.

    • kanionek

      Ale co najmniej 3 koty były poprzednim razem!
      Oto wyjawiam Wam wielką tajemnicę kociej wiary: gdy pogoda dopisuje, a ja właśnie w taką najczęściej robię zdjęcia, to koty szwendają się po sobie tylko znanych zakamarkach i nie nawijają się na szpulkę z filmem. A Szybkotek ostatnio to już w ogóle przegina – żre za trzech przez tydzień, po czym przepada też na tydzień – ostatnio nie było go nawet dłużej i już się nie spodziewałam, że go znów zobaczę, ale wrócił. Obszarpany, schudnięty, kulejący na tylną łapkę. Teraz grzeje tyłek w słońcu, robi remanenty futerka, znowu żre za trzech, łapka już działa, więc pewnie czas na kolejny gigancik.

      A żebyś wiedziała, że jej powtarzam i przypominam o Tobie, bo wyobraź sobie, że odnowiło jej się zapalenie cycka (nie jest ani zakocona, ani produkująca), tak o – ni z gruszki, ni cynamonu. Od trzech tygodni cudujemy, znów nic nie działa, codzienne zdajanie, mierzenie temperatury (na szczęście spadła z 40,2 do 38,6), płukanki z roztworu nadmanganianu potasu (a był też Rivanol i jodyna – wszystko z polecenia naszej wetki), i nic a nic nie idzie ku lepszemu, jeśli nie liczyć faktu, że apetyt już kozie wrócił (no, tak w miarę; tę specjalną paszę za milion dolców wciąga jak rumba okruszki, jabłka i warzywka też, ale sianem się wypchać nie chce i wygląda jak strach a wróble).
      No więc mówię jej, żeby się nie wygłupiała z tym chorowaniem, bo Kozalinie będzie przykro, o mnie nawet nie wspominając, bo teraz to wiadomo, że jestem wrogiem (macanie cycka to jedno, ale ten termometr w dupie to już naprawdę urąga koziej godności).
      No i tak to wygląda, że tu się nigdy nie śpi spokojnie.

  • Willow

    Jak zawsze wieści od Ciebie poprawiają mi nastrój 💕
    Chociaż jakbym wybuchy słyszała to zawał murowany, współczuję i moja nerwica przytula Twoją nerwicę. Będzie kurła dobrze, musi być
    Zdjęcia fajoskie A psy jak zawsze cudne
    Ślę płatki róż i moc uścisków

  • wy/raz

    Kanionku, a można by prosić ten czerwony pasek kalendarzowy? Bo tak mi czegoś brakuje w ogłoszeniach kózpaszterskich. Mam nadzieję, że to objaw przywiązania do tradycji, a nie nerwica natręctw.

    Dzięki za wpis i przepiękne zdjęcia. Oby Wasza wycieraczka zawsze była za daleko od granicy.

    • kanionek

      Tak, pamiętam o pasku, miałam wczoraj prosić Małegożonka, ale spędził kilka godzin na mrozie grzebiąc przy samochodzie (no niestety) i nie miałam serca już mu gitary zawracać. Dziś nad ranem znowu minus osiem, ale zapowiada się słoneczny dzień. W polikarbonacie mam sałatę zimującą, biedulka ma tam niezłą huśtawkę, od minus osiem do plus dwadzieścia osiem. Co chwilę sprawdzam telefon, bo miało być dzisiaj siano, ale coś czuję w kościach, że nie będzie. Może choć pasek da się zainstalować :)

      • cornick

        Dla mnie może być bez paska, sama go sobie wyprodukowałam, tzn. wzięłam z jakiegoś “normalnego” kalendarza i dopasowałam za pomocą gumki recepturki i zszywacza biurowego. :)
        Nie będę oryginalna, ale napiszę i ja: jak dobrze, że jesteś Kanionku i dobrze popatrzeć na twój świat z psami, kotami, kozami i całą resztą żywiny, nawet jeśli ten świat znajduje się na wzmiankowanej wycieraczce. Ty na wycieraczce, a ja krok przed nią, te 55 km do granicy i u mnie powoduje lęki, aż czasami sygnał karetki biorę za syreny alarmowe brrrr… .
        Poproszę o kalendarz z samymi dobrymi datami, te gorsze niech Komitet Kalendarzowy po prostu pomija.

        • Cma

          Nie o taki pasek chodzi 😀
          Mowa o pasku/banerze na stronie, informującym o możliwości zamówienia kalendarza.

          • wy/raz

            O, to, to!

          • cornick

            No to się popisałam! :D:D:D Ale co tam, czy świat musi się wyłącznie z tych rozgarniętych składac? Poza tym, coś mi się wydaje, że dobry specjalista, to ten pasek, o który Ci chodzi, również zapomocą zszywacza i gumki potrafi w internetach zamontować. :D:D:D

          • Cma

            Mały Żonek z pewnością to potrafi. MacGyver przy nim to cienki bolek 🙃

        • wy/raz

          Może sytuacja się zmieni na tyle, że będzie można dodać dzień zakończenia wojny. Tego nie wie nikt.

          • Ćmo! Jak zrobiłaś emotikonkę?! A zwłaszcza TĘ właśnie, do góry nogami?
            (Pyta właścicielka bloga, ha ha…)

          • Cma

            Się sama zrobiła się 🙃

          • Cma

            A w ogóle, to jak to do góry nogami???

          • Aliwar

            Pewnie zależy od urządzenia którego używa Cma? 😉 🐐🐕🐈 do góry nogami jest tez taka przynajmniej u mnie .

          • Cma

            Aż sprawdzę jutro w pracy na pececie. Bo zwykle zaglądam tu za pośrednictwem smartfona. Gdyż albowiem domowy laptop lezy nieżywy.
            I na telefonie stoję na nogach, a nie na głowie.

          • Cma

            Włączyłam na telefonie wersję na komputer i też stoję na nogach!

          • Aliwar

            Cma chyba chodzi o uśmiech a nie ikonkę przy loginie . Zobacz w innych komentarzach czasami wyskakują np dwukropek i D zamiast dużego żółtego uśmiechu .. nie wiem czy dobrze wytłumaczyłam .

          • kanionek

            Tak, chodzi o emotkę (nie ikonkę, nie awatar). Ja ją już widywałam w necie, ale nie mam pojęcia jakie znaki ją tworzą. Może na kompie się tego nie zrobi, tylko na telefonie? Nie wiem, nie znam się, ale fajna ona jest, ta emotka.

          • kanionek

            🙃
            Czyli metodą kopiuj-wklej się da.

          • kanionek

            Czekaj, ale ja głupia jestem. Może od tyłu trzeba? (-:

          • kanionek

            Nie, jednak z tyłu to tylko dupa, jak zawsze.

          • Cma

            O kurde, ja ciemna, nie doczytałam, że chodzi o emotikonke, a nie awatara… 🥴
            Tak, takie fajne emotikonki to na smartfonie. Długo się wzbranialam przed ich używaniem, a teraz mam parę swoich ulubionych. Właśnie ten uśmiech 🙃, sygnalizujacy nieco przewrotny żarcik, lub nastrój, 🥴 i 😯 – tłumaczyć nie trzeba.

          • Cma

            Kiepsko u mnie z percepcją czasem. Covid zjadł mi kawał pamięci i umiejętności koncentracji.
            A co do emotek, to kiedyś, całkiem do niedawna, byłam ortodoksyjną zwolenniczką używania emotikonek tradycyjnych, czyli odpowiedniego zestawienia znaków interpunkcyjnych. Potem spodobały mi się niektóre graficzne emotki, raz, że szybsze w użyciu, dwa, że całkiem zabawne. Ta tutaj 🥴 w smsach jest graficznie zabawniejsza, na blogu jest dosyć uproszczona.
            Ale ogólnie, mimo że zaczęłam ich używać, to bardzo staram się nie nadużywać. Nic mnie tak nie mierzi jak zasypywanie adresata całą masą serduszek, buziaczków – całusków, rozrechotanych do łez buziek, itp. To pismo obrazkowe, infantylizujace przekaz, za którym bardzo często nie kryją się prawdziwe emocje.

  • Ola

    Chciałabym pod postem i każdym komentarzem postawić wielkie serducho instagramoholika. Ale właściwie po co, skoro i tak wiadomo, że są tu tylko wielkie serducha?
    To będzie mój pierwszy kalendarz! Nareszcie!
    Kanionek i reszta, dzięki za to miejsce. Trzymajcie się wszyscy!

    • Ola

      Kurdybanek, zaś wpisałam nie tego maila i dało mi żółty łeb i fioletowe uszy. Nie cierpię fioletu :( Mój łeb jest niebieski!

      • wy/raz

        Jak wykażesz się cierpliwością odszukasz taką akcję w komentarzach. Któraś koza zgłosiła i kilka specjalnie błądziło.

        Swoją drogą jestem ciekawa w jaki sposób się losuje, czy ma znaczenie pierwsza litera, długość maila czy co innego.

        • kanionek

          O ile dobrze pamiętam, to te stwory przypisane są do adresu e-mail, czyli jedna drobna literówka zmienia wszystko, a losują się pewnie jak popadnie. Jeśli ktoś chce sobie zmienić image, to właśnie tą drogą – podając swój inny adres e-mail, lub wręcz podając błędny (w tej drugiej opcji można być za każdym razem kimś innym :D).

          Jeśli chodzi o pasek do pokazywania aktualnego dnia w kalendarzu, to ja sobie też taki przetransplantowałam z jakiegoś innego kalendarza już kilka lat temu :)
          Jeśli zaś chodzi o Makgajwera z Warmii, to może i by umiał zrobić ten pasek zszywaczem i kawałkiem sznurka, ale nigdy by się do tego nie przyznał! Gardzi bowiem takimi, iście kanionkowymi, metodami radzenia sobie z rzeczywistością. Zszywacz, sznurek i taśma klejąca to są moje Święte Regalia; on jest Rycerzem Postępu. Jego oręż to wkręty, gwoździe, specjalne klucze i elektronarzędzia. Gdy widzi niektóre moje “konstrukcje”, to wątroba mu krwawi, a z głębi trzewi wyrywa się szloch rozpaczy.

    • kanionek

      Ha. Ja nie bywam ani na fejsbuku, ani na instagramie, ale też mi czasem brakuje tak prostej formy wyrazu, jak kliknięcie komuś serduszka czy “lajka”. Z drugiej strony – jest tak jak mówisz, i gdyby była tu opcja serduszkowania, to byśmy się wszystkie zaserduszkowały po beret z antenką :D

      • Ola

        Po beret z serduszkiem na antence, chciałaś rzec :)

        • kanionek

          A ić! Ja to sobie wyobraziłam. Jak wszystkie siedzimy przed kompami/telefonami, w tych berecikach z serduszkami kiwającymi się na antence, i z wypiekami na twarzy (i talerzu) klikamy sobie lajki, buziaczki i inne wyrazy :D Serwer by się załamał i podciął sobie kable!

  • kanionek

    Komentarze mi lądują nie tam, gdzie miały być, ale się połapiecie. To już nie te czasy, gdy było ich 666 i na końcu nikt już nie łączył kropek ;)

    Siano jednak przyjechało! Czyli mieliśmy dodatkowe 2 godziny siłowni – od kilku miesięcy jesteśmy dumnymi posiadaczami osiemnastu starych palet drewnianych, z czego tylko kilka jest zdekompletowanych i trzeba pod nie cegły podstawiać, które dostaliśmy od Państwa Łosiowych, więc baloty toczymy i ustawiamy na tychże paletach. Dodatkowy wysiłek, zwłaszcza w przypadku balotów, które utraciły są kulistą wspaniałość i ich przetoczenie wymaga samozaparcia i motywacji godnej żuka gnojarza, ale cała rzecz zachodu jest warta, bo przynajmniej nie ciągną wody od spodu i jest mniej strat. Plecy bolą, Małyżonek odnowił sobie kontuzję nadgarstka, ale robota zrobiona, porządek na podwórku, i Człowiek Nerwica może spać spokojnie (nawet jeśli to tylko taka figura retoryczna).
    Piekę właśnie drugi już dzisiaj chleb dla pani Żozefin (od kilku miesięcy znowu u mnie zamawia, i mąkę kupuję teraz w necie, po 10 kg naraz) i nie mogę przestać mysleć o tych chłopakach z Ukrainy, którzy prawie przez cały rok remontowali jej dom. Majster, mniej więcej w moim wieku, zawsze z uśmiechem i ukłonem mówił mi “dzień dobry”, i teatralnie łapał się za głowę, gdy w chłodne, wrześniowe poranki przyjeżdżałam na rowerze, boso, z paczkami do wysyłki. Przyjechali tu za lepszym pieniądzem, a teraz być może siedzą na gruzach własnych domów, śpiąc przytuleni do karabinów. Do dupy z takim czymś. Naprawdę do dupy. A różni tacy eksperci od polityki mówią, że Putinowi z tej prawie łysej pały to raczej włos nawet nie spadnie, wszystko odbije się na zwykłych ludziach, niczemu winnych.

    A żeby nie było, że kończę smutną nutą: pan Siankołak przyjechał przed dziesiątą, i gdy odczepiał pasy mocujące baloty, to akurat rozśpiewał się jeden z wiosennych ptaszków. Pan Siankołak przerwał na chwilę robotę, popatrzył w błękitne niebo, i mówi: “Jak ja go kurde nienawidzę. Tego ptaszka cholernego”. My wielkie oczy, że co? Że jak? A on na to: “Bo każdego roku, gdy go tylko za oknem usłyszę, to już wiem, że zaraz trzeba będzie na ciągnik wsiadać i ruszać w pole z robotą”.
    No :)

    • Ola

      Ciągle myślę, nad tym, co powiedział pan Siankołak. Bo ja, miastowa, wracając z pracy wypatruję kosa na czubku drzewa pod blokiem i potrafię gapić się i słuchać, i pewnie mam niezbyt mądry wyraz pyska wtedy. Co zatem zachwyca pana Siankołaka? Co? Przecie życie nie mogło go pozbawić zachwytów, tylko dlatego, że ma ciągnik i pole…

      • kanionek

        Ola – powiem nieskromnie, że zachwycił go arbuz mojej ubiegłorocznej produkcji! I mam nadzieję, że ma tych powodów do zachwytu więcej. Ale na wszelki wypadek arbuza w tym roku też dostanie (no niby to dla jego dzieci, ale ja nie wnikam; kto wie, może pestki rzuci tym okropnym ptakom za oknem).

    • kapelusznik68

      No i czyż ostatni akapit kanionku to nie namacalny dowód na to, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia?

    • Leśna Zmora

      Państwo Łosiowi tyle fajnych rzeczy (i nierzeczy ;) ) przywożą do Kanionkowa, że ani trochę mnie nie zdziwi stodoła w częściach do samodzielnego montażu!

      • kanionek

        Nooo… Ale powiem Wam, że to są takie trochę, ekhem, transakcje wiązane. A raczej związane. Z moim sercem, które jest jak gąbka – miękkie i łatwo z niego łzy wycisnąć ;-P
        Niaczki zesłał Los, ale przywiozła je pani Łosiowa, tak? Wzięłam grzecznie dwa, choć mogłam jednego, tak? I jakoś niedługo później przyjechały palety :)
        Potem pani Łosiowa pożyczyła mi klatkę do złapania kuny. Kuny nie złapałam, za to jakimś cudem, nie wiem jak, pani Łosiowej udało się wcisnąć Kanionkowi kotka :)
        (Zgadza się, jeszcze kotka nie widzieliście, bo jest dziki jak owies sprzed pięciuset lat, i najpierw musi się oswoić na tyle, żebym mogła mu fotkę pstryknąć. Mieszka w Różowym, bo w stanie pełnej dzikości nie mogę go wypuścić).
        A niedawno wysłała mi wiadomość MMS, a w niej zdjęcia dwóch psiaków w typie bernardyna! Nic nie napisała, a ja bałam się odpowiedzieć :D Ja nie wiem, czy mnie te palety za dużo aby nie zaczną kosztować!
        A Małyżonek obejrzał fotki, myślał, myślał, i wymyślił, że może taki duży pies byłby dobrym sparing partnerem dla Żółtego, żeby Żółte przestało zamęczać wszystkich wokół swoją masą i energią. Taaaak… Ja tam jednak na razie nie odpowiadam na tego ememesa.

        • Ola

          Ale… Czy Małyżonek widział, że tam są DWA bernardyny? Widział???

          • kanionek

            No właśnie widział, i tu się uwypukla jedna z wielu różnic między nami. On pewnie nawet nie pomyślał, że ciężko byłoby wybrać jednego, a skoro ciężko, to może by dwa… :D

  • Kachna

    Jakie Ty masz Kanionku cudnie grubawe psiska :)

    Ściskam i całuję i wszystko co dobre i ciepłe wysyłam ile mam!
    Będzie lepiej.
    Będzie lepiej.
    Będzie lepiej.
    ….. lepiej.

    • kanionek

      I ZNOWU muszę to powiedzieć – wierzcie lub nie. Myślałam dziś o Tobie, zastanawiając się, czy Cię aby biskup nie namówił na wstąpienie do klasztoru, i w związku z tym, czy w klasztorze można sobie powiesić kozi kalendarz :D
      Jeśli chodzi o grubawość piesków, to nic im nie powiem, bo miałabyś u nich minusa – oficjalna i jedyna słuszna narracja jest taka, że pieski są chude, niedożywione, a nawet głodujące. Laser codziennie umiera, a Puszczak to już całkiem spuchł z tego głodu. No.

      Mamy właśnie kolejne urozmaicenie w dziennym grafiku, bo Sonda została kobietą. Na razie ma dni niepłodne, ale ja i tak boję się ryzykować, więc jak tylko oczy otworzę z rana, to już muszę myśleć na pełnych obrotach – kogo mogę na dwór wypuścić, kogo później muszę zgarnąć do domu, kto może z kim przebywać, a kto nie. Gdy tylko ten cyrk się skończy, stajemy w kolejce do sterylki (a Łazik do kastracji). Tylko Pasztefon nadal będzie “prawdziwym mężczyzną”, bo ma tylko jedno jajko. Drugie pewnie też ma, ale trzyma je wewnątrz swej czarnej istoty, tak na wszelki wypadek.

      My też całujemy i ściskamy. MUSI BYĆ LEPIEJ.
      (No i można, czy nie można, mieć kozi kalendarz w klasztornej celi?)

      • Kachna

        O – ja mogę o grubawości – bom sama grubawa :)

        Otóż – odpowiadam na pytanie o biskupa. Otóż – TEN biskup bardzo wporzo jest. Mam z nim – jakby to nie brzmiało – hot red telephone line. Przybywa nawet incognito na totalne zadupie za zadupiem i odwiedza chorego swojego księdza. A nawet – za moja namową – kilku innych – zwykłych parafian :) (Mina sekretarza bezcenna…Mina parafian, na widok biskupa w pełnym rynsztunku biskupim….).
        Pojeździłam z nim jako kierowca. Zadowolony był.
        Ja nie wiem skąd mi się to bierze ostatnio, że w zasadzie idę na całość. w wielu kwestiach. Strach się bać co jeszcze mogę wymyślić jakby mnie życie przymusiło.
        A co do kalendarza w celi zakonnej – spoko. Zamówię i se zawieszę.
        Bo – tak – mam zaproszenie – SERIO – na tydzień w wakacje do celi klasztornej :)
        I nie zawaham się go przyjąć!
        No.
        To z całego serca – niech nas Góra ma w opiece. Bo ja wszystkiemu nie podołam ;)
        ….
        ….
        Miałam kiedyś szczeniaka znajdę. Kuba się nazywał. Potem okazało się znienacka, że jest kobietą. I została ta Kuba :)

        • Cma

          Moglas ją przemianowac na Hawanę ;)
          A ten biskup to Ryś?

          • Kachna

            Nie nie biskup Ryś. Ryś jest jedyny :)
            Inny. Ale jak się nim dobrze pokieruje- to spoko ;)

        • kanionek

          No nie, no nie! Mówcie mi PANI PROROKINI! (tak dobrze? Feminatywy nie są moją mocną stroną, a że jestem Kanionkiem, to czasem nie wiem nawet, jakiej w sumie jestem płci. Generalnie chyba wiejskiej. I identyfikuję się z żukiem gnojarzem).
          Nie dość, że część z Was przywołuję myślami, to jeszcze Kachnie karierę klasztorną przewidziałam (oj tam, że tylko tydzień. A jak się spodoba?).
          Kachna, jestem Twoją fanką, serio. TY wiesz :)

        • Ola

          O Kachna! I ja miałam psa Kubę. I był facetem. Ale i tak mówiłam do niego: dooobra Kuba. I mówię Wam, super fajna i mądra była ta Kuba. Tylko miał niedobry nawyk podszczypywać od tyłu, jak mu się ktoś nie spodobał.

          • kanionek

            Całkiem jak Żółte!
            Dwa lata temu jedna pani kupiła od nas dwie kozy i chciała też balot siana i słomy na start. Przyjechali więc z mężem i przyczepką, wszystkie psy mieliśmy w domu (bo to ludożercy), ale Żółte umie w klamki, więc było na podwórku. No i gdy ten pan, ja i ta pani wespół wzespół pchaliśmy balota na przyczepkę, to Żółte znienacka i z doskoku dziabnęło pana od tyłu w łydkę. Drugi raz taki numer wykręciło komuś innemu. W twarz się będzie uśmiechać, ale jak się odwrócisz, to CAP! Tak na wszelki wypadek.

  • Modra

    Borze szumiący, Niaczki? skąd Niaczki? I dlaczego akurat Niaczki? I do tego takie już odchowane… Chyba odkryłam czarna dziurę, w którą wpadły mi lata dziejów Kanionkowej czeredy. Kiedy te piesowilki pojawiły się u Was? Chyba Kanionku liczbę kózek chcesz zrównoważyć liczbą zwierząt pomniejszych :-) Bardzo udane te Twoje nowe dzieciaki, cudne mordki.

    • kanionek

      Niaczki są z nami już ponad pięć miesięcy :D Wygląda na to, że masz zaległości w lekturze sięgające października!
      A “niaczki” to skrót od “szczeniaczki” – oficjalnie nazywają się Łazik i Sonda, choć teraz, gdy dorosły, bardziej pasują do nich “Frytka” i “Schabik”.

      • kanionek

        A co do równoważenia sił, to jednak kozy trzymają kopytko na pulsie i tak oto dziś Miki powiła dwie śliczne, białe dziewczynki :) I znowu jest nas wszystkich więcej.
        Miki to jest marzenie położnej – szybko, sprawnie, bez komplikacji. Łożysko w niecałą godzinę po porodzie, i już można “pozamiatać salę” i spokój :) Małe szybko wstają na nogi, znalezienie cycka to dla nich betka, zawsze silne i wesołe. Cieszę się, bo od wczoraj jestem na diecie paracetamolowej, ze szczególnym nasileniem dolegliwości dzisiaj od samego rana (taa, łeb mi pęka, nic nowego), Mikusia zamknęłam na porodówce już przed południem, a teraz mogę zdychać spokojnie, bo wszystko mam zrobione. Przynajmniej przy zwierzakach, bo jeszcze te oryginały zdjęć do kalendarza muszę wygrzebać z dysku.

        • kapelusznik68

          No proszę a ja jeszcze roszczeniowo wymagam zdjęć bez napisów. Mam nadzieję, że paracetamol da radę i będziesz bardzo mnie przeklinała.

          • kanionek

            Dzisiaj od rana było dobrze, już się cieszyłam, że dziś bez prochów, nareszcie po trzech dniach, i było dobrze gdzieś do piętnastej. A teraz trawię jedną tabletkę (tak skromnie, bo może wystarczy, a jeśli nie, to za 4 godziny trzeba będzie z grubego działa szczelać), bo już sztylet w oku siedzi i się przekręca.
            Nikogo nie zamierzam przeklinać :) Na maila odpisałam (dopiero wróciliśmy z wyprawy pieszej do pani Żozefin – dostawa chleba marki Koninek, a wcześniej robota w polu – zwykle nie odpalam nawet kompa przed piętnastą).

  • mp

    Och, jaka dobra wiadomość , to pierwsze tegoroczne kózki ? Oby tak dalej szło :)

    • wy/raz

      I żeby każda kolejna mama była marzeniem położnej.

      • kanionek

        Tak, te są pierwsze, a kolejne dopiero ho, ho, w połowie kwietnia. Miki po prostu wzięła sprawy w swoje kopytka i poszła w zasieki, pod prąd ;) Gdybym wiedziała, że zima będzie łaskawa, a początek marca taki słoneczny, to pozwoliłabym innym kozom też zajść szybciej, no ale nie wiedziałam. Z drugiej strony – ubiegłej nocy znów -8, dziś będzie podobnie, a część kóz właśnie rodzi w nocy. Ja się zawsze boję, że coś pójdzie źle, no ale czego ja się nie boję?

  • Jolanta

    Zamówiłam kalendarz, zdążyłam w tym roku! A co z kosztami wysyłki?
    Kanionku, dzięki za zdjęcia sielskie- anielskie – balsam na skołataną duszę. Przekaż wiadomość panu Siankołakowi, niech nie bluźni, niech sie modli, żeby mógł na ten traktor wsiąść kolejny rok i pracować w spokoju, a nie jak nasi sąsiedzi, na tych gruzach umierać ze strachu albo od pocisków.
    U nas też juz kos wieczorem śpiewa na pocieszenie.
    Ściskam serdecznie całość towarzystwa.

    • kanionek

      Koszt wysyłki wliczony jest już w cenę kalendarza. Wszystko podrożało, ale pomyślałam, że może choć ten kalendarz nie powinien. Nie wiem, czy uda nam się utrzymać cenę serów :-( Ale tym się będziemy martwić później.

      • Willow

        Miszczu, Ty wiesz, że ja za Twoje sery będę płacić każde piniądze :)
        Cieszę się z małych kózek
        I mam nadzieję, że głowa mniej boli
        przytulasy

        • kanionek

          Tylko czy dasz radę sama wszystkie zjeść? :D
          Ech. Głowa mniej boli, a może powinna bardziej – musieliśmy wytargać grata z garażu i pojechać po zastrzyki dla Ziokołka, po drodze zaś kupić butlę z gazem do kuchenki. Cena na stacji benzynowej: 105 zł. Rok temu butla była po 52 zł…
          Cenę paliw znają już chyba wszyscy. Ile sobie teraz rolnik będzie liczył za zboże, siano, słomę, to ciężko zgadnąć.

          No nic. Nadal nie dociera do mnie, że jakaś wiosna, czy coś. Nie posiałam ani ziarka. W ogrodzie chaos, kaczki, i kupki ściółki z koziarni (powoli sprzątamy po zimie, z naciskiem na “powoli”), które miałam ładnie rozparcelować, ale nocami ziemia tak marznie, że jak ją teraz przykryję, to nie rozmrozi się do lipca. Dziś w nocy było -10.

          Uściski dla wszystkich :-*

  • kapelusznik68

    Drogie Kozy, przypominam, że dzisiaj Pi Day. Oczywiście matematycy mogą sobie powtarzać niekończone cyfry po przecinku ale my wiemy dobrze, że chodzi o placek z owocami. Jakich owoców dzisiaj dodacie do ciasta?

    • kanionek

      He he, paj dej.
      Moje ciasto było z serem i pieczarkami (czy sos pomidorowy zalicza się do owocowych?).

      • kapelusznik68

        Pomidory zaliczamy do jagód, więc jest owocem. Tradycja uznawania go za warzywo wzięła się z niskiej zawartości cukru. Tak, twój placek zaliczamy do owocowych :)

        • kanionek

          Uff, czyli jednak świętowałam :)
          Piętnaście taczek z obornikiem dzisiaj wywiozłam (a Małyżonek ładował), i jutro mamy w planie tyle samo. Rano najlepiej, bo słońce już tak grzeje, że można na tiszercie pracować, ale grunt jeszcze na tyle zmarznięty, że taczka nie grzęźnie w błocku. Im bliżej południa tym gorzej. Już kilka poślizgów zaliczyłam, więzadła w prawym kolanie znowu nadszarpnięte, i jakieś dziwne mięśnie nad obojczykami też, ale robota idzie do przodu i się cieszę, bo już myślałam, że nigdy nie przestanie padać na dłużej, niż dwa dni.
          Dzięki temu porannemu zmarznięciu gruntu udało nam się wczoraj pogonić kozy na dużą łąkę, gdzie leży sobie ogromny świerk, i nawet miałam aparat przy sobie i bateria wyrozumiale pozwoliła pstryknąć parę zdjęć.
          A przedwczoraj rano ściągałam tafelkę lodu z pojemnika na wodę dla kóz i chciałam ją odrzucić jak najdalej, żeby im błota przy poidle nie narobić, i pocięłam sobie palce ostrymi krawędziami tego lodu. Jak już kiedyś wspominałam, Kanionek nie potrzebuje noży i nożyczek, żeby się pociąć. Sam talent wystarczy.

          • Bo

            Jakbyście mieli chociaż jedną krowę to codziennie byłby “dzień placka”.😁

          • kanionek

            Prawda :D
            A tak to mamy tylko kruszonkę :)

          • Bo

            Och, Aniu z Zielonego Końca Świata – wywożenie taczkami kruszonki brzmi jakoś tak bardziej górnolotnie. ;)

          • kanionek

            Ja bym powiedziała, że raczej “gównolotnie”, no ale ja jestem odromantyzowana w kwestii sprzątania po zwierzątkach :D

          • Leśna Zmora

            Nieraz mówiłam, że jak będę dorosła to chcę być Kanionkiem, ale teraz to chyba przerosłam mistrza – mi się ostatnio udało upuścić trochę krwi przy pomocy kartonowej książeczki Zmorzątka…

          • kanionek

            “mi się ostatnio udało upuścić trochę krwi przy pomocy kartonowej książeczki Zmorzątka” – przeczytałam to już wcześniej, ale nie miałam czasu pisać, więc pomyślałam tylko: “Szacun. Tego to nawet ja nie przebiję”, no i cóż… Mój niedospany i rozkojarzony nieco mózg zapamiętał tylko tyle, że koniecznie muszę coś przebić, w związku z czym, gdy kilka godzin później chciałam wbić widły w ziemię, to wbiłam je sobie w stopę. Ha, ha, Koninek robi “ałaaa”.
            (Na szczęście tylko jeden ząb i na drugie szczęście, że miałam na nogach kalosze z pianki Eva, i but wyhamował nieco te widły, więc skończyło się na krwiaku. Faktem jednak jest, że patrząc, jak rośnie i się rozlewa, to wieczorem już pewnie żadnych butów nie założę. Na szczęście, już trzecie, zamknęłam już Ziokołka w izolatce, z wodą i sianem, a ziarka i warzywa dostała wcześniej, więc ostatecznie mogę tam tylko zajrzeć na chwilę, w jednym bucie lub boso. Ten but ma już dwie dziury – jedną w podeszwie, bo nadepnęłam na gwóźdź, a teraz drugą od wideł).

          • Leśna Zmora

            I teraz się czuję winna, że Ci wjechałam na ambicję :( .

          • kanionek

            :D
            Nie no, wiadomo, że żartowałam. Jeśli już, to możemy zwalić winę na cycek Ziokołka, bo to częściowo przez niego jestem nieco zmęczona psychicznie. No i gra w turboszachy z Sondą, ŁAzikiem i Pasztetem, oraz fakt, że jakoś tak niby sypiam, a się nie wysypiam ;)
            A właśnie, z Sondą i Zagładzikiem jesteśmy już umówieni na odpowiednie zabiegi. O ile do tego czasu nie utnę sobie nogi, ręki, czy głowy.

        • Cma

          Rutinoscorbin wcinaj, uszczelnia naczynia krwionośne.
          Dobrze, że nie doszło do przecięcia skóry, takie widły to siedlisko paleczek tężca może być.

          • Cma

            Przepraszam, że tu z takimi truizmami do eksperta od wszelkiego rodzaju samouszkodzeń.

          • kanionek

            Nie no, nie gniewam się – a może czyta to ktoś, kto jest mniej świadomy, a równie narażony?
            Jeśli chodzi o tężec, to ja mam zawsze “obsraną zbroję”, gdy sobie coś wbiję, i od lat “udaję się” po szczepienie. Teraz też szybko zdjęłam but, żeby zobaczyć jak głęboko ten ząb wszedł (przy płytkiej ranie ryzyko zachorowania jest znikome, łatwo ją przepłukać, jest dostęp tlenu), bo po samym bólu ciężko się kapnąć. Ulga, jaką odczułam zobaczywszy, że mam tylko małe wgłębienie w skórze, była kolosalna. Za to boli teraz jak Sam Skurvenson :)
            No i fakt, że łatwo się siniaczę i obrzękam, ale z drugiej strony – ja te widły wbijałam z niemałym impetem (gdyby tylko na mnie spadły, przy samym udziale grawitacji, pewnie nawet buta by nie uszkodziły), więc na to rutinoscorbin też by chyba nie poradził.

          • Cma

            Widziałam kiedyś ranę po wbiciu wideł w goleń: kolega odbierał i ładował na furę baliki siana stojąc pod wejsciem na stryszek nad oborą, z którego gospodarz te baliki zrzucał. Jeden tak poleciał, że trafił w widły, które kolega trzymał w gotowości. Widły wcześniej używane do obornika. Rana była głęboka na jakiś 1,5 cm. Wlali mu w te dziurkę spirytusu. Potem pojechał na pogotowie.

          • kanionek

            Matko droga, SPIRYTUSU?! No ale tak to bywa na gospodarstwie, że spiżarka jest jednocześnie apteczką – spirytus do odkażania i kapusta na okłady, a potem znów spirytus, tym razem doustnie, przeciwbólowo ;)

          • kapelusznik68

            Kanionku, czy jesteś już popularna na SORZE? Mój znajomy zrobił furorę bo złamał sobie obie kości podudzia siekierą (obuchem nie ostrzem) i na wypisie ze szpitala ma wpisane – rana rąbana. Podobno jak jedzie na kolejną kontrolę to personel medyczny zbiega się zobaczyć delikwenta co zajechał z raną rąbaną. Widać w mieście to jednak atrakcja nawet na ostrym dyżurze chirurgicznym. A przecież pracują tam ludzie co już nie jedno widzieli.

          • kanionek

            Pewnie byłabym znana (np. jako “baba z widłami w stopie”), ale daj spokój – najbliższy SOR jest 20 km stąd, czyli w obie strony 40, a to jeszcze trzeba brać pod uwagę stan drogi gruntowej, albo stan samochodu, więc – że tak zacytuję pewnego hodowcę bydła z dalszej okolicy – “Komu by się chciało z tym pierdolić?” ;)

          • kapelusznik68

            Czyli jednak w dużym mieście łatwiej zostać gwiazdą.

    • Ynk

      eee…. czy owoce morza (w zupie) liczą się? Wieeem, że nie … :-( Ale poniedziałek u mnie dniem bezplackowym jest (sorry, Kalendarzu). Jutro będzie. Kruchy. Z jabłkami (Alwa lub Eliza, bo najsmaczniejsze teraz).

      • kapelusznik68

        Biorąc pod uwagę nieskończoną ilość odnóży u owoców morza to zaliczam. To prawie jak niekończona liczba Pi.

        • kanionek

          To może leżenie plackiem też się powinno zaliczać? (Poleżałabym)

          Ziokołek ma się coraz gorzej. Dzisiaj to już nawet jabłek z marchewką ledwie garść zjadła, siana tylko powąchała, garść ziarek, i to wszystko. Uderzyliśmy do naszej ostatniej deski ratunku, tego weta, który robił sterylkę Żółtemu i który nigdy nas nie zawiódł, jeśli chodzi o psy. Bo to właśnie wet od psów, kotów, królików i innych małych zwierząt. Ale ma też swoje kozy (przygarniaki, nie żadna tam hodowla) i jakieś poturbowane przez życie krowy i tym podobne bydlęta, więc zadzwoniłam z pytaniem, czy podjąłby się amputacji połówki albo wręcz całego wymienia. Mówi, że raczej nie, ze względu na problematykę anestezji. Ja to wiem, już czytałam (znowu przeczytałam kilometry opracowań i raportów medycznych), anestezja jest trudna u kóz, bo nie ma jak odprowadzić gazów ze żwacza, gdy koza leży do góry nogami. Trudny temat. Generalnie da się zrobić, ale ryzyko duże i nie wiem, czy w Polsce ktoś w ogóle takie zabiegi przeprowadza (sama amputacja to pikuś, pooperacyjnie kozy się łądnie goją itd., ale kwestia odpowiedniego znieczulenia i krótkiego czasu na wykonanie zabiegu wymaga doświadczenia).

          Nasza wetka w ogóle nie słyszała nawet o takich zabiegach, a że sama by się tego nie podjęła to wiedziałam jeszcze zanim ją zapytałam, no ale kto pyta…
          Ostatnim rzutem na taśmę pojechaliśmy do Elbląga po siatkę zastrzyków (4 x antybiotyk, 4 x meloksykam przeciwzapalnie i przeciwbólowo) i tubkę leku dowymieniowego (wcześniej podawane dowymieniowo antybiotyki gówno zdziałały, ta tubka zawiera cefalosporynę 4 generacji; na tym już się chyba kończą opcje). Wróciliśmy przed osiemnastą, zrobiłam Ziokołkowi dwa zastrzyki, próbowałam nakarmić, i teraz znów możemy tylko czekać.

          • Ynk

            Trzymam kopytkowe kciuki za Ziokołka-Tradycję. Trzymam, nie puszczam.

          • Leśna Zmora

            Jakbyś się jednak przełamała i założyła Facebuka – jest grupa Goat Vet Corner, gdzie na pytania odpowiadają weterynarze specjalizujący się w kozach. Poza tym mogę polecić Ani Beee Ani Meee (mam nadzieję dobra liczba samogłosek), to jest studentka albo już młoda pani weterynarz specjalizująca się w małych przeżuwaczach.

            Albo możesz opisać elegancko po angielsku co i jak i podesłać mi, a ja wrzucę i potem odeślę co mądrego napisali.

          • kanionek

            Dzięki, Zmora :)
            Wolałabym, żeby ktoś to po prostu obejrzał, pomacał, ocenił profesjonalnym okiem, bo wiecznie tylko opisuję lekarzom co i jak. Ale jeśli obecne leczenie nie będzie przynosiło wyraźnych skutków, to się do Ciebie zgłoszę (nie wiem, czy ogarnęłabym fejsbuka – medium się rozrosło, a ja się uwsteczniam). Na razie Ziokołek wyraźnie CZUJE SIĘ lepiej, ale obrzęk się nie zmniejsza. To, co zdajam z tego cycka, nie nadaje się do opisania. A zdoić mogę i tak ledwie 100 ml max, reszta nie przesiąka do strzyka. Stąd wczorajsze “odbarczenie” przy pomocy skalpela, w takim miejscu, gdzie skóra już zaraz sama by pękła. Ale miałam Wam nie truć szczegółami.

          • Diuk

            20 lat temu jeden weterynarz amputował mojej kozie wymię. Operacja trwała 2 godziny. Pacjentka przeżyła.

          • kanionek

            Ja wiem, że takie operacje się przeprowadza, ja już nawet czytałam JAK. Tylko kwestia kto się tego podejmie. Jeden wet, uznawany za dobrego, na pytanie “czy by się pan podjął”, odpowiedział: “Może bym mógł, ale nie wiem, czy by mi się chciało”. Drugi, do którego mam zaufanie, a on ma własne kozy, woli nie ryzykować, bo raz mu jego własna koza zeszła podczas operacji na żuchwie. Trzeci nawet o czymś takim nie słyszał, a reszcie to ja bym nie pozwoliła moich kóz nawet uczesać. I tak to.

          • kanionek

            Mamy za sobą iście szalony tydzień (nie tylko z powodu owsa) i na razie pół tony owsa w Różowym, kolejne dwie tony mają dojechać w ciągu tygodnia. “Tylko” tysiąc zł za tonę. Spanikowałam i sprzedałam kaczki. Ich utrzymanie kosztowało blisko 2 tys. zł rocznie, a ceny zbóż na jesień mogą jeszcze wzrosnąć. Mam doła z różnych pwoodów, które się jakoś tak nałożyły. Znowu dopadło mnie jakieś takie zmęczenie każdej komórki ciała.
            Ile balotów wchodzi na taką przyczepkę? ja mam stałe zapotrzebowanie roczne, tj. dokładnie 120 balotów, ale zawalenia sobie całego podwórka “balot przy balocie” już nie chcę przerabiać, a z drugiej strony nie chcę co miesiąc szukać siana gdzie indziej, bo ktoś już sprzedał, więc z naszym dostawcą mamy umowę na dowóz 20 balotów co 2 miesiące. On wie, że weźmiemy cały jego stock, a my wiemy, co przyjedzie (bo siano też bywa różne). Co oczywiście świetnie działa, dopóki nie zajdą nieprzewidziane okoliczności ;)

          • Leśna Zmora

            Ostatnio nam weszły 2 baloty, 20 cm więcej to i trzeci by wszedł. Gdyby największa przyczepka w wypożyczalni nie była zepsuta i ją byśmy wzięli, a nie tą ciut mniejszą, to by weszły te 3 sztuki.
            Siana w kostkach (drogo, ale jak wygodnie!) to coś koło 60 kostek dało radę upchać do tej największej (4m).

            U mnie 1000 za tonę owsa to by bardzo tanio było :( .

          • kanionek

            Ano tak się porobiło. Ten owies jest z otwartej wiaty, zadaszonej, ale jednak otwartej, więc i marzł zimą i wilgotność ma wyższą, niż byśmy chcieli, ale nie czas marudzić, gdy ceny rosną, a zbóż ubywa (kto wysiał, ten nie ma, kto ma, to chce sprzedać, żeby zwolnić sobie miejsce). Kozy jedzą, a one są dla nas najlepszym testerem jakości – jak raz nam się udało kupić owies ze sporyszem (dziś nawet rolnicy nie wiedzą, co to jest, a jest to śmiertelna trucizna), to kozy powąchały i nie chciały. Oczywiście zostaliśmy zrobieni w balona, bo owies najpierw oglądaliśmy, a jakże, tyle że połowa transportu zawierała ten oglądany, a druga połowa już taki “spod lady”. Dam sobie łeb obciąć, że facetowi odrzucili to ziarno na skupie (są bardzo, ale to bardzo rygorystyczne normy odnośnie zawartości sporyszu i dopuszczalne są ilości podawane w ułamku procenta), a że nam sprzedawał w workach, to wiadomo, że każdego nie będziemy otwierać i przesiewać. Całe szczęście, że drób nie jest wrażliwy na te toksyny i kaczki z kurami “posprzątały” to trefne ziarno, ale mieliśmy problem, bo każdy worek trzeba było przesypać i przejrzeć pod kątem charakterystycznych “ziarek” sporyszowych. To jedna z tysiąca wspaniałych przygód, októrych Wam nie pisałam, ale zawsze, ZAWSZE są jakieś problemy.

        • kapelusznik68

          Zaliczymy wszystkie możliwe warianty, tylko niech już będzie lepiej Zikołkowi.

          • kanionek

            Tu Wam odpowiem (dziękując wszystkim za dobre słowo). Byłam u niej wczoraj w nocy, kontrolnie, już ładnych parę godzin po podaniu zastrzyków. Podałam jej wodę (niechętnie się sama przemieszcza), dziabnęła trochę jabłka, garść siana. W pewnym momencie, gdy tak stała skulona, nie chcąc już jedzenia, zaczęła się trząść jak osika. Poleciałam po termometr – niby nie tak źle, bo 39,5, ale to mógł być początek wzrostu. Posiedziałam z nią jeszcze, zostawiłam ją okrytą polarem, ale tak, żeby mogła go bez problemu zrzucić i się w niego nie zaplątać, gdyby jednak chciała zmienić pozycję czy gdzieś pójść (rano polar był już elegancko wdeptany w ściółkę i ochrzczony na bogato).

            Możecie sobie pewnie wyobrazić, jak ja idę do koziarni rano w takich przypadkach. Z duszą na ramieniu, bojąc się najgorszego, ale zaklinając najlepsze. Dziś rano jak zobaczyłam, że Ziokołek stoi sobie spokojnie na górce, to huk kamienia spadającego mi z serca było słychać w sąsiedniej wsi.
            Wzięłam ją na podwórko, nakarmiłam sianem z ręki (jak koza nie ma apetytu, to trzeba z siana wybierać co lepsze “kąski” – najzieleńsze, najwonniejsze i najlepiej żeby jakieś liście były wplecione w całokształt), zjadła też znów jedno jabłko i pół marchewki, naskrobałam jej kory wierzby (korę wcinała z ochotą), i było po jedzeniu, ale odniosłam wrażenie, że wzrok miała bardziej przytomny niż wczoraj i zdecydowanie lepiej chodzi (pewnie ten meloksykam złagodził ból).
            A że to nie pierwsza taka wiosna, gdy mam kozią rekonwalescentkę na “ręcznym karmniku”, to już wiedziałam, że muszę wziąć czyste wiaderko i udać się do lasu, celem węszenia w ściółce za nowalijkami. Po drodze naciachałam pozostałym kozom gałęzi świerku i przerzuciłam im przez pastucha na łąkę (wiecie, że kozy widzą prawie dookoła głowy? Nigdy nie przegapią Kanionka miotającego gałęziami) i już 40 minut później miałam niecałe pół wiaderka perzu i jakiejś innej trawy, skubanej dosłownie po ździebełku, liści jeżyn, kory wierzby, pędów sosny, liści dzikiej marchwi i jakichś niezidentyfikowanych listeczków, co ledwie łeb z ziemi wychyliły. No i trochę młodej pokrzywy – tak młodej, że jeszcze fioletowej.
            Nie jest łatwo być kozą, gdy się nią nie jest na co dzień, ale wiedziałam, że warto się pomęczyć – Ziokołek opędzlowała moje zbiory w dwie minuty. Zawsze coś.

            Zrobiłam też dziś częściowe odbarczenie tego cycka (dostaliśmy w tym celu od weta śliczny, malutki skalpel). Oszczędzę Wam obrzydliwych szczegółów.
            Powtórka z zastrzyków w piątek (w sumie mamy intensywną kurację przewidzianą na 12 dni), potem poniedziałek i czwartek. W międzyczasie jeszcze 2 x tubka dowymieniowo. Oby wszystko poszło w dobrą stronę. Żałuję, że posłuchałam tej naszej dyżurnej wetki, a pytałam ją dwa razy, czy aby antybiotyk w zastrzyku nie był sensownym posunięciem, a ona twierdziła, że nie. A ten karprofen w zastrzykach, który zaleciła i który raz już podałam, to ten nasz zaufany wet skwitował trzema słowami: kompletnie bez sensu. Po prostu marnowaliśmy czas. Zresztą, szkoda gadać.
            Nie ukrywam, że trzymam się nadziei jak skoczek spadochronu; może nie stłukę sobie tyłka.

  • Becia

    U człeka amputowac cycka łatwo , szkoda że u kozy nie.. trzymam kciuki za Tradycję. Oby było dobrze…

  • Cma

    Ziokołku, Tradycji kochana, trzyma się i zdrowiej. Wiosna idzie, tyle zielonej, soczystej trawy, tyle innych dobroci z ogródka kanionkowego. Zdrowiej, kochana ♥️

  • Willow

    Jeżu kolczasty, jakby mało Kanionkowi wiatr w oczy wiał…Trzymam nie tylko kciuki ale wszystko co się da. Jak tu tyle Kóz wszystko trzyma to musi być lepiej
    Kanionku jestem z Tobą, buziaki

    • kanionek

      Dziękuję, Willow :-*
      (A propos wiatru – dawno nie wiało, pogoda była piękna przez kilka dni, a dzisiaj pochmurno i takie mgły, że rano i wieczorem drzew nie było widać. Małyżonek sprawdzał mapki meteo i okazało się, że to tylko nad nami, taki kocyk kilka kilometrów wzdłuż i wszerz, a tak poza tym wszędzie było słonecznie).

  • Buka

    Rozmroziłam ser prowansalski. Czy wiecie, co było na jego spodzie? Kwiatek. Pomarańczowy, z żółtym środkiem. I nagle zrobiło się ciepło, miło, dobrze i bezpiecznie. Czego wszystkim życzę.
    Wyszło słońce (z sera).

    • kanionek

      O matko, z badylkiem i wonną rabatką! Takich serów było zaledwie kilka sztuk (ten kwiatek to nagietek), jakoś mnie wtedy wena artystyczna naszła, ale nie sądziłam, że ktoś tę niespodziankę odkryje dopiero w marcu następnego roku :D
      (A że ożywiłaś właśnie ogrodowe wspomnienia to znowu dotarło do mnie, że jest połowa marca, a ja nie mam ani jednej sadzonki niczego. I cebulę dymkę miałam zamówić. Ubiegłoroczna była doskonała, nadal mam około 6-7 kg, a trzyma się pięknie i wygląda tak, jakby była zebrana 2 tygodnie temu)

  • kanionek

    Już dam dziś spokój Ziokołkowi – byłam u niej przed chwilą z wodą, pod pyjek dałam sianka (zaczęła skubać), leżą sobie z Kasią w jednym pokoiku, w świętym spokoju, a każde moje najście z latarką wzbudza niepotrzebnie zainteresowanie innych kóz (a bo może mam coś w kieszeni, a bo trzeba się o moje plecy poczochrać). Niech śpią.

  • mp

    Trochę boję się tego milczenia, ale zapytam- Kanionku, czy kuracja Tradycji przyniosła dobre efekty ?

    • kanionek

      Powiem po staropolsku: jest *ujowo, ale stabilnie. To znaczy, że jednego dnia Ziokołek ma lepszy apetyt i więcej wigoru (jak wczoraj), a drugiego znów stoi jak wieszak na ubrania i kontempluje ściółkę. Mamy wrażenie, że obrzęk nieco, NIECO się zmniejszył, ale to może być złudzenie – widzimy ten cycek codziennie i może po prostu nam się wydaje mniejszy. Jesteśmy jakoś za półmetkiem terapii – w czwartek ostatnie zastrzyki, które mają działać 72 godziny, czyli niby do niedzieli. Obawiam się takiego obrotu spraw, że dopóki działają antybiotyki i nlpz, to status quo jest utrzymane, a jak przestaną działać, to wszystko znowu się wykrzaczy. No ale to się okaże.
      Ja od wczoraj znowu jadę na tabletkach, na śsniadanie, obiad i kolację. Przed nami wyjazd na kastrację i sterylkę w poniedziałek, no i szał pakowania kalendarzy (jeszcze ich nie mam, ale wiadomo, że kiedyś przyjdą). Dobrze, że pogoda się do nas uśmiecha, a mogło być szaro, mokro i do dupy, więc nie narzekam.

  • Ania W.

    I jak tam na froncie? Ziokołek lepiej…? Tyle dobrych myśli do Was leci, że musi być lepiej, No musi!

    • kanionek

      No dzisiaj mogę już z całą pewnością powiedzieć, że cycek się zmniejszył wyraźnie, choć wciąż jest duży i twardy. I jeszcze sobie małpa rozorała skórę zębami tam, gdzie mogła dosięgnąć (może ją bolało, może swędziało, a może ogólnie wkurwiało, a może sama chciała sobie ten cycek odgryźć), widok makabryczny, krew na nogach (wyglądało gorzej, niż to było warte), więc dodatkowe robótki z myciem i dezynfekcją, tylko po to, żeby znów sobie zaczęła tam grzebać. No kagańca jej nie założę. Dopóki jest pod wpływem penicyliny ze streptomycyną, to się nie martwię, ale kiedyś trzeba skończyć z antybiotykami.
      Co gorsza, i ja i Małyżonek równocześnie odnieśliśmy wrażenie, że z tej zdajanej wydzieliny zaczyna się przebijać zapach mleka :( Ten cycek jest szalony, mówię Wam. Demon go opętał. Ja NIE CHCĘ, żeby Ziokołek produkowała mleko. Pragnę, by się wyleczyła i zasuszyła, i już do samej śmierci, oby odległej, była pasożytem, nierobkiem, zakałkiem i tłustym leniuchem. Bo wolę to, niż żeby cierpiała (już nie wspomnę o nas, dodatkowej pracy, wydatkach, bo to naprawdę mniej ważne) i straszyła samym swym widokiem.
      No ale dobra, dobra. Trzymajmy się ramy oraz faktu, że obrzęk się zmniejsza.

      • wy/raz

        Może ona działa zgodnie z instynktem. I choć jak pisałaś nie była dobrą kozomatką czegoś jej brak. Może tego, że nie została jedynaczką? Patrz, jednak dojąc kozy poświęcasz na to czas. A Tradycji nie doisz. Ja powyższe rozumiem, ale nie wiem czy koza rozumie.

        Cieszę się, że jest lepiej. Bałam się otworzyć stronę.

        • kanionek

          No ale od dłuższego już czasu kozy doi dojarka obsługiwana przez Małegożonka i to on ma u nich fory, bo sypie ziarka, cycki myje, dobre słowo rzuci do futrzanego ucha, a Kanionek? Kanionek to podła kreatura, co robi zastrzyki, kradnie kopytka, wywraca powieki na lewą stronę, wciska do pyszczka jakieś paskudne substancje, polewa futerko śmierdzącym płynem i w ogóle…
          (Trochę jak w rodzinie z dziećmi – matka to każe lekcje odrabiać, pokój posprzątać, zjeść brukselkę i uszy umyć, a tatuś pogra w grę, weźmie na ryby i odwali czasem jakiś śmieszny numer).

      • Leśna Zmora

        Może zdajanie stymuluje produkcję mleka (tzn. wiem, że normalnie tak, ale teraz to Ziokołek wyskoczył z normy jak na ten dach za młodu ;) )? No jakby nie było – lepsze mleko niż jakieś diabli wiedzą co, w końcu ono powinno lecieć z wymienia.

        Robiliście posiew?

        • kanionek

          Nie robiliśmy, bo nawet nie wiem gdzie się z takim czymś udać. Nasza wetka wzrusza ramionami na takie dziwne pomysły. Co by jednak z posiewu nie wyszło, przerobiliśmy już chyba wszystkie bakteriobójcze substancje dostępne na rynku.
          Dzisiaj znów zmiana – nie ma zapachu mleka, nie ma ropy, znów jest różowy płyn o konsystencji wody. I znów widać wyraźne zmniejszenie objętości cycka. I znów Ziokołek wygryzła sobie krater. Karuzela co niedziela.
          Laktacji jednak się obawiam z tego powodu, że Ziokołek osiągnęła już sylwetkę komiksową, tj. nie posiada trzeciego wymiaru. Gdy na nią spojrzeć od tyłu lub przodu, jest kreską. Gdyby teraz zaczęła produkować mleko, zniknęłaby po tygodniu.
          Humorek jednak wyraźnie bardziej jej dopisuje – od wczoraj sama dopomina się drapania po grzbiecie (drapię), rzuca złym okiem na inne kozy, a z jedną nawet przez chwilę posiłowała się na durne łby. Wyleguje się w słońcu, z Kachną u boku, a ja tylko sprawdzam prognozy co do siły wiatru, bo wiecie, jak powieje 50 na godzinę, to może ją zdmuchnąć do stawu.

          • Leśna Zmora

            Jest Zakład Higieny Weterynaryjnej w Gdańsku na Kaprów i w Olsztynie. Jako że obydwa te miejsca to tak średnio po drodze – możnaby się w lokalnym PIW zapytać gdzie oni to wysyłają i czy ewentualnie byłaby możliwość coś im dorzucić do koszyczka.

            (Ogólnie bardzo tulę itp. – kozy nie dość że wrażliwe zwierzaki, to jeszcze specjalisty ze świecą szukać :( ).

  • mp

    I jak wygląda sytuacja z Ziokołkiem ? Ma szansę wykaraskać się nasza Seniorka ? Pewnie wszyscy tutaj nerwowo trzymamy za nią kciuki.
    A maleńtasy tegoroczne ? Jak sobie radzą ?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.