Jesienna śledziona i inne odkrycia, czyli o ptakach drapieżnych

(…)

Stubarwne kwiaty liżą rosę –

leśne łzy

Pajączek wił swą sieć

maleńki robaczek w nią wpadł

W zarannej topieli

drapieżny ptak wzbił się do lotu

wysoko

wysoko

wysoko

(…)

Fragment utworu “Niewinność” grupy KAT, 1993

– Co tu tak śmierdzi okropnie, jakby ktoś umarł i nikt się nie zgłosił po ciało?

No tak, Małyżonek nigdy nie był wielkim fanem procesu kiszenia.

No więc po pierwsze – ja wiem, że ten kawałek Kata już był, ale każdego roku, gdy tylko poczuję jesień w kościach, to zaraz myślę o tym pajączku, sieci, mgle, zimnej rosie i śmierci. Po drugie – dawno już nie zachęcałam do słuchania szatanistycznej muzyki, więc niniejszym serdecznie zachęcam, bo we wsi gadają, że lata już w tym roku nie będzie, a co Was tak skutecznie ciepełkiem otuli, jak żar ogni piekielnych, no co? Kocyk z piżamką mogą się schować.

A po trzecie, w kwestii Waszego zapotrzebowania na komiksy, to ja bardzo chętnie, ale ta trupa aktorska z Leśnego Cyrku nie zawsze chce grać i pozować do zdjęć, a do tego ostatnio wciąż gadają jak nakręceni o gaży wypłacanej w parówkach z Biedry po sześć złotych za kilogram, i ja przez długi czas nie wiedziałam, skąd oni mają jakiekolwiek informacje o promocjach handlowych Biedronki, ale teraz już wiem, bo byłam u pani Żozefin zostawić paczki dla kuriera.

No i pani Żozefin, wyobraźcie Państwo sobie, codziennie chodzi na grzyby, które są okropnie robaczywe, jak cały ten rok zresztą, no i raz nazbierała mnóstwo borowików i jeden pan chciał kupić, ale pani Żozefin nie chciała pieniędzy, tylko coś dla Cykana, bo to dzięki Cykanowi ona się czuje bezpiecznie w tym lesie i w ogóle, no i ten pan przywiózł Cykanowi 5 kila parówek z Biedronki, po 6 zł za kilogram! No i teraz wszystko jasne – Cykan codziennie, po drodze na te grzyby, przychodzi pod naszą bramę, żeby sumiennie obsikać moje dynie i rokitnik, a przy okazji musiał się Żółtemu pochwalić tymi parówkami, no i teraz ja nie mam świętego spokoju (to znaczy nigdy nie miałam, ale teraz nie mam jeszcze bardziej), i tłumaczę pieskom, że niestety, ale parówkowym skrytożercom mówimy stanowcze, zdecydowane NIE, a oni mi na to, że “ale on tak pięknie o nich opowiadał”, ten Cykan, i że oni jeszcze nigdy nie jedli takich wspaniałych parówek zrobionych z biedronki, a Pasztedzik to w ogóle tylko muchę na dziko jadł, i to ledwie w całym życiu dwa razy.

Tak, to widać.

No więc mam bunt na pokładzie, i co zrobisz? Oraz wiem, że psy nie powinny jeść parówek, zwłaszcza takich po sześć złotych za kilogram, ale mogę Was zapewnić, że Cykan ostatnio wygląda jak pączek w maśle. Nie tylko nabrał stosownej masy, dostaje tabletki na kleszcze i futro ma eleganckie, ale – przede wszystkim – wygląda na szczęśliwego. Każdego dnia robi dziesiątki kilometrów po lesie (pani Żozefin trochę mniej, ale wiadomo jak to jest z psami – zanim się człowiek wokół własnej osi trzy razy obróci, to one zdążą trzy wsie oblecieć, gęś komuś z piór obedrzeć, nastraszyć starego Reksia, obsikać dynię Kanionka i jeszcze koszyk prawdziwków w locie zebrać). Już nawet nie wspomnę o tej mrożącej krew w żyłach historii sprzed paru dni, gdy Cykan ukradł ze stołu i zeżarł cichaczem ponad kilogram kotletów schabowych, przeznaczonych dla ekipy remontującej dom pani Żozefin. Ekipa bez obiadu, pani Żozefin lekko wkurwiona, Cykan wyklęty od wszystkich diabłów najgorszych i zawszonych, ale co pojadł, to jego.

Wracając zaś do jesieni, to owszem, nawłoć już złoci krajobraz swoim wonnym kwieciem, a wrotycz przy drodze czarnieje, zaś ja jestem wróżka i znowu miałam rację. Co do tego, że chytry dwa razy traci i że kara mnie nie ominie. Otóż każdego roku, tak mniej więcej w połowie sierpnia, zaczynały się u mnie zbiory pomidorów, prawda? I trwały czasem i do października, prawda? No, to w tym roku właśnie się kończą. Koniec. Nie ma. Zaraza to jedno, a fakt, że w Świątyni Pomidora 90% krzaków zawiązało tylko pierwsze grona, bo potem było za gorąco, to drugie. W tunelu foliowym sprawy wyglądały dalece bardziej obiecująco, pomidor D’Abruzzo narodził owoców od stóp do głów, Big Brandy to samo, a obydwie te odmiany mają pomidory ważące po co najmniej pół kilograma, no i oczywiście, że zjadła je zaraza ziemniaczana. Za to w polikarbonacie zarazy nie ma, ale owoców też nie, bo się nie zawiązały. Ha ha! Ja wiedziałam, że tak będzie. Dwa tunele i milion sadzonek, a teraz mogę sobie zrobić passatę z folii i poliwęglanu (no dobra, trochę narobiłam, i może jeszcze parę sztuk zdąży dojrzeć, o ile kiedyś w ogóle jeszcze wyjdzie słońce!)

Za to ratatuja mogę sobie zrobić z patisona, chociaż go w tym roku nie uprawiałam, bo…

Odkryłam niedawno kolejną jabłonkę w lesie i któregoś wieczoru wybrałam się do niej po jabłka dla kóz. Idąc do lasu odkryłam Gnidę, która wsadziła łeb w siatkę ogrodzeniową i tak sobie stała, wyżerając zielsko z naszego podwórka, i ani “bee”, ani “mee”, żeby przypadkiem nikt się nie dowiedział. Idąc zaś do Gnidy, żeby ją uwolnić, bo przecież w nocy komary by jej dupę odgryzły, odkryłam to:

No i wszystko fajnie, ale od trzech wieków już pada deszcz, jest zimno, wszystko mnie boli, a przed nami znowu osiem miesięcy zimy. No nie powiem, lekki spleen.

Dobrze, że choć do serów nasuszyłam pomidorów (koktajlowe, najlepsze):

I bazylii czerwonej, która nie jest czerwona, tylko taka bardziej w kolorze roztworu nadmanganianu potasu:

Ładnie się prezentuje w serze:

I świeży tymianek też:

Ostatnie wiadro ogórków gruntowych oddałam pani Żozefin, bo już na ogórki nie mogłam patrzeć, a na zbiór wciąż czekają seler, marchew i buraki. Marchew i buraki siałam 1 lipca, w najgorszy upał, mamrocząc pod nosem coś o kretynkach opóźnionych w rozwoju i robocie, a była to – o dziwo – dobra decyzja, bo siewki wyszły z ziemi po trzech dniach i rosły jak szalone. Miałam je zbierać pod koniec września, ale teraz, po tych wszystkich deszczach, to one chyba pękną.

Ach tak, miały być ptaki drapieżne:


PS. Wstałam dziś rano, zdążyłam wypić kawę i nawet odzyskać przytomność, a pieski wciąż udawały, że śpią jak zabite. Zawołałam więc w przestrzeń, z intonacją optymistycznie wznoszącą, że może by jakieś pieski chciały iść na siku, i wtedy powoli zaczęły się wynurzać spod kołder i biurek, merdając niemrawo ogonami. “No to chodźcie!” – znów wołam przymilnie, i prowadzę je za sobą, otwierając jedne drzwi (do korytarza), drugie drzwi (do sieni), i wszystko szło dobrze, dopóki nie otworzyłam ostatnich drzwi – na deszcz i zawieruchę. Wtedy bowiem pieski zrobiły “w tył zwrot” i wycofały się do korytarza, patrząc na mnie z niemym wyrzutem, jakbym im dała na obiad kotlety z cieciorki.

– Nie chcecie wyjść na siku?! – pytam z udawanym niedowierzaniem.

– Chcemy – odpowiada Żółte, – ale nie za te drzwi z deszczem. Otwórz nam te ze słońcem.

– Ludzie kochani, a skąd ja wam wezmę drzwi ze słońcem? Gdybym ja miała drzwi ze słońcem, to nawet bym ich nie zamykała, bo niby po co?

– Ta, nie zamykała… A lodówkę to jakoś zawsze zamykasz.

– No tak, ale lodówka to co innego!

– Jasne, co innego, tylko że też ma drzwi ze słońcem, a nawet z mięsem!

– To nie żadne słońce, tylko zwykła żarówka.

– A kwestię mięsa to już wygodnie przemilczałaś, nie? Małyżonek miał rację.

– Co, jaką rację? I w ogóle wychodzicie, czy nie, bo tylko komary do domu wlatują!

– Sama sobie idź.

No i sobie poszłam, bo kury i kaczki ktoś musi obsłużyć, kartony do wysyłki serów przynieść, worki z wodą w zamrażarce w Różowym porozkładać…

– Pogoda taka, że psa z domu nie wypędzisz – mruknął pod nosem Małyżonek, idąc do koziarni z kanką i przewodem mlecznym.

(To znaczy przepraszam, że jest mało zdjęć, bo ja mam mnóstwo zdjęć, ale dzisiaj już kasa nie wyda, fabryka nie wyrobi normy, nie mam już czasu i siły, a jeszcze muszę kilka razy przewinąć ser Cotswold cebulowy pod prasą, choć bób mi świadkiem, że nogi mi z rzyci wychodzą i chcę już tylko spać, choćby i na deszczu).

PSS Społem: I w ogóle to trochę Wam zazdroszczę, bo Wasze dzieci jutro pójdą do szkoły, a moje nie, moje nigdzie nie pójdą, NIGDY. “Zawsze tam gdzie ty, la la la”, jeśli nie obgryzają mi włosów za plecami, to są pod moimi nogami, albo dyszą mi w kołnierz, albo ciągną za rękaw i za nogawkę, albo siedzą na dachu i wyją: “miauuuu!”, albo na przykład chyba mam pękniętą jedną kość śródstopia, dzięki uprzejmości kozy Tereski.

A weź daj Pasztetowi piórnik, to albo go zeżre, albo będzie w nim trzymał zdechłego szczura.

56 komentarzy

  • jagoda

    Heeej! pierwsza!
    a tera lece czytać i pozdrawiam.

    • kanionek

      Ja też pozdrawiam wszystkich rodaków koziaków, dopiero teraz dorwałam się do kompa, bo miałam dzień z urwaniem dupy i bólem głowy (4 tabletki chlup, w ten głupi dziób, bo nie ma opcji, żeby w najgorętszym okresie sezonu po prostu leżeć i zdychać).
      Po ilości zamówień, jakie dzisiaj spłynęły, widzę, że jak tylko pozbyliście się dzieci z domu, to od razu apetyt Wam wrócił :D
      Obyśmy się jakoś przekulali przez czwartą falę, czy co to tam teraz nadchodzi.

  • grazalpl

    Sliczny wpis!
    Jak bedziesz kompletowac wyprawke szkolna dla dzieci to daj znac :DDD

    • kanionek

      Co tam wyprawka – widzę, że muszę Żółtemu zakupić jakiś zestaw “Małego Inżyniera”, bo co rusz wyciąga Małżonkowi jakieś elektroniczne graty z garażu, części i podzespoły, elementy i szczątki, i coś chyba będzie budowało. Widać na ogrodnictwie się jego pasje nie kończą.

  • Aliwar

    Na podium??? U nas tez od rana leje od jutra ma przestać padać …. cały czas na to czekam 😉

    • kanionek

      Myśmy się doczekali! Ale w nocy musiało mocno powiać przez chwilę, bo wierzbę na Małej Łące wywaliło (już ją koziołki oskórowały do kości).

  • Ania W.

    Dzieniobry! Ja poza pudlem, czwarta, ale i tak dobrze jest. No cudne te kanionkowe zwierzaki…

    • kanionek

      Nie martw się, ja zawsze jestem ostatnia :D
      A jesli chodzi o zwierzaki, to jak zawsze powtarzam – one są najcudne, gdy nieruchome na zdjęciu. W wersji “live” są jak Wikingowie w podbitej wiosce :D

  • kapelusznik68

    Ładne masz kolory i deszczu nie pokazałaś. A ten pierwszy od much to Laser, taki posiwiały?

    • kanionek

      Taak, posiwiały i POGRUBŁY! Słowo daję, on już nic nie robi, tylko żre i śpi. Zmniejszyłam mu dzienną porcję, ale i tak tyje, a mniej mu już dawać nie mogę, bo mi w nocy odgryzie nogę. Ma 14 lat, więc w sumie nic dziwnego, że już mu się nie chce skakać po balotach, ale nie chciałabym, żeby się nabawił problemów wynikających z nadmiernej tuszy. Ważył kiedyś 15 kg, a jak byliśmy z nim u weta w ub. roku to już miał 22.
      No nie pokazywałam deszczu, bo deszcz to każdy może mieć za oknem, a pszczółki w tymianku i trawnika z bazylii niekoniecznie :)

      • kapelusznik68

        Tylko nie tyje, tylko nie tyje!
        Mnie tez się wydawało, że talię zgubił w trawie ale nie chciałam być niegrzeczna. Teraz to on nie Laser tylko Trapez. No i może w końcu będzie mu ciepło w zimie. W końcu taki zimowy kaloryfer musi grzać.
        Na prawdę potrafisz zmniejszyć porcję przy kilku psach i kotach? Nie podjadają sobie z misek? A może Laserek tak nabrał ciała od tych much co je pożarł?

        • kanionek

          Koty dostają do oporu, a jeśli któryś przytyje, to tylko Jałowiec (ona najczęściej pełni wartę przy owsie, czytaj: żre za trzech i opindala się leżąc na workach, a myszy robią swoje), a z psami nie ma żadnego problemu – każdy dostaje swoją miskę i nie ma siły, żeby ktoś komuś coś podkradł, bo każdy pilnuje swojego, a jeśli któryś skończy wcześniej i spróbuje powąchać choć z daleka cudzą michę, to zaraz jest “wrrr”. Ja oczywiście przy tym jestem, więc do rozlewu krwi nie dochodzi, a gdy już wszyscy skończą jeść, to następuje rytuał wylizywania misek – każdy pies wyliże każdą miskę, choćby nie wiem jak bardzo była pusta i już wylizana przez kogoś innego. Chodzą tak w kółko od miski do miski i dopiero gdy się upewnią, że w żadnej nic nie zostało, nawet ślad zapachowy, to wtedy dopiero się rozchodzą.
          Żółte jest wyjątkiem od powyższej reguły. Czasem po prostu nie ma ochoty jeść, albo zje tylko połowę, i sobie idzie, a ja wtedy muszę przechwycić jej michę, żeby taki np. Pasztedzik nie zjadł porcji na trzy dni (bo on waży 1/4 Żółtego).

          No i pewnie, że Trapezowi nie będzie zimno zimą, bo jeszcze się tak nie zdarzyło, żeby u mnie pod kołdrą było zimno :D

  • Jolanta

    Boski kogut z kołnierzem w kolorach ognia na tle zieleni! Pozostałe zdjęcia takie, że żal , że rok ma tylko 12 miesięcy. Dialog pod drzwiami ucieszył mnie do łez. U mnie słońce świeci i nawet ciepło się zrobiło. Podobno ma tak być do końca tygodnia w Kujawsko-Pomorskim.
    Dostanę sery! Dostanę sery!!!

    • kanionek

      Dostaniesz, dostaniesz! Już nawet maila dostałaś z linkiem :)
      Tak, koguty zielononóżki są zjawiskowo piękne. A najlepsze, że jak takiego w ręce weźmiesz, to on prawie nic nie waży. Taka chodząca kupa piór ozdobnych i nadmuchanego ego.

  • Willow

    No jak cudnie z rana😁 paczam – mam od Ciebie maila, paczam jeszcze bardziej-jest nowy wpis❤ Na podium się nie załapałem bo już spałam po spożyciu alkoholu z okazji 25 rocznicy ślubu 🥂 już kurde nie te lata- 3 piwa i spać o 23🤣
    Jakie zdjęcia cudne i historia z drzwiami 🤣
    U nas dziś nawet nie leje i pogodynek w telefonie mówi że słońce pokazać się może 😁 Jednakowoż ubiegły tydzień lało jak z cebra-moje pomidory nie chcą dojrzeć A te co były lekko dojrzałe popekaly w cholerę 🤦🏻‍♀️
    A w fasolce szparagowej (mam taka niską) tarzają sie koty🤣 nic to, wolę koty niz fasolkę
    Przesyłam trochę słońca i moc buziaków

  • Teatralna

    Ech jesień. I szkoła. I w ogóle kicha. Usciskuje.

    • kanionek

      Ja też uściskuję, i pamiętaj, Teatralna, że to jest jeszcze mała kicha, w porównaniu z zimą. Cieszmy się więc małą kichą, zanim pożre nas ta wielka. Ja się staram!

      • jagoda

        Brawo Kanionek! Piękna pogoda, babie lato to i cieszyć się trzeba z tego co jest. A kichę przeżyjemy, jak co roku.
        Pozdraswiam.

  • wy/raz

    Dziś otworzyłaś drzwi ze słońcem :-). Temperatura rośnie!!! Jeszcze ze 3 wpisy i wrócą upały.

    • kanionek

      Czyli mam się brać do roboty? Czuję na barkach odpowiedzialność za losy narodu! Szkoda, że zapaść pogodowa wykończyła prawie wszystko w ogrodzie, ale słońce i ciepło się przyda i tak, choćby nam, kozom :)

      • wy/raz

        Kanionku, jeden wpis i w dzień lato. Ty masz moc sprawczą!!!

        Może uda się wpis na podniesienie temperatury w nocy? Nie nalegam, bo po tej szarudze jesiennej jestem już kontenta temperaturowo, ale jak się ma taką moc, to kto wie?

        • kanionek

          Miał być wpis w tej intencji, ale NIE WYRABIAM z czasem. Właśnie łyknęłam obiad w biegu i zaraz musimy się zbierać na tournee po wioskach w poszukiwaniu DOBREGO owsa.

  • bila

    Piękny wpis! Od razu humorek mam lepszy.
    No i…przewróciłam kartkę kalendarza, a tu…mój cytat!!!Boszsze, zawsze marzyłam, żeby mnie wydrukowali, i stało się!!!
    Dzięki, dzięki!!!

    • kanionek

      Dzięki autorkom kalendarza :)
      A Tobie za to, że mi przypomniałaś, że trzeba już kartkę odwrócić :D

      • kapelusznik68

        Kalendarz powstał dzięki wszystkim Kozom. Więc proszę się wysilać bo muszą być cytaty do kolejnego kalendarza.

  • Agniecha

    Kiedy się przeczytało, to należało by skomentować, grzeczność wymaga. A tu pustka w głowie i błyskotliwych tekstów brak.
    I u nas zaraza dopadła pomidory, więc wczoraj je zebraliśmy, czerwone do czerwonych, zielone do zielonych. Niestety, trzeba to będzie przetworzyć.
    I cholerną cebulę trzeba będzie oczyścić. I to i tamto i owamto. Szkoda, że nie jestem kozą, zamiast się zastanawiać, co z tym wszystkim zrobić, zjadłabym za jednym posiedzeniem.
    Otwieraj te drzwi ze słońcem jak najdłużej.

    • kanionek

      Drzwi otwarte i zablokowane cegłą, ale co z tego, skoro w nocy słońce nie świeci, i u nas dziś było 3,9 C.
      Nawet mi nie mów o przetwarzaniu, bo wczoraj przytargałam kolejne papryki i ogórki, a przede mną marchew, buraki, seler i kapusta. Tej ostatniej co prawda niewiele, bo jednak szkodniki sporo zjadły, no ale co jest to trzeba zebrać, żeby choć z 5 kg ukisić na zimę. Papryka zaś czeka na kolejną turę cukinii, bo ma być leczo (w końcu mam odpowiednie ilości zarówno papryki, jak cebuli i cukinii).
      Kaczuszki zjadły dziś ostatnie melony – melony, które wyglądały i pachniały pięknie, i choć były mięciutkie i pomarańczowe w środku, to jednak niesłodkie i baaardzo wodniste (kupa deszczu zrobiła swoje).
      Kozą to każdy by chciał być ;-P Może w przyszłym wcieleniu? :D

  • bila

    Aha, się mi przypomniało..
    Co robio lekarze w kuchni? Leczo…
    :)

    • Kapelusznik68

      Czemu wyjmujemy pomarańcze ze zmywarki? Bo so czyste! Może zrobimy konkurs na suchary obory. Kozy sie ucieszo.

  • zerojedynkowa

    Sto lat, sto lat niech żyje żyje nam!
    Kanionku, z okazji Twoich urodzin przyjm, proszę, SERdeczne życzenia zdrowia, czasu, sił i chęci i niech Ci się udaje to co robisz i czerp z życia to co najlepsze, albo chociaż to co Ci sprawia przyjemność.
    Buziaki i uściski

  • Willow

    Kanionku najmilszy
    Z okazji Międzynarodowego Dnia Kanionka 🎉🎈najserdeczniejsze życzenia💝- dużo słońca i ciepła ☀️, dni i nocy bez migren, siły i cierpliwości do czteronogich członków rodziny🐕🐈🐐, odpoczynku pod kocykiem z kawą/herbata/szampanem 🎂🥂🍾 i wszystkiego co chcesz 💕

  • wy/raz

    Najpyszniejszego owsa, najpiękniejszego siana, zdrowia własnego i różnołapnego, więcej chwil dla siebie, samych dobrze otwartych drzwi, żadnych dołków pod stopami, szczęścia i spełnienia. Darz bór!!!

    P.S. Tego siana też w obfitości.

    • kanionek

      Dziękuję :-*
      Siana dobrego mamy na cały rok zaklepane, ale z tym owsem wciąż walczymy – wczoraj myśleliśmy, że już mamy 6 ton, a się rano okazało, że przyjedzie jedna. No i dzisiaj znów, zaraz zarazeńko, musimy lecieć, tylko sery dzisiejsze skończę.

      • wy/raz

        Jak walka z owsem?

        • kanionek

          Dzisiaj rano przyjechało 1400 kg, na razie zabezpieczone przed zwierzątkami i deszczem na podwórku, ale Małyżonek planuje to wszystko dzisiaj wtargać do Różowego. Czarno to widzę, a raczej jego plecy. Wciąż jesteśmy na niedoczasie i jeszcze Różowy trzeba trochę uprzątnąć, ja za 40 minut muszę wracać do sera naszego powszedniego, przed 19:00 trzeba się wyrobić z sianem i wodą dla kóz, i tak o – zawsze coś. Mam kontakt do innego człowieka z owsem, niby blisko, może kupimy u niego resztę. Jak zawsze problem jest z dwiema kwestiami: pakowaniem w worki oraz transportem, ale jakoś każdego roku się udawało zabezpieczyć ilość owsa poytrzebną na kolejny rok, to i w tym się musi udać :)

          • wy/raz

            To jeszcze 3600. Prawie 1,5 tony przerzucić w dzień! A to przecież więcej, bo przesypywanie , targanie, upychanie. Dbajcie o swoje plecy.

  • ciociasamozło

    100 lat wśród szczęśliwych kóz!

    • kanionek

      100 lat to ja Drogiej Cioci na oczy nie widziałam!
      Oby wśród szczęśliwych kóz oraz Kóz :)

      • ciociasamozło

        A bo ciocia siedziała pod mułem swojego stawu, kompulsywnie czyściła kości dinozaurów i polerowała ziarenka mułu. Ale teraz bierze magiczne tabletki oraz dręczy swoim popapraniem specjalistę od tkwiących w mule i coraz częściej wychyla głowę ze stawu :)

        • kanionek

          “specjalistę od tkwiących w mule” – to taki Neptun Bagienny?
          Wyłaź, wyłaź jak najszybciej, bo – wiem z doświadczenia – w stawie zimno i mokro, i można sobie całkiem mózg rozpuścić. No ale fakt, przynajmniej te kości czyste… :D

  • jagoda

    Kanionku, najważniejsze to mieć marzenia. I tego Ci życzę, a zaraz potem życzę ich realizacji.

    • kanionek

      Właśnie miałam pisać, że ja już nie mam żadnych marzeń, ale sobie przypomniałam, że mam jedno, malutkie – żeby się w końcu wyspać, kurdebele. W sensie, że jeszcze przed nadejściem zimy. Buziaki, my zaraz musimy lecieć i czort wie, kiedy wrócimy :)

  • kapelusznik68

    kanionku, sto lat! W puchu i niech się wszystko dookoła samo robi, a Ty tak tylko dla przyjemności. Twoje urodziny przypomniały mi, nie wiedzieć dlaczego, że firanki same się nie wyślą.

    • kanionek

      Dziękuję, Kapeluszniku!
      Spoko z tymi firankami, sezon powoli się kończy, a następny daleko. Przy okazji – pan z DPD już rzucił tę robotę (widać jednak nie był tak całkiem w głowę kopnięty), jego kolega też, a nowy już na starcie wpisał w system: “błędny adres” :D I tak w kółko i od nowa, z tymi kurierami, ale nic się nie martw, najwyżej od pani Żozefin odbiorę :)

      • kapelusznik68

        To napisz który kurier jeszcze do Was przychodzi.

        • kanionek

          Listonosz, biedulek, przyjeżdża, i raz udało mi się namówić tego nowego z DPD, bo miał pakę 20 kg z paszą specjalną dla Ziokołka (bo Ziokołek ma matkę adopcyjną! Ale o tym może uda mi się w końcu napisać, jak mnie przestanie boleć łeb, i gdy już ogarnę ważniejsze zaległości), ale wiesz, oni się ciągle zmieniają, ci kurierzy, a teraz np. padało i pada nadal, i znowu wszyscy będą odmawiać, bo na drodze bagno. Ale tym się nie przejmuj, pani Żozefin mi przechowa paczkę jak długo będzie trzeba, albo w ogóle możesz wysłać zimą – może jak droga zamarznie, to będą lepsze warunki, a może Leśniczy znowu zarządzi walcowanie ;)

  • wy/raz

    Mam takie pytanie: Czy wysiewacie coś teraz czy przed zimą do tuneli?

    • Aliwar

      Rzodkiewka , sałata zimujaca , koperek , można roszponkę jeszcze … u mnie cały czas coś się zieleni…. Pietruszke wsadzam korzeń żeby na natkę była na wiosnę jak się chce zielonego to nawet na kanapki z przyjemnością 😁

  • mp

    Kanionku, spełnienia marzeń ! A one naprawdę się spełniają, mi na przykład spełniło się kiedyś marzenie Pasztecika- miałam szczura w szkolnym piórniku (tylko żywego, choć jeszcze ślepego). To doprecyzuję jeszcze – oby spełniło Ci się Twoje marzenie :)

    • kanionek

      :D
      Dobrze, że doprecyzowałaś! Dziękuję :)
      A Żółte zabrało się wczoraj za testowanie plonu ze swojego krzaka. Kręciło się i kręciło, i kombinowało wokół Cukinsona, i byłam pewna, że chodzi mu o tego zaskrońca, który od sierpnia mieszka gdzieś pod tym krzakiem i strasznie wkurwia pieski, ale nie. Tym razem chodziło o zbiory, i byłam w szoku, gdy się Żółtemu udało odgryźć tego kabaczka jak należy, i wynieść w całości w zaciszne miejsce. Potem widziałam z tym kabaczkiem Puszczaka, potem znowu Żółte, a potem Mająca. Muszę chyba zlikwidować Cukinsona, zanim się o niego pozabijają, gdy nie będziemy patrzeć.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *