Szczęśliwego nowego roku, czyli na odwal łosiem

W miliardy snów zatapiam ciało
Przeklęty chór upiorów budzi lęk
Od roku nawiedza dom
Od roku nawiedza dom
Miliardy kłów masz, wściekła
Zębami chcesz wyciąć naraz
Stalowe mury i moc
Bo przeznaczenia to noc”

Fragment utworu “Masz mnie, wampirze” grupy Kat, 1986.

 

Budka telefoniczna zbliżała się…

Tak, to już czas. Czas dać się połknąć tej budce, by w klaustrofobicznym zaciszu szklanych ścian podsłuchiwać rozmowy GŁOSÓW. Rozmowy niekontrolowane, rozmowy niekontrolowane, rozmowy niekon-tro-lo-lo-lo… Mamy cię!

Nie chciałam Wam popsuć świąt, ani przedświąt, ale co do poświąt to nie mogę niestety obiecać. Nadszedł czas zimna i ciemna (zimno – zimna, ciemno – ciemna), czas zielonego gila i uwierającego w majtkach siana (jak wejdzie pod rajstopy, to już koniec i bomba i powietrzna trąba – trzeba się natychmiast do naga rozebrać, imitując taniec świętego Wita, po czym zadrapać z wściekłości na śmierć). Czas “nie chce mi się” i “a na co to komu”. Czas wideł, wiader i węgla. CZAS BUTÓW.

Ale żeby nie było, że tak całkiem bez historyjki i choć nędznego obrazka, to mam dla Was to:

Wyszedł małżonkowi z lasu na drogę tuż przed nosem, a małżonek popędził po mnie do domu i gorąco zachęcał, żebym poszła z nim na pewną śmierć, czyli obejrzeć łosia z bliska, bo co się będzie małżonek samotnie uśmiercał, jak jakiś asocjalny nieużytek. Ja też jestem zdania, że jeśli samobójstwo, to tylko zbiorowe i rytualne, od biedy galowe i odświętne, a łoś to przecież trochę taki jakby renifer, konwencja jak najbardziej pierniczkowo-świąteczna, więc poszłam.

Łoś stał tam, gdzie go małżonek zostawił, i niespiesznie obgryzał sosnowe igiełki ze świeżo ściętego przez pilarzy drzewa. Jakieś 80 metrów od naszego domu. A my jakieś 20 metrów od naszego łosia obgryzaliśmy paznokcie nad tym widoczkiem niespodziankowym i próbowaliśmy ten dopust szczęścia przetrawić.

Staliśmy jak urzeczeni. Łoś to jest jednak KTOŚ. Co kilka minut odwracał ten wielki, pluszowy łeb w naszym kierunku i długo nam się przyglądał, tak jakby od niechcenia kontemplował sens porzucenia soczystej sosenki na rzecz wdeptania nas w leśną kałużę. Migawka aparatu nigdy nie robiła więcej hałasu niż wtedy. Trzask-trzask-trzask, jak suche strzały z wiatrówki w kamieniołomie (mówię ci, misiu, że łoś się zaraz wkurwi).

“Możemy chyba podejść bliżej. Zanim po ciebie poszedłem, to byłem ZNACZNIE bliżej niego” – zaoferował zuchwale małżonek. Trzask-trzask-trzask – migawka zaszczękała zębami ze strachu, a łoś znów spojrzał w naszą stronę, uniósł lekko chrapy i zaczął węszyć, wysuwając nieznacznie pysk ku naszym pobladłym pyskom. “A może lepiej nie”, uznaliśmy zgodnie. No bo to jednak samobójstwo to trzeba przecież jakoś przygotować, listy do rodziny napisać, zwierzęta rozdać w dobre ręce, w domu posprzątać, żeby obciachu przed policją nie było, a nie że tak znienacka, łosiem w samo południe, i to akurat w niedzielę, gdy ludzie by sobie chcieli odpocząć i obejrzeć coś ładnego w telewizji. No to wycofaliśmy się grzecznie i cichutko, i tyle najnowszych wiadomości.

No dobra, na uwagę zasługuje jeszcze fakt, że od kilku tygodni Żozefin kupuje ode mnie chleb. I jajka. Chleb i jajka. Żozefin. KUPUJE, i – jakby tego było mało – mówi, że jej bardzo smakuje. Wszystko. Więc jeśli to nie wróży rychłego końca świata, ale to takiego prawdziwego końca końców, na amen i na zabój, to ja Wam wszystkim życzę szczęśliwego nowego roku, wiela pieniędzy, zdrowia i miłości, amnestii, ulgi podatkowej, zniżki na wszelkie bilety i żeby sąsiadowi było gorzej. A jeśli wróży, to niby też życzę, no ale wiadomo, że się nie spełni.

PS. Zanim zatrzasną się do budki drzwi, chciałam Wam bardzo, BARDZO podziękować za entuzjastyczny odzew na nalewkowo-konfiturową odezwę żebraczą. Kilka tygodni to zajęło, wiele ochujów i kurwamaciów z ciepłym prądem powietrza kominem uleciało, ale dziś w końcu Wiedźmin dosiadł swej Płotki, a z konfiturowo-nalewkowej bonanzy zostały mi nawet jeszcze jakieś środki (głównie do życia; na “byle do wiosny” wystarczy, o ile wiosna przyjdzie szybko). No i bardzo przewiewna mi się zrobiła piwnica, ale to też dobrze, bo wszystkie kozy zasuszone, tylko szajbnięta Krycha nadal produkuje dwa litry mleka dziennie, więc jutro robię ser dojrzewający z pieprzem w kulkach, a za tydzień pewnie kolejny, i tak chyba do wiosny lub dłużej, bo Krycha nie wygląda na taką, co miałaby sobie żartować. Spotykamy się codziennie przy dojalnicy, gdzie ja, ubrana w dziesięć swetrów i trzy pary dresowych spodni, z marsową miną sypię ziarka do miski i zwyczajowo pytam: “Krycha, no ale dlaczego? Przecież dzieci odchowane, zima już jest, zaraz nowy rok, więc dlaczego?”, a Krycha patrzy na mnie spode łba, zanurza pysk w misce, i cedzi przez te swoje osiem przednich zębów: “Bo cię nie lubię”. A, no to chyba, że no tak.

369 komentarzy

  • tymofiejski

    Szczęśliwego Nowego Roku!

  • Oś! jaki duży!
    I wszystkiego najlepszego w Nowym roku!

    • A jaki ładny! Widząc takiego osia na żywo, człowiek zaraz ma ochotę z łapami lecieć, głaskać i całować w ten pluszowy ryj, tym bardziej że oś sprawia wrażenie spokojnego, łagodnego olbrzyma. Doczytałam jednak, że osie mają małe oczka i słaby wzrok, co by tłumaczyło dlaczego tak długo się nam ten osobnik przyglądał i nie reagował. Pewnikiem myślał, że widzi dwa zmurszałe pieńki. A że jeden z nich w kółko powtarzał “o mój Boże” i “jaciekręce”? Nie takie rzeczy już ten łoś widział w lesie.

  • mitenki

    To ja ze swojej budki życzę Wam i nam dobrego roku. Po prostu dobrego.

    (w oczach mi się dwoi? – dwa takie same kotki na końcu)

    • mały żonek

      O tej godzinie powinnaś widzieć cztery. Dziwna jesteś :-)

      • mitenki

        Jestem dziwna i cóż zrobić?

        O tej porze powinnam widzieć 10, ale wciąż widzę DWA!

        • Monika

          Zdecydowanie są cztery koty! Dwa futrzaste i dwa kamieniaste.

          • mitenki

            Ale kamieniaste od zawsze były w Kanionkowie!
            A mnie chodzi o te dwa nowe.
            NIEZINWENTARYZOWANE

          • kanionek

            Żeby tylko dwa…
            Powiem tak: ciesz się, że nie widzisz potrójnie ;)
            Ja się zastanawiałam, kiedy się zorientujecie, bo to nie jest pierwsze zdjęcie, na którym wystąpiły Szybkotki. Ba, jeden z nich wystąpił nawet we filmie! Niezinwentaryzowane, to fakt. Już dawno miałam o nich napisać, ale się jakoś nie złożyło. A największego szoku to doznałam ja, gdym je pierwszy raz w ogrodzie zastała, bo też myślałam, że mnie jakieś fiksum-dyrdum dopadło. Szybkotki są trzy, z wyglądu prawie identyczne, i wzięły się z kosmosu. Wiosną przychodził do nas taki rudo-czarno-biały kot (kotka?), co przesiadywał głównie na podwórkowych drzewach (bo gdzie indziej mu nasze psy nie bardzo chciały pozwolić), do ogrodu też zaglądał, nad stawem się opalał… Może to jakaś jego/jej rodzina. W każdym razie ja do ogrodu zaglądałam na tyle rzadko, że gdy nakryłam w nim Szybkotki, to one już były w ten ogród, że tak powiem, nieźle wrośnięte. Kilka miesięcy im zajęło, żeby się z nami oswoić. Jeden nadal zresztą jest dziki.

            A teraz dłuższa przerwa, bo przecież ja ten serfkulce robię.

  • sonic

    Dobrego Roku ! ♥

  • mały żonek

    Rock’n’roll! Gońcie swoje marzenia i dziękuję za kolejny rok spędzony z Wami. Bywa, że to Wy odklejacie mnie od posadzki. Dobrej nocy.

  • mały żonek

    I jeszcze jedno – Kachna – nie wiem, frazesy są drętwe. Odezwij się. Wspaniałego 2018 dla wspaniałej osoby.

  • Teatralna

    Kanionku i rodzino dobrego roku Wam życzę i zdrowego.

    • Teatralna

      poza tym łoś jest pięknym i wielkim zwierzęciem, że łooooomatkooo
      i tez widzę podwójnie w temacie kotów?? no ale jeszcze paruje po wczorajszym ;)

      • kanionek

        Prosimy nie regulować odbiorników, koty są dwa, a nawet trzy…
        Szczęśliwego Łosiego Roku, Teatralna :)

  • Anomin

    A u Was to jeszcze nie ma wiosny?!
    W Sudetach, w ostatnia sobote o 19 weszlismy w gosci w zamieci snieznej, martwiac sie czym odsniezymy samochod zeby wrocic a gdy wychodzilismy o 23 buchnelo w nas cieple powietrze i zero sniegu!)
    Wy to macie szczescie: losia na zywo zobaczyc (ja ciagle mysle, ze z losiem to jak z yeti – tylko w opowiesciach)
    Informacja o serze z pieprzem w kulkach przypomniala mi anegdote sklepowa z dawnych czasow: ‘Poprosze fafkulce’ (konkurs, choc pewnie niezbyt trudny: w jakim sklepie?)
    Niech sie (kula) toczy ten 2018.

  • Baba Aga

    Łoś piękny, owca dziwna, kotów dużo, ale one tak mają, Wiedźmin na Płotce super, a nowy rok niech będzie lepszy, zdrowszy i bogatszy. Josefin może potrzebowała czasu, jak np. Kaszubi, po 2 latach odpowiadają na dzień dobry, po 5 pogadaja nawet a po 10 zaproszą na kawę, ale po 20 nadal będziesz bosym antkiem czyli obcym. Ostatni kieliszek pigwówki wypilam w Nowy Rok i niech to będzie wróżba, że będzie jej więcej. Dziękuję Wam Kanionki za kolejny rok, z Wami był lepszy :-)

    • kanionek

      Ooo, jak miło :) Niechaj i u Ciebie będzie lepiej, zdrowiej i bogaciej, a zwłaszcza Chłop niech się w jednym kawałku utrzyma.
      Nie nie, owca dziwna, bo ONE TAK MAJĄ, a kotów to już mi wystarczy. Ta trójka klonów, co wyrosła w ogródku, to chyba za karę (bo skoro Jałowiec i Kupa wysterylizowane, to teraz koty mi się WYSIEWAJĄ).

  • Monika

    Kochani, “gońmy marzenia” – wybaczcie, że pozwalam sobie przesłać https://www.youtube.com/watch?v=XK1_Jkzjw74&list=RDXK1_Jkzjw74
    Czyż nie jest to pozytywne?

    • kanionek

      Powiem szczerze, że szczęka mi opadła. I nerki chyba też.
      Wzruszenie na twarzy tej pani, już po występie, to jedna z piękniejszych rzeczy, jakie widziałam. Swoją drogą – impertynencja niektórych jurorów zdzieliła mnie w pysk tak, jakbym to ja tam była. Ale wróćmy do pozytywów – jeśli żyć do końca życia, to tylko tak, jak ta pani :)
      (Mam nadzieję, że Mały Żonek tego nie obejrzy, bo już i tak nabija się ze mnie, że nie potrafię wskoczyć na balot siana, a gdy mnie czasem mocniej przytuli, to ja skwierczę, że przecież żebra mi połamie… Ta kobieta w BGT przeczy wszelkim prawom anatomii i procesów starzenia!).

      • Buba

        W ubiegłym roku, na turnusie rehabilitacyjnym poznałam pewną mocno starszą Panią. Namówiła mnie na wyjście na basen. Ja wskoczyłam do jacuzzi Ona do basenu sportowego. Po jakimś dłuższym czasie poszłam zobaczyć czy się przypadkiem nie utopiła i ze zdumieniem zobaczyłam, że Pani robi basen za basenem, co jakiś czas zmieniając od niechcenia styl pływacki. Po dziesiątym przestałam liczyć. Gdy w końcu wyszła, nawet bez zadyszki, oznajmiła, że nie da się dziś pływać bo woda za ciepła i że Jej norma to 1000 m dziennie. Zapytałam nietaktownie czy była KIEDYŚ zawodniczką. Odpowiedziała, że TERAZ jest zawodniczką, startuje w mistrzostwach Polski dla seniorów i zdarza Jej się zdobywać mistrzostwo kraju. Po czym skromnie dodała, że nie dlatego że jest taka dobra ale po prostu nie ma konkurencji.

        Najlepsze jest jednak to, że systematycznie pływać zaczęła żeby czymś się zająć, po śmierci męża. W 72 roku życia!!!!!! Robiła tak szybkie postępy, że zaproponowano Jej startowanie w zawodach. Gdy rozmawiałyśmy, przyznała się, że ma 84 lata.

        • ciociasamozło

          Bardzo bym sobie życzyła, mieć takiego pałera w tym wieku. Żeby nie zramoleć.

          BTW, ja bardzo przepraszam, ale początek tej historii przypomniał mi pewien dowcip o trzech staruszkach na basenie ;)

          • wy/raz

            Hi, hi. Nie wiedząc jaką płcią się kierować najpierw wpisałam “trzech staruszków na basenie”, wyszło np. :
            – Piekło na miejskim basenie. ‘Maczety, noże, kastety’ – Łódź – Wyborcza – nawet ilość się zgadza
            – senator w polskich piosenkach i takie ładne:
            – Księżyc zrodził siedmioro mścicieli by wyzbyć się największego.
            Potem “zmieniłam” płeć.

  • Bisia

    Wszystkiego Dobrego! Zeby bylo tak dobrze jak tylko moze.

    • kanionek

      Żeby było, Bisiu :)
      A jeśli nie będzie mogło “tak jak tylko może”, to niech chociaż będzie lepiej, niż mogło w tamtym roku.

  • Bisia

    No ja nie wiem, ale te avatarki teraz wygladaja jakby mialy bardzo alkoholowo-metylowy sylwester

    • kanionek

      Jak to mawiał mój kolega z pewnego urzędu: “Jak ktoś trochę ładniejszy, to się go czepiają” :D

  • hanka

    Dzięki za obiecane koty:-))
    Łoś wydaje się lekceważąco spoglądać w obiektyw – się przyczepili jacyś i lezą za mną nie wiadomo po co.

    • kanionek

      Nie ma za co, Hanka, ja o Tobie pamiętałam i zdjęć O TYLE natrzaskałam, a później się okazało, że większość się nie nadaje do publikacji, bo rozmazane. A miałam kilka obiecujących ujęć z Szybkotkami rewiującymi na lodzie i Jałowcem polującym na rybkę pod lodową taflą. Aha, Kotek zamknął rok 2017 kolejną zimną kąpielą. Taki stary wyjadacz, a wciąż nie umie w bezpieczeństwo na lodzie. Ledwo pierwszy solidniejszy przymrozek zrobił na stawie cienki kożuszek, a Kotek już MYK, do lasu na skróty, i skąpał się dwa metry od brzegu.

  • dolmik

    Dobrego roku Kanionkostwo kochane i Oboro szanowna 😊 i żeby nas nikt nie wqrzał 😊
    Łoś… oooo… na żywo! Zazdraszczam.
    Kotydwa??? Klony?? Yyyy….????
    Mówią, że dzień się wydłuża… Ciekawe 😒 Uwierzę jak zobaczę.

    • kanionek

      No dzisiaj się trochę wydłużył, bo księżyc tak świeci, że wszystko widać :)
      Koty to nawet trzy, klony jak się patrzy, a do tego wyrosły w ogródku!
      Takie rzeczy tylko u mnie, jak słowo daję.

      Najlepszego, Dolmiku :)

  • Cholera, czuję, że coś ważnego mnie ominęło… Nalewki???
    Kanionku, żyj nam zdrowo, kolorowo. Ściskam Cię jak kartkę na mięso w dobie kryzysu! ♥

    • kanionek

      “Cholera, czuję, że coś ważnego mnie ominęło… Nalewki???” – lepiej nie pytaj. Szczęśliwi ci, co nie wiedzą, a wątpiów im nie szarpie próżny głód poznania ;)
      (Bo NIC mi już nie zostało, N.I.C.).
      Czuję się czule ściśnięta, co odwzajemniam z całą dostępną mi mocą :)

  • Beem

    Czemu taki nagły i niespodziewany koniec? Mało, mało. Aha, bo Nowy Rok! No to Szczęśliwego od początku do końca.

    • kanionek

      Niechaj i Tobie ten rok sprzyja, Beem :)
      No mało, bo pod poprzednim wpisem zapewniałam, że umiem krótko i monotematycznie, quod erat demonstrandum ;)
      Ale tak naprawdę to dlatego, że budka telefoniczna zjadła mi resztę (pun intended).

  • sunsette

    Nie – do wia -ry!!!
    Łoś. Żywy.
    Takie rzeczy to tylko w Kanionkowie…
    A Krycha może nie chce, zebyś wyszła z wprawy? Doisz ją ręcami?
    Z tych wszystkich sezonowych atrakcji to coś czuję, że czas butów na jednym z medalowych miejsc się plasuje. A fakt, ze Żozefin kupuje jajca i chleb u Was, utwierdza mnie w przekonaniu, że świat naprawdę się ostatnio bardzo zmienia, coś wisi w powietrzu, i nie sa to reformy Żozefin suszące się na sznurku, o nie.

    Najlepszego w tym Nowym, niech się Wam darzy w domu i zagrodzie!

    PS
    Czy mój mail niedawny doszedł? Ten odnośnie niespodziewanki?

    • kanionek

      Tak, nic się nie martw, mail doszedł, wszystko gra, czilałt i te sprawy, ja na pewno odpiszę :)

      A łosie to mój małżonek miał już tu okazję widzieć (no okej, nie TU, tylko jakieś 20 km stąd), a ja właśnie jeszcze nigdy, i nawet się martwiłam, że to już chyba za mojego życia nie nastąpi, no bo gdzie ja miałam tego łosia znaleźć – za lodówką? W pralce? Na szczęście Święty Mikołaj wysłuchał mych próśb i przyprowadził mi łosia prawie pod sam dom, więc już jestem spokojna. No, może jeszcze te pstrągi w Baudzie bym chciała zobaczyć, co to się o nich od lokalsów nasłuchałam, a jeśli nie pstrągi, to COKOLWIEK żywego z organizmów wodnych, bo przecież bóbr się nie zalicza.

  • EEG

    Koteeeeckiiiii :):):)
    Wszystkiego dobrego dla Państwa Kanionkostwa i Obory w nowym roku !
    Łosiu śliczny i tak mnie sentymentalnie nastroił ( M mówił do mnie : nie rób łośka…)
    Ale czy Żozefin kupuje i PŁACI ?
    Co do Krychy, to widzę już sunsette mnie uprzedziła – dba żebyś nie wyszła z wprawy. Może zapraszaj ją na dojenie do kuchni, będzie cieplej.
    A z budki przecież można zadzwonić i miło pogawędzić w zimowy wieczór :) ( nie wiem co ja taka optymistyczna dzisiaj, chyba tak kotecki na mnie zadziałały).

    • kanionek

      Eeeewaaaa :)
      Wszystkiego dobrego, najlepsiejszego!
      Żozefin płaci, i to bywa, że nawet awansem, a potem trzy razy mi telefonicznie przypomina, że “chleb pani mi zrobi, pani Aniu. Nie zapomni pani?”. Gdzieżbym śmiała. “Bo ja już temu facetowi co chleb tu wozi powiedziałam, żeby do mnie nie przyjeżdżał”. No ba, ja za dostawę nie biorę ;)

      Coraz wyraźniej widzę, że tu jest duże zapotrzebowanie na kotki. Postaram się sprostać :) A Krycha doskonale wie, że mi na złość robi, bo ją się naprawdę ciężko doi. Nawet dojarkę specjalnie dla niej trzeba było ustawiać na większe podciśnienie, a i tak trwało to dojenie trzy razy dłużej, niż z innymi kozami. A co sobie Krycha w tym czasie ziarek pojadła, to już jej nikt nie odbierze.

      • becia

        A to wszystko dlatego, żeśmy w Krychę i jej upadły cycek zwątpili i ześmy ględziły że mleka to on Ci już nie da. Na zmarnowanie go przeznaczyłyśmy. A Krych honorowa, jak wszystkie kozy w oborze i rzecze- MÓJ cycek mleka nie da? To ja wam pokażę! Jeszcze będziecie prosić by nie dawał… :)

  • Gosiek z UK

    Dobrego i zdrowego 2018 dla Kanionka, małego żonka, Kanionkowa, i Obory :)
    Łoś cudny :)
    A tak czepialsko, to w Kanionkowie Nowy Rok nie 01.04 ? :) :) :)

    • kanionek

      To prawda, Nowy Kozi Rok będziemy świętować pierwszego kwietnia, ale cóż szkodzi poświętować dwa razy ;) Swoją drogą właśnie miałam wizję, jak nasze Kozy Oborowe pobożnie odpalają race z miejskich balkonów o północy 31 marca, a potem dzwonią pierwszego kwietnia do swoich szefów. Z aresztu. I nikt im nie wierzy, no bo przecież Prima Aprilis.

  • mitenki

    Łoś-Ktoś fajny, ale dlaczemu przed nim uciekać?

    • kanionek

      Już tam niżej odpowiedziałam w tym temacie, ale chciałam jeszcze dodać, że gdy tylko ochłonęłam po tym bliskim spotkaniu z łosiem, to zaraz mi się przypomniało, że widziałam taki film dokumentalny o jakimś narzeczu/plemieniu/narodzie, co zamiast na koniach, to właśnie na łosiach (albo reniferach) przez knieje pomyka. W pamięciu utkwił mi silnie taki uroczy obrazek z małą dziewczynką jadącą na takim kolosie z wielkimi rogami, i zaczęłam na głos snuć wizje, jak to by było fajnie, gdybyśmy mieli takiego oswojonego łosia, i byśmy sobie na nim jeździli, a właścicielce pobliskiej stadniny koni buty by spadły z wrażenia, gdyby mnie na łosiu zobaczyła (ona mnie czasem pyta, kiedy do nich wpadnę na naukę konnej jazdy). Nie będę rozwijać tego wątku; dość powiedzieć, że małżonek gdzieś w połowie mojego natchnionego, łosiowego expose, zaczął szukać w szafce syropu na uspokojenie. Nie wiem, czy dla siebie, czy dla mnie. I do tej pory dziwnie na mnie patrzy, gdy tylko o tym łosiu wspomnę.

      • wersja

        Dziewczynka na łosiu to mię się kojarzy z Królową Śniegu Andersena – jak Gerda wpadła w łapy zbójców i od nich uciekała:
        http://soksuwalki.eu/wp-content/uploads/2015/10/Andersen2.jpg

        a ta krótkość i monotematyczność notki to specjalnie dla mnie, co nie? monotematyczność, bo kot to w sumie trochę łoś. często mówię do mojego kota per “ty łosiu”. i do męża, i do syna, w sumie do kogo ja nie mówię per “ty łosiu”? (do bab, bo do bab mówię “ty klempo”). tylko moje łosie są duuuużo mniejsze od Kanionkowych.

        Załączam całuski noworoczne!

        • wersja

          a nie sory, u Andersena chyba renifer! ale ze mnie klempa. :D
          Kanionek, będziesz mieć renifera?

          • kanionek

            Renifera to musiałabym importować, ale jeśli kiedyś znajdę osierocone łosiątko… (Choć żadnemu łosiątku tego nie życzę, a sobie chyba w sumie też nie, bo Mały Żonek wyrzuciłby nas z domu. Podobno bowiem SĄ JAKIEŚ GRANICE, jeśli chodzi o sprowadzanie przygodnie napotkanych sierot do domu).

            No tak, ta notka to taka bardziej dla Ciebie była, choć można ją też nazwać powrotem do korzeni, czy coś, bo cztery lata temu to i krótsze się zdarzały. Można też nazwać rzecz po imieniu, a imię jego czterdzieści i cztery (powody, dla których nie chce mi się nic, a zwłaszcza pisać) ;)

  • Wszystkiego dobrego w nowym roku :)
    No widzisz, u Ciebie jedna Krycha i dwa litry, a u mnie trzy malapety i razem trochę ponad dwa litry dają, które mnie też nie lubią. Ale im nie odpuszczę, bo dzieci nie będą miały, to do wiosny muszą jakoś dociągnąć :P

    • kanionek

      Krycha też nie będzie miała dzieci w tym roku, bo uradziliśmy, że ma sobie odpocząć (przez cały sezon była przodowniczką na produkcji), i teraz widzę, że to dobra decyzja była. Aż jestem ciekawa, czy ona sama kiedyś odpuści, czy będzie dawać mleko przez kolejny sezon. Podobno zdarzają się takie agentki.
      Obawiam się tylko mroźnych, naprawdę mroźnych dni, bo Krychy cycki znajdują się bardzo daleko od samej Krychy, if you know what I mean, i moje obawy dotyczą tego, czy jej te strzyki wiszące 5 cm nad ziemią nie zamarzną. No nic, najwyżej Krycha nie będzie wychodzić z koziarni w takie dni.
      Najlepszego, oczywiście, i Tobie i Twoim małpom :)

      • Występowanie takich agentek potwierdzam doświadczeniami własnymi :) Niektóre to by cały rok można zasuszać, a fabryka dalej produkuje mleko ;) Dlatego czasami jestem zmuszona do zastosowania drastycznych środków – kilka dni na słomie owianej i wodzie, a proces zasuszania rusza. Na szczęście tylko 3 takie uparte mlecznice mam.

        Ja się zastanawiam nad uszyciem stanika kilku kozom, bo będą im się ciągły latem cyce po ziemi… ale z tego co widziałam u innych, to projekt musi być ze sto razy przerabiany, żeby koza nie ściągnęła stanika :D Duże wymiona są fajne, bo dają dużo mleka, ale są niefajne, bo więzadła im szybciej puszczają i się ciągną po podłożu :/

        • kanionek

          Ano właśnie. Ja pomysł ze stanikiem dla Krychy porzuciłam, bo w ogole tego nie widzę. Ona jest niedotykalska (ile razy ja już miałam ręce pokopane przy dojeniu, bo lekko smyrnęłam Krychę po owłosieniu…), stanik musiałby mieć uprząż oplatającą Krychę niczym siatka szynkę. Do tego michy takiego stanika musiałyby być zrobione z jakiegoś elastycznego, mocno rozciągliwego materiału. Jednocześnie wytrzymałego. A i tak martwiłabym się, że Krycha uprzężą gdzieś się przyhaczy i albo będzie tak “wisieć” pół dnia, zanim ktoś się zorientuje, albo tak długo będzie szarpać, aż uprząż rozszarpie. Te wielkie cycki Krychy są nie tylko ciężkie; więzadła chyba już dawno dały sobie spokój i nawet nie probują tego wora z mlekiem podtrzymywać, więc wór dynda i obija się Kryśce o nogi, co z kolei powoduje, że Krycha mogłaby wnosić o kartę członkowską Klubu Dziwnych Kroków. Ciekawe, czy jej córka odziedziczy tę przypadłość.

          • W sumie czasami najprostsze i najgłupsze rozwiązania są najlepsze – widziałam jak ktoś kozie tunikę założyć i zebrał na plecach, bo miała takie duże cyce :) I działało, nawet latem, bo koza mogła zawsze wejść do koziarni. Ale jakbyś zaczęła ubierać kozy w tuniki, to sąsiedzi by na policję dzwonili. Kto to widział kozy w tunikach i jeszcze bez butów chodzi – czarownica na pewno z niej! :P

            A co do dziedziczności cycków to sporo też zależy od tego, jakie wymiona w rodzinie miał kozioł :) Ja te wszystkie dziwne kryję kozłem, którego babka i mama miały duże, ale przepisowo kształtne wymiona.

      • Beem

        No przecież staniczek z polaru jej ubierz!

  • Jolanta

    Dobrego i ciepłego Nowego Roku życzę wszystkim. Lepszego i cieplejszego niż 2017. Niech kłopoty omijają Kanionkowo i całą Oborę. Pozdrawiam.

    • kanionek

      Niech omijają i Ciebie, Jolu :)
      Mówią, że Nowy Rok jaki, cały rok taki. Dzisiaj było u nas 9 stopni (na plusie) i ja bym się nie obraziła, gdyby tak do końca marca pociągnęło. Aż bez kurtki na zewnątrz wyszłam! Ale Mały Żonek mówi, że nadciąga minus dwanaście i nie ma zmiłuj :-/

  • Ola

    Hej hej Kanionki! Łosiego Roku w takim razie! W sensie pozytywnym, jak ten pluszowy łoś. A czemu się łosia bać, powtórzę za mitenki?
    podpisano: miastowa Ola

    • kanionek

      A bo to wiadomo, co takiemu łosiu do łba strzeli? Może on jaki samotny, niewyżyty, przez pannę odtrącony? Ja się do Lucka czasem boję podejść (nadal robi do mnie zalotne “chrum-chrum” i obnaża seksowne dziąsło), a co dopiero do takiego całkiem obcego Lucka razy dziesięć ;)

  • Kaja

    Oj, dziamdziaki krótkowzroczne, toż to była Miłoś. Przyszła i nie poznali.

  • mitenki

    Ha! Nigdzie nie idziesz Kanionku, bo proponuję mały KOŃKURSIK. A Ty jesteś w Komisji i Mały Żonek też (więc niech czasem da Płotce odpocząć w stajni ;).
    Pytanie końkursowe brzmi:

    Ile balotów siana/słomy jest na zdjęciu?
    (tym zatytułowanym “zima”)

    • kanionek

      Ale co to za komisja, która nie zna rozwiązania końkursu?
      Mogę powiedzieć, ile balotów jest DZISIAJ (włącznie z tym dzisiaj napoczętym), ale w dzień tamtej fotki? A ze zdjęcia to, uwierz mi na słowo, wcale nie tak łatwo te baloty wyliczyć. No chyba, że sprawdzę datę, i dodam te baloty, które już zeżarte, a wiem dokładnie na ile dni jeden balot wystarcza. Jaką liczbę typujesz?

  • ciociasamozło

    Miłosiego Roku!
    Łosie faktycznie pluszowe na pysku, że łomatko! Miałam kiedyś okazję pomiziać takiego oswojonego nad Biebrzą.
    A wczoraj też widziałam łosia ale bardzo mało optymistycznie bo to był martwy młody łoś leżący na leśnej dróżce :((( ( jego jakoś nikt nie chciał miziać… )

    A może to będzie rok łosia, a nie psa, jak twierdzą Chińczycy?

    Krycha dba, żeby Ci mleka do kawy nie zabrakło, a Ty jeszcze jakieś pretensje wnosisz? Na większy mróz to może chcesz jakąś czapeczkę z troczkami na krysiowe cycki?

    Cudowne rozmnożenie kotków! Może Kanionek ma jakiś magiczny ogródek? Może, gdyby spędzić w nim noc z rękami w ziemi to dałoby się wyhodować drugą parę rąk?

    To nie Kotek wpadł do stawu, to staw wpadł na kotka!

    Że Żozefin kupuje, to jeszcze mnie nie szokuje, w końcu różne rzeczy pewnie kupuje. Ale, że chwali?! I nie ma uwag, że po co, na co i w ogóle to pod las wyrzucić? Świat się kończy szybciej niż myślałam.

    Tarninówka cudowna! A zachomikowane sery i konfiturek robiły furorę na sylwestrowym stole. Mam już chętnych na więcej wędzonego z orzechami i Pijanego Ziokołka :)

    Chciałabym zauważyć, że czarno-białe kozy mają w swoich łatach ukryte przesłanie od kosmitów. Ja bym na Waszym miejscu zaczęła intensywnie pracować nad jego rozszyfrowaniem.

    • Anomin

      No Ciocia, co TY: przeciez, ze ogrodek Kanionka JEST magiczny to jasne jak obecny ksiezyc! :-)

      • kanionek

        Może on i był magiczny (choć mnie jakoś dodatkowa para rąk nie wyrosła, a szkoda), ale teraz to już wszystko nieważne, pogrzebane w mrokach przeszłości, bo – nie wiem jak, nie wiem kiedy – kurczaki na dobre zadomowiły się w ogrodzie. Ryją codziennie, a że jest o co walczyć, to tym bardziej utwierdzają się w przekonaniu, że warto pokonywać kanionkowe zasieki i do ogrodu codziennie wracać. Ja nie wiem, czy do wiosny uchowa się choć jedna dżdżownica. Cała nadzieja w śniegu (tak, wiem, POWIEDZIAŁAM, ŻE CZEKAM NA ŚNIEG, no ale okoliczności są bez mała wojenne, a wojna ma swoje prawa), i że ten śnieg zniechęci kurczaki, a potem one o wszystkim zapomną. Bardzo liczę na to, że kury mają kurze móżdżki i kurzą pamięć, choć nie mam pewności, czy moje zielononóżki to wciąż są kury, bo one, mam wrażenie, ewoluują. I jeśli nawet po opadach śniegu nie zapomną o ogrodzie do marca, to przecież siać niczego nie będzie tam sensu.

    • kanionek

      “Na większy mróz to może chcesz jakąś czapeczkę z troczkami na krysiowe cycki?” – tak, poproszę. Ale tylko w zestawie ze strzykawą pełną środka uspokajającego w ilości zapewniającej błogi sen aż do maja. Dla mnie, albo dla Krychy, jeszcze się zastanawiam.

      Jeśli chodzi o Żozefin, to ja Wam WCIĄŻ nie powiedziałam wszystkiego, a jeśli jest tam wśród Was jeszcze ktoś, kto nie zaczął budować schronu na okoliczność końca świata, to po ujawnieniu tej ostatniej informacji na pewno zacznie.

      Z Kotkiem to chyba masz rację – ten staw ewidentnie na niego czyha. A przesłanie od kosmitów można odczytać dopiero wtedy, gdy ustawi się wszystkie łaciate kozy jedna za drugą, tak wiesz, nos za ogonem, żeby, rozumiesz, utworzyły całe zdanie. Niestety jest to rzecz niewykonalna, z powodu upartej i przewrotnej natury kóz. Poza tym – Bożena mówi, że w tym zdaniu brakuje jeszcze paru fragmentów i kropki, więc może dopiero w tym sezonie…?

  • mp

    Samych dobrych rzeczy w caluśkim Nowym Roku państwu Kanionkostwu z przychówkiem i całej Oborze !
    A Krychę wezmę w obronę- może słyszała, jak się Kanionek martwiła w komentarzach, że jak ona, niebożę, zimę przetrwa bez koziego mleczka do kawy ? Toteż wrażliwa , empatyczna Krystyna postanowiła się poświęcić … A dodatkowym bodźcem motywacyjnym była nadprogramowa micha ziarek, związana z postojem na dojalnicy :-)
    Łoś- Miłoś odwiedzający Kanionkowo cudny, świat robi się od razu bardziej miękki i pluszowy, i oby taki pozostał na cały rok.

    • kanionek

      “wrażliwa , empatyczna Krystyna” – dziękuję, Mp, uśmiałam się jak dziki kuń :)
      Ale fakt, mleczko do kawy mam, choć jak znam Krychę, dużo większą satysfakcję miałaby z możliwości nasikania mi do tej kawy. I między innymi dlatego nie zaproszę jej do kuchni, jak to któraś z Was proponowała ;)

  • Ewa

    Witam całe stado i słońca życzę w Nowym Roku, byśmy go mieli coraz więcej i więcej, bo to co u mnie jest za oknem to wiecie – szaro, buro i ponuro , jeszcze nawet okna otworzyć się nie da bo okoliczna ludność pali w piecach czym popadnie, niestety. Następny rok to też jakoś dziwnie mnie nastraja, to przecież człowiek jest o rok starszy, masakra. No i jak tu przeżyć do wiosny?
    No nie był to akcent optymistyczny , ja jednak życzę wszystkim Kozom optymizmu w tym Nowym Roku, zdrowia i słodyczy , oraz Kanionkowych serów , bo one zawsze poprawiają samopoczucie. :))))))))

    • Ewa

      O przepraszam , ale Stado miało być z Dużej litery , myślę, że nikt się nie obraził :))))

    • kanionek

      Ja to sobie wymyśliłam, że w te dwa najgorsze miesiące zimowe, czyli styczeń i luty, zapcham sobie grafik robótkami domowymi. Chodzi oczywiście o wypelnienie tych godzin, które są ciemne, bo za jasnych to się zawsze coś do roboty przy zwierzynie i na podwórku znajdzie. Śniły mi się generalne porządki, może nawet jakieś prace prawie remontowe… Tylko dlaczego zimą tak bardzo się nie chce? Wyniosłam puste słoiki na strych, ogarnęłam spiżarkę i korytarz, w którym trzymam ziemniaki, kapustę, cebulę i dynię, przebrałam jabłka w piwnicy, i jakoś tak… zapał mi się skończył.
      A gdy kończą się zapały, to zaczynają ODPAŁY, bo nadmiar wolnego czasu jest – przynajmniej u mnie – silnym czynnikiem fermentacyjnym. Mózg mi fermentuje, a reszta organizmu gnije.
      I tym optymistycznym akcentem… :D

  • Bo

    Dużo nowego w Nowym Roku i oby to nowe było jak najlepsze.
    I dalszego ziszczania się marzeń, wszak łoś to początek.
    Żeby darzyŁOŚ, rodziŁOŚ, spełniaŁOŚ.
    I zimy łagodnej, sprzyjającej cyckom Kruchy.

    • kanionek

      I żeby już nic się nie psułoś… Mały Żonek właśnie skończył naprawiać komputer mojej Mamy, który wskutek podróży dostawczakiem kurierskim doznał obrażeń mechanicznych (na dodatek do tych systemowych, na które zachorzał najsampierw). To znaczy MYŚLAŁ, że skończył, a tu na koniec niespodzianka: jak się podłączy modem, to przestaje działać myszka. Bez względu na to, co się w który wetknie port. Takiego czegoś to nawet nie ma gdzie zgŁOŚić.

  • wy/raz

    Ło siego Ko -ciego i -ziego i Psiego i Drobiego. Do siego Roku!!!

    • kanionek

      “Ło siego Ko -ciego i -ziego i Psiego i Drobiego” – no to albo takiego, albo SZCZĘŚLIWEGO, zdecydujcie się ;)

  • bila

    Kanionku i Mały Żonku!Kochani Siostry i Bracia w koziarni! Szczęścia, szczęścia życzę mnóstwo w Nowym Roku, który proponuje nazwać Rokiem Łosia, jako że zawiera jedna z ulubionych cyfr Łosia- wszak jest to Dwa Tysiące ŁOSIEMNASTY Rok!!!
    Ja też zagryzałam w Sylwestra Kanionkowym serem ,który byłam utaiłam w zamrażalniku. Dojrzewającym konkretnie. Mniammm…
    Czyli, że następne sery można dopiero na wiosnę? ojjj….
    Przesyłam uścisków Moc.

    • kanionek

      Taak, to chyba faktycznie będzie rok łosia. Całkiem niedawno i nawet niedaleko, bo jakieś 15 km asfaltu stąd (a w linii prostej dużo bliżej), facet pozbył się przedniej szyby w samochodzie. Łosiem.

      Do pierwszych serów jeszcze jakieś 3 miesiące, czyli jakieś 90 dni. Można wydrapywać kreski na ścianie. Łosiem, albo scyzorykiem :)

  • cornick

    Już spory kawał nowego ŁOSiemnastego roku minął a ja jeszczem się nie zgŁOSiła. Życzę DOBRZE tobie kanionku, małemu żonkowi i wszelkiej żywinie, która tam u wasz zamieszkuje!

    • cornick

      tzn bardzo dobrze :) niech wam się wiedzie jak najlepiej!

    • kanionek

      “Już spory kawał nowego ŁOSiemnastego roku minął” – taa, kawał. Całe cztery dni. Ale faktycznie wydaje się, że czterysta. Styczeń i luty to chyba najdłuższe miesiące w roku. Każdy ma po dziesięć tygodni, najmarniej.
      My Tobie również dobrze, a nawet jeszcze lepiej, Cornick :)
      A zastępy “wszelkiej żywiny” być może niedługo zasili taka jedna koza, co jej już właściciele nie chcą. My tę kozę poznaliśmy nawet osobiście, jakoś chyba w piździerniku, a może we wrześniu, gdy koza zachorzała na straszliwie szybko postępujące zapalenie wymienia, a właścicielka miała na ten temat tak zwane zero wiedzy. Skracając długą historię, którą zapomniałam Wam w stosownym czasie opowiedzieć – pewnego wieczoru team “Kanionek i Mały Żonek” popylał odległymi, ciemnymi, polnymi drogami, z naprędce przygotowaną przez Kanionka apteczką pierwszej koziej pomocy, by poznać kozę Felicję i ulżyć jej w cierpieniu. Pierwszy raz miałam okazję widzieć połówkę koziego wymienia tak twardą i sztywną, jak gdyby wpompowano w nią cement, który zastygł. Ze stosunkowo dużego cycka, w którym – na oko – spodziewałabym się znaleźć około 1,5 litra mleka, udało mi się wydoić jakieś marne 150 ml. Nie omieszkałam też, z czystej ciekawości, bo co do stanu zapalnego wątpliwości być nie mogło, zrobić temu mleku test na mastitis (z płynem do mycia naczyń, którego odrobinkę zapobiegliwie wzięłam ze sobą), i znów muszę powiedzieć, że nigdy wcześniej nie widziałam tak szybkiej i silnej koagulacji – to mleko można było wyjąć z kubeczka w jednym kawałku. Koza Felicja wymagała bodajże trzech dawek leku dowymieniowego (MastiJet – zadziałał jak trzeba) i – o ile pamiętam – po około tygodniu lub ciut może dłuższym czasie, wymię powróciło do całkowitej sprawności. No ale Felicja i tak jest “na wydaniu” (oczywiście jest niezarejestrowana), bo – jak usłyszałam – “wszyscy się teraz pozbywają kóz”. No to jak wszyscy, to wszyscy, no nie ma zmiłuj. My, jak powszechnie wiadomo, nie jesteśmy “wszyscy”, więc dziś rano zadzwonił telefon w sprawie przygarnięcia Felicji. No nic. Zobaczymy jak się to wszystko skończy.

      • wersja

        Felicja to jest imię, które dobrze wróży. Tak czuję :)

        • cornick

          no jasne ze dobrze wrózy, Felicja toz to prawie felicita! a to jak nam wiadomo szczescie i radosc :))))))))) pisze bez polskich znaków bo mi sie cos w klawiature stalo i wychodza mi rozne dziwadla, o: æ ø á é ß © ñ

  • Buka

    Na szczęście, na zdrowie na ten Nowy Rok,
    Aby Cię nie bolała głowa ani bok.
    Co byś mogła boso chodzić,
    Męża zwodzić, notki płodzić.
    Co byś miała na blog czas
    Dla kóz, kotów, psów i nas.
    Co by dziura czarna
    Była mniej koszmarna
    Co byś miała mniej kotów niż dla kóz balotów
    Tyle piesków ile kozich osesków
    Tyle owieczek ile w płocie furteczek
    Tyle kurek ile od nas laurek
    Tyle kózek ile w lesie brzózek
    A koziołków mniej
    Hej!
    :)

    • kanionek

      Buka :D
      Coś pięknego. Jak ja to przegapiłam? “A koziołków mniej, hej”. Lubię takie zakończenia. Dziękuję :)

  • Iza

    Ojej, ojej, to już jest 05/01???
    STRASZNIE szybko to leci, a ja Kanionkostwu i Oborze życzeń jeszcze nie złożyłam… Niniejszym składam, najlepsiejszego <3
    I żeby spotkania z łosiem odbywały się wyłącznie przez obiektyw, a nie przez przednią szybę, na ten przykład.
    I żeby kurczaki udowodniły swoją sklerozę w temacie ogródka.
    I żeby Kanionkowi tak się chciało, jak mnie się nie chce… czyli BARDZO. :)
    Oraz, żeby nam się!!!

  • ciociasamozło

    Ja bardzo przepraszam, ale pozwolę sobie zareklamować niekomercyjną imprezę. Dzisiaj jest “Noc Biologów”: http://www.nocbiologow.pl/noc/index.php
    W 32 ośrodkach naukowych w całej Polsce odbędą się wykłady, warsztaty itp. na najróżniejsze tematy związane z biologią (w tym też ekologią, zdrowiem…)

    W zeszłym roku byłam na dwóch wykładach na UW, w tym może uda mi się załapać na 3 (choć ciekawych tematów wypatrzyłam kilkanaście :/ )

    • mały żonek

      Bardzo fajna inicjatywa. Dawaj skrót wydarzeń i ewentualne linki. Z innego podwórka, łamię sobie głowę wywodami Hawkinsa o teorii Wszechświata bez brzegów i bez osobliwości – stara książka “Krótka historia czasu”. Dobra popularno-naukowa pozycja.

      • ciociasamozło

        Na Nocy byłam, udało mi się wysłuchać czterech wykładów, nadmuchać azotem kulę glutenu, porozmawiać z fachowcami na temat kleszczy, zanieczyszczeń powietrza i roślin owadożernych, zagrać w planszówkę o życiu chomika europejskiego, kupić świetne książki dla znajomych dzieci i zobaczyć wiele ciekawych rzeczy.
        Niestety nie widzę, żeby wykłady były udostępnione w sieci :(
        Są tylko zdjęcia na facebooku Nocy Biologów UW https://pl-pl.facebook.com/nocbiologowuw/
        i wiadomości w lokalnych gazetach, np.: http://www.dziennikbaltycki.pl/wiadomosci/a/noc-biologow-2018-na-uniwersytecie-gdanskim-jak-sie-bawilismy-zdjecia,12844597/

        A szkoda, bo impreza świetna, a w dobie antyszczepionkowców, głosicieli “teorii” płaskiej ziemi czy wykluczania teorii ewolucji z programu nauczania, takiej rzetelnej i przystępnie podanej wiedzy nigdy nie za wiele.

        Hawkinga jakoś nigdy nie udało mi się przeczytać. Może powinnam zrobić kolejne podejście?
        Z popularno-naukowych czytałam ostatnio “Nosem psa” Alexandry Horowitz, czytam “Zrozumieć psa” Johna Bradshawa (tak, wiem, monotematyczna jestem ;)) a chciałabym przeczytać “Dziwne przypadki ludzkiego mózgu” Sama Keana.

      • mały żonek

        Mogłabyś polecić jakąś książkę o podstawach weterynaryjno-biologiczno- medycznych? Krótko, mam fajną księgę medyczną o kozach dla weterynarzy, ale siłą rzeczy dziura w podstawach uniemożliwia mi zrozumienie wielu kwestii. Dłubiąc w necie nie mogę znaleźć sensownej, uporządkowanej pozycji, która rzuciłaby światło na fundamenty. Zwykle są to fragmenty, które ciężko poskładać w całość. Nie mam aspiracji doktoranckich, chodzi mi o poziom przyzwoitego, zwierzęcego paramedyka.

        • ciociasamozło

          Hmm. O jedną konkretną pozycję może być trudno, bo te podstawy obejmują anatomię, fizjologię, farmakologię, sięgają do biochemii i biofizyki…
          Może coś z podręczników dla techników weterynaryjnych? Jest np. “Anatomia i fizjologia zwierząt” (z 2015r. więc wiedza aktualna), ale nie miałam tej książki w ręku więc trudno mi ocenić jej jakość. Chyba można ściągnąć pdf.
          Mam w domu jakąś “Fizjologię zwierząt”, ale po pierwsze bardzo stara i średnio aktualna, po drugie fatalnie napisana i raczej zaciemnia obraz niż rozjaśnia :(

          Napisz na maila jakie masz konkretne pytania, to łatwiej mi będzie coś znaleźć (a może i odpowiedzieć ;))

        • mały żonek

          Rozumieć. Kopnę się zatem do biblioteki, bo z jakiegoś powodu nie wziąłem tego oczywistego rozwiązania pod uwagę. Jak się zacznę obijać o ściany, to się odezwę na maila. Pozdrawiam, i oby trąba twojego słonia nie trafiła w kaktus.

          • ciociasamozło

            A, dziękować, dziękować! Żeby podeszwy Twojego wielbłąda zawsze były w cieniu.
            Aktualnych podręczników w bibliotece możesz nie znaleźć (no chyba, że w Olsztynie przy wydziale weterynaryjnym) :/ , ale inne zacne pozycje i owszem. I biblioteki mają już katalog on-line!
            Ewentualnie sprawdziłabym rynek używanych książek na alledrogo czy innym oeliksie.
            Ps. “Anatomię i fizjologię zwierząt” Pilarskiego raczej sobie daruj, rok wydania 1974… starsze od węgla ;)

  • Meg

    Koteły masz jak malowane, przynajmniej na zdjęciach. Cudne.
    Na kozach się nie znam, ale pewnie drapałabym za uszkiem, jakby podeszła…
    Dobrego roku, przyjdzie wiosna, Baronowo, zobaczysz.

    • kanionek

      Na żywo też są niczego sobie, przynajmniej pod względem urody, tylko szkoda, że zamiast siedzieć na dupie i ładnie wyglądać, to wiesz – tu zrzucą, tam przewrócą, komuś piór z dupy nawyrywają… Choć w sumie nie tylko koty. Tak naprawdę, gdybym miała wskazać jedno, jedyne zwierzątko, które jest ładne, grzeczne, i nie wadzi nikomu, to musiałby to być taki błękitny, futrzany robaczek na żyłce, co go dostałam od Ciocisamozło.

      Drapałabyś, drapała. A gdybyś nie chciała, to kozy same by się o Ciebie podrapały. One nie czekają na jakieś ochłapy łaski od życia – one je wyrywają z człowieka razem z flakami :)

  • Jagoda

    Tu takie mądre rzeczy pomiędzy ciociasamozło a małym żonkiem się dzieją, że aż się krępuję pisać zwyczajne głupotki w stylu: jak się macie Kanionki i Oboro?
    I czemu się nie odzywacie, czyżbyście siedzieli przy piecach/kominkach/kaloryferach w grubych skarpetach i rękawicach z jednym palcem? Bo rozumiem, że w takich ciężko po klawiaturce posuwać.
    A swoją drogą cieszę się, że nie muszę popylać do roboty 3 km polną drogą.
    Lekki mrozik -6 z wiatrem dają popalić. Pamiętam jak kiedyś płakałam wracając ze szkoły(jakieś 3km), bo straszliwie zmarzły mi ręce. Do dzisiaj przed mrozem najbardziej chronię dłonie.
    Też czekam wiosny, jak wszyscy, a będzie piękna tego roku…

    • kanionek

      Oby nie tak “piękna” jak na przykład 10 maja 2017, z którego to dnia ja mam materiały dowodowe w postaci zdjęć, a na tych zdjęciach jest więcej śniegu, niż dzisiaj za moim oknem.
      Nam marzną ręce podczas noszenia siana do paśników w koziarni – siano musimy wyrywać z ciasnych zwojów balotów, bo baloty przymarzły do ziemi i nie da się ich postawić. Z postawionych można odwijać siano w warstwach jak dywan, a z takich leżących trzeba szarpać jak szakal za kiszki. Dopiero po około dziesięciu minutach takiej pracy krążenie poprawia mi się na tyle, że życie wraca do zmarzniętych końcówek palców. Najlepsze zaś jest rozbrajanie każdego nowego balota, co obecnie jest zadaniem Małego Żonka, bo ja bym prędzej w majtki popuściła, niż dała radę oderwać skorupę zamarzniętej na kość warstwy wierzchniej takiego balocika. Mały Żonek pertraktuje z balotem przy pomocy siekiery, a raz nawet poszła w ruch wyrzynarka…

      No i tak, potwierdzam, że w skarpecie z jednym palcem BARDZO źle się używa klawiatury, dlatego już kończę ;)
      Buziaki od pokraki, wezmę się w garść, tylko jeszcze nie wiem kiedy.

      • Jagoda

        Z tej strony Warmii już po mrozie -sprawdziłam na zewnątrz, jest (-)1, trochę śniegiem przysypało, trza odśnieżać, żeby się z domu ruszyć.
        Wyrzynarka to niezły sposób, chyba lepszy od luftlampy, nawet przez kawałek blachy, coby się nie zapaliło, tak mi przyszło do głowy.
        Raczej dobrze, że nie mam zamarzniętego balotu i luftlampy, bo ja lubię sprawdzać swoje pomysły.
        Któregoś lata wypalałam chwasty na tarasie i podjeździe taką małą opalarką, kuchenną chyba. Bardzo to było czasochłonne i kręgosłup bolał okrutnie. Ale najgorsze było, jak przypadkiem dotknęłam nadgarstka tą opalarką. Goiło się dłuuugooo, a ślad po oparzeniu nosiłam kilka lat.
        Oboro Droga, pochwalcie się najgłupszymi pomysłami wprowadzonymi w życie, może być wesoło.
        Pozdrawiam.

  • Jolanta

    hej, zasypało wszystkich? Kanionku? Kozy? cicho i głucho…
    No nic – ukroiłam plasterek wędzonego serka od Kanionka, nalałam kieliszek naleweczki imbirowo-pigwowo-miodowej od Kanionka i wracam do czytania przygód Kanionka – jestem w marcu 2017 – będę świętować zeszły Nowy Rok wg kalendarza Kanionka. A propos – jak z kalendarzem na 2018? Też bym chciała…

    • kanionek

      Zasypało, nie zasypało… Mnie dopadła zgnilizna moralna, uwiąd mięśni i myśli, albo inna fibromialgia. W sumie nic dziwnego, jak na styczeń.
      Ale że Ty masz jeszcze mój ser?! Zamroziłaś sobie, czy właśnie pobiłaś rekord przetrzymywania sera “Ziokołek” w lodówce bez widocznego uszczerbku? Moja ciocia-babcia z dalekiego południa otworzyła ostatni ser w święta, a dostała go jakoś w październiku. Od tamtej pory nie zadzwoniła, ale może po prostu nie czuje takiej potrzeby… ;)

      Jak będzie z kalendarzem, hm. W wątku kalendarzowym na Forum udziela się chyba tylko Wy/raz, a Kanionek nie dostarczył zbyt wiele ciekawego materiału graficznego w roku 2017, ale bądźmy dobrej myśli.

      • ciociasamozło

        W kwestii sera bez uszczerbku, przypomnij mi Kanionku kiedy dostałam od Ciebie ser wędzony z orzechami (sierpień?), bo w oryginalnym opakowaniu, w lodówce przetrwał do sylwestra.
        (Boszsz, ile mnie kosztowało odwracanie od niego wzroku, ale potem został czymś zasłonięty i odkryty na nowo w trakcie świątecznych porządków, ale wtedy było tyyyle żarcia, że już zaczekał do sylwka)
        Zjedliśmy go grupowo, nie zauważając odchyleń od normy. Wszyscy przeżyli.

        • mitenki

          Kurdesz, przypomniałyście mi właśnie, że mam w lodówce kawałek dojrzewającego, któren to był przyszedł razem z nalewkami.
          Aaaaaa!

          • ciociasamozło

            Mitenki, nie pisz takich rzeczy, bo zaraz Ci się wbiję na chatę! I nawet kot nie obroni Twoich zapasów Świętego Sera ;)

          • mitenki

            I tu się mylisz droga Ciociu, gdyż albowiem posiadam Kota Obronnego ;)

          • ciociasamozło

            Jak mnie przypili to zrobię napad w woderach, rękawicach i masce spawalniczej (muszę sprawdzić czy w takich rękawicach dam radę wydłubać ser z lodówki). No chyba, że Twój kot ma gabaryty tygrysa. Wtedy się zastanowię ;)

          • wy/raz

            W razie czego na razie ćwicz wyjmowanie serw z lodówki przy pomocy siły woli ;-)).

            A co do kalendarza, to przecież MUSI być. Bo mi się rok skończy w marcu i co dalej… Jak żyć bez kalendarza, jak żyć?

      • wy/raz

        Miało być serów, wyszło prawie konserw. Może dlatego, że właśnie zgniatałam puszki? Bo wszak ser Kanionka jest bez KONSERWantów. A i ew. konserwanta z lodówki Mitenki ciężko wydłubać rękawicą spawalniczą.

  • Przepraszam że dopiero teraz, ale dopiero wczoraj psychicznie wróciłam do żywych ( byłaś u lekarza? Bo ja BYŁAM! Teraz na ciebie kolej – tylko bez wymówek. Jazda!).

    No więc ja nie wiem jak łosia można się bać. Pająka, owszem. Ale ŁOSIA? Przecież to taka jełopa na tych swoich długich nogach z kolankami, jak poskładana z części zapasowych od innych zwierzaków. A z takimi rogami to za szybko nie pobiegnie, bo jak? Postaw sobie trzy taborety na głowie i spróbuj biegać. I jaką ma dupinkę puchatą z tym ogonkiem!…

    Akcja z Żozefin pokazuje, że zostałaś przyjęta do społeczności lokalnej, a to niełatwe. Duży szacunek.

    • kanionek

      “byłaś u lekarza? Bo ja BYŁAM! Teraz na ciebie kolej” – ale ja byłam w zeszłym roku! TRZY RAZY.
      Sama nie wiem, czego bardziej się boję – gastroskopii, czy jej wyniku. Bo wiesz, dopóki nie otworzysz pudełka, dopóty kot Schrödingera ma wszelkie szanse być żywy.

      Ale ten łoś wcale nie musiał biec! Trzy kroki na tych dwumetrowych szczudłach i już byłby przy mnie, już zjadłby mi czapkę, albo aparat skonfiskował. Że wygląda jak poskładany z niepasujących części? A o transformersach słyszałaś?
      Nie no, ja się łosia nie boję, a skąd. Tylko tych rąk połamanych i głowy tuż nad kolanem urwanej…

      No i phiii, jaka tam “społeczność lokalna” – trzy drzewa na krzyż. A łaska Żozefin to na cętkowanej świni jeździ – raz będzie z ręki jadła, jak te fiordy w Norwegii, a innym znów razem przeryje mi kartoflisko. Ja tam jeszcze z kuponem do kolektury nie lecę, ja się muszę dobrze tym liczbom przyjrzeć.

  • obożuobożu, czemuż ja dopiero teraz tutaj trafiłam?!?….
    tyyyyyle dobra do czytania….. :>
    kłaniam się z zaśnieżonej aktualnie Zielonej Góry i z ucieszoną mordą zabieram do czytania :)

    • kanionek

      O w pyszczek, Tiganza, to przed Tobą długa droga i niejeden śnieg stopnieje, zanim skończysz (NAJLEPSZE SĄ KOMENTARZE. Wpisy to – na dobrą sprawę – można by nawet ominąć).

      “czemuż ja dopiero teraz tutaj trafiłam?!?” – a mnie ciekawi, JAK tutaj trafiłaś. Bo co spojrzę w dział statystyk i wykresów, to wtyczka mówi, że ludzie trafiają na “kanionka” po zapytaniu Google o ruskie porno, albo o to, jak zostać wampirem w młodym wieku. No i jeśli, być może pochopnie, acz definitywnie, odrzucić ruskie porno, to powiedz, Tiganza – dlaczego chcesz zostać wampirem w młodym wieku!?

      Właśnie przeczytałam Twój wiersz (https://meregyne.wordpress.com/2014/01/13/563/#comments) i cała jestem w ciarkach. I nie chodzi mi o krzewy tarniny. Na razie tyle, bo jeszcze się trochę trzęsę.

      • no proszę Cię, a Ty byś nie chciała zostać wąpierzem w młodym wieku?!? przeca z tego same korzyści: można latać bez szumu ni szustu i robić kęsim wrogom ^^
        A porno nie szukam w gugielu. Mam swoje ulubione strony i tam….
        ….eee, tego, co to ja chciałam….
        Topsz, to tera poważniej: przywiało mję tu od Barbarelli, którą czytam namiętnie i rechocząco, bo w życiu całym mojem 42letnim nie spotkałam tak przefantastycznej pesyoptymistki :))
        I jestem przezachwycona.
        Tym, jak piszesz, tym, o czym piszesz, i tą kolorową, cudowną ekipą w komentarzach też.
        I cieszę się jak Chińczyk smokiem, że tyyyyyyyle mam do przeczytania u Ciebie – miałam podobnie u Barb i jak dobrnęłam do końca, czyli do aktualności, to mi było skuczno niezmiernie, że o, skończył się zapasik dobrego. A teraz słoneczko mi znowu świeci na czytelniczym niebie :)
        na moim blogu wieje ciszą, wszą i wiorstą, wiem. Mam pomysły, nie mam weny. I szlag w poprzek, nie wiem, jak z tego wybrnąć….
        Ale nic to, pomyślę o tym jutro, a teraz idę czytać o KURACH <3 :)
        ….jeeeejku jej, jak tu fajnie….

        • ciociasamozło

          Cześć Tiganza, ja Ci wróżę, że w Oborze Kanionka odzyskasz wenę. Tylko nie wiem czy jej nie zużyjesz tutaj w sekcji komentarzy ;)

          Czy Barbarella zaczęła już pobierać tantiemy za przekierowanie do Tradycji na dachu?

          • hahahaha, może tak być, że się wyprztykam w komentarzach ;))
            ale może zainseminuje (khę) mi to wenę do dalszej twórczej pracy, kto wie ;>

            ode mnie nic nie pobrała jeszcze – muszę się przypomnieć ;)

          • kanionek

            Wena is a bitch. Do mnie już rok temu przestała zaglądać, a bez niej jestem tylko maszyną do pisania (do tego często zepsutą, jak teraz). Kiedyś w poszukiwaniu weny poeci jeździli w malownicze miejsca, egzotyczne krainy, w surowe, górskie głusze… A może to gruźlicy jeździli, nie wiem, pamięć mi szwankuje. W każdym razie ja to już rzadko z lasu łeb wychylam, a w Biedronce też próżno weny szukać, więc ten. Ja się już powoli godzę z faktem, że jestem li tylko maszyną, azaliż Kóz z Obory żal, że dały się onegdaj złapać na lep taniej propagandy, a teraz w tym sklepie tylko sól i ocet. (Powtarzam: dobijcie mnie byle czym).

          • oho. Masz czerwony alarm.
            To przejdzie, ale współczuję i tak. Przesłałabym Ci coś smacznego do jedzenia, na pociechę, ale kurier o tej porze zaszwankuje, a ja to do poniedziałku zeżrę. Niefart!
            Sól jest niezbędna, wiesz przecież o tym?
            próbowałaś zjeść jajko bez soli, albo pyry?
            a ocet? niemal to samo.
            Więc ja te oba produkty chętnie i z uśmiechem.
            I przycupnę, doczytując, niezrażona Twoim brakiem weny. Bo tu jest naprawdę zajebiście.

        • becia

          Ale se przypomniałam jak wciągnęłam zaległe wpisy ‘Kanionkowa” na jednym wdechu :):) wraz z komentarzami oczywiście :):) To była jazda i noce nieprzespane :)

  • Jagoda

    Czy koźlątka już przychodzą na świat? Jakby się urodziła kózka 16 stycznia i nazywałaby się Dżagoda, to ja sponsoruję.

  • ciociasamozło

    “Styczeń, styczeń, jak ty nas wszystkich wkurwiasz…”
    DJ Ciocia z dedykacją dla tych co maja dosyć: https://www.youtube.com/watch?v=OK6qpvQUKS0

  • bila

    Hej, hej! Niniejszym chciałabym była podjąć wątek kalendarza. Gdyż albowiem kwiecień tuż, tuż… Ktoś coś?
    Tak sobie wykumałam, że nowy kalendarz wychodzi, jak można już kupić sery… to ma sens! :)

    • wy/raz

      Bila, wyżej już o tym wzdychałam. Teoretycznie miało być sukcesywne wrzucanie w odpowiednie tematy na forum swoich faworytów. W praktyce… Ale okładka jest wstępnie wybrana – kubistyczny Kanionek na belach ;p-)). No i i cytaty czekają. Mamy realnie 2 miesiące -2,5, żeby każdy mógł zawiesić kalendarz w kwietniu. Szanowne Kozy Oborowe, Do Dzieła!!!
      O @ Jolu to też tak wzdycham ;-))

  • Jolanta

    No właśnie – wątek kalendarza. Kanionek piękne materiały dostarcza do kalendarza – jest z czego wybierać. Kanionkuuu, wyjdź z ciemnej dziury. Styczeń już zaraz zdechnie, dnia tak coś koło godziny przybyło. Ja bym chciała taki kalendarz. I ser… Nabyć drogą kupna.
    A ser trochę zamroziłam, a po rozmrożeniu leży sobie w lodówce w opakowaniu i nic – NIC złego mu się nie dzieje. Nawet wyszlachetniał jakby, dojrzał. A leży bo wraz z nalewkami podlega bardzo ścisłej reglamentacji.
    Przeczytałam wiersz Tiganzy i zimno mi się zrobiło, o matko, nie znoszę takiego wiatru. Niech się ta zima już skończy. Idę po coś na rozgrzanie. Na zdrowie!

    • chcesz, pocieszę-ć – to już koniec zimy.
      Cieszysz się?
      :)
      ja niezmiernie! żondam dostempu do ciepła i żodkiewiek!! ;>

    • kanionek

      No niestety. Idzie luty – Kanionek struty. Za to w marcu naprawdę będzie jak w garncu, z tym milionem koziołków, co to się mają w tym roku urodzić. Irena już wygląda na trojaczki, a ma jeszcze dwa miesiące do rozsypki. Ja JUŻ jestem w rozsypce i nic mi się nie chce. Czytam sobie takie, o: https://www.sciencealert.com/south-australia-tesla-battery-earns-million-neoen-company?perpetual=yes&limitstart=1 i się zastanawiam, dlaczego taki Elon jest Musk, a ja taki Bezmusk. Nic mi się nie chce, bateria mi padła, musk się rozlał jak stary ser pleśniowy, zalatuję grzybem i stęchlizną. Może tak wygląda odpoczynek, nie wiem, nie znam się.

      • to chyba jakiś rotawirus antyweny i chyba szaleje po Polsce, bo też mam – teoretycznie powinnam się brać za swoje pseudodzieła rękotwórcze, a w praktyce – siedzę z najmłodszą kocizną na kolanach i doczytuję Twój blog i rewelacyjne komentarze.
        i tak mi się koncertowo nic innego nie chce, że o ja piędrolę….

      • Baba Aga

        Potwierdzam, stanowczo jest coś rozleniwiającego w powietrzu, może jakieś burze na słońcu czy ki ch**. Doszło do tego, że wchodzę do łóżka o 20 z zamiarem czytania, a zasypiam i śpię do 8, łóżko wygrywa we wszystkich konkurencjach, ale ostatnio wyczytałam, że w indiańskim horoskopie jestem niedźwiedziem, więc może to jest odpowiedź, ja tam wierzę w mądrość Indian i nie będę z tym walczyć, niedźwiedzie w zimie śpią. Próbuję się przełamać i wychodzić codziennie z psem na spacer, a pies po 200 metrach zawraca do domu, więc nawet jeśli pies to chyba trzeba się z tym pogodzić. Pozdrawiam z gawry, a i jeszcze poproszę o wysyłanie dobrej energii w intencji nowej gawry, we wtorek rano jedziemy oglądać dom, jest tam też miejsce na mały domek dla gości , więc we własnym interesie trzymajcie kozy kciuki, oczywiście jeśli lubicie morze, bo morze blisko a dom w lesie więc piękne okoliczności przyrody.

        • wy/raz

          Wór skondensowanej energii przesyła dzięcioł ;-))

        • becia

          Babo Ago a Tobie dziekuję za radę. Mała ma coś z kregosłupem między łopatkami. Zostały naklejone plasterki + rehabilitacja- przeszedł ból brzucha- w życiu bym nie pomyslała by póść do ortopedy. Tylko po tej historii chuda straszliwie, odkarmić nie mogę, ciagle niedowaga.. Pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki by nowy domek był “najlepsiejszy”

        • ciociasamozło

          Babo Ago, jak oględziny? Czy to dom Twoich marzeń na miarę Twoich możliwości? Życzę Ci takiego bardzo, bardzo.
          A jak tam się jakieś miejsce gościnne dla Kóz znajdzie to już wartość dodana (zwłaszcza dla Kóz) :)

          I podziwiam, że mimo, że powinnaś spać smacznie w gawrze to jesteś w stanie życiowe decyzje podejmować.
          Ja nie jestem wybrać skarpetek z szuflady. A myśl o konieczności remontu, a przynajmniej przemeblowania sypialni wywołuje u mnie palpitacje serca i mdłości (ale może to też kręgosłup…) :((

          • Baba Aga

            Podejmowanie decyzji odroczone do soboty, Panu właścicielowi coś wypadło. Możliwości moje to oceni bank, a jeśli by to był TEN dom to jest tam miejsce na małą obórke, gdzie kozy by mogły wypoczywać.
            Becia, strasznie się cieszę, że jest diagnoza i że pomogła, moja córka ciągle walczy. Jeśli Młoda nie ma apetytu to doradzam szczypiorek, pobudza apetyt i sam z siebie jest zdrowy.
            CW co za piękny teledysk :-D nie znałam.

          • wy/raz

            Przede wszystkim dzieciom zdrowia. Jest nowy dom?

  • Jolanta

    Powitać, powitać. Za mężem tu trafiłam jakieś trzy dekady temu. Posłuchajcie jak to brzmi “trzy dekady temu” – jakoś lepiej niż trzydzieści lat temu, prawda?

  • Jolanta

    Kanionek szwajcara pokazał na forum!! Rany jaki piękny! https://kanionek.pl/forum/showthread.php?tid=83&pid=1254#pid1254
    Piszę się w kolejkę – pewnie dopiero na następny krążek się załapię, ale już się zgłaszam do zapisania w zeszycie.

  • Anomin

    Bedzie wpis, bedzie wpis, bedzie wpis!!!!
    :-))) juz sie ciesze!!!!
    Bedzie wpis bo styczen sie konczy, a Kanionek powiedzial, ze przynajmnie raz na miesiac wiec BEDZIE WPIS!!!!!

    • ciociasamozło

      Jak Kanionkowi się chce tak jak i mnie (w sensie robić cokolwiek, bo przeczytać wpis a i owszem) to wpisu nie będzie…

      • Anomin

        Ciociasamozlosabotazystka ciiiiiii
        BEDZIE WPIS!!!!!

      • kanionek

        Słuchajcie Cioci, która zawsze Wam prawdę powie (i może nawet doradzi, co z tą prawdą począć…?), a prognozy stawia tak trafne, że IMGW to mógłby Cioci co najwyżej buty czyścić i druty w parasolu prostować.

        • Anomin

          A ja ciagle trwam w pewnosci, ze wpis Kanionka w styczniu bedzie!
          Skoro kanionkowy rok zaczyna sie w kwietniu to kanionkowy styczen moze zahaczyc kilka dni o luty :-))

    • kanionek

      O curde…

  • becia

    Kózki moje drogie, melduję się w 2018stym. Wiem- znikłam na ponad miesiąc i znów Kanionek się martwił. Martwiłeś się Kanionek beciom? No to Ci powiem, kochana, iż się słusznie martwiłeś. I tera- wobec wszystkich powtarzam- Kanionek najmądrzejszy jest i basta! Pamięta Obora jak jakiś czas temu narzekałam, że z głupoty zwanej dobrocią serca wzięłam na siebie obowiązki ponad miarę i nawet czytać Kanionkowa nie mam kiedy? I że po roku, jak wszystko minie, to mądrzejsza będę? Kanionek mówił trele morele nigdy nie zmądrzejesz. I życie pokazuje, że miał rację- z głupoty i braku asertywności się nie wyrasta!. Ledwo żyjąc po 10 miesiącach zasuwania i spania po 4 godz. dziennie co zrobiłam przed światami? Co zrobiłam ja głupia? Ano zaproponowałam, że skoro starsze pokolenie choruje to może rodzinna Wigilia u mnie! No i tak redukując sen do 3 godz. gotowałam nocami, no bo jak to ja nie dam rady! Znacie to drogie Kozy? No i mnie załatwiła. Ona… tarta żurawinowa. Nocom. Podstępny gorący musik z cukrem się przelewał z rondla przez sitko. Powolutku… a w głowie układałam listę zadań na dzień jutrzejszy.. I co zrobił ten podstępny, przepiękny, przepyszny, wrzący musik? Ano mykną zamiast do siteczka to na nadgarstek i wewnętrzną stronę jednego przedramienia a potem przy moim głoooośnym akompaniamencie gibną się w rondelku w drugom stronę i przytulił się do wewnętrznej strony drugiego przedramienia i pocałował wierzch dłoni a potem rozbryzgnął się po całej kuchni jak pizgnęłam rondelek do zlewu. Taaa…
    Takiem się nie odzywała długo bom nie mogła klikać za bardzo. Wewnętrzną strona nadgarstka nie najlepiej funkcjonuje bez skóry niestety.

    • ciociasamozło

      Becia! biedaku!
      Jak zawsze dobry uczynek musi zostać po wielokroć ukarany :(((
      Dobrze, że się już zagoiłaś. Czy Twoja asertywność wzrosła choć trochę?
      Proponuję, żebyś na Wielkanoc wyjechała gdzieś daleko, a rodzinie wysłała śliczne kartki z jajeczkami. I pokażesz, że o nich pamiętasz i o uraz trudniej ;)

      Dobrze, że wróciłaś.

      • becia

        Dzięki Ciociu :) Z perspektywy czasu, jak już pamięć o bólu się już przytarła to stwierdzam, że to były zajewajne święta:) Nic nie robiłam, wszyscy wokół mnie latali a Mąż co 8 godzin dawał mi takie małe tabletecz od dohtora z SORu po których było mi taaak dobrze ;) Trochę zal bo było mało i się już skończyły. A asertywność… no cóż się okaże..

      • wy/raz

        To chyba była podświadoma asertywność. Pisze to intelygentka, która rozważa wzięcie dodatkowych godzin… Najważniejsze żeby ci się pogoiło. Delikatnie smyram, żeby nie urazić. Ściskam i życzę jak najszybszego odrostu skórki.

        • becia

          Bardzo bardzo ładnie śię zgoiło, po ponad 1.5 msc zostały mi tylko czerwone plamy na skórze ale żadnej blizny :)

    • kanionek

      @Becia
      A nie mówiłam?
      A w ogóle to było sobie na wstępie grudnia ręce siekierką od razu upiehdolić przy łokciach, to i roboty na święta mniej (i resztę życia jakby też), i cierpienie chyba krótsze, bo poparzenia są wredne. Przyznam otwarcie, że nadgorliwością i żurawinowym faszyzmem pobiłaś Kanionka na głowę, bo ja tej zimy odnotowałam tylko kilka takich akcji spontanicznych, w tym np. 70 pierogów z mięsem o trzeciej w nocy (że zrobiłam, mówię, nie że zjadłam).

  • becia

    Ale ale .. ku potomności. I bardzo na serio- jeśli komuś kiedykolwiek zdarzy się poważne oparzenie najlepsze jest nakrycie całego miejsca, i ran i pęcherzy, opatrunkiem żelowym. Nazywa się Aqua gel jest dostępny w aptece po 7 zł. Całośc owija się bandażem albo lepiej- mocuje takim przepuszczalnym plastrem. Zmienia się co 3 doby ale co 4-5 godzin należy go nasączać solą fizjologiczną. Wiem głupio to wygląda- polewać rany wodą ale działa to REWELACYJNIE. Ta galareta wchłania wszystko co się sączy jednocześnie chłodząc i nawadniając skórę, a ta szybko się regeneruje. Nic się nie przykleja i przy zmianie nawet najbardziej napompowane pęcherze nie pękają. Goi się jak na psie, nie pozostawiając praktycznie blizny.

  • Jagoda

    I tak o. Wredny i niepiękny styczeń za nami a luty wcale nie piękniejszy. Tak chciałam zacząć, ale przecież myślę optymistycznie i w poprzednim roku postanowiłam zaczynać każdy dzień wyrażaniem wdzięczności… i tak od nowa:
    Styczeń był super, rachunek za gaz nie powinien przekroczyć moich możliwości, róże koło domu mają pąki (!), w styczniu rodzą się Koziorożce, fantastyczne księgowe. A luty zapowiada się jeszcze lepiej, bo krótszy i dzień dłuższy, i głowa jeszcze mnie w lutym nie bolała, i nic mnie nie bolało. Jak fajnie jest żyć!
    Jedno, co mnie gniecie (bez polityki, Jagoda!) to trudności w odczytywaniu co niektórych komentarzy; 3 znaki na jeden wiersz to trochę mało. Mały żonku, czy da się coś z tym zrobić?
    A rada Beci dotyczącą pielęgnacji oparzeń zasługuje na miejsce w kalendarzu.
    Bardzo pozdrawiam.

  • Bisia

    Witam, tutaj Tubylcy to zawsze sobie zycza- szczesliwego miesiaca, tak dodatkowo do szczesliwego roku, a co nadzieje nadgorliwi to i szczesliwego tygodnia 😉
    Ja tez, za Jagoda, czytanie n.a. komorce komentarza po 3 litery jest bardzo trudne, a odwrocenie komorki powoduje “przeskok” i widac inny komentarza niz czytany.
    Dolaczam sie do prosby o interwencje

  • mały żonek

    Coś takiego nie powinno mieć miejsca. Testowałem na symulatorach wielu urządzeń i było OK. Sprawdziłem właśnie kolejne 5 i chyba wiem o co chodzi. Popracuję nad tym. Wszystko da się zrobić. Dam znać po poprawkach.

    • Bisia

      Hm wlasnie chcialam napisac kiedy te 3 literki sie pojawiaja a one ZNIKNELY. Pan Maly Zonek pracuje extra szybko. Dziekujemy!

    • mały żonek

      Pytanie, czy teraz pasuje, czy dalej coś jest nie do końca jak należy? Jeśli coś Was wkurza, to piszcie śmiało – poprawię.

      • Jagoda

        Tera to pasuje prawie. Fajne te ramki.
        Prawie robi różnicę jednak. I gdybyś Wszechocny Mały Żonku zechciał sprawić, żeby Kanionek obdarzył nas nowym wpisem, to prawie zniknie😉.

  • ciociasamozło

    No dobra Kanionek, koniec tego poddawania się marazmowi, zimowej depresji i niechciejstwu. Styczeń się skończył, czas wyłazić z mułu zanim się koziołki posypią (a może już się sypią i czasu nie masz?). Dawaj wpis!
    Choćby kilka zdjęć błota, obrażonych na pogodę kóz czy Pasztedzika wylegującego się w łóżku do góry kołami. Bardzo poproszę bo mam już chyba objawy odstawienia. No bo jak wytłumaczyć ataki agresji, dreszcze, zmienny apetyt i nerwowe zaglądanie na blog 20x dziennie? Hę?

    • kanionek

      Styczeń się skończył? U mnie w pokoju na kalendarzu jeszcze grudzień, i tej wersji będę się trzymać.
      Kilka zdjęć błota to jeszcze da się załatwić, ale z pisaniem to nie wiem… Urok jaki, czy inna klątwa? Coś tam wczoraj zaczęłam, ale to podpadało pod znęcanie się nad klawiaturą. I przypominało wyciskanie resztek maści na hemoroidy z tubki. To nie tak, że mi się nie chce, tylko mi NIE WYCHODZI. Rozumiecie, jak ta maść. A z pustej tubki to i Salomon nie wyciśnie. Zdania mi się nie składają, a najładniejsza jest w nich kropka.
      Innymi słowy: pusta tubka, dupa, i kropek kupa.
      Ale nie mówię, że nie walczę.

      • Buka

        Miła ma
        Czy nie ty?
        Zdrowa wczoraj
        Chora dziś?
        Ból i lęk
        To ci zostało
        Pisz tę notkę
        Bo jak nie
        Anioł Stróż
        Tobie da piekło

        (to jest ostrzeżenie dla Kanionka, a dla Kóz – konkurs: wykonawca, tytuł :) )

      • Iza

        Osobiście uważam, że jeśli Kanionkowi “nie wychodzi” ten wpis mniej więcej tak, jak w Jej komentarzu powyżej, to może sobie publikować zakalcowate wpisy do końca świata, będę konsumować z rozkoszą. :)
        Zupełnie tak, jak swego czasu moje własne dzieci w sposób absolutnie niezrozumiały konsumowały mój “sernik” – z prędkością światła. :D
        Bo w gronie samych swoich to muszę Wam się przyznać, że NIGDY w życiu nie udało mi się upiec sernika bez zakalca. Miał być taki puszysty, wiedeński… a tu za każdym razem DUPA. No i stresowałam się tym przeraźliwie, a własne produkty człekopodobne mnie gasiły, żebym uprzejmie przestała chromolić i lepiej upiekła kolejnego zakalca serowego. Który znów niepojęcie znikał. I tak w kółko….
        Zatem powiadam Ci, Kanionek, przestań chromolić i dawaj tego zakalca. :)

      • ciociasamozło

        Walcz, walcz. Dawaj choć zdjęcia z kropkami ;) Od czegoś trzeba zacząć. Nie czekaj do Nowego Koziego Roku ;)

      • wy/raz

        “Pusta tubka, dupa, i kropek kupa.”
        Dawaj Kanionku ten wpis. Do Kaduka!!!

        cicha wielbicielka

  • agiag

    A mnie dzisiaj rano drogówka zatrzymała i Pan Policjant pyta – “a o czym pani tak myśli, że ograniczenia prędkości Pani nie zauważyła?” A ja na to “O kozach” (trochę to taki skrót myślowy był, bo ja się akurat zastanawiałam czy jak w pracy odpalę komputer, to może już wpis nowy u Kanianka będzie). Na co Pan Policjant odparł “a to jak o kozach to niech Pani jedzie, tylko wolniej”. No to pojechałam. Myślicie, że nasza drogówka ten sam blog czytuje?

  • wersja

    Cześć i czołem, Kozy :)
    Naszła mnie Wena (chyba się zgubiła w drodze do Kanionka) i mówi: Weź, jak Kanionek może pisać wielowątkowe notki na kilometr, to chyba udźwigniesz kilkuakapitowy komentarz, si? Jakościowo może szału nie będzie, ale jest luty – po co komu szał? Ważniejszy szal.
    Toteż uwaga, piszę wielowątkowo (Wena, dyktuj głośniej):
    – Tiganza, cześć :) Do którego miejsca archiwum doszłaś?
    – Babo Ago, i jak, kupujesz ten dom? I przeprowadzasz się? To mogę się podzielić opinią na temat wybranych specyfików uspokajających dostępnych bez recepty. Bo ja właśnie jutro swój dom – o matko! – sprzedaję. Normalnie mało mam w życiu emocji, to sprzedaję nowy dom i będę budować następny. I za tydzień mam przeprowadzkę, i wszędzie wokół kartony. I trochę jestem niezdrowo pobudzona emocjonalnie. Pogłaskałabym kozę, czy coś, na uspokojenie. Kanionek, czy głaskanie kóz uspokaja? Czy aby koi nerwy?
    – Iza, mnie tak nie wychodzą wszystkie ciasta i też są zawsze zjadane, więc popieram apel: Dawaj Kanionek te zakalce :)
    – Agiag, widocznie panowie policjanci rozumieją, że są rzeczy ważne (jak ograniczenia prędkości) i ważniejsze (jak kozy) :)
    – Becia, o matko… współczuję.
    – Wy/raz, ja bym chciała w kalendarzu jakieś zdjęcie wszystkich piesków. Z góry dziękuję :)

    I w tym momencie Wena mówi: Nie no, z tego mleka już sera nie będzie, idę szukać lepszego serowara… I odeszła, kierując się w prawy górny róg mapy…

    • hell-o, Wersjo :)
      jestem właśnie na włoskich kozach – dawkuję sobie kamionkizm w oszczędnych dawkach, żeby na dłużej starczyło :)
      no i komentarze pilnie czytam – są przecudne!

    • wy/raz

      I patrz, jaka małpa ze mnie. jak tam emocje i sprzedaż?

      • wersja

        Wygląda na to, że wszystko dobrze. Aż trudno uwierzyć :)

        • wy/raz

          Świetnie, to teraz kolejne wyzwanie. Trzymam kciuki na szczęście.

          A tak na marginesie, to powinnyśmy się jakoś ładnie z Becią ustawić do komentarzy na Walentynki, bo my takie czerwone jak serduszka ;-).

          • becia

            Beacia nigdzie nie będzie pozowała.. Becia dziś zdobyła się na odwagę i wlazła na wagę.. w 12msc przybyło mi 20 kg, nie sądziłam że to możliwe.. podjadanie ze stresu swoje zrobiło, kur… kiedy ja to zrzucę..

    • Baba Aga

      Wersjo, dom jednak nie ten, czasem się zastanawiam jak to możliwe, że ludzie stawiają domy z sufitem na wysokości 2 metrów, tudzież ze schodami gdzie ledwo zmieści się jedna osoba i nie są to schody do wieży księżniczki, bo ja rozumiem że można się pomylić przy kupnie czegoś w internetach ale dom??? Ale jeśli Ty budujesz już drugi to może ja też dam radę, bo ja chcę dom a mąż budowę, a ja budowy się boję, a zwłaszcza miliona decyzji do podjęcia o wszystkim.
      Środki uspokajające bez recepty to mam w małym palcu, a nawet te na recepte, sezon letni nad morzem, gdy prowadzisz 3 sklepy a w każdym pracują 2 nastoletnie osoby, obfituje w takie atrakcje, że panie w aptece to się śmieją że powinnam wykupić abonament i dają mi rabaty dla stałego klienta. Od maja do września testuję różne ciekawostki, najbardziej lubię nervomix ;-)
      Ale jeśli chodzi o przeprowadzkę to marzę o niej, jakkolwiek by nie była trudna to perspektywa mieszkania u siebie pokonuje wszystkie trudności.

      • Iza

        A propos tej odległości między sufitem a podłogą – co powiesz na blok z wielkiej płyty z lat 1980-tych, w którym ta odległość wynosi 2,20 m? :P Czego niezgodność z prawem budowlanym uświadomiono mi dopiero przy pierwszym poważniejszym remoncie, bo jak się tam przeprowadzałam z mieszkania w kamienicy (3,80 m) to owszem, było mi nisko, ale odnosiłam się ze zrozumieniem do różnic między budownictwem przed- i po-wojennym. Dopiero po latach okazało się, że to zrozumienie było ciut przesadne… :)
        A przecież wielka płyta robiona od sztancy, to powinna być zgodna z przepisami, nie?

        • Baba Aga

          Wiesz mnie już niewiele zdziwi po obejrzeniu kilkunastu domów, ale jednak w bloku faktycznie jest to zaskakujące bo sporo ludzi musiało dać dupy żeby tego dokonać. Ale żebym nie dziwiła się samotnie to garść ciekawostek: wykładzina dywanowa w łazience, wszystko drewniane łazienka tez podłoga ściany sufit(taki specyficzny zapach, ale on był od zawsze, tak tak pachną grzyby) łazienka 20metrow bez ogrzewania, wybudowanie domu obok hodowli świń, garaż w którym nie da się otworzyć drzwi z dwóch stron w samochodzie bo taki jest wąski itd, itp.
          Zaczynam szukać działki.

          • Anomin

            W Krolestwie, Zjednoczonym co prawda ale jednak ;-) dywanowa wykladzina na podlodze w lazience to baaaardzoooo czesty fakt.
            Nie szokuje rowniez w kibelkach (nawet, pardonne-moi, publicznych).
            Wlasciwie to u nich standard. W dodatku oni pod wykladzine dywanowa klada taka jakby gabke (chodzi sie po tym tak miekko)

          • Iza

            Moja łazienka też niby nie ma ogrzewania, ale leci przez nią pion CO baaardzo konkretny, więc jest ciepło jak w uchu. :)
            U mnie najpierw musiała dać wielkiego ciała fabryka wielkiej płyty, a potem za montaż tego bloku zabrała się wiecznie pijana brygada OHP, co na własne oczy oglądał aktualny kierownik techniczny w mojej spółdzielnianej administracji. Dzięki tej wiedzy ze źródła facet obecnie ma spokój i zen, i nie dziwi go już nic – na przykład taki fakt, że awarię zasilania czyjejś pralki naprawia się piętro niżej, bo kable idą “ciut nietypowo”, taką wycieczkę na dół sobie urządzają między bezpiecznikiem a gniazdkiem w łazience, a co! Zaś u mnie idą po przekątnej salonu, bo po co OHP miało zużywać 10 czy 15 m kabla i prowadzić go wzdłuż ścian, skoro krótszą drogą osiągali ten sam efekt, a za “zaoszczędzony” kabel mogli napić się ponownie?
            Które to historie (i wiele innych) usłyszałam, jak poszłam do administracji poprosić o schemat okablowania swojego lokum. Facet potrzebował duuużo czasu, żeby opanować atak śmiechu… po czym najpierw poopowiadał, jak było, a potem poradził mi zakupienie wykrywacza kabli.
            Z tym wszystkim blok stoi już te 30+ lat i strukturalnie ma się nieźle, co wykazała niedawna kontrola techniczna. Uczciwa kontrola, bo spółdzielnię mam nietypowo porządną i chcieli wiedzieć z góry, gdzie się spodziewać kłopotów w przyszłości. A że struktura zawiera liczne niespodzianki… oj tam, oj tam. :D

      • becia

        W wijskich chałupach to dopiero było nisko… a chodziło o względy praktyczne- mała kubatura, małe okna, zwierzyna grzejąca obok, siano na strychu- łatwo tą norkę było ogrzać suchemi patykami i dzieckami :):)

      • wersja

        Baba Aga – przepraszam, że odpisuję z poślizgiem, ale wiesz – mam urwanie głowy i co drugi fakt rejestruję :( Budowa domu to jest wyzwanie – nie oszukujmy się – finansowe, organizacyjne i intelektualne. Ale. Żaden deweloper Ci nie postawi lepiej niż Ty sama sobie. Trzeba się sporo nauczyć – ale przecież są internety, więc wiedza jest dostępna, ludzi można pytać, książki czytać. A potem tylko pilnować, sprawdzać i egzekwować. Natomiast satysfakcja na koniec jest nie do porównania z niczym innym. No chyba tylko z urodzeniem dziecka :) Czegoś nie było, a nagle jest i “jam to, nie chwaląc się, sprawił” :). W razie czego służę radą już-prawie-fachową i wsparciem emocjonalnym :)

  • wy/raz

    Wersja, a widziałaś zdjęcie WSZYSTKICH psów? Jak tak, to wrzuć linka na forum, jak nie to trzeba namówić Kanionka, żeby udostępnił swoje łóżko i zrobił pieskom profesjonalną sesję fotograficzną.

    Teraz pomarudzę: Co do kalendarza, to jeszcze nawet nie ma wybranego szablonu, wątki kalendarzowe na forum błagają o wsparcie.
    Pamiętacie, gdzie zamawiałyśmy w zeszłym roku? Mitenki, odpowiedz ;-)).
    Ja znalazłam https://www.colorland.pl i nawet jedno oczywiście ładnie, bo przeze mnie obrobione ;-)) propozycyjnie bym wrzuciła, gdybym wiedziała jak to zapisać. Na razie skończyłam na printscreenie. Jak mnie Atos nie zabije mogę wrzucić na forum, ale tak szczerze to marnie widać. Należy wykombinować coś innego.

    Utwór motywacyjny:

    Życząc mocy, słodkich nocy, dobrych dni
    Wielu wpisów, komentarzy
    Samych kózek – niech się zdarzy
    Bosych nóg przez cały rok
    Ciepłych dłoni
    Serc gorących, które rozpalają słońce
    Na ten Kozi Nowy Rok!!!

    No i ten, no kalendarza
    Niech ten cud nam się przydarza
    W każdy rok.

    • mitenki

      Wy/raz – zeszłoroczny robiłam na Fotokalendarz.pl.
      Wrzuć printscreena na forum, myślę że Atos Ci wybaczy :) A jeśli nie – zawsze można usunąć.

      Odezwij się do mnie proszę na maila – mitenki74 małpa gmail kropka com

  • wersja

    A nie było właśnie takiego z psami na łóżku? Tylko co Kanionek powie na publikowanie wizerunku swojej alkowy?

  • wersja

    To jest cudne: https://kanionek.pl/wp-content/uploads/2017/10/a-ona-i-tak-mnie-kocha.jpg

    I to: https://kanionek.pl/wp-content/uploads/2017/10/what.jpg

    To bym dała na piździernik: https://kanionek.pl/wp-content/uploads/2017/09/pada-wciaz.jpg

    To na marzec: https://kanionek.pl/wp-content/uploads/2017/09/czemu-Bozena-ma-krzywy-zgryz.jpg

    Jeszcze raz Bożenka na kwiecień https://kanionek.pl/wp-content/uploads/2017/08/czlowiek-pomusz-2.jpg

    To jest cudne: https://kanionek.pl/wp-content/uploads/2017/08/usmiech-Bozeny.jpg

    I to: https://kanionek.pl/wp-content/uploads/2017/08/Pocztowka-i-Malaraszik.jpg

    Bez dwóch zdań – sierpień: https://kanionek.pl/wp-content/uploads/2017/08/ewolucja.jpg

    Coś ciepłego i puchatego na luty: https://kanionek.pl/wp-content/uploads/2017/08/mysle-o-ogolnoswiatowej-zagladzie.jpg

    Czerwiec: https://kanionek.pl/wp-content/uploads/2017/07/Pocztowka-z-Bozena.jpg

    Styczeń – bo tak mi robi: https://kanionek.pl/wp-content/uploads/2017/07/tak-mi-rob.jpg

    Prawie wszystkie psy na wrzesień: https://kanionek.pl/wp-content/uploads/2017/06/leniuchy.jpg

    Maj! https://kanionek.pl/wp-content/uploads/2017/06/leniuchy-2.jpg

    Malutki Pasztedzik słodziaczek na…. osłodę grudnia: https://kanionek.pl/wp-content/uploads/2017/05/Pasztedzik.jpg Koniecznie z tym dymkiem :)

    Lipiec? Bo dlaczego nie. https://kanionek.pl/wp-content/uploads/2017/05/Herbatka-z-Mleczkiem-2.jpg

    Już mi się pomerdało, ktore miesiące zostały puste, ale to śliczne: https://kanionek.pl/wp-content/uploads/2017/04/osiolek.jpg

    Zamyślona… https://kanionek.pl/wp-content/uploads/2017/03/Male-Zlo-jako-dorosla-kobieta.jpg

    Tyle wymyśliłam, a jakby ktoś umiał zrobić kolaż różnych zdjęć serowych, to też by było fajnie. Co o tym myślicie?

    • kanionek

      Yyy, przyszło do mnie ponaglenie mailem, żeby zatwierdzić lub odrzucić ten komentarz (wtyczka się boi, że to spam, bo zawiera dużo linków, a ona nie wie, czy na tych linkach są kozy, czy może jakieś filmy dla dorosłych), więc warunkowo zatwierdzam, ale wy/raz dobrze gada – od spraw kalendarzowych jest wątek na Forum, i uprasza się o przestrzeganie tej zasady, BO INACZEJ WSZYSCY ZGINIEMY (w bałaganie).

      • kanionek

        No i jeszcze wtrącę swoje trzy złamane grosze w kwestii estetyki, choć to oczywiście WASZ kalendarz i WY będziecie decydować o tym, czy chcecie przez cały jakiś tam miesiąc oglądać obornik za koziarnią, albo jakieś druty przy rynnie… Chciałam tylko powiedzieć, że – moim zdaniem – nie wszystkie z pozoru sympatyczne fotki nadają się na kalendarz. Inna sprawa, że takich nadających się to Kanionek zbyt wiele nie zrobił (choć to OCZYWIŚCIE nie jest moja wina; tu po prostu zawsze jakieś badziewie wlezie w kadr. Zupełnie nie wiem dlaczego!).

      • wersja

        Pffff, Kanionek, zaraz tam zginiemy. Dobrze będzie – zobacz, jak temat ruszył z kopyta. Ale ponieważ jestem mądra i ugodowa, to pójdę na forum…
        Wy/raz – bo ja potrzebuję jakiejś odskoczni, żeby mi głowa nie pękła od nadmiaru życiowych zawirowań. A wśród Kanionkowej żywiny – choćby i na zdjęciach – jakoś odnajduję spokój :)

    • wy/raz

      @Wersja, świetnie, że w takiej zamotanej chwili życiowej jeszcze znalazłaś czas na szukanie (ścisk, ścisk, ścisk).

      @ Mitenki, dynia, dynia i zdalne pranie, mam nadzieję, że Kanionek się nie oprze, bo TAKIEJ dyni, to Poirot może buty czyścić.

      Moje sugestie: Każde zdjęcie będziemy oglądać przez miesiąc. Możemy wybrać TYLKO 13 zdjęć. W tym roku padły głosy, że wybieramy z całej żywizny + Kanionek. Uwzględniając 1-2 Głównej Kozy (jak się zgodzi, choć wydaje mi się, że się zgodziła przy balotach, dynie też są ładne…), drób, owce, kozy, koty, psy i może patyczaki, bo w kolejnym wpisie dowiemy się o świeżo rozpoczętej hodowli, mamy naprawdę dylemat, bo Kanionek fotek nie szczędzi. Poza tym, jak Kanionek pisze, że to jest NASZ kalendarz, to ja jednak bym robiła ukłon w stronę gospodyni. W końcu też na niego patrzy. Niech widzi co najpiękniejsze, a nie zastanawia się gdzie upchnąć drabinę :-)).

      @ Wersja, skopiuj wpis na forum lub wybierz z niego twoje najzdjęcia., bo zaraz będzie tu dyskusja z rekordem komentarzy i się nie doczekamy nowego wpisu, bo Kanionek będzie zajęty ich czytaniem :-).

  • Agnieszka

    Znowu wyjrzę z za szafy na chwileczkę ten jeden raz w roku i poproszę kalendarz, sztuk 1.

    • wy/raz

      Oj, to trzeba będzie na dwa razy ;-)). Forum, Hyde Park, zapisy na kalendarz. Mitenki super wymyśliła, żeby nie trzeba było szukać po komentarzach.
      @ Agnieszko, to dopiszesz się czy dopisać.

      Jak informuje Mitenki, żeby można było rozesłać kalendarze do 9 marca trzeba mieć WSZYSTKO (projekt, zgłoszenia i wpłaty). Więc zanim się obejrzymy trzeba wybierać, przebierać i mieć gotowy projekt.

  • Agnieszka

    wy/raz dopisz proszę

  • Anomin

    Jesli VII miesiac bedzie faktycznie nazywac sie PIZDZIERNIK to ja taki kalendarz tez chce :-D
    Na forum sie nie moge dopisac, bo wyskoczyly takie przerazajace komunikaty, ze nie bo cos itd, ze ucieklam :-@

    • wy/raz

      @ Anomin, a kalendarz chcesz jak się będzie nazywać Październik?

      Agnieszkę jako pierwszą dopisuję, Anomina po przerażających komunikatach też (jak potwierdzi), ale na tym koniec. Dobre pomysły nie mogą się marnować: “Forum, Hyde Park, zapisy na kalendarz.”
      Od poniedziałku mam dodatkową pracę i nie wiem kiedy uda mi się aktywnie śledzić wszelkie zapotrzebowania, chętnej kozie mogę przekazać pałeczkę ;-).

      Dla ograniczenia możliwości pomyłek składajcie Kochane Kozy zamówienia we właściwym miejscu.

      P.S. Atosie, co za przerażające komunikaty?

  • kaczka

    Pszprszm, to ja kaczka. Chcialam powiedziec, ze napisalam list. Zerknijcie Kanionek w skrzynke.

  • Atos

    Obawiam się, że na “nie, bo coś” nie poradzę. Co się wydarzyło? Bez szczegółów nie pomogę. Hau!

  • becia

    Kanionku ale jak się urodzą koźlątka dasz znać ok? Może być nawet morsem, z 200komciów naprodukujemy ale rozgryziemy kod ;)

  • wy/raz

    Kozy Kochane, po wpisach widzę, że akurat duża część w zwrotnych momentach życiowych, ale w 2 wątkach na forum macie propozycyjne 04/18-03/19 zgodne z tym co tam się pojawiło do tej pory zdjęcia i cytaty (plus te, które wyszukałam opcjonalnie i te, których brak). Proszę poświęćcie kawałek czasu na przekazanie uwag, potrzeby zmian itp. Nic bardziej nie wzbogaca niż konfrontacja. ;-)).
    Nie chodzi tylko o kupienie kalendarza, chodzi również o stworzenie kalendarza. Twórzcie (tylko w miarę szybko, bo za niecały m-c musi być sfinalizowany druk).

    Czy ktoś mógłby się podjąć rozesłania kalendarzy?

  • wy/raz

    P.S. z wzorów dla odmiany proponuję: Classic Love Story (nie ma nic wspólnego z love story=deski, albo ma ;-)) lub klasyczny czarny.
    Tu macie pole do wyobraźni:
    https://www.fotokalendarz24.pl/fotokalendarz-a3-pion
    choć lojalnie ostrzegam., że z każdego z tych szablonów można stworzyć coś innego.

    Uciekam, bo muszę odespać.

    Walentynkowo życzę: Żeby było z kim, za co i po co. Ściskam serdecznie.

  • Ynk

    Drogi Kalendarzowy Komitecie Redakcyjny, jeszcze ja, jeszcze ja chętna jestem! Upraszam o dopisanie mnie do listy kalendarzoodbiorców (szt.1) To wołałam ja – Ynk. (nie mogiem trafić na Forum po swoich zaprzeszłych śladach, ach..)

  • mitenki

    Droga Ynk, się Ciebie wpisze na tę listę :)

  • mitenki

    Drogie Kozy, mam dwie wiadomości, dobrą i złą.

    Zła jest taka, że na wybieranie zdjęć i cytatów macie czas tylko do KOŃCA MIESIĄCA. Dalej jest czas na zlepienie tego w całość, wyszukanie przez Kanionka zdjęć w dobrej rozdzielczości itp itd.

    A dobrą ogłoszę wieczorem ;)

  • bila

    Się dopisałam na kalendarz. Koniecznie! Dla mła. Czekam na nowiny!!!

  • Ajka

    rany… jak ja dawno nie pisałam, aż zapomniałam jaki mam login…
    ale ta historia sprawiła, że musiałam zajrzeć do Kanionka i się nią podzielić :D

    https://www.thesun.co.uk/news/5543978/thomas-bisexual-goose-swans-love-triangle-dies/

    • kanionek

      Historia z pozoru romantyczna… Ale dała mi do zrozumienia, że Meliny mnie przeżyją. Nas wszystkich przeżyją, i kto się wtedy nimi zajmie?
      Żeby chociaż latać umiały, to mogłyby się skumać z czaplą i zwiedzić z nią kawałek Niemiec i nie tylko, a tak? (Państwo wybaczą, ale od tygodni jestem w takim nastroju, że widzę tylko ciemne strony, czarne dziury i zaułki bez wyjścia).

      • Monika

        Kochanie, cóż Ci mogę napisać? Był czas przywyknąć . Rok bez Czarnej Dziury, to rok stracony. Skoro ma tak być, niech będzie.
        Mimo wszystko… uśmiechu!
        Meliny nas nie potrzebują, to one są nam potrzebne. Gdybyśmy ich tak nie paśli, latałyby jak jastrzębie.

        • Ajka

          nie wiem czy ja już tej historii nie pisałam…
          babcia hodowała kaczki, nie wiem co to za odmiana była, ale jakieś takie kolorowe, łaciate. Naprodukowała tych kaczek całe wielkie stado, bo miała kurę co chętnie wysiadywała i babcia z nudów co rusz jej jajka podtykała. Kaczki miały u babci dobrze, cały duży ogród, zdeptały i zeżarły tam wszystko, a babcia im jeszcze jakieś ziarna dawała.
          Jesienią babcia zadzwoniła do wujka: Synek! ratuj, kaczki mnie odlatują!
          Okazało się, że kaczki ćwiczyły przed zimą, kołowały nad miastem i planowały naprawdopodobniej podróż do ciepłych krajów… Niestety wujek był szybszy… potem cała rodzina zostałą obdarowana kilogramami kaczek, które miały marzenie… Wujek wracał pociągiem z 2 wielkimi torbami mięsa, zasnął i mu te torby ukradli. Ciekawa jestem reakcji złodziei po otwarciu…

          Ale do czego zmierzam: nawet jak Was zabraknie, to myślę, że Meliny sobie poradzą, poćwiczą i polecą do ciepłych krajów <3

          • Ajka

            a swoją drogą, to śniło mi się, że wracając z pracy (jestem z GDA) zajechałam do Barbarelli (WAR), ale jej nie było w domu, to pościeliłam jej rozgrzebane łóżka :D

            Barb, jakbyś szukała pereł, to wpadły za łóżko :D

      • agiag

        Źrebak konika polskiego, którego nabyłam w stanie całkowitego wyłączenia rozsądku, w lutym skończył rok, ja w marcu kończę lat czterdzieści. Koniki polskie dożywają 45lat. Wniosek nasuwa się sam – muszę się zmobilizować, by w dobrej kondycji dożyć lat 84…

  • mitenki

    Obiecana dobra wiadomość…
    Koperty z Waszymi kalendarzami w środku będzie adresował i wysyłał – Kanionek.

    A koza Bożenka ostempluje własnym kopytkiem przesyłki do najgrzeczniejszych Kóz! ;)

    • wy/raz

      Oj, toż to wiadomość!!! Już nie mogę się doczekaćjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjb vkb vb vb vb vb vb vb vb vb vb vb vb vb vb vb v A to napisał kot. Zdolny jest ;-))

    • kanionek

      Tak, Kanionek będzie wysyłał (ja wiem, że czasownik niedokonany z Kanionkiem w jednym zdaniu może brzmieć niepokojąco), ale od razu zaznacza, że takiej jak ubiegłoroczna, paryjowo-chłopowej wystrójki z rękoczynem i arcydziełem nie będzie! Bo nawet gdybym umiała rzeźbić w kartonie i malować ustami, to czasu nie znajdę, albowiem marzec spędzę w koziej dupie. Ta, żeby jednej…
      Szczytem glansu i kolorowej pomady więc będzie, gdy ktoś dostanie kalendarz okutany w tekturkę z napisem “Freeway” z Lidla.

  • mp

    Ratunku, kozy drogie, nie mogę się zalogować na FOK, trzy razy resetowałam hasło i próbowałam się zalogować nowym, ale bez sukcesu. Mogę tu poprosić jakąś dobrą i bardziej rozgarniętą duszę o dopisanie mnie na listę z zamówieniem na dwa kalendarze ?

  • becia

    mp- zapisałam :)

  • Monika

    Poproszę 1 kalendarz.
    Mnie również nie wchodzą hasła, być może dlatego, że nie mama pojęcia jakie były.
    Buziaki.

  • Łukrecja

    Ekhem ekhem, odezwę się bo nie zdzierżę, to ja codziennie na blog zaglądam,codziennie na odwal łosiem dostaję , a tu sielanka,gadają,żartują, lulki palą ! A ja to co? Mam teraz się przez to przedzierać?
    Tyle tu dobra i tyle kilometrów informacji !
    To ja poproszę Wasze rozmowy na blog, a nie po cichaczu .Sera zjedzą,kozy obgadają…
    Pozdrawiam Wszystkich :)

    • kanionek

      No ale jak to? To Koza Łukrecja nie wiedziała, że tu najciekawsze rzeczy dzieją się za kulisami, czyli na korytarzu, czyli w Sekcji Komentarzy? To gdzie była przez te wszystkie lata?! Niby koza, a taka nieszwendobylska, no, no, no [kręci głową z niedowierzaniem].

      • Łukrecja

        Była była,ale nie wiedziała czy do Koła Kóz może napisać, bo tu same znajome Kozulki :)
        Uściski ode mnie Kanionku :)
        PS . Jak wierzyć chińskiemu horoskopowi to jestem najprawdziwsza koza.
        Dlatego wyglądam ciągle czy coś nowego jest w Kanionkowie.

  • mitenki

    Z okazji Dnia Kota wszystkim Kotom, Szybkotkom oraz kamiennym lefkom życzę stada tłustych myszek i wielu wiader serwatki!

  • Jagoda

    POPROSZĘ KALENDARZ – szt.1.
    Przepraszam, ale mam wirusa i nie wchodzą mi hasła. Na oto-moto też, i z tegoż powodu przez 3 mce samochód mi się zestarzał o cały rok.
    PS. Z okazji Dnia Kota kupiłam kotom kostki z mintaja, ale koty ich nie ruszają. Dziwne…

  • EEG

    Oj, to i ja-koza EEG -upraszam o wpisanie mnie na 1 kalendarz. Już w zeszłym roku nie umiałam wejść na Forum, to co dopiero teraz-o rok starsza i głupsza. A nawet jeśli umiałam, to i tak zapomniałam hasła.
    Uprzejmie dziękuję Dobrej Duszy.
    Kanionku, bardzo mocno przytulam i jestem tu z Tobą.

  • wy/raz

    Kochane Kozy, proszę zerknąć

    https://kanionek.pl/forum/showthread.php?tid=81&pid=1369#pid1369

    (plik do pobrania) i dzielić się uwagami. Jeszcze może uda się wykonać kolaż serów (świetna propozycja Mitenki), to któreś zdjęcie trzeba będzie wymienić.

    Na kalendarz patrzymy cały rok, niech będzie naszym wyborem. Ściskam.

    • ciociasamozło

      Super! Wy/raz, Mitenki – jesteście wielkie! (I wszystkie pozostałe zaangażowane kozy również!)
      Kalendarz boski!
      I wzruszyłam się cytatami z cioci :)
      I przepraszam, że się w tym roku nie udzielałam, ale muł na dnie zimowej studni mnie wciągnął :(

      Gdybym miała się czegoś czepiać to mieniłabym tylko podpis pod Pasztedzikiem w lutym na:
      „…a jak weźmiecie wszystkie, to Cygana dorzucę, gratis”
      albo
      “Wygląda trochę jak tłusty serdel, no ale jest czarny jak kaszanka. Może Pasztet? Pasztecik?
      – No niby pasuje, ale nie do jego charakteru. Taki trochę dziki ten twój Pasztet. Pasztedzik raczej.”
      albo
      “I w ogóle Pasztedzik pokochał wszystko i wszystkich, bo chciał i mógł”
      (Wszystkie Kanionka)

    • wersja

      Hm, jestem prawie pewna, że pomysł z kolażem z serami był mój – foch! Raz mi coś dobrego wyszło, raz jeden, a koleżanka Wy/raz normalnie mi cios poniżej pasa prosto w serce i nóż w plecy… (no chyba, że jednak Mitenki była pierwsza, to sorki;))

      Przeprowadziłam się! Przeprowadziłam dom, swoje biuro, strych, garaż i warsztat męża. Wysprzątałam stare włości i przekazałam w ręce nowego właściciela. Łojzicku, jaka jestem zmęczona. Nie wiem, ile bym musiała odpoczywać, żeby odpocząć. Chyba nie ma na świecie tyle czasu… No chyba że w nowym kalendarzu z Kanionkowa :)

      • wy/raz

        Jeśli twój, to nie foch tylko radość ;-)). Tylko jeszcze nie wiadomo czy będzie, bo ja taka zdolna nie jestem.
        To sprzątanie zalicz już na Wielkanocne, to złapiesz trochę oddechu. Samych dobrych rzeczy w nowym miejscu!!!

        • wersja

          Wy/raz – spox :) Niestety ja też nie umiem w programy graficzne :( Kolejne sprzątanie to planuję, jak się będę wyprowadzać z wynajmowanego na swoje, taka będę wyluzowana. I dziękuję :)

          Mitenki – a wiesz, że to jest bardzo dobry pomysł z kulinarnym kalendarzem. Serio, serio. Kanionek tu nam nie raz ślinotok zafundowała, więc materiał się na pewno nazbiera. Może nawet jakąś nalewkę zmieścimy lub dwie?

          • mitenki

            Nalewkę to bym wolała trójwymiarową… ze smakiem i zapachem :)))

      • mitenki

        Wersja – nie roszczę sobie pretensji do pomysłu z kolażem :) ktoś rzucił taką propozycją, pomyślałam że można to zrobić – jeśli będzie miejsce. Albo zostawimy pomysł z kolażem i przepisami (była taka propozycja kiedyś) na następny rok – i wydamy Kozi Kalendarz Kulinarny ;)
        Co Wy na to?

  • Ania W.

    Ja tez chce kalendarz, ja ja ja !

  • bila

    Ciociasamozło- jestem za!!!! a wogóle kalendarz mi się bardzo, bardzo podoba! I kolaż serów będzie super! Nie moge sie doczekac!

  • mp

    A ja do projektu kalendarza nie zaglądam wcale, BO LUBIĘ FAJNE NIESPODZIANKI :-)
    Tak więc dziękuję wszystkim, którzy angażują się w powstawanie tego rarytasu (jakby co, to mogę się jakoś zrewanżować- przynieść, podać , pozamiatać itp.).
    A co tam w Kanionkowie , szkoda, że zlikwidowano telegramy, może choć parę słów Kanionek by napisał, stop . ???

  • Jolanta

    Ja też chcę kalendarz, ja też!!! Proooszę o dopisanie do listy. Pliiizzz! człowiek na chwilę się odwróci, zajmie usiłowaniem przetrwania lutego a tu masz – już by coś przegapił.
    Czy ktoś wie, kiedy skończy się ten przeraźliwy mróz? To już naprawdę przesada.

    • Jolanta

      Ufff – zdążyłam – jak dobrze że ten zielony napis pacnął w czółko miedzy oczy “KLIKNIJ” . W ostatniej chwili zdążyłam.

  • kanionek

    Kozy moje kochane.
    Przepraszam Was za długą nieobecność na wizji. Wciąż niestety nie mogę obiecać poprawy. Demony nerwicy tak mi przykręciły śrubkę, że wczoraj już prawie w kosmos odleciałam. Staram się trzymać pion, choć są takie dni, gdy przerasta mnie podjęcie decyzji o zrobieniu sobie kanapki. Poza mną wszyscy zdrowi. Przetrwaliśmy te cholerne mrozy, za nami już (albo dopiero) sześć wykotów i dwanaścioro zdrowych, zadowolonych z siebie koźlątek. Planowałam wykoty na marzec, myśląc naiwnie, że w marcu będzie już w miarę ciepło (jak dla kóz ciepło, bo dla nas to wiadomo, że ciepło to w lipcu będzie), a tu dupa, i dodatkowa kupa roboty i stresu (bo nie wypuszczaliśmy kóz, a tym bardziej osesków, na minus piętnaście stopni; max godzinka wybiegu dziennie, i oni wszyscy byli już lekko wkurwieni z nudów).

    Nie mam już siły. Napisanie tych kilku zdań zajęło mi 40 minut i zaraz pęknie mi łeb. Nie napiszę “zastrzelcie mnie”, bo zdaję sobie sprawę z tego, że ktoś mógłby się skusić. Idę liczyć wzorki na wykładzinie. Przepraszam.

    PS. I dziękuję.

    • Anomin

      :-*
      :-*
      :-*

    • dolmik

      Kanionku ściskam! Wiosna już za rogiem, po 6.00 już widnieje. I dość długo jest WRESZCIE JASNO!
      Zaczynam budzić się ze snu zimowego… Dotąd, gdyby nie praca, to pewnie nie wychodziłabym z piżamki….

      • agiag

        Uściski mocne (w sensie, ze moc przesyłające, a nie że zaduszenie osoby ściskanej powodujące)

      • kanionek

        Tak, ta jasność dnia daje nadzieję, choć ja już teraz inaczej postrzegam wiosnę. Mniej więcej tak, że idzie wiosna, żarty się skończyły, zapierdol time ;) Ale doceniam fakt, że być może już niedługo będziemy mogli zrzucić z siebie z pięć kilogramów ubrań, to zawsze lżej będzie zaiwaniać przy zwierzakach. O, dzisiaj na przykład założyłam już tylko jedną czapkę, zamiast dwóch :)

    • ciociasamozło

      Ech… I tak się długo trzymałaś w tym roku. Pozdrów dinozaury na dnie dna i wracaj szybko.
      Przynajmniej możesz terapeutycznie napawać się widokiem koźlątek (wszystkie mioty dubeltowe? nieźle) a co poniektórzy oglądają tylko kurz, brud, kłaki, bałagan w szafie i sterty papierzysk czekających na przypływ energii :(

      Ale wczoraj zapachniało wiosną! (a przynajmniej czymś innym niż smogiem, i nie była to też psia kupa na trawniku!)

      • kanionek

        “I tak się długo trzymałaś w tym roku” – no, powiedzmy, że się trzymałam. Jechałam trochę okrakiem. I z rozbieżnym zezem. Ale walczyłam ze sobą i byłam dumna z drobiazgów, a przede wszystkim z tego, że pokonując kurwa fale (fizycznych bólów i mdłości, jak również psychicznych urojeń), tylko raz albo dwa poległam na amen i na cały dzień w łóżku (ale to były migreny z gwoździem w oku i tego się już nie dało przeskoczyć). Z czego nie jestem dumna, to wolę nie pisać, bo do jutra nie skończę.

        “wszystkie mioty dubeltowe? nieźle” – ja się cieszę z dubeltówek, bo to lepiej dla mamusiek – cycki równo wydojone, a jak pewnie wiecie, u mnie kozie dzieci mają mleko tylko dla siebie przez co najmniej trzy tygodnie, i przy dwojaczkach najczęściej nie muszę ingerować. Ale założę się, że jakieś trojaczki też się trafią w tym roku. Irena wygląda dokładnie tak jak wtedy, gdy urodziła trzech muszkieterów, a i Elka przypomina pękaty kuter rybacki. Przy okazji – właśnie teraz Irena, Ela, Double (Małe Zło) i Taboret są następne w kolejce. Już dzisiaj je porozdzielałam do osobnych pomieszczeń, tylko Irena jest na sali głównej, bo jej więzadła wciąż trzymają fason. Pół godziny temu wróciłam z koziarni – Elka sapie jak smok, Tabo ociera się o ściany i gapi w żarówkę, i tylko Double leży spokojnie i przeżuwa sianko. Pewnie się małpy w nocy rozsypią.

        “a co poniektórzy oglądają tylko kurz, brud, kłaki, bałagan w szafie i sterty papierzysk czekających na przypływ energii” – tych “co poniektórych” jest więcej, niż Ci się wydaje :) A jeśli masz bałagan tylko w szafie, to GRATULAJCE, moja droga. Ja mam wszędzie. A największy w głowie. Dziś znowu miałam różne takie ataki i zadyszki, na brzeg wyrzuciło mnie jakieś trzy godziny temu i udaję, że jestem normalna. Ale boję się jutra, jak co dzień.

        • ciociasamozło

          Skup się na osiągnięciach! Jak dla mnie to za takie okraki i zezy możesz sobie dać medal. Zasłużyłaś na uścisk dłoni prezesa i wyróżnienie w jadłospisie. Dwa dni migreny w porównaniu z zeszłą zimą i jazdami z błędnikiem to chyba niezły wynik ;)
          Mnie w tym roku trochę pomogła wit D. A byłam sceptycznie nastawiona do jej uzdrawiającej mocy.

          Bałagan, brud i kłaki mam WSZĘDZIE, ale o ten na wierzchu najwyżej biernie się potknę a ten z szafy aktywnie się na mnie rzuca przy każdej próbie zajrzenia do środka. Zaczynam podejrzewać, że cóś mi się w szafach zalęgło. Duże, zakurzone i agresywne. Rozumiesz, że uniemożliwia to jakiekolwiek ograniczenie ogólnego burdelnika.
          A dookolny, pozimowy syf miejski nasila tylko poczucie przeżerającej wszystko zapyziałości i beznadziei :(

          Bezstresowej nocy. A jutro będzie jakie będzie i w dupie ma nasze banie czy niebanie.

          Ps. naukowo dla Małego Żonka – odkryłam niedawno Nerdy Nocą: http://nerdynoca.pl/ (bardzo mi się podobała seria historyczna i odcinek o genetyce)

  • becia

    I tak Cię kochamy Kanionku. A z planami to tak już jest niestety- znasz to powiedzenie- chcesz rozśmieszyć Los to zacznij planować …ta.. Martwiłam się o Was w te mrozy i o Maluchy. I o cycki Krychy też..
    Będzie dobrze, słońce już wyżej.. zaraz się zrobi ciepło i będzie nam zielono… zobaczysz Kanionku, już niedługo.

  • Bisia

    Usciski. Trzymaj sie jakos.

    • kanionek

      Dziękuję, Bisiu. Jakoś się trzymam, choć niektóre dni mają po sto lat, a innych wcale nie pamiętam. Piszę do Was wtedy, gdy rozum mi wraca i jestem w stanie coś do rymu i do taktu ;)

  • wersja

    Kanionku, niech moc będzie z Tobą. Cieszę się, że dałaś znak życia. Trzymaj się tam! (chociażby Krychy za cyca :D)

    • kanionek

      A weź, z tą Krychą… Miałam nadzieję, że się zasuszy, najdalej w lutym. Było blisko, bo w trakcie tych silnych mrozów już tylko pół litra dziennie produkowała i nawet chciałam sobie odpuścić dojenie, ale NIE – jeśli jej nie wydoiłam w środę, to w czwartek miała już litr, w piątek półtora i tak dalej. Naprawdę chciałabym, żeby sobie odpoczęła (wygląda jak kupa kłaków z wielkim łbem), żeby te jej wielkie cycki się obkurczyły, żeby… Sama nie wiem co. No ale nic. Krycha jest nienormalna, ja jestem nienormalna, ale wciąż jakoś żyjemy i żyć będziemy, póki się da ;)

      • wersja

        wróżyłam, że będziesz mieć cały sezon mleko do kawy? no i wywróżyłam. A Krycha jest przy nadziei i równocześnie mleko daje? No to przodowniczka pracy, dwieście procent normy…
        BTW, jak tam parytet płci wśród koźlątek?
        Całuski spod kołdry, kota i kataru :)

        • kanionek

          “A Krycha jest przy nadziei i równocześnie mleko daje?” – nie, właśnie naumyślnie Kryśce odpuściliśmy romanse, żeby ODPOCZĘŁA. Ha, ha.
          Raszika też wyłączyliśmy z planu produkcji, bo Raszik jest śmiesznie mała i nadal na szarym końcu, jeśli chodzi o hierarchię. Pomiatają nią już nawet kilkumiesięczne kozy :-/ No więc jej odpuściliśmy, myśląc: “niech sobie Raszik raszikuje po swojemu, w swoim małym, szarym, raszikowym wszechświecie, ale bez obciążenia trudami wychowawczymi”, no i Raszik się grzecznie zasuszyła, a Krycha nie.

          Dzisiaj Irena się rozsypała, i dobrze zgadliśmy – ma trojaczki. Oczywiście mówimy o trzech chłopakach. Jeśli chodzi o parytety, to nie mówcie nic feministkom, bo jak na razie na 20 koźlątek mamy szesnastu chłopa.
          Idę obgryzać łokcie, bo paznokcie dawno już mi się skończyły.

          • kanionek

            No dobra, a teraz trafiłam na TO: https://ro.com.pl/bezwzgledne-wiezienie-za-okrucienstwo-wobec-zwierzat-gospodarstwo-w-cieletniku-nazywano-farma-grozy/01381263
            I nie wiem już, co sobie odgryźć – głowę? Moje województwo, takie piękne. I tylko takie pytanie się rodzi: zwyrodnialec działał od ponad dziesięciu lat. W 2007 r. znaleziono na jego “farmie” pierwsze martwe zwierzęta (w tym zagłodzone krowy). Dlaczego to kurwa tyle czasu trwało? Proces rozpoczął się prawie cztery lata temu… Cztery lata od rozpoczęcia procesu musiały upłynąć, żeby facet trafił do więzienia. Ja wiem, że mógł się migać i uchylać, a prawo ma swoje mankamenty, ale… No kurwa.
            No i tak. On trafił do pudła, bo był, że tak powiem, bardzo odchylony od normy. A co z tutejszą “normą”, czyli psami wijącymi się całe życie na łańcuchu? Psami KRÓTKOWŁOSYMI spędzającymi zimę na łańcuchu? Karmionymi chlebem moczonym w wodzie? Albo parzoną pszenicą, jak Wąski? Co z całą zgrają zawszonych i zarobaczonych, półślepych, wychudzonych, wyłysiałych kotów i psów… Ja się boję jeździć w nowe miejsca w tej naszej pięknej okolicy. Czasem jedziemy gdzieś obejrzeć siano, dogadać dostawę owsa, albo w jakimś innym interesie, i ZAWSZE widzę coś, czego bym widzieć nie chciała. Nie da się wszystkich zamknąć, nie da się wszystkich kontrolować, a przykład z tą “farmą grozy” wcale nie jest obiecujący, bo jednak co najmniej dziesięć lat trwał ten proceder, zanim nastąpił moment, w którym już NIE DAŁO SIĘ odwracać od niego wzroku. Jak podaje inny, braniewski tym razem portal, już w kwietniu 2013 roku OTOZ Animals udało się odebrać temu facetowi 33 konie (!), zagłodzone krowy, kilka psów. Wszystkie zwierzęta oczywiście w stanie krytycznym. Dwie z tych krów “bezradnie czołgały się po ziemi”, a psy w tym gospodarstwie karmione były śrutą zbożową i padłymi zwierzętami. Pięć lat temu. Na jednym ze zdjęć widać kolczykowaną krowę, więc MUSIAŁY tam być wyrywkowe kontrole z Powiatowego Inspektoratu Weterynarii (u mnie babka z PiW była już dwa razy, oprócz tego dwa razy powiatowy wet przyjeżdżał po próbki krwi moich kóz, a gospodarstwo prowadzę od lat czterech), no to ja się pytam – co te kontrole wykazały? Dobrostan zwierząt?

            Gdyby nie to, że mój organizm kiepsko sobie radzi z alkoholem, poszłabym się uchlać, a tak to muszę łykać rzeczywistość na trzeźwo. Aha, pan farmer zapowiedział apelację od wyroku, bo się z nim nie zgadza. Idę pooddychać w torebkę.

          • wersja

            Kanionek – przeczytałam artykuł pod linkiem i cytując mojego synka “umarłam w środku”. Takie rzeczy i obrazki, o których piszesz, że widujesz nagminnie w swojej okolicy, sprawiają, że nie mogłabym założyć koszulki pewnej organizacji charytatywnej, co to “lubi ludzi”. Niektóre osoby, owszem nawet bardzo lubię, ale ludzi? Odechciewa się… I oczywiście można by problem analizować i poszukiwać przyczyn oraz wskazywać winnych, ale po co bić pianę, z której nic nie wyniknie?

            Zamiast “lubić ludzi”, wolę dalej lubić pojedyncze osoby – takie jak na przykład Ty – które po prostu traktują zwierzęta – i towarzyszące, i gospodarskie – jak żywe, wrażliwe, czujące, zasługujące na elementarny szacunek istoty.

            Oj szkoda, że tak dużo chłopaków. Ale jakby Ci się stado nagle zwiększyło o 20 dziewczyn, to też by pewnie był kłopot?
            Całuski dla Raszik. Jakoś czuję, że byśmy się polubiły :)

          • kanionek

            A propos tej sprawy ze znęcaniem się nad zwierzętami, to mnie najbardziej zdumiewa i sił pozbawia fakt, że tam winna nie była jedna osoba. Bo ja rozumiem, że ktoś może mieć zaburzenia psychiczne i nie odróżniać dobra od zła, co może się manifestować również poprzez złe traktowanie zwierząt. Innymi słowy: wariatom i debilom trzeba chyba wybaczyć, bo nie wiedzą co czynią. Ale co z pracownikami tej farmy, co z lokalnymi weterynarzami, Policją, sądami…? Według mnie winnych było mnóstwo; winnych zaniechania, zaniedbania, zwlekania, przemilczania. Syf, kiła, i wielka mogiła.

            A jeśli chodzi o nasze stadko bachorków, to sytuacja niespodziewanie zmieniła się wczoraj. Rano córeczkę urodziła Mały Raszik (jedynaczkę, bielutką jak śnieg), a po południu wykociły się Kachna i Aranka, i tu właśnie była niespodzianka. To że Aranka zrobiła sobie dwóch chłopaków, to się wcale nie zdziwiliśmy, ale Kachna… No Kachna zaszalała :) Po pierwsze – TROJACZKI, choć przed porodem nie była nawet w połowie tak “spuchnięta” jak Irena, nasza oborowa specjalistka od ciąż męskich potrójnych. Po drugie – wszystkie trzy koźlątka Kaśki to DZIEWCZYNY. Tego jeszcze nie grali w naszym kinie :)

            No i tak, to prawda, że dziewczyn też nie możemy “zbierać” w nieskończoność, bo lokal się robi ciasny, łąki się nie rozmnożą, a i sił nam dwojgu nie starczy, by należycie dbać o wszystkich naszych podopiecznych. Już teraz, szczerze mówiąc, ledwie żyjemy. Dobra, nie dołujmy się. Byle już przyszła ta wiosna, i bardzo proszę – niech już nie pada. Ani śnieg, ani deszcz, ani w ogóle nic z nieba, no chyba że dolary.

            Raszik wzruszona odwzajemnia całuski i obiecuje, że jeśli trzeba będzie, to się z Tobą nawet ziarkami podzieli, bo Raszik taka właśnie jest :)

          • wersja

            Ech, no właśnie temat tych wszystkich wkoło, co musieli widzieć, a nie reagowali to jest piana, której nie chciałam bić (ta, piana, chyba szum). Bo gdyby problem leżał w jednostkach, to byłby mały pikuś, a problem jest systemowy – i gdzie nie spojrzeć, tam kwitnie. Począwszy od edukacji (i nie mam na myśli przedszkolnej, ale raczej na przykład weterynaryjną) przez system wartości społeczeństwa (taka raczej jesteśmy cywilizacja śmierci, c’nie?), pozycję zwierząt w systemie prawnym, nastawienie dominujących religii (przesz nie mają duszy, więc nad czym się roztkliwiać?) itd. itp. Nie chcę kontynuować, bo się zagotuję. Jako rzekłaś: syf i kiła i wielka mogiła :(

            Matko, to Kachna zrobiła 300% normy trzema córkami! Powinszowania :) Co na to Bożena? Jakiś list gratulacyjny? Medal od prezydentowej stada? Czy po prostu dała jej w łeb? (Albo planuje przy najbliższej okazji).

            Przekaż Raszik, że doceniam jej uroczy gest. Kupiłam sobie jednak chrupki kukurydziane i za ziarka dziękuję. Ponownie załączam całuski – dla reszty stada też, z drobiem włącznie, żeby nie było zawiści. Mam nadzieję, że Ci, Kanionku, usta nie spierzchną ;-)

          • kanionek

            “Mam nadzieję, że Ci, Kanionku, usta nie spierzchną” – łiii, od tego to ja mam wazelinową pomadkę, a całusków nigdy dosyć.

            A Kachna nie dostała w łeb, bo nadal, profilaktycznie, trzymam ją z dzieciakami na osobności (siedzą na porodówce razem z Aranką i jej dwoma chłopaczkami). Kaśka jest taką dobrą duszą, taką łagodną leliją, że zawsze da się okraść z mleczka cudzym koziołkom, a że ma tych córeczek aż trzy, to straty mleczka są mocno niewskazane. Aranka pilnuje swoich synalków i mleka ma sporo, więc układ wydaje się dobry.

          • zeroerhaplus

            Zuch Kachna! Dziewczyna daje radę!!!
            Toć zawsze mówiłam, że białe kozy mają sens ;)

          • kanionek

            Ano :)
            Gdybym ja miała tylko takie kozy, jak Kaśka, i takie jak Roman… Spokojne, grzeczne, przykładne i miłe, troskliwe mamusie, i dla człowieka niewredne… Spokój, sielanka, młodość, radość i paliwo po dwa złote (“wstawaj Kanionek, zesrałeś się”).

  • becia

    Rany boskie , choram bylam i niedowidząca- zielony pasek przegapić. !Jak tylko wyrwę się z roboty lecę na pocztę zrobić przelew. Prooszę trzymać dla mnie jeden z tych rezerwowych egzemplarzy. Przepraszam za zamieszanie.

    • kanionek

      Beciu, nic się nie stało, bo jeszcze do końca tygodnia można zamawiać (tak mi wczoraj napisała Mitenki, tylko ja Wam zapomniałam przekazać), i weź nie przepraszaj, dobra? Bo ja tu się karmię głównie wyrzutami sumienia i nie chciałabym, żeby mi paszy zabrakło ;)

  • mp

    6 par ??? No to nieźle dziewuchy zaszalały , ponoć od przybytku głowa nie boli, hmmm… Na szczęście ociepla się wreszcie i będziecie mogli wypuścić towarzystwo za chałupę. Uściski dla Zwierzaków i ich Człowieków z Kanionkowa :-)

    • kanionek

      Tak, wczoraj koźlątka poszalały :) I dzisiaj trochę też, choć krócej. Ale od razu zdrowsze relacje w koziarni, gdy stare małpy mogły rozprostować kopytka.
      Sześć par to jeszcze nie szaleństwo. Przed nami dużo, dużo więcej…

  • Jagoda

    Będzie dobrze, chociaż dzisiaj trudno w to uwierzyć.
    Pozdrawiam.

    • kanionek

      Nie no, ja wiem, że będzie dobrze. Tylko “dobrze”, bo “lepiej” to już było. Jednak muszę przyznać, że coraz gorzej znoszę te jazdy. Starość. Zmęczoność. I smutność.

  • Jolanta

    Przytulam z całych sił. Będzie i słońce, i uśmiech. Tylko pracy mniej nie będzie.

  • becia

    Też przejrzałam link z farmy. Zawsze twierdziłam, że ludzie składają się z dobra i zła. W różnych proporcjach… Nieraz katują siebie nawzajem.. nawet dzieci bywają strasznie okrutne. Wobec starszych, wobec siebie, wobec zwierząt.. Okrucieństwo jest jakoś wpisane w te dawne podświadome, zwierzęce instynkty które wyłażą często na wierzch bo nie wiem jak to inaczej wytłumaczyć…
    Czy można nauczyć empatii czy trzeba się z nią urodzić? Nie wiem… Sama potrafię obciąć kurze łepek by ją zjeść ale nie wyobrażam sobie jaką korzyść może przynieść głodzenie lub bicie zwierząt? Jak można patrzeć na te wystające kości, na słaniające się zwierzęta i nie przyznawać się do winy? Odpowiedzialność to podstawowa cecha którą powinien mieć każdy od kogo zależą losy innych. Dzieci, zwierząt, społeczeństw, kogokolwiek.

    • kanionek

      Nie wiem, czy można kogoś nauczyć empatii, i jeśli się nie da to trudno, ale wiem, że od przestępstw i wykroczeń są odpowiednie służby – Policja, sądy, PiW (w końcu PiW ma kontrolować hodowców pod kątem dobrostanu zwierząt). I to właśnie te służby zawiodły. Zwierzęta na tej farmie nie cierpiały przez ponad dziesięć lat z powodu tylko jednego człowieka. Jednego człowieka można ukarać, uwięzić, zakazać mu hodowli czegokolwiek, nie wyłączając rybek akwariowych, i sprawdzać, czy tego zakazu przestrzega. Nie wiem, czy wadliwe i nieskuteczne jest prawo (raz już tego człowieka ukarano grzywną w wys. 2500zł, co jest zwyczajnie śmieszne), czy tej empatii zwyczajnie zabrakło nie tylko właścicielowi zwierząt.

  • zeroerhaplus

    Cześ Kanionek :D Jak tam Wielka Zimowa Deprecha?
    Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę z tego, że u mnie już kwitną przebiśniegi, co oznacza, że pora u Ciebie na odgrzebanie się z Błotnistego Bagna Niepowodzeń i rozpoczęcie Wielkiego Wiosennego Zapierdolu ;)
    I tak długo trwało to wszystko, za długo jakby ktoś pytał.
    Widzę, że przybyło wam osiemdziesiąt nowych kopytek. Gratulować, czy nie? Bo nie chcę w pysk za nietakt odebrać, wiec pytam na wszelki wypadek.
    Tak więc – zaznaczam jeszcze raz – pora naoliwić stare, przerdzewiałe stawy (a propos rdzy, co słychać u Gwiazdolota? Czy przeżył zimowe mrozy i śniegi, biedny germański staruszek?), ściągnąć nadpleśniałe skarpetki, przekrzywić beret i stawić czoło Nowemu Nieznanemu, zwanemu też w niektórych kręgach początkiem sezonu.
    Baczność!!!
    Kolejno odlicz!!!

  • zeroerhaplus

    A, i wcale nie myślę, że jak napiszę jeden wszawy komentarz od święta to świat się zmieni na lepsze, wojny wygasną, modelki zaczną jeść golonkę, akcje wzrosną a jednorożce zaczną faktycznie rzygać tęczą.
    O, nie!
    Ale próbować można ;P

    • kanionek

      Wszelki duch…!
      Wyszłaś z piwnicy tylko po kanapki, co? Ale i tak wzruszona jestem, że po drodze wdepnęłaś i do starej Obory.
      Osiemdziesiąt nowych kopytek to są PRZESTARZAŁE DANE, na chwilę zwaną obecną mamy ich już sto cztery. Gratulować można nam głównie tego, że jeszcze nie uciekliśmy :D No i może tego, że dzięki pracy naszych mięśni i rozmaitym bólom dupy, wszyscy nasi podopieczni przeżyli zimę w dobrym zdrowiu, a wykoty też idą – jak na razie – bez najmniejszych komplikacji.

      Wielki Wiosenny Zapierdol? U mnie jeszcze nie ma przebiśniegów, ale jeśli jakieś się odważą i z ziemi łeb wychylą, to betonem zaleję ;-P

      (Kilka dni temu Mały Żonek złapał bohatersko za widły i ogłosił Wielkie Pozimowe Sprzątanie Koziarni. Jak wiecie mamy już dwie koziarnie. I milion pięćset kóz. I ściółkę w obu tych koziarniach, sześcioma milionami kopytek ubitą na cement i mur. Sięga tak średnio do kolan. Z góry wiedzieliśmy, że tę pracę trzeba będzie rozłożyć na raty, ale że wywalenie materiału z trzech metrów kwadratowych zajmie nam dwie godziny, to nie sądziliśmy. Ani że Kanionkowi plecy odmówią posłuszeństwa już po sześciu metrach kwadratowych, choć to Mały Żonek odwala najcięższą robotę, fedrując w ściółce jak górnik w kopalni, a Kanionek tylko ten szajs widłami wynosi, i to też nie cały, bo jak Mały Żonek skończy wykopki, skuwanie i wydobycie materiału na powierzchnię, to i wynosić na zewnątrz pomaga, bo Kanionek nie nadąża z tym szajsem. Nastąpiły dwa dni przerwy w pracach porządkowych, po czym dzisiaj wzięliśmy się za kolejne metry, i co? I dno. Musiałam odstawić widły po niespełna godzinie pracy, bo zaszło całkiem realne ryzyko, że w ogóle przestanę chodzić. Mały Żonek dokończył sam, ale on też nie jest niezniszczalny, a zostało nam jeszcze około sześćdziesięciu metrów koziarni do zrobienia. To może ja już skończę i pójdę zamawiać cement na te przebiśniegi).

      • zeroerhaplus

        Te sto cztery nowe to pewnie już też nieaktualne ;)
        Nie zapomnij, my dear, że przy betonie też się trzeba zdrowo naruchać. Przebiśniegi są mniej wysiłkowe ;)

        Że czy na chwilę, to nie wiem. Zjem kanapki, popatrzę… W końcu, ileż można w piwnicy siedzieć?

        • kanionek

          Taa, od wczoraj jest 112. Lada dzień rozsypie się Świnka (córka Eli), więc cztery nowe kopytka dojdą (wygląda na jedynaka, ale kto tam wie, z tymi kozami).
          A ja to bym sobie właśnie w piwnicy posiedziała. Ło, panie, nawet i pięć lat. I w takim układzie to faktycznie, te przebiśniegi by mi koło pióra latały. Ech, jak to się człowiekowi te marzenia z roku na rok zmieniają, i jaki się ten człowiek coraz mniej wymagający robi – sucha piwnica w spokojnej okolicy, i czego więcej do szczęścia potrzeba? :D

          • zeroerhaplus

            No, zmieniają się te marzenia, i w sumie to chyba dobrze ;)
            Żeby nie było, że wszystko cacy i kolorowo, muszę zaznaczyć, że nasza jest wilgotna. Ale kto by tam na takie drobiazgi uwagę zwracał…

  • Anomin

    (pisze tu bo dla jakiejs przyczyny pod wpisem z dzisiaj 19:35 nie ma przycisku ‘odpowiedz’):

    Ja chce zobaczyc te malenstwa. Kanionek, wrzuc prosze zdjatka (nie uwierze, ze nie masz).
    No i nie chce Cie martwic, ale strasza, ze jednak popada, w dodatku snieg, niestety :’-(

    (a moze to dlatego, nie bylo tego ‘odpowiedz’, zeby nie zamieszczac takich zlych wiadomosci?! chociaz z drugiej strony pewnie i tak wiesz ze starsza)

    Sciskam

  • ciociasamozło

    To ja już nie wiem gdzie to wrzucić, ale życzę Wam tych dolarowych opadów z całego serca. A i parę euro może spaść Wam do ogródka. Bo wyżywić TAAAKĄ rodzinę to już nie w kij dmuchał ;)

    Gratuluję, że żyjecie i chociaż próbujecie robić wiosenne porządki.
    Kanionek, czy Ty w ogóle śpisz w łóżku czy wszystkie noce siedzisz na porodówce?

    • kanionek

      Śpię, śpię :) Jak dotąd znakomita większość dam rodziła za dnia, do tego przy większości porodów byliśmy razem z Małym Żonkiem, a przynajmniej trzy to nawet sam przyjął! I od razu się bardziej nerwowy zrobił… A kiedyś, dawno, dawno temu, tak się ze mnie nabijał, że po co ja się tak spinam i latam, i te kozie dupy oglądam, i na łożysko czekam, i w ogóle o co cały ten szum? A teraz sam z obłędem w oku, gdy dwie panny naraz się “rozlecą”, i jedna chce dzieci drugiej na rogi nadziać. I mnie popędza, że “nosek mu wytrzyj, nosek, bo się udusi”. No ale mimo wszystko jest wciąż bardziej zdrowy na umyśle od Kanionka, i nie rozmyśla wieczorami nad tym, czy dobrze kozy porozmieszczaliśmy na noc, czy może nie trzeba jednak zdoić któregoś cycka, czy może jeszcze to, albo tamto, a przede wszystkim że WSZYSTKO ŹLE i WSZYSCY ZGINIEMY ;-)

      Dzisiaj dokończyliśmy sprzątanie jednej koziarni, tej którą nazywamy “dwójką” (to ta, w której kiedyś był warsztat, graciarnia i dojalnica), a w międzyczasie Mała Miki (no, już nie taka mała – wyrosła na całkiem sporą, tłustą larwę) zaczęła zdradzać objawy lekkiego niepokoju, więc – porzuciwszy na chwilę widły – zawiesiłam drzwiczki na zawiasach od pokoiku dziecięcego i ją tam zamknęłam. Teoretycznie miała jeszcze kilka dni do porodu, ale w tym roku prawie wszystkie kozy rodzą szybciej, niż mój zeszyt przewiduje, czyli tak gdzieś pomiędzy 146 a 149 dniem ciąży. Przez kolejną godzinę widłowaliśmy sobie gnój na taczkę, aż małżonek złowił wyrobionym już uchem charakterystyczne, porodowe “beeee!” dobiegające z drugiej koziarni.

      Rzuciliśmy widły, pobieżeli do pokoiku dziecięcego, a tam, oczywiście, było już widać czarny pyszczek i dwa przednie kopytka wystające z tej strony Miki, która nie robi “beee!”. Ja już miałam pod pachą ryzę ręczników papierowych (trzymam zapas w tej drugiej koziarni), koźlątko urodziło się w dwie minutki, wytarłam mu pyszczek ze śluzu, a resztą zajęła się przejęta mamusia. Postałam chwilę, popatrzyłam, uznałam że wszystko w porządku, i wróciłam do wideł, taczki i małżonka. Byliśmy pewni, że na jednym koźlątku się skończy, a tu… Za jakieś dziesięć minut było drugie, i tym razem Miki nawet słowem nie pisnęła, że akuszerka potrzebna – sama sobie wszystko ogarnęła. Dwa koźlątka, na nóżkach cienkich jak patyczki, w pięć minut po przyjściu na świat już gramoliły się niezdarnie w kierunku cycków. Jednak ten naród Krychowy silny jest. No i co Wam powiem, to Wam powiem, ale chyba karta się odwróciła, bo Miki urodziła dwie córeczki :) W zaledwie trzy dni przybyło nam aż sześć dziewczynek!

      • kanionek

        A tak W OGÓLE, to Miki nie była ujęta w planach rozrodowych na ten rok, no ale synek Roman był ubiegłej jesieni tak zdeterminowany, że poszedł pod prąd, czyli pokonał zasieki elektrycznego pastucha i przedarł się z łąki męskiej na łąkę żeńską. Zanim się zdążyliśmy zorientować, to oni już sobie z Mikulcem potańcowali. Miki, wbrew moim obawom, nie tylko doskonale zniosła ciążę i dzisiejszy poród, ale jeszcze zdążyła urosnąć i wydorośleć, no ale nie tak miało być, i nie wiem jeszcze, jak sobie poradzimy z sezonem na miłość w tym roku, bo skoro niektórych śmiałków nawet prąd nie jest w stanie powstrzymać, to ja już nie wiem co. Miny przeciwpiechotne odpadają z oczywistych względów.

        • ciociasamozło

          Miki to dzielna dziewczyna, choć można by jej zarzucić odrobinkę lekkie prowadzenie ;)

          Zacznij już studiować inżynierię i architekturę budowli obronnych. Może przed sezonem na miłość jakiś studentów archeologii ściągnąć coby w ramach zajęć terenowych pobudowali fosy i ostrokoły?

        • zeroerhaplus

          “Miny przeciwpiechotne odpadają z oczywistych względów.”

          Domyślam się, że bo za drogie i ciężko dostać ;)

      • ciociasamozło

        Jak miło ze strony dziewczyn, że się rozsypują za dnia!
        Wizja Małegożonka – Głównego Położnika aż mnie wzruszyła. Teraz na własnej skórze poznał czym to się je i że to wcale nie bułka z masłem :)
        Ciekawe z czego wynikają te ciut wcześniejsze wykoty? Może za dobrze jest tym Twoim kozom i muszą szybko wypchnąć maluchy bo za szybko nabierają masy i w terminie byłyby już za duże ;)
        Czy w poprzednim roku też nie było tak, że najpierw rodziły się chłopaki a potem dziewczyny? Tylko chyba przewaga chłopaków była większa.

        • kanionek

          Ja za te wcześniejsze wykoty winię nagły atak silnych mrozów, ale nie mam żadnego uzasadnienia dla tego twierdzenia. Tyle tylko, że nagły atak silnych mrozów był wkurwiający i męczący dla wszystkich, więc moim zdaniem winę za WSZYSTKO spokojnie można na te mrozy zrzucić ;)
          Ale niewykluczone, że kozom było za dobrze. Tej zimy nie było że to tamto – siano tylko erste klasse (te pierwsze 40 balotów to w 30% tymotka, a reszta inne trawy pastewne, nie żaden mech, zdechłe szczury i wodorosty), owies świeży i przez koty nieoszczany (a znamy też takiego dostawcę, od którego ziarno zawsze jedzie kotem na odległość, i już od tego gościa owsa nie bierzemy), no i 20 kg preparatu wit-min też kozy łaskawie opierdoliły, a do tego jabłuszka z ogrodu i okazyjnie jakąś marchewkę.
          Jeśli chodzi o siano, to druga partia, na którą wydaliśmy tysiąc złotych, nadaje się tylko na śmietnik. Owszem, wzięliśmy najpierw trzy baloty na próbę i były OK, ale to co przyjechało później, to syf, pleśń i stare badyle (długa historia, nie chce mi się tego nawet wspominać, w każdym razie od tego pana też już siana nigdy nie weźmiemy). Ale tak się składa, że facet od oszczanego kotami owsa, robi doskonałe siano, co mieliśmy okazję nie raz sprawdzić, no i profilaktycznie zamówiliśmy też 20 balotów u niego. Tylko on nie dowozi, więc trzeba było szukać uczynnego z transportem. Perypetie dowozowe trwały bez mała miesiąc (a to że błoto, a to że mrozy, a to że maszyna zepsuta, a części przyjechały niewłaściwe), ale już mamy 16 pięknych, pachnących i zieloniutkich balotów na podwórku. I prawdopodobnie jeszcze kolejne szesnaście możemy od faceta kupić. Szkoda nam tylko trzymać to siano pod chmurą, bo wiadomo – co zamoknie, to trzeba będzie wyrzucić, a na budowę ogromnej wiaty na siano to nas chyba nigdy nie będzie stać.
          Samo siano kosztowało nas tej zimy nie tylko to, co oczywiste, czyli pieniądze, no i nerwy. Z każdego balota trzymanego pod chmurą odpada około 20% materiału. Piszę “materiału”, bo to już nie jest siano, tylko ciężka skorupa nasiąknięta wodą (a zimą zmarznięta na kość), którą trzeba rozłupać siekierą, żeby dostać się do “jajka niespodzianki”, czyli suchego i pachnącego siana. I te zwały zgniłego/zamarzniętego materiału trzeba załadować widłami na taczkę i GDZIEŚ wywieźć (powoli kończą nam się opcje). Nie wiem, ile ton takiego “materiału” przerzuciliśmy tej zimy (głównie Mały Żonek, ale ja też widłowałam ile sił było), a jeśli dorzucić do tego kilka ton “materiału” ściółkowego z koziarni… No ale chyba zboczyłam z tematu.

          Tak, kozy na pewno dobrze w dupach miały. Przez większość zimy temperatura w obu koziarniach wynosiła od plus dwóch do plus dziewięciu stopni, i tylko przez kilka dni tych mrozów po minus dwadzieścia stopni spadło im w lokalach do minus dwóch. No i – odpukać – jak na razie wszystkie porody przebiegły gładko, bez komplikacji, a i same koziołki wszystkie zdrowe, proste i wesołe. I oby tak dalej, i oby nic się nie zesrało…

  • mitenki

    Przeczytałam ile jest nowych kopytek, dokonałam stosownych obliczeń i wyszło mi… że masz 40 koziołków :| o borze zielony…

    • Buka

      mnie wyszło 26 :)

      104 / 4 = 26
      ale to i tak dużo, a pewnie jeszcze nie wszystkie ujrzały światło dzienne.

      cieszę się, że piszecie… i mam co czytać.

      • kanionek

        Tak, maluchów było 26, a z dzisiejszymi dwiema córkami Miki jest ich już 28 :)

      • mitenki

        No ale ja podzieliłam 80 na 2…

        • zeroerhaplus

          :D Ja Ci się nie dziwię. W tekstach Kanionka zwierzyna jest do tego stopnia zantropomorfizowana, że to co zrobiłaś jest działaniem dość sensownym i konsekwentnym :)

          • mitenki

            Dzięki za zrozumienie Zeroerha :D nawet przez myśl mi nie przemknęło, że nie wszyscy w Kanionkowie mają 2 nogi ;)

            Jedno jest za to pewne – zarówno Kanionek jak i MałyŻonek
            – albo muszą mieć co najmniej po 3 pary rąk,
            – albo nauczyli się klonować,
            – albo rozciągają dobę o kilka godzin,
            bo inaczej nie da się zrozumieć, jak dają radę ogarnąć ten ogrom pracy, jaki codziennie mają do wykonania.

            Kanionku, mogłabyś po znajomości podzielić się którymś z tych sposobów!

          • kanionek

            No nie wszyscy mają po dwie nogi, a niedługo to NIKT nie będzie miał, bo my z Małym Żonkiem już mamy ręce do samej ziemi i zaraz zaczniemy człapać na czterech łapach. Może nam w ten sposób plecy choć trochę odpoczną.

          • mitenki

            A 40 nowych kopytek niedługo i tak się stanie ciałem…

          • mitenki

            40 koziołków…. ofkors :D:D

    • kanionek

      Eeee… Ale mówisz, że wszystkich ogółem tyle mam? To nie. Wszystkich ogółem na dzisiaj jest 56. Chyba. Ale maluchy są wielkości kota, więc jeszcze tak bardzo tej ilości nie widać. Za to ruchliwość już tak :D

      • wersja

        56 kóz czy 58 czy może więcej , bo przecież dziś już szesnasty… To jest, nie bójmy się mocnych słów: Bardzo Dużo Kóz. Ja bym wzrokiem nie ogarnęła, a co dopiero rencami. Państwo Kanionkostwo – Szacun i szapo ba!

        • kanionek

          Najgorzej to z tymi bajtlami! Bo jak ich było mało, to się każdy fąfel spódnicy swojej matki trzymał, a teraz hasają beztrosko STADAMI, a potem np. zasypiają NA KUPCE, jeden fąfel na drugim, ósmym i trzecim przeplatany, obowiązkowo nie w tej koziarni, do której akurat matka poszła. No i gdy przychodzi czas zamykania tego żywiołu na noc, to kursujemy z małżonkiem z lokalu do lokalu, przeprowadzając matki i przenosząc po bajtlu pod pachą, bo ten ma być tu, a tamta tam. Tak, musieliśmy ich wszystkich oznakować, bo jest kilka całkiem białych i kilka białych z czarnymi paskami na grzbiecie, a jeden do drugiego podobny, a poza tym – tyle kóz wykociło się w tak krótkim czasie, że nasze mózgi nie miały szans sobie tego wszystkiego dobrze w szufladkach poukładać. Bez patrzenia na opaskę na tylnej nóżce jesteśmy w stanie prawidłowo przypisać jakieś 90% młodocianych do matek, więc i tak jest nieźle, ale skoro już znakowaliśmy, to wszystkie. Oprócz dzieci Czesia, bo są niemal identycznymi kopiami Czesia i nie sposób ich z innymi pomylić. Czy ja nawijam jak potłuczona? No cóż, to pewnie dlatego, że tak się czuję. Jak potłuczona i kijem obita. W każdy mięsień, staw i głowę ;)

          • wersja

            Nawijaj, nawijaj. Nie ma nowego wpisu, to pasiemy się Twoimi komentarzami. No bo jak inaczej miałybyśmy sobie TU wyobrażać, co TAM się wyrabia w Kanionkowie.
            Pomysł z opaskami na kopytkach – bardzo profesjonalnie, jak na ludzkiej porodówce (chociaż tam oczywiście nie ma kopytek). A na tych opaskach to imiona matek wpisujecie czy jakiś inny kod wymyśliłaś? (Kreskowy? Widzicie to? Kanionek ze skanerem w garści przebija się przez stado koźlątek i raz po raz robi PIP).

          • kanionek

            Opaski są na miarę naszych możliwości, czyli z beleczego, co akurat było pod ręką i dało się zaadaptować, a dokładniej mówiąc są z kolorowej taśmy izolacyjnej, której właścicielem jest Atos, ale zgodził się pożyczyć (kojarzycie te kierpce, które robię Atosowi, żeby nie zdzierał sobie skóry tylnych łap na podwórku? No to taśma pełni w nich rolę wiązań, czy jak to nazwać, i Atos zazwyczaj ma w szufladce kolorową kolekcję tychże). Pierwsza tura koziołków dostała opaski żółte, ale potem Pasztefon zjadł rolkę tej żółtej taśmy, więc kolejne koziołki dostają opaski ciemnozielone. Na opaskach piszemy czarnym, niezmywalnym flamastrem, ściśle tajne szyfry, np. “IR” (dzieci Ireny), “KAŚ” (dzieci Kachny), albo “Bet” (dzieci Betonika), i tak dalej. Opaski składają się z kilku zwojów taśmy, ale nie opinają ciasno koźlęcych nóżek, bo przecież umarłabym ze strachu, że odetną krążenie i nóżki koziołkom odpadną. Jak dotąd tylko jedna opaska została zgubiona.

            Ale maszyna, która robi “PIP” to akurat by mi się przydała. Do wyPIPowywania wszystkich moich “wamaciów” i wyrażeń pokrewnych, bo już naprawdę – ile może człowiek znieść tej zimy? Wczoraj w nocy minus dziesięć, a w dzień “tylko” minus cztery, ale za to z takim wmordewindem, że gile mi w nosie zamarzały gdy kursowaliśmy z sianem do koziarni. I wszystkimi drzwiami szastało jak pomylone, a takim skrzydłem drzwiowym od koziarni znienacka w plecy dostać to już ojasny wamaciem nadziewany. Ale najbardziej to przeklinam samą siebie. Wszystko mnie wPIIIIP… Chodzę jakaś śnięta. I mam blokadę twórczą (no dobra, żarcik mi się udał, TWÓRCZĄ, ha ha).
            Stacja Prokrastynacja.
            Wszystko “jutro”, a “jutro” się budzę z ręką w nocniku. Z zamarzniętą zawartością.
            Ogólnie nie mogę sobie przypomnieć, o co chodziło z tą całą radością życia.
            Wszystko PIIIIIP.

          • kanionek

            I byłabym zapomniała: dzisiaj Świnka (córka Eli), która jest cała biała, urodziła sobie dwie małe, całkiem białe, świnki-dziewczynki. Mamy już dwanaście dziewcząt i osiemnastu chłopaków.

        • wersja

          “Opaski są na miarę naszych możliwości”, czyli oczywiście ładne, bo kolorowe i pewnie te szyfrowane kody mają elegancko wykaligrafowane. Jak to u Kanionka. Możesz oczywiście zaprzeczać, ale bez dowodów zdjęciowych NIKT Ci nie uwierzy. Także do roboty i pokaż chociaż jedno nowe koźlątko. Przy okazji będziesz mogła odhaczyć pozycję “Generowanie materiału zdjęciowego do kalendarza na 2019”, czyli dwie pieczenie, a nawet trzecia, bo my się tu wszystkie bardzo ucieszymy. A już jak trzy pieczenie, to ogień taki buchnie, że Ci gile rozmrozi, czyli czwarta korzyść. A dodatkowo, jak pokażesz nowe koźlątko, to ja w imieniu Koleżanek Kóz deklaruję, że zrobimy tutaj takie gromkie PIP, że Ci żadna maszyna już nie będzie potrzebna. To jak, mamy dil?

          (U nas też wiało. Wynajmowane mieszkanie mamy takie – okazuje się – bardziej ażurowe i na przykład w łazience trudno się oprzeć wrażeniu, że stoi człowiekowi za plecami jakiś zboczony sędzia piłkarski z gwizdkiem. Zboczony, no bo co dziadyga robi w mojej łazience? Poza tym, że gwiżdże, co wiem, bo słyszę).

          • Anomin

            ‘Ogólnie nie mogę sobie przypomnieć, o co chodziło z tą całą radością życia.’ – też tak mam, choć przyznaję, że na nieporównywalnie mniejszą skalę niż w Kanionkowie (no bo któż jak Kanionek).
            Funkcjonował sobie człowiek całe (nie takie krótkie już) życie w warunkach: woda z wodociągu, ogrzewanie na gaz i zamarzyło się mu sielskie życie… No i teraz … coś jak w Kanionkowie tylko Opatrzność czuwała, żeby marzenia o zwierzynie (kilka kurek i ze dwie kózki) się nie spełniły. Count your blessings

          • kanionek

            :D
            Żadnych kurek, żadnych kózek! Weź sobie jakąś miłą, pluszową przytulankę. WIEM CO MÓWIĘ.
            Czy ja już wspominałam, że kurczaki nie odpuściły sobie ogrodu i WSZYSTKO zryły jak małe buldożery? Ani kiełka szczypiorku nie widać. Tymianek zamordowany. ZAMORDOWANY, powtarzam. Nie wiem, czy jest sens cokolwiek siać w tym roku.

  • becia

    Kanionek a Ty w ogóle myślałaś już na ilu kózkach stada podstawowego chcesz skończyć? Że Twe serce pomieści milion pińset to ja wiem ale ile obrobić da radę para zapaleńców jak Wy? Ja wiem że więcej kóz dojnych= więcej mleka= jest za co żyć . Tyle że ludzkie ciało, nawet Kanionkowe, ma swoje granice fizycznej wytrzymałości.. . No dobra, wiem, nie moja sprawa :) . Tak tylko sobie ględzę.. ktoś musi być zrzędą w Oborze, nie?

    • kanionek

      Granice fizycznej wytrzymałości już nam dają nieźle popalić, a to, co nas ogranicza PRZEDE WSZYSTKIM, to łąka. Mamy tego zielonego wypasu tyle, ile mamy, i nie rozrośnie nam się. Więcej kóz to więcej mleka, oczywiście, ale też i więcej pracy nie tylko przy sprzątaniu, karmieniu, dojeniu. Ktoś jeszcze te beczki mleka musi przerobić…
      Ile docelowo? Nie wiem. W tym roku się okaże, czy damy radę z tym, co jest. Nie ukrywam, że mam z tym problem, bo kocham wszystkie nasze kozy i żadnej bym nie oddała, a wiem, że w końcu będę musiała. Nie jest łatwo być rolnikiem uczuciowym i szczęśliwym, więc ja chyba pozostanę już tylko uczuciowa. Pozwólcie, że jeszcze teraz nie będę o tym myśleć, OK? Mam i tak wiele demonów do trzymania kijem na odległość.
      (A tytuł największej zrzędy oborowej to należy się mnie i tylko mnie, i proszę tu sobie nie uzurpować!)

  • zeroerhaplus

    Kózkom urodzonym przez Świnkę koniecznie trzeba dać na imię Owieczki.
    Gratulajce z okazji 12:18 !
    Białe kozy rządzą!
    Wiwat Matołek!!!

    • wersja

      Albo Zajączki. Na pewno są skoczne, jak to kózki. :D

      • kanionek

        Wszystko jedno, Owieczki czy Zajączki. Mały Żonek i tak wszystkich przemianuje na Klamki i Siekiery, albo coś w tym guście. Mamy taką listę drukowaną, w formie tabelki, na której są wszystkie kozy (ułatwia np. karmienie owsem, korektę kopytek i tak dalej – z listy odhacza się klientki “załatwione” i wiadomo, kto został do “załatwienia”), i na tej liście na przykład nie ma już Aranki, tylko Firanka, a zamiast Idy jest Gnida. Świnka zresztą też się kiedyś nazywała Córella…

        • zeroerhaplus

          Hyhy, Mały Źonek mógłby firmę usługową założyć “Sieciowy Chrzestny”, czyli “powiedz mi, jak masz na imię, a ja ci powiem że inaczej “. Wiecie, ilu ludzi jest niezadowolonych że swojego imienia?

    • mitenki

      A ja dodam, że mecz wciaz trwa i przewaga M nad K nie jest jeszcze przesądzona!

      • kanionek

        Też prawda :)
        Na dniach spodziewamy się dzieci Krówko i Tereski. Teresce wybił już sto pięćdziesiąty dzień ciąży, a ona udaje, że nic z tych rzeczy. W sumie nawet nie wygląda na ciężarną.

        • becia

          A może Tereska pójdzie w ślady Roman?

          • kanionek

            Masz na myśli, że Tereska zamierza “lać wodę” i nic poza tym? Niebawem się dowiemy. Moim zdaniem dłużej niż do jutra Tereska już tej zagadki nie pociągnie ;)

  • ciociasamozło

    Przed chwilą poważne rozmowy w domu przeprowadzaliśmy czy da się kontrolować jakiej pci koźlątko się ma urodzić. I gdzieś z dna pamięci wyskrobałam, że chyba plemniki z iksami i igrekami mają różną masę i to się chyba wykorzystuje przy sztucznej inseminacji u krów albo koni. No i małżonek dostał głupawki bo sobie wyobraził wpis Kanionka: “Słuchajcie, właśnie odwirowywałam kozie nasienie!”

    • wersja

      Ciocia, czyli podejrzewacie, że następny wpis Kanionka będzie dopiero jesienią? W sezonie inseminacji? Fatalnie…

      • kanionek

        Wersja, na pewno nie będzie tak źle…
        Na pewno.
        A tymczasem nabawiłam się nowego nerwicowego pie*dolca, gdyż mianowicie powiadomienie telefoniczne otrzymałam, że w piątek z rana nawiedzi nas końtrola. Tym razem nie z Powiatowego Inspektoratu Weterynarii, tylko z ARiMR. I w związku z tym przeżywam mętlik myślowy pod tytułem: do czego może się przyczepić ARiMR? Tak mnie siekło po tym telefonie, że dopiero dwa paracetamole i dwie godziny pracy fizycznej później byłam w stanie przypomnieć sobie, jak się nazywam i ile ja właściwie mam kóz. Bo owiec nie mam żadnych, prawda? PRAWDA?
        Muszę się skupić i nie zwariować. Oby się nie czepiali, że kozy mają po jednym kolczyku (pani z PIW to w ogóle nie interesowało). Oby się nie przyczepili do tego, że… (mam czas do piątku, a to oznacza, że zdążę wymyślić tysiąc rzeczy, do których mogą się przyczepić).

        • ciociasamozło

          “Lecz choćby przyszło tysiąc atletów i każdy zjadłby tysiąc kotletów”i przez tydzień wymyślaliby do czego kontrol się przyczepi, to i tak urzędnicy przyczepią się do czegoś o czym nikt nie pomyślał ;)
          ARiMR to chyba kontroluje jak się składa wniosek o dofinansowanie albo już wzięło kasę.
          Chyba powinni Cię poinformować czego dotyczy kontrola?
          A swoją drogą jak owiec w papierach nie masz to przecież wiadomo, że nie masz ;)

        • becia

          Kanionek nie stresuj się końtrolą. Sprawdzać będą tylko to co tam do nich zgłaszałaś. Sztuki chyba… bo ty nie rolnik ino właściciel stada.

    • kanionek

      Ciocia, jeśli odwirowywanie nasienia wydało się Twojemu małżonkowi zabawne, to niech on sobie wyobrazi, co ja bym później z tym odwirowanym musiała robić…
      “Słuchajcie drogie Kozy, właśnie zapłodniłam Ziokołka! TYMI RĘCAMI”.

      Powinnam sobie głowę odwirować. Oddzielić szumy i zakłócenia, plewy i zbuki, piasek i gruz. I gdyby po tym zabiegu coś tam we łbie mi zostało, to może nawet dałoby się użyć. Do czegoś sensownego.

      • ciociasamozło

        Do kolejnego etapu wykorzystania odwirowanego nasienia jego wyobraźnia nie doszła, bo dostał czkawki ze śmiechu :)
        Wizję zapładniania TYMI RĘCAMI podrzucę mu dzisiaj.

        O, taka wirówka durnych myśli to by się przydała! Albo, żeby tak się dało zabezpieczyć wszystko co ważne, mądre i potrzebne, i sformatować dysk pozbywając się wszelkiego śmiecia.
        Te wszystkie szumy i zbuki kłębiące się pod czaszką to jak jakaś forma cholernej epilepsji – niekontrolowane wyładowania elektryczne uniemożliwiające normalne funkcjonowanie :((

  • wersja

    Wy tu sobie gadu gadu o wirówkach i inseminacji manualnej, a Kanionek chyba idzie na rekord w przerwie między kolejnymi OFICJALNYMI wpisami. Zgadłam? Czy po prostu akuszeruje bez wytchnienia? Czy może raczej namawia Bożenę do składania autografów na kopertach z kalendarzami? Tyle pytań bez odpowiedzi… Ech…

    • becia

      Te Wersja, Ty tak Kanionka nie naciskaj bo się weźmie i zamknie w sobie i co wtedy zrobimy? Bez naszej Obory? Tu trzeba ponaciskać Małego Żonka :):) Też dobrze pisze:):) Albo niech nawet nie pisze tylko zdjęć koźlątek nawstawia. A my się w tej słodkości wytarzamy i będzie nam taaak dobrze :):)
      I co Mały Żonku, dasz się namówić i zrobisz dobrze całej Oborze przed Świętami? Tak hurtem ? ;) :)

      • kanionek

        Ja się najczęściej zamykam samoczynnie, jak drzwi od windy, co to ich nawet popychać nie trzeba ;)
        Zrobiłam dla Was zdjęcia, a jakże, ale to było wtedy, gdy mieliśmy około dziesięciu nowych koźlątek, a teraz jest ich trzydzieści. W związku z czym nagrałam dla Was filmik (a dokładnie dwa, bo mi się aparat sam wyłączył w trakcie) jakoś przedwczoraj, bo świeciło słońce i wszyscy byli w dobrym nastroju i hasali po łące. Jeśli bogowie pozwolą, to w weekend rzucę go Wam na pożarcie :)

        Wersja – rekord to niechlubny, przyznaję, ale… tak wyszło. Pod względem “zmęczenia materiału” ta zima była, jak dotąd, chyba najgorsza. A wiosny nadal nie widać :-/

  • becia

    Trzymam kciuki od rana by kontrola wypadła pomyślnie.. I jak tam ?

  • Baba Aga

    No właśnie jak kontrola? Może odebrali jakiś poród przy okazji?

    • kanionek

      “Mao brakowao”, a by odebrali, bo Tereska dzisiaj cały dzień straszy, że się rozwiąże ;-)

      Końtrola trwała prawie dwie godziny, po czym napisała w protokole: “Nieprawidłowości nie stwierdzono”.
      A poza protokołem usłyszeliśmy, że “kozy są tłuste” (z dwuosobowej komisji damsko-męskiej pan był z zawodu weterynarzem, i to jego słowa), na co Herbata natychmiast zaoponowała, że JEJ zdaniem to ONA AKURAT jest NIE DOŚĆ TŁUSTA, ale na szczęście nikt jej nie usłyszał, bo dwanaście kogutów na podwórku przeprowadzało akurat jakiś konkurs z rodzaju “kto bardziej sfałszuje piosenkę o kukuryku”.

      No. Wszystkie kozy mają pokontrolną, niebieską kropkę na głowie (komisja znakowała sprejem każdą “odhaczoną” z rejestru kozę), co się nie wszystkim spodobało, więc doszło do niesnasek i napierdalanek na łby (ale to już, na szczęście, po odjeździe komisji). Sama komisja była BARDZO sympatyczna, co ułatwiło nam, zestresowanym gospodarzom, przejście przez wszystkie etapy tych ceregieli (najwięcej czasu pochłonęło wypełnianie i podpisywanie rozlicznych druczków i formularzy). Na samym wstępie państwo komisja nam powiedzieli, że możemy kupon totka wypełniać, bo na całe województwo warmińsko-mazurskie miało być skontrolowane JEDNO gospodarstwo z kozami, i to właśnie my dostąpiliśmy tego zaszczytu. No.

      A teraz idziemy pozamykać wszystkich na noc i chyba sami padniemy do łóżek, bo jakoś MIMO WSZYSTKO nas ta wizyta wyczerpała. Człowiek dziczeje w tym lesie…

      Aha, kalendarze wychodzą w poniedziałek, priorytetem, więc powinny do Was dotrzeć przed świętami :)

      • zerojedynkowa

        No to podwójne super!
        Że kontrol się udała i
        że kalendarze “idą” :D

        • kanionek

          Akcja pakowania kalendarzy zakończyła się wczoraj późną nocą i nie wiem jak WY, ale ja się cieszę, że następny “nowy rok” będzie dopiero za rok :D
          A jeśli niczego nie pomerdoliłam i wszystkie kalendarze dojdą na czas, to już w ogóle będę szczęśliwa. No dobra, nie przesadzajmy – umiarkowanie zadowolona.

          A tymczasem Tereska rozplątała się w spodziewanym terminie, za to razem z nią również Krówko, która mogła jeszcze chwilkę poczekać, no ale niech jej będzie. Tereska, co nie wyglądała na ciężarną, zrobiła sobie w tym roku jednego synka, czyli powtórka z roku ubiegłego, za to Krówko… No nie zgadniecie – DWIE DZIEWCZYNY! To daje nam wynik 14:19.

          • wersja

            Brawo Krówko! Tereska też brawo! Wszyscy brawo!

            Dziś jest najgorszy dzień w roku – zawsze mi taki wypada w pierwszy blady świt po zmianie czasu. W niedzielę i poniedziałek jakoś się przeorganizowałam i dospałam do ludzkiej godziny, ale dziś już trzeba było wstać szarym świtem (zmierzchem?). No wybiłabym zęby temu Franklinowi, że to wymyślił, i wszystkim, co mu przyklasnęli. Wybiłam, jak się brzydzę przemocą, to bym wybiła. Ktoś chętny do pomocy?

      • Anomin

        No to zaczynamy NOWY ROK :-D
        A co tam: nową erę ;-)

      • becia

        A Szanowna Komisyja łowieczek się nie czepiała?

        • kanionek

          Jakich owieczek? ;)

        • wy/raz

          Łobłocków na niebie ;-)).

          Ale informacja słowna kontroli o tłustości kóz powala na kolana. Nie można po prostu powiedzieć, że widać, że zadbane i karmione? Na kozach się nie znam, ale wasze są wyższe niż szersze i tak raczej bardzo dobrze się prezentują. A duża część to matki i do tego karmiące lub przyszłe. To jak mają być jak spłaszczone szpadle? Jak u wielu “rolników” pod płotem? Może wolą przychodzić do was, żeby się nie naoglądać gdzie indziej.

          Ściskam Kozy. Gratuluję Kanionkom, tego totka puśćcie.

          • kanionek

            Ale o tej tłustości to ja nie wiem, czy dobrze to przekazałam, bo wiesz, ten przemiły pan weterynarz to mówił z życzliwością. W znaczeniu, że kozy dobrze wyglądają (i nawet coś tam dodał od razu, że jeśli chodzi o kozy, to on częściej widuje je w złym stanie, niż dobrym). A spłaszczone jak szpadle to i u mnie są niektóre, np. Roman, Krówko i Irena – u nich to chyba rodzinne, że po wykocie wyglądają jak kozie dywaniki rozwieszone na drągu. Może dlatego, że takie pilne z nich mamuśki i karmią te swoje robaki częściej niż reszta kóz? Taka Tereska to sobie na przykład w kilka godzin po porodzie zostawiła swojego synalka w kącie koziarni i poooszła, na długie godziny, wypasać się przy zewnętrznym paśniku i grzać boczki w słońcu, a u Ireny i jej rodziny to byłoby nie do pomyślenia!

            No i masz – zapomnieliśmy o totku :-/ Chyba już przepadło.

  • becia

    I fajnie :)

  • Ewa

    Witam, Drogie Kozy mam , już przyszedł na razie jeszcze nie otwarłam, musi trochę poczekać, przyjemność będzie tym większa. Pozdrowienia dla Obory. Ewa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *