Szczęśliwego nowego roku, czyli na odwal łosiem

W miliardy snów zatapiam ciało
Przeklęty chór upiorów budzi lęk
Od roku nawiedza dom
Od roku nawiedza dom
Miliardy kłów masz, wściekła
Zębami chcesz wyciąć naraz
Stalowe mury i moc
Bo przeznaczenia to noc”

Fragment utworu “Masz mnie, wampirze” grupy Kat, 1986.

 

Budka telefoniczna zbliżała się…

Tak, to już czas. Czas dać się połknąć tej budce, by w klaustrofobicznym zaciszu szklanych ścian podsłuchiwać rozmowy GŁOSÓW. Rozmowy niekontrolowane, rozmowy niekontrolowane, rozmowy niekon-tro-lo-lo-lo… Mamy cię!

Nie chciałam Wam popsuć świąt, ani przedświąt, ale co do poświąt to nie mogę niestety obiecać. Nadszedł czas zimna i ciemna (zimno – zimna, ciemno – ciemna), czas zielonego gila i uwierającego w majtkach siana (jak wejdzie pod rajstopy, to już koniec i bomba i powietrzna trąba – trzeba się natychmiast do naga rozebrać, imitując taniec świętego Wita, po czym zadrapać z wściekłości na śmierć). Czas “nie chce mi się” i “a na co to komu”. Czas wideł, wiader i węgla. CZAS BUTÓW.

Ale żeby nie było, że tak całkiem bez historyjki i choć nędznego obrazka, to mam dla Was to:

Wyszedł małżonkowi z lasu na drogę tuż przed nosem, a małżonek popędził po mnie do domu i gorąco zachęcał, żebym poszła z nim na pewną śmierć, czyli obejrzeć łosia z bliska, bo co się będzie małżonek samotnie uśmiercał, jak jakiś asocjalny nieużytek. Ja też jestem zdania, że jeśli samobójstwo, to tylko zbiorowe i rytualne, od biedy galowe i odświętne, a łoś to przecież trochę taki jakby renifer, konwencja jak najbardziej pierniczkowo-świąteczna, więc poszłam.

Łoś stał tam, gdzie go małżonek zostawił, i niespiesznie obgryzał sosnowe igiełki ze świeżo ściętego przez pilarzy drzewa. Jakieś 80 metrów od naszego domu. A my jakieś 20 metrów od naszego łosia obgryzaliśmy paznokcie nad tym widoczkiem niespodziankowym i próbowaliśmy ten dopust szczęścia przetrawić.

Staliśmy jak urzeczeni. Łoś to jest jednak KTOŚ. Co kilka minut odwracał ten wielki, pluszowy łeb w naszym kierunku i długo nam się przyglądał, tak jakby od niechcenia kontemplował sens porzucenia soczystej sosenki na rzecz wdeptania nas w leśną kałużę. Migawka aparatu nigdy nie robiła więcej hałasu niż wtedy. Trzask-trzask-trzask, jak suche strzały z wiatrówki w kamieniołomie (mówię ci, misiu, że łoś się zaraz wkurwi).

“Możemy chyba podejść bliżej. Zanim po ciebie poszedłem, to byłem ZNACZNIE bliżej niego” – zaoferował zuchwale małżonek. Trzask-trzask-trzask – migawka zaszczękała zębami ze strachu, a łoś znów spojrzał w naszą stronę, uniósł lekko chrapy i zaczął węszyć, wysuwając nieznacznie pysk ku naszym pobladłym pyskom. “A może lepiej nie”, uznaliśmy zgodnie. No bo to jednak samobójstwo to trzeba przecież jakoś przygotować, listy do rodziny napisać, zwierzęta rozdać w dobre ręce, w domu posprzątać, żeby obciachu przed policją nie było, a nie że tak znienacka, łosiem w samo południe, i to akurat w niedzielę, gdy ludzie by sobie chcieli odpocząć i obejrzeć coś ładnego w telewizji. No to wycofaliśmy się grzecznie i cichutko, i tyle najnowszych wiadomości.

No dobra, na uwagę zasługuje jeszcze fakt, że od kilku tygodni Żozefin kupuje ode mnie chleb. I jajka. Chleb i jajka. Żozefin. KUPUJE, i – jakby tego było mało – mówi, że jej bardzo smakuje. Wszystko. Więc jeśli to nie wróży rychłego końca świata, ale to takiego prawdziwego końca końców, na amen i na zabój, to ja Wam wszystkim życzę szczęśliwego nowego roku, wiela pieniędzy, zdrowia i miłości, amnestii, ulgi podatkowej, zniżki na wszelkie bilety i żeby sąsiadowi było gorzej. A jeśli wróży, to niby też życzę, no ale wiadomo, że się nie spełni.

PS. Zanim zatrzasną się do budki drzwi, chciałam Wam bardzo, BARDZO podziękować za entuzjastyczny odzew na nalewkowo-konfiturową odezwę żebraczą. Kilka tygodni to zajęło, wiele ochujów i kurwamaciów z ciepłym prądem powietrza kominem uleciało, ale dziś w końcu Wiedźmin dosiadł swej Płotki, a z konfiturowo-nalewkowej bonanzy zostały mi nawet jeszcze jakieś środki (głównie do życia; na “byle do wiosny” wystarczy, o ile wiosna przyjdzie szybko). No i bardzo przewiewna mi się zrobiła piwnica, ale to też dobrze, bo wszystkie kozy zasuszone, tylko szajbnięta Krycha nadal produkuje dwa litry mleka dziennie, więc jutro robię ser dojrzewający z pieprzem w kulkach, a za tydzień pewnie kolejny, i tak chyba do wiosny lub dłużej, bo Krycha nie wygląda na taką, co miałaby sobie żartować. Spotykamy się codziennie przy dojalnicy, gdzie ja, ubrana w dziesięć swetrów i trzy pary dresowych spodni, z marsową miną sypię ziarka do miski i zwyczajowo pytam: “Krycha, no ale dlaczego? Przecież dzieci odchowane, zima już jest, zaraz nowy rok, więc dlaczego?”, a Krycha patrzy na mnie spode łba, zanurza pysk w misce, i cedzi przez te swoje osiem przednich zębów: “Bo cię nie lubię”. A, no to chyba, że no tak.

102 komentarze

  • tymofiejski

    Szczęśliwego Nowego Roku!

  • Oś! jaki duży!
    I wszystkiego najlepszego w Nowym roku!

    • A jaki ładny! Widząc takiego osia na żywo, człowiek zaraz ma ochotę z łapami lecieć, głaskać i całować w ten pluszowy ryj, tym bardziej że oś sprawia wrażenie spokojnego, łagodnego olbrzyma. Doczytałam jednak, że osie mają małe oczka i słaby wzrok, co by tłumaczyło dlaczego tak długo się nam ten osobnik przyglądał i nie reagował. Pewnikiem myślał, że widzi dwa zmurszałe pieńki. A że jeden z nich w kółko powtarzał “o mój Boże” i “jaciekręce”? Nie takie rzeczy już ten łoś widział w lesie.

  • mitenki

    To ja ze swojej budki życzę Wam i nam dobrego roku. Po prostu dobrego.

    (w oczach mi się dwoi? – dwa takie same kotki na końcu)

    • mały żonek

      O tej godzinie powinnaś widzieć cztery. Dziwna jesteś :-)

      • mitenki

        Jestem dziwna i cóż zrobić?

        O tej porze powinnam widzieć 10, ale wciąż widzę DWA!

        • Monika

          Zdecydowanie są cztery koty! Dwa futrzaste i dwa kamieniaste.

          • mitenki

            Ale kamieniaste od zawsze były w Kanionkowie!
            A mnie chodzi o te dwa nowe.
            NIEZINWENTARYZOWANE

          • kanionek

            Żeby tylko dwa…
            Powiem tak: ciesz się, że nie widzisz potrójnie ;)
            Ja się zastanawiałam, kiedy się zorientujecie, bo to nie jest pierwsze zdjęcie, na którym wystąpiły Szybkotki. Ba, jeden z nich wystąpił nawet we filmie! Niezinwentaryzowane, to fakt. Już dawno miałam o nich napisać, ale się jakoś nie złożyło. A największego szoku to doznałam ja, gdym je pierwszy raz w ogrodzie zastała, bo też myślałam, że mnie jakieś fiksum-dyrdum dopadło. Szybkotki są trzy, z wyglądu prawie identyczne, i wzięły się z kosmosu. Wiosną przychodził do nas taki rudo-czarno-biały kot (kotka?), co przesiadywał głównie na podwórkowych drzewach (bo gdzie indziej mu nasze psy nie bardzo chciały pozwolić), do ogrodu też zaglądał, nad stawem się opalał… Może to jakaś jego/jej rodzina. W każdym razie ja do ogrodu zaglądałam na tyle rzadko, że gdy nakryłam w nim Szybkotki, to one już były w ten ogród, że tak powiem, nieźle wrośnięte. Kilka miesięcy im zajęło, żeby się z nami oswoić. Jeden nadal zresztą jest dziki.

            A teraz dłuższa przerwa, bo przecież ja ten serfkulce robię.

  • sonic

    Dobrego Roku ! ♥

  • mały żonek

    Rock’n’roll! Gońcie swoje marzenia i dziękuję za kolejny rok spędzony z Wami. Bywa, że to Wy odklejacie mnie od posadzki. Dobrej nocy.

  • mały żonek

    I jeszcze jedno – Kachna – nie wiem, frazesy są drętwe. Odezwij się. Wspaniałego 2018 dla wspaniałej osoby.

  • Teatralna

    Kanionku i rodzino dobrego roku Wam życzę i zdrowego.

    • Teatralna

      poza tym łoś jest pięknym i wielkim zwierzęciem, że łooooomatkooo
      i tez widzę podwójnie w temacie kotów?? no ale jeszcze paruje po wczorajszym ;)

      • kanionek

        Prosimy nie regulować odbiorników, koty są dwa, a nawet trzy…
        Szczęśliwego Łosiego Roku, Teatralna :)

  • Anomin

    A u Was to jeszcze nie ma wiosny?!
    W Sudetach, w ostatnia sobote o 19 weszlismy w gosci w zamieci snieznej, martwiac sie czym odsniezymy samochod zeby wrocic a gdy wychodzilismy o 23 buchnelo w nas cieple powietrze i zero sniegu!)
    Wy to macie szczescie: losia na zywo zobaczyc (ja ciagle mysle, ze z losiem to jak z yeti – tylko w opowiesciach)
    Informacja o serze z pieprzem w kulkach przypomniala mi anegdote sklepowa z dawnych czasow: ‘Poprosze fafkulce’ (konkurs, choc pewnie niezbyt trudny: w jakim sklepie?)
    Niech sie (kula) toczy ten 2018.

  • Baba Aga

    Łoś piękny, owca dziwna, kotów dużo, ale one tak mają, Wiedźmin na Płotce super, a nowy rok niech będzie lepszy, zdrowszy i bogatszy. Josefin może potrzebowała czasu, jak np. Kaszubi, po 2 latach odpowiadają na dzień dobry, po 5 pogadaja nawet a po 10 zaproszą na kawę, ale po 20 nadal będziesz bosym antkiem czyli obcym. Ostatni kieliszek pigwówki wypilam w Nowy Rok i niech to będzie wróżba, że będzie jej więcej. Dziękuję Wam Kanionki za kolejny rok, z Wami był lepszy :-)

    • kanionek

      Ooo, jak miło :) Niechaj i u Ciebie będzie lepiej, zdrowiej i bogaciej, a zwłaszcza Chłop niech się w jednym kawałku utrzyma.
      Nie nie, owca dziwna, bo ONE TAK MAJĄ, a kotów to już mi wystarczy. Ta trójka klonów, co wyrosła w ogródku, to chyba za karę (bo skoro Jałowiec i Kupa wysterylizowane, to teraz koty mi się WYSIEWAJĄ).

  • Monika

    Kochani, “gońmy marzenia” – wybaczcie, że pozwalam sobie przesłać https://www.youtube.com/watch?v=XK1_Jkzjw74&list=RDXK1_Jkzjw74
    Czyż nie jest to pozytywne?

    • kanionek

      Powiem szczerze, że szczęka mi opadła. I nerki chyba też.
      Wzruszenie na twarzy tej pani, już po występie, to jedna z piękniejszych rzeczy, jakie widziałam. Swoją drogą – impertynencja niektórych jurorów zdzieliła mnie w pysk tak, jakbym to ja tam była. Ale wróćmy do pozytywów – jeśli żyć do końca życia, to tylko tak, jak ta pani :)
      (Mam nadzieję, że Mały Żonek tego nie obejrzy, bo już i tak nabija się ze mnie, że nie potrafię wskoczyć na balot siana, a gdy mnie czasem mocniej przytuli, to ja skwierczę, że przecież żebra mi połamie… Ta kobieta w BGT przeczy wszelkim prawom anatomii i procesów starzenia!).

      • Buba

        W ubiegłym roku, na turnusie rehabilitacyjnym poznałam pewną mocno starszą Panią. Namówiła mnie na wyjście na basen. Ja wskoczyłam do jacuzzi Ona do basenu sportowego. Po jakimś dłuższym czasie poszłam zobaczyć czy się przypadkiem nie utopiła i ze zdumieniem zobaczyłam, że Pani robi basen za basenem, co jakiś czas zmieniając od niechcenia styl pływacki. Po dziesiątym przestałam liczyć. Gdy w końcu wyszła, nawet bez zadyszki, oznajmiła, że nie da się dziś pływać bo woda za ciepła i że Jej norma to 1000 m dziennie. Zapytałam nietaktownie czy była KIEDYŚ zawodniczką. Odpowiedziała, że TERAZ jest zawodniczką, startuje w mistrzostwach Polski dla seniorów i zdarza Jej się zdobywać mistrzostwo kraju. Po czym skromnie dodała, że nie dlatego że jest taka dobra ale po prostu nie ma konkurencji.

        Najlepsze jest jednak to, że systematycznie pływać zaczęła żeby czymś się zająć, po śmierci męża. W 72 roku życia!!!!!! Robiła tak szybkie postępy, że zaproponowano Jej startowanie w zawodach. Gdy rozmawiałyśmy, przyznała się, że ma 84 lata.

        • ciociasamozło

          Bardzo bym sobie życzyła, mieć takiego pałera w tym wieku. Żeby nie zramoleć.

          BTW, ja bardzo przepraszam, ale początek tej historii przypomniał mi pewien dowcip o trzech staruszkach na basenie ;)

  • Bisia

    Wszystkiego Dobrego! Zeby bylo tak dobrze jak tylko moze.

    • kanionek

      Żeby było, Bisiu :)
      A jeśli nie będzie mogło “tak jak tylko może”, to niech chociaż będzie lepiej, niż mogło w tamtym roku.

  • Bisia

    No ja nie wiem, ale te avatarki teraz wygladaja jakby mialy bardzo alkoholowo-metylowy sylwester

    • kanionek

      Jak to mawiał mój kolega z pewnego urzędu: “Jak ktoś trochę ładniejszy, to się go czepiają” :D

  • hanka

    Dzięki za obiecane koty:-))
    Łoś wydaje się lekceważąco spoglądać w obiektyw – się przyczepili jacyś i lezą za mną nie wiadomo po co.

    • kanionek

      Nie ma za co, Hanka, ja o Tobie pamiętałam i zdjęć O TYLE natrzaskałam, a później się okazało, że większość się nie nadaje do publikacji, bo rozmazane. A miałam kilka obiecujących ujęć z Szybkotkami rewiującymi na lodzie i Jałowcem polującym na rybkę pod lodową taflą. Aha, Kotek zamknął rok 2017 kolejną zimną kąpielą. Taki stary wyjadacz, a wciąż nie umie w bezpieczeństwo na lodzie. Ledwo pierwszy solidniejszy przymrozek zrobił na stawie cienki kożuszek, a Kotek już MYK, do lasu na skróty, i skąpał się dwa metry od brzegu.

  • dolmik

    Dobrego roku Kanionkostwo kochane i Oboro szanowna 😊 i żeby nas nikt nie wqrzał 😊
    Łoś… oooo… na żywo! Zazdraszczam.
    Kotydwa??? Klony?? Yyyy….????
    Mówią, że dzień się wydłuża… Ciekawe 😒 Uwierzę jak zobaczę.

    • kanionek

      No dzisiaj się trochę wydłużył, bo księżyc tak świeci, że wszystko widać :)
      Koty to nawet trzy, klony jak się patrzy, a do tego wyrosły w ogródku!
      Takie rzeczy tylko u mnie, jak słowo daję.

      Najlepszego, Dolmiku :)

  • Cholera, czuję, że coś ważnego mnie ominęło… Nalewki???
    Kanionku, żyj nam zdrowo, kolorowo. Ściskam Cię jak kartkę na mięso w dobie kryzysu! ♥

    • kanionek

      “Cholera, czuję, że coś ważnego mnie ominęło… Nalewki???” – lepiej nie pytaj. Szczęśliwi ci, co nie wiedzą, a wątpiów im nie szarpie próżny głód poznania ;)
      (Bo NIC mi już nie zostało, N.I.C.).
      Czuję się czule ściśnięta, co odwzajemniam z całą dostępną mi mocą :)

  • Beem

    Czemu taki nagły i niespodziewany koniec? Mało, mało. Aha, bo Nowy Rok! No to Szczęśliwego od początku do końca.

    • kanionek

      Niechaj i Tobie ten rok sprzyja, Beem :)
      No mało, bo pod poprzednim wpisem zapewniałam, że umiem krótko i monotematycznie, quod erat demonstrandum ;)
      Ale tak naprawdę to dlatego, że budka telefoniczna zjadła mi resztę (pun intended).

  • sunsette

    Nie – do wia -ry!!!
    Łoś. Żywy.
    Takie rzeczy to tylko w Kanionkowie…
    A Krycha może nie chce, zebyś wyszła z wprawy? Doisz ją ręcami?
    Z tych wszystkich sezonowych atrakcji to coś czuję, że czas butów na jednym z medalowych miejsc się plasuje. A fakt, ze Żozefin kupuje jajca i chleb u Was, utwierdza mnie w przekonaniu, że świat naprawdę się ostatnio bardzo zmienia, coś wisi w powietrzu, i nie sa to reformy Żozefin suszące się na sznurku, o nie.

    Najlepszego w tym Nowym, niech się Wam darzy w domu i zagrodzie!

    PS
    Czy mój mail niedawny doszedł? Ten odnośnie niespodziewanki?

    • kanionek

      Tak, nic się nie martw, mail doszedł, wszystko gra, czilałt i te sprawy, ja na pewno odpiszę :)

      A łosie to mój małżonek miał już tu okazję widzieć (no okej, nie TU, tylko jakieś 20 km stąd), a ja właśnie jeszcze nigdy, i nawet się martwiłam, że to już chyba za mojego życia nie nastąpi, no bo gdzie ja miałam tego łosia znaleźć – za lodówką? W pralce? Na szczęście Święty Mikołaj wysłuchał mych próśb i przyprowadził mi łosia prawie pod sam dom, więc już jestem spokojna. No, może jeszcze te pstrągi w Baudzie bym chciała zobaczyć, co to się o nich od lokalsów nasłuchałam, a jeśli nie pstrągi, to COKOLWIEK żywego z organizmów wodnych, bo przecież bóbr się nie zalicza.

  • EEG

    Koteeeeckiiiii :):):)
    Wszystkiego dobrego dla Państwa Kanionkostwa i Obory w nowym roku !
    Łosiu śliczny i tak mnie sentymentalnie nastroił ( M mówił do mnie : nie rób łośka…)
    Ale czy Żozefin kupuje i PŁACI ?
    Co do Krychy, to widzę już sunsette mnie uprzedziła – dba żebyś nie wyszła z wprawy. Może zapraszaj ją na dojenie do kuchni, będzie cieplej.
    A z budki przecież można zadzwonić i miło pogawędzić w zimowy wieczór :) ( nie wiem co ja taka optymistyczna dzisiaj, chyba tak kotecki na mnie zadziałały).

    • kanionek

      Eeeewaaaa :)
      Wszystkiego dobrego, najlepsiejszego!
      Żozefin płaci, i to bywa, że nawet awansem, a potem trzy razy mi telefonicznie przypomina, że “chleb pani mi zrobi, pani Aniu. Nie zapomni pani?”. Gdzieżbym śmiała. “Bo ja już temu facetowi co chleb tu wozi powiedziałam, żeby do mnie nie przyjeżdżał”. No ba, ja za dostawę nie biorę ;)

      Coraz wyraźniej widzę, że tu jest duże zapotrzebowanie na kotki. Postaram się sprostać :) A Krycha doskonale wie, że mi na złość robi, bo ją się naprawdę ciężko doi. Nawet dojarkę specjalnie dla niej trzeba było ustawiać na większe podciśnienie, a i tak trwało to dojenie trzy razy dłużej, niż z innymi kozami. A co sobie Krycha w tym czasie ziarek pojadła, to już jej nikt nie odbierze.

  • Gosiek z UK

    Dobrego i zdrowego 2018 dla Kanionka, małego żonka, Kanionkowa, i Obory :)
    Łoś cudny :)
    A tak czepialsko, to w Kanionkowie Nowy Rok nie 01.04 ? :) :) :)

    • kanionek

      To prawda, Nowy Kozi Rok będziemy świętować pierwszego kwietnia, ale cóż szkodzi poświętować dwa razy ;) Swoją drogą właśnie miałam wizję, jak nasze Kozy Oborowe pobożnie odpalają race z miejskich balkonów o północy 31 marca, a potem dzwonią pierwszego kwietnia do swoich szefów. Z aresztu. I nikt im nie wierzy, no bo przecież Prima Aprilis.

  • mitenki

    Łoś-Ktoś fajny, ale dlaczemu przed nim uciekać?

    • kanionek

      Już tam niżej odpowiedziałam w tym temacie, ale chciałam jeszcze dodać, że gdy tylko ochłonęłam po tym bliskim spotkaniu z łosiem, to zaraz mi się przypomniało, że widziałam taki film dokumentalny o jakimś narzeczu/plemieniu/narodzie, co zamiast na koniach, to właśnie na łosiach (albo reniferach) przez knieje pomyka. W pamięciu utkwił mi silnie taki uroczy obrazek z małą dziewczynką jadącą na takim kolosie z wielkimi rogami, i zaczęłam na głos snuć wizje, jak to by było fajnie, gdybyśmy mieli takiego oswojonego łosia, i byśmy sobie na nim jeździli, a właścicielce pobliskiej stadniny koni buty by spadły z wrażenia, gdyby mnie na łosiu zobaczyła (ona mnie czasem pyta, kiedy do nich wpadnę na naukę konnej jazdy). Nie będę rozwijać tego wątku; dość powiedzieć, że małżonek gdzieś w połowie mojego natchnionego, łosiowego expose, zaczął szukać w szafce syropu na uspokojenie. Nie wiem, czy dla siebie, czy dla mnie. I do tej pory dziwnie na mnie patrzy, gdy tylko o tym łosiu wspomnę.

      • wersja

        Dziewczynka na łosiu to mię się kojarzy z Królową Śniegu Andersena – jak Gerda wpadła w łapy zbójców i od nich uciekała:
        http://soksuwalki.eu/wp-content/uploads/2015/10/Andersen2.jpg

        a ta krótkość i monotematyczność notki to specjalnie dla mnie, co nie? monotematyczność, bo kot to w sumie trochę łoś. często mówię do mojego kota per “ty łosiu”. i do męża, i do syna, w sumie do kogo ja nie mówię per “ty łosiu”? (do bab, bo do bab mówię “ty klempo”). tylko moje łosie są duuuużo mniejsze od Kanionkowych.

        Załączam całuski noworoczne!

        • wersja

          a nie sory, u Andersena chyba renifer! ale ze mnie klempa. :D
          Kanionek, będziesz mieć renifera?

          • kanionek

            Renifera to musiałabym importować, ale jeśli kiedyś znajdę osierocone łosiątko… (Choć żadnemu łosiątku tego nie życzę, a sobie chyba w sumie też nie, bo Mały Żonek wyrzuciłby nas z domu. Podobno bowiem SĄ JAKIEŚ GRANICE, jeśli chodzi o sprowadzanie przygodnie napotkanych sierot do domu).

            No tak, ta notka to taka bardziej dla Ciebie była, choć można ją też nazwać powrotem do korzeni, czy coś, bo cztery lata temu to i krótsze się zdarzały. Można też nazwać rzecz po imieniu, a imię jego czterdzieści i cztery (powody, dla których nie chce mi się nic, a zwłaszcza pisać) ;)

  • Wszystkiego dobrego w nowym roku :)
    No widzisz, u Ciebie jedna Krycha i dwa litry, a u mnie trzy malapety i razem trochę ponad dwa litry dają, które mnie też nie lubią. Ale im nie odpuszczę, bo dzieci nie będą miały, to do wiosny muszą jakoś dociągnąć :P

    • kanionek

      Krycha też nie będzie miała dzieci w tym roku, bo uradziliśmy, że ma sobie odpocząć (przez cały sezon była przodowniczką na produkcji), i teraz widzę, że to dobra decyzja była. Aż jestem ciekawa, czy ona sama kiedyś odpuści, czy będzie dawać mleko przez kolejny sezon. Podobno zdarzają się takie agentki.
      Obawiam się tylko mroźnych, naprawdę mroźnych dni, bo Krychy cycki znajdują się bardzo daleko od samej Krychy, if you know what I mean, i moje obawy dotyczą tego, czy jej te strzyki wiszące 5 cm nad ziemią nie zamarzną. No nic, najwyżej Krycha nie będzie wychodzić z koziarni w takie dni.
      Najlepszego, oczywiście, i Tobie i Twoim małpom :)

      • Występowanie takich agentek potwierdzam doświadczeniami własnymi :) Niektóre to by cały rok można zasuszać, a fabryka dalej produkuje mleko ;) Dlatego czasami jestem zmuszona do zastosowania drastycznych środków – kilka dni na słomie owianej i wodzie, a proces zasuszania rusza. Na szczęście tylko 3 takie uparte mlecznice mam.

        Ja się zastanawiam nad uszyciem stanika kilku kozom, bo będą im się ciągły latem cyce po ziemi… ale z tego co widziałam u innych, to projekt musi być ze sto razy przerabiany, żeby koza nie ściągnęła stanika :D Duże wymiona są fajne, bo dają dużo mleka, ale są niefajne, bo więzadła im szybciej puszczają i się ciągną po podłożu :/

        • kanionek

          Ano właśnie. Ja pomysł ze stanikiem dla Krychy porzuciłam, bo w ogole tego nie widzę. Ona jest niedotykalska (ile razy ja już miałam ręce pokopane przy dojeniu, bo lekko smyrnęłam Krychę po owłosieniu…), stanik musiałby mieć uprząż oplatającą Krychę niczym siatka szynkę. Do tego michy takiego stanika musiałyby być zrobione z jakiegoś elastycznego, mocno rozciągliwego materiału. Jednocześnie wytrzymałego. A i tak martwiłabym się, że Krycha uprzężą gdzieś się przyhaczy i albo będzie tak “wisieć” pół dnia, zanim ktoś się zorientuje, albo tak długo będzie szarpać, aż uprząż rozszarpie. Te wielkie cycki Krychy są nie tylko ciężkie; więzadła chyba już dawno dały sobie spokój i nawet nie probują tego wora z mlekiem podtrzymywać, więc wór dynda i obija się Kryśce o nogi, co z kolei powoduje, że Krycha mogłaby wnosić o kartę członkowską Klubu Dziwnych Kroków. Ciekawe, czy jej córka odziedziczy tę przypadłość.

          • W sumie czasami najprostsze i najgłupsze rozwiązania są najlepsze – widziałam jak ktoś kozie tunikę założyć i zebrał na plecach, bo miała takie duże cyce :) I działało, nawet latem, bo koza mogła zawsze wejść do koziarni. Ale jakbyś zaczęła ubierać kozy w tuniki, to sąsiedzi by na policję dzwonili. Kto to widział kozy w tunikach i jeszcze bez butów chodzi – czarownica na pewno z niej! :P

            A co do dziedziczności cycków to sporo też zależy od tego, jakie wymiona w rodzinie miał kozioł :) Ja te wszystkie dziwne kryję kozłem, którego babka i mama miały duże, ale przepisowo kształtne wymiona.

      • Beem

        No przecież staniczek z polaru jej ubierz!

  • Jolanta

    Dobrego i ciepłego Nowego Roku życzę wszystkim. Lepszego i cieplejszego niż 2017. Niech kłopoty omijają Kanionkowo i całą Oborę. Pozdrawiam.

    • kanionek

      Niech omijają i Ciebie, Jolu :)
      Mówią, że Nowy Rok jaki, cały rok taki. Dzisiaj było u nas 9 stopni (na plusie) i ja bym się nie obraziła, gdyby tak do końca marca pociągnęło. Aż bez kurtki na zewnątrz wyszłam! Ale Mały Żonek mówi, że nadciąga minus dwanaście i nie ma zmiłuj :-/

  • Ola

    Hej hej Kanionki! Łosiego Roku w takim razie! W sensie pozytywnym, jak ten pluszowy łoś. A czemu się łosia bać, powtórzę za mitenki?
    podpisano: miastowa Ola

    • kanionek

      A bo to wiadomo, co takiemu łosiu do łba strzeli? Może on jaki samotny, niewyżyty, przez pannę odtrącony? Ja się do Lucka czasem boję podejść (nadal robi do mnie zalotne “chrum-chrum” i obnaża seksowne dziąsło), a co dopiero do takiego całkiem obcego Lucka razy dziesięć ;)

  • Kaja

    Oj, dziamdziaki krótkowzroczne, toż to była Miłoś. Przyszła i nie poznali.

  • mitenki

    Ha! Nigdzie nie idziesz Kanionku, bo proponuję mały KOŃKURSIK. A Ty jesteś w Komisji i Mały Żonek też (więc niech czasem da Płotce odpocząć w stajni ;).
    Pytanie końkursowe brzmi:

    Ile balotów siana/słomy jest na zdjęciu?
    (tym zatytułowanym “zima”)

    • kanionek

      Ale co to za komisja, która nie zna rozwiązania końkursu?
      Mogę powiedzieć, ile balotów jest DZISIAJ (włącznie z tym dzisiaj napoczętym), ale w dzień tamtej fotki? A ze zdjęcia to, uwierz mi na słowo, wcale nie tak łatwo te baloty wyliczyć. No chyba, że sprawdzę datę, i dodam te baloty, które już zeżarte, a wiem dokładnie na ile dni jeden balot wystarcza. Jaką liczbę typujesz?

  • ciociasamozło

    Miłosiego Roku!
    Łosie faktycznie pluszowe na pysku, że łomatko! Miałam kiedyś okazję pomiziać takiego oswojonego nad Biebrzą.
    A wczoraj też widziałam łosia ale bardzo mało optymistycznie bo to był martwy młody łoś leżący na leśnej dróżce :((( ( jego jakoś nikt nie chciał miziać… )

    A może to będzie rok łosia, a nie psa, jak twierdzą Chińczycy?

    Krycha dba, żeby Ci mleka do kawy nie zabrakło, a Ty jeszcze jakieś pretensje wnosisz? Na większy mróz to może chcesz jakąś czapeczkę z troczkami na krysiowe cycki?

    Cudowne rozmnożenie kotków! Może Kanionek ma jakiś magiczny ogródek? Może, gdyby spędzić w nim noc z rękami w ziemi to dałoby się wyhodować drugą parę rąk?

    To nie Kotek wpadł do stawu, to staw wpadł na kotka!

    Że Żozefin kupuje, to jeszcze mnie nie szokuje, w końcu różne rzeczy pewnie kupuje. Ale, że chwali?! I nie ma uwag, że po co, na co i w ogóle to pod las wyrzucić? Świat się kończy szybciej niż myślałam.

    Tarninówka cudowna! A zachomikowane sery i konfiturek robiły furorę na sylwestrowym stole. Mam już chętnych na więcej wędzonego z orzechami i Pijanego Ziokołka :)

    Chciałabym zauważyć, że czarno-białe kozy mają w swoich łatach ukryte przesłanie od kosmitów. Ja bym na Waszym miejscu zaczęła intensywnie pracować nad jego rozszyfrowaniem.

    • Anomin

      No Ciocia, co TY: przeciez, ze ogrodek Kanionka JEST magiczny to jasne jak obecny ksiezyc! :-)

      • kanionek

        Może on i był magiczny (choć mnie jakoś dodatkowa para rąk nie wyrosła, a szkoda), ale teraz to już wszystko nieważne, pogrzebane w mrokach przeszłości, bo – nie wiem jak, nie wiem kiedy – kurczaki na dobre zadomowiły się w ogrodzie. Ryją codziennie, a że jest o co walczyć, to tym bardziej utwierdzają się w przekonaniu, że warto pokonywać kanionkowe zasieki i do ogrodu codziennie wracać. Ja nie wiem, czy do wiosny uchowa się choć jedna dżdżownica. Cała nadzieja w śniegu (tak, wiem, POWIEDZIAŁAM, ŻE CZEKAM NA ŚNIEG, no ale okoliczności są bez mała wojenne, a wojna ma swoje prawa), i że ten śnieg zniechęci kurczaki, a potem one o wszystkim zapomną. Bardzo liczę na to, że kury mają kurze móżdżki i kurzą pamięć, choć nie mam pewności, czy moje zielononóżki to wciąż są kury, bo one, mam wrażenie, ewoluują. I jeśli nawet po opadach śniegu nie zapomną o ogrodzie do marca, to przecież siać niczego nie będzie tam sensu.

    • kanionek

      “Na większy mróz to może chcesz jakąś czapeczkę z troczkami na krysiowe cycki?” – tak, poproszę. Ale tylko w zestawie ze strzykawą pełną środka uspokajającego w ilości zapewniającej błogi sen aż do maja. Dla mnie, albo dla Krychy, jeszcze się zastanawiam.

      Jeśli chodzi o Żozefin, to ja Wam WCIĄŻ nie powiedziałam wszystkiego, a jeśli jest tam wśród Was jeszcze ktoś, kto nie zaczął budować schronu na okoliczność końca świata, to po ujawnieniu tej ostatniej informacji na pewno zacznie.

      Z Kotkiem to chyba masz rację – ten staw ewidentnie na niego czyha. A przesłanie od kosmitów można odczytać dopiero wtedy, gdy ustawi się wszystkie łaciate kozy jedna za drugą, tak wiesz, nos za ogonem, żeby, rozumiesz, utworzyły całe zdanie. Niestety jest to rzecz niewykonalna, z powodu upartej i przewrotnej natury kóz. Poza tym – Bożena mówi, że w tym zdaniu brakuje jeszcze paru fragmentów i kropki, więc może dopiero w tym sezonie…?

  • mp

    Samych dobrych rzeczy w caluśkim Nowym Roku państwu Kanionkostwu z przychówkiem i całej Oborze !
    A Krychę wezmę w obronę- może słyszała, jak się Kanionek martwiła w komentarzach, że jak ona, niebożę, zimę przetrwa bez koziego mleczka do kawy ? Toteż wrażliwa , empatyczna Krystyna postanowiła się poświęcić … A dodatkowym bodźcem motywacyjnym była nadprogramowa micha ziarek, związana z postojem na dojalnicy :-)
    Łoś- Miłoś odwiedzający Kanionkowo cudny, świat robi się od razu bardziej miękki i pluszowy, i oby taki pozostał na cały rok.

    • kanionek

      “wrażliwa , empatyczna Krystyna” – dziękuję, Mp, uśmiałam się jak dziki kuń :)
      Ale fakt, mleczko do kawy mam, choć jak znam Krychę, dużo większą satysfakcję miałaby z możliwości nasikania mi do tej kawy. I między innymi dlatego nie zaproszę jej do kuchni, jak to któraś z Was proponowała ;)

  • Ewa

    Witam całe stado i słońca życzę w Nowym Roku, byśmy go mieli coraz więcej i więcej, bo to co u mnie jest za oknem to wiecie – szaro, buro i ponuro , jeszcze nawet okna otworzyć się nie da bo okoliczna ludność pali w piecach czym popadnie, niestety. Następny rok to też jakoś dziwnie mnie nastraja, to przecież człowiek jest o rok starszy, masakra. No i jak tu przeżyć do wiosny?
    No nie był to akcent optymistyczny , ja jednak życzę wszystkim Kozom optymizmu w tym Nowym Roku, zdrowia i słodyczy , oraz Kanionkowych serów , bo one zawsze poprawiają samopoczucie. :))))))))

    • Ewa

      O przepraszam , ale Stado miało być z Dużej litery , myślę, że nikt się nie obraził :))))

    • kanionek

      Ja to sobie wymyśliłam, że w te dwa najgorsze miesiące zimowe, czyli styczeń i luty, zapcham sobie grafik robótkami domowymi. Chodzi oczywiście o wypelnienie tych godzin, które są ciemne, bo za jasnych to się zawsze coś do roboty przy zwierzynie i na podwórku znajdzie. Śniły mi się generalne porządki, może nawet jakieś prace prawie remontowe… Tylko dlaczego zimą tak bardzo się nie chce? Wyniosłam puste słoiki na strych, ogarnęłam spiżarkę i korytarz, w którym trzymam ziemniaki, kapustę, cebulę i dynię, przebrałam jabłka w piwnicy, i jakoś tak… zapał mi się skończył.
      A gdy kończą się zapały, to zaczynają ODPAŁY, bo nadmiar wolnego czasu jest – przynajmniej u mnie – silnym czynnikiem fermentacyjnym. Mózg mi fermentuje, a reszta organizmu gnije.
      I tym optymistycznym akcentem… :D

  • Bo

    Dużo nowego w Nowym Roku i oby to nowe było jak najlepsze.
    I dalszego ziszczania się marzeń, wszak łoś to początek.
    Żeby darzyŁOŚ, rodziŁOŚ, spełniaŁOŚ.
    I zimy łagodnej, sprzyjającej cyckom Kruchy.

    • kanionek

      I żeby już nic się nie psułoś… Mały Żonek właśnie skończył naprawiać komputer mojej Mamy, który wskutek podróży dostawczakiem kurierskim doznał obrażeń mechanicznych (na dodatek do tych systemowych, na które zachorzał najsampierw). To znaczy MYŚLAŁ, że skończył, a tu na koniec niespodzianka: jak się podłączy modem, to przestaje działać myszka. Bez względu na to, co się w który wetknie port. Takiego czegoś to nawet nie ma gdzie zgŁOŚić.

  • wy/raz

    Ło siego Ko -ciego i -ziego i Psiego i Drobiego. Do siego Roku!!!

    • kanionek

      “Ło siego Ko -ciego i -ziego i Psiego i Drobiego” – no to albo takiego, albo SZCZĘŚLIWEGO, zdecydujcie się ;)

  • bila

    Kanionku i Mały Żonku!Kochani Siostry i Bracia w koziarni! Szczęścia, szczęścia życzę mnóstwo w Nowym Roku, który proponuje nazwać Rokiem Łosia, jako że zawiera jedna z ulubionych cyfr Łosia- wszak jest to Dwa Tysiące ŁOSIEMNASTY Rok!!!
    Ja też zagryzałam w Sylwestra Kanionkowym serem ,który byłam utaiłam w zamrażalniku. Dojrzewającym konkretnie. Mniammm…
    Czyli, że następne sery można dopiero na wiosnę? ojjj….
    Przesyłam uścisków Moc.

    • kanionek

      Taak, to chyba faktycznie będzie rok łosia. Całkiem niedawno i nawet niedaleko, bo jakieś 15 km asfaltu stąd (a w linii prostej dużo bliżej), facet pozbył się przedniej szyby w samochodzie. Łosiem.

      Do pierwszych serów jeszcze jakieś 3 miesiące, czyli jakieś 90 dni. Można wydrapywać kreski na ścianie. Łosiem, albo scyzorykiem :)

  • cornick

    Już spory kawał nowego ŁOSiemnastego roku minął a ja jeszczem się nie zgŁOSiła. Życzę DOBRZE tobie kanionku, małemu żonkowi i wszelkiej żywinie, która tam u wasz zamieszkuje!

    • cornick

      tzn bardzo dobrze :) niech wam się wiedzie jak najlepiej!

    • kanionek

      “Już spory kawał nowego ŁOSiemnastego roku minął” – taa, kawał. Całe cztery dni. Ale faktycznie wydaje się, że czterysta. Styczeń i luty to chyba najdłuższe miesiące w roku. Każdy ma po dziesięć tygodni, najmarniej.
      My Tobie również dobrze, a nawet jeszcze lepiej, Cornick :)
      A zastępy “wszelkiej żywiny” być może niedługo zasili taka jedna koza, co jej już właściciele nie chcą. My tę kozę poznaliśmy nawet osobiście, jakoś chyba w piździerniku, a może we wrześniu, gdy koza zachorzała na straszliwie szybko postępujące zapalenie wymienia, a właścicielka miała na ten temat tak zwane zero wiedzy. Skracając długą historię, którą zapomniałam Wam w stosownym czasie opowiedzieć – pewnego wieczoru team “Kanionek i Mały Żonek” popylał odległymi, ciemnymi, polnymi drogami, z naprędce przygotowaną przez Kanionka apteczką pierwszej koziej pomocy, by poznać kozę Felicję i ulżyć jej w cierpieniu. Pierwszy raz miałam okazję widzieć połówkę koziego wymienia tak twardą i sztywną, jak gdyby wpompowano w nią cement, który zastygł. Ze stosunkowo dużego cycka, w którym – na oko – spodziewałabym się znaleźć około 1,5 litra mleka, udało mi się wydoić jakieś marne 150 ml. Nie omieszkałam też, z czystej ciekawości, bo co do stanu zapalnego wątpliwości być nie mogło, zrobić temu mleku test na mastitis (z płynem do mycia naczyń, którego odrobinkę zapobiegliwie wzięłam ze sobą), i znów muszę powiedzieć, że nigdy wcześniej nie widziałam tak szybkiej i silnej koagulacji – to mleko można było wyjąć z kubeczka w jednym kawałku. Koza Felicja wymagała bodajże trzech dawek leku dowymieniowego (MastiJet – zadziałał jak trzeba) i – o ile pamiętam – po około tygodniu lub ciut może dłuższym czasie, wymię powróciło do całkowitej sprawności. No ale Felicja i tak jest “na wydaniu” (oczywiście jest niezarejestrowana), bo – jak usłyszałam – “wszyscy się teraz pozbywają kóz”. No to jak wszyscy, to wszyscy, no nie ma zmiłuj. My, jak powszechnie wiadomo, nie jesteśmy “wszyscy”, więc dziś rano zadzwonił telefon w sprawie przygarnięcia Felicji. No nic. Zobaczymy jak się to wszystko skończy.

      • wersja

        Felicja to jest imię, które dobrze wróży. Tak czuję :)

        • cornick

          no jasne ze dobrze wrózy, Felicja toz to prawie felicita! a to jak nam wiadomo szczescie i radosc :))))))))) pisze bez polskich znaków bo mi sie cos w klawiature stalo i wychodza mi rozne dziwadla, o: æ ø á é ß © ñ

  • Buka

    Na szczęście, na zdrowie na ten Nowy Rok,
    Aby Cię nie bolała głowa ani bok.
    Co byś mogła boso chodzić,
    Męża zwodzić, notki płodzić.
    Co byś miała na blog czas
    Dla kóz, kotów, psów i nas.
    Co by dziura czarna
    Była mniej koszmarna
    Co byś miała mniej kotów niż dla kóz balotów
    Tyle piesków ile kozich osesków
    Tyle owieczek ile w płocie furteczek
    Tyle kurek ile od nas laurek
    Tyle kózek ile w lesie brzózek
    A koziołków mniej
    Hej!
    :)

  • Iza

    Ojej, ojej, to już jest 05/01???
    STRASZNIE szybko to leci, a ja Kanionkostwu i Oborze życzeń jeszcze nie złożyłam… Niniejszym składam, najlepsiejszego <3
    I żeby spotkania z łosiem odbywały się wyłącznie przez obiektyw, a nie przez przednią szybę, na ten przykład.
    I żeby kurczaki udowodniły swoją sklerozę w temacie ogródka.
    I żeby Kanionkowi tak się chciało, jak mnie się nie chce… czyli BARDZO. :)
    Oraz, żeby nam się!!!

  • ciociasamozło

    Ja bardzo przepraszam, ale pozwolę sobie zareklamować niekomercyjną imprezę. Dzisiaj jest “Noc Biologów”: http://www.nocbiologow.pl/noc/index.php
    W 32 ośrodkach naukowych w całej Polsce odbędą się wykłady, warsztaty itp. na najróżniejsze tematy związane z biologią (w tym też ekologią, zdrowiem…)

    W zeszłym roku byłam na dwóch wykładach na UW, w tym może uda mi się załapać na 3 (choć ciekawych tematów wypatrzyłam kilkanaście :/ )

    • mały żonek

      Bardzo fajna inicjatywa. Dawaj skrót wydarzeń i ewentualne linki. Z innego podwórka, łamię sobie głowę wywodami Hawkinsa o teorii Wszechświata bez brzegów i bez osobliwości – stara książka “Krótka historia czasu”. Dobra popularno-naukowa pozycja.

      • ciociasamozło

        Na Nocy byłam, udało mi się wysłuchać czterech wykładów, nadmuchać azotem kulę glutenu, porozmawiać z fachowcami na temat kleszczy, zanieczyszczeń powietrza i roślin owadożernych, zagrać w planszówkę o życiu chomika europejskiego, kupić świetne książki dla znajomych dzieci i zobaczyć wiele ciekawych rzeczy.
        Niestety nie widzę, żeby wykłady były udostępnione w sieci :(
        Są tylko zdjęcia na facebooku Nocy Biologów UW https://pl-pl.facebook.com/nocbiologowuw/
        i wiadomości w lokalnych gazetach, np.: http://www.dziennikbaltycki.pl/wiadomosci/a/noc-biologow-2018-na-uniwersytecie-gdanskim-jak-sie-bawilismy-zdjecia,12844597/

        A szkoda, bo impreza świetna, a w dobie antyszczepionkowców, głosicieli “teorii” płaskiej ziemi czy wykluczania teorii ewolucji z programu nauczania, takiej rzetelnej i przystępnie podanej wiedzy nigdy nie za wiele.

        Hawkinga jakoś nigdy nie udało mi się przeczytać. Może powinnam zrobić kolejne podejście?
        Z popularno-naukowych czytałam ostatnio “Nosem psa” Alexandry Horowitz, czytam “Zrozumieć psa” Johna Bradshawa (tak, wiem, monotematyczna jestem ;)) a chciałabym przeczytać “Dziwne przypadki ludzkiego mózgu” Sama Keana.

      • mały żonek

        Mogłabyś polecić jakąś książkę o podstawach weterynaryjno-biologiczno- medycznych? Krótko, mam fajną księgę medyczną o kozach dla weterynarzy, ale siłą rzeczy dziura w podstawach uniemożliwia mi zrozumienie wielu kwestii. Dłubiąc w necie nie mogę znaleźć sensownej, uporządkowanej pozycji, która rzuciłaby światło na fundamenty. Zwykle są to fragmenty, które ciężko poskładać w całość. Nie mam aspiracji doktoranckich, chodzi mi o poziom przyzwoitego, zwierzęcego paramedyka.

        • ciociasamozło

          Hmm. O jedną konkretną pozycję może być trudno, bo te podstawy obejmują anatomię, fizjologię, farmakologię, sięgają do biochemii i biofizyki…
          Może coś z podręczników dla techników weterynaryjnych? Jest np. “Anatomia i fizjologia zwierząt” (z 2015r. więc wiedza aktualna), ale nie miałam tej książki w ręku więc trudno mi ocenić jej jakość. Chyba można ściągnąć pdf.
          Mam w domu jakąś “Fizjologię zwierząt”, ale po pierwsze bardzo stara i średnio aktualna, po drugie fatalnie napisana i raczej zaciemnia obraz niż rozjaśnia :(

          Napisz na maila jakie masz konkretne pytania, to łatwiej mi będzie coś znaleźć (a może i odpowiedzieć ;))

        • mały żonek

          Rozumieć. Kopnę się zatem do biblioteki, bo z jakiegoś powodu nie wziąłem tego oczywistego rozwiązania pod uwagę. Jak się zacznę obijać o ściany, to się odezwę na maila. Pozdrawiam, i oby trąba twojego słonia nie trafiła w kaktus.

          • ciociasamozło

            A, dziękować, dziękować! Żeby podeszwy Twojego wielbłąda zawsze były w cieniu.
            Aktualnych podręczników w bibliotece możesz nie znaleźć (no chyba, że w Olsztynie przy wydziale weterynaryjnym) :/ , ale inne zacne pozycje i owszem. I biblioteki mają już katalog on-line!
            Ewentualnie sprawdziłabym rynek używanych książek na alledrogo czy innym oeliksie.
            Ps. “Anatomię i fizjologię zwierząt” Pilarskiego raczej sobie daruj, rok wydania 1974… starsze od węgla ;)

  • Meg

    Koteły masz jak malowane, przynajmniej na zdjęciach. Cudne.
    Na kozach się nie znam, ale pewnie drapałabym za uszkiem, jakby podeszła…
    Dobrego roku, przyjdzie wiosna, Baronowo, zobaczysz.

  • Jagoda

    Tu takie mądre rzeczy pomiędzy ciociasamozło a małym żonkiem się dzieją, że aż się krępuję pisać zwyczajne głupotki w stylu: jak się macie Kanionki i Oboro?
    I czemu się nie odzywacie, czyżbyście siedzieli przy piecach/kominkach/kaloryferach w grubych skarpetach i rękawicach z jednym palcem? Bo rozumiem, że w takich ciężko po klawiaturce posuwać.
    A swoją drogą cieszę się, że nie muszę popylać do roboty 3 km polną drogą.
    Lekki mrozik -6 z wiatrem dają popalić. Pamiętam jak kiedyś płakałam wracając ze szkoły(jakieś 3km), bo straszliwie zmarzły mi ręce. Do dzisiaj przed mrozem najbardziej chronię dłonie.
    Też czekam wiosny, jak wszyscy, a będzie piękna tego roku…

    • kanionek

      Oby nie tak “piękna” jak na przykład 10 maja 2017, z którego to dnia ja mam materiały dowodowe w postaci zdjęć, a na tych zdjęciach jest więcej śniegu, niż dzisiaj za moim oknem.
      Nam marzną ręce podczas noszenia siana do paśników w koziarni – siano musimy wyrywać z ciasnych zwojów balotów, bo baloty przymarzły do ziemi i nie da się ich postawić. Z postawionych można odwijać siano w warstwach jak dywan, a z takich leżących trzeba szarpać jak szakal za kiszki. Dopiero po około dziesięciu minutach takiej pracy krążenie poprawia mi się na tyle, że życie wraca do zmarzniętych końcówek palców. Najlepsze zaś jest rozbrajanie każdego nowego balota, co obecnie jest zadaniem Małego Żonka, bo ja bym prędzej w majtki popuściła, niż dała radę oderwać skorupę zamarzniętej na kość warstwy wierzchniej takiego balocika. Mały Żonek pertraktuje z balotem przy pomocy siekiery, a raz nawet poszła w ruch wyrzynarka…

      No i tak, potwierdzam, że w skarpecie z jednym palcem BARDZO źle się używa klawiatury, dlatego już kończę ;)
      Buziaki od pokraki, wezmę się w garść, tylko jeszcze nie wiem kiedy.

  • Jolanta

    hej, zasypało wszystkich? Kanionku? Kozy? cicho i głucho…
    No nic – ukroiłam plasterek wędzonego serka od Kanionka, nalałam kieliszek naleweczki imbirowo-pigwowo-miodowej od Kanionka i wracam do czytania przygód Kanionka – jestem w marcu 2017 – będę świętować zeszły Nowy Rok wg kalendarza Kanionka. A propos – jak z kalendarzem na 2018? Też bym chciała…

    • kanionek

      Zasypało, nie zasypało… Mnie dopadła zgnilizna moralna, uwiąd mięśni i myśli, albo inna fibromialgia. W sumie nic dziwnego, jak na styczeń.
      Ale że Ty masz jeszcze mój ser?! Zamroziłaś sobie, czy właśnie pobiłaś rekord przetrzymywania sera “Ziokołek” w lodówce bez widocznego uszczerbku? Moja ciocia-babcia z dalekiego południa otworzyła ostatni ser w święta, a dostała go jakoś w październiku. Od tamtej pory nie zadzwoniła, ale może po prostu nie czuje takiej potrzeby… ;)

      Jak będzie z kalendarzem, hm. W wątku kalendarzowym na Forum udziela się chyba tylko Wy/raz, a Kanionek nie dostarczył zbyt wiele ciekawego materiału graficznego w roku 2017, ale bądźmy dobrej myśli.

      • ciociasamozło

        W kwestii sera bez uszczerbku, przypomnij mi Kanionku kiedy dostałam od Ciebie ser wędzony z orzechami (sierpień?), bo w oryginalnym opakowaniu, w lodówce przetrwał do sylwestra.
        (Boszsz, ile mnie kosztowało odwracanie od niego wzroku, ale potem został czymś zasłonięty i odkryty na nowo w trakcie świątecznych porządków, ale wtedy było tyyyle żarcia, że już zaczekał do sylwka)
        Zjedliśmy go grupowo, nie zauważając odchyleń od normy. Wszyscy przeżyli.

        • mitenki

          Kurdesz, przypomniałyście mi właśnie, że mam w lodówce kawałek dojrzewającego, któren to był przyszedł razem z nalewkami.
          Aaaaaa!

          • ciociasamozło

            Mitenki, nie pisz takich rzeczy, bo zaraz Ci się wbiję na chatę! I nawet kot nie obroni Twoich zapasów Świętego Sera ;)

          • mitenki

            I tu się mylisz droga Ciociu, gdyż albowiem posiadam Kota Obronnego ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *