Terapia kozą, czyli sardoniczny uśmiech Bożeny, oraz kto nie ma ani cycków, ani wina, ani w ogóle na nic czasu

“O szyby deszcz dzwoni deszcz dzwoni szerszenny (i brzęczy jednaki, miarowy, niezmienny)” Pozwoliłam sobie sparafrazować znany kawałek pana Leopolda, by oddać romantyczny klimat wiejsko-leśnych wieczorów. Szerszenie – znów jest ich wszędzie pełno, wieczorem walą w okna każdego oświetlonego pomieszczenia i wędrują po szybie w górę, bucząc i brzęcząc, po to by zaraz spaść na parapet i wędrówkę szaleńca rozpocząć na

Czytaj dalej

Mam wiadomość złą i złą, czyli zimno, do dupy i źle, a nawet makabrycznie

Jeszcze kilka dni temu było tak: A dzisiaj? Co za parszywy dzień. Dwanaście stopni i pada od dwunastu godzin. Koziołki bardzo niepocieszone, próbują rozmontować nową ławkę w koziarni, a Bożena z nudów zagryza kostkę solną na śmierć. Od samego rana było zresztą cudownie… Budzi mnie krzyk jastrzębia. Otwieram na próbę jedno oko, na budziku piąta dwadzieścia osiem, zamykam oko, a

Czytaj dalej

Sielanka-sranka, czyli Bożena pisze memułar (a ja zbieram na kilometr ogrodzenia)

  –  Za górami, za lasami, gdzie psy piją wodę dupami… –  NIE! – irytuje się Irena, waląc kopytkiem w lizawkę solną. –  Co “nie”? – Bożena otwiera oczy, wytrącona z wątku. –  Nie można tak na początku z dupami zaraz wyskakiwać. –  A kiedy można? –  Nie wiem, później jakoś. Gdy się już czytelnik do nas przyzwyczai, pozna nas

Czytaj dalej
1 2 3