O piniacie w warsztacie i wywijaniu polskich orłów, czyli jak małżonek zabił Internet

Czwartek szóstego piździernika – od rana wieje, mży i robi zimno. Wzięliśmy kosy i poszliśmy karczować bujne chaszcze od zachodu, pod kolejną nitkę pastucha, który do końca miesiąca – tak sobie założyliśmy – ma już obejmować całą naszą dzierżawioną posiadłość ziemską. Kozy patrzyły na nas jak na idiotów, którymi jesteśmy, bo zaiste cudownie się pracuje w taką pogodę, zwłaszcza na odcinku zabałaganionym przez pilarzy, którzy prześwietlając lasek olszynowy rzucali gałęzie i kilkumetrowe pnie drzew jak popadło, ale małżonek obejrzał ostatnio całą serię „Rocky” i mówi, że jak Sylvester Stallone mógł od zera do bohatera, to my też możemy, a ja mu mówię, że Rocky to był Balboa, a ja jestem zwykła pierdoła, i ze mnie takie szarpanie olchy spod bujnego (i mokrego!) dywanu ostów nie robi bohatera, tylko zwykłego męczennika z kolcami w dłoniach, a małżonek na to, że jeśli chodzi o dłonie, to ja jeszcze nie wiem wszystkiego, bo jak tylko skończymy z tym kawałkiem ugoru, to on wiesza drążek w warsztacie, i będziemy się na nim podciągać! Codziennie!

drazek-bohaterow

Ile razy się podciągnęłam? Pół. Muszę się trochę oszczędzać, żeby mieć siłę udusić małżonka.

Jak już skończyliśmy z dawką bohaterozy na czwartek, to małżonek usiadł przed kompem i zabił Internet. To znaczy on twierdzi, że to wszystko wina piesków, bo on akurat restartował ruter, grzebał w ustawieniach, coś tam coś tam kluczowy moment, a wtedy przybiegły pieski i narobiły rumoru, i wtedy on się zdenerwował i kliknął niewłaściwy plik, i straciliśmy łączność z ruterem, czyli w sumie z całym światem. Ruter ogłuchł i oniemiał, a małżonek stwierdził ze skruchą, że kompletnie nie ma pojęcia, jak się teraz z nim skomunikować. Jeśli więc kiedyś przeczytacie w porannej prasie, że jakiś zdolny haker polskiego pochodzenia zablokował serwery banku centralnego, to spokojnie możecie dopijać kawę i zagryzać ciasteczkiem, nie idziemy do więzienia, bo to nie mój mąż. No chyba, żeby niechcący kliknął w niewłaściwy plik.

No więc przez kilka kolejnych godzin małżonek był trochę jak komunizm – dzielnie walczył z problemami, które sam stworzył, a ja w tym czasie realizowałam założony wcześniej ambitny plan podnoszenia kwalifikacji w kuchni, to jest wymyśliłam sobie, że w ciągu sześciu godzin dam radę zrobić cztery sery, zapiekanki na obiad, i jeszcze upiekę murzynka, skoro piekarnik i tak będzie grzany. No i gdy zostało mi pół godziny do cięcia skrzepu, 10 minut do wyjęcia zapiekanek z piekarnika, a murzynek już stygł sobie ładnie na parapecie i czekał tylko na polewę, wyskoczyłam z domu na chwilę (a to się ZAWSZE źle kończy), żeby zamknąć kozy w koziarni, wpuścić płetwy z łąki na podwórko, sypnąć im owsa i przynieść ze dwa wiadra wody ze stawu, bo tyle się da zrobić w ciągu dziesięciu minut, jeśli się do tego przyłożyć i nie ociągać, POD JEDNYM WARUNKIEM. Takim mianowicie, że się nie założy na nogi kretyńskich kaloszy, które są głupie jak but i zupełnie nie czają konsystencji podłoża, które dnia onego, czwartku szóstego, było nasiąknięte wodą i śliskie jak mydło.

Pierwszą glebę zaliczyłam idąc z pustymi wiadrami wydeptaną przez kozy ścieżką, i zaklęłam szpetnie jak ten szewc, co normalnie bez butów chodzi, ale do zwierząt mu kazali zakładać. Stłukłam sobie łokieć i biodro i naciągnęłam mięśnie (głównie szczęki i języka), ale nie czas żałować łokci i róż, gdy w piekarniku już być może płoną zapiekanki, prawda. Druga gleba była o niebo ciekawsza – gramoląc się z pełnymi wiadrami na skraj straszliwego urwiska (no wiecie, chodzi o brzeg stawu), poślizgnęłam się i zjechałam spektakularnie tyłem, na wyprostowanych nogach, razem z wiadrami prosto do stawu. Zdradzieckie kalosze natychmiast wypełniły się wodą, a bawełniane spodnie ochoczo podchwyciły ten pomysł na świetną zabawę i podciągnęły wodę aż do kolan, jednym wiadrem zdzieliłam się w łeb, a drugie przytomnie puściłam, by podeprzeć się choć jedną ręką, zapewniając tym samym pierwszą pomoc przedlekarską temu dopiero co obitemu łokciowi, czyli zrobiłam mu kurewsko zimny okład z wody.

I chyba nie macie wątpliwości, co oznacza stare, polskie przysłowie, że szewc bez butów chodzi? Wcale nie to, że on biedaczek taki zarobiony, że nie ma czasu własnych butów naprawić. Już on dobrze wie, co robi! A jak myślicie, dlaczego Witkacy na bohaterów swojego dramatu wybrał właśnie szewców? Bo to jest dramat, co szewcy porządnym ludziom uczynili! Ja to widzę tak, że każdy szewc tego świata, siedząc w swojej szewskiej kanciapie, gmera w cudzym obuwiu, wbija gwoździe w podeszwy i myśli sobie tak: „lubię patrzeć, jak oni się męczą w tych butach. Jak sobie obcierają pięty i naklejają na palce plastry na odciski. Jak sobie opowiadają o halluksach, płaskostopiu i wrastających paznokciach, albo o tym, jak to odpadły im fleczki i nie mogli zatańczyć na kuzynki weselu. Ale najbardziej to lubię, jak wywijają orła na błotnistych ścieżkach, HA HA HA HA!”). Mówię Wam, buty to samo zło, a szewcy to adwokaci Diabła. Widzieliście kiedyś, na jakimkolwiek obrazie, żeby Diabeł był w butach? NO WŁAŚNIE.

Ale spoko, zapiekanki się nie sfajczyły (do domu leciałam jak somalijska sprinterka, z tą tylko różnicą, że ja rzucałam kaloszami na cztery wiatry. No w sumie na dwa, bo na cztery to mi kaloszy nie starczyło), były bardzo smaczne, jako i zresztą murzynek, tak więc – in your face, shoemakers!

mudzynek

Tak, ta brązowa, błyszcząca bryła to nie ja cała w błocie, tylko murzynek w polewie. Ja wiem, że żadne tam osiągnięcie, i w ogóle czym tu się chwalić, ale ja się przy małżonku zupełnie nie mogę rozwinąć kulinarnie, ani piekarniczo. Rodzynki „be”, owoce „be”, ciasta z kremem „a po co”, torty „nieporozumienie”, muffinki „jakiś szajs dla pensjonarek”, no to co mi zostaje? Kakaowa cegła w kakaowej lakierce. I jeszcze codziennie muszę mu przypominać, że ciasto jest w lodówce, bo on potrafi przez miesiąc chodzić i mówić, że „w sumie to bym sobie zjadł murzynka”, a jak ja w końcu zrobię tę cegłę, to on natychmiast o niej zapomina. Może mu nad tym drążkiem w warsztacie podwieszę…?

Czy w Waszych stronach dzieciaki za komuny też miały taką zabawę, w sumie to konkurs był, że się zawieszało jabłko na sznurku, i trzeba było je zjeść, ale bez używania rąk? Wiecie, ciosem z bańki wprawiało się jabłko w ruch wahadłowy, i gdy ono wracało, to się w nie wbijało zęby i odgryzało kęs, i tak w kółko, aż do ogryzka i zwycięstwa. No to tak sobie to mniej więcej z tym ciastem wyobrażam – jedno podciągnięcie na drążku – jeden kęs murzynka. Praca i nagroda, praca i nagroda, aż do zwycięstwa na tym życiowym ringu codzienności. Bo każdy naród ma swoich bohaterów i swoją piniatę, co nie?

No ale bujać to MY (małżonka na drążku), a nie NAS – z małżonka to jest taki twardziel, jak Wam zaraz opiszę. Podchodzi małżonek do Atosa leżącego na podłodze, masuje mu tylne łapy i mówi: „kto jest moim wilkiem najwspanialszym? No kto? No pewnie, że Atośnik. Najśliczniejszy, nieustraszony, bezszelestny i niedościgniony!”. Albo siedzi w kuchni z Mającem i słyszę, jak jej szepcze czułe słówka: „Kto jest moim Majączkiem najpiękniejszym? NO PEWNIE, że ty. Nie ma drugiego takiego Majączka na świecie, i wszyscy ludzie, co Majączka wziąć ze schroniska nie chcieli, to idioci i dzisiaj żałują. No tak, Majączku, tak właśnie jest”. Albo z Laserkiem: „Kto jest najbardziej plajsticzanym pieskiem na świecie? I najczarniejszym? Plajsterek? NO PEWNIE, że Plajsterek. Plajstiko-madżiko. Jest tak gładki i opływowy, że nie stawia oporu w powietrzu, a w wodzie pływa jak PSTRONG. Tak właśnie jest, Plajsterku”. No i Pimpacy, oczywiście: „Pusia? Pusiołek? Pusiogenny Pusiozwierz? NO PEWNIE, że tak, Pusiakolepie jeden. No jaka jest Pusia – malusia? Niee, Pusia jest najgroźna. Tak właśnie jest, Puśminie”. A potem przychodzi do mnie, i mówi: „Kanionek, ty grubasie grubymi nićmi szyty, znowu zostawiłaś taczkę na deszczu?”.

A propos szycia Kanionka nićmi, to ja mam zdecydowanie szczęście do tłuczonego szkła. I założę się, że teraz wszyscy pomyśleliście o moich stopach, ale nie, tym razem niemal nie obcięłam sobie małego palca u prawej dłoni. Mianowicie było to tak, że nie chciało mi się wycierać góry naczyń, która od wieczora dnia poprzedniego kwitła sobie w suszarce, więc kolejne naczynia układałam na tej górze, dopychając w miarę potrzeby łokciem, i nie, to jeszcze nie wtedy obcięłam sobie palec. Nadszedł w końcu ten moment, gdy już nie dało się niczego więcej w suszarce upchnąć i trzeba było powycierać, a akurat miałam chwilę, bo i tak musiałam sterczeć w kuchni przy fasoli. No i tak sobie wycierałam, myśląc o petrolowych migdałach, i nie zauważyłam, że wskutek dopychania łokciem jedna szklanka nie wytrzymała tej życiowej presji i pękła, gubiąc spory kawałek swego jestestwa, i przy pierwszej próbie wytarcia szklanki ruchem okrężnym rozcięłam sobie palec. Koniec historii. Palec się jakoś wyliże, ale szklanka to ładna była, taka kwadratowa, z grubego szkła i kompletu czworga, co to go dostałam na imieniny lat temu cztery, no i teraz to już naprawdę koniec tej historii. Nie wiem co prawda, dlaczego kłamstwo ma krótkie nogi, ale lenistwo to na pewno ma krótkie ręce, bo je sobie urżnęło tłuczonym szkłem. Na koniec może dodam jeszcze, że nie wiem, czy już o tym pisałam, ale nienawidzę zmywać i wycierać.

No i tak. Od tygodnia pada i nie mam dla Was żadnych nowych, ładnych zdjęć, a przecież nie będę sobie specjalnie selfie strzelać, więc pokażę Wam rzodkiewkę, którą wysiałam pod koniec sierpnia. Nazywa się „sopel lodu”, rośnie wielka i bez przerywania, a sieję w sierpniu lub wrześniu, bo wtedy robactwo już nie atakuje, a ślimaki działają w zwolnionym tempie, i ja mam rzodkiewki, a gęsi mają liście rzodkiewek:

rzodkiewki-wieczorowa-pora sopel-lodu-z-ogrodka

No i kilka fotek z bogatego archiwum pamięci mojego fotograta. O, tak się suszyły Wasze pomidory. To znaczy niby moje, ale do Waszych serów:

suszenie-pomidorow

A po ususzeniu z ośmiu tacek zostaje jedna!

ususzone

Z kilku ocalałych kępek majeranku, surowca po ususzeniu uzyskałam tyle co kot napłakał (a płakał, bo dopiero wtedy się zorientował, ile tego majeranku zepsuł!), czyli słoiczek po przecierze pomidorowym, z którego zostało już tylko pół, bo dwa razy robiłam fasolkę po bretońsku:

suszony-majeranek suszony-majeranek-2

Cząbru było znacznie więcej, i pomna Waszych przestróg o straszliwych skutkach wdychania ziołowego pyłu dusiłam się w maseczce podczas skubania gałązek. Nie wiem, co gorsze – ziołowy pył w oskrzelach, czy bliskie spotkanie z tunelem i światełkiem z powodu niedotlenienia mózgu:

oddzial-chirurgii-zielnej skubanie-czabru

Mogę jeszcze pokazać sałatkę szwedzką, którą zrobiłam dzięki uprzejmości urodzaju na ogórki, bo ile można kisić:

salatka-szwedzka

Nie wiem, czy ona szwedzka, czy słowiańska, ale zawiera ogórki, paprykę, cebulę, marchew, czosnek, a niektóre słoiczki również żółtą cukinię. Wszystko cięłam w plasterki na szatkownicy do kapusty i szczerze polecam ten sposób, ale tylko osobom przytomnym i o dobrym wzroku, bo na szatkownicy cięcie idzie bardzo szybko, i ani się człowiek obejrzy, jak ogórek się skończy a zacznie łokieć. Jak już sobie to wszystko potniecie, w proporcjach mniej więcej takich: kilogram ogórków, dwie duże papryki, dwie średnie marchewki, trzy duże cebule, cztery ząbki czosnku, opcjonalnie – średnia cukinia, to zalewacie warzywa WRZĄCĄ zalewą: dwie szklanki wody, szklanka octu, szklanka cukru, półtorej łyżki soli, trzy kulki ziela angielskiego.

I po upływie dwóch godzin (to jest minimum, ale można trzymać dłużej) pakujecie do słoików i – niestety – pasteryzujecie. Ja pasteryzowałam około 10-15 minut, bo nie lubię rozgotowanej sałatki szwedzkiej, ale niektóre przepisy podają nawet pół godziny, bo to pewnie zależy od wielkości słoików. Mam termometr serowarski, więc sobie wetknęłam sondę w jeden słoik, i gdy temperatura w środku osiągnęła 80 stopni, to wyjęłam słoiki i dopiero wtedy dokręciłam porządnie wieczka. Sałatka się nie psuje, nie zmienia koloru, jest świetna na zimę i nie tylko, pasuje do obiadu i kanapki, koniec.

Obiecałam Wam jeszcze coś o pakowarce próżniowej, więc proszę. Mniejsza z tym, czy to faktycznie zdrowiej, lepiej i bardziej hipstersko pakować żywność próżniowo do zamrażania, ale na pewno takie płaskie, wyssane paczki zajmują mniej miejsca w zamrażarce, więc i ja zapragnęłam być mądra i gospodarna. I oszczędna. Nie kupiłam więc pakowarki, tylko plastikowe słomki do napojów (ale to już dawno) i woreczki do mrożenia (jakieś śmieszne pieniędze kosztują w Lidlu), i normalnie robię tak (tu na przykładzie zblanszowanej fasolki szparagowej):

Fasolkę wrzucam do woreczka, tak żeby jedna porcja na obiad wystarczyła:

fasolka-w-woreczku

Do woreczka wtykam słomkę i woreczek wokół słomki dłonią czule owijam i ściskam:

sciskam

I – jak życie z mojego małżonka – powietrze z woreczka wysysam, aż wygląda tak:

po-wyssaniu po-wyssaniu-2

To nie jest trudne – całkiem jak z paleniem papierosów, czyli trzeba jedynie pamiętać, że nie dmuchamy, tylko wciągamy. I jak już wyssiemy całe powietrze, a oczy nam się zapadną w głąb czaszki, wtedy cały czas mocno ściskając woreczek – wyciągamy słomkę, i błyskawicznie zaciskamy dłoń jeszcze mocniej, żeby woreczek nam nie zassał powietrza na powrót. Naprawdę łatwe, tylko pisze się o tym długo i zawile. Potem obracamy woreczkiem, żeby skręcić ciasno końcówkę, którą na końcu podwijamy i – nie puszczając woreczka – przyklejamy taśmą klejącą. No i to jest najtrudniejsza rzecz z tego całego pakowania. Najlepiej użyć szerokiej taśmy i przykleić do woreczka brzeg tej skręconej końcówki, a dla pewności podkleić jeszcze wyżej. Tak to wygląda:

skrecam zaklejam


Taśma klejąca jest istotą doskonałą i w zamrażarce będzie się czuła jak ryba w lodzie, czyli może ciut zesztywnieć, dlatego ostrzegam, że po udanym spakowaniu próżniowym i ulokowaniu produktów w komorze zamrażarki nie należy później co chwilę nimi szastać, przerzucając nerwowo z kąta w kąt w poszukiwaniu mrożonych paluszków z kalmara, zielonego groszku czy półtuszy wołowej, bo taśma może tego nie wytrzymać. Pakowanie próżniowe (przynajmniej to mojego pomysłu), jest dla ludzi spokojnych, życiowo ogarniętych, zdyscyplinowanych i systematycznych (czyli spytajcie mnie skąd wiem, że taśma czasem nie wyrabia).

ALBO możecie sobie kupić pakowarkę próżniową, która sama wysysa, a potem jeszcze zgrzewa woreczek, ale nie polecę Wam żadnej, bo zapomniałam wysłać setkę maili do producentów i dystrybutorów zgrzewarek, z propozycją zareklamowania ich produktu na blogu. JEŚLI JEDNAK jakiś producent lub dystrybutor mnie czyta, to OCZYWIŚCIE, że może mi wysłać taką pakowarkę, a ja wtedy napiszę na blogu, że jest najlepsza na świecie, i że nawet z nią śpię i na spacery chodzę, no bo przecież byle bubla mi nie wyślecie, prawda?

PS. I koniec z haczykami, łańcuchem, żelazną sztabą i ukrytą zapadnią. Od teraz małżonek trzyma kozy pod kluczem:

zamek-z-ksiezniczkami klucz-nad-wycieraczka

I w koziarni też jest taki sam klucz, zawieszony na gwoździu (tego jeszcze małpy nie rozpracowały), więc można sobie drzwi zamykać i otwierać z której się strony żywnie podoba. Widzieliście Państwo?

PPS. I już myślałam, że nadrobiłam wszystkie zaległości i mogę iść spać do marca, ale przecież miałam Wam jeszcze napisać, jak się robi zagrodę dla kozłów i cebulę. Szlag.

szlag

PCK. I bardzo, bardzo dziękuję dobrym ludziom, praworządnym obywatelom, co zapłacili mandaty od Ireny. Wiem, że miało być na owies, ale owsa jeszcze trochę mamy, a teraz musimy dokupić słupki i drucik do pastucha, i będzie w sam raz. I w ogóle WSZYSTKIM dziękuję, już Wy dobrze wiecie za co.

227 thoughts on “O piniacie w warsztacie i wywijaniu polskich orłów, czyli jak małżonek zabił Internet

  1. Kachna 10/10/2016 at 06:33

    Pierwsza!

  2. teatralna 10/10/2016 at 07:38

    no nie wierzę normalnie…wczoraj dokończyłam posta poprzedniego i nie zdążyłam jeszcze skomentować a tu BACH BACH następny. co Ty Kanionek spać nie możesz?
    no to czytam i jeszcze się tu odezwę )
    jakby co to DRUGA

    • kanionek 10/10/2016 at 19:45

      Spoko spoko, jak już Wam napiszę o zagrodzie i cebuli, to idę spać do marca!

  3. Kachna 10/10/2016 at 08:24

    No tak – jak dla mnie ten fragment o TWARDOŚCI małegożonka …..no słów brak mi! Leśmian i jego neologizmy to małe pikusie! O – takie malutkie!
    I żadne tam fasolki bez tchu już nie robią wrażenia;)
    Ty, Ty Grubasie Kanionku Ty :)))

    • kanionek 10/10/2016 at 19:51

      :D
      Małżonek ma tego na kopy! Na ciężarówki! Tu się nie zdążysz obejrzeć, a już masz inaczej na imię, i człowiek czasem nie nadąża. Bożena jest Żłobeną, Irena to Szmirka, Ziokołek to Białe Nieporozumienie, a ja to już W OGÓLE. Po erze “Kartoników”, “Kambodżynów” i “Katastrof” nastała era “Grubych Ludzi”. Tak, czasem występuję w liczbie mnogiej i co pan na to poradzisz.
      Był też epizod “Koninka”, oczywiście, ale najgorzej to chyba Puma wylosowała… Od jakiegoś czasu nazywa się… Kupa.
      Oczywiście chodzi o kupę radości ;)

      • diabel-w-buraczkach 11/10/2016 at 12:39

        Pies mojego brata ma na imie Ryjek (rudy, kudlaty kundel). Dla mnie jest oczywiscie Ryjatkiem, Ryszardem, Richardem, Richelieu, Ryjuniem-Pysiuniem i Ryjeczkiem Najsliczniejszym. Zawsze jak tak gadam to sobie mysle “Zamilcz juz, stara wariatko” wiec ten, no, pozdrawiam Malzonka serdecznie :)))

        • kanionek 12/10/2016 at 00:36

          Ha! I wyłazicie teraz wszyscy z szafy, ze swoimi “ryjuniami”, “pupusiami” i innymi kiciciuniami :D
          No nie wstydźmy się tego – wszyscy tak mówimy do swoich ukochanych, i to nie tylko zwierzątek. Choć czasem mówimy też: “Ziokołek ty świnio pazerna, STOISZ MI NA CHOLERNEJ NODZE!”. Albo: “wypad z kuchni, PASOŻYTY!”. Wszystko z miłości :)

          • RozWieLidka 12/10/2016 at 11:06

            No to się przyznam, moja Klucha to : Klusiuniuniunia moja malunia, kudłata dupka, śmierdzący bobelek, ryjek kudłaty, sznupfelek, niunieczka, gamoń, świneczka ukochna…. 😋

          • ciociasamozło 12/10/2016 at 12:03

            Bułeczka, Bunia, “świnia nie pies!”, grzaneczka, czerstwa Buła, pysiaczek, łysy brzuszek, psia dupcia, śmierdziryjek, psiryjek, ogoniasta, stara skarpeta, Bu!
            – Kochanie, zabierz ten włochaty pyszczek!
            – Coś mówiłaś?
            – No przecież do psa, nie do ciebie!

          • Kaja 12/10/2016 at 20:03

            To ja też się ujawnię. Do kota Zdzisława najczęściej mówię pieszczotliwie geograficznie, bo jakoś mi tak zawsze wygląda jak małe Dżibuti, Pampeluna z nadwagą czy tupiące nocą Timbuktu. Bywa też płastugą, makrauchenią albo fistaszkiem. W zasadzie do dobrego kota wszystko pasuje.

          • agiag 12/10/2016 at 20:14

            Ja na przywitanie mówię do konia “no chodź, żabko kochana”, na co on zawsze staje niemal na baczność z pytaniem w oczach “borze szumiący, gdzie ona tu znowu widzi żaby?”

          • Buba 12/10/2016 at 20:56

            Belzebubek, Belzebunio, Busio, Bubek, Buba, Bąbelek, Ptaszynka, Śmierdziuszek, Pyszczuś, Paszczak, Uszat, Czupakabra, Misiopysio, Misiaczek, Kilerek i też czasem Ryjeczek.

            To teraz już wiecie, że swój nik psu podprowadziłam bo mi się nie chciało wymyślać.

      • Kachna 11/10/2016 at 13:34

        Hm to i ja się przyznam: jak przewijałam “15” to różne śliczności mu opowiadałam itp. Ale zawsze padało: “pupa pupulka! pupka upka sergiej bubka…..”. Coś w tym jest . Lala kot zazwyczaj jest Lalencją, Laluśką, Lalką albo Strasznym Mordercą Lalelcą (jak kolejny ptaszek na tarasie rozpirzony…).
        Ale nijak równać się z Twardym Mistrzem MŻ :)

        • bila 20/10/2016 at 11:38

          Moja Karmel jest Karmelcią, Ogonkiem, Karmelitą, Karmelkiem, Słoneczkiem :)

          • bila 20/10/2016 at 11:39

            Aha, warto wspomnieć, ze moja mama jest ZGORSZONA że pies nazywa się jak Góra Karmel od Matki Boskiej, hehehe. Cukierki o tej nazwie ja nie gorszą…

  4. Iza 10/10/2016 at 10:20

    A ja mam pomysł racjonalizatorski – skoro mandaty od Ireny są jakby milsze w użyciu od mandatów od pana policjanta z drogówki, to zamiast Irenę przebierać za policjanta, należy zrobić wprost protiwpałożnie. Ja mam wyobraźnię wizualną, rozumiecie…
    ====
    A poza tym, to uważam, że dodupna pogoda i parszywe zimno ma jedną, maluśką zaletę – Kanionek ma ciut więcej czasu na pisanie. I ta myśl będzie mnie trzymać przy życiu podczas użytkowania tych biletów do Polski, co je sobie – jak ta głupia – wykupiłam na listopad, zamiast na jakiś maj czy czerwiec… buuu.

    • Iza 10/10/2016 at 10:43

      P.S. Tylko tak sobie myślę, że przy tej pogodzie Irena z Bożeną też mają trochę więcej czasu, więc jeszcze przed świętami Irena przyjdzie Ci oświadczyć, Kanionku, że sorry bardzo, ale ona tego klucza z powrotem na miejsce nie będzie odwieszać, skoro tak idiotycznie wysoko tego gwoździa wbiłaś, więc odwieszaj se sama.

      • buskowianka 10/10/2016 at 10:51

        O, to to! Też mię zastanowił klucz od strony koziarni. Skoro Pacanek fruwa bądź też przenika, to nie wiadomo kto do czego jeszcze zdolny.
        W najgorszym razie, klucz, nie klucz, jedzenie dobre jak każde inne.

        • kanionek 10/10/2016 at 19:57

          Iza – czyli co, dla każdego stróża prawa zestaw kozich rogów i kopytek? W sumie to jestem “za”. A z tymi biletami to żeś faktycznie wymyśliła. No chyba, że chcesz sobie kraj ojczysty do reszty obrzydzić, to tak, to dobre posunięcie ;)

          I weźcie mnie nie straszcie z tym kluczem! Obrócić trzeba dwa razy, ten klucz w dziurce – myślicie, że na to wpadną? Całe szczęście, że szyld do tego zamka małżonek musiał zrobić z deski od kibla (w sensie nie, że z sedesowej, tylko z tego starego wychodka), a dziurkę w drewnie osobiście wydłubać, więc nie tak łatwo ten klucz wetknąć gdzie trzeba. Dodatkowe utrudnienie!
          (niee no, nie zeżrą chyba…?)

          • Iza 10/10/2016 at 22:43

            Tak, zestaw rogów i kopytek, plus różnorodne umaszczenie i, co najważniejsze, mimika pyska. No co, jakby Ci takie coś pomachało lizakiem na drodze, to miałabyś czas na zjeżenie się? :D
            Dwa razy przekręcić, mówisz? No to może nie do BN, ale do WN powinny wykombinować. Sama twierdzisz, że zmyślne i nieprzewidywalne…
            Z tym listopadem to niestety konieczność życiowa – ja mocno ciepłolubna jestem, myślisz, że bez wyższej konieczności bym się w to władowała? A i tak bilet kupowałam miesiąc albo lepiej, tak mnie odrzucało…

          • diabel-w-buraczkach 11/10/2016 at 12:41

            Jesli czytaja tego bloga – to wlasnie podalas im rozwiazanie. Nie zostawiaj laptoka czy tam komputra otwartego bez hasla!

          • zeroerhaplus 13/10/2016 at 13:18

            O tym samym pomyślałam – jak tu Kanionek napisał, że dwa razy trzeba przekręcić, to dupa zbita. Już na pewno wiedzą ;)

          • kanionek 13/10/2016 at 21:18

            Chyba jeszcze nie wiedzą, bo dzisiaj wieczorem Andrzej znowu rogami w drzwi walił, po staremu :)
            Po długim okresie deszczowej pogody niebo się rozchmurzyło i kozy mają ochotę pogapić się na gwiazdy. U nas właśnie oficjalnie pierwszy przymrozek – teraz jest minus 1,5.

          • zeroerhaplus 13/10/2016 at 21:29

            Słuchaj, rogami se we drzwi powalić – nigdy za wiele, więc i wali :)

            Na myśl o przymrozku wzdrygło mnie z zimna. U nas po pierwszym ostrzeżeniu pogoda się co nieco opamiętała. Ale na śnieg pokrywający góry patrzę już od kilku dni. I tak patrzeć będę do maja ;)

  5. buskowianka 10/10/2016 at 10:48

    Weszłam Ci ja sobie na Kanionkowo, nadrobić komentarze z dwóch ostatnich wpisów, a tu BACH, szok i niedowierzanie. Całkiem nowy, świeży, majerankiem pachnący.
    To sobie płaknęłam, nad drugą kawą, głównie ze śmiechu (Oscary dla Kanionka za całokształt, z naciskiem na komunizm i szatkowanie łokcia), trochę ze wzurszu (Majączek, Plajsterek i reszta), ale tak w ogóle to jestem zdrowa na umyśle (tak twierdzę i proszę nie kwestionować).

    To teraz wreszcie idę się dowiedzieć, skąd się wzięła Superwetka, gąsior i w ogóle i w szczególe, bo czuję niedosyt.

    Uściski i drapanka dla całego Kanionkowa (każdemu wedle potrzeb).

    • kanionek 10/10/2016 at 20:04

      Wzięłam sobie te wszystkie uściski i drapanka, bo czuję, że mi się należą. Ja sama w szoku! Wchodzę wczoraj nowy wpis wrzucić, a tam patrzę – data poprzedniego, CZTERY DNI wcześniej. Cztery dni, a nie tygodnie! No więc drapcie i głaskajcie, bo taka jestem dzielna :)
      Ale niee, to z komunizmem to stare jest jak sam komunizm! Bywa też podawana wersja z socjalizmem, co w sumie na jedno wychodzi (nie ideologicznie, ale historycznie).

      • zeroerhaplus 13/10/2016 at 13:19

        Tjaaa, jak podrapiemy, to potem z rok trza będzie czekać na następny.
        Nie będzie drapania!! :P

        • kanionek 13/10/2016 at 21:20

          Nosz kurde, Zeroerha, mandat na Ciebie to za mało! Ciebie trzeba zamknąć :D
          Idę się poskarżyć Irenie. Wszyscy, ale to WSZYSCY w tym domu (i zagrodzie) są drapani, tylko nie ja! No dobra, kurczaki też nie. I kaczki. I gęsi. Jestem w doborowym towarzystwie ;-P

          • zeroerhaplus 13/10/2016 at 21:31

            Miałam coś odruchowo odpysknąć, ale lepiej się zamknę bo mnie nie stać ;)

          • mitenki 13/10/2016 at 23:04

            Wszyscy, tylko nie Ty… a MałegoŻonka ktoś drapie? ;)

          • kanionek 14/10/2016 at 19:58

            Słuszne spostrzeżenie :)
            Ale Mały Żonek nie przepada za takimi zabiegami, więc nie czuje się tak bardzo poszkodowany.

            Ja się już dzisiaj poddaję i oficjalnie popadam w gówniany dołek. Jesteśmy zmęczeni, zmarznięci i głodni, tyle że nawet jeść już nam się nie chce. Wypchnęliśmy z garażu sześć trefnych balotów (jeden jeszcze rozbabraliśmy, żeby się upewnić, że też jest do dupy, i był nawet bardziej do dupy, niż ten pierwszy) i zapchaliśmy do środka te nowe, wczorajsze. I te nowe też są do dupy, i już odwołałam kolejną dostawę. To siano jest niby zielone, ale wilgotne. Zewnętrzne warstwy zawsze odpadają, wiadomo, ale ten balot jest mokry do samego środka. Wiem, że z wrześniowego pokosu, bo tak miało być, ale kurde w morde – we wrześniu był okres wielu dni o dużym usłonecznieniu i bez opadów deszczu, tylko chyba nie w te dni facet to siano robił. Mnie już dzisiaj wszystko boli, czuję się stara i chora, i idę pooglądać głupie obrazki. I będę zasypiać z myślą, że co będzie, jak nie znajdziemy dobrego siana na zimę :-/

  6. Barbarella 10/10/2016 at 12:38

    Jak to miło jednak się poczuć częścią wspólnoty, nawet małej i nieco hm… ekscentrycznej – JA TEZ lubię tylko ciasta BEZ NICZEGO – no dobra, jabłecznik i śliwkowe zjem, ale poza tym – tylko jednorodne, bez żadnych bakalii i kremów, hej! Murzynek, chlebek bananowy i biszkopt (taki, jak się robi na spody do tortu, to zjadam saute) (a najlepszy jest biszkopt kasutera, z chlebowej mąki, ale to już trzeba rzucać blaszką, żeby wyszedł).
    A ten drążek to mi się kojarzy raczej z bujaniem i fikołkami na trapezie.

    • kanionek 10/10/2016 at 20:12

      NIECO ekscentrycznej?! Wyobraź sobie, że ze wszystkich, ale to absolutnie wszystkich owoców świata, małżonek zje tylko banana! I nie tknie niczego, co miało cokolwiek z owocami wspólnego, czyli nie tylko, że ciasta nie, ale galaretki owocowej, choćby tylko aromatyzowanej na owocową, też nie. Wyjątkiem są wedlowskie Delicje, albo ich podróby, ale TYLKO pomarańczowe.
      A ten drążek to może być zaledwie wstęp do grubszej draki, bo ostatnio małżonek wspominał, że zawsze fascynowały go ćwiczenia na kółkach. Nie chodzi o rower, ani o wrotki, tylko o te kółka na linkach, czy na czym one tam wiszą, co faceci za nie chwytają i fikają jakieś koziołki. No nie wiem, jak one się nazywają!

      • Ania W. 10/10/2016 at 21:52

        No wreszcie i ja odnalazłam wspólną płaszczyznę! Ja też delicje jedynie pomarańczowe. Podobnie jak ptasie mleczko tylko waniliowe i do tego najpierw z każdej kostki obgryzam czekoladę…
        Przy dialogach (monologach?) Małżonka ze zwirzami – padłam. Po czym się podniosłam i muszę przyznać, że – jak mawiamy na Wschodzie – w podobie konwersuję ze kotem mojej córki…

      • Barbarella 11/10/2016 at 08:51

        Jak już założycie Żywieniowe Stowarzyszenie Masońskie i będziecie wydawać legitymacje, to ja poproszę numer trzeci!
        Nie jem ŻADNYCH owoców (a jeśli, to faktycznie banan) – w tym roku ani jednej truskawki i może ze dwie maliny, bo z naszego krzaka i N. mi je podał na palcu, więc głupio było wypluć – w ogóle z surowizny tylko pomidory. I delicje wyłącznie pomarańczowe (te z Biedronki, bo w wedlowskich spieprzyli czekoladę). A tak nawiasem mówiąc, to z owoców najbardziej lubię wędzony boczek.

        • ciociasamozło 11/10/2016 at 09:34

          No to już wiem z kim moje dziecię wyrabia średnią krajową. Bo on najchętniej same owoce (bez pomarańczy i mandarynek ale pomelo to i owszem, wszelkie sezonowe wciąga w ilościach hurtowych). Tłustego mięsa nie tknie. Udka z kurczaków w ząbki kłują bo z farfoclami jakimiś. Może być sucha pierś drobiowa w panierce. Za to zupełnie od czapy uwielbia chleb ze smalcem.
          Czekolady niet z powodu że uczulony, ale tak to by żarł bez wybrzydzania wszystko co słodkie.

          • Iza 11/10/2016 at 11:01

            W tej średniej spożycia owoców to ma niezłych pomocników. :)
            W ostatni weekend mój ślubny miał niezły ubaw rozpakowując zakupy, więc zapamiętałam: 3,5 kg owoców, 1,5 kg pomidorów w różnych postaciach, 1,5 kg innych warzyw z kalafiorem na czele, 1 kg ryby, 0,5 kg mięsa i 0,75 kg ziemniaków…
            Słodkie jadam – w ilościach równoważnych połowie pączka, bo cały to za dużo. Czekolada…? Gdzieś na początku lata kupiliśmy tabliczkę, połowa powinna gdzieś się jeszcze plątać – trzeba by ją odkopać, bo się zestarzeje…

        • kanionek 12/10/2016 at 00:27

          Barbarella, ja to Ciebie prędzej widzę w Stowarzyszeniu Masarskim. Boczek jako owoc świńskich lędźwi… Jak założymy Sektę Masońskich Masarzy, to legitkę masz zaklepaną. Wyślę gąsiorem, na nazwisko Szczypawki. A hasło i ile razy pukać (hakiem wędzarniczym w tajne drzwi) to już mailem.

          Ciocia – ja też nie cierpię FARFOCLI w mięsie! I całe życie z drobiu to tylko piersi jadłam. Jak kotlety mielone, to tylko zmielone na papkę, żeby absolutnie nic mi w zębach nie sprężynowało, bo inaczej wiadro i łzy w oczach. Schabowy okrojony z “tego białego ku*estwa” i żadnych tkanek łącznych, bo fuj i brrr! I to jest silniejsze ode mnie, jestem już stara i dużo sobie umiem przetłumaczyć, ale farfocle w mięsie NIE.

      • ng 11/10/2016 at 14:01

        A propos wydziwiania w jedzeniu – mam tę zdolność rozwiniętą już od dzieciństwa doskonale. Nigdy, przenigdy nie zjadłam surowego pomidora, chociaż pomidorowa i ketchup i jakakolwiek forma przetworzona pomidora to jak najbardziej. Na mojej liście “jeszcze nigdy w życiu nie jadłam” znajdują się:
        – dania typowo biesiadne: śledzie, flaki, nóżki, cokolwiek z majonezem, grzybki w occie, bigos
        – warzywa: kalafior, brokuł, kiszona kapusta
        – wszelkie morskiego pochodzenia, tzw. syf food

        Do jedzenia zostaje nabiał i mączne, które uwielbiam!

  7. Barbarella 10/10/2016 at 12:40

    Aha, bo doczytuję zaległości – CO Z GĄSIOREM? Jezusie na toście, CO Z GĄSIOREM?…

    • kanionek 10/10/2016 at 20:17

      Nie wiem, i boję się zapytać :-/
      Ona za niego zapłaciła cztery dychy (bo ten gąsior to była typowo wiejska umowa: najpierw miał być za darmo, ale strasznie podrożał jadąc motorem i jak przyjechał, to kosztował 30 zł, a po herbacie i dwóch fajkach już cztery dychy. Jutro ma do mnie przyjechać siano i niech mnie ręka boska broni robić facetowi herbatę!), więc nie wiem, ile musiałabym zaoferować, żeby wykupić go z tarapatów, więc nawet nie dzwonię, tylko trzymam głowę w wiadrze :-/

  8. baba aga 10/10/2016 at 13:01

    tak sobie pomyślałam, że jeśli u Barbarelli środki czystości kradnie Szpilmanowa, to może u Ciebie kozy wypuszcza TA Pani, może klucz lepiej nosić na szyi?
    Kanionek grubymi nićmi szyty przypomniał mi zabawną sytuację, jak byliśmy z moją córką i moim facetem na zakupach i moje dziecko zmierzyło włochatą kamizelkę a mój osobisty narzeczony zaczął się rozpływac w zachwytach, że jak gwiazda i w ogóle to Ci kupię, na co ja głodna komplementu mówię, że przecież mam taką samą,” no tak, ale Ty to w niej wygladasz jak ruska baba” :D

    • Kachna 10/10/2016 at 13:26

      Uroczy dżentelmen:)

      Apropos ciekawych “komplementów” – “15” odwiedził jego trener siatkarski – i fakt, że moje biedactwo schudło w chorobie a był tak 188/96 (wzrost/waga) – mówi mu – ” “15” ty teraz jak….jak….tyczkarz wyglądasz.”
      Nie ucieszył się dziecko….
      ………….
      Kanionku we woalce bardzoś tajemnicza;)

      • buskowianka 10/10/2016 at 13:53

        Fakt! We woalce, niczym z baśni tysiąca i jednej nocy (i nie mam na myśli studenckiej nocy przedegzaminacyjnej – tysiąc stron i jedna noc).
        .
        .
        .
        Chciałam jakoś ętelygętnie y słowotwórczo połączyć Kanionka i Szeherezadę, ale wychodzi mi jakaś Kanioezada, nie bałdzo.

        • Monika 10/10/2016 at 16:55

          Kanionkorezada – może być?

          • buskowianka 10/10/2016 at 17:22

            Na pewno brzmi lepiej :D

          • zeroerhaplus 13/10/2016 at 13:28

            A mi się z kolei to zdjęcie tylko z “Luke, I am your MOTHER” skojarzyło, aczkolwiek fanem nie jestem ;)

        • kanionek 10/10/2016 at 20:32

          Moje dhogie, żebyście Wy widziały pierwszą wersję tego zdjęcia, to jest z lampą błyskową… Jak zobaczyłam tamtą fotkę na podglądzie, to się sama siebie wystraszyłam, i wierzcie mi – to bardzo zła baśń była.
          Fotka miała jedynie zaprezentować mój geniusz wynalazcy – maseczka składa się z celulozowej szmatki i dwóch gumek recepturek. Gumki piły mnie w nos i w uszy, i ciągnęły za włosy, a celulozowa szmatka doskonale filtrowała powietrze, to znaczy przepuszczała wszystko, prócz cząsteczek tlenu. To był najbardziej przeklęty cząber na świecie, a nie żadna bajka!

      • Iza 10/10/2016 at 15:05

        Do “ciekawych komplementów” dołożę tekst mojej koleżanki z pracy:
        “O kurczę, Ty jesteś inteligentniejsza niż myślałam…”

        • ciociasamozło 11/10/2016 at 09:38

          Jedno takie dziecko powiedziało do swojej mamusi “wyglądasz jak zwiedła wędlina”…

      • ciociasamozło 11/10/2016 at 10:06

        Kachna! Trzym się Matko Połamanego.
        Pozdrowienia dla 15!
        Jak mu idzie czytanie?

        • Kachna 11/10/2016 at 10:18

          Ach dziękuje w imieniu “15” .
          Czytanie mu idzie tak samo jak chodzenie;)
          Powoli ale jakoś…..kica.
          Właśnie – dziewczęta oraz być może chłopcy – bardzo pilnie potrzebuję tytuły książek dla właśnie takich 15-17. Sistra moja pracuje w bibliotece, ma kasę – żeby nie stracić musi wydać. Chce kupić książki, które będą chcieli czytać. Mogą być tez lekko erotyzujące;)To szkoła męska:)
          POMOŻECIE?

          • agiag 11/10/2016 at 12:02

            Tak autorami:
            -Sapkowski
            -Tolkien
            -Dick – ale tylko opowiadania, powieści mogą znudzić
            -Heinlein (Kot, który przechodził przez ściany i Luna to surowa Pani – chyba tylko te dwie są przetłumaczone na język polski)
            -F. Herbert (cykl o Diunie)
            -Ch. Moore (Najgłupszy anioł najbardziej się podoba)
            -Pratchett
            Tyle generalnie z wywiadu od nastolatków się dowiedziałam:) A, i niektórzy jeszcze po cykl Pieśni Lodu i Ognia Martina sięgają. Ale znam też siedemnastolatka, który w książkach A.Fiedlera i felietonach Wajraka się zaczytuje;)

          • Kachna 11/10/2016 at 12:29

            O widzisz – Wajrak!!! Lubię:)
            Dzikuję w imieniu nastoletnich czytelników!

    • kanionek 10/10/2016 at 20:24

      :D
      No to skoro o tym, jak kto wygląda w różnych szmatach, to opowiem Wam historyjkę z czasów młodości naszego małżeństwa. Małżonek miał wtedy jeszcze kolegów, i z jednym właśnie stał w kolejce po coś tam w jakimś tam sklepie, a kilka osób przed nimi stał facet ubrany w jakieś łachmany, cały rozczochrany, nieogolony, w dziurawym kapeluszu, i w ogóle wyglądający jak strach na wróble. I kolega mówi do małżonka: “ty patrz, jaki szatan”. A małżonek na to: “chyba SZMATAN”.

  9. ng 10/10/2016 at 17:17

    Się uśmiałam i to nawet dwa razy, bo mi robota przyjemność czytania w połowie zepsuła. Więc żeby lepiej wczuć się w klimat, czytałam od nowa. I od nowa się śmiałam w głos. Brawo Kanionku!

    • kanionek 10/10/2016 at 20:34

      Brawo ja :D

      • cicha wielbicielka 12/10/2016 at 19:06

        No też chciałam powiedzieć, że wpis miszczowski! (jak zawsze ;)
        Ale mam pytanie bo chyba coś mi umkło – od kiedy nie ma problemu braku wody w Kanionkowie?
        A jeśli gupio pytam to już wiem, że mandat…
        c’est la vie :)

        • kanionek 12/10/2016 at 23:47

          No paczaj, jak Wy się sami podkładacie!
          Czyli co – każde pytanie = mandat, co nie? Bo nie możemy, wg systemu penitencjarnego Ireny, karać tylko za “głupie” pytania. Ktoś mógłby się poczuć urażony, że jego pytanie zostało uznane za mądre! Musi być sprawiedliwie.
          A tak serio, to nic Ci nie umknęło, tylko ja wciąż mam jednak zaległości. Wodę mamy dzięki pewnej Ewie, znanej również jako EEG, która rzadko tu coś pisze, ale na pewno czyta :) I w końcu napiszę Wam o Źródle Ewy, pewnie jeszcze przed końcem tego roku, bo inaczej wyrosną mi brzydkie rogi i krzywe kopyta, na co zresztą pewnie zasługuję.

          • EEG 13/10/2016 at 00:36

            Oj, czytam, pewnie, że czytam :) WSZYSTKO , i to nie raz. Tylko zanim coś skomentuję, to okazuje się, że inne Kozy już to napisały. Taki mam refleks. Ale te wszystkie zachwyty Kóz i ja podzielam.
            A w sprawie odchyleń gastronomicznych – kiedy byłam dzieckiem, nie lubiłam mięsa. Jedynym sposobem na nakarmienie mnie mięsem, było rozdrobnienie go i wmieszanie do szpinaku. A do dzisiaj moje preferencje żywieniowe to : banany , potem długo, długo nic, potem reszta owoców, a potem dopiero reszta świata.

          • kanionek 13/10/2016 at 20:26

            DO SZPINAKU?
            Jedynym sposobem na nakarmienie mnie szpinakiem byłoby wymieszanie go z dużą ilością mielonego mięsa, związanie mnie i postawienie twarzą w twarz z lufą czołgu. A pewnie i tak trzeba by było go wyrzucić (i szpinak, i czołg).
            Ale fazę owocową dobrze wspominam – miała miejsce wtedy, gdy zachwyciła mnie “dieta Diamondów” wg książki “Dieta życia” Mai Błaszczyszyn (takie trudne nazwisko, a ja po dwudziestu latach pamiętam – to coś znaczy), i wg tej diety rano się jadło tylko owoce, i w ogóle jeśli owoce, to tylko na czczo. Sałatki owocowe z arbuza, jabłek, bananów, winogron, brzoskwini i mandarynek… Albo sałatka z ulubionych owoców polana sosem z banana zmiksowanego z pomarańczą! Taaak, tylko zimą ta dieta była dość kosztowna.

          • nw 13/10/2016 at 00:58

            A wiecie, ze podobno uprawy bananowcow zagrozone sa jakas zaraza (grzyb jakis chyba) i moze sie tak zdarzyc, ze zabraknie ich w sklepach w nie tak odleglej znow przyszlosci? Moze wezcie sie przestawcie na jakies inne owoce, poki czas. Np. na kielbase, te kanionkowa:)

          • kanionek 13/10/2016 at 20:28

            Tak, tak! Przestawcie się na kiełbasę! Zeroerha obiecała mi więcej nasionek na wiosnę, to otworzę sklep z kiełbasą i będę bogata :)

  10. zośka 10/10/2016 at 21:34

    Kuhwa, idę zapłacić mandat, bo pomysłowa Irena naśle mi komornika, albo nawet gotowa samego pana Zbyszka pofatygować.

    • kanionek 11/10/2016 at 23:47

      Dziękujemy, Dobry Człowieku. Irena mówi, że teraz masz gwarancję, że w następnym wcieleniu będziesz kozą. Oczywiście kozą Kanionka, co tak jakby sugeruje, że ja w następnym wcieleniu znowu będę Kanionkiem, i nie wiem, czy to taki dobry interes! Znowu się nie wyśpię :-/

  11. nw 11/10/2016 at 02:34

    W 10 minut tyla roboty??? Kanionku, teraz zaczynam rozumiec, jak Ty to wszystko ogarniasz. Moj podziw dla Ciebie (i Malego, Grubego (*), Zonka) wciaz rosnie.
    Co do wycierania naczyn, to jednak nie rozumiem. Ja myje, umieszczam na suszarce, gdzie schna, jak sama nazwa urzadzenia wskazuje. A potem chowam.
    Po co wycierac suche naczynia? Zaciekow tez nie stwierdzam, wiec PO CO?
    Aha – o co chodzi z tym pylem z ziol?

    A w ogole, to Wy Kanionkowie jestescie jak para Macgyverow. Wystarczy Wam tasma klejaca, plastikowa butelka, deska z kibla i wuala – ZDERZACZ HADRONOW gotowy!

    * taka mala retorsja w imieniu Kanionka;)

    • kanionek 11/10/2016 at 23:51

      No ba! My sami nie wiedzieliśmy, że takie z nas Ajnsztajny śmietników i złomowisk. Nowa Rzeczywistość z nas to wyciągnęła :D
      Ale JAK TO nie masz zacieków, to w czym Ty te naczynia myjesz – w wodzie destylowanej?! Bo zawsze coś po wodzie zostaje, ona ma normalnie w sobie minerały!
      (Nie, serio, nie opłaca się robić trzech, ani dziesięciu rzeczy naraz w ciągu dziesięciu minut, bo zawsze coś na tym ucierpi. Strasznie zimna woda w tym stawie, i tylko kaczki nie narzekają).

      • nw 12/10/2016 at 00:48

        W plynie myje, znaczy napelniam komore zlewozmywaka woda, dodaje plynu i myje. Potem plucze wszystko z tego plynu bardzo dokladnie pod biezaca woda. I tyle.
        A woda w moim miescie twarda i ma jakies osady rdzawe (w czajniku widze).

        • kanionek 12/10/2016 at 01:31

          No to niby tak, jak ja. To co, nie wycierać? Małżonek też mówi, że przesadzam z tym wycieraniem. No nie wiem, nie wiem… Bo u mnie naczynia nigdy nie zdążą porządnie wyschnąć, bo już na górze lądują nowe (dużo do zmywania po mleku i serach), i te nowe ociekają na stare, a mokrych do szafki nie wrzucę. Ja wiem, że się powinnam na jogę zapisać, tylko ja nie mam kiedy!

          • ciociasamozło 12/10/2016 at 09:51

            Nie jogę tylko Tai-chi (poprawia koordynację ruchową i świadomość własnego ciała, relaksuje, wzmacnia mięśnie i w ogóle łagodnie przeczyszcza nie przerywając snu, a nie trzeba wytrzymywać bez ruchu w jednej pozycji) ;)
            A może piętra przedzielaj plastikowymi tackami, żeby góra nie ociekała na dół? No bo faktycznie takie podeschnięte a zacieknięte są błe. Albo jak się woda na denku kubka gromadzi…

          • Iza 12/10/2016 at 19:41

            Osobiście po prostu przed każdym kolejnym myciem opróżniam suszarkę, niczego nie wycierając, bo po co, skoro suche.

          • nw 13/10/2016 at 01:06

            No, taki duzy przerob to jest problem.
            Moze osobna suszarka na gary? Gdzies na blacie ustawiona obok zlewozmywaka? Tylko Ty pewnie miejsca juz nie masz na dodatkowa suszarke w tej fabryce serow…

          • kanionek 13/10/2016 at 20:34

            To właśnie była ta większa, dodatkowa suszarka :D
            Zrobiłam sobie taką z duuużej, plastikowej skrzyki na owoce, wyściełanej obrusem i takim specjalnym podkładem do ociekania naczyń (specjalny-sralny; to jakaś gąbka zwykła jest, tylko w ładne wzorki). Obrus i gąbkę mam razy dwa, bo jak jeden zestaw jest używany, to drugi się akurat suszy po praniu. Gary do serów są tak duże, że nawet ich nie odstawiam do ociekania, tylko od razu wycieram (odkąd robię sery zamawiam ręczniki papierowe typu “zetka” – za jednym zamachem 200 ryz po 200 listków, bo do wszystkich utensyliów serowych używam tylko jednorazówek), a suszarka i tak prawie ciągle pełna.

  12. ciociasamozło 11/10/2016 at 10:00

    A w ogóle to tyle postów w tak krótkim czasie to przesada! Nie mamy czasu, żeby się rozhulać z komciami! I komu Irena będzie mandaty wystawiać, he? ;)

    Murzynek wygląda imponująco! Tak jak i rzodkiewka, i pomidory, i ziółka, i sałatka, i fasolka, i drzwi do koziarni… No Kanionek w maseczce p-pyłowej może mniej imponujaco a bardziej… hmm.. interesująco? intrygujaco? Chyba bym nie wpadła na takie rozwiązanie. Chociaż sama jako maseczki używałam ostatnio bawełnianego kominka (takiego wiecie szaliko-chustko-co se chcesz) ;)

    Namaczanie w stawie to była wg mnie zemsta zdradzonych kaloszy ;)

    Ja bym wystosowała apel nie tylko do producentów pakowarek próżniowych, z którymi jesteś gotowa na spacery chodzić (znaczy z pakowarkami, nie producentami; ale może im też warto to zaproponować), ale też do producentów zmywarek, słupków do pastucha, podkaszarek, dojarek dla kóz, środków p-kleszczom, foremek do sera i jeszcze paru innych. Myślę, że za dojarkę, to nawet Bożena mogłaby zrobić sobie fotkę w szaliczku z odpowiednim logo ;)

    • kanionek 11/10/2016 at 23:57

      To co, mam wysłać oferty do producentów dojarek, w stylu: “Pozwól, by Bożena została twarzą Twojej dojarki”? :D

      Masz rację, że tyle postów to przesada i nie mam pojęcia, co mnie napadło! Chyba strach, że znów będą zaległości. Za to teraz proszę, można się rozsiadać, kawę parzyć, zagryzać murzynkiem lub krakowską, i zasługiwać na mandaty :)
      I podzięksy dla Cioci od Ireny, wiadomo za co :)

      • ciociasamozło 12/10/2016 at 09:57

        A co, Bożena się nie nadaje? Powiesz jej to? W twarz jej to powiesz? ;P

        W sumie może Cię tak napadać częściej, jakoś się dostosujemy ;)
        Podzięksy? Myślałam, że kopniaka dostanę że się ociągam, i że za mało ;)

  13. Jagoda 11/10/2016 at 11:12

    Kanionku, podziwiam Cię! jesteś najbardziej pracowitym Kanionkiem, jakiego znam. Pracujesz jak w kieracie i jeszcze ciasta wypiekasz. Polukrowane!
    Ja ogólnie kiepsko sypiam, ale kiedyś, jak byłam w Twoim wieku to pracowałam w nocy zwyczajnie, a robota biurowa była. A też zdarzyło mi się jednej nocy wyszorować pralnię, posprzątać strych na cacy i meble w kuchni odpicować na glans. Żałowałam, że nie mogę odkurzać… Teraz natomiast…jakoś nie mogę. A chciałabym tak jak Ty.
    Mandat karnie wysłałam na Bożenę i Irenę, ale w sumie może być na bilet w Bieszczady.
    Kiedy się tam wybierasz i kto kozy i resztę będzie karmił? Żałuję, że mieszkam na drugim krańcu Warmii, chętnie bym pomogła.
    Pozdrawiam.

    • kanionek 12/10/2016 at 00:02

      Dziękuję, Jagoda :)
      Ale czekaj – Ty się martwisz, że Ci nerwica przeszła?! Bo chyba wiesz, że normalni, zdrowi ludzie, nie zaiwaniają przez całą dobę. Normalni ludzie potrafią znaleźć czas na przyjemności i odpoczynek ;)
      Wczoraj obejrzeliśmy sobie na youtube taki film dokumentalny “Droga konia”, co to myśleliśmy, że będzie o czymś innym, a był o… Sami zobaczcie: https://www.youtube.com/watch?v=acDq9upvpO4
      Napisy takie sobie, ale główne przesłanie jest proste.

      • ciociasamozło 13/10/2016 at 10:08

        Obejrzałam sobie (w odcinkach) i z przesłaniem się zgadzam. Takie samo podejście powinno dotyczyć psów i wszystkich innych zwierzaków, z którymi chcemy współpracować w jakikolwiek sposób.

        • kanionek 13/10/2016 at 20:58

          I krów! Bo krowy to naprawdę porządne zwierzaki, dobre i miłe (owszem, boję się ich, ale to dlatego, że są duże), i można je wszystkiego nauczyć (tak, filmik o krowach też obejrzałam), a w tych unijnych oborach to one są jak maszynki – używane intensywnie, dopóki się nie zepsują, czyli przez dwa, może trzy lata. Dawniej ludzie szanowali żywność, bo dużo kosztowała – albo pracy własnej, albo pieniędzy. Albo i smutku i być może cierpienia, gdy trzeba było ubić swoją własną świnkę, a człowiek miał jakieś tam uczucia. Temat rzeka, więc nawet nie zaczynam, ale powiem Wam tyle – gdy jeszcze kupowałam mleko w kartonie i postało za długo w lodówce, to zdarzało mi się je wylać do zlewu. Dziś na samą myśl, że mogłabym wylać mleko do zlewu, dostaję zimnych dreszczy na plecach. To nawet nie jest kwestia gospodarności, czy oszczędności, tylko po prostu wiem, ile taką kozę, czy krowę, kosztuje produkcja mleka. Mleko jest dla dzieci (kozich, krowich), ma być najlepsze, więc zwierzak kiepsko karmiony sam schudnie, ale mleko dla dzieci zrobi. Może stukniecie się w głowę pod moim adresem, ale mleko jest dla mnie święte, a człowiek mądrzeje przy zwierzętach. Na jajko od kury też już patrzę inaczej, niż kiedyś, a idąc dalej tym śladem – ileś tam świnek już musiało umrzeć, żebym ja mogła zjeść swój życiowy przydział mielonych. Dobra, kończę, bo gadam jak ten kaznodzieja z rodzaju “touch the screen” ;)

          • becia 13/10/2016 at 21:22

            Kanionku, jak ładnie napisałeś:) O wysiłku i potrzebie jego docenienia. Szacunku dla zwierząt, ludzi, pożywienia. Wiesz co Kanionku.. ja tam sobie myślę że z dobrobytu to nam się w d.. znaczy w głowach poprzewracało. Jak patrzę na koleżanki zza biurka i słucham ile to jedzenia wywaliły z lodówki.. że bez 4-5 gatunków wędlin w lodówce to wyboru nie ma i pustki jakieś.. jak sama cuduję wokół żarcia córek to tak właśnie myślę. To że wszystko bierze się “ze sklepu” a nie z konkretnego źródła oderwało nas od rzeczywistości. Jak opowiadam dzieciom jak na kolacje dostawałam chleb ze smalcem i cebulą a na podwieczorek pajdę maczaną w wodzie i posypaną cukrem po wierzchu to nie wierzą. Nawet jak im prababcia opowiadała o powojniu i gotowanej komosie to nie wierzą, bo przecież w tych ruinach gdzieś musiał być sklep nie? Jak oglądały film o Afryce, gdzie ludzie pili błoto zamiast wody to całkiem już przecież duże zadawały pytanie czemu nie napiją się wody z butelki. Kompletne oderwanie od rzeczywistości. Tak łatwo dobrobyt przewraca nam w głowach, że aż wstyd… Są już na tyle duże że próbuję im przywrócić właściwe proporcje myślenia, ale to trudne, nie za bardzo wierzą że może być inaczej..Wstrząsnęły nimi dopiero słowa papieża Franciszka z pielgrzymki, że co 6 min na świecie umiera z głodu dziecko. Jestem osobą niewierzącą ale ten papież mi się podoba właśnie dlatego że nie jest oderwany od realiów. Powoli zaczyna do nich dociera jaki szczęście mają, że mają to co mają, nawet jak im się czasem wydaje że nic nie mają..

          • kanionek 13/10/2016 at 21:40

            Dobrobyt nie jest niczym złym, ale chyba faktycznie, jako gatunek, nie jesteśmy jeszcze na niego gotowi. Na razie dobrobyt równa się marnotrawstwu, wyzyskowi i rujnowaniu zasobów i równowagi naturalnej. Opamiętanie przyjdzie zapewne za późno, ale kto wie, może za kolejne dwa tysiąclecia “człowiek” to będzie brzmieć dumnie ;)

            Nie dziw się dzieciakom. Żadna książka, kazanie czy film, nie uczą tak, jak doświadczenie własne. I pewnie każdy z nas na starość pomyśli sobie: “żebym ja kiedyś wiedział/a to, co wiem teraz…” :) I nie dotyczy to tylko jedzenia.

          • nw 13/10/2016 at 21:39

            Becia, obawiam sie, ze przyszle pokolenia, kto wie, czy nie juz obecnie zyjace, zaznaja roznych deficytow. Klimat sie zmienia, migracji nie powstrzymaja zadne zasieki orbanowe czy nasze onr-owskie paly z “Polska Walczaca”. Na naszych oczach dzieje sie…
            Lepiej juz bylo…

  14. Becia 11/10/2016 at 11:45

    A czemu Pimpacy Pusią się stał? Toc przeca taki łobuz był że hej.. bo dla mnie zawsze Pusia-milusia :)

    • kanionek 12/10/2016 at 00:05

      No właśnie dlatego!
      Wszystkie kurczaki chodzą żywe po podwórku (omatko, to w sumie dobrze, że martwe nie chodzą), bo Pimpacy przeszedł metamorfozę osobowości i z łobuza stał się milusim piesiuniem, taką właśnie Pusią Milusią.

  15. diabel-w-buraczkach 11/10/2016 at 12:33

    Tak sobie czytam i ogladam i dochodze do wniosku, ze obsewowanie Ciebie podczas zajec domowo-gospodarskich musi byc niezwykle wciagajacym zajeciem. To tak glównie na podstawie watków z maseczka a la Mikolaj-morderca i odsysaniem fasolki.
    Te dziwaczne i nudne reality show w tv to momentalnie by wszystkie wypadly z ramówki przy Tobie ;))

    • kanionek 12/10/2016 at 00:10

      Taak… Małżonek po dwunastu latach obcowania z Kanionkiem WCIĄŻ potrafi stanąć z boku i patrzeć na mnie z niedowierzaniem. I mówi, że historia w szkole jest uważana za przedmiot nudny tylko dlatego, że w szkołach naucza się historii “przed erą Kanionka” ;)
      Ja siebie widzę w czymś w rodzaju czarno-białej komedii, wiesz, Charlie Chaplin, coś w tym stylu. I nie potrzebuję kaskadera, sama sobie całą krzywdę zrobię!

      • ciociasamozło 13/10/2016 at 10:10

        Wiesz, kiedyś moja przyjaciółka obserwowała jak odgrzewam sobie makaron na patelni. I potem stwierdziła, że choć przykro jej, że się poparzyłam, to dawno się tak nie uśmiała…

  16. Iza 11/10/2016 at 19:22

    A propos pakowania próżniowego – Kanionku, a próbowałaś odkurzaczem z tą wąską końcówką, zamiast własnymi płucami? Się nie znam, bo nie mrożę, więc pytam. Z pakowaniem próżniowym zbędnych w lecie kołder szło całkiem nieźle…

  17. kanionek 12/10/2016 at 00:15

    Nie no, do większych pakunków to tak, ale jakbym podpięła odkurzacz pod woreczek z fasolką, to chyba nie zdążyłabym wyłączyć, a on już by miał tę fasolkę w brzuchu ;)
    Sposób ze słomką jest też najbardziej higieniczny – mam słomki “łamane”, i to załamanie występuje gdzieś w jednej czwartej długości słomki, więc zawsze wiem, który koniec idzie do woreczka, a który do ust. W sumie można sobie i mazakiem zaznaczyć. Końcówkę odkurzacza do pracy z żywnością musiałabym chyba wygotować i przetrzeć w spirytusie, a i tak miałabym wątpliwości.
    Powietrza w takim woreczku z fasolką jest śmiesznie mało, więc efekt zapadniętych gałek ocznych występuje tylko wtedy, gdy się jest Kanionkiem ze skłonnościami do przesady ;)

    • Iza 12/10/2016 at 09:25

      Przesada przesadą, ale jakbym usiłowała zamrozić (vel odessać) ze 3 kg tej przykładowej fasolki, to nijakiej przesady w tym wytrzeszczu by nie było. :)
      ===
      Aha, i melduję, że pogoda pod każdą szerokością geograficzną jest złośliwą małpą. Tu jest dzisiaj święto narodowe, defilada wojskowa itp. ekscesy, które planowaliśmy obejrzeć. Więc oczywiście (zgodnie zresztą z prognozami) temperatura w ciągu 12h spadła o 15 C i leje całkiem konkretnie…

      • Ania W. 12/10/2016 at 12:45

        Nie pod kazda. Na Sycylii slonce :). Za to szlag trafil polskie znaki w laptopie :)

        • Kachna 12/10/2016 at 14:51

          Oddam moje polskie znaki za Sycylię….ąęćśęźżńłó ąęćśęźżńłó…
          A bardzo gorąco? na tej Sycylii.
          Bo mnie nie wiadomo czemu tam jakoś ciągnie. Nigdy nie byłam. Mafia czy co….

          • Ania W. 14/10/2016 at 11:38

            Miedzy 20 a 30 stopniami C :). W nocy robi sie chlodniej, ale nie ponizej 18 stopni C. Warto tu przyjechac. Oj, jak warto… Pieknie, cieplo i jedzenie rzuca na kolana. Ponadto jest to minikraj wdupiemajacy (pardon my French) regulacje przeszkadzajace rolnikom/rybakom/producentom lokalnym: na targu wszyscy sprzedaja wszystko, lacznie z miesem na wage… Boze, jakie tu jest dobre jedzenie!

        • Iza 12/10/2016 at 19:43

          Skoro macie słońce, to na bank nie macie wolnego – takie prawo fizyki. :)

  18. mp 12/10/2016 at 15:18

    Ja w kwestii formalnej- uprasza się o wrzucenie na Umarte Forum przepisów na sałatkę warzywną i dżem z jarzębiny , coby w potrzebie były pod ręką.
    A teraz wracam przeczytać jeszcze raz Kanionkowego posta , bo
    1) czytałam wczoraj szybko i nie zdążyłam się rozsmakować,
    2) na dworze szaro i ponuro i potrzebuję trochę uśmiechu,
    3) kto mi zabroni ?!

  19. kanionek 12/10/2016 at 22:44

    Kozy Kochane, dużo Wam dzisiaj nie napiszę, bo jesteśmy zmęczeni i lekko sfrustrowani. Dojechało do nas dawno zamówione siano, a po tym jak już wtoczyliśmy sześć z ośmiu balotów do garażu, a jeden rozpruliśmy na podwórku, to się okazało, że GRUZ, KOLCE I ZARDZEWIAŁE PINEZKI. To siano nie nadaje się nawet na ściółkę – grzyb, pleśń, syf i malaria. Z trzystukilogramowego balotu w miarę okej jest tylko sam środek, jakieś 50 kg. Ten facet miał nam dostarczać siano przez cały rok w miarę zapotrzebowania, ale już dziękujemy. Ruszyliśmy więc w teren na oględziny siana z ogłoszeń, więc trochę nam dzisiaj zeszło – znowu nieplanowane zajęcia dodatkowe, słomy też szukamy (ten sam facet miał mieć, a teraz gada, że nawet dla jego krów zabraknie. TERAZ mi to mówi, szlag i stłuczka szklana), coś tam znaleźliśmy z dowozem, ma dojechać w sobotę. I widziałam po drodze konia z daleka, i mówię małżonkowi, że ten koń wygląda dokładnie jak konik polski, i się okazało, że to naprawdę był konik polski :)
    A tak poza tym to dzień do dupy. I jeszcze trzeba wytargać to “siano” z garażu i grom wie co z nim zrobić – syf taki, że po rozwinięciu tego zgrzybiałego dywanu kaszleliśmy przez pół dnia jak stare fiaty 126p. Poprzednie cztery baloty kupiliśmy okazyjnie od gościa, który sprzedał ostatnie cielaki i mu zostało. To siano miało dwa lata, a kozy się za nim zabijały – kto dostał w paczce z serem ten wie, jak pachniało. To dzisiejsze “siano” jest rzekomo tegoroczne. Ja nie wiem, ludzie już całkiem zgłupieli, czy jak? Zrobić dobre siano to przecież nie filozofia, a wierzcie – tutaj jest o nie bardzo ciężko. Krowy żrą co im dają, bo jakie mają wyjście? Jestem dzisiaj wściekła na wszystkich bezmyślnych, pazernych debili tego świata. A zwłaszcza na hodowców krów (“hodowców” raczej) mlecznych, którzy te krowy traktują przedmiotowo, jak maszynki do robienia mleka. A żeby im te krowy kiedyś na głowy nasrały. Nie no, ja się dzisiaj do komunikacji z ludźmi nie nadaję. Nigdy nie kupię mleka, ani jego przetworów w sklepie. Zacznę żreć margarynę, albo suchy chleb. Dobra, idę już.

    • nw 13/10/2016 at 01:15

      I chcecie tak to zostawic? Odpuscic gnojkowi? Ja bym mu kazala oddac forse i zabrac sobie to sianko, a jak nie, to obiecalabym mu reklame na cale wojewodztwo i naslanie wszelkich mozliwych kontroli. Msciwa sie robie w takich chwilach. Przynajmniej w zamiarach:)

      • ciociasamozło 13/10/2016 at 10:11

        Jeśli tylko czujecie się na siłach – nie odpuszczać! Jak wszyscy odpuszczają to lepiej nie będzie :(

        • Iza 13/10/2016 at 19:28

          Gdzie tu są jakieś lajki??? Potrzebuję… :D

      • kanionek 13/10/2016 at 20:41

        Nie, nie, nie, nie możemy. Po pierwsze dlatego, że to znajomy znajomego, po drugie dlatego, że jest jedyną osobą w pobliżu posiadającą busa (i pożyczającą czasem, to znaczy w te wszystkie dni w roku, gdy bus nie jest w naprawie :D) i to ogólnie nie jest zły człowiek, po trzecie też dlatego, że nie chcemy łaty czepialskich awanturników i donosicieli, bo na wsi to się mści, i mści się długo. Jakoś się z nim dogadamy, tylko szkoda tyle roboty – małżonek dzisiaj chodzi połamany jak kij od szczotki. A nowe siano przyjechało jednak dzisiaj, więc jutro musimy wywalić te zgniłki z garażu. I żal mi tych krów, bo jeśli facet ma tylko takie siano…

        • nw 13/10/2016 at 21:42

          Tak myslalam, ze odpuscicie. Raz, ze mietkie z Was ludzie:)
          Dwa, ze na wsi faktycznie fama moglaby pojsc, niesprawiedliwa, krzywdzaca, pzeklamana, ale kto by tam dochodzil prawdy, kto komu co.

  20. becia 13/10/2016 at 11:00

    A popatrz Kanionek jak to bywa. Wszyscy u nas na wsi mówio że 2016 to sianowy rok. Bo aż 3 pokosy zebrali co ostatni raz się zdarzyło na naszych piachach chyba za Króla Ćwieczka. I że tej zimy to siana będzie full i że cena pewnie spadnie, wicie takie narzekanie na klęskę urodzaju, jak to u nas bywa. No i pewnie by była gdyby jak za Ćwieczka siano na stogach suszyć i luzem w drewnianych stodołach trzymać. Doschłoby jak nie na polu to w stodole. A tak w folię zapakowali, a że ten rok to tak samo zagrzybiony jak sianowy to z klęski urodzaju bida na przednówku będzie. A że z słomą będzie krucho to już każdy na wsi w czerwcu wiedział bo zboże na polach strasznie powykładane było, a potem to już zamiast złocić się to tylko szarzało od grzyba.

    • kanionek 13/10/2016 at 21:05

      A to się jak najbardziej zgadza, Becia. U nas siano też tańsze w tym roku (o, balot za 4 dychy, dzisiaj przyjechało), a słomy to długo wypatruj i błagaj, żeby sprzedali, i kosztuje tylko 5 złotych mniej, niż siano. Tylko co z tego, że siana dużo, jak niektórzy w deszcz zbierali, albo dzień po? Sami widzieliśmy, nie gadamy po próżnicy.
      Ale w folię to raczej sianokiszonkę, nie siano pakują. Siano w balotach owija się sznurkiem lub specjalną siatką.
      A tak w ogóle to u nas coraz więcej i więcej kukurydzy, i tak się zastanawiam, czy ARiMR nie zacznie do kukurydzy dopłacać, bo wtedy wszyscy obsieją pola kukurydzą i słomę to będziemy z zagranicy sprowadzać ;)

      • becia 16/10/2016 at 09:00

        A wiesz że nasz wsiowy sąsiad to w taką cienką perforowaną folię pakował tom myślała że na siano bo na sianokiszonkę to on pakuje baloty w tą białą. Nowa metoda jakaś albo inwencja własna, bo to taki chłopek- roztropek jest.
        Z tym sianem i słomą to Wam współczuję strasznie mocno. Że pewnego dostawcy nie macie, a ilości to zaczynacie potrzebować półhurtowe. Stado się rozrasta, ten swój hektar to na pastwisko pewnie ledwo wam na wiosnę starczy a skąd na zimę żarcie dla nich pozyskać? Może gdzieś w okolicy jest jeszcze jakieś pole do dzierżawy, pamiętam mówiłaś że to drożej wychodzi ale jak tak kupujesz i kompost z większości będziesz robić to ja nie wiem..

        • kanionek 16/10/2016 at 20:37

          W cienką perforowaną, i mu nie pękła? Może to faktycznie jakaś nowość w domu i zagrodzie.

          Nie no, pastwiska mamy w sumie 1,84 ha, będzie podzielone na dwie kwatery i wypas zmianowy – ileś tam tygodni na jednej połówce, ileś tam na drugiej (ileś, bo jeszcze nie wiemy, jak długo się będzie pastwisko regenerować i na jak długo jedna kwatera wystarczy). Półhurtowe ilości siana, powiadasz? A jak my mówimy sprzedającym, że nie mamy transportu, a potrzebujemy 15 balotów, to oni się tarzają ze śmiechu, bo normalnie jak ktoś szuka z transportem, to znaczy że chce kupić balotów dwieście :D

          No i właśnie – jesteśmy ciut za mali, żeby inwestować w kolejne dzierżawy i wynajem sprzętu z obsługą (nie ma w okolicy łąki typu dwa hektary, jest za to taka 50 ha) i odrobinę już zbyt wielcy, by nasza łąka wystarczyła i za pastwisko, i za łąkę pod koszenie. Zresztą, jak wspominałam już kiedyś, nikomu się nie chce fatygować z ciężkim sprzętem do tak śmiesznego areału.

  21. zeroerhaplus 13/10/2016 at 13:49

    Kanionku, niech Cię bogowie całej Grecji i Egiptu na kocich łapach po Olimpie obnoszą za ten wpis. Kilka dni temu małżonek chciał mnie namówić na oglądnięcie całej serii z Rockym w roli głównej i jakoś tak odruchowo odmówiłam… I już widzę, czym to się mogło skończyć!!! Ranyboskie, jak sobie pomyślę, o jaki włos się otarłam o rurkę do podciągania! Uffff!!! Za cholerę teraz mu tego Stallona nie pozwolę ;)

    Twoja biała rzodkiewka zaintrygowała mnie dość mocno. Czy ona też smakuje jak jej różowa koleżanka?

    Twoje opisy na słoikach rozwalają mnie za każdym razem. Że też Ci się chce :) Swego czasu, gdy miałam jeszcze fazę na opisywanie dokładne, szłam na łatwiznę: dokładny skład i data na kartce (przyczepionej do półki z przetworami) – każdy przetwór opisany pod innym punktem, a potem na słoiku tylko przylepiałam kartkę “1”, “2” i tak dalej :) Jak pomyślę, że na każdym miałabym pisać…

    Czy to na ostatni zdjęciu to Szczurokocia? Tak coś wydaje mi się, że widzę mleczne ząbki ;)

    • kanionek 13/10/2016 at 21:30

      “małżonek chciał mnie namówić na oglądnięcie całej serii z Rockym” – no nie mów! My naprawdę żyjemy po dwóch różnych stronach tego samego lustra…

      Tak, rzodkiewka jak najbardziej rzodkiewkowa, a lepsza od różowej o tyle, że rośnie większa (bez utraty jakości; wiesz, nie parcieje, nie robi się twarda jak krzesło dębowe itd.), i przysięgam, zawsze zapominam ją przerywać, sieję z garści jak leci, a ona sobie i tak radzi! Nienawidzę przerywać. Marchewki, buraczków, rzodkiewki i innych takich.

      Te opisy to też chyba nerwica :) Dobrze, że jeszcze składu zalewy nie podałam.

      Tak, to Szczurokotek :) Kilka dni temu złapał pierwszą mysz! Jak oni wszyscy szybko dorastają. Dzieci Krówko już takie duże, że Krówko postanowiła znów się zakochać. Tak swoją drogą, to się z małżonkiem zastanawiamy, jak długo pożyje Pacanek, gdy go nagle wpuścimy między te wszystkie wytęsknione dziewczyny… Trzeba mu będzie dawkować widzenia.

      • zeroerhaplus 13/10/2016 at 21:35

        Albo kozią viagrę ;)
        Tak, Kanionku, z lustrem i owszem jak najbardziej :D Krzywe zwierciadło się to pewnie nazywa ;)

        • kanionek 13/10/2016 at 21:45

          Że niby jestem brzydka, bo mam krzywy ryj, tak? A mogłam jeszcze bardziej przyciemnić to zdjęcie z maseczką :-/

          Nie no, viagrę jeszcze? Serce mu stanie! (bo co inne to i bez wspomagania… Macha batutą codziennie, aż się boję, czy mu nie uschnie na wietrze! Pusia jak to zobaczyła, to zwątpiła do reszty w swoją męskość :D)

          • zeroerhaplus 13/10/2016 at 21:52

            Nie, ssssskarbie, chciałabyś :) Po krzywej stronie to MY jesteśmy ;)

  22. Lidka 14/10/2016 at 23:21

    Kanionku, podeslalabym Ci sianko teleportacyjnie z sasiedniej laki, bo akurat bylam z psami na spacerze i widzialam, jak usmiechniety szeroko farmer belowal. Bylo suche i pachnialo nie do opisania. Takie siano to jest siano, prze pani.
    Ja tez sie dolacze do tego baby talk. A propos Rocky, to moj Rafal tak do naszego boksera slodzi: Rockusinski, ty serdelku, siusiorku, najpiekniejszy piesu we wsi, tatus kocha, zulu jeden, spieprzaj, to moja kanapka…

    • Lidka 14/10/2016 at 23:24

      Oczywiscie mialo byc “psze” pani…;))

    • kanionek 15/10/2016 at 22:50

      Weź mi nawet nie mów o takim sianku, gdy ja tu umieram ze zgryzoty!
      A tymczasem Krycha zwariowała – ona i Tereska są teraz zakochane (nie ma dnia, żeby któraś z kóz nie była…), a że panowie poza zasięgiem, to postanowiła wziąć sprawy w swoje kopytka i namawia Tereskę do spółkowania. Robi to całkiem jak facet! Trąca nosem, prycha i chrumka, a potem wskakuje na zdegustowaną Tereskę i… I nie wiem, co ona sobie wyobrażała :)

      • becia 16/10/2016 at 08:52

        No co, dynda jej coś między nogami ponadnormatywnie długiego to chciała sprawdzić czy do czegoś się nie przyda ;) :):)

  23. Lidka 15/10/2016 at 14:26

    Chcialam sie pochwalic, ze wczoraj wieczorem adoptowalam kotka ze schroniska. Ma lat osiem i na imie Whiskey.

    • Kaja 15/10/2016 at 15:33

      O! Ośmioletnia Whiskey (nawet jeśli to facet) jest dobra na wszystko. Gratulajce.

  24. Lidka 15/10/2016 at 16:11

    Dzieki, Kaja. To ON, tyle ze juz bez jajek. Mial na imie Whiskers. Whiskey to pomysl Rafala. Kot reaguje. No ja nie wiem, co ja myslalam, ze jakie imie on dostanie w moim przesiaknietym alkoholizmem domu.

    • zerperhaplus 15/10/2016 at 17:26

      Piję zdrowie kotka :)

      Powinno zadziałać ; )

    • zerperhaplus 15/10/2016 at 17:27

      Lidka, pokażesz Łyskiego na forum?

      • kanionek 15/10/2016 at 22:53

        Poka, poka!
        (dzięki, Zeroerha, za próbę resuscytacji FOK :D)

        • zerperhaplus 17/10/2016 at 09:24

          Bo widzisz, Kanionku, ja fora generalnie darzę miłością wielką ;) Na forum wszystko jest poukładane, ma swoje miejsce i łatwo je przeszukać. Dlatego tak się ucieszyłam, gdy MałyŻonek udostępnił tę opcję na blogu :) I za każdym razem, gdy wchodzę sprawdzić, co tam na forum słychać, i gdy widzę, że nic, serce me krwawi i łzy rzęsiste wylewam… Takie fajne miejsce, a takie nieużywane… Ach.

          • ciociasamozło 18/10/2016 at 10:00

            A ja chciałam nawet ostatnio poużywać. I się okazało, że zapomniałam hasła :(
            I postąpiłam zgodnie z instrukcją “Jeśli zapomniałeś hasła…” i nic się nie zadziało :(((
            Właśnie wymyśliłam, że się przecież mogę jeszcze raz zarejestrować. I to jeszcze przed pierwszą kawą wymysliłam ;)

          • kanionek 18/10/2016 at 18:28

            Ciociu, a może w spamie wylądowało?
            Albo to kara za długie nieużywanie. Taki foch cybernetyczny: “Zapomniałaś hasła? Ja wiem, ale nie powiem! Sama się domyśl” :)

          • Ynk 18/10/2016 at 22:08

            Tak właśnie, Ciociu. Ten sam ból. Nie dlatego nie zaglądam do FOK-a, że słomiany kozi zapał, ale że ustawicznie-ale-to-ustawicznie hasło okazuje się być niewłaściwe. I tak mi coś mówi, że to raczej ja patałach i łajza jestem, nie system. Hem.

          • mały żonek 18/10/2016 at 22:35

            A ja przed chwilą sprawdziłem i zadziałało…

          • ciociasamozło 19/10/2016 at 09:35

            Tja… klasyczne hasło informatyków “Dziwne. U mnie działa” ;)
            Ide sprawdzać spam.

          • ciociasamozło 19/10/2016 at 09:49

            Aaa! ja głupia jestem. Przecież wyraźnie mi mówi, żebym podała właściwy adres mailowy, czyli pewnie przy rejestracji podałam ten drugi adres! No to teraz wystarczy znaleźć hasło do tego drugiego konta :O

          • kanionek 19/10/2016 at 19:41

            O to, to! Żebym ja sobie przypomniała hasło do skrzynki na kanionek@onet.pl

            A umi ktoś naprawić lewą nogę (bez taczki w deszczu) Kanionka? Bo mie sie zepsuła. Właściwie to nie wiem, czy to jeszcze noga, czy już d*pa, bo boli tak jakoś na złączu. Rano dało się z tym żyć, a nawet pracować, a teraz jakieś stężenie pośmiertne postępuje, i właśnie sobie myślę, że mogłam nie siadać, bo teraz nie wiem, czy wstanę. Ach, no i jeszcze zepsuł nam się hydroforek i zalał troszkę piwnicę. Takie mu przerdzewiało chińskie kółko metalowe od frontu, i on tak sobie sika przez małą dziurkę. Wodę trza było odciąć, a małżonek jak sprawdził ceny części zamiennych do hydroforka, to cóż Wam powiem – właśnie jedzie do nas nowy hydroforek, bo wyszło taniej.

          • ciociasamozło 20/10/2016 at 21:27

            Może hydroforek planował zrobić dla Ciebie jakieś dżakuzi czy inny masaż wodny na obolałą nogę. No lae wyszło jak zawsze :(

            Mnie się zepsuło jelito. Jak się nie naprawi do jutra to mam iść do szpitala :(
            Ale za to przy okazji badań rozlicznych okazało się, że mam żołądek niżej niż przeciętny człowiek, a jelito grube zamiast w poprzek idzie na skos.. Tak że ten… może mnie w słoikach kiedyś studentom będą pokazywać ;)

          • Ynk 21/10/2016 at 10:57

            Znaczy, w kategorii jelita jesteś, Ciociu, elita. Już gdzieś tam showcase czeka na nie. Ale zanim podroby Twe za szkło trafią – zdrowia życzywszy! Bo ten… “szpital, albo zdrowie, wybór należy do ciebie”

          • nw 22/10/2016 at 02:56

            Ciociu, ja nie umiem tak dowcipnie i blyskotliwie jak Ynk, ale serdecznie i goraco zdrowia zycze. A do jelita mam apel: napraw sie, nie rob se jaj!

          • zeroerhaplus 22/10/2016 at 12:25

            Ciocia, Twoje flaki po prostu idą na łatwiznę. Żołądek opada, jelito na skróty popyla…
            Zdrowia życzę.

          • ciociasamozło 22/10/2016 at 15:01

            Dzięki Dziewczyny! Życzenia pomogły a antybiotyk nie zaszkodził! Oczywiście nie mogę normalnie chorować, więc lekarze niemal zakłady robili co mi tak naprawdę dolega. Tak że miło ze strony jelita, że się opamiętało zanim jakiś ciekawski medyk zaczął mnie rozpruwać z ciekawości ;)

          • kanionek 22/10/2016 at 19:22

            Oby Ci się długo żyło i jelito nie dłużyło! Czy jakoś tak. A tak a propos nienormalnego chorowania, to pamiętasz pacjenta doktora Jot, który sikał powietrzem, a nawet tym… no, drugim daniem? ;) Ten to dopiero przegiął, a nawet przetoczył (bo to przetoka jelitowo-pęcherzowa była, o ile dobrze pamiętam). Więc głowa do góry, do muzeum dziwolągów Cię nie wezmą :)

          • ciociasamozło 23/10/2016 at 10:46

            Faktycznie pacjent dr Jot zaniża moją pozycję w rankingu medycznych zaskoczeń ;)
            Tak jak i jedna pacjentka mojej mamy, co miała gulkę na dłoni (znaczy pacjentka miała, nie mama). I ta gulka zaczęła boleć, podbiegła ropą, otworzyła się i wyszła z niej….. agrafka. Rozpięta.

          • Ynk 23/10/2016 at 11:15

            To Obcy, to Obcy był! Zmutowany w agrafkę. Rozpiętą? Znaczy gotowy do ataku!

    • kanionek 15/10/2016 at 22:52

      No ale jak to może być ON, skoro piosenka wyraźnie mówi: “Whiskey, moja żono, tyś najlepszą z dam”!?

  25. sunsette 16/10/2016 at 11:16

    Świetne imię, to Whiskey:))) Przypomniało mi się, jak w jednej książce Chmielewskiej było o imionach koni na wyścigach w Danii, tam była Florens (Florence?), która wprawdzie okazała się wałachem, ale nie zaszkodziło to wcale nadal traktować go jako jej;)
    Instrukcja próżniowego pakowania fasolki przy użyciu otworu gębowego i rurki położyła mnie na lopatki;)
    Kanionku, wysłałam Ci wczoraj smsa, ale chyba północ biła w tym momencie i nie wiem, czy doszedł;), więc dziś jeszcze maila dosłałam w sprawie zamówienia i adresu wysyłki (już po naszej rozmowie okazało się, że jednak na mój adres musi być).
    Dziś piękna pogoda u mnie, leje od nadrana, wiatr też sobie nie żałuje. Piździernik w całej krasie.
    Krycha Tereskę molestuje??? O mamuniu, co to się wyprawia!

    • kanionek 16/10/2016 at 20:43

      Doszedł, wszystko gra :)
      U nas nie pada od kilku dni, za to wypiździernik jak ta lala – trzy stopnie na plusie i wiaterek lico smagający. Małżonek czytuje bloga meteorologicznego takiego jednego pasjonata, i on tam zamieszcza różne średnie i inne dane statystyczne, i małżonek mówi, że te dane często mu wyglądają podejrzanie, i że jeśli ten facet poda w listopadzie, że październik w tym roku wypadł powyżej normy (chodzi o średnią temp. dobowych, czy coś), to małżonek pojedzie do Wrocławia, żeby facetowi osobiście dać w mordę.

      • RozWieLidka 16/10/2016 at 23:04

        Ooo, a którędy pojedzie? Może przy okazji mnie odwiedzicie? Wymienimy się serkami? 😉😎

      • sunsette 17/10/2016 at 08:16

        Nigdy nie miałam zbytniego zaufania do średnich;)

        • Ynk 17/10/2016 at 15:28

          Jaasnee. Bo rzecz uśredniając, 8,3% apostołów zdradziło Chrystusa ;-) (za, chyba, Sue Townsend)

          • A 17/10/2016 at 20:56

            Inne zastosowanie sredniej:
            Jesli trzymac glowe w piekarniku a stopy w zamrazarce to bedzie nam letnio
            Pozdrawiam wszystkie Kozy

          • zerojedynkowa 18/10/2016 at 08:32

            Taa.. A jak idziemy z psem na spacer to mamy średnio trzy nogi :)
            (pod warunkiem, że pies ma wszystkie cztery)

          • ciociasamozło 18/10/2016 at 09:52

            Szef ma mięso, ja kapustę, razem średnio mamy gołąbki ;)

          • Ania W. 21/10/2016 at 16:03

            Co trzeci z nas to Chińczyk (najczęściej wypowiada to mój monsz).

          • kanionek 22/10/2016 at 19:24

            Hłe, hłe! Czyli u mnie w domu brak azjatyckich akcentów, jeśli nie liczyć okazjonalnego kurczaka z ryżem.

  26. zeroerhaplus 17/10/2016 at 09:28

    A wiecie, że do października nawet ładny rym ciężko znaleźć? Same wynalazki typu: wziernik, ciernik, biernik i galernik. No dobra, mamy jeszcze piernik i cukiernik, ale nie wiem, czy to się liczy.

    • ciociasamozło 17/10/2016 at 10:01

      Jak stary piernik to się liczy ;)
      Jeszcze sternik i sernik.

      • Kachna 17/10/2016 at 11:13

        Cholernik.
        Pancernik.
        …..
        Pierdzielnik (pardon….)

        • sunsette 17/10/2016 at 14:10

          Pierdzielnik jest najlepszy…;)

        • Ynk 17/10/2016 at 15:23

          W tegorocznym wydaniu – zdecydowanie Cholernik.

          • kanionek 17/10/2016 at 22:26

            Piździernik-cukiernik
            co się nie rymuje
            twarze jak pączki rumiane
            zielonym gilem lukruje.

            (prosz, wierszyk okolicznościowy, wypiździernikowy)

          • zeroerhaplus 18/10/2016 at 06:18

            W internetach chyba się to nazywa “pozamiatane” :D

          • Kachna 18/10/2016 at 10:09

            Dziękuję Ci Kanionku bardzo.
            Ja i moja wyobraźnia….

      • Bo 20/10/2016 at 22:04

        A w zaistniałej sytuacji jeszcze odźwiernik.
        Zdrowia życzę!

  27. Ynk 17/10/2016 at 15:21

    O, widzę, że korzystasz z rozkoszy jesieni popod lasem. I u stawu. Chłoniesz jesień całym swym jestestwem ;-) Na glebę, jaką nam wyszykował tegoroczny piździernik nie ma dobrych butów, nawt podeszwy typu vibram się nie sprawdzają (się ześlizgłam ze zbocza). No, może szpilki. Może piłkarskie z ćwiekami.
    Pomysł z zasysaniem powietrza stosowałam (hi, hi) ze dwa razy, ale nie tak sterylnie, nie przez rurkie. Byle jak, po prawdzie, bo mała ilość warzywa była w woreczku (brukselka to była). A i woreczki szły na bieżaco, nie w zapasie.
    Imiona, imionka, a jakże. Kot był Kotem o 88 Imionach (Malcolm, Mlekolm, Puszysław Mruczon, Mruczysław Puszon, Profesor Miauczur…), psa -Zwierzynka Płowa, Krówka Śmietankowa, Popierdółka-na Czterech-Kółkach, Piesek Złoty Norymberskiej Roboty (to najczęściej w wołaczu i in terms of endearments), kiedy podpadnie – Parówa, albo Bulba.
    Czy możesz mnie uspokoić, że z Twoim lewym uchem wszystko w porządku? Bo na zdjęciu w masce przeciwpyłowej jakiś niepokojący brak się zaznacza w tym miejscu… Nie upusciłaś sobie noża na ucho, prawda?

    • kanionek 17/10/2016 at 22:32

      :D
      Niee, na ucho JESZCZE nie, ale dzisiaj znowu ciachnęłam sobie palec wskazujący. Ot, tak, przy korekcie kopytek Roman.
      A pani Superwetka tak się zachwycała, że ile to my mamy środków odkażających pod ręką. A jak mamy nie mieć, jak tu mieszka Kanionek!?

      Ale serio, z tym uchem to jakaś zagadka. Nawet nie zauważyłam (widok mnie samej bez jakiejś istotnej części ciała mój mózg najwyraźniej uznaje za coś normalnego, czego zawsze się spodziewał). Możliwe, że gumki to ucho trzymają przyparte do pustej głowy.

  28. mały żonek 17/10/2016 at 21:38

    Trochę mnie martwi, że nikt najwyraźniej nie widzi szerszej perspektywy. Osobiście z Pusią mam/planuję świetlaną przyszłość, gdyż zamierzamy otworzyć fabrykę puś up’ów i puśtaków. A kiedy już będziemy starzy, osiądziemy gdzieś na uboczu czytając “W puśtyni w puśczy” w otoczeniu puśtułek, mając za hymn “Puś it to the limit”.

    • ciociasamozło 17/10/2016 at 21:50

      Jedząc kapuśtę ;)
      A dacie jakiś upuśt na te puśupy i puśtaki?

      • kanionek 17/10/2016 at 22:22

        O, kapuśtę to nawet dzisiaj kupiliśmy – 100 kg. Na dobry początek. U rolnika, który ma maleńką suczkę z wyłupiastymi oczkami (bardzo, bardzo miły piesek), a suczce na imię nie inaczej, jak właśnie Pusia :)
        Mnie tylko martwi jedno w tym małżonkowym planie. Zważywszy bowiem na bliską pewnej granicy lokalizację, osiąście na uboczu może oznaczać, że hymnem Małego Żonka i Pusi będzie “Puśt wsiegda budiet solnce”, a jedynym filmem dostępnym w telewizji “Śniadanie u Puśtina”.

    • zeroerhaplus 18/10/2016 at 06:17

      Te wizje rozpuśtne oświeciły mnie. Już wiem, skąd Pusia ma imię. Od “puś, cholero tego kurczaka” :)

      • Kachna 18/10/2016 at 10:08

        :))

      • kanionek 18/10/2016 at 18:42

        :D
        Że też Ciebie jeszcze nie zatrudnili w wywiadzie… A może zatrudnili? Ciii, wiem, nie wolno o tym mówić.
        Wszystko incognito, a nawet in blanco.

        • zeroerhaplus 19/10/2016 at 05:43

          Hyhy, ja to bym chciała, ale za to mnie nikt nie chce ;)

  29. paryja 18/10/2016 at 06:28

    Sprawdzam czy wychodzą mi komentarze….

    • zeroerhaplus 18/10/2016 at 06:42

      Hej, hej, Paryja :D
      W końcu wam uczciwy internet dociągnęli, czy jak?

      • paryja 18/10/2016 at 08:42

        Uczciwy :/
        To kłamca jest straszliwy i czasem udaje że jest :)
        A ja mam czasem silniejsze nerwy i wtedy mogę z nim walczyć . Więc kiedy on udaje a ja jestem je..nym kwiatem lotosu na pi…onym jeziorze to udaje mi się coś wysłać :)

    • paryja 18/10/2016 at 07:15

      Kanionku mogłabyś przestać być taka pracowita, bo mnie to męczy ;)
      I mam wyrzut na sumieniu bo nic nie robię, tylko siedzę w koziarni albo na pastwisku i oglądam telenowelę a w zasadzie ciężkie porno :) a prepitety na epastucha na drugą łąkę leżą i czekają. Chyba tym razem nieogłoszony konkurs Ty wygrasz (może już wygrałaś ?)
      Baaardzo stare baby w mojej okolicy kiedy coś robią pomiędzy innymi robotami mówią że zrobiły coś “ponachwilku “.

      • kanionek 18/10/2016 at 18:39

        Paryja – nie mogę, bo muszę. Wczoraj zakorkowałam wino! Jeszcze przed 22:00 :)
        Ooo, u Ciebie już porno? To znaczy u mnie też by było, ale jeszcze czekamy.
        Niee, nie wygrałam, wciąż masz szansę :) Dopiero w czwartek możemy zapłacić za gałęziówkę, potem ją zwieziemy Gwiazdolotem na kilka rundek, bo to są słupki pod tę drugą część pastucha. I dopiero wtedy się zacznie – okorować, dołki wykopać, izolatory poprzykręcać, a przede wszystkim – furtkę zrobić. To wszystko działka biednego Małegożonka.

        “Ponachwilku” – bardzo ładne.

    • ciociasamozło 18/10/2016 at 10:03

      Hej, miło Cię widzieć :)

  30. zeroerhaplus 18/10/2016 at 07:00

    Nie mogę się powstrzymać: Kanionek “po niemiecku” czyli dlaczego kocham tłumaczenia gogli:

    “Aber keine Schaukel WE (Ehepartner auf dem Stick) und nicht die USA – der Ehegatte ist ein harter Kerl, wie Sie beschreiben. (…)”Wer ist der plajsticzanym Hund in der Welt? Ich schwärzeste? Plajsterek? Sicher, dass Plajsterek. Plajstiko-madżiko. Es ist so glatt und rationalisiert, ist es nicht von Luft und Wasser schwimmt als Pstrong widerstehen. So ist es, Plajsterku. ” (…) Und dann kommt sie zu mir und sagt: “Kanionek Sie fatso dicken Faden genäht, wieder, Sie in der regen eine Schubkarre links?”

    Pocieszenie dla nieszprechających: mam nadzieję, że taką samą rozrywką będzie dla was brzmienie Kanionka.pl w “języku poetów” ;)

    • Becia 18/10/2016 at 13:46

      translator gogle tak mi przetłumaczył ten piękny tekst z niemieckiego na nasz

      Ale nie huśtawka MY (małżonek na drążku), a nie Stany Zjednoczone – współmałżonek jest twardzielem, jak to opisać. (…) “Kto jest pies plajsticzanym na świecie? I Blackest? Plajsterek? Pewnie Plajsterek. Plajstiko-madżiko. To jest tak gładki i opływowy, nie unosić się na powietrzu i wodzie oprzeć jak Pstrong. Tak to jest, Plajsterku. “(…) A potem przychodzi do mnie i mówi:” Ty Kanionek Fatso szyte grubą nić znowu w deszczu taczka lewo “?

      Piknie nie? :):):)

      • zeroerhaplus 18/10/2016 at 15:47

        Genialne :D

        Podkusiłaś mnie. Walnęłam jeszcze parę razy w tę i we w tę, potem profilaktycznie na portugalski, angielski, francuski, niemiecki i w końcu polski. Oto Wynik:

        “Ale moja Żona nigdy Bilans (w patyku) odmówiono A w Stanach Zjednoczonych – współmałżonek twardzielem żartem Jak to opisać. (…) “Kto JEST placki plajsticzanym w Świeciu, Ze Blackest? Plajsterek? Prawdopodobnie Plajsterek. Plajstiko-madżiko. To Jest tak í gładka Elegancka nigdy unoszą SIE W I powietrzu Wodzie JAKO BAZA Pstrong. Wiec Plajsterku”. (…) Jak Mnie i mowi “Ty Kanionek Fatso pit nici z powrotem Do lewej w taczki deszczu” czy Wykonane potem przychodzi?”

        Słowo harcerza, ani literki nie zmieniłam. Tylko kopiuj-wklej było w użyciu.

        • kanionek 18/10/2016 at 18:26

          Weźcie przestańcie, bo nie mam siły się śmiać :D

          Pit nici z powrotem do lewej w taczki deszczu! Czy wykonane potem przychodzi?
          Tako rzecze Yodatustra.

          (ale Plajsterka ani razu nie przekręciło. BAŁO SIĘ.)

        • zerojedynkowa 19/10/2016 at 09:10

          O matulu! spłakałam się! :D

        • Kachna 19/10/2016 at 09:47

          To brzmi jak ten specyficzny język, którym porozumiewa sie pilot samochodu z kierowcą:
          „Ty Kanionek Fatso pit nici z powrotem Do lewej w taczki deszczu”…
          :D

        • ciociasamozło 19/10/2016 at 09:53

          A podobno jacyś mocarze wydali przewodnik po Warszawie w jęz. ukraińskim na podstawie google-translate. To chyba był googlaiński :)

      • bila 20/10/2016 at 11:56

        Błahahahaha!!! Baardzo piyknie :)

  31. becia 18/10/2016 at 18:33

    Normalnie międzynarodowy głuchy telefon:):)

    • Monika 19/10/2016 at 20:08

      Wy sobie podśmiechujki robicie, a mnie się zmarszczki pogłębiają! Takich oznak starości się nie zaniechuje. Piżdziernik w połowie, a tuż tuż pistopad (można czytać dźwięcznie), czy kozunie Kanionaka zaopatrzone w smaczne sianko? Czy to obłędne koło: balot wtocz – balot wytocz, już się przerwało?

      • kanionek 19/10/2016 at 20:22

        Hłe, hłe, przeczytałam dźwięcznie :)
        Melduję posłusznie, że na balotowym polu manewrowym chwilowo spokój, bo my już nie mamy siły! Mnie odpadła lewa noga i kawałek kręgosłupa szyjnego, a małżonek cały skrzypi. To są dopiero oznaki starości! Ale nie tracimy nadziei, mamy jeszcze kilka namiarów na siano do sprawdzenia (dwa dni temu bylismy w końcu w pobliskiej stadninie koni!), a kozy na razie jedzą wybrane (czytaj: wyszarpane) przez nas z nowych balotów co lepsze partie siana, a za dnia chętnie pałaszują to, co skosimy na drugiej łące (prace podpastuchowe trwają).

        Ale ALE! Ja chciałam zapytać, czy ta Twoja orzechówka, którą mi wysłałaś, to ona jest na lawie wulkanicznej pędzona, czy co? Bo wczoraj mnie trochę bolał żołądek, i myslę sobie: wot i doskonała okazja, żeby przetestować panaceum Moniki. Chlapnęłam ledwie pół nakrętki i… O MÓJ PANIE! Czyli historia z cyklu: “Jak zostać miotaczem płomieni” :D Ale fakt, że żołądek przestał boleć! I tak sobie teraz myślę, że mnie ta lewa noga boli, bo wczoraj tylko na jedną nogę wypiłam! Idę naprawiać swe błędy.

        • kanionek 19/10/2016 at 20:24

          Ludzie, zabierzcie mi wykrzykniki.

        • Monika 19/10/2016 at 20:42

          Taaa… trening, trening. Będzie mistrz. A tak serio, czy aby ta noga nie od półpaśca?

          • kanionek 19/10/2016 at 23:56

            Ale jak to – po takim czasie? Ja mam dość duży kręgozmyk w odcinku lędźwiowym kręgosłupa, i zawsze żyłam z obawą, że on się pogłębi. To może być rwa kulszowa, bo pasuje jak ulał, ale żeby to stwierdzić musiałabym znowu się ciągać po lekarzach, a jakoś mi się nie spieszy. Zobaczymy, co będzie jutro. I za trzy miesiące. Szlag.

  32. Olga Jawor 19/10/2016 at 19:37

    Dobry wieczór, Kanionku! Chciałąbym sie przywitać i przdstawić, bo od dwóch dni czytam Twego bloga i jest mi on lekiem na całe zło (a szczególnie na nieustępującą tęsknotę po śmierci mojej mamy).Poleciła mi Twój blog jedna z moich blogowych koleżanek, jako stronkę osoby, która ma (jako i ja) niewidomego psa. Mniemałam iż tylko to mamy wspólnego i tylko to mnie zainteresuje, ale żywy tok i jakosc Twych opowieści wciągnęły mnie tak bardzo, że czytam na zmianę śmiejąc się i płacząc. Ale tego mi widocznie było trzeba, wiec dziękuję losowi, owej koleżance a najbardziej Tobie – niezwykle magicznie piszącej osobie, że mogłam tu trafić, wsiąknąc zupełnie i dzięki temu choć trochę oderwać się na dwa dni od swego smutku!:-)***

    • Monika 19/10/2016 at 20:16

      Przepraszam, że przed gospodynię się wepchałam,ale skoro już tu wlazłam, to coś napiszę.
      Witaj Olgo i przyjmij moje wyrazy współczucia.
      Nie przyznam się, że znam Twój blog. Pozdrawiam serdecznie.:)

    • kanionek 19/10/2016 at 20:38

      Dobry wieczór, Olga :)
      Bardzo mi miło (i wiem już, że to Magda Spokostanka nakierowała Cię na krzywe tory Kanionka), a skoro czytasz od dwóch dni, to pewnie jeszcze chwilkę Ci zajmie, żeby dotrzeć do Mająca, bośmy ją przygarnęli rok temu, więc tylko krótko powiem: to prawda, co mówią o niewidomych psach! Są całkiem takie, jak inne psy, tylko czasem wpadają na taczkę :D Mając to jest potwór z bagien, któremu żadne przeszkody nie są straszne, i powiem Ci szczerze – mamy ją ponad rok, a wciąż zdarza nam się zapomnieć, że ona nie widzi. Aha, i my też mamy cztery psy, więc tak, dacie sobie radę :)
      Uściski dla Ciebie, Olga. Smutek musi trwać i sam się wypalić, i wiem, że o tym wiesz. Jeśli Kozie Opowieści dają Ci te kilka chwil oddechu i zapomnienia, to bardzo się cieszę :-*

      • Olga Jawor 20/10/2016 at 08:05

        Dziękuję za życzliwą odpowiedź Moniko i Kanionku!
        Kanionku!Twe kozie opowieści są niesamowite (sama mam kozy i wiem, jakie to niezwykłe zwierzęta, ale nigdy nie doszłam do takiej ich ilości, jaką Ty masz – w szczytowym momencie miałam ich osiem! Teraz zdrowie i rózne koleje losu sprawiły, że nie mam już siły i napędu na to wszystko.Tym niemniej ze wzruszeniem i pewnym rodzajem żalu oraz nostalgii czytam u Ciebie o perypetiach koziej gromadki i zachowaniach poszczególnych kóz).
        Ale o czymkolwiek byś nie pisała jest to ciekawe i wciągające a Twój sposób zycia, przeżywania wszystkiego i radzenia sobie z rzeczywistością a także typ usposobienia – od euforii do depresji – wszystko to jest mi bardzo bliskie. W tym wszystkim jest jeszcze Mając, o którym już sporo zdązyłam poczytać. Bo czytam przeróżnie – albo po kolei albo na wyrywki. W miarę czasu i ochoty. Po prostu dobrze jest czasem wkroczyc do cudzego świata i nasiąknąc jego życiem, nastrojem.
        A co do smutku, to napada mnie on falami, ni stąd ni zowąd wtrąca w kompletny bezwład. Ogarnia i trzyma. Ale tak, jak napisałaś – wiem, że tak musi a nawet powinno być, że on musi sam powoli się uspokoić.Przez wszystkie etapy tej żałoby muszę przejść…
        I dlatego jeszcze raz dziękuję Ci za przyjaźnie otwartą bramę do Twego świata, Aniu – Kanionku!***

        • Kachna 20/10/2016 at 10:28

          Cześć Olga:)
          Dobrze trafiłaś.
          To DOBRE miejsce.
          ……
          Ale uważaj na mandaty!!!
          Chociaż jak masz kozy – to pewnie masz immunitet….

          • baba aga 20/10/2016 at 16:31

            Hej Olga, sluchaj Kachny to mądra baba, to jest DOBRE MIEJSCE, trzymaj się, mi ktos kiedyś powiedział, że to nie przypadek, że żałoba trwa rok i trzeba sobie dać ten czas, jeśli chcesz to będziemy Cię głaskać.

        • becia 22/10/2016 at 20:08

          Olgo droga o nic się ni bój, Misia świetne da sobie radę:) A Twoje kózki śliczne były:) Pewnej jesiennej depresji przeczytałam sobie całego Twego bloga, jak jeszcze pisałaś go regularnie,mimo iż się nie odzywałam, też był dla mnie pocieszeniem.:) A tak w ogóle to mocno Cię przytulam kochana. Nie znam innego sposobu na pocieszenie w żałobie..

  33. zośka 20/10/2016 at 13:44

    Otóż to, otóż to, mandaty!! Ja mam takiego wkurwa na rzeczywistość, ze boję się cokolwiek napisać z obawy przed mandatem, żeby nie nawiązać do syfu, który nam fundują wszyscy jak leci, po kolei, gnoje, cwaniaki, złodzieje!! Kanion, a ty nie masz przypadkowo za dużo melisy takie na prawdziwo? bo te kupne, to mają 5% melisy, a reszta chujwico. Ja bym chętnie u ciebie zanabyła drogą zakupu, bo bez melisy, to ja będę płacić mandat od każdego posta.

    • kanionek 22/10/2016 at 19:40

      Zośka, nie krępuj się, używaj ile wlezie, a zamiast kilku mandatów dostaniesz jakiś przyzwoity ryczałcik, i Irena będzie syta, a Ty w jednym kawałku (bo jak człowiek z siebie nie wyrzuci, to go może rozerwać!) :D

      Mam jeszcze trochę melisy, tegorocznej, a szkoda że nie wiedziałam, że ktoś będzie chętny, bo większość rozłożystego krzaka ususzyłam dla kóz, czyli w wielkich pękach, bez przebierania. Ale takiej lepsiejszej, wyselekcjonowanej, chyba mam jeszcze z pół litra, to się jakoś umówimy.
      Ale melisa to słaba jest… Za to jakby Monika podała przepis na tę naleweczkę na orzechach i lawie wulkanicznej, to wszyscy by na tym dobrze wyszli :)

      • becia 22/10/2016 at 19:59

        To pół litra to czasem najlepsze lekarstwo na wkurw.. ;)

        • becia 22/10/2016 at 20:10

          A swoją drogą Kanionek, ciągle urządzasz sobie herbatki z kozami? ;)

  34. Bo 20/10/2016 at 18:14

    Trafienie!
    Tak, to dobre określenie.
    Też od dwóch dni buszuję (szaleńczo jak koza) po rewirach i czerpię z tego wiele radości.
    Trafiłam tu przez buraczkowe piekiełko (faaaajne, trafiłam niedawno i błyskawicznie przeczytałam wszystko od deski do deski!), w którym zresztą jest wiele super ciekawych adresów. Uwiodły mnie Waleczne Koziołki.
    A podobieństwo nazwy do Kamionkowa – bloga mojej nieżyjącej już, niestety Siostry wręcz zmusiło mnie do tego, aby zajrzeć tu w pierwszej kolejności.
    Czytam symetrycznie – najnowsze wpisy na przemian z historycznymi, początkowymi. I wsiąkłam. Na amen.

    • kanionek 22/10/2016 at 19:34

      Wsiąkaj i nasiąkaj – atmosferą Obory Kanionka :)
      A przez Was, nowych czytelników, co to czytają wszystko od początku, musiałam się w końcu zebrać w sobie i wyjustować tekst w tych pierwszych kilkunastu wpisach (jak ja mogłam tego nie zauważyć, no jak!?) oraz na wstępie dodać ostrzeżenie, że przez pierwsze dwa miesiące to były nudy i turlające się po pustyni krzaki. Pisałam tego bloga całkiem bez przekonania, bo – jak już mówiłam – mąż mi kazał, ale nie widziałam w tym sensu ni celu. No a potem się okazało, że mam jakieś osiem sztuk czytelników, i od tamtej pory zaciążyło mi u szyi brzemię odpowiedzialności, klamka odpadła, kości zostały zjedzone, i cóż było począć ;)

      • becia 22/10/2016 at 19:58

        O Wielki Mały Żonku dzięki Ci.. gdyby nie TY o Przezacny życie me było by dużo uboższe.. nie poznać Ireny z Bożeną i Bosobiegającej… och co to za strata by była :)

        • kanionek 22/10/2016 at 20:08

          Mały Żonek strasznie zajęty, bo reanimuje płytę główną, ale tak na szybko kazał tylko zapyutać, czy nie chcesz mnie na stałe :D

          • becia 22/10/2016 at 20:15

            Nie ma sprawy:) Ale gdzie my pomieścimy na moim małym poddaszu te naście kóz???
            Nie nie nie, po namyśle się wycofuję, ja mam gryzonie domowe a TY Kanionku drogi masz KOTY!!

          • kanionek 22/10/2016 at 23:53

            I wonsza. I rwę kulszową! Porze drogi, czego ja nie mam :)
            Nie opłaca się mnie brać, to fakt, więc nie wiem – albo mnie małżonek wystawi na OLX w dziale “oddam i dopłacę”, albo wyrzuci na śmietnik.

        • Iza 22/10/2016 at 22:14

          Becia, popieram, Mały Żonek ma zasługę dla ludzkości jak stąd do Władywostoku. :) Co wcale nie musi przeszkadzać w zadaniu Mu kluczowego pytania, czy w razie sprzedania Kanionka “na stałe” planuje przejąć całą robotę Kanionka. Jako dodatek do własnej, of koz. :P

          • kanionek 22/10/2016 at 23:44

            Adresat Waszych pytań nadal przeprowadza testy na płycie, która zrobiła mu jakiegoś przezabawnego psikusa, ale przypuszczam, że odpowiedź wciąż brzmiałaby: TAK! Godzę się na wszystko, tylko zabierzcie ode mnie Literę Ka (tak też się czasem nazywam, i mam nawet “swoją” piosenkę: “szaba daba da, Litera Ka”). Ale za tydzień oddajcie, bo się zapłaczę.
            (ten ostatni dopisek dodałam w nadziei, że to szczera prawda)

  35. Bo 20/10/2016 at 18:20

    Aha, a miałam przede wszystkim złożyć życzenia imieninowe Irenie, nawet jeśli jest solenizantką majową a nie październikową. I bukiet 🌹🌹🌹 na pewno do zeżarcia 😉.

    • kanionek 22/10/2016 at 19:26

      W imieniu Irenki – dziękuję, Bo :)

  36. paryja 21/10/2016 at 18:01

    Wstawiłam na forum zdjęcia moich owieczek :) tato mi dziś przywiózł ;)

    • zeroerhaplus 22/10/2016 at 12:20

      Od razu pomyślałam, że Ci owieczki przywiózł ;)

    • A 22/10/2016 at 15:39

      OMG! To kanionek.pl ma jeszcze FORUM!!!
      Litosci, zycia mi nie tstarczy, zeby wszystko tam przeczytac (zajrzalam i wydaje sie, ze jest tam mnoooooostwo do czytania!)
      Gosh, kiedy, no KIEDY????

      • kanionek 22/10/2016 at 19:18

        No jak to kiedy? Zimą przecież :)
        Wieczory coraz dłuższe, na dwór nie ma po co wychodzić, chyba żeby po katar lub wpie*dol, więc to jest pora w sam raz na odrabianie zaległości :)
        A na Forum wcale nie ma znowu tak dużo. Ja to podziwiam tych, co przeczytali całego kanionka, a tych, co ze wszystkimi komentarzami, to podejrzewam o chorobę! Nie żeby zaraz psychiczną, skądże znowu, tylko taką wiecie, że z łóżka nie można wstać, nigdy ;)

  37. becia 22/10/2016 at 19:52

    Eee tam, samo się czyta.. jak się dobrze wsiąknie to nawet spać nie trzeba;)

  38. becia 22/10/2016 at 20:02

    Swoją drogą.. co u kózek Kanionku? Relację muszę zdać bo co wieczór córcia pyta- co u kózek Kanionka mamo?

    • kanionek 22/10/2016 at 20:13

      Eee… No nie wiem, czy to się nadaje dla dzieci, Becia. Bo widzisz, od wielu tygodni u kózek to samo – dupa mokra, ogonek jak śmigło helikoptera, i beeeeee!, niosące się po lesie. Ale córce możesz powiedzieć, że wszystkie księżniczki są zakochane :)
      Dzisiaj wartę przy Drucie Zakochanych pełniły: Kawka, Pippi, Małe Zło i ktoś jeszcze, nie pamiętam, bo mi się myli. Dzień w dzień ktoś beczy, jakby go ze skóry obdzierali.
      Ale tak poza tym – wszystko dobrze. Aha, może Twoja córeczka ma pomysł na imię dla córeczki Bożeny? Wiesz, tej najmłodszej. Tylko rozumiesz, nie może być zbyt słodkie, to imię, bo się inne takie Krychy i Ireny będą z małej nabijały :)

  39. becia 22/10/2016 at 20:17

    Córcia mówi, że może być po niej:) Małgosia znaczy się:) Ciii, wiem że słodko….Irenie powiemy że Gocha

    • kanionek 22/10/2016 at 23:50

      Gocha, córka Baryły – brzmi nieźle. Małżonek pewnie z czasem i tak przekręci na “Srośka” albo “Prośka”, ale na razie Twoja córka ma imienniczkę w koziarni :)

      • kanionek 22/10/2016 at 23:54

        O, i tym samym rozwiązał się problem z imieniem dla braciszka. Teraz to oczywiste, że Jaś!

        • ciociasamozło 23/10/2016 at 11:02

          Albo ” Sing-Sing nazywają go, bo ma w oczach coś takiego – samo zło”
          Sorry takie luźne skojarzenie z Małgośką ;)

  40. becia 22/10/2016 at 20:20

    A córci seks temat nie obcy- ostatnio na imprezie rodzinnej przy babci zabiła ojca swego pytaniem czy seks uprawiamy bo ona braciszka zamawia.. taaa..

    • kanionek 22/10/2016 at 23:48

      Ja sobie zamówiłam rodzeństwo, gdy miałam 4-5 lat, a później przez jakieś 20 lat tego żałowałam :D

  41. becia 22/10/2016 at 20:31

    Ja dziś tak na raty, bo wolno mi się myśli.. odwkurwiałam się koniaczkiem…
    Czemu kóz nie dopuszczasz choć czują wolę bożą a ty planujesz powiększenie stada?? Wykoty na końcówce marca to źle?

    • kanionek 22/10/2016 at 23:47

      Nie no, właśnie tak kombinujemy. Żeby na przełomie marca i kwietnia się koziołki rodziły, bo wtedy w wieku trzech tygodni będą już miały co skubać z zielonego, a jak się rodzą w lutym lub marcu, to zimno, szaro i do dupy. I dlatego Wielki Dopust planujemy na początku listopada. Nie wiem, jak Pacanek zniesie tyle szczęścia naraz…

  42. zeroerhaplus 23/10/2016 at 23:13

    Temat z gruchy: ktoś tu kiedyś sugerował, że moda męska robi się aktualnie deczko zniewieściała. No nie wiem…
    http://www.boredpanda.com/funny-1970s-mens-fashion/
    :D

    • kanionek 24/10/2016 at 01:41

      Ocurwa, owce w kratkę!
      A poza tym ja zauważyłam tylko tyle, że na bardzo wielu zdjęciach faceci są boso, więc jestem za!
      (serio, dopadła mnie nerwica wykrzyknika. Pomocy.)

      • zeroerhaplus 24/10/2016 at 10:30

        Źle wołasz. Powinno być “Pomocy!!!” :D

    • Iza 24/10/2016 at 11:19

      Jak to odzobaczyć???? Ktoś wie???

Dodaj komentarz

Podpis *
Email *
Witryna internetowa