Dziesięć w skali Ziokołka, czyli o kozich zaprzęgach i kurzej klątwie

A bosman tylko zapiął płaszcz

i westchnął: ech, do czorta!

Nie daję łajbie żadnych szans…

HEJŻE GLUJŻE! (buhahaha!)

Jeśli ktoś z Was się tam jeszcze biczuje w temacie “co ja robię ze swoim życiem”, to powiem Wam tyle: różne można obrać ścieżki kariery. Można, jak my, zapierdalać od świtu do nocy w kółko, jak nakręcany karaluch, a można też LEŻEĆ GODZINAMI i czekać, aż krecik wyjdzie z norki:

czekajac na krecika

I nazywać to pracą. Gamoń mówi, że jeśli wyrobimy mu wizytówki o treści: “Pan Gamoń – deratyzator i strażnik twojego ogrodu”, to on zarobi fuj pieniążków, usamodzielni się, kupi sobie eleganckie, małe kondo lub inne atelier, i będziemy go mogli cmoknąć w suchą karmę. Majka mówi, że jakoś słabo to widzi, ale ja mu zrobię z pięć wizytówek na próbę – a nuż faktycznie uda nam się go pozbyć? I jeszcze kartkę na święta wyśle, żeby w grudniu było coś prócz śniegu w skrzynce na listy? Niech mi jeszcze wolno będzie zauważyć, że dwie godziny później sytuacja wyglądała tak:

nadal czekajac na krecika

I trzy godziny później podobnie, ale uznałam, że dwa zdjęcia do portfolio deratyzatora wystarczą.

Tymczasem wczoraj z wieczora doznałam szoku, bo otóż spojrzałam niechcący w kuchenne okno, i co mi tam pokazało moje niegdyś szlachetne odbicie? Starcze ramiona! To znaczy owszem, jakieś mięso na nich jest, w końcu praca fizyczna robi swoje, ale jakoś tak bardziej po bokach wiszą mi takie miękkie fafle, jak u spaniela. Czysta zgroza i kara z zaskoczenia, bo niby jak to – w środku jestem wciąż taka sama, jak zawsze, a na zewnątrz SPANIEL? Stary, śliniący się, cały w wiszących faflach, sfafluniały Fafnucy? No ale potem przypomniałam sobie, że niedawno kupiłam w Lidlu trzypak skarpetek CHŁOPIĘCYCH, i one na mnie idealnie pasują, więc może tylko w ramionach się starzeję. Tego w każdym razie wolę się trzymać, a w okna po zmroku więcej nie patrzeć.

A teraz czytajcie uważnie, bo powiadam ku Waszej przestrodze. Nigdy, PRZENIGDY, nie przechwalajcie się przed żadną kurą, że jesteście w stanie wysiedzieć więcej jajek, niż ona. Żadna bowiem szanująca się kwoka nie puści takiej zniewagi płazem i wierzcie mi – zrobi wszystko, żebyście przegrali w tym konkursie. Żebym ja to wcześniej wiedziała, tobym sobie kaptur w usta wetknęła i jeszcze butem dopchnęła, a nie chlapała chełpliwym ozorem przy matce kurce, a tak – mam co chciałam. Z dwudziestu czterech jajek grillowanych w ulepszonym inkubatorze mam… dziewięć kurczaków. Dokładnie tyle, co kwoka za psią budą, ale to najprawdopodobniej jeszcze nie ostatnie kwocze słowo, bo dwa z tych dziewięciu kurczaków cherlawe jakieś, jakby wypisz wymaluj porządną klątwą w łeb dostały.

I teraz kwoka przechadza się po swoich włościach, wodząc za sobą dziewięć radosnych okazów zdrowia, i łypie na mnie okiem starej wiedźmy, zapewne śmiejąc się w głębi siebie do rozpuku, bo na zewnątrz kury się nie śmieją, a ja wiszę nad różową zagrodą, w której Siedmiu Wspaniałych i te dwa cherlawe poklątwia co chwilę domagają się nowej porcji żarcia, i na wszelki wypadek pasjami odmawiam kurzańce (kurzaniec to taki różaniec, tylko adresowany do kurzych bogów), bo mamy koniec sezonu i więcej inkubacji nie będzie.

Wracając zaś do tej łajby, co jej bosman nie dawał żadnych szans, to jestem już prawie pewna, że czas zacząć układać kozy do pracy w zaprzęgu. W poniedziałek 15 września pojechaliśmy z Wąskim na zastrzyk (przy okazji – Wąski jednak nie boi się weterynarza, tylko kafli. Zastrzyku znów nawet nie zauważył, ale po korytarzu wyłożonym kaflami trzeba go było przesuwać, bo przywarł do podłogi całym podwoziem i zesztywniał na kształt tych naszych betonowych lwów), a zaraz po zastrzyku na pocztę, nadać przesyłkę z serem. W dalszych planach mieliśmy cotygodniowe zakupy oraz przeczołganie Wąskiego po mieście, żeby nabrał ogłady i nowych horyzontów (oswajanie z nowymi bodźcami ma na celu uzmysłowienie Wąskiemu, że świat jest całkiem duży, wiele się w nim dzieje, a Wąski nie musi się koniecznie tym wszystkim zajmować), ale Gwiazdolot miał plany całkiem odmienne, i gdy tylko ruszyliśmy spod poczty, plany swe zrealizował.

Mówiąc krótko – ledwośmy się włączyli do ruchu, gdy na środku skrzyżowania dupnęło, pizgło, i koniec jazdy. No prawie koniec, bo rozpędem zdążyliśmy jeszcze wjechać w boczną uliczkę, a w bezpieczne miejsce postoju pomógł nam dopchać Gwiazdolota przygodnie napotkany osobnik w dresie. Jak się później okazało, pizgnęła tylna półośka, a że Gwiazdolot ma napęd na tylne koła i do tego wynalazek zwany dyferencjałem, to się skończyło przeniesienie napędu i nasze zakupy. Do domu wracaliśmy furą zaprzyjaźnionego mechanika wioskowego, co to naprawia różne stare i ciężkie sprzęty – ja z Wąskim z tyłu, podziwiając wystrój wnętrza (m.in.: podeszwa od dziecięcego sandałka, skrzynka po piwie, niedojedzony pączek, rozmaite torby foliowe, urwana klamka, i przede wszystkim – urocza choinka zapachowa zawieszona na lusterku, a na choince mazakiem wyryty napis: JOLU-NIA. Przeniesiony, bo się cały w jednej linijce nie zmieścił. I pod napisem narysowane serce), a małżonek za sterami holowanego Gwiazdolota.

Wąski dyszał mi w twarz i chrzcił obficie śliną moje przedostatnie czyste spodnie, JOLU-NIA huśtała się wesoło przed moimi oczyma, gdy sprowadzony z Anglii gratobus równie wesoło podskakiwał na wybojach lokalnej, niezbyt szerokiej drogi (kierowca z jakichś powodów nie chciał ryzykować spotkania z Policją, więc trzymał się dróg tak przez świat zapomnianych, że drzewa rosnące w skrajni jezdni układały sobie na niej pasjansa z liści łopianu), aż tu nagle znów – pizd, bum i brzdęk! Urwał się hak holowniczy w Gwiazduniu, aż mu z wrażenia tablica rejestracyjna odpadła, porywając za sobą kawałek wiernego zderzaka. Śmy się zatrzymali, Wąski wetknął mi ogon w oko i zaplątał się w linkę, a JOLU-NIA tylko się śmiała, i śmiała, i śmiała, mało jej serce z mazaka nie pękło. Nie wiem, do czego panowie ostatecznie przyczepili linkę holowniczą, aleśmy w końcu ruszyli, do końca podróży jadąc już tak wolno, że daję słowo – widziałam, jak na drzewach liście żółkną.

No i miało być krótko, ale na wspomnienie tej podróży tak się wzruszyłam, że nawet w tej chwili mam ochotę iść i łyknąć ze dwie Solpy, choć mnie akurat teraz głowa nie boli. Odruch Pawłowa chyba. No w każdym razie chodzi o to, że Gwiazdolot zaczyna wyglądać gorzej, niż moje fafle, i niechybnie zbliża się kres jego świetności, czyli żywota. Bo Gwiazdoloty są świetne przez CAŁE życie, a na końcu jest od razu zgon, bez etapów przejściowych. I w związku z tym co mi pozostanie, jak nie kozie zaprzęgi? Tak się zaś świetnie składa, że kozy już teraz mają okazję potrenować biegi długodystansowe, a wszystko dzięki Wąskiemu.

Jakiś tydzień z okładem wstecz, sterczę sobie w kuchni robiąc coś tam, czy może coś tam, odruchowo spoglądam przez okno i widzę, że kozy lecą z zachodu na wschód, ścieżką wzdłuż stawu. Szybko lecą, jakby przed czymś uciekały, co trochę mnie dziwi, bo one boją się tylko helikoptera, a akurat nic nie słychać. No nic, myślę sobie, i wracam do garów. Za chwilę SŁYSZĘ, jak lecą, wyglądam przez okno, i faktycznie – lecą na złamanie karku, tym razem ze wschodu na zachód, aż im się za tyłkami kurzy. NO NIC, myślę znów, pewnie sobie jakąś nową zabawę wymyśliły, po tym, jak już doszczętnie wykończyły pomost nad stawem i piękny żywopłot z tych żółtych krzaków od wschodu. Kiedy usłyszałam tętent racic i ujrzałam kolorowy kalejdoskop przemykających za płotem kóz po raz trzeci, dotarło do mnie, że coś jednak jest nie bardzo i wybiegłam z domu nad staw. Dokładnie w tej samej chwili, biegnąc od północnej ściany lasu, dotarł nad staw zdyszany małżonek, a chwilę później – tak, zgadli Państwo, zdyszany tabun zawracających już kóz i – tego już mogliście nie przewidzieć – Wąski! (i jak ja mam żyć bez paracetamolu? JAK?)

Co się okazało. Małżonek, który zabrał Wąskiego na spacer do lasu, postanowił zrobić pieseczkowi takie małe święto, na okoliczność że pieseczek zrobił się bardziej kontaktowy i zaczął sprawiać wrażenie takiego, co to wraca na zawołanie. Spuścił więc Wąskiego ze smyczy, i w tej samej chwili wrażenie w zakresie wracania na zawołanie prysło, a wraz z nim prysnął i Wąski. Prościutko do domu, a raczej w okolice domu, gdzie dokładnie wiedział, czego szukać, i oczywiście znalazł. Najpierw więc próbowalismy złapać Wąskiego. HA, HA, HAHAHAHAHA. Później dotarło do nas, że Wąski TEŻ ma problem, bo co mu się wydaje, że już, już prawie dogonił cel, to cel mu się nagle rozmienia na drobne i rozbiega w różnych kierunkach! Obserwowaliśmy przez chwilę zmagania Wąskiego z kozią odmianą szrapnela, rozprawiając jednocześnie o tym, że w końcu to jest owczarek, on ma to w genach, i że być może właśnie tego mu trzeba do rozładowania baterii, i kto wie – może właśnie w ten sposób oswoi się z kozami i z biegiem czasu nie będzie na ich widok reagował emocjonalnie. No i że może kozom też się przyda trochę sportu, żeby się wyrobiły na wypadek realnego zagrożenia (Wąski był jednak w kagańcu, a my w pogotowiu, więc teoretycznie sytuacja była pod kontrolą), i że nigdy nie wiadomo, kiedy te parę dodatkowych mięśni im się przyda. No i my tak sobie gdybaliśmy, a oni tak sobie biegali:

eksperyment eksperyment2 eksperyment4 eksperyment3

I wyobraźcie sobie, że kozy zaczęły po kilku minutach zdradzać wyraźne oznaki zmęczenia, a Wąski wydawał się prawie jak nowy! Owszem, z jego płuc dobywała się niepokojąca muzyka, jak ze źle nastrojonej harmonii, a gdy udało nam się go w końcu przechwycić, walenie jego serca można było wyczuć trzymając go tylko za obrożę, ale tak poza tym Wąski był gotowy biec dalej i przypuszczam, że biegłby tak długo, aż dotarłby do mety z napisem “Koniec i nagła śmierć”. Nie wiem, ludzie twierdzą, że owczarki są inteligentne. NO NIE WIEM. Uziemiliśmy naszego inteligenta na chwilę, i można mu było zrobić takie urocze zdjęcie:

przerwa

A gdy kozy doszły do siebie, poszliśmy za ciosem i postanowiliśmy dokończyć eksperyment. Chcieliśmy, nie – pragnęliśmy w końcu zobaczyć Wąskiego spokojnego i pogodzonego z tym, że odtąd będzie żył wśród innych zwierząt. Chcieliśmy wreszcie zobaczyć, jak sam odpuszcza, kładzie się na trawie i odpoczywa, jak normalny pies, bo do tej pory nie widzieliśmy Wąskiego inaczej, jak tylko w ciągłym napięciu i gotowości do ataku, Wąskiego skaczącego, wijącego się, skamlącego, walczącego z kagańcem itd.

Gdy więc kozy trochę odpoczęły i znów zbiły się w stado, puściliśmy Wąskiego wolno, choć nadal w kagańcu. I wtedy właśnie Tradycja rzuciła mi spojrzenie, które mówiło: “wiesz co, Kanionek? Ze wszystkich twoich głupich pomysłów ten jest najgłupszy, i otrzymuje dziesięć punktów w pięciostopniowej skali”. Ja jej na to rzuciłam spojrzenie mówiące, że to jest bez sensu, te dziesięć punktów, jeśli skala ma tylko pięć stopni, a ona mi znowu, że tu bardziej chodzi o “sensu”, niż “stricto”, a ja jej, że to tym bardziej, a nawet stricte bez sensu, i tak byśmy sobie żonglowały dalej tą łaciną, gdyby nie to, że Irena wpadła na bardzo oryginalny pomysł. Mianowicie ubzdurała sobie, że kozy szybciej podróżują wodą, niż lądem, i – czując na plecach oddech Wąskiego – salwowała się ucieczką do stawu. No i cóż ja mogę Państwu powiedzieć, a potwierdzi to sama Irena – kozy nie są wybornymi pływakami.

Nastała chwila grozy. Wąskiemu może też nie było zbyt łatwo, bo dogonił Irenę pośród bujnej, wodnej roślinności, w której jednak plączą się łapy, ale mimo wszystko Irena na chwilę znalazła się pod wodą. Chwila grozy trwała może sekundę, bo małżonek nie zastanawiał się zbyt długo – błyskawicznie zrzucił spodnie, buty i koszulę, i rzucił się w odmęty, odciągając Wąskiego na brzeg, a ja już tylko pomogłam wyjść Irenie. I choć nikomu nic się nie stało, to Tradycja miała rację i eksperyment, oznaczony etykietką “do dupy”, nie został już więcej powtórzony. A Irena dość szybko wyschła i – na pozór – zapomniała o całej sprawie, choć nie spodziewam się, by kiedykolwiek miała się zaprzyjaźnić z Wąskim.

A tak a propos odporności Wąskiego na przemoc bezpośrednią i wrzeszczane środki perswazji: wczoraj wieczorem stoczyłam z Wąskim walkę na kompostowniku, powykręcałam sobie palce, zmokłam, upieprzyłam spodnie i bluzę w błocie i gnoju, i obiecałam Wąskiemu, że skończy w bigosie, bo jest zwykłą świnią. A od początku to było tak: wieczorem, już po zmierzchu, poszłam ostatni raz wydoić Ziokołka i pozamykać kozy. Atos, Laser i Majka w domu. Kury dawno w kurnikach. Gąski i kaczka zamknięte na małym wybiegu. Wąski w kagańcu psychopaty biegał luzem po podwórku. Ciemno, zimno, mżawka. Ledwie skończyłam doić, koza jeszcze na szafocie dojadała ostatnie ziarenka owsa, gdy na małym wybiegu rozpętało się piekło, a dokładniej – usłyszałam paniczne wrzaski gęsi i kwakanie kaczki, łopot skrzydeł i dyszenie naszego osobistego H. Lectera. Nie wiem, jak wlazł na ten wybieg, z wrażenia nie złapałam nawet latarki, i tylko po odgłosach walki trafiłam między żywopłot a kompostownik, gdzie Wąski już zdążył przydusić gęś do ziemi i próbował ją całkiem rozmontować, tylko kaganiec mu przeszkadzał. Złapałam go za wszarz i siłą woli wspomaganą adrenaliną (bo przecież nie tymi faflami!) wytargałam opierającego się gnojka zza kompostownika, a ponieważ gnojek chciał natychmiast wracać i dokończyć dzieła – rzuciłam go na ziemię i na nim usiadłam, bo nie umiem podejmować racjonalnych decyzji w chwili stresu i zagrożenia. Siedząc na Wąskim i wbijając mu pazury w kark, tłumaczyłam pieseczkowi, że jest ostatnią mendą, a pieseczek w dupie miał tak moje na nim siedzenie, jak i całą rozprawę o dobrym wychowaniu, i tylko łypał na drepczącą nieopodal kaczkę, która też była w szoku i nie bardzo wiedziała, co ze sobą zrobić. Łypał i dyszał żądzą zniszczenia, a ja czułam, jak zimne błoto z kompostownika przesiąka przez materiał spodni i zaczyna mi lizać golenie. Po kilku minutach wstałam i wyprowadziłam wciąż szarpiącego się Wąskiego poza teren małego wybiegu, bo Ziokołek zaczynała już smętnie pobekiwać na dojalnicy. Zamknęłam za sobą furtkę, rzuciłam Wąskiemu kilka miłych obietnic na odchodne, i poszłam odprowadzić Tradycję do koziarni.

Ledwie zgasiłam światło i zamknęłam za sobą drzwi – znów to samo! Wrzask gęsi, kaczka odbijająca się z łomotem od siatki ogrodzeniowej, i kotłowanina za kompostownikiem. Deża wu, kurwa jego wąska mać. Tym razem byłam już z latarką, chwyconą podczas przelotu przez warsztat, więc przynajmniej nie musiałam się martwić, że rozdepczę spanikowaną kaczkę. No i tym razem jak pieprznęłam Wąskim o ziemię, to ziemia aż jęknęła (wiem, gniew jest złym doradcą, a złość piękności szkodzi, ale mnie ten Wąski NAPRAWDĘ już wtedy wyprowadził z równowagi), poświeciłam mu latarką w oczy, jak na porządnym przesłuchaniu, i obiecałam, że skończy w bigosie. Bardzo, NIEZWYKLE wręcz się tym przejął, obiecał przeprosić kaczkę, a gąsce nazbierać bukiecik stokrotek. W moich snach! Wąski jest z zawodu mordercą, koniec, kropka, i bigos na wąskiej golonce. No i tak to. Jemu z tej przygody pozostało uczucie lekkiego niedosytu, mi – mokre i brudne ciuchy, drżące jeszcze przez kilka minut ręce i świadomość porażki.

I tak się wyczerpałam emocjonalnie samym nawet pisaniem o Wąskim, że już więcej kasa nie wyda, więc na koniec zaserwuję Wam tylko kilka zdjęć. Parę dni temu udało mi się wyrwać wolną godzinkę z harmonogramu robót i jeszcze przed zmierzchem zabrałam kozy na soczystą koniczynę:

kozy na łące 1 kozy na łące 2 kozy na łące 3 kozy na łące 4 kozy na łące 8 kozy na łące 7 kozy na łące 6 kozy na łące 5 kozy na lace - Lucek kozy na lace - fajne chmurki na lace kozy na lace - zmierzch

Lucek wygląda jak rasowy Lucyfer i aż trudno uwierzyć, że na początku swego żywota był bardziej biały, niż czarny. A tak poza tym – raczej bez zmian.

Bozena filozofuje pomidorki ratatouille Pan Kotek

PS. A z listonoszem ucięliśmy sobie ostatnio miłą pogawędkę połączoną z tournée wokół jego samochodu – zostały mi pokazane wszystkie odpryski, wgniecenia i zarysowania, przy czym tylko jedno powstało wskutek cofania na parkingu (“jakiś kretyn mnie zastawił”), a piętnaście pozostałych zrobiły pieseczki. Kochane, wsiowe burki. Za co psy tak nienawidzą listonoszy? Najbardziej zaimponowały mi dziury po kłach w zderzaku, a listonoszowi – Laser, który potrafi podskoczyć tak wysoko, że jest w stanie przejąć kopertę podawaną ponad skrzydłem bramy.

231 thoughts on “Dziesięć w skali Ziokołka, czyli o kozich zaprzęgach i kurzej klątwie

  1. zeroerhaplus 29/09/2015 at 04:58

    No pacz, czasem się opłaca wstać wcześnie ;) Choć muszę przyznać, że czytanie wpisu „na Kanionku” bez komentarzy pod spodem jest jakieś… dziwne :)

    „Majka mówi, że jakoś słabo to widzi” – czy to wypada się zaśmiać głośno?

    Ale największe wrażenie zrobiły na mnie kozy. Bo to niby one rosną, niby czas mija, ale jak zobaczyłam te małe pimpki sprzed paru miesięcy w stadzie, co tu dużo mówić, bardzo dorodnych kóz… oje. To nawet Twoje fafle się chowają, Kanionku :)

    A pomidory masz, moja droga, bombowe!!!

    Za hejżeglujże podejrzewam, że jako jedyna nie będę się burzyć, bo nijak mi się to żeglujże przyczepić nie chce. No ale jak komuś po łbi łazi taka pariazita:
    https://www.youtube.com/watch?v=Xsdf_AUjfA4
    (pierwsza minuta to wstęp, ostrzegam)
    , to raczej marne ma szanse na kulturalne żeglujże. A tylko raz mendy posłuchałam. Ciekawa, kurna, byłam, co to. Za ciekawość należy czasem być ukaranym, ale tak?!???
    Nawet po nocach się śni. Ech…

    • kanionek 30/09/2015 at 02:15

      Wypada, wypada się zaśmiać :) Majka nic sobie nie robi ze swojej ułomności, w dodatku wydaje jej się, że jeśli ona nie widzi, to my też jej nie widzimy, gdy np. próbuje coś ukraść :D I czasem się z niej nabijamy, ale tak dobrodusznie, bo niemożliwie zabawny z niej rosomak.

      Ooo, mówisz, że WIDAĆ, że urosły? Bo ja je widzę na co dzień i wciąż wydają mi się takie małe :) Zwłaszcza te kolorowe, bo córka Tradycji jest oczywiście, na wzór matki, całkiem już sporym kredensem :D
      A ode mnie hejżeglujże nie może się odczepić! Gorzej – przygruchało sobie tę nutę o bosmanie, i teraz mną bujają na zmianę, do pierwszych objawów choroby morskiej. Serio, który to już tydzień ja tak żegluję?

  2. diabel-w-buraczkach 29/09/2015 at 07:50

    To teraz sobie wyobraz, ze Noe w tej calej arce mial to samo tylko jeszcze do potegi którejstam ;) Musial chlop miec nerwy, co?
    Ale sliczne malinówki!!! i sliczne kozy w koniczynce. A przy tym stawie to mi serce stanelo…

    • kanionek 30/09/2015 at 02:08

      No wiem! Szkoda tylko, że tak był chłop zarobiony, że przez nieuwagę wziął dwa samce jednorożca :-/
      Przepraszam za malinówki… Wiem, że uwielbiasz, a podróży za granicę na pewno nie przetrwają. A w tym roku na jednym krzaku porosły mi takie wielkie, że się na dłoni nie mieszczą! Tylko szkoda, że połowa jeszcze zielona :D

  3. zośka 29/09/2015 at 09:03

    Co tam masz w tej patelni? Smakowicie to wygląda. Na moje jedno zdrowe, a drugie kaprawe oko, to jest to jakieś leczo warzywne. W kwestii Wąskiego powiem tyle, że jak tylko żem go zobaczyła, tom od razu stwierdziła, że będę go omijać łukiem, nawet jak jest uwiązany, pamiętasz? I co? miałam rację, toż to jakiś psi TERMINATOR czy inny ROBOKOP! Pomijając wszystko , jest to naprawdę piękny pies i na żywo wygląda jeszcze lepiej. I cały czas mi chodzi po głowie, że koty by go wychowały:)).

    • kanionek 30/09/2015 at 02:04

      Żeby w patelni! To jest sześciolitrowy garnek, a w nim ratatuj, czyli ratatouille :) Podstawą jest patison, reszta to marchewka, cebula, seler, papryka, czosnek i przyprawy, a w przepisie, który ja znam od dzieciństwa, występuje też nać selera (nie seler naciowy, tylko właśnie nać zwykłego selera i żadna inna), bez której ratatata dla mnie nie istnieje i dlatego zawsze mrożę sobie nać selera na zapas. Oraz suszę, na wypadek gdyby mrożonej zabrakło ;) Zrobiłam z pięc litrów (to jedno z moich bardzo, bardzo ulubionych dań), i większość zamknęłam na gorąco w słoikach. Może dotrwają do następnej wizyty Mamy :)

      No i na swój własny użytek koty już Wąskiego wychowały, ale jakoś nie chcą stawać w obronie drobiu, kóz, ani psów. Koty już takie są – każdy się martwi o siebie.

      • mitenki 30/09/2015 at 20:18

        Twoje ratatata znam w wersji z cukinią i fasolką w strąkach zamiast selera. Nazywa się to peperonata (ponoć rodem z Meksyku). Może być z z podsmażoną kiełbaską lub mięsem, ale najlepsze z samych warzyw :)

        • kanionek 01/10/2015 at 01:57

          Też fajnie brzmi. Lubię takie dania i ubolewam nad tym, że małżonek nie tknie „czegoś takiego” za nic w świecie. I jeśli chcę zjeść cokolwiek z dodatkiem pomidora, papryki, czy cukinii, to muszę robić coś innego dla niego.

  4. Ynk 29/09/2015 at 09:09

    Oj, oj. Po tym eksperymęcie pewnie wydoiłaś z Ireny i Ziokołka gotowy ser ? I to od razu przyprawiony. Na ostro.

    • kanionek 30/09/2015 at 01:55

      A wiesz, że tego mniej więcej się spodziewałam? Ale nie, mleko było jak zawsze, tylko kozy miały opory przed wchodzeniem na dojalnicę. Nadal zresztą za każdym razem bacznie się najpierw rozglądają, potem wskakują, żrą te ziarka w przyspieszonym tempie (a ja coraz szybciej muszę doić), w tył zwrot i już ich nie ma :D A przedtem lubiły dłużej zamarudzić i policzyć muchy na belkach stropowych.

  5. MagaZ 29/09/2015 at 09:53

    Ten tekst o odżelazianiu wrzuciłam do forum pod poprzednim wpisem , może wam się przyda .
    Mam w domu też taka miłośniczkę rozkładania na części kur , ale udało mi się w końcu zapanować nad jej chęciami i czasami tylko widzę jak łypie okiem w bok i kłapnie paszczką , na razie tylko w powietrze . Ale to mikrus przy wąskim .

    • kanionek 30/09/2015 at 01:47

      Dziękuję, MagaZ :) Tak, jak napisałam Izabelce, u nas Laser był zawsze tym najbardziej problematycznym psem i np. nauka życia z kurami zajęła mu około miesiąca, ale Wąski to jeszcze inna bajka. On ma w sobie ten pierwiastek niezależności i obojętności, którego nie ma Laser. Laserowi bardzo na naszej aprobacie zależy, i na pieszczotach, i na miseczce, i na kołderce… A Wąskiemu nie zależy na niczym. Sam sobie sterem, bosmanem i turbiną napędową, a my to jakieś pajace, które mu przeszkadzają w mokrej robocie ;)

  6. Izabelka 29/09/2015 at 09:53

    Czyta się rzecz jasna, jak z bicza trzasnął, narracja jak w hollywoodzkim pościgowcu. :-D
    Jedna mię kwestia zastanowiła, czy pole koniczyny do Was należy? Bo wygląda na zagospodarowane…

    Taki bliźniak Wąskiego u jednego mojego wuja orzechy włoskie łupał i zjadał, bo bardzo je lubił. Co do wychowania psów i koegzystencji z ptactwem domowym się nie wtrącam, nie mam bladego pojęcia jak takie towarzystwo wychować, chociaż mniemam, ze można. Może być też tak, że ten jeden jedyny pies nie da się ułożyć i zawsze będzie chciał sobie „popolować”. Who knows?
    Serdeczności!

    • kanionek 30/09/2015 at 01:41

      Łii, orzechy włoskie to u nas Laser łupie (jako jedyny wśród psiej ferajny zainteresowany alternatywnymi źródłami białka), i bardzo umiejętnie wydłubuje zawartość :) A łąka nie nasza, ale o tej porze roku facet już nie kosi, a kozy zabieram tam ze trzy razy do roku, od święta. W ciągu jednego przemarszu nie zeżrą nawet tyle, co jedna porządna krowa w godzinę, więc chyba nikomu nie dzieje się krzywda. Chcieliśmy w mijającym już sezonie skosić i z lekka przebronować te nasze porośnięte chwastem ugory, i może w następnym zasiać lucernę, czy coś (kozy uwielbiają), ale nie mieliśmy pojęcia, że tak trudno będzie znaleźć chętnych z odpowiednimi maszynami! Nic się nikomu nie opłaca, ale to już długa historia, a ja zaraz zasnę :)

      Wiesz, kiedyś wydawało nam się, że Laser zamorduje nam wszystkie kury, albo że nigdy nie da się go pogodzić z innymi psami, że nie wspomnę o kotach, itd. Teraz widzimy, że Laser przy Wąskim to jest baranek boży i zajączek wielkanocny. I może być tak, jak mówisz – że Wąskiego nie da się „naprawić”, a ze względu na jego gabaryty praca z nim jest dodatkowo trudniejsza i bardziej niebezpieczna, niż z małym pimpkiem :-/

  7. ciociasamozło 29/09/2015 at 10:48

    No proszę! komcie pod poprzednim wpisem nie dobiły do dwusetki a tu już nowa strawa dla wielbicieli :) I zdjęcia!!!
    Jak Gamoń Gonzales, darmozjad celebrtyta, kot zen, bedzie potrzebował menadżera tudzież kogoś do czyszczenia kuwety i obsługi miski w tym swoim kondo czy innym atelier to jestem zainteresowana posadą. On faktycznie ma ogromny potencjał gwiazdorski :))))
    Waski jest pieprznięty niewąsko (jaka profesjonalna diagnoza, nie?). Nie miej Kanionku wyrzutów sumienia z powodu jego uziemienia. Czasem potrzebny jest większy młotek! Jak on wchodzi w tryb polowania to inaczej go nie zatrzymasz.
    Ale widzę postęp :) Wąski leży, smycz luźna, kozy obok. Czyżby wzrok tego terminatora skupił się w tym momencie na innej ofierze?

    Przy okazji Bułka pozdrawia Atosa. Chciała mu się pochwalić, że oskubała z listków cały krzaczek mięty na balkonie i potem puściła miętowego pawia. A następnego dnia zeżarła kilka orzechów razem z zielonymi łupinami (i też zwróciła). A w sobotę, w lesie najpierw rozdeptywała grzyby a potem wypanierowała się w padlinie więc kazali jej kapać sie w rzece (fajne :)) a potem wymyli mydłem (niefajne :( ). Generalnie, mimo mydła, ostatnie kilka dni uważa za całkiem udane.

    • kanionek 30/09/2015 at 01:30

      W sprawie posady Gamoniowego padawana – Gamoń mówi, żebyś wysłała CV i list motywacyjny, ze zdjęciem, odciskiem łapy i funtem kłaków, a może, MOŻE rozpatrzy. Jak będzie miał czas. A czasu nie ma za wiele, bo ktoś MUSI zdybać krecika (swoją drogą – krecik wywalił już na wierzch ze dwie ciężarówki ziemi, i zaplanowałam sobie wywieźć tego kilka taczek do ogrodu, razem z gruzem i kamieniami, które wykopaliśmy z ziemi przy okazji kładzenia systemu odprowadzania deszczówki, i usypać w najbardziej nasłonecznionym miejscu taki specjalny kopiec dla oregano. Bo ono podobno lubi ubogie i kamieniste grunty, a u mnie wszędzie nadmiar składników odżywczych. Może zdążę z tym kopcem przed zimą).

      No właśnie to był JEDYNY taki moment w życiu Wąskiego, gdy na chwilę wyluzował. Moment trwał tyle, ile definicja momentu przewiduje, czyli krótką chwilkę ;)

      Och, Atos jest wniebowzięty i dziękuje za pamięć i gratuluje miętowego pawia! Droga Moczna jest cały czas ulepszana, i gdy Atos będzie już naprawdę zadowolony z efektu, wyśle Bułce zdjęcie oprawne w stosowną ramę :)

  8. pluskat 29/09/2015 at 17:08

    Straszne rzeczy sie dzialy. Moze by temu Waskiemu skrepowac nozki, zeby wyrownac szanse Bozenie. Bozena tez moglaby nauczyc go moresu. Nie ustawajcie jednak w wysilkach, najpierw kozy potem drob. Moze troche sie uspokoi, jak mu testosteron opadnie?
    Mam nadzieje, ze drugi samochod jezdzi? Znam ten bol, kiedy wierny grat odmowi posluszenstwa.
    Piekne swiatlo na zdjeciach o zachodzie.

    • Ola 29/09/2015 at 17:18

      Piękne światło i to zdjęcie z kozimi pycholami superzaste!

      • kanionek 30/09/2015 at 01:10

        Dziękuję, choć to czysty przypadek. Na zdjęciu są Irena i Krówko – córka urodą bije mamusię na głowę :) Irena oczywiście jest piękna, ale Krówko wygląda, jakby ją ktoś z japońskiej bajki wyciął. Takiej ładnej bajki, nie o żadnych krwiożerczych maszynach, czy coś.

        • Ola 30/09/2015 at 14:13

          no i jak to jest, Irenka rogów nie ma, a Krówko rogata…

          • kanionek 01/10/2015 at 02:16

            Ano losowo :) Irena nie ma również brody, a Bożena ma wszystko, jak Conchita Wurst. Ciekawa jestem, czy kiedyś w przyszłości, któreś z dzieci Tradycji będzie miało rogi.

    • kanionek 30/09/2015 at 01:20

      Nie ustajemy, ale powiem szczerze – nasza wiara słabnie. Ten pies jest jak zaprogramowany i nie ma do niego pilota :-/
      A drugi samochód nie jeździ od baardzo dawna – po pierwsze coś mu przeraźliwie stuka i chrobocze w brzuchu, a po drugie – dwa samochody na chodzie miały sens wtedy, gdy obydwoje pracowaliśmy, każdy gdzie indziej. Teraz drugie OC to już dla nas zbytek, a naprawa tego chroboczącego problemu na razie odroczona ze względu na cięcie kosztów. Mój Gwiazdolot jest więc jedynym sprawnym środkiem lokomocji (tak, już naprawiony, i tylko 550 zł poszło, a małżonek mówi, że to i tak tanio).

      A co do krępowania nóżek :D Weź i spróbuj. Wąski jest jak ten magik, co się pod wodą z łańcuchów wyplącze. No chyba, żeby go całego taśmą… W stylu „na mumię”. POMYŚLĘ o tym!

  9. pluskat 29/09/2015 at 17:09

    szanse Irenie oczywiscie

  10. pluskat 29/09/2015 at 17:09

    chyba szanse Ireny ?

  11. Ola 29/09/2015 at 17:26

    Ale zaraz? Na pierwszym pościgowym zdjęciu, ta wielka i przeraźliwie rogata bestia, to byłby Andrzejek? Ten koziołek malutki, co to po kątach się chował?

    • kanionek 30/09/2015 at 01:07

      Tak, to on :) Małżonek mówi na niego „żyrandol”. Rogi ma tak potężne, że czasem ma problem przejść między drzewami. Ale w środku nadal jest malutkim koziołkiem, zawsze przychodzi się „pomiziać” i wprost uwielbia drapanie za uszkiem.

      • Ola 30/09/2015 at 01:39

        może on jest z muflonem skoligacony???

        • kanionek 30/09/2015 at 02:18

          A kto go wie, może? Jak Andrzeja zapytać o dziadka, to jakoś tak odwraca głowę i zmienia temat, więc kto wie… Może muflon, może teflon, byle nie żołnierz Wehrmachtu ;)

  12. pluskat 29/09/2015 at 17:28

    Ramiona masz ok, a fafle zwane pelikanami lub tereskami sa powszechna przypadloscia.
    https://www.youtube.com/watch?v=WU_mMuCZab8

    zartowalam :) ale to od 7.30 mozna robic w lozku

    • kanionek 30/09/2015 at 00:59

      Nie liczy się. Ona ma piętnaście lat! Niech pokażą kogoś, kto ma pięćdziesiąt, i wywija tymi hantlami, a fafle chowają się ze wstydu do szafy.

      • ciociasamozło 30/09/2015 at 10:15

        W serialu „Ally McBeal” był taki jeden, dla którego pelikany były fetyszem :)
        A na serio, to sądzę, że pelikany Kanionka były efektem krzywej szyby kuchennej, więc bez paniki proszę. Na przyszłość – polecam przeglądanie się w zaparowanym lustrze, bez soczewek i bez okularów. Ja tak robie i mam gładką cerę i młode ciało ;P

        • kanionek 01/10/2015 at 02:24

          :D Ja mogę nawet w okularach, bo stare już są i za słabe o jakieś 1,5 dioptrii. I faktycznie, gdy zakłądam na wieczór okulary, to i małżonek jakiś taki ładniejszy ;)

  13. hanka 29/09/2015 at 18:12

    Do zaprzęgu to nie kozy szykuj tylko Wąskiego skoro ma taki nadmiar energii.

    • kanionek 30/09/2015 at 00:57

      No nie, Wąskiemu już obiecałam, że skończy w świątecznym bigosie ;)

      • mitenki 30/09/2015 at 10:29

        Ale zanim trafi do bigosu, niech popracuje ciężko łobuz jeden kudłaty.

  14. Aga 29/09/2015 at 21:52

    Uwielbiam Gamonia, chętnie weszłabym z nim w spółkę. Jest moim guru za dystans do siebie (liść kapusty),za szacunek do właściwych proporcji między pracą a wypoczynkiem, za tajemniczo-drapieżne alter ego. Uwielbiam :-) Gdybym wiedziała, że moje sery Wam takiego kłopotu narobią, pieszo bym po nie przyszła. Bo warto!

    • kanionek 30/09/2015 at 00:56

      Sery niewinne :) I tak mieliśmy do załatwienia weta i zakupy, a Gamoń to i nam imponuje :) Zapomniałaś jeszcze wspomniec, jak on pięknie potrafi udawać bezbronnego biedulinę, robiąc to swoje „i-i-i” (nadal nie miauczy) i paczając tymi wielkimi, zielonymi gałami. I odwraca się na grzbiecik, okazując puszyste, bezbronne, bielutkie podbrzusze. I tylko gdy nikt nie widzi, Gamoń taszczy w krzaki jakieś półtusze wołowe, zapewne klnąc jak szewc i spluwając z pogardą ;)

  15. Slawinia 29/09/2015 at 22:57

    Wąski niezły psychol. Szkoda, że Wasze kozy to takie pacyfistki, pomimo posiadania rogów uzytku z nich nie zrobią.
    Aż prosi sie się taki mały odwet porożem.
    Postraszyć chociaż..

    • kanionek 30/09/2015 at 00:50

      No właśnie! Może nie zdają sobie z tego sprawy, a może instynkt ofiary jest silniejszy. Andrzej nie ma oporów, żeby walić rogami w drzwi, aż klamka odskoczy (albo całe drzwi się rozlecą), ale jakoś nie wpadł na pomysł przywalenia Wąskiemu. A tymi rogami mógłby mu zrobić guza, który nie zszedłby do Bożego Narodzenia.

  16. cornick 30/09/2015 at 00:21

    Ja nie rozumiem Kanionku, to znaczy, że Wąski sobie tę furtkę otworzyć potrafi? czy podkop robi? czy przeskakuje? I co? tylko kozy i drób tak gnębi? a koty czy pozostałe wasze psy? Ojej, chyba nie polubię Wąskiego, chociaż wiem, że nie on tu zawinił :(
    Za to kotecek czarny jaki cudny na samochodzie.
    Kołysał nas zachodni wiatr,
    Brzeg gdzieś za rufą został.
    I nagle ktoś jak papier zbladł:
    Sztorm (Wąski) idzie, panie bosman!

    • kanionek 30/09/2015 at 00:42

      Kwestię furtki już rozgryźliśmy – jest zamykana na haczyk ulokowany tak mniej więcej w połowie wysokości skrzydła. Jeśli Wąski mocno na nią naparł od dołu, to mógł się przecisnąć przez powstałą szparę. I oczywiście gnębiłby wszystkich, gdyby mógł. Może nie wyjaśniłam tego dokłądnie, a w dodatku część informacji została rzucona w komentarzach, a nie na stronie głównej: Wąski biega luzem tylko wtedy, gdy nasze psy są w domu, a drób w małej zagrodzie. Innymi słowy – wyprowadzamy psy na zmianę, i gdy biega nasza stara trójka, to Wąski jest w warsztacie (i atakuje drzwi z siłą niedźwiedzia, wyjąc, warcząc i ryjąc pazurami). „Wspólne spacery” z Wąskim i Majką wyglądały tak, że z nas lały się siódme poty (weź utrzymaj w ryzach Wąskiego), a Majka była w końcu tak zestresowana, że odgryzła się na paru przedmiotach w domu, a ostatecznie całkiem odmówiła współpracy, czyli właśnie tych spacerów, które miały być dla Wąskiego terapeutyczne. Kilka prób zapoznania Wąskiego z Atosem – najpierw nadzieja, bo Atos jest mądrym psem i w lot łapie mowę ciała drugiego psa, a potem już tylko zniechęcenie, bo za każdym razem dochodziło do zwarcia obu psów (Wąski zawsze w kagańcu, nie wiem, czy powtórzyłam to wystarczającą ilośc razy, ale bez kagańca ten pies miałby już kilka ofiar śmiertelnych na koncie), a Atos jest niepełnosprawny. Wąski zachodził go od tyłu, albo kładł mu łapę na grzbiecie, albo cały nad nim wisiał, jak jakis kurwa Giewont, i Atosowi puszczały nerwy. Krótko mówiąc: Wąski z nikim nie chce się bawić, chyba że w pogrzeb.

      • kanionek 30/09/2015 at 00:47

        A jeśli chodzi o kozy, to nie wiem, czy wszyscy wiedzą, więc powiem: kozy nie chodzą po podwórku, tylko dokładnie wszędzie POZA podwórkiem (łąki, las, staw), więc Wąski nie ma do nich normalnie dostępu i może sobie jedynie wydrzeć paszczę przez furtkę (porządną furtkę, z profilu stalowego). A opisane we wpisie wypadki miały miejsce wtedy, gdy Wąski urwał się małżonkowi w lesie, więc tym sposobem zyskał możliwość dopadnięcia kóz. Uff, teraz moze lepiej mi wyszło? ;)

  17. -EW 30/09/2015 at 00:38

    Tak między ustami (Wąski) a brzegiem pucharu (kozy, sery, kury i Mąż) zgłoś się na http://www.literackiblogroku.pl/
    Termin mija dzisiaj 30.09

    • kanionek 30/09/2015 at 02:28

      Dziękuję, -EW, ale ja znerwicowana jestem i bez konkursów :) Nie dla mnie złote laury, podium i puchar kryształowy, ja jeżdżę na taczce, z dynią zamiast głowy. No i jąkam się na egzaminach, i nie umiem się ładnie przedstawić w odwiedzinach u cioci, i w ogóle dziki ze mnie dzik.

      • jadowita 30/09/2015 at 08:32

        cóż, nie zgadzam się :) Złote laury, czerwone dywany, puchary (mogą być pełne mleka) – zasłużyłaś. Wielbię Cię, Kanionku :) i życzę spokoju świętego!

        • kanionek 01/10/2015 at 02:31

          Wasza wiara we mnie mnie onieśmiela, ale puchary pełne mleka bierę – dziś kozy dały już tylko 3 litry. Wszystkie razem, nie każda z osobna. W sumie to im się nie dziwię, bo kto by chciał z gołymi cyckami po mrozie latać? Czas zamykać mleczne bary.

      • pluskat 30/09/2015 at 15:22

        Spokojnie, Kanionku, masz potencjal, CV i aparycje, w razie czego dasz rade i w telewizji, i w radiu.

  18. nikt wazny 30/09/2015 at 02:35

    Bardzo to bedzie niestosowna uwaga, ale czytajac o probach dostosowania Waskiego do zycia w spoleczenstwie, pomyslalam, ze macie jakis niezwykly talent do komplikowania sobie zycia (i tu nastapi ta zenujaco niestosowna uwaga) – jeszcze brakuje, zebyscie przygarneli pod dach dwie rodziny uchodzcow, jedna fanatycznie muzulmanska, druga, powiedzmy, chrzescijanska.

    • ciociasamozło 30/09/2015 at 09:33

      Albo wyznania mojżeszowego. Konflikt palestyńsko-izraelski pod granicą polsko-ruską… (tak, to było jeszcze bardziej niestosowne ;) )
      Myślę, że dwie rodziny uchodźców mogły by być mniejszym problemem niż jedna ekipa od wiercenia studni ;)

    • Sławinia 30/09/2015 at 17:20

      Albo skina i facecika w „rurkach”

    • zośka 01/10/2015 at 20:28

      To ja się podepnę pod kategorię ” wielce niestosowne”, bo mi taka myśl przyszła, że Wąski jest jak ten imigrant, co to go przygarnęli, otoczyli opieką wszelka, nakarmili, ogrzali miłością, a ten podstępny drań, w podzięce za tyle dobra, zrobił im rozpierduche w domu i zagrodzie:ppppp

      • kanionek 01/10/2015 at 22:14

        O to to! Albo został zaproszony na elegancką kolację i wyniósł srebrne sztućce i szynkę ze spiżarki (szynka mięsna, nie srebrna). I jeszcze pociął opony w dyliżansie. I napluł pani domu do butów. To właśnie ten typ :)

  19. nikt wazny 30/09/2015 at 02:36

    Jest juz pozno, pisze bzdury.
    Upraszam o wybaczenie.

    • kanionek 01/10/2015 at 02:43

      Nikt Wazny, rozepnij się trochę :) Owszem, masz rację, że komplikujemy sobie życie. Często wzdychamy nad tym faktem. Jednak najczęściej dochodzimy do wniosku, że warto pamiętać o wyższych pobudkach, a Wąskiego wzięliśmy dlatego, że chwilowo nie było innego wyjścia (no chyba, że poprzedni właściciel kłamał, że go uśpi). Z tym miękkim sercem i twardą dupą to zwykła, życiowa prawda, i choć żadni z nas wielcy dobrodzieje, to podstawowe odruchy mamy może niepopularne, ale chyba jednak właściwe moralnie. Uwierz, tysiąc razy w życiu żałowałam, że jestem miękką fają i życiową frajerką, ale gdybym postępowała wbrew sobie (a zdarzało mi się), to z kolei wyrzuty sumienia by mnie zagryzły. Tak więc, czy owak, jestem skazana na siebie i od siebie nie ucieknę ;)

      Nie widzę co prawda, co mam Tobie wybaczać, ale skoro prosisz, to proszę :) A dwie rodziny o skrajnie odmiennych wyznaniach? Bardzo proszę. Wykończą się nawzajem w jeden dzień i będzie ŚWIĘTY spokój ;)

      • nikt wazny 01/10/2015 at 03:04

        Rozpiac sie mam? No nie wiem, czy wiesz co proponujesz;)
        Co do mego niestosownego komentarza: kiedy juz go napisalam, to pomyslalam, ze to taka oczywista oczywistosc – komplikowanie sobie zycia macie we krwi.
        Podgladam Was z rosnaca fascynacja, bo robicie rzeczy na ktore mialabym ochote, ale brakowaloby mi odwagi, by (w sprzyjajacych okolicznosciach) sie zdecydowac.
        A przede wszystkim jestem za wygodna i za leniwa. Taka prawda.
        A o Was moge powiedziec z cala pewnoscia jedno: DOBRE LUDZIE jestescie.

        • kanionek 01/10/2015 at 19:49

          Jak stoi w amerykańskiej Deklaracji Niepodległości, każdy ma prawo do poszukiwania szczęścia. Jeśli życie w wygodzie i lenistwie daje Ci szczęście, to czemu nie? Choć to chyba też nie do końca prawda, ta Twoja wygoda i lenistwo, bo kiedyś wspominałaś, że się kimś opiekujesz.
          Swoją drogą ciekawa jestem, gdyby zrobić ankietę społeczną, jaka jest wg przeciętnego Kowalskiego definicja „dobrego człowieka”. Bardzo ciekawy temat, co? O właśnie, Drogie Kozy – JAK WAM SIĘ KORZYSTA Z FORUM? :D :D :D ;-P

          • zeroerhaplus 01/10/2015 at 21:39

            A weź ić ;P
            (muszę coś dodać, bo za krótki komentarz)

  20. pluskat 30/09/2015 at 09:03

    Kanionek, co Ci szkodzi, zglos sie na na ten konkurs, kup wreszcie kurwa los!

    • kanionek 30/09/2015 at 21:38

      Dobra, DOBRA, zgłosiłam, żebyście mi przez rok potem nie narzekały, że mogłam, a nie chciałam, a tu TAKA ŻYCIOWA SZANSA. Małżonek pół dnia za mną łaził i pytał, czy zgłaszam, a ja mu na to, że jeszcze muszę naleśniki na jutro, i buraczki dzisiaj w słoiki, tymianek powiązać i dyni kozom rzucić, i w ogóle, ale w końcu mnie zdybał i zagroził, że sam zgłosi. No to na to już nie mogłam pozwolić, bo nikt za mnie nie będzie losów na loterii wypełniał.

      Na stronie „LITERACKI blog roku” urzekły mnie m.in.: „AKUTALNOŚCI”, „zakceptowane” oraz brak zdecydowania twórców co do odmiany rzeczownika „blog” przez przypadki, ale poza tym – było fajnie. Przez pół godziny pociłam się z wysiłku, próbując napisać o czym, kurwa, w ogóle jest mój blog. Chciałam poprzestać na zdaniu: „kanionek.pl to blog o niczym”, ale instynkt i wspomnienia z liceum podpowiadały mi, że szanowna komisja może nie docenić tak ascetycznej formy wyrażenia siebie, więc musiałam dopisać więcej, i niby o której godzinie, myślicie, ja dzisiaj skończę z tymi buraczkami?

      Aha, i żeby nie było łez i darcia szmat na okoliczność ogłoszenia wyników, to ja Wam już dzisiaj mówię, które miejsce w konkursie zajmie Kanionek. Kanionek zajmie miejsce w szatni, i co mu pan możesz zrobić :)

      • mitenki 30/09/2015 at 21:41

        Nie wierzę! No po prostu nie wierzę :D

        Brawo Kanionek!

      • ciociasamozło 30/09/2015 at 23:22

        Dzielny Kanionek!

      • zośka 30/09/2015 at 23:28

        Kanionek, żebyś się nie zdziwiła:))) W razie godziny W nadlatam robić makijaż!

        • kanionek 30/09/2015 at 23:45

          Spokojnie, wstrzymaj pędzel i akwarele. Zdziwiłam to się ja, gdy w końcu przeczytałam regulamin, którego punkt 4.4 stanowi:
          „4.4. Podstawowym kryterium zakwalifikowania blogu do udziału w Konkursie będzie jego literacki charakter – zamieszczane w nim notki muszą stanowić drobne formy literackie (wiersze, opowiadania, fragmenty opowiadań lub większych form literackich) lub publicystyczne, muszą być tematycznie związane z literaturą czy rynkiem wydawniczym”.

          No czo Wy? Kanionek.pl to nie ta bajka :D Wracam do garów, gdzie moje miejsce (przynajmniej na razie, bo już, już powolutku idzie przymrozek).

          • zośka 01/10/2015 at 00:08

            Myślę, że to Twoje pisanie, to dziennik, a dziennik jest formą literacką. Więc Kopciuszku, szykuj się na bal:))

          • kanionek 01/10/2015 at 01:45

            Jakby co – dynię już mam. Załatw mi jeszcze jakiegoś księcia, a jadę i bez zaproszenia.

          • zośka 01/10/2015 at 19:04

            Dynia jest, do dyni zaprzęgnie się Wąskiego chłe chłe chłe.
            No dobra, gupi żart.
            Się zagłosowało.

          • Kaja 03/10/2015 at 13:04

            Toż Kanionek przecież sięga po poezję. Śpiewaną na dodatek. Raz pojedzie KAT-em, raz pożegluje żeglarzem. Mnie to osobiście bardzo zbliżyło do tego rodzaju literatury pięknej.

          • kanionek 03/10/2015 at 14:02

            No właśnie! Było też coś o Maćku, co umarł i leżał na desce, oraz garść przysłów ludowych o wspaniałości bigosu. Mój wkład w polską kulturę jest nieoceniony, proszę Żyry.

      • pluskat 01/10/2015 at 00:21

        Biedny Kanionek, wszyscy przeciwko niemu :)

        • kanionek 01/10/2015 at 01:39

          :D
          Miejmy nadzieję (Kanionek, ja, i Kanionek), że szanowne żyry będzie miało odmienne zdanie co do tego, czy chaotyczne komunikaty w stylu: „koza zjadła mi miotłę, a kot nie chce łapać myszy, i jestem zmęczona, ale mam skarpetki w kratkę” są formą literacką ;)

      • Sławinia 01/10/2015 at 00:22

        Będę kibicować i wysłać smsy.

        • kanionek 01/10/2015 at 01:42

          Dziękuję, Sławinia :) Choć już chyba więcej pożytku było z programu „nakarm Kropka”. Przy okazji – czy ktoś się w ogóle zastanawiał, jak się dzisiaj miewa ten Kropek? Ludzie tak szybko zapominają…

  21. mitenki 30/09/2015 at 11:23

    Jakbym powieść grozy czytała… Nerw by mi puścił przy tym zakutym łbie i w tym momencie gdy Ty nim o ziemię walnęłaś, ja bym pewnie przylała mu smyczą :]
    Szkoda że nie masz takiego wózka, jakim kiedyś mleczarz rozwoził mleko w mieście. Załadowałabyś pod samo niebo, zaprzęgła Wąskiego, i może straciłby huncwot trochę energii i nie ganiał tak chętnie kóz czy drobiu.
    Czy on jest wysterylizowany? Bo nie pamiętam… Tabletki na niego nie działają, kozy nie chcą dać mu nauczki… Nie wiem Kanionku, czy próbowaliście poradzić się psiego behawiorysty, tu ktoś taki z waszych okolic http://canac.pl/art,oferta,5,3.html

    Kozie stado w galopie niesamowite :) gdybym nie to, że znam Twoje kozy z widzenia nie wiedziałabym że tam są półroczne kozie dzieci.

    • kanionek 01/10/2015 at 02:22

      Och, jak ja pragnę takiego wózka! Te kółka od roweru, cośmy je za kurze jaja na złomie kupili, nadal leżą i czekają, bo jednak ramę do wózka trzeba spawać, no i jakieś ośki zrobić, nie wiadomo z czego. A taki wózek, panie, jest dziś na wagę złota! Każdy złomiarz Ci to powie. Wąski, nie Wąski, sama bym takim wózkiem mogła wiele zdziałać, no ale trudno, dobrze że mam chociaż taczkę.

      Tak, wykastrowaliśmy Wąskiego 10 września, właśnie dlatego musieliśmy z nim później jeździć a to na zastrzyk, a to na zdjęcie szwów… Wiesz, samo „poradzenie się” behawiorysty to mało, bo my teorię też znamy. Ważna jest możliwość obserwacji psa w akcji, a to już by za drogo wyszło. No nic, na razie robimy, co możemy.

        • kanionek 01/10/2015 at 20:03

          Bardziej o czymś na czterech kółkach myślałam, bo te taczkowate są wywrotne. Porządnych wózków złomiarza już nie ma! Odeszły w dal, z końmi, cyganami i oranżadką w proszku ;) I wiesz co, mamy już doświadczenie w kwestii taczek, i prócz dziadowskich spawów i rdzewiejących blach, większość taczek ma do dupy kółka. Wszystko chińskie, a opony szlag trafia od samego kontaktu z powietrzem. Za to jak chcesz coś solidnego, to już kosztuje majątek, jakby ze złota było.

          • mitenki 01/10/2015 at 21:25

            A taki?

            http://allegro.pl/wozek-ogrodniczy-siatka-platformowy-transportowy-i5687015642.html

            Nosz kurczaki, nie wiem jak wygląda wózek złomiarza…

          • kanionek 01/10/2015 at 22:26

            Tak, to już bardziej, choć widać, że z cienkich blaszek zrobione i zardzewieje jeszcze przed zakupem ;) Widzisz, nieważne JAK WYGLĄDAŁ wózek złomiarza, ważne jak i z czego był zrobiony. A zrobiony był solidnie. Miałaś kiedyś pralkę rodem z PRL-u? Te pralki służyły i po 30 lat, a współczesne wymiękają tuż po upływie okresu gwarancyjnego. Wózeczek ze zdjęcia piękny jest, zgrabny i błyszczący (i podejrzanie lekki), ale my potrzebujemy czegoś z gatunku „heavy duty”, „nie gniotsa nie łamiotsa”, „przyebał w drzewo i przeżył” itd. I nie grzeb już w tych aukcjach, bo zaczynam mieć jakieś podejrzenia, i na wszelki wypadek od razu mówię, że kategorycznie zabraniam. Proszę słuchać Kanionka!

          • mitenki 02/10/2015 at 10:34

            Słuszne masz podejrzenia ;P :)))))

  22. Barbarella 30/09/2015 at 14:57

    Jak mówi stare perskie przysłowie – jak się ma miękkie serce do kudłatych łobuzów, to trzeba mieć solidne ogrodzenie.

    Najgorzej z tą kurą – z kurami się słabo dyskutuje, bo nie można im spojrzeć w oczy! Bo one mają jedno oko z jednej strony, a drugie z drugiej i nawet najpiękniejsza blogerka modowa ta z rozbieżnym zezem nie da rady spojrzeć kurze w oba oczy NARAZ. I kura jednym okiem obieca, a drugim nakłamie i namąci. Więc nie wiem, może powiesić mimochodem kurze na widoku jakiś piktogram z garem pełnym parującego rosołu? Może to jej przemówi do rozsądku?…

    A co do piosenek, co się człowieka czepiają i nie chcą puścić, to ja mam o żołnierzu: Żołnierz zarzuci broń na ra-amie, wróci to resztę zarzuci.

    • kanionek 01/10/2015 at 02:13

      :D A tak przy okazji – jak już będę Gamoniowi drukować te wizytówki, mogę machnąć kilka dla Ciebie. „Dr Ella Barbar, kurolog, autorka rozprawy naukowej pt. >Kura domowa – pożyteczny nielot, czy podstępny demon zła?< Usługi w zakresie odczyniania kurzych uroków metodą piktogramową. Tanio." Albo może lepiej napisać, że drogo, bo jak jest tanio, to ludzie nie mają zaufania.

    • Ania W. 02/10/2015 at 21:54

      EKT Gdynia! :)

      Kanion, ja na Twojego bloga głosować będę i jeszcze rodzinę zagonię!

      • kanionek 02/10/2015 at 22:02

        Te mie tu oczów głosowaniem nie mydlij, Ty miałaś podać, ile jabłek byś chciała, i czy w ogóle? Daj spokój rodzinie; co Ci zawiniła?

        • Ania W. 03/10/2015 at 00:37

          Jabłek bym chciała skrzynkę. Może jeszcze węgierki masz ;)? To też z 10 kg, mam świetny przepis na powidła. A nie napisałam odpowiedzi od razu, bo nowy wpis popełniłaś i mnie wciągnęło ;)

          • kanionek 03/10/2015 at 00:44

            Zamordowałaś bociany! :D
            Weźcie, ludzie, Wy się nawet końca świata nie boicie? Wszystko przez te coroczne przepowiednie. O, jakis tydzień temu tez miał był koniec świata, ogłoszony przez – chyba – brytyjskiego naukowca. Niee, ostatnie śliwki dawno spadły z drzew, a skrzynka jabłek to jakieś 10 kg (choć różne są skrzynki). OK, napiszę do Ciebie maila.

          • nikt wazny 04/10/2015 at 00:15

            Jakie bociany?
            Strasznie hermetyczne zarciki wymieniacie czasem, a ja sobie glowe lamie:)

          • kanionek 04/10/2015 at 01:27

            Jakie hermetyczne, jak wszem i wobec napisałam, wszystkim ku przestrodze :D
            Poszukaj mojego komentarza o tym, co się stanie wraz z opublikowaniem dwusetnego komentarza pod tym wpisem (najłatwiej: ctrl+f i wpisz „czarne”). I wszystko stanie się jasne. (Ania W. była sprawczynią dwusetnego komentarza)

  23. cornick 30/09/2015 at 17:53

    Dziękuję Kanionku za obszerne wyjaśnienia, ja jeszcze wszystkiego nie wiem bom tu od niedawna nie przeczytałam jeszcze wszystkich wpisów i komentarzy. Pomysł ze zgłoszeniem się na konkurs uważam za trafiony w dziesiątkę, u mnie w każdym razie wygrywasz aktualnie z Bator Aśką, której twórczość wprost wielbię, ale zawsze zanim zasiądę do jej książki, czytam jakiś twój kawałek:) Kanionku, oprócz tego, że masz wiele do powiedzenia(napisania) to robisz to w taki sposób, że zapadasz w pamięć, nie da się ot tak po prostu przeczytać, pośmiać się, obejrzeć piękne zdjęcia i zapomnieć. Raz tu trafisz człeku i przepadłeś, Kanionek w krew wchodzi i krąży:)

    • kanionek 01/10/2015 at 02:01

      Dzięki, Cornick :D
      Nie przejmuj się tym, że nie wszystko kojarzysz. Ja się sama już czasem gubię i nie pamiętam, o czym Wam pisałam, a co wymaga objaśnienia. Jakoś przeżyjemy, a niedługo i tak Alzheimer zabierze nam nawet wspomnienie o tym, gdzie to położyliśmy swoje czyste gacie, więc hulajże bosmanie, póki jeszcze cokolwiek sklejamy do kupy :)

  24. benia 30/09/2015 at 20:52

    a ja właśnie wyczytałam w piśmie pewnym, że gąsior (znaczy ptak, nie naczynie, choć hm, sama nie wiem) odstrasza jaszczompie. czy Wasze gęsi o tym cokolwiek wiedzą? może jest wśród nich taki porażający gąsior, tylko jeszcze nie wie, jakie ma moce?
    b.

    • kanionek 01/10/2015 at 01:54

      Och, ja w tych gęsiach pokładam ogromne nadzieje! A gąsior już drze się tak, że żurawie przy nim to skamlące szczeniaczki. Najbardziej podoba mi się, gdy trąbi mi na powitanie z rana, i wraz z koleżanką gąską biegną mi na spotkanie z rozpostartymi skrzydłami. Gdybym nie wiedziała, że to z miłości, pomyślałabym że lecą mi wpie*dolić ;) Kaczka jest bardziej powściągliwa w wyrażaniu emocji, ale może i ona przy gęsiach się wyrobi? Jeszcze tylko sposób na lisa mi potrzebny, i może będę miała jajka w przyszłym roku.

  25. kanionek 30/09/2015 at 21:53

    …i jeszcze zanim wrócę do buraczków, taki komunikat: coś się porobiło z moim telefonem, albo moją siecią, bo dziś dostałam milionpińcet esemesów oznaczonych jako „wiadomość niekompletna”, a niektóre były od Was. Jeśli więc ktoś coś do mnie, to ja nic nie wiem, i musicie jeszcze raz.

    Aha, i jeśli Fredzia nas czyta: Fredziu, czy moje maile doszły? Wysłałam gdzie trzeba, ale mogły trafić w spam.

    • Fredzia 02/10/2015 at 16:08

      Obecna!
      Melduję, że po pierwsze primo doszły, po drugie primo odpisałam we wtorek, zaczynając słowami uf uf uf :)
      Mam wrażenie, że maile między nami wędrują pieszo przez dwujajeczną kometę wyrwanego ze snu Filipka, a potem jeszcze opływają Marsa, bo docierają z ociąganiem podpatrzonym u starszej, analogowej siostry (bo nie matki chyba?).

      Po trzecie primo, mimo że z lenistwa jestem przeciwna nadmiernemu komplikowaniu sobie życia, rozumiem odruch serca. Drugi dzień ryczę nad suczką, którą bezmózgi zwyrodniały skurwiel przykuł 3-kilogramowym łańcuchem do drzewa w lesie, porzucając ją tam ze szczeniaczkami, a ta bidula usiłowała chudym ciałkiem osłonić je przed zimnem i nakarmić. Inna sunia ich znalazła i cała rodzinka jest już na szczęście bezpieczna, ale mnie nadal skręca. Jakbym dorwała tego bydlaka, to wierzcie mi Kozy Kochane, wyrwałabym mu fiuta i rozorała twarz paznokciami, a potem nago przywiązała do palmy na rondzie w Warszawie. Chcieliśmy wziąć jednego szczeniaczka, ale okazało się, że każdy ma już kilku potencjalnych nabywców. Mam nadzieję, że trafią w dobre ręce, bo im się teraz należy od życia puch i pełna miska.

      Po czwarte primo zagłosowałam. Gdzie dają wyniki?

      • kanionek 02/10/2015 at 16:20

        O, dziękuję za odważną werbalizację tego, co pewnie każdy sobie w duchu myśli o takich zwyrodnialcach, ale boi się powiedzieć, bo „nie wypada”. Jesteśmy, jako gatunek, już tak niemożliwie ucywilizowani i do wyrzygu humanitarni, że wielokrotnych morderców karmimy, dajemy im kolorowy telewizor, pierzemy gacie i zmieniamy pościel, a oprawców zwierząt „piętnujemy” wyrokiem w zawieszeniu i grzywną, z której i tak się wymigają.

        No właśnie – gdzie są wyniki, sondaże, kolorowe słupki z zaparciem, krzywa wykresu i inne takie zapalniki emocji? Człowiek chciałby się popodniecać, że ma już osiem (naście?) głosów na „tak” i jeden niezdecydowany, a tu o – ciuciubabka jakaś. Idę wydłubywać orzechy z łupinek. Nie ze skorupek, tylko z tych kołnierzyków takich, które nie wiem jak się naprawdę nazywają. Zaczynam rozumiec, dlaczego orzechy są takie drogie – kilka godzin roboty (zbieranie, wyłupinkowywanie) i mam… półtora kilograma orzechów WCIĄŻ W SKORUPKACH.

        [cieszę sie, że doszły. I w ogóle – \m/]

        • kanionek 02/10/2015 at 16:33

          I zapomniałam dodać, żeby nie było za wesoło: miarą naszego człowieczeństwa (mówię o ogóle społeczeństwa, nie o konkretnych jednostkach) nie jest to, że do tych cudem uratowanych szczeniąt ustawiła się kolejka chętnych, tylko to, ile psów spędza CAŁE ŻYCIE w schronisku, bo co – nie stoi za nimi wystarczająco łzawa historia? Wiem, że to brzmi jak „fe, nie rusz”, ale wiecie, że to prawda, prawda? Oczywiście nie chodzi tylko o to, żeby „biorców” było więcej, bo „rynek” się w końcu nasyci; przede wszystkim należałoby zacząć od podstaw: edukacji, podnoszenia poziomu wrażliwości i świadomości, zakazu niekontrolowanego rozmnażania psów i kotów, „bo muszą mieć raz w życiu szczeniaczki”, itd. Czy w szkołach nadal jest coś takiego jak „godzina wychowawcza”, albo „wiedza o społeczeństwie”? Pamiętam, że za moich czasów te „wychowawcze” godziny były przeznaczane na omawianie kwestii wycieczek szkolnych lub uzupełnianie wpisów w dzienniku itp., a z „wiedzy o społeczeństwie” nie dowiedzieliśmy się absolutnie niczego o społeczeństwie…
          A teraz naprawdę przepraszam (na wszelki wypadek – za wszystko), wracam do kąta przebierać orzeszki.

          • Fredzia 02/10/2015 at 16:52

            To ja tylko w ramach PS i wyjaśnienia, że szczeniaczków i psów wszelkich nieszczęść byśmy wzięli i fafnaście, ale mamy już dwa, którymi i tak głównie opiekuje się moja Mama, więc do kolejnego przymierzamy się ostrożnie, licząc że może moja wysterylizowana sunia pokocha jak swoje, ale nie chcąc jej też narażać na stresy, bo sama jest po przejściach i każdą zmianę mocno odchorowuje. Tu zadziałał odruch „teraz natychmiast i co ma być to będzie”.
            Wiem, tłumaczę się, ale zależy mi na dobrym zrozumieniu :)

          • kanionek 02/10/2015 at 18:27

            Ale ja nie piję do Ciebie, ani do nikogo w szczególności (i w ogóle to tylko Kachna tu pije, za nas wszystkich!), tylko pragłam zauważyć mechanizm „litościowy” (on jest ludzki i normalny, nie mam pretensji, on się przydaje i tak dalej) na tle ogólnej biedy moralnej społeczeństwa, czy coś. I napisałam przecież, że to nie jest kwestia zwiększenia ilości biorców (tych zwierzątek), tylko zmniejszenia ilości bezmyślnych dawców. No bo nie może być tak, że jeden z drugim produkują ile wlezie, a potem ci opiekunowie w schroniskach biedzą się nad wzruszającymi opisami losów setek tysięcy burków, żeby je jakoś po reszcie ludzkości poupychać. O, gdyby na posiadanie psa trzeba było mieć pozwolenie, jak w Szanghaju, i poczekać na rozpatrzenie pół roku (znajomy mi mówił, że tak jest. Znajomy, oryginalny Chińczyk, nie jakiś turysta), to psów niechcianych byłoby na sztuki, a nie wagony.

  26. Kachna 01/10/2015 at 13:12

    No dobra.
    Drogie Współ-Kozy.
    Koza u płota.
    Kanionek na Olimpiadzie blogasków.
    To co – widły w ruch!
    Taczki do boju!
    Kapusta do gara!
    Sery….eeeee – do lodówki!
    Paluchy na klawiaturę.
    Myszki w dłonie:)))
    Słuchajcie jak się nie postaramy – to będzie wstyd jak beret. A nawet BERET.

    ………………………..
    A tak w ogóle to Wąski przyprawia mnie o dreszcz na plecach. A mam doświadczenie z bestiami ze schronisk. Biedny on. I Wam bida z nim. Ale trzymam kciuki.
    A wygląda naprawdę pięknie.
    I Kachna w galopie – ach! (No chyba, że to Tradycja..).

    Ściskam

    • kanionek 01/10/2015 at 19:37

      :D
      A w galopie to była Tradycja, choć wiem, wiem, trudno uwierzyć. Kachnę widać na pierwszym zdjęciu, jak stoi pod drzewami po lewej, i patrzy w zupełnie innym do akcji kierunku. Taka sprytna taktyka, pod nazwą „nic się nie dzieje, a mnie tu w ogóle nie ma” ;)

  27. Kachna 01/10/2015 at 13:14

    Bo zapomniałam napisać na samym początku, że przecież Ona jest najlepsza. I bardzo LITERACKA.
    To pisałam ja Kachna z Dna

  28. thais 01/10/2015 at 14:49

    melduję że głos na Kanionka oddany :)

    • kanionek 01/10/2015 at 19:30

      Dziekuję, spocznij!

  29. bronia 01/10/2015 at 15:04

    Tak się biję z myślami, czy nie uznacie mnie za potwora, co męczy psy, ale na zmęczenie Waskiego, to ja bym użyła roweru i starej opony samochodowej. Oponę podpina się do psa na lince (ja to robiłam co prawda z psem w uprzęży)dość długiej, żeby podskakując nie waliła go w odnóża, samemu wsiada się na rower i dalej w las:) Pies się w końcu zmęczy bardziej niż wy. Oponę można zastąpić jakimś balem, ale to już większe tarcie będzie:( Chociaż może zasłużył na taki wysiłek :)

    • pluskat 01/10/2015 at 17:21

      Trening jak u Justyny Kowalczyk. Tyle ze Wąski przestanie byc wąski, a szerszy Wąski to klopot niewąski.

    • zośka 01/10/2015 at 19:07

      Można Wąskiemu DYNIE podpiąć zamiast opony, chłe chłe. No dobra, gupie to było. ide stąd.

      • kanionek 01/10/2015 at 19:53

        Ale ja durna jestem! Dzisiaj wytoczyłam samotrzeć jedną z tych mniejszych dyń z ogródka („mniejsze” mają z półtora metra średnicy i ważą pewnie tyle, co ja), żeby ją kozom rzucić na pożarcie, i zajęło mi to dobre dziesięć minut, a mogłam Wąskim pociagnąć. Albo o – z dynią u nogi po podwórku puszczać, to nie będzie taki szybki Bill :)

        • zeroerhaplus 01/10/2015 at 21:41

          Przepraszam, to ile mają w pasie MNIEJSZE?!
          Stanowczo domagam się zdjęć!!!

          • kanionek 01/10/2015 at 23:28

            Zdjęcia są, tylko materiału, he he, literackiego do nich jeszcze nie ma ;-P Ale mogę zdradzić, że największa dynia ma w pasie 2 metry i dziesięć centymetrów. Jest tylko trochę mniejsza od Marsa, ale za to ile ma wody!

          • mitenki 02/10/2015 at 10:28

            Jak się takie potwory hoduje?

            A moje selerki były wielkości orzecha laskowego chlip, chlip…

          • kanionek 02/10/2015 at 12:53

            Puszcza się je samopas, żeby zeżarły pół ogródka ;) Dynia niekontrolowana wypuszcza rozliczne pędy po kilkanaście metrów, a każdy z nich wypuszcza takie nibykorzonki, i każdy korzonek żre co znajdzie i ile wlezie. A że ściółki z koziarni było tam ze dwie tony, a Kanionek nie przyciął pędów, to rozumiesz :)

            Słuchaj, a z tymi selerami to nie zrobiłaś przypadkiem tak, jak moja kochana siostrzyczka, ogrodnik z wielkiego miasta? Kupiła na wiosnę paczkę nasion rzodkiewki i… wsypała wszystkie do jednej, niewielkiej doniczki. I potem była BARDZO zdziwiona, że zamiast rzodkiewki otrzymała rzeżuchę. Czyli okrągłe, gęste poletko samych liści :) Ale w Twoim przypadku obstawiam nie zły rozstaw roślin, tylko bardzo ubogą ziemię. Taka do kwiatków może być dobra na start, do zrobienia rozsady, ale potem seler musi jeść, żeby tyć, jak my wszyscy zresztą ;)

          • mitenki 03/10/2015 at 04:53

            Nie do końca zrobiłam tak jak twoja siostra, po prostu zastosowałam dietetyczną ziemię… W końcu ja na diecie, to czemu one miałyby się obżerać?
            Zaglądałaś do maili?

          • kanionek 03/10/2015 at 14:10

            Zaglądałam, Twój zarejestrowałam, tylko nie odpisałam, bo ten. Dużo maili do odpisania na. Ale zaklepałam dla Ciebie miejsce w harmonogramie produkcji :)

        • pluskat 09/10/2015 at 22:59

          samotrzeć? z Wąskim i Gamoniem do spółki?

    • kanionek 01/10/2015 at 19:28

      Bronia :) Pomysł jest całkiem w porządku. Owczarek to jedna z kilku ras stworzonych przez człowieka do pracy, i takim psom często „odbija”, gdy mają spędzać życie na kanapie, lub w innej formie nudy. Opona może się akurat u nas nie sprawdzić, na tej nierównej, leśnej drodze, no i w wersji bez opony obawiam się trochę tego roweru. To znaczy nie samego roweru, rzecz jasna, tylko przyczepienia linki do roweru, a nawet trzymania jej w dłoni podczas jazdy (Wąski łapie różne zapachy wlesie – jeden skok w bok, nagłe szarpnięcie, i gupi Kanionek leży. No chyba, że nie znam odpowiedniej techniki). Myslałam już o bardzo powolnej jeździe samochodem, ale po pierwsze: nie na leśnej drodze, bo nie ma jak zawrócić, a po drugie: znów się boję. Że pies jednak wyprzedzi samochód, wpadnie z boku pod koła, różne takie. Ja zawsze widzę czarne scenariusze. W ramach zlecenia Wąskiemu pracy chciałam mu uszyć coś na kształt plecaka, do którego po obu bokach mogłabym nawkładać np. kamieni, żeby je przynosił do domu ze spaceru, ale kurde w psią mordę – czasu nie mam na takie krawieckie ekscesy. I w ogóle – czas jest naszym największym problemem, a tego od nas Wąski potrzebuje najwięcej.

      • Bisia 02/10/2015 at 14:25

        To moze przywiaz mu ta opone z kamieniami albo cementem w srodku i pusc go na lace za kozami (zawodnikow wyselekcjonuj, najlepiej rogate i mlode, matki niech odpoczywaja).
        To jak Tradycja oceni mnie na 4 chociaz? ;-)
        A od przyczepiania linki smyczy do roweru to niech Cie wszystkie rece i racice bronia. Ja sobie pomysl Broni zwizualizowalam raczej na zasadzie, ze Kanionek przodem a Waski usiluje mu kroku dotrzymac biegnac za nim. Z takim obciazeniem chyba by Ci nie uciekl? …… Chociaz to jest Waski…..

        • kanionek 02/10/2015 at 21:32

          Za tę oponę z kamieniami to Ziokołek bije Tobie brawo na cztery racice jednocześnie :D I mówi, że bieganie za kozami to już można wtedy odpuścić – po prostu opona z kamieniami, zalana cementem, a na niej postawiony czołg, a na czołgu jakaś nikomu niepotrzebna lokomotywa, i po sprawie.
          Ale widzisz, co niby miałoby skłonić Wąskiego do popylania za jakims głupim Kanionkiem na głupim rowerze, gdy można skoczyć w bok i coś zamordować? A z obciążeniem, za to bez przymusu w postaci linki u roweru, to Wąski by się pewnie położył i życzył mi miłej podróży w pojedynkę.

      • bronia 06/10/2015 at 11:51

        Nie przejmuj się tą wyboista drogą, tylko spróbuj z tą oponą. Dlatego pisałam o dłuższej lince, żeby podskakująca opona nie podcinała mu nóg. Moim psom na starcie taka szarpiąca opona nie przeszkadzała, dopiero później, jak się trochę zmęczyły, to stawały po szarpnięciu. Zawsze można ją zostawić, jak zobaczysz, że pies się zmęczył i resztę spaceru odbyć tylko na rowerze. Tak ją polecam, bo moim zdaniem człowiek nie ma szans na zmęczenie psa ( a w jego przypadku to chyba kluczowa sprawa) bez użycia jakichś gadżetów:) a aportowanie patyków raczej nie wchodzi w grę:)

        • mitenki 06/10/2015 at 14:57

          Wąski to by najchętniej kozę zaaportował. W ostateczności gęś albo kurczka…

        • kanionek 07/10/2015 at 00:21

          Bronia – masz rację z tym, że człowiek nie ma szans zmęczyć psa, zwłaszcza młodego, zdrowego i wypchanego po uszy skumulowaną energią. Spróbuję, choć Wąski wciąż jeszcze nie jest na tym etapie, żeby podążanie za kimś wydawało mu się atrakcyjne. On był sam sobie sterem, żeglarzem i okrętem przez całe życie i jakoś nie bardzo przypada mu do gustu czyjeś nad nim zwierzchnictwo. Ale kto nie próbuje, ten nie wie :)

  30. sieka 01/10/2015 at 15:19

    też zagłosowałam o czym donoszę żeby się podlizać

    • kanionek 01/10/2015 at 19:08

      :D
      Podlizane, zapisane. Na wieki wieków – amen. (ale wiesz, że kto głosuje, ten robi na złość Kanionkowi?)

      • zeroerhaplus 01/10/2015 at 21:42

        Hyhy, doskonała prowokacja :)

        • kanionek 01/10/2015 at 22:57

          Zdemaskowałaś mnie. I cały misterny plan w pizdu…

  31. lenadajcz 01/10/2015 at 16:31

    głos się poniesł po necie, hej! Czytam jak biblię , najpierw wpisy, potem komentarze po kilka razy, sprawdzając, co nowego. I tak od 1,5 roku. A nie komentuję, gdyż albowiem ostatni rok spędziłam w czarnejd…e, teraz mi dopiero odpuszcza, mam nadzieję. Ciekawe, jak długo się utrzymam na plateau, nim mi odwali w dórę…

    • kanionek 01/10/2015 at 19:11

      Lena! Już dawno chciałam pytać „gdzieżeś?”, ale z obawy przed głuchą ciszą nie pytałam. No to – oby do przodu :)

  32. shal 01/10/2015 at 17:05

    głos oddany.”Jajko i ja” Betty McDonald przeczytane.W czasie lektury, ze zdwojoną siłą myślałam o Kanionku. Glujżam i kłaniam się nisko.

    • Ola 01/10/2015 at 19:33

      O ja nie mogę! Czytałam kiedyś tę książkę, chciałam do niej wrócić i ZA NIC nie mogłam sobie przypomnieć, ni tytułu ni autora. A tu patrz! Skąd Ci się wzięło na nią?
      Jeszcze mam we wspomnieniach Ulicę główną Sinclaira. Czemu, nie wiem…

      • shal 01/10/2015 at 20:36

        Się mi wzięło na tę książkę z komentarzy,a może z forum,oczywiście na kanionek.pl.

  33. pluskat 01/10/2015 at 17:34

    Zaglosowane, ale tam sa same blogi w stylu „czytanie to moja pasja…” Moze jeszcze gdzies, zeby nie trzymac jajek w jednym koszyku?

    • kanionek 01/10/2015 at 19:06

      A bo są dwie kategorie: „blog o literaturze” i „blog o charakterze literackim”. Pluskat, słabo się orientuję w tym temacie. Gdyby nie -EW, nie wiedziałabym o żadnym konkursie. Znacie już zresztą moje zdanie – blogów w sieci są jakieś przerażające miliony, ludzi utalentowanych drugie tyle, a prawdziwe diamenty zdarzają się raz na sto lat, i tylko zdziwaczenie naszych czasów spowodowało, że drukiem wydaje się niekoniecznie to, co warto. Żeby wilk był syty i koza cała, powiem tak: jeśli pojawi się kolejna okazja, zgłoszę się, choćby dla świętego spokoju; mam tylko nadzieję, że WY nie będziecie rozczarowani, bo serio – nie można tych konkursów traktować „zbyt serio, serio zbyt” ;)

      • Ola 01/10/2015 at 19:36

        Stojąc w kąciku nieśmiało nadmieniam, że w NASZYM KOZIM rankingu Kanionek jest numer 1 i nic się przedeń nie wciśnie. Hejże glujże meeeeee!

      • Ola 01/10/2015 at 19:46

        i ten, zagłosowałam i się pytam, dlaczego miałoby to być Kanionkowi na złość??? :O

        • kanionek 01/10/2015 at 20:12

          Bo gdyby – nie daj borze prastary – Kanionek zajął jakieś na wierzchu bardziej miejsce, to byłby widoczny i wyeksponowany. A Kanionek choć stary, to wciąż i nadal głupi – wszystkiego się boi, a najbardziej tłumów i pantałyków. No chyba, żebym małżonka ubrała w wyglansowane buty osobistego impresario, i on by się za mnie lansował w mediach, a ja sobie dalej spokojnie, na tej kupce kompostu, ten tego.

          • Ola 01/10/2015 at 20:41

            No to będziem mu buty glansować!

          • Kachna 01/10/2015 at 21:35

            Wąskiego! Wąskiego wystaw – niech Was lansuje! Albo…Kachnę. Albo Gamonia. Albo Kurkę. O – albo Majkę Piekną z Ogonem!!
            A jakbyś chciała zabrać wszystkich – to mam ciężarówkę. A nawet dwie.
            Się zabiorą.
            Ale byłby szał!
            I szoł.
            I w takim towarzystwie to już by się Kanionek chyba nie bał. Z Wąskim u boku (patrzaj na fotkę powyżej).
            ……………….
            A tak teraz pomyślałam, że jakby tak brali pod uwagę jeszcze „literackość” komentarzy – to furda inne blogi (choć ani jednego nie znam:))))).
            Albowiem my KK też najlepsze jesteśmy.
            Me.

            Troszkę mi odwala. Zlewałam dziś nalewki. Popróbowała wszystkie czy aby nie zepsute…
            Chyba nie.
            Dobranoc.

          • kanionek 01/10/2015 at 22:29

            A tu się zgodzę. Gdyby ogłoszono konkurs na najlepszą sekcję komentarzy na blogu, to miałabym szansę wygrać. Śpij dobrze, i całe szczęście, że się te nalewki nie zepsuły. Za jakiś czas jednak sprawdź ponownie, bo licho nie śpi ;)

          • pluskat 02/10/2015 at 15:11

            To dopiero bylby skup: szanowny Malzonek od pasa w gore :)

  34. mp 01/10/2015 at 17:53

    Psiakostka, a ja tam nie jestem zachwycona faktem zgłoszenia Kanionka do konkursu- bo nie chcę krakać, ale jak tylko któryś z moich ulubionych blogów zwyciężał , to wkrótce potem wiądł i zamierał.
    A na uwiąd i obumarcie Kanionkowa stanowczo się nie zgadzam ! No i teraz mam dylemat- głosować/nie głosować ? :-/

    • kanionek 01/10/2015 at 18:51

      A ja Wam przepowiadam, że w ogóle nie ma się czym martwić. Kanionek nie ma miliona znajomych na Facebooku (bardzo prawdopodobne, że to z braku konta), rodzinie nawet głowy nie zamierzam zawracać (tylko moja Mama czyta bloga, i to z pominięciem sekcji komentarzy), a nas w Oborze jest tak mało, że spokojne miejsce w zakurzonym kącie szatni mam jak w banku, bez względu na to, czy ten blog jest coś wart, czy nie. Spokojna więc głowa (choć nie moja – dziś już dwie serie Solpy, a i tak łeb mi pęka).

      • zeroerhaplus 01/10/2015 at 21:47

        Jak to, Kanionek nie ma miliona czytelników?! Serio?!?
        Weź pod uwagę fakt, że zapewne każdy skłonił też do głosowania familię oraz krewnych i znajomych króliczka…

        • kanionek 01/10/2015 at 23:22

          Nie, ale już blisko – brakuje ledwie dziewięciuset dziewięćdziesięciu dziewięciu tysięcy ośmiuset (i zobacz, do czego mnie zmuszasz – weź sobie napisz 999 o jedenastej w nocy, po trzeciej serii Solpadeiny i się nie pomyl!). I biorąc pod uwagę fakt, że większość zapewne nie czyta komentarzy, to chyba jestem bezpieczna :)

          • zeroerhaplus 02/10/2015 at 07:08

            Wiesz co, właśnie się kapnęłam, że ta cała zadyma (dość pozytywna zresztą ;)) ma miejsce „tylko” w komentarzach. I od razu dwie reakcje:
            – panny, co to mają wpływy jakieś w sieci już się o to postarają, żeby ruszenie wykroczyło poza komentarze,
            – jak można nie czytać komentarzy na Kanionku?!?

            A tak na marginesie, to start w „blogu roku”, jak ktoś już słusznie zauważył, to nie taka głupia sprawa. Otwiera kupę możliwości, niekoniecznie oczekiwanych ;)

            PS. Aleś mi zadała matematyczną zagwozdkę z rana :) Jednak jakoś dałam radę… ;)

          • kanionek 02/10/2015 at 21:44

            A ja się pocieszam, że w Polsce bez wtyków w ministerstwie (nieważne którym, one mają nazwy tylko dla stwarzania pozorów) nic się nie da, więc nadal śpię spokojnie, i tylko Waszego entuzjazmu mi szkoda, bo kto Was potem będzie musiał pocieszać? No kto?

            I serio, z tym „blogiem roku”… Czy Wy sobie zdajecie sprawę z tego, że konkurencja na tego typu konkursach jest mniej więcej tak czysta, jak kampanie wyborcze? Gdzies, kiedyś, nieważne gdzie, czytałam o tym i włos mi się jeżył na plecach. Niektórzy dla sławy zrobią wszystko, włącznie ze świni podłożeniem, więc ja bardzo dziękuję, i tak jestem nerwowa.

          • zeroerhaplus 03/10/2015 at 00:04

            Aaa, no to jak zwykle nie wiedziałam. Znaczy o tych wyborach i kampaniach z kampanulami. Myślałam: konkurs taki, fajnie.
            Naiwne, nie?

            A kto nas będzie (ewentualnie) pocieszał? Pewnie, że Kanionek :))

    • hanka 01/10/2015 at 21:51

      Zagłosowałam, ale też się trochę boję kto się nam tu teraz do Obory może nawpychać, a jak będą jacyś dziwni?

      • kanionek 01/10/2015 at 23:26

        Ale jak – dziwniejsi od nas?

        • zośka 02/10/2015 at 20:13

          Ja się tych dziwnych nie obawiam, bo my tu wszyscy też nie calkiem normalni:DDD, ja się obawiam kiedy Ty znajdziesz czas na odpisywanie na wszystkie komentarze, jak się liczba komentujących gwałtownie powiększy. Poważnie Kanionek, przecież ty starasz się każdemu odpisać mimo, że zarobiona jesteś jak koń na łesternie. Ja pitole, kurwa mać, że się tak dyplomatycznie wyrażę, lekutko mnie to przeraża.

          • zośka 02/10/2015 at 20:43

            pluskat, o rany! Jest taka ewentualność! matko kochana, paparazzi na ogródku kanionka, wyobraźnia mnie zabije.

          • kanionek 02/10/2015 at 21:22

            Ale jak widzisz jeszcze nikt nowy się nie pojawił, więc może nie będzie tak źle. A z odpisywaniem muszę sobie wdrożyć dyscyplinę, wyznaczyć okienko czasowe, czy coś, bo z doskoku wpadam i czasem faktycznie wciąga mnie na zbyt długo.

      • nikt wazny 02/10/2015 at 01:40

        O to, to. O tym samym myslalam jak padl pomysl zgloszenia na konkurs.
        Niechby i dziwni przylezli (w koncu i mnie tu wpuszczono), byle nie chamscy i krzykliwi:(

        • nikt wazny 02/10/2015 at 01:57

          No ale trudno. Skoro to wstyd bac sie uchodzcow, tym bardziej nie wypada bac sie potencjalnych nowych czytelnikow Kanionka…
          Zaglosowalam.

          • nikt wazny 02/10/2015 at 01:58

            Chyba ta raza przegielam:)

          • kanionek 02/10/2015 at 21:52

            Jak babcię w betonowych kapciach, przysięgam, Nikt Wazny, że ja nie wiem, o co chodzi. Z czym znowu przegięłaś? Może faktycznie moje leśne jabłko tak daleko odpadło od jabłoni bieżących wydarzeń, że nie łapię jakichś oczywistych aluzji, a MOŻE PRZESADZASZ?
            To może wywalę kawę na ławę, żeby było jasne: ja się nie wstydzę bać uchodźców. Z wielu powodów. Nie wstydzę się również bać religijnych oszołomów, też z bardzo wielu powodów. A teraz Państwo wybaczą, czas nakarmić smoka i porzucać mu piłeczkę :)

          • pluskat 02/10/2015 at 20:26

            No, ja tez sie martwie, ze jak Kanionek wezmie wszystkich uchodzcow i zacznie z nimi po kolei konwersowac, to jeszcze bardziej padnie na twarz, nie mowiac juz o tym, ze jak sie zrobi slawny, to dziennikarze zaczna mu wlazic na podworko i beda ciagnac za jezyk Zozefine. Ktora tez, co gorsza, zacznie czytac blog.

          • nikt wazny 03/10/2015 at 01:22

            Pewnie i przesadzam, nieco.
            Ale czesto obawiam sie nieco o odbior mego, niezbyt wysublimowanego, poczucia humoru.

  35. mitenki 01/10/2015 at 18:36

    Kanionku, dumna jestem z Ciebie jakbym to ja sama tak pięknie pisała i brała udział w konkursie :)
    A teraz, skoro już zrobiłaś pierwszy krok, niedługo pora na następny – Blog Roku (czy jak go tam zwą).

    MP – o „zwiędnięcie” bloga się nie martwię, bardziej o sielski i spokojny charakter tego miejsca…

  36. dag 01/10/2015 at 19:00

    Głos oddany:) Dziękuję Kanionku.

    • kanionek 01/10/2015 at 20:15

      Zaraz, a to nie powinno być tak, że Ty głosujesz, a ja dziękuję? No bo teraz wypada mi tylko odpowiedzieć „proszę” ;)

  37. ciociasamozło 01/10/2015 at 22:04

    Kozy, chciałam Wam powiedzieć, że pierwszy raz w życiu zagłosowałam na coś w internecie. Jak widać można stracić dziewictwo nawet w tak dojrzałym wieku ;) (wszystko przez Ciebie Kanionku!)

    • kanionek 01/10/2015 at 23:25

      Jak mi jeszcze ktoś powie, że ma ze mną dziecko, to odłączam wtyczkę on internetu, przysięgam!

    • zerojedynkowa 02/10/2015 at 08:50

      Ja przez Kanionka straciłam dziewictwo nawet trzy razy! Po pierwsze primo – nigdy nie komentowałam, a tu się ujawniłam, po drugie primo – zagłosowałam (czego też nigdy nie robiłam) i po trzecie primo – jak dojdzie to Kanionek będzie wiedział o co cho. O!

      • sieka 02/10/2015 at 09:09

        Zerojedynkowa, jak ja Cię rozumiem. Ja przez Kanionka straciłam dziewictwo co prawda tylko dwa razy (komcie, głosowanie), ale czy to zmniejsza odczucie?

      • kanionek 02/10/2015 at 21:36

        Jak CO dojdzie? Gdzie dojdzie? Z kim? O czym?? No weźcie!

  38. Tymofiejski 01/10/2015 at 22:26

    Echem, ja też…. jakby to powiedzieć….zagłosowałam.

    • kanionek 01/10/2015 at 23:40

      Dobra, ale czy Wy na pewno zdajecie sobie sprawę z tego, co robicie? Bo gdy ja już ruszę, w kuloodpornej gablocie, w tournee po całej Polsce (co tam Polsce – po Europie!), to niby kto Wam będzie te grzyby zbierał i kozy suszył?

  39. EEG 01/10/2015 at 23:34

    Jezusie słodki, ale że jak głosujecie? GDZIE? Ja też chcę…

      • kanionek 01/10/2015 at 23:45

        NO KURDE! Idź o pompach czytać, a nie mi tu ludzi do złego namawiasz. Człowiek już na własnych śmieciach nie ma nic do powiedzenia. Ja idę spać. I foch.

        • EEG 01/10/2015 at 23:55

          O rany, już myślałam, Kanionek, że to do mnie i nawet rzuciłam się czytać o tych pompach :)
          I chciałam zauważyć, że na innych blogach to jakoś tak jest na pasku bocznym zaznaczone gdzie głosować i takie ciemnoty jak ja od razu wiedzą. No i jest przykazane, że głosować. A Ty tak trochę tajniaczysz.

          • kanionek 02/10/2015 at 00:20

            mały zonek zabrał mi klawiaturę i muszę kopiować literki. POMOCY.

          • kanionek 02/10/2015 at 00:39

            Dobra, już oddał.
            EEG, bo ja lubię życie nie tylko sobie, ale i Wam utrudniać :D
            Głosowanie na szczęście trwa tylko dwa tygodnie, zaraz wszyscy o wszystkim zapomną, i znów będziemy sobie gadać o kapuście, w zaciszu małej, krzywej Obory Kanionka. Ciii, wszystko będzie dobrze…

      • EEG 01/10/2015 at 23:45

        Dziękuję. W tak zwanym międzyczasie jednak wykryłam o co cho i zagłosowałam! Jestem z siebie dumna! (wiem, to żałosne).

        • kanionek 01/10/2015 at 23:54

          Nie, dlaczego żałosne? Ja pamiętam, jak poznałam Microsoft Word (bo musiałam, bo biuro tłumaczeń już nie chciało materiału na papierze, tylko na dyskietkach) i po kilku dniach odkryłam, że można zmieniać czcionkę, kolor czcionki, i jeszcze jakieś inne bajery, i cała rozemocjonowana zadzwoniłam do znajomego informatyka (który zresztą doradzał mi w kwestii zakupu pierwszego peceta), a on cały zaspany (bo robiłam po godzinach i późno już było) mówi do mnie: „ciiii, już dobrze, wszystko będzie dobrze….” :D

  40. MagaZ 02/10/2015 at 09:04

    Głos oddany i przyklepany , odwrotu nie ma . Kanionek rządzi, jak mawiają w niektórych kręgach . Nadmiar energii u mojej Saszy upuszczamy grając z nią w piłkę , to chyba któreś wcielenie piłkarza , bo potrafi tak przez cały dzień latać w te i z powrotem i jak tylko zobaczy człeka na podwórku już piłka leży u jego stóp , a pies pogania , ale przynajmniej wieczorem po dobranocce śpi jak dziecko .

    • kanionek 02/10/2015 at 21:38

      Miałam takiego psa, który lubił grać w piłkę (tak, jak mówisz – piłka w zasięgu wzroku – nie masz życia, musisz mu kopać), ale to był DOBRY pies, i mordował TYLKO piłki i pluszowe zabawki.

  41. wersja 02/10/2015 at 11:30

    Ja też zagłosowałam! Kanionek, jak chcesz możesz dziękować ;) :D

    • kanionek 02/10/2015 at 12:56

      Dobrze, że Wałęsa wymyślił „take formułe”, jak „nie chcę, ale muszę”. No to dziękuję :D

      • wersja 02/10/2015 at 18:27

        Proszę :) (nie chciałam Cię tak frasować jak Dag, rozumiesz?)

        • kanionek 02/10/2015 at 19:45

          Rozumiem. I rozumiesz, że teraz muszę znowu podziękować, za troskę? :D

          • nikt wazny 03/10/2015 at 01:01

            Normalnie, Kanionek, czasem z Ciebie malpa jest;)

          • kanionek 03/10/2015 at 14:12

            Z każdego czasem wyłazi jakieś zwierzę. Pół biedy, gdy tylko małpa. Małpa to stworzenie cyrkowe, taki niegroźny błazen, nie można go zbyt serio brać ;)

          • wersja 03/10/2015 at 18:26

            a wiesz, że nie mam z tym najmniejszego problemu :D

          • kanionek 03/10/2015 at 22:57

            :D

      • nikt wazny 03/10/2015 at 00:59

        Skoro wspomnialas Walese, to jego inne powiedzonko doskonale wprost oddaje ambiwalencje mych uczuc przy glosowaniu:
        bylam ZA (docenieniem Twego talentu literackiego), a nawet PRZECIW (wszystkim ciemnym stronom slawy)!

  42. benia 02/10/2015 at 13:03

    Chłopi – powieść Władysława Reymonta, pisana w latach 1901–1908, opublikowana w formie książkowej w latach 1904–1909. Pisarz otrzymał za ten utwór Nagrodę Nobla w 1924. Powieść ukazuje życie społeczności zamieszkującej wieś Lipce na przestrzeni czterech pór roku.
    Kanionek – powieść Kanionka, pisana w latach 2014 – 20…, opublikowana w formie bloga w latach 2014–20…. Autorka otrzymała za ten utwór Nagrodę Nobla w …. Powieść ukazuje życie społeczności zamieszkującej wieś ….na przestrzeni czterech pór roku.
    No to klepnęłam i ja. teraz wystarczy jeno uzupełniać daty :)

    • kanionek 02/10/2015 at 21:34

      No jeszcze do Reymonta nikt mnie nie porównywał :D Choć z pyska może i trochę podobnam, jakby tak po ciemku patrzeć i przez zardzewiałe sitko.

  43. Sławinia 02/10/2015 at 16:22

    Jak na wyborach… wypełniłam swój obywatelski obowiązek. To mówiłam ja.

  44. Sławinia 02/10/2015 at 16:23

    A dzie jest widoczny ranking?

    • kanionek 02/10/2015 at 19:49

      No właśnie zdaje się, że nie ma. I – o ile dobrze zrozumiałam, czytając po łebkach – zwycięzcę wybiera szanowne żyry, a lud głosujący tylko miss publiczności.

  45. Ynk 02/10/2015 at 17:54

    Albowiem iż ponieważ nad wydumane, przekonceptualizowane, postmodernistyczne, prefuturystyczne, liryczno-ekumeniczne -e,-e,-e formy literackie przedkładam żywy dziennik pokładowy (hejże-glujże i aho-oj!), to świadomie i dobrowolnie głos wydałam (mee!) w intencji Kanionkowego bloga. Nie pojedynczy to był głos. Azresztą. Co ja się będę tłumaczyć. Wydałam, bo tak. I już. I co mie kto. O.

    • Kachna 02/10/2015 at 18:09

      Ynk – Jezusicku – skąd Ty znasz TAKIE wyrazy „przekoncyptyudksajkowane” itd???

      Tak nadal nalewki.

      • kanionek 02/10/2015 at 18:16

        Testuj, testuj. Lepiej się upewnic, że dobre, niż później wylać, bo zepsute :D

      • Ynk 02/10/2015 at 18:21

        Nie znam. Wymyślam ;-) Bez nalewek, bo niekoniecznie. Arbaty zielonej z trawą cytrynową golnęłam ino z kubaska. A w niedzielkę było wino macedońskie. Ze śklanecki. I jesce jednej ;-) Myślisz, Kachna, że to stąd?

    • kanionek 02/10/2015 at 18:19

      Nasząście! (i mazel tov)
      Ale wiesz, że oni sprawdzają, i że można tylko raz i tylko na jednego wybrańca głosować? Podobno przychodzi jakiś e-mail z prośbą o potwierdzenie świętego wyboru. Nie wiem, bo nie głosowałam, ale pewnie tak jest, jak piszą.

      • Ynk 02/10/2015 at 18:22

        Ja tylko raz. I Młody TYLKO raz. I Starszy TYLKO raz… :-)

        • kanionek 02/10/2015 at 21:24

          I jeszcze dzieci w to wciągacie… A wszystko to jest wina małżonka i zaraz idę do niego z patelnią.

      • wersja 02/10/2015 at 18:29

        a jak sprawdzają, czy ktoś nie ma miliona kont mailowych? z ciekawości pytam. póki co.

        • kanionek 02/10/2015 at 19:40

          Nie wiem, może po IP komputera? Ale kary więzienia pewnie nie przewidują, więc można spróbować i zobaczyć, co z tego wyniknie. Z uprzejmości podpowiadam. Jakby co ;)

          • cornick 02/10/2015 at 21:51

            ożeszty! ja nawet nie wiedziałam, że komputer jakieś IP posiada, se zagłosowałam z trzech adresów, a co ;)

          • kanionek 02/10/2015 at 21:54

            „Jesteś szalona!” na, na, na :D

          • Ynk 02/10/2015 at 22:04

            Z dwóch różnych pecetów i jednego lapka . IP najprzeróżniejsze ;-)

          • zeroerhaplus 02/10/2015 at 23:51

            Eno weźcie nie straszcie!!!
            Ja już myślałam, że na coś się w końcu te konta przydały, co to ich z małżonkiem parę do kupki mamy…
            To plotka czy fakt, hmmm?

          • kanionek 03/10/2015 at 00:50

            Nie no, tak naprawdę to skąd ja mam wiedzieć, na czym polega weryfikacja jednorazowości zagłosowania przez danego osobnika, ale czepiam sie, czego mogę ;) Koniec świata nie wypalił (serca nie macie dla tych ptaszków, co nocami nawet przez oceany nieba niestrudzenie żeglują), to nie wiem, co ja jeszcze mogę. O, wiem. Idę spać :)

          • nikt wazny 03/10/2015 at 01:07

            Nie siejcie tu wrazej propagandy, przecie sa sieci z wieloma uzytkownikami, ktore sie melduja jednym IP, routera.
            Dlatego sadze, ze jedno konto @=jeden glos.

  46. Iwona 02/10/2015 at 19:03

    Głos oddany, obywatelski obowiązek Kozy spełniony. Wracam do kąta.

    • kanionek 02/10/2015 at 19:42

      No właśnie, a co Ty w ogóle robisz w jakimś kącie? Patrząc dziś na Tradycję obgryzającą i tak ledwo żywe sosenki za płotem, siłą skojarzenia pomyślałam o Twoim syropie sosnowym. Udał się? :)

      • pluskat 02/10/2015 at 20:28

        Tradycja obgryza sosne, znaczy sie zima blisko.

  47. pandeMonia Skorpion 02/10/2015 at 20:15

    Kanionku, nie bój żaby, siedzisz ze mną w tym konkursie w jednej ławce :) To mały konkurs, w naszej grupce jest tylko 28 blogów ;)

    • kanionek 02/10/2015 at 21:19

      Nieprawda. Ja siedzę w oślej ławce, w dodatku Z WYBORU, bo tak juz mam od dziecka ;)

      • pandeMonia Skorpion 02/10/2015 at 21:31

        Serio, usiadłam w oślej ławce?! Popkornu? :)

        • kanionek 02/10/2015 at 23:29

          Osła kukurydzą chcesz karmić? Czego Was w tych szkołach uczyli…

  48. kanionek 02/10/2015 at 22:00

    JA WAS TYLKO CHCĘ UPRZEDZIĆ. Że otóż mamy już 185 komentarzy pod wpisem tak świeżym, że jeszcze pachnie cyfrową farbą, i że ja nie wiem, czy się wyrobię tak szybko z nowym wpisem, żebyście się tu nie podusili, jak w nieklimatyzowanym tramwaju w godzinie szczytu. I w ogóle – gdy padnie dwusetny komentarz, to słońce zrobi się czarne, spadnie z nieba gówniany grad, a ptaki dalekobieżne nie trafią do ciepłych krajów. I zamarzną, biedaczki, latając w kółko gdzieś w troposferze, i osoba, która kliknie „OK” pod dwusetnym komentarzem będzie miała to wszystko na sumieniu. Tako rzecze Zaramisię Buraczkirozgotują, wspomnicie moje słowa, bo babcia miała rację.

  49. thais 02/10/2015 at 22:26

    ale jak to, IP badają :( cala rodzina glosowała z tego samego kompa. tyko maile różne??tzn ja w imieniu rodziny:)

    • kanionek 02/10/2015 at 23:11

      :D
      Ja nie mówię, że badają, tylko że jakoś sprawdzają, czy się nie głosowało 500 razy na bloga cioci Jadzi ;) A może się tak nie przejmujmy już, co? Żebyśmy żyli długo i szczęśliwie, a nie krótko i z nerwem na wierzchu ;) (powiedziała oaza spokoju i chodząca egzemplifikacja zen)

      • Tymofiejski 02/10/2015 at 23:21

        Oto prawdziwy pasterz, co trzódkę swą ku światłości wiedzie…I dodam tylko, że Mama Tymofiejskiego też zagłosowała. Brawa dla wszystkich wspierających Mam!!!

        • kanionek 02/10/2015 at 23:32

          Taa, światłości zaraz. Mówię Wam, że po dwusetnym komentarzu słońce zgaśnie, a Wy jak te owce na rzeź…
          Podziękuj Mamie, która zapewne nie wie, co uczyniła :)

  50. mitenki 02/10/2015 at 23:43

    A ja mam 5 adresów mailowych i 2 kompy… i się nie chwalę :D
    I końca świata po dwusetnym komciu się nie boję ;P

    i nie próbowałam żadnej nalewki, czy nie zepsuta…

  51. Kachna 02/10/2015 at 23:50

    Kto myślał, że ja tylko raz wiecie co zrobiłam z mojego IP ….ten gupi!
    Ale jak nam Kanionka zdyskwalifikują po przejrzeniu komciuf to nie wiem co będzie……
    Mój ojciec rocznik 1936 też. Ale on tylko raz:)

  52. zeroerhaplus 03/10/2015 at 00:30

    No, panny, ciekawe, która zgasi słońce ;))
    (ten był 199)

  53. Konhitha 03/10/2015 at 08:42

    A dokładnie gdzie można na Kanionka zagłosować? Czy mogę dostać linka w wersji dla najbardziej leniwych? Osobiście założę fanklub Gamonia:)

    • kanionek 03/10/2015 at 14:09

      Małzonek w rowie, z kilofem, młotkiem i łopatą, więc sama niestety muszę, choć mi ręka ze zgrozy usycha, podać Tobie ten link: http://www.literackiblogroku.pl/?content=zgloszone
      Ale wiesz, tam jest dużo blogów, i można głosować na kogoś innego :D

  54. spokostanka 03/10/2015 at 09:59

    Zagłosowałam oczywista.
    Pozdrowienia!

    • kanionek 03/10/2015 at 14:06

      Dziękuję, i pozdro od moich kóz dla Twoich kóz :) Twoje też coraz bardziej skąpią mleka? Bo ludzie we wsi gadają, że idzie bardzo sroga zima, o czem świadczą rozmaite znaki na niebie, jak coś tam kasztany i coś tam szerszenie.

      • spokostanka 03/10/2015 at 16:44

        Tak normalnie, jesiennie, zmniejszają ilość mleka. Bez znaków w kierunku srogiej zimy. Poza tym tłuką się rujowo, co też nie sprzyja mleczności. 2 litry od kozy to teraz szczyt szczytów.
        Sprawdziłabym chętnie, czy u nas też coś tam kasztany i coś tam szerszenie. Nie, jednak szerszeni nie sprawdzę.

        • kanionek 03/10/2015 at 23:03

          Ano. Od Ziokołka mam właśnie dwa litry na dobę, jak ma dobry humor, a od Ireny i Bożeny – po litrze. Ale rui nie zauważyłam, wszystkie kozy spokojne, nawet Lucek – jedyny pełnoporcjowy samiec w stadzie – wyluzował już dawno i może chodzić ze wszystkimi. Ja się szerszeniami interesuję tylko na wiosnę – co kilka dni łażę na strych, żeby sprawdzić, czy znów sobie gniazda nie budują, bo jak już się tak dobrze zakotwiczą i osiądą, to latem i jesienią wytrzymać nie idzie – nocne bombardowania okien, wszystkie owoce w ogrodzie nadgryzione, a i trzeba patrzec, gdzie się siada, żeby dupa nagle nie spuchła, jak u pewnej gwiazdy estrady ;)

  55. Stale 04/10/2015 at 19:12

    I ja też już zagłosowałam, mam nadzieję, że nie spóźniłam się

    • kanionek 04/10/2015 at 19:26

      Nie, do 15 października można głosować, i dziękuję :)

  56. Magda 05/10/2015 at 00:03

    Zaglosowane. Dynie podziwiam. Waski pies – my naszemu psu zakladalismy obciazony plecak psi celem poskromienia. Jest lepiej ale nie calkowicie. My mamy trudne psy ale nie mamy koz. Egzorcyzm… 😉

    • kanionek 05/10/2015 at 01:10

      Ech… No właśnie. Już tak ze trzynaście razy sobie z małżonkiem przytakiwaliśmy, że gdyby Wąski był naszym jedynym podopiecznym, to byłby najwspanialszym misiem na świecie, i wszyscy żylibyśmy długo i szczęśliwie. Myślisz, że ksiądz przyjedzie do psa? Bo chyba czas czepić się środków niestandardowych ;)

  57. ng 06/10/2015 at 17:43

    Się dopiero teraz zorientowałam, ale lepiej późno niż wcale. Zagłosowane!

    • kanionek 07/10/2015 at 00:15

      Dzięki, ng :) Wcale nie tak późno, bo jeszcze całe osiem dni, a mogli, NO MOGLI PRZECIEŻ zrobić tak, jak z wyborami – jeden dzień, wszyscy do urn, na drugi dzień sfałszowane wyniki i po strachu.

Dodaj komentarz

Podpis *
Email *
Witryna internetowa